Dodaj do ulubionych

wspomnienia

23.01.09, 16:06
Witam wszystkich
Chciałabym opisać moje wrażenia z Egiptu – pierwszy raz. Może komuś się
przydadzą. Muszę przyznać, że jest to bardzo bardzo subiektywne.

PRZED WYJAZDEM
Od podstawówki marzyłam o wyjeździe do Egiptu. Przeczyłam wszystkie możliwe
wtedy książki historyczne o Egipcie. Niestety moich rodziców nie było stać na
takie wakacje . Jak zaczęłam pracować to wyjechałam na wakacje w Tatry.
Zakochałam się w nich i Wyjazd do Egiptu gdzieś zniknął. W zeszłym roku
postanowiliśmy wyjechać na wakacje zagranice nad morze, bo małe dziecko i
niech sobie popluska w wodzie. Przejrzałam wszystkie oferty typu Hiszpanie,
Grecja. O Egipcie nie pomyślałam ze względu, że to Afryka i może być drogo. Od
niechcenia weszłam na te oferty. I jaki szok. Wcale nie było drogo. Decyzja
Egipt. Mój mąż nie był zachwycony. Koleżanka powiedziała mu o zemście faraona
i że jest brudno i strach z takim małym dzieckiem. W końcu stanęło na
Egipcie. Wrzesień. O i mała niespodzianka. Mąż dostał z zakładu na ten termin
2 tygodnie sanatorium. No ok. to jedziemy pod koniec października. Po
przeczytaniu tego forum oraz innych potarli z wakacjami decyduję się na hotel
Arabela w Hurghadzie. Miał go w ofercie Exim i Scan Holiday. Wybór pada na
Scan. Wyjazd na 1.11.2008 o godzinie 23:50. Jednak później okazało się wyjazd
został przesunięty na 2.11.2008 o godzinie 12.
Obserwuj wątek
    • ocean-1 Re: wspomnienia 23.01.09, 16:07
      DZIEŃ ZERO
      Popakowani już czekamy. Zrobiona lista czeka co mamy jeszcze dopakować z rana.
      Ja cały czas jak na szpilkach. Już się nie mogę doczekać. Pierwszy raz z biura,
      pierwszy raz lecimy samolotem. Jak się Młody zachowa w samolocie i w ogóle.
      Wieczorem robie sobie drinka a i tak nie mogę zasnąć. Mąż sobie wychodzi na
      piwo z moim bratem. Wraca koło 24. a ja dalej nie mogę spać po mino, że jest już
      3 i na jednym drinku się nie skończyło. Mąż też o dziwo się gdzieś szlaja po
      domu. A przecież musimy o 6 wstać, przynajmniej ja.

      DZIEŃ PIERWSZY (NIEDZIELA)

      Mój mąż lubi się bardzo spóźniać. Więc mówię mu, że wyjeżdżamy o 8:45. O dziwo
      mój mąż każe już być mojemu bratu o 8:30. Jednak mojego brata jak nie ma tak nie
      ma. Ja jak się stresuję to się nie odzywam ( a jak już się odezwę to chyba nie
      chcieliście by mnie słyszeć ). Mój mąż wręcz przeciwnie. Trzymają się go głupie
      żarty. Naprawdę głupie żarty. Oczywiście jak by inaczej mój brat zaspał. I był u
      nas o 8:45. Wyjeżdżamy. Mąż cały czas bredzi o Arabach z laskami dynamitu w
      samolocie, a brat pomylił drogę. Jak skomentowałam to wszystko (stres) to
      zapadła cisza. Dojechaliśmy na lotnisko. Oczywiście zadyma przy odprawie.
      Zrobiła się kolejka nie z tej stromy i ludzie się wciskali z dziećmi. My też
      byliśmy z dzieckiem małym ale staliśmy normalnie. Młody strasznie się darł bo mu
      było gorąco. Odprawiliśmy bagaż i poszliśmy do odprawy paszportowej. Troszkę się
      bałam bo miałam takie kaszki płynne dla młodego. Ale przeszło ok. Jesteśmy na
      strefie bezcłowej. Okazuje się, że mamy 40 min opóźnienia Robimy zakupy na
      bezcłówce. Ja będąc bardzo zorganizowaną osoba nagle staje się ciapą i zostawiam
      portfel. Nie poznaję siebie. Ustawia się kolejka do wyjścia do samolotu. W
      samolocie tez lecą ludzie z biura Sun& Fun. Za nami właśnie stoi taka grupka i
      zastanawia się nad reklamacją (przecież się samolot spóźnił). Wsiadamy do
      samolotu. Acha na odprawie bagażowej proszę o miejsca koło okna. Pani
      powiedziała nie ma sprawy. I się uśmiechnęła. Jak weszliśmy do samolotu się
      okazało się, że i tak byśmy dostali tak jak chciałam. Teraz już wiem skąd jej
      dziwny uśmiech. Były tylko dwa rzędy foteli. Ruszamy. Mąż lekko nerwowy. Ale w
      końcu zasypia. Lecimy nad Kairem. Wypatruję piramid lecz niestety nie widzę.
      Podchodzimy do lądowania. Młody natychmiast zasypia. Oglądamy Hurghadę w
      ciemnościach. Wypatruję naszego hotelu. Już mi się podoba. Wychodzimy z
      samolotu. Czekam na ten ciepły wiatr o którym się tu tyle wyczytałam. Ale
      niestety nie doświadczamy tego. Autobus podwozi nas na lotnisko. I co dalej? Za
      tłumem  (tak wyczytałam na tym forum). Nagle widzimy gościa z tabliczką TUI. I
      on nas kieruje. Potem nastepny i nastepny i trafiamy do autobusu nr 1. Od
      rezydentki dostajemy wodę i plan wycieczek i AI hotelu. Oczywiście Pan wkłada
      nam torbę do autobusu i słyszę bakszysz. Jestem na to przygotowana dzięki temu
      forum. Oglądamy Hurghadę. Ja wiem czego się spodziewać. Mój mąż jednak nie.
      Chłoniemy. Nagle wjeżdżamy na rondo i mąż dostaje szoku. Wysiadamy w hotelu.
      Torby każą nam zostawić przed hotelem. Mój mąż za bardzo nie chce. Ale w końcu
      zostawia. Prowadzą nas do saloniku koło recepcji i dają nam super sok. Młody
      szaleje obok bo ma dużo miejsca. Przy zakwaterowaniu okazuje się, że zapomnieli
      o Młodym. Nie umiejąc angielskiego tłumacze po angielsku facetowi, że jeszcze
      jest dziecko. Facet odchodzi i za chwilę mówi, że faktycznie. Prosi o jego
      paszport. Dostaje. Ale po chwili przychodzi z dziwną miną i się śmieje. Okazuję
      się, że dostał paszport męża. W końcu dostajemy pokój 102B. Bagażowy podjeżdża.
      Chcemy sami sobie bagaże wnieść do pokoju (w końcu w Polsce na kwaterach
      prywatnych nikt nam bagażu nie wnosił) ale bagażowy nam nie dał. Dostaje 1 $ i
      pokazuje nam pokój i się pyta czy nam się podoba. Mówi nam gdzie mamy iść zjeść.
      W sumie go nie za bardzo zrozumiałam. Super. Rozpakowujemy się. Mąż idzie z
      młodym się okopać. Mamy wannę w pokoju. Nagle słyszę męża: Mama a nie wiesz
      gdzie może być korek do wanny. O cholera zapomniałam z domu wziąć (przecież
      czytałam o tym ). Potem ja idę. No to co? Idziemy na kolację. Za bardzo nie
      wiemy gdzie ale idziemy przed siebie. W końcu trafiamy. Jesteśmy zadowoleni.
      Młody robi furorę. Po kolacji młody zasypia a my siedzimy na tarasie i pijemy
      metaxe. Ja w sumie pierwszy raz (tez dzięki temu forum – bo nigdy mi to do głowy
      nie przyszło) bawię się w szukanie dziury w całym typu krzywe kafelki i takie
      tam. Znajduję parę rzeczy i się świetnie bawię przy tym.
      • ocean-1 Re: wspomnienia 23.01.09, 16:08
        DZIEŃ DRUGI ( PONIEDZIAŁEK)

        Idziemy na śniadanie. Znalazłam wszystko oprócz bułek i płatek śniadaniowych.
        Ale za to mąż Arek znalazł. O 11 mamy spotkanie z rezydentem w hotelu obok. Ja
        dalej nie zdecydowana Kair czy Luksor. Może dam rade (wtorek, środa). Rezydent
        nie powiedział nic nowego czego bym nie wiedziała z tego forum. Pytam się czy
        dam rade Kair i Luksor dzień po dniu (byliśmy tylko tydzień). A tu
        niespodzianka. Kair we wtorek a Luksor w czwartek. Zapisuję się na Kair i
        Luksor. i w środę na nurkowanie. Wracamy do naszego hotelu. Na tarasie wypijamy
        metaxe, palimy papieroska i idziemy na basen. W brodziku trochę zimna woda, ale
        młodemu się podoba. Potem obiad w restauracji nad morzem. I Idziemy nad morze.
        Młody się boi. (ma to po mnie jak i nie jest ciepłolubny (też po mnie)). Robimy
        mały obchód hotelu. Potem kolacja. I znowu mały obchód. Wracamy do pokoju.
        Proponuję mężowi wyjście na miasto ale nie chce on o tym słyszeć. Nie poznaję
        męża. Arek już śpi a ja nie mogę zasnąć. Jutro PIRAMIDY. Moje marzenie od
        dzieciństwa.
      • ocean-1 Re: wspomnienia 23.01.09, 16:08
        DZIEŃ TRZECI (wtorek)
        Wstaję w nocy. Już jestem gotowa. Dzwoni telefon odbieram a to pobudka. Ubrałam
        sobie sukienkę za kolana ale za to z okrytymi ramionami. Czy to był błąd? Hmm…
        Do teraz mam mieszane uczucia. Wyjeżdżamy. Razem z nami w autobusie jadą
        Francuzi. Dojeżdżamy do punktu formowania się konwoju i oglądamy wschód słońca.
        Super. Jedziemy dalej. Cały czas przez pustynie. Myślałam, że pustynia to piasek
        a to był żwirek. Hm.. dojeżdżamy do Kairu. Przewodnik Francuzów wstaję i cały
        czas im opowiada. Polacy zaczynają trochę marudzić, że tez by chcieli coś
        usłyszeć a tu nic. W końcu wstaje nasz pilot i mówi, że przewodnik wsiądzie w
        Kairze. Wchodzi w końcu nasz przewodnik. Mówi, że nazywa się Hany i jest
        najlepszym przewodnikiem w Kairze. Podjeżdżamy na „jakiś” parking gdzie Francuzi
        mają przejść do innego busa. Dostajemy 10 min na robienie zdjęć a potem nam
        opowie co to jest. Więc robie zdjęcia. Szkoda tylko nie wiem co. W autobusie
        dowiadujemy się, że to był Meczet Alabastrowy. Hany opowiada nam o Kairze.
        Podjeżdżamy do muzeum. Hany mówi, żeby zabrać ze sobą aparaty bo przed muzeum
        można robić zdjęcia. Do muzeum wchodzimy z aparatami (?), lecz nikt nie odważył
        się robić zdjęć. Rozpoczyna się bieg przez muzeum. Ani chwili nie ma na zadumę.
        Ludzi pełno. Przewodnicy przekrzykują się w różnych językach. Szlag. Dochodzimy
        do jakiegoś miejsca i Hany wyciąga płyty. Mówi co na nich jest i że ma ich tylko
        8. Ludzie się w sumie na nie rzucili no i okazało się że jeszcze ma ich więcej.
        W sumie tylko ja jej nie kupiłam. Podchodzimy do skarbów Tutenchamona. Hany
        zostaje na zewnątrz a my wychodzimy. Po wyjściu Hany pokazuje kartusze. Ludzie
        zamawiają. Potem podchodzimy do Sali mumii. Okazuje się, że jestem tylko jedyna
        chętną. Rezygnuję, bo jestem sama i boje się, że się zgubie. Wychodzimy z
        muzeum. Hany siedzi i sprzedaje kartusze. Widzę ładny obelisk, chce mu zrobić
        zdjęcie. Ale policjant non stop wchodzi pod niego jak tylko próbuję zrobić
        zdjęcie. W końcu robie obeliskowi i policjantowi. Przystojny był a zdjęcie
        super. W końcu i ja się skuszam na kartusz, ale dla mamy. Podjeżdżamy na statek
        na obiad. Dobry był. No to teraz PIRAMIDY. Bardzo chciałam wejść do piramidy,
        ale mi się nie udaje. Więc idę z grupą. Miejsce trochę mnie rozczarowuje. Jakoś
        czegoś innego się spodziewałam. Nie było tej magii co sobie wyobrażałam.
        Podjeżdżamy do ostatniej piramidy i znowu Hany proponuje przejażdżkę na
        wielbłądach. Szkoda, że mam sukienkę bo bym jechała. Ale się okazało, że to nie
        było problemem. Wsiadam na wielbłąda, okrywają mnie jakąś chustą i jazda. Ło.
        Przeżycie niesamowite bo myślałam cały czas, że spadnę. Nie spadłam. Zrobiłam
        parę zdjęć. Gość od wielbłąda zrobił mi też na wielbłądzie w tle z piramidami. I
        dopiero tu poczułam gdzie jestem. Widziałam je w całej okazałości. Nie chce stąd
        wracać. Przypominam sobie mój narysowany jeszcze w podstawówce obrazek. Tylko co
        tam robiła ta palma? Reszta była nawet podobna. W końcu powrót ja nie chce. Ja
        chce tu jeszcze zostać. W drodze powrotnej słyszę, że mam zapłacić jego bossowi
        za przejażdżkę, a jemu bakszysz. Dostaje sowity bakszysz za te chwile. Teraz
        widze piramidy całkowicie inaczej. A… i to co mnie zdziwiło. Gościowi w ogóle
        nie musiałam tłumaczyć gdzie ma nacisnąć żeby zrobić zdjęcie i nawet zrobił
        posługując się zumem. Natomiast w większości zawsze musiałam mówić gdzie
        nacisnąć. No i teraz Hany ma dla nas niespodziankę. Możemy wejść do jednej małej
        piramidy i zrobić zdjęcia. Koszt jedyne 1 LE na bakszysz. Wszyscy wchodzą.
        Robimy zdjęcia. Wyjeżdżamy. Czas na sfinksa. I tu klapa. Tyle ludzi, że dla mnie
        stało się to komercją totalną. Zero magii, zero niczego. Robie pare fotek i
        wracam do autokaru. Oczywiście obskoczył mnie tłum sprzedawców. Odpędzam ich.
        Jakoś mi się udało. Jednak na parkingu dopadło mnie znowu kilku. A ja nie
        umiałam znaleźć autobusu. W końcu zorientowali się, że się zgubiłam bo każdy
        chciał znaleźć mój autobus. Musiało to zabawnie wyglądać bo nasz kierowca z
        autobusu mnie znalazł. I zaprowadził do naszego uwalniając od sprzedawców.
        Zostało nam w końcu w programie fabryka perfum i suk. Fabryka perfum. Czysta
        komercja ale napiłam się soku z trzciny cukrowej. No to teraz na suk. Oczywiście
        Hany prowadzi nas do swoich znajomych. Ale ludzie się wykruszają i zostaje ja i
        jedna młoda para. Mówimy, że chcemy kupić papirusy. Kupujemy. Ale po całym dniu
        zwiedzania jesteśmy głodni a jeszcze czeka nas jeszcze długi powrót do hotelu.
        Hany proponuje nam MC Donalda. Ale chcemy coś ichniejszego. Hany nam „coś”
        kupuje i płacimy tylko 3 LE. Siedzimy sobie na krawężniku, jemy i czekamy na
        autobus. Reszta ludzi się zbiera i chce to co my. Wiec oddaje im moje jedzenie i
        idą kupić to co ja mam, bo było dobre. Dostają to ale płacą 10 LE. Niestety już
        musimy jechać do hotelu. Jeszcze jedna rundka po Kairze i do „domu”. Zegnaj
        Kairze. Jeszcze Hany robi zbiórkę na kierowcę bo podobno pracuje za bakszysz.
        Zasypiam. W hotelu zdaję krótką relacje mężowi i ide spać.
        • ocean-1 Re: wspomnienia 23.01.09, 16:09
          DZIEŃ CZWARTY (ŚRODA)

          Wstajemy rano i jemy śniadanie. Po śniadaniu idziemy się pakować i jedziemy
          nurkować. To ma być dzień dla męża. Podjeżdża busik pod hotel i zaczynamy objazd
          po Hurghadzie. Pod jednym z hotelu podchodzi młody chłopak i zaczyna rozmawiać
          po angielsku. My mu odpowiadamy ale… w końcu wtrąca mimo chodem polskie słowo i
          zaczyna być wesoło. To spowodowało, że wszyscy wpadli w doskonały humor.
          Wypływamy. Młody jeszcze siedzi spokojnie, ale kiedy stajemy zaczyna szaleć.
          Trochę się boimy, ale pilnujemy go. Mąż wchodzi do morza i snurkuje. Ja jestem z
          młodym na statku. W końcu się zmieniamy. Ja ubieram kapok i wchodzę do morza.
          Ale w nim czuję dyskomfort. Lecz boję się pływać bez ( czy to ja w zawodach
          miejskich zajęłam – czwarte miejsce w pływaniu? Ale w końcu to był basen a nie
          pełne morze). Strach przed morzem (jeziorem też) w końcu zwycięża i wracam na
          statek. Mąż pływa i czuje się wyśmienicie. Młody zasypia po stołem na
          ręcznikach. Mamy trochę luzu na opalanie. W końcu kolej na nurkowanie mojego
          męża. A ja się opalam. Jak super mieć trochę błogiego lenistwa dla siebie. Mąż
          zachwycony. Obiad na statku. Młody się budzi. Wracamy. Po powrocie jesteśmy
          trochę głodni więc idziemy coś zjeść. Była godzina 17. I co się okazało. W
          związku z tym, że byliśmy po sezonie, to to była godzina martwa. Czyli na plaży
          nie można było nic zjeść bo już zamykali. W barze nad basenem tak samo. Więc
          musieliśmy czekać do 19 kiedy się zaczęła kolacja w restauracji nad morzem.
          Idziemy pochodzić po hotelu. Siedzimy troche nad morzem i idziemy na drinka koło
          restauracji. Potem kolacja i idziemy na szisze. Młody zasypia. A że alkohol się
          skoczył stwierdzany, że idziemy do baru obok. W sumie nie wiemy czy jest on w
          AL. Ale przecież są wakacje. Okazuje się, że tak. Wracamy do pokoju bo przecież
          jutro wstaję rano i jadę do Luksoru.
          • ocean-1 Re: wspomnienia 23.01.09, 16:09
            DZIEŃ PIĄTY (CZWARTEK)

            Znowu dzisiaj wstaję w nocy. Jadę do Luksoru. Z opinii forum wiem, że jest
            piękny, ale za bardzo nie wiem czego się spodziewać. Z nami w autokarze jadą dla
            odmiany Holendrzy. Zatrzymujemy się na postoju formowania konwoju. Pilot nasz
            znowu Ahmed czyli ten co w Kairze. Nawet mnie poznaje. W Luksorze wsiada nasz
            przewodnik. Przesiadamy się do małego busa. Jest nas zaledwie garstka. Jedziemy
            do świątyni Karnak. Masz przewodnik zaczyna mam bardzo ciekawie i obrazowo
            opowiadać. Wchodzimy do świątyni. Jestem zachwycona. Robi na mnie ogromne
            wrażenie. Przewodnik Ahmet powiedział, że nie mamy robić zdjęć teraz tylko żeby
            go słuchać a potem będziemy mieć wolny czas, żeby robić zdjęcia. Dobrze, że go
            nie posłuchałam, bo wolnego czasu było naprawdę mało. Razem z takim starszym
            małżeństwem poszliśmy do sanktuarium, gdzie kiedyś mógł przebywać tylko faraon.
            Powiem szczerze, że było lekko skromne, ale fakt, że kiedyś tam on siedział
            zrobił swoje (jak dla mnie). Potem poszliśmy do skarabeusza. Trzy kółeczka na
            szczęście i już musieliśmy wracać z powrotem. Bardzo ciężko mi się stamtąd
            wychodziło. Ja bym tam mogła zostać cały dzień. Oczywiście Ahmet wyciągnął i
            płyty i kartusze, ale zaraz je schował. Całkowicie inaczej to wyglądało niż w
            Kairze. Nasza grupa bardzo się zintegrowała (w odróżnieniu do Kairu). Było tam
            też małżeństwo X tak koło 40 i mające syna w wieku 10 lat o czym później. Po
            świątyni w busie dowiedzieliśmy się, że jak ktoś chce jechać motorówką na drugi
            brzeg nilu to może (osobno płatne) a jak nie to może jechać autokarem, ale wtedy
            nie zdąży na obiad. Frekwencja była 100% na motorówkach. Obiad zjedliśmy w
            knajpie nad Nilem. W między czasie dołączyli do nas Holendrzy. Pani X była
            bardzo niezadowolona, bo zabrakło jej „czegoś tam” co skomentowała, że to „przez
            tą grubą babe” hmm… ona tez do szczupłych nie należała . Po obiedzie wsiadamy
            do tych motorówek. Nasza motorówka była chyba z dziesiąta. Oczywiście pełno było
            pomagierów, żeby przejść. Może przez trzy motorówki dawałam radę się odpędzać,
            potem już zrezygnowałam. Zostałam przeprowadzona, czyli trzymana za rękę jak bym
            tańczyła Poloneza. Oczywiście kosztowało mnie to bakszysz. Ale co tam. Wsiadamy
            w naszego busa i jedziemy zobaczyć Kolosy Memmona. W busie chciałam włożyć sobie
            wodę mineralna do plecaka, która zostawiłam w nim. Niestety nie ma jej na
            siedzeniu. Sprawdzam czy nie spadła. Zauważyli to i przewodnik i pilot. Zaraz
            pada pytanie czy coś mi ukradli. Mówię, że nie. Bo przecież nie będę robiła
            chryi przez butelkę wody mineralnej. Pod Kolosami chwila na zdjęcia. Kupujemy
            razem z jedną uczestniczek chustki na głowę bo nie mieliśmy czapek a było bardzo
            gorąco. Zauważyła to Pani X i też kupiła. Jedziemy do Doliny Królów i nagle
            słyszymy od Pani X: ta serwetka będzie ładnie wyglądała na stole. Mówimy jej, że
            to chusta, ale nie dała się przekonać. W między czasie czytam przewodnika, żeby
            się zdecydować do których grobowców wejść. Jesteśmy w Dolinie Królów. Powiem
            szczerze, że nie tak sobie to wyobrażałam. W sumie to nie wiem jak sobie to
            wyobrażałam, ale na pewno nie tak. Niestety przewodnik wybrał za nas, które
            grobowce mamy zwiedzić. Czy to dobry wybór był. Nie wiem. W każdym bądź razie
            powiedział, że każdy grobowiec jest w innym stylu. W chodzimy do pierwszego.
            Dostajemy kawałek kartonu do wachlowania. Jest duszno. Jesteśmy zadowoleni.
            Oglądamy i podziwiamy. Pani od chustki tłumaczy swoim dzieciom co i jak. Trochę
            pokręciła, ale w sumie dzieciom i nam się podobało. Wychodzimy. Oddajemy
            kartoniki. Idziemy do drugiego grobowca. Niestety nie dostajemy kartoników. A
            inna wycieczka ma. Teraz wiemy, że mieliśmy zapłacić bakszysz za te kartoniki,
            ale w sumie nikt nie wyciągnął ręki za kasą wiec myśleliśmy, że to klimatyzacja
            w cenie biletu . Zwiedzamy kolejne groby. Niestety bez Pani X, która
            stwierdziła, że nie ma tam czego oglądać. Teraz czas na fabrykę Alabastru.
            Oczywiście siedzi sobie parę facetów i udają, że coś robią. Oczywiście wszystko
            pod turystę. Wchodzimy do sklepu, mamy czas na zakup wyrobów. Ceny jak z
            kosmosu. Pomogłam się targować starszemu małżeństwu i wyszłam na zewnątrz.
            Oczywiście chcieli mi dać kawałek alabastru na pamiątkę za bakszysz.
            Podziękowałam i poszłam. Ale dalej wołali. Olałam ich i poszłam do busa, który
            był zamknięty. Ukradkiem widzę, że pilot Ahmet klęczy na kawałku dywanu i się
            modli. Udaję, że nie widzę tego. Ale w sumie się dziwię, bo jest bardzo młody.
            Okazuje się, że za mną krzyczał kierowca busa a pomagali mu „robotnicy”. A ja
            myślałam, że znowu mam za coś płacić bakszysz. Znalazłam kawałek alabastru przed
            autobusem i jako jedyna nie zapłaciłam za to bakszyszu . Pani X bardzo się to
            nie podobało. Teraz czas na świątynie Hatszepsut. Przewodnik Ahmet robi nam małą
            scenkę, żebyśmy zrozumieli co i jak z nami w rolach głównych. Bawimy się przy
            tym wybornie. Czas na zwiedzanie świątyni. Trzeba wejść po schodach. Oczywiście
            Pani X stwierdziła, że nie pójdzie, bo wystarczy jej widok z daleka. Świątynie
            przepiękna, zdjęcia również, ale nie obyło się znowu bez bakszyszu, co bardzo
            ubawiło małżeństwo od chustki. Oni to samo fotografowali za free. No ale co tam
            wakacje są. Teraz czeka nas fabryka papirusów i perfum. Po obejrzeniu jak się
            robi papirus tłuczkiem do mięsa wywiązała się dyskusja na temat jedzenia w
            Egipcie. Ahmet stwierdził, że mięsa nie je. Ale Pani X stwierdziła, że jej
            kotlety na pewno zje, bo jak ona zrobi to mąż zje ich 5. Mina jej męża była
            bezcenna. Teraz czas na fabrykę perfum. Ostatni punkt programu. Będąc w fabryce
            w Kairze, na pytania Pani X opowiadam wyczerpująco. Pani X w ogóle jest bardzo
            zdziwiona, jak mi się chciało jechać znowu do Luxoru. Przecież nie ma tu znowu
            niczego fajnego, żeby trzeba było jechać drugi raz. Mówię jej, że jestem
            pierwszy raz, ale mi nie uwierzyła, bo przecież tyle wiem (w czytanie
            przewodnika tez nie uwierzyła). Czas na powrót. Robimy zbiórkę na przewodnika,
            ale oczywiście Pani X gdzieś zniknęła. Czekamy na nią, przewodnik i pilot się
            niecierpliwią a my nie chcemy wsiąść do busa a oni nie wiedzą czemu. W końcu
            dorwaliśmy ją i kazaliśmy jej z kasy wyskoczyć. Zadowolona nie była, ale co tam
            (wiem złośliwa jestem). Powrót do hotelu o dwunastej w nocy. Mąż się pyta jak
            było a ja mu, że jakby mi teraz kazali wsiąść do autokaru i znowu jechać to bym
            się nawet pięć sekund nie zastanawiała. Luksor jest piękny i na pewno tam wrócę
            nie raz.
            • ocean-1 Re: wspomnienia 23.01.09, 16:10
              DZIEŃ SZÓSTY (PIĄTEK)

              Dzień błogiego lenistwa dla mnie. Stwierdzam, że powinniśmy iść na jakieś małe
              zakupy, bo musimy kupić jakieś pamiątki i kartki w końcu wysłać. Na terenie
              hotelu był mały bazar. Weszliśmy do pierwszego lepszego sklepu. Mąż sobie chciał
              kupić sziszę. Spędziliśmy tam 3 godziny, ja miałam dosyć a mąż był w siódmym
              niebie targując się z sprzedawcą i paląc z nim szisze. Młody znowu dokazywał w
              sklepie bawiąc się piłką, którą dostał od sprzedawców w prezencie. Na kolacji
              była jakaś ulotka, że jest disco. Wieczorem poszliśmy znowu do baru obok napić
              się trochę. Mężowi się załączył „szlajasz”. Stwierdził, że idzie na dyskotekę.
              Po drodze spotyka znajomych, których poznał jak mnie nie było i poszli pić.
              Wrócił dobrze nad ranem.

              DZIEŃ SIÓDMY (SOBOTA)

              Ten dzień mieliśmy spędzić maksymalnie. Niestety mąż nie był w stanie wstać. Ale
              za to jak wstał to stwierdził, że idziemy w miasto, bo go wczoraj przekonano. Ja
              już cała szczęśliwa, że pojedziemy do centrum. Co się okazało, jego miasto to
              było parę sklepików za terenem hotelu. Naprawdę nie poznaję mojego męża. Mój mąż
              nigdy się tak nie zachowywał. Ale to i tak dobrze, że wyszedł poza hotel.
              Niestety czas się pakować i jutro wcześnie rano wyjeżdżamy.

              DZIEŃ OSTATNI (niedziela)

              Wstajemy w nocy i się wymeldowujemy. Autobus już czeka na nas. I znowu Ahmet.
              Jedziemy na lotnisko. Ostatnie zakupy i wsiadamy do samolotu. Podróż mija szybko
              i lądujemy w Katowicach. Jedziemy do rodziców na obiad i się śmiejemy, że ALL
              nas jeszcze dotyczy bo mamy opaski na rękach.


              PO POWROCIE

              Mąż bardzo nie chciał jechać do Egiptu. Teraz zmienił zdanie. Jak używa perfumu,
              który kupiliśmy na bezcłowce, to mówi mi, że przypomina mu Egipt. Tak samo jak
              usłyszy jakąś piosenkę. Jestem w szoku, bo nie spodziewałam się, że będzie
              chciał tam jeszcze jechać. Już teraz planuje Egipt nawet w tym samym hotelu.
              Więc na pewno w tym roku tam zawitamy.
              • wojtek37k Re: wspomnienia 23.01.09, 16:37
                :-)

                Następnym razem , jak mąż polubił targowanie - to miasto obowiazkowo

                Pozdrawiam Wojtek
                • malena.m Re: wspomnienia 23.01.09, 18:24
                  Cieszę się, że są następni "zaszczepieni" Egiptem :) i dziękuję, że
                  opisałaś Wasz wyjazd! tak mało tu ostatnio normalnych wypowiedzi
                  można przeczytać...
                  Pozdrawiam serdecznie :))
                  • ula_25 Re: wspomnienia 23.01.09, 19:53
                    Jest coś w tym Egipcie, że chce się wracać, choć nie piło się przysłowiowej wody
                    z Nilu :) A może następnym razem wyjazd na Saharę i noc pod rozgwieżdżonym niebem :)
                    • ocean-1 Re: wspomnienia 23.01.09, 20:10
                      Maleno i Ulu bardzo dziękuję za ciepłe słowa. Egipt mnie zauroczył. Niestety
                      Sahara odpada, chyba, że zmienię męża :)
                • ocean-1 Re: wspomnienia 23.01.09, 20:08
                  Wojtku, mąż polubił targowanie, ale boi się wyjść dalej. Dlaczego? Nie mam
                  zielonego pojęcia, bo nigdy nie miałam z nim takich problemów. Ale będę nad nim
                  pracowała :). Może się uda w tym roku :)
                  • agasz301 Re: wspomnienia 23.01.09, 20:31
                    super wspomnienia my tez za 2 miesiace pierwszy raz do egiptu. tylko
                    moj maz chce na piramidy ja luksor. no bo w ciagu tygodnia z małym
                    dzieckiem to jedno i drugie nie damy rade zaliczyc. fajne fajne
                    wspomnienia,pozdrawiam i zycze wielu jeszcze takich wrazen:))
                    • ocean-1 Re: wspomnienia 23.01.09, 21:43
                      My z młodym nie jeździliśmy na wycieczki bo stwierdziliśmy, że za męczące to by
                      było dla niego. Ja byłam w Kairze i w Luksorze a mąż nurkował. Co prawda młody
                      był z nami na statku ale ja go pilnowałam.
                      Pozdrawiam.
    • absztyfikant Re: wspomnienia 24.01.09, 06:03
      Swietny reportaz, pisz wiecej!
    • ropuch-4 Re: wspomnienia 24.01.09, 15:33
      Super.Dziękujemy za Twoje wspomnienia bardzo nam sie
      spodobały,powinno byc na tym forum wiecej takich opisów przynajmniej
      człowiek wie czego ma sie spodziewać.My wylatujemy 03.02.2009 i też
      tak jak Wy jedziemy pierwszy raz(lekka nerwówka).Prosze napisz jaki
      przewodnik mialaś ze sobą bo tak jak Ty od dzieciństwa jestem
      zakochana w Egipcie ale widze z Twojego opisu, że wiedza książkowa a
      rzeczywistość tam na miejscu to dwie różne bajki. Jeszcze raz super
      i dzieki.
      • ocean-1 Re: wspomnienia 24.01.09, 15:47
        Witam! Ja korzystałam z przewodnika Pascala. Taki troszkę gruby był i nie było
        obrazków. Bodajże był z danymi z 2007 r. ale kupowałam go na początku 2008 roku.
        Jeżeli masz jeszcze jakies pytania to chętnie odpowiem.
        • ropuch-4 Re: wspomnienia 24.01.09, 15:51
          Dziekuję a powiedz mi jeszcze czy była taka możliwość żeby odłączyć
          sie od wycieczki i zwiedzać na własną ręke.
          • ocean-1 Re: wspomnienia 24.01.09, 18:34
            Za bardzo nie było możliwości, albo nikt nie próbował :). Może jakbyście się
            dogadali z przewodnikiem to by się udało.
            Pozdrawiam
            • ropuch-4 Re: wspomnienia 24.01.09, 19:45
              Mam jeszcze takie bardzo nietypowe pytanko.Mieliśmy lecieć o 23 na
              miejscu o 4 rano lecz wczoraj zadzwonila pani z BP i poinformowała
              nas o zmianie godziny lotu na miejscu będziemy o 23 wiem że
              zakwaterowanie i formalności zajma sporo czasu ale mój mąż martwi
              sie czy w nocy hotel zapewni nam jakieś jedzonko czy kolację zabrać
              z domu? (cały mój kochany mąż hi hi).Wiem że najlepiej zapytać się w
              BP ale może ktoś się orientuje jak to jest. Pozdrawiam.
              • kasia_p45 Re: wspomnienia 25.01.09, 20:26
                ropuch-4 napisała:

                > Mam jeszcze takie bardzo nietypowe pytanko.Mieliśmy lecieć o 23 na
                > miejscu o 4 rano lecz wczoraj zadzwonila pani z BP i poinformowała
                > nas o zmianie godziny lotu na miejscu będziemy o 23 wiem że
                > zakwaterowanie i formalności zajma sporo czasu ale mój mąż martwi
                > sie czy w nocy hotel zapewni nam jakieś jedzonko czy kolację
                zabrać
                > z domu? (cały mój kochany mąż hi hi).Wiem że najlepiej zapytać się
                w
                > BP ale może ktoś się orientuje jak to jest. Pozdrawiam.


                Obawiam sie, ze po 23-ej mozesz juz nie uswiadczyc nic do jedzenia.
                Przynajmniej tam gdzie ja bylam tak bylo... Gdy wracalismy pozno z
                wycieczek np z Luxoru czy z Kairu.. niestety wszystkie restauracje
                byly nieczynne... dopiero ok 7 z rana otwierali.
                Tak czy owak lepiej zaopatrzyc sie w kanapki :))
              • wojtek37k Re: wspomnienia 27.01.09, 21:13
                W niektórych hotelach jest opcja późnej kolacji , sam bylem w 3
                takich , ale ta informacja bedzie dostepna w biurze podrozy
                • kasia_p45 Re: wspomnienia 27.01.09, 21:18
                  wojtek37k napisał:

                  > W niektórych hotelach jest opcja późnej kolacji , sam bylem w 3
                  > takich , ale ta informacja bedzie dostepna w biurze podrozy

                  I owszem jest taka opcja...ale tam gdzie ja bylam byla tylko do 23-
                  ciej. :))
                  • fejs2fejs Re: wspomnienia 27.01.09, 22:04
                    z tego co pamiętam, tam gdzie byłaś jest możliwość zjedzenia kolacji "dla
                    spóźnialskich" do 1 w nocy. Z tym, że dosyć mocno okrojona wersja:)
                    • kasia_p45 Re: wspomnienia 27.01.09, 22:09
                      Oj nie wiem...ale kiedys wrocilismy jakos kolo polnocy czy pozniej i
                      juz nie bylo nic otwarte
                      • fejs2fejs Re: wspomnienia 27.01.09, 22:27
                        late dinner można było zjeść w głównej restauracji między 23 a 1.
                        • ropuch-4 Re: wspomnienia 28.01.09, 15:49
                          Oki. Dzięki śliczne za wasze podpowiedzi.
    • kasia_p45 Re: wspomnienia 27.01.09, 21:59
      chyba sie kiedys zbiore i opisze swoje wspomnienia...
      • tadeo-1 Re: wspomnienia 27.01.09, 22:11
        doskonały pomysł
        • kasia_p45 Re: wspomnienia 27.01.09, 22:19
          Tylko kto to bedzie czytal? hihi
          • tadeo-1 Re: wspomnienia 27.01.09, 22:35
            myślę że wielu ciekawych
            • kasia_p45 Re: wspomnienia 28.01.09, 23:30
              no jestem ciekawa bo zaczelam cos tworzyc.. jak dokoncze to wrzuce
              • tadeo-1 Re: wspomnienia 29.01.09, 20:27
                CZEKAMY
                • kasia_p45 Re: wspomnienia 29.01.09, 20:55
                  Cierpliwości... jestem w połowie drogi dopiero :))
      • marianoromano Re: wspomnienia 29.01.09, 09:42
        Kasia 45 ja też bardzo prosze o napisanie wspomnien z Egiptu.Jadę 1
        raz i z przyjemnościa czytam takie reportaże (myślę że nie tylko
        ja).Pozdrawiam serdecznie.
        • kasia_p45 Re: wspomnienia 30.01.09, 19:51
          marianoromano napisał:

          > Kasia 45 ja też bardzo prosze o napisanie wspomnien z Egiptu.Jadę
          1
          > raz i z przyjemnościa czytam takie reportaże (myślę że nie tylko
          > ja).Pozdrawiam serdecznie.


          już napisałam.. szukaj w przyszpilonych

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka