Dodaj do ulubionych

Bereszyński, IPN, służby i... ślepcy?

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.03.09, 11:21
Poświęcona Bereszyńskiemu strona IPN dostępna jest pod adresem:
katalog.bip.ipn.gov.pl/showDetails.do?lastName=bereszy%C5%84ski&idx=&katalogId=0&subpageKatalogId=4&pageNo=1&osobaId=6077&
Na stronie tej znajdują się informacje, które budzą wielkie wątpliwości.
Odnoszę wrażenie, że wielu forumowiczów jakoś dziwnie oślepło na te
informacje. Dlaczego?
Pozdrawiam Wszystkich
Piotr Badura
Obserwuj wątek
    • Gość: Piotr Badura Kim był anonimowy darczyńca? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.03.09, 11:26
      Na stronie, poświęconej Zbigniewowi Bereszyńskienu, podano "źródła wiedzy" IPN o
      Zbigniewie Bereszyńskim. Jest to sześć pozycji. Najbardziej kontrowersyjna jest
      pozycja druga, którą opisano tak:
      "Akta operacyjne - Materiały dot. działalność członków KPN w latach 1988-1989
      (ze zbioru dokumentów pochodzących z różnych spraw operacyjnych przekazanych do
      IPN przez anonimowego darczyńcę)"
      Kim był ów anoniomowy darczyńca? Dlaczego przekazał wspomniane materiały IPN?
      Dlaczego IPN odnotował ten fakt na stronie poświęconej Bereszyńskiemu?
      1) Zacznę od tego, kim był anonimowy darczyńca. Musiał to być ktoś, kto miał
      dostęp do dokumentów z różnych spraw operacyjnych, mógł je przeglądać i wybrać
      te, które uznał za właściwe, by przygotować odpowiednio spreparowaną teczkę dla
      IPN. Trudno uwierzyć, by człowiek z takimi uprawnieniami nie był
      funkcjonariuszem służb specjalnych, i to raczej wyższym.
      2) Jeśli przyjmę, że jakiś wyższy funkcjonariusz służb specjalnych skompletował
      teczkę z dotyczących Bereszyńskiego materiałów, pochodzących z różnych spraw
      operacyjnych, to muszę sobie zadać pytanie, z jaką intencją on to robił.
      Ponieważ w świetle tych wypreparowanych materiałów okazało się, że Bereszyński
      był "dzielnym opozycjonistą, dręczonym przez SB", więc muszę przyjąć, że
      funkcjonariuszowi służb specjalnych, który te materiały dla IPN preparował, o
      takie właśnie uznanie chodziło.
      3) Powstaje jednak kolejne pytanie: Dlaczego służbom specjalnym zależało, by
      koniecznie zrobić z Bereszyńskiego "zasłużonego opozycjonistę"? Nie widzę innej
      możliwości, jak przyjęcie, że Bereszyński wykonuje jakieś zadania dla służb
      specjalnych, a rodzaj tych wykonywanych zadań wymaga, by miał on opinię
      "zasłużonego opozycjonisty". Być może tej opinii "zasłużonego opozycjonisty" nie
      udałoby się zbudować, gdyby służby specjalne nie przekazały IPN odpowiednio
      wypreparowanych dokumentów.
      4) Dlaczego jednak IPN umieścił informację o tym dziwnym anonimowym darczyńcy?
      Mogę tu tylko snuć przypuszczenia. Wydaje mi się, że IPN zajmuje stanowisko na
      podstawie posiadanych dokumentów. Nie wolno mu domniemywać, że są gdzieś jakieś
      inne dokumenty, z których wynika coś dokładnie przeciwnego. IPN ma się
      wypowiedzieć na podstawie tych dokumentów, które ma. To jest dla IPN
      niekomfortowa sytuacja. Decyzja o tym, kim kto był w relacjach z SB, zależy
      bowiem od tego jakie materiały dostanie IPN. Faktycznie więc o statusie danej
      osoby nie decyduje IPN, ale ci, którzy decydują, co będzie do IPN przekazane.
      Myślę że ta świadomość leżała u podstaw decyzji IPN, by ujawnić, dzięki jakiej
      sztuczce Bereszyńskiego musiał on niestety uznać za osobę pokrzywdzoną. Jeśli
      moje przypuszczenie jest słuszne, to IPN chciał powiedzieć mniej więcej coś takiego:
      "W świetle dokumentów, które nam udostępniono, Bereszyński wychodzi na osobą
      pokrzywdzoną. Ta nasza opinia jest jednak dla nas samych niewiarygodna, bo
      wydajemy ją na podstawie materiałów w sposób oczywisty spreparowanych przez
      służby specjalne. Dlatego zaznaczamy wyraźnie, że materiały, w oparciu o które
      wydajemy naszą opinię, są spreparowane".
      Nie twierdzę, że musiało być tak, jak powyżej napisałem. Może są jakieś całkiem
      inne wyjaśnienia tego, co IPN zamieścił na stronie Bereszyńskiego. Jeśli ktoś
      potrafi to inaczej wytłumaczyć, to będę mu za wyjaśnienie zobowiązany.
      Pozdrawiam Wszystkich
      Piotr Badura
    • z.bereszynski Badura znowu zaczął bredzić 28.03.09, 12:08
      Nie pomyliłem się pisząc w innym wątku coś takiego:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=92649413&a=93000626
      Po totalnym skompromitowaniu się w dwóch innych wątkach Badura zastosował typową
      dla niego reakcję ucieczkową. Założył kolejny wątek i zaczął bredzić od nowa,
      licząc najwyraźniej na to, że nikt nie będzie wracał do tego, co zostało
      napisane wcześniej. Do jego bredni odniosłem się już w innym miejscu:
      forum.gazeta.pl/forum/0,62489,1540823.html?f=65&w=93358982&a=93358982&rep=1&t=1238237144081
      Cytuję odnośny fragment:

      "To bzdura, że o zaliczeniu mnie do osób rozpracowywanych
      zadecydowały dokumenty przekazane przez anonimowego darczyńcę.
      Dokumenty te dotarły do IPN na przełomie 2006 i 2007 r. Miałem już
      wtedy status osoby poszkodowanej, a zgodę na badanie dokumentów IPN
      uzyskałem jeszcze wcześniej, bo już w marcu 2005 r.!".

      Nic dodać nic ująć. Badura woli jednak udawać ślepca i ciągnąć dalej swoje brednie.

      A oto, od czego próbuje uciec Badura na zasadzie odwracania kota ogonem:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=89002255
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=89002362
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=89002448
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=89002632
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=89002732
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=89002795
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=92736547
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=92736660
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=92736727
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=92737118
      Zbigniew Bereszyński
      • z.bereszynski poprawny link 28.03.09, 12:12
        Do bredni Badury odniosłem się już w poniższym wpisie:

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=92649413&a=93000221
        Z.B.
        • z.bereszynski uwagi i pytania dodatkowe 28.03.09, 13:14
          Badura musi mieć wszystkich - oprócz siebie - za durniów lub ślepców, jeśli
          liczy na poważne potraktowanie tego, co tu pisze.

          Aby IPN uznał kogoś za osobą pokrzywdzoną (przy wcześniejszej wersji ustawy o
          IPN) czy rozpracowywaną (przy obecnym stanie prawnym), wystarczy
          znalezieniechoćby pojedynczych dokumentów, poświadczających, że dana osoba była
          obiektem zainteresowania SB. W moim przypadku są setki takich dokumentów z lat
          1973-1989.
          Całe zespoły takich dokumentów zostały wymienione na stronie internetowej BiP
          IPN (trzeba być ślepcem, żeby tego nie widzieć!). Te właśnie zespoły dokumentów
          stanowiły podstawę przyznania mi statusu osoby pokrzywdzonej, który otrzymałem w
          2006 r.

          Dokumenty pozyskane od anonimowego darczyńcy wpłynęły do IPN w późniejszym
          czasie, na przełomie lat 2006 i 2007, gdy już od dawna miałem status osoby
          pokrzywdzonej i prowadziłem badania w IPN na mocy zgody udzielonej przez prezesa
          tej instytucji (marzec 2005 r.), co wiązało się ze szczególnie wnikliwym
          "prześwietleniem" mojej osoby. Pozyskanie wspomnianych dokumentów z lat
          1988-1989 nie mogło mieć zatem żadnego wpływu na dotyczące mojej osoby decyzje
          IPN. Byłaby to przysłowiowa musztarda po obiedzie.

          Dodam jeszcze, że wspomniane dokumenty z lat 1988-1989 dotyczą w znikomym
          stopniu mojej osoby. Dotyczą one głównie młodzieżowej opozycji opolskiej z kręgu
          Ruchu Wolność i Pokój oraz odbudowy opolskich struktur KPN w 1989 r. Moje
          nazwisko pojawia się tam tylko epizodycznie. IPN ma w swoich zasobach znacznie
          większą ilość dokumentów dotyczących w bezpośredni sposób mojej osoby,
          zaczynając od akt z lat 1973 i 1978, poprzez akta sprawy karnej z 1981 r. (dot.
          wydawnictw NZS WSI w Opolu), po akta osoby internowanej z okresu stanu
          wojennego. Są też takie zespoły dokumentów, których nawet nie wymieniono na
          stronie BIB IPN. Na przykład doniesienia tajnego współpracownika SB,
          emerytowanego oficera LWP, sąsiada z tej samej klatki schodowej, który na
          zlecenie SB przez kilka lat - aż do 1989 r. - prowadził (wraz z żoną) stałą
          obserwację mojej osoby. Wszystko to w zupełności wystarczyłoby dla
          udokumentowania niejednej biografii opozycyjnej.

          Na zakończenie dodam jeszcze, że IPN w dalszym ciągu pozyskuje dokumenty z
          różnych źródeł. Jednym z tych źródeł jest policja, od której sukcesywnie
          odbierane są kolejne partie archiwaliów. Będzie tak jeszcze przez ładnych parę
          lat. Jakież to pole do spekulacji dla Badury i jemu podobnych osobników!

          I jeszcze jedna uwaga. Zamiast odwracać kota ogonem i szukać przysłowiowej
          dziury w całym u mnie, niech Badura zajmie się lepiej poważnymi problemami
          dotyczącymi jego własnej osoby. Może by tak np. spróbował on znaleźć jakieś
          wyjaśnienie dla faktu, że w IPN brak jest jakichkolwiek materiałów dotyczących
          działań SB wobec jego osoby w latach 1975-1989? Co się stało z tymi dokumentami?
          Dlaczego SB tak starannie zatarła ślady swoich relacji z Badurą w tym okresie? I
          dlaczego Badura do tej pory nie zdobył się na to, by wystąpić do IPN o formalne
          określenie jego statusu? Kim byłby Badura w oczach IPN, gdyby podjęto szeroką,
          ogólnopolską kwerendę na temat jego osoby? Tylko "dialogującym" figurantem
          sprawy krypt. "ZEN" z lat 1973-1974, wobec którego planowano werbunek w
          charakterze TW? Czy może kimś jeszcze? Kim? I dlaczego Badura nie chce, by IPN
          odpowiedział na te pytania?

          Zbigniew Bereszyński
          • Gość: Ubogacony A może Wy tak byście sobie poszli gdzieś i IP: *.chello.pl 28.03.09, 15:34
            nie zawracali nam głowy swoją "szorstką przyjaźnią" ?
            Bo kogo obchodzą Wasze porachunki ?!!!
          • mieszaniec-zopola Po raz kolejny proszę 28.03.09, 19:05
            kończ waść, wstydu oszczędź.
            Nie rozumiem dlaczego dotąd Pan nie zauważył, że drążąc z pasją
            esbeckie gooovno pogrążył się Pan jako wartościowy autor, wykazujący
            się wielką pracowitością. Nie dość, że traci Pan czas na szajs, to
            jeszcze Pan pogrąża przyzwoitych ludzi. Exemplum Tadeo Pabisiaka
            świadczy o Panu haniebnie i umieszcza Pana w szeregu z Pana byłymi
            kolegami ze stowarzyszenia umarłych kotletów. Teraz na dodatek
            dostał Pan rykoszetem w łeb za sprawą Badury. I jeszcze jakby tego
            było mało, to zamiast się tylko bronić, to jeszcze wysnuwa Pan wobec
            Badury bardzo znaczące, acz niczym nie poparte aluzje.
            Szlam i wodorosty.
            Czy warto było? Dla marki Bereszyński, dla Średniowiecza, dla
            odseparowania się od kotletów? Po co Panu ten cały skompromitowany
            IPN? Każdy, kto pracuje w tej instytucji, lub z nią współpracuje
            będzie już niedługo objęty powszechnym ostracyzmem, wspomni Pan moją
            prognozę. Równa pan do Żaryna, Dudka, Gontarczyka? To są Pan wzorce?
            Potrzebne to Panu?
            Naprawdę niech Pan wraca do Średniowiecza, bo to jest super ciekawy
            i wartościowy temat. Czasy realkomunizmu są mniej zajmującym
            periodem niż period kobiecy, zaś zawartość esbeckich teczek
            zasługuje wyłącznie na przerobienie na papier toaletowy lub na
            lekturę do sracza.
            Przestańce się z Badurą wreszcie napierniczać, bo obydwaj, choć
            macie wady i dziwaczne poglądy, to przecież jesteście wartościowymi
            ludźmi, powszechnie znanymi w Opolu.
            Ukłony.
            • z.bereszynski Re: Po raz kolejny proszę 28.03.09, 19:45
              Pragnę zauważyć, że to Badura założył na tym forum już drugi wątek, poświęcony
              wypisywaniu wyssanych z brudnego palca insynuacji na mój temat, wytworów jego
              chorej wyobraźni. Ja tylko reaguję tutaj na jego działania.

              W przeciwieństwie do Badury (a także w przeciwieństwie do innych moich
              adwersarzy na tym forum) nie uciekam się do żadnych insynuacji. Nie wykraczam
              poza to, co mówią zachowane i możliwe do sprawdzenia dokumenty. Zadałem tutaj
              Badurze parę pytań nie po to, by coś sugerować, ale żeby zwrócić uwagę na
              nieuczciwość jego postępowania w tym wątku. Badura na siłę wstawia znaki
              zapytania tam, gdzie wszystko jest jasne i widoczne jak na dłoni, a unika ich
              tam, gdzie naprawdę wiele pozostaje do wyjaśnienia. Wymyśla niestworzone
              historie tylko po to, żebym musiał się tłumaczyć, że nie jestem wielbłądem, a
              sam nie potrafi uczciwie rozliczyć się z własnej przeszłości. To bardzo nieładne
              postępowanie. Ja, w przeciwieństwie do Badury, nie bawię w domysły i spekulacje.
              Niczego mu nie imputuję. Pokazuję tylko, jak jest nieuczciwy w swoich
              działaniach. Jeżeli naprawdę interesuje go wyjaśnienie niejasnych spraw z
              przeszłości, niech zacznie od własnej osoby i spróbuje uczciwie odpowiedzieć na
              pytania, jakie mu zadałem.

              Ja zanim zacząłem badać akta innych ludzi, wystąpiłem o udostępnienie materiałów
              dotyczących mojej własnej osoby, a następnie upoważniłem pisemnie IPN do
              ujawnienia wyników kwerendy na oficjalnej stronie internetowej tej instytucji.
              Najpierw zająłem się sobą, a dopiero potem innymi ludźmi. Nie mam niczego do
              ukrycia i każdy może przeczytać w internecie, co znalazł IPN w odniesieniu do
              mojej osoby. Badura postępuje w sposób dokładnie odwrotny i uważam, że jest to
              postępowanie bardzo nieuczciwe.

              Zbigniew Bereszyński
              • Gość: gosc Re: Po raz kolejny proszę IP: *.dip.t-dialin.net 29.03.09, 12:33
                Wszystko co Pan zarzuca Badurze dotyczy tez Pana mama wrazenie ze
                zachowijecie sie obaj jak psychopaci.(moze trzeba sie wziasc za
                uczciwa prace a nie grac wielkiego inkwizytora)
          • Gość: smutek Re: uwagi i pytania dodatkowe IP: *.chello.sk 30.03.09, 07:20
            czy uwaza Pan ze babranie sie w tym g... to wyroznienie czy obowiazek.
            Nie jest pan tym, ktory zupelnie bezkrytycznie pisze o tym co jest w tych
            dokumentach, ale refleksji moim zdaniem jest za malo. Tak to sie potem konczy
    • Gość: Piotr Badura Badura to nie Bereszyński IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.03.09, 18:25
      Pan Mieszaniec-zopola w poście z 28.03.09 godz. 19:05 zasugerował delikatnie
      znak równości między mną a Bereszyńskim. Pan Gosc w poście z 29.03.09 godz.
      12:33 ujął to samo w sposób dobitny. Trudno przyjąć słuszność takiego poglądu.
      Nigdy nie wchodziłem z pozycji: "To wszystko bzdury" w tematy poruszane na forum
      przez Bereszyńskiego. W ogóle nie wchodziłem w tematy poruszane przez
      Bereszyńskiego.
      Z Bereszyńskim jest odwrotnie. Gdy rozpocząłem wątek na temat Marca 1968 zjawił
      się tam Bereszyński. Nie włączył się do niego po to, by prowadzić rzeczową
      dyskusję (z tego bym się cieszył), ale po to, by ten wątek rozwalić. Gdy
      otwarłem kolejny wątek, poświęcony przełomowi 1988-1990, znów zjawił się tam
      Bereszyński i znów z intencją rozwalania wątku.
      Są tacy zawodnicy na boisku, którzy wprawdzie sami marnie grają, ale dobrze
      nadają się do tego, by neutralizować zawodnika po przeciwnej stronie.
      Przyklejają się do niego i cały czas włażą mu pod nogi. Odnosiłem wrażenie, że
      Bereszyński tym się zajmuje. Jego prawo.
      Bywa jednak, że wspomniani zawodnicy blokujący, gdy ich taktyka okazuje się
      niewystarczająca, sięgają po brutalne metody. A to głośno niepochlebnie wyrażą
      się o matce i żonie zawodnika, którego neutralizują, a to go oplują etc. Odnoszę
      wrażenie, że Bereszyński, widząc nieskuteczność swej taktyki neutralizowania
      mnie, sięgnął po te brutalne metody i postanowił mnie opluwać.
      Nie mogę przyjąć sugestii pan Mieszańca, że między opluwanym a opluwającym można
      postawić znak równości. Ja nie zaatakowałem Bereszyńskiego. Ja się bronię.
      Elementem tej obrony jest wykazanie, jakie mogły być motywacje Bereszyńskiego.
      Zdrowy psychicznie człowiek nie opluwałby sam z siebie kogoś, kto ma kryształowy
      życiorys. Bereszyński doskonale wie, że mój życiorys jest kryształowy, a mimo to
      opluwa mnie. Musi być jakaś tego przyczyna i ja, tu na forum, usiłuję dociec tej
      przyczyny. To jest obrona, a nie atak.
      Pan Mieszaniec tak jakby skłaniał się ku poglądowi, że opluty ma położyć
      pokornie uszy po sobie i nie bronić się. Gdyby chodziło tylko o mnie, to może i
      poszedłbym na to. W końcu co mnie obchodzi głupawe plucie Bereszyńskiego. Ale tu
      chodzi o innych forumowiczów. Mogliby oni fałszywie to zinterpretować. Mogliby
      pomyśleć, że Bereszyński pisze uczciwie. Nie mogę pozwalać, by ludzie o słabej
      orientacji dawali się wprowadzać w błąd. Nie tylko zatem o moje naturalne prawo
      do obrony tutaj chodzi, ale także o to, by nie tryumfowała podłość.
      Pozdrawiam Wszystkich
      Piotr Badura
      • z.bereszynski Bereszyński to nie Badura 29.03.09, 18:58
        Piotr B. zapomniał podać linki do wątków, które rzekomo "rozwalałem" na zlecenie
        "służb". Zrobię to za niego, by inni forumowicze wiedzieli o co chodzi:

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=77072277&v=2&s=0
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=81700211&v=2&s=0
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88138533&v=2&s=0
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=84065330&v=2&s=0
        Sprawa jest prosta. Kto nie zgadza się z Badurą i wykazuje czarno na białym, że
        Piotr B. nie ma racji, ten niechybnie pracuje dla "służb". Mogę tylko współczuć
        komuś, kto czuje się do tego stopnia osaczony przez "służby"... Dobra rada dla
        innych forumowiczów; nie zaglądajcie do wątków zakładanych przez Badurę, a już
        broń Boże nie wdawajcie się z nim w dyskusję. Jak pójdzie Wam za dobrze, to Wy
        też możecie być oskarżeni o współpracę ze "służbami"...

        Badura napisał także coś takiego: "W ogóle nie wchodziłem w tematy poruszane
        przez Bereszyńskiego". Jak zwykle nieprawda. Oto dowody:
        forum.gazeta.pl/forum/0,62489,1540823.html?f=65&w=93358982&a=93408121&rep=1&t=1238344546729
        forum.gazeta.pl/forum/0,62489,1540823.html?f=65&w=93358982&a=93408121&rep=1&t=1238344546729
        Zbigniew Bereszyński
        • z.bereszynski poprawne linki 29.03.09, 19:07
          Pomyliłem się podając dwa ostatnie linki. Oto poprawka:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=86414005&a=87124816
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=78483399&a=78519814
          Z.B.
    • Gość: Piotr Badura Brak odpowiedzi jest znamienny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.03.09, 21:51
      Na początku tego wątku zadałem trzy proste pytania:
      1) Kim był anonimowy darczyńca, który przekazał IPN wypreparowane materiały,
      dotyczące Bereszyńskiego?
      2) Dlaczego anonimowy darczyńca przekazał IPN te materiały?
      3) Dlaczego IPN odnotował fakt przekazania tych materiałów na stronie
      poświęconej Bereszyńskiemu?
      Mimo wielu postów, które się potem w tym wątku ukazały, nie padła odpowiedź na
      żadne z tych trzech prostych pytań. Moim zdaniem jest to znamienne.
      Przypominam jednocześnie, że złożyłem na tym forum jasną deklarację, iż na każde
      nowe pytanie dotyczące mnie, a związane z tym, co napisał Bereszyński, odpowiem.
      W wątku, w którym Bereszyński usiłował mnie nieudolnie opluć, nie pojawiły się
      jednak żadne nowe pytania do mnie. Ten brak pytań też jest, moim zdaniem, znamienny.
      Pozdrawiam Wszystkich
      Piotr Badura
      • z.bereszynski znamienne manipukacje Badury 29.03.09, 22:58
        Jeżeli darczyńca był anonimowy, to pytanie o jego tożsamość i motywy działania
        jest bezprzedmiotowe. To chyba oczywiste, ale widać nie dla Badury. Mógłby na te
        pytania odpowiedzieć sam darczyńca, ale skoro chciał zachować anonimowość, to
        nie ma na co liczyć. To także oczywiste (ale znów nie dla wszystkich).

        Można się tylko domyślać, dlaczego ktoś w pewnym momencie postanowił wyzbyć się
        posiadanych materiałów SB. Myślę, że motywem podstawowym mogła być obawa przed
        odpowiedzialnością karną z tytułu bezprawnego posiadania materiałów
        podlegających obligatoryjnie przekazaniu do IPN. Kilkanaście miesięcy wcześniej,
        gdzieś w 2005 r. rozeszły się pogłoski, że niektórzy opolscy esbecy posiadają
        jakieś dokumenty, które powinny były trafić do IPN. Można było przeczytać o tym
        w lokalnej prasie:

        forum.gazeta.pl/forum/0,62489,1540823.html?f=65&w=93358982&a=93417431&rep=1&t=1238358295306
        W związku z tymi pogłoskami prof. Włodzimierz Suleja, dyrektor wrocławskiego
        oddziału IPN, publicznie zagroził wszczęciem śledztwa w sprawie nielegalnego
        posiadania dokumentów objętych nadal tajemnicą państwową. Groźby te widocznie
        osiągnęły pożądany skutek, skoro w jakiś czas potem ktoś zdecydował się na
        przekazanie dokumentów do IPN (ale to oczywiście tylko moje domysły).

        Przypuszczam, że w posiadaniu byłych esbeków może znajdować się jeszcze wiele
        nieznanych dotąd dokumentów. Gdyby IPN zaczął mocniej deptać im po piętach (jak
        prof. Suleja w 2006 r.), to zapewne wiele z tego dałoby się od nich wydobyć.

        Jeżeli ktoś naprawdę jest zainteresowany tematem (nie mam na myśli Badury, bo
        jemu najwyraźniej chodzi o coś innego), niech podąży śladem przywołanej przeze
        mnie publikacji prasowej z 2005 r. Ja w tej sprawie nie mam nic więcej do
        powiedzenia.

        Na zakończenie muszę zwrócić uwagę na znamienne manipulacje ze strony Badury. Na
        stronie internetowej BIP IPN wyraźnie napisano, że dokumenty przekazane przez
        anonimowego darczyńcę dotyczą działalności członków KPN w latach 1988-1989. O
        tym, co zawierają owe dokumenty, pisałem ponadto w poprzednim wpisie,
        podkreślając, że moja osoba pojawia się tam tylko epizodycznie (nigdy nie byłem
        członkiem KPN). Badura nigdy nie widział owych dokumentów, a mimo to kwestionuje
        informacje podane przez IPN i przeze mnie, pisząc, że są to rzekomo
        wypreparowane dokumenty na mój temat. To świadoma manipulacja, a właściwe
        kolejne złośliwe kłamstwo, obliczone na dyskredytację mojej osoby. Gdyby Badura
        oglądał przedmiotowe dokumenty, miałby jakiś tytuł do wypowiadania własnej
        opinii na temat ich zawartości, ale nie widział i w związku z tym nie ma żadnych
        podstaw do kwestionowania informacji podanych przez IPN i przeze mnie. Po raz
        kolejny celowo przeinacza on fakty, bo tak mu pasuje. W ten sposób jeszcze raz
        pokazuje, że jest polemistą nieuczciwym i niegodnym zaufania. Jeżeli przeinacza
        fakty tam, gdzie łatwo przyłapać go na kłamstwie i manipulacjach, to można tylko
        domyślać się, do czego jest zdolny w takich przypadkach, gdzie weryfikacja jego
        wypowiedzi jest trudniejsza.

        Zbigniew Bereszyński

        • z.bereszynski poprawny link 29.03.09, 23:01
          Znowu pomyliłem się podając link. Niestety "służby" słabo przeszkoliły mnie w
          tym zakresie. W związku z tym powtarzam operację:

          serwisy.gazeta.pl/kraj/1,62266,2593142.html
          Z.B.
          • z.bereszynski errata 29.03.09, 23:06
            Prof. Suleja zaczął deptać esbekom po piętach już w 2005 r.

            Z.B.
        • z.bereszynski jeszcze jedna brednia Badury 30.03.09, 11:44
          Jeszcze jedna brednia Badury, do której warto się odnieść. Cytuję:

          „Powstaje jednak kolejne pytanie: Dlaczego służbom specjalnym zależało, by koniecznie zrobić z Bereszyńskiego "zasłużonego opozycjonistę"? Nie widzę innej możliwości, jak przyjęcie, że Bereszyński wykonuje jakieś zadania dla służb specjalnych, a rodzaj tych wykonywanych zadań wymaga, by miał on opinię "zasłużonego opozycjonisty". Być może tej opinii "zasłużonego opozycjonisty" nie udałoby się zbudować, gdyby służby specjalne nie przekazały IPN odpowiednio wypreparowanych dokumentów.” Koniec cytatu.

          „Służby” nie musiały zawracać sobie głowy wyrabianiem mi „opinii zasłużonego opozycjonisty”. Już wcześniej zadbał o to wojewoda opolski, występując do prezydenta RP o nadanie mi złotego krzyża zasługi „za zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce”: www.abc.com.pl/serwis/mp/2001/0208.htm

          Odznaczenie zostało nadane mi w 2001 r., grubo ponad pięć lat przed przejęciem przez IPN materiałów od „anonimowego darczyńcy”. Byłem jedną z nielicznych osób w województwie opolskim, jakim nadano złoty krzyż zasługi z podobnym uzasadnieniem. Inna sprawa, że odznaczenia nie przyjąłem. Nie zależało mi na dowodach uznania ze strony ówczesnego prezydenta – Aleksandra Kwaśniewskiego. Tym mniejszą wagę przywiązuję do tego, co na mój temat myśli i plecie Badura (jeżeli reaguję na jego brednie, to tylko przez wzgląd na innych forumowiczów, którym próbuje on mieszać w głowach).

          Zbigniew Bereszyński
          • Gość: baca46@op.pl Re: jeszcze jedna brednia Badury IP: *.35.elzappero.net 31.03.09, 00:15
            Panie Zbyszku daj Pan spokój!
            Dobrze wytrenowany agent, przy pomocy swoich esbeckich kolesi zakrzyczy Pana na
            tym forum. Zrobił Pan swoje i chwała Panu za to.
            Mam nadzieję, że mimo ataków nie tylko na forum, nie zaprzestanie pan szukania
            prawdy.
            Lament "ukrzywdzonych" agentów ni jak ma się do krzywd jakie oni wyrządzili
            najczęściej swoim przyjaciołom i znajomym.
            Była wina musi być kara.
            Nie żądam ich krwi, ale zanim nastąpi pokuta musi być żal za grzechy, a tego u
            agentury nie widzę!

      • Gość: behemot Re: Brak odpowiedzi jest znamienny IP: *.punkt.pl 29.03.09, 23:17
        Sorry, ale Piter kto ma odpowiedzieć na te pytania, komu je zadałeś?
        Bereszyńskiemu, forumowiczom, służbom?
        1. Jak był anonimowy to trudno odgadnąć. Mogł to być preperator,
        mógł to być znalazca, mógł to być spadkobierca itd..
        2. Jak kwity miały esbeckie sygnatury to trudno nawet średnio
        wykształconemu przekazywać je do ABW, archiwum państwowego czy
        muzeum.
        3. Tego wymaga zwyczajna uczciwość badawcza. Gdyby dziś do IPN
        wpłynęły jakiekolwiek dokumenty dotyczące osób, które wcześniej
        uzyskały z tej instytucji jakieś zaświadczenia, to niezwłocznie
        należy o tym poinformować opinię publiczną.
        No tośmy sobie pospekulowali co tak bardzo lubisz.
        • Gość: pies z kulawą nogą kiedy obiecany wątek o behemocie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.03.09, 23:23
          • Gość: smakosz Re: kiedy obiecany wątek o behemocie? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.09, 23:52
            No właśnie. Obiecanki cacanki, a ludziom ślinka cieknie....
            • Gość: koń trojański... Re: kiedy obiecany wątek o behemocie? IP: *.pools.arcor-ip.net 30.03.09, 12:42
              A czy nie obiecywałem w poprzednim wątku, że będą się lać po pyskach.
              Ku uciesze gawiedzi???
              Behomet - Twoja kolej???
              • Gość: ??? Re: kiedy obiecany wątek o behemocie? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.03.09, 13:17
                a ty czego tu szukasz? chcesz ich rozdzielać czy prowokować do walki? a może sam
                chcialbyś powojować i tez dostać po pysku?
                • schuruburu Re: kiedy obiecany wątek o Jondrusiu? 30.03.09, 13:25
                  Jondrus teraz miedzy innymi koń sam już nie wie co szuka.
                  • Gość: guru Re: kiedy obiecany wątek o Jondrusiu? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.04.09, 00:47
                    Czas najwyższy panie B ubogacić wspomnienia o solidarnosci w Kluczborku.
                    Pojawiło się wiele dodatkowego materiału.
                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=26289&w=93529439
                • Gość: Andrzej Szubert Re: kiedy obiecany wątek o behemocie? IP: *.pools.arcor-ip.net 30.03.09, 13:38
                  Wyzywam ciebie, tchórzliwy gnojku, na pojedynek!!!
                  Zasrany "bohaterze" piszący anonimowo!!!
                  Daj mi po pysku.
                  Ale podpisując się, zasrańcu, imieniem i nazwiskiem.
                  • Gość: ??? Re: kiedy obiecany wątek o behemocie? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.03.09, 13:46
                    weź tabletki na uspokojenie...
                    • Gość: koń trojański... Re: kiedy obiecany wątek o behemocie? IP: *.pools.arcor-ip.net 30.03.09, 13:51
                      jesteś gnojkiem, zasranym tchórzem...

                      Tableteczki przeznaczam dla ciebie, zasrańcu...
                      Możesz je łykać do spółki z szuruburu. Pasujecie gnojki do siebie.
                      • Gość: ??? Re: kiedy obiecany wątek o behemocie? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.03.09, 13:52
                        co za świr...
                        • schuruburu Re: kiedy obiecany wątek o Jondrusiu? 30.03.09, 13:54
                          Właśnie odłożył tabletki.
              • Gość: Piotr Badura Pozdrawiam wesoły Kluczbork. Miłej zabawy. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.03.09, 22:49
                • Gość: guru Re: Pozdrawiam wesołe Opole. Miłej zabawy. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.04.09, 00:50
            • Gość: Piotr Badura Cierpliwości, przyjdzie i na to pora IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.04.09, 09:20
              Skoro obiecałem wątek o Behemocie, to go uruchomię, ale nie wszystko naraz.
              Najpierw chciałem jedną rzecz doprowadzić do końca, tyle że dzielnym obrońcom
              Bereszyńskiego (a myślę tu szczególnie o panu Behemocie), jakby zabrakło
              sensownych argumentów.
              Pozdrawiam Wszystkich, a szczególnie panów Psa Z Kulawą Nogą i Smakosza.
              Piotr Badura
              • Gość: kej Re: Cierpliwości, przyjdzie i na to pora IP: *.we.po.opole.pl 06.04.09, 11:37
                Cytując Piotra "łotra" Badurę z innego wątku:
                Obiecanki, cacanki z mysiej nory
      • Gość: wern Re: Brak odpowiedzi jest znamienny IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.04.09, 00:34
        a od kogo pan Badura oczekuje odpowiedzi na zadane przez siebie
        pytania?
    • Gość: Piotr Badura Mały krok do przodu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.09, 00:22
      W sprawie tego, kim był anonimowy darczyńca, który przekazał do IPN
      wypreparowane materiały dotyczące Bereszyńskiego zrobiliśmy chyba mały krok do
      przodu.
      Bereszyński uznaje, że można się domyślać, iż zrobił to funkcjonariusz SB. Pan
      Behemot też tego nie wyklucza. Na pierwszym miejscu, z możliwych odpowiedzi,
      wymienia "preparatora" - czytaj funkcjonariusza, który miał dostęp do akt.
      Myślę, że nikt rozsądny nie podjąłby się obrony poglądu, że dostęp do tajnych
      akt wielu spraw i możliwość wypreparowania z nich wybranych dokumentów mógłby
      mieć ktoś inny, niż funkcjonariusz służb specjalnych, i to wyższy. Można więc
      powiedzieć, że zrobiliśmy mały krok do przodu. W zasadzie zgadzamy się, że na
      pierwsze z trzech moich pytań: "Kim był anonimowy darczyńca, który przekazał IPN
      wypreparowane materiały dotyczące Bereszyńskiego?" odpowiedź powinna brzmieć:
      Był to ktoś ze służb specjalnych.
      Różnice występują jednak w sprawie drugiego pytania: "Dlaczego anonimowy
      darczyńca przekazał IPN te materiały?"
      Pan Behemot wyjaśnia, że anonimowy darczyńca zrobił tak, bo "kwity miały
      esbeckie sygnatury, więc trudno nawet średnio wykształconemu przekazywać je do
      ABW, archiwum państwowego czy muzeum."
      To naiwne tłumaczenie. Zwykły człowiek nie ma pojęcia, że materiały SB należy
      przekazywać do IPN. Nie wie, że w Opolu jest placówka IPN i tym bardziej nie
      wie, gdzie ona jest. Zwykły człowiek, znalazłszy przypadkowo takie materiały,
      prawdopodobnie zaniósłby je do jakiejś redakcji, ewentualnie na policję. I
      raczej nie zastrzegałby sobie anonimowości, bo i po co?
      Z kolei funkcjonariusz służb specjalnych, który te preparowane akta przekazałby
      do IPN, musiałby mieć jakiś powód ich preparowania, a następnie przekazania.
      Bereszyński sugeruje, że ten funkcjonariusz przestraszył się prof. Włodzimierza
      Sulei, dyrektora wrocławskiego oddziału IPN, który publicznie zagroził
      wszczęciem śledztwa w sprawie nielegalnego posiadania dokumentów objętych nadal
      tajemnicą państwową. Funkcjonariusz SB, przestraszywszy się jakoby tej groźby,
      odniósł dokumenty do IPN.
      Tłumaczenie Bereszyńskiego też trąci naiwnością. Prof. Suleja straszył przed 10
      marca 2005 (bo wtedy informowała o tym opolska "Wyborcza"), a dokumenty, zdaniem
      Bereszyńskiego, zostały przekazane IPN na przełomie lat 2006 i 2007. To oznacza,
      że funkcjonariusz SB przekazał IPN te materiał w jakieś dwa lata po straszeniu.
      A co przez te dwa lata? Tak trząsł się ze strachu, że nie potrafił doczołgać się
      do IPN?
      Myślę, że potrzebne jest bardziej wiarygodne wytłumaczenie niż to, co proponują
      Bereszyński i pan Behemot.
      Pozdrawiam Wszystkich
      Piotr Badura
      • Gość: behemot Spekulacji ciąg dalszy IP: *.punkt.pl 31.03.09, 02:35
        Funkcjonariusz SB zabezpieczając sobie przyszłość jeszcze przed
        weryfikacjami skubie dokumenty najbardziej nieprzejednanych wrogów
        komuny i firmy spodziewając się, że w nowej rzeczywistości nie dadzą
        mu spokoju jak nie dawali w poprzedniej. Trzeba zadbać o siebie i
        rodzinę. Dokumenty dzieli na porcje o lekkim, średnim i ciężkim
        kalibrze, by w zależności od sytuacji móc sie nimi posługiwać. Nie
        ma pojęcia jak mu się ułoży w przyszłości, jak przejdzie
        weryfikacje, czy z myśliwego nie stanie się zwierzyną no i o ipeenie
        i lustracji też nic nie wie. Kwity w łapie to najlepsza polisa.Spada
        jednak na cztery łapy, zostaje dzieki temu kim był biznesmenem,
        powodzi mu sie znakomicie, udziały i pozycję w nowej firmie ma też
        jego progenitura. Polisa spokojnie spoczywa w banku ziemskim.
        Nadwątlone służbą zdrowie daje o sobie znać. Więc na wszelki wypadek
        o polisie trzeba poinformować progeniturę jako spadkobiercę
        przeszłości i przyszłości. Gdyby ktoś zaczął kopać wokół nas, to
        trzeba rzucić kwitki na rynek najpierw jako ostrzeżenie, te
        najlżejsze. Gazety,radio, tiwi, sa dobre ale mozna trafić na kogoś z
        naszych, kto teraz gra po drugiej stronie i moga przepaść, a IPN
        wszystko łyknie i będzie miał zagwozdkę. Może dłużej będą wychodzić
        na światło dzienne, ale że wyjdą to pewne. I żeby sie nie motać z
        bywszymi T.W. i ujawniać trzeba to zrobić anonimowo. Zgodnie z
        powyższą spekulacją, nie pozbawioną sensu, anonimowy darczyńca nie
        musiał być wysokim funkcjonariuszem służb.
        Dygresja:
        Strasznie niskie masz mniemanie o zwykłym człowieku, mimo
        wieloletniej Twojej "siłaczkowej" pracy nad wykreowaniem świadomego
        obywatela. Animujesz, animujesz i czyżby z tej animacji nic poza
        nagrodą nie wynikało?
        • z.bereszynski Re: Spekulacji ciąg dalszy 31.03.09, 11:25
          Z Badurą nie warto dyskutować, bo jemu nie chodzi o wyjaśnienie
          sprawy esbeckich "kwitów", ale o coś innego (wiadomo o co). Warto
          jednak odnieść się do tego, co napisał Behemot.

          Myślę, że sprawa wygląda dość prosto. Esbek na pewno nie działał
          bezinteresownie. Próbował coś ugrać z pomocą "kwitów". "Kwity" te
          stały się dla niego przepustką do elitarnego kręgu byłych opolskich
          opozycjonistów, jak o tym świadczy przywołana przeze mnie publikacja
          z 2005 r. Równocześnie z pojawieniem się "kwitów" pojawiły się także
          fałszywe, jak sądzę, informacje ustne na temat pewnej osoby z kręgu
          Oplskiego Komitetu Obywatelskiego "Solidarność" (Robert R.,
          zamieszkały aktualnie w Niemczech). Prezentowane przez
          esbeka "kwity" miały dowodzić, że Robert R. współpracował z SB jako
          TW ps. "Elegant". Innymi słowy chodziło o skompromitowanie owej
          osoby, która w swoim czasie miała na pieńku z esbekami (sprawa
          faktycznego lub rzekomego porwania i pobicia Roberta R. przez
          esbeków w 1989 r., będąca przedmiotem interpelacji poselskiej
          Bronisława Wilka). Szereg osób dało się nabrać na te rewelacje i
          sprawa "Eleganta" była przez jakiś czas dość głośna (także na tym
          forum!).

          Osobiście uważam, że esbek nie mówił prawdy na temat "Eleganta". Z
          dokładnej analizy przejrzanych przeze mnie dokumentów (nie tylko
          dokumentów pozyskanych przez IPN od "anonimowego darczyńcy", ale
          także innych materiałów z zasobów IPN) wynika, że "Elegant" to
          zupełnie inna osoba, student WSI w Opolu, podczas gdy Robert R. był
          uczniem szkoły pomaturalnej w Kluczborku (trudno sobie wyobrazić, by
          jedna i ta sama osoba w tym samym czasie studiowała na studiach
          dziennych w Opolu i uczęszczała do szkoły w Kluczborku, mieszkając
          tam w internacie!). Innymi słowy była to typowa esbecka "podpucha",
          szyta grubymi nićmi. Niestety przez jakiś czas dość skuteczna, bo
          niektórzy byli opozycjoniści naprawdę uwierzyli, że "Elegant" to
          Robert R. (spierałem się z nimi na ten temat).

          Nie sądzę, żeby esbek grał fałszywymi "kwitami". Porównywałem te
          materiały z innymi materiałami wytworzanymi w tym samym czasie przez
          tych samych esbeków i nie dopatrzyłem się niczego podejrzanego. Ten
          sam charakter pisma, identyczne pieczątki itd. Ponadto zachowały się
          kopie niektórych dokumentów w innych zespołach akt (np. w aktach
          sprawy obiektowej krypt. "Technika", dotyczącej WSI w Opolu). Esbek
          dysponował zatem autentycznymi materiałami z lat 1988-1989. Co
          więcej, treść tych materiałów wcale nie potwierdza jego "rewelacji"
          na temat "Eleganta". Z niektórych "kwitów" też wynika, że "Elegant"
          był studentem WSI, a zatem nie można utożsamiać go z Robertem R.
          Gdyby esbek preparował "kwity", to sprawa na pewno wyglądałaby
          inaczej. Na pewno nie popełniałby takich błędów.

          Esbek próbował grać "kwitami" przez jakiś czas, a w tym czasie IPN
          interesował się sprawą i prędzej czy później dotarłby do posiadacza
          dokumentów. Była to tylko kwestia czasu. Poza tym nielegalnie
          posiadane dokumenty nie nadawały się do oficjalnego wykorzystania.
          Jeżeli esbek chciał coś ugrać przeciwko Robertowi R.,
          należało "kwity" zalegalizować poprzez przekazanie ich do IPN. I tak
          też się w końcu stało. Oczywiście są to tylko moje domysły i trudno
          na sto procent powiedzieć, jaki motyw ostatecznie przeważył. Może
          obawa przed odpowiedzialnością karną, a może rachuba na kontynuację
          gry przeciwko Robertowi R. na płaszczyźnie legalnej.

          Jeżeli to drugie, to esbek źle kalkulował, bo - jak już
          podkreślałem - dokumenty nie potwierdzają tożsamości "Eleganta" jako
          Roberta R.

          Sprawa ta pokazuje, jak niebezpieczne może być poleganie
          na "rewelacjach" byłych esbeków. Normą jest, że puszczają oni w
          obieg fałszywe informacje, by coś ugrać. Nawet jeśli posługują się
          przy tym autentycznymi materiałami dla uwiarygodnienia
          swoich "rewelacji".

          Cała ta sprawa ma jedną pozytywną konsekwencję. Taką, że ostatecznie
          IPN pozyskał sporą ilość dokumentów dotyczących opolskiego
          środowiska WiP oraz KPN z lat 1988-1989. Są to moim zdaniem
          wartościowe dokumenty, pod warunkiem, że nie będzie się im przydawać
          naciąganych interpretacji, czego przykładem są
          wspomniane "rewelacje" na temat TW ps. "Elegant".

          Zbigniew Bereszyński
          • z.bereszynski p.s. 31.03.09, 11:51
            O daleko posuniętej nieuczciwości - a także niewiarygodności -
            Badury najlepiej świadczy fakt, że w dalszym ciągu z uporem maniaka
            powtarza on formułkę, że dokumenty pozyskane przez IPN
            od "anonimowego darczyńcy" to "wypreparowane materiały dotyczące
            Bereszyńskiego". O tym, czego naprawdę dotyczą owe materiały, można
            przeczytać na oficjalnej stronie internetowej BIP IPN, podałem też
            dodatkowe informacje na ten temat, a Badura dalej zmyśla i kłamie
            (zgodnie z goebelsowską zasadą, że kłamstwo powtórzone tysiąc razy
            zaczyna funkcjonować jako prawda). To najlepszy test jego
            wiarygodności. Jeżeli człowiek ten potrafi tak kłamać w jednej
            sprawie, to nie ma żadnego powodu, by ufać mu w innych sprawach.

            Z.B.
          • z.bereszynski p.s. II 31.03.09, 12:12
            Podaję link dla zilustrowania tego, co napisałem powyżej. Oto co
            działo się na tym forum w 2006 r., przed pozyskaniem dokumentów
            przez IPN:

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=41069664&v=2&s=0
            Z.B.
            • z.bereszynski p.s. III 31.03.09, 12:19
              Inne linki w tej samej sprawie:
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=45421005&v=2&s=0
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=40728517&a=40728517
              Z.B.
        • Gość: Piotr Badura Proszę nie ściemnieć bez sensu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.04.09, 22:41
          Szanowny Panie Behemocie
          Zupełnie bez sensu Pan ściemnia. Przecież nawet Bereszyński zgadza się, że
          najbardziej prawdopodobne jest, iż "anonimowy darczyńca" (dalej będę pisał o nim
          AD) to funkcjonariusz służb specjalnych, prowadzący jakąś grę. Pan też się z tym
          zgadza, ale zaczyna Pan mącić, że ten funkcjonariusz mógł zachorować i
          powiedział swemu dziecku, by zaniosło dokumenty do IPN jako AD. Przecież AD to
          nie jest ten, kto fizycznie zaniósł te dokumenty do IPN (bo w końcu mógł je
          zanieść zwykły listonosz). AD to ten, kto grę prowadził.
          Zostańmy więc przy uzgodnionym już stanowisku, że najbardziej prawdopodobne
          jest, iż AD, który przekazał IPN wypreparowane esbeckie dokumenty, wymienione na
          stronie poświęconej Zbigniewowi Bereszyńskiemu, to funkcjonariusz służb
          specjalnych, prowadzący jakąś grę. Postawienie w końcu tego kroku umożliwi nam
          zajęcie się kolejnym pytaniem: Dlaczego funkcjonariusz służb specjalnych
          przekazał IPN wspomniane wypreparowane materiały?
          Bereszyński sugeruje, że te wypreparowane esbeckie materiały AD wykorzystał, by
          skompromitować przebywającego w Niemczech Roberta R. Bereszyński nie tłumaczy
          jednak, po co AD miałby kompromitować przebywającego w Niemczech Roberta R. Czy
          Robert R. zagrażał w jakikolwiek sposób AD?
          Pan też sugeruje, że AD miał te dokumenty jako haki na "najbardziej
          nieprzejednanych wrogów komuny i firmy, spodziewając się, że w nowej
          rzeczywistości nie dadzą mu spokoju". No to chyba nie chodzi Panu o Roberta R.,
          bo on dał spokój. Czy może więc chodzić o Bereszyńskiego?
          Gdyby AD przekazywał do IPN wypreparowane esbeckie materiały z myślą o
          zaszkodzeniu Bereszyńskiemu, to okazałby się totalnym idiotą. Te materiały nie
          zaszkodziły przecież Bereszyńskiemu nic a nic. Myślę, że nie warto robić tak
          absurdalnego założenia. Najbardziej prawdopodobne jest, niestety, że AD
          przekazał IPN wypreparowane esbeckie materiały w takim celu, jaki został
          osiągnięty, czyli w celu potwierdzenia, że Bereszyński był w PRL "niezłomnym
          opozycjonistą". Jeśli uważa Pan, że to moje przypuszczenie jest nieuzasadnione,
          to proszę o jakąś mocniejszą argumentację.
          Pozdrawiam serdecznie
          Piotr Badura
          • Gość: behemot Noo Piter! IP: *.punkt.pl 06.04.09, 16:15
            To, że Bereszyński się na coś zgadza nie oznacza, że tak musiało
            być. Literalnie Ci wyjaśniłem, że A.D. niekoniecznie musiał być
            funkcjuszem służb ale Ty tego nie przyjmujesz do wiadomości, bo
            jedynie słuszna jest Twoja teza. Mickiewicz wielkim poetą był.Amen.
            Zostańmy już przy uzgodnionym stanowisku....piszesz. Ale ja z Tobą
            tego stanowiska nie uzgadniałem(manipulacja).
            Kwity zostały przekazane do IPN jako ostrzeżenie. Nie podskakuj bo
            jeszcze coś się na ciebie znajdzie vulgo - nie rusz goowna to nie
            śmierdzi - a czy przy ich pomocy można było kogoś ugotować to sprawa
            wtórna i Roberta R. bym tu nie mieszał bo się zaczyna ściemniać co
            mnie zarzuciłeś.
            • Gość: Piotr Badura Nie dyskutujemy jak było, ale jak mogło być IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.04.09, 20:35
              Szanowny Panie Behemocie
              My nie dyskutujemy, jak było z Bereszyńskim, bo tego nie wiemy. My dyskutujemy,
              jak ewentualnie mogło być. Ja nie twierdzę, że Bereszyński współpracował z SB, a
              po przełomie 1989 przeszedł do pracy w służbach specjalnych III RP. Przecież nie
              mogę tego twierdzić! Ja tylko wskazuję na okoliczności, które każą realnie brać
              taką ewentualność pod uwagę. Niech więc Pan nie pisze, iż to, "że Bereszyński
              się na coś zgadza nie oznacza, że tak musiało być". Nie chodzi o to jak musiało
              być, ale jak mogło być.
              Pana uwaga, by nie mieszać do sprawy Roberta R. to kula w płot. Ja też jestem
              przeciwny mieszaniu go do tej sprawy, ale zrobił to Bereszyński. Dla mnie
              przypuszczenie, że A.D. chodziło o skompromitowanie Roberta R., też brzmi mało
              prawdopodobnie.
              Jeśli Pan pisze, że "Kwity zostały przekazane do IPN jako ostrzeżenie. Nie
              podskakuj bo jeszcze coś się na ciebie znajdzie" to dobrze byłoby, aby Pan
              wskazał, kogo tak ostrzegano.
              Gdy Bereszyński opublikował na forum esbeckie materiały na mój temat, to
              oczekiwał, że każdą wątpliwość, każdy niuans przekonująco wytłumaczę. Oczekiwał,
              że odpowiem na każde pytania. Ja się zgodziłem. Przez wiele tygodni odpowiadałem
              na każde konkretne pytanie. Zadeklarowałem, że jeśli ktoś jeszcze będzie miał
              jakieś nowe konkretne pytanie, dotyczące mojego przypadku, to niech je w tamtym
              wątku postawi, a ja odpowiem. Nie mam nic do ukrycia.
              Jeśli ktoś oczekuje ode mnie, że odpowiem na każde pytanie, to nie może potem
              uchylać się od odpowiedzi na pytania dotyczące jego samego. Nie powinno się
              stosować dwóch różnych miarek.
              Na zakończenie przypomnę, że ja nikogo nie potępiam za samą współpracę z SB,
              więc ewentualnym takim moim podejrzeniom w stosunku do Bereszyńskiego nie nadaję
              charakteru zarzutu. Nikt nie może być potępiany za współpracę z legalnymi
              służbami legalnego państwa. Ja dążę tylko do rozwikłania tej sprawy. Do
              wyjaśnienia z jakich powodów Bereszyński zrobił to, co zrobił.
              Pana zresztą też będę bronić po kolejnym zakręcie historycznym, w który być może
              już weszliśmy, a po którym III RP zostanie oskarżona o wszystko co najgorsze,
              zaś współpracowników jej służb specjalnych uzna się za kanalie. Ja będę wtedy
              powtarzał, że wspierający ABW Behemot współpracował z legalnymi służbami
              legalnego państwa i nie może być za to potępiany.
              Pozdrawiam serdecznie
              Piotr Badura
              • z.bereszynski zdrowiej zajmować się faktami 06.04.09, 22:05
                Badura jak zwykle kręci. Cytuję: "Gdy Bereszyński opublikował na
                forum esbeckie materiały na mój temat, to oczekiwał, że każdą
                wątpliwość, każdy niuans przekonująco wytłumaczę. Oczekiwał,
                że odpowiem na każde pytania. Ja się zgodziłem. Przez wiele tygodni
                odpowiadałem na każde konkretne pytanie. Zadeklarowałem, że jeśli
                ktoś jeszcze będzie miał jakieś nowe konkretne pytanie, dotyczące
                mojego przypadku, to niech je w tamtym wątku postawi, a ja odpowiem.
                Nie mam nic do ukrycia. Jeśli ktoś oczekuje ode mnie, że odpowiem na
                każde pytanie, to nie może potem uchylać się od odpowiedzi na
                pytania dotyczące jego samego. Nie powinno się stosować dwóch
                różnych miarek". Koniec cytatu.

                Są to kompletne bzdury. Ujawniając treść dokumentów sprawy
                krypt. "ZEN", niczego od Badury nie oczekiwałem i niczego się od
                niego nie domagałem. To on sam z własnej inicjatywy zaczął
                polemizować z treścią owych dokumentów, podważając uparcie ich
                wiarygodność. Moja rola ograniczała się do odpowiadania polemiką na
                polemikę. Nie zawierałem z Badurą żadnej umowy, z której wypływałby
                dla mnie jakiś obowiązek składania wyjaśnień w odpowiedzi na jego
                brednie na mój temat.

                Badurowe brednie na mój temat są tak oczywiste, że nie czuję
                szczególnej potrzeby odnoszenia się do nich. Reaguję tylko wtedy,
                gdy zachodzi uzasadniona obawa, że może on namieszać w głowach
                forumowiczom poprzez uprawianie daleko sięgającej dezinformacji. W
                takich sytuacjach interweniuję, ale w innych przypadkach stać mnie
                na to, bo z rozbawieniem śledzić jego harce na tym forum. Badura
                skutecznie sam siebie kompromituje, wymyślając coraz to nowe bzdury
                i nie muszę mu w tym pomagać.

                W jednym mogę przyznać Badurze rację. On nie pisze o tym, co było,
                tj. nie zajmuje się faktami. On pisze o tym, co jego zdaniem mogłoby
                być, tj. fantazjuje i konfabuluje. Ja tymczasem konsekwentnie
                trzymam się faktów. Niczego nie zmyślam. Przedstawiam konkretne
                fakty, przytaczając możliwe do weryfikacji źródła - dokumenty,
                publikacje prasowe itd. Na tym polega fundamentalna różnica między
                mną i Badurą. Nie ma żadnego powodu, abym schodził do poziomu Badury
                i tracił czas na zajmowanie się kolejnymi wytworami jego złośliwości
                i chorej wyobraźni.

                Nie wymyśliłem sobie sprawy Roberta R. Sprawa ta pozostaje w
                oczywistym związku z pojawieniem się pewnych dokumentów, które
                ostatecznie na przełomie 2006 i 2007 r. trafiły do IPN. O wzajemnym
                związku tych faktów świadczą przywołane przeze mnie dyskusje na
                forum internetowym GW z 2006 r., a także informacje zawarte w
                przywołanej przeze mnie publikacji prasowej z 2005 r. Są to
                obiektywnie zaistniałe fakty, a nie wytwory mojej wyobraźni.

                Sprawa porwania (faktycznego lub rzekomego) Roberta R. była niegdyś
                bardzo głośna. Poruszył ją na forum Sejmu poseł Bronisław Wilk w
                1989 r. Odpowiedzi udzielał ówczesny wiceminister spraw wewnętrznych
                Pudysz. W latach 90. sprawa ta była przedmiotem postępowania
                sądowego, które zakończyło się wynikiem niepomyślnym dla byłych
                esbeków. Mam wrażenie, że w 2005 r. byli esbecy, zamieszani w sprawę
                porwania (faktycznego lub rzekomego, jak już napisałem), próbowali
                wrócić do tej sprawy, nawiązując w tym celu kontakty z niektórymi
                dawnymi opozycjonistami opolskimi (mówi o tym przywołana przeze mnie
                publikacja GW z 2005 r.). Być może liczyli oni na coś w
                rodzaju "certyfikatu moralności" ze strony tego środowiska. Stąd
                mogła wziąć się cała ta gra z "kwitami", mającymi jakoby
                potwierdzać, że Robert R. współpracowął z SB jako TW ps. "Elegant".
                Gdyby Robert R. został zgodnie okrzyczany agentem SB, byli esbecy
                mogliby spokojnie utrzymywać, że nie było żadnego porwania, że to
                tylko prowokacja "złej" części SB na szkodę "dobrych" esbeków itp.

                Sprawy rzeczywiście zaczęły rozwijać się w tym kierunku, jak o tym
                świadczą przywołane przeze mnie dyskusje na forum GW z 2006 r. W
                końcu sprawa jednak się "rypła", ponieważ jak już podkreślałem,
                przebadane przeze mnie dokumenty nie potwierdziły tożsamości Roberta
                R. jako TW ps. "Elegant".

                Takie są fakty na temat tego, co działo się w Opolu w latach 2005-
                2006, gdy zaczęto mówić o pojawieniu się "esbeckich" kwitów.
                Świadczą o tym przywołane przeze mnie źródła (publikacja w GW z 2005
                r., dyskusje na forum GW w 2006 r.).

                Oczywiście mogę tylko domyślać się, jakie motywy powodowały byłymi
                esbekami. Nie rozmawiałem z tymi ludźmi i wiem tylko to, co mówią
                przywołane przeze mnie źródła. Nie mogę wykluczyć, że byli esbecy
                mieli na oku także inne cele. Może również takie, o jakich pisze
                Behemot. A może jeszcze jakieś inne. Może komuś do czegoś było
                potrzebne poparcie byłych opozycjonistów i dlatego ten ktoś chciał
                jakoś wkupić się w łaski byłych opozycjonistów jako "dobry" esbek?
                Mogło być i tak. Ale oczywiście możemy tylko spekulować na ten
                temat. Prawdę znają tylko sami gracze. Ja przedstawiam tylko swoją
                hipotezę na ten temat, starając się nie odchodzić za daleko od
                znanych mi faktów.

                Dodam jeszcze, że krąg zainteresowanych tą sprawą osób mógł być
                bardzo szeroki. W dokumentach pozyskanych od "anonimowego darczyńcy"
                pojawiają się praktycznie wszystkie ważniejsze nazwiska ze
                środowiska radykalnej opozycji opolskiej z lat 1988-1989. Chodzi tu
                głównie o młodzieżowych działaczy opozycyjnych z kręgu
                WiP, "Pokolenia" i KPN. Niektóre z tych nazwisk pojawiają się w
                publikacji GW z 2005 r., ale w dokumentach nazwisk jest dużo
                więcej.

                To takie uwagi na marginesie tego, co napisał Behemot. Polemizowanie
                ze złośliwymi konfabulacjami Badury uważam za bezcelowe.

                Zbigniew Bereszyński
      • Gość: kukiełka anonimowy darczyńsca - animator :) IP: 217.197.72.* 31.03.09, 09:25

        bo wg. słownikowej definicji animator to:

        1. osoba pobudzająca IPN do działania, zachęcająca do czegoś,
        wzbudzająca zainteresowanie środowiska jakąś osobą.

        2. osoba poruszająca kukiełkami z IPN.

        :)
        • Gość: gosc Re: anonimowy darczyńsca - animator :) IP: *.dip.t-dialin.net 31.03.09, 10:53
          Czy "anonimem "nie byl sam ZB?(skad niby ma nieograniczony wglad do
          akt innych ludzi-szczegolnie do dzialaczy bylej solidarnosci.)
          • z.bereszynski Re: anonimowy darczyńsca - animator :) 31.03.09, 11:36
            Jeszcze jeden Sherlock Holmes z Bożej łaski się znalazł! Dostęp do
            akt mam na podstawie decyzji właściwych władz IPN. Korzystam z nich
            legalnie w czytelni IPN w ramach realizacji wniosku naukowo-
            badawczego nr BU D Op-III-051-41(51)/07. Dysponuje także wydanymi mi
            oficjalnie przez IPN - jako osobie pokrzywdzonej - kopiami
            dokumentów pozyskanych od "anonimowego darczyńcy".

            Zbigniew Bereszyński

            • Gość: gosc Re: anonimowy darczyńsca - animator :) IP: *.dip.t-dialin.net 31.03.09, 13:03
              Czy to sa te same wladze IPN ktore zatrudnily(czasowo-pewnie jako
              nagroda) 24 geniusza ktory opublikowal ostatnie rewelacje o
              Walesie.Prosze Pana kiedys ludzie bali sie SB dzis boja sie
              takich "historykow" jak Pan i ten 24 latek poprostu boja sie tych co
              manipuluja aktami IPN(jak Pan sam widzi na Pana tez sa domiemane
              haki).Mnie ciekawi za jakie pieniadze zostala wydana ostatnia
              ksiazka o Walesie.
              • z.bereszynski Re: anonimowy darczyńsca - animator :) 31.03.09, 13:47
                Domniemane haki, o jakich Pan pisze, są wyłącznie wytworami złośliwości i chorej
                wyobraźni człowieka, który nigdy w życiu nie korzystał z zasobów archiwalnych
                IPN. Tacy ludzie byli zawsze na świecie, na długo przed powstaniem IPN, i będę
                zawsze wśród nas, nawet gdy nikt już nie będzie pamiętał, że coś takiego jak IPN
                w ogóle istniało. Zawsze byli i będą na tym świecie kłamcy i mitomani, którym za
                całe "źródło wiedzy" wystarczy ich wyobraźnia. Na szczęście dzięki temu, że
                istnieje IPN, można weryfikować wymysły i spekulacje takich osób, wykazując
                czarno na białym, że ludzie ci mijają się z prawdą.

                Gdyby nie IPN, bylibyśmy w niejednym przypadku bezsilni wobec oszczerców. Mogę
                Panu podać co najmniej dwa takie przykłady.
                Jeden to Karol Smoczkiewicz, lider opolskiej "Solidarności" rzemieślniczej z lat
                1980-1981 . Drugi to Jan Całka, lider opolskiej "Solidarności" pracowniczej z
                lat 1989-1992. Obaj byli przez wiele lat oczerniani jako rzekomi współpracownicy
                SB (w podobny sposób jak próbuje robić Badura na tym forum w odniesieniu do
                mojej osoby). Sprawa wyjaśniła się dopiero dzięki kwerendzie w zasobach
                archiwalnych IPM. Okazało się wtedy, że obaj byli oczerniani z inspiracji SB.
                Pisałem już o tym w paru artykułach, a w najbliższym czasie powinien ukazać się
                jeszcze jeden artykuł na ten temat z najnowszymi ustaleniami w odniesieniu do
                przypadku Jana Całki.

                Oczywiście są także tacy ludzie, którzy z zasobów IPN korzystają w sposób
                niemądry i nieodpowiedzialny, wyrywając informacje z kontekstu i interpretując
                je w sposób tendencyjny (przykładem tego może być postępowanie Badury z
                informacjami zaczerpniętymi ze strony internetowej BIP IPN). Tak to już jest, że
                to samo narzędzie może służyć zarówno do dobrych jak i do złych celów, zależnie
                od tego, kto i jak się nim posługuje. Brzytwa to przeważnie narzędzie bardzo
                pożyteczne, po warunkiem, że nie bierze jej do ręki dziecko czy małpa.

                Zbigniew Bereszyński


                • Gość: pink panther pytanie do Piotra Badury IP: *.chello.pl 06.04.09, 16:12
                  Od jakiegos czasu sledze ten i inne watki i mam jedno pytanie,a wlasciwie
                  dwa.Panie Badura o co Panu tak naprawde chodzi i skad w Panu jest tyle zolci?
                  • Gość: Piotr Badura Niech Pan zrozumie samego siebie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.04.09, 18:46
                    Szanowny Panie Pink Panther
                    Pyta Pan, "skąd we mnie jest tyle żółci?"
                    1) Na tym forum wielokrotnie twierdziłem, że ludzie pracujący w SB lub
                    współpracujący z SB działali na rzecz legalnej służby legalnego państwa i nie
                    mogą być z tego tytułu zbiorowo potępiani. Potępiać można indywidualnie tych,
                    którym udowodni się, że ich czyny w czasach PRL były przestępstwem w myśl
                    ówczesnego prawa i są przestępstwem także w myśl dzisiejszego prawa. Za
                    głoszenie tego poglądu tu na forum jestem odsądzany od czci i wiary. Kogo zalewa
                    żółć? Mnie, który mówi, że nie wolno zbiorowo potępiać pracowników i
                    współpracowników służb specjalnych PRL, czy tych, którzy dyszą żądzą
                    "wymierzenia sprawiedliwości dziejowej"?
                    2. Publicznie twierdziłem, że ludzi takich jak płk. Kukliński nie można nazywać
                    zdrajcami. On był zdrajcą w rozumieniu PRL, ale nie jest nim w rozumieniu III
                    RP. W III RP Kuklińskiemu należy się chwała. Nie mogę jednak zgodzić się, że
                    lojalni żołnierze z czasów PRL powinni być dziś uznani za zdrajców. Nie. Im też
                    w III RP należy się chwała, bo byli lojalnymi żołnierzami. Rozumieli to już
                    starożytni Rzymianie. Ja twierdzę, że chwała należy się również żołnierzom
                    Wehrmachtu i publicznie protestowałem (także w obecności opolskich władz
                    wojewódzkich i pana Przewoźnika) przeciwko zasadzie, że na ich pomnikach nie
                    może być słów "polegli", "żołnierze", "cześć" etc. Jeśli w przypadku jakiegoś
                    żołnierza Wehrmachtu udowodni się, że on osobiście miał na sumieniu przestępstwa
                    wojenne, to chwała nie będzie mu przysługiwać. W przypadku pozostałych
                    domniemana jest ich śmierć na polu chwały. Kogo tu zalewa żółć? Mnie, czy tych,
                    którzy ze wszystkich chcą wciąż robić zdrajców i zbrodniarzy?
                    3) Protestuję zawsze przeciw nazywaniu ludzi takich jak np. Gwiazdowie czy
                    Walentynowicz oszołomami. To są ludzie sztywnych zasad moralnych. Nie nadają się
                    do polityki i chyba słusznie odsunięto ich na bok. Ale ich bohaterstwo powinno
                    być docenione. Należały im się najwyższe odznaczenia, godziwe emerytury i wielki
                    szacunek. Kogo zalewa żółć? Mnie, czy tych, którzy za wszelką cenę chcieliby
                    takich ludzi zgnębić, jako oszołomów?
                    4) Protestuję zawsze przeciwko temu, by potępiać ludzi okrągłego stołu. Okrągły
                    stół był, moim zdaniem, tylko przypieczętowaniem wcześniejszego dogadania się
                    elit, m.in. w sprawie tego, jak się dobrze urządzić w nowej rzeczywistości. To
                    byli ludzie elastyczni, czyli politycy. Inni, zamiast się dogadywać, wyrzynaliby
                    się. To byłoby gorsze rozwiązanie, więc chwała elastycznym politykom okrągłego
                    stołu. Kogo zalewa tu żółć? Mnie, czy tych, którzy w okrągłym stole widzą tylko
                    zdradę, zasługującą na potępienie?
                    Jeśli uważa Pan, że mnie zalewa żółć, to nie powinien Pan mieć problemu ze
                    wskazaniem konkretnych przykładów. Ale Pan ma ten problem. Niech Pan zatem
                    wejrzy głębiej w swoją duszę, bo może to Pan ma kłopot z zalewającą ją żółcią.
                    Pozdrawiam ciepło
                    Piotr Badura
                    PS. Pytanie "o co Panu tak naprawdę chodzi?" jest absolutnie niekonkretne i nie
                    sposób na nie odpowiedzieć. Proszę pytać konkretniej.
                    • mieszaniec-zopola Panie Badura 06.04.09, 19:17
                      nie da się Pana poglądów zaszufladkować. Ma to niestety taką niedogodność, że
                      zawsze naraża się Pan większości.
                      Żałuję, że nie udało mi się pozyskać Pana do walki z fallicznym pomnikiem
                      głupoty przy Struga. Ale pewnie ni sposób zajmować się wszystkim. Ale jak Pan
                      tak będzie odpowiadać na każdy post, to rzeczywiście już Panu na nic czasu nie
                      stanie.
                      Pozdr.
                      • Gość: pink phanter Re: Panie Badura IP: *.chello.pl 06.04.09, 21:31
                        to klasyczny slowotok.
                        • z.bereszynski Re: Panie Badura 06.04.09, 23:32
                          Badura złożył tutaj gładko i zgrabnie sformułowaną deklarację
                          ideową. Szkopuł w tym, że deklaracja ta jest mało wiarygodna w
                          kontekście innych wypowiedzi i czynów tegoż myśliciela.

                          Oto przykład. W pierwszych zdaniach swojej deklaracji Badura
                          napisał: „Na tym forum wielokrotnie twierdziłem, że ludzie pracujący
                          w SB lub współpracujący z SB działali na rzecz legalnej służby
                          legalnego państwa i nie mogą być z tego tytułu zbiorowo potępiani”.
                          Dlaczego więc Badura oburza się, gdy przytaczam archiwalne
                          dokumenty, mówiące o jego spotkaniach z esbekiem Plebanem? Dlaczego
                          pisze z oburzeniem: „Bereszyński doskonale wie, że mój życiorys jest
                          kryształowy, a mimo to opluwa mnie”? Badura upiera się, że
                          ma „kryształowy życiorys”, co ma znaczyć, że nie zadawał się z SB. A
                          więc sam uważa, że zadawanie się z SB byłoby jakąś skazą w
                          życiorysie. Pisanie o kontaktach z SB to opluwanie, a więc takie
                          kontakty to coś wstydliwego. Ja nie czułbym się opluty, gdyby ktoś
                          napisał, że na przykład chodziłem na spotkania hodowców gołębia
                          pocztowego, chociaż nigdy nie zajmowałem się żadnymi gołębiami.
                          Najwyżej bym się z tego pośmiał. Dlatego myślę, że Badura sam nie
                          wierzy w to, co pisze o SB („legalna służba legalnego państwa”).
                          Pisze coś takiego, ale naprawdę myśli i czuje inaczej, w związku z
                          czym jego postępowanie nie zawsze przystaje do poglądów, jakie
                          oficjalnie głosi.

                          Pozostaje zagadka: dlaczego Badura co innego głosi, a co innego
                          naprawdę myśli? dlaczego kręci? That is the question.

                          Zbigniew Bereszyński
                          • Gość: gość Bereszyński usunięty za szkalowanie! IP: *.gprs.plus.pl 07.04.09, 17:56
                            porozumienie.mojeforum.net/temat-vt231.html
                            • schuruburu Re: Bereszyński usunięty za szkalowanie! 07.04.09, 18:03
                              I co dalej???
                              • z.bereszynski cenzura na forum PON z korzyścią dla byłych TW 07.04.09, 20:20
                                O cenzorskich praktykach na forum PON pisałem już w innym miejscu:

                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=26289&w=80924642&a=93289428
                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=26289&w=80924642&a=93275086
                                Teraz mamy wymowny przykład tego, jak grupka zaślepionych fanatyków, uważających
                                się za jedynych prawdziwych antykomunistów, oddaje swoimi działaniami mimowolną
                                przysługę osobom uwikłanym w niechlubne relacje z SB. Na intrygi owej grupki
                                powołała się tutaj jedna z osób ujawnionych ostatnio przeze mnie w charakterze
                                TW (rzadko spotykane IP "gościa" jest niemal jak odcisk palca!). Nic dodać, nic
                                ująć. Taki jest obiektywny sens rozbrabiactwa niektórych "prawicowców".

                                Zbigniew Bereszyński

              • Gość: wern Re: anonimowy darczyńsca - animator :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.04.09, 01:02
                gościu - 24-letni historyk, pan magister Zyzak napisał i obronił
                swoją pracę na Uniwersytecie Jagielońskim a nie w IPN-ie.

                Z tego co się orientuję po przejrzeniu książki (nie pracy
                magisterskiej) większość swoich rewelacji zamieszczonych w niej
                odnalazł w relacjach swoich rozmówców a nie w materiałach IPN.

                Czy twoja mózgownica jest w stanie przyjąc te fakty do wiadomości?

                Rozumiem intencje i cel polityków ignorującyh fakty ale taki zwykły
                śmiertelnik nie ma przecież żadnego interesu aby zamykać oczy na
                rzeczywistość.

                Żyją przecież jeszcze ludzie wśród których Wałęsa wzrastał,
                wychowywał się, bawił, pił wódkę i pracował. IPN-owi nic do tego.
        • Gość: wern Re: anonimowy darczyńsca - animator :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.04.09, 00:52
          kikiełka - w słowniku pod hasłem "animacja" w żadnym przypadku nie
          występuje fraza "IPN"
    • Gość: Janusz Sawczuk Re: Panie Bereszyński - dziękuję ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.04.09, 21:31
      Nie wiedzialem,ze bylem przez lata pracy w Instytucie Slaskim
      obiektem nagonki tajnego wspolpracownika "Jana". Dzieki wysilkowi
      Pana Bereszynskiego, ktory zadal sobie trud zbadania akt SB, i Wy
      Czytelnicy Forum mozecie teraz poznac zakres tej krzywdzacej mnie
      aktywnosci.
      Ponizej fragmenty opracowania p. Zbigniewa:

      (...)
      "Przez szereg lat TW ps. “Jan” próbował działać na szkodę dr Janusza
      Sawczuka, który w latach 1981-1984 był I sekretarzem POP PZPR przy
      Instytucie Śląskim. W swoich doniesieniach “Jan” podkreślał stale,
      że dr Sawczuk posiada poglądy socjaldemokratyczne, a nawet
      sugerował, że może on pracować dla zachodnioniemieckich służb
      wywiadowczych.

      W maju 1980 r., charakteryzując postawę dr Sawczuka, mówił on m.
      in.: “SAWCZUK jest wybitnym koniunkturalistą. [...] można także
      powiedzieć, że nie popiera naszej racji stany i aktualnej polityki”.

      W czerwcu 1982 r., relacjonując zorganizowane w Opolu spotkanie z
      sekretarzem KC PZPR. Marianem Orzechowskim, TW ps. “Jan” w
      następujący sposób “rozliczył” prowadzącego spotkanie I sekretarza
      POP PZPR przy IŚ”: “Jeżeli chodzi o SAWCZUKA, to informuję, że jemu
      odpowiedzi sekretarza ORZECHOWSKIEGO nie podobały się, gdyż on jest
      socjaldemokratą, a nie komunistą. Nie powinien należeć do PZPR, a
      tym bardziej pełnić funkcji I sekretarza. Jest on postępowy wobec
      kapitalizmu i feudalizmu, a[le] wsteczny wobec rewolucji, a tym
      samym wobec dzisiejszego stanu”.

      Przypomniawszy zaraz potem, że dr Sawczuk przebywał w RFN w okresie
      sierpień-wrzesień 1980 r., TW ps. “Jan” tak przedstawił okoliczności
      objęcia przez niego funkcji

      I sekretarza POP PZPR, sugerując, że może on uprawiać polityczną
      dywersję w interesie rzekomych zleceniodawców zagranicznych: “[...]
      gdy powstała »Solidarność« [dr

      Sawczuk] wrócił do Polski [i] objął wakat I sekretarza POP PZPR przy
      Instytucie po dr BARANOWSKIM i potem znów wyjechał do RFN. Chyba
      większość pracowników naukowych Instytutu odniosła wrażenie, że
      SAWCZUK bardzo chciał zostać sekretarzem i nawet o to zabiegał wśród
      kolegów. Możliwe, że mu tak kazano podczas jego pobytu w RFN, aby
      działał i rozsadzał partię w Instytucie od wewnątrz”.

      Wkrótce potem TW ps. “Jan” posunął się jeszcze dalej w swoich
      insynuacjach na temat rzekomej działalności agenturalno-dywersyjnej
      dr Sawczuka. Podczas kolejnego spotkania z por. Pyszkowskim w dniu
      18 czerwca 1982 r. mówił on m. in.:

      “Wśród członków PZPR w Instytucie dużo mówi się o tym, że należy
      zdjąć ze stanowiska I sekretarza POP dr Janusza SAWCZUKA. Nikt nie
      wie, jak to zrobić. Najlepiej by było, gdyby sam zrezygnował.
      SAWCZUK ma w lecie br. wyjechać do BERLINA ZACHODNIEGO na 3-
      miesięczne stypendium. Może właśnie przed wyjazdem do B. ZACH. Na
      zebraniu POP znajdzie się ktoś odważny i zaproponuje zdjęcie [go] z
      funkcji sekretarza lub rezygnację dobrowolną.

      Jak już wcześniej informowałem, SAWCZUK to typowy socjaldemokrata, a
      nie komunista. Funkcję sekretarza objął - moim zdaniem – na czyjeś
      polecenie [...] Mógł się skusić obietnicą pewnej kwoty zachodnich
      pieniędzy i pewne sprawy wykonywać na polecenie ludzi, którzy chcą
      wszystko wiedzieć o POLSCE. Czyli, krótko mówiąc, zgodzić się na
      współpracę z wrogimi nam służbami.

      Na taką właśnie decyzję wym.[ienionego] mógł wpłynąć prof. [Hans
      Adolf] JACOBSEN z fundacji im. Eberta, który kilkakrotnie był w
      Polsce [...] Właśnie prof. JACOBSEN pomagał SAWCZUKOWI w załatwieniu
      stypendium w fundacji Eberta”.

      W marcu 1983 r. TW ps. “Jan” po raz kolejny powrócił do swoich
      obsesji na temat rzekomej działalności agenturalno-dywersyjnej dr
      Sawczuka, Okazji po temu dostarczył fakt ubiegania się dr Sawczuka o
      dalszy pobyt naukowy w Berlinie Zachodnim. Licząc zapewne na
      storpedowanie starań czynionych przez dr Sawczuka, “Jan” przedstawił
      sprawę por. Pyszkowskiemu w następujący sposób:

      “Dnia 14 lub 15 marca br. przebywał w Biurze Zagranicznym PAN w
      WARSZAWIE dr Janusz SAWCZUK. Załatwiał zezwolenie na dalszy pobyt w
      BELINIE ZACHODNIM [...]

      W kilka dni po powrocie SAWCZUKA z W-wy rozmawiałem z nim w
      bibliotece Instytutu [...] Wym.[ieniony] udzielił informacji bardzo
      ogólnych. Udawał, że nie pamięta też niektórych – b. ważnych –
      szczegółów związanych np. z fundacją EBERTA [...] Jest to celowe
      ukrywanie jego zażywnych stosunków z EBER[T]STIFTUNG [...]

      Jest [on] zakochany w SPD. Aktualnie robi habilitację dot.
      socjaldemokracji. Ma kontakty z Niemieckim Towarzystwem Historyków.
      Bardzo lekceważąco wyraża się o Komisji d/s Badań Zbrodni
      Hitlerowskich [...]

      J. SAWCZUK b. uaktywnił się w »Solidarności«. Był cichym rzecznikiem
      obalenia ustroju. Nikt się na nim jak dotąd nie poznał. Zabiegał o
      stanowisko sekretarza POP. Wrócił nawet w czasie wyborów do POP z
      RFN. Jeździ często na Zachód (B.[erlin] Zachodni) i zawsze wraca w
      najważniejszych momentach. Chce wyjechać z Polski przed świętami, co
      wydaje się dziwne, bo znając NIEMCÓW, kto będzie chciał gościć go za
      darmo w okresie świąt wielkanocnych [?].

      Podejrzenia dotyczące rzekomej współpracy z obcymi służbami
      wywiadowczymi, były formułowane przez “Jana” także w odniesieniu do
      dr Romana Radwańskiego. W doniesieniu z dnia 5 marca 1982 r. TW
      ps. “Jan” tak wypowiadał się na temat tego ostatniego: “Podejrzewam
      go o współpracę albo ze Służbą Bezpieczeństwa albo z obcymi służbami
      z krajów kapitalistycznych. Wynika to z jego zachowania, postawy, z
      komentarzy wypowiadanych na różne tematy, szczególnie dot.
      aktualnych wydarzeń społeczno-politycznych w kraju. Bardzo
      precyzyjnie interesuje się opiniami, a także [tym] kto je wygłasza,
      pod czyim adresem lub na jaki temat. Czy są one związane z ważnymi
      osobami województwa i kraju. Lubi to dokładnie zapamiętywać. Zawsze
      zajmuje postawę prowokującą do dyskusji. Poczynając od zebrań
      partyjnych, a kończąc na prywatnych dyskusjach » przy herbatce«.
      Ostatnio bardzo go interesują opinie polityczne, postawy i poglądy
      pracowników naukowych Instytutu”.

      Przy okazji swoich kontaktów ze Służbą Bezpieczeństwa doc. dr hab.
      Tkocz próbował także załatwiać osobiste porachunki z dyrektorem
      Instytutu Śląskiego, prof. Januszem Kroszelem, z którym ostro
      poróżnił się w 1984 r. Świadczy o tym treść poniższego wyciągu z
      informacji przekazanej przez TW ps. “Jan” w dniu 23 lutego 1984
      r.: “… KROSZEL podporządkował sobie całkowicie Radę Wydawniczą. W
      wyniku [tego] wspólnie decydują, jak i komu przyznać pieniądze. Kto
      jest oporny, tego się odrzuca. Było tak ok. 4 lata temu z doc. Janem
      TKOCZEM, który odmówił KROSZELOWI udziału w członkostwie Rady, gdyż
      nie popierał jego bandytyzmu. KROSZEL skreślił go z rady i
      powiedział, że on także ma w d… Instytut i idzie do WSP”.

      Doniesienia innych osobowych źródeł informacji, jakimi SB
      dysponowała w środowisku Instytutu Śląskiego, nie wystawiają
      najlepszego świadectwa samemu doc. dr hab. Tkoczowi.

      21 listopada 1984 r. TW ps. “Lech” wystawił mu następującą
      opinię: “nic nie robi, czas spędza w domu, zły przykład”. Tylko
      pozornie kontrastuje z tym “pozytywna” opinia wystawiona dr Tkoczowi
      przez kontakt służbowy “LW”: “b. pryncypialny, stabilne poglądy,
      zagorzały komunista”.

      TW ps. “Jan” – doc. dr hab. Jan Karol Tkocz był efektywnie
      wykorzystywany przez SB do końca 1985 r.

      Z początkiem tego roku TW ps. “Jan”, uskarżający się swojemu
      esbeckiemu opiekunowi na niedocenianie go przez kierownictwo
      Instytutu Śląskiego, zaczął starać się o stanowisko kierownika
      katedry na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. O staraniach tych tak
      pi
      • Gość: Janusz Sawczuk Re: Panie Bereszyński - dziękuję ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.04.09, 21:38
        Cd.
        Przekroczylem objetosc i obciety zostal koncowy fragment posta.
        Zatem jeszcze raz dziekuje,
        Serdecznie pozdrawiam
        i pozostaje z wyrazami szacunku

        Prof. zw. dr habil. Janusz Sawczuk
        Katedra Stosunków Miedzynarodowych
        Instytut Politologii UO
        • z.bereszynski Re: Panie Bereszyński - dziękuję ! 07.04.09, 23:17
          Szanowny Panie Profesorze,

          Bardzo się cieszę, że moje starania badawcze znalazły uznanie w
          oczach Pana Profesora. To dla mnie wielki zaszczyt.

          Korzystając z okazji, chciałbym dodać, że w dalszej części swojego
          opracowania na temat Instytutu Śląskiego zamierzam napisać także o
          tym, jak SB bezskutecznie starała się zwerbować Pana Profesora w
          charakterze tajnego współpracownika. Z zachowanych dokumentów
          wynika, że próbowano wywierać na Pana nacisk poprzez utrudnianie
          wyjazdów zagranicznych, wstrzymywanie paszportu itp. Tak np. w
          połowie lat 70. Wydział II SB wystawił Panu Profesorowi następującą
          opinię: "Uważamy, iż stanowisko dr J. SAWCZUKA wobec Służby
          Bezpieczeństwa, jego cechy charakteru i światopogląd nie
          predestynują go do wyjazdu stypendialnego w ramach Fundacji im. F.
          Eberta". Podobne przeszkody piętrzono także w latach 80. (była w tym
          także "zasługa" TW ps. "Jan"). Esbecy otwarcie piszą o próbach
          stosowania szantażu paszportowego wobec Pana Profesora.Z tych samych
          dokumentów wynika, że nie ugiął się Pan wobec tych nacisków i
          ostatecznie esbecy zarzucili zamiary werbunkowe, widząc ich
          bezowocność.

          Esbecy naprawdę bardzo intensywnie przez wiele lat zajmowali się
          osobą Pana Profesora i mimo wielu starań nic nie wskórali. To piękny
          przykład tego, jak można było funkcjonować w życiu naukowym bez
          wikłania się we współpracę z SB. Trzeba było mieć dużo odwagi i siły
          charakteru, by w tamtych czasach tak konsekwetnie przez szereg lat
          opierać się esbekom, którzy byli w stanie złamać zawodową karierę
          młodego naukowca. Myślę, że warto o tym pisać, by ludzie lepiej
          rozumieli realia tamtych czasów.

          Serdecznie pozdrawiam. Z wyrazami szacunku

          Zbigniew Bereszyński
          • Gość: wern Re: Panie Bereszyński - dziękuję ! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.04.09, 01:24
            kilka ogólnych uwag na temat Piotra Badury, a raczej osobnika
            podpisującego się takim imieniem i nazwiskiem, którego osobiście nie
            znam.

            Jestem przekonany że jest to postać dość żałosna szczególnie pod
            względem psychologicznym na co wskazuje styl w jakim pisze swoje
            teksty.

            Posiada raczej ograniczoną wiedzę ogólną, raczej na poziomie
            średniej szkoły ogólnokształcącej. Pozostałe wiadomości z zakresu
            sytuacji społeczno politycznej pochodzą z czasopism i mediów
            audiowizualnych. Typowy mitoman.

            Nie przypadkowo zadałem mu pytanie i nadal oczekuję odpowiedzi na
            nie: do kogo kieruje swoje wątpliwości związane z informacją o
            materiałach umieszczonych przy nazwisku p. Bereszyńskiego i od kogo
            oczekuje odpowiedzi?

            Z dotychczasowej polemiki na tym forum wynika że sam odpowiada sobie
            ponieważ w ten sposób może uczestniczyć w dyskusji która jemu samemu
            wydaje się ważna i przez to nobilitująca jego osobę
            • Gość: juhas Re: Panie Bereszyński - dziękuję ! IP: *.punkt.pl 08.04.09, 21:19
              Charakterystyka Piotra B (ksywa Ubawiciel) trafiona w dziesiątkę !
          • Gość: Janusz Sawczuk Re: Panie Bereszyński - dziękuję ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.04.09, 04:47
            W.Pan
            Zbigniew Bereszański

            Szanowny Panie Zbigniewie,

            jestem wstrzasniety Pana ustaleniami. Pamietam dobrze tamte
            molestowania, nachodzenia, telefony, ponawiane nieustannie
            propozycje spotkania. Moj instynkt podpowiadal mi wowczas, ze nie
            mozna dac sie wyciagnac na rozmowy w kawiarni, resturacji. Wtedy
            zaczeli przychodzic do Instytutu Slaskiego, do pomieszczen
            sluzbowych, a po rozmowie wyrazali oficjalnym tonem prosbe o
            sporzdzenie notatki z tej rozmowy i zaniesenie jej a Komendę MO.

            Zawsze ze smiechem odmawialem, mowiac ze mialem do czynienia z
            inteligentnym rozmowcą, zapewne o doskonalej pamięci, "zapewne
            uzbrojonym technicznie", (raz zrobilem w tej kwestii test, wyszedlem
            niby do ubikacji, ale po 20 sek. wrocilem, facio nerwowo mocowal sie
            z guzikiem kieszonki koszuli dosc regularnie wypelnionej plaskim
            przedmiotem).
            Zapewne zalozono mi teczke, i zapewne tez rojono sobie jakies
            nadzieje, bo pamietam jak wzieto mnie chyba dwukrotnie na maraton
            naciskowy na Komendę, gdzie w oparach nikotyny 5 facetow plus jakis
            p. Borowski z MSW (tak sie przedstawil, a ja zapamietalem, bo mi sie
            skojarzyl z autorem "Pozegnania z Maria") roztaczali przede mna
            piekna panorame kariery "na Zachodzie", oczywiscie po odpowiednim
            przeszkoleniu. Wymawialem sie rodzina, brakiem predyspozycji,
            umilowaniem pracy w Instytucie Slaskim, w koncu zapadlo chyba na 15
            min. klopotliwe milczenie, po czym p. Borowski w dzentelmenskim
            stylu zakonczyl rozmowe, zostawil numer telefonu i prosil o kontakt,
            gdybym sie zdecydowal.

            Dlatego potem szokiem dla mnie byla Lista Wildsteina i
            jakis "Janusz Sawczuk", ale majac czyste sumienie nigdy nie
            sprawdzalem o co, a raczej o kogo chodzilo. W koncu nie jednemu psu
            Burek.

            Jeszcze a propos Pana ustalen dot. TW"Jana", pojawia sie tam postac
            kontaktu sluzbowego WL; latwo domyslic sie po stylu opinii
            wystawionej osobie "Jana", o kogo chodzi. Byla taka grupka
            osob "bardzo pryncypialnych", bardzo wowczas szkodliwych, ale na
            szczeście, po 1989 r.,na kanwie przemian, przezyly one pozytywna
            metamorfoze i do dzis sa aktywnymi pracownikami naukowymi w
            sluzbie regionowi i krajowi.

            Lacze wyrazy szacunku i serdeczne pozdrowienia

            Janusz Sawczuk
            • Gość: J.Sawczuk Re: Panie Bereszyński - dziękuję ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.04.09, 06:33
              Szanowny Panie Zbigniewie,
              przepraszam za maly błąd literowy w nazwisku !
              Pozdrawiam
              JS
      • mieszaniec-zopola Re: Panie Bereszyński - dziękuję ! 08.04.09, 22:30
        Z cytowanych donosów pisanych przez dr hab. Tkocza, wynika, że w IŚ było niezłe
        bagienko. Przyjmując, że w tym czasie nikomu nie było wiadomo o dodatkowej
        działalności Tkocza, jest zastanawiające dlaczego był tam tak sekowany. O ile
        dobrze zrozumiałem, to już w tym czasie miał habilitację, powinien zatem mieć
        ugruntowaną pozycję formalną i finansową. Widać, że od zasług i umiejętności
        bardziej liczyły się tam układy towarzyskie, jak to niestety zwykle bywa. Facet
        był ewidentnie rozgoryczony, sekowany i nie dopuszczany do miodu przez kolegów z
        pracy, odgrywał się donoszeniem.
        Dziwne, że pan Bereszyński jakoś przechodzi do porządku dziennego, że prof.
        Sawczuk był sekretarzem POP PZPR w latach 1981-1984, kiedy rzekomo odmówić
        takiego "zaszczytu" można było bezproblemowo i nie przeszkadza mu ten fakt,
        podczas gdyby ongiś razem z Ukleją odmawiał prawa do bycia honorowym Opolaninem
        dziadkowi Kowalskiemu za PRON w tych samych latach.
        Prof. Sawczukowi dziwię się, że tak się ekscytuje tymi tekstami. Na jego miejscu
        wolałbym, żeby to nie ujrzało światła dziennego. Cały wklejony przez niego tekst
        donosów budzi we mnie niesmak i daję głowę, że wielu ma podobne odczucia.
        Takie publikacje tylko ugruntowują mój negatywny stosunek do lustracji. Mam
        nadzieję, że na mnie nikt nie donosił, a jeśli nawet, to może żaden Bereszyński
        nie wyciągnie tego. Wolę mieć kolegów i myśleć o nich dobrze, zamiast dowiadywać
        się, że któryś z nich był świnią.
        • z.bereszynski Re: Panie Bereszyński - dziękuję ! 08.04.09, 23:25
          Jan Karol Tkocz nie był żadną ofiarą nieprzyjaznego mu środowiska.
          Wręcz przeciwnie. To jego postawa miała ujemny wpływ na atmosferę w
          środowisku Instytutu Śląskiego. W jednoznaczny sposób wskazują na to
          dokumenty z tamtych czasów. Oto parę informacji dla zilustrowania
          tej sprawy:

          Dr Jan Karol Tkocz był do 1979 r. kierownikiem Zakładu Odry w
          Instytucie Śląskim. Został jednak zdjęty z tego stanowiska na skutek
          skarg pracowników, stawiających mu m. in. następujące
          zarzuty: "Prace wykon[yw]ane w Zakładzie są narzucane, nie rozwijają
          intelektualnie, nie zawsze odpowiadają przygotowaniu i wykształceniu
          tych, którzy je realizują. W ich wykonaniu Kierownik nie udziela
          merytorycznej pomocy [...] Kierowanie pracami Zakładu często odbywa
          się w sposób uniemożliwiający pracownikom przedstawianie własnego
          stanowiska i ignorujący ich rzeczowe argumenty dotyczące metody i
          przedmiotu badań [...] Pracownicy wyrażają opinię o celowym
          niedopuszczaniu ich do prac zleconych przez kier.[ownika] zakładu,
          który - ich zdaniem - rezerwuje je dla siebie [...] Kierownik
          zakładu odnosi się lekceważąco do ich kwalifikacji, zachowuje się w
          stosunku do podwładnych niegrzecznie, używając przy tym określeń
          wulgarnych i obraźliwych epitetów. Podobnie komentuje w Zakładzie
          niektóre poczynania członków kierownictwa i administracji IŚ [...]
          Sposób bycia i cechy charakterologiczne kier.[ownika] Zakładu
          uniemożliwiają bądź wręcz tylko utrudniają współpracę". Koniec
          cytatu.

          Do odsunięcia dr Tkocza od kierowania Zakładem Odry przyczyniła
          ostatecznie postawa rady zakładowej Instytutu Śląskiego, która
          podzieliła opinię pracowników, uznając, że "zaistniałe w Zakładzie
          Odry stosunki są wynikiem obiektywnie nieznośnych warunków
          lokalowych zakładu, przede wszystkim jednak są rezultatem sposobu
          bycia i cech charakterologicznych kierownika, dra TKOCZA". Koniec
          cytatu.

          Nic nie wskazuje na to, by np. ówczesny dr Janusz Sawczuk w
          jakikolwiek sposób "sekował" ówczesnego dra Tkocza. Przeciwnie - to
          dr Tkocz jako TW ps. "Jan" z godną lepszej sprawy konsekwencją
          starał się przeszkadzać w naukowej karierze dr Sawczuka, obciążając
          go w swoich doniesieniach dla SB. W podobny sposob próbował on
          szkodzić także innym pracownikom IŚ.

          Dawna przynależność partyjna prof. Sawczuka to jedno, a jego postawa
          wobec SB, to drugie. Nie muszę podzielać jego poglądów politycznych,
          by szanować go za odwagę i siłę charakteru, z jaką przeciwstawiał
          się on werbunkowym staraniom SB. Starania te były uparcie ponawianie
          przez SB przez szereg lat i to, że ktoś przez wszystkie te lata
          potrafił się temu opierać, zasługuje na szacunek, niezależnie od
          dawnych i aktualnych podziałów politycznych.

          Ludzie nauki zajmowali w czasach PRL rozmaite postawy. Byli tacy
          naukowcy jak dr Tkocz, którzy próbowali realizować swoje ambicje
          zawodowe z pomocą SB i ze szkodą dla innych osób. Ale byli też tacy
          naukowcy jak ówczesny dr Sawczuk, którzy na pierwszym miejscu
          stawiali lojalność wobec kolegów i woleli narazić się na szykany niż
          szkodzić innym ludziom. W maju 1974 r. naczelnik Wydziału II KW MO w
          Opolu, ppłk Jerzy Ciupek, tak charakteryzował postawę dr Sawczuka w
          piśmie skierowanym do Wydziału III Departamentu I MSW: "odrzucał
          wszelkie próby indagowania go o środowisko naukowe, tłumacząc swe
          opory względami lojalności". Koniec cytatu. Podobne opinie na temat
          dr Sawczuka znajdujemy w dokumentach z lat późniejszych. To
          przeciwieństwo postawy reprezentowanej przez dr Tkocza. Wszystko to
          bardzo pozytywnie świadczy o prof. Sawczuku jako człowieku i
          naukowcu i uważam, że warto o tym pisać. Kwestie polityczne nie mają
          tutaj nic do rzeczy.

          Warto znać całą prawdę o przeszłości, jak by ona nie była. Nie
          należy ukrywać tego, co było złe i niegodne, ani tym bardziej tego,
          co było pozytywne. Trzeba pokazywać jedno i drugie. Rzetelna wiedza
          jest zawsze lepsza od prymitywnych stereotypów.

          Zbigniew Bereszyński
          • mieszaniec-zopola Re: Panie Zbigniewie, 09.04.09, 17:28
            Uważam, że wielokrotnie się Pan pogubił, ogrywając rolę arbitra moralności. Nie przekonały mnie Pańskie wyjaśnienia w/s odszkodowania za internat, nie przekonały w innych sprawach ,gdzie ważył Pan racje moralne. Tym razem wyrażam swoje zdziwienie kolejny raz, kiedy wyraża Pan aplauz dla prof. Sawczuka, który jak by nie było pełnił funkcję sekretarza POP w latach 1981-1984, a odmawia skreśla pan Kowalskiego za przynależność do PRON w tym samym czasie. Wydawało mi się, że wedle Pańskiej optyki, PZPR to coś gorszego od PRON. Wyjaśnia Pan dlaczego. Ja to przyjmuję. I choć bardzo dobrze, że Pan ceni Sawczuka, to bardzo źle, że dostrzegł Pan pozytywów u dziadka Kowalskiego.
            Tak czy owak, myślę, że bezpieczniej, zamiast przykładać różne miary i popadać w oskarżenia o hipokryzję, uczciwiej jest w ogóle nie zajmować się ocenianiem innych.
        • Gość: Janusz Sawczuk Re: Panie Bereszyński - dziękuję ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.04.09, 09:06
          (...)
          "Wolę mieć kolegów i myśleć o nich dobrze, zamiast dowiadywać
          się, że któryś z nich był świnią.
          • mieszaniec-zopola Re:Profesorowi 09.04.09, 17:10
            Mimo Pańskich wyjaśnień motywy Pańskiej ciekawości, podobnie jak motywy innych zainteresowanych pozostają dla mnie niezgłębione. Należę do tych, bardzo licznych zresztą, jak miałem okazję się przekonać, osób, które mają naturalną skłonność do wybaczania grzesznikom. Dla mnie facet, który się ześwinił nigdy nie jest stracony. Mam kolegę, któremu grozi więzienie za czyny ewidentnie wstrętne i po prostu kryminalne. Ale ja mam nadzieję, że on zrozumiał, że czynił źle i że jeszcze się podniesie. Podczas, gdy utrzymywałem z nim luźne kontakty, to pewnie będę wśród nielicznych, którzy pójdą na widzenie, podczas gdy jego najbliżsi kumple się od niego odwrócili.
            Co do pan Tkocza, to go bynajmniej nie usprawiedliwiam. Czynił źle.
            Ale sądzę, że dziś i on wie, że źle czynił i z pewnością mu wstyd. Dla mnie to by wystarczyło. Dla Pana to za mało i mnie to dziwi.
            Czasy były inne, przykładałby do ich ocen zupełnie inne niż dziś miary. Myślę, że o wiele bardziej naganne są negatywne zachowania w dzisiejszych czasach, kiedyśmy dokonali zasadniczych przewartościowań. Jak Pan ma okazję się przekonać, choćby włączając telewizor, zbydlęcenie niektórych naszych ziomków osiągnęło rozmiary, przy których zachowania pana Tkocza są niczym pierdnięcie przy tajfunie i jakby tego było, czyny popełniane są w świetle reflektorów, a zezwierzęcenie przedstawiane jako cnota.
            Tym bardziej zadziwia mnie Pańska ekscytacja.
            Ukłony.
            • Gość: Bella Re:Profesorowi IP: *.punkt.pl 09.04.09, 17:54
              Oprócz tych (dzisiaj!) skruszonych, tych, którzy "zrozumieli", a którzy spędzili
              życie w dostatku i robiąc kariery, są jeszcze i ci, których życie zostało
              zniszczone, a możliwości awansu zablokowane.
              Przed Wielkim Piątkiem warto przypomnieć, że aby uzyskać grzechów odpuszczenie,
              konieczne jest najpierw ich wyznanie, a potem jeszcze pokuta i zadośćuczynienie
              skrzywdzonym.
              • mieszaniec-zopola Formuła skaramentu pokuty jest jasna 09.04.09, 18:21
                Ale obawiam się, że w wielu wypadkach zadośćuczynienie jest niemożliwe. Jak ktoś
                komuś podłożył w przeszłości nogę, tak jak mi to zrobił pewien zarozumiały
                doktorek o jednosylabowym nazwisku, to nie ma takiego sposobu, żeby mi
                zadośćuczynił. Facet to uczynił jawnie, bez krępacji. Lepiej byłoby nie
                wiedzieć. Lepiej byłoby być nieświadomą ofiarą donosu. Odnoszę wrażenie, że
                większość ofiar donosicielstwa za PRLu nie zaznała praktycznie żadnych szkód. Mi
                podłożono świnię jawnie ze skutkiem oczywistym.
                Ale ja gościa czniam.
                • Gość: Janusz Sawczuk Re: Formuła skaramentu pokuty jest jasna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.04.09, 19:09
                  Mieszancu! Nie czniaj tylko wybacz, to proste !
                  Nie wiem skad wziales moja ekscytacje? To nie ekscytację to
                  zadziwienie przechodzace w oslupienie, ze mozna bylo tak wysysac z
                  palca i podawac waznemu urzedowi do wiadomosci. Jesli masz kontakt z
                  p. Tkoczem i wiesz ze autentycznie zaluje za swe czyny to przyjmuje
                  Twoje slowa za dobra monete i tez wybaczam. Tamte czasy byly trudne
                  i nie kazdy mlody czlowiek dzis jest w stanie to zrozumiec mimo
                  nieraz dobrej woli. Przewaza tendencja do podejscia inkwizycyjnego i
                  hunwejbinizmu niz chrzescijanskiej postawy wyraozumialosci, pod
                  warunkiem wyznania grzechow. Byla kiedys madra idea Komisji
                  Pojednania Narodowego, pod warunkiem, ze sie wyspowiadalo z prosba o
                  wybaczenie. Jestem za natychmiastowym uruchomieniem takiej Komisji,
                  by nie wlec w nastepne generacje tej nienawisci, szkoda nszej
                  Polakow energii, mamy co robic, i co gonić ! A sasiedzi i nasi
                  adwersarze nie spia, robia swoje...
                  Serdecznie pozdrawiam
                  i Zycze Wszystkim Forumowiczom Wesolych Swiat !

                  Janusz Sawczuk
                  • mieszaniec-zopola Re:Choć znam wielu Tkoczy, to 09.04.09, 19:46
                    tego konkretnego nie znam. W swojej dobrej czy naiwnej wierze, zakładam mu
                    dzisiaj wstyd. Mój nogopodkładacz raczej wyrzutów sumienia nie ma, więc zamiast
                    wybaczenia pozostaje olewanie.
                    Widzę jednakowoż, że się pomyliłem i Pan profesor z tej samej gliny i nie ma
                    problemu z wybaczaniem grzesznikom.
                    Co mnie niezmiernie cieszy, albowiem potwierdza moją tezę, że jest nas większość.
                    Odwzajemniam się życzeniami Radosnych Świąt z zapomnieniem o trudach codzienności.
                    W założeniu, że Zbigniew Bereszyński przeczyta i ten wpis, życzenia świąteczne
                    kieruję również do niego.
                    :-)
                    • z.bereszynski Chodzi o prawdę, nie o zemstę 09.04.09, 21:47
                      Jestem za wybaczeniem w każdym przypadku, gdy dana osoba przejawi
                      choćby minimum skruchy i nie będzie uprawiać matactwa. Nie
                      upierałbym się nawet przy warunku zadośćuczynienia. Wystarczy
                      odrobina pokory, szczerość i zerwanie zawartej z esbekami umowy o
                      zachowaniu tajemnicy (najgorsze ze wszystkiego, najbardziej
                      niebezpieczne w życiu społecznym, jest trzymanie się tych umów
                      sprzed lat). Chodzi mi wyłącznie o prawdę i przejrzystość życia
                      publicznego.

                      Pozdrawiam wszystkich ludzi dobrej woli. Wesołych Świąt!

                      Zbigniew Bereszyński
    • Gość: Piotr Badura I coście tu narobili?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.04.09, 16:54
      Drodzy Forumowicze
      Otwarłem ten wątek, by choć trochę rozjaśnić naturę związków Bereszyńskiego z
      peerelowską SB oraz służbami specjalnymi III RP. Nie było mnie raptem 11 dni.
      Wracam i nie poznaję wątku. Prof. Janusz Sawczuk i Bereszyński wespół w zespół
      wystawiają tu sobie świadectwa moralności, niemal wyjadają sobie z dzióbków jak
      jakieś dwie papużki. Pan Mieszaniec-zopola próbował dawać odpór, ale w końcu im
      odpuścił. Do tego wszystkiego napatoczyła się jeszcze ze swymi mądrościami pani
      Bella (tym razem przyszła bez pani Zośki), no coś niesłychanego!
      Postaram się sukcesywnie powyjaśniać wszystkie wątpliwości, które tu
      przywleczono, ale naturze związków Bereszyńskiego ze służbami specjalnymi z PRL
      i III RP poświęcę już nowy wątek, bo tu robi się coraz większy chaos.
      Pozdrawiam Wszystkich
      Piotr Badura
      • Gość: ?:))) A co z obiecanym wątkiem o Behemocie? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.04.09, 17:40
        Obiecanki, cacanki?
        • Gość: behemot Re: A co z obiecanym wątkiem o Behemocie? IP: 77.252.18.* 17.04.09, 18:11
          Ni ma kwitów. No i po co to, jakieś nowe wątki?
          • Gość: :))) Re: A co z obiecanym wątkiem o Behemocie? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.04.09, 18:15
            Badura lubi się klonować.
      • Gość: Janusz Sawczuk "jedzenie sobie z dzióbków" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.04.09, 23:05
        Szanowny Panie Badura,
        dziwie sie troche, ze Pan jako powazny obywatel tak lekcewaząco
        traktuje glosy pragnące okazać szacunek p. Bereszynskiemu za ciezka
        prace rozjasniajacą trudne i bolesne sprawy z przeszlosci. Moj glos
        i odpowiedz p. Bereszynskiego nie jest "jedzeniem sobie z dzióbków"
        tylko ukazaniem wdziecznosci i szacunku za ukazanie zapisów SB do
        ktorych ja bym prawdopodobnie nigdy nie dotarl i zyl w
        przeswiadczeniu, ze SB "pokalala" moj wizerunek, tak jak uczynila
        to w stosunku do tysiecy Polaków samym faktem molestowania i
        nachodzenia na rozne sposoby.
        Mam propozycje. Rozmawiajmy merytorycznie przy pomocy DOKUMENTACJI,
        A NIE SUGESTII, PRZYPUSZCZEN A W NAJGORSZYM PRZYPADKU INSYNUACJI,
        DOMYSLOW, NICZYM NIEUZASADNIONYCH !
        Na pewno pozwoli to dac swiadectwo prawdzie.

        Z pozdrowieniami poświątecznymi

        Janusz Sawczuk
    • Gość: Piotr Badura Nie zakłada się głupoty profesora IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.04.09, 15:28
      Nie jest czymś nadzwyczajnym na forach, że ktoś plecie głupostwa. Dlatego do
      niektórych wpisów należy podchodzić z przymrużeniem oka. Gdy jednak ktoś kładzie
      pod wpisem swe nazwisko, to zwykle traktuję taki wpis poważnie. Jeśli zaś zaś
      przed nazwiskiem widnieje jeszcze tytuł: "Prof. zw. dr habil.", to wprost nie
      wypada zakładać, że taki autor plecie od rzeczy. Dlatego wypowiedzi prof.
      Sawczuka traktuję absolutnie serio. Choć się z nimi nie zgadzam, to nie
      przyjmuję, że pisał on trzy po trzy. Uważam że napisał dokładnie to i dokładnie
      tak, jak zamierzał napisać.
      Jeśli prof. Sawczuk w wątku poświęconym analizie związków Bereszyńskiego z SB i
      służbami III RP wkleja pochwały na cześć Bereszyńskiego, to nie mam prawa
      założyć, że robi to dlatego, iż nie zorientował się w charakterze wątku, czy też
      dlatego, że nie potrafi sam uruchomić nowego wątku, celem wychwalania
      Bereszyńskiego. Mam obowiązek przyjąć, że prof. Sawczuk w sposób świadomy
      rozmydla ten wątek. Pytaniem jest, dlaczego.
      Pozdrawiam Wszystkich
      Piotr Badura
      • Gość: Janusz Sawczuk Re: Nie zakłada się głupoty profesora IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.04.09, 17:24

        Szanowny Panie Badura,
        pominę na początek Panska nieuprzejmość; najzwyklej w świecie nie
        dotrzymał Pan standardów kultury slowa pisanego, kultury
        epistolarnej, choc internet poczynil w niej mnóstwo wyłomów i w
        zasadzie takze i Panu, czlowiekowi z ambicjami, trudno sie dziwić,
        iż wypadł Pan z roli. Pomińmy też kwestie tytulatury. Sadze ze
        kazdemu Panskiemu romówcy nalezy sie "na wejściu" odrobina szacunku
        i uprzejmości? Chyba, ze Pan przyjał inne reguły gry: od razu na
        wejściu nalezy delikwenta potraktowac "z czuba", "z byka", dać "po
        jajach". Nie jest to fajna maniera, ale cóz to kwestia kultury
        osobistej.
        Oczywiscie, ze zorientowalem sie bez trudu w celu Pańskiego wątku.
        Jest nim oczernienie Pana Bereszyńskiego i stworzenie wrazenia, iz
        dokonuje Pan "analizy zwiazków...z SB i sluzbami III RP". Tym samym
        przesadza Pan sprawe, nie ukazujac nic co chocby w watly sposob
        mogloby te zwiazki ukazac. Po prostu chce Pan rewanzu, chce Pan
        pokazac, ze badacza akt SB tez mozna "utytlac". Na szczescie
        czytelnicy maja swoj osad i wiekszosc wpisow oczekuje od Pana
        konkretów, dokumentacji, a tej brak.
        Dlatego moje "wklejki" o pozytkach z pracy p. Bereszynskiego
        musialy Pana okropnie zezloscic. Ja nie mam zamiaru zakladac nowych
        watkow, i tez wylaczam sie z tej korespondencji. Wydawalo mi sie
        jednak potrzebne stworzyc przeciwwage dla Pańskich wpisow, w ktorych
        poza checia dokopania blizniemu nic wiecej nie ma. Gdyby chodzilo o
        opowiadanie dowcipow zawolalbym w końcu zniecierpliwiony: where is
        the beef ?
        Ale na miły Bóg, to co Pan robi to nie jest opowiadanie dowcipów,
        to oczernianie bliźniego!

        Z powazaniem

        Janusz Sawczuk
        • Gość: gosc Re: Nie zakłada się głupoty profesora IP: *.dip.t-dialin.net 18.04.09, 18:06
          Panie Profesorze ale Pan tez plecie bzdury .
          • Gość: Janusz Sawczuk Re: pusta beczka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.04.09, 18:17
            gosciu, czyzbys zaczerpnął z pustej beczki ?
            • Gość: gosc Re: pusta beczka IP: *.dip.t-dialin.net 18.04.09, 20:53
              Nie ale w zyciu widzialem juz kilku pustoglowych Profesorow.
              • z.bereszynski Re: pusta beczka 18.04.09, 21:08
                Zero kultury i zero cywilnej odwagi. "Gość" potrafi obrażać, ale nie stać go na
                to, żeby podpisać się własnym imieniem i nazwiskiem. Warto poczytać netykietę
                zanim siądzie się do komputera.

                Zbigniew Bereszyński
                • Gość: gosc Re: pusta beczka IP: *.dip.t-dialin.net 19.04.09, 09:47
                  O "pustej beczce "nie ja napisalem-radze przeczytac wpis (jeden
                  wczesniej)-to nie akta SB do ktorych maja dostep tylko
                  wybrani.Jezeli czyta je Pan(te akta) jak ten wpis to pewnie
                  interpretuje je Pan tak samo obiektywnie jak ten wpis.Naleze do tej
                  cicho siedzacej wiekszosci ale uwazam ze nie tylko wybrani z
                  tytulami naja patent na prawde.Pozdrowienia w letni niedzielny
                  poranek.
                  • z.bereszynski Re: pusta beczka 19.04.09, 10:02
                    W określeniu "pusta beczka" nie ma niczego obraźliwego. To tylko dowcipne
                    nawiązanie do tytułu gazety "Beczka", jaką wydaje Piotr B.
                    A także nawiązanie do forumowych praktyk Piotra B., który swoje oszczercze
                    "rewelacje" czerpie z pustej beczki czyli z powietrza, znikąd - po prostu je
                    wymyśla. Obawiam się, że to Pan nie potrafi czytać ze zrozumieniem. Niestety to
                    Pan zachował się w sposób obraźliwy wobec Profesora. Ja na Pana miejscu czułbym
                    się zobowiązany do złożenia przeprosin.

                    Wzajemnie pozdrawiam

                    Zbigniew Bereszyński
                    • Gość: gosc Re: pusta beczka IP: *.dip.t-dialin.net 19.04.09, 11:51
                      Przykro mi ale ja nie czytuje "Beczki" nawet nie wiem ze cos takiego
                      wychodzi a jezeli Profesor powolal sie akurat na te"Beczke"to z tego
                      wynika ze dobrze zrozumialem jego obrazliwy ton a jezeli mial byc to
                      dowcip to raczej niskiego lotu.Panski argument "czytac ze
                      zrozumieniem" tez mnie nie przekonuje bo uzywa go Pan ktorys raz z
                      rzedu-to troche tak jak ktos mowi"nie masz racji bo ja ja mam i
                      tylko ja wiem jaka jest prawda".Osobiscie nie mam nic ani przeciw
                      Panu ani Profesorowi ale o czasach o ktorych Panowie zabieraja glos
                      wiem troche wiecej niz przecietny czytelnik i nie uwazam ze wszystko
                      zgadza sie z Panstwa naswieleniem tamtych dni.
        • Gość: Piotr Badura Nie można czynić podłości i oczekiwać uprzejmości IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.04.09, 19:32
          Szanowny Panie Profesorze
          Uważam, że Pana wejście w ten wątek było w stosunku do mnie nieuczciwe, a nawet
          więcej, podłe. Mimo to nie obraziłem się na Pana i starałem się sprawę traktować
          z humorem. Pan okazuje się natomiast nadzwyczaj delikatny i oczekuje, bym na
          podłość odpowiadał wyszukaną uprzejmością. Jaki jest tytuł tego oczekiwania?
          Bereszyński wszedł w założony przeze mnie wątek, ze spreparowanymi esbeckimi
          fałszywkami, dokładając do tego swoje własne manipulacje, insynuacje i kłamstwa.
          Dla porządku zaznaczam, że wejście Bereszyńskiego we wspomniany wątek nie miało
          żadnego związku z tematem wątku. Nie uniosłem się tam honorem, tylko
          konsekwentnie rozprawiałem się ze wszystkimi kłamstwami i insynuacjami
          Bereszyńskiego (jakoś nie stanął Pan tam w obronie prawdy, choć była ona
          widoczna gołym okiem).
          We wspomnianym wątku odpowiedziałem na wszystkie zadane mi pytania i wyjaśniłem
          wszystkie wątpliwości. Ponieważ jednak w wątku liczącym setki postów mogłem
          przeoczyć jakąś kwestię, więc zaznaczyłem na koniec, że jeśli jakieś konkretnie
          postawione pytanie pozostało bez odpowiedzi, albo jakaś wątpliwość nie została
          wyjaśniona, to proszę o zwrócenie mi na to w tamtym wątku uwagi, a ja się
          ustosunkuję. Minęło sporo czasu i nikt się nie upomniał, z czego wnoszę, że
          wszystko jest jasne.
          Ponieważ tamten wątek wygasł, więc poczułem się upoważniony do wyjaśnienia
          kluczowej sprawy, a mianowicie motywacji Bereszyńskiego. Nie wierzę, że
          Bereszyński opluwał mnie bez istotnego motywu. Nie ukrywałem, że według mnie
          najbardziej prawdopodobnym motywem jest praca Bereszyńskiego dla służb
          specjalnych. Podkreślam tu jednak wyraźnie, że jest to moje przypuszczenie.
          Związki Bereszyńskiego z SB są udokumentowane na stronie IPN, do której dałem
          odsyłacz na samym wstępie. Potwierdzeniem związków Bereszyńskiego ze służbami
          specjalnymi III RP jest ujawniony fakt, że zgłosił on gotowość pracy dla nich
          (Bereszyński nie kwestionuje tego faktu). Nie jest więc rzeczą dyskusyjną, że
          Bereszyński miał związki zarówno z SB, jak i ze służbami specjalnymi III RP. Te
          związki są faktem, którego nawet Bereszyński nie kwestionuje. Dyskusyjna jest
          tylko natura tych związków. Bereszyński twierdzi, że w przypadku SB był on jej
          ofiarą, a w przypadku służb III RP robił tylko eksperyment. Można w to wierzyć,
          ale można też mieć wątpliwości. Ja mam wątpliwości i chciałem je w tym wątku
          wyjaśnić.
          Zdążyłem zgłosić tylko jedną wątpliwość, bo potem wątek był skutecznie
          rozwalany, między innymi przez Pana. Zgłoszona przeze mnie wątpliwość dotyczyła
          faktu, że na stronie IPN poświęconej Bereszyńskiemu zapisano, iż niektóre z
          przywołanych tam materiałów zostały przekazane do IPN przez anonimowego darczyńcę.
          Jakie było prawdopodobieństwo, że IPN umieści komuś, kogo wpisał na listę osób
          rozpracowywanych, taką adnotację? Na tej liście jest 2598 osób. Można sprawdzić,
          ile z nich ma tę adnotację. Sprawdziłem losowo ok. 200 osób. Żadna z nich nie
          miała. Jeśli przyjęlibyśmy, że taka adnotacja jest tylko u dwóch procent osób z
          tej listy, to przy sprawdzeniu 200 z nich, prawdopodobieństwo, że nie trafi się
          na ani jedną z tych 2 proc. spada poniżej 2 proc. (piszę to ze względu na innych
          forumowiczów, bo wierzę, że Pan potrafi to sobie policzyć sam).
          Prawdopodobieństwo 2 proc. mamy np. wtedy, gdy w jednym z 50 jednakowych pudełek
          ukryjemy monetę i każemy komuś wskazać pudełko z monetą. Jeśli on je od razu
          bezbłędnie wskaże, to możemy uznać, że to przypadek losowy, ale doświadczenie
          życiowe uczy, że trzeba się w takich sytuacjach poważnie liczyć także z
          możliwością, iż istnieją nieznane nam powody, dla których ta osoba za pierwszym
          razem trafiła (powód mógł być np. taki, że widziała, do którego pudełka wkładamy
          monetę).
          Mogło się zdarzyć, że wśród tych 2598 osób jest nawet więcej niż 2 proc. takich,
          którym IPN dał wspomnianą adnotację, a ja miałem po prostu pecha i nie trafiłem
          na nie. Ale zdrowy rozsądek nakazuje przyjąć, że nie ma ich nawet 2 proc. Jeśli
          ktoś ma dość czasu, to może sprawdzić wszystkie 2598 osób i będziemy wiedzieć
          dokładnie na czym stoimy.
          Jeśli osób ze wspomnianą adnotacją nie ma na liście IPN nawet 2 proc., to
          powstaje uzasadnione pytanie, dlaczego akurat Bereszyńskiemu przydarzył się tak
          niesłychanie mało prawdopodobny przypadek. O to właśnie zapytałem w tym wątku,
          ale nie doczekałem się żadnej sensownej odpowiedzi. Doczekałem się natomiast
          licznych prób rozwalenia tego wątku, ściągania go gdzieś na poboczne tematy,
          między innymi z udziałem Pana Profesora.
          Wątpliwości w sprawie Bereszyńskiego jest więcej i będę o nich kolejno pisał,
          ale już nie w tym wątku, bo tak wielka liczba postów nie na temat jest zaporą,
          powodującą, że nikt już prawie do tego wątku nie wchodzi. W tym wątku zajmę się
          natomiast wątpliwościami wniesionymi tu przez Pana Profesora.
          Pozdrawiam serdecznie
          Piotr Badura
          • Gość: Bella Re: Nie można czynić podłości i oczekiwać uprzejm IP: *.punkt.pl 18.04.09, 19:43
            Pan Badura myli założony przez siebie wątek z blogiem. Pozostaję z szacunkiem -
            napatoczona Bella
          • z.bereszynski logika pustej beczki 18.04.09, 19:56
            Badura napisał:

            "Nie jest więc rzeczą dyskusyjną, że Bereszyński miał związki zarówno z SB, jak
            i ze służbami specjalnymi III RP. Te związki są faktem, którego nawet
            Bereszyński nie kwestionuje. Dyskusyjna jest
            tylko natura tych związków. Bereszyński twierdzi, że w przypadku SB był on jej
            ofiarą, a w przypadku służb III RP robił tylko eksperyment. Można w to wierzyć,
            ale można też mieć wątpliwości. Ja mam wątpliwości i chciałem je w tym wątku
            wyjaśnić".

            Nieważne, czy ktoś był latami prześladowany przez SB, miał założone dwie sprawy
            karne, siedział dziesięć miesięcy w więzieniu jako internowany itp., czy np.
            chadzał na potajemne rozmowy z esbekiem w hotelu lub kawiarni. Jedno i drugie to
            "związki z SB". O pardon, tylko to pierwsze można nazwać związkami z SB, bo to
            drugie to element czystej "jak kryształ" biografii Piotra B. Nie ważne, czy ktoś
            coś ukradł, ucinał skryte pogawędki ze złodziejem, czy może sam został
            okradziony. W każdym przypadku można napisać, że był "zamieszany w sprawę
            kradzieży" i to w sposób bezdyskusyjny!

            Oto logika Badury. Logika oszczerstw i insynuacji. Logika wymysłów z pustej beczki.

            Zbigniew Bereszyński


            • z.bereszynski esbeckie metody Piotra B. 18.04.09, 20:13
              To, co tutaj robi Badura, to typowo esbeckie metody zwalczania przeciwników. Do
              najbardziej chamskich metod działania SB należało rozpuszczanie wyssanych z
              brudnego palca oszczerstw, że osoba prześladowana przez bezpiekę jest rzekomym
              współpracownikiem tej służby. Tak wykończono Karola Smoczkiewicza, lidera
              opolskiej "Solidarności" rzemieślniczej. W podobny sposób próbowano "rozrabiać"
              Jana Całkę. Kulisy tych działań są od niedawna dobrze znane. Warto przeczytać
              poniższe teksty i zestawić je z tym, co wyprawia tutaj Badura.

              www.kurierbrzeski.com.pl/modules.php?module_name=articles&action=show_article&a_id=273
              serwisy.gazeta.pl/kraj/1,62266,2524412.html
              wyborcza.pl/1,75480,5878843.html
              miasta.gazeta.pl/opole/1,35086,6508912,Jak_opolska__S__wyszla_z_podziemia.html
              Badura robi dokładnie to samo i w bardzo podobny sposób. Ciekawe, gdzie i kiedy
              się tego wyuczył? Podczas konspiracyjnych spotkań z por. Plebanem czy może przy
              innej okazji?

              Zbigniew Bereszyński
    • Gość: Piotr Badura O co chodziło napatoczonej Belli? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.04.09, 11:18
      Zamieszczone w tym wątku wypowiedzi prof. Janusza Sawczuka i o prof. Sawczuku
      zawierają różne ciekawe elementy, które chyba nie zostały przez forumowiczów
      zauważone.
      1) Bereszyński napisał np., "Podobne przeszkody piętrzono także w latach 80.
      (była w tym także "zasługa" TW ps. "Jan"). Esbecy otwarcie piszą o próbach
      stosowania szantażu paszportowego wobec Pana Profesora. Z tych samych dokumentów
      wynika, że nie ugiął się Pan wobec tych nacisków i ostatecznie esbecy zarzucili
      zamiary werbunkowe, widząc ich bezowocność."
      Spotykałem się wielokrotnie z poglądem, że SB nie wolno było werbować TW wśród
      członków PZPR. Tymczasem czytam tu na forum, że prof. Janusz Sawczuk w latach
      stanu wojennego był nie tylko członkiem PZPR, ale funkcjonariuszem tej partii
      (sekretarzem POP w ważnej instytucji) i podobno był werbowany. To bardzo ciekawa
      informacja, chyba niesłusznie zlekceważona przez forumowiczów.
      2) Prof. Sawczuk napisał o prof. Tkoczu: "Jan Tkocz, syn biednego górnika,
      człowiek prosty, żeby nie powiedzieć totalny prostak, a wręcz kawał zwykłego
      chama". Niewątpliwie ciekawy jest wytworny język, którym jeden profesor
      charakteryzuje na forum drugiego profesora, ale nie to jest najciekawsze. Prof.
      Sawczuk napisał: "syn biednego górnika". Napisałem już we wcześniejszym poście,
      że gdy coś pisze profesor, to nie wypada zakładać, że plecie trzy po trzy. Jeśli
      coś napisał, to napisał to świadomie i celowo. Jaki zatem cel miało
      poinformowanie forumowiczów, że prof. Tkocz to "syn biednego górnika"?
      Przytoczoną przeze mnie wypowiedź prof. Sawczuka o prof. Tkoczu odczytuję jako
      pejoratywną, a zatem na rozum także określenia "syn biednego górnika" i
      "człowiek prosty" powinienem chyba odczytać jako pejoratywne. Ja jestem prostym
      palaczem c.o. i synem prostego drwala (mój ojciec zaczynał karierę zawodową jako
      drwal). Nie obraża mnie jednak ta nutka pogardy wobec prostych ludzi,
      pracujących fizycznie, którą wyczuwam w wypowiedzi prof. Sawczuka. Ona mnie nie
      obraża, ale trochę dziwi, bo prof. Sawczuk usiłował w III RP robić karierę
      parlamentarną jako polityk lewicy (SLD). Może właściwszym niż lewica określeniem
      wobec prof. Sawczuka byłoby "kawiorowa lewica".
      3) Prof. Sawczuk tak wyjaśnia swój akces i swoją aktywność w PZPR: "Kto chciał
      coś robić i coś zmieniać miał tylko jedną możliwość,
      musiał być w partii! Poza partią nie było żadnej możliwości
      działania, takie było powszechne odczucie".
      Nie zgadzam się, że poza partią nie było żadnej możliwości działania, choć
      zapewne słuszny byłby pogląd, że gdy się nie wstąpiło do partii, to szanse na
      karierę były w PRL bardzo małe. Pamiętam z dawnych lat, że wielu ludzi, chcąc
      zwiększyć swe szanse na karierę, wstępowało do PZPR, a nawet było w niej
      aktywnymi. Znam przypadki, że ktoś starający się o pracę na uczelni wstępował do
      PZPR i starał się pokazać tam jako aktywista, bo dzięki temu eliminował kolegę,
      który był wprawdzie zdolniejszy, ale do PZPR nie wstąpił. I tu mam wątpliwość,
      co do sensu wypowiedzi napatocznej Belli. Napisała ona w tym wątku: "Oprócz tych
      (dzisiaj!) skruszonych, tych, którzy "zrozumieli", a którzy spędzili życie w
      dostatku i robiąc kariery, są jeszcze i ci, których życie zostało
      zniszczone, a możliwości awansu zablokowane. Przed Wielkim Piątkiem warto
      przypomnieć, że aby uzyskać grzechów odpuszczenie, konieczne jest najpierw ich
      wyznanie, a potem jeszcze pokuta i zadośćuczynienie
      skrzywdzonym".
      Czy napatoczonej Belli chodziło o to, by ci, którzy w robieniu kariery naukowej
      eliminowali zdolniejszych kolegów, zapisując się do PZPR i robiąc tam za
      aktywistów (bywa, że nawet w stanie wojennym), płacili jakieś odszkodowania tym
      wyeliminowanym? Czy może mają oddać im swe tytuły naukowe? Czy ktoś rozumie Bellę?
      Pozdrawiam Wszystkich
      Piotr Badura
      • z.bereszynski wyjaśnienie dla forumowiczów 19.04.09, 12:13
        Badura napisał:

        "Spotykałem się wielokrotnie z poglądem, że SB nie wolno było werbować TW wśród członków PZPR. Tymczasem czytam tu na forum, że prof. Janusz Sawczuk w latach stanu wojennego był nie tylko członkiem PZPR, ale funkcjonariuszem tej partii (sekretarzem POP w ważnej instytucji) i podobno był werbowany. To bardzo ciekawa informacja, chyba niesłusznie zlekceważona przez forumowiczów".

        Badura, jak zwykle, odwołuje się do swojej płytkiej wiedzy plotkarsko-gazetowej, bez próby poważniejszego zgłębienia zagadnienia. Dyskutowanie z nim byłoby stratą czasu, ponieważ nie mam żadnych wątpliwości do do tego, że jemu wcale nie chodzi o dociekanie prawdy o przeszłości, ale o coś dokładnie przeciwnego.

        Sprawa jest w rzeczywistości bardzo prosta. Zakaz werbowania członków partii był zakazem warunkowym, a nie absolutnym. Obowiązujące instrukcje zakazywały esbekom działań werbunkowych wobec członków PZPR bez zgody odpowiednich władz partyjnych. Jeżeli zatem władze partyjne wyraziły zgodę na werbunek, to esbecy mieli wolne ręce. W praktyce bywało i tak, że esbecy niekoniecznie przejmowali się obowiązującymi instrukcjami. Zdarzało się, że podejmowali działania werbunkowe nawet bez zgody władz partyjnych, które ze względu na tajny charakter działań SB nie były w stanie same tego wykryć. Bezpieka była swoistym państwem w państwie i nawet niskiego szczebla działacze PZPR mogli być przez nią nękani, a nawet otwarcie prześladowani.

        Dobrym tego przykładem mogą być działania SB wobec Romana Pastwińskiego, działacza "Solidarności" z Kluczborka, a zarazem działacza PZPR (bywały i takie przypadki w tamtych czasach). W 1981 r. Pastwiński został wybrany w skład Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Mimo to w stanie wojennym SB internowała go na dwa miesiące. W późniejszym czasie Pastwińskiego usunięto ze składu KW PZPR, a następnie także z partii. Ponadto zdjęto go ze stanowiska dyrektora muzeum w Kluczborku.

        W tym samym obozie dla internowanych w Nysie przebywał również Leonard Szymański, profesor Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu, członek Wojewódzkiej Komisji Kontroli Partyjnej PZPR we Wrocławiu. Nie był on nawet członkiem "Solidarności", a internowano go za uczciwą i bezkompromisową postawę w zwalczaniu nadużyć partyjnych notabli. Również w więzieniu wyróżniał się on godną i odważną postawą. Podczas gdy wielu internowanych działaczy "Solidarności" zabiegało o przepustki, prof. Szymański - uważając, że wchodzenie w tego typu układy z władzami stanu wojennego byłoby rzeczą niehonorową - odmówił wyjścia na proponowaną mu przez SB przepustkę. Wziął też udział w grupowej głodówce internowanych.

        Takie bywały polityczne realia PRL. Rzeczywistość nie była czarno-biała.

        Fakt wieloletniego nękania przez SB obecnego profesora Sawczuka nie jest w tym kontekście niczym zaskakującym ani wyjątkowym, tym bardziej, że funkcja sekretarza POP nie należała do wysokich. Podejmowane wobec niego działania są poświadczone w dokumentach znajdujących się aktualnie w zasobach IPN (całkiem pokaźna teczka, poświęcona tylko tym działaniom wobec ówczesnego dr Sawczuka, nie licząc obciążających go donosów TW ps. "Jan") .

        Z drugiej strony na porządku dziennym były przypadki werbowania członków PZPR w charakterze tajnych współpracowników SB. Obowiązujące instrukcje utrudniały to, ale wcale tego nie uniemożliwiały. Członkiem PZPR był m. in. wspominany tu wielokrotnie Jan Karol Tkocz, TW ps. "Jan" - jeden z najcenniejszych współpracowników SB w wojewodztwie opolskim - człowiek "b. pryncypialny, stabilne poglądy, zagorzały komunista" (charakterystyka wystawiona mu przez kontakt służbowy "LW").

        Zbigniew Bereszyński


        • z.bereszynski p.s. 19.04.09, 12:23
          Kilka miesięcy temu w "Tygodniku Prudnickim" opisałem jeszcze jeden, szczególnie
          drastyczny przypadek nieudanych działań werbunkowych SB wobec członka PZPR.
          Członek partii, kierownik drukarni zakładowej we Frotexie", trafił na długi czas
          do obozu dla internowanych, ponieważ, mimo szantażowania go i innych nacisków,
          odmawiał podjęcia współpracy z SB:
          www.tygodnikprudnicki.pl/index.php?tpid=1&k=3440&PHPSESSID=85bbfa770de3ca4421903ff65b68072
          Naprawdę trzeba więcej czytać (nie tylko gazety i wpisy na forach internetowych)
          i zaglądać do dokumentów, żeby w odpowiedzialny sposób wypowiadać swoje opinie w
          tego typu sprawach.

          Z.B.
      • Gość: Janusz Sawczuk Re: O co chodziło napatoczonej Belli? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.04.09, 14:02
        Szanowny Panie Badura,
        dzis niedziela, dzień swiety, więc bedzie krotko i lagodnie.
        Szanuje prostego czlowieka bardzo, ale nienawidze chamstwa,
        prostactwa, bucowatosci. Wytwornosc wytwornoscia, ale czasem trzeba
        nazwac "po imieniu". Moja charakterystyka nie obejmowala
        dzisiejszego emerytowanego prof. J.Tkocza. Mowilem o tamtym okresie
        (1975-85). W IŚl. osoba ta uchodzila za niezwykle prostacka i
        bucowata w kontaktach; ja ja tak zapamietalem.
        Milej niedzieli


        JS.
        • Gość: student Witamy Pana Profesora! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.04.09, 17:26

          Janusz Sawczuk napisał(a):


          > ja ja tak zapamietalem.

          Ciekawe jak Pana zapamiętają seminarzyści..........
          Miłej niedzieli

          Już Pan wyzdrowiał?!
      • Gość: behemot Ja rozumiem Bellę IP: *.punkt.pl 19.04.09, 15:00
        przed Wielkim Piątkiem. Nie rozumiem, że Badura nie rozumie. Jako
        solidny katolik i bywszy Paxowiec. To znaczy on rozumie warunki
        dobrej spowiedzi, jednak cynicznie i prostacko interpretuje pojęcie
        zadośćuczynienia.Amen.
        • Gość: Piotr Badura Wielce Szanowny Behemocie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.09, 00:13
          Powiem szczerze. W najmniejszym stopniu nie dziwi mnie, że akurat Pan rozumie
          Bellę. Zapewne doskonale rozumieją ją też Zośka, Barry etc. Skoro jednak Pan
          rozumie Bellę, to może by Pan objaśnił jej wypowiedź nierozumiejącym.
          Przykazanie ósme mówi: "Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu".
          Czy wobec tego informator służb specjalnych, który melduje prawdę o bliźnich,
          grzeszy czy nie? A jeśli grzeszy, to z którego przykazania i dlaczego?
          Informator, który przekazuje służbom fałszywe informacje, by szkodzić swym
          bliźnim, oczywiście grzeszy. Takich informatorów zawsze potępiałem. Ale jeśli
          informator doniósł, że Iksiński ma pociąg do kieliszka, a było to prawdą, i z
          powodu tego donosu Iksiński nie został pilotem odrzutowca, o czym marzył, to czy
          ten informator ma grzech, że zaszkodził bliźniemu? Z którego przykazania? I czy
          powinien mu wypłacić jakieś odszkodowanie?
          Jeśli ktoś wstąpił do partii i dzięki temu zrobił karierę, eliminując kogoś
          innego, to czy ten partyjny powinien zadośćuczynić wyeliminowanemu?
          Naczelnik mojej gminy (jeszcze w PRL) chciał bym został gminnym inspektorem
          oświaty i wychowania. Uważał, że mam wysokie kwalifikacje. Wiedział, że nie
          zgodzę się wstąpić do PZPR, ale namawiał mnie, bym wstąpił przynajmniej do ZSL
          lub SD. Tłumaczył mi, że objęcie stanowiska inspektora oświaty i wychowania, to
          przecież krok w kierunku dalszej kariery. Odmówiłem wstąpienia nawet do ZSL czy
          SD. Naczelnik mimo to chciał przeforsować moją kandydaturę, ale komitet gminny
          PZPR się zaparł, że skoro ja mam takie rogi, to nie. Inspektorem został ktoś,
          kto miał dużo niższe kwalifikacje, ale zgodził się wstąpić do partii. Czy ja mam
          się teraz domagać od niego zadośćuczynienia, bo swym wstąpieniem do partii
          zablokował mi możliwość robienia "kariery"? Przecież też mogłem wstąpić do partii.
          W innych wątkach na tym forum powoływałem się już na bardzo mądrą bajkę "Pies i
          wilk". Pies daje sobie założyć obrożę, a za to ma ciepłą budę i pełną miskę.
          Wilk oddycha powietrzem wolności, ale za to cierpi głód i chłód. Pies i wilk są
          przyjaciółmi. Każdy cieszy się tym, co wybrał. I tak jest dobrze.
          Różne niedojrzałe osoby postulują, by to wilkom dawać ciepłe budy i pełne miski
          w nagrodę za ich niezależność, a psom za ich uległość nie dawać nic. Coś takiego
          głosi chyba Bella, której zdaniem "kariera" to coś co człowiekowi automatycznie
          przysługuje. Czy Bella tak uważa Panie Behemocie?
          Pozdrawiam serdecznie
          Piotr Badura
          PS. Równie śmieszny jak wilk, który domaga się ciepłej budy i pełnej miski jest
          pies, który żąda, by uznać go za wolnego, niezależnego.
          • z.bereszynski logika pustej beczki - c.d. 21.04.09, 00:45
            Badura napisał:

            "Informator, który przekazuje służbom fałszywe informacje, by
            szkodzić swym bliźnim, oczywiście grzeszy. Takich informatorów
            zawsze potępiałem. Ale jeśli informator doniósł, że Iksiński ma
            pociąg do kieliszka, a było to prawdą, i z powodu tego donosu
            Iksiński nie został pilotem odrzutowca, o czym marzył, to czy
            ten informator ma grzech, że zaszkodził bliźniemu? Z którego
            przykazania?" Koniec cytatu.

            Czy Judasz przekazał "służbom" arcykapłańskim fałszywe informacje na
            temat Jezusa, by mu zaszkodzić? Nie, on tylko wydał Jezusa w ręce
            owych "służb", podając im prawdziwe informacje na jego temat - gdzie
            przebywa, co robi itd. On tylko współpracował z "legalnymi służbami
            legalnego państwa". Mówił to, co sam uważał za prawdę, i zgodnie z
            tą swoją prawdą postępował. A jednak Judasz został potępiony? Z
            którego przykazania?

            Judasz miał przynajmniej wyrzuty sumienia. Sam sobie wymierzył karę.
            Ogromna większość współczesnych judaszów, współpracujących
            z "legalnymi służbami legalnego państwa" PRL, nie okazuje
            najmniejszej skruchy. Bez skrupułów korzystają z owoców swojej
            niechlubnej działalności, a zdekonspirowani po latach idą z reguły
            w zaparte, wszystkiemu zaprzeczają, kłamią w żywe oczy, a niekiedy
            nawet próbują się awanturować. Kto w tej sytuacji bardziej zasługuje
            na potępienie? Judasz z Ewangelii czy owi współcześni judasze?

            To pytania retoryczne. Nie spodziewam się, by Badura spróbował
            rzetelnie na nie odpowiedzieć, i nie do niego są one
            adresowane.

            Zbigniew Bereszyński




            • Gość: Piotr Badura Znów jesteśmy krok do przodu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.09, 09:07
              Bereszyński sam, dobrowolnie zgłosił chęć pracy dla służb specjalnych (UOP).
              Potwierdził to na tym forum (zbyt oczywiste były dowody, aby się wypierał).
              Bereszyński wie, że praca UOP (dziś ABW) opiera się o informacje tajnych
              agentów. Teraz głosi, że to "judaszowa robota". No to wychodzi, że Bereszyński
              ochoczo chciał się nająć do "judaszowej roboty".
              Nigdy nie pracowałem dla tajnych służb i nigdy nie zgłaszałem nawet chęci
              pracowania dla nich. Zawsze jasno deklarowałem, że jest mi obojętne: SB, UOP,
              ABW itd. - nie chcę pracować dla tajnych służb i już. Bereszyński nie może tak o
              sobie powiedzieć.
              Mimo mej niechęci do pracy w tajnych służbach, nie potępiam jednak ich
              pracowników i współpracowników, o ile działają legalnie w ramach legalnego
              państwa. W odróżnieniu ode mnie Bereszyński uważa pracę dla służb za "judaszową
              robotę", choć starał się w nich zatrudnić. Podejrzewam, że go przyjęto do tej
              roboty, ale przecież nikt takich przyjęć nie ogłasza. To są informacje tajne.
              (Nie mogę nawet wykluczyć, że Bereszyński przeszedł do pracy dla UOP z
              wcześniejszej pracy dla SB. Chcę wierzyć, że nie pracował on wcześniej dla SB,
              ale niektóre informacje IPN każą mi być ostrożnym w tej materii. O tym będę
              jednak pisał w oddzielnym wątku). W każdym razie przypadek Bereszyńskiego, tj.
              zgłoszenie się do pracy w tajnych służbach z jednoczesnym uznawaniem tej pracy
              za "judaszową", wart jest zbadania przez psychiatrę.
              Pozdrawiam Wszystkich
              Piotr Badura
          • Gość: behemot Re: Wielce Szanowny Behemocie IP: *.punkt.pl 21.04.09, 11:09
            Stwórca w swej nieocenionej mądrości przed ósmym przykazaniem
            postawił pierwsze. Nie będziesz miał bogów obcych obok mnie, nie
            będziesz im składał pokłonów i służył im albowiem jestem Bogiem
            zazdrosnym i grzechy ojców będę karał do czwartego pokolenia....itd.
            W ten sposób zabezpieczył swoje interesy i w pierwszym
            najważniejszym przykazaniu dał sługom swoim jasną wskazówkę.
            Nie ma sensu tedy rozważać zawartości ósmego przykazania skoro nie
            wypełnia się zaleceń pierwszego, fundamentalnego. Cóż bowiem Bogu po
            owieczkach wypełniających Jego przykazania a służących innemu?
            Ześ wilk miłujący wolność, gardzący michą w zamian za łańcuch,
            jeszcze bym uwierzył gdyby nie to, że gdy setnik pociagnął za
            łańcuch toś do niego bieżał. Ten zapach obcego wyczuła watacha i
            wykluczyła Cię ze stada.
        • Gość: Piotr Badura I co Pan na to, Panie "Judaszu"? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.09, 09:36
          Szanowny Panie Behemocie
          Wedle Bereszyńskiego zajmuje się Pan "judaszową robotą". Chętnie poznałbym Pana
          pogląd na pogląd Bereszyńskiego. Zaraz wyjeżdżam, ale na noc wrócę.
          Pozdrawiam serdecznie
          Piotr Badura
          • z.bereszynski ślepota na wartości i logika pustej beczki - c.d. 21.04.09, 11:28
            Badura znowu bredzi, przypisując mi poglądy, których nigdy nigdzie nie prezentowałem. Nigdy nie wyrażałem podobnych opinii na temat Behemota. To kolejna konfabulacja z pustej beczki,

            Dla Badury praca dla SB i dla służb specjalnych wolnej Polski to w sensie moralnym jedno i to samo. Ale nie dla mnie. To dwie różne rzeczy. Czym innym jest pracować dla wolnej Polski, a czym innym dla sowieckiego protektoratu pod nazwą PRL. Współpraca z SB była haniebnym zajęciem judaszowym, bo służyła zniewoleniu kraju. Ale nie można tego mówić o współpracy ze służbami wolnej Polski, mającymi (przynajmniej z założenia) stać na straży wolności, niepodległości i demokratycznego ładu ustrojowego. To zjawiska absolutnie
            nieporównywalne.

            Niedostrzeganie tej fundamentalnej różnicy to przejaw typowej dla Badury ślepoty na pewne wartości. To bardzo poważna ułomność, uniemożliwiająca jakąkolwiek racjonalną dyskusję (warunkiem racjonalnej dysputy jest minimalna choćby wspólnota wartości, a takowej tutaj nie widzę). Próba dyskutowania z Badurą o
            tych sprawach to jak dyskutowanie ze ślepym o kolorach.

            Z chamskimi insynuacjami Badury na mój temat nie warto polemizować. Na użytek innych forumowiczów wyjaśnię tylko, że nigdy nie byłem kandydatem na współpracownika UOP. To kolejna chamska manipulacja Badury, który dobrze zna ogólnie znane fakty, ale złośliwie je przekręca. Prawda wygląda tak, że w 1990 r., gdy organizowano UOP, ówczesny dyrektor Urzędu Wojewódzkiego w Opolu, dr Ryszard Ciecierski - nie chcąc dopuścić do przejęcia kierownictwa opolskiej
            delegatury UOP przez byłych esbeków - zgłosił moją kandydaturę na stanowisko szefa delegatury. Moimi zastępcami mieli być Wiesław Ukleja i Zbigniew Bitka (inicjatywa wyszła zresztą z tej strony). Warszawa zadecydowała jednak inaczej i kierownictwo opolskiej delegatury UOP przejęli byli esbecy.

            Nie mam w tej sprawie nic do ukrycia i nie mam się czego wstydzić. W całym kraju starano się wtedy, by kierownicze stanowiska w UOP przejmowali byli opozycjoniści (głównie ze środowiska NZS i WiP). Gdzieniegdzie udało się do tego doprowadzić i na kierowniczych stanowiskach w UOP znaleźli się tacy ludzie jak np. Konstanty Miodowicz (wycięci później przez postkomunistów).
            pl.wikipedia.org/wiki/Konstanty_Miodowicz
            Badura udaje, że nie rozumie różnicy między oficjalnymi próbami przejęcia kierownictwa UOP przez ludzi ze środowisk opozycyjnych a rolą tajnego informatora tej czy innej służby. Nie pierwszy to przypadek, gdy Badura próbuje strugać wariata i odwracać kota ogonem. I zapewne nie ostatni - niestety. Ten typ tak ma...

            Zbigniew Bereszyński



          • Gość: behemot Cynizm, prostota a może głupota? IP: 77.252.18.* 21.04.09, 11:33
            No cóż ja na to? Przecież sam sobie dałeś odpowiedż:
            ....." nie potępiam jednak ich
            pracowników i współpracowników,(tajnych służb) o ile działają
            legalnie w ramach legalnego państwa."
            Zapewne Ciebie, mnie i Zbyszka to zdanie łączy. Zaprawdę powiadam ci
            jednak Piotrze PRL legalnym państwem nie była i to nas dzieli..
            Zbyszek nigdzie nie powiedział, że moja ciężka służba na straży
            bezpieczeństwa wewnętrznego Niepodległej jest "judaszową robotą". To
            Ty dokonałeś takiego uproszczenia i wsadziłeś mu je w usta w myśl
            technik Schopenhauera, by vcoorvić przeciwnika w dyskusji. Ale nic z
            tego.
            • Gość: g Re: Cynizm, prostota a może głupota? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.04.09, 17:45
              Co ty behemot pierdzielisz? PRL nie był legalnym państwem? Większej
              bzdury na tym forum nie czytałam. Skoro wszytstkie kraje świata
              utrzymywały z PRL stosunki dyplomatyczne, to był jak najbardziej
              legalnym państwem, którego legalność nie była kwestionowana przez
              inne kraje. To, że był państwem niedemokratycznym i zależnym od
              ZSRR - jak pozostałe kraje bloku wschodniego - to inna sprawa. Ale
              był jak najbardziej legalnym, czy nam się to podoba, czy nie! Innej
              Polski przez te kilkadziesiąt lat nie było!
              • z.bereszynski Re: Cynizm, prostota a może głupota? 21.04.09, 22:20
                Oczywiście, że PRL nie była autentycznym, legalnym państwem polskim,
                lecz tylko atrapą państwowości, zrodzoną z woli Stalina i sztucznie
                utrzymywaną przy życiu dzięki trwającej blisko pół wieku okupacji
                kraju przez wojska sowieckie. W tym czasie jedynymi legalnymi
                władzami polskimi pozostawały emigracyjne władze RP, działające aż
                do 1990 r. na mocy ustawy konstytucyjnej z 1935 r. To, że większość
                państw świata utrzymywała stosunki dyplomatyczne z PRL, nie ma tutaj
                nic do rzeczy. W 1990 r. większość Polaków wybrała prezydentem Lecha
                Wałęsę, który przejął insygnia urzędu od ostatniego emigracyjnego
                prezydenta RP, a nie od postkomunistycznego prezydenta Jaruzelskiego
                (Wałęsa popełnił wiele głupstw, ale w tej akurat sprawie postąpił
                bardzo słusznie). Dzięki temu III RP stała się bezpośrednim
                sukcesorem prawnym II RP, co wyklucza "legalność" PRL.

                Sprawa ta była już szczegółowo dyskutowana na tym forum. Warto
                przypomnieć użyte w związku z tym argumenty:

                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=44144872&a=44407199
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=43285815&a=43322710
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=43285815&a=43324602
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=43285815&a=43359938

                Zbigniew Bereszyński
                • Gość: g Re: Cynizm, prostota a może głupota? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.04.09, 15:08
                  Jak PRL był atrapą państwowości, a nie autentycznym państwem, to pan
                  Bereszyński pewnie ma atrapę świadectwa ukończenia szkoły, czy
                  dyplomu ukończenia studiów. NO bo chyba nie ma na nich
                  pieczęci "legalnego" polskiego rządu w Londynie, który - wg. ZB -
                  był autentyczny, tylko niczym nie rządził. To właśnie była atrapa.
                  • z.bereszynski Re: Cynizm, prostota a może głupota? 22.04.09, 16:03
                    To śmieszna i naiwna argumentacja. W latach 1939-1945 pod okupacją niemiecką
                    ludzie także załatwiali różne sprawy urzędowe, wyrabiali rozmaite dokumenty,
                    itp. Podobnie było pod okupacją sowiecką na kresach w latach 1939-1941. I co z
                    tego ma wynikać? Że jedynymi legalnymi władzami były w tym czasie niemieckie lub
                    sowieckie władze okupacyjne, a nie emigracyjny rząd RP? Że rację miał sowiecki
                    minister spraw zagranicznych Mołotow, gdy w 1939 r. ogłaszał, że państwo polskie
                    przestało istnieć?

                    To, że honorujemy różne fakty i akty prawne z okresu okupacji, nie znaczy, że
                    mamy zaakceptować okupację jako taką.

                    Zbigniew Bereszyński
                    • Gość: wątpiący Re: Cynizm, prostota a może głupota? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.09, 16:21
                      Świadectwa wystawiane przez okupanta były i są w Polsce traktowane jak dokumenty
                      wystawione przez obce państwo, których ważność wynika tylko z ich uznania na
                      mocy specjalnego przepisu. Świadectwa z PRL nie były uznawane żadnym specjalnym
                      przepisem, ale cały czas są traktowane jako polskie świadectwa. Dziś Polska
                      uważa świadectwa z PRL za dokumenty swego państwa, a dokumenty wystawiane przez
                      okupanta niemieckiego i radzieckiego za dokumenty obcego państwa. Tak mi się
                      przynajmniej wydaje. Dobrze byłoby, gdyby wypowiedział się ktoś znający prawo.
                      • z.bereszynski Re: Cynizm, prostota a może głupota? 22.04.09, 16:35
                        PRL była przedziwnym tworem. Z jednej strony nie można traktować jej jako
                        autentyczne, suwerenne państwo polskie. Z drugiej strony nie można uważać jej za
                        państwo obce w ścisłym tego słowa znaczeniu. Konsekwencją tego są poważne
                        problemy prawne, związane z koniecznością selektywnego podejścia do prawnego
                        dziedzictwa PRL. Nie można tego dziedzictwa w całości odrzucić, ale też nie
                        można go w całości respektować. Dobrą wskazówkę w tym zakresie daje uchwała
                        Senatu RP z 16 kwietnia 1998 r. "o ciągłości prawnej między II a III
                        Rzecząpospolitą Polską". Uchwała ta mówi m. in., że "akty normatywne stanowione
                        przez niesuwerennego prawodawcę w latach 1944-1989 pozbawione są mocy prawnej,
                        jeśli godziły w suwerenny byt państwa polskiego lub są sprzeczne z zasadami
                        prawa, uznawanymi przez narody cywilizowane, znajdującymi swój wyraz w
                        Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka".

                        Zbigniew Bereszyński
                    • mieszaniec-zopola Re:A może bolszewizm? 22.04.09, 16:41
                      Ta dyskusja jest bez sensu.
                      Przede wszystkim dlatego, że zwolennicy nielegalności PRLu nie uznają ani jednego argumentu strony przeciwnej, choć wydaje się, że ta druga strona wcale nie kwestionuje aspektów wysuwanych przez oponentów! Jeśli zatem ta sprawa ma być rozstrzygnięta w drodze wymiany poglądów, to nie ma szans na rozstrzygnięcie. Dziwne, że i Bereszyński i Behemot nie zauważyli, że kolejny raz stawiają się w pozycji besserwsisserów, co oznacza dokładnie tyle co bolszewizm.
                      Inny bezsens całej dyskusji wynika z faktu, że ani jeden z uczestników dyskusji na opolskim forum nie ma kwalifikacji w zakresie prawa, a już tym bardziej prawa konstytucyjnego.
                      Ewentualne orzeczenie, co do legalności PRLu mógłby wydać Trybunał Konstytucyjny, ale takiego orzeczenia nie było. Prawdopodobnie nie było takiego zapotrzebowania. Z drugiej zaś strony ewentualne oficjalne uznanie braku legalności pRLu mogłoby pociągnąć za sobą daleko idące skutki, prawne i finansowe.
                      I na koniec dodam, że cała dyskusja jest pie.... kotka za pomocą młotka. PRL był i wymazać się jego żadnym gestami Wałęsy, ani deklaracjami nielegalności. Bimber też jest nielegalny, ale jak wypiłem to byłem tak samo schlany jak teraz po wódce z banderolą akcyzową. Mógłbym znaleźć szereg innych równie "głębokich" porównań.
                      Jeśli z legalności czy nielegalności nie płynążadne istotne skutki, to cały spór ma wymiar symboliczny. Tracenie nań społecznej energii jest bez sensu wobec na przykład problemu legalności działań obecnej władzy. Będziemy dalej napierdzielać się o PRL, a tymczasem, w skali mikro - zarząd Opola, a skali makro - polski rząd zaciągają wciąż nowe kredyty, zrzucając i ch spłatę nawet nie na pokolenia, na które jeszcze nie wyprodukowano plemników, ale nawet na pokolenia, którym nie będzie dane znać nikogo z dzisiaj żyjących.
                      Jeśli ktoś w tej sytuacji marnuje swój czas na rozważania legalności w czasie przeszłym i jednocześnie ma totalnie w doopie legalność tak kontrowersyjnych działań dzisiejszych władz, to mi brakuje brzydkich słów na określenie autorów takich rozważań. Jakoś nie zauważyłem, żeby Behemot lub Bereszyński dokonali wpisów w temacie podniesionym przez Staszka Skakuja, a dotyczącym legalności pożyczki zaciągniętej przez m. Opole. Skoro ich tak sprawa nie interesuje i nie boli, to niech również zmilczą w/s legalności PRLu.
                      • Gość: behemot Mzo IP: 77.252.18.* 22.04.09, 17:52
                        wcinasz się w wątek badurowy bez jego upoważnienia.Nie mów o
                        dyskusji bez sensu, bo akurat PRL jest tu wątkiem pobocznym a długi
                        zaciągane przez miasto to już nijak się do Badury nie mają. Nie o to
                        tu chodzi. Przeczytaj wącior od początku, zorientuj się o co chodzi
                        i jak chcesz to sie wypowiadaj. Nie rozmydlaj wątku jak to robi jego
                        Mistrz założyciel bo mi piana z kompa cieknie.
                      • z.bereszynski bolszewizm to tradycje PRL 22.04.09, 17:56
                        Trybunał Konstytucyjny jest od tego, by badać zgodność ustaw z aktualnie
                        obowiązującą konstytucją, a nie od tego, by orzekać, jakie tradycje
                        polityczno-prawne miała kontynuować III RP. Wybór tradycji został dokonany przez
                        prezydenta-elekta Wałęsę w 1990 r. i potwierdzony przez Senat RP z cytowanej
                        uchwale z 1998 r. Prawdziwy bolszewizm to próby podważania tego stanu rzeczy w
                        imię prowadzonej do upadłego obrony tradycji PRL.

                        Świat nie kończy się na Opolu i jego bieżących problemach. Jeżeli kogoś nie
                        interesuje sprawa legalności PRL, to nie musi mieszać się do dyskusji na ten
                        temat. Może spokojnie ograniczyć się do spraw, które go interesują. Bolszewizmem
                        pachnie pouczanie wszystkich, czym powinni się zajmować, o czym myśleć i
                        dyskutować itp.

                        Zbigniew Bereszyński




    • z.bereszynski nowe znaki zapytania 23.04.09, 22:35
      Blisko cztery miesiące temu, w innym wątku na tym forum, ujawniłem
      treść dokumentów sprawy krypt. „ZEN”, w ramach której w latach 1972-
      1974 wrocławska SB zajmowała się osobą Piotra Badury. Z dokumentów
      tych wynika, że Badura, jako figurant owej sprawy, spotykał się z
      por. Edwardem Plebanem, starszym inspektorem Grupy IV Wydziału III
      Komendy Wojewódzkiej MO we Wrocławiu. Sam Badura publicznie (na tym
      forum) przyznał się do konspiracyjnych spotkań z por. Plebanem w
      kawiarni i hotelu. Zachowane dokumenty mówią, że SB planowała
      pozyskanie Badury w charakterze tajnego współpracownika.

      Dokumenty sprawy krypt. „ZEN” nie mówią niestety, co działo się z
      Badurą i wokół Badury po 1974 r. Prawdę mówiąc, do pewnego momentu
      nie byłem zbytnio zainteresowany dociekaniem tego, co działo się
      później, ponieważ wydawało mi się, że nie ma to istotniejszego
      znaczenia dla prowadzonych przeze mnie badań historycznych.
      Niezwykła zaciekłość wojny, jaką wypowiedział mi tutaj Badura,
      skłoniła mnie jednak do bliższego przyjrzenia się sprawie.
      Obiecałem, że jeżeli ustalę coś nowego na temat Badury i jego
      relacji z SB, to poinformuję o tym forumowiczów. Obecnie mogę już
      dotrzymać tej obietnicy.

      Otrzymałem właśnie z IPN materiały, z których wynika, że w latach
      1977-1980 Piotr Badura był zarejestrowany jako kandydat na tajnego
      współpracownika SB. Więcej szczegółów na ten temat podaję w innym
      wątku:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=94452152

      Badura próbuje na siłę doszukiwać się jakichś haków w moim
      życiorysie. Wymyśla jedną bzdurę za drugą. Dopisuje znaki zapytania
      tam, gdzie wszystko jest jasne i czytelne jak na dłoni. Tymczasem
      jego własny życiorys pozostaje bardzo niejasny i naprawdę jest o co
      pytać.

      Zbigniew Bereszyński

      • Gość: Piotr Badura Rozpaczliwe działania Bereszyńskiego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.09, 19:49
        Bereszyński za wszelką cenę usiłuje powstrzymać mnie przed wskazaniem na kolejne
        mętne sprawy m.in. w tym, co napisał o nim IPN. Podbija wszystkie stare wątki,
        chcąc mnie zmusić do niekończących się odpowiedzi. Podejrzewam, że zabiega o
        poparcie ludzi, którym on w zamian pisze "laurki" (np. prof. Janusz Sawczuk). Na
        nic się to nie zda. Co ma być, to będzie.
        Aby jednak nie pozostawiać podnoszonych spraw bez odpowiedzi (a zobowiązałem się
        odpowiadać), we właściwym wątku odpowiedziałem. Odpowiedzi dostępne są pod adresami:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=94517607i
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=94517617
        Tu pozwolę sobie tylko na jedną uwagę. Bereszyński pisze "Sam Badura publicznie
        (na tym forum) przyznał się do konspiracyjnych spotkań z por. Plebanem w
        kawiarni i hotelu". To kłamstwo. Nigdzie nie pisałem, że były to spotkania
        konspiracyjne. Kawiarnia, w której spotkałem się z por. Plebanem leżała w
        ścisłym centrum Wrocławia, blisko mojego akademika. Miała ona gęsto poustawiane
        stoliki, tak że rozmowy przy jednym stoliku słyszane były przy sąsiednich.
        Spotkałem się tam w biały dzień, gdy był duży ruch na ulicy i w kawiarni. Na
        czym miała tu polegać konspiracja? Jeśli tak Bereszyński pojmuje konspirację, to
        nic dziwnego, że pierwsza jego próba "opozycyjnego działania", a mianowicie
        powieszenie śmiesznej ulotki, skończyła się zatrzymaniem go przez SB.
        Pozdrawiam Wszystkich
        Piotr Badura
        • z.bereszynski spotkania z esbekiem w kawiarni i hotelu 25.04.09, 21:16
          Przymiotnik "konspiracyjne" jest jak najbardziej adekwatny w odniesieniu do
          spotkań z oficerem SB, odbywanych przez Badurę w takich miejscach jak kawiarnia
          czy hotel. To przeciwieństwo rozmów oficjalnych, odbywanych w normalnych
          warunkach - w komendzie MO, na podstawie oficjalnego wezwania, bądź w miejscu
          pracy danej osoby. Większość ludzi nie spotykała się z esbekami w hotelu czy
          kawiarni - za dobrze wiedzieli, czym to pachnie.

          Zbigniew Bereszyński
        • Gość: Janusz SAWCZUK Re: Rozpaczliwe działania Bereszyńskiego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.09, 22:38
          Szanowny Panie Badura, widze, ze z Pana maly zazdrośnik:
          mnie "laurke" wystawil esbek, a Pan Bereszyński, za co Mu jestem
          wdzieczny, wynalazl to i podal do publicznej wiadomosci. I to
          wszystko na ten temat.

          Serdecznie pozdrawiam

          Janusz Sawczuk
      • Gość: Piotr Badura Pierwszy link źle działa, bo zeżarł "i"... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.09, 20:01
        ...choć dałem "enter". Wklejam go zatem ponownie:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=94517607
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka