avroml 26.02.07, 13:35 Duch święty to czy nieświęty, ale "siostra przełożona" to raczej przypadek medyczny, nie teologiczny... Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
zat4ra Tym kobietom powinna byc udzielona jakas pomoc. 26.02.07, 13:39 Psychiatryczna. Odpowiedz Link Zgłoś
jozue.com Re: Tym kobietom powinna byc udzielona jakas pomo 26.02.07, 13:48 Ciekawy tekst, odizolowanie nie jest zbyt dobre, traci się kontakt z rzeczywistością, Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Kościół udaje, że to nie są jego typowe praktyki! 26.02.07, 14:30 Jak się zbuntowały to nagle wystawia je na pokaz - proszę jakie wariatki! Ale gdyby ktoś próbował pisać o tym, że takie praktyki i mentalność jak u betanek to chleb powszedni tego, co przez Kościół jest przyjęte jako "formacja" w wielu młodzieżowych grupach dewocyjnych (w zakonach, podejrzewam - nie bez poszlak - że jest jeszcze lepsza jazda) to by się podniósł raban! Że człowiek z zewnątrz ośmiela się wkraczać w nieznane sobie sprawy duchowe!:) Że bez "spojrzenia nadprzyrodzonego" nie może nic z tych rzeczy zrozumieć:) Że za takim dziennikarzem stoją "wiadome siły" "w wiadomych celach" (& "nienawiść do Boga" of course:) Uważam,że Kościół dla zachowania swojego stanu posiadania dyskretnie pośrodku naszego społeczeństwa robi setkom tysięcy młodych ludzi wodę z mózgu! Słuchaliście kiedyś Roberta Tekielego regularnie opowiadającego w Radiu Józef o tym, że zażywając pigułki homeopatyczne człowiek (nieświadomie) oddaje się we władanie Szatanowi. Dokładnie te praktyki, które śmieszą nas u betanek ("padanie w Duchu Swiętym" etc.) praktykuje... Hanna Gronkiewicz-Waltz:) Odpowiedz Link Zgłoś
starybaca To już BYŁO! 26.02.07, 16:41 Zob. opowiadanie J. Iwaszkiewicza "Matka Joanna od Aniołów" lub pierwowzór, "The Devils of Loudun", książka A. Huxleya opisujące autentyczne wydarzenia w klasztorze w Loudun w 1634 roku. Historia aż zadziwiająco podobna :-) Odpowiedz Link Zgłoś
charli Kościół przechytrzony:Duchem wojuje od Ducha ginie 26.02.07, 21:15 Kościół przechytrzony. Jak w imię kościoła to można wmawiać głupoty i otumaniać ludzi, a jak się zbuntują to trzeba potępiać, że to nie kanoniczne... Odpowiedz Link Zgłoś
pinokkio Re: To już BYŁO! 27.02.07, 01:27 Iwaszkiewicza ani Huxleya nie czytałem, ale sprawę opętań z Loudun znam z publikacji historyków. Rzeczywiście podobieństwa w zachowaniu sóstr są zastanawiające. Z tą różnicą, ze urszulanki z Loudun swe omdlenia, "nieprzystojne konwulsje" oraz grubym głosem w obcych językach gadanie demonstrowały publicznie (po spaleniu o. Grandier nawet brały za to pieniądze) - podczas gdy analogiczne zachowania betanek z Kazimierza znamy tylko z relacji eks - zakonnicy Sylwii. Sprawa "diabłów z Loudun" była jedną z szeregu podobnych, jakie wydarzyły się w owym czasie we Francji. We wszystkich (przynajmniej mi znanych) występował jakis demoniczny ksiądz, którego koniec końców oskarżano o czary i skazywano na śmierć. Ojciec Gaufridy, oskarżony w 1611 r. o spowodowanie diabelskiego opętania urszulanki Madeleine Demandois z klasztoru w Aix-en-Provence, po dwu miesiącach okrutnych tortur przyznał się do winy i został spalony na stosie. Ze względu na przyznanie się i okazaną skruchę ksiądz Gaufridy został przed spaleniem litościwie uduszony, przez co od ognia już nie cierpiał. Nie zaznał tej łaski ojciec Urbain Grandier oskarżony przez wspomnianą przez ciebie matkę Joannę od Aniołów, przeoryszę w Luodun, o sprowadzenie opętania na nią i kilka młodszych zakonnic. Grandier mężnie wytrzymał wszystkie tortury i do końca zaprzeczał jakoby był w zmowie z diabłem. Za tę "hardość" musiał spłonąć żywcem. Również żywcem spłonął ojciec Boullé, skazany za "zadania diabła" zakonnicy z klasztoru franciszkanek w Louviers w 1647 r. Ciekawe, jaki bedzie los naszego ksiedza P.? Odpowiedz Link Zgłoś
orcheystra Re: To już BYŁO! 27.02.07, 03:52 Spoczynek w duchu świętym? Tak nazywa się teraz trans, znany już ludom pierwotnym? Odpowiedz Link Zgłoś
bupu Re: To już BYŁO! 06.03.07, 00:32 Ojciec Louis Gaufridi, nie Gaufridy. A "opętana" przezen zakonnica nazywała sie Madeleine de Demandolx de la Palud. Jeśli chodzi o zakonnice z Louviers, oskarżonymi w procesie, oprócz ojca Thomasa Boulle byli ojciec Mathurin Picard, któremu szczęśliwie się zmarło przed procesem i Madeleine Bavent, jedna z zakonnic. Odpowiedz Link Zgłoś
zat4ra Re: Kościół udaje, że to nie są jego typowe prakt 26.02.07, 18:39 >Uważam,że Kościół dla zachowania swojego stanu posiadania dyskretnie pośrodku >naszego społeczeństwa robi setkom tysięcy młodych ludzi wodę z mózgu! Nie zgadzam sie. Zapisujac do swojej organizacji niczego nie swiadome oraz niewinne niemowleta podczas chrztu, po czym indoktrynujac mlodziez w panstwowych(!) szkolach, nie robi tej "wody" dyskretnie, tylko bezczelnie. Odpowiedz Link Zgłoś
toksol nick3 - leczysz się już? 26.02.07, 19:56 Twoja wiedza o zakonach jest jeszcze niewielka, ale o KK wiesz juz tyle że masz pewne, wyrobione zdanie. Mógłbys pisac artykuły przeciw KK bez wnikania za klasztorne mury. Nie leń się. Pisz. Ułatwisz zycie swemu lekarzowi. Widzę że fascynuje cie temat KK. Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Po 5 godzinach nie wymyśliliście nic lepszego?:) 26.02.07, 20:15 toksol napisał: > Widzę że fascynuje cie temat KK. To nie fascynacja. Nazwałbym to raczej oburzeniem. Odpowiedz Link Zgłoś
wojtek_2000 Re: Kościół udaje, że to nie są jego typowe prakt 26.02.07, 22:47 > w wielu młodzieżowych grupach dewocyjnych (w zakonach, podejrzewam - nie bez > poszlak - że jest jeszcze lepsza jazda) to by się podniósł raban! To są zwyczajne oszczerstwa; równie dobrze można by powiedzieć - na podstawie niektórych Twoich wypowiedzi na tym forum - że jesteś pedofilem. Czy mam podać stosowny link? Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Re: Kościół udaje, że to nie są jego typowe prakt 26.02.07, 23:37 Żadne "oszczerstwa" (zgoda, muszę się zastrzec, że chodzi mi o psychiczną szkodliwość duchowości iopraktyk z nią związanych, a nie o takie sprawy jak seks zakonnicy ze spowiednikami. A linki podawaj, jakie chcesz. (Znajdziesz bodaj jeden taki link.) Widzę, że "miłość nieprzyjaciół" bywa "miłością roztropną" i kiedy trzeba, pogrozić potrafi:) O ile pamietam, broniłem kiedyś autora strony www broniącego tzw. "pozytywnej pedofilii" przed zarzutem, że na pewno gada w złej wierze. Rozumiem, że po wyciągnięciu przez ciebie tego faktu, szala dyskusji mocno się przechyla:) Odpowiedz Link Zgłoś
wojtek_2000 Re: Kościół udaje, że to nie są jego typowe prakt 26.02.07, 23:55 > Rozumiem, że po wyciągnięciu przez ciebie tego faktu, szala dyskusji mocno się > przechyla:) chyba nie o to mi chodziło. Raczej zwróciłem uwagę na to, żeby nie używać nieuprawnionych aproksymacji w dyskusji. Oskarżenie Ciebie byłoby właśnie tego rodzaju nadużyciem, i to chyba jasno wynika z warunkowej konstrukcji zdania, którego użyłem. Internet jest miejscem, gdzie jest się (pozornie) anonimowym, i dlatego łatwiej jest używać argumentów, które wymykają się spod kontroli rozumu. A piszę to akurat do Ciebie, a nie do któregoś z tysięcy innych dyskutantów, którzy rzucają przed siebie słowa jak robaczywe śliwki, bo - mimo, że się z Tobą raczej zupełnie nie zgadzam - to uważam, że jesteś na takim poziomie mentalno-umysłowym, który generalnie umożliwia dyskusję. Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Re: Kościół udaje, że to nie są jego typowe prakt 27.02.07, 00:12 Dziękuję. Wierzę, że jeszcze się spotkamy na forum. Odpowiedz Link Zgłoś
orcheystra Re: Kościół udaje, że to nie są jego typowe prakt 27.02.07, 03:56 co za tandetny cyrk Odpowiedz Link Zgłoś
jjr44 Re: Kościół udaje, że to nie są jego typowe prakt 26.02.07, 23:59 Myślę że nie masz racji. Oczywiście takie rzeczy mogą sie zdarzac nawiedzeni wszędzie sie znajdą ale nie jest to bynajmniej typowe dla kościoła. HGW uczestniczy w Ruchu Odnowy w Duchu Świętym ale zapewniam cię że jest to coś innego niż sekciarstwo betanek. Praktyki betanek mnie nie śmieszą - to jest raczej tragiczne że tak można wyprac komuś mózg. Ach i jeszcze: zapewniam cię że istnieją normalni przyzwoici ludzie kórzy gęboko wierzą w Boga. Nie spotkałeś ich i dlatego wydaje ci sie ze życie zakonne nieuchronnie prowadzi do sekciarstwa. Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Re: Kościół udaje, że to nie są jego typowe prakt 27.02.07, 00:16 Oczywiście, że istnieją przyzwoici ludzie, którzy głęboko wierzą w Boga. Ale istnieją też naprawdę przyzwoici ludzie, którzy głęboko wierzą w Allacha oraz w to, że powinni(y) nosić burkę. Myślę, ze Twój post, choć szczery i słuszny, nie rozwiązuje problemu zarzutów które stawiam chrześcijaństwu (zwłaszcza ortodoksyjnemu). Odpowiedz Link Zgłoś
jjr44 Re: Kościół udaje, że to nie są jego typowe prakt 27.02.07, 01:01 Uśmiechnąłem sie. ja nie stawiam nikomu zarzutów, nie wierzę że przecietny wyznawca islamu jest z gruntu złym terrorystą i nawet przecietny moherowy beret nie jest zły. twoje zarzuty to dziecinny antyklerykalizm i do chrześcijaństwa mają sie nijak. Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Re: Kościół udaje, że to nie są jego typowe prakt 27.02.07, 01:11 Nie jestem antyklerykałem (moja krytyka dotyczy także chrześcijaństwa fundamentalistów protestanckich, w którym kler nie występuje). Czy jest "dziecinna"? Nie mnie sądzić. Zawiódłbym się jednak, gdyby tylko z taką dyskusją spotkały się moje uwagi. Odpowiedz Link Zgłoś
jjr44 Re: Kościół udaje, że to nie są jego typowe prakt 27.02.07, 01:41 Wiesz, ja jestem już chyba stary wiec różne rzeczy nie budzą we mnie emocji w szczególności kościół. Ty jesteś bardzo emocjonalny - a z twoich uwag wnioskuję że znasz chrześcijan równie dobrze jak papuasów: znaczy słyszałeś o ich prymitywnej kulturze i dzikich obyczajach. obawiam sie ze zawiedziesz sie bo w tej sytuacji dyskusja z tobą to jak kopanie sie z koniem. Po co mi to? Ach, gdybyś mnie posądzał o klerykalizm to upewniam że jest wręcz odwrotnie: kościół i jego sprawy są mi dosyc obojętne. A o tej odnowie w duchu świetym, mistykach i stosunku kościoła do nich to sobie poczytaj żeby sobie wyrobic jakiś pogląd... kościół dosyc sprawnie broni się przed sekciarstwem i fałszywymi objawieniami. Odpowiedz Link Zgłoś
orcheystra Re: Kościół udaje, że to nie są jego typowe prakt 27.02.07, 03:59 "- Jak tam teraz jest? - W tej chwili panuje atmosfera zastraszenia. Ale to z powodu mediów. No po prostu zjeżdżają się, oświetlają tę bramę, przez górę próbują się dostać, nie wiem, czy pan w telewizji oglądał. One nie wiedzą, z której strony do nich wejdą. A to są przecież same kobiety." O tak, źli dziennikarze wedrą się tam i zgwałcą siostrzyczki. Odpowiedz Link Zgłoś
ladne_sny matka joanna od aniolow ;) 03.03.07, 02:31 tak mi sie jakos skojarzylo ;) Odpowiedz Link Zgłoś
guru133 Dotychczas wysmiewałem się z tego typu wizji 26.02.07, 23:11 ale te charakteryzuje dosyć duża doza prawdopodobieństawa - zwłaszcza te liczne sutanny w piekle. Odpowiedz Link Zgłoś
samozwaniec1 Betanki w piekle wlasnego szalenstwa... 26.02.07, 13:39 Przeciez to wszystko jest chore.Te siostry,ten zalosny zakon,ci ksieza- spowiednicy,co to sie klada na spowiadajacych.W milosc do Boga nie mozna wejsc za gleboko,bo mozna oszalec. Skad w polskim kosciele tyle oszolomow:diabel-Rydzyk,biznesmen- Jankowski,prymas-budujacy z podatkow panstwa pomnik swojego egoizmu,oszalaly zakon,prowadzony przez nawiedziona,ale i chora psychicznie kobiete? Odpowiedz Link Zgłoś
andida Re: Betanki w piekle wlasnego szalenstwa... 26.02.07, 13:44 Szlenstwo... Choc w tym calym szalenstwie wizja habitow i sutan smazacych sie w piekle na samym dnie, jest wyjatkowo trafiona... Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Słabszy zawsze jest "szalony"... 26.02.07, 14:52 Silniejszy, w analogiczej sytuacji, jest Umiłowanym Przywódcą:) Odpowiedz Link Zgłoś
toksol Betanki w piekle itd 26.02.07, 19:58 Na szczęście poza KK wszystko jest normalnie zdrowe Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 "A u was biją Murzynów" 26.02.07, 20:37 Ale teraz, drogi toksolu, rozmawiamy akurat o ciemnej stronie religii chrześcijańskiej. Która w szeregu tych wszystkich niezdrowych rzeczy, które chcesz nam przypomnieć, bynajmniej nie jest ostatnią. Odpowiedz Link Zgłoś
el_triste Genialne 26.02.07, 13:48 "Teolog pyta po chwili: - Czy od Ducha Świętego pochodziłyby natchnienia, żeby nie słuchać biskupa, żeby rozbijać życie zakonne?" Ot, paragraf 22. Odpowiedz Link Zgłoś
yrzyk To przypomina Rydzyka i jest jakoś zbyt sprawne... 26.02.07, 14:07 technicznie. Skąd ten ojciec O. się tam wziął? Dlaczego Gazeta nie wymienia jego nazwiska? Odpowiedz Link Zgłoś
monster1972 ależ gusła... ja pier... normalnie sredniowiecze! 26.02.07, 14:13 21 wiek dawno sie zaczał a tu ludzie wciaz takie bzdury opowiadają juz nie wiem, czy bardziej sie smiać, czy wspolczuć... ateista Odpowiedz Link Zgłoś
yrzyk To XXI w, socjotechnika, a nie średniowiecze. 26.02.07, 14:20 ,zresztą co masz do średniowiecza.... ciekawy okres dziejów, jeśli się go zna. Odpowiedz Link Zgłoś
monster1972 troche czytalem:) owszem ciekawy, ale wiecej wad 26.02.07, 14:26 niz zalet ma... z powodu religijnego fanatyzmu sredniowiecze zatrzymalo rozwój cywilizacji europejskiej o jakies 200-300 lat dzis moze nie byloby juz raka czy aids i zyłoby sie po 150 lat:) dopiero oswiecenie "przypomnialo" sobie o przeszłosci i nauka znów ruszyła naprzód pozdr ateista Odpowiedz Link Zgłoś
majka9959 Siostry Betanki za murem 26.02.07, 14:18 w ogóle w całym kościele źle się dzieje. Nigdy ani papież ani biskup nie jest święty a nawet jak za życia robi różne swiństwa to po śmierci zostaje święty. Nigdy pan Jezus nie mówił o takiej hierarchii w kościele jaka teraz jest. Te wszystkie ekscelencje są najczęściej za duże pieniądze kto więcej płaci i lepiej donosi i nogi podstawia kolegom jest wyżej. Potem bierze znów masę pieniędzy za cokolwiek bo on to ekscelencja. Przekupstwo w kościele jest ogromne aż przeraza normalnego biednego człowieka. Myślę, że nawet lepszy jest skutek jak on sam się pomodli do Boga niż jak płaci za to byle komu w kościele a już najgorsi są tu chyba ci wielcy hierarchowie. Odpowiedz Link Zgłoś
monster1972 kiedys biskupstwo po prostu sie kupowalo 26.02.07, 14:22 teraz jest tylko troche lepiej:) jaka "firma", takie zasady i taka moralnosc ateista bog nie potrzebuje koscioła do istnienia... a czy kosciół potrzebuje boga? Odpowiedz Link Zgłoś
piekielnica1 Re: Siostry Betanki za murem 26.02.07, 14:23 Myślę, że nawet lepszy jest > skutek jak on sam się pomodli do Boga niż jak płaci za to byle komu w kościele > Dobrze, że ktoś wspomniał o Bogu w aspekcie całego tego cyrku. Odpowiedz Link Zgłoś
pszeszczep666 Re: Zwariowały bo chłopa dawno nie miały... 26.02.07, 15:44 ująłbym to troche łagodniej, ale zasadniczo takie jest źródło tych całych objawień. dziewczęta doświadczają burzy hormonów po raz pierwszy i nie wiedzą jak to doświadczenie interpretować. jeśli w tym momencie poda sie im wyjaśnienie "teologiczne", to zinterpretują to jako mistyczne doznania. proste i w psychologii znane od dawna a i jeszcze ciekawy i znany przykład www.wilsonsalmanac.com/images2/teresa_avila_bernini.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
honecker32 Zabawne jeden wariat przekonuje drugiego wariata 26.02.07, 14:37 kosciol kontra zakon, kazdy ma swoje urojenia i przekonuje druga strone do swoich racji Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Ale jeden Wariat ma władzę (i GW nie podskakuje) 26.02.07, 14:49 Grzecznie gazeciny dziennikarz pisze wszystko z punktu widzenia Systemu ("...już są osobami świeckimi..."). Inny punkt widzenia od urzędowo-kościelnego (w końcu siostry też są jakimś stowarzyszeniem, które ma prawo opisywać swój status inaczej, niż to czynią ich przeciwnicy) jest po prostu dla katolicko-poprawnego dziennikarstwa - niemożliwy. Nie istnieje. Wyborcza - tchórze! (pluralizm, he, he!) Odpowiedz Link Zgłoś
nie.jestem Re: Ale jeden Wariat ma władzę (i GW nie podskaku 26.02.07, 20:59 Masz na myśli, że kościół się myli, a Betanki są oświecone? Nawet, gdyby tak było (heh) - świecki oznacza "nie będący w strukturze kościoła". Obecny status sióstr zamkniętych w zakonie to sekta. Gazeta zaprezentowała dostępne punkty widzenia - hermetyczne zgromadzenie nie prezentuje zdania, bo taka jego natura. Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Re: Ale jeden Wariat ma władzę (i GW nie podskaku 26.02.07, 21:13 > Masz na myśli, że kościół się myli, a Betanki są oświecone? Myślisz, że to takie zupełnie nieprawdopodobne?:))) Cóż poczucie prawdopodobieństwa jest kwestią wielu czynników (wychowania, etc.), ale co najważniejsze - jest różne u różnych ludzi (i któż zagwarantuje, że większość ma rację?) > świecki oznacza "nie będący w strukturze kościoła" Może siostry rozumieją Kościół inaczej niż ty?:) Nie mówiąc o tym, że "świecki" znaczy co innego, niż to, co piszesz. "Świecki" - to opozycja do "sakralny" lub "religijny". Nierzetelnie naciągasz znaczenie słowa - dla celów władzy. > Obecny status > sióstr zamkniętych w zakonie to sekta. He, he! Tacy właśnie jesteście jak to miłe zdanko, katoprawicowe żmije:) Od czasów Inkwizycji zmieniliście się tylko o tyle, że palić ludzi wam nie pozwalają. Odpowiedz Link Zgłoś
jerry.uk Gdyby to było w innej wspólnocie religijnej... 26.02.07, 14:43 to "erotyczne wyginanie się w tańcu" byłoby obcowaniem z Szatanem. No ale we wspólnotach katolickich to jest nawiedzenie przez Ducha Świętego. Takiej hipokryzji, życia w lęku, zakłamania jak w Kościele Rzymskokatolickim to nie widziałem w żadnej innej religii. Ale widać ludzie tego potrzebują. Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Really?:) 26.02.07, 14:59 Toż to wszystko wymyślili protestanci (fundamentaliści). Kościół tylko hurtowo przejmuje ich pomysły. Bo to są w dzisiejszym świecie ostatnie żywe przesądy, za których pomocą religia może jeszcze sprawować nad częścią społeczeństwa realną władzę. Odpowiedz Link Zgłoś
pszeszczep666 Re: Really?:) 26.02.07, 15:59 Bo to są w dzisiejszym świecie ostatnie żywe przesądy, > za których pomocą religia może jeszcze sprawować nad częścią społeczeństwa > realną władzę. nie podzielałbym tego optymizmu. takich żywych przesądów, które pozwlają jednym sprawować władzę nad innymi jest bardzo wiele, a religia to pojęcie bardzo szerokie i wiąże się nie tylko z kościołem i zakonami, tak jak nałogi to nie tylko alkohol i narkotyki. uzależnić się można od wszystkiego, to kwestia predyspozycji. nie żebym był religijny:), ale mam wrażenie, że jak nie będzie religii to będzie coś innego (raczej gorszego). Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Re: Really?:) 26.02.07, 16:10 I dlatego, rozumiem, należy obecnym specom pozwolić na robienie ludziom kaszy manny z mózgu? (mogą przecież przyjść gorsi!:) Czy jeszcze trochę więcej swoich porządków musi powprowadzać w kraju Ojciec Dyrektor, by oduczyć cię wielce dalekowzrocznej niewiary w człowieka?:)) Odpowiedz Link Zgłoś
bruna77 Re: Really?:) 26.02.07, 23:14 he he, to ja z kolei gratuluję optymizmu i wiary w ludzi :D ja akurat podzielam zdanie, że ludzie w reprezentatywnej większości wyuzdani z cugli religii czy też innych kanonów narzucających moralny rygor stają się bydłem stóprocentowym :D (a tak mają te 10% tzw. czlowieczeństwa) ;) heh, na marginesie, gdyby tak wszyscy ci, którzy identyfikują sie z wiarą rzymsko- katolicką mieli za życiowy przewodnik Ewangelie, zycie byłoby idylla :D Podsumowując: "kasza" TAK, ale może warto skorzystać z istniejącego już, bardzo dobrego przepisu na "kaszę" zawartego w Nowym Testamencie zamiast szerzyć oszołomstwo? :D a rzeczonej "kaszy" jeść w końcu nie trzeba - każdy ma wolny wybór :) ja np. jestem "bezkaszkowa" ;) Pozdrowienia dla wszystkich forumowiczow Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 "Człowiek potrzebuje metafizycznego bata"?:) 27.02.07, 01:07 Nie wierzę, że tym, czego potrzebują ludzie, jest "rygor moralny". Wprost przeciwnie: sądzę, że jest on częścią tego samego kołowrotu, którego inną częścią jest zbrodnia. (Empiria w krajach, w mentalności których panuje daleko posunięty "rygor", zdaje się na to wskazywać: np. Texas (KS nieustannie wykonywana! Pół społeczeństwa w pudle!) "Jakże ma być dobry, skoro ciągle trzymacie go na łańcuchu!" - powiedziała Pippi Langstrumpf o psie, który w opinii właścicieli był "bardzo zły". Tymczasem niemal zupełny zanik religii w niektórych krajach Europy Zachodniej nie doprowadził wcale do znaczącego wzrostu zachowań aspołecznych (o zbrodni nie mówiąc!) Trzeba wręcz powiedzieć, że wzrost odsetka ateistów i zanik religijności w społeczeństwie jest skor, jak pokazują badania empiryczne, z rozwojem wielu korzystnych zjawisk i postaw (także dotyczących etycznej strony życia). Robiące duże wrażenie wyniki kompleksowych badań na ten temat były niedawno w "Przekroju" w artykule o ateizmie. Mit, że człowieka bez religii czeka upadek nie pochodzi z doświadczenia, lecz z ewangelicznej przypowieści o "domu zbudowanym na piasku". Odpowiedz Link Zgłoś
ist4 Re: Gdyby to było w innej wspólnocie religijnej.. 26.02.07, 20:19 "No ale we wspólnotach katolickich to jest nawiedzenie przez Ducha Świętego." - Artykuł traktuje o jednej wspólnocie - która była ale już nie jest wspólnotą katolicką. Odpowiedz Link Zgłoś
darciatko Siostry Betanki za murem 26.02.07, 14:46 Chyba najwyższy czas aby zajął się tym prokurator i Policja. Artykuł świadczy o tym, że coś nienormalnego dzieję się w tym klasztorze. Jeżeli kościół nie radzi sobie w tej sprawie, powinny interweniować władze świeckie wraz z Biskupem. Odpowiedz Link Zgłoś
iluminacja256 Re: Siostry Betanki za murem 26.02.07, 14:58 Heh, dalibóg, czyzby to czegoś nie przypominało? Oczywiscie beginki:) Te kosciół tez potepił, zeby sie ratować :) Tutaj wszystko przypomian klasyczną sekte - od bombardowania miłoscia, po wybieranie dziewczyn naiwnych, delikatnych, egzaltowanych i wrazliwych do bólu - idealny materiał. Cała ta matka przełozona ma jednak w jedym racje : "Powtarzała: 'Kler jest zagubiony, żyje w przepychu i luksusie'. Podczas widzeń widziała w piekle same sutanny i habity. " Nie watpię, o ile piekło istnije, też w to wierzę:) Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Ruch antysektowy powinien zająć się KK!:) 26.02.07, 15:11 I nie ma tu żadnej "nienawiści do wszystkiego-co-święte" (takim językiem mówi każda sekta, o tych, którzy pokazują zło jej religii). Jeśli prawdą jest to, co piszesz iluminacjo (a jest), to to przecież nie jest jakiś odosobniony przypadek. "Bombardowanie miłością" i zastraszanie co wrażliwszych, wykorzystywanie nastrojów depresyjnych u młodzieży etc. - to chleb powszedni kościelnej praktuki emocjonalnego opanowywania umysłów młodych ludzi: "formacji duchowej". Przemoc psychologiczna nie powinna być legalna (nawet, jeśli - ulubiony argument prawicowców - "nikt się na nią przecież nie skarży". Na tym właśnie polega "grupa destruktywna", że "nikt się nie skarży", mimo oczywistej dla każdego z zewnątrz relacji przymusu i podległości.) Spowiedź to sekta we dwoje. Odpowiedz Link Zgłoś
iluminacja256 Re: Ruch antysektowy powinien zająć się KK!:) 26.02.07, 15:22 Zgadzam sie z tobą - spowiedż jest elementem indywidualnego wywierania wpływu/nacisku na człowieka - czuje sie to właszcza (o paradoksie!) w dziedzinie zycia seksualnego...kobiet. Zastanawiam się, dlaczego nikt(bo chyba nikt? ) nie zajął sie badaniem fenemonu spowiedzi w apekcie psychologicznym. Widać tajemnica spowiedzi to coś skutecznie zamykajacego wszystkie usta. Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Re: Ruch antysektowy powinien zająć się KK!:) 26.02.07, 15:33 Dopóki ta spraw nie stanie się przedmiotem debaty publicznej, w Polsce będzie rządzić prawica o skęcie autorytarnym. Ludzie upokorzeni mają bowiem ogromną potrzebę ukryć przed sobą swój stan. Pozorami dobrowolności. Odpowiedz Link Zgłoś
te_rence Siostry Betanki za murem 26.02.07, 15:10 "Widziałam w piekle same sutanny" Wszystko więc, cokolwiek by wam powiedzieli, czyńcie i zachowujcie, ale według uczynków ich nie postępujcie; mówią bowiem, ale nie czynią. (4) Bo wiążą ciężkie brzemiona i kładą na barki ludzkie, ale sami nawet palcem swoim nie chcą ich ruszyć. (5) A wszystkie uczynki swoje pełnią, bo chcą, aby ich ludzie widzieli. Poszerzają bowiem swoje rzemyki modlitewne i wydłużają frędzle szat swoich. (6) Lubią też pierwsze miejsce na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach, (7) i pozdrowienia na rynkach, i tytułowanie ich przez ludzi: Rabbi. (8) Ale wy nie pozwalajcie się nazywać Rabbi, bo jeden tylko jest - Nauczyciel wasz, Chrystus, a wy wszyscy jesteście braćmi. (9) Nikogo też na ziemi nie nazywajcie ojcem swoim; albowiem jeden jest Ojciec wasz, Ten w niebie. (10) Ani nie pozwalajcie się nazywać przewodnikami, gdyż jeden jest przewodnik wasz, Chrystus. (11) Kto zaś jest największy pośród was, niech będzie sługą waszym, (12) a kto się będzie wywyższał, będzie poniżony, a kto się będzie poniżał, będzie wywyższony. (13) Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, że zamykacie Królestwo Niebios przed ludźmi, albowiem sami nie wchodzicie ani nie pozwalacie wejść tym, którzy wchodzą. (14) (Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, że pożeracie domy wdów i to pod pokrywką długich modlitw; dlatego otrzymacie surowszy wyrok.) (15) Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, że obchodzicie morze i ląd, aby pozyskać jednego współwyznawcę, a gdy nim zostanie, czynicie go synem piekła dwakroć gorszym niż wy sami. (16) Biada wam, ślepi przewodnicy, którzy powiadacie: Kto by przysiągł na świątynię, to nic; ale kto by przysiągł na złoto świątyni, ten jest związany przysięgą. Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, że dajecie dziesięcinę z mięty i z kopru, i z kminku, a zaniedbaliście tego, co ważniejsze w zakonie: sprawiedliwości, miłosierdzia i wierności; te rzeczy należało czynić, a tamtych nie zaniedbywać. (24) Ślepi przewodnicy! Przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda. (25) Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, że oczyszczacie z zewnątrz kielich i misę, wewnątrz zaś są one pełne łupiestwa i pożądliwości. (26) Ślepy faryzeuszu! Oczyść wpierw wnętrze kielicha, aby i to, co jest zewnątrz niego, stało się czyste. (27) Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, że podobni jesteście do grobów pobielanych, które na zewnątrz wyglądają pięknie, ale wewnątrz są pełne trupich kości i wszelakiej nieczystości. (28) Tak i wy na zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, wewnątrz zaś jesteście pełni obłudy i bezprawia. (29) Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, że budujecie grobowce prorokom i zdobicie nagrobki sprawiedliwych, (30) i mówicie: Gdybyśmy żyli za dni ojców naszych, nie bylibyśmy ich wspólnikami w przelaniu krwi proroków. (31) A tak wystawiacie sobie świadectwo, że jesteście synami tych, którzy mordowali proroków. (32) Wy też dopełnijcie miary ojców waszych. Węże! Plemię żmijowe! Jakże będziecie mogli ujść przed sądem ognia piekielnego? Ew. Mateusza Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Boisz się widzieć. 26.02.07, 16:13 "Nowe szaty cesarza" - pamiętasz taką baśń Andersena? Odpowiedz Link Zgłoś
yrzyk Znam twórczość Andersena... 26.02.07, 16:21 i w tym wypadku podciąganie dewjacji byłych mniszek do ogółu kościoła katolickiego jest skrajnym idiotyzmem. Traktowanie Nowego Testamentu w sposób przez ciebie ujęty jest przerażająco zabawne.Zresztą nie piszesz tego co myślisz.... to akurat widać wyraźnie, takim troglodytą to ty nie jesteś. Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Tylko dziecko powiedziało to, co widzieli wszyscy. 26.02.07, 16:41 Traktowanie Nowego Testamentu w sposób przeze mnie ujęty jest przerażająco... ...szczere. Po prostu nazwałem sposób, w jaki działają na psychikę takie fragmenty tekstów, jak przytoczony powyżej (i do czego służą w przepowiadaniu religijnym). Gdyby ludzie mieli odwagę obserwować i nazywać na bierząco efekt psychiczny słów "Dobrej Nowiny", byłoby jasne, że nie jest ona niczym dobrym. A co do "mówienia tego, co kto naprawdę myśli" - to właśnie ty nie mówisz tego, co naprawdę myślisz. Zobacz, w poprzednim poscie sugerowałeś ludziom, że jestem niespełna rozumu. Wierzyłeś w to?:) Odpowiedz Link Zgłoś
yrzyk Nie napisałeś niczego oprócz sloganów... 26.02.07, 16:51 ... dlaczego i w jaki sposób Nowy Testament źle wpływa na psychikę? A poprzednia moja wypowiedź była nieco alegoryczna... widzisz w twoich tekstach nie ma żadnej treści jedynie negatywne emocje. Zupełnie jak u polityków którzy mówią wiele by nic nie powiedzieć. Kto cię tak szkolił? Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Resztę niech każdy rozsądzi sam. 26.02.07, 17:02 yrzyk napisał: >Kto cię tak szkolił? Nie wiesz!?:) Odpowiedz Link Zgłoś
miauka Re: Siostry Betanki za murem 26.02.07, 15:20 Obie strony siebie warte, hipokryzja aż się wylewa z jednej i drugiej strony. W czym Rydzyk czy Jankowski lepszy od siostrzyczek? Ale im włos z głowy nie spada. Odpowiedz Link Zgłoś
patthecat A za tą Sektę i pan płaci i pani płaci.... 26.02.07, 15:23 Jeżeli o mnie idzie, to człowiek może sobie nawet wierzyć w krasnoludki, demonicznych bogów o 10 mackach i wszystko, co mu tylko rozum podsunie. Ale dlaczego, do k.... nędzy, ja mam za to płacić? Dlaczego KK tak wzdraga się przed opodatkowaniem wiernych? Dlaczego ja mam płacić za to, żeby tym babom miała gdzie palma odbijać, skoro uważam je za chore psychicznie, a nie służące bozi? Odpowiedz Link Zgłoś
jahortus P.Hanna Gronkiewicz-W.działa w odnowie w Duchu Św 26.02.07, 15:58 HGW- tak wyznawała w gazetowym wywiadzie; Odpowiedz Link Zgłoś
sir_fred Nie no, piękny kawałek 26.02.07, 15:51 Cytat: Żeby się do objawień - tzw. prywatnych - ustosunkować, muszą być spełnione określone kryteria. Powinny być całkowicie zgodne z objawieniem Chrystusowym. Dalej - muszą być tzw. dobre owoce tych objawień, a więc wzrost świętości życia, pobożności w danym środowisku, życzliwości, dobroci. Poza tym objawieniom muszą towarzyszyć i potwierdzać je cuda. W końcu musi je uznać władza kościelna. ------------- A gdyby tak Chrystus postanowił się objawić ponownie, ale niezgodnie z tym, co raczono spisać jako poprzednie objawienie? A gdyby w swej niepoznawalności Bóg postanowił, że objawienie nie przyniesie na razie tych 'dobrych owoców'? I nie raczył zaopatrzyć objawień w cuda? Przecież te wszystkie warunki to wyraźny klops logiczny, mający po prostu przekonać wszystkich, że o 'prawdziwości' objawień decydować ma jedynie uprawniony funkcjonariusz. Ale w sumie co biedacy mają robić, skoro w takich zakonach stężenie chorób psychicznych i niedostosowania do rzeczywistości jest zatrważające. Po puszczeniu tych 'obajwień' na żywioł, kościół ośmieszyłby się szybko i totalnie ... Odpowiedz Link Zgłoś
pszeszczep666 Re: Nie no, piękny kawałek 26.02.07, 16:12 plączą się w zeznaniach byle tylko się nie przyznać, że w tym całym zamieszaniu chodzi o władzę. pod tym względem sekta rózni się od kościoła instytucjonalnego tylko tym, że w kościele cała ta gra jest jakoś ogarnięta i uregulowana, a w sekcie wszystko jest na żywioł bez żadnych reguł i nie wiadomo co z tego filanie może wyniknąc i czy np siostra przełozona w momencie osobistego kryzysu nie wykorzysta swej niekontrolowanej władzy do tego, żeby nakazać swoim dziewczętom zbiorowe samobójstwo Odpowiedz Link Zgłoś
miluszka są rzeczy na niebie i ziemi nieznane filozofom 26.02.07, 16:31 Nie sądźmy,że wszystkie wizje i objawienia to tylko"burze hormonów". Wielu świętych i mistyków różnych religii doznaje objawień, ( i nie są to bynajmniej dwudziestoletnie dzieweczki). Sufi mają swoje ekstatyczne tańce, szamani syberyjscy udają się w podróże do innych światów ( czy raczej innych wymiarów doświadczenia). Nasz świat to nie tylko to, o co możemy się potknąć. www.ligon.chorzow.pl/tara/ Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: są rzeczy na niebie i ziemi nieznane filozof 26.02.07, 19:27 Tak, tak... Zatem otwórzmy wszyscy czakry miłości i podgrzejmy sobie energią kosmiczną jajniki:), czy co kto ma. Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Problemem nie jest mistyka, lecz - fanatyzm. 26.02.07, 20:26 Oczywiście niezdolność do krytycznego myślenia też jest poważnym defektem ale dopiero w fanatyzmie jako swoim owocu staje się ona krzywdząca dla innych. Poza tym mistyka w swoich najlepszych przedstawicielach nie wykluczała się wcale z myśleniem krytycznym. Z myśleniem krytycznym wyklucza się natomiast ortodoksja (dogmatyzm). Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: Problemem nie jest mistyka, lecz - fanatyzm. 26.02.07, 20:32 Rzecz w tym, że istotą tej religii jest dogmatyzm. Rozwojowi rozumu to nie służy. No chyba, że umiejętność dowodzenia jedynie słusznej prawdy objawionej, w każdych warunkach, nazwiemy rozwojem umysłowym i duchowym. W moim spraw widzeniu, jednak jest to chore i niczemu dobremu nie służy. Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Re: Problemem nie jest mistyka, lecz - fanatyzm. 26.02.07, 20:39 Zgoda. (choć, moim zdaniem, było kilku mądrych heretyków i pół-heretyków) Odpowiedz Link Zgłoś
miluszka Re: są rzeczy na niebie i ziemi nieznane filozof 27.02.07, 10:50 oktawianc napisał: > Tak, tak... > Zatem otwórzmy wszyscy czakry miłości i podgrzejmy sobie energią kosmiczną > jajniki:), czy co kto ma. Ponieważ akurat religią zjamuję się zawodowo ( Instytut Religioznawstwa) proszę mnie nie traktowac jako nawiedzonego przedstawiciela new age. Raczej prosze poczytać sobie np o szamanizmie czy na temat sufizmu w naukowych ksiązkach. > Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: są rzeczy na niebie i ziemi nieznane filozof 27.02.07, 10:55 Księża też religią zajmują się zawodowo, ale nijak nie zwiększa to ich wiarygodności, jako znawców prawdy w tej materii. Coś niecoś czasami zdarza mi się przeczytać, jednak do innego wymiaru doświadczenia na razie nie trafiłem. A może trafiłem, tylko nie wiedziałem o tym? Hmmm... Odpowiedz Link Zgłoś
ist4 Do Sir_fred`a 26.02.07, 21:16 Jestem przekonany że Kościół zdaję sobie sprawę, że jego metody oceny prawdziwości objawień mogą dać niekiedy błędne wyniki. Ale równie mocno przekonany jestem o tym, że teologowie którzy opracowywali te zasady starali się aby były one jak najlepsze, z pewnością modlili się w tej intencji do Ducha św. o dar mądrości. Uważasz (tak wywnioskowałem) że lepszym rozwiązaniem byłoby pozostawienie wiernym możliwości oceny czy objawienia są prawdziwe czy fałszywe ("puszczenie tych objawień na żywioł"). Hierarchowie Kościoła wychodzą z założenia, że niemożna dopuszczać do tego aby wierni nie posiadający rozległej wiedzy teologicznej byli zwodzeni przez oszustów kłamiących że doświadczyli lub też ktoś doświadczył bożego objawienia. Oczywiście niektórzy uważają, że takimi działaniami kościelni hierarchowie chcą tylko zachować władzę dla siebie, argumentując że w Kościele jest wielu skompromitowanych dostojników. Czy jest to prawda? Prawdą jest na pewno to iż łatwiej jest sprzedać gazetę z artykułem o grzesznym biskupie (w domyśle zdolnym do oszukiwania wiernych) niż o biskupie czyniącym dobro, bowiem to co jest rzeczą powszechną nikogo nie dziwi, nie fascynuje. Na koniec chciałbym Ci zadać pytanie - jakie posiadasz argumenty świadczące o tym że w klasztorach stężenie chorób psychicznych jest zatrważające? Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Nie chciałbyś, by ci odpowiedział kto inny...?:) 26.02.07, 21:29 No to nie odpowie, mój Uczony w Prawie. ---- "A ten lud nierozumiejący Prawa jest przeklęty." Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: Do Sir_fred`a 26.02.07, 21:31 A jaką wiedzę teologiczną mieli apostołowie? Czy Jezus nauczał wśród mędrców, czy może wśród prostych ludzi? Jakim to sposobem hierarchowie kościelni mogą dojść do tego kto miał objawienie, a kto nie? Jakim to sposobem ocenią co jest cudem a co nie? Pomijając już fakt, że cudów nie ma... Toż to tylko o zachowanie monopolu na jedynie słuszną rację chodzi. Ja nie posiadam żadnych danych o chorobach psychicznych w klasztorach, ale na tzw zdrowy chłopski rozum, domniemuję sobie, że normalni zdrowi ludzie nie zamykają się w klasztorze, żeby godzinami się modlić i mdleć w religijnym amoku. Jakoś mi to nie przystaje do wizji normalnych ludzi. Tak na marginesie; zaciekawiło mnie jedno... Jakie to dobro czynią biskupi? Odpowiedz Link Zgłoś
domestos10 Re: Do Sir_fred`a 26.02.07, 21:51 Betanki gdy służyły pokornie za <Bóg zapłać> księżulom to były dobre i oczywiście mieszkały w norze,wszystko było o kej natomiast gdy zaczęły mieć widzenia i odmówiły służby u księży to fora ze dwora.Apetyt wzrósł na przejęcie klasztoru po generalnym remoncie,który sfinasował Kluska.Jeśli chodzi o widzenia to każdy je może mieć,wystarczy poprostu zrobić sobie hiperwentylacje tz. zacząć szybko oddychać wdech przez nos głęboko wydech ustami coraz szybciej i już.To to samo gdy małolat próbuje podduszania co jest ostatnio modne.Widzenie to nic innego jak odpowiedż mózgu na niedotlenienie natomiast co się widzi to już zależy od tego w co dany osobnik wierzy.Spowiedż jest potrzebna do tego aby na bieżaco było co owce myślą o rządzących skąd ub tak wiele wiedziało o działaczach ,ciekawe by było wiedzieć co przekazywali duchowni i skąd zdobywali wiedzę ja mam podejrzenie że większość swych wiadomośći pozyskiwali właśnie ze spowiedzi. Odpowiedz Link Zgłoś
absurdello Miejmy nadzieję, że to wszystko nie skończy się 26.02.07, 16:15 jakimś uduchowionym samobójstwem (oczywiście dla zachowania czystości mniszek ;-) , bo jak na razie to wszystko prowadzi w tym kierunku, ta separacja, te głoszone treści ... Ten ojciec P. ma na 99% zdolności niezłego hipnotyzera sądząc z tego co mówiły siostry, że miały nagle dziurę w rzeczywistości a potem ojczulek na nich zalegał. Powinno się rozgonić to towarzystwo i zapewnić dziewczynom profesjonalną opiekę psychologiczną nim dojdzie do jakiegoś zbiorowego nieszczęścia. Dla mnie to wszystkie religie są porąbane, bo prędzej czy później prowadzą do wynaturzeń do tego opierają się na jakichś "prawdach" z gatunku 2+2=5 a jak kto tego nie widzi to znaczy, że go szatan opętał. Wpadają w to potem różni ludzie o słabej psychice, z problemami emocjonalnymi, w jakiś sposób osamotnieni. Do tego operuje się w takich sytuacjach niestabilnościami ludzkiego umysłu i stanami gdzie stłumiony jest mechanizm rozsądku. To co opisano to jakiś rodzaj narkomani tyle, że słownej, swoistego prania mózgu przez podawanie osobie nie w pełni władz umysłowych (trans) fałszywych informacji o otoczeniu jako jedynie słusznych. Tą metodą produkuje się fanatyków samobójców a nie osoby niosące coś pozytywnego. Rzeczy pozytywne dla świata i ludzi, zgodne z zasadami współżycia społecznego zawartymi chociażby w przykazaniach można czynić bez uciekania się do odlotów psychicznych ... a nawet lepiej to robić bo czasami działanie wymaga modyfikacji do sytuacji a tej się nie zrobi w delirium. To po prostu jest chore, Odpowiedz Link Zgłoś
bereciara Z tymi czarnymi sukienkami w piekle to 26.02.07, 17:26 maja kobitki racje no jak tylko czterech biskupow nie kapowalo na przestrzeni bez mala 70 lat to dobra perspektywa przed zdrajcami,kapusiami,pijakami,zboczkami,pedalami,pedofilami i cholera wie kim jeszcze no gdzie mieli sie dostac do nieba a taki Wielgus czy Peatz do nieba go wezma.Sekta to nie te dziewczyny w Kazimierzu,sekta i to lajdacka caly kler kosciola katolickiego,dzieki ci gen.Kiszczak ze nie wszystkie kwity pozwoliles spalic na tych ladakow. Odpowiedz Link Zgłoś
fyrlok Siostry Betanki za murem 26.02.07, 17:28 Jak ja bylem w wieku 18-20 lat, to nie powiem, ze bylem juz "madry", ale napewno "madrzejszy" od tych naiwnych, slabych, zdezorientowanych babodzidziusiów - i one chca pomagac i ratowac bliznich ? Bo chyba nie tylko o trzymanie sie za rece chodzi i krecenie monotonicznie madlac w kólko, z obledem w oczach ? To nie jest ani religia, ani kosciol, ani zadna poboznosc. ----- A tak generalnie: nigdy nie moze byc dobrze i normalnie, jak 50-100-150 babeczek siedzi na kupie w zamknieciu bez praktycznego, zdrowego zajecia..... U facetów tak jest. Moze u kobietek troche w inny sposób, ale dlaczego mialoby byc inaczej. Ja rozumiem - jakby mialy drukarnie, pralnie, zadania w zlobkach, szkolach, szpitalach, domach starców, w chórach, ...... Jakby se mogly wyjsc, pójsc do kina albo na basen, pojezdzic na motorowerku, pisac gazete, cos organizowac, uczyc sie i innych, pokopac w pilke, czasami podrózowac, a nawet sie "powyglupiac" - a przy tym czulyby sie na dluzsza mete w swoim elemencie, nie cierpiac i nie teskniac za pewnymi innymi sferami zycia, "czujac" misje i sie dobrze czujac itp. itd. etc. Ale takie niekontrolowane, dziwaczne, zamkniete "zaklady" z jakimis tam "eksperymentami" i nieludzkimi "cwiczeniami", to nic innego jak sekta i wiezienie. Wysuszyc to bagno ! Ale tez zmodernizowac i zhumanizowac caly system tego klasztornictwa ! Nawet tam, gdzie niby "dziala", wiele spraw nie jest zdrowych. ----------------------------------------- Odpowiedz Link Zgłoś
vomitorium1 Siostry Betanki za murem 26.02.07, 17:28 takich sióstr to trzeba szukać ze świecą w ręce Odpowiedz Link Zgłoś
janeta5 Re: Siostry Betanki za murem 26.02.07, 17:54 No,no ,no biedaczki nie wiedziały ,czegóż to księżulo chce ,jak to tak u tej spowiedzi były na leżąco.No,no,no,ale chata niezła.Zasłużyły. Jana Odpowiedz Link Zgłoś
witajsmutasie To samo jest w sekcie RM Rydzyka ! 26.02.07, 19:00 ogłupianie,manipulowanie, zło i nienawiśc... Odpowiedz Link Zgłoś
yogisia do sir freda o logice słów kilka 26.02.07, 19:39 Najpierw cytaty: Żeby się do objawień - tzw. prywatnych - ustosunkować, muszą być spełnione określone kryteria. Powinny być całkowicie zgodne z objawieniem Chrystusowym. Dalej - muszą być tzw. dobre owoce tych objawień, a więc wzrost świętości życia, pobożności w danym środowisku, życzliwości, dobroci. Poza tym objawieniom muszą towarzyszyć i potwierdzać je cuda. W końcu musi je uznać władza kościelna. ------------- A gdyby tak Chrystus postanowił się objawić ponownie, ale niezgodnie z tym, co raczono spisać jako poprzednie objawienie? A gdyby w swej niepoznawalności Bóg postanowił, że objawienie nie przyniesie na razie tych 'dobrych owoców'? I nie raczył zaopatrzyć objawień w cuda? Przecież te wszystkie warunki to wyraźny klops logiczny, mający po prostu przekonać wszystkich, że o 'prawdziwości' objawień decydować ma jedynie uprawniony funkcjonariusz. ---- O klopsie logicznym: czy naprawdę uważasz, że Chrysus mógłby się objawić niezgodnie ze swoją naturą? Oczywiście mógłby, tylko w jakim celu? Przecież to właśnie byłoby nielogiczne! Dalej identycznie - ponieważ naturą, czy tez esencją nauki Chrystusa jest wzrost dobroci, życzliwości itp. - tak więc efektem prawdziwego objawienia musi to właśnie być, bo inaczej klops logiczny znów gotowy. Przyznam natomiast, że nie rozumiem dlaczego prawdziwemu objawieniu muszą towarzyszyc cuda, jak rozumiem inne niż samo objawienie, które cudem - rzecz jasna - jest. Chętnie poznam wyjaśnienie. Natomiast rozumiem, że kościół uznaje objawienia za prawdziwe na podstawie w/w - co logiczne jest jak najbardziej (z zastrzeżeniem mojego niezrozumienia sprawy cudów) I jeszcze refleksja ogólna do wszystkich dyskutantów: skąd w Waszych postach tyle negatywnych mysli i emocji? Zauważam to nie po raz pierwszy na forum gazetowym. Dlaczego? Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: do sir freda o logice słów kilka 26.02.07, 20:05 Bóg może się objawić zgodnie ze swoją naturą, ale ta zgodność może nie zostać dostrzeżona przez ludzi. Zresztą jaka jest natura Jahwe? Raz okrutny, potem miłosierny-uosobienie miłości. Skoro może zmieniać diametralnie swoje nastawienie do ludzi i zawierać nowe przymierza, na całkowicie nowych i sprzecznych z poprzednimi warunkach, może zatem objawić się po raz kolejny i wymyślić coś co KK będzie zupełnie nie w smak i nie spełni ich jakże mądrych kryteriów. Klops logiczny? Dla mnie cała ta religia to właśnie taki logiczny klops. Odpowiedz Link Zgłoś
yogisia Re: do sir freda o logice słów kilka 26.02.07, 20:13 "Skoro [Bóg] może zmieniać diametralnie swoje nastawienie do ludzi i zawierać nowe przymierza, na całkowicie nowych i sprzecznych z poprzednimi warunkach" ------- Stopień wyżej w dyskusji teologicznej czyli proste pytanie: które mianowicie przymierze Boga z ludzmi zostało zawarte na całkowicie nowych i sprzecznych z poprzednimi warunkach? Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: do sir freda o logice słów kilka 26.02.07, 20:21 O Jezusie mowa i całym nowym testamencie. Gruba kreska, czyż nie? Odpowiedz Link Zgłoś
yogisia Re: do sir freda o logice słów kilka 26.02.07, 23:17 Nie. Nowy testament nie przeczy staremu. W sumie szkoda, ze użyłeś tego nijakiego stwierdzenia - miałam nadzieję na jakaś dyskusję a tu pozostejemy w sferze płytkich frazesów. No cóż, powodzenia -------- Czas leczy nasze rany, ale zmarszczki są bardziej uparte. Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: do sir freda o logice słów kilka 26.02.07, 23:54 Jak się ktoś uprze to połączy ze sobą największe nawet skrajności. Ja jednak mam proste spojrzenie na kształt rzeczy i jakoś nie mogę zespolić w jedno starotestamentowego, mściwego i bezlitosnego bóstwa, z nowotestamentowym uosobieniem miłości. W sumie szkoda, że stać Cię tylko na nieuzasadniony protekcjonalizm. Powodzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
yogisia Re: do sir freda o logice słów kilka 27.02.07, 10:56 Ale przeciez w ST Bóg nie jest mściwym i bezlitosnym bóstwem! (cf. przymierze z Abrahamem, Mojżeszem, teksty prrockie, psalmy Dawida itd.) Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: do sir freda o logice słów kilka 27.02.07, 11:20 Potop, trąby jerychońskie, Sodoma i Gomora... Zaiste łagodny baranek. Kult Jahwe zdaje się wywodzić z jakichś wcześniejszych czasów, gdzie był bóstwem burz i ognia, wojownikiem. "...uważano go za wielkiego wojownika zsyłającego wichry i burze, by razić przeciwników swoich i wyznawców. Tradycja ta, łącząc elementy górskiego bóstwa burz i wulkanów z ideą zwycięskiego wojownika i przewodnika przez pustynię, jest zapewne pozostałością okresu nomadycznego. Przemawia za tym także filologiczna interpretacja imienia Jahwe, wywodzącego się od zachowanego w arabskim protosemickiego rdzenia hawa, od którego pochodzą czasownik "wiać" (wiatr) i rzeczownik "burza"." Odpowiedz Link Zgłoś
yogisia Miłość i gniew 27.02.07, 19:15 Chyba zbyt jednostronnie patrzysz na sprawę. Zarówno w Starym jak i Nowym Testamencie pokazany jest Bóg dobry i miłosierny (np. przymierza, wyjście z Egiptu / męka, ukrzyżowanie) jak i gniewny (np. potop, Sodoma / wypędzenie kupczących ze świątyni, inwektywy wobec faryzeuszy). Czyli stosunek Boga do człowieka jest niejako podwójny: grzech człowieka budzi Bozy gniew, ale Bóg jest miłosierny i w dodatku jego miłosierdzie jest większe niż gniew (ofiara Jezusa). Sadzę, że jesli nie podzielasz opinii zawartej w drugim zdaniu to i tak pierwszemu nie zaprzeczysz, prawda? -------- Czas leczy nasze rany, ale zmarszczki są bardziej uparte. Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: Miłość i gniew 27.02.07, 22:55 Ależ to jakiś chimeryczny dzieciak, ten bóg. On się gniewa... Denerwują go grzechy ludzkie... No ja Ciebie proszę. Wielki, wszechmocny, wszechwiedzący, się wkurza bo ludzie coś tam robią? To nawet zabawne. Znaczy do momentu, w którym wnerwienie jego kończy się jakąś plagą czy kataklizmem. Nie, to dla mnie nie jest bóg, a bożek jakiś. Odpowiedz Link Zgłoś
yogisia Re: Miłość i gniew 27.02.07, 23:06 Co ma wszechmoc i wszechwiedza do gniewu z powodu ludzkich grzechów?! Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: Miłość i gniew 27.02.07, 23:17 To, że to płytkie i dziecinne. Co to takiego jest grzech? Odpowiedz Link Zgłoś
yogisia Re: Miłość i gniew 27.02.07, 23:30 Co jest płytkie i dziecinne? Czy w Tobie nic nie wzbudza gniewu? Okradanie emerytów, mordowanie za parę groszy, marnotrawstwo majątku, indoktrynacja umysłów itp.? Naprawdę jest Ci to obojetne? Dlaczego Boga nie miałoby gniewać zło? Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: Miłość i gniew 27.02.07, 23:43 On jest jego przyczyną, nie zapominaj. I nie wyjeżdżaj mi z wolną wolą. On określił warunki tej gry. Jeśli ja zaprojektuję mrowisko i zamieszkujące je mrówki w najdrobniejszych szczegółach i będę się na nie gniewał, że są takie jakimi je stworzyłem, będzie to oznaczało po prostu, że jestem idiotą. Odpowiedz Link Zgłoś
yogisia Re: Miłość i gniew 28.02.07, 09:58 To z czym mogę "wyjechać"? :))) Daj swoim mrówkom wolną wolę i zobaczysz co będzie :))) Ale mrówki mrówkami, a dzieci nie masz? Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: Miłość i gniew 28.02.07, 10:22 Porównanie z mrówkami było celowe. Porównanie z dziećmi nie jest adekwatne do omawianego przykładu. Moje dzieci są mojego gatunku, nie jestem ich projektantem, tylko rodzicem. Żyję w takim samym cyklu jak one i rozumuję na takich samych zasadach. A bogowie są jakimś abstraktem. Zresztą nie skażę swoich dzieci na potępienie, a będę tyranem, nie rodzicem jeśli każę im mieć taką moralność jaką ja uznaję za słuszną. A mrówki mają taką samą wolną wolę, jak i my. Tzn ograniczoną przez szereg czynników, tak że można dyskutować czy rzeczywiście istnieje coś takiego jak wolna wola. Co do wyboru, który wg Twojej religii mamy, to wygląda to tak: otaczam moje mrowisko fosą z płynem owadobójczym i pozwalam mrówkom, które nie chcą żyć w moim mrowisku, zginąć w tejże fosie. Mają wybór, nieprawdaż? Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: Miłość i gniew 27.02.07, 22:57 A tak jeszcze jedno; skoro Jezus jest bogiem, to jakaż to z jego strony ofiara, że zginął na krzyżu? Jakoś nie dostrzegam wielkości tego gestu. O wiele większe gesty robili ludzie, którzy ginęli by ocalić choć jedno istnienie drugiego człowieka. Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: Miłość i gniew 27.02.07, 23:11 No i co z tego? Albo był bogiem, albo nie był. Był, czy nie? Zresztą wielkie halo od razu; wszyscy umieramy spora część w o wiele większych męczarniach i nie chcemy od razu wiecznej wdzięczności za to. Próżny ten bóg. Taki mały gest jak na taką wielkość i tyle wymagań do tego. Odpowiedz Link Zgłoś
yogisia Re: Miłość i gniew 27.02.07, 23:21 A dlaczego skoro jest Bogiem to ofiara miałaby być mniejsza? A może większa - skoro będąc Bogiem stał się człowiekiem i wydał na potępienie? Przecież Jezus nie chce wdzięczności od nikogo za to, że umarł, o co Ci znów chodzi? Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: Miłość i gniew 27.02.07, 23:50 Oczywiście, że mniejsza. On nie stał się, wydzielił raczej część swej istoty i przelał w człowieka. Stworzył swego awatara. Zresztą to jest mocno naciągane w chrześcijaństwie. Dla mnie Jezus nie był żadnym bogiem nawet przy założeniu, że Jahwe istnieje. Zresztą nie wydał się na żadne potępienie, potępieni możemy być tylko my ludzie. Wg tego co pisał Wojtek2000 potępiamy niejako sami siebie. Czy uważasz, że Jezus mógł odrzucić boga i stać się potępionym? Ciekawe co? Co by wtedy było, bóg sam się wysłał do piekła? Jezus nie chce wdzięczności? Jak to nie, to po co kazał budować swój Kościół na ziemi? Tak naprawdę, w tamtych czasach, a były to czasy wielce niespokojnie, czasy powstań żydowskich, ludzie wierzyli, że mesjasz(żaden tam bóg) w osobie Jezusa obiecuje im prawdziwe królestwo na ziemi i na nie czekali. Z czasem Jezus został bogiem... Odpowiedz Link Zgłoś
yogisia Re: Miłość i gniew 28.02.07, 10:10 > On nie stał się, wydzielił raczej część swej istoty i przelał w człowieka. Stworzył swego awatara. Ja wierzę, ze nie, Ty, że tak - czy ktoreś z nas ma na to jakis rzeczywisty argument czy już tylko obracamy się w sferze niedyskutowalnej? > Zresztą to jest mocno naciągane w chrześcijaństwie Co? > Dla mnie Jezus nie był żadnym bogiem nawet przy założeniu, że Jahwe istnieje Patrz punkt pierwszy > bóg sam się wysłał do piekła Tak > Jezus nie chce wdzięczności? Jak to nie, to po co kazał budować swój Kościół na ziemi? Żeby ludzie byli szcześliwi. I nie kazał - zaproponował. Nie ma obowiązku. > ludzie wierzyli, że mesjasz(żaden tam bóg) w osobie Jezusa obiecuje im prawdziwe królestwo na ziemi i na nie czekali Oczywiście, ze tak - niektórzy nawet sądzili, ze stanie na czele powstania, skończy się rzymska okupacja i może zostanie królem. Tylko, że Jezus na to odpowiadał wielokrotnie "Królestwo moje nie jest z tego świata", "oddajcie cesarzowi co cesarskie" itp. Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: Miłość i gniew 28.02.07, 10:32 Ja nie wierzę w boga, to dla mnie tylko mity. Dyskutuję przy założeniu, że jest, bo nawet przy tym założeniu, to wszystko jest niespójne. Każdy element takiej dyskusji możemy sprowadzić do takiego poziomu, tzn Ty powiesz: jest tak!, a ja powiem: tak nie jest! W kawałku o bogu w piekle, nie dość jasno się widać wyraziłem. Chodziło mi o prawdziwe pójście boga do piekła, tzn jeśliby Jezus faktycznie był jednocześnie bogiem i odrębnym od niego bytem, mógł zostać potępiony i odwrócić się od boga, tak samo jak ludzie. Albo nie mógł tego zrobić ze względu na swą boską naturę, a to znaczy, że ryzyko i wielkość jego ofiary żadna, albo mógł zostać potępiony. Tylko, że wtedy oznaczałoby to ni mniej nie więcej, że uznał samego siebie za niewartego starań, a tego przecież nie mógł zrobić? Zatem wracamy do punktu pierwszego; jego ofiara nie była żadną ofiarą. Żeby ludzie byli szczęśliwi? Jakoś tak się składa, że to bóg zazwyczaj ze swoimi zakazami i nakazami stoi ludziom na drodze do szczęścia. W tej religii, jedno jest dla mnie jasne; on potrzebuje ludzi do jakichś własnych celów. Bynajmniej nie po to żeby byli szczęśliwi. Nie ma obowiązku... No jasne... A kto we mnie nie uwierzy, ten nie będzie zbawiony. Tak to jakoś szło? Odpowiedz Link Zgłoś
paero123 Re: do sir freda o logice słów kilka 05.03.07, 16:16 Ad. ST nie przeczy NT ST: oko za oko, ząb za ząb NT: drugi policzek Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: do sir freda o logice słów kilka 26.02.07, 20:25 Ciekawe też jest to, że unikasz pisania imienia Swego boga. Jednocześnie piszesz nazwę jego gatunku z wielkiej. Bo czymże innym jest słowo "bóg" jeśli nie określeniem pewnego rodzaju istot? Jeśli jednak używasz go jako nazwy własnej, to wzywasz go nadaremno. Czyż nie? Odpowiedz Link Zgłoś
yogisia Re: do sir freda o logice słów kilka 26.02.07, 23:25 Znów nie. 1. Jahwe to nie jest imię Boga tylko określenie jego natury. 2. Słowo "bóg" pisane wielką literą oznacza najwyższą istotę w religiach monoteistycznych, małą - w politeistycznych. 3. Używanie czyjegoś imienia nie oznacza wzywania go. Ojojojoj.... Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: do sir freda o logice słów kilka 27.02.07, 00:03 No chyba nie tak do końca. Co słowa "Jahwe", to sam on kazał się tytułować tym IMIENIEM. Zatem jest to imię. Słowo "bóg", oznacza byt mistyczny o wielkiej mocy sprawczej, pewien rodzaj istot jak dajmy na to demon, anioł itp. To w ilu i jakich religiach jest używane, nie ma znaczenia. Pisząc to słowo z wielkiej litery, musiałbym uzawać boskość danego bytu, o którym się w danym momencie wypowiadam. Ja nie stawiam żadnych bogów ponad innymi, więc nie mogę żadnego wyróżniać. A nie wzywaj imienia Pana swego na daremno? Jakoś tak to chyba szło? Ajajaj... Odpowiedz Link Zgłoś
yogisia Re: do sir freda o logice słów kilka 27.02.07, 11:06 Hm. "Jahwe" zaczy po hebrajsku "jest" - rzeczywiście Bóg tak się Mojżeszowi przedstwił, zatem mozemy uznać że jest to imię, takie trochę indiańskie - no i ja sie nie wzbraniam przed jego uzyciem, choć fakt, ze w poprzednich postach nie użyłam i może poprzednia odpowiedz nawet wskazywała przeciwnie. To prostuję. Co do użycia wielkiej i małej litery - napisałam jak to rozumie SJP (wyd.1983, t.1, str.193) - chyba, ze od 1983 coś się w tej kwestii zmieniło? Rozumiem, że jednak SJP jest jakąś wykładnią w kwestii poprawności jezykowej? Dla mnie tak Nie rozumiem o co Ci chodzi z tym wzywaniem imienia Pana swego nadaremno? Przecież nie wzywam :) Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: do sir freda o logice słów kilka 27.02.07, 11:25 "Chociaż określenie Boga mianem JHWH pojawia się już w 2. rozdziale księgi Rodzaju i było używane przez patriarchów (np. Genesis 14:22) to według Biblii imię JHWH zostało po raz pierwszy świadomie użyte przez Hebrajczyków dopiero tuż przed opuszczeniem Egiptu, gdyż Bóg Abrahama objawił się w ten sposób dopiero Mojżeszowi. Wcześniej nazywano Go często jako: * אלהים [eloh(a)im] = Bogowie (od Genesis 1:1 dalej; liczba mnoga jest tłumaczona jako forma wzniosła, tzw. pluralis majestatis lub też jako trójjedyny charakter natury Boga); * אל עליון [el eljun] = Bóg Najwyższy (Genesis 14:18-22); * אל שדי [el szaddai] = Bóg Wszechmocny (Genesis 17:1, 28:3, 35:11, 43:14, 48:3; Exodus 6:3); * אדןי [adonai] = Pan, Władca (Genesis 18:3.27.30-32, 20:4; Exodus 4:10.13); * אל [el] = Bóg (Genesis 33:20); * שדי [szaddai] = Wszechmocny (Genesis 49:25); Rozmowa Mojżesza z Bogiem przy płomienistym krzaku ukazuje Boga, który wyjaśnia znaczenie swojego imienia: Mojżesz zaś rzekł Bogu: Oto pójdę do Izraelitów i powiem im: Bóg ojców naszych posłał mię do was. Lecz gdy oni mnie zapytają, jakie jest Jego imię, to cóż im mam powiedzieć? Odpowiedział Bóg Mojżeszowi: JESTEM, KTÓRY JESTEM (אהיה אשר אהיה). I dodał: Tak powiesz synom Izraela: JESTEM (אהיה) posłał mnie do was. Mówił dalej Bóg do Mojżesza: Tak powiesz Izraelitom: JESTEM (יהוה), Bóg ojców waszych, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba posłał mnie do was. To jest imię moje na wieki i to jest moje zawołanie na najdalsze pokolenia. (Wyjścia 3:13-15) Jako że JHWH było hebrajskim neologizmem nawet sami Hebrajczycy nie rozumieli jego znaczenia. Powyższy fragment tłumaczy, iż powstało ono w oparciu o słowo חיה [hajah] = być, stać się. Jednakże יהוה [JHWH] nie jest 3. osobą liczby pojedynczej od חיה [hajah], chociaż Mojżeszowi objawiono, iż sens słowa był bliski znaczeniu [On] jest. Wydaje się więc, iż JHWH jest zlepkiem trzech zwrotów: * היה (gdzieniegdzie jako יהי) = był, * הזה (gdzieniegdzie jako היה) = jest, * יהיה = będzie. " No można sobie różnie interpretować znaczenie tego słowa. Odpowiedz Link Zgłoś
yogisia Re: do sir freda o logice słów kilka 27.02.07, 11:57 Dzięki! Bardzo to ciekawe, dokształciłam się. Czyli Jahwe to jednak "imię indiańskie" :) No a co Ty na kwestie ortograficzne??? Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: do sir freda o logice słów kilka 27.02.07, 22:58 Mam wrażenie, że wszystkie imiona są "indiańskie". Odpowiedz Link Zgłoś
yogisia Re: do sir freda o logice słów kilka 27.02.07, 23:08 Tak... A w kwestii ortografii słownikowi tez racji nie przyznasz, co? Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: do sir freda o logice słów kilka 27.02.07, 23:17 Napisałem już jak ja to rozumiem. Pisząc z dużej litery, musiałbym przyznać, że bóg jest i jest jeden. Ja niczego takiego nie twierdzę, więc nie mam powodu pisać z dużej litery, ani bóg, ani człowiek, ani diabeł, ani koń. Odpowiedz Link Zgłoś
yogisia Re: do sir freda o logice słów kilka 27.02.07, 23:34 Napisałeś. Rozumiem, że jeśli światopogląd narzuci Ci pisanie "żont, rzaba i krul" to tez tak będziesz pisał. Jasne. Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: do sir freda o logice słów kilka 27.02.07, 23:52 Czym innym pisanie z wielkiej litery, a czym innym pospolity błąd ortograficzny. W każdym razie, jeśli "rzaba" będzie takiej wagi jak "bóg", to tak właśnie będę pisał:) Odpowiedz Link Zgłoś
yogisia Re: do sir freda o logice słów kilka 28.02.07, 09:55 Dobre :))) Otóż przyjmuję drugi argument - to mianowicie, że światopogląd narzuca Ci nieprzestrzeganie reguł (w tym wypadku językowych). Natomiast pierwsze zadanie pokazuje Twój relatywizm :)) A skoro stosujesz go w tak drobnej kwestii jak ortografia - cóż dopiero w sferze religii? Ubawiłam się szczerze :) Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: do sir freda o logice słów kilka 28.02.07, 10:35 W momencie gdzie reguły są takie jakie są z powodów ideologicznych, nie mam zastrzeżeń przed ich łamaniem. Nie jestem robotem, postępuję w zgodzie z własnym osądem. To też jest coś co mnie mierzi w religii, produkuje roboty. Prawda jest przecież znana, bo objawiona. Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Odniesiecie się wprost do moich postów o religii? 26.02.07, 20:09 >I jeszcze refleksja ogólna do wszystkich dyskutantów: skąd w Waszych postach >tyle negatywnych mysli i emocji? Zauważam to nie po raz pierwszy na forum >gazetowym. Dlaczego? Coś mi się widzi, że owe "negatywne myśli i emocje" skopiowałaś z postu yrzyka?:) (Zwrot przypomina nieco "myślozbrodnię" z "Roku 1984" Orwella) Przyszło wam do głowy, że to dobry chwyt retoryczny, który pozwoli wam odzyskać wizerunek "prześladowanych bez powodu"? Cóż, powiem tylko, że taki cudaczny i sztywny sposób mówienia o rzeczywistości cechuje język wszystkich sekt, gdy mówią o swoich krytykach:) Jest to przy tym mówienie całkowicie umowne (w standartowych postach obrońców religii jest o tyle więcej agresji, że świątobliwe załamywanie rąk nad "prześladowcami wyglada ze strony religijnej nieco teatralnie:). Umowność taka cechuje opisy rzeczywistości dokonywane z perspektywy języka totalitarnego (wspomniana "myślozbrodnia" się kłania:) A tak w ogóle to, co jeszcze zrobicie, by uniknąć gry w otwarte karty i ustosunkowania się wprost do mocnych postów, w których zaprosiłem was do zasadniczej dyskusji na temat prawdziwego charakteru waszej religii? Odczekaliście parę godzin (wątek wisi od rana na czołówce GW!), by uniknąć rozmowy z "psychicznym", wypełnionym "negatywnymi myślami i emocjami" nickiem3 ?:) Czy wolicie obrać drogę dawania wszystkim do zrozumienia, że nie możecie rozmawiać z aż takim "bluźniercą"?:) Odpowiedz Link Zgłoś
wojtek_2000 Bóg świeci przez przepalone żarówki 26.02.07, 22:20 > A tak w ogóle to, co jeszcze zrobicie, by uniknąć gry w otwarte karty i > ustosunkowania się wprost do mocnych postów, w których zaprosiłem was do > zasadniczej dyskusji na temat prawdziwego charakteru waszej religii? To chyba bardzo prosto uzasadnić. Był kiedyś taki wstępniak w Ozonie, gdzie Górny pisał o byłym prezydencie Włoch, Oskarze Luigi Scalfaro, który szczególnie lubił modlić się przy grobie Papieża Aleksandra VI. Na pytanie, dlaczego nie robi tego przy grobach bardziej świątobliwych mężów, odpowiadał, że Aleksander VI jest dla niego dowodem na to, że "Bóg świeci przez przepalone żarówki". Już Ci kiedyś o tym pisałem, że wszelkiego typu organizacje, zakładane m.in. przez utopijnych (nierzadko uczciwych i szlachetnych) idealistów, po stosunkowo niedługim czasie - powiedzmy, po kilkudziesięciu latach - upadały z hukiem, wyradzały się, a często wręcz przeradzały w struktury czysto patologiczne, by z tym większym impetem zakończyć swoje istnienie. Popatrz też na tych, którzy odłączyli się od Kościoła, choćby w czasie Reformacji; jest ich teraz pewnie parę tysięcy różnych odłamów, często ze sobą skłóconych. Kościół był, jest i będzie społecznością grzeszników - już od blisko dwóch tysięcy lat. A jednak mimo różnego rodzaju nadużyć ludzi Kościoła, czyli wiernych (w tym moich własnych), on ciągle trwa i odradza się; ciągle jest w nim ogromna większość wspaniałych ludzi, często anonimowych, którzy autentycznie kochają Boga i bliźniego. To właśnie słabość wszystkich bez wyjątku ludzi Kościoła - wiernych, w tym moja osobista słabość, jest dla mnie dowodem jego autentyczności; skoro bowiem słabość ludzka nieustannie dąży do pogrążenia i upadku Kościoła, a On przez tych dwa tysiące lat ciągle istnieje - i to w dobrym stanie i kondycji, więc musi być Ktoś, kto Kościół nieustannie umacnia i odradza do nowego życia; tym kimś jest Jezus Chrystus. I tyle. Paradoksalnie, słabość Kościoła jest jego siłą; proponuję przeczytać list Papieża św. Grzegorza Wielkiego, który napisał on do przyjaciela zaraz po swoim niespodziewanym wyborze na Stolicę Piotrową; do tych treści zresztą nawiązywał Benedykt XVI w niektórych swoich przemówieniach na początku pontyfikatu, i na krótko przed wyborem. Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: Bóg świeci przez przepalone żarówki 27.02.07, 00:08 Ciekawe rozumowanie. Wniosek z tego, że wszystkie religie, które istnieją około 2 tysięcy lat, są prawdziwe. Tylko jak je ze sobą pogodzić? Odpowiedz Link Zgłoś
wojtek_2000 Re: Bóg świeci przez przepalone żarówki 27.02.07, 00:15 > Wniosek z tego, że wszystkie religie, które istnieją około 2 tysięcy lat, są > prawdziwe. Tylko jak je ze sobą pogodzić? Wiele religii ma w sobie jakieś ziarna prawdy; odnosi się to generalnie do religii monoteistycznych, w tym również do islamu. Taka jest zresztą oficjalna nauka KK (Nostra Aetate). Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: Bóg świeci przez przepalone żarówki 27.02.07, 00:25 No oczywiście, przecież przez tyle wieków, można wypracować jakiś w miarę wspólny mianownik. Gdyby jednak którakolwiek z nich miała być prawdziwa, lub prawdziwe były wszystkie, to po co miałyby być one wszystkie? Gdyby we wszystkich kulturach powstała jedna religia jakimż mocnym dowodem byłoby to jej prawdziwości... A szukanie podobieństw i dowodzenie, że bóg jest jeden tylko religii wiele, jakoś tak mało jest przekonujące. Jak to mawiają: dla chcącego nic trudnego, tak więc dla wierzącego nic trudnego w takim interpretowaniu wszystkiego byle tylko pasowało do obranej wizji. Tam gdzie mowa o mistycyzmie i rzeczach nieudowadnialnych, można skonstruować dowolne rozumowanie na poparcie swej tezy. Co nie dowodzi jeszcze ich trafności. Poza tym trudno nie znaleźć pewnych podobieństw we wszystkich religiach, z politeistycznymi włącznie, w końcu wszystkie zrodziła ta sama potrzeba. Potrzeba zrozumienia tego co niepojęte i ukojenia lęku przed śmiercią. Odpowiedz Link Zgłoś
wojtek_2000 Re: Bóg świeci przez przepalone żarówki 27.02.07, 00:54 > Gdyby we > wszystkich kulturach powstała jedna religia jakimż mocnym dowodem byłoby to jej > prawdziwości... Można próbować dowodzić, że to jednak w szeroko pojętej kulturze judeochrześcijańskiej (wiem, że nie jest to dobre określenie, ale go roboczo użyję) powstała cywilizacja, z której osiągnięć korzysta cały świat. > Jak to mawiają: dla chcącego > nic trudnego, tak więc dla wierzącego nic trudnego w takim interpretowaniu > wszystkiego byle tylko pasowało do obranej wizji. Jeśli przyjmiemy arystotelesowski podział na substancję i jej przypadłości (akcydensy), to można by powiedzieć, że kwestie wiary odnoszą się do substancji, zaś przynajmniej cześć z argumentów, których możemy używać, ma charakter akcydentalny; dlatego nie jest tak łatwo słowami udowodnić wiarę w Boga, w Chrystusa i w Kościół. > Tam gdzie mowa o mistycyzmie i rzeczach nieudowadnialnych, można skonstruować > dowolne rozumowanie na poparcie swej tezy. Co nie dowodzi jeszcze ich trafności Owszem, ale zawsze można zwracać uwagę na spójność, powiedzmy, paradygmatu, czyli używać kryteriów rozumu. Natomiast, oczywiście nie można metodami akcydentalnymi opisać rzeczywistości substancjalnej. > Potrzeba zrozumienia tego co niepojęte Filozofia przyrody, traktowana z chrześcijańskiego punktu widzenia, unika pochopnego angażowania teologii do wytłumaczenia tego, co niepojęte; oczywiście, nie piszę tu o potrzebach psychologicznych, bo to zupełnie co innego. Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: Bóg świeci przez przepalone żarówki 27.02.07, 01:15 Hmmm. Jeśli jeszcze przyjrzeć się metodom owej cywilizacji jedeochrześcijańskiej, to powodów do dumy jakoś ubywa... Sporo chyba też zawdzięczamy orientowi, któregoż to przedstawiciele znowu wysuwają się na czoło pochodu naszej rasy. Czy będzie to oznaczało, że taoizm jest prawdziwszy? Wiara nie potrzebuje dowodów. Byłaby wiedzą, a nie wiarą. Dla mnie po prostu pewne rzeczy są zbyt nieprawdopodobne żebym mógł je uznać za prawdziwe. Do zagadnień takich zalicza się między innymi chrześcijański stwórca. Jest to dla mnie tak niespójna wizja, wręcz karykaturalna, że prawie odruchowo ją odrzucam. Z zasady też nie godzę się na czczenie czegokolwiek. Zresztą najwyższy w tej religii ma charakter mocno opresyjny, jakby nie lawirować, na uosobienie miłości, to on mi nie wygląda. Jeśli przyjmuję założenie, że ów byt stworzył wszechświat, w tym nas, w jakimś celu(bo, że celem tego wszystkiego jest miłość, to nawet po większej ilości alkoholu, nie przychodzi mi do głowy:), to raczej nie wydaje mi się żeby ten cel miał przynieść jakieś korzyści nam. Temu bytowi, być może, lecz nie nam. Różne możliwe przesłanki przychodzą mi do głowy, ale miłość jest zawsze na ostatnim miejscu. Jakoś nie potrafię takiego rozumowania przeprowadzić, w którym to jakiś bóg tworzy wszechświat(w którym być może są miliardy cywilizacji) z miłości. Wręcz wydaje mi się to absurdalne. No chyba, że z potrzeby miłości... Ewentualnie z potrzeby miłowania. Tak czy inaczej byłoby to egoistyczne. Odpowiedz Link Zgłoś
wojtek_2000 Re: Bóg świeci przez przepalone żarówki 27.02.07, 01:29 > Hmmm. Jeśli jeszcze przyjrzeć się metodom owej cywilizacji > jedeochrześcijańskiej, to powodów do dumy jakoś ubywa... Obawiam się, że metody innych cywilizacji są nieporównanie bardziej okrutne. > Sporo chyba też > zawdzięczamy orientowi, któregoż to przedstawiciele znowu wysuwają się na czoło > pochodu naszej rasy. Proszę o konkrety; np. proporcje w przyznanych Nagrodach Nobla (wyłączywszy literaturę), zawszeć to jakieś kryterium :-) Nie bardzo wiem, co inspirował taoizm. > Wiara nie potrzebuje dowodów. Byłaby wiedzą, a nie wiarą. Nie do końca; katolicy uznają scholastyczna zasadę "fides quaerens intellectum", czyli wiara szukająca zrozumienia; wiara pozbawiona kryterium rozumu jest herezją fideizmu. > pewne rzeczy są zbyt nieprawdopodobne żebym mógł je uznać za prawdziwe. no właśnie; prawdopodobieństwo jest pojęciem z zakresu matematyki; oznacza pewną ściśle zdefiniowaną wielkość, która ma swój rozkład, gęstość, dystrybuantę, itd. Dlatego trzeba uważać przy aproksymacji tego pojęcia na dziedzinę duchowości. Co do reszty Twojego tekstu: owszem, Bóg działa zawsze ze względu na siebie, nie może mieć bowiem - niejako z definicji - żadnej innej przesłanki, przyczyny i celu działania. Dlatego też niczego mu nie przydają byty, które stwarza; a stwarza je dlatego, że chce się z nimi dzielić swoją nieskończoną miłością. Ale wiem, że w to trzeba wierzyć, więc z pewnością nie przekonam Cię jakimś okrągłym zdaniem. do niczego nie są mu potrzebne Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Re: Bóg świeci przez przepalone żarówki 27.02.07, 01:48 "Dlatego też niczego mu nie przydają byty, które stwarza; a stwarza je dlatego, że chce się z nimi dzielić swoją nieskończoną miłością." Czyli, ze jednak mu sie jakos przydaja, bo inaczej nie mialby sie z kim dzielic. Niestety nie ze wszystkimi sie dzieli, wiec czesc (wiekszosc) stworzyl tylko po to, zeby ich skazac na wieczne meki. Wielkie dzieki za taka nieskonczona milosc. Nietzsche twierdzil, ze nawet jakby ten bog chrzescijanski rzeczywiscie istnial, to nalezaloby go odrzucic. Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: Bóg świeci przez przepalone żarówki 27.02.07, 01:50 No przekonać mnie nie możesz, bo świat nie jest obrazem miłości, ale miejscem walki o przeżycie. Co do tego czy bóg w jakiego wierzysz, działa tylko ze względu na siebie, wiedzieć nie możesz. W zasadzie nic nie wyklucza, że jest ich wielu. Jeśli jednak przychylić się do teorii o "rozdawnictwu" miłości, to jakoś niespecjalnie chyba jest skuteczny... Nie czuję się epatowany bożą miłością. A jeśli to uznajemy za jego cel, to znaczy, że zawiódł. Oczywiście możemy stwierdzić, że z mojej winy, bo tą domniemaną miłość odrzucam, ale to wykręcanie kota ogonem. Skoro stworzył mnie by móc mnie nasycić swą miłością... Przepraszam, ale to po prostu jest w moim odczuciu głupie. Tak czy inaczej, w osobie boga dalej mamy właściciela, a we mnie krew się burzy na taką możliwość. P.S. Pisząc o prawdopodobieństwie, miałem na myśli potoczne znaczenie tego słowa. Nie miałem zamiaru chwytać za ołówek i wyliczać prawdopodobieństwa istnienia bogów... Chyba trochę przesadzasz, w przywiązaniu do formy. Odpowiedz Link Zgłoś
wojtek_2000 Re: Bóg świeci przez przepalone żarówki 27.02.07, 02:05 oczywiście tu już trudno mi argumentować; szanuję Twoje uwagi, choć ich nie podzielam. A co do prawdopodobieństwa, to chodziło mi o to, że pewne pojęcia i nawyki myślowo-osobowościowe są kształtowane przez nasze doświadczenie życiowe. Tak też jest z pojęciem prawdopodobieństwa; wystarczy jednak nieco wyjść poza dziedzinę codziennej zmysłowej percepcji, aby przekonać się, że wiele zjawisk zupełnie nie odpowiada ludzkiej intuicji. Chodzi mi tu przede wszystkim o mechanikę kwantową, również o teorię względności. Ale to oczywiście dyskusja już na nieco inny temat, i inną okazję. Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: Bóg świeci przez przepalone żarówki 27.02.07, 02:20 W tym właśnie rzecz; prawidła wszechrzeczy są tak bezdusznie doskonałe, że nie ma tu miejsca na miłość. Zresztą jak mogą istnieć uczucia bez ich podmiotu? A zatem jak jakikolwiek bóg mógł być miłością, zanim stworzył sobie ludzi? Teoria trójjedności? No ale wtedy nie potrzebowałby już tworzyć... Tak można do... Długo w każdym razie:) Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Re: Bóg świeci przez przepalone żarówki 27.02.07, 13:17 "Zresztą jak mogą istnieć uczucia bez ich podmiotu? A > zatem jak jakikolwiek bóg mógł być miłością, zanim stworzył sobie ludzi? " Rzecz w tym, ze chrzescijanscy apologeci uzywaja slow "milosc", "prawda", "wolnosc" w mglistym i innym niz w powszechnie przyjetym znaczeniu. Mogliby to sobie nazwac inaczej, zeby uniknac nieporozumien ale wtedy nie mogliby zerowac na pozytywnej konotacji tych slow. Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: Bóg świeci przez przepalone żarówki 27.02.07, 23:05 Ile by piany nie nabić nad tym wszystkim, dla mnie jedno jest jasne, nie może być dobra istota, która tworzy sobie zabawki, bo niczym innym są ludzie w religiach judaistycznych. Nikt mi nie wmówi, że Jahwe nie ma roszczeniowego stosunku do człowieka. Wszystkie rozumowania wykładające jaką to ofiarę złożył ze swego syna(który jest nim samym) są tak mętne dla mnie, że zupełnie nieprzekonujące. Trzeba naprawdę gorąco chcieć być o tym przekonanym, żeby móc uznawać to wszystko za wiarygodne. Ponad wszystko nie mam zamiaru być niczyim czcicielem. Cenię sobie swoją wolność, nawet jeśli jest pozorna. Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 "Święty Kościół grzesznych ludzi"? 27.02.07, 00:09 Nie, nie da się całej krytyki chrześcijaństwa przedstawić jako zbioru złośliwych zarzutów typu "księża mają kochanki i mercedesy". Moje zarzuty (przyznaję dość jeszcze ogólne - miałem nadzieję je skonkretyzować w sporze, do ktorego nie doszło) dotyczyły samej duchowości chrześcijańskiej. Tam właśnie, gdzie ona nie jest przytłumiona "ludzką słabością" lecz realizowana konsekwentnie. Twierdzę, że destruktywny dla psychiki jednostek i społeczeństw jest sam rdzeń nauki kościelnej (a nawet Nowego Testamentu!). Wiela by gadać. Niestety nie mam tak wiele czasu, jak sądzi yogisia. Ale jeśli jesteś gotów do rzetelnej dyskusji, na pewno jeszcze się na forum spotkamy. Wierzę, że nawet w takiej kwestii można racjonalnie rozmawiać. Nie jestem waszym wrogiem. Uważam tylko, że chrześcijaństwo w postaci, którą znamy dotychczas, fatalnie okalecza człowieka. Odpowiedz Link Zgłoś
wojtek_2000 Re: "Święty Kościół grzesznych ludzi"? 27.02.07, 00:33 > Tam właśnie, gdzie ona nie jest przytłumiona "ludzką słabością" lecz > realizowana konsekwentnie. > Twierdzę, że destruktywny dla psychiki jednostek i społeczeństw jest sam rdzeń > nauki kościelnej (a nawet Nowego Testamentu!). Ta słabość jest w zasadzie immanentna, i wynika z samej natury ludzkiej. Tam, gdzie człowiek zaczyna próbować sam się zbawić, np. przy użyciu jakiejś "konsekwentnie realizowanej" techniki, tam kończy się chrześcijaństwo. Zasadnicza dla chrześcijaństwa relacja syn-Ojciec, czy raczej dzieci-Ojciec zawsze zakłada dziecięcą słabość tych pierwszych. To heglowska karykatura, która wypacza tę relację do stosunku niewolnik-pan, jest faktycznie destrukcyjna dla jednostek i społeczeństw, ale nie samo chrześcijaństwo; to moje zdanie w tejże kwestii. > Wiela by gadać. Niestety nie mam tak wiele czasu, i tu sie zgadzamy :-) > Wierzę, że nawet w takiej kwestii można racjonalnie rozmawiać. o, i tu też; aż czuję niepokój. > Uważam tylko, że chrześcijaństwo w postaci, którą znamy dotychczas, fatalnie > okalecza człowieka. Może za mało je znasz? Może powinieneś trochę popraktykować? Co? Może u dominikanów? Ja w każdymś razie nie czuję się okaleczony; i paru innych chrześcijan, których znam, takoż. Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: "Święty Kościół grzesznych ludzi"? 27.02.07, 00:50 Czy zatem jesteś zwolennikiem alegoryzaji ST? Bo jeśli traktować dosłownie historię takiego potopu chociażby, to bardzo surowy ojciec. Nie życzę nikomu takiego, wychowa same potworki. Nawet jeśli to tylko alegoria, to chyba coś ma na celu. Zresztą surowa natura tego ojcostwa często znajduje odzwierciedlenie w biblii. Ja to widzę właśnie jako relację: niewolnik i właściciel. Nakaz posłuszeństwa, przestroga przed nieposłuszeństwem, groźba kary, obietnica nagrody za posłuszeństwo. Mało partnerski układ, nieprawdaż? Żeby chociaż było dane nam wiedzieć po co to wszystko, bo przecież dobrze się robi coś, co ma sens, zwłaszcza jeśli z tym sensem się zgadzamy. No i jeśli się czegoś od kogoś wymaga, uczciwie by było mu wytłumaczyć o co chodzi. Tymczasem stwórca zdaje się uważać nas za potomstwo nieco upośledzone, albo jakieś trudności komunikacyjne występują. Odpowiedz Link Zgłoś
wojtek_2000 Re: "Święty Kościół grzesznych ludzi"? 27.02.07, 01:11 > Czy zatem jesteś zwolennikiem alegoryzaji ST? Bo jeśli traktować dosłownie > historię takiego potopu chociażby, to bardzo surowy ojciec. Pius XII w encyklice Humani Generis z 1950 roku pisze wyraźnie, że pierwszych XI rozdziałów Księgi Rodzaju nie należy traktować całkowicie dosłownie. Zresztą jest to prawda obecna od zawsze w KK, wystarczy znać trochę pisma św. Augustyna. Fundamentalizm biblijny nigdy nie był doktryną katolicką, tylko był rozwijany przez protestantów (por. kościół prezbiterialny i jego słynna deklaracja). Woda stojąca (jeziora, morze, ocean, itd.) w ST często symbolizuje grzech (por. liczne Psalmy); a człowieka z tej otchłani zła wyciąga za rękę Chrystus (tak jak Piotra w Ewangelii). Warto też pamiętać, że w ST Bóg jest pojmowany jako pierwsza przyczyna wszystkiego; chodzi jednak o to, że Bóg dopuszcza zło (którego nie pragnie), gdyż szanuje wolny wybór woli ludzkiej; sama wola istot rozumnych jest dobra, ale może prowadzić do złych wyborów. To jest temat na długi tekst, ale powstrzymam się z racji późnej pory. > Tymczasem stwórca zdaje się uważać nas za potomstwo nieco upośledzone, albo > jakieś trudności komunikacyjne występują. Niecierpliwość poznawcza :-) Bóg szanuje wolną wolę człowieka, i dlatego nie chce go niejako przytłoczyć, czy przymusić swoją epifanią. Ja się z Tobą nie zgodzę, bo wierzę, że "tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne". I tyle. A miłość Boga możesz dostrzec wszędzie, zwłaszcza w innym człowieku. Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Na "Dominikanów" mnie nie weźmiesz:) Znam ich:) 27.02.07, 01:16 Jednego nawet cenię. Bartosia. Odpowiedz Link Zgłoś
wojtek_2000 Re: Na "Dominikanów" mnie nie weźmiesz:) Znam ich 27.02.07, 01:32 nie masz-że go już tam; poszedł w świat :-) Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: "Święty Kościół grzesznych ludzi"? 27.02.07, 01:30 No jak Pius pisze, być znaczy tak jest :) Zapewne jesteś obeznany z pomysłami Freuda. To co piszesz o symbolice jako żywo przypomina mi dzieła Zygmunta. Bardzo to wygodne trzeba przyznać. Stawiam więc tezę, że syn boży był tylko alegorycznym wezwaniem ludzi do wolnej miłości. Popracuję nad nią kilka lat, tak by była odpowiednią sofistyką obudowana:) A w dawniejszych czasach częste epifanie jakoś mu nie przeszkadzały, ciekawe;) Teraz jesteśmy delikatniejsi? No teraz poważnie; jeśli mówi się "a" trzeba powiedzieć "b". A to znaczy, że jeśli sobie robisz z kogoś swe narzędzie, to nie wmawiaj mu, że ma jakąś wolną wolę(bo jedno wyklucza drugie), miej przynajmniej tyle przyzwoitości żeby "objawić" mu swe zamiary. Jeśli zgodzi się z Tobą współpracować, to wspaniale, może nawet Cię pokocha jeśli będziesz na to zasługiwał. Nie w odwrotnej kolejności. Niestety spora część ludzi nie jest obrazem żadnej miłości... To co widzę dobrego w ludziach, nie wydaje mi się mieć czegokolwiek wspólnego z żadnymi bogami, a jedynie wynika z naszej natury. Podobnie jak to co złe. Odpowiedz Link Zgłoś
wojtek_2000 Re: "Święty Kościół grzesznych ludzi"? 27.02.07, 01:47 > No jak Pius pisze, być znaczy tak jest :) chodzi mi o to, że wysuwane wobec KK zarzuty o fundamentalizm biblijny są nierzetelne i wynikają z niewiedzy. Dlatego trzeba wiele się uczyć, żeby wiedzieć, jak stawiać zarzuty; inaczej może się okazać, że polemizuje się jedynie ze stworzonym przez siebie mirażem rzeczywistości. Oto cytat z rzeczonej Encykliki: "[...]jedenaście pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju nie odpowiada całkowicie metodom pisarstwa historycznego używanym przez naczelnych historiografów greckich i łacińskich, lub historyków naszych czasów, należą mimo to jednak do rodzaju literackiego historycznego w pewnym sensie, który zresztą egzegeci powinni głębiej zbadać i określić. Rozdziały te, w stylu prostym i obrazowym, przystosowanym do umysłowości narodu, stojącego jeszcze na niskim stopniu cywilizacji, podają zasadnicze prawdy, na których się opierają nasze możliwości zdobycia zbawienia wiecznego, jak również zawierają popularny opis początków rodzaju ludzkiego i narodu wybranego." > A w dawniejszych czasach częste epifanie jakoś mu nie przeszkadzały, ciekawe;) O jakich epifaniach mówisz? My wierzymy, że epifania Boga w Osobie Chrystusa miała charakter ostateczny; m.in. dlatego Kościół z taką ostrożnością odnosi się do różnych "prywatnych objawień", o czym zresztą jest w tekście o betankach. Zamiary Boga też są dokładnie znane: chce, żebyś był zbawiony, czyli szczęśliwy. Ale - że znów przywołam Arystotelesa - chodzi o szczęście substancjalne, a nie przypadłościowe. Zarzucasz Bogu egocentryzm, natomiast wydaje mi się, że sam go wykazujesz; to Ty chciałbyś stawiać Bogu swoje warunki. "Trudna jest ta mowa; któż jej może słuchać"; nihil novi sub sole. Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Re: "Święty Kościół grzesznych ludzi"? 27.02.07, 01:54 "chodzi mi o to, że wysuwane wobec KK zarzuty o fundamentalizm biblijny są > nierzetelne i wynikają z niewiedzy. Dlatego trzeba wiele się uczyć, żeby > wiedzieć, jak stawiać zarzuty; inaczej może się okazać, że polemizuje się > jedynie ze stworzonym przez siebie mirażem rzeczywistości." Akurat takich zarzutow, to nikt specjalnie KK nie stawia. Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: "Święty Kościół grzesznych ludzi"? 27.02.07, 02:01 Właśnie o to mi chodzi; wygodnie jest uznać pewne kwestie za przypowieść, alegorię itp. Jednak w przypadku wielu innych kwestii, zwłaszcza nakazów dotyczących moralności, tkwić dalej w ST. Na jakiej podstawie uważacie, że objawienie w postaci Jezusa było ostatnim? Może jeszcze wiele takich ma być...? Chce żebym był zbawiony? Zbawiony od czego? Od potępienia wiecznego? A któż miałby mnie potępić? Odpowiedz Link Zgłoś
wojtek_2000 Re: "Święty Kościół grzesznych ludzi"? 27.02.07, 02:11 > Właśnie o to mi chodzi; wygodnie jest uznać pewne kwestie za przypowieść, > alegorię itp. Tam jest wyraźnie napisane, że teksty biblijne powstawały w pewnych ściśle określonych okolicznościach, i tych okoliczności nie można lekceważyć, tylko je uwzględniać przy egzegezie. > Na jakiej podstawie uważacie, że objawienie w postaci Jezusa było ostatnim? Bo nie ma już nic więcej do dodania... chodzi o to, że człowiek i cały świat został ostatecznie zbawiony przez Chrystusa. > Chce żebym był zbawiony? Zbawiony od czego? Od potępienia wiecznego? A któż > miałby mnie potępić? od grzechu, od zła, od siebie samego w całkowitej izolacji ontologicznej > A któż miałby mnie potępić? w zasadzie Ty sam Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: "Święty Kościół grzesznych ludzi"? 27.02.07, 02:22 To wystarczyło mnie nie tworzyć, bym nie mógł się potępić... Skoro stworzył mnie ze swojej potrzeby, niech weźmie za to odpowiedzialność i się teraz męczy ze swym dziełem. Niezależnie od okoliczności i stawianego przez dzieło oporu. Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 01:35 "Bóg szanuje wolną wolę człowieka, i dlatego nie chce go niejako przytłoczyć, czy przymusić swoją epifanią." Bog tak szanuje wolna wole czlowieka, ze posyla tych wszystkich na wieczne meki, ktorzy z tej wolnosci skorzystaja nie po jego mysli. Ten kotlet nie bedzie bardziej strawny po tysiacznym odgrzaniu. Odpowiedz Link Zgłoś
wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 01:57 > ze posyla tych wszystkich na wieczne meki > ktorzy z tej wolnosci skorzystaja nie po jego mysli. właśnie nie - wcale nie posyła; oni DEFINITYWNIE nie chcą być z Bogiem, a On niejako ratyfikuje ten ich wybór. Piekło to z definicji bycie poza Bogiem - to jest ta główna męka, o której piszesz, bo człowiek stworzony przez Boga jest po prostu poza Nim ontologicznie wyobcowany. Ale wybór jest, i warto wziąć za niego odpowiedzialność. Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 02:08 wojtek_2000 napisał: > > ze posyla tych wszystkich na wieczne meki > > ktorzy z tej wolnosci skorzystaja nie po jego mysli. > > właśnie nie - wcale nie posyła; oni DEFINITYWNIE nie chcą być z Bogiem, a On > niejako ratyfikuje ten ich wybór. Piekło to z definicji bycie poza Bogiem - to > jest ta główna męka, o której piszesz, bo człowiek stworzony przez Boga jest po > prostu poza Nim ontologicznie wyobcowany. Ale wybór jest, i warto wziąć za nieg > o > odpowiedzialność. To jest pusta rabulistyka typu "zlo nie ma samodzielego statusu ontologicznego, jest tylko brakiem dobra". To sa wykrety. I co to jest to "ontologiczne wyobcowanie"? W gruncie rzeczy nic innego niz stare, dobre gotowanie w smole. Tyle mniej obrazowo nazwane. Odpowiedz Link Zgłoś
wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 02:16 > To jest pusta rabulistyka typu "zlo nie ma samodzielego statusu ontologicznego, > jest tylko brakiem dobra". tak uważam, jako stary tomista. > I co to jest to "ontologiczne wyobcowanie"? pozbawienie bytu, samoistności istnienia; bardzo bolesne - gorzej niż w ogóle sie nie narodzić; smoła przy tym to kluski z mlekiem (do wyboru: chleb z masłem) :-) Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 02:26 Co to jest "samoistność istnienia" i czemu jej brak jest bolesny? Odpowiedz Link Zgłoś
wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 02:34 raczej samoistność bytu powinno być; brak boli - brak jakiegoś zmysłu, narządu ruchu, itd.- boli w sensie, że go brakuje. To właśnie tak rozumiany brak jest złem, według klasycznej definicji. A brak bytu to pozbawienie samej osnowy swojego istnienia. Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 02:39 Czyli nieistnienie. To nie może boleć, ponieważ nie ma żadnego ośrodka zdolnego ów ból odczuwać. Nie boli brak czegoś, czego nie jesteś świadom. Zwłaszcza jeśli w ogóle nie jesteś świadom:) Odpowiedz Link Zgłoś
wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 02:48 > Czyli nieistnienie. właśnie nie; jeśli już, to pod-istnienie, czyli poniżej poziomu nieistnienia. Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 02:55 Czyli co? Życie ujemne? To już brzmi niedorzecznie. Odpowiedz Link Zgłoś
wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 02:58 > Czyli co? Życie ujemne? To już brzmi niedorzecznie. dobrze to ująłeś; piekło jest faktycznie stanem niedorzecznym, bo sens jest w Bogu. Widzę, że po połowie nocy dochodzimy do dobrych konkluzji :-) Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 03:12 Nie mogę się z Tobą zgodzić. Dla mnie równie niedorzeczny jest bóg. Nawet bardziej. A wszechświat nie ma sensu. Sens to takie coś co my usilnie próbujemy w tym wszystkim dostrzec, podczas gdy tak naprawdę nie jest to do niczego potrzebne. Bo jeśli nawet uznać za prawdziwe to co piszesz o miłości stwórcy, to to też jest bez sensu. Tak sobie ten bóg istnieje, tworzy byty by je kochać, część ocala przed potępieniem, część na nie skazuje... I co z tego? Jaki to ma niby sens? Żaden, a i znaczenie żadne. Wygląda wręcz na zabawę wszechmocnego dziecka. Dlatego z taką wizją boga zgodzić się nie mogę. Odpowiedz Link Zgłoś
wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 03:22 z definicją sensu, której używasz, trudno jest dyskutować. Dla mnie sens jest czymś, o czym pisałem w tych postach: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=47433936&a=47485180 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=47433936&a=47478147 sorry, że się odwołuję do siebie samego (nieomalże jak jeden z ojców rodzimej endecji). Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 03:38 Encyklika JPII nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia, pod pozorem rozumności wtłacza jednak wiernym prostą "prawdę" nauka tak i rozum tak, ale to my KK jesteśmy jedynym odbiorcą prawdy objawionej, przez pryzmat, której wszystko trzeba postrzegać. Tym samym przeczy swemu sensowi:) Wracając do samego sensu... Dla mnie sens jest jakimś celem, potrzebą czy powodem działań czy istnienia. Po to żeby widzieć taki sens, wymyślamy bogów i tworzymy różne systemy filozoficzne. Jednak to nasza potrzeba wynikająca z naszej konstrukcji. Tymczasem do istnienia nie jest potrzebny żaden sens. Ani żaden bóg, ani nawet Bóg. To wszystko po prostu jest... Jak nie istnieliśmy przed urodzeniem, tak nie będziemy istnieć po śmierci... Nic prostszego... Tymczasem pozdrawiam, czas spać. Odpowiedz Link Zgłoś
wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 03:41 > Encyklika JPII nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia, na mnie owszem, jest piękna. > Tymczasem pozdrawiam, czas spać. Ja również, wszystkiego dobrego. Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 02:41 wojtek_2000 napisał: > raczej samoistność bytu powinno być; brak boli - brak jakiegoś zmysłu, narządu > ruchu, itd.- boli w sensie, że go brakuje. To właśnie tak rozumiany brak jest > złem, według klasycznej definicji. A brak bytu to pozbawienie samej osnowy > swojego istnienia. Ta klasyczna definicja to pewnie od Augustyna. Wojtek, czy ty naprawde nie zauwazasz, ze ty (podobnie jak od tysiacleci rzesze chrzescijanskich apologetow), nic nie wyjasniasz a tylko sprawy ladnie nazywasz? Sprzecznosci przez to nie znikaja, zamiatane sa tylko pod semantyczny dywan. Odpowiedz Link Zgłoś
wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 02:52 > Ta klasyczna definicja to pewnie od Augustyna. raczej św. Tomasza. > nic nie wyjasniasz a tylko sprawy ladnie nazywasz? spójny system jest ważny; człowiek zawsze dąży do pokonania dysonansu poznawczego w dowolnej dziedzinie :-) A co chciałbyś mieć wyjaśnione? W dyskusji nt. eschatologii nie mogę odwołać się do osobistych doświadczeń, a na szerokie ujęcie, poparte odpowiednim aparatem ani tu czas, ani miejsce. > Sprzecznosci przez to nie znikaja, zamiatane sa tylko pod semantyczny dywan. tu się nie zgadzamy Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 03:02 "> > Ta klasyczna definicja to pewnie od Augustyna. > > raczej św. Tomasza." Juz Agustyn utrzymywal, ze zlo nie ma samodzielnego ontologicznego statusu i jest brakiem dobra. A tak naprawde, to to jest koncepcja neoplatonska, wiec pewnie od Plotyna. "> spójny system jest ważny; człowiek zawsze dąży do pokonania dysonansu > poznawczego w dowolnej dziedzinie :-)" Spojnego systemu nie zbuduje sie przez mnozenie semantycznych bytow. Odpowiedz Link Zgłoś
wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 03:06 > Juz Agustyn utrzymywal, ze zlo nie ma samodzielnego ontologicznego statusu i > jest brakiem dobra. > A tak naprawde, to to jest koncepcja neoplatonska, wiec pewnie od Plotyna. Oczywiście, jasne; przecież św. Tomasz nie wszystko sam wymyślił :-) > Spojnego systemu nie zbuduje sie przez mnozenie semantycznych bytow. tu się akurat zgadzamy; ja jednak nie jestem ani filozofem, ani semantykiem; wszechświat opisują de facto liczby raczej, niż pojęcia. I tyle na ten temat. Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 02:10 Też mi wybór. A co z tymi, którzy z różnych powodów nie mieli szansy zapoznać się z naukami jego awatara, jakim był Jezus? A jest jakaś szansa żeby się rozmyślić i zostać przygarniętym po załóżmy 1000 lat w piekle? Przecież życie jest takie krótkie, a wybór na wieczność? Żeby przyjmować odpowiedzialność za taki wybór, trzeba być co najmniej wszechwiedzącym. Podsumowywując: zostałem stworzony, żeby być epatowanym bożą miłością. Jeśli jednak mój stwórca mi się nie podoba, uważam go za tyrana etc, on łaskawie wyrzuci mnie poza zasięg swej miłości. Słowem, nie spełniam oczekiwań więc nie jestem dłużej potrzebny. Odpowiedz Link Zgłoś
wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 02:28 > A co z tymi, którzy z różnych powodów nie mieli szansy zapoznać się z naukami > jego awatara, jakim był Jezus? Jeśli żyją z zgodzie z własnym sumieniem, to oczywiście będą zbawieni; tak zawsze twierdził KK; masz to zresztą w wielu miejscach NT, np. w Liście do Rzymian. > A jest jakaś szansa żeby się rozmyślić i zostać przygarniętym po załóżmy 1000 > lat w piekle? Problem polega na tym, że czas jest związany z rzeczywistością akcydentalną; to w czasie dokonują się akty wolnych wyborów człowieka; po każdej możliwości decyzyjnej pojawia się kolejne "drzewo" decyzyjne, i tak dalej. To oznacza, że entropia wszechświata musi rosnąć, a skutek tego jest prozaiczny - starzenie się :-) Jednak po śmierci nie ma czasu, jest rzeczywistość pozaczasowa; więc nie ma KIEDY zmienić zdania. > Żeby przyjmować odpowiedzialność za taki wybór, trzeba być co najmniej > wszechwiedzącym. Dobrześ powiedział; dlatego jest powiedziane, żeby nie sądzić nikogo. A wybór - ten ostateczny - jest dokonywany w chwili śmierci, czy zaraz po niej, gdy człowiek widzi właśnie wszystko o sobie. De facto to oczywiście Chrystus go sądzi, ale kryteria w tym momencie są jasne. Ale teraz nigdy nie możesz powiedzieć o sobie, ile w tym, co robisz, jest Twojej wolnej woli, a ile jakichś innych, choćby psychologicznych mechanizmów i uwarunkowań. Ale to nie znaczy, żeby sobie całkiem odpuścić. > Podsumowywując: zostałem stworzony, żeby być epatowanym bożą miłością. Jeśli > jednak mój stwórca mi się nie podoba, uważam go za tyrana etc, on łaskawie > wyrzuci mnie poza zasięg swej miłości. Nie, czeka na Ciebie, czasem wychodzi, żeby być bliżej Ciebie, żebyś mógł go zauważyć. Nigdy jednak się nie narzuca. Nigdy też nie jest tak, że nie spełniłeś jakichś oczekiwań. Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 02:37 Pomińmy wiarygodność NT, bo na czymś przecież trzeba się opierać w dyskusji... Ja żyję zazwyczaj w zgodzie z własnym sumieniem, ale z bogiem z Twojej wizji nie zgadzam się ani na jotę. Czy zatem czeka mnie zbawienie czy potępienie? Jeśli czas nie będzie istniał w raju, nie będziemy ani istnieć, ani odczuwać, ani myśleć. Cóż to w ogóle ma być, owa rzeczywistość pozaczasowa? Nie narzuca się powiadasz? No nie wiem... W osobie Jezusa się narzucił. Stawiając ultimatum pt: uwierz we mnie, bo nie będziesz zbawiony, też się chyba narzuca... Odpowiedz Link Zgłoś
wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 02:46 > zgadzam się ani na jotę. Czy zatem czeka mnie zbawienie czy potępienie? gdzieś już napisałem, żeby nie sądzić. Sumienie może być źle ukształtowane; z pewnością są przecież bandyci, którzy nie widzą nic złego w mordowaniu, czy kradzieży. Z drugiej strony, trudno komukolwiek powiedzieć, ile w nich faktycznie wolnej woli (czyli woli i rozumu). To jednak nie powinno prowadzić do całkowitego moralnego relatywizmu; nawet tow. Stalin potrafił okazywać miłość i czułość swojej żonie... A co do czasu: brak czasu oczywiście nie wyklucza ani istnienia, ani dynamiki - najlepszym przykładem "z naszej rzeczywistości" są cząstki bezmasowe (np. fotony), dla których czas własny nie istnieje (poruszają się po zerowych liniach geodezyjnych), ale to właśnie nie oznacza braku ich istnienia, czy dynamiki. Tu znowu odwołuję się do tego, co napisałem o wąsko pojmowanym doświadczeniu zmysłowym w kontekście prawdopodobieństwa. > Stawiając ultimatum pt: uwierz we mnie, bo nie będziesz zbawiony, też > się chyba narzuca... vide tekst o sumieniu. Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 03:06 Fotony są nośnikiem światła i są bezmasowe, ale o zerowych liniach geodezyjnych po których poruszają się rzeczone fotony, muszę przyznać pierwszy raz słyszę... Dla materii nieożywionej, czas nie ma znaczenia. Podobnie jak wymiar. Podobnie jak wszystko. Dla bytów, czas ma znaczenie zasadnicze. Jesteśmy związani z jego naturą bezpośrednio. Całe nasze istnienie to ciąg przyczyn i skutków, które rozciągają się w czasie. Słowem śmiem twierdzić, że bez czasu nie ma istnienia. Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 03:07 Świadomego, zapomniałem dopisać. Odpowiedz Link Zgłoś
wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 03:18 > Fotony są nośnikiem światła i są bezmasowe, ale o zerowych liniach geodezyjnych > po których poruszają się rzeczone fotony, muszę przyznać pierwszy raz słyszę... zerowa linia geodezyjna, to definicja tego, że różniczka czasu własnego w metryce znika. > Dla materii nieożywionej, czas nie ma znaczenia. ma - ogromny; chodzi o całą termodynamikę procesów nieodwracalnych, wzrost entropii, itd. > Jesteśmy związani z jego naturą bezpośrednio. czy bardziej niż cząstki materii, z których jest zbudowane nasze ciało? > Słowem śmiem twierdzić, że bez czasu nie ma istnienia. Owszem; Bóg istnieje poza czasem; gdyby istniał w czasie, to znaczy, że byłby od czegoś zależny - od czasu, a Bóg nie może być z definicji od czegoś zależny. W czasie zaś istnieją akcydensy - energia, materia, itd. Teraz autentyczna porada: spróbuj przeczytać Wyznania św. Augustyna, od rozdziału XII - to bardzo ciekawa lektura; św. Augustyn daje tam swoją egzegezę początku Księgi Rodzaju, natury czasu, itd. Cytują go często współcześni wybitni fizycy (ciekawe, że głównie ci niewierzący), jak Steven Weinberg, czy Hawking. Czas przecież jest immanentnie związany z wszechświatem (który wszak jest czasoprzestrzenią). Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 03:25 Żeby coś miało znaczenie, trzeba świadomości. Nie miałem na myśli zależności. A poza czasem nie może istnieć żaden byt, ergo boga nie ma. Poza tym jest też zależny od nas - inaczej by nas nie tworzył. Jeśli byt doskonały coś zrobił(a swoją drogą czy można robić coś poza czasem?), to znaczy, że to musiało być zrobione. Odpowiedz Link Zgłoś
wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 03:34 Skąd wiesz, czym jest świadomość; skąd wiesz a priori, że nie może być świadomości istnienia poza czasem? To zawężająca interpretacja. > a swoją drogą czy można robić coś poza czasem? to myśmy zostali zrobieni, i widzimy to z naszej perspektywy, która jest związana z czasem; jak już napisałem kilka razy, nie powinniśmy pochopnie wyrażać sądów na temat tego, co przekracza granice naszej percepcji. Odnosi się to już do fizyki kwantowej, również relatywistycznej, gdzie wiele przewidywań, potwierdzonych przez doświadczenia, nie odpowiada zupełnie potocznej intuicji; tym bardziej należy być ostrożnym, gdy mówimy o rzeczywistości duchowej. Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 03:40 No właśnie, a jednak Ty WIESZ, że bóg istnieje, że Jezus to i tamto itd... No i że bóg to wszystko z miłości... Rzeczywistość duchowa... No dobra... Dobrej nocy w rzeczywistej rzeczywistości:) Odpowiedz Link Zgłoś
wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 03:49 raczej w to wierzę, niż wiem (choć szukam uzasadnienia rozumem), ale też uważam, że są potrzebne do spójności i "domknięcia" rzeczywistości. Wydaje mi się, że zamykanie się a priori na duchowość, czy rzeczywistość nadprzyrodzoną jest zawężającym aktem rozumu. > Dobrej nocy w rzeczywistej rzeczywistości:) Wzajemnie! Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 03:52 Toteż się nie zamykam, jednak duchowość i jej ujęcie w tej religii budzi mój sprzeciw, a wizja stwórcy często nawet odrazę. Może ja jestem dziełem Lucyfera :) Teraz to już naprawdę czas na mnie. Odpowiedz Link Zgłoś
wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 04:04 > Może ja jestem dziełem Lucyfera :) nie sądzę; raczej walczysz, zmagasz się z nieznośną lekkością istnienia; to w sumie budzi sympatię do Twojej osoby. Pamiętaj jednak, bo może się już nie zgadamy (nie sądzę, żebym tu wrócił po nocy, mam jeszcze parę innych spraw do roboty), żebyś nie zaprzestawał poszukiwań; warto walczyć i warto szukać. Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 "Dobrotliwość" Prawdy Jedynej:) 27.02.07, 21:22 wojtek_2000 napisał: > żebyś nie zaprzestawał poszukiwań; warto walczyć i warto szukać. Jak sądzisz, wojtku, dotyczy to również ciebie, czy raczej nie?:) (Przepraszam, że się wtrącam do cudzej dyskusji.) (Dla mnie takie "dobrotliwe", mentorskie rady, częste w ustach różnych "znalazców Prawdy" (np. Świadków Jehowy), są niestety "poklepywaniem po ramieniu" - próbą ustanowienia dominacji wyznawcy nad sceptykiem (dyskretnym zadeklarowaniem własnego prawa do stawiania rozmówcy zadań moralnych! To przekraczanie cudzych granic.) Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Re: "Dobrotliwość" Prawdy Jedynej:) 27.02.07, 21:38 nick3 napisał: > wojtek_2000 napisał: > > żebyś nie zaprzestawał poszukiwań; warto walczyć i warto szukać. > > Jak sądzisz, wojtku, dotyczy to również ciebie, czy raczej nie?:) > > (Przepraszam, że się wtrącam do cudzej dyskusji.) > > (Dla mnie takie "dobrotliwe", mentorskie rady, częste w ustach > różnych "znalazców Prawdy" (np. Świadków Jehowy), są niestety "poklepywaniem po > > ramieniu" - próbą ustanowienia dominacji wyznawcy nad sceptykiem (dyskretnym > zadeklarowaniem własnego prawa do stawiania rozmówcy zadań moralnych! > > To przekraczanie cudzych granic.) A to mi sie podoba - Da hast Du mir aus der Seele gesprochen (niestety nie przychodzi mi do glowy analogiczny polski zwrot). Mnie tez denerwuje ta nadeta wyrozumiales, to klepanie po ramieniu znawcow prawdy. Tu sie epistemolog z moralista zgadza:-) Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Re: "Dobrotliwość" Prawdy Jedynej:) 27.02.07, 22:06 Co więcej taka wypowiedź reprezentanta Systemu Religijnego do sceptyka jest częścią działania religii: zawładania ludzkim lękiem moralnym. Rzecz polega na swoistej "grze władzy", ofercie następującego dealu: >>No, nie bój się, może nie jesteś taki najgorszy, skoro będziesz "poszukiwał" (tj. często myślał o mojej religii:) Uznaj mnie za autorytet, który ma prawo cię o tym zapewniać, a wtedy ostrze oskarżenia wobec ciebie zawartego w mojej wierze straci dużą część swojej ostrości.<< Jest to wstępny etap owego nieustannego łamania charakteru, którym według mnie jest religia Objawionej Prawdy Jedynej. Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: "Dobrotliwość" Prawdy Jedynej:) 27.02.07, 23:06 Oczywiście, że tak, ale w tej kwestii wierzący są nieuleczalni:) Oni przecież wiedzą:) Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Re: "Dobrotliwość" Prawdy Jedynej:) 27.02.07, 23:38 Ja nie mówię, czy wiedzą, czy nie (w tej kwestii "metodologicznie" zawieszam sąd). Pytam, czy próbują manipulować człowiekiem. Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: "Dobrotliwość" Prawdy Jedynej:) 27.02.07, 23:56 Myślę, że ta pozycja "mądrzejszego wujka" jest przyjmowana mimo woli. Wiele razy zetknąłem się z tym u ludzi wierzących. To nawet zrozumiałe; wiara i przekonanie o jej słuszności, daje pewną siłę(abstrahuję zupełnie od wartości tej siły), która pozwala patrzeć na ludzi nie wyznających tej wiary, z pewnym poczuciem, bo ja wiem? Chyba wyższości. W końcu "oni" nie potrafią dostrzec prostej prawdy, błądzą, ale jest dla nich nadzieja. Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Re: "Dobrotliwość" Prawdy Jedynej:) 28.02.07, 00:33 oktawianc napisał: > Myślę, że ta pozycja "mądrzejszego wujka" jest przyjmowana mimo woli. Wiele naszych istotnych postaw (sądzę nawet, że większość tych istotniejszych dla kształtu naszej osobowości) jest przyjmowanych "mimo woli". Dotyczy to także tych postaw, które składają się na działanie religii. Właśnie idzie mi o przechwycenie ich "na gorącym uczynku" tak, żeby nie można im było już zaprzeczać. Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: "Dobrotliwość" Prawdy Jedynej:) 28.02.07, 01:45 Mam wrażenie, że demonizujesz tą kwestię. Uważam, że z pozycji człowieka wierzącego nie bardzo można mieć inne podejście. Jeśli wierzę w boga(ba! W Boga), nawet jestem przekonany, że go czuję, że widzę przejawy jego woli, ufam mu itd, to patrzę na innych ludzi, tych szarpiących się z "nieznośną lekkością bytu", jako na zbłąkanych i potrzebujących pomocy. Tak jak ja, jako odrzucający taką wizję stwórcy, czujący wręcz pogardę do tak ujętego boga, nie potrafię pojąć jak ktoś może go miłować(tak naprawdę nie potrafię pojąć jak można wierzyć w to wszystko ze "światłami" i "spoczynkami w DŚ" na czele), tak zapewne prawdziwie wierzący nie zrozumie mojej postawy. Niestety w tak istotnych dla postrzegania świata kwestiach, musi dojść do sporu. Dla mnie moralność jest kwestią wyboru, nie podporządkowania się. Uważam, że to jest lepsze. Staram się być dobry, bo tak chcę. A nie bo wiem, że mój "właściciel" tego żąda. A to kwintesencja "słodkiej niewoli", która mnie w religii mierzi. Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 "Co się dzieje między ludźmi?" 28.02.07, 15:30 Oktawianc, podobają mi się twoje polemiki i jasność wywodu. Co do mojego "demonizowania", zgoda. Psychologiczne analizowanie drobiazgów (takich jak owe pobożne zachęty pod adresem polemistów do "nieustawania w poszukiwaniu Prawdy") może sprawiać wrażenie przesady. Rzecz w tym, że władza jakiej dokonuje na ludziach religia, wydarza się właśnie za pośrednictwem tysięcy takich drobiazgów. "Kropla drąży skałę. Musimy siać, siać, siać..." - jak mawia Ojczulo Dyrektor. Byłbym przewrażliwionym typem, gdyby te moje uwagi miały charakter pretensji do wojtka2000. Ale nie - gdy są ukazaniem (na drobiazgu) maniery manipulacyjnej jaka jest obecna w całej postawie religijnej. Ciekawi mnie po prostu, "co się dzieje między ludźmi" za sprawą mowy religijnej. Jak religia "spełnia swoja robotę". Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: "Co się dzieje między ludźmi?" 28.02.07, 23:53 Hmmmm.... Zastanawiam się teraz co Twoje "poklepywanie po plecach" ma znaczyć :p Być może życzenie nieustawania w poszukiwaniu, nie oznaczało od razu, że i tak tylko do jednego dojść mogę, ale że jakikolwiek będzie wynik poszukiwań, warto szukać. Często zastanawiam się czy jednak nie jest dobrze, że istnieją rozbudowane systemy religijne. W większej części przecież dążą do ogólnie pojętego dobra. Każą ludziom się nad sobą zastanawiać. Oczywiście jak każda dziedzina ludzkiej działalności, są ułomne i wypaczane, jednak większość ludzi potrzebuje takiej wyimaginowanej podpory jaką jest ten czy inny bóg. Sam chciałby żeby istniał taki miły, dobry i uczciwy gość... Jednak uważam się za realistę i sądzę, że jeśli już istnieje to najlepiej będzie umknąć jego uwadze, bo na pewno nic dobrego nie wyniknie z kontaktu z taką potęgą. Bo ani w doskonałość ani absolutną dobroć, nie wierzę. Tak ogólnie. Jeśli chodzi o drążenie skały... Tak jak "oni" mają nieprzepartą chęć epatować "nas" swoją religią, tak "my" nie możemy się oprzeć by im tego nie tłumaczyć po swojemu. Czy jest jakaś istotna różnica co do formy i treści? I to misja i to misja ;) Jedno mnie zastanawia; dlaczego "oni" chcą być podnóżkami jakiegoś boga. Czyż człowiek nie brzmi dumnie? Zresztą przecież już raz ludzie odrzucili raj... A jak widać "pusty raj jest dla stwórcy za mały". Pozdrawiam, Oktawian. Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 04:03 "nie powinniśmy pochopnie wyrażać sądów na temat tego, co przekracza granice naszej percepcji" Zgadzam sie i dlatego uwazam cala ta paplanine o Bogu, jego milosci itd za glupia i bezsensowna. Odpowiedz Link Zgłoś
wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 04:09 > Zgadzam sie i dlatego uwazam cala ta paplanine o Bogu, jego milosci itd za > glupia i bezsensowna. Twoje prawo; gdzieś tam napisałem o spójności i o "domknięciu" rzeczywistości. I to jest w absolutnym, hasłowym skrócie moje zdanie. Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 02:28 Dla neoplatonikow juz sama gadanina o "milosci", "milosierdziu" czy dobrze w odniesieniu do absolutu byla bliznierczym spoufalaniem sie z materia nie dostepna ludzkiemu aparatowi pojeciowemu. Gdyby ojcowie kosciola, ktorzy tak chetnie malpowali filozofie neoplatonska wzieli tu przyklad, to unikneliby tych wszystkich paradoksow i zaoszczedziliby sobie z gory skazanego na niepowodzenie glowkowania nad teodycea. Ale coz, nie dalo sie, bo trzeba by bylo zrezygnowac z boga karzacego grzesznikow, ergo z msciwosci i resentymentow. "A jest jakaś szansa żeby się rozmyślić i zostać przygarniętym po załóżmy 1000 > lat w piekle? Przecież życie jest takie krótkie, a wybór na wieczność?" Orygenes mial tu ciekawa propozycje, swego rodzaju cykliczny model rozwoju wszechswiata - w finalnym cyklu wszyscy mieli zostac zbawieni, lacznie z diablem. Ale kosciol odrzucil ta hipoteze. Odpowiedz Link Zgłoś
wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 02:38 > sobie z gory skazanego na niepowodzenie glowkowania nad teodycea. nie jest z góry skazane na niepowodzenie; trzeba jednak do tego raczej trochę Arystotelesa i trochę logiki opartej na algebrze, naprawdę. Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 02:46 wojtek_2000 napisał: > > sobie z gory skazanego na niepowodzenie glowkowania nad teodycea. > > nie jest z góry skazane na niepowodzenie; trzeba jednak do tego raczej trochę > Arystotelesa i trochę logiki opartej na algebrze, naprawdę. Wystarczy troche Poppera, zeby raz na zawsze dac sobie spokoj z takimi glupotami. Mozna tez posluchac Wittgensteina i milczec o tym o czym nie da sie mowic. Odpowiedz Link Zgłoś
wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 02:56 he he, argument z autorytetu jest najsłabszym z argumentów :-P znam trochę Poppera; nie słyszałem, żeby odrzucał badania naukowe :-P A Wittgenstein istotnie dobrze określił etyczną konieczność piekła. Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 03:12 wojtek_2000 napisał: > he he, argument z autorytetu jest najsłabszym z argumentów :-P > > znam trochę Poppera; nie słyszałem, żeby odrzucał badania naukowe :-P > > A Wittgenstein istotnie dobrze określił etyczną konieczność piekła. No teraz tos juz sie popisal typowa dla apologetow chucpa. To ty wyskoczyles z argumentem autorytetu Arystotelesa. Poppera widac w ogole nie znasz, bo jakbys choc troche znal, to bys wiedzial, ze Popper nie uznaje za naukowe teorii, ktorych nie mozna w zaden sposob sfalsyfikowac. Odpowiedz Link Zgłoś
wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 03:29 > To ty wyskoczyles z argumentem autorytetu Arystotelesa. raczej używam jego podziału na substancję i przypadłości, bo uważam, że w sposób niezwykle trafny opisuje on rzeczywistość; używam pojęć, które ktoś kiedyś wypracował, ale w zupełnie nowożytnym kontekście. > Popper nie uznaje za naukowe teorii, ktorych nie mozna w zaden sposob > sfalsyfikowac. no, oczywiście; jak już kilka razy napisałem, chodzi o stworzenie pewnego spójnego systemu, i tyle. Tak, jak spójnym systemem jest matematyka (pomijając chwilowo paradoksy Goedla). No, jest matematyka naukową teorią wg Poppera, cny miszczu, czy nie jest? Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 03:58 wojtek_2000 napisał: > > To ty wyskoczyles z argumentem autorytetu Arystotelesa. > > raczej używam jego podziału na substancję i przypadłości, bo uważam, że w sposó > b > niezwykle trafny opisuje on rzeczywistość; używam pojęć, które ktoś kiedyś > wypracował, ale w zupełnie nowożytnym kontekście. > > > Popper nie uznaje za naukowe teorii, ktorych nie mozna w zaden sposob > > sfalsyfikowac. > > no, oczywiście; jak już kilka razy napisałem, chodzi o stworzenie pewnego > spójnego systemu, i tyle. Tak, jak spójnym systemem jest matematyka (pomijając > chwilowo paradoksy Goedla). No, jest matematyka naukową teorią wg Poppera, cny > miszczu, czy nie jest? Spojnosc nie ma tu nic do rzeczy. Naukowa jest wedlug Poppera tylko ta teoria, na podstawie ktorej mozna stawiac prognozy, ktore moga sie NIE SPELNIC. Innymi slowy, tylko taka teoria jest teoria naukowa, ktorej falszywosc mozna (przynajmniej teoretycznie) raz na zawsze udowodnic. Matematyka, to szczegolny przypadek, bo matematyczne teorie mozna raz na zawsze udowodnic i sa one niejako tautologiami. Tyle w duzym uproszczeniu. W kazdym razie teorie na temat eschatologii czy teodycei na pewno naukowe nie sa, nawet jezeli sa spojne logicznie - po prostu nie ma zadnej mozliwosci udowodnienia ich niezgodnosci z prawda. Na wiecej nie mam juz czasu. Dobranoc Odpowiedz Link Zgłoś
wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 04:17 > Spojnosc nie ma tu nic do rzeczy. A mi o spójność chodzi, i to właśnie w kontekście modelu matematycznego. > W kazdym razie teorie na temat eschatologii czy teodycei na pewno naukowe nie > sa, nawet jezeli sa spojne logicznie - po prostu nie ma zadnej mozliwosci > udowodnienia ich niezgodnosci z prawda. Oczywiście, no więc o to mi właśnie chodziło. Jednak przy przyjęciu pewnych założeń a priori, są one pewnymi teoriami - powiedzmy - o charakterze matematycznym. Popper może nie uważać takich teorii matematyczno-logicznych za naukowe w jego rozumieniu, ale mnie to niewiele obchodzi. Dobranoc. Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 12:30 wojtek_2000 napisał: > > Spojnosc nie ma tu nic do rzeczy. > > A mi o spójność chodzi, i to właśnie w kontekście modelu matematycznego. > > > W kazdym razie teorie na temat eschatologii czy teodycei na pewno naukowe > nie > > sa, nawet jezeli sa spojne logicznie - po prostu nie ma zadnej mozliwosci > > udowodnienia ich niezgodnosci z prawda. > > Oczywiście, no więc o to mi właśnie chodziło. Jednak przy przyjęciu pewnych > założeń a priori, są one pewnymi teoriami - powiedzmy - o charakterze > matematycznym. Popper może nie uważać takich teorii matematyczno-logicznych za > naukowe w jego rozumieniu, ale mnie to niewiele obchodzi. > > Dobranoc. Teorie matematyczno-logiczne to swego rodzaju metateorie. Niezbedne narzedzia badan naukowych. Ale jezeli metafizycy i teolodzy uzywaja tych narzedzi, to jeszcze nie znaczy, ze uprawiaja oni badania naukowe. Przeciez mozna w zupelnej zgodnosci z logika dywagowac na temat ile diablow zmiesci sie na glowce od szpilki. Tylko takie teorie sa naukowe, na ktorych podstawie mozna stawiac falsyfikowalne prognozy. Wszystko inne to zawlaszczanie sobie autorytetu nauki. Wewnetrzna spojnosc nic tu nie zmieni. Nie mozna udowodnic, ze boga nie ma, ze credo nikejskie jest niezgodne z prawda, ze Bog nie jest dobry, etc. Dlatego teoretyzowanie na te tematy to czyste spekulacje. Zreszta i o logicznej spojnosci tez nie moze byc mowy, jezeli mowi sie ze bog jest dobry i jednoczesnie wszechmocny. To prowadzi niechybnie do logicznych sprzecznosci, ktore mozna co najwyzej, jak to juz tutaj raz sformulowalem, zamiesc pod sematyczny dywan ale nie usunac. Nawiasem mowiac Popper nie mial nic przeciwko metafizyce czy religii ale przeciwko podszywaniu sie pod naukowosc. Odpowiedz Link Zgłoś
yogisia Re: Odniesiecie się wprost do moich postów o reli 26.02.07, 23:30 Chwila, zaczne może od "odczekaliście parę godzin " - Chłopcze-wiecznie-przed- Kompikiem (?), ja mam sporo obowiązków i nie mogę dzień cały patrzeć na to co i gdzie "wisi" na gw... Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Wielki Inkwizytor 27.02.07, 00:43 Oto w skrócie moje rozumienie totalitarnego charakteru chrześcijaństwa (w jego istocie, nie w "złych wykonaniach") Pewien niegłupi autor komentował Legendę o Wielkim Inkwizytorze Dostojewskiego (postać Wielkiego Inkwizytora rozumiana przez autora jako krytyka katolicyzmu może być nawet - moim zdaniem - widziana jako mimowolnie sporządzony przez Dostojewskiego obraz ciemnej strony chrześcijaństwa, "Ciemnego Oblicza Chrystusa"). Komentator postaci Wielkiego Inkwizytora napisał: >>Porównując tekst Dostojewskiego z tekstem Hegla możemy powiedzieć, że Hegel nie miał pojęcia o tym jak wygląda lub może wyglądać prawdziwe niewolnictwo, a jego wizja zniewolenia jest sielanką w porównaniu z wizją Dostojewskiego. Zniewolony z tekstów Hegla uznawał w Panu rację swego życia, dopatrywał się w nim swego rodziciela. Zniewolony z tekstu Dostojewskiego widzi w Inkwizytorze nie tylko swego rodziciela, ale również, a nawet przede wszystkim, rację swej etycznej godności – swej świętości. [...] Niewolnik z kart Hegla nie mógł się buntować, bo oznaczało to dla niego popadnięcie w winę ojcobójstwa. Tutaj grozi wina głębsza – bluźnierstwo i świętokradztwo, a więc wina zamachu na świętość. Bluźnierstwo – to szyderstwo skierowane przeciwko temu, co święte. Świętokradztwo, to próba opanowania świętości przemocą. Świętość jest tym, co radykalnie transcenduje możliwości człowieka. Mimo to bluźnierca i świętokradca dokonują zamachu na świętość. Najwyższej świętości to nie szkodzi, lecz szkodzi bluźniercy i świętokradcy [...] Kimże więc jest ten, kto dokonuje zamachu na Inkwizytora? Jest znikomością moralną, jest nikim, istotą niewartą swojego własnego istnienia. Sens zarysowanej przemiany wartości jest więc prosty: odtąd, to znaczy od momentu buntu, zbuntowany niewolnik będzie istniał istnieniem nieusprawiedliwionym. Usprawiedliwione będzie jego nieistnienie. Najwyższą sztuką mistrza iluzji było to, iż obrał miejsce tego, co najwyższe i tym samym odwołał się do tego, co w człowieku najlepsze i najgłębsze. [...] W ten sposób stanął poza zasięgiem buntu. Odtąd nie jest już nawet wprost zainteresowany w tłumieniu buntu. [...] Heglowski Pan kierował swe pożądanie na pożądania ludzi. Inkwizytor pożąda ludzkich miłości [...]. Co jednak skłania ludzi do wyrzeczenia się własnej autonomii i ulegania Inkwizytorowi? Tłumaczy to on sam: „Albowiem frasunkiem tych nieszczęsnych istot jest nie tylko szukanie tego, komu by się ten i ów pokłonił, lecz znalezienie tego, w którego wszyscy by uwierzyli i wszyscy się pokłonili, i to koniecznie wszyscy razem. Właśnie ta potrzeba powszechności pokłonienia się jest najistotniejszą męką każdego poszczególnego człowieka i całej ludzkości od zarania dziejów. Z powodu tej powszechności się wzajemnie tępili się mieczem.” [...] Pierwszym warunkiem wyrzeczenia się autonomii sumienia i powierzenia go innemu, jest przemiana w poczuciu własnej godności. Wyrzec się sumienia znaczy: zatracić poczucie własnej godności. Wielki Inkwizytor mówi do swoich poddanych: „...człowiek jest słabszy i nikczemniejszy, niż myślałeś...”, „człowiek woli spokój, a nawet śmierć od wolnego wyboru w poznaniu dobra i zła”, „[...] są słabi, są godną politowania dzieciarnią...” [...] Danie temu wiary i umniejszenie własnej wartości jest warunkiem dokonania decydującego kroku – powierzenia umniejszonej w ten sposób wartości komuś, kto wydaje się cenniejszy i godniejszy. Jego wartość staje się podstawą mojej wartości. [...] Rodzi się przekonanie, iż człowiek może zrobić tyle dobrego, ile dobrego wynika ze Służby. [...] Człowiek, który spełnia akt poddania sumienia, dokonuje tym samym wyboru swych przyszłych nieprzyjaciół: odtąd będzie miał Inkwizytora za obrońcę i przyjaciela, zaś wrogiem jego będzie każdy człowiek, w szczególności niewolnik, któremu śni się jakaś wolność. Ból własnej duszonej wolności przemienia się powoli w radość płynącą z duszenia wolności innych. Człowiek wierzy, że nie jest niewolnikiem, lecz wyznawcą." Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 ErichFromm o rzeczywistych celach etyki seksualnej 27.02.07, 00:53 (w tym: uświęcenia monogamii i związanej z nią idei "wierności") Fragment z książki "Mieć czy być" (żeby było zabawniej powoływał się na fragmenty z niej - i na Fromma jako na autorytet psychologiczny - w swoich pismach - Jan Paweł II. Chyba nie czytał całości:) Fragment: >>Społeczeństwo oraz jego psychofizyczny reprezentant, czyli rodzina, mają przed sobą rozwiązanie rzeczywiście trudnego zagadnienia: w jaki sposób złamać wolę bez równoczesnego uświadomienia jej operacji na niej wykonywanych. Jednak w skomplikowanym procesie indoktrynacji, nagród, kar oraz stosownej ideologii udaje się to zagadnienie rozwiązać wystarczająco dobrze, aby większość ludzi wierzyła, iż działa wedle swej własnej woli, bez zdawania sobie sprawy, iż sama ta wola jest uwarunkowana i manipulowana. Najwięcej trudności podczas tłumienia woli przysparza seksualność, albowiem mamy do czynienia z niezwykle silną skłonnością porządku naturalnego, którą dużo trudniej manipulować niż innymi pragnieniami. Z tego względu społeczeństwo szczególnie silnie stara się zwalczać pragnienia seksualne, silniej niż pozostałe ludzkie dążności. Nie ma tutaj potrzeby cytowania rozmaitych kalumni ciskanych na seksualność, począwszy od moralnego punktu widzenia (zło), aż po stanowisko medyczne (masturbacja jest szkodliwa dla zdrowia). Kościół nie zezwala na kontrolę urodzin, w istocie nie przez wzgląd na świętość życia (taka troska powinna doprowadzić do potępienia kary śmierci oraz wojny), lecz w celu poniżenia seksualności wykorzystywanej inaczej niż do prokreacji. Wysiłek wkładany w tłumienie seksualności byłby trudny do zrozumienia, gdyby chodziło w nim o seks jako taki. W rzeczywistości jednak to nie seks, lecz złamanie ludzkiej woli jest celem przyświecającym upadlaniu seksualności. W wielu tzw. Prymitywnych społeczeństwach nie istniały żadne tabu seksualne. Ponieważ te kultury funkcjonowały bez wyzysku i dominacji, przeto nie musiały łamać woli jednostki. Nie musiały piętnować seksu i mogły sobie pozwolić na swobodne rozkoszowanie się przyjemnością erotycznego związku pozbawionego poczucia winy. Najbardziej godne podkreślenia jest chyba to, że wolność seksualna nie prowadzi w nich do seksualnego opętania. Po okresie raczej przejściowych związków, jednostki łączą się w pary i nie mają szczególnej ochoty na zmianę partnerów. Nie mniej jednak gotowe są rozdzielić się, kiedy wygaśnie miłość. W tych nie zorientowanych na własność grupach radość erotyczna jest ekspresją ich bycia, nie zaś wynikiem seksualnego zawłaszczenia. Mówiąc te słowa, nie mam zamiaru sugerować, iż powinniśmy powrócić do życia ludów pierwotnych – po prostu jest to niemożliwe, nawet gdybyśmy chcieli, chociażby z tej przyczyny, że proces indywidualizacji, jednostkowej dyferencjacji oraz dystans, jaki pokonała cywilizacja nadały miłości osobowej wymiar, jakiego nie miała w społeczeństwach pierwotnych. Nie jesteśmy w stanie się cofnąć, możemy tylko iść naprzód.<< Tu kończę. Wierzę, że moglibyśmy całkiem na spokojnie i bez obrazy pogadać na temat kilku spraw dotyczących natury religii chrześcijańskiej, o których Warto Rozmawiać:) Odpowiedz Link Zgłoś
donq Re: ErichFromm o rzeczywistych celach etyki seksu 27.02.07, 14:01 No bez ludu Trura Bura (wesolych i szlachetnych dzikusow) demaskowanie opresji nie moze sie oczywiscie obyc. Ja mam tylko jedno pytanie: czym jest zacytowany fragment: 1. opinia/analiza/demaskacja/narracja p. Fromma 2. cytatem ze swietej i niepodwazalnej ksiegi, ktora w ostateczny sposob zdemaskowala Absolutna Prawde (vel pokazala Jak Sie Rzeczy Maja i Jak Nas Poddaja Opresji) Jesli nie 2., mozna nad cytatem przejsc do porzadku dziennego mowiac "nie zgadzam sie". Jest jeszcze cos wiecej do powiedzenia? Nie sadz, ze jestes taki nieodparcie przekonujacy i sila Twoich cytatow jak taran miazdzy przeciwnika. Twoje cytaty sa nieodparcie przekonujace jedynie dla tych, ktorzy wiare w nie juz wczesniej posiedli. DonQ Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Re: ErichFromm o rzeczywistych celach etyki seksu 27.02.07, 15:36 Zaletę bycia świętą i niepodważalną księgą ("Absolutem na papierze":) posiada w pełni, jeśli się nie mylę, tylko Koran. Tak... nauka to ludzka i światowa rzecz, a rozum człowieczy ułomny i skażon jest (A poza tym któżby rozsądny chciał ryzykować duszy zbawienie dla jakichś tam dinozaurów!:) > mozna nad cytatem przejsc do porzadku dziennego mowiac "nie > zgadzam sie". A i owszem można!:) To nawet bardzo praktyczny sposób dyskutowania z "czysto ludzkimi" mniemaniami należącymi do tzw. nauki. Otóż "pan Fromm" podobnie jak "starszy pan Darwin" nie wziął swoich "mniemań" z powietrza. Psychologia, bardziej nawet niż ewolucjonizm w czasch Darwina, potwierdzona jest empirią. Tacy ludzie jak Fromm wyleczyli każdy po kilka tysięcy przypadków chorób o podłożu psychicznym (o bardzo konkretnych objawach, które nie spotkały się z innym empirycznie uzasadnionym wyjaśnieniem niż psychoanalityczne - i które to objawy dzięki psychoanalizie z dobrą częstotliwością się cofają). Nie były to wcale przypadki jakichś niejasnych hipochondrii. Objawy niekiedy bywały nawet drastyczne, znane wcześniej głównie z opisów "opętania". Teoria seksualna potrafiła wyśmienicie je wyjaśnić i skutecznie wyleczyć, co nie udawało się zwolennikom kadzidła i siarki. Ale kto chce mieć baczenie na dobro swej duszy, nie tyka takich nikomu niepotrzebnych i niepewnych nowinek (Szatan krąży jak lew ryczący i tylko czeka na rozchwiane umysły:) Jest Koran. I do tego, co ważne - to wystarczy:) Odpowiedz Link Zgłoś
donq Re: ErichFromm o rzeczywistych celach etyki seksu 27.02.07, 17:05 Wiedzialem, ze siegniesz po bat nauki. Juz wielokrotnie walkowany temat. 1. Psychologia nie ma takiego samego epistemologicznego statusu 'nauki' jak fizyka. To, co probujesz robic, to podpinanie roznych bardziej czy mniej naukowych nauk pod status fizyki. Co do psychoanalizy i jej statusu 'nauki' odsylam do Poppera (tego, co to nawet ciekawe pomysly mial jak na niezawodowego chumaniste), ktory na wlasnie na obserwacji nienaukowosci takich praktyk oparl swoje kryterium 'demarkacji'. 2. To, co napisales, w gruncie rzeczy oznacza: psychologom udalo sie wpoic swoim pacjentom poglad, ze seks nigdy nie moze byc niczym zlym. To jest 'wyleczenie'. W istocie cala praktyka psychoanalizy polega na tym, by wpoic pacjentowi, ze jest fajny, cool i w ogole, ze w zasadzie nie ma nic, co jest jego wina. 'Wyleczenie' przez autoafirmacje. Jak na dloni widac inspiracje 'wolnosciowe': wina nie istnieje, licza sie rzeczywiste autonomiczne 'pragnienia' itp. Zeby lepiej zilustrowac podam przyklad zrozumialy dla ludzi 'wolnosci': do nazistowskiego psychologa zostaje skierowany 'opetany' czlowiek dostajacy spazmow gdy wspomni sobie o swojej roli w ostatecznym rozwiazaniu. Nazistowski psycholog wie, ze jest to po prostu efekt zalegania w zwojach myslowych nieszczesnika dawnych przesadow moralnych (konstruktow spolecznych), ktore rzecz jasna nie obowiazuja w stosunku do ludzkiego robactwa. Oczywiscie nazistowska krytyka kultury dawno juz zdekonstruowala i zdemaskowala owe przesady jako narzedzie zniewolenia aryjczykow przez podludzi. Takie sa rzeczywiste cele etycznego tabu 'nie zabijaj'. Wyposazony w taka baze nasz psycholog prowadzi zatem skuteczna terapie - sesje terapeutyczne prowadza do calkowitego wyleczenia - pacjent po wyjsciu ze szpitala juz wie, ze jego choroba miala zrodlo w falszywej etyce przeszlosci i ze nie ma sie czym przejmowac. Egzorcyzmy by w istocie nie pomogly. DonQ Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Re: ErichFromm o rzeczywistych celach etyki seksu 27.02.07, 18:53 Ani fizyka nie jest tak "boska" jak chcą wyznawcy religii nauki, ani psychoanaliza nie jest taką hohsztaplerką, jak chcą ci, ktorym nie w smak płynące z niej wnioski. Popper (i powtarzajacy za nim Kołakowski) nie są zbyt wybitnymi filozofami (czego wyrazem jest ich sposób myślenia o psychoanalizie). Powiesz mi, że to "lewacka" arbitralność (dominująca jednakowoż na kontynentalnych uniwersytetach)? Tym sposobem możesz nawet powiedzieć, ze Leonardo da Vinci został wylansowany jako wielki artysta przez "ałtorytety", bo im pasował, że nie lubił świętej wiary. Nawet to, że 2+2=4 każdy za wysoce przekonujące musi uznać sam w samotności swojego umysłu. "Nazistowski psycholog" jest twoim wymysłem. Szkopuł w tym, że w swoich argumentacjach często nie odróżniasz możliwego (fikcyjnie) od rzeczywistego, a przykłady z obu tych sfer każesz mi traktować równie wiążąco. Weryfikacją psychologii humanistycznej jest harmonia osobowości i jakość człowieczeństwa osiągana na koniec często mozolnej terapii. Wiem, że dla ciebie coś takiego nie istnieje ("lewacki bełkot"). Dla ciebie dobre to to co wedle wzorka, niedobre to, co nie wedle wzorka ("wzorkiem" jest etyka starohebrajska w reinterpretacji watykańskiej, opatrzonej ważnym stemplem urzędowo-objawionym). Pytanie o to, czy "wzorek" jest wartościowy, czy nie, jest w tej optyce poniekąd po prostu niesensowne. Dla mnie człowiek, który tak myśli, jest po prostu kaleką duchowym (sam przed sobą udaje cyborga z lęku przed trudem stawania się autonomiczną osobowością ("to se je straah!":). Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa nick3, zagalopopwales sie 27.02.07, 19:48 "Popper (i powtarzajacy za nim Kołakowski) nie są zbyt wybitnymi filozofami > (czego wyrazem jest ich sposób myślenia o psychoanalizie)." Na polu filozofii nauki na pewno jest wybitny. A ci modni filozofowie "kontynetalnych uniwersytetow" sie tym tematen po prostu nie zajmuja. Donq ma najzupelniej racje, ze powoluje sie w tym kontekscie na jego autorytet, bo nikt poza Popperem nie stworzyl tak jasnych i precyzyjnych kryteriow naukowosci. Jezeli czytales inne moje posty, to wiesz, ze jestem ostrym krytykiem chrzescijanstwa i jego apologetow. Ale na litosc boska :-) nie w ten sposob! Wiara w psychoanalize to tez niestety jest wiara. Tresci tej wiary moga sie komus bardziej podobac ale duzo lepiej ugruntowane niz chrzescijanskie "prawdy wiary" to tez nie jest. Mi tez sie bardziej podobaja poglady Fromma na seks niz Augustyna ale te jedne nie maja wiele wiecej mocy dowodowej niz te drugie. Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Cóż nie wszyscy krytycy chrzescijaństwa są jedno:) 27.02.07, 20:44 Gregorsamsa, różnimy się. Ty jesteś prawdopodobnie scjentystą, ja zupełnie nie. Ty krytykujesz religię głównie z pozycji epistemologicznych, ja - moralnych. O Popperze: > Na polu filozofii nauki na pewno jest wybitny. Zgoda. Filozofią "z prawdziwego zdarzenia" jest dla mnie jednak refleksja o całokształcie życia (bycia:). Specjalizacja ("zafiksowanie się" na jakimś polu) zabija "filozoficzność" filozofii. (Gdybym chciał dowalać Popperowi mówiłbym, że był "metodologiem" itd.:) Scjentyzm, neopozytywizm (którego Popper był w pewnym sensie przedstawicielem) właśnie przez swoje zawężenie przedmiotu refleksji do kilku dopuszczalnych kategorii - jest myśleniem ciasnym, "niehumanistycznym"; życie oparte na nim byłoby kastracją duchową. Przykład: Filozof egzystencjalny powie zdanie "Sposobem istoczenia się Nicości jest Trwoga." Na co Popper powie, że to "poezja" (= w mowie donqa - "bełkot"). Tego się nie da zweryfikować ani sfalsyfikować. A przecież chodzi o to, że unicestwienie przez śmierć jest czymś, co budzi u człowieka głęboki opór. "Stres" - powie neopozytywista - to da się badać. Trzeba sprawdzić w laboratorium, czy ludzie się denerwują jak im opowiadać o śmierci. W ile milisekund po pokazaniu badanemu obrazka z trupią czaszką wzrasta mu stężenie adrenaliny, etc. Od razu widać, że czegoś tu rozpaczliwie brakuje. > Donq ma najzupelniej racje, ze powoluje sie w tym kontekscie na jego autorytet, > bo nikt poza Popperem nie stworzyl tak jasnych i precyzyjnych kryteriow naukowo > sci. Być może "jasne i precyzyjne kryteria naukowości" wcale nie są tym, czego człowiek potrzebuje najbardziej:) A w każdym razie teoretyk, który o to nie pyta, nie uprawia już filozofii "na całego", "w jej głębokim nurcie". Bardziej przekonujące od Poppera wydają mi się rozważania o historii naukowości autorstwa Kuhna. Fizyka (nie tylko kontynentalna filozofia:) to też zmieniające się mody:) Europejczycy zbyt często wyobrażają ją sobie na podobieństwo "postępującego Objawienia" z Biblii. Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Re: Cóż nie wszyscy krytycy chrzescijaństwa są je 27.02.07, 21:31 Na pewno nie jestem scjentysta. Chodzi o to, zeby pewnych rzeczy nie mieszac. Popper nie byl neopozytywista, nie byl tez wrogiem religii ani metafizyki. Wrogiem belkotu owszem byl i tu sie z nim zgadzam. Co do Kuhna, to nie czytalem ale czytalem Feierabenda (ten zdaje sie reprezentowal podobne pozycje) - to sa postmodernistyczne i relatywistczne ekscesy. Fizyka to jednak cos zupelnie innego niz psychoanaliza czy socjologia - moze i sa jakies mody ale na pewno nie ma tu takiej plagi szarlatanerii jak w naukach humanistycznych.. Postmodernistyczny nonszalancki relatywizm w miedzyczasie zdazyl sie zestarzec i skompromitowac (polecam lekture "Fashionable Nonsense" Alana Sokala i Jeana Bricmonta). "Od razu widać, że czegoś tu rozpaczliwie brakuje." Dlatego szarlatani maja i zawsze beda mieli wziecie. Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 "Charles, attends!":) 27.02.07, 21:56 "Od razu widać, że czegoś tu rozpaczliwie brakuje." Dlatego szarlatani maja i zawsze beda mieli wziecie. Tu szarlatani się z tobą zgadzają:) Odpowiedz Link Zgłoś
donq Re: Cóż nie wszyscy krytycy chrzescijaństwa są je 27.02.07, 23:30 Lubię się czasami z nickiem3 pozgadzać, a jak dyskusja zbacza w kierunku 'naukowym', gwarantowane, że kilka wspólnych punktów będzie. Istotnie zgadzam się, że filozofii nie można zawęzić do rozważań o tym, czym jest nauka, lub w ogóle jej zlikwidować jak chcą mniej czy bardziej radykalni scjentyści (nie jestem scjentystą). Zgadzam się też, że "jasne i precyzyjne kryteria naukowości" nie są problemem, który jest centralny dla wszystkiego. Niemniej jednak jest przydatny do kasowania psychoanalityków chcących podpiąć się pod status epistemologiczny "nauki" jaką ma fizyka. To rzekłszy powiem też, że epistemologia jest dość pasjonującym wątkiem w filozofii. Filozofia jest (z góry skazaną na niepowodzenie) próbą docieczenia Jak Się Rzeczy Mają. Nie jest wehikułem dla chumanizmu. Bo Rzeczy Sie Moga Miec calkiem niechumanistycznie... Oczywiście jedną z odpowiedzi, tak ukochaną przez lewactwo i wałkowaną na tysiące coraz bardziej mętnych (i wymiotogennych) pseudointelektualnych sposobów, jest Rzeczy Się Nie Mają (tzn. filozofia służy temu aby zaprzeczywszy sobie "rozpłynąć sie w poezji"), ale taka odpowiedź nie usatysfakcjonuje nikogo kto ma mózg zamiast różowej papki. DonQ Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Re: Cóż nie wszyscy krytycy chrzescijaństwa są je 27.02.07, 23:44 >Filozofia jest (z góry skazaną na niepowodzenie) próbą docieczenia Jak Się >Rzeczy Mają. Nie jest wehikułem dla chumanizmu. Bo Rzeczy Sie Moga Miec calkiem >niechumanistycznie... Ależ, Mein Fuhrer, pańskie tezy są ponad wszelką dyskusją:) Wyraża się w nich odwieczna mądrość zdrowego rozsądku naszego Narodu. Tylko głupiec o różowym mózgu mógłby mieć tu jakieś pytania. Odpowiedz Link Zgłoś
donq Re: donq: Humanistyczne!!!!!!! nie CHumanistyczne 28.02.07, 13:15 Nie mow nikomu, ale to taka moja "licentia poetica" - przekrecam sobie rozne slowa zamiast brania je w cudzyslow, np. yntelektualysci, lewyca, dochtor, chumanista, dymokracja - zaznaczam w ten sposob moj dystans i ironie do tego, co rozumieja przez te pojecia oponenci (glownie nick3) DonQ Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa no to mnie uspokoiles 28.02.07, 13:20 Ale uwazaj, nie zawsze mozna z kontestu zauwazyc, ze to ironia. Odpowiedz Link Zgłoś
donq Re: no to mnie uspokoiles 28.02.07, 13:50 > Ale uwazaj, nie zawsze mozna z kontestu zauwazyc, ze to ironia. nick3 wie. A innym moge wyjasnic, jak widac :) DonQ Odpowiedz Link Zgłoś
donq Re: nick3, zagalopopwales sie 27.02.07, 23:04 > Mi tez sie bardziej podobaja poglady Fromma na seks niz Augustyna ale te jedne > nie maja wiele wiecej mocy dowodowej niz te drugie. Jak to z poglądami zazwyczaj bywa... DonQ Odpowiedz Link Zgłoś
donq Re: ErichFromm o rzeczywistych celach etyki seksu 27.02.07, 23:03 > Ani fizyka nie jest tak "boska" jak chcą wyznawcy religii nauki, ani > psychoanaliza nie jest taką hohsztaplerką, jak chcą ci, ktorym nie w smak > płynące z niej wnioski. Mogę sie od bedy zgodzić z obydwoma stwierdzeniami. Co nie zmienia faktu, ze przepaść miedzy nimi jest olbrzymia. > Popper (i powtarzajacy za nim Kołakowski) nie są zbyt wybitnymi filozofami > (czego wyrazem jest ich sposób myślenia o psychoanalizie). Oczywiście zdaniem postympowo-wolnościowych "kontynentalych" fylozofów, niemiecko-francuskich spadkobierców tradycji mętnego myślenia. Tych co to już skrytykowali, zdemaskowali i zdekonstruowali wszystko (oprócz swoich wypocin rzecz jasna), więc już nie mają nic do powiedzenia - więc nic nie mówią. A że z czegoś żyć trzeba, więc publikują literki, w których nijakiego sensu nie ma. Jeszcze powtórzę to co już pisałem o Kołakowskim, dla uzyskania proporcji: jest on 'fellow' w All Souls College w Oksfordzie, które jest śmietanką śmietanki brytyjskich sfer akademickich. Oczywiście, Oksford nie jest "kontynentalny"... Dominacja lewackiej mentalności na uniwersytetach nie jest zupełna, ale wystarczająca do powolnego staczania się owych uniwersytetów coraz niżej. W otchłań "rozpłynięcia się w poezji" zapewne. Nazistowski psycholog jest moim wymysłem. To co jest "rzeczywiste" w Twoim umyśle, jest "rzeczywiste" jedynie w różowej optyce. Rzeczywiście "jakość człowieczeństwa" to lewacki bełkot. Jakieś lewackie wzorki jednak muszą istnieć do określenia owej "jakości", bo jeśli nie istnieją, to jest to bełkot z definicji. Oczywiście, są to wzorki nowoczesne, postympowe i zgodne z osiągnięciami współczesnej ... (tu wstawić np. 'gender studies'). To, że nie mają nic wspólnego z 'przefiltrowaną etyką starohebrajską' nie wątpię, bo z założenia są zbudowane w opozycji do niej. Myślę nawet, że sprzeczność z etyką pastuchów przetworzoną przez klechów jest nawet dla lewaka zasadniczym, jeśli nie jedynym, kryterium ich "wartościowości". Swoją drogą mój prymitywny umysł nie przestaje się dziwić jak ktoś, kto odrzuca "wartości" może tak dużo wypowiadać się o "wartościowości" tego czy tamtego. Czy są jakieś poglądy, które z Twej lewackiej optyki są jakieś takie niemiłe i "niewolnościowe" i nie tłumaczysz ich lękiem? Bo wiesz, jak słusznie stwierdził mało wartościowy Popper, jeśli lękiem tłumaczysz wszystko, to nic nie tłumaczysz. Jeśli kalectwem duchowym jest dystans do mętnej "kontynentalnej" filozofii, to z przyjemnością nim jestem. Ze swojej strony uważam, że o upośledzeniu duchowo-intelektualnym świadczą raczej "blizny po ukąszeniach Heglowskich", po których poznają sie yntelektualyści (dowcipne stwierdzenie p. Michalkiewicza, szkoda, że nie ja to wymyśliłem :(). DonQ Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Re: ErichFromm o rzeczywistych celach etyki seksu 28.02.07, 00:24 Robisz się coraz agresywniejszy, a coraz mniej merytoryczny. Coraz mniej argumentujesz, a coraz więcej "ustalasz" przez tupnięcie nogą (nie mówiąc o tym, że już taką masz miłą manierę - "chrześcijańsko-łacińską" zapewne:) - że wszystko, z czym się nie zgadzasz, w każdym słowie lżysz, niczym stalinowska szczekaczka). Mnie też to w końcu brzydnie. Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Re: ErichFromm o rzeczywistych celach etyki seksu 28.02.07, 12:50 nick3 napisał: > Robisz się coraz agresywniejszy, a coraz mniej merytoryczny. > > Coraz mniej argumentujesz, a coraz więcej "ustalasz" przez tupnięcie nogą (nie > mówiąc o tym, że już taką masz miłą manierę - "chrześcijańsko-łacińską" > zapewne:) - że wszystko, z czym się nie zgadzasz, w każdym słowie lżysz, niczym > > stalinowska szczekaczka). > > Mnie też to w końcu brzydnie. Wy obaj jestescie w stosunku do siebie nawzajem coraz bardziej agresywni. Niepotrzebnie. Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Donq, ja sie z toba zgadzam prwaie we wszystkim 28.02.07, 12:54 I pomimo tego jestem "antychrystem" o pogladach liberalno demokratycznych. Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Re: Donq, ja sie z toba zgadzam prwaie we wszystk 28.02.07, 13:04 pardon, nie liberalno-demokratycznych a liberalno-lewicowych. Moze bys troche mniej szermowal tym epitetem "lewactwa". Hegel zamieszal w glowach nie tylko lewicy - patrz Spengler czy dzisiaj np. rosyjscy "euroazjatycy". Heidegger tez lewakiem nie byl a belkotal nie gorzej Baudrilliard (o jakosci belkotu obydwu nie bede sie wypowiadal, bo go nie rozumiem). "Fashionable nonsense", ktory bezlitosnie demaskuje belkot "kontynentalnych folozofow" napisali lewicowi autorzy. Nawiasem mowiac, na tym forum chyba jeszcze nikt nie zwrocil uwagi na chrzescijanskie korzenie marksistowskiej lewicy - chiliazm. Odpowiedz Link Zgłoś
donq Re: Donq, ja sie z toba zgadzam prwaie we wszystk 28.02.07, 13:41 Przez "lewactwo" opisuje antykulturowa akademicka lewice, ktora realizuje program zmiany kultury na "wolnosciowa", czyli marksizm kulturalny (tzn. nie 'ugrzeczniony', ale wojujacy na polu kultury). Jesli jest lewica, ktora sie z tym nie utozsamia, bardzo mi milo. Ciekaw bylbym jednak co znaczy posiadanie liberalno-lewicowych pogladow bez odwolywania sie do "kontynentalnych filozofow" i marksizmu kulturalnego. W zasadzie rozroznienie lewica/prawica jest dosc umowne, a w koncu to tylko slowa-etykietki. To, ze lewica (czy raczej lewactwo - to uklon w Twoja strone, moze wymysle inne okreslenie) jest zwyrodnialym tworem naszej kultury i ze w chrzescijanstwie sa elementy, ktore do lewactwa moga prowadzic przy braku higieny intelektualnej nie ulega dla mnie watpliwosci (rozni heretycy wymyslali juz rozne rzeczy w przeszlosci). Jest rowniez w naszej kulturze cos, co nick3 nazywa 'tradycja krytyczna' i dumnie sie obnosi jako jej spadkobierca. Ta tradycja jest istotnie bardzo cenna, ale bez zachowania elementarnych zasad bezpieczenstwa intelektualnego prowadzi w metnych lbach do calkowitych bzdur. Wiesz, dac malpie siekiere, to dumnie utnie galaz na ktorej siedzi, traktujac to jako ostateczne tej siekiery zastosowanie. Jusci, Marks namieszal w glowie wielu ludziom. Niektorzy 'antysemici' twierdza, ze marksizm jest raczej uswiecczonym judaizmem z proletariatem zastepujacym narod wybrany i Marksem jak Mojzesz prowadzacym swoj lud ku swietlanemu Nowemu Swiatu / Ziemi Wybranej. DonQ Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Re: Donq, ja sie z toba zgadzam prwaie we wszystk 28.02.07, 13:56 "w chrzescijanstwie sa elementy, ktore do lewactwa moga prowadzic przy braku higieny intelektualnej " Wolne zarty, wczesni chrzescijanie to byla radykalna "lewacka" sekta. Kosciol to probuje od 1700 lat zakrywac ale to ciagle wychodzi na wierzch. Odpowiedz Link Zgłoś
donq Re: Donq, ja sie z toba zgadzam prwaie we wszystk 28.02.07, 15:50 If you say so, sir... Nigdy nie twierdzilem i wcale 'nie mysle ja tego', by chrzescijanstwo w nieunikniony sposob bylo zwiazane z prawica. DonQ Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Re: Donq, ja sie z toba zgadzam prwaie we wszystk 28.02.07, 14:13 "W zasadzie rozroznienie lewica/prawica jest dosc umowne, a w koncu to tylko > slowa-etykietki." Moja "prywatna" definicja pojec lewica/prawica jest taka: lewicowa jest tendencja do rozszerzania soldarnosci, prawica do jej zawezania. Lewica mowi: wszyscy ludzi sa bracmi. Prawica: najpierw rodzina, najpierw ojczyzna. Prawicy chodzi, zeby wspolnote wzmacniac (co implikuje zamykanie sie wspolnoty), lewica, zeby ja rozszerzac. Lewica jest w tendencji uniwersalistyczna, prawica partykularystyczna. Lewica jest przeciw temu co ludzi dzieli a religie dziela ludzi, choc stabilizuja partykularne wspolnoty, na czym zalezy prawicy. Chodzi raczej o sentymenty i resentymenty (lewica nie lubi bogatych, prawica obcych) niz o swiatopoglad. Odpowiedz Link Zgłoś
donq Re: Donq, ja sie z toba zgadzam prwaie we wszystk 28.02.07, 17:57 Z "prywatnymi definicjami" sprzeczac sie nie sposob. Ja moge powiedziec, co ja o tym sadze. Dazenie do 'rozszerzenia solidarnosci' jest sprzeczne z 'rozszerzaniem wspolnoty'. 'Rozszerzanie wspolnoty' prowadzi do oslabienia poczucia identyfikacji, co nie zacheca do bycia solidarnym. Jesli 'bycie solidarnym' ma byc zadaniem panstwa w postaci rekietu pobieranego jako (nieuniknienie coraz wyzsze) podatki, to ja dziekuje bardzo. Jesli 'bycie solidarnym' oznacza poczucie odpowiedzialnosci za wspolnote to ja jestem jak najbardziej za. W tym celu jednak nalezaloby wspolnote wzmacniac a nie oslabiac ('rozszerzac'). Co do domniemanej sprzecznosci "wszyscy ludzie sa bracmi" i "najpierw rodzina", polecam stanowisko katolickie. Chrzescijanie tez twierdza, ze "wszyscy ludzie sa bracmi", a nawet "bliznimi" co oznacza "zachowuj sie przyzwoicie wzgledem obcych - to tez twoi blizni", nikt nie ma jednak watpliwosci, ze wzgledem rodziny masz obowiazki, ktorych nie masz wzgledem obcych. Lewicowe "braterstwo" laczy sie nierozerwalnie z likwidacja wiezi czlowieka z jego otoczeniem i zastapienia normalnych relacji roznego typu komunami, w ktorych czesto np. zabiera sie dzieci rodzicom gwoli ich komunalnego "braterskiego" wychowania. Lewicowe "braterstwo" de facto oznacza "unikaj przyzwoitych zachowan wobec ludzi ci najblizszych". Co do zamykania sie wspolnoty - nie interesuje mnie dazenie do jej rozszerzania. W naturalny sposob pewna ilosc obcych moze byc zaakceptowana we wspolnocie. Gdy jednak obcych jest zbyt duzo, szczegolnie jesli sa wyraznie inni i za nic maja wartosci gospodarzy (jak to ma miejsce obecnie), jest problem (lewica probuje problem zagadac promujac 'tolerancje', tepiac 'rasizm' itp.) Nie wiem, czy prawica nie lubi obcych (ja bym raczej powiedzial, ze wie, ze istnieja obcy i swoi, co lewica w swoim klangorze neguje). Ja lubie. Nie lubie postympowych Murzynow w rodzaju Simona Mola, ktorzy przyjezdzaja do mojego kraju, wrzeszcza jaki to jestem rasista i zarazaja moje naiwne rodaczki paskudztwami (ale takich chyba nikt nie lubi). Moim zdaniem mozna duzo o lewicy powiedziec, lecz nie, ze jest uniwersalistyczna. W pewnym sensie za uniwersalizm mozna uznac zanegowanie wszystkiego (bo zawsze znajdzie sie przyklad, lud Trura Bura lub inny, u ktorego jest inaczej), ale ja za taki uniwersalizm serdecznie dziekuje. DonQ Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 "Bóg nienawidzi pedziów" - chrystofaszystowski hit 27.02.07, 21:53 Coś krzepiacego duszę dla donqa:) Śpiewa ewangeliczny pastor-rockman z USA: >>Biblia mówi: Bóg nienawidzi pedziów! Mów mi wprost bym zwalczał chuć Panie, prowadź mnie ku zbawieniu W Biblii jasne to jak słońce Źle obcować jest ze mężczyzną Panie Tyś moją siłą Wypełnij mnie swoją miłością Pomóż mi zwalczyć żądze Pozwól wzbić się ponad nimi Panie pomóż im mnie słyszeć, i daj mi głos jak dzwon Bo bycie gejem to nic tylko decyzja Bóg nienawidzi pedziów! Bóg nienawidzi pedziów! Bóg nienawidzi pedziów! Jeśliś pedziem to On nienawidzi także Ciebie ... Czytaj Biblię i bedziesz pewien Jak wejść do nieba, tam nie ma tylnych drzwi Sprawiedliwi mężowie, padajcie na kolana Bo nie ma żadnej cnoty w sodomii Panie tyś moją tarczą Podtrzymuj mnie w walce Ochroń mnie przed moimi żądzami I pomóż dostrzec światło Brudni grzesznicy, łapy precz odemnie Bo Jezus, mój Zbawiciel, to mój jedyny mężczyzna itd. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
donq Re: "Bóg nienawidzi pedziów" - chrystofaszystowsk 27.02.07, 23:15 Nie kompromituj się chłopie. Ja wiem, że dla Ciebie może ewangeliczne świrusy z Ameryki zlewają sie w Twojej "krytyce chrześcijaństwa" z katolicyzmem. Nie zapominaj, że z katolickiego punktu widzenia to heretycy (owszem, w wojnie kulturowej z rozpasanym lewactwem taktyczne sojusze są możliwe). Kilkadziesiąt tysięcy (ponoć) ewangelicznych grup religijnych w USA to przykład na to, dokąd prowadzi brak centrum teologicznego - albo dryft ku pozycjom lewackim albo słodkie opary obłędu (oni i Ty nazwą to "wolnością", być może "religijną")... Swoją drogą - ten pan i jemu podobni mogą być Twoimi sojusznikami. Możesz sobie poszukać w Internecie, są bardzo słodkie 'demaskacje' Watykanu. DonQ Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny. 28.02.07, 00:13 To wszystko, co chcę ci powiedzieć, na okazję, kiedy będziesz strasznie rozdzierał szaty nad tym jak "totalitarna" "Eurosodoma" odbiera wierzącym ich święte prawo do wypowiadania i propagowania wypływających z Objawienia przekonań religijnych. W wolnym kraju religia nie jest świętą krową. Swobody mają ludzie, nie religie. I spróbuj draniu powiedzieć, że gdzieś tu jest totalitaryzm! Prawo ludzi do niebycia lżonymi, czy napastowanymi psychologicznie, jest w wolnym kraju ważniejsze od prawa dewotów do puszczania przez media ocen wszystkiego dookoła wypływającej z ich świętych ksiąg. Kapewu? Odpowiedz Link Zgłoś
donq Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 28.02.07, 10:44 Ach, w kraju pluralizmu i relatywizmu pewne rzeczy musza byc zabronione, aha... A co o odebraniu ich praw wierzacym relatywistom? Ja naprawde jestem napastowany psychologicznie przez p. Biedronia i spolke, ktorzy mi wciskaja do glowy poglad, ze seks doodbytniczy jest rownie dobry jak kazdy inny! A sprobuj mi draniu rzec, ze wstret do seksu doodbytniczego nie jest moj wlasny, lecz wpojony mi przez spoleczenstwo. I sprobuj jeszcze macic, ze umiesz to 'wykazac'. I sprobuj jeszcze definiowac "wolnosc" jako prawo kazdego do oceny wszystkiego dokola pod warunkiem, ze jego oceny nie maja motywacji religijnej. I powiedz jeszcze, ze twoj chumanizm nie jest religia bez Boga. Bo jaka to roznica czy ocena wyplywa z przyjecia Objawienia chrzescijanskiego czy lewackiego? DonQ Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 28.02.07, 13:14 "> Bo jaka to roznica czy ocena wyplywa z przyjecia Objawienia chrzescijanskiego > czy lewackiego?" Zadna. Ja jestem przeciwko obu objawieniom. Przeciwko "objawieniom" w ogole. Lewacki szantaz i nachalnosc nie usprawiedliwia chrzescijanskiego szantazu i nachalnosci. Wrecz przeciwnie. Odpowiedz Link Zgłoś
donq Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 28.02.07, 14:21 > Zadna. Ja jestem przeciwko obu objawieniom. Przeciwko "objawieniom" w ogole. No i dobrze, badz sobie. Nie probuj mnie tylko przekonywac, ze Twoje poglady sa wylacznym wynikiem Twoich racjonalnych przemyslen bez wplywu zadnych 'objawien' zewnetrznych. Do formulowania ocen potrzebny jest system wartosci, ktory musi czesciowo sie opierac na tradycji (postulaty, by kazdy sobie wszystko wymyslal od nowa sa niepowazne, a ten kto twierdzi, ze sam sobie wszystko wymyslil, klamie). Od objawien w tym sensie nie ma ucieczki. Nota bene jednym z bardziej irytujacych cech lewactwa jest to, ze w tym samym zdaniu potrafi powiedziec, ze ono nie ma wartosci i jednoczesnie wystawiac oceny moralne, estetyczne itp. Jesli masz obraz chrzescijanstwa, ktore jest przestarzalym systemem wierzen dla bliskowschodnich pastuchow przetworzonym przez sprytnych klechow, myslisz sie. Mylisz sie w kazdym razie w stosunku do katolicyzmu, ktory opiera sie na Objawieniu i Tradycji i jest 'historyczny'. 'Sola scriptura' to domena heretykow. Oczywiscie sa w Kosciele takze watki heretyckie (heretycy sami sobie ich nie wymyslili), ale od tego jest Kongregacja Nauki Wiary by wiedziec gdzie sie mozna zatrzymac (ostatecznym sygnalem 'poszliscie za daleko' sa ekskomuniki). Nasza kultura zas jest fuzja tradycji judeochrzescijanskich, greckich, rzymskich - to sa fundamenty na podstawie ktorych mozemy sie ze soba porozumiec. Oczywiscie sa roznice, ale to juz tylko dodaje lokalnego kolorytu. Sa tez napiecia i konflikty, ktore da nieuninkione. Nie potrzeba, aby wszyscy brali chrzescijanskie objawienie na powaznie (nigdy tak nie bylo, zeby wszyscy byli autentycznie chrzescijanami). Potrzeba zas, by swoja kulture traktowali powaznie i nie probowali pojsc za daleko jak ta malpa z siekiera. Bo wtedy rzeczywiscie trzeba przywolac ich do porzadku i nie jest to "zamach na wolnosc" a jedynie instynkt samozachowawczy. DonQ Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 28.02.07, 15:05 "Nie probuj mnie tylko przekonywac, ze Twoje poglady sa wylacznym wynikiem > Twoich racjonalnych przemyslen bez wplywu zadnych 'objawien' zewnetrznych." Nie probuje. Oczywiscie, ze kazdy jest uwarunkowany tradycja i kultura w ktorej zyje. I co z tego? Dlatego mam dawac sobie wciskac kit, bo to nasz kit? Sa granice kulturowego uwarunkowania, logika jest uniwersalna. Fizyka tez - chociaz powstala w naszym kregu kulturalnym jest rownie zrozumiala i do zaakceptowania przez Hindusa i Chinczyka. Zupelnie inaczej niz religia chrzescijanska. To sa mianowicie dwie zupelnie rozne rzeczy: objawienie i skumulowana wiedza zdobyta w wyniku badan. Dziwie sie, ze nagle zaczynasz argumentowac jak typowy postmodernistyczny (lewacki) relatywista. Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 28.02.07, 15:32 "> Jesli masz obraz chrzescijanstwa, ktore jest przestarzalym systemem wierzen dla > > bliskowschodnich pastuchow przetworzonym przez sprytnych klechow, myslisz sie. > Mylisz sie w kazdym razie w stosunku do katolicyzmu, ktory opiera sie na > Objawieniu i Tradycji i jest 'historyczny'. 'Sola scriptura' to domena > heretykow." A gdzie ja tu cos takiego twierdzilem? Typowy chwyt apologetow: samemu sformulowac rzekome zarzuty przeciwnikow, zeby je z latwoscia obalac. I co ty chcesz tu dowiesc? Ze KK jest rozsadniejszy od swiadkow Jehowy? No dobra. I co z tego? "Potrzeba zas, by swoja kulture traktowali > powaznie" To taki "gumowy paragraf" - kto okresla co to znaczy "powaznie traktowac". Pozatem kultura nie jest statyczna. Malpy z siekierami naleza do tradycji Zachodu - wczesni chrzescijanie to byly takie malpy z siekierami per excellence. Jak to pieknie sformulowal Julian Apostata "przez glupote Galilejczykow omalo wszystko nie zostalo przewrocone" Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 28.02.07, 15:51 Niestety Julian sie pomylil. Te malpy z siekierami jednak zdolali wywrocic wszystko. A swoja droga to ciekawe pospekulowac co by bylo, gdyby perska (lub chrzescijanskiego skrytobojcy) wlocznia nie trafila w jego watrobe. Czy dzisiaj jakis donq bronilby kultu Heliosa przed "malpami z siekierami"? Odpowiedz Link Zgłoś
donq Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 28.02.07, 22:18 Trudno zaprzeczyc, ze schylek cesarstwa rzymskiego byl cywilizacyjnym trzesieniem ziemi. Czy za sprawa chrzescijan jednak? Co do fizyki, logiki i nieprzyjmowania kitu - nicktrzy ma racje, ze fizyka i logika nie wystarczy do zbudowania kultury i nie wystarczy czlowiekowi do zycia. Jest potrzebne cos jeszcze. Roger Scruton (taki angielski reakcjonista) twierdzi, ze kultura ma zrodla w religii. No coz, jak przyjda nowe malpy z siekierami, swiat sie tez nie skonczy, chyba ze Bog postanowi skonczyc z nami, a nie znamy dnia ani godziny. Wiec jesli sie nie skonczy, to cos tam bedzie. Duch wieje kedy chce. Chyba nikt powazny nie przypuszcza, ze bedzie to Nowy Swiat chumanistow? Na karkach juz nam dysza nowi spadkobiercy, wiec moze jednak minarety w Oksfordzie (juz jakies sa zreszta, o ile mnie pamiec nie myli)? A moze Chinczycy i/lub Hindusi? No coz, cywilizacje nie sa niesmiertelne, a umieraja w zasadzie nie wskutek ataku malp lecz wskutek swojej niemoznosci obrony przed nimi ("Violence is not necessary to destroy a civilization. Each civilization dies from indifference to the unique values which created it.") Lewactwo jest kulturalnym AIDS naszej cywilizacji. Moja droga zona, slusznie besztajaca mnie za marnowanie czasu na pyskowki na forum, a ktorej owe pyskowki czasem pokrotce referuje, mowi, ze muzulmanie musza miec z nas (tzn. z chumanistow) niezly ubaw. Bez watpienia maja. Wiec postac swiata przemija, sam postymp nawet, choc nieunikniony, zniknac moze. Moze to nawet lepiej - "To, że cywilizacje są śmiertelne, jest największą pociechą dla tego, kto żyje w dzisiejszych czasach". Tak rozplyniety w poezji mowie panstwu dobranoc. DonQ P.S. Moze i DonQ by bronil Heliosa, moze nie. Pospekulowac zawsze milo. DonQ nie nazywalby sie jednak DonQ wtedy, bo DonQ by nie powstal... Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 01.03.07, 01:27 Pozdrów żonę, don. > Trudno zaprzeczyc, ze schylek cesarstwa rzymskiego byl cywilizacyjnym > trzesieniem ziemi. Czy za sprawa chrzescijan jednak? Taka była zasadnicza teza klasycznego, trzytomowego dzieła lorda Edwarda Gibbona "Zmierzch Cesarstwa Rzymskiego" (szkaradny wiek osiemnasty! Rozmawiałem jednak z historykiem specjalizującym się w tematyce rzymskiej - katoliku:) - który uważał, że książka zestarzała się bardzo niewiele). Sam niestety nie czytałem. Podobnego zdania natemat roli chrześcijaństwa w schyłkowych latach Rzymu był Hegel (ale - tu się zgodzę - nie jest to tak wielki autorytet jak autorytet historyka. Hegel był jednakowoż wybitnym znawcą historii filozofii i pokazywał w jaki sposób idee chrześcijańskie były nie do pogodzenia z fundamentami ideowymi antycznego bytu państwowego.) Ale ponieważ Rzym to, generalnie rzecz biorąc, paskudztwo - nie mam tego za złe chrześcijaństwu. Odpowiedz Link Zgłoś
donq Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 01.03.07, 14:29 Ja tez nie czytalem Gibbona, ale jest na mojej liscie, duzo wyzej od Hegla :). O przyczynach upadku Rzymu posilkujac sie Gibbonem pisze we wstepie do "Ostatniej Kohorty" p. Lysiak (koszmarna rzecz jako powiesc nota bene, powinien raczej poprestac na opisywaniu Salonow). Przyczyn jest dobrych kilka, chrzescijanstwo o ile pamietam jedynie jedna z nich, i nie najwazniejsza. Podstawowa jest upadek kultury i moralnosci. Analogie z czasem obecnym sie narzucaja, ale analogie bywaja zwodnicze... > Podobnego zdania natemat roli chrześcijaństwa w schyłkowych latach Rzymu był > Hegel (ale - tu się zgodzę - nie jest to tak wielki autorytet jak autorytet > historyka. Hegel był jednakowoż wybitnym znawcą historii filozofii i pokazywał > w jaki sposób idee chrześcijańskie były nie do pogodzenia z fundamentami > ideowymi antycznego bytu państwowego.) No prosze, napokazywal wybitny znawca, a tradycje rzymskie z chrzescijanstwem pozenione z sukcesem przez sprytnych klechow zostaly juz dawno przed nim. Hmmm... DonQ Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 02.03.07, 01:23 Tu dużo nie napiszę. Książka Gibbona z tego, co o niej czytałem i rozmawiałem, na pierwszym miejscu przyczyn upadku Rzymu - słusznie czy nie - stawia chrześcijaństwo. Co do "upadku kultury" jako przyczyny - to to jest czysta tautologia, masło maślane, nic nie wyjaśniające. O "upadku moralności", to ci się chyba Gibbon z Tacytem pomylił. Ten stworzył gotowy i nieskończenie eksploatowany wzór dla konserwatywnego biadolenia (fakty zaś są takie, że "zepsucie obyczajów" dotyczyć mogło tylko niezbyt licznych elit i wcale nie w całości. Większość prostych mieszkańców imperium wyznawała etykę, z której wyłoniło się chrześcijaństwo. Etyka chrześcijańska nie jest bowiem tworem Rzymowi obcym, czymś niezwykłym w swoim rygoryzmie czy charytatywności, co przyszło z zewnątrz do "zdegenerowanych pogan". W istocie chrześcijaństwo jest niedodrodnym dzieckiem cywilizacji śródziemnomorskiej, tyle że schyłkowym i dla państwowości - jeśli rację miał Gibbon - rozkładowym). Co do Hegla - twój zarzut jest kompletnie kulą w płot. Katolicyzm oczywiście jest rzymski pełną gębą. Ale rzymskiej kultury państwowej w nim nie ma. To z nią - był on, zdaniem Hegla, sprzeczny. Chrześcijańska kultura państwowa była wyraźnie odmienna (średniowiecze, w. XVII). Rzymską kulturę państwową próbowała odtworzyć Rewolucja Francuska (stąd mamy patriotyzm jako wartość). Śpieszysz się, by bez przerwy czemuś dowalać. Słusznie czy nie. Inna formuła rozmowy ci nie odpowiada?:) Odpowiedz Link Zgłoś
donq Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 02.03.07, 14:49 To ja tez duzo nie napisze, bo tez tylko peplam co o Gibbonie napisal Lysiak i to jeszcze zapewne niedokladnie pamietam. > Co do "upadku kultury" jako przyczyny - to to jest czysta > tautologia, masło maślane, nic nie wyjaśniające. Wcale nieprawda - upadek kultury ("indifference to unique values that created it") jest czyms calkiem roznym od upadku cesarstwa jako cywilizacji i bytu politycznego. > Co do Hegla - twój zarzut jest kompletnie kulą w płot. Katolicyzm oczywiście > jest rzymski pełną gębą. Ale rzymskiej kultury państwowej w nim nie ma. Alez ja mu nic nie zarzucalem, po prostu teza o calkowitej sprzecznosci tradycji rzymskich z chrzescijanstwem wydala mi sie bez sensu. Dziekuje pokornie za wyjasnienia. Rewolucja francuska nie probowala odtwarzac Rzymu. Celem bylo zbudowanie swiata na nowo, oczywiscie na gruzach starego, wedlug nowych recept. Co do 'nieobecnosci rzymskiej kultury panstwowej' w chrzescijanstwie moge powiedziec tyle: - istnialo 'cesartwo rzymskie narodu niemieckiego', co swiadczy co najmniej o tym, ze czuto (ladna forma, prawda) potrzebe odwolania sie do 'rzymskiej kultury panstwowej' - katolicyzm nie ma w sobie zadnych 'kultur panstwowych', poniewaz nie jest ideologia polityczna, nawet jesli historycznie organizmy panstwowe byly 'chrzescijanskie' lub 'katolickie', nawet jesli istnialo Panstwo Koscielne i nawet jesli prawomocnosc wladzy wywodzono z Boskiego namaszczenia DonQ Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 01.03.07, 11:15 "P.S. Moze i DonQ by bronil Heliosa, moze nie. Pospekulowac zawsze milo. > DonQ nie nazywalby sie jednak DonQ wtedy, bo DonQ by nie powstal..." Dlatego napisalem "jakis donq". Donq jako rodzaj a nie jako konkretne indywiduum. Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 28.02.07, 15:47 > Od objawien w tym sensie nie ma ucieczki. "Od tradycji", kolego. To uargumentowałeś (lepiej lub gorzej). A nagle, ni z gruszki ni z pietruszki, wstawiasz do konkluzji jakieś "objawienia". Odpowiedz Link Zgłoś
donq Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 28.02.07, 15:59 Dziekuje waszmosci za dobre slowo. Zapewne 'gorzej'. Do starej rozmowy o destruktorach / przeobrazicielach tradycji nie ma co wracac (ja w kazdym razie dowiedzialem sie od Ciebie wtedy co chcialem i dalej uwazam Cie za malpe z siekiera). O objawieniach powinienes sporo wiedziec. Czym sa te 'demaskacje', ktore pokazuja 'prawdziwe zrodla', etyki seksualnej czy czegos innego. Toz to najczytszej wody 'iluminacje', ktorymi po 'smierci Boga' yntelygenci zaspokajaja swoje potrzeby religijne. DonQ Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 28.02.07, 16:42 "O objawieniach powinienes sporo wiedziec. Czym sa te 'demaskacje', ktore pokazuja 'prawdziwe zrodla', etyki seksualnej czy czegos innego. Toz to najczytszej wody 'iluminacje', ktorymi po 'smierci Boga' yntelygenci zaspokajaja swoje potrzeby religijne." "Najczystszej wody" to przesada. Krytyka etyki chrzescijanskiej to nie tylko iluminacje. Ale mniejsza o to. Ty preferujesz stare zabobony nad nowymi. Bo te stare juz nie grozne a te nowe wszystko moga wywrocic. Szanuje taka postawe. Tyle, ze ja osobiscie nie moge przejsc obojetnie obok faktu, ze sie ludziom wciska kit - czy nowy czy stary. Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 28.02.07, 20:31 Primo: donq nie odpowiedział na moje pytanie. Ucieka w retorykę ("a wy też...") Secundo: Nie ma porównania pomiedzy wiedzą nauk humanistycznych a jawną arbitralnością "objawień" (na rysie owej arbitralności polega "objawioność"). Niestety, samsa, twoje napaści na nauki humanistyczne nie mogą sprawić na mnie dobrego wrażenia. Odwołujesz się do dyskredytujących stereotypów ("szarlatani", "Sokal wszystko skompromitował") co jest właściwe ideologiom (w tym wypadku jest to - wbrew zaprzeczeniom - scjentyzm), a nie - racjonalności. Aby wam obu trochę utrzeć nosa: Wymieniliście się między sobą ukłonami uznania za wspólnie wyrażoną pogardę dla myśli Hegla i spuścizny po niej. Pytanko: Czy czytaliście c o k o l w i e k tego autora?:) "To by było na tyle" - w kwestii powagi intelektualnej waszych zarozumialstw. Donq pisze gdzieś, że jest "przepaść" pomiędzy statusem poznawczym fizyki a psychoanalizy. Przesąd:) Takiej przepaści w przypadku współczesnej fizyki - nie ma. Koniec kropka. Jest pomiędzy pewnością dzisiejszej psychoanalizy a fizyki dajmy na to XVIII i XIX-wiecznej (tej "o spadaniu kulek", etc.). Ale przeciwników należy ustawiać sobie równych. Fizyce klasycznej należy znaleźć partnera w klasycznej psychologii (której tezy w rodzaju "psychika unika bólu" są w pewnym zakresie równie ewidentne poznawczo, co zasady dynamiki Newtona czy transformacje Galileusza - tylko mniej płodne technologicznie - ot i cała różnica) A co do "objawionego" charakteru tez humanistyki - traktuję to jako zaczepkę słowną. Mówiłem o "objawieniu" w takim znaczeniu w jakim postulujesz je ty - dosłownym. Więc nie rozmydlaj sprawy - we właściwy sobie sposób, kiedy cię trochę bardziej przyszpilić. Odpowiedz Link Zgłoś
donq Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 28.02.07, 21:43 > Primo: donq nie odpowiedział na moje pytanie. Ucieka w retorykę ("a wy też...") A na jakie pytanie nie odpowiedzialem, nickutrzy? > Secundo: Nie ma porównania pomiedzy wiedzą nauk humanistycznych a jawną > arbitralnością "objawień" (na rysie owej arbitralności polega "objawioność"). Doprawdy? Porazony jestem naukowoscia i nieodparta moca argumentacyjna powyzszego zdania. Naturalnie lewackie zalosne okreslenia "swiatly", "oswiecony" itp. nie maja nic wspolnego z objawieniami. > Niestety, samsa, twoje napaści na nauki humanistyczne nie mogą sprawić na mnie > dobrego wrażenia. Odwołujesz się do dyskredytujących stereotypów > ("szarlatani", "Sokal wszystko skompromitował") co jest właściwe ideologiom (w > tym wypadku jest to - wbrew zaprzeczeniom - scjentyzm), a nie - racjonalności. Nie wiem, jak tam samsa, ale moim celem nie jest sprawianie dobrego wrazenia na nickutrzy. A jak tam racjonalnosc? Nie rozplynela sie w poezji jeszcze? Zapewne nie jest ideologia peplanie o "prawdziwych zrodlach etyki seksualnej", "zdemaskowaniu" czy "zdekonstruowaniu" tego czy innego "przesadu" czy "zabobonu" itp. > Aby wam obu trochę utrzeć nosa: Wymieniliście się między sobą ukłonami uznania > za wspólnie wyrażoną pogardę dla myśli Hegla i spuścizny po niej. > Pytanko: Czy czytaliście c o k o l w i e k tego autora?:) > "To by było na tyle" - w kwestii powagi intelektualnej waszych zarozumialstw. Nos utarty. Jesli o mnie chodzi, czytalem nieco _o_ Heglu. Wiem, ze to nie to samo, ale mnie wystarczy - nie mam zycia na meczenie sie z wstepnie odsianymi dzielami. A warto Hegla poczytac? > Donq pisze gdzieś, że jest "przepaść" pomiędzy statusem poznawczym fizyki a > psychoanalizy. > Przesąd:) Takiej przepaści w przypadku współczesnej fizyki - nie ma. Koniec > kropka. Jasne, ze przesad - postmodernisty dawno juz zdekonstruowaly i obnazyly falsz tego typu iluzji. Bzdury i absurdy, za pomoca ktorych rozne "nauki" chcialyby sie dowartosciowac. No chyba, ze za "wspolczesna fizyke" przyjac jakies tam wypociny typu "alternatywna nieopresyjna fizyka feministyczna" - wtedy rzeczywiscie przepasci do innych "nauk" nie ma. DonQ Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 01.03.07, 00:26 > A na jakie pytanie nie odpowiedzialem, nickutrzy? A no na takie (przypominam treść mojego postu): > donq napisał: > >Od objawien w tym sensie nie ma ucieczki. >"Od tradycji", kolego. To uargumentowałeś (lepiej lub gorzej). >A nagle, ni z gruszki ni z pietruszki, wstawiasz do konkluzji >jakieś "objawienia". To, że nie ma znaku zapytania, chyba nie zwalnia cię od elementarnej domyślności. (Choć prawdę mówiąc cała nasza rozmowa wygląda trochę w ten sposób, że unikasz spotkań istotnych udając głuchego). Chcesz ze znakiem zapytania?:) Proszę: Jakim prawem rozumowanie dowodzące konieczności tradycji kończysz konkluzją o konieczności "objawienia"? > A warto Hegla poczytac? Warto. Choćby po to, żeby rozumieć własną tradycję, która jak mądrze piszesz jest "historyczna" (wątpię czy przemyślałeś, co rozumie się pod tym słowem). I tak się składa, że nie skończyła się wraz z napisaniem ostatniego zdania Apokalipsy. A poza tym warto nie mądrzyć się autorytatywnie o szkodliwości czyjeś filozofii, jeśli nie czytało się ani jednego zdania z jego książek:) Bo to mocno obniża powagę intelektualną człowieka. (Może u was jest inaczej, sądząc np. po standartach pracy dziennikarskiej reprezentowanych przez jedną z wschodzących gwiazd publicystyki prawicowej. Najwyraźniej jej stosunek do własności intelektualnej w niczym nie odjął jej uznania w środowisku prasy prorządowej. Rewolucja konserwatywna rozwija swe skrzydła:) Stary, ja mam do ciebie prośbę mimo wszystko postarajmy się obaj zbastować z pomiatania sobą nawzajem. Rozumiem, że szkaradna nowoczesna racjonalność wolna od wartościowania musi przez chrześcijanina zostać przezwyciężona już na poziomie pojedynczych słów ("mętne łby", "bzdury", "absurdy", "żałosne", "wypociny", "peplanie"). Jak rozumiem - o poglądach bliskich adwersarzowi oraz ich wyznawcach (a więc zapewne - również rzeczonym adwersarzu) Absolutnie bowiem nie chodzi chrześcijaninowi o "sprawianie dobrego wrażenia na rozmówcy" (rzekłbym unika tego jak ognia!:) lecz o jasne odróżnienie, panie dziejku, dobra od zła! Cóż za maniera prawdziwego tradycjonalisty, godna szermierza kontrreformacji, który nigdy nie zapomniał wstawić "luterów psów". Rozumiem, że jest to niezbędne wsparcie wiarygodności twoich argumentów?:))) (Co do psychologii - opiera się na niej przemysł reklamowy. Gdyby nie ogromna moc przewidująca i skuteczność, czy kapitał, który niczego nie ryzykuje bez powodu, płynąłby w ten biznes jak rzeka? Ośmielam się powiedzieć, że wszechświaty równoległe, superstruny czy elektrony cofające się w czasie nie mają nawet w części tej mocy przewidującej. Powinieneś, gdybyś był konsekwentny, nazwać to wszystko "bełkotem", jak masz w miłym zwyczaju. Ale coż innego jest fizyką współczesną, jeśli nie - te teorie?) Odpowiedz Link Zgłoś
donq Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 01.03.07, 14:08 > Proszę: Jakim prawem rozumowanie dowodzące konieczności tradycji kończysz > konkluzją o konieczności "objawienia"? W zasadzie nic nie mowilem o 'koniecznosci' objawienia (tak rozumianego, jak Ty z nim walczysz). Nie uwazam, ze tradycja powinna sie opierac na 'objawieniu'. Zrodla sa w mroku i co za roznica, czy zrodlem pewnych elementow jest 'objawienie' czy nie. Twoj "istotny" problem jest dla mnie nieistniejacy, w zwiazku z czym nie komentowalem. Na dobra sprawe kazdy wplyw na czlowieka, ktory go do czegos przekonuje mozna uznac za 'objawienie', szczegolnie jesli zdaje sie 'otwierac oczy' (tak jak Twoje rozne 'demaskacje'). Twoje rozroznienie tradycji religijnych i swieckich jako centralne dla roznych wywodow jest dla mnie calkiem nieistotne. Zas to, ze lewactwo jest 'swiecka' religia nie ulega dla mnie watpliwosci. Jej domniemana 'nieobjawionosc' jest pozorna ('oswieceni' to powinni wiedziec) i nieistotna, jej brak centralnej Kongregacji Tradycji Swieckich (okresowo podobne twory bywaly - sam bylem w szkole dumnym czlonkiem Towarzystwa Krzewienia Kultury Swieckiej) tez tego nie zmienia. Ja nie uwazam, ze religia jest dobra a filozofie niereligijne sa zle. Ja w ogole rozroznienie systemow pogladow, ideologii, kultur, cywilizacji i czego tam jeszcze na podstawie posiadania lub nieposiadania opowiesci o Bogu uwazam za calkowicie nieistotne (no, moze jest to jeden z aspektow, jakos tam charakteryzujacy). To prawda, to rozroznienie jest mocno obecne w swiadomosci ludzi z naszego kregu kulturowego, glownie w wersji "kontynentalnej" (francuska "laicite" to wyraz tej obsesji), bo zostal zaszczepiony przez walczacych z religia francuskich publicystow doby tzw. "oswiecenia" (nie mylic bron Najwyzsza Istoto z 'objawieniem'), zwanych "philosophes". Ja nie dlatego nie znosze lewactwa, bo nie wierzy w Boga (jestem calkowicie w stanie zaakceptowac ludzi nie wierzacych w Boga o ile nie sa ogarnieci obsesja laicite i palenia Kosciolow). Ja go nie znosze za calosc swiatopogladowa i destrukcyjnosc tego, co w naszej tradycji najlepsze. Bo Ciebie, drogi nick3, w tradycji interesuja dwie rzeczy: 1. Zrodlo jezyka i pojec do zbudowania 'pakietu dla neofity': przydatnosc (niezbednosc w zasadzie) dla lewaczenia ludzi niezlewaczonych - trzeba do nich mowic tak, by rozumieli 2. Zrodlo dla znalezienia garoty, aby owa tradycje nastepnie owa garota zadusic. Duszac reklamujesz sie jako 'spadkobierca tradycji krytycznej', ktora rzeczywiscie istnieje. Innymi slowy - tradycja jest dla Ciebie tym, czym sa dzieci dla tych, ktorzy je wsadzaja do beczek. Zas 'tradycji krytycznej' nie powinni uzywac ludzie nieodpowiedzialni, jak siekier. Szkodliwosc Hegla jest rzecza dobrze znana, o Heglu czytalem wystarczajaco duzo (mnie wystarczy), jesli chcesz moge podac zrodla. Jak bede mial nastroj i czas to moze nawet 'miszcza' poczytam. Istotnie moim celem nie jest sprawianie dobrego wrazenia na rozmowcy. Czasem wrecz przeciwnie - jesli w opinii lewakow jestem 'ciemnym katofaszysta', utwierdza mnie to w przekonaniu, ze nie bladze :) Ja nie twierdze, ze psychologia jest nieskuteczna. Moj psycholog nazista tez byl skuteczny. Zasadnicza roznica z fizyka jest taka, ze psychologia zajmuje sie ludzmi, ktorzy maja wolna wole. Reklama na niektorych dziala, na niektorych nie (owszem, reklama wie, jak skutecznie przekonywac). Ja wiem, ze jednym z lewackich mitow jest to, ze czlowiek jest calkowicie zdeterminowany przez rozne rzeczy ('wolnosc to uswiadowienie sobie koniecznosci'). Tylko traktujac czlowieka jak spadajacy kamien mozna stawiac psychologie na tym samym poziomie epistemologicznym co fizyke. Ot - chumanizm. DonQ Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 02.03.07, 02:08 Przyłapany - mącisz. (Z tym Objawieniem) Po prostu wiesz, że tezy o niezbędności zewnętrznie podyktowanego, nadprzyrodzonego prawa etycznego dla istnienia kultury byś nie przeprowadził. Zawsze więc w takiej sytuacji dobrze jest pierwszemu zarzucić mącenie adwersarzowi (uderzenie prewencyjne:) Ponadto twoja główna metoda sprowadza się do ulubionej strategii "usymetrycznienia" (choćby nie wiadomo jak naciąganego): > Na dobra sprawe kazdy wplyw na czlowieka, ktory go do czegos przekonuje mozna > uznac za 'objawienie', Na takie gładkie wodolejstwo jak powyżej, to ja nie mam czasu, don. Tłumaczysz się ze swojej maniakalnej agresji wobec "lewactwa": > Ja go nie znosze za calosc swiatopogladowa i > destrukcyjnosc tego, co w naszej tradycji najlepsze. A co w naszej kulturze jest, według ciebie, najlepsze, jeśli nie "wiara w Boga"? To ja już się naprawdę pogubiłem! Zakazy seksualne!? Na to mi wygląda:) To by nawet całkiem dobrze korespondowało z wytłumaczeniem żaru zawziętości, z jaką Poddany (zwłaszcza Poddany Metafizyczny) tępi Wywrotowca (patrz: zakończenie mojego klasycznego fragmentu o Wielkim Inkwizytorze) Wiem, moja winą jest to, że chcę "dusić garotą" i "traktuję ludzi jak spadające kamienie". Don, ja tak nie umiem rozmawiać. Koniec kropka. Jesteś niesprawiedliwy do granic obłędu. Co do tradycji i krytyki: Zanim przypiszesz mi najpodlejsze i najpodstępniejsze możliwe zamiary, wyjaśnię ci krótko, jak myślę. PRZECZYTAJ TO. Być może konserwatysta ma rację, że etyka jest możliwa w kulturze dzięki temu, że refleksja krytyczna jest immanentnie niedostateczna (tę niedostateczność zwiemy: tradycją). Ale nie przeczy to w żaden sposób faktowi, że wszelka odmowa refleksji jest nieetyczna (bo jest odmową komunikacji, a więc przemocą). Mówiąc to po góralsku: część zadnia jest człowiekowi do życia potrzebna i tylko wariat wmawia sobie, że się jej pozbędzie, albo że jej nie ma. Ale jednakowoż należy dołożyć wszelkich starań, by do bliźnich zwracać się twarzą. Nie ma w krytycyzmie - jak daleko by posuniety nie był - żadnej "małpy z siekierą"! Kultura europejska krytycyzmem żyje. To jest jej najlepsza krew! Krytycyzm nie musi ograniczać się wobec tradycji. On ma tradycję po swojej stronie - ona "już tu jest" (i tylko warto żeby temu nie przeczył)! PS. Powiedz żonie, żeby muzułmanów się tak bardzo nie bała. Mąż mojej dawnej dziewczyny, która mieszka w Danii, jest muzułmaninem. Żyją ze sobą już 5 lat. Wysłałem mu naszą rozmowę. Był nią bardzo zaciekawiony i prosił, bym przesłał wam jego pozdrowienia. PS2 A humanistą i tak nie jesteś - można by odnieść wrażenie, jakbyś się dyskretnie podpinał: "nas, chumanistów" (mam nadzieję, że ci na tym nawet nie zależy:) Ty jesteś Zbawiony (a to trochę inna kategoria:) A szkodliwego Hegla warto poznać w nim samym, a nie w wielostronnych, jak wierzę, recenzjach. Pa, doncio:) Odpowiedz Link Zgłoś
donq Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 02.03.07, 14:29 > Po prostu wiesz, że tezy o niezbędności zewnętrznie podyktowanego, > nadprzyrodzonego prawa etycznego dla istnienia kultury byś nie przeprowadził. Nawet nie probuje, bo czy jest to zbedne czy niezbedne jest calkowicie nieistotne. Tylko manie lewackie kaza to uwazac za istotne. Moje 'usymetryzowanie' nie jest naciagane. Jak juz rzeklem, nominalny brak 'objawienia nadprzyrodzonego' w mentalnosci lewackiej nie pozbawia jej charakteru religijnego. Niech bedzie, ze quasi-religijnego, bo Boga 'nadprzyrodzonego' w nim nie ma (ale swieci sa pelna geba, nawet jesli ta czy inna sekta ma nieco inny zestaw swietych). Tak uwazam i juz, zadne wodolejstwo. To, co w naszej kulturze jest najlepsze jest to, przeciw czemu wystepuje lewactwo (to niemal zelazna zasada) - przekonanie o istnieniu prawdy, dobra i obiektywnych zasad etycznych, racjonalnosc i logika (Twoja racjonalnosc i logika sluzy tylko do rozpuszczenia w poezji), niech bedzie 'tradycja krytyczna' (nie wpuszczac malp z brzytwa!), pojecie sprawiedliwosci i istnienie prawa (:)), itp. Po przyjeciu owych rzeczy za wlasne mozna sie domyslic 'nadprzyrodzonej mocy' za nimi, ale jak sie ktos nie domysla, to trudno (byle kosciolow nie palil). > Ale nie przeczy to w żaden sposób faktowi, że wszelka odmowa refleksji jest > nieetyczna (bo jest odmową komunikacji, a więc przemocą). To tylko umyslowi lewackiemu sie wydaje, ze krytyka musi byc posunieta do skrajnosci, by byla krytyka (a wszystko inne jest "odmowa refleksji"). Mozna nawet zaryzykowac twierdzenie, ze lewacki jest mozg, ktory nie posiada intelektualnego instynktu samozachowawczego, ktory pozwala uniknac samozniszczenia. Jest to wynik dlugotrwalego tresowania zachwytem dla buntow i rrywolucji. Tymczasem dojrzalosc i odpowiedzialnosc intelektualna polega na tym, by wiedziec gdzie sie zatrzymac, a nie na tym, by slepo isc przed siebie zamykajac oczy (lub nigdzie nie isc, co jest innym zachowaniem lewackiego mozgu, innych nie ma). Co do lewackiego rozumienia "przemocy" i jej centralnego miejsca w rozumieniu swiata to calkowicie go nie podzielam i uwazam za kuriozum, wydumany i sztuczny problem. Jesli "przemoca" ma byc nawet "odmowa komunikacji", to ja jestem rzeczywiscie zamordysta strasznym, bo to ja wybieram z kim rozmawiam. Nie ma zadnego moralnego obowiazku rozmowy z kazdym. Lewacka idea 'przemocy' tlumaczy lewacka skrzywiona idee 'tolerancji'. Tak jak dla lewaka 'przemoc' to nie jest agresja skierowana przeciwko innym, ale brak naleznej empatii (ktora musi byc 'non-judgemental' oczywiscie), tak 'tolerancja' to nie jest po prostu cierpliwe znoszenie rzeczy, ktore sa nam niemile (i ktore to cierpliwe znoszenie zawsze ma granice), ale nakaz entuzjastycznej akceptacji. Ten rodzaj myslenia jest obecnie dosc rozpleniony - lewacka wojna kulturowa nie jest bez sukcesow. Mam sie (czy tez moja zona) nie bac muzulmanow, bo Ty tak mowisz albo bo Twoja byla dziewczyna ma meza muzulmanina od 5 lat? Wybacz, ale powiedz sam - czy to wiele znaczy? I przestan wmawiac wszystkim strach. Muzulmanie sa nas zagrozeniem (coraz powazniejszym i prawdopodobnie smiertelnym). Obiektywnie, nie dlatego, ze ktos podstepnie nas nimi straszy. I nie ludz sie, Ty jako calkowity bezboznik pojdziesz pierwszy pod noz. Mozliwe, ze sam sie nawet tam zaprowadzisz. Nie, nie chcialem sie podpinac pod chumanizm. Chcialem powiedziec, ze dla muzulmanow Europa zasadnie moze wydac sie chumanistyczna (czyli slaba, niegrozna i coraz bardziej kruszejaca do konsumpcji). To czy bede zbawiony to sie okaze. Moze Bog w swojej sprawiedliwosci uzna, ze wskutek mojej niecheci do blizniego nicka3 nie zasluguje na zbawienie? DonQ Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 02.03.07, 15:00 Donq, atak malp z brzytwami w czasie tzw. Oswiecenia nie przyniosl Europie zaglady, wrecz przeciwnie - Europa wlasnie wtedy podbila reszte swiata. Samorefleksja i sceptycyzm sa cecha wyrozniajaca kultury europejskiej i zrodlem jej sily. A z drugiej strony im bardziej Zachod byl bogobojny tym byl i slabszy. Podobnie zreszta bylo z islamem, ktory nie wtedy odnosil najwieksze sukcesy, kiedy sie zamykal w fundamentalizmie a wtedy, kiedy dopuszczal dyskusje. Dlaczego teraz mialoby byc inaczej? Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa "antylewacka" histeria 02.03.07, 18:10 Ciekawe donq, ze chociaz wiele spraw widze podobnie do ciebie to jednak jedno jest mi calkowicie obce: twoja histeryczna "antylewackosc". Byc moze bierze sie to stad, ze ja juz prawie od cwiercwieku mieszkam na Zachodzie - punkt widzenia zalezy pewnie czesto od miejsca zamieszkania. To co ty nazywasz "lewackoscia" jest dla kultury Zachodu endemiczne. Ze tak powiem, zachodni system immunologiczny jest na to uodporniony. Co wiecej, te wszystkie "lewackie" infekcje z czasem wychodza organizmowi raczej na dobre. Troche zamieszania zapobiega skostnieniu. Do prawdziwych spustoszen "lewackosc" doprowadzila nie na samym Zachodzie (bawarska czy wegierska republiki rad to byly raczej farsy niz tragedie) a na jego peryferiach lub poza nim - w Rosji czy w Chinach. Oczywiscie przy okazji ucierpieli tez Polacy i moze stad ta rozpowszechniona w Polsce "antylewacka" alergia. Odpowiedz Link Zgłoś
donq Re: "antylewacka" histeria 02.03.07, 18:59 > Ciekawe donq, ze chociaz wiele spraw widze podobnie do ciebie to jednak jedno > jest mi calkowicie obce: twoja histeryczna "antylewackosc". Wiem, zdazylem sie zorientowac. > Byc moze bierze sie to stad, ze ja juz prawie od cwiercwieku mieszkam na > Zachodzie - punkt widzenia zalezy pewnie czesto od miejsca zamieszkania. > To co ty nazywasz "lewackoscia" jest dla kultury Zachodu endemiczne. Ze tak > powiem, zachodni system immunologiczny jest na to uodporniony. Nie wiem gdzie mieszkasz ('Zachod' 'Zachodowi' nierowny). Ja sadze, ze (przynajmniej niektorym krajom Zachodu) przydaloby sie cwiercwiecze (conajmniej) realnego socjalizmu. Oni nie rozumieja, co to jest. Taka szczepionka by sie przydala. Nie uwazasz, ze zalosne jest pouczanie Polakow przez bylych admiratorow Sowietow a obecnie w duzym stopniu wlodarzy Unii z pozycji 'awangardy cywilizacyjnej' jakie to dobre sa te lewackie pomysly 'wolnosciowe'? Oni powinni pokornie z glowa posypana popiolem przyjezdzac do nas na nauki dotyczace czerwonych ekscesow. Tego jednak nie moga zrobic, bo lewacka emancypacja wyklucza pojecie winy i odpowiedzialnosci, wiec w swoich oczach sumienia maja czyste jak gladka jest pupa niemowlaka (lub w ogole nie maja sumien). No jak ktos sie chce sie infekowac i potem dlugotrwale leczyc to jego sprawa. Ale dlaczego zarazac wtornie kraj, ktory juz sie troche wyleczyl? Toz to w stylu postympowych Murzynow jest. Wiele krajow zachodu nie jest uodpornionych lecz przewlekle zarazonych. Widziales moze festyny komunistow we Francji? Plakaty z sierpami i mlotami zapraszajace na odczyty slawiace wielkiego Mao we Wloszech (ktorych prezydentem jest komunista)? Dwie partie 'trockistowskie' plus partia komunistyczna biorace udzial w wyborach lokalnych we Francji bodajze w 2004 roku? Lewackich odrazajacych 'bojownikow o wolnosc' z 68 roku z podniesionym czolem odgrywajacych dzis rowniez role 'wolnosciowcow'? Slyszales moze o lewackiej histerii w Paryzu (przedstawienia, odezwy, petycje) rozpetanej, bo powstal pomysl przekazania Wlochom lewackiego terrorysty z 'epoki olowiu', ktoremu kiedys Francja udzielila azylu (bo 'faszysta Berlusconi' nie bedzie nam plul w twarz)? Wszystkim tym otwarcie czerwonym towarzyszy grupa rozowa, spogladajaca lagodnym okiem na ekscesy czerwonych i pelna zrozumienia dla ich 'bledow mlodosci' a przede wszystkim dla ich fascynacji ideologicznych. To sa 'malpy z siekiera', komunisci kulturowi vel 'eurokomunisci', dazacy przez powolna zmiane kultury (aby nie wygladalo na infekcje zbyt nachalnie) do tego samego celu co komunisci od robienia rrywolucji - powstania Nowego Swiata i Nowego Czlowieka. DonQ P.S. A najsmutniejsze jest, ze mentorstwo recyklingowanych altorytetow z Zachodu znajduje taki pozytywny rezonans wsrod naiwnych Polakow... Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Re: "antylewacka" histeria 02.03.07, 20:49 Mieszkam w Niemczech. Ty piszesz o folklorze politycznym. I do tego wymierajacym Wielu z tych rewolucjonierow z 68 to dzisiaj piewcy neoliberalizmu. Amerykanscy ideologowie neocons to w wiekszosci nawroceni trockisci. Jest takie powiedzonko "kto w mlodosci nie byl socjalista, ten nie ma serca, kto w wieku dojrzalym ciagle jeszcze nim jest, ten nie ma rozumu". To wszystko. Untergang des Abendlandes to od tego nie bedzie. Polakow, Czechow czy Wegrow to moze wkurzac, ale nie zapominaj: To nie zadnych lewakow bylismy ofiarami a sowieckiego imperium. Odpowiedz Link Zgłoś
donq Re: "antylewacka" histeria 03.03.07, 02:02 > Mieszkam w Niemczech. Domyśliłem się. Jaki ja jestem domyślny, sam się sobie czasami dziwię :) > Wielu z tych rewolucjonierow z 68 to dzisiaj piewcy neoliberalizmu. > Amerykanscy ideologowie neocons to w wiekszosci nawroceni trockisci. Wiem. Nie przepełnia mnie to sympatią do nich. Neofici, zwłaszcza nadgorliwi, są podejrzani. Co do rewolucjonistów z 68 roku, nie wiem co pieją. Staram się jak najmniej patrzeć na nich i słuchać tych kreatur. Ale to nie folklor. Tzn. folklorem obecnie jest uliczna partyzantka, z tym się zgodzę. Teraz rrywolucja przeszła w fazę wojny kulturowej. Powiedzonko znam, z drugą częścią się zgadzam, z pierwszą nie. Młodość nieodłącznie zawiera naiwność, ale nie oznacza głupoty. Co do mieszkania w Niemczech, to bez złośliwości i sarkazmu szczerze współczuję. Mój najdłuższy pobyt w Niemczech to dwa tygodnie i to mi całkowicie wystarczy (obecnie Niemcy to dla mnie kraj tranzytowy z konieczności - ciężko ominąć jadąc gdziekolwiek). Nie wyobrażam sobie, jak można być Polakiem, mieszkać w Niemczech i nie zostać schizofrenikiem. Może Ty mnie oświecisz? Niemcy dla mnie to paskudna mieszanka siły gospodarczej i politycznej, pochrzanionej mentalności (od strony intelektualnej zaczęło się od Hegla czy jeszcze wcześniej?) i upadku kulturalno-moralnego na własne życzenie. Jeśli Europę reprezentują Niemcy (a uważa się, że Unia to przybudówka potęgi Niemiec), to ja bym się wypisał. DonQ Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Re: "antylewacka" histeria 03.03.07, 10:03 "Niemcy dla mnie to paskudna mieszanka siły gospodarczej i politycznej, pochrzanionej mentalności (od strony intelektualnej zaczęło się od Hegla czy jeszcze wcześniej?) i upadku kulturalno-moralnego na własne życzenie. Jeśli Europę reprezentują Niemcy (a uważa się, że Unia to przybudówka potęgi Niemiec), to ja bym się wypisał." Przesady, przesady, przesady. I resentymenty. Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Re: "antylewacka" histeria 03.03.07, 16:58 "Domyśliłem się. Jaki ja jestem domyślny, sam się sobie czasami dziwię :)" Nie wiem, czy ja taki domyslny jestem ale domyslam sie, ze mieszkasz w zamknietym osiedlu. Sporo w tobie niezbyt chrzescijanskiej agresji. Zreszta wydaje mi sie, ze tak naprawde to ty wcale nie jestes wierzacym chrzescijaninem - co najwyzej jestes katolikiem z poczucia odpowiedzialnosci. Ty akceptujesz chrzescijanstwo z powodow pragmatycznych, jako sily stabilizujacej zycie spoleczne a nie dlatego zebys byl wewnetrznie przekonany o jego prawdzie. Gdyby tak bylo, to rola religii dla spoleczenstwa, kultury czy cywilizacji bylaby dla ciebie malo istotna w obliczu majestatu boga a "lewacy" wzbudzaliby u ciebie tylko litosc a nie tak gwaltowna niechec. Otoz ja "pytania ostateczne" traktuje powazniej niz ty (i niz nick3). Pytania o byt i niebyt, zycie i smierc, w tym o moje zycie i smierc, moje prywatne zbawienie. Dlatego nie pociesza mnie, ze klamstwa religii sa dobre czy konieczne dla spoleczenstwa, cywilizacji czy kultury (zakladajac, ze w ogole sa dobre czy konieczne). W obliczu takiej materii religijne klamstwa, kretactwa, szantaz i zastraszanie sa dla mnie ewidentnie nieetyczne. Tak ewidentnie, ze nie potrzebuje tu "wyzszej" instancji do ugruntowania tej oceny. Zeby nie bylo nieporozumien: nie twierdze, ze w przekazie chrzescijanskim jest tylko falsz, obluda i zastraszanie. Owszem, jest tez, jak i w innych systemach religijnych, glebia i madrosc. Ale to nic nie usprawiedliwia. Odpowiedz Link Zgłoś
donq Re: "antylewacka" histeria 04.03.07, 02:05 A mogłbyś rozwiać moje resentymenty i przesądy? Ja naprawdę jestem ciekaw jak to jest Polakowi w Niemczech. Rozumiem, że mogłeś odnieść wrażenie, że jest ze mnie Charles Maurras. Pozwól, że wyjaśnię. Jak juz mówiłem, nie uważam, że chrześcijaństwo jest nierozerwalnie powiązane z 'prawicą' czy też 'konserwatyzmem' i nie powinno być (właśnie ze względu na, jak to ładnie ująłeś, 'majestat Boga'). Za instrumentalne traktowanie katolicyzmu został przez Watykan potępiony Charles Maurras z jego Action Française. Jasne jest też dla mnie, że lewactwo jest zjadliwie antychrześcijańskie i z nim chrześcijaństwo z przyczyn naturalnych powiązane być nie może, stąd popularne wrażenie, że chrześcijaństwo jest 'konserwatywne'. To rzekłszy godzi się nadmienić, że dla wielu ludzi (w tym dla mnie) tradycja (zawierająca religię) jest ważna i chęć jej obrony przed małpami z brzytwą jest naturalna. Nie jest to tożsame z kupieniem sobie zasług w niebie, jednak trudno przystać na lewacką propozycję "wy tam sobie w zaciszu domowym bajajcie o Bogu, a my poprowadzimy świat doczesny". Postulat zamnkięcia religii w sferze prywatnej, choć tak atrakcyjny i naturalny dla "współczesnej wrażliwości", jest jedynie częścią antyreligijnego i antytradycyjnego projektu "zmiany kultury". Nie ma żadnego powodu, dla którego tzw. przestrzeń publiczna miałaby być nieskrępowanym polem wyrażania poglądów, pod warunkiem jednak, że źródłem tych poglądów nie jest religia chrześcijańska (a do tego lewacka 'neutralność' się sprowadza). Zauważ, że nasze rozmowy dotyczyły raczej kultury i tradycji, w których religia pełni istotną rolę niż religii jako takiej. Ciężko z lewakami prowadzić rozmowy o religii, zbawieniu i majestacie Boga, bo dla nich istnieje tylko kulturowy aspekt religii (to u tych bardziej wyrafinowanych, u mniej wyrafinowanych istnieje jedynie aspekt czysto polityczny, co więcej mówi o nich niż o chrześcijaństwie). Dlatego może Twoje spostrzeżenie, że mi zależy na kulturowej roli religii a nie na zbawieniu. Przyznaję, że z pyskówek na forum można odnieść takie wrażenie (to nie jest jednak forum religijne gdzie są ludzie, którzy chcą dyskutować o zbawieniu bo im to leży na sercu). Już pisałem - lewak jako małpa z brzytwą wzbudza moją niechęć (może nawet gwałtowną), bo zależy mi na świecie, w którym żyję i na tradycji, którą (nie bez zastrzeżeń) akceptuję. Nie dlatego, bo sądzę, że sprzeciw wobec lewactwa da mi życie wieczne. Pisałem też już, że człowiek, który nie wierzy w Boga, ale nie jest małpą z brzytwą (było takich zawsze i jest mnóstwo) nie budzi mojej niechęci i nie mam nic przeciwko niemu. Może rzeczywiście, jak piszesz, wzbudzać za to litość. Ciebie, z Twoich wypowiedzi, zaliczam do tej kategorii, wydaje mi się, że słusznie. Co do 'tradycji krytycznej', jeden cytat, który moim zdaniem dobrze ilustruje różnicę między autentyczną tradycją krytyczną a lewackimi barbarzyńskimi małpami z brzytwą: "To be civilized is to be able to criticize what we believe without ceasing to believe in it." DonQ Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Re: "antylewacka" histeria 04.03.07, 20:57 "Ja naprawdę jestem ciekaw jak to jest Polakowi w Niemczech." W zasadzie nie gorzej niz Polakowi w Polsce. Odpowiedz Link Zgłoś
donq Re: "antylewacka" histeria 04.03.07, 02:20 > Nie wiem, czy ja taki domyslny jestem ale domyslam sie, ze mieszkasz w > zamknietym osiedlu. W zasadzie nie wiem, co masz na myśli, więc nie mogę potwierdzić ni zaprzeczyć. DonQ Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Re: "antylewacka" histeria 04.03.07, 12:43 > W zasadzie nie wiem, co masz na myśli, więc nie mogę potwierdzić ni zaprzeczyć. > Mam na mysli tak modne w Warszawie ogrodzone osiedla. Odpowiedz Link Zgłoś
donq Re: "antylewacka" histeria 04.03.07, 13:23 Nie, nie mieszkam na ogrodzonym osiedlu w Warszawie (ani na ogrodzonym osiedlu gdzie indziej tez nie) :) Ciekaw jestem, jaki przesad doprowadzil Cie do tego przypuszczenia. DonQ Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Re: "antylewacka" histeria 04.03.07, 20:47 donq napisał: > Nie, nie mieszkam na ogrodzonym osiedlu w Warszawie (ani na ogrodzonym osiedlu > gdzie indziej tez nie) :) > > Ciekaw jestem, jaki przesad doprowadzil Cie do tego przypuszczenia. > > DonQ Ah, pasowalo mi to psychogramu. Ale jak widac nie jestem zbyt domyslny. Czas konczyc. Jak bedziesz zakladal blog, to wyslij mi link. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
donq Re: "antylewacka" histeria 05.03.07, 12:56 > Ale jak widac nie jestem zbyt domyslny. Ale wrecz przeciwnie, jestes! Przyznaje, ze robiac ze mnie Maurrasa miales troche racji. W odroznieniu od nickatrzy, ktory to, co ja pisze tlumaczy lekiem i egzystencjalnym lokajstwem (ale on chyba nie potrafi znalezc nic innego na wytlumaczenie pogladow innych). Ale musze przyznac, ze nie rozumiem, czym pasuje do mieszkancow ogrodzonych osiedli (i czy owi mieszkancy w ogole maja jakies wspolne cechy "psychogramow"). Bloga raczej nie bede zakladal, pyskowki na forum zabieraja mi i tak juz za wiele czasu... Rowniez pozdrawiam, DonQ Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa nick3, zaloz bloga, to pogadamy 02.03.07, 14:32 ciekawie z wami sie gada ale na tym zakurzonym forum to troche szkoda, bo tu pewnie nikt nie zaglada. Zaloz bloga, porozrzucaj troche linkow na forach i moze zbierze sie jeszcze paru ludzi, ktorych te tematy interesuja do dyskusji. Jak juz zalozysz, to wyslij nam mail na nasze konta przy gazeta.pl Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 01.03.07, 12:17 Drogi niku3 Po pierwsze primo to ja nic nie mam przeciwko naukom humanistycznym. Mam natomiast wiele przeciwko szarlatanerii, ktora sie na wielu fakultetach humanistcznych "kontynentalnych uniwersytetow" panoszy. Choc wyglada na to, ze postmodernistyczne ekscesy powoli wychodza z mody. Po drugie primo: pytasz, czy czytalismy Hegla. Otoz zauwaz, ze nikt rozsadny nie uwaza za istotne dla zrozumienia fizyki czytania dziel Newtona czy Einsteina. Kazdy wie, ze zeby zrozumiec ich teorie wystarcza zrodla z drugiej reki - np. szkolne podreczniki. Jak myslisz dlaczego tak jest? Ano wlasnie dlatego, ze fizyka ma wlasnie inny "status epistomologiczny" niz idealistyczna filozofia. Prawdziwa nauka rozni sie tym od religii czy metafizycznych spekulacji a tez od sztuki, ze jest kumulatywna. Zeby napic sie wody z tej rzeki nie trzeba sie cofac do zrodel - wiecej, im dalej od zrodla, tym woda lepsza. Nauka nie opiera sie na subjektywnych odczuciach a stosuje surowe kryteria intersubjektywnej weryfikacji. Dlatego nie jest konieczne, zeby teoria wzglednosci byla objawiona przez samego Einsteina - wystarczy dobry nauczyciel fizyki. Dotyczy to w zasadzie nie tylko fizyki a nauki w ogole, nawet nauk humanistycznych, choc tutaj sytuacja nie jest taka prosta. W przypadku systemow spekulacyjnych takich jak hegelianizm czy psychoanaliza tej kumulacji nie ma. Dlatego te niezliczone "szkoly", rozmnazajace sie jak religijne sekty. Dlatego zeby zrozumiec miszcza trzeba czytac jego dziela, bo na jego uczniow zdac sie nie da. Czytanie Hegla czy nawet Freuda jest niewatpliwie wazne dla historykow idei. Ja na to nie mam czasu. To co madrego odkryli, jest zywe i obecne w powszechnej swiadomosci i nie trzeba tego szukac w oryginalnych pismach. Reszta to "objawienie". Mysle, ze czas konczyc. Sluchaj, zamiast siedziec na tym prawie pustym forum, moze zaloz blog. Odpowiedz Link Zgłoś
yogisia Re: ErichFromm o rzeczywistych celach etyki seksu 27.02.07, 19:25 :))) Niezłe Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Re: ErichFromm o rzeczywistych celach etyki seksu 27.02.07, 19:39 Czy ja wiem?:) Odpowiedz Link Zgłoś
yrzyk Ale jaja... 26.02.07, 23:36 skąd ta uporczywa liczba mnoga. A religia werbalnie bronić sie nie musi bo... istnieje, nie zmienią tego ani popaprane mniszki, ani ksiądz Rydzyk. Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Cóż za finezja apologetyczna!:) 27.02.07, 00:22 Z tego, że coś istnieje nie wynika, że jest dobre. Teologia wprawdzie przedstawia taką definicję religii ("religia to więź z Bogiem"), w myśl której coś takiego jak zło religii jest niemożliwe. Ale "poważną wadą":) tej definicji jest to, że nie da się w żaden sposób pokazać, że realnie istniejąca religia jest właśnie tak rozumianą religią. Na mój gust próbujesz sprawę rozwiązać narzucaniem słów o odpowiednio spreparowanej definicji. Werbalizm. Odpowiedz Link Zgłoś
yogisia Re: Odniesiecie się wprost do moich postów o reli 26.02.07, 23:46 Niku 3! Chętnie bardzo ale .... twoje posty o religii są bardzo ogólnikowe, często nie poparte dowodami - zanim więc się do czegokolwiek odniosę proszę o wyjasnienia w dwóch chyba najważniejszych kwestiach: 1. Na jakiej podstwie twierdzisz, ze KK posługuje się metodami stosowanymi w sektach? 2. Co masz na myśli mówiąc, że NT jest przemocą psychologiczną? Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Re: Odniesiecie się wprost do moich postów o reli 27.02.07, 00:35 Niestety nie jestem, jak podejrzewasz nieco zgryźliwie, "chłopcem-wiecznie- przed-kompikiem". Wymaga to ode mnie sporego wysiłku, by pogodzić zajęcia dnia z dyskusją na forum. Może dziś byłem ostry w słowach (ciągle wątpię, by psychologiczno-moralne zarzuty wobec religii naprawdę kogoś osobiście raniły, ale jeśli ktoś z was źle się z tym poczuł, to proszę wierzcie mi, że naprawdę tego nie chcę.) Mówiłem jednak to, co myślę. Szkoda, że rozmawiać możemy dopiero, kiedy muszę udać się na nocny spoczynek. Niemniej jednak wkleję dwa cytaty, wokół których pewnie rozwinąłbym jakąś argumentację, gdybym miał więcej czasu. Dobranoc:) Odpowiedz Link Zgłoś
yogisia Re: Odniesiecie się wprost do moich postów o reli 27.02.07, 11:51 No i co to za dyskusja! Nie odpowiadasz na moje (dotyczące poprzednich wypowiedzi) pytania a już wklejasz kolejne fragmenty do nowych wątków... To jak sie do nich ustosunkuję to znów zmienisz temat? Wielki Inkwiyztor. Człowiek ma wolną wolę i Bogu wcale nie zależy na jej złamaniu. Nie działa tez na zasadzie "cierpiałem więc macie mi być posłuszni". Po prostu kto chce to wierzy a kto nie to nie - w czym więc problem? Chcesz być bardziej papieski od papieża? Fromm. Najpierw przyczepię się do fragmentu: "Kościół nie zezwala na kontrolę urodzin, w istocie nie przez wzgląd na świętość życia (taka troska powinna doprowadzić do potępienia kary śmierci oraz wojny)" Przeciez potępia i karę śmierci i wojnę, w czym problem? Co to za odwracanie kota ogonem? Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Rozmowa z katolikiem jak z chińskim dyplomatą! 27.02.07, 13:46 > No i co to za dyskusja! Nie odpowiadasz na moje (dotyczące poprzednich > wypowiedzi) pytania a już wklejasz kolejne fragmenty do nowych wątków... Ani chybi, wariat:) Moja droga, albo rozmawiamy uczciwie, albo udajemy rozmowę. Przytoczone przeze mnie cytaty jak najbardziej dotyczyły tematu twoich dwóch pytań. Brakło mi tylko czasu na skomentowenie ich osobiście, tak żeby wszystko już było kawę na ławę. Ale - uważam - dla rzetelnego rozmówcy mój zamiar byłby jasny. Te teksty mówią same za siebie. > Wielki Inkwiyztor. Człowiek ma wolną wolę i Bogu wcale nie zależy na jej > złamaniu. Nie działa tez na zasadzie "cierpiałem więc macie mi być posłuszni". > Po prostu kto chce to wierzy a kto nie to nie - w czym więc problem? Po prostu "no problem"!:) Chrześcijańska hipokryzjo! Przecież całe chrześcijańskie nauczanie robi wszystko, by wpoić swoim słuchaczom poczucie, że kto odrzuci tę religię ("świadomie", nie wypada wyjść na zupełnych katów:), idzie do diabła. > Fromm. Najpierw przyczepię się do fragmentu: > "Kościół nie zezwala na kontrolę urodzin, w istocie nie przez wzgląd na > świętość życia (taka troska powinna doprowadzić do potępienia kary śmierci oraz > > wojny)" Przeciez potępia i karę śmierci i wojnę, w czym problem? "Nienawiść" to w sumie nie jest takie nietrafione słowo na to, co czuję wobec takiego krętactwa. JPII (nie bez przyczyny w postaci krytyki etyki katolickiej przez "lewactwo" tj. humanizm) wprowadził w końcu po wielu latach zwlekania w Evangelium Vitae wątek krytyki kary śmierci. I nie jest to całkowite potępienie (zapytaj, wojtka2000, on się zna:) Inaczej 3/4 Polski w tym cały PiS z panem Prezydentem na czele byliby potępionymi przez Kościół heretykami:) Tymczasem najgorliwsi synowie Kościoła prześcigają sie w dowodzeniu jak niesprawiedliwe jest zniesienie kary śmierci oraz, że tekst papieża wcale do tego nie zobowiązuje (wbrew temu, co by chciało "lewactwo":) Takoż samo z wojną. JPII wprawdzie skrytykował plany amerykańskiej inwazji na Irak, ale wszyscy potraktowali to w sumie jako chwyt piarowy "ewangelicznego" Kościoła i nie pomylili się (biskupi polscy bez najmniejszych obaw o ekskomunikę błogosławili w tym czasie polsie wojsko wyruszające do Iraku - papież nie powiedział im złego słowa.) Kara śmierci i rozwiązania siłowe w polityce mają największy odsetek zwolenników wśród ludzi religijnych (stąd się bierze prawica). I nie jest to przypadek. Takie było bowiem przez stulecia nauczanie Kościoła. Zarzut odwracania kota ogonem jest wobec mnie ze strony kogoś, kto tak bez zmrużenia oka czy zająknięcia potrafi krętaczyć - uroczo bezczelny. Odpowiedz Link Zgłoś
yogisia Re: Rozmowa z katolikiem jak z chińskim dyplomatą 27.02.07, 16:12 nick3 napisał: > > No i co to za dyskusja! Nie odpowiadasz na moje (dotyczące poprzednich > > wypowiedzi) pytania a już wklejasz kolejne fragmenty do nowych wątków... > > Ani chybi, wariat:) Nie sądzę. Raczej człowiek absolutnie przekonany o swojej racji. > Moja droga, albo rozmawiamy uczciwie, albo udajemy rozmowę. Przytoczone przeze > mnie cytaty jak najbardziej dotyczyły tematu twoich dwóch pytań. Brakło mi > tylko czasu na skomentowenie ich osobiście, tak żeby wszystko już było kawę na > ławę. > > Ale - uważam - dla rzetelnego rozmówcy mój zamiar byłby jasny. Te teksty mówią > same za siebie. Widocznie nie dorosłam do Twojego poziomu. > > > Wielki Inkwiyztor. Człowiek ma wolną wolę i Bogu wcale nie zależy na jej > > złamaniu. Nie działa tez na zasadzie "cierpiałem więc macie mi być > posłuszni". > > Po prostu kto chce to wierzy a kto nie to nie - w czym więc problem? > > Po prostu "no problem"!:) > > Chrześcijańska hipokryzjo! > > Przecież całe chrześcijańskie nauczanie robi wszystko, by wpoić swoim > słuchaczom poczucie, że kto odrzuci tę religię ("świadomie", nie wypada wyjść > na zupełnych katów:), idzie do diabła. Nie. Kościół wprawdzie twierdzi, że poza kościołem nie ma zbawienia ale nie oznacza to, że poza kościołem jest tylko potępienie. > > > Fromm. Najpierw przyczepię się do fragmentu: > > "Kościół nie zezwala na kontrolę urodzin, w istocie nie przez wzgląd na > > świętość życia (taka troska powinna doprowadzić do potępienia kary śmierc > i > oraz > > > > wojny)" Przeciez potępia i karę śmierci i wojnę, w czym problem? > > "Nienawiść" to w sumie nie jest takie nietrafione słowo na to, co czuję wobec > takiego krętactwa. > > > JPII (nie bez przyczyny w postaci krytyki etyki katolickiej przez "lewactwo" > tj. humanizm) wprowadził w końcu po wielu latach zwlekania w Evangelium Vitae > wątek krytyki kary śmierci. > > I nie jest to całkowite potępienie (zapytaj, wojtka2000, on się zna:) Inaczej > 3/4 Polski w tym cały PiS z panem Prezydentem na czele byliby potępionymi przez > > Kościół heretykami:) > > Tymczasem najgorliwsi synowie Kościoła prześcigają sie w dowodzeniu jak > niesprawiedliwe jest zniesienie kary śmierci oraz, że tekst papieża wcale do > tego nie zobowiązuje (wbrew temu, co by chciało "lewactwo":) > > Takoż samo z wojną. JPII wprawdzie skrytykował plany amerykańskiej inwazji na > Irak, ale wszyscy potraktowali to w sumie jako chwyt piarowy "ewangelicznego" > Kościoła i nie pomylili się (biskupi polscy bez najmniejszych obaw o > ekskomunikę błogosławili w tym czasie polsie wojsko wyruszające do Iraku - > papież nie powiedział im złego słowa.) > > Kara śmierci i rozwiązania siłowe w polityce mają największy odsetek > zwolenników wśród ludzi religijnych (stąd się bierze prawica). > > I nie jest to przypadek. Takie było bowiem przez stulecia nauczanie Kościoła. > > Zarzut odwracania kota ogonem jest wobec mnie ze strony kogoś, kto tak bez > zmrużenia oka czy zająknięcia potrafi krętaczyć - uroczo bezczelny. Zbyt może duży skrót myślowy zastosowałam. Wiem, ze kosciół nie potępia całkowicie kary smierci, tak jak i pozostawia pojęcie uprawnionej militarnej obrony koniecznej (takim pojęciem IISW zastąpił termin wojny sprawiedliwej używany od sw. Augustyna chyba) - rozumiem, że wyjaśnieniu mi tego miał służyć Twój wywód? Ale przecież wedle kościoła zastosowanie kary śmierci i wojny jest możliwe tylko w szczególnych wypadkach - właśnie obrony życia jesli nie ma już innej możliwości. Więc twierdzenie, ze "Kościół nie zezwala na kontrolę urodzin, w istocie nie przez wzgląd na świętość życia" uważam za - w najlepszym razie - duże uproszczenie, które prowadzi do opacznego zrozumienia nauki kościoła w tym wzgledzie Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Re: Rozmowa z katolikiem jak z chińskim dyplomatą 27.02.07, 16:38 yogisia napisała: > nick3 napisał: > > > > No i co to za dyskusja! Nie odpowiadasz na moje (dotyczące poprzedn > ich > > > wypowiedzi) pytania a już wklejasz kolejne fragmenty do nowych wątk > ów... > > > > Ani chybi, wariat:) > > Nie sądzę. Raczej człowiek absolutnie przekonany o swojej racji. Tylko u katolików jest to cnotą?:) > Nie. Kościół wprawdzie twierdzi, że poza kościołem nie ma zbawienia ale nie > oznacza to, że poza kościołem jest tylko potępienie. Coraz to nowe pomysły na zakamuflowanie prostego faktu: chrześcijaństwo jest terrorem psychologicznym. Mnie nie idzie o jakieś dziwne meandry doktrynalne, które po SWII służą Kościołowi do kamuflażu, lecz o sposób w jaki psychologicznie działało (i nadal działa) chrześcijaństwo na psychikę, która znajdzie się w zasięgu jego oddziaływania. Otóż przez tysiaclecia (dwa:) chrześcijaństwo nie było tym, co o nim piszesz. Nowy Testament (przynajmniej wzięty w całości) nie jest "soborowy", co wyciągają fundamentaliści chrześcijańscy, lecz właśnie totalitarny i sekciarski (sektowością i totalitaryzmem nazywam dyskredytację człowieczeństwa odmawiających akceptacji danych nauk). Zakorzeniona w tradycji psychologiczna machina formacyjna, ukształtowana przez tysiąclecia, w niczym się nie zmienia od kilku dziwnych (i dalekich od jednoznaczności) łagodzących sformułowań teologicznych. Ale przecież wedle kościoła zastosowanie kary śmierci i wojny jest > możliwe tylko w szczególnych wypadkach - właśnie obrony życia jesli nie ma już > innej możliwości. Evangelium Vitae jest tu do bólu niejasna! > Więc twierdzenie, ze "Kościół nie zezwala na kontrolę > urodzin, w istocie nie przez wzgląd na świętość życia" uważam za - w najlepszym > > razie - duże uproszczenie, które prowadzi do opacznego zrozumienia nauki > kościoła w tym wzgledzie He, he! Prowadzi do dobrego zrozumienia nauki Koscioła (czy raczej sposobu jej działania na umysły wierzących)! Lepszego niż Kościół chciałby sobie jasno uświadomić:) Fromm nie był katechetą, którego celem byłoby wyłozyć nierozumiejącym naukę kościelną tak, jak ona sama by sobie tego życzyła. Był psychologicznym analitykiem rzeczywistego, psychicznego działania rozmaitych ideologii funkcjonujących w społeczeństwach. Oczywiście, że Kościół twierdzi, że zakazuje aborcji a nawet antykoncepcji ze względu na "świętość życia". To, co twierdzi Fromm to, że z punktu widzenia głębszych, psychicznych zamiarów Kościół tu bajeruje nas i (co liczy się jakby na usprawiedliwienie Kościoła:) - także siebie. Odpowiedz Link Zgłoś
yogisia Re: Rozmowa z katolikiem jak z chińskim dyplomatą 27.02.07, 19:42 Raczej człowiek absolutnie przekonany o swojej racji. "Tylko u katolików jest to cnotą?:)" Nie jest to w ogóle ani cnotą ani wadą. ------ "dyskredytacja człowieczeństwa odmawiających akceptacji danych nauk" Kościół ich nie dyskredytuje. Już pisałam, że nawet jeśli kościół twierdzi, że poza nim nie ma zbawienia ale nie oznacza to, że poza kościołem jest tylko potępienie. Ciebie to nie przekonuje - ok - pas, nie mam dowodów na udowodnienie tego (tym bardziej, ze to nie opinia a informacja). Ale przecież skoro dyskutujesz z "doktryną samą w sobie" a nie wynaturzeniami wyznawców to powinieneś takie info po prostu przyjąć do wiadomości, nieprawdaż? ------- "Kościół twierdzi, że zakazuje aborcji a nawet antykoncepcji ze względu na "świętość życia".To, co twierdzi Fromm to, że z punktu widzenia głębszych, psychicznych zamiarów Kościół tu bajeruje nas i (co liczy się jakby na usprawiedliwienie Kościoła:) - także siebie." No cóż, chciałoby się rzec "zyjemy w wolnym kraju" - ilu ludzi tyle opinii. ja nie zgadzam się z Frommem w tej kwestii. Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Re: Rozmowa z katolikiem jak z chińskim dyplomatą 27.02.07, 20:21 yogisia napisała: > Raczej człowiek absolutnie przekonany o swojej racji. > "Tylko u katolików jest to cnotą?:)" > > Nie jest to w ogóle ani cnotą ani wadą. Jest to wadą o tyle, o ile owa własna racja wyklucza inne spojrzenia na sprawę. Uniemożliwia to bowiem inny niż instrumentalizujący stosunek do myślących inaczej (dlatego nie przypadkiem użyłaś wobec mnie zwrotu "absolutnie przekonany o swojej racji" jako zarzutu. > "dyskredytacja człowieczeństwa odmawiających akceptacji danych nauk" > > Kościół ich nie dyskredytuje. Kościół tu inteligentnie lawiruje (czego twoje posty są przykładem:) (coś tak, jak Żydów nie dyskredytował, tylko modlił się aż do SWII "za perfidnych żydów" - skąd zapiekły antysemityzm - choćby na forum.gazeta.pl - tylu pamiętających tradycję katolików?:) Już pisałam, że nawet jeśli kościół twierdzi, że > poza nim nie ma zbawienia ale nie oznacza to, że poza kościołem jest tylko > potępienie. Ciebie to nie przekonuje - ok - pas, nie mam dowodów na > udowodnienie tego (tym bardziej, ze to nie opinia a informacja). Ale przecież > skoro dyskutujesz z "doktryną samą w sobie" a nie wynaturzeniami wyznawców to > powinieneś takie info po prostu przyjąć do wiadomości, nieprawdaż? Jakie "info", moja droga? "Trzecie miejsce" oprócz zbawienia i potępienia? Ma mi zamknąć usta jakaś niesprecyzowana 'opinio theologica' o niejasnym statusie? Pamiętasz 'cztery sprawy ostateczne człowieka' z katechizmu? Śmierć, Sąd, Piekło, Niebo (i czyściec jako stan przejściowy). Poza tym ty ciągle nie rozumiesz podejścia do działania doktryny rozpatrywanego z punktu widzenia skutków psychicznych!:) (W tym sensie nie interesuje mnie doktryna "sama w sobie", lecz raczej sposób jej działania w jej rzeczywistej roli psychologicznej) Cóż z tego, że Kościół znajdzie sobie alibi przed zarzutem terroryzowania ludzi - w postaci doktryny limbusu (o ile pamiętam: dla nieochrzczonych niemowląt)? Cóż z tego nawet, jeśli rozciagnie tę możliwość na niektórych dorosłych? Idzie o rzeczywisty skutek psychologiczny, jaki ta nauka musi wywrzeć na człowieku, do którego właśnie jest kierowana! Czy tworzy mu ona prawdopodobieństwo emocjonalne, że jak odmówi przyjęcia tej wiary, to trafi pewnie do limbusu?:))) Otóż mam dobre racje, by sądzić że - nie:) A jest to dyskredytacją człowieczeństwa odmawiającego przyjęcia wiary, bo Sąd o ile mi wiadomo jest "sądem sprawiedliwym", w którym każdy ma to, na co sobie zasłużył. Odmawiający nawrócenia więc - choć się tego oczywiscie nigdy nie mówi na głos - jest zbrodniarzem (choć narazie w "zawieszeniu", bo przecież jeszcze może się nawrócić:) Otóż to jest sekta! (Choć tych, których psychologicznie "uchwyci", trzyma na wystarczająco długim łańcuchu, by nie rzucał się on społeczeństwu w oczy:) > "Kościół twierdzi, że zakazuje aborcji a nawet antykoncepcji ze względu > na "świętość życia".To, co twierdzi Fromm to, że z punktu widzenia głębszych, > psychicznych zamiarów Kościół tu bajeruje nas i (co liczy się jakby na > usprawiedliwienie Kościoła:) - także siebie." > > No cóż, chciałoby się rzec "zyjemy w wolnym kraju" - ilu ludzi tyle opinii. ja > nie zgadzam się z Frommem w tej kwestii. Powoływanie się na "wolność", nie jest zbyt mocną strategią argumentacyjną:) Ale przyjdę ci w sukurs. Oprócz wolności obywatelskiej masz w tej kwestii wolność intelektualną. Rzeczywiście ten fragment z Fromma nie dostarcza nieodpartych argumentów za tym, że tak rzeczywiście jest. Wkleiłem go tylko po to, by pokazać jak można myśleć. I za jaką zgrubsza wizją istoty chrześcijaństwa będę zbierał argumenty. Nauka humanistyczna zawsze pozostaje domeną wolności ("arbitralności", powiedziałby donq, co jednak nie jest tym samym:) Pomimo nagromadzanych przykładów, analogii, etc., człowiek ostatecznie przekonuje się sam, "rozważywszy rzecz w sercu swoim". Nie ma więc tak wymaganych przez donqa dododów dedukcyjnych, "more geometrico" - jest tylko "lewackie blablanie". Jest go jednak wystarczająco dużo, by móc się nim rzetelnie "odurzyć":) Odpowiedz Link Zgłoś
yogisia Re: Rozmowa z katolikiem jak z chińskim dyplomatą 27.02.07, 22:58 Pas. Nie dlatego, żeby mnie nie pociągała dyskusja ale z powodu następującej wymiany zdań: - No i co to za dyskusja! Nie odpowiadasz na moje pytania a już wklejasz kolejne fragmenty do nowych wątków... - Ani chybi, wariat:) - Raczej człowiek absolutnie przekonany o swojej racji. - Tylko u katolików jest to cnotą?:) - Nie jest to w ogóle ani cnotą ani wadą. - Jest to wadą o tyle, o ile owa własna racja wyklucza inne spojrzenia na sprawę. Uniemożliwia to bowiem inny niż instrumentalizujący stosunek do myślących inaczej (dlatego nie przypadkiem użyłaś wobec mnie zwrotu "absolutnie przekonany o swojej racji" jako zarzutu. .... "dlatego nie przypadkiem użyłaś wobec mnie zwrotu "absolutnie przekonany o swojej racji" jako zarzutu". Otóz nie użyłam go jako zarzutu. Nie wiem co chcesz osiągnąć imputując mi swoje własne przekonania. Skoro wiesz lepiej niż ja sama co myślę, to po co ta rozmowa - sam możesz sobie odpowiadać na własne posty. To nie jest rozmowa. Dobranoc. Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Re: Rozmowa z katolikiem jak z chińskim dyplomatą 28.02.07, 00:03 > Skoro wiesz lepiej niż > ja sama co myślę, to po co ta rozmowa Nie wiem lepiej niż ty sama, co myślisz, ale mogę, być może, uświadomić ci, co mówisz (dajesz do zrozumienia), nawet nie zdając sobie do końca z tego sprawy. > - No i co to za dyskusja! Nie odpowiadasz na moje pytania a już wklejasz > kolejne fragmenty do nowych wątków... To był zarzut (nieprawdaż?:) > - Ani chybi, wariat:) To była próba wydobycia niepowiedzianej wprost konkluzji, do której zdawał się zmierzać twój zarzut. > - Raczej człowiek absolutnie przekonany o swojej racji. To było zakwestionowanie mojego odczytania tej konkluzji, przez podanie innej konkluzji, do której zmierzał twój - przypominam - ZARZUT. Konkluzją zarzutu też jest zarzut. Ponadto fraza "człowiek absolutnie przekonany o swojej racji" jest w naszej dość już liberalnej i pluralistycznej kulturze (ach, niestety!) określeniem pejoratywnym. Ponadto, to ja mam prawo mieć ci za złe, że zaprzeczasz wszystkiemu, co ci stawiać przed oczy. Tego - "nie ma". Tamtego - "nie ma". Problemu - nie ma. Uważam, że rozmawiałaś mniej fair ode mnie i to ja ewentualnie mógłbym czuć się zniecierpliwiony. Trochę, niestety, robisz teatr. Odpowiedz Link Zgłoś
yogisia Re: Rozmowa z katolikiem jak z chińskim dyplomatą 28.02.07, 09:47 Jak zwykle wiesz lepiej :)))) Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 Re: Rozmowa z katolikiem jak z chińskim dyplomatą 28.02.07, 15:37 Mimo wszystko, pozdrawiam:) Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Re: Odniesiecie się wprost do moich postów o reli 27.02.07, 01:10 "2. Co masz na myśli mówiąc, że NT jest przemocą psychologiczną?" Moze sprobuje wyreczyc nicka 3. Otoz takie np. "blogoslawieni, ktorzy nie widzieli i uwierzyli". Najpierw uwierz! Nie pytaj o dowody, uwierz. Bo jak nie, to bedzie "placz i zgrzytanie zebow". W ogole te grozby wiecznym potepieniem. Jezeli to nie jest "przemoca psychologiczna" to ja nie wiem co jest. Jakaz roznica do Bhagavadgity, gdzie Krishna wprawdzie tez chce, zeby w niego wierzyc ale uznaje i inne drogi zbawienia, nie szantazuje straszac wiecznym potepieniem i nie kusi takimi glupotami jak cielesne zmartwychwstanie (jedno z wymienionych w nikejskim credo kardynalnych chrzescijanskich "prawd" wiary). Odpowiedz Link Zgłoś
yogisia Re: Odniesiecie się wprost do moich postów o reli 27.02.07, 11:15 Nie zgadzam się z Tobą. "Najpierw uwierz" - no tak, bo to wiara. Natomiast "bo jak nie, to bedzie "placz i zgrzytanie zebow" - to nieprawda! Kontekst znany? Tomasz wkłada rece do ran Jezusa po zmatwychwstaniu i dopiero wtedy wierzy. Jezus mówi "blogoslawieni, ktorzy nie widzieli i uwierzyli" ale nie mówi "przeklęty Tomaszu marsz do piekła". Obalam więc Twój argument. Znajdz nowy Odpowiedz Link Zgłoś
oktawianc Re: Odniesiecie się wprost do moich postów o reli 27.02.07, 11:27 Ja jednak nie mam szans na włożenie niczego w jego rany i jak mam uwierzyć? Koniec ze mną. Nawet gdybym uwierzył, musiałbym stać w opozycji do niego. Odpowiedz Link Zgłoś
yogisia Re: Odniesiecie się wprost do moich postów o reli 27.02.07, 12:04 W czasie się raczej nie przeniesiesz, fakt. Ale może zobaczysz jakiś inny przejaw działania mocy Bożej - czy ja wiem? Tak czy owak Tomasz powiedział, że uwierzy w zmartwychwstanie jak włoży ręce do ran. Ale mógł oczywiście włożyć i powiedzieć, że Jezus nie umarł, tylko np. popadł w śpiączkę i dlatego i ma rany i żyje. Z tego wynika, ze wiara jednak w pewnym momencie jest konieczna. A dlaczego "Nawet gdybym uwierzył, musiałbym stać w opozycji do niego." -nie rozumiem Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Re: Odniesiecie się wprost do moich postów o reli 27.02.07, 12:44 Wiara jest w pewnym sensie zawsze konieczna, takze dla niewierzacych, bo radykalny sceptycyzm prowadzi do absurdu. Dlatego caly czas trzeba przyjmowac zalozenia, ktorych nie da sie udowodnic. Tylko, ze Jezus oczekuje od swoich wyznawcow slepej wiary a nie wiary w rozsadne zalozenia. "> A dlaczego "Nawet gdybym uwierzył, musiałbym stać w opozycji do niego." -nie > rozumiem" To nie jest trudne do zrozumienia. Jak tu nie byc w opozycji do kogos, kto tworzy istnienia po to, by czesc z nich skazywac na wieczne meki. Odpowiedz Link Zgłoś
yogisia Re: Odniesiecie się wprost do moich postów o reli 27.02.07, 19:47 "Tylko, ze Jezus oczekuje od swoich wyznawcow slepej wiary a nie wiary w rozsadne zalozenia." Konkrety proszę! Co masz na myśli? Jakie założenia Jezusa sa nierozsądne? No... jest i kwestia rozsadku, kazdy ma swój, to nie wiem, pewnie wszystko jest dla kogoś nierozsądne? Ale - abstrahując od tego - na pewno masz na myśli jakiś konkret. "Jak tu nie byc w opozycji do kogos, kto tworzy istnienia po to, by czesc z nich skazywac na wieczne meki." To Kalwin wymyślił predestynację nie kościół katolicki Odpowiedz Link Zgłoś
gregorsamsa Re: Odniesiecie się wprost do moich postów o reli 27.02.07, 20:13 yogisia napisała: > "Tylko, ze Jezus oczekuje od swoich wyznawcow slepej wiary a nie wiary w > rozsadne zalozenia." > > Konkrety proszę! Co masz na myśli? Jakie założenia Jezusa sa nierozsądne? No... > > jest i kwestia rozsadku, kazdy ma swój, to nie wiem, pewnie wszystko jest dla > kogoś nierozsądne? Ale - abstrahując od tego - na pewno masz na myśli jakiś > konkret. > Dziewczyno, kpisz czy o droge pytasz? Znasz pewnie credo nikejskie - to sa fundamentalne zalozenia twojej wiary. To jednak jest cos troche innego przyjecie aksjomatu, ze jezeli a>b i b>c, to a>c niz przyjac zalozenie, ze jest jeden Bog ale w trzech osobach. W pierwszym przypadku nikt, niezaleznie od wychowania i kultury nie jest w stanie wyobrazic sobie, zeby bylo inaczej. W drugim przypadku nikt, oprocz ludzi odpowiednio zdoktrynowanych nie jest w stanie zaakceptowac jako sensowna wypowiedz. Jest cale mnostwo zalozen, ktore jako chrzescijan nalezy przyjmowac a ktore kloca sie z rozsadkiem. Do tego kloca sie tez miedzy soba. Zalozenie, ze Bog jest wszechmocny jest sprzeczne z zalozeniem, ze jest nieskonczenie dobry. O zakladaniu prawdziwosci tych wszystkich cudow, niepokalanych poczec i zmartwychwstan to juz i gadac sie nie chce, takie to niepowazne. > "Jak tu nie byc w opozycji do kogos, kto tworzy istnienia po to, by czesc z > nich skazywac na wieczne meki." > To Kalwin wymyślił predestynację nie kościół katolicki > Nie, nie Kalwin a Augustyn i nie wymyslil a po prostu wyciagnal konsekwencje logiczne z wiary. W sporze o predestynacje to jego adwersarza Pelagiusza kosciol uznal za heretyka a nie Augustyna. Inna sprawa, ze z czasem sam preferowal pelagianizm, nie nazywajac rzeczy po imieniu. Albo Bog wszechmocny, to predestynacja. Albo Bog dobry i chcacy zbawienia wszystkich ale nie wszechmocny. Odpowiedz Link Zgłoś
falatowka Siostry Betanki za murem 26.02.07, 19:33 Kosciol nie reagowal na rydzyka bo bylo im to na reke - no i teraz bedzie coraz wiecej samowoli, sekciarstwa i krzywdzenia! Sami sobie nawazyli piwa- tylko szkoda, ze odbywa sie to kosztem -w tym przypadku- mlodych dziewczat!!1 Odpowiedz Link Zgłoś
nick3 "Samowola" 26.02.07, 19:44 Tak jakby zło polegało na "samowoli", zaś "niesamowola" rozwiazywała wszystkie problemy moralne. Może warto pomyśleć o sprawie inaczej niż we wdrukowanych przez kościelny język schematach? Pomyśleć przez chwilę "samowolnie"?:) Odpowiedz Link Zgłoś
falatowka Re: "Samowola" 26.02.07, 22:20 Samowola w moim rozumieniu to raczej co innego niz NIE-wolna wola. Jezeli chodzi o slepe bez-zrozumienia nasladownictwo - zgadzam sie z Toba. Byloby lepiej dla Polski gdybysmy mysleli "samowolnie" niezaleznie. Odpowiedz Link Zgłoś
fletniapana Re: "Samowola" 27.02.07, 00:40 Co chcesz powiedzieć ? Że Kościołowi brak demokracji ? Że dogmaty i hierarchia to przeżytek ? Nikt cię nie zmusza. To prawda, demokracji w Kościele brak (nigdy jej nie było, i bardzo dobrze). Ale jest wolność. Nikt ciebie ani innych nie zmusza do podporządkowania. Możesz myśleć "samowolnie" i założyć własną religię lub sektę. Kościół to nie spółka akcyjna, nie musi dbać krótkoterminowe efekty aby zadowolić udziałowców. Żeby było jasne: podporządkowanie nie jest celem. To tylko środek. Odpowiedz Link Zgłoś
yxcv Siostry Betanki za murem 26.02.07, 19:44 nacpala sie lub najarala i miala blogi spokoj,dziewczyny co wy tam cpacie?. Odpowiedz Link Zgłoś
ateus77 Chrońcie dzieci i młodzież przed klerem!!! 26.02.07, 20:04 Kler robi dzieciom i młodzieży (gdy ich psychika jest jeszcze bezbronna) takie pranie mózgu, że potem człowiek na cała życie jest okaleczony. Odpowiedz Link Zgłoś
kruk51 Re: Siostry Betanki za murem 26.02.07, 20:26 Jest to przypadek nie tak bardzo trudny dla psychiatry, socjologa, pedagoga, tylko który się odważy w IV RP. Przypomnijmy znany film na podstawie powieści " Matka Jo anna od Aniołów " Tamten przypadek był z przed wieków. A ten obecnie. Dlaczego ? Bo w Kościele średniowiecze jest po dziś dzień. Kto tym kobietom pomoże ? Obawiam się że nikt. Kto się odważy być mądrym, roztropnym i ludzkim w XXI wieku. Odpowiedz Link Zgłoś
bodzanta_pan Re: Siostry Betanki za murem 26.02.07, 20:42 a może dać im spokój, są inne szaleństwa znacznie groźniejsze bo mają władzę od "ludu" i są w dwóch osobach + macierewicz (duch święty ?). Odpowiedz Link Zgłoś