kamahi
04.12.08, 14:32
Ale się wkurzyłam:
Wczoraj kupiłam dla męża w ramach prezentu mikołajowego buty w
sklepie Venezia w Starym Browarz w Poznaniu.
Po powrocie do domu pomyslałam, że mimo, iż znam jego numerację i
kupiłam zgodnie z nią, to moze jednak lepiej, żeby przymierzył
prezent. Rzeczywiście, ten model okazał się o numer za duży.
W związku z tym dzisiaj poszlismy do sklepu oboje, żeby na miejscu
sprawdził który numer najbardziej mu pasuje, pasował numer mniejszy.
Ok, podchodzimy oboje do kasy z kupionymi wczoraj butami, które
tylko raz przymierzył w domu i mówimy pani sprzedawczyni, że
chcielibyśmy wymienić na mniejszy numer zakupione wczoraj obuwie.
Na to panienka odwraca buty podeszwą do góry, zerka na posedzwy i
cedzi - bez żadnych wstępów - "ale te buty były noszone! całe
podeszwy są zjechane! - o tu i tu i w środku widać, ze były noszone!
Nic nie wymienię, bo znoszonych butów potem nie sprzedam na sklepie!"
Normalnie zatkało mnie, jeszcze nigdy nikt mnie (i męża) tak z
marszu nie oskarżył o oszustwo. Buty zostały wczoraj po południu
zakupione, przewiezione w pudełku do domu, w domu mąż raz tylko
zmierzył i odłożył do pudełka. I oczywiście nigdzie w nich nie
chodził, nawet do sąsiedniego pokoju, nie mówiąc o wyjsciu na
zewnątrz.
Nic mnie tak nie rozwściecza jak bezpodstawne posądzenie o czyn,
którego nie popełniłam.
Panienka nie raczyła sprawdzić w innym modelu, ze w tym konkretnym
przypadku podeszwy maja fabrycznie zrobione otarcia, prawdopodobnie
po to, żeby się nie ślizgały - w modelu wystawowym do którego
porównała nasze buty przetarc było mniej, ale już w innych "nówkach"
przyniesionych z zaplecza przetarcia były takie jak u nas.
Oczywiscie w końcy wymieniła nam dziunia jedna na mniejszy rozmiar,
ale najbardziej boli to, że żadna buzi nie otworzyła, zeby
powiedzieć "przepraszam", a ta która najgłosniej krzyczała, ze "ona
noszonych butów nie przyjmie" zamiast skulić ogon pod siebie,
jeszcze dorzuciła "bo ja tu jestem kierowniczką w tym sklepie i
muszę wiedziec co mi potem zejdzie a co nie!".
Czyli, ze ważny jest tylko nastepny klient, a ten łoś (czyli my),
który już zapłacił moze iść w cholerę i już nie trzeba byc
grzecznym, no bo przeciez jest się KEROWNIKEM.