Dodaj do ulubionych

Siostry Betanki za murem

26.02.07, 13:35
Duch święty to czy nieświęty, ale "siostra przełożona" to raczej przypadek medyczny, nie teologiczny...
Obserwuj wątek
    • zat4ra Tym kobietom powinna byc udzielona jakas pomoc. 26.02.07, 13:39
      Psychiatryczna.
      • jozue.com Re: Tym kobietom powinna byc udzielona jakas pomo 26.02.07, 13:48
        Ciekawy tekst,
        odizolowanie nie jest zbyt dobre, traci się kontakt z rzeczywistością,
        • nick3 Kościół udaje, że to nie są jego typowe praktyki! 26.02.07, 14:30
          Jak się zbuntowały to nagle wystawia je na pokaz - proszę jakie wariatki!

          Ale gdyby ktoś próbował pisać o tym, że takie praktyki i mentalność jak u
          betanek to chleb powszedni tego, co przez Kościół jest przyjęte jako "formacja"
          w wielu młodzieżowych grupach dewocyjnych (w zakonach, podejrzewam - nie bez
          poszlak - że jest jeszcze lepsza jazda) to by się podniósł raban!

          Że człowiek z zewnątrz ośmiela się wkraczać w nieznane sobie sprawy duchowe!:)

          Że bez "spojrzenia nadprzyrodzonego" nie może nic z tych rzeczy zrozumieć:)

          Że za takim dziennikarzem stoją "wiadome siły" "w wiadomych celach"
          (& "nienawiść do Boga" of course:)


          Uważam,że Kościół dla zachowania swojego stanu posiadania dyskretnie pośrodku
          naszego społeczeństwa robi setkom tysięcy młodych ludzi wodę z mózgu!


          Słuchaliście kiedyś Roberta Tekielego regularnie opowiadającego w Radiu Józef o
          tym, że zażywając pigułki homeopatyczne człowiek (nieświadomie) oddaje się we
          władanie Szatanowi.


          Dokładnie te praktyki, które śmieszą nas u betanek ("padanie w Duchu Swiętym"
          etc.) praktykuje... Hanna Gronkiewicz-Waltz:)
          • starybaca To już BYŁO! 26.02.07, 16:41
            Zob. opowiadanie J. Iwaszkiewicza "Matka Joanna od Aniołów" lub pierwowzór,
            "The Devils of Loudun", książka A. Huxleya opisujące autentyczne wydarzenia
            w klasztorze w Loudun w 1634 roku.

            Historia aż zadziwiająco podobna :-)
            • charli Kościół przechytrzony:Duchem wojuje od Ducha ginie 26.02.07, 21:15
              Kościół przechytrzony. Jak w imię kościoła to można wmawiać głupoty i otumaniać
              ludzi, a jak się zbuntują to trzeba potępiać, że to nie kanoniczne...
            • pinokkio Re: To już BYŁO! 27.02.07, 01:27
              Iwaszkiewicza ani Huxleya nie czytałem, ale sprawę opętań z Loudun znam z publikacji historyków. Rzeczywiście podobieństwa w zachowaniu sóstr są zastanawiające. Z tą różnicą, ze urszulanki z Loudun swe omdlenia, "nieprzystojne konwulsje" oraz grubym głosem w obcych językach gadanie demonstrowały publicznie (po spaleniu o. Grandier nawet brały za to pieniądze) - podczas gdy analogiczne zachowania betanek z Kazimierza znamy tylko z relacji eks - zakonnicy Sylwii.

              Sprawa "diabłów z Loudun" była jedną z szeregu podobnych, jakie wydarzyły się w owym czasie we Francji. We wszystkich (przynajmniej mi znanych) występował jakis demoniczny ksiądz, którego koniec końców oskarżano o czary i skazywano na śmierć. Ojciec Gaufridy, oskarżony w 1611 r. o spowodowanie diabelskiego opętania urszulanki Madeleine Demandois z klasztoru w Aix-en-Provence, po dwu miesiącach okrutnych tortur przyznał się do winy i został spalony na stosie. Ze względu na przyznanie się i okazaną skruchę ksiądz Gaufridy został przed spaleniem litościwie uduszony, przez co od ognia już nie cierpiał. Nie zaznał tej łaski ojciec Urbain Grandier oskarżony przez wspomnianą przez ciebie matkę Joannę od Aniołów, przeoryszę w Luodun, o sprowadzenie opętania na nią i kilka młodszych zakonnic. Grandier mężnie wytrzymał wszystkie tortury i do końca zaprzeczał jakoby był w zmowie z diabłem. Za tę "hardość" musiał spłonąć żywcem. Również żywcem spłonął ojciec Boullé, skazany za "zadania diabła" zakonnicy z klasztoru franciszkanek w Louviers w 1647 r.

              Ciekawe, jaki bedzie los naszego ksiedza P.?
              • orcheystra Re: To już BYŁO! 27.02.07, 03:52
                Spoczynek w duchu świętym? Tak nazywa się teraz trans, znany już ludom
                pierwotnym?
              • bupu Re: To już BYŁO! 06.03.07, 00:32
                Ojciec Louis Gaufridi, nie Gaufridy. A "opętana" przezen zakonnica nazywała sie
                Madeleine de Demandolx de la Palud. Jeśli chodzi o zakonnice z Louviers,
                oskarżonymi w procesie, oprócz ojca Thomasa Boulle byli ojciec Mathurin Picard,
                któremu szczęśliwie się zmarło przed procesem i Madeleine Bavent, jedna z zakonnic.
          • zat4ra Re: Kościół udaje, że to nie są jego typowe prakt 26.02.07, 18:39
            >Uważam,że Kościół dla zachowania swojego stanu posiadania dyskretnie pośrodku
            >naszego społeczeństwa robi setkom tysięcy młodych ludzi wodę z mózgu!

            Nie zgadzam sie. Zapisujac do swojej organizacji niczego nie swiadome oraz
            niewinne niemowleta podczas chrztu, po czym indoktrynujac mlodziez w panstwowych(!) szkolach, nie robi tej "wody" dyskretnie, tylko bezczelnie.
          • toksol nick3 - leczysz się już? 26.02.07, 19:56
            Twoja wiedza o zakonach jest jeszcze niewielka, ale o KK wiesz juz tyle że
            masz pewne, wyrobione zdanie. Mógłbys pisac artykuły przeciw KK bez wnikania za
            klasztorne mury. Nie leń się. Pisz. Ułatwisz zycie swemu lekarzowi.
            Widzę że fascynuje cie temat KK.
            • nick3 Po 5 godzinach nie wymyśliliście nic lepszego?:) 26.02.07, 20:15
              toksol napisał:
              > Widzę że fascynuje cie temat KK.

              To nie fascynacja. Nazwałbym to raczej oburzeniem.
          • wojtek_2000 Re: Kościół udaje, że to nie są jego typowe prakt 26.02.07, 22:47
            > w wielu młodzieżowych grupach dewocyjnych (w zakonach, podejrzewam - nie bez
            > poszlak - że jest jeszcze lepsza jazda) to by się podniósł raban!

            To są zwyczajne oszczerstwa; równie dobrze można by powiedzieć - na podstawie
            niektórych Twoich wypowiedzi na tym forum - że jesteś pedofilem. Czy mam podać
            stosowny link?
            • nick3 Re: Kościół udaje, że to nie są jego typowe prakt 26.02.07, 23:37
              Żadne "oszczerstwa" (zgoda, muszę się zastrzec, że chodzi mi o psychiczną
              szkodliwość duchowości iopraktyk z nią związanych, a nie o takie sprawy jak
              seks zakonnicy ze spowiednikami.

              A linki podawaj, jakie chcesz. (Znajdziesz bodaj jeden taki link.) Widzę,
              że "miłość nieprzyjaciół" bywa "miłością roztropną" i kiedy trzeba, pogrozić
              potrafi:)

              O ile pamietam, broniłem kiedyś autora strony www broniącego tzw. "pozytywnej
              pedofilii" przed zarzutem, że na pewno gada w złej wierze.

              Rozumiem, że po wyciągnięciu przez ciebie tego faktu, szala dyskusji mocno się
              przechyla:)
              • wojtek_2000 Re: Kościół udaje, że to nie są jego typowe prakt 26.02.07, 23:55
                > Rozumiem, że po wyciągnięciu przez ciebie tego faktu, szala dyskusji mocno się
                > przechyla:)

                chyba nie o to mi chodziło. Raczej zwróciłem uwagę na to, żeby nie używać
                nieuprawnionych aproksymacji w dyskusji. Oskarżenie Ciebie byłoby właśnie tego
                rodzaju nadużyciem, i to chyba jasno wynika z warunkowej konstrukcji zdania,
                którego użyłem.

                Internet jest miejscem, gdzie jest się (pozornie) anonimowym, i dlatego łatwiej
                jest używać argumentów, które wymykają się spod kontroli rozumu. A piszę to
                akurat do Ciebie, a nie do któregoś z tysięcy innych dyskutantów, którzy rzucają
                przed siebie słowa jak robaczywe śliwki, bo - mimo, że się z Tobą raczej
                zupełnie nie zgadzam - to uważam, że jesteś na takim poziomie
                mentalno-umysłowym, który generalnie umożliwia dyskusję.
                • nick3 Re: Kościół udaje, że to nie są jego typowe prakt 27.02.07, 00:12
                  Dziękuję. Wierzę, że jeszcze się spotkamy na forum.
                  • orcheystra Re: Kościół udaje, że to nie są jego typowe prakt 27.02.07, 03:56
                    co za tandetny cyrk
          • jjr44 Re: Kościół udaje, że to nie są jego typowe prakt 26.02.07, 23:59
            Myślę że nie masz racji. Oczywiście takie rzeczy mogą sie zdarzac nawiedzeni
            wszędzie sie znajdą ale nie jest to bynajmniej typowe dla kościoła. HGW
            uczestniczy w Ruchu Odnowy w Duchu Świętym ale zapewniam cię że jest to coś
            innego niż sekciarstwo betanek.
            Praktyki betanek mnie nie śmieszą - to jest raczej tragiczne że tak można
            wyprac komuś mózg.
            Ach i jeszcze: zapewniam cię że istnieją normalni przyzwoici ludzie kórzy
            gęboko wierzą w Boga. Nie spotkałeś ich i dlatego wydaje ci sie ze życie
            zakonne nieuchronnie prowadzi do sekciarstwa.
            • nick3 Re: Kościół udaje, że to nie są jego typowe prakt 27.02.07, 00:16
              Oczywiście, że istnieją przyzwoici ludzie, którzy głęboko wierzą w Boga.

              Ale istnieją też naprawdę przyzwoici ludzie, którzy głęboko wierzą w Allacha
              oraz w to, że powinni(y) nosić burkę.

              Myślę, ze Twój post, choć szczery i słuszny, nie rozwiązuje problemu zarzutów
              które stawiam chrześcijaństwu (zwłaszcza ortodoksyjnemu).
              • jjr44 Re: Kościół udaje, że to nie są jego typowe prakt 27.02.07, 01:01
                Uśmiechnąłem sie. ja nie stawiam nikomu zarzutów, nie wierzę że przecietny
                wyznawca islamu jest z gruntu złym terrorystą i nawet przecietny moherowy beret
                nie jest zły. twoje zarzuty to dziecinny antyklerykalizm i do chrześcijaństwa
                mają sie nijak.
                • nick3 Re: Kościół udaje, że to nie są jego typowe prakt 27.02.07, 01:11
                  Nie jestem antyklerykałem (moja krytyka dotyczy także chrześcijaństwa
                  fundamentalistów protestanckich, w którym kler nie występuje).

                  Czy jest "dziecinna"? Nie mnie sądzić. Zawiódłbym się jednak, gdyby tylko z
                  taką dyskusją spotkały się moje uwagi.
                  • jjr44 Re: Kościół udaje, że to nie są jego typowe prakt 27.02.07, 01:41
                    Wiesz, ja jestem już chyba stary wiec różne rzeczy nie budzą we mnie emocji w
                    szczególności kościół. Ty jesteś bardzo emocjonalny - a z twoich uwag wnioskuję
                    że znasz chrześcijan równie dobrze jak papuasów: znaczy słyszałeś o ich
                    prymitywnej kulturze i dzikich obyczajach. obawiam sie ze zawiedziesz sie bo w
                    tej sytuacji dyskusja z tobą to jak kopanie sie z koniem. Po co mi to?
                    Ach, gdybyś mnie posądzał o klerykalizm to upewniam że jest wręcz odwrotnie:
                    kościół i jego sprawy są mi dosyc obojętne.
                    A o tej odnowie w duchu świetym, mistykach i stosunku kościoła do nich to sobie
                    poczytaj żeby sobie wyrobic jakiś pogląd... kościół dosyc sprawnie broni się
                    przed sekciarstwem i fałszywymi objawieniami.
                    • orcheystra Re: Kościół udaje, że to nie są jego typowe prakt 27.02.07, 03:59
                      "- Jak tam teraz jest?

                      - W tej chwili panuje atmosfera zastraszenia. Ale to z powodu mediów. No po
                      prostu zjeżdżają się, oświetlają tę bramę, przez górę próbują się dostać, nie
                      wiem, czy pan w telewizji oglądał. One nie wiedzą, z której strony do nich
                      wejdą. A to są przecież same kobiety."


                      O tak, źli dziennikarze wedrą się tam i zgwałcą siostrzyczki.
        • ladne_sny matka joanna od aniolow ;) 03.03.07, 02:31
          tak mi sie jakos skojarzylo ;)
      • guru133 Dotychczas wysmiewałem się z tego typu wizji 26.02.07, 23:11
        ale te charakteryzuje dosyć duża doza prawdopodobieństawa - zwłaszcza te liczne
        sutanny w piekle.
    • samozwaniec1 Betanki w piekle wlasnego szalenstwa... 26.02.07, 13:39
      Przeciez to wszystko jest chore.Te siostry,ten zalosny zakon,ci ksieza-
      spowiednicy,co to sie klada na spowiadajacych.W milosc do Boga nie mozna
      wejsc za gleboko,bo mozna oszalec.
      Skad w polskim kosciele tyle oszolomow:diabel-Rydzyk,biznesmen-
      Jankowski,prymas-budujacy z podatkow panstwa pomnik swojego egoizmu,oszalaly
      zakon,prowadzony przez nawiedziona,ale i chora psychicznie kobiete?
      • andida Re: Betanki w piekle wlasnego szalenstwa... 26.02.07, 13:44
        Szlenstwo... Choc w tym calym szalenstwie wizja habitow i sutan smazacych sie w
        piekle na samym dnie, jest wyjatkowo trafiona...
        • megasceptyk Re: Betanki w piekle wlasnego szalenstwa... 26.02.07, 14:24
          :)
          • nick3 Słabszy zawsze jest "szalony"... 26.02.07, 14:52
            Silniejszy, w analogiczej sytuacji, jest Umiłowanym Przywódcą:)
      • toksol Betanki w piekle itd 26.02.07, 19:58
        Na szczęście poza KK wszystko jest normalnie zdrowe
        • nick3 "A u was biją Murzynów" 26.02.07, 20:37
          Ale teraz, drogi toksolu, rozmawiamy akurat o ciemnej stronie religii
          chrześcijańskiej.

          Która w szeregu tych wszystkich niezdrowych rzeczy, które chcesz nam
          przypomnieć, bynajmniej nie jest ostatnią.
    • el_triste Genialne 26.02.07, 13:48
      "Teolog pyta po chwili: - Czy od Ducha Świętego pochodziłyby natchnienia, żeby
      nie słuchać biskupa, żeby rozbijać życie zakonne?"

      Ot, paragraf 22.
      • efad4d Re: Genialne 26.02.07, 13:58
        oto co religia robi ludziom z mozgu
    • yrzyk To przypomina Rydzyka i jest jakoś zbyt sprawne... 26.02.07, 14:07
      technicznie. Skąd ten ojciec O. się tam wziął? Dlaczego Gazeta nie wymienia
      jego nazwiska?
    • monster1972 ależ gusła... ja pier... normalnie sredniowiecze! 26.02.07, 14:13
      21 wiek dawno sie zaczał a tu ludzie wciaz takie bzdury opowiadają

      juz nie wiem, czy bardziej sie smiać, czy wspolczuć...


      ateista
      • yrzyk To XXI w, socjotechnika, a nie średniowiecze. 26.02.07, 14:20
        ,zresztą co masz do średniowiecza.... ciekawy okres dziejów, jeśli się go zna.
        • monster1972 troche czytalem:) owszem ciekawy, ale wiecej wad 26.02.07, 14:26
          niz zalet ma...

          z powodu religijnego fanatyzmu sredniowiecze zatrzymalo rozwój cywilizacji
          europejskiej o jakies 200-300 lat

          dzis moze nie byloby juz raka czy aids i zyłoby sie po 150 lat:)

          dopiero oswiecenie "przypomnialo" sobie o przeszłosci i nauka znów ruszyła
          naprzód


          pozdr



          ateista

    • majka9959 Siostry Betanki za murem 26.02.07, 14:18
      w ogóle w całym kościele źle się dzieje. Nigdy ani papież ani biskup nie jest
      święty a nawet jak za życia robi różne swiństwa to po śmierci zostaje święty.
      Nigdy pan Jezus nie mówił o takiej hierarchii w kościele jaka teraz jest. Te
      wszystkie ekscelencje są najczęściej za duże pieniądze kto więcej płaci i
      lepiej donosi i nogi podstawia kolegom jest wyżej. Potem bierze znów masę
      pieniędzy za cokolwiek bo on to ekscelencja. Przekupstwo w kościele jest
      ogromne aż przeraza normalnego biednego człowieka. Myślę, że nawet lepszy jest
      skutek jak on sam się pomodli do Boga niż jak płaci za to byle komu w kościele
      a już najgorsi są tu chyba ci wielcy hierarchowie.
      • monster1972 kiedys biskupstwo po prostu sie kupowalo 26.02.07, 14:22
        teraz jest tylko troche lepiej:)

        jaka "firma", takie zasady i taka moralnosc


        ateista

        bog nie potrzebuje koscioła do istnienia... a czy kosciół potrzebuje boga?
      • piekielnica1 Re: Siostry Betanki za murem 26.02.07, 14:23
        Myślę, że nawet lepszy jest
        > skutek jak on sam się pomodli do Boga niż jak płaci za to byle komu w kościele
        >

        Dobrze, że ktoś wspomniał o Bogu w aspekcie całego tego cyrku.
    • mat25 Zwariowały bo chłopa dawno nie miały... 26.02.07, 14:26
      nt
      • pszeszczep666 Re: Zwariowały bo chłopa dawno nie miały... 26.02.07, 15:44
        ująłbym to troche łagodniej, ale zasadniczo takie jest źródło tych całych objawień. dziewczęta doświadczają burzy hormonów po raz pierwszy i nie wiedzą jak to doświadczenie interpretować. jeśli w tym momencie poda sie im wyjaśnienie "teologiczne", to zinterpretują to jako mistyczne doznania. proste i w psychologii znane od dawna
        a i jeszcze ciekawy i znany przykład www.wilsonsalmanac.com/images2/teresa_avila_bernini.jpg
    • honecker32 Zabawne jeden wariat przekonuje drugiego wariata 26.02.07, 14:37
      kosciol kontra zakon, kazdy ma swoje urojenia i przekonuje druga strone do
      swoich racji
      • nick3 Ale jeden Wariat ma władzę (i GW nie podskakuje) 26.02.07, 14:49
        Grzecznie gazeciny dziennikarz pisze wszystko z punktu widzenia Systemu
        ("...już są osobami świeckimi...").

        Inny punkt widzenia od urzędowo-kościelnego (w końcu siostry też są jakimś
        stowarzyszeniem, które ma prawo opisywać swój status inaczej, niż to czynią ich
        przeciwnicy) jest po prostu dla katolicko-poprawnego dziennikarstwa -
        niemożliwy. Nie istnieje.

        Wyborcza - tchórze! (pluralizm, he, he!)

        • nie.jestem Re: Ale jeden Wariat ma władzę (i GW nie podskaku 26.02.07, 20:59
          Masz na myśli, że kościół się myli, a Betanki są oświecone? Nawet, gdyby tak
          było (heh) - świecki oznacza "nie będący w strukturze kościoła". Obecny status
          sióstr zamkniętych w zakonie to sekta. Gazeta zaprezentowała dostępne punkty
          widzenia - hermetyczne zgromadzenie nie prezentuje zdania, bo taka jego natura.
          • nick3 Re: Ale jeden Wariat ma władzę (i GW nie podskaku 26.02.07, 21:13
            > Masz na myśli, że kościół się myli, a Betanki są oświecone?

            Myślisz, że to takie zupełnie nieprawdopodobne?:)))

            Cóż poczucie prawdopodobieństwa jest kwestią wielu czynników (wychowania,
            etc.), ale co najważniejsze - jest różne u różnych ludzi (i któż zagwarantuje,
            że większość ma rację?)

            > świecki oznacza "nie będący w strukturze kościoła"

            Może siostry rozumieją Kościół inaczej niż ty?:)

            Nie mówiąc o tym, że "świecki" znaczy co innego, niż to, co piszesz.

            "Świecki" - to opozycja do "sakralny" lub "religijny".


            Nierzetelnie naciągasz znaczenie słowa - dla celów władzy.


            > Obecny status
            > sióstr zamkniętych w zakonie to sekta.


            He, he! Tacy właśnie jesteście jak to miłe zdanko, katoprawicowe żmije:)

            Od czasów Inkwizycji zmieniliście się tylko o tyle, że palić ludzi wam nie
            pozwalają.

    • jerry.uk Gdyby to było w innej wspólnocie religijnej... 26.02.07, 14:43
      to "erotyczne wyginanie się w tańcu" byłoby obcowaniem z Szatanem. No ale we
      wspólnotach katolickich to jest nawiedzenie przez Ducha Świętego. Takiej
      hipokryzji, życia w lęku, zakłamania jak w Kościele Rzymskokatolickim to nie
      widziałem w żadnej innej religii.
      Ale widać ludzie tego potrzebują.
      • nick3 Really?:) 26.02.07, 14:59
        Toż to wszystko wymyślili protestanci (fundamentaliści). Kościół tylko hurtowo
        przejmuje ich pomysły. Bo to są w dzisiejszym świecie ostatnie żywe przesądy,
        za których pomocą religia może jeszcze sprawować nad częścią społeczeństwa
        realną władzę.
        • pszeszczep666 Re: Really?:) 26.02.07, 15:59
          Bo to są w dzisiejszym świecie ostatnie żywe przesądy,
          > za których pomocą religia może jeszcze sprawować nad częścią społeczeństwa
          > realną władzę.

          nie podzielałbym tego optymizmu. takich żywych przesądów, które pozwlają jednym sprawować władzę nad innymi jest bardzo wiele, a religia to pojęcie bardzo szerokie i wiąże się nie tylko z kościołem i zakonami, tak jak nałogi to nie tylko alkohol i narkotyki. uzależnić się można od wszystkiego, to kwestia predyspozycji. nie żebym był religijny:), ale mam wrażenie, że jak nie będzie religii to będzie coś innego (raczej gorszego).
          • nick3 Re: Really?:) 26.02.07, 16:10
            I dlatego, rozumiem, należy obecnym specom pozwolić na robienie ludziom kaszy
            manny z mózgu? (mogą przecież przyjść gorsi!:)

            Czy jeszcze trochę więcej swoich porządków musi powprowadzać w kraju Ojciec
            Dyrektor, by oduczyć cię wielce dalekowzrocznej niewiary w człowieka?:))
            • bruna77 Re: Really?:) 26.02.07, 23:14
              he he, to ja z kolei gratuluję optymizmu i wiary w ludzi :D ja akurat podzielam
              zdanie, że ludzie w reprezentatywnej większości wyuzdani z cugli religii czy
              też innych kanonów narzucających moralny rygor stają się bydłem
              stóprocentowym :D (a tak mają te 10% tzw. czlowieczeństwa) ;) heh, na
              marginesie, gdyby tak wszyscy ci, którzy identyfikują sie z wiarą rzymsko-
              katolicką mieli za życiowy przewodnik Ewangelie, zycie byłoby idylla :D
              Podsumowując: "kasza" TAK, ale może warto skorzystać z istniejącego już, bardzo
              dobrego przepisu na "kaszę" zawartego w Nowym Testamencie zamiast szerzyć
              oszołomstwo? :D a rzeczonej "kaszy" jeść w końcu nie trzeba - każdy ma wolny
              wybór :) ja np. jestem "bezkaszkowa" ;) Pozdrowienia dla wszystkich
              forumowiczow
              • nick3 "Człowiek potrzebuje metafizycznego bata"?:) 27.02.07, 01:07
                Nie wierzę, że tym, czego potrzebują ludzie, jest "rygor moralny".

                Wprost przeciwnie: sądzę, że jest on częścią tego samego kołowrotu, którego
                inną częścią jest zbrodnia. (Empiria w krajach, w mentalności których panuje
                daleko posunięty "rygor", zdaje się na to wskazywać: np. Texas (KS nieustannie
                wykonywana! Pół społeczeństwa w pudle!)

                "Jakże ma być dobry, skoro ciągle trzymacie go na łańcuchu!" - powiedziała
                Pippi Langstrumpf o psie, który w opinii właścicieli był "bardzo zły".

                Tymczasem niemal zupełny zanik religii w niektórych krajach Europy Zachodniej
                nie doprowadził wcale do znaczącego wzrostu zachowań aspołecznych (o zbrodni
                nie mówiąc!)

                Trzeba wręcz powiedzieć, że wzrost odsetka ateistów i zanik religijności w
                społeczeństwie jest skor, jak pokazują badania empiryczne, z rozwojem wielu
                korzystnych zjawisk i postaw (także dotyczących etycznej strony życia).

                Robiące duże wrażenie wyniki kompleksowych badań na ten temat były niedawno
                w "Przekroju" w artykule o ateizmie.

                Mit, że człowieka bez religii czeka upadek nie pochodzi z doświadczenia, lecz z
                ewangelicznej przypowieści o "domu zbudowanym na piasku".
      • ist4 Re: Gdyby to było w innej wspólnocie religijnej.. 26.02.07, 20:19
        "No ale we wspólnotach katolickich to jest nawiedzenie przez Ducha Świętego." - Artykuł traktuje o jednej wspólnocie - która była ale już nie jest wspólnotą katolicką.
    • darciatko Siostry Betanki za murem 26.02.07, 14:46
      Chyba najwyższy czas aby zajął się tym prokurator i Policja.
      Artykuł świadczy o tym, że coś nienormalnego dzieję się w tym klasztorze.
      Jeżeli kościół nie radzi sobie w tej sprawie, powinny interweniować władze
      świeckie wraz z Biskupem.
    • iluminacja256 Re: Siostry Betanki za murem 26.02.07, 14:58
      Heh, dalibóg, czyzby to czegoś nie przypominało? Oczywiscie beginki:) Te
      kosciół tez potepił, zeby sie ratować :)

      Tutaj wszystko przypomian klasyczną sekte - od bombardowania miłoscia, po
      wybieranie dziewczyn naiwnych, delikatnych, egzaltowanych i wrazliwych do bólu -
      idealny materiał. Cała ta matka przełozona ma jednak w jedym racje :

      "Powtarzała: 'Kler jest zagubiony, żyje w przepychu i luksusie'. Podczas widzeń
      widziała w piekle same sutanny i habity. "

      Nie watpię, o ile piekło istnije, też w to wierzę:)


      • nick3 Ruch antysektowy powinien zająć się KK!:) 26.02.07, 15:11
        I nie ma tu żadnej "nienawiści do wszystkiego-co-święte" (takim językiem mówi
        każda sekta, o tych, którzy pokazują zło jej religii).

        Jeśli prawdą jest to, co piszesz iluminacjo (a jest), to to przecież nie jest
        jakiś odosobniony przypadek.

        "Bombardowanie miłością" i zastraszanie co wrażliwszych, wykorzystywanie
        nastrojów depresyjnych u młodzieży etc. - to chleb powszedni kościelnej
        praktuki emocjonalnego opanowywania umysłów młodych ludzi: "formacji duchowej".


        Przemoc psychologiczna nie powinna być legalna (nawet, jeśli - ulubiony
        argument prawicowców - "nikt się na nią przecież nie skarży".

        Na tym właśnie polega "grupa destruktywna", że "nikt się nie skarży", mimo
        oczywistej dla każdego z zewnątrz relacji przymusu i podległości.)


        Spowiedź to sekta we dwoje.
        • iluminacja256 Re: Ruch antysektowy powinien zająć się KK!:) 26.02.07, 15:22
          Zgadzam sie z tobą - spowiedż jest elementem indywidualnego wywierania
          wpływu/nacisku na człowieka - czuje sie to właszcza (o paradoksie!) w
          dziedzinie zycia seksualnego...kobiet. Zastanawiam się, dlaczego nikt(bo chyba
          nikt? ) nie zajął sie badaniem fenemonu spowiedzi w apekcie psychologicznym.
          Widać tajemnica spowiedzi to coś skutecznie zamykajacego wszystkie usta.
          • nick3 Re: Ruch antysektowy powinien zająć się KK!:) 26.02.07, 15:33
            Dopóki ta spraw nie stanie się przedmiotem debaty publicznej, w Polsce będzie
            rządzić prawica o skęcie autorytarnym.

            Ludzie upokorzeni mają bowiem ogromną potrzebę ukryć przed sobą swój stan.
            Pozorami dobrowolności.
    • te_rence Siostry Betanki za murem 26.02.07, 15:10
      "Widziałam w piekle same sutanny"

      Wszystko więc, cokolwiek by wam powiedzieli, czyńcie i zachowujcie, ale według uczynków ich nie postępujcie; mówią bowiem, ale nie czynią. (4) Bo wiążą ciężkie brzemiona i kładą na barki ludzkie, ale sami nawet palcem swoim nie chcą ich ruszyć. (5) A wszystkie uczynki swoje pełnią, bo chcą, aby ich ludzie widzieli. Poszerzają bowiem swoje rzemyki modlitewne i wydłużają frędzle szat swoich. (6) Lubią też pierwsze miejsce na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach, (7) i pozdrowienia na rynkach, i tytułowanie ich przez ludzi: Rabbi. (8) Ale wy nie pozwalajcie się nazywać Rabbi, bo jeden tylko jest - Nauczyciel wasz, Chrystus, a wy wszyscy jesteście braćmi. (9) Nikogo też na ziemi nie nazywajcie ojcem swoim; albowiem jeden jest Ojciec wasz, Ten w niebie. (10) Ani nie pozwalajcie się nazywać przewodnikami, gdyż jeden jest przewodnik wasz, Chrystus. (11) Kto zaś jest największy pośród was, niech będzie sługą waszym, (12) a kto się będzie wywyższał, będzie poniżony, a kto się będzie poniżał, będzie wywyższony. (13) Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, że zamykacie Królestwo Niebios przed ludźmi, albowiem sami nie wchodzicie ani nie pozwalacie wejść tym, którzy wchodzą. (14) (Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, że pożeracie domy wdów i to pod pokrywką długich modlitw; dlatego otrzymacie surowszy wyrok.) (15) Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, że obchodzicie morze i ląd, aby pozyskać jednego współwyznawcę, a gdy nim zostanie, czynicie go synem piekła dwakroć gorszym niż wy sami. (16) Biada wam, ślepi przewodnicy, którzy powiadacie: Kto by przysiągł na świątynię, to nic; ale kto by przysiągł na złoto świątyni, ten jest związany przysięgą.
      Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, że dajecie dziesięcinę z mięty i z kopru, i z kminku, a zaniedbaliście tego, co ważniejsze w zakonie: sprawiedliwości, miłosierdzia i wierności; te rzeczy należało czynić, a tamtych nie zaniedbywać. (24) Ślepi przewodnicy! Przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda. (25) Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, że oczyszczacie z zewnątrz kielich i misę, wewnątrz zaś są one pełne łupiestwa i pożądliwości. (26) Ślepy faryzeuszu! Oczyść wpierw wnętrze kielicha, aby i to, co jest zewnątrz niego, stało się czyste. (27) Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, że podobni jesteście do grobów pobielanych, które na zewnątrz wyglądają pięknie, ale wewnątrz są pełne trupich kości i wszelakiej nieczystości. (28) Tak i wy na zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, wewnątrz zaś jesteście pełni obłudy i bezprawia. (29) Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, że budujecie grobowce prorokom i zdobicie nagrobki sprawiedliwych, (30) i mówicie: Gdybyśmy żyli za dni ojców naszych, nie bylibyśmy ich wspólnikami w przelaniu krwi proroków. (31) A tak wystawiacie sobie świadectwo, że jesteście synami tych, którzy mordowali proroków. (32) Wy też dopełnijcie miary ojców waszych. Węże! Plemię żmijowe! Jakże będziecie mogli ujść przed sądem ognia piekielnego? Ew. Mateusza
      • nick3 Nowy Testament jest przemocą psycholgiczną. 26.02.07, 15:18
        • yrzyk Nick3... psychiatra się kłania 26.02.07, 16:06
          • nick3 Boisz się widzieć. 26.02.07, 16:13
            "Nowe szaty cesarza" - pamiętasz taką baśń Andersena?
            • yrzyk Znam twórczość Andersena... 26.02.07, 16:21
              i w tym wypadku podciąganie dewjacji byłych mniszek do ogółu kościoła
              katolickiego jest skrajnym idiotyzmem. Traktowanie Nowego Testamentu w sposób
              przez ciebie ujęty jest przerażająco zabawne.Zresztą nie piszesz tego co
              myślisz.... to akurat widać wyraźnie, takim troglodytą to ty nie jesteś.
              • nick3 Tylko dziecko powiedziało to, co widzieli wszyscy. 26.02.07, 16:41
                Traktowanie Nowego Testamentu w sposób przeze mnie ujęty jest przerażająco...
                ...szczere.

                Po prostu nazwałem sposób, w jaki działają na psychikę takie fragmenty tekstów,
                jak przytoczony powyżej (i do czego służą w przepowiadaniu religijnym).


                Gdyby ludzie mieli odwagę obserwować i nazywać na bierząco efekt psychiczny
                słów "Dobrej Nowiny", byłoby jasne, że nie jest ona niczym dobrym.


                A co do "mówienia tego, co kto naprawdę myśli" - to właśnie ty nie mówisz tego,
                co naprawdę myślisz. Zobacz, w poprzednim poscie sugerowałeś ludziom, że jestem
                niespełna rozumu.


                Wierzyłeś w to?:)
                • yrzyk Nie napisałeś niczego oprócz sloganów... 26.02.07, 16:51
                  ... dlaczego i w jaki sposób Nowy Testament źle wpływa na psychikę? A
                  poprzednia moja wypowiedź była nieco alegoryczna... widzisz w twoich tekstach
                  nie ma żadnej treści jedynie negatywne emocje. Zupełnie jak u polityków którzy
                  mówią wiele by nic nie powiedzieć. Kto cię tak szkolił?
                  • nick3 Resztę niech każdy rozsądzi sam. 26.02.07, 17:02
                    yrzyk napisał:

                    >Kto cię tak szkolił?


                    Nie wiesz!?:)




                    • yrzyk Domyślam się. 26.02.07, 17:06
    • miauka Re: Siostry Betanki za murem 26.02.07, 15:20
      Obie strony siebie warte, hipokryzja aż się wylewa z jednej i drugiej strony.
      W czym Rydzyk czy Jankowski lepszy od siostrzyczek? Ale im włos z głowy nie spada.
    • patthecat A za tą Sektę i pan płaci i pani płaci.... 26.02.07, 15:23
      Jeżeli o mnie idzie, to człowiek może sobie nawet wierzyć w krasnoludki,
      demonicznych bogów o 10 mackach i wszystko, co mu tylko rozum podsunie. Ale
      dlaczego, do k.... nędzy, ja mam za to płacić? Dlaczego KK tak wzdraga się przed
      opodatkowaniem wiernych? Dlaczego ja mam płacić za to, żeby tym babom miała
      gdzie palma odbijać, skoro uważam je za chore psychicznie, a nie służące bozi?
      • jahortus P.Hanna Gronkiewicz-W.działa w odnowie w Duchu Św 26.02.07, 15:58
        HGW- tak wyznawała w gazetowym wywiadzie;
    • sir_fred Nie no, piękny kawałek 26.02.07, 15:51
      Cytat:

      Żeby się do objawień - tzw. prywatnych - ustosunkować, muszą być spełnione
      określone kryteria. Powinny być całkowicie zgodne z objawieniem Chrystusowym.
      Dalej - muszą być tzw. dobre owoce tych objawień, a więc wzrost świętości życia,
      pobożności w danym środowisku, życzliwości, dobroci. Poza tym objawieniom muszą
      towarzyszyć i potwierdzać je cuda. W końcu musi je uznać władza kościelna.
      -------------

      A gdyby tak Chrystus postanowił się objawić ponownie, ale niezgodnie z tym, co
      raczono spisać jako poprzednie objawienie? A gdyby w swej niepoznawalności Bóg
      postanowił, że objawienie nie przyniesie na razie tych 'dobrych owoców'? I nie
      raczył zaopatrzyć objawień w cuda?
      Przecież te wszystkie warunki to wyraźny klops logiczny, mający po prostu
      przekonać wszystkich, że o 'prawdziwości' objawień decydować ma jedynie
      uprawniony funkcjonariusz.

      Ale w sumie co biedacy mają robić, skoro w takich zakonach stężenie chorób
      psychicznych i niedostosowania do rzeczywistości jest zatrważające. Po
      puszczeniu tych 'obajwień' na żywioł, kościół ośmieszyłby się szybko i totalnie ...
      • pszeszczep666 Re: Nie no, piękny kawałek 26.02.07, 16:12
        plączą się w zeznaniach byle tylko się nie przyznać,
        że w tym całym zamieszaniu chodzi o władzę.

        pod tym względem sekta rózni się od kościoła instytucjonalnego tylko tym,
        że w kościele cała ta gra jest jakoś ogarnięta i uregulowana,
        a w sekcie wszystko jest na żywioł bez żadnych reguł
        i nie wiadomo co z tego filanie może wyniknąc
        i czy np siostra przełozona w momencie osobistego kryzysu
        nie wykorzysta swej niekontrolowanej władzy do tego,
        żeby nakazać swoim dziewczętom zbiorowe samobójstwo
      • miluszka są rzeczy na niebie i ziemi nieznane filozofom 26.02.07, 16:31
        Nie sądźmy,że wszystkie wizje i objawienia to tylko"burze hormonów". Wielu
        świętych i mistyków różnych religii doznaje objawień, ( i nie są to bynajmniej
        dwudziestoletnie dzieweczki). Sufi mają swoje ekstatyczne tańce, szamani
        syberyjscy udają się w podróże do innych światów ( czy raczej innych wymiarów
        doświadczenia). Nasz świat to nie tylko to, o co możemy się potknąć.
        www.ligon.chorzow.pl/tara/
        • oktawianc Re: są rzeczy na niebie i ziemi nieznane filozof 26.02.07, 19:27
          Tak, tak...
          Zatem otwórzmy wszyscy czakry miłości i podgrzejmy sobie energią kosmiczną
          jajniki:), czy co kto ma.
          • nick3 Problemem nie jest mistyka, lecz - fanatyzm. 26.02.07, 20:26
            Oczywiście niezdolność do krytycznego myślenia też jest poważnym defektem ale
            dopiero w fanatyzmie jako swoim owocu staje się ona krzywdząca dla innych.

            Poza tym mistyka w swoich najlepszych przedstawicielach nie wykluczała się
            wcale z myśleniem krytycznym.

            Z myśleniem krytycznym wyklucza się natomiast ortodoksja (dogmatyzm).
            • oktawianc Re: Problemem nie jest mistyka, lecz - fanatyzm. 26.02.07, 20:32
              Rzecz w tym, że istotą tej religii jest dogmatyzm. Rozwojowi rozumu to nie
              służy. No chyba, że umiejętność dowodzenia jedynie słusznej prawdy objawionej, w
              każdych warunkach, nazwiemy rozwojem umysłowym i duchowym.
              W moim spraw widzeniu, jednak jest to chore i niczemu dobremu nie służy.
              • nick3 Re: Problemem nie jest mistyka, lecz - fanatyzm. 26.02.07, 20:39
                Zgoda.



                (choć, moim zdaniem, było kilku mądrych heretyków i pół-heretyków)
          • miluszka Re: są rzeczy na niebie i ziemi nieznane filozof 27.02.07, 10:50
            oktawianc napisał:

            > Tak, tak...
            > Zatem otwórzmy wszyscy czakry miłości i podgrzejmy sobie energią kosmiczną
            > jajniki:), czy co kto ma.
            Ponieważ akurat religią zjamuję się zawodowo ( Instytut Religioznawstwa) proszę
            mnie nie traktowac jako nawiedzonego przedstawiciela new age. Raczej prosze
            poczytać sobie np o szamanizmie czy na temat sufizmu w naukowych ksiązkach.
            >
            • oktawianc Re: są rzeczy na niebie i ziemi nieznane filozof 27.02.07, 10:55
              Księża też religią zajmują się zawodowo, ale nijak nie zwiększa to ich
              wiarygodności, jako znawców prawdy w tej materii.
              Coś niecoś czasami zdarza mi się przeczytać, jednak do innego wymiaru
              doświadczenia na razie nie trafiłem. A może trafiłem, tylko nie wiedziałem o
              tym? Hmmm...
      • ist4 Do Sir_fred`a 26.02.07, 21:16
        Jestem przekonany że Kościół zdaję sobie sprawę, że jego metody oceny prawdziwości objawień mogą dać niekiedy błędne wyniki. Ale równie mocno przekonany jestem o tym, że teologowie którzy opracowywali te zasady starali się aby były one jak najlepsze, z pewnością modlili się w tej intencji do Ducha św. o dar mądrości.
        Uważasz (tak wywnioskowałem) że lepszym rozwiązaniem byłoby pozostawienie wiernym możliwości oceny czy objawienia są prawdziwe czy fałszywe ("puszczenie tych objawień na żywioł"). Hierarchowie Kościoła wychodzą z założenia, że niemożna dopuszczać do tego aby wierni nie posiadający rozległej wiedzy teologicznej byli zwodzeni przez oszustów kłamiących że doświadczyli lub też ktoś doświadczył bożego objawienia. Oczywiście niektórzy uważają, że takimi działaniami kościelni hierarchowie chcą tylko zachować władzę dla siebie, argumentując że w Kościele jest wielu skompromitowanych dostojników. Czy jest to prawda? Prawdą jest na pewno to iż łatwiej jest sprzedać gazetę z artykułem o grzesznym biskupie (w domyśle zdolnym do oszukiwania wiernych) niż o biskupie czyniącym dobro, bowiem to co jest rzeczą powszechną nikogo nie dziwi, nie fascynuje.
        Na koniec chciałbym Ci zadać pytanie - jakie posiadasz argumenty świadczące o tym że w klasztorach stężenie chorób psychicznych jest zatrważające?
        • nick3 Nie chciałbyś, by ci odpowiedział kto inny...?:) 26.02.07, 21:29
          No to nie odpowie, mój Uczony w Prawie.

          ----

          "A ten lud nierozumiejący Prawa jest przeklęty."
        • oktawianc Re: Do Sir_fred`a 26.02.07, 21:31
          A jaką wiedzę teologiczną mieli apostołowie? Czy Jezus nauczał wśród mędrców,
          czy może wśród prostych ludzi?
          Jakim to sposobem hierarchowie kościelni mogą dojść do tego kto miał objawienie,
          a kto nie? Jakim to sposobem ocenią co jest cudem a co nie? Pomijając już fakt,
          że cudów nie ma...
          Toż to tylko o zachowanie monopolu na jedynie słuszną rację chodzi.
          Ja nie posiadam żadnych danych o chorobach psychicznych w klasztorach, ale na
          tzw zdrowy chłopski rozum, domniemuję sobie, że normalni zdrowi ludzie nie
          zamykają się w klasztorze, żeby godzinami się modlić i mdleć w religijnym amoku.
          Jakoś mi to nie przystaje do wizji normalnych ludzi.

          Tak na marginesie; zaciekawiło mnie jedno... Jakie to dobro czynią biskupi?
        • domestos10 Re: Do Sir_fred`a 26.02.07, 21:51
          Betanki gdy służyły pokornie za <Bóg zapłać> księżulom to były dobre i
          oczywiście mieszkały w norze,wszystko było o kej natomiast gdy zaczęły mieć
          widzenia i odmówiły służby u księży to fora ze dwora.Apetyt wzrósł na przejęcie
          klasztoru po generalnym remoncie,który sfinasował Kluska.Jeśli chodzi o
          widzenia to każdy je może mieć,wystarczy poprostu zrobić sobie hiperwentylacje
          tz. zacząć szybko oddychać wdech przez nos głęboko wydech ustami coraz szybciej
          i już.To to samo gdy małolat próbuje podduszania co jest ostatnio
          modne.Widzenie to nic innego jak odpowiedż mózgu na niedotlenienie natomiast co
          się widzi to już zależy od tego w co dany osobnik wierzy.Spowiedż jest
          potrzebna do tego aby na bieżaco było co owce myślą o rządzących skąd ub tak
          wiele wiedziało o działaczach ,ciekawe by było wiedzieć co przekazywali
          duchowni i skąd zdobywali wiedzę ja mam podejrzenie że większość swych
          wiadomośći pozyskiwali właśnie ze spowiedzi.
    • absurdello Miejmy nadzieję, że to wszystko nie skończy się 26.02.07, 16:15
      jakimś uduchowionym samobójstwem (oczywiście dla zachowania czystości mniszek
      ;-) , bo jak na razie to wszystko prowadzi w tym kierunku, ta separacja, te
      głoszone treści ...

      Ten ojciec P. ma na 99% zdolności niezłego hipnotyzera sądząc z tego co mówiły
      siostry, że miały nagle dziurę w rzeczywistości a potem ojczulek na nich
      zalegał.

      Powinno się rozgonić to towarzystwo i zapewnić dziewczynom profesjonalną opiekę
      psychologiczną nim dojdzie do jakiegoś zbiorowego nieszczęścia.

      Dla mnie to wszystkie religie są porąbane, bo prędzej czy później prowadzą do
      wynaturzeń do tego opierają się na jakichś "prawdach" z gatunku 2+2=5 a jak kto
      tego nie widzi to znaczy, że go szatan opętał. Wpadają w to potem różni ludzie
      o słabej psychice, z problemami emocjonalnymi, w jakiś sposób osamotnieni.
      Do tego operuje się w takich sytuacjach niestabilnościami ludzkiego umysłu i
      stanami gdzie stłumiony jest mechanizm rozsądku.
      To co opisano to jakiś rodzaj narkomani tyle, że słownej, swoistego prania
      mózgu przez podawanie osobie nie w pełni władz umysłowych (trans) fałszywych
      informacji o otoczeniu jako jedynie słusznych. Tą metodą produkuje się
      fanatyków samobójców a nie osoby niosące coś pozytywnego.
      Rzeczy pozytywne dla świata i ludzi, zgodne z zasadami współżycia społecznego
      zawartymi chociażby w przykazaniach można czynić bez uciekania się do odlotów
      psychicznych ... a nawet lepiej to robić bo czasami działanie wymaga
      modyfikacji do sytuacji a tej się nie zrobi w delirium.
      To po prostu jest chore,



    • bereciara Z tymi czarnymi sukienkami w piekle to 26.02.07, 17:26
      maja kobitki racje no jak tylko czterech biskupow nie kapowalo na przestrzeni
      bez mala 70 lat to dobra perspektywa przed
      zdrajcami,kapusiami,pijakami,zboczkami,pedalami,pedofilami i cholera wie kim
      jeszcze no gdzie mieli sie dostac do nieba a taki Wielgus czy Peatz do nieba go
      wezma.Sekta to nie te dziewczyny w Kazimierzu,sekta i to lajdacka caly kler
      kosciola katolickiego,dzieki ci gen.Kiszczak ze nie wszystkie kwity pozwoliles
      spalic na tych ladakow.
    • fyrlok Siostry Betanki za murem 26.02.07, 17:28
      Jak ja bylem w wieku 18-20 lat, to nie powiem, ze bylem juz "madry",
      ale napewno "madrzejszy" od tych naiwnych, slabych, zdezorientowanych
      babodzidziusiów - i one chca pomagac i ratowac bliznich ?

      Bo chyba nie tylko o trzymanie sie za rece chodzi
      i krecenie monotonicznie madlac w kólko, z obledem w oczach ?

      To nie jest ani religia, ani kosciol, ani zadna poboznosc.

      -----

      A tak generalnie: nigdy nie moze byc dobrze i normalnie,
      jak 50-100-150 babeczek siedzi na kupie
      w zamknieciu bez praktycznego, zdrowego zajecia.....

      U facetów tak jest.
      Moze u kobietek troche w inny sposób,
      ale dlaczego mialoby byc inaczej.


      Ja rozumiem - jakby mialy drukarnie, pralnie, zadania w zlobkach,
      szkolach, szpitalach, domach starców, w chórach, ......
      Jakby se mogly wyjsc, pójsc do kina albo na basen,
      pojezdzic na motorowerku, pisac gazete, cos organizowac,
      uczyc sie i innych, pokopac w pilke, czasami podrózowac,
      a nawet sie "powyglupiac" - a przy tym czulyby sie na dluzsza mete
      w swoim elemencie, nie cierpiac i nie teskniac za pewnymi innymi
      sferami zycia, "czujac" misje i sie dobrze czujac itp. itd. etc.

      Ale takie niekontrolowane, dziwaczne, zamkniete "zaklady"
      z jakimis tam "eksperymentami" i nieludzkimi "cwiczeniami",
      to nic innego jak sekta i wiezienie.

      Wysuszyc to bagno !

      Ale tez zmodernizowac i zhumanizowac
      caly system tego klasztornictwa !

      Nawet tam, gdzie niby "dziala",
      wiele spraw nie jest zdrowych.



      -----------------------------------------
    • vomitorium1 Siostry Betanki za murem 26.02.07, 17:28
      takich sióstr
      to trzeba szukać
      ze świecą w ręce
      • fyrlok Re: Siostry Betanki za murem 26.02.07, 17:39
        :))))))) (fuj,fe!)
        • janeta5 Re: Siostry Betanki za murem 26.02.07, 17:54
          No,no ,no biedaczki nie wiedziały ,czegóż to księżulo chce ,jak to tak u tej
          spowiedzi były na leżąco.No,no,no,ale chata niezła.Zasłużyły.
          Jana
    • wrojoz Bardzo słaby PiS 26.02.07, 18:27
      PiS wszystko w Polsce psuje.
      • witajsmutasie To samo jest w sekcie RM Rydzyka ! 26.02.07, 19:00
        ogłupianie,manipulowanie, zło i nienawiśc...
        • yogisia do sir freda o logice słów kilka 26.02.07, 19:39
          Najpierw cytaty:

          Żeby się do objawień - tzw. prywatnych - ustosunkować, muszą być spełnione
          określone kryteria. Powinny być całkowicie zgodne z objawieniem Chrystusowym.
          Dalej - muszą być tzw. dobre owoce tych objawień, a więc wzrost świętości życia,
          pobożności w danym środowisku, życzliwości, dobroci. Poza tym objawieniom muszą
          towarzyszyć i potwierdzać je cuda. W końcu musi je uznać władza kościelna.
          -------------

          A gdyby tak Chrystus postanowił się objawić ponownie, ale niezgodnie z tym, co
          raczono spisać jako poprzednie objawienie? A gdyby w swej niepoznawalności Bóg
          postanowił, że objawienie nie przyniesie na razie tych 'dobrych owoców'? I nie
          raczył zaopatrzyć objawień w cuda?
          Przecież te wszystkie warunki to wyraźny klops logiczny, mający po prostu
          przekonać wszystkich, że o 'prawdziwości' objawień decydować ma jedynie
          uprawniony funkcjonariusz.

          ----

          O klopsie logicznym: czy naprawdę uważasz, że Chrysus mógłby się objawić
          niezgodnie ze swoją naturą? Oczywiście mógłby, tylko w jakim celu? Przecież to
          właśnie byłoby nielogiczne! Dalej identycznie - ponieważ naturą, czy tez
          esencją nauki Chrystusa jest wzrost dobroci, życzliwości itp. - tak więc
          efektem prawdziwego objawienia musi to właśnie być, bo inaczej klops logiczny
          znów gotowy. Przyznam natomiast, że nie rozumiem dlaczego prawdziwemu
          objawieniu muszą towarzyszyc cuda, jak rozumiem inne niż samo objawienie, które
          cudem - rzecz jasna - jest. Chętnie poznam wyjaśnienie. Natomiast rozumiem, że
          kościół uznaje objawienia za prawdziwe na podstawie w/w - co logiczne jest jak
          najbardziej (z zastrzeżeniem mojego niezrozumienia sprawy cudów)

          I jeszcze refleksja ogólna do wszystkich dyskutantów: skąd w Waszych postach
          tyle negatywnych mysli i emocji? Zauważam to nie po raz pierwszy na forum
          gazetowym. Dlaczego?
          • oktawianc Re: do sir freda o logice słów kilka 26.02.07, 20:05
            Bóg może się objawić zgodnie ze swoją naturą, ale ta zgodność może nie zostać
            dostrzeżona przez ludzi. Zresztą jaka jest natura Jahwe? Raz okrutny, potem
            miłosierny-uosobienie miłości. Skoro może zmieniać diametralnie swoje
            nastawienie do ludzi i zawierać nowe przymierza, na całkowicie nowych i
            sprzecznych z poprzednimi warunkach, może zatem objawić się po raz kolejny i
            wymyślić coś co KK będzie zupełnie nie w smak i nie spełni ich jakże mądrych
            kryteriów.
            Klops logiczny?
            Dla mnie cała ta religia to właśnie taki logiczny klops.
            • yogisia Re: do sir freda o logice słów kilka 26.02.07, 20:13
              "Skoro [Bóg] może zmieniać diametralnie swoje nastawienie do ludzi i zawierać
              nowe przymierza, na całkowicie nowych i sprzecznych z poprzednimi warunkach"
              -------
              Stopień wyżej w dyskusji teologicznej czyli proste pytanie: które mianowicie
              przymierze Boga z ludzmi zostało zawarte na całkowicie nowych i sprzecznych z
              poprzednimi warunkach?
              • oktawianc Re: do sir freda o logice słów kilka 26.02.07, 20:21
                O Jezusie mowa i całym nowym testamencie.
                Gruba kreska, czyż nie?
                • yogisia Re: do sir freda o logice słów kilka 26.02.07, 23:17
                  Nie. Nowy testament nie przeczy staremu. W sumie szkoda, ze użyłeś tego
                  nijakiego stwierdzenia - miałam nadzieję na jakaś dyskusję a tu pozostejemy w
                  sferze płytkich frazesów. No cóż, powodzenia
                  --------
                  Czas leczy nasze rany, ale zmarszczki są bardziej uparte.
                  • oktawianc Re: do sir freda o logice słów kilka 26.02.07, 23:54
                    Jak się ktoś uprze to połączy ze sobą największe nawet skrajności. Ja jednak mam
                    proste spojrzenie na kształt rzeczy i jakoś nie mogę zespolić w jedno
                    starotestamentowego, mściwego i bezlitosnego bóstwa, z nowotestamentowym
                    uosobieniem miłości.
                    W sumie szkoda, że stać Cię tylko na nieuzasadniony protekcjonalizm.
                    Powodzenia.
                    • yogisia Re: do sir freda o logice słów kilka 27.02.07, 10:56
                      Ale przeciez w ST Bóg nie jest mściwym i bezlitosnym bóstwem! (cf. przymierze z
                      Abrahamem, Mojżeszem, teksty prrockie, psalmy Dawida itd.)
                      • oktawianc Re: do sir freda o logice słów kilka 27.02.07, 11:20
                        Potop, trąby jerychońskie, Sodoma i Gomora... Zaiste łagodny baranek.
                        Kult Jahwe zdaje się wywodzić z jakichś wcześniejszych czasów, gdzie był bóstwem
                        burz i ognia, wojownikiem.
                        "...uważano go za wielkiego wojownika zsyłającego wichry i burze, by razić
                        przeciwników swoich i wyznawców. Tradycja ta, łącząc elementy górskiego bóstwa
                        burz i wulkanów z ideą zwycięskiego wojownika i przewodnika przez pustynię, jest
                        zapewne pozostałością okresu nomadycznego.
                        Przemawia za tym także filologiczna interpretacja imienia Jahwe, wywodzącego się
                        od zachowanego w arabskim protosemickiego rdzenia hawa, od którego pochodzą
                        czasownik "wiać" (wiatr) i rzeczownik "burza"."
                        • yogisia Miłość i gniew 27.02.07, 19:15
                          Chyba zbyt jednostronnie patrzysz na sprawę. Zarówno w Starym jak i Nowym
                          Testamencie pokazany jest Bóg dobry i miłosierny (np. przymierza, wyjście z
                          Egiptu / męka, ukrzyżowanie) jak i gniewny (np. potop, Sodoma / wypędzenie
                          kupczących ze świątyni, inwektywy wobec faryzeuszy). Czyli stosunek Boga do
                          człowieka jest niejako podwójny: grzech człowieka budzi Bozy gniew, ale Bóg
                          jest miłosierny i w dodatku jego miłosierdzie jest większe niż gniew (ofiara
                          Jezusa). Sadzę, że jesli nie podzielasz opinii zawartej w drugim zdaniu to i
                          tak pierwszemu nie zaprzeczysz, prawda?

                          --------
                          Czas leczy nasze rany, ale zmarszczki są bardziej uparte.
                          • oktawianc Re: Miłość i gniew 27.02.07, 22:55
                            Ależ to jakiś chimeryczny dzieciak, ten bóg.
                            On się gniewa... Denerwują go grzechy ludzkie... No ja Ciebie proszę. Wielki,
                            wszechmocny, wszechwiedzący, się wkurza bo ludzie coś tam robią? To nawet
                            zabawne. Znaczy do momentu, w którym wnerwienie jego kończy się jakąś plagą czy
                            kataklizmem.
                            Nie, to dla mnie nie jest bóg, a bożek jakiś.
                            • yogisia Re: Miłość i gniew 27.02.07, 23:06
                              Co ma wszechmoc i wszechwiedza do gniewu z powodu ludzkich grzechów?!
                              • oktawianc Re: Miłość i gniew 27.02.07, 23:17
                                To, że to płytkie i dziecinne. Co to takiego jest grzech?
                                • yogisia Re: Miłość i gniew 27.02.07, 23:30
                                  Co jest płytkie i dziecinne? Czy w Tobie nic nie wzbudza gniewu? Okradanie
                                  emerytów, mordowanie za parę groszy, marnotrawstwo majątku, indoktrynacja
                                  umysłów itp.? Naprawdę jest Ci to obojetne? Dlaczego Boga nie miałoby gniewać
                                  zło?
                                  • oktawianc Re: Miłość i gniew 27.02.07, 23:43
                                    On jest jego przyczyną, nie zapominaj. I nie wyjeżdżaj mi z wolną wolą. On
                                    określił warunki tej gry.
                                    Jeśli ja zaprojektuję mrowisko i zamieszkujące je mrówki w najdrobniejszych
                                    szczegółach i będę się na nie gniewał, że są takie jakimi je stworzyłem, będzie
                                    to oznaczało po prostu, że jestem idiotą.
                                    • yogisia Re: Miłość i gniew 28.02.07, 09:58
                                      To z czym mogę "wyjechać"? :))) Daj swoim mrówkom wolną wolę i zobaczysz co
                                      będzie :))) Ale mrówki mrówkami, a dzieci nie masz?
                                      • oktawianc Re: Miłość i gniew 28.02.07, 10:22
                                        Porównanie z mrówkami było celowe. Porównanie z dziećmi nie jest adekwatne do
                                        omawianego przykładu.
                                        Moje dzieci są mojego gatunku, nie jestem ich projektantem, tylko rodzicem.
                                        Żyję w takim samym cyklu jak one i rozumuję na takich samych zasadach. A bogowie
                                        są jakimś abstraktem. Zresztą nie skażę swoich dzieci na potępienie, a będę
                                        tyranem, nie rodzicem jeśli każę im mieć taką moralność jaką ja uznaję za słuszną.
                                        A mrówki mają taką samą wolną wolę, jak i my. Tzn ograniczoną przez szereg
                                        czynników, tak że można dyskutować czy rzeczywiście istnieje coś takiego jak
                                        wolna wola.
                                        Co do wyboru, który wg Twojej religii mamy, to wygląda to tak:
                                        otaczam moje mrowisko fosą z płynem owadobójczym i pozwalam mrówkom, które nie
                                        chcą żyć w moim mrowisku, zginąć w tejże fosie.
                                        Mają wybór, nieprawdaż?
                          • oktawianc Re: Miłość i gniew 27.02.07, 22:57
                            A tak jeszcze jedno; skoro Jezus jest bogiem, to jakaż to z jego strony ofiara,
                            że zginął na krzyżu? Jakoś nie dostrzegam wielkości tego gestu. O wiele większe
                            gesty robili ludzie, którzy ginęli by ocalić choć jedno istnienie drugiego
                            człowieka.
                            • yogisia Re: Miłość i gniew 27.02.07, 23:08
                              Zginął na krzyżu jako człowiek
                              • oktawianc Re: Miłość i gniew 27.02.07, 23:11
                                No i co z tego? Albo był bogiem, albo nie był.
                                Był, czy nie?
                                Zresztą wielkie halo od razu; wszyscy umieramy spora część w o wiele większych
                                męczarniach i nie chcemy od razu wiecznej wdzięczności za to. Próżny ten bóg.
                                Taki mały gest jak na taką wielkość i tyle wymagań do tego.
                                • yogisia Re: Miłość i gniew 27.02.07, 23:21
                                  A dlaczego skoro jest Bogiem to ofiara miałaby być mniejsza? A może większa -
                                  skoro będąc Bogiem stał się człowiekiem i wydał na potępienie?

                                  Przecież Jezus nie chce wdzięczności od nikogo za to, że umarł, o co Ci znów
                                  chodzi?
                                  • oktawianc Re: Miłość i gniew 27.02.07, 23:50
                                    Oczywiście, że mniejsza. On nie stał się, wydzielił raczej część swej istoty i
                                    przelał w człowieka. Stworzył swego awatara. Zresztą to jest mocno naciągane w
                                    chrześcijaństwie. Dla mnie Jezus nie był żadnym bogiem nawet przy założeniu, że
                                    Jahwe istnieje. Zresztą nie wydał się na żadne potępienie, potępieni możemy być
                                    tylko my ludzie. Wg tego co pisał Wojtek2000 potępiamy niejako sami siebie. Czy
                                    uważasz, że Jezus mógł odrzucić boga i stać się potępionym? Ciekawe co? Co by
                                    wtedy było, bóg sam się wysłał do piekła?

                                    Jezus nie chce wdzięczności? Jak to nie, to po co kazał budować swój Kościół na
                                    ziemi?
                                    Tak naprawdę, w tamtych czasach, a były to czasy wielce niespokojnie, czasy
                                    powstań żydowskich, ludzie wierzyli, że mesjasz(żaden tam bóg) w osobie Jezusa
                                    obiecuje im prawdziwe królestwo na ziemi i na nie czekali. Z czasem Jezus został
                                    bogiem...
                                    • yogisia Re: Miłość i gniew 28.02.07, 10:10
                                      > On nie stał się, wydzielił raczej część swej istoty i przelał w człowieka.
                                      Stworzył swego awatara.
                                      Ja wierzę, ze nie, Ty, że tak - czy ktoreś z nas ma na to jakis rzeczywisty
                                      argument czy już tylko obracamy się w sferze niedyskutowalnej?

                                      > Zresztą to jest mocno naciągane w chrześcijaństwie
                                      Co?

                                      > Dla mnie Jezus nie był żadnym bogiem nawet przy założeniu, że Jahwe istnieje
                                      Patrz punkt pierwszy

                                      > bóg sam się wysłał do piekła
                                      Tak

                                      > Jezus nie chce wdzięczności? Jak to nie, to po co kazał budować swój Kościół
                                      na ziemi?
                                      Żeby ludzie byli szcześliwi. I nie kazał - zaproponował. Nie ma obowiązku.

                                      > ludzie wierzyli, że mesjasz(żaden tam bóg) w osobie Jezusa obiecuje im
                                      prawdziwe królestwo na ziemi i na nie czekali
                                      Oczywiście, ze tak - niektórzy nawet sądzili, ze stanie na czele powstania,
                                      skończy się rzymska okupacja i może zostanie królem. Tylko, że Jezus na to
                                      odpowiadał wielokrotnie "Królestwo moje nie jest z tego świata", "oddajcie
                                      cesarzowi co cesarskie" itp.
                                      • oktawianc Re: Miłość i gniew 28.02.07, 10:32
                                        Ja nie wierzę w boga, to dla mnie tylko mity.
                                        Dyskutuję przy założeniu, że jest, bo nawet przy tym założeniu, to wszystko jest
                                        niespójne.
                                        Każdy element takiej dyskusji możemy sprowadzić do takiego poziomu, tzn Ty
                                        powiesz: jest tak!, a ja powiem: tak nie jest!

                                        W kawałku o bogu w piekle, nie dość jasno się widać wyraziłem. Chodziło mi o
                                        prawdziwe pójście boga do piekła, tzn jeśliby Jezus faktycznie był jednocześnie
                                        bogiem i odrębnym od niego bytem, mógł zostać potępiony i odwrócić się od boga,
                                        tak samo jak ludzie. Albo nie mógł tego zrobić ze względu na swą boską naturę, a
                                        to znaczy, że ryzyko i wielkość jego ofiary żadna, albo mógł zostać potępiony.
                                        Tylko, że wtedy oznaczałoby to ni mniej nie więcej, że uznał samego siebie za
                                        niewartego starań, a tego przecież nie mógł zrobić? Zatem wracamy do punktu
                                        pierwszego; jego ofiara nie była żadną ofiarą.

                                        Żeby ludzie byli szczęśliwi? Jakoś tak się składa, że to bóg zazwyczaj ze swoimi
                                        zakazami i nakazami stoi ludziom na drodze do szczęścia. W tej religii, jedno
                                        jest dla mnie jasne; on potrzebuje ludzi do jakichś własnych celów. Bynajmniej
                                        nie po to żeby byli szczęśliwi.
                                        Nie ma obowiązku... No jasne... A kto we mnie nie uwierzy, ten nie będzie
                                        zbawiony. Tak to jakoś szło?
                  • paero123 Re: do sir freda o logice słów kilka 05.03.07, 16:16
                    Ad. ST nie przeczy NT
                    ST: oko za oko, ząb za ząb
                    NT: drugi policzek
              • oktawianc Re: do sir freda o logice słów kilka 26.02.07, 20:25
                Ciekawe też jest to, że unikasz pisania imienia Swego boga. Jednocześnie piszesz
                nazwę jego gatunku z wielkiej. Bo czymże innym jest słowo "bóg" jeśli nie
                określeniem pewnego rodzaju istot? Jeśli jednak używasz go jako nazwy własnej,
                to wzywasz go nadaremno. Czyż nie?
                • yogisia Re: do sir freda o logice słów kilka 26.02.07, 23:25
                  Znów nie.
                  1. Jahwe to nie jest imię Boga tylko określenie jego natury.
                  2. Słowo "bóg" pisane wielką literą oznacza najwyższą istotę w religiach
                  monoteistycznych, małą - w politeistycznych.
                  3. Używanie czyjegoś imienia nie oznacza wzywania go.
                  Ojojojoj....
                  • oktawianc Re: do sir freda o logice słów kilka 27.02.07, 00:03
                    No chyba nie tak do końca. Co słowa "Jahwe", to sam on kazał się tytułować tym
                    IMIENIEM. Zatem jest to imię.
                    Słowo "bóg", oznacza byt mistyczny o wielkiej mocy sprawczej, pewien rodzaj
                    istot jak dajmy na to demon, anioł itp. To w ilu i jakich religiach jest
                    używane, nie ma znaczenia. Pisząc to słowo z wielkiej litery, musiałbym uzawać
                    boskość danego bytu, o którym się w danym momencie wypowiadam. Ja nie stawiam
                    żadnych bogów ponad innymi, więc nie mogę żadnego wyróżniać.
                    A nie wzywaj imienia Pana swego na daremno? Jakoś tak to chyba szło?
                    Ajajaj...
                    • yogisia Re: do sir freda o logice słów kilka 27.02.07, 11:06
                      Hm. "Jahwe" zaczy po hebrajsku "jest" - rzeczywiście Bóg
                      tak się Mojżeszowi przedstwił, zatem mozemy uznać że jest to imię, takie trochę
                      indiańskie - no i ja sie nie wzbraniam przed jego uzyciem, choć fakt, ze w
                      poprzednich postach nie użyłam i może poprzednia odpowiedz nawet wskazywała
                      przeciwnie. To prostuję.

                      Co do użycia wielkiej i małej litery - napisałam jak to rozumie SJP (wyd.1983,
                      t.1, str.193) - chyba, ze od 1983 coś się w tej kwestii zmieniło? Rozumiem, że
                      jednak SJP jest jakąś wykładnią w kwestii poprawności jezykowej? Dla mnie tak

                      Nie rozumiem o co Ci chodzi z tym wzywaniem imienia Pana swego nadaremno?
                      Przecież nie wzywam :)
                      • oktawianc Re: do sir freda o logice słów kilka 27.02.07, 11:25
                        "Chociaż określenie Boga mianem JHWH pojawia się już w 2. rozdziale księgi
                        Rodzaju i było używane przez patriarchów (np. Genesis 14:22) to według Biblii
                        imię JHWH zostało po raz pierwszy świadomie użyte przez Hebrajczyków dopiero tuż
                        przed opuszczeniem Egiptu, gdyż Bóg Abrahama objawił się w ten sposób dopiero
                        Mojżeszowi. Wcześniej nazywano Go często jako:

                        * אלהים [eloh(a)im] = Bogowie (od Genesis 1:1 dalej; liczba mnoga jest
                        tłumaczona jako forma wzniosła, tzw. pluralis majestatis lub też jako trójjedyny
                        charakter natury Boga);
                        * אל עליון [el eljun] = Bóg Najwyższy (Genesis 14:18-22);
                        * אל שדי [el szaddai] = Bóg Wszechmocny (Genesis 17:1, 28:3, 35:11, 43:14,
                        48:3; Exodus 6:3);
                        * אדןי [adonai] = Pan, Władca (Genesis 18:3.27.30-32, 20:4; Exodus 4:10.13);
                        * אל [el] = Bóg (Genesis 33:20);
                        * שדי [szaddai] = Wszechmocny (Genesis 49:25);

                        Rozmowa Mojżesza z Bogiem przy płomienistym krzaku ukazuje Boga, który wyjaśnia
                        znaczenie swojego imienia:

                        Mojżesz zaś rzekł Bogu: Oto pójdę do Izraelitów i powiem im: Bóg ojców
                        naszych posłał mię do was. Lecz gdy oni mnie zapytają, jakie jest Jego imię, to
                        cóż im mam powiedzieć? Odpowiedział Bóg Mojżeszowi: JESTEM, KTÓRY JESTEM (אהיה
                        אשר אהיה). I dodał: Tak powiesz synom Izraela: JESTEM (אהיה) posłał mnie do was.
                        Mówił dalej Bóg do Mojżesza: Tak powiesz Izraelitom: JESTEM (יהוה), Bóg ojców
                        waszych, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba posłał mnie do was. To jest imię
                        moje na wieki i to jest moje zawołanie na najdalsze pokolenia.

                        (Wyjścia 3:13-15)

                        Jako że JHWH było hebrajskim neologizmem nawet sami Hebrajczycy nie rozumieli
                        jego znaczenia. Powyższy fragment tłumaczy, iż powstało ono w oparciu o słowo
                        חיה [hajah] = być, stać się. Jednakże יהוה [JHWH] nie jest 3. osobą liczby
                        pojedynczej od חיה [hajah], chociaż Mojżeszowi objawiono, iż sens słowa był
                        bliski znaczeniu [On] jest. Wydaje się więc, iż JHWH jest zlepkiem trzech zwrotów:

                        * היה (gdzieniegdzie jako יהי) = był,
                        * הזה (gdzieniegdzie jako היה) = jest,
                        * יהיה = będzie.
                        "
                        No można sobie różnie interpretować znaczenie tego słowa.
                        • yogisia Re: do sir freda o logice słów kilka 27.02.07, 11:57
                          Dzięki! Bardzo to ciekawe, dokształciłam się. Czyli Jahwe to jednak
                          "imię indiańskie" :)
                          No a co Ty na kwestie ortograficzne???
                          • oktawianc Re: do sir freda o logice słów kilka 27.02.07, 22:58
                            Mam wrażenie, że wszystkie imiona są "indiańskie".
                            • yogisia Re: do sir freda o logice słów kilka 27.02.07, 23:08
                              Tak...
                              A w kwestii ortografii słownikowi tez racji nie przyznasz, co?
                              • oktawianc Re: do sir freda o logice słów kilka 27.02.07, 23:17
                                Napisałem już jak ja to rozumiem. Pisząc z dużej litery, musiałbym przyznać, że
                                bóg jest i jest jeden. Ja niczego takiego nie twierdzę, więc nie mam powodu
                                pisać z dużej litery, ani bóg, ani człowiek, ani diabeł, ani koń.
                                • yogisia Re: do sir freda o logice słów kilka 27.02.07, 23:34
                                  Napisałeś. Rozumiem, że jeśli światopogląd narzuci Ci pisanie "żont, rzaba i
                                  krul" to tez tak będziesz pisał. Jasne.
                                  • oktawianc Re: do sir freda o logice słów kilka 27.02.07, 23:52
                                    Czym innym pisanie z wielkiej litery, a czym innym pospolity błąd ortograficzny.
                                    W każdym razie, jeśli "rzaba" będzie takiej wagi jak "bóg", to tak właśnie będę
                                    pisał:)
                                    • yogisia Re: do sir freda o logice słów kilka 28.02.07, 09:55
                                      Dobre :))) Otóż przyjmuję drugi argument - to mianowicie, że światopogląd
                                      narzuca Ci nieprzestrzeganie reguł (w tym wypadku językowych). Natomiast
                                      pierwsze zadanie pokazuje Twój relatywizm :)) A skoro stosujesz go w tak
                                      drobnej kwestii jak ortografia - cóż dopiero w sferze religii? Ubawiłam się
                                      szczerze :)
                                      • oktawianc Re: do sir freda o logice słów kilka 28.02.07, 10:35
                                        W momencie gdzie reguły są takie jakie są z powodów ideologicznych, nie mam
                                        zastrzeżeń przed ich łamaniem. Nie jestem robotem, postępuję w zgodzie z własnym
                                        osądem.
                                        To też jest coś co mnie mierzi w religii, produkuje roboty.
                                        Prawda jest przecież znana, bo objawiona.
          • nick3 Odniesiecie się wprost do moich postów o religii? 26.02.07, 20:09


            >I jeszcze refleksja ogólna do wszystkich dyskutantów: skąd w Waszych postach
            >tyle negatywnych mysli i emocji? Zauważam to nie po raz pierwszy na forum
            >gazetowym. Dlaczego?


            Coś mi się widzi, że owe "negatywne myśli i emocje" skopiowałaś z postu
            yrzyka?:)

            (Zwrot przypomina nieco "myślozbrodnię" z "Roku 1984" Orwella)

            Przyszło wam do głowy, że to dobry chwyt retoryczny, który pozwoli wam odzyskać
            wizerunek "prześladowanych bez powodu"?

            Cóż, powiem tylko, że taki cudaczny i sztywny sposób mówienia o rzeczywistości
            cechuje język wszystkich sekt, gdy mówią o swoich krytykach:)

            Jest to przy tym mówienie całkowicie umowne (w standartowych postach obrońców
            religii jest o tyle więcej agresji, że świątobliwe załamywanie rąk
            nad "prześladowcami wyglada ze strony religijnej nieco teatralnie:). Umowność
            taka cechuje opisy rzeczywistości dokonywane z perspektywy języka totalitarnego
            (wspomniana "myślozbrodnia" się kłania:)


            A tak w ogóle to, co jeszcze zrobicie, by uniknąć gry w otwarte karty i
            ustosunkowania się wprost do mocnych postów, w których zaprosiłem was do
            zasadniczej dyskusji na temat prawdziwego charakteru waszej religii?

            Odczekaliście parę godzin (wątek wisi od rana na czołówce GW!), by uniknąć
            rozmowy z "psychicznym", wypełnionym "negatywnymi myślami i emocjami"
            nickiem3 ?:)

            Czy wolicie obrać drogę dawania wszystkim do zrozumienia, że nie możecie
            rozmawiać z aż takim "bluźniercą"?:)
            • wojtek_2000 Bóg świeci przez przepalone żarówki 26.02.07, 22:20
              > A tak w ogóle to, co jeszcze zrobicie, by uniknąć gry w otwarte karty i
              > ustosunkowania się wprost do mocnych postów, w których zaprosiłem was do
              > zasadniczej dyskusji na temat prawdziwego charakteru waszej religii?

              To chyba bardzo prosto uzasadnić. Był kiedyś taki wstępniak w Ozonie, gdzie
              Górny pisał o byłym prezydencie Włoch, Oskarze Luigi Scalfaro, który szczególnie
              lubił modlić się przy grobie Papieża Aleksandra VI. Na pytanie, dlaczego nie
              robi tego przy grobach bardziej świątobliwych mężów, odpowiadał, że Aleksander
              VI jest dla niego dowodem na to, że "Bóg świeci przez przepalone żarówki".

              Już Ci kiedyś o tym pisałem, że wszelkiego typu organizacje, zakładane m.in.
              przez utopijnych (nierzadko uczciwych i szlachetnych) idealistów, po stosunkowo
              niedługim czasie - powiedzmy, po kilkudziesięciu latach - upadały z hukiem,
              wyradzały się, a często wręcz przeradzały w struktury czysto patologiczne, by z
              tym większym impetem zakończyć swoje istnienie. Popatrz też na tych, którzy
              odłączyli się od Kościoła, choćby w czasie Reformacji; jest ich teraz pewnie
              parę tysięcy różnych odłamów, często ze sobą skłóconych.

              Kościół był, jest i będzie społecznością grzeszników - już od blisko dwóch
              tysięcy lat. A jednak mimo różnego rodzaju nadużyć ludzi Kościoła, czyli
              wiernych (w tym moich własnych), on ciągle trwa i odradza się; ciągle jest w nim
              ogromna większość wspaniałych ludzi, często anonimowych, którzy autentycznie
              kochają Boga i bliźniego.

              To właśnie słabość wszystkich bez wyjątku ludzi Kościoła - wiernych, w tym moja
              osobista słabość, jest dla mnie dowodem jego autentyczności; skoro bowiem
              słabość ludzka nieustannie dąży do pogrążenia i upadku Kościoła, a On przez tych
              dwa tysiące lat ciągle istnieje - i to w dobrym stanie i kondycji, więc musi być
              Ktoś, kto Kościół nieustannie umacnia i odradza do nowego życia; tym kimś jest
              Jezus Chrystus. I tyle.

              Paradoksalnie, słabość Kościoła jest jego siłą; proponuję przeczytać list
              Papieża św. Grzegorza Wielkiego, który napisał on do przyjaciela zaraz po swoim
              niespodziewanym wyborze na Stolicę Piotrową; do tych treści zresztą nawiązywał
              Benedykt XVI w niektórych swoich przemówieniach na początku pontyfikatu, i na
              krótko przed wyborem.
              • oktawianc Re: Bóg świeci przez przepalone żarówki 27.02.07, 00:08
                Ciekawe rozumowanie.
                Wniosek z tego, że wszystkie religie, które istnieją około 2 tysięcy lat, są
                prawdziwe. Tylko jak je ze sobą pogodzić?
                • wojtek_2000 Re: Bóg świeci przez przepalone żarówki 27.02.07, 00:15
                  > Wniosek z tego, że wszystkie religie, które istnieją około 2 tysięcy lat, są
                  > prawdziwe. Tylko jak je ze sobą pogodzić?

                  Wiele religii ma w sobie jakieś ziarna prawdy; odnosi się to generalnie do
                  religii monoteistycznych, w tym również do islamu. Taka jest zresztą oficjalna
                  nauka KK (Nostra Aetate).
                  • oktawianc Re: Bóg świeci przez przepalone żarówki 27.02.07, 00:25
                    No oczywiście, przecież przez tyle wieków, można wypracować jakiś w miarę
                    wspólny mianownik. Gdyby jednak którakolwiek z nich miała być prawdziwa, lub
                    prawdziwe były wszystkie, to po co miałyby być one wszystkie? Gdyby we
                    wszystkich kulturach powstała jedna religia jakimż mocnym dowodem byłoby to jej
                    prawdziwości... A szukanie podobieństw i dowodzenie, że bóg jest jeden tylko
                    religii wiele, jakoś tak mało jest przekonujące. Jak to mawiają: dla chcącego
                    nic trudnego, tak więc dla wierzącego nic trudnego w takim interpretowaniu
                    wszystkiego byle tylko pasowało do obranej wizji.
                    Tam gdzie mowa o mistycyzmie i rzeczach nieudowadnialnych, można skonstruować
                    dowolne rozumowanie na poparcie swej tezy. Co nie dowodzi jeszcze ich trafności.

                    Poza tym trudno nie znaleźć pewnych podobieństw we wszystkich religiach, z
                    politeistycznymi włącznie, w końcu wszystkie zrodziła ta sama potrzeba. Potrzeba
                    zrozumienia tego co niepojęte i ukojenia lęku przed śmiercią.
                    • wojtek_2000 Re: Bóg świeci przez przepalone żarówki 27.02.07, 00:54
                      > Gdyby we
                      > wszystkich kulturach powstała jedna religia jakimż mocnym dowodem byłoby to jej
                      > prawdziwości...

                      Można próbować dowodzić, że to jednak w szeroko pojętej kulturze
                      judeochrześcijańskiej (wiem, że nie jest to dobre określenie, ale go roboczo
                      użyję) powstała cywilizacja, z której osiągnięć korzysta cały świat.

                      > Jak to mawiają: dla chcącego
                      > nic trudnego, tak więc dla wierzącego nic trudnego w takim interpretowaniu
                      > wszystkiego byle tylko pasowało do obranej wizji.

                      Jeśli przyjmiemy arystotelesowski podział na substancję i jej przypadłości
                      (akcydensy), to można by powiedzieć, że kwestie wiary odnoszą się do substancji,
                      zaś przynajmniej cześć z argumentów, których możemy używać, ma charakter
                      akcydentalny; dlatego nie jest tak łatwo słowami udowodnić wiarę w Boga, w
                      Chrystusa i w Kościół.

                      > Tam gdzie mowa o mistycyzmie i rzeczach nieudowadnialnych, można skonstruować
                      > dowolne rozumowanie na poparcie swej tezy. Co nie dowodzi jeszcze ich trafności

                      Owszem, ale zawsze można zwracać uwagę na spójność, powiedzmy, paradygmatu,
                      czyli używać kryteriów rozumu. Natomiast, oczywiście nie można metodami
                      akcydentalnymi opisać rzeczywistości substancjalnej.

                      > Potrzeba zrozumienia tego co niepojęte

                      Filozofia przyrody, traktowana z chrześcijańskiego punktu widzenia, unika
                      pochopnego angażowania teologii do wytłumaczenia tego, co niepojęte; oczywiście,
                      nie piszę tu o potrzebach psychologicznych, bo to zupełnie co innego.
                      • oktawianc Re: Bóg świeci przez przepalone żarówki 27.02.07, 01:15
                        Hmmm. Jeśli jeszcze przyjrzeć się metodom owej cywilizacji
                        jedeochrześcijańskiej, to powodów do dumy jakoś ubywa... Sporo chyba też
                        zawdzięczamy orientowi, któregoż to przedstawiciele znowu wysuwają się na czoło
                        pochodu naszej rasy. Czy będzie to oznaczało, że taoizm jest prawdziwszy?

                        Wiara nie potrzebuje dowodów. Byłaby wiedzą, a nie wiarą. Dla mnie po prostu
                        pewne rzeczy są zbyt nieprawdopodobne żebym mógł je uznać za prawdziwe. Do
                        zagadnień takich zalicza się między innymi chrześcijański stwórca. Jest to dla
                        mnie tak niespójna wizja, wręcz karykaturalna, że prawie odruchowo ją odrzucam.
                        Z zasady też nie godzę się na czczenie czegokolwiek. Zresztą najwyższy w tej
                        religii ma charakter mocno opresyjny, jakby nie lawirować, na uosobienie
                        miłości, to on mi nie wygląda.
                        Jeśli przyjmuję założenie, że ów byt stworzył wszechświat, w tym nas, w jakimś
                        celu(bo, że celem tego wszystkiego jest miłość, to nawet po większej ilości
                        alkoholu, nie przychodzi mi do głowy:), to raczej nie wydaje mi się żeby ten cel
                        miał przynieść jakieś korzyści nam. Temu bytowi, być może, lecz nie nam. Różne
                        możliwe przesłanki przychodzą mi do głowy, ale miłość jest zawsze na ostatnim
                        miejscu. Jakoś nie potrafię takiego rozumowania przeprowadzić, w którym to jakiś
                        bóg tworzy wszechświat(w którym być może są miliardy cywilizacji) z miłości.
                        Wręcz wydaje mi się to absurdalne. No chyba, że z potrzeby miłości...
                        Ewentualnie z potrzeby miłowania. Tak czy inaczej byłoby to egoistyczne.
                        • wojtek_2000 Re: Bóg świeci przez przepalone żarówki 27.02.07, 01:29
                          > Hmmm. Jeśli jeszcze przyjrzeć się metodom owej cywilizacji
                          > jedeochrześcijańskiej, to powodów do dumy jakoś ubywa...

                          Obawiam się, że metody innych cywilizacji są nieporównanie bardziej okrutne.

                          > Sporo chyba też
                          > zawdzięczamy orientowi, któregoż to przedstawiciele znowu wysuwają się na czoło
                          > pochodu naszej rasy.

                          Proszę o konkrety; np. proporcje w przyznanych Nagrodach Nobla (wyłączywszy
                          literaturę), zawszeć to jakieś kryterium :-) Nie bardzo wiem, co inspirował taoizm.

                          > Wiara nie potrzebuje dowodów. Byłaby wiedzą, a nie wiarą.

                          Nie do końca; katolicy uznają scholastyczna zasadę "fides quaerens intellectum",
                          czyli wiara szukająca zrozumienia; wiara pozbawiona kryterium rozumu jest
                          herezją fideizmu.

                          > pewne rzeczy są zbyt nieprawdopodobne żebym mógł je uznać za prawdziwe.

                          no właśnie; prawdopodobieństwo jest pojęciem z zakresu matematyki; oznacza pewną
                          ściśle zdefiniowaną wielkość, która ma swój rozkład, gęstość, dystrybuantę,
                          itd. Dlatego trzeba uważać przy aproksymacji tego pojęcia na dziedzinę
                          duchowości.

                          Co do reszty Twojego tekstu: owszem, Bóg działa zawsze ze względu na siebie, nie
                          może mieć bowiem - niejako z definicji - żadnej innej przesłanki, przyczyny i
                          celu działania. Dlatego też niczego mu nie przydają byty, które stwarza; a
                          stwarza je dlatego, że chce się z nimi dzielić swoją nieskończoną miłością. Ale
                          wiem, że w to trzeba wierzyć, więc z pewnością nie przekonam Cię jakimś
                          okrągłym zdaniem.

                          do niczego nie są mu potrzebne
                          • gregorsamsa Re: Bóg świeci przez przepalone żarówki 27.02.07, 01:48
                            "Dlatego też niczego mu nie przydają byty, które stwarza; a
                            stwarza je dlatego, że chce się z nimi dzielić swoją nieskończoną miłością."

                            Czyli, ze jednak mu sie jakos przydaja, bo inaczej nie mialby sie z kim dzielic.
                            Niestety nie ze wszystkimi sie dzieli, wiec czesc (wiekszosc) stworzyl tylko po
                            to, zeby ich skazac na wieczne meki. Wielkie dzieki za taka nieskonczona milosc.
                            Nietzsche twierdzil, ze nawet jakby ten bog chrzescijanski rzeczywiscie istnial,
                            to nalezaloby go odrzucic.
                          • oktawianc Re: Bóg świeci przez przepalone żarówki 27.02.07, 01:50
                            No przekonać mnie nie możesz, bo świat nie jest obrazem miłości, ale miejscem
                            walki o przeżycie.
                            Co do tego czy bóg w jakiego wierzysz, działa tylko ze względu na siebie,
                            wiedzieć nie możesz. W zasadzie nic nie wyklucza, że jest ich wielu.
                            Jeśli jednak przychylić się do teorii o "rozdawnictwu" miłości, to jakoś
                            niespecjalnie chyba jest skuteczny... Nie czuję się epatowany bożą miłością. A
                            jeśli to uznajemy za jego cel, to znaczy, że zawiódł. Oczywiście możemy
                            stwierdzić, że z mojej winy, bo tą domniemaną miłość odrzucam, ale to wykręcanie
                            kota ogonem. Skoro stworzył mnie by móc mnie nasycić swą miłością...
                            Przepraszam, ale to po prostu jest w moim odczuciu głupie.
                            Tak czy inaczej, w osobie boga dalej mamy właściciela, a we mnie krew się burzy
                            na taką możliwość.

                            P.S.
                            Pisząc o prawdopodobieństwie, miałem na myśli potoczne znaczenie tego słowa. Nie
                            miałem zamiaru chwytać za ołówek i wyliczać prawdopodobieństwa istnienia bogów...
                            Chyba trochę przesadzasz, w przywiązaniu do formy.
                            • wojtek_2000 Re: Bóg świeci przez przepalone żarówki 27.02.07, 02:05
                              oczywiście tu już trudno mi argumentować; szanuję Twoje uwagi, choć ich nie
                              podzielam.

                              A co do prawdopodobieństwa, to chodziło mi o to, że pewne pojęcia i nawyki
                              myślowo-osobowościowe są kształtowane przez nasze doświadczenie życiowe. Tak
                              też jest z pojęciem prawdopodobieństwa; wystarczy jednak nieco wyjść poza
                              dziedzinę codziennej zmysłowej percepcji, aby przekonać się, że wiele zjawisk
                              zupełnie nie odpowiada ludzkiej intuicji. Chodzi mi tu przede wszystkim o
                              mechanikę kwantową, również o teorię względności. Ale to oczywiście dyskusja już
                              na nieco inny temat, i inną okazję.
                              • oktawianc Re: Bóg świeci przez przepalone żarówki 27.02.07, 02:20
                                W tym właśnie rzecz; prawidła wszechrzeczy są tak bezdusznie doskonałe, że nie
                                ma tu miejsca na miłość. Zresztą jak mogą istnieć uczucia bez ich podmiotu? A
                                zatem jak jakikolwiek bóg mógł być miłością, zanim stworzył sobie ludzi? Teoria
                                trójjedności? No ale wtedy nie potrzebowałby już tworzyć... Tak można do...
                                Długo w każdym razie:)
                                • gregorsamsa Re: Bóg świeci przez przepalone żarówki 27.02.07, 13:17
                                  "Zresztą jak mogą istnieć uczucia bez ich podmiotu? A
                                  > zatem jak jakikolwiek bóg mógł być miłością, zanim stworzył sobie ludzi? "

                                  Rzecz w tym, ze chrzescijanscy apologeci uzywaja slow "milosc", "prawda",
                                  "wolnosc" w mglistym i innym niz w powszechnie przyjetym znaczeniu. Mogliby to
                                  sobie nazwac inaczej, zeby uniknac nieporozumien ale wtedy nie mogliby zerowac
                                  na pozytywnej konotacji tych slow.
                                  • oktawianc Re: Bóg świeci przez przepalone żarówki 27.02.07, 23:05
                                    Ile by piany nie nabić nad tym wszystkim, dla mnie jedno jest jasne, nie może
                                    być dobra istota, która tworzy sobie zabawki, bo niczym innym są ludzie w
                                    religiach judaistycznych. Nikt mi nie wmówi, że Jahwe nie ma roszczeniowego
                                    stosunku do człowieka. Wszystkie rozumowania wykładające jaką to ofiarę złożył
                                    ze swego syna(który jest nim samym) są tak mętne dla mnie, że zupełnie
                                    nieprzekonujące. Trzeba naprawdę gorąco chcieć być o tym przekonanym, żeby móc
                                    uznawać to wszystko za wiarygodne.
                                    Ponad wszystko nie mam zamiaru być niczyim czcicielem. Cenię sobie swoją
                                    wolność, nawet jeśli jest pozorna.
              • nick3 "Święty Kościół grzesznych ludzi"? 27.02.07, 00:09
                Nie, nie da się całej krytyki chrześcijaństwa przedstawić jako zbioru
                złośliwych zarzutów typu "księża mają kochanki i mercedesy".

                Moje zarzuty (przyznaję dość jeszcze ogólne - miałem nadzieję je skonkretyzować
                w sporze, do ktorego nie doszło) dotyczyły samej duchowości chrześcijańskiej.
                Tam właśnie, gdzie ona nie jest przytłumiona "ludzką słabością" lecz
                realizowana konsekwentnie.

                Twierdzę, że destruktywny dla psychiki jednostek i społeczeństw jest sam rdzeń
                nauki kościelnej (a nawet Nowego Testamentu!).

                Wiela by gadać. Niestety nie mam tak wiele czasu, jak sądzi yogisia.

                Ale jeśli jesteś gotów do rzetelnej dyskusji, na pewno jeszcze się na forum
                spotkamy.

                Wierzę, że nawet w takiej kwestii można racjonalnie rozmawiać.

                Nie jestem waszym wrogiem.

                Uważam tylko, że chrześcijaństwo w postaci, którą znamy dotychczas, fatalnie
                okalecza człowieka.
                • wojtek_2000 Re: "Święty Kościół grzesznych ludzi"? 27.02.07, 00:33
                  > Tam właśnie, gdzie ona nie jest przytłumiona "ludzką słabością" lecz
                  > realizowana konsekwentnie.
                  > Twierdzę, że destruktywny dla psychiki jednostek i społeczeństw jest sam rdzeń
                  > nauki kościelnej (a nawet Nowego Testamentu!).

                  Ta słabość jest w zasadzie immanentna, i wynika z samej natury ludzkiej. Tam,
                  gdzie człowiek zaczyna próbować sam się zbawić, np. przy użyciu jakiejś
                  "konsekwentnie realizowanej" techniki, tam kończy się chrześcijaństwo.
                  Zasadnicza dla chrześcijaństwa relacja syn-Ojciec, czy raczej dzieci-Ojciec
                  zawsze zakłada dziecięcą słabość tych pierwszych. To heglowska karykatura,
                  która wypacza tę relację do stosunku niewolnik-pan, jest faktycznie destrukcyjna
                  dla jednostek i społeczeństw, ale nie samo chrześcijaństwo; to moje zdanie w
                  tejże kwestii.

                  > Wiela by gadać. Niestety nie mam tak wiele czasu,

                  i tu sie zgadzamy :-)

                  > Wierzę, że nawet w takiej kwestii można racjonalnie rozmawiać.

                  o, i tu też; aż czuję niepokój.

                  > Uważam tylko, że chrześcijaństwo w postaci, którą znamy dotychczas, fatalnie
                  > okalecza człowieka.

                  Może za mało je znasz? Może powinieneś trochę popraktykować? Co? Może u
                  dominikanów? Ja w każdymś razie nie czuję się okaleczony; i paru innych
                  chrześcijan, których znam, takoż.
                  • oktawianc Re: "Święty Kościół grzesznych ludzi"? 27.02.07, 00:50
                    Czy zatem jesteś zwolennikiem alegoryzaji ST? Bo jeśli traktować dosłownie
                    historię takiego potopu chociażby, to bardzo surowy ojciec. Nie życzę nikomu
                    takiego, wychowa same potworki. Nawet jeśli to tylko alegoria, to chyba coś ma
                    na celu. Zresztą surowa natura tego ojcostwa często znajduje odzwierciedlenie w
                    biblii.
                    Ja to widzę właśnie jako relację: niewolnik i właściciel. Nakaz posłuszeństwa,
                    przestroga przed nieposłuszeństwem, groźba kary, obietnica nagrody za
                    posłuszeństwo. Mało partnerski układ, nieprawdaż? Żeby chociaż było dane nam
                    wiedzieć po co to wszystko, bo przecież dobrze się robi coś, co ma sens,
                    zwłaszcza jeśli z tym sensem się zgadzamy. No i jeśli się czegoś od kogoś
                    wymaga, uczciwie by było mu wytłumaczyć o co chodzi. Tymczasem stwórca zdaje się
                    uważać nas za potomstwo nieco upośledzone, albo jakieś trudności komunikacyjne
                    występują.
                    • wojtek_2000 Re: "Święty Kościół grzesznych ludzi"? 27.02.07, 01:11
                      > Czy zatem jesteś zwolennikiem alegoryzaji ST? Bo jeśli traktować dosłownie
                      > historię takiego potopu chociażby, to bardzo surowy ojciec.

                      Pius XII w encyklice Humani Generis z 1950 roku pisze wyraźnie, że pierwszych XI
                      rozdziałów Księgi Rodzaju nie należy traktować całkowicie dosłownie. Zresztą
                      jest to prawda obecna od zawsze w KK, wystarczy znać trochę pisma św. Augustyna.
                      Fundamentalizm biblijny nigdy nie był doktryną katolicką, tylko był rozwijany
                      przez protestantów (por. kościół prezbiterialny i jego słynna deklaracja).

                      Woda stojąca (jeziora, morze, ocean, itd.) w ST często symbolizuje grzech (por.
                      liczne Psalmy); a człowieka z tej otchłani zła wyciąga za rękę Chrystus (tak jak
                      Piotra w Ewangelii). Warto też pamiętać, że w ST Bóg jest pojmowany jako
                      pierwsza przyczyna wszystkiego; chodzi jednak o to, że Bóg dopuszcza zło
                      (którego nie pragnie), gdyż szanuje wolny wybór woli ludzkiej; sama wola istot
                      rozumnych jest dobra, ale może prowadzić do złych wyborów. To jest temat na
                      długi tekst, ale powstrzymam się z racji późnej pory.

                      > Tymczasem stwórca zdaje się uważać nas za potomstwo nieco upośledzone, albo
                      > jakieś trudności komunikacyjne występują.

                      Niecierpliwość poznawcza :-) Bóg szanuje wolną wolę człowieka, i dlatego nie
                      chce go niejako przytłoczyć, czy przymusić swoją epifanią. Ja się z Tobą nie
                      zgodzę, bo wierzę, że "tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał,
                      aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne". I tyle. A miłość Boga
                      możesz dostrzec wszędzie, zwłaszcza w innym człowieku.
                      • nick3 Na "Dominikanów" mnie nie weźmiesz:) Znam ich:) 27.02.07, 01:16
                        Jednego nawet cenię. Bartosia.
                        • wojtek_2000 Re: Na "Dominikanów" mnie nie weźmiesz:) Znam ich 27.02.07, 01:32
                          nie masz-że go już tam; poszedł w świat :-)
                      • oktawianc Re: "Święty Kościół grzesznych ludzi"? 27.02.07, 01:30
                        No jak Pius pisze, być znaczy tak jest :)
                        Zapewne jesteś obeznany z pomysłami Freuda. To co piszesz o symbolice jako żywo
                        przypomina mi dzieła Zygmunta. Bardzo to wygodne trzeba przyznać.
                        Stawiam więc tezę, że syn boży był tylko alegorycznym wezwaniem ludzi do wolnej
                        miłości. Popracuję nad nią kilka lat, tak by była odpowiednią sofistyką obudowana:)

                        A w dawniejszych czasach częste epifanie jakoś mu nie przeszkadzały, ciekawe;)
                        Teraz jesteśmy delikatniejsi? No teraz poważnie; jeśli mówi się "a" trzeba
                        powiedzieć "b". A to znaczy, że jeśli sobie robisz z kogoś swe narzędzie, to nie
                        wmawiaj mu, że ma jakąś wolną wolę(bo jedno wyklucza drugie), miej przynajmniej
                        tyle przyzwoitości żeby "objawić" mu swe zamiary. Jeśli zgodzi się z Tobą
                        współpracować, to wspaniale, może nawet Cię pokocha jeśli będziesz na to
                        zasługiwał. Nie w odwrotnej kolejności.

                        Niestety spora część ludzi nie jest obrazem żadnej miłości... To co widzę
                        dobrego w ludziach, nie wydaje mi się mieć czegokolwiek wspólnego z żadnymi
                        bogami, a jedynie wynika z naszej natury. Podobnie jak to co złe.
                        • wojtek_2000 Re: "Święty Kościół grzesznych ludzi"? 27.02.07, 01:47
                          > No jak Pius pisze, być znaczy tak jest :)

                          chodzi mi o to, że wysuwane wobec KK zarzuty o fundamentalizm biblijny są
                          nierzetelne i wynikają z niewiedzy. Dlatego trzeba wiele się uczyć, żeby
                          wiedzieć, jak stawiać zarzuty; inaczej może się okazać, że polemizuje się
                          jedynie ze stworzonym przez siebie mirażem rzeczywistości.

                          Oto cytat z rzeczonej Encykliki:
                          "[...]jedenaście pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju nie odpowiada całkowicie
                          metodom pisarstwa historycznego używanym przez naczelnych historiografów
                          greckich i łacińskich, lub historyków naszych czasów, należą mimo to jednak do
                          rodzaju literackiego historycznego w pewnym sensie, który zresztą egzegeci
                          powinni głębiej zbadać i określić. Rozdziały te, w stylu prostym i obrazowym,
                          przystosowanym do umysłowości narodu, stojącego jeszcze na niskim stopniu
                          cywilizacji, podają zasadnicze prawdy, na których się opierają nasze możliwości
                          zdobycia zbawienia wiecznego, jak również zawierają popularny opis początków
                          rodzaju ludzkiego i narodu wybranego."

                          > A w dawniejszych czasach częste epifanie jakoś mu nie przeszkadzały, ciekawe;)

                          O jakich epifaniach mówisz? My wierzymy, że epifania Boga w Osobie Chrystusa
                          miała charakter ostateczny; m.in. dlatego Kościół z taką ostrożnością odnosi się
                          do różnych "prywatnych objawień", o czym zresztą jest w tekście o betankach.
                          Zamiary Boga też są dokładnie znane: chce, żebyś był zbawiony, czyli szczęśliwy.
                          Ale - że znów przywołam Arystotelesa - chodzi o szczęście substancjalne, a nie
                          przypadłościowe.

                          Zarzucasz Bogu egocentryzm, natomiast wydaje mi się, że sam go wykazujesz; to Ty
                          chciałbyś stawiać Bogu swoje warunki. "Trudna jest ta mowa; któż jej może
                          słuchać"; nihil novi sub sole.
                          • gregorsamsa Re: "Święty Kościół grzesznych ludzi"? 27.02.07, 01:54
                            "chodzi mi o to, że wysuwane wobec KK zarzuty o fundamentalizm biblijny są
                            > nierzetelne i wynikają z niewiedzy. Dlatego trzeba wiele się uczyć, żeby
                            > wiedzieć, jak stawiać zarzuty; inaczej może się okazać, że polemizuje się
                            > jedynie ze stworzonym przez siebie mirażem rzeczywistości."

                            Akurat takich zarzutow, to nikt specjalnie KK nie stawia.
                          • oktawianc Re: "Święty Kościół grzesznych ludzi"? 27.02.07, 02:01
                            Właśnie o to mi chodzi; wygodnie jest uznać pewne kwestie za przypowieść,
                            alegorię itp. Jednak w przypadku wielu innych kwestii, zwłaszcza nakazów
                            dotyczących moralności, tkwić dalej w ST.

                            Na jakiej podstawie uważacie, że objawienie w postaci Jezusa było ostatnim? Może
                            jeszcze wiele takich ma być...?

                            Chce żebym był zbawiony? Zbawiony od czego? Od potępienia wiecznego? A któż
                            miałby mnie potępić?
                            • wojtek_2000 Re: "Święty Kościół grzesznych ludzi"? 27.02.07, 02:11
                              > Właśnie o to mi chodzi; wygodnie jest uznać pewne kwestie za przypowieść,
                              > alegorię itp.

                              Tam jest wyraźnie napisane, że teksty biblijne powstawały w pewnych ściśle
                              określonych okolicznościach, i tych okoliczności nie można lekceważyć, tylko je
                              uwzględniać przy egzegezie.

                              > Na jakiej podstawie uważacie, że objawienie w postaci Jezusa było ostatnim?

                              Bo nie ma już nic więcej do dodania... chodzi o to, że człowiek i cały świat
                              został ostatecznie zbawiony przez Chrystusa.

                              > Chce żebym był zbawiony? Zbawiony od czego? Od potępienia wiecznego? A któż
                              > miałby mnie potępić?

                              od grzechu, od zła, od siebie samego w całkowitej izolacji ontologicznej

                              > A któż miałby mnie potępić?

                              w zasadzie Ty sam
                              • oktawianc Re: "Święty Kościół grzesznych ludzi"? 27.02.07, 02:22
                                To wystarczyło mnie nie tworzyć, bym nie mógł się potępić... Skoro stworzył mnie
                                ze swojej potrzeby, niech weźmie za to odpowiedzialność i się teraz męczy ze
                                swym dziełem. Niezależnie od okoliczności i stawianego przez dzieło oporu.
                      • gregorsamsa Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 01:35
                        "Bóg szanuje wolną wolę człowieka, i dlatego nie
                        chce go niejako przytłoczyć, czy przymusić swoją epifanią."

                        Bog tak szanuje wolna wole czlowieka, ze posyla tych wszystkich na wieczne meki,
                        ktorzy z tej wolnosci skorzystaja nie po jego mysli.
                        Ten kotlet nie bedzie bardziej strawny po tysiacznym odgrzaniu.
                        • wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 01:57
                          > ze posyla tych wszystkich na wieczne meki
                          > ktorzy z tej wolnosci skorzystaja nie po jego mysli.

                          właśnie nie - wcale nie posyła; oni DEFINITYWNIE nie chcą być z Bogiem, a On
                          niejako ratyfikuje ten ich wybór. Piekło to z definicji bycie poza Bogiem - to
                          jest ta główna męka, o której piszesz, bo człowiek stworzony przez Boga jest po
                          prostu poza Nim ontologicznie wyobcowany. Ale wybór jest, i warto wziąć za niego
                          odpowiedzialność.
                          • gregorsamsa Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 02:08
                            wojtek_2000 napisał:

                            > > ze posyla tych wszystkich na wieczne meki
                            > > ktorzy z tej wolnosci skorzystaja nie po jego mysli.
                            >
                            > właśnie nie - wcale nie posyła; oni DEFINITYWNIE nie chcą być z Bogiem, a On
                            > niejako ratyfikuje ten ich wybór. Piekło to z definicji bycie poza Bogiem - to
                            > jest ta główna męka, o której piszesz, bo człowiek stworzony przez Boga jest po
                            > prostu poza Nim ontologicznie wyobcowany. Ale wybór jest, i warto wziąć za nieg
                            > o
                            > odpowiedzialność.

                            To jest pusta rabulistyka typu "zlo nie ma samodzielego statusu ontologicznego,
                            jest tylko brakiem dobra". To sa wykrety.
                            I co to jest to "ontologiczne wyobcowanie"?
                            W gruncie rzeczy nic innego niz stare, dobre gotowanie w smole.
                            Tyle mniej obrazowo nazwane.

                            • wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 02:16
                              > To jest pusta rabulistyka typu "zlo nie ma samodzielego statusu ontologicznego,
                              > jest tylko brakiem dobra".

                              tak uważam, jako stary tomista.

                              > I co to jest to "ontologiczne wyobcowanie"?

                              pozbawienie bytu, samoistności istnienia; bardzo bolesne - gorzej niż w ogóle
                              sie nie narodzić; smoła przy tym to kluski z mlekiem (do wyboru: chleb z masłem) :-)
                              • oktawianc Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 02:26
                                Co to jest "samoistność istnienia" i czemu jej brak jest bolesny?
                                • wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 02:34
                                  raczej samoistność bytu powinno być; brak boli - brak jakiegoś zmysłu, narządu
                                  ruchu, itd.- boli w sensie, że go brakuje. To właśnie tak rozumiany brak jest
                                  złem, według klasycznej definicji. A brak bytu to pozbawienie samej osnowy
                                  swojego istnienia.
                                  • oktawianc Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 02:39
                                    Czyli nieistnienie. To nie może boleć, ponieważ nie ma żadnego ośrodka zdolnego
                                    ów ból odczuwać. Nie boli brak czegoś, czego nie jesteś świadom. Zwłaszcza jeśli
                                    w ogóle nie jesteś świadom:)
                                    • wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 02:48
                                      > Czyli nieistnienie.

                                      właśnie nie; jeśli już, to pod-istnienie, czyli poniżej poziomu nieistnienia.
                                      • oktawianc Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 02:55
                                        Czyli co? Życie ujemne? To już brzmi niedorzecznie.
                                        • wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 02:58
                                          > Czyli co? Życie ujemne? To już brzmi niedorzecznie.

                                          dobrze to ująłeś; piekło jest faktycznie stanem niedorzecznym, bo sens jest w
                                          Bogu. Widzę, że po połowie nocy dochodzimy do dobrych konkluzji :-)
                                          • oktawianc Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 03:12
                                            Nie mogę się z Tobą zgodzić. Dla mnie równie niedorzeczny jest bóg. Nawet
                                            bardziej. A wszechświat nie ma sensu. Sens to takie coś co my usilnie próbujemy
                                            w tym wszystkim dostrzec, podczas gdy tak naprawdę nie jest to do niczego potrzebne.
                                            Bo jeśli nawet uznać za prawdziwe to co piszesz o miłości stwórcy, to to też
                                            jest bez sensu. Tak sobie ten bóg istnieje, tworzy byty by je kochać, część
                                            ocala przed potępieniem, część na nie skazuje... I co z tego? Jaki to ma niby
                                            sens? Żaden, a i znaczenie żadne. Wygląda wręcz na zabawę wszechmocnego dziecka.
                                            Dlatego z taką wizją boga zgodzić się nie mogę.
                                            • wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 03:22
                                              z definicją sensu, której używasz, trudno jest dyskutować.

                                              Dla mnie sens jest czymś, o czym pisałem w tych postach:

                                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=47433936&a=47485180
                                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=47433936&a=47478147
                                              sorry, że się odwołuję do siebie samego (nieomalże jak jeden z ojców rodzimej
                                              endecji).
                                              • oktawianc Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 03:38
                                                Encyklika JPII nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia, pod pozorem rozumności
                                                wtłacza jednak wiernym prostą "prawdę" nauka tak i rozum tak, ale to my KK
                                                jesteśmy jedynym odbiorcą prawdy objawionej, przez pryzmat, której wszystko
                                                trzeba postrzegać. Tym samym przeczy swemu sensowi:)

                                                Wracając do samego sensu... Dla mnie sens jest jakimś celem, potrzebą czy
                                                powodem działań czy istnienia. Po to żeby widzieć taki sens, wymyślamy bogów i
                                                tworzymy różne systemy filozoficzne. Jednak to nasza potrzeba wynikająca z
                                                naszej konstrukcji. Tymczasem do istnienia nie jest potrzebny żaden sens. Ani
                                                żaden bóg, ani nawet Bóg. To wszystko po prostu jest... Jak nie istnieliśmy
                                                przed urodzeniem, tak nie będziemy istnieć po śmierci... Nic prostszego...
                                                Tymczasem pozdrawiam, czas spać.
                                                • wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 03:41
                                                  > Encyklika JPII nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia,

                                                  na mnie owszem, jest piękna.

                                                  > Tymczasem pozdrawiam, czas spać.

                                                  Ja również, wszystkiego dobrego.
                                  • gregorsamsa Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 02:41
                                    wojtek_2000 napisał:

                                    > raczej samoistność bytu powinno być; brak boli - brak jakiegoś zmysłu, narządu
                                    > ruchu, itd.- boli w sensie, że go brakuje. To właśnie tak rozumiany brak jest
                                    > złem, według klasycznej definicji. A brak bytu to pozbawienie samej osnowy
                                    > swojego istnienia.

                                    Ta klasyczna definicja to pewnie od Augustyna.
                                    Wojtek, czy ty naprawde nie zauwazasz, ze ty (podobnie jak od tysiacleci rzesze
                                    chrzescijanskich apologetow), nic nie wyjasniasz a tylko sprawy ladnie nazywasz?
                                    Sprzecznosci przez to nie znikaja, zamiatane sa tylko pod semantyczny dywan.
                                    • wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 02:52
                                      > Ta klasyczna definicja to pewnie od Augustyna.

                                      raczej św. Tomasza.

                                      > nic nie wyjasniasz a tylko sprawy ladnie nazywasz?

                                      spójny system jest ważny; człowiek zawsze dąży do pokonania dysonansu
                                      poznawczego w dowolnej dziedzinie :-)

                                      A co chciałbyś mieć wyjaśnione? W dyskusji nt. eschatologii nie mogę odwołać się
                                      do osobistych doświadczeń, a na szerokie ujęcie, poparte odpowiednim aparatem
                                      ani tu czas, ani miejsce.

                                      > Sprzecznosci przez to nie znikaja, zamiatane sa tylko pod semantyczny dywan.

                                      tu się nie zgadzamy
                                      • gregorsamsa Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 03:02
                                        "> > Ta klasyczna definicja to pewnie od Augustyna.
                                        >
                                        > raczej św. Tomasza."

                                        Juz Agustyn utrzymywal, ze zlo nie ma samodzielnego ontologicznego statusu i
                                        jest brakiem dobra.
                                        A tak naprawde, to to jest koncepcja neoplatonska, wiec pewnie od Plotyna.

                                        "> spójny system jest ważny; człowiek zawsze dąży do pokonania dysonansu
                                        > poznawczego w dowolnej dziedzinie :-)"

                                        Spojnego systemu nie zbuduje sie przez mnozenie semantycznych bytow.
                                        • wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 03:06
                                          > Juz Agustyn utrzymywal, ze zlo nie ma samodzielnego ontologicznego statusu i
                                          > jest brakiem dobra.
                                          > A tak naprawde, to to jest koncepcja neoplatonska, wiec pewnie od Plotyna.

                                          Oczywiście, jasne; przecież św. Tomasz nie wszystko sam wymyślił :-)

                                          > Spojnego systemu nie zbuduje sie przez mnozenie semantycznych bytow.

                                          tu się akurat zgadzamy; ja jednak nie jestem ani filozofem, ani semantykiem;
                                          wszechświat opisują de facto liczby raczej, niż pojęcia. I tyle na ten temat.
                          • oktawianc Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 02:10
                            Też mi wybór.
                            A co z tymi, którzy z różnych powodów nie mieli szansy zapoznać się z naukami
                            jego awatara, jakim był Jezus?
                            A jest jakaś szansa żeby się rozmyślić i zostać przygarniętym po załóżmy 1000
                            lat w piekle? Przecież życie jest takie krótkie, a wybór na wieczność? Żeby
                            przyjmować odpowiedzialność za taki wybór, trzeba być co najmniej wszechwiedzącym.
                            Podsumowywując: zostałem stworzony, żeby być epatowanym bożą miłością. Jeśli
                            jednak mój stwórca mi się nie podoba, uważam go za tyrana etc, on łaskawie
                            wyrzuci mnie poza zasięg swej miłości. Słowem, nie spełniam oczekiwań więc nie
                            jestem dłużej potrzebny.
                            • wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 02:28
                              > A co z tymi, którzy z różnych powodów nie mieli szansy zapoznać się z naukami
                              > jego awatara, jakim był Jezus?

                              Jeśli żyją z zgodzie z własnym sumieniem, to oczywiście będą zbawieni; tak
                              zawsze twierdził KK; masz to zresztą w wielu miejscach NT, np. w Liście do Rzymian.

                              > A jest jakaś szansa żeby się rozmyślić i zostać przygarniętym po załóżmy 1000
                              > lat w piekle?

                              Problem polega na tym, że czas jest związany z rzeczywistością akcydentalną; to
                              w czasie dokonują się akty wolnych wyborów człowieka; po każdej możliwości
                              decyzyjnej pojawia się kolejne "drzewo" decyzyjne, i tak dalej. To oznacza, że
                              entropia wszechświata musi rosnąć, a skutek tego jest prozaiczny - starzenie się
                              :-) Jednak po śmierci nie ma czasu, jest rzeczywistość pozaczasowa; więc nie ma
                              KIEDY zmienić zdania.

                              > Żeby przyjmować odpowiedzialność za taki wybór, trzeba być co najmniej
                              > wszechwiedzącym.

                              Dobrześ powiedział; dlatego jest powiedziane, żeby nie sądzić nikogo. A wybór -
                              ten ostateczny - jest dokonywany w chwili śmierci, czy zaraz po niej, gdy
                              człowiek widzi właśnie wszystko o sobie. De facto to oczywiście Chrystus go
                              sądzi, ale kryteria w tym momencie są jasne. Ale teraz nigdy nie możesz
                              powiedzieć o sobie, ile w tym, co robisz, jest Twojej wolnej woli, a ile jakichś
                              innych, choćby psychologicznych mechanizmów i uwarunkowań. Ale to nie znaczy,
                              żeby sobie całkiem odpuścić.

                              > Podsumowywując: zostałem stworzony, żeby być epatowanym bożą miłością. Jeśli
                              > jednak mój stwórca mi się nie podoba, uważam go za tyrana etc, on łaskawie
                              > wyrzuci mnie poza zasięg swej miłości.

                              Nie, czeka na Ciebie, czasem wychodzi, żeby być bliżej Ciebie, żebyś mógł go
                              zauważyć. Nigdy jednak się nie narzuca. Nigdy też nie jest tak, że nie spełniłeś
                              jakichś oczekiwań.
                              • oktawianc Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 02:37
                                Pomińmy wiarygodność NT, bo na czymś przecież trzeba się opierać w dyskusji...
                                Ja żyję zazwyczaj w zgodzie z własnym sumieniem, ale z bogiem z Twojej wizji nie
                                zgadzam się ani na jotę. Czy zatem czeka mnie zbawienie czy potępienie?
                                Jeśli czas nie będzie istniał w raju, nie będziemy ani istnieć, ani odczuwać,
                                ani myśleć.
                                Cóż to w ogóle ma być, owa rzeczywistość pozaczasowa?

                                Nie narzuca się powiadasz? No nie wiem... W osobie Jezusa się narzucił.
                                Stawiając ultimatum pt: uwierz we mnie, bo nie będziesz zbawiony, też się chyba
                                narzuca...
                                • wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 02:46
                                  > zgadzam się ani na jotę. Czy zatem czeka mnie zbawienie czy potępienie?

                                  gdzieś już napisałem, żeby nie sądzić.

                                  Sumienie może być źle ukształtowane; z pewnością są przecież bandyci, którzy nie
                                  widzą nic złego w mordowaniu, czy kradzieży. Z drugiej strony, trudno
                                  komukolwiek powiedzieć, ile w nich faktycznie wolnej woli (czyli woli i rozumu).
                                  To jednak nie powinno prowadzić do całkowitego moralnego relatywizmu; nawet tow.
                                  Stalin potrafił okazywać miłość i czułość swojej żonie...

                                  A co do czasu: brak czasu oczywiście nie wyklucza ani istnienia, ani dynamiki -
                                  najlepszym przykładem "z naszej rzeczywistości" są cząstki bezmasowe (np.
                                  fotony), dla których czas własny nie istnieje (poruszają się po zerowych liniach
                                  geodezyjnych), ale to właśnie nie oznacza braku ich istnienia, czy dynamiki. Tu
                                  znowu odwołuję się do tego, co napisałem o wąsko pojmowanym doświadczeniu
                                  zmysłowym w kontekście prawdopodobieństwa.

                                  > Stawiając ultimatum pt: uwierz we mnie, bo nie będziesz zbawiony, też
                                  > się chyba narzuca...

                                  vide tekst o sumieniu.
                                  • oktawianc Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 03:06
                                    Fotony są nośnikiem światła i są bezmasowe, ale o zerowych liniach geodezyjnych
                                    po których poruszają się rzeczone fotony, muszę przyznać pierwszy raz słyszę...
                                    Dla materii nieożywionej, czas nie ma znaczenia. Podobnie jak wymiar. Podobnie
                                    jak wszystko. Dla bytów, czas ma znaczenie zasadnicze. Jesteśmy związani z jego
                                    naturą bezpośrednio. Całe nasze istnienie to ciąg przyczyn i skutków, które
                                    rozciągają się w czasie.
                                    Słowem śmiem twierdzić, że bez czasu nie ma istnienia.
                                    • oktawianc Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 03:07
                                      Świadomego, zapomniałem dopisać.
                                    • wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 03:18
                                      > Fotony są nośnikiem światła i są bezmasowe, ale o zerowych liniach geodezyjnych
                                      > po których poruszają się rzeczone fotony, muszę przyznać pierwszy raz słyszę...

                                      zerowa linia geodezyjna, to definicja tego, że różniczka czasu własnego w
                                      metryce znika.

                                      > Dla materii nieożywionej, czas nie ma znaczenia.

                                      ma - ogromny; chodzi o całą termodynamikę procesów nieodwracalnych, wzrost
                                      entropii, itd.

                                      > Jesteśmy związani z jego naturą bezpośrednio.

                                      czy bardziej niż cząstki materii, z których jest zbudowane nasze ciało?

                                      > Słowem śmiem twierdzić, że bez czasu nie ma istnienia.

                                      Owszem; Bóg istnieje poza czasem; gdyby istniał w czasie, to znaczy, że byłby od
                                      czegoś zależny - od czasu, a Bóg nie może być z definicji od czegoś zależny. W
                                      czasie zaś istnieją akcydensy - energia, materia, itd.

                                      Teraz autentyczna porada: spróbuj przeczytać Wyznania św. Augustyna, od
                                      rozdziału XII - to bardzo ciekawa lektura; św. Augustyn daje tam swoją egzegezę
                                      początku Księgi Rodzaju, natury czasu, itd. Cytują go często współcześni
                                      wybitni fizycy (ciekawe, że głównie ci niewierzący), jak Steven Weinberg, czy
                                      Hawking. Czas przecież jest immanentnie związany z wszechświatem (który wszak
                                      jest czasoprzestrzenią).
                                      • oktawianc Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 03:25
                                        Żeby coś miało znaczenie, trzeba świadomości. Nie miałem na myśli zależności.
                                        A poza czasem nie może istnieć żaden byt, ergo boga nie ma.
                                        Poza tym jest też zależny od nas - inaczej by nas nie tworzył. Jeśli byt
                                        doskonały coś zrobił(a swoją drogą czy można robić coś poza czasem?), to znaczy,
                                        że to musiało być zrobione.
                                        • wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 03:34
                                          Skąd wiesz, czym jest świadomość; skąd wiesz a priori, że nie może być
                                          świadomości istnienia poza czasem? To zawężająca interpretacja.

                                          > a swoją drogą czy można robić coś poza czasem?

                                          to myśmy zostali zrobieni, i widzimy to z naszej perspektywy, która jest
                                          związana z czasem; jak już napisałem kilka razy, nie powinniśmy pochopnie
                                          wyrażać sądów na temat tego, co przekracza granice naszej percepcji. Odnosi się
                                          to już do fizyki kwantowej, również relatywistycznej, gdzie wiele przewidywań,
                                          potwierdzonych przez doświadczenia, nie odpowiada zupełnie potocznej intuicji;
                                          tym bardziej należy być ostrożnym, gdy mówimy o rzeczywistości duchowej.
                                          • oktawianc Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 03:40
                                            No właśnie, a jednak Ty WIESZ, że bóg istnieje, że Jezus to i tamto itd... No i
                                            że bóg to wszystko z miłości...
                                            Rzeczywistość duchowa... No dobra...
                                            Dobrej nocy w rzeczywistej rzeczywistości:)
                                            • wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 03:49
                                              raczej w to wierzę, niż wiem (choć szukam uzasadnienia rozumem), ale też uważam,
                                              że są potrzebne do spójności i "domknięcia" rzeczywistości. Wydaje mi się, że
                                              zamykanie się a priori na duchowość, czy rzeczywistość nadprzyrodzoną jest
                                              zawężającym aktem rozumu.

                                              > Dobrej nocy w rzeczywistej rzeczywistości:)

                                              Wzajemnie!
                                              • oktawianc Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 03:52
                                                Toteż się nie zamykam, jednak duchowość i jej ujęcie w tej religii budzi mój
                                                sprzeciw, a wizja stwórcy często nawet odrazę.
                                                Może ja jestem dziełem Lucyfera :)
                                                Teraz to już naprawdę czas na mnie.
                                                • wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 04:04
                                                  > Może ja jestem dziełem Lucyfera :)

                                                  nie sądzę; raczej walczysz, zmagasz się z nieznośną lekkością istnienia; to w
                                                  sumie budzi sympatię do Twojej osoby. Pamiętaj jednak, bo może się już nie
                                                  zgadamy (nie sądzę, żebym tu wrócił po nocy, mam jeszcze parę innych spraw do
                                                  roboty), żebyś nie zaprzestawał poszukiwań; warto walczyć i warto szukać.
                                                  • nick3 "Dobrotliwość" Prawdy Jedynej:) 27.02.07, 21:22
                                                    wojtek_2000 napisał:
                                                    > żebyś nie zaprzestawał poszukiwań; warto walczyć i warto szukać.

                                                    Jak sądzisz, wojtku, dotyczy to również ciebie, czy raczej nie?:)

                                                    (Przepraszam, że się wtrącam do cudzej dyskusji.)

                                                    (Dla mnie takie "dobrotliwe", mentorskie rady, częste w ustach
                                                    różnych "znalazców Prawdy" (np. Świadków Jehowy), są niestety "poklepywaniem po
                                                    ramieniu" - próbą ustanowienia dominacji wyznawcy nad sceptykiem (dyskretnym
                                                    zadeklarowaniem własnego prawa do stawiania rozmówcy zadań moralnych!

                                                    To przekraczanie cudzych granic.)
                                                  • gregorsamsa Re: "Dobrotliwość" Prawdy Jedynej:) 27.02.07, 21:38
                                                    nick3 napisał:

                                                    > wojtek_2000 napisał:
                                                    > > żebyś nie zaprzestawał poszukiwań; warto walczyć i warto szukać.
                                                    >
                                                    > Jak sądzisz, wojtku, dotyczy to również ciebie, czy raczej nie?:)
                                                    >
                                                    > (Przepraszam, że się wtrącam do cudzej dyskusji.)
                                                    >
                                                    > (Dla mnie takie "dobrotliwe", mentorskie rady, częste w ustach
                                                    > różnych "znalazców Prawdy" (np. Świadków Jehowy), są niestety "poklepywaniem po
                                                    >
                                                    > ramieniu" - próbą ustanowienia dominacji wyznawcy nad sceptykiem (dyskretnym
                                                    > zadeklarowaniem własnego prawa do stawiania rozmówcy zadań moralnych!
                                                    >
                                                    > To przekraczanie cudzych granic.)

                                                    A to mi sie podoba - Da hast Du mir aus der Seele gesprochen (niestety nie
                                                    przychodzi mi do glowy analogiczny polski zwrot). Mnie tez denerwuje ta nadeta
                                                    wyrozumiales, to klepanie po ramieniu znawcow prawdy.
                                                    Tu sie epistemolog z moralista zgadza:-)
                                                  • nick3 Re: "Dobrotliwość" Prawdy Jedynej:) 27.02.07, 22:06
                                                    Co więcej taka wypowiedź reprezentanta Systemu Religijnego do sceptyka jest
                                                    częścią działania religii: zawładania ludzkim lękiem moralnym.

                                                    Rzecz polega na swoistej "grze władzy", ofercie następującego dealu: >>No, nie
                                                    bój się, może nie jesteś taki najgorszy, skoro będziesz "poszukiwał" (tj.
                                                    często myślał o mojej religii:) Uznaj mnie za autorytet, który ma prawo cię o
                                                    tym zapewniać, a wtedy ostrze oskarżenia wobec ciebie zawartego w mojej wierze
                                                    straci dużą część swojej ostrości.<<

                                                    Jest to wstępny etap owego nieustannego łamania charakteru, którym według mnie
                                                    jest religia Objawionej Prawdy Jedynej.
                                                  • oktawianc Re: "Dobrotliwość" Prawdy Jedynej:) 27.02.07, 23:06
                                                    Oczywiście, że tak, ale w tej kwestii wierzący są nieuleczalni:) Oni przecież
                                                    wiedzą:)
                                                  • nick3 Re: "Dobrotliwość" Prawdy Jedynej:) 27.02.07, 23:38
                                                    Ja nie mówię, czy wiedzą, czy nie (w tej kwestii "metodologicznie" zawieszam
                                                    sąd).

                                                    Pytam, czy próbują manipulować człowiekiem.
                                                  • oktawianc Re: "Dobrotliwość" Prawdy Jedynej:) 27.02.07, 23:56
                                                    Myślę, że ta pozycja "mądrzejszego wujka" jest przyjmowana mimo woli. Wiele razy
                                                    zetknąłem się z tym u ludzi wierzących.
                                                    To nawet zrozumiałe; wiara i przekonanie o jej słuszności, daje pewną
                                                    siłę(abstrahuję zupełnie od wartości tej siły), która pozwala patrzeć na ludzi
                                                    nie wyznających tej wiary, z pewnym poczuciem, bo ja wiem? Chyba wyższości. W
                                                    końcu "oni" nie potrafią dostrzec prostej prawdy, błądzą, ale jest dla nich
                                                    nadzieja.
                                                  • nick3 Re: "Dobrotliwość" Prawdy Jedynej:) 28.02.07, 00:33
                                                    oktawianc napisał:

                                                    > Myślę, że ta pozycja "mądrzejszego wujka" jest przyjmowana mimo woli.

                                                    Wiele naszych istotnych postaw (sądzę nawet, że większość tych istotniejszych
                                                    dla kształtu naszej osobowości) jest przyjmowanych "mimo woli". Dotyczy to
                                                    także tych postaw, które składają się na działanie religii.

                                                    Właśnie idzie mi o przechwycenie ich "na gorącym uczynku" tak, żeby nie można
                                                    im było już zaprzeczać.

                                                  • oktawianc Re: "Dobrotliwość" Prawdy Jedynej:) 28.02.07, 01:45
                                                    Mam wrażenie, że demonizujesz tą kwestię. Uważam, że z pozycji człowieka
                                                    wierzącego nie bardzo można mieć inne podejście. Jeśli wierzę w boga(ba! W
                                                    Boga), nawet jestem przekonany, że go czuję, że widzę przejawy jego woli, ufam
                                                    mu itd, to patrzę na innych ludzi, tych szarpiących się z "nieznośną lekkością
                                                    bytu", jako na zbłąkanych i potrzebujących pomocy. Tak jak ja, jako odrzucający
                                                    taką wizję stwórcy, czujący wręcz pogardę do tak ujętego boga, nie potrafię
                                                    pojąć jak ktoś może go miłować(tak naprawdę nie potrafię pojąć jak można wierzyć
                                                    w to wszystko ze "światłami" i "spoczynkami w DŚ" na czele), tak zapewne
                                                    prawdziwie wierzący nie zrozumie mojej postawy. Niestety w tak istotnych dla
                                                    postrzegania świata kwestiach, musi dojść do sporu.
                                                    Dla mnie moralność jest kwestią wyboru, nie podporządkowania się. Uważam, że to
                                                    jest lepsze. Staram się być dobry, bo tak chcę. A nie bo wiem, że mój
                                                    "właściciel" tego żąda. A to kwintesencja "słodkiej niewoli", która mnie w
                                                    religii mierzi.
                                                  • nick3 "Co się dzieje między ludźmi?" 28.02.07, 15:30
                                                    Oktawianc, podobają mi się twoje polemiki i jasność wywodu.

                                                    Co do mojego "demonizowania", zgoda. Psychologiczne analizowanie drobiazgów
                                                    (takich jak owe pobożne zachęty pod adresem polemistów do "nieustawania w
                                                    poszukiwaniu Prawdy") może sprawiać wrażenie przesady.

                                                    Rzecz w tym, że władza jakiej dokonuje na ludziach religia, wydarza się właśnie
                                                    za pośrednictwem tysięcy takich drobiazgów.

                                                    "Kropla drąży skałę. Musimy siać, siać, siać..." - jak mawia Ojczulo Dyrektor.


                                                    Byłbym przewrażliwionym typem, gdyby te moje uwagi miały charakter pretensji do
                                                    wojtka2000. Ale nie - gdy są ukazaniem (na drobiazgu) maniery manipulacyjnej
                                                    jaka jest obecna w całej postawie religijnej.

                                                    Ciekawi mnie po prostu, "co się dzieje między ludźmi" za sprawą mowy religijnej.

                                                    Jak religia "spełnia swoja robotę".
                                                  • oktawianc Re: "Co się dzieje między ludźmi?" 28.02.07, 23:53
                                                    Hmmmm.... Zastanawiam się teraz co Twoje "poklepywanie po plecach" ma znaczyć :p
                                                    Być może życzenie nieustawania w poszukiwaniu, nie oznaczało od razu, że i tak
                                                    tylko do jednego dojść mogę, ale że jakikolwiek będzie wynik poszukiwań, warto
                                                    szukać.

                                                    Często zastanawiam się czy jednak nie jest dobrze, że istnieją rozbudowane
                                                    systemy religijne. W większej części przecież dążą do ogólnie pojętego dobra.
                                                    Każą ludziom się nad sobą zastanawiać. Oczywiście jak każda dziedzina ludzkiej
                                                    działalności, są ułomne i wypaczane, jednak większość ludzi potrzebuje takiej
                                                    wyimaginowanej podpory jaką jest ten czy inny bóg. Sam chciałby żeby istniał
                                                    taki miły, dobry i uczciwy gość... Jednak uważam się za realistę i sądzę, że
                                                    jeśli już istnieje to najlepiej będzie umknąć jego uwadze, bo na pewno nic
                                                    dobrego nie wyniknie z kontaktu z taką potęgą. Bo ani w doskonałość ani
                                                    absolutną dobroć, nie wierzę. Tak ogólnie.

                                                    Jeśli chodzi o drążenie skały... Tak jak "oni" mają nieprzepartą chęć epatować
                                                    "nas" swoją religią, tak "my" nie możemy się oprzeć by im tego nie tłumaczyć po
                                                    swojemu. Czy jest jakaś istotna różnica co do formy i treści? I to misja i to
                                                    misja ;)
                                                    Jedno mnie zastanawia; dlaczego "oni" chcą być podnóżkami jakiegoś boga. Czyż
                                                    człowiek nie brzmi dumnie? Zresztą przecież już raz ludzie odrzucili raj...
                                                    A jak widać "pusty raj jest dla stwórcy za mały".

                                                    Pozdrawiam, Oktawian.
                                          • gregorsamsa Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 04:03
                                            "nie powinniśmy pochopnie
                                            wyrażać sądów na temat tego, co przekracza granice naszej percepcji"

                                            Zgadzam sie i dlatego uwazam cala ta paplanine o Bogu, jego milosci itd za
                                            glupia i bezsensowna.
                                            • wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 04:09
                                              > Zgadzam sie i dlatego uwazam cala ta paplanine o Bogu, jego milosci itd za
                                              > glupia i bezsensowna.

                                              Twoje prawo; gdzieś tam napisałem o spójności i o "domknięciu" rzeczywistości. I
                                              to jest w absolutnym, hasłowym skrócie moje zdanie.
                            • gregorsamsa Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 02:28
                              Dla neoplatonikow juz sama gadanina o "milosci", "milosierdziu" czy dobrze w
                              odniesieniu do absolutu byla bliznierczym spoufalaniem sie z materia nie
                              dostepna ludzkiemu aparatowi pojeciowemu.
                              Gdyby ojcowie kosciola, ktorzy tak chetnie malpowali filozofie neoplatonska
                              wzieli tu przyklad, to unikneliby tych wszystkich paradoksow i zaoszczedziliby
                              sobie z gory skazanego na niepowodzenie glowkowania nad teodycea.
                              Ale coz, nie dalo sie, bo trzeba by bylo zrezygnowac z boga karzacego
                              grzesznikow, ergo z msciwosci i resentymentow.


                              "A jest jakaś szansa żeby się rozmyślić i zostać przygarniętym po załóżmy 1000
                              > lat w piekle? Przecież życie jest takie krótkie, a wybór na wieczność?"

                              Orygenes mial tu ciekawa propozycje, swego rodzaju cykliczny model rozwoju
                              wszechswiata - w finalnym cyklu wszyscy mieli zostac zbawieni, lacznie z diablem.
                              Ale kosciol odrzucil ta hipoteze.
                              • wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 02:38
                                > sobie z gory skazanego na niepowodzenie glowkowania nad teodycea.

                                nie jest z góry skazane na niepowodzenie; trzeba jednak do tego raczej trochę
                                Arystotelesa i trochę logiki opartej na algebrze, naprawdę.
                                • gregorsamsa Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 02:46
                                  wojtek_2000 napisał:

                                  > > sobie z gory skazanego na niepowodzenie glowkowania nad teodycea.
                                  >
                                  > nie jest z góry skazane na niepowodzenie; trzeba jednak do tego raczej trochę
                                  > Arystotelesa i trochę logiki opartej na algebrze, naprawdę.

                                  Wystarczy troche Poppera, zeby raz na zawsze dac sobie spokoj z takimi glupotami.

                                  Mozna tez posluchac Wittgensteina i milczec o tym o czym nie da sie mowic.
                                  • wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 02:56
                                    he he, argument z autorytetu jest najsłabszym z argumentów :-P

                                    znam trochę Poppera; nie słyszałem, żeby odrzucał badania naukowe :-P

                                    A Wittgenstein istotnie dobrze określił etyczną konieczność piekła.
                                    • gregorsamsa Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 03:12
                                      wojtek_2000 napisał:

                                      > he he, argument z autorytetu jest najsłabszym z argumentów :-P
                                      >
                                      > znam trochę Poppera; nie słyszałem, żeby odrzucał badania naukowe :-P
                                      >
                                      > A Wittgenstein istotnie dobrze określił etyczną konieczność piekła.


                                      No teraz tos juz sie popisal typowa dla apologetow chucpa.
                                      To ty wyskoczyles z argumentem autorytetu Arystotelesa.

                                      Poppera widac w ogole nie znasz, bo jakbys choc troche znal, to bys wiedzial, ze
                                      Popper nie uznaje za naukowe teorii, ktorych nie mozna w zaden sposob
                                      sfalsyfikowac.
                                      • wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 03:29
                                        > To ty wyskoczyles z argumentem autorytetu Arystotelesa.

                                        raczej używam jego podziału na substancję i przypadłości, bo uważam, że w sposób
                                        niezwykle trafny opisuje on rzeczywistość; używam pojęć, które ktoś kiedyś
                                        wypracował, ale w zupełnie nowożytnym kontekście.

                                        > Popper nie uznaje za naukowe teorii, ktorych nie mozna w zaden sposob
                                        > sfalsyfikowac.

                                        no, oczywiście; jak już kilka razy napisałem, chodzi o stworzenie pewnego
                                        spójnego systemu, i tyle. Tak, jak spójnym systemem jest matematyka (pomijając
                                        chwilowo paradoksy Goedla). No, jest matematyka naukową teorią wg Poppera, cny
                                        miszczu, czy nie jest?
                                        • gregorsamsa Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 03:58
                                          wojtek_2000 napisał:

                                          > > To ty wyskoczyles z argumentem autorytetu Arystotelesa.
                                          >
                                          > raczej używam jego podziału na substancję i przypadłości, bo uważam, że w sposó
                                          > b
                                          > niezwykle trafny opisuje on rzeczywistość; używam pojęć, które ktoś kiedyś
                                          > wypracował, ale w zupełnie nowożytnym kontekście.
                                          >
                                          > > Popper nie uznaje za naukowe teorii, ktorych nie mozna w zaden sposob
                                          > > sfalsyfikowac.
                                          >
                                          > no, oczywiście; jak już kilka razy napisałem, chodzi o stworzenie pewnego
                                          > spójnego systemu, i tyle. Tak, jak spójnym systemem jest matematyka (pomijając
                                          > chwilowo paradoksy Goedla). No, jest matematyka naukową teorią wg Poppera, cny
                                          > miszczu, czy nie jest?

                                          Spojnosc nie ma tu nic do rzeczy.
                                          Naukowa jest wedlug Poppera tylko ta teoria, na podstawie ktorej mozna stawiac
                                          prognozy, ktore moga sie NIE SPELNIC.
                                          Innymi slowy, tylko taka teoria jest teoria naukowa, ktorej falszywosc mozna
                                          (przynajmniej teoretycznie) raz na zawsze udowodnic.
                                          Matematyka, to szczegolny przypadek, bo matematyczne teorie mozna raz na zawsze
                                          udowodnic i sa one niejako tautologiami.
                                          Tyle w duzym uproszczeniu.
                                          W kazdym razie teorie na temat eschatologii czy teodycei na pewno naukowe nie
                                          sa, nawet jezeli sa spojne logicznie - po prostu nie ma zadnej mozliwosci
                                          udowodnienia ich niezgodnosci z prawda.
                                          Na wiecej nie mam juz czasu.
                                          Dobranoc


                                          • wojtek_2000 Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 04:17
                                            > Spojnosc nie ma tu nic do rzeczy.

                                            A mi o spójność chodzi, i to właśnie w kontekście modelu matematycznego.

                                            > W kazdym razie teorie na temat eschatologii czy teodycei na pewno naukowe nie
                                            > sa, nawet jezeli sa spojne logicznie - po prostu nie ma zadnej mozliwosci
                                            > udowodnienia ich niezgodnosci z prawda.

                                            Oczywiście, no więc o to mi właśnie chodziło. Jednak przy przyjęciu pewnych
                                            założeń a priori, są one pewnymi teoriami - powiedzmy - o charakterze
                                            matematycznym. Popper może nie uważać takich teorii matematyczno-logicznych za
                                            naukowe w jego rozumieniu, ale mnie to niewiele obchodzi.

                                            Dobranoc.
                                            • gregorsamsa Re: Tysiac razy odgrzewany kotlet teodycei 27.02.07, 12:30
                                              wojtek_2000 napisał:

                                              > > Spojnosc nie ma tu nic do rzeczy.
                                              >
                                              > A mi o spójność chodzi, i to właśnie w kontekście modelu matematycznego.
                                              >
                                              > > W kazdym razie teorie na temat eschatologii czy teodycei na pewno naukowe
                                              > nie
                                              > > sa, nawet jezeli sa spojne logicznie - po prostu nie ma zadnej mozliwosci
                                              > > udowodnienia ich niezgodnosci z prawda.
                                              >
                                              > Oczywiście, no więc o to mi właśnie chodziło. Jednak przy przyjęciu pewnych
                                              > założeń a priori, są one pewnymi teoriami - powiedzmy - o charakterze
                                              > matematycznym. Popper może nie uważać takich teorii matematyczno-logicznych za
                                              > naukowe w jego rozumieniu, ale mnie to niewiele obchodzi.
                                              >
                                              > Dobranoc.

                                              Teorie matematyczno-logiczne to swego rodzaju metateorie. Niezbedne narzedzia
                                              badan naukowych.
                                              Ale jezeli metafizycy i teolodzy uzywaja tych narzedzi, to jeszcze nie znaczy,
                                              ze uprawiaja oni badania naukowe.
                                              Przeciez mozna w zupelnej zgodnosci z logika dywagowac na temat ile diablow
                                              zmiesci sie na glowce od szpilki.
                                              Tylko takie teorie sa naukowe, na ktorych podstawie mozna stawiac falsyfikowalne
                                              prognozy.
                                              Wszystko inne to zawlaszczanie sobie autorytetu nauki. Wewnetrzna spojnosc nic
                                              tu nie zmieni.
                                              Nie mozna udowodnic, ze boga nie ma, ze credo nikejskie jest niezgodne z prawda,
                                              ze Bog nie jest dobry, etc. Dlatego teoretyzowanie na te tematy to czyste
                                              spekulacje.
                                              Zreszta i o logicznej spojnosci tez nie moze byc mowy, jezeli mowi sie ze bog
                                              jest dobry i jednoczesnie wszechmocny. To prowadzi niechybnie do logicznych
                                              sprzecznosci, ktore mozna co najwyzej, jak to juz tutaj raz sformulowalem,
                                              zamiesc pod sematyczny dywan ale nie usunac.

                                              Nawiasem mowiac Popper nie mial nic przeciwko metafizyce czy religii ale
                                              przeciwko podszywaniu sie pod naukowosc.
            • yogisia Re: Odniesiecie się wprost do moich postów o reli 26.02.07, 23:30
              Chwila, zaczne może od "odczekaliście parę godzin " - Chłopcze-wiecznie-przed-
              Kompikiem (?), ja mam sporo obowiązków i nie mogę dzień cały patrzeć na to co i
              gdzie "wisi" na gw...
              • nick3 Wielki Inkwizytor 27.02.07, 00:43
                Oto w skrócie moje rozumienie totalitarnego charakteru chrześcijaństwa (w jego
                istocie, nie w "złych wykonaniach")

                Pewien niegłupi autor komentował Legendę o Wielkim Inkwizytorze Dostojewskiego
                (postać Wielkiego Inkwizytora rozumiana przez autora jako krytyka katolicyzmu
                może być nawet - moim zdaniem - widziana jako mimowolnie sporządzony przez
                Dostojewskiego obraz ciemnej strony chrześcijaństwa, "Ciemnego Oblicza
                Chrystusa").

                Komentator postaci Wielkiego Inkwizytora napisał:

                >>Porównując tekst Dostojewskiego z tekstem Hegla możemy powiedzieć, że Hegel
                nie miał pojęcia o tym jak wygląda lub może wyglądać prawdziwe niewolnictwo, a
                jego wizja zniewolenia jest sielanką w porównaniu z wizją Dostojewskiego.
                Zniewolony z tekstów Hegla uznawał w Panu rację swego życia, dopatrywał się w
                nim swego rodziciela. Zniewolony z tekstu Dostojewskiego widzi w Inkwizytorze
                nie tylko swego rodziciela, ale również, a nawet przede wszystkim, rację swej
                etycznej godności – swej świętości. [...]
                Niewolnik z kart Hegla nie mógł się buntować, bo oznaczało to dla niego
                popadnięcie w winę ojcobójstwa. Tutaj grozi wina głębsza – bluźnierstwo i
                świętokradztwo, a więc wina zamachu na świętość.
                Bluźnierstwo – to szyderstwo skierowane przeciwko temu, co święte.
                Świętokradztwo, to próba opanowania świętości przemocą. Świętość jest tym, co
                radykalnie transcenduje możliwości człowieka. Mimo to bluźnierca i świętokradca
                dokonują zamachu na świętość. Najwyższej świętości to nie szkodzi, lecz szkodzi
                bluźniercy i świętokradcy [...] Kimże więc jest ten, kto dokonuje zamachu na
                Inkwizytora? Jest znikomością moralną, jest nikim, istotą niewartą swojego
                własnego istnienia.
                Sens zarysowanej przemiany wartości jest więc prosty: odtąd, to znaczy od
                momentu buntu, zbuntowany niewolnik będzie istniał istnieniem
                nieusprawiedliwionym. Usprawiedliwione będzie jego nieistnienie. Najwyższą
                sztuką mistrza iluzji było to, iż obrał miejsce tego, co najwyższe i tym samym
                odwołał się do tego, co w człowieku najlepsze i najgłębsze. [...]
                W ten sposób stanął poza zasięgiem buntu. Odtąd nie jest już nawet wprost
                zainteresowany w tłumieniu buntu. [...]
                Heglowski Pan kierował swe pożądanie na pożądania ludzi. Inkwizytor pożąda
                ludzkich miłości [...].
                Co jednak skłania ludzi do wyrzeczenia się własnej autonomii i ulegania
                Inkwizytorowi? Tłumaczy to on sam:
                „Albowiem frasunkiem tych nieszczęsnych istot jest nie tylko szukanie tego,
                komu by się ten i ów pokłonił, lecz znalezienie tego, w którego wszyscy by
                uwierzyli i wszyscy się pokłonili, i to koniecznie wszyscy razem. Właśnie ta
                potrzeba powszechności pokłonienia się jest najistotniejszą męką każdego
                poszczególnego człowieka i całej ludzkości od zarania dziejów. Z powodu tej
                powszechności się wzajemnie tępili się mieczem.”

                [...] Pierwszym warunkiem wyrzeczenia się autonomii sumienia i powierzenia go
                innemu, jest przemiana w poczuciu własnej godności. Wyrzec się sumienia znaczy:
                zatracić poczucie własnej godności. Wielki Inkwizytor mówi do swoich
                poddanych: „...człowiek jest słabszy i nikczemniejszy, niż
                myślałeś...”, „człowiek woli spokój, a nawet śmierć od wolnego wyboru w
                poznaniu dobra i zła”, „[...] są słabi, są godną politowania dzieciarnią...”
                [...]
                Danie temu wiary i umniejszenie własnej wartości jest warunkiem dokonania
                decydującego kroku – powierzenia umniejszonej w ten sposób wartości komuś, kto
                wydaje się cenniejszy i godniejszy. Jego wartość staje się podstawą mojej
                wartości. [...]
                Rodzi się przekonanie, iż człowiek może zrobić tyle dobrego, ile dobrego wynika
                ze Służby. [...] Człowiek, który spełnia akt poddania sumienia, dokonuje tym
                samym wyboru swych przyszłych nieprzyjaciół: odtąd będzie miał Inkwizytora za
                obrońcę i przyjaciela, zaś wrogiem jego będzie każdy człowiek, w szczególności
                niewolnik, któremu śni się jakaś wolność. Ból własnej duszonej wolności
                przemienia się powoli w radość płynącą z duszenia wolności innych. Człowiek
                wierzy, że nie jest niewolnikiem, lecz wyznawcą."
                • nick3 ErichFromm o rzeczywistych celach etyki seksualnej 27.02.07, 00:53
                  (w tym: uświęcenia monogamii i związanej z nią idei "wierności")

                  Fragment z książki "Mieć czy być" (żeby było zabawniej powoływał się na
                  fragmenty z niej - i na Fromma jako na autorytet psychologiczny - w swoich
                  pismach - Jan Paweł II. Chyba nie czytał całości:)

                  Fragment:

                  >>Społeczeństwo oraz jego psychofizyczny reprezentant, czyli rodzina, mają
                  przed sobą rozwiązanie rzeczywiście trudnego zagadnienia: w jaki sposób złamać
                  wolę bez równoczesnego uświadomienia jej operacji na niej wykonywanych. Jednak
                  w skomplikowanym procesie indoktrynacji, nagród, kar oraz stosownej ideologii
                  udaje się to zagadnienie rozwiązać wystarczająco dobrze, aby większość ludzi
                  wierzyła, iż działa wedle swej własnej woli, bez zdawania sobie sprawy, iż sama
                  ta wola jest uwarunkowana i manipulowana.
                  Najwięcej trudności podczas tłumienia woli przysparza seksualność, albowiem
                  mamy do czynienia z niezwykle silną skłonnością porządku naturalnego, którą
                  dużo trudniej manipulować niż innymi pragnieniami. Z tego względu społeczeństwo
                  szczególnie silnie stara się zwalczać pragnienia seksualne, silniej niż
                  pozostałe ludzkie dążności. Nie ma tutaj potrzeby cytowania rozmaitych kalumni
                  ciskanych na seksualność, począwszy od moralnego punktu widzenia (zło), aż po
                  stanowisko medyczne (masturbacja jest szkodliwa dla zdrowia). Kościół nie
                  zezwala na kontrolę urodzin, w istocie nie przez wzgląd na świętość życia (taka
                  troska powinna doprowadzić do potępienia kary śmierci oraz wojny), lecz w celu
                  poniżenia seksualności wykorzystywanej inaczej niż do prokreacji.
                  Wysiłek wkładany w tłumienie seksualności byłby trudny do zrozumienia, gdyby
                  chodziło w nim o seks jako taki. W rzeczywistości jednak to nie seks, lecz
                  złamanie ludzkiej woli jest celem przyświecającym upadlaniu seksualności. W
                  wielu tzw. Prymitywnych społeczeństwach nie istniały żadne tabu seksualne.
                  Ponieważ te kultury funkcjonowały bez wyzysku i dominacji, przeto nie musiały
                  łamać woli jednostki. Nie musiały piętnować seksu i mogły sobie pozwolić na
                  swobodne rozkoszowanie się przyjemnością erotycznego związku pozbawionego
                  poczucia winy. Najbardziej godne podkreślenia jest chyba to, że wolność
                  seksualna nie prowadzi w nich do seksualnego opętania. Po okresie raczej
                  przejściowych związków, jednostki łączą się w pary i nie mają szczególnej
                  ochoty na zmianę partnerów. Nie mniej jednak gotowe są rozdzielić się, kiedy
                  wygaśnie miłość. W tych nie zorientowanych na własność grupach radość erotyczna
                  jest ekspresją ich bycia, nie zaś wynikiem seksualnego zawłaszczenia. Mówiąc te
                  słowa, nie mam zamiaru sugerować, iż powinniśmy powrócić do życia ludów
                  pierwotnych – po prostu jest to niemożliwe, nawet gdybyśmy chcieli, chociażby z
                  tej przyczyny, że proces indywidualizacji, jednostkowej dyferencjacji oraz
                  dystans, jaki pokonała cywilizacja nadały miłości osobowej wymiar, jakiego nie
                  miała w społeczeństwach pierwotnych. Nie jesteśmy w stanie się cofnąć, możemy
                  tylko iść naprzód.<<

                  Tu kończę.

                  Wierzę, że moglibyśmy całkiem na spokojnie i bez obrazy pogadać na temat kilku
                  spraw dotyczących natury religii chrześcijańskiej, o których Warto Rozmawiać:)
                  • donq Re: ErichFromm o rzeczywistych celach etyki seksu 27.02.07, 14:01
                    No bez ludu Trura Bura (wesolych i szlachetnych dzikusow) demaskowanie opresji
                    nie moze sie oczywiscie obyc.

                    Ja mam tylko jedno pytanie: czym jest zacytowany fragment:

                    1. opinia/analiza/demaskacja/narracja p. Fromma
                    2. cytatem ze swietej i niepodwazalnej ksiegi, ktora w ostateczny sposob
                    zdemaskowala Absolutna Prawde (vel pokazala Jak Sie Rzeczy Maja i Jak Nas
                    Poddaja Opresji)

                    Jesli nie 2., mozna nad cytatem przejsc do porzadku dziennego mowiac "nie
                    zgadzam sie". Jest jeszcze cos wiecej do powiedzenia?

                    Nie sadz, ze jestes taki nieodparcie przekonujacy i sila Twoich cytatow jak
                    taran miazdzy przeciwnika. Twoje cytaty sa nieodparcie przekonujace jedynie dla
                    tych, ktorzy wiare w nie juz wczesniej posiedli.

                    DonQ



                    • nick3 Re: ErichFromm o rzeczywistych celach etyki seksu 27.02.07, 15:36
                      Zaletę bycia świętą i niepodważalną księgą ("Absolutem na papierze":) posiada w
                      pełni, jeśli się nie mylę, tylko Koran.

                      Tak... nauka to ludzka i światowa rzecz, a rozum człowieczy ułomny i skażon
                      jest (A poza tym któżby rozsądny chciał ryzykować duszy zbawienie dla jakichś
                      tam dinozaurów!:)

                      > mozna nad cytatem przejsc do porzadku dziennego mowiac "nie
                      > zgadzam sie".

                      A i owszem można!:) To nawet bardzo praktyczny sposób dyskutowania z "czysto
                      ludzkimi" mniemaniami należącymi do tzw. nauki.

                      Otóż "pan Fromm" podobnie jak "starszy pan Darwin" nie wziął swoich "mniemań" z
                      powietrza.

                      Psychologia, bardziej nawet niż ewolucjonizm w czasch Darwina, potwierdzona
                      jest empirią.

                      Tacy ludzie jak Fromm wyleczyli każdy po kilka tysięcy przypadków chorób o
                      podłożu psychicznym (o bardzo konkretnych objawach, które nie spotkały się z
                      innym empirycznie uzasadnionym wyjaśnieniem niż psychoanalityczne - i które to
                      objawy dzięki psychoanalizie z dobrą częstotliwością się cofają).

                      Nie były to wcale przypadki jakichś niejasnych hipochondrii. Objawy niekiedy
                      bywały nawet drastyczne, znane wcześniej głównie z opisów "opętania".

                      Teoria seksualna potrafiła wyśmienicie je wyjaśnić i skutecznie wyleczyć, co
                      nie udawało się zwolennikom kadzidła i siarki.

                      Ale kto chce mieć baczenie na dobro swej duszy, nie tyka takich nikomu
                      niepotrzebnych i niepewnych nowinek (Szatan krąży jak lew ryczący i tylko czeka
                      na rozchwiane umysły:)

                      Jest Koran. I do tego, co ważne - to wystarczy:)
                      • donq Re: ErichFromm o rzeczywistych celach etyki seksu 27.02.07, 17:05
                        Wiedzialem, ze siegniesz po bat nauki.

                        Juz wielokrotnie walkowany temat.

                        1. Psychologia nie ma takiego samego epistemologicznego statusu 'nauki' jak
                        fizyka. To, co probujesz robic, to podpinanie roznych bardziej czy mniej
                        naukowych nauk pod status fizyki. Co do psychoanalizy i jej statusu 'nauki'
                        odsylam do Poppera (tego, co to nawet ciekawe pomysly mial jak na niezawodowego
                        chumaniste), ktory na wlasnie na obserwacji nienaukowosci takich praktyk oparl
                        swoje kryterium 'demarkacji'.

                        2. To, co napisales, w gruncie rzeczy oznacza: psychologom udalo sie wpoic
                        swoim pacjentom poglad, ze seks nigdy nie moze byc niczym zlym. To
                        jest 'wyleczenie'. W istocie cala praktyka psychoanalizy polega na tym, by
                        wpoic pacjentowi, ze jest fajny, cool i w ogole, ze w zasadzie nie ma nic, co
                        jest jego wina. 'Wyleczenie' przez autoafirmacje. Jak na dloni widac
                        inspiracje 'wolnosciowe': wina nie istnieje, licza sie rzeczywiste
                        autonomiczne 'pragnienia' itp.

                        Zeby lepiej zilustrowac podam przyklad zrozumialy dla ludzi 'wolnosci': do
                        nazistowskiego psychologa zostaje skierowany 'opetany' czlowiek dostajacy
                        spazmow gdy wspomni sobie o swojej roli w ostatecznym rozwiazaniu. Nazistowski
                        psycholog wie, ze jest to po prostu efekt zalegania w zwojach myslowych
                        nieszczesnika dawnych przesadow moralnych (konstruktow spolecznych), ktore
                        rzecz jasna nie obowiazuja w stosunku do ludzkiego robactwa. Oczywiscie
                        nazistowska krytyka kultury dawno juz zdekonstruowala i zdemaskowala owe
                        przesady jako narzedzie zniewolenia aryjczykow przez podludzi. Takie sa
                        rzeczywiste cele etycznego tabu 'nie zabijaj'.
                        Wyposazony w taka baze nasz psycholog prowadzi zatem skuteczna terapie - sesje
                        terapeutyczne prowadza do calkowitego wyleczenia - pacjent po wyjsciu ze
                        szpitala juz wie, ze jego choroba miala zrodlo w falszywej etyce przeszlosci i
                        ze nie ma sie czym przejmowac.

                        Egzorcyzmy by w istocie nie pomogly.

                        DonQ

                        • nick3 Re: ErichFromm o rzeczywistych celach etyki seksu 27.02.07, 18:53
                          Ani fizyka nie jest tak "boska" jak chcą wyznawcy religii nauki, ani
                          psychoanaliza nie jest taką hohsztaplerką, jak chcą ci, ktorym nie w smak
                          płynące z niej wnioski.

                          Popper (i powtarzajacy za nim Kołakowski) nie są zbyt wybitnymi filozofami
                          (czego wyrazem jest ich sposób myślenia o psychoanalizie).

                          Powiesz mi, że to "lewacka" arbitralność (dominująca jednakowoż na
                          kontynentalnych uniwersytetach)? Tym sposobem możesz nawet powiedzieć, ze
                          Leonardo da Vinci został wylansowany jako wielki artysta przez "ałtorytety", bo
                          im pasował, że nie lubił świętej wiary.

                          Nawet to, że 2+2=4 każdy za wysoce przekonujące musi uznać sam w samotności
                          swojego umysłu.

                          "Nazistowski psycholog" jest twoim wymysłem. Szkopuł w tym, że w swoich
                          argumentacjach często nie odróżniasz możliwego (fikcyjnie) od rzeczywistego, a
                          przykłady z obu tych sfer każesz mi traktować równie wiążąco.

                          Weryfikacją psychologii humanistycznej jest harmonia osobowości i jakość
                          człowieczeństwa osiągana na koniec często mozolnej terapii.

                          Wiem, że dla ciebie coś takiego nie istnieje ("lewacki bełkot").

                          Dla ciebie dobre to to co wedle wzorka, niedobre to, co nie wedle wzorka
                          ("wzorkiem" jest etyka starohebrajska w reinterpretacji watykańskiej,
                          opatrzonej ważnym stemplem urzędowo-objawionym).

                          Pytanie o to, czy "wzorek" jest wartościowy, czy nie, jest w tej optyce
                          poniekąd po prostu niesensowne.

                          Dla mnie człowiek, który tak myśli, jest po prostu kaleką duchowym (sam przed
                          sobą udaje cyborga z lęku przed trudem stawania się autonomiczną osobowością
                          ("to se je straah!":).
                          • gregorsamsa nick3, zagalopopwales sie 27.02.07, 19:48
                            "Popper (i powtarzajacy za nim Kołakowski) nie są zbyt wybitnymi filozofami
                            > (czego wyrazem jest ich sposób myślenia o psychoanalizie)."

                            Na polu filozofii nauki na pewno jest wybitny. A ci modni filozofowie
                            "kontynetalnych uniwersytetow" sie tym tematen po prostu nie zajmuja.
                            Donq ma najzupelniej racje, ze powoluje sie w tym kontekscie na jego autorytet,
                            bo nikt poza Popperem nie stworzyl tak jasnych i precyzyjnych kryteriow naukowosci.

                            Jezeli czytales inne moje posty, to wiesz, ze jestem ostrym krytykiem
                            chrzescijanstwa i jego apologetow.
                            Ale na litosc boska :-) nie w ten sposob!
                            Wiara w psychoanalize to tez niestety jest wiara.
                            Tresci tej wiary moga sie komus bardziej podobac ale duzo lepiej ugruntowane niz
                            chrzescijanskie "prawdy wiary" to tez nie jest.
                            Mi tez sie bardziej podobaja poglady Fromma na seks niz Augustyna ale te jedne
                            nie maja wiele wiecej mocy dowodowej niz te drugie.


                            • nick3 Cóż nie wszyscy krytycy chrzescijaństwa są jedno:) 27.02.07, 20:44
                              Gregorsamsa, różnimy się. Ty jesteś prawdopodobnie scjentystą, ja zupełnie nie.

                              Ty krytykujesz religię głównie z pozycji epistemologicznych, ja - moralnych.

                              O Popperze:

                              > Na polu filozofii nauki na pewno jest wybitny.

                              Zgoda. Filozofią "z prawdziwego zdarzenia" jest dla mnie jednak refleksja o
                              całokształcie życia (bycia:). Specjalizacja ("zafiksowanie się" na jakimś polu)
                              zabija "filozoficzność" filozofii. (Gdybym chciał dowalać Popperowi mówiłbym,
                              że był "metodologiem" itd.:)

                              Scjentyzm, neopozytywizm (którego Popper był w pewnym sensie przedstawicielem)
                              właśnie przez swoje zawężenie przedmiotu refleksji do kilku dopuszczalnych
                              kategorii - jest myśleniem ciasnym, "niehumanistycznym"; życie oparte na nim
                              byłoby kastracją duchową.

                              Przykład: Filozof egzystencjalny powie zdanie "Sposobem istoczenia się Nicości
                              jest Trwoga."

                              Na co Popper powie, że to "poezja" (= w mowie donqa - "bełkot"). Tego się nie
                              da zweryfikować ani sfalsyfikować.

                              A przecież chodzi o to, że unicestwienie przez śmierć jest czymś, co budzi u
                              człowieka głęboki opór.

                              "Stres" - powie neopozytywista - to da się badać. Trzeba sprawdzić w
                              laboratorium, czy ludzie się denerwują jak im opowiadać o śmierci. W ile
                              milisekund po pokazaniu badanemu obrazka z trupią czaszką wzrasta mu stężenie
                              adrenaliny, etc.

                              Od razu widać, że czegoś tu rozpaczliwie brakuje.

                              > Donq ma najzupelniej racje, ze powoluje sie w tym kontekscie na jego
                              autorytet,
                              > bo nikt poza Popperem nie stworzyl tak jasnych i precyzyjnych kryteriow
                              naukowo
                              > sci.

                              Być może "jasne i precyzyjne kryteria naukowości" wcale nie są tym, czego
                              człowiek potrzebuje najbardziej:)

                              A w każdym razie teoretyk, który o to nie pyta, nie uprawia już filozofii "na
                              całego", "w jej głębokim nurcie".

                              Bardziej przekonujące od Poppera wydają mi się rozważania o historii naukowości
                              autorstwa Kuhna.

                              Fizyka (nie tylko kontynentalna filozofia:) to też zmieniające się mody:)
                              Europejczycy zbyt często wyobrażają ją sobie na podobieństwo "postępującego
                              Objawienia" z Biblii.
                              • gregorsamsa Re: Cóż nie wszyscy krytycy chrzescijaństwa są je 27.02.07, 21:31
                                Na pewno nie jestem scjentysta.
                                Chodzi o to, zeby pewnych rzeczy nie mieszac.
                                Popper nie byl neopozytywista, nie byl tez wrogiem religii ani metafizyki.
                                Wrogiem belkotu owszem byl i tu sie z nim zgadzam.

                                Co do Kuhna, to nie czytalem ale czytalem Feierabenda (ten zdaje sie
                                reprezentowal podobne pozycje) - to sa postmodernistyczne i relatywistczne ekscesy.
                                Fizyka to jednak cos zupelnie innego niz psychoanaliza czy socjologia - moze i
                                sa jakies mody ale na pewno nie ma tu takiej plagi szarlatanerii jak w naukach
                                humanistycznych..
                                Postmodernistyczny nonszalancki relatywizm w miedzyczasie zdazyl sie zestarzec i
                                skompromitowac (polecam lekture "Fashionable Nonsense" Alana Sokala i Jeana
                                Bricmonta).

                                "Od razu widać, że czegoś tu rozpaczliwie brakuje."
                                Dlatego szarlatani maja i zawsze beda mieli wziecie.
                                • nick3 "Charles, attends!":) 27.02.07, 21:56
                                  "Od razu widać, że czegoś tu rozpaczliwie brakuje."
                                  Dlatego szarlatani maja i zawsze beda mieli wziecie.

                                  Tu szarlatani się z tobą zgadzają:)
                              • donq Re: Cóż nie wszyscy krytycy chrzescijaństwa są je 27.02.07, 23:30
                                Lubię się czasami z nickiem3 pozgadzać, a jak dyskusja zbacza w kierunku
                                'naukowym', gwarantowane, że kilka wspólnych punktów będzie.

                                Istotnie zgadzam się, że filozofii nie można zawęzić do rozważań o tym, czym
                                jest nauka, lub w ogóle jej zlikwidować jak chcą mniej czy bardziej radykalni
                                scjentyści (nie jestem scjentystą).

                                Zgadzam się też, że "jasne i precyzyjne kryteria naukowości" nie są problemem,
                                który jest centralny dla wszystkiego. Niemniej jednak jest przydatny do
                                kasowania psychoanalityków chcących podpiąć się pod status epistemologiczny
                                "nauki" jaką ma fizyka. To rzekłszy powiem też, że epistemologia jest dość
                                pasjonującym wątkiem w filozofii.

                                Filozofia jest (z góry skazaną na niepowodzenie) próbą docieczenia Jak Się
                                Rzeczy Mają. Nie jest wehikułem dla chumanizmu. Bo Rzeczy Sie Moga Miec calkiem
                                niechumanistycznie...

                                Oczywiście jedną z odpowiedzi, tak ukochaną przez lewactwo i wałkowaną na
                                tysiące coraz bardziej mętnych (i wymiotogennych) pseudointelektualnych
                                sposobów, jest Rzeczy Się Nie Mają (tzn. filozofia służy temu aby zaprzeczywszy
                                sobie "rozpłynąć sie w poezji"), ale taka odpowiedź nie usatysfakcjonuje nikogo
                                kto ma mózg zamiast różowej papki.

                                DonQ


                                • nick3 Re: Cóż nie wszyscy krytycy chrzescijaństwa są je 27.02.07, 23:44
                                  >Filozofia jest (z góry skazaną na niepowodzenie) próbą docieczenia Jak Się
                                  >Rzeczy Mają. Nie jest wehikułem dla chumanizmu. Bo Rzeczy Sie Moga Miec calkiem
                                  >niechumanistycznie...

                                  Ależ, Mein Fuhrer, pańskie tezy są ponad wszelką dyskusją:)

                                  Wyraża się w nich odwieczna mądrość zdrowego rozsądku naszego Narodu.

                                  Tylko głupiec o różowym mózgu mógłby mieć tu jakieś pytania.


                                • gregorsamsa donq: Humanistyczne!!!!!!! nie CHumanistyczne 28.02.07, 12:41
                                  • donq Re: donq: Humanistyczne!!!!!!! nie CHumanistyczne 28.02.07, 13:15
                                    Nie mow nikomu, ale to taka moja "licentia poetica" - przekrecam sobie rozne
                                    slowa zamiast brania je w cudzyslow, np. yntelektualysci, lewyca, dochtor,
                                    chumanista, dymokracja - zaznaczam w ten sposob moj dystans i ironie do tego,
                                    co rozumieja przez te pojecia oponenci (glownie nick3)

                                    DonQ
                                    • gregorsamsa no to mnie uspokoiles 28.02.07, 13:20
                                      Ale uwazaj, nie zawsze mozna z kontestu zauwazyc, ze to ironia.
                                      • donq Re: no to mnie uspokoiles 28.02.07, 13:50
                                        > Ale uwazaj, nie zawsze mozna z kontestu zauwazyc, ze to ironia.

                                        nick3 wie. A innym moge wyjasnic, jak widac :)

                                        DonQ
                                      • nick3 Wolałbym wroga ortografii niż kultury. 28.02.07, 15:44
                            • donq Re: nick3, zagalopopwales sie 27.02.07, 23:04
                              > Mi tez sie bardziej podobaja poglady Fromma na seks niz Augustyna ale te jedne
                              > nie maja wiele wiecej mocy dowodowej niz te drugie.

                              Jak to z poglądami zazwyczaj bywa...

                              DonQ
                          • donq Re: ErichFromm o rzeczywistych celach etyki seksu 27.02.07, 23:03
                            > Ani fizyka nie jest tak "boska" jak chcą wyznawcy religii nauki, ani
                            > psychoanaliza nie jest taką hohsztaplerką, jak chcą ci, ktorym nie w smak
                            > płynące z niej wnioski.

                            Mogę sie od bedy zgodzić z obydwoma stwierdzeniami. Co nie zmienia faktu, ze
                            przepaść miedzy nimi jest olbrzymia.

                            > Popper (i powtarzajacy za nim Kołakowski) nie są zbyt wybitnymi filozofami
                            > (czego wyrazem jest ich sposób myślenia o psychoanalizie).

                            Oczywiście zdaniem postympowo-wolnościowych "kontynentalych" fylozofów,
                            niemiecko-francuskich spadkobierców tradycji mętnego myślenia. Tych co to już
                            skrytykowali, zdemaskowali i zdekonstruowali wszystko (oprócz swoich wypocin
                            rzecz jasna), więc już nie mają nic do powiedzenia - więc nic nie mówią. A że z
                            czegoś żyć trzeba, więc publikują literki, w których nijakiego sensu nie ma.

                            Jeszcze powtórzę to co już pisałem o Kołakowskim, dla uzyskania proporcji: jest
                            on 'fellow' w All Souls College w Oksfordzie, które jest śmietanką śmietanki
                            brytyjskich sfer akademickich. Oczywiście, Oksford nie jest "kontynentalny"...

                            Dominacja lewackiej mentalności na uniwersytetach nie jest zupełna, ale
                            wystarczająca do powolnego staczania się owych uniwersytetów coraz niżej. W
                            otchłań "rozpłynięcia się w poezji" zapewne.

                            Nazistowski psycholog jest moim wymysłem. To co jest "rzeczywiste" w Twoim
                            umyśle, jest "rzeczywiste" jedynie w różowej optyce.

                            Rzeczywiście "jakość człowieczeństwa" to lewacki bełkot. Jakieś lewackie wzorki
                            jednak muszą istnieć do określenia owej "jakości", bo jeśli nie istnieją, to
                            jest to bełkot z definicji. Oczywiście, są to wzorki nowoczesne, postympowe i
                            zgodne z osiągnięciami współczesnej ... (tu wstawić np. 'gender studies'). To,
                            że nie mają nic wspólnego z 'przefiltrowaną etyką starohebrajską' nie wątpię, bo
                            z założenia są zbudowane w opozycji do niej.

                            Myślę nawet, że sprzeczność z etyką pastuchów przetworzoną przez klechów jest
                            nawet dla lewaka zasadniczym, jeśli nie jedynym, kryterium ich "wartościowości".

                            Swoją drogą mój prymitywny umysł nie przestaje się dziwić jak ktoś, kto odrzuca
                            "wartości" może tak dużo wypowiadać się o "wartościowości" tego czy tamtego.

                            Czy są jakieś poglądy, które z Twej lewackiej optyki są jakieś takie niemiłe i
                            "niewolnościowe" i nie tłumaczysz ich lękiem? Bo wiesz, jak słusznie stwierdził
                            mało wartościowy Popper, jeśli lękiem tłumaczysz wszystko, to nic nie tłumaczysz.

                            Jeśli kalectwem duchowym jest dystans do mętnej "kontynentalnej" filozofii, to z
                            przyjemnością nim jestem.

                            Ze swojej strony uważam, że o upośledzeniu duchowo-intelektualnym świadczą
                            raczej "blizny po ukąszeniach Heglowskich", po których poznają sie
                            yntelektualyści (dowcipne stwierdzenie p. Michalkiewicza, szkoda, że nie ja to
                            wymyśliłem :().

                            DonQ






                            • nick3 Re: ErichFromm o rzeczywistych celach etyki seksu 28.02.07, 00:24
                              Robisz się coraz agresywniejszy, a coraz mniej merytoryczny.

                              Coraz mniej argumentujesz, a coraz więcej "ustalasz" przez tupnięcie nogą (nie
                              mówiąc o tym, że już taką masz miłą manierę - "chrześcijańsko-łacińską"
                              zapewne:) - że wszystko, z czym się nie zgadzasz, w każdym słowie lżysz, niczym
                              stalinowska szczekaczka).

                              Mnie też to w końcu brzydnie.
                              • gregorsamsa Re: ErichFromm o rzeczywistych celach etyki seksu 28.02.07, 12:50
                                nick3 napisał:

                                > Robisz się coraz agresywniejszy, a coraz mniej merytoryczny.
                                >
                                > Coraz mniej argumentujesz, a coraz więcej "ustalasz" przez tupnięcie nogą (nie
                                > mówiąc o tym, że już taką masz miłą manierę - "chrześcijańsko-łacińską"
                                > zapewne:) - że wszystko, z czym się nie zgadzasz, w każdym słowie lżysz, niczym
                                >
                                > stalinowska szczekaczka).
                                >
                                > Mnie też to w końcu brzydnie.

                                Wy obaj jestescie w stosunku do siebie nawzajem coraz bardziej agresywni.
                                Niepotrzebnie.
                            • gregorsamsa Donq, ja sie z toba zgadzam prwaie we wszystkim 28.02.07, 12:54
                              I pomimo tego jestem "antychrystem" o pogladach liberalno demokratycznych.

                              • gregorsamsa Re: Donq, ja sie z toba zgadzam prwaie we wszystk 28.02.07, 13:04
                                pardon, nie liberalno-demokratycznych a liberalno-lewicowych.

                                Moze bys troche mniej szermowal tym epitetem "lewactwa".
                                Hegel zamieszal w glowach nie tylko lewicy - patrz Spengler czy dzisiaj np.
                                rosyjscy "euroazjatycy". Heidegger tez lewakiem nie byl a belkotal nie gorzej
                                Baudrilliard (o jakosci belkotu obydwu nie bede sie wypowiadal, bo go nie
                                rozumiem).
                                "Fashionable nonsense", ktory bezlitosnie demaskuje belkot "kontynentalnych
                                folozofow" napisali lewicowi autorzy.

                                Nawiasem mowiac, na tym forum chyba jeszcze nikt nie zwrocil uwagi na
                                chrzescijanskie korzenie marksistowskiej lewicy - chiliazm.
                                • donq Re: Donq, ja sie z toba zgadzam prwaie we wszystk 28.02.07, 13:41
                                  Przez "lewactwo" opisuje antykulturowa akademicka lewice, ktora realizuje
                                  program zmiany kultury na "wolnosciowa", czyli marksizm kulturalny (tzn.
                                  nie 'ugrzeczniony', ale wojujacy na polu kultury).

                                  Jesli jest lewica, ktora sie z tym nie utozsamia, bardzo mi milo. Ciekaw bylbym
                                  jednak co znaczy posiadanie liberalno-lewicowych pogladow bez odwolywania sie
                                  do "kontynentalnych filozofow" i marksizmu kulturalnego.

                                  W zasadzie rozroznienie lewica/prawica jest dosc umowne, a w koncu to tylko
                                  slowa-etykietki.

                                  To, ze lewica (czy raczej lewactwo - to uklon w Twoja strone, moze wymysle inne
                                  okreslenie) jest zwyrodnialym tworem naszej kultury i ze w chrzescijanstwie sa
                                  elementy, ktore do lewactwa moga prowadzic przy braku higieny intelektualnej
                                  nie ulega dla mnie watpliwosci (rozni heretycy wymyslali juz rozne rzeczy w
                                  przeszlosci).

                                  Jest rowniez w naszej kulturze cos, co nick3 nazywa 'tradycja krytyczna' i
                                  dumnie sie obnosi jako jej spadkobierca. Ta tradycja jest istotnie bardzo
                                  cenna, ale bez zachowania elementarnych zasad bezpieczenstwa intelektualnego
                                  prowadzi w metnych lbach do calkowitych bzdur. Wiesz, dac malpie siekiere, to
                                  dumnie utnie galaz na ktorej siedzi, traktujac to jako ostateczne tej siekiery
                                  zastosowanie.

                                  Jusci, Marks namieszal w glowie wielu ludziom.

                                  Niektorzy 'antysemici' twierdza, ze marksizm jest raczej uswiecczonym judaizmem
                                  z proletariatem zastepujacym narod wybrany i Marksem jak Mojzesz prowadzacym
                                  swoj lud ku swietlanemu Nowemu Swiatu / Ziemi Wybranej.

                                  DonQ


                                  • gregorsamsa Re: Donq, ja sie z toba zgadzam prwaie we wszystk 28.02.07, 13:56
                                    "w chrzescijanstwie sa
                                    elementy, ktore do lewactwa moga prowadzic przy braku higieny intelektualnej "

                                    Wolne zarty, wczesni chrzescijanie to byla radykalna "lewacka" sekta.
                                    Kosciol to probuje od 1700 lat zakrywac ale to ciagle wychodzi na wierzch.

                                    • donq Re: Donq, ja sie z toba zgadzam prwaie we wszystk 28.02.07, 15:50
                                      If you say so, sir...

                                      Nigdy nie twierdzilem i wcale 'nie mysle ja tego', by chrzescijanstwo w
                                      nieunikniony sposob bylo zwiazane z prawica.

                                      DonQ

                                  • gregorsamsa Re: Donq, ja sie z toba zgadzam prwaie we wszystk 28.02.07, 14:13
                                    "W zasadzie rozroznienie lewica/prawica jest dosc umowne, a w koncu to tylko
                                    > slowa-etykietki."

                                    Moja "prywatna" definicja pojec lewica/prawica jest taka:

                                    lewicowa jest tendencja do rozszerzania soldarnosci, prawica do jej zawezania.
                                    Lewica mowi: wszyscy ludzi sa bracmi. Prawica: najpierw rodzina, najpierw ojczyzna.
                                    Prawicy chodzi, zeby wspolnote wzmacniac (co implikuje zamykanie sie wspolnoty),
                                    lewica, zeby ja rozszerzac.
                                    Lewica jest w tendencji uniwersalistyczna, prawica partykularystyczna.
                                    Lewica jest przeciw temu co ludzi dzieli a religie dziela ludzi, choc
                                    stabilizuja partykularne wspolnoty, na czym zalezy prawicy.

                                    Chodzi raczej o sentymenty i resentymenty (lewica nie lubi bogatych, prawica
                                    obcych) niz o swiatopoglad.


                                    • donq Re: Donq, ja sie z toba zgadzam prwaie we wszystk 28.02.07, 17:57
                                      Z "prywatnymi definicjami" sprzeczac sie nie sposob.

                                      Ja moge powiedziec, co ja o tym sadze.

                                      Dazenie do 'rozszerzenia solidarnosci' jest sprzeczne z 'rozszerzaniem
                                      wspolnoty'. 'Rozszerzanie wspolnoty' prowadzi do oslabienia poczucia
                                      identyfikacji, co nie zacheca do bycia solidarnym.

                                      Jesli 'bycie solidarnym' ma byc zadaniem panstwa w postaci rekietu pobieranego
                                      jako (nieuniknienie coraz wyzsze) podatki, to ja dziekuje bardzo. Jesli 'bycie
                                      solidarnym' oznacza poczucie odpowiedzialnosci za wspolnote to ja jestem jak
                                      najbardziej za. W tym celu jednak nalezaloby wspolnote wzmacniac a nie oslabiac
                                      ('rozszerzac').

                                      Co do domniemanej sprzecznosci "wszyscy ludzie sa bracmi" i "najpierw rodzina",
                                      polecam stanowisko katolickie. Chrzescijanie tez twierdza, ze "wszyscy ludzie
                                      sa bracmi", a nawet "bliznimi" co oznacza "zachowuj sie przyzwoicie wzgledem
                                      obcych - to tez twoi blizni", nikt nie ma jednak watpliwosci, ze wzgledem
                                      rodziny masz obowiazki, ktorych nie masz wzgledem obcych. Lewicowe "braterstwo"
                                      laczy sie nierozerwalnie z likwidacja wiezi czlowieka z jego otoczeniem i
                                      zastapienia normalnych relacji roznego typu komunami, w ktorych czesto np.
                                      zabiera sie dzieci rodzicom gwoli ich komunalnego "braterskiego" wychowania.
                                      Lewicowe "braterstwo" de facto oznacza "unikaj przyzwoitych zachowan wobec
                                      ludzi ci najblizszych".

                                      Co do zamykania sie wspolnoty - nie interesuje mnie dazenie do jej
                                      rozszerzania. W naturalny sposob pewna ilosc obcych moze byc zaakceptowana we
                                      wspolnocie. Gdy jednak obcych jest zbyt duzo, szczegolnie jesli sa wyraznie
                                      inni i za nic maja wartosci gospodarzy (jak to ma miejsce obecnie), jest
                                      problem (lewica probuje problem zagadac promujac 'tolerancje', tepiac 'rasizm'
                                      itp.)

                                      Nie wiem, czy prawica nie lubi obcych (ja bym raczej powiedzial, ze wie, ze
                                      istnieja obcy i swoi, co lewica w swoim klangorze neguje). Ja lubie. Nie lubie
                                      postympowych Murzynow w rodzaju Simona Mola, ktorzy przyjezdzaja do mojego
                                      kraju, wrzeszcza jaki to jestem rasista i zarazaja moje naiwne rodaczki
                                      paskudztwami (ale takich chyba nikt nie lubi).

                                      Moim zdaniem mozna duzo o lewicy powiedziec, lecz nie, ze jest
                                      uniwersalistyczna. W pewnym sensie za uniwersalizm mozna uznac zanegowanie
                                      wszystkiego (bo zawsze znajdzie sie przyklad, lud Trura Bura lub inny, u
                                      ktorego jest inaczej), ale ja za taki uniwersalizm serdecznie dziekuje.

                                      DonQ

                        • nick3 "Bóg nienawidzi pedziów" - chrystofaszystowski hit 27.02.07, 21:53
                          Coś krzepiacego duszę dla donqa:)

                          Śpiewa ewangeliczny pastor-rockman z USA:


                          >>Biblia mówi: Bóg nienawidzi pedziów!

                          Mów mi wprost bym zwalczał chuć
                          Panie, prowadź mnie ku zbawieniu
                          W Biblii jasne to jak słońce
                          Źle obcować jest ze mężczyzną

                          Panie Tyś moją siłą
                          Wypełnij mnie swoją miłością
                          Pomóż mi zwalczyć żądze
                          Pozwól wzbić się ponad nimi

                          Panie pomóż im mnie słyszeć, i daj mi głos jak dzwon
                          Bo bycie gejem to nic tylko decyzja

                          Bóg nienawidzi pedziów!
                          Bóg nienawidzi pedziów!
                          Bóg nienawidzi pedziów!
                          Jeśliś pedziem to On nienawidzi także Ciebie ...

                          Czytaj Biblię i bedziesz pewien
                          Jak wejść do nieba, tam nie ma tylnych drzwi
                          Sprawiedliwi mężowie, padajcie na kolana
                          Bo nie ma żadnej cnoty w sodomii

                          Panie tyś moją tarczą
                          Podtrzymuj mnie w walce
                          Ochroń mnie przed moimi żądzami
                          I pomóż dostrzec światło

                          Brudni grzesznicy, łapy precz odemnie
                          Bo Jezus, mój Zbawiciel, to mój jedyny mężczyzna
                          itd.

                          ;)
                          • donq Re: "Bóg nienawidzi pedziów" - chrystofaszystowsk 27.02.07, 23:15
                            Nie kompromituj się chłopie.

                            Ja wiem, że dla Ciebie może ewangeliczne świrusy z Ameryki zlewają sie w Twojej
                            "krytyce chrześcijaństwa" z katolicyzmem. Nie zapominaj, że z katolickiego
                            punktu widzenia to heretycy (owszem, w wojnie kulturowej z rozpasanym lewactwem
                            taktyczne sojusze są możliwe).

                            Kilkadziesiąt tysięcy (ponoć) ewangelicznych grup religijnych w USA to przykład
                            na to, dokąd prowadzi brak centrum teologicznego - albo dryft ku pozycjom
                            lewackim albo słodkie opary obłędu (oni i Ty nazwą to "wolnością", być może
                            "religijną")...

                            Swoją drogą - ten pan i jemu podobni mogą być Twoimi sojusznikami. Możesz sobie
                            poszukać w Internecie, są bardzo słodkie 'demaskacje' Watykanu.

                            DonQ
                            • nick3 Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny. 28.02.07, 00:13
                              To wszystko, co chcę ci powiedzieć, na okazję, kiedy będziesz strasznie
                              rozdzierał szaty nad tym jak "totalitarna" "Eurosodoma" odbiera wierzącym ich
                              święte prawo do wypowiadania i propagowania wypływających z Objawienia
                              przekonań religijnych.

                              W wolnym kraju religia nie jest świętą krową. Swobody mają ludzie, nie religie.

                              I spróbuj draniu powiedzieć, że gdzieś tu jest totalitaryzm!


                              Prawo ludzi do niebycia lżonymi, czy napastowanymi psychologicznie, jest w
                              wolnym kraju ważniejsze od prawa dewotów do puszczania przez media ocen
                              wszystkiego dookoła wypływającej z ich świętych ksiąg.

                              Kapewu?
                              • donq Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 28.02.07, 10:44
                                Ach, w kraju pluralizmu i relatywizmu pewne rzeczy musza byc zabronione, aha...

                                A co o odebraniu ich praw wierzacym relatywistom? Ja naprawde jestem
                                napastowany psychologicznie przez p. Biedronia i spolke, ktorzy mi wciskaja do
                                glowy poglad, ze seks doodbytniczy jest rownie dobry jak kazdy inny!

                                A sprobuj mi draniu rzec, ze wstret do seksu doodbytniczego nie jest moj
                                wlasny, lecz wpojony mi przez spoleczenstwo. I sprobuj jeszcze macic, ze umiesz
                                to 'wykazac'.

                                I sprobuj jeszcze definiowac "wolnosc" jako prawo kazdego do oceny wszystkiego
                                dokola pod warunkiem, ze jego oceny nie maja motywacji religijnej. I powiedz
                                jeszcze, ze twoj chumanizm nie jest religia bez Boga.

                                Bo jaka to roznica czy ocena wyplywa z przyjecia Objawienia chrzescijanskiego
                                czy lewackiego?

                                DonQ
                                • gregorsamsa Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 28.02.07, 13:14
                                  "> Bo jaka to roznica czy ocena wyplywa z przyjecia Objawienia chrzescijanskiego
                                  > czy lewackiego?"

                                  Zadna. Ja jestem przeciwko obu objawieniom. Przeciwko "objawieniom" w ogole.
                                  Lewacki szantaz i nachalnosc nie usprawiedliwia chrzescijanskiego szantazu i
                                  nachalnosci.
                                  Wrecz przeciwnie.
                                  • donq Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 28.02.07, 14:21
                                    > Zadna. Ja jestem przeciwko obu objawieniom. Przeciwko "objawieniom" w ogole.

                                    No i dobrze, badz sobie.

                                    Nie probuj mnie tylko przekonywac, ze Twoje poglady sa wylacznym wynikiem
                                    Twoich racjonalnych przemyslen bez wplywu zadnych 'objawien' zewnetrznych.

                                    Do formulowania ocen potrzebny jest system wartosci, ktory musi czesciowo sie
                                    opierac na tradycji (postulaty, by kazdy sobie wszystko wymyslal od nowa sa
                                    niepowazne, a ten kto twierdzi, ze sam sobie wszystko wymyslil, klamie). Od
                                    objawien w tym sensie nie ma ucieczki.

                                    Nota bene jednym z bardziej irytujacych cech lewactwa jest to, ze w tym samym
                                    zdaniu potrafi powiedziec, ze ono nie ma wartosci i jednoczesnie wystawiac
                                    oceny moralne, estetyczne itp.

                                    Jesli masz obraz chrzescijanstwa, ktore jest przestarzalym systemem wierzen dla
                                    bliskowschodnich pastuchow przetworzonym przez sprytnych klechow, myslisz sie.
                                    Mylisz sie w kazdym razie w stosunku do katolicyzmu, ktory opiera sie na
                                    Objawieniu i Tradycji i jest 'historyczny'. 'Sola scriptura' to domena
                                    heretykow. Oczywiscie sa w Kosciele takze watki heretyckie (heretycy sami sobie
                                    ich nie wymyslili), ale od tego jest Kongregacja Nauki Wiary by wiedziec gdzie
                                    sie mozna zatrzymac (ostatecznym sygnalem 'poszliscie za daleko' sa
                                    ekskomuniki).

                                    Nasza kultura zas jest fuzja tradycji judeochrzescijanskich, greckich,
                                    rzymskich - to sa fundamenty na podstawie ktorych mozemy sie ze soba
                                    porozumiec. Oczywiscie sa roznice, ale to juz tylko dodaje lokalnego kolorytu.
                                    Sa tez napiecia i konflikty, ktore da nieuninkione. Nie potrzeba, aby wszyscy
                                    brali chrzescijanskie objawienie na powaznie (nigdy tak nie bylo, zeby wszyscy
                                    byli autentycznie chrzescijanami). Potrzeba zas, by swoja kulture traktowali
                                    powaznie i nie probowali pojsc za daleko jak ta malpa z siekiera.

                                    Bo wtedy rzeczywiscie trzeba przywolac ich do porzadku i nie jest to "zamach na
                                    wolnosc" a jedynie instynkt samozachowawczy.

                                    DonQ
                                    • gregorsamsa Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 28.02.07, 15:05
                                      "Nie probuj mnie tylko przekonywac, ze Twoje poglady sa wylacznym wynikiem
                                      > Twoich racjonalnych przemyslen bez wplywu zadnych 'objawien' zewnetrznych."


                                      Nie probuje. Oczywiscie, ze kazdy jest uwarunkowany tradycja i kultura w ktorej
                                      zyje.
                                      I co z tego? Dlatego mam dawac sobie wciskac kit, bo to nasz kit?
                                      Sa granice kulturowego uwarunkowania, logika jest uniwersalna.
                                      Fizyka tez - chociaz powstala w naszym kregu kulturalnym jest rownie zrozumiala
                                      i do zaakceptowania przez Hindusa i Chinczyka.
                                      Zupelnie inaczej niz religia chrzescijanska.
                                      To sa mianowicie dwie zupelnie rozne rzeczy: objawienie i skumulowana wiedza
                                      zdobyta w wyniku badan.
                                      Dziwie sie, ze nagle zaczynasz argumentowac jak typowy postmodernistyczny
                                      (lewacki) relatywista.



                                    • gregorsamsa Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 28.02.07, 15:32
                                      "> Jesli masz obraz chrzescijanstwa, ktore jest przestarzalym systemem wierzen dla
                                      >
                                      > bliskowschodnich pastuchow przetworzonym przez sprytnych klechow, myslisz sie.
                                      > Mylisz sie w kazdym razie w stosunku do katolicyzmu, ktory opiera sie na
                                      > Objawieniu i Tradycji i jest 'historyczny'. 'Sola scriptura' to domena
                                      > heretykow."

                                      A gdzie ja tu cos takiego twierdzilem?
                                      Typowy chwyt apologetow: samemu sformulowac rzekome zarzuty przeciwnikow, zeby
                                      je z latwoscia obalac.
                                      I co ty chcesz tu dowiesc? Ze KK jest rozsadniejszy od swiadkow Jehowy?
                                      No dobra. I co z tego?


                                      "Potrzeba zas, by swoja kulture traktowali
                                      > powaznie"

                                      To taki "gumowy paragraf" - kto okresla co to znaczy "powaznie traktowac".
                                      Pozatem kultura nie jest statyczna.
                                      Malpy z siekierami naleza do tradycji Zachodu - wczesni chrzescijanie to byly
                                      takie malpy z siekierami per excellence. Jak to pieknie sformulowal Julian
                                      Apostata "przez glupote Galilejczykow omalo wszystko nie zostalo przewrocone"
                                      • gregorsamsa Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 28.02.07, 15:51
                                        Niestety Julian sie pomylil. Te malpy z siekierami jednak zdolali wywrocic
                                        wszystko.
                                        A swoja droga to ciekawe pospekulowac co by bylo, gdyby perska (lub
                                        chrzescijanskiego skrytobojcy) wlocznia nie trafila w jego watrobe.
                                        Czy dzisiaj jakis donq bronilby kultu Heliosa przed "malpami z siekierami"?
                                        • donq Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 28.02.07, 22:18
                                          Trudno zaprzeczyc, ze schylek cesarstwa rzymskiego byl cywilizacyjnym
                                          trzesieniem ziemi. Czy za sprawa chrzescijan jednak?

                                          Co do fizyki, logiki i nieprzyjmowania kitu - nicktrzy ma racje, ze fizyka i
                                          logika nie wystarczy do zbudowania kultury i nie wystarczy czlowiekowi do zycia.
                                          Jest potrzebne cos jeszcze. Roger Scruton (taki angielski reakcjonista)
                                          twierdzi, ze kultura ma zrodla w religii.

                                          No coz, jak przyjda nowe malpy z siekierami, swiat sie tez nie skonczy, chyba ze
                                          Bog postanowi skonczyc z nami, a nie znamy dnia ani godziny. Wiec jesli sie nie
                                          skonczy, to cos tam bedzie. Duch wieje kedy chce.

                                          Chyba nikt powazny nie przypuszcza, ze bedzie to Nowy Swiat chumanistow? Na
                                          karkach juz nam dysza nowi spadkobiercy, wiec moze jednak minarety w Oksfordzie
                                          (juz jakies sa zreszta, o ile mnie pamiec nie myli)? A moze Chinczycy i/lub Hindusi?

                                          No coz, cywilizacje nie sa niesmiertelne, a umieraja w zasadzie nie wskutek
                                          ataku malp lecz wskutek swojej niemoznosci obrony przed nimi ("Violence is not
                                          necessary to destroy a civilization. Each civilization dies from indifference to
                                          the unique values which created it.") Lewactwo jest kulturalnym AIDS naszej
                                          cywilizacji. Moja droga zona, slusznie besztajaca mnie za marnowanie czasu na
                                          pyskowki na forum, a ktorej owe pyskowki czasem pokrotce referuje, mowi, ze
                                          muzulmanie musza miec z nas (tzn. z chumanistow) niezly ubaw. Bez watpienia maja.

                                          Wiec postac swiata przemija, sam postymp nawet, choc nieunikniony, zniknac moze.
                                          Moze to nawet lepiej - "To, że cywilizacje są śmiertelne, jest największą
                                          pociechą dla tego, kto żyje w dzisiejszych czasach".

                                          Tak rozplyniety w poezji mowie panstwu dobranoc.

                                          DonQ

                                          P.S. Moze i DonQ by bronil Heliosa, moze nie. Pospekulowac zawsze milo.
                                          DonQ nie nazywalby sie jednak DonQ wtedy, bo DonQ by nie powstal...




                                          • nick3 Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 01.03.07, 01:27
                                            Pozdrów żonę, don.

                                            > Trudno zaprzeczyc, ze schylek cesarstwa rzymskiego byl cywilizacyjnym
                                            > trzesieniem ziemi. Czy za sprawa chrzescijan jednak?

                                            Taka była zasadnicza teza klasycznego, trzytomowego dzieła lorda Edwarda
                                            Gibbona "Zmierzch Cesarstwa Rzymskiego" (szkaradny wiek osiemnasty! Rozmawiałem
                                            jednak z historykiem specjalizującym się w tematyce rzymskiej - katoliku:) -
                                            który uważał, że książka zestarzała się bardzo niewiele).

                                            Sam niestety nie czytałem.

                                            Podobnego zdania natemat roli chrześcijaństwa w schyłkowych latach Rzymu był
                                            Hegel (ale - tu się zgodzę - nie jest to tak wielki autorytet jak autorytet
                                            historyka. Hegel był jednakowoż wybitnym znawcą historii filozofii i pokazywał
                                            w jaki sposób idee chrześcijańskie były nie do pogodzenia z fundamentami
                                            ideowymi antycznego bytu państwowego.)

                                            Ale ponieważ Rzym to, generalnie rzecz biorąc, paskudztwo - nie mam tego za złe
                                            chrześcijaństwu.

                                            • donq Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 01.03.07, 14:29
                                              Ja tez nie czytalem Gibbona, ale jest na mojej liscie, duzo wyzej od Hegla :).

                                              O przyczynach upadku Rzymu posilkujac sie Gibbonem pisze we wstepie
                                              do "Ostatniej Kohorty" p. Lysiak (koszmarna rzecz jako powiesc nota bene,
                                              powinien raczej poprestac na opisywaniu Salonow). Przyczyn jest dobrych kilka,
                                              chrzescijanstwo o ile pamietam jedynie jedna z nich, i nie najwazniejsza.
                                              Podstawowa jest upadek kultury i moralnosci. Analogie z czasem obecnym sie
                                              narzucaja, ale analogie bywaja zwodnicze...

                                              > Podobnego zdania natemat roli chrześcijaństwa w schyłkowych latach Rzymu był
                                              > Hegel (ale - tu się zgodzę - nie jest to tak wielki autorytet jak autorytet
                                              > historyka. Hegel był jednakowoż wybitnym znawcą historii filozofii i
                                              pokazywał
                                              > w jaki sposób idee chrześcijańskie były nie do pogodzenia z fundamentami
                                              > ideowymi antycznego bytu państwowego.)

                                              No prosze, napokazywal wybitny znawca, a tradycje rzymskie z chrzescijanstwem
                                              pozenione z sukcesem przez sprytnych klechow zostaly juz dawno przed nim.
                                              Hmmm...

                                              DonQ

                                              • nick3 Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 02.03.07, 01:23
                                                Tu dużo nie napiszę. Książka Gibbona z tego, co o niej czytałem i rozmawiałem,
                                                na pierwszym miejscu przyczyn upadku Rzymu - słusznie czy nie - stawia
                                                chrześcijaństwo. Co do "upadku kultury" jako przyczyny - to to jest czysta
                                                tautologia, masło maślane, nic nie wyjaśniające.

                                                O "upadku moralności", to ci się chyba Gibbon z Tacytem pomylił. Ten stworzył
                                                gotowy i nieskończenie eksploatowany wzór dla konserwatywnego biadolenia (fakty
                                                zaś są takie, że "zepsucie obyczajów" dotyczyć mogło tylko niezbyt licznych
                                                elit i wcale nie w całości. Większość prostych mieszkańców imperium wyznawała
                                                etykę, z której wyłoniło się chrześcijaństwo. Etyka chrześcijańska nie jest
                                                bowiem tworem Rzymowi obcym, czymś niezwykłym w swoim rygoryzmie czy
                                                charytatywności, co przyszło z zewnątrz do "zdegenerowanych pogan". W istocie
                                                chrześcijaństwo jest niedodrodnym dzieckiem cywilizacji śródziemnomorskiej,
                                                tyle że schyłkowym i dla państwowości - jeśli rację miał Gibbon - rozkładowym).

                                                Co do Hegla - twój zarzut jest kompletnie kulą w płot. Katolicyzm oczywiście
                                                jest rzymski pełną gębą. Ale rzymskiej kultury państwowej w nim nie ma.

                                                To z nią - był on, zdaniem Hegla, sprzeczny. Chrześcijańska kultura państwowa
                                                była wyraźnie odmienna (średniowiecze, w. XVII).

                                                Rzymską kulturę państwową próbowała odtworzyć Rewolucja Francuska (stąd mamy
                                                patriotyzm jako wartość).

                                                Śpieszysz się, by bez przerwy czemuś dowalać. Słusznie czy nie.

                                                Inna formuła rozmowy ci nie odpowiada?:)
                                                • donq Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 02.03.07, 14:49
                                                  To ja tez duzo nie napisze, bo tez tylko peplam co o Gibbonie napisal Lysiak i
                                                  to jeszcze zapewne niedokladnie pamietam.

                                                  > Co do "upadku kultury" jako przyczyny - to to jest czysta
                                                  > tautologia, masło maślane, nic nie wyjaśniające.

                                                  Wcale nieprawda - upadek kultury ("indifference to unique values that created
                                                  it") jest czyms calkiem roznym od upadku cesarstwa jako cywilizacji i bytu
                                                  politycznego.

                                                  > Co do Hegla - twój zarzut jest kompletnie kulą w płot. Katolicyzm oczywiście
                                                  > jest rzymski pełną gębą. Ale rzymskiej kultury państwowej w nim nie ma.

                                                  Alez ja mu nic nie zarzucalem, po prostu teza o calkowitej sprzecznosci
                                                  tradycji rzymskich z chrzescijanstwem wydala mi sie bez sensu. Dziekuje
                                                  pokornie za wyjasnienia.

                                                  Rewolucja francuska nie probowala odtwarzac Rzymu. Celem bylo zbudowanie swiata
                                                  na nowo, oczywiscie na gruzach starego, wedlug nowych recept.

                                                  Co do 'nieobecnosci rzymskiej kultury panstwowej' w chrzescijanstwie moge
                                                  powiedziec tyle:

                                                  - istnialo 'cesartwo rzymskie narodu niemieckiego', co swiadczy co najmniej o
                                                  tym, ze czuto (ladna forma, prawda) potrzebe odwolania sie do 'rzymskiej
                                                  kultury panstwowej'
                                                  - katolicyzm nie ma w sobie zadnych 'kultur panstwowych', poniewaz nie jest
                                                  ideologia polityczna, nawet jesli historycznie organizmy panstwowe
                                                  byly 'chrzescijanskie' lub 'katolickie', nawet jesli istnialo Panstwo Koscielne
                                                  i nawet jesli prawomocnosc wladzy wywodzono z Boskiego namaszczenia

                                                  DonQ


                                          • gregorsamsa Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 01.03.07, 11:15
                                            "P.S. Moze i DonQ by bronil Heliosa, moze nie. Pospekulowac zawsze milo.
                                            > DonQ nie nazywalby sie jednak DonQ wtedy, bo DonQ by nie powstal..."

                                            Dlatego napisalem "jakis donq". Donq jako rodzaj a nie jako konkretne indywiduum.
                                    • nick3 Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 28.02.07, 15:47
                                      > Od objawien w tym sensie nie ma ucieczki.

                                      "Od tradycji", kolego. To uargumentowałeś (lepiej lub gorzej).

                                      A nagle, ni z gruszki ni z pietruszki, wstawiasz do konkluzji
                                      jakieś "objawienia".
                                      • donq Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 28.02.07, 15:59
                                        Dziekuje waszmosci za dobre slowo. Zapewne 'gorzej'.

                                        Do starej rozmowy o destruktorach / przeobrazicielach tradycji nie ma co wracac
                                        (ja w kazdym razie dowiedzialem sie od Ciebie wtedy co chcialem i dalej uwazam
                                        Cie za malpe z siekiera).

                                        O objawieniach powinienes sporo wiedziec. Czym sa te 'demaskacje', ktore
                                        pokazuja 'prawdziwe zrodla', etyki seksualnej czy czegos innego. Toz to
                                        najczytszej wody 'iluminacje', ktorymi po 'smierci Boga' yntelygenci
                                        zaspokajaja swoje potrzeby religijne.

                                        DonQ
                                        • gregorsamsa Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 28.02.07, 16:42
                                          "O objawieniach powinienes sporo wiedziec. Czym sa te 'demaskacje', ktore
                                          pokazuja 'prawdziwe zrodla', etyki seksualnej czy czegos innego. Toz to
                                          najczytszej wody 'iluminacje', ktorymi po 'smierci Boga' yntelygenci
                                          zaspokajaja swoje potrzeby religijne."

                                          "Najczystszej wody" to przesada. Krytyka etyki chrzescijanskiej to nie tylko
                                          iluminacje.
                                          Ale mniejsza o to.
                                          Ty preferujesz stare zabobony nad nowymi. Bo te stare juz nie grozne a te nowe
                                          wszystko moga wywrocic.
                                          Szanuje taka postawe.
                                          Tyle, ze ja osobiscie nie moge przejsc obojetnie obok faktu, ze sie ludziom
                                          wciska kit - czy nowy czy stary.

                                          • nick3 Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 28.02.07, 20:31
                                            Primo: donq nie odpowiedział na moje pytanie. Ucieka w retorykę ("a wy też...")

                                            Secundo: Nie ma porównania pomiedzy wiedzą nauk humanistycznych a jawną
                                            arbitralnością "objawień" (na rysie owej arbitralności polega "objawioność").

                                            Niestety, samsa, twoje napaści na nauki humanistyczne nie mogą sprawić na mnie
                                            dobrego wrażenia. Odwołujesz się do dyskredytujących stereotypów
                                            ("szarlatani", "Sokal wszystko skompromitował") co jest właściwe ideologiom (w
                                            tym wypadku jest to - wbrew zaprzeczeniom - scjentyzm), a nie - racjonalności.

                                            Aby wam obu trochę utrzeć nosa: Wymieniliście się między sobą ukłonami uznania
                                            za wspólnie wyrażoną pogardę dla myśli Hegla i spuścizny po niej.

                                            Pytanko: Czy czytaliście c o k o l w i e k tego autora?:)

                                            "To by było na tyle" - w kwestii powagi intelektualnej waszych zarozumialstw.


                                            Donq pisze gdzieś, że jest "przepaść" pomiędzy statusem poznawczym fizyki a
                                            psychoanalizy.

                                            Przesąd:) Takiej przepaści w przypadku współczesnej fizyki - nie ma. Koniec
                                            kropka.

                                            Jest pomiędzy pewnością dzisiejszej psychoanalizy a fizyki dajmy na to XVIII i
                                            XIX-wiecznej (tej "o spadaniu kulek", etc.).

                                            Ale przeciwników należy ustawiać sobie równych. Fizyce klasycznej należy
                                            znaleźć partnera w klasycznej psychologii (której tezy w rodzaju "psychika
                                            unika bólu" są w pewnym zakresie równie ewidentne poznawczo, co zasady dynamiki
                                            Newtona czy transformacje Galileusza - tylko mniej płodne technologicznie - ot
                                            i cała różnica)

                                            A co do "objawionego" charakteru tez humanistyki - traktuję to jako zaczepkę
                                            słowną.

                                            Mówiłem o "objawieniu" w takim znaczeniu w jakim postulujesz je ty - dosłownym.

                                            Więc nie rozmydlaj sprawy - we właściwy sobie sposób, kiedy cię trochę bardziej
                                            przyszpilić.
                                            • donq Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 28.02.07, 21:43
                                              > Primo: donq nie odpowiedział na moje pytanie. Ucieka w retorykę ("a wy też...")

                                              A na jakie pytanie nie odpowiedzialem, nickutrzy?

                                              > Secundo: Nie ma porównania pomiedzy wiedzą nauk humanistycznych a jawną
                                              > arbitralnością "objawień" (na rysie owej arbitralności polega "objawioność").

                                              Doprawdy? Porazony jestem naukowoscia i nieodparta moca argumentacyjna
                                              powyzszego zdania.
                                              Naturalnie lewackie zalosne okreslenia "swiatly", "oswiecony" itp. nie maja nic
                                              wspolnego z objawieniami.

                                              > Niestety, samsa, twoje napaści na nauki humanistyczne nie mogą sprawić na mnie
                                              > dobrego wrażenia. Odwołujesz się do dyskredytujących stereotypów
                                              > ("szarlatani", "Sokal wszystko skompromitował") co jest właściwe ideologiom (w
                                              > tym wypadku jest to - wbrew zaprzeczeniom - scjentyzm), a nie - racjonalności.

                                              Nie wiem, jak tam samsa, ale moim celem nie jest sprawianie dobrego wrazenia na
                                              nickutrzy.
                                              A jak tam racjonalnosc? Nie rozplynela sie w poezji jeszcze?
                                              Zapewne nie jest ideologia peplanie o "prawdziwych zrodlach etyki seksualnej",
                                              "zdemaskowaniu" czy "zdekonstruowaniu" tego czy innego "przesadu" czy "zabobonu"
                                              itp.

                                              > Aby wam obu trochę utrzeć nosa: Wymieniliście się między sobą ukłonami uznania
                                              > za wspólnie wyrażoną pogardę dla myśli Hegla i spuścizny po niej.
                                              > Pytanko: Czy czytaliście c o k o l w i e k tego autora?:)
                                              > "To by było na tyle" - w kwestii powagi intelektualnej waszych zarozumialstw.

                                              Nos utarty.

                                              Jesli o mnie chodzi, czytalem nieco _o_ Heglu. Wiem, ze to nie to samo, ale mnie
                                              wystarczy - nie mam zycia na meczenie sie z wstepnie odsianymi dzielami.

                                              A warto Hegla poczytac?

                                              > Donq pisze gdzieś, że jest "przepaść" pomiędzy statusem poznawczym fizyki a
                                              > psychoanalizy.
                                              > Przesąd:) Takiej przepaści w przypadku współczesnej fizyki - nie ma. Koniec
                                              > kropka.

                                              Jasne, ze przesad - postmodernisty dawno juz zdekonstruowaly i obnazyly falsz
                                              tego typu iluzji.

                                              Bzdury i absurdy, za pomoca ktorych rozne "nauki" chcialyby sie dowartosciowac.

                                              No chyba, ze za "wspolczesna fizyke" przyjac jakies tam wypociny typu
                                              "alternatywna nieopresyjna fizyka feministyczna" - wtedy rzeczywiscie przepasci
                                              do innych "nauk" nie ma.

                                              DonQ

                                              • nick3 Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 01.03.07, 00:26
                                                > A na jakie pytanie nie odpowiedzialem, nickutrzy?

                                                A no na takie (przypominam treść mojego postu):


                                                > donq napisał:
                                                > >Od objawien w tym sensie nie ma ucieczki.


                                                >"Od tradycji", kolego. To uargumentowałeś (lepiej lub gorzej).

                                                >A nagle, ni z gruszki ni z pietruszki, wstawiasz do konkluzji
                                                >jakieś "objawienia".

                                                To, że nie ma znaku zapytania, chyba nie zwalnia cię od elementarnej
                                                domyślności. (Choć prawdę mówiąc cała nasza rozmowa wygląda trochę w ten
                                                sposób, że unikasz spotkań istotnych udając głuchego).

                                                Chcesz ze znakiem zapytania?:)

                                                Proszę: Jakim prawem rozumowanie dowodzące konieczności tradycji kończysz
                                                konkluzją o konieczności "objawienia"?


                                                > A warto Hegla poczytac?
                                                Warto. Choćby po to, żeby rozumieć własną tradycję, która jak mądrze piszesz
                                                jest "historyczna" (wątpię czy przemyślałeś, co rozumie się pod tym słowem). I
                                                tak się składa, że nie skończyła się wraz z napisaniem ostatniego zdania
                                                Apokalipsy.

                                                A poza tym warto nie mądrzyć się autorytatywnie o szkodliwości czyjeś
                                                filozofii, jeśli nie czytało się ani jednego zdania z jego książek:)

                                                Bo to mocno obniża powagę intelektualną człowieka. (Może u was jest inaczej,
                                                sądząc np. po standartach pracy dziennikarskiej reprezentowanych przez jedną z
                                                wschodzących gwiazd publicystyki prawicowej. Najwyraźniej jej stosunek do
                                                własności intelektualnej w niczym nie odjął jej uznania w środowisku prasy
                                                prorządowej. Rewolucja konserwatywna rozwija swe skrzydła:)

                                                Stary, ja mam do ciebie prośbę mimo wszystko postarajmy się obaj zbastować z
                                                pomiatania sobą nawzajem.

                                                Rozumiem, że szkaradna nowoczesna racjonalność wolna od wartościowania musi
                                                przez chrześcijanina zostać przezwyciężona już na poziomie pojedynczych słów
                                                ("mętne łby", "bzdury", "absurdy", "żałosne", "wypociny", "peplanie"). Jak
                                                rozumiem - o poglądach bliskich adwersarzowi oraz ich wyznawcach (a więc
                                                zapewne - również rzeczonym adwersarzu)

                                                Absolutnie bowiem nie chodzi chrześcijaninowi o "sprawianie dobrego wrażenia na
                                                rozmówcy" (rzekłbym unika tego jak ognia!:) lecz o jasne odróżnienie, panie
                                                dziejku, dobra od zła!

                                                Cóż za maniera prawdziwego tradycjonalisty, godna szermierza kontrreformacji,
                                                który nigdy nie zapomniał wstawić "luterów psów".

                                                Rozumiem, że jest to niezbędne wsparcie wiarygodności twoich argumentów?:)))


                                                (Co do psychologii - opiera się na niej przemysł reklamowy. Gdyby nie ogromna
                                                moc przewidująca i skuteczność, czy kapitał, który niczego nie ryzykuje bez
                                                powodu, płynąłby w ten biznes jak rzeka?

                                                Ośmielam się powiedzieć, że wszechświaty równoległe, superstruny czy elektrony
                                                cofające się w czasie nie mają nawet w części tej mocy przewidującej.
                                                Powinieneś, gdybyś był konsekwentny, nazwać to wszystko "bełkotem", jak masz w
                                                miłym zwyczaju.

                                                Ale coż innego jest fizyką współczesną, jeśli nie - te teorie?)
                                                • donq Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 01.03.07, 14:08
                                                  > Proszę: Jakim prawem rozumowanie dowodzące konieczności tradycji kończysz
                                                  > konkluzją o konieczności "objawienia"?

                                                  W zasadzie nic nie mowilem o 'koniecznosci' objawienia (tak rozumianego, jak Ty
                                                  z nim walczysz). Nie uwazam, ze tradycja powinna sie opierac na 'objawieniu'.
                                                  Zrodla sa w mroku i co za roznica, czy zrodlem pewnych elementow
                                                  jest 'objawienie' czy nie. Twoj "istotny" problem jest dla mnie nieistniejacy,
                                                  w zwiazku z czym nie komentowalem.

                                                  Na dobra sprawe kazdy wplyw na czlowieka, ktory go do czegos przekonuje mozna
                                                  uznac za 'objawienie', szczegolnie jesli zdaje sie 'otwierac oczy' (tak jak
                                                  Twoje rozne 'demaskacje'). Twoje rozroznienie tradycji religijnych i swieckich
                                                  jako centralne dla roznych wywodow jest dla mnie calkiem nieistotne. Zas to, ze
                                                  lewactwo jest 'swiecka' religia nie ulega dla mnie watpliwosci. Jej
                                                  domniemana 'nieobjawionosc' jest pozorna ('oswieceni' to powinni wiedziec) i
                                                  nieistotna, jej brak centralnej Kongregacji Tradycji Swieckich (okresowo
                                                  podobne twory bywaly - sam bylem w szkole dumnym czlonkiem Towarzystwa
                                                  Krzewienia Kultury Swieckiej) tez tego nie zmienia.

                                                  Ja nie uwazam, ze religia jest dobra a filozofie niereligijne sa zle. Ja w
                                                  ogole rozroznienie systemow pogladow, ideologii, kultur, cywilizacji i czego
                                                  tam jeszcze na podstawie posiadania lub nieposiadania opowiesci o Bogu uwazam
                                                  za calkowicie nieistotne (no, moze jest to jeden z aspektow, jakos tam
                                                  charakteryzujacy). To prawda, to rozroznienie jest mocno obecne w swiadomosci
                                                  ludzi z naszego kregu kulturowego, glownie w wersji "kontynentalnej"
                                                  (francuska "laicite" to wyraz tej obsesji), bo zostal zaszczepiony przez
                                                  walczacych z religia francuskich publicystow doby tzw. "oswiecenia" (nie mylic
                                                  bron Najwyzsza Istoto z 'objawieniem'), zwanych "philosophes".

                                                  Ja nie dlatego nie znosze lewactwa, bo nie wierzy w Boga (jestem calkowicie w
                                                  stanie zaakceptowac ludzi nie wierzacych w Boga o ile nie sa ogarnieci obsesja
                                                  laicite i palenia Kosciolow). Ja go nie znosze za calosc swiatopogladowa i
                                                  destrukcyjnosc tego, co w naszej tradycji najlepsze.

                                                  Bo Ciebie, drogi nick3, w tradycji interesuja dwie rzeczy:
                                                  1. Zrodlo jezyka i pojec do zbudowania 'pakietu dla neofity': przydatnosc
                                                  (niezbednosc w zasadzie) dla lewaczenia ludzi niezlewaczonych - trzeba do nich
                                                  mowic tak, by rozumieli
                                                  2. Zrodlo dla znalezienia garoty, aby owa tradycje nastepnie owa garota
                                                  zadusic. Duszac reklamujesz sie jako 'spadkobierca tradycji krytycznej', ktora
                                                  rzeczywiscie istnieje. Innymi slowy - tradycja jest dla Ciebie tym, czym sa
                                                  dzieci dla tych, ktorzy je wsadzaja do beczek. Zas 'tradycji krytycznej' nie
                                                  powinni uzywac ludzie nieodpowiedzialni, jak siekier.

                                                  Szkodliwosc Hegla jest rzecza dobrze znana, o Heglu czytalem wystarczajaco duzo
                                                  (mnie wystarczy), jesli chcesz moge podac zrodla. Jak bede mial nastroj i czas
                                                  to moze nawet 'miszcza' poczytam.

                                                  Istotnie moim celem nie jest sprawianie dobrego wrazenia na rozmowcy. Czasem
                                                  wrecz przeciwnie - jesli w opinii lewakow jestem 'ciemnym katofaszysta',
                                                  utwierdza mnie to w przekonaniu, ze nie bladze :)

                                                  Ja nie twierdze, ze psychologia jest nieskuteczna. Moj psycholog nazista tez
                                                  byl skuteczny.

                                                  Zasadnicza roznica z fizyka jest taka, ze psychologia zajmuje sie ludzmi,
                                                  ktorzy maja wolna wole. Reklama na niektorych dziala, na niektorych nie
                                                  (owszem, reklama wie, jak skutecznie przekonywac). Ja wiem, ze jednym z
                                                  lewackich mitow jest to, ze czlowiek jest calkowicie zdeterminowany przez rozne
                                                  rzeczy ('wolnosc to uswiadowienie sobie koniecznosci'). Tylko traktujac
                                                  czlowieka jak spadajacy kamien mozna stawiac psychologie na tym samym poziomie
                                                  epistemologicznym co fizyke. Ot - chumanizm.

                                                  DonQ





                                                  • nick3 Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 02.03.07, 02:08
                                                    Przyłapany - mącisz. (Z tym Objawieniem)

                                                    Po prostu wiesz, że tezy o niezbędności zewnętrznie podyktowanego,
                                                    nadprzyrodzonego prawa etycznego dla istnienia kultury byś nie przeprowadził.

                                                    Zawsze więc w takiej sytuacji dobrze jest pierwszemu zarzucić mącenie
                                                    adwersarzowi (uderzenie prewencyjne:)

                                                    Ponadto twoja główna metoda sprowadza się do ulubionej
                                                    strategii "usymetrycznienia" (choćby nie wiadomo jak naciąganego):

                                                    > Na dobra sprawe kazdy wplyw na czlowieka, ktory go do czegos przekonuje mozna
                                                    > uznac za 'objawienie',

                                                    Na takie gładkie wodolejstwo jak powyżej, to ja nie mam czasu, don.

                                                    Tłumaczysz się ze swojej maniakalnej agresji wobec "lewactwa":

                                                    > Ja go nie znosze za calosc swiatopogladowa i
                                                    > destrukcyjnosc tego, co w naszej tradycji najlepsze.

                                                    A co w naszej kulturze jest, według ciebie, najlepsze, jeśli nie "wiara w Boga"?
                                                    To ja już się naprawdę pogubiłem! Zakazy seksualne!? Na to mi wygląda:)

                                                    To by nawet całkiem dobrze korespondowało z wytłumaczeniem żaru zawziętości, z
                                                    jaką Poddany (zwłaszcza Poddany Metafizyczny) tępi Wywrotowca (patrz:
                                                    zakończenie mojego klasycznego fragmentu o Wielkim Inkwizytorze)

                                                    Wiem, moja winą jest to, że chcę "dusić garotą" i "traktuję ludzi jak spadające
                                                    kamienie". Don, ja tak nie umiem rozmawiać. Koniec kropka.

                                                    Jesteś niesprawiedliwy do granic obłędu.

                                                    Co do tradycji i krytyki:

                                                    Zanim przypiszesz mi najpodlejsze i najpodstępniejsze możliwe zamiary, wyjaśnię
                                                    ci krótko, jak myślę. PRZECZYTAJ TO.

                                                    Być może konserwatysta ma rację, że etyka jest możliwa w kulturze dzięki temu,
                                                    że refleksja krytyczna jest immanentnie niedostateczna (tę niedostateczność
                                                    zwiemy: tradycją).

                                                    Ale nie przeczy to w żaden sposób faktowi, że wszelka odmowa refleksji jest
                                                    nieetyczna (bo jest odmową komunikacji, a więc przemocą).

                                                    Mówiąc to po góralsku: część zadnia jest człowiekowi do życia potrzebna i tylko
                                                    wariat wmawia sobie, że się jej pozbędzie, albo że jej nie ma.

                                                    Ale jednakowoż należy dołożyć wszelkich starań, by do bliźnich zwracać się
                                                    twarzą.




                                                    Nie ma w krytycyzmie - jak daleko by posuniety nie był - żadnej "małpy z
                                                    siekierą"!

                                                    Kultura europejska krytycyzmem żyje. To jest jej najlepsza krew!

                                                    Krytycyzm nie musi ograniczać się wobec tradycji. On ma tradycję po swojej
                                                    stronie - ona "już tu jest" (i tylko warto żeby temu nie przeczył)!


                                                    PS. Powiedz żonie, żeby muzułmanów się tak bardzo nie bała. Mąż mojej dawnej
                                                    dziewczyny, która mieszka w Danii, jest muzułmaninem. Żyją ze sobą już 5 lat.
                                                    Wysłałem mu naszą rozmowę. Był nią bardzo zaciekawiony i prosił, bym przesłał
                                                    wam jego pozdrowienia.

                                                    PS2 A humanistą i tak nie jesteś - można by odnieść wrażenie, jakbyś się
                                                    dyskretnie podpinał: "nas, chumanistów" (mam nadzieję, że ci na tym nawet nie
                                                    zależy:)

                                                    Ty jesteś Zbawiony (a to trochę inna kategoria:)

                                                    A szkodliwego Hegla warto poznać w nim samym, a nie w wielostronnych, jak
                                                    wierzę, recenzjach.

                                                    Pa, doncio:)
                                                  • donq Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 02.03.07, 14:29
                                                    > Po prostu wiesz, że tezy o niezbędności zewnętrznie podyktowanego,
                                                    > nadprzyrodzonego prawa etycznego dla istnienia kultury byś nie przeprowadził.

                                                    Nawet nie probuje, bo czy jest to zbedne czy niezbedne jest calkowicie
                                                    nieistotne. Tylko manie lewackie kaza to uwazac za istotne.

                                                    Moje 'usymetryzowanie' nie jest naciagane. Jak juz rzeklem, nominalny
                                                    brak 'objawienia nadprzyrodzonego' w mentalnosci lewackiej nie pozbawia jej
                                                    charakteru religijnego. Niech bedzie, ze quasi-religijnego, bo
                                                    Boga 'nadprzyrodzonego' w nim nie ma (ale swieci sa pelna geba, nawet jesli ta
                                                    czy inna sekta ma nieco inny zestaw swietych). Tak uwazam i juz, zadne
                                                    wodolejstwo.

                                                    To, co w naszej kulturze jest najlepsze jest to, przeciw czemu wystepuje
                                                    lewactwo (to niemal zelazna zasada) - przekonanie o istnieniu prawdy, dobra i
                                                    obiektywnych zasad etycznych, racjonalnosc i logika (Twoja racjonalnosc i
                                                    logika sluzy tylko do rozpuszczenia w poezji), niech bedzie 'tradycja
                                                    krytyczna' (nie wpuszczac malp z brzytwa!), pojecie sprawiedliwosci i istnienie
                                                    prawa (:)), itp. Po przyjeciu owych rzeczy za wlasne mozna sie
                                                    domyslic 'nadprzyrodzonej mocy' za nimi, ale jak sie ktos nie domysla, to
                                                    trudno (byle kosciolow nie palil).

                                                    > Ale nie przeczy to w żaden sposób faktowi, że wszelka odmowa refleksji jest
                                                    > nieetyczna (bo jest odmową komunikacji, a więc przemocą).

                                                    To tylko umyslowi lewackiemu sie wydaje, ze krytyka musi byc posunieta do
                                                    skrajnosci, by byla krytyka (a wszystko inne jest "odmowa refleksji"). Mozna
                                                    nawet zaryzykowac twierdzenie, ze lewacki jest mozg, ktory nie posiada
                                                    intelektualnego instynktu samozachowawczego, ktory pozwala uniknac
                                                    samozniszczenia. Jest to wynik dlugotrwalego tresowania zachwytem dla buntow i
                                                    rrywolucji. Tymczasem dojrzalosc i odpowiedzialnosc intelektualna polega na
                                                    tym, by wiedziec gdzie sie zatrzymac, a nie na tym, by slepo isc przed siebie
                                                    zamykajac oczy (lub nigdzie nie isc, co jest innym zachowaniem lewackiego
                                                    mozgu, innych nie ma).

                                                    Co do lewackiego rozumienia "przemocy" i jej centralnego miejsca w rozumieniu
                                                    swiata to calkowicie go nie podzielam i uwazam za kuriozum, wydumany i sztuczny
                                                    problem. Jesli "przemoca" ma byc nawet "odmowa komunikacji", to ja jestem
                                                    rzeczywiscie zamordysta strasznym, bo to ja wybieram z kim rozmawiam. Nie ma
                                                    zadnego moralnego obowiazku rozmowy z kazdym.

                                                    Lewacka idea 'przemocy' tlumaczy lewacka skrzywiona idee 'tolerancji'. Tak jak
                                                    dla lewaka 'przemoc' to nie jest agresja skierowana przeciwko innym, ale brak
                                                    naleznej empatii (ktora musi byc 'non-judgemental' oczywiscie),
                                                    tak 'tolerancja' to nie jest po prostu cierpliwe znoszenie rzeczy, ktore sa nam
                                                    niemile (i ktore to cierpliwe znoszenie zawsze ma granice), ale nakaz
                                                    entuzjastycznej akceptacji. Ten rodzaj myslenia jest obecnie dosc rozpleniony -
                                                    lewacka wojna kulturowa nie jest bez sukcesow.

                                                    Mam sie (czy tez moja zona) nie bac muzulmanow, bo Ty tak mowisz albo bo Twoja
                                                    byla dziewczyna ma meza muzulmanina od 5 lat? Wybacz, ale powiedz sam - czy to
                                                    wiele znaczy?

                                                    I przestan wmawiac wszystkim strach. Muzulmanie sa nas zagrozeniem (coraz
                                                    powazniejszym i prawdopodobnie smiertelnym). Obiektywnie, nie dlatego, ze ktos
                                                    podstepnie nas nimi straszy.

                                                    I nie ludz sie, Ty jako calkowity bezboznik pojdziesz pierwszy pod noz.
                                                    Mozliwe, ze sam sie nawet tam zaprowadzisz.

                                                    Nie, nie chcialem sie podpinac pod chumanizm. Chcialem powiedziec, ze dla
                                                    muzulmanow Europa zasadnie moze wydac sie chumanistyczna (czyli slaba,
                                                    niegrozna i coraz bardziej kruszejaca do konsumpcji).

                                                    To czy bede zbawiony to sie okaze. Moze Bog w swojej sprawiedliwosci uzna, ze
                                                    wskutek mojej niecheci do blizniego nicka3 nie zasluguje na zbawienie?

                                                    DonQ

                                                  • gregorsamsa Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 02.03.07, 15:00
                                                    Donq,
                                                    atak malp z brzytwami w czasie tzw. Oswiecenia nie przyniosl Europie zaglady,
                                                    wrecz przeciwnie - Europa wlasnie wtedy podbila reszte swiata.
                                                    Samorefleksja i sceptycyzm sa cecha wyrozniajaca kultury europejskiej i zrodlem
                                                    jej sily.
                                                    A z drugiej strony im bardziej Zachod byl bogobojny tym byl i slabszy.
                                                    Podobnie zreszta bylo z islamem, ktory nie wtedy odnosil najwieksze sukcesy,
                                                    kiedy sie zamykal w fundamentalizmie a wtedy, kiedy dopuszczal dyskusje.
                                                    Dlaczego teraz mialoby byc inaczej?
                                                  • gregorsamsa "antylewacka" histeria 02.03.07, 18:10
                                                    Ciekawe donq, ze chociaz wiele spraw widze podobnie do ciebie to jednak jedno
                                                    jest mi calkowicie obce: twoja histeryczna "antylewackosc".
                                                    Byc moze bierze sie to stad, ze ja juz prawie od cwiercwieku mieszkam na
                                                    Zachodzie - punkt widzenia zalezy pewnie czesto od miejsca zamieszkania.

                                                    To co ty nazywasz "lewackoscia" jest dla kultury Zachodu endemiczne. Ze tak
                                                    powiem, zachodni system immunologiczny jest na to uodporniony.
                                                    Co wiecej, te wszystkie "lewackie" infekcje z czasem wychodza organizmowi raczej
                                                    na dobre. Troche zamieszania zapobiega skostnieniu.

                                                    Do prawdziwych spustoszen "lewackosc" doprowadzila nie na samym Zachodzie
                                                    (bawarska czy wegierska republiki rad to byly raczej farsy niz tragedie) a na
                                                    jego peryferiach lub poza nim - w Rosji czy w Chinach.
                                                    Oczywiscie przy okazji ucierpieli tez Polacy i moze stad ta rozpowszechniona w
                                                    Polsce "antylewacka" alergia.


                                                  • donq Re: "antylewacka" histeria 02.03.07, 18:59
                                                    > Ciekawe donq, ze chociaz wiele spraw widze podobnie do ciebie to jednak jedno
                                                    > jest mi calkowicie obce: twoja histeryczna "antylewackosc".

                                                    Wiem, zdazylem sie zorientowac.

                                                    > Byc moze bierze sie to stad, ze ja juz prawie od cwiercwieku mieszkam na
                                                    > Zachodzie - punkt widzenia zalezy pewnie czesto od miejsca zamieszkania.
                                                    > To co ty nazywasz "lewackoscia" jest dla kultury Zachodu endemiczne. Ze tak
                                                    > powiem, zachodni system immunologiczny jest na to uodporniony.

                                                    Nie wiem gdzie mieszkasz ('Zachod' 'Zachodowi' nierowny). Ja sadze, ze
                                                    (przynajmniej niektorym krajom Zachodu) przydaloby sie cwiercwiecze
                                                    (conajmniej) realnego socjalizmu. Oni nie rozumieja, co to jest. Taka
                                                    szczepionka by sie przydala.

                                                    Nie uwazasz, ze zalosne jest pouczanie Polakow przez bylych admiratorow
                                                    Sowietow a obecnie w duzym stopniu wlodarzy Unii z pozycji 'awangardy
                                                    cywilizacyjnej' jakie to dobre sa te lewackie pomysly 'wolnosciowe'? Oni
                                                    powinni pokornie z glowa posypana popiolem przyjezdzac do nas na nauki
                                                    dotyczace czerwonych ekscesow. Tego jednak nie moga zrobic, bo lewacka
                                                    emancypacja wyklucza pojecie winy i odpowiedzialnosci, wiec w swoich oczach
                                                    sumienia maja czyste jak gladka jest pupa niemowlaka (lub w ogole nie maja
                                                    sumien).

                                                    No jak ktos sie chce sie infekowac i potem dlugotrwale leczyc to jego sprawa.
                                                    Ale dlaczego zarazac wtornie kraj, ktory juz sie troche wyleczyl? Toz to w
                                                    stylu postympowych Murzynow jest.

                                                    Wiele krajow zachodu nie jest uodpornionych lecz przewlekle zarazonych.
                                                    Widziales moze festyny komunistow we Francji? Plakaty z sierpami i mlotami
                                                    zapraszajace na odczyty slawiace wielkiego Mao we Wloszech (ktorych prezydentem
                                                    jest komunista)? Dwie partie 'trockistowskie' plus partia komunistyczna biorace
                                                    udzial w wyborach lokalnych we Francji bodajze w 2004 roku? Lewackich
                                                    odrazajacych 'bojownikow o wolnosc' z 68 roku z podniesionym czolem
                                                    odgrywajacych dzis rowniez role 'wolnosciowcow'? Slyszales moze o lewackiej
                                                    histerii w Paryzu (przedstawienia, odezwy, petycje) rozpetanej, bo powstal
                                                    pomysl przekazania Wlochom lewackiego terrorysty z 'epoki olowiu', ktoremu
                                                    kiedys Francja udzielila azylu (bo 'faszysta Berlusconi' nie bedzie nam plul w
                                                    twarz)?

                                                    Wszystkim tym otwarcie czerwonym towarzyszy grupa rozowa, spogladajaca lagodnym
                                                    okiem na ekscesy czerwonych i pelna zrozumienia dla ich 'bledow mlodosci' a
                                                    przede wszystkim dla ich fascynacji ideologicznych. To sa 'malpy z siekiera',
                                                    komunisci kulturowi vel 'eurokomunisci', dazacy przez powolna zmiane kultury
                                                    (aby nie wygladalo na infekcje zbyt nachalnie) do tego samego celu co komunisci
                                                    od robienia rrywolucji - powstania Nowego Swiata i Nowego Czlowieka.

                                                    DonQ

                                                    P.S. A najsmutniejsze jest, ze mentorstwo recyklingowanych altorytetow z
                                                    Zachodu znajduje taki pozytywny rezonans wsrod naiwnych Polakow...
                                                  • gregorsamsa Re: "antylewacka" histeria 02.03.07, 20:49
                                                    Mieszkam w Niemczech.
                                                    Ty piszesz o folklorze politycznym. I do tego wymierajacym
                                                    Wielu z tych rewolucjonierow z 68 to dzisiaj piewcy neoliberalizmu.
                                                    Amerykanscy ideologowie neocons to w wiekszosci nawroceni trockisci.
                                                    Jest takie powiedzonko "kto w mlodosci nie byl socjalista, ten nie ma serca, kto
                                                    w wieku dojrzalym ciagle jeszcze nim jest, ten nie ma rozumu".
                                                    To wszystko. Untergang des Abendlandes to od tego nie bedzie.
                                                    Polakow, Czechow czy Wegrow to moze wkurzac, ale nie zapominaj: To nie zadnych
                                                    lewakow bylismy ofiarami a sowieckiego imperium.
                                                  • donq Re: "antylewacka" histeria 03.03.07, 02:02
                                                    > Mieszkam w Niemczech.

                                                    Domyśliłem się. Jaki ja jestem domyślny, sam się sobie czasami dziwię :)

                                                    > Wielu z tych rewolucjonierow z 68 to dzisiaj piewcy neoliberalizmu.
                                                    > Amerykanscy ideologowie neocons to w wiekszosci nawroceni trockisci.

                                                    Wiem. Nie przepełnia mnie to sympatią do nich. Neofici, zwłaszcza nadgorliwi, są
                                                    podejrzani.

                                                    Co do rewolucjonistów z 68 roku, nie wiem co pieją. Staram się jak najmniej
                                                    patrzeć na nich i słuchać tych kreatur.

                                                    Ale to nie folklor. Tzn. folklorem obecnie jest uliczna partyzantka, z tym się
                                                    zgodzę. Teraz rrywolucja przeszła w fazę wojny kulturowej.

                                                    Powiedzonko znam, z drugą częścią się zgadzam, z pierwszą nie. Młodość
                                                    nieodłącznie zawiera naiwność, ale nie oznacza głupoty.

                                                    Co do mieszkania w Niemczech, to bez złośliwości i sarkazmu szczerze współczuję.
                                                    Mój najdłuższy pobyt w Niemczech to dwa tygodnie i to mi całkowicie wystarczy
                                                    (obecnie Niemcy to dla mnie kraj tranzytowy z konieczności - ciężko ominąć jadąc
                                                    gdziekolwiek). Nie wyobrażam sobie, jak można być Polakiem, mieszkać w Niemczech
                                                    i nie zostać schizofrenikiem. Może Ty mnie oświecisz?

                                                    Niemcy dla mnie to paskudna mieszanka siły gospodarczej i politycznej,
                                                    pochrzanionej mentalności (od strony intelektualnej zaczęło się od Hegla czy
                                                    jeszcze wcześniej?) i upadku kulturalno-moralnego na własne życzenie. Jeśli
                                                    Europę reprezentują Niemcy (a uważa się, że Unia to przybudówka potęgi Niemiec),
                                                    to ja bym się wypisał.

                                                    DonQ
                                                  • gregorsamsa Re: "antylewacka" histeria 03.03.07, 10:03
                                                    "Niemcy dla mnie to paskudna mieszanka siły gospodarczej i politycznej,
                                                    pochrzanionej mentalności (od strony intelektualnej zaczęło się od Hegla czy
                                                    jeszcze wcześniej?) i upadku kulturalno-moralnego na własne życzenie. Jeśli
                                                    Europę reprezentują Niemcy (a uważa się, że Unia to przybudówka potęgi Niemiec),
                                                    to ja bym się wypisał."

                                                    Przesady, przesady, przesady. I resentymenty.
                                                  • gregorsamsa Re: "antylewacka" histeria 03.03.07, 16:58
                                                    "Domyśliłem się. Jaki ja jestem domyślny, sam się sobie czasami dziwię :)"

                                                    Nie wiem, czy ja taki domyslny jestem ale domyslam sie, ze mieszkasz w
                                                    zamknietym osiedlu.

                                                    Sporo w tobie niezbyt chrzescijanskiej agresji.
                                                    Zreszta wydaje mi sie, ze tak naprawde to ty wcale nie jestes wierzacym
                                                    chrzescijaninem - co najwyzej jestes katolikiem z poczucia odpowiedzialnosci.
                                                    Ty akceptujesz chrzescijanstwo z powodow pragmatycznych, jako sily
                                                    stabilizujacej zycie spoleczne a nie dlatego zebys byl wewnetrznie przekonany o
                                                    jego prawdzie. Gdyby tak bylo, to rola religii dla spoleczenstwa, kultury czy
                                                    cywilizacji bylaby dla ciebie malo istotna w obliczu majestatu boga a "lewacy"
                                                    wzbudzaliby u ciebie tylko litosc a nie tak gwaltowna niechec.

                                                    Otoz ja "pytania ostateczne" traktuje powazniej niz ty (i niz nick3).
                                                    Pytania o byt i niebyt, zycie i smierc, w tym o moje zycie i smierc, moje
                                                    prywatne zbawienie.
                                                    Dlatego nie pociesza mnie, ze klamstwa religii sa dobre czy konieczne dla
                                                    spoleczenstwa, cywilizacji czy kultury (zakladajac, ze w ogole sa dobre czy
                                                    konieczne).
                                                    W obliczu takiej materii religijne klamstwa, kretactwa, szantaz i zastraszanie
                                                    sa dla mnie ewidentnie nieetyczne. Tak ewidentnie, ze nie potrzebuje tu
                                                    "wyzszej" instancji do ugruntowania tej oceny.

                                                    Zeby nie bylo nieporozumien: nie twierdze, ze w przekazie chrzescijanskim jest
                                                    tylko falsz, obluda i zastraszanie. Owszem, jest tez, jak i w innych systemach
                                                    religijnych, glebia i madrosc. Ale to nic nie usprawiedliwia.
                                                  • donq Re: "antylewacka" histeria 04.03.07, 02:05
                                                    A mogłbyś rozwiać moje resentymenty i przesądy? Ja naprawdę jestem ciekaw jak to
                                                    jest Polakowi w Niemczech.

                                                    Rozumiem, że mogłeś odnieść wrażenie, że jest ze mnie Charles Maurras. Pozwól,
                                                    że wyjaśnię.

                                                    Jak juz mówiłem, nie uważam, że chrześcijaństwo jest nierozerwalnie powiązane z
                                                    'prawicą' czy też 'konserwatyzmem' i nie powinno być (właśnie ze względu na, jak
                                                    to ładnie ująłeś, 'majestat Boga'). Za instrumentalne traktowanie katolicyzmu
                                                    został przez Watykan potępiony Charles Maurras z jego Action Française.

                                                    Jasne jest też dla mnie, że lewactwo jest zjadliwie antychrześcijańskie i z nim
                                                    chrześcijaństwo z przyczyn naturalnych powiązane być nie może, stąd popularne
                                                    wrażenie, że chrześcijaństwo jest 'konserwatywne'.

                                                    To rzekłszy godzi się nadmienić, że dla wielu ludzi (w tym dla mnie) tradycja
                                                    (zawierająca religię) jest ważna i chęć jej obrony przed małpami z brzytwą jest
                                                    naturalna. Nie jest to tożsame z kupieniem sobie zasług w niebie, jednak trudno
                                                    przystać na lewacką propozycję "wy tam sobie w zaciszu domowym bajajcie o Bogu,
                                                    a my poprowadzimy świat doczesny". Postulat zamnkięcia religii w sferze
                                                    prywatnej, choć tak atrakcyjny i naturalny dla "współczesnej wrażliwości", jest
                                                    jedynie częścią antyreligijnego i antytradycyjnego projektu "zmiany kultury".
                                                    Nie ma żadnego powodu, dla którego tzw. przestrzeń publiczna miałaby być
                                                    nieskrępowanym polem wyrażania poglądów, pod warunkiem jednak, że źródłem tych
                                                    poglądów nie jest religia chrześcijańska (a do tego lewacka 'neutralność' się
                                                    sprowadza).

                                                    Zauważ, że nasze rozmowy dotyczyły raczej kultury i tradycji, w których religia
                                                    pełni istotną rolę niż religii jako takiej. Ciężko z lewakami prowadzić rozmowy
                                                    o religii, zbawieniu i majestacie Boga, bo dla nich istnieje tylko kulturowy
                                                    aspekt religii (to u tych bardziej wyrafinowanych, u mniej wyrafinowanych
                                                    istnieje jedynie aspekt czysto polityczny, co więcej mówi o nich niż o
                                                    chrześcijaństwie).

                                                    Dlatego może Twoje spostrzeżenie, że mi zależy na kulturowej roli religii a nie
                                                    na zbawieniu. Przyznaję, że z pyskówek na forum można odnieść takie wrażenie (to
                                                    nie jest jednak forum religijne gdzie są ludzie, którzy chcą dyskutować o
                                                    zbawieniu bo im to leży na sercu).

                                                    Już pisałem - lewak jako małpa z brzytwą wzbudza moją niechęć (może nawet
                                                    gwałtowną), bo zależy mi na świecie, w którym żyję i na tradycji, którą (nie bez
                                                    zastrzeżeń) akceptuję. Nie dlatego, bo sądzę, że sprzeciw wobec lewactwa da mi
                                                    życie wieczne.

                                                    Pisałem też już, że człowiek, który nie wierzy w Boga, ale nie jest małpą z
                                                    brzytwą (było takich zawsze i jest mnóstwo) nie budzi mojej niechęci i nie mam
                                                    nic przeciwko niemu. Może rzeczywiście, jak piszesz, wzbudzać za to litość.
                                                    Ciebie, z Twoich wypowiedzi, zaliczam do tej kategorii, wydaje mi się, że słusznie.

                                                    Co do 'tradycji krytycznej', jeden cytat, który moim zdaniem dobrze ilustruje
                                                    różnicę między autentyczną tradycją krytyczną a lewackimi barbarzyńskimi małpami
                                                    z brzytwą: "To be civilized is to be able to criticize what we believe without
                                                    ceasing to believe in it."

                                                    DonQ
                                                  • gregorsamsa Re: "antylewacka" histeria 04.03.07, 20:57
                                                    "Ja naprawdę jestem ciekaw jak to
                                                    jest Polakowi w Niemczech."

                                                    W zasadzie nie gorzej niz Polakowi w Polsce.
                                                  • donq Re: "antylewacka" histeria 04.03.07, 02:20
                                                    > Nie wiem, czy ja taki domyslny jestem ale domyslam sie, ze mieszkasz w
                                                    > zamknietym osiedlu.

                                                    W zasadzie nie wiem, co masz na myśli, więc nie mogę potwierdzić ni zaprzeczyć.

                                                    DonQ
                                                  • gregorsamsa Re: "antylewacka" histeria 04.03.07, 12:43
                                                    > W zasadzie nie wiem, co masz na myśli, więc nie mogę potwierdzić ni zaprzeczyć.
                                                    >

                                                    Mam na mysli tak modne w Warszawie ogrodzone osiedla.
                                                  • donq Re: "antylewacka" histeria 04.03.07, 13:23
                                                    Nie, nie mieszkam na ogrodzonym osiedlu w Warszawie (ani na ogrodzonym osiedlu
                                                    gdzie indziej tez nie) :)

                                                    Ciekaw jestem, jaki przesad doprowadzil Cie do tego przypuszczenia.

                                                    DonQ
                                                  • gregorsamsa Re: "antylewacka" histeria 04.03.07, 20:47
                                                    donq napisał:

                                                    > Nie, nie mieszkam na ogrodzonym osiedlu w Warszawie (ani na ogrodzonym osiedlu
                                                    > gdzie indziej tez nie) :)
                                                    >
                                                    > Ciekaw jestem, jaki przesad doprowadzil Cie do tego przypuszczenia.
                                                    >
                                                    > DonQ

                                                    Ah, pasowalo mi to psychogramu.
                                                    Ale jak widac nie jestem zbyt domyslny.
                                                    Czas konczyc.
                                                    Jak bedziesz zakladal blog, to wyslij mi link.
                                                    Pozdrawiam.
                                                  • donq Re: "antylewacka" histeria 05.03.07, 12:56
                                                    > Ale jak widac nie jestem zbyt domyslny.

                                                    Ale wrecz przeciwnie, jestes! Przyznaje, ze robiac ze mnie Maurrasa miales
                                                    troche racji. W odroznieniu od nickatrzy, ktory to, co ja pisze tlumaczy lekiem
                                                    i egzystencjalnym lokajstwem (ale on chyba nie potrafi znalezc nic innego na
                                                    wytlumaczenie pogladow innych).

                                                    Ale musze przyznac, ze nie rozumiem, czym pasuje do mieszkancow ogrodzonych
                                                    osiedli (i czy owi mieszkancy w ogole maja jakies wspolne cechy "psychogramow").

                                                    Bloga raczej nie bede zakladal, pyskowki na forum zabieraja mi i tak juz za
                                                    wiele czasu...

                                                    Rowniez pozdrawiam,
                                                    DonQ
                                                  • gregorsamsa nick3, zaloz bloga, to pogadamy 02.03.07, 14:32
                                                    ciekawie z wami sie gada ale na tym zakurzonym forum to troche szkoda, bo tu
                                                    pewnie nikt nie zaglada.
                                                    Zaloz bloga, porozrzucaj troche linkow na forach i moze zbierze sie jeszcze paru
                                                    ludzi, ktorych te tematy interesuja do dyskusji.

                                                    Jak juz zalozysz, to wyslij nam mail na nasze konta przy gazeta.pl
                                            • gregorsamsa Re: Kraj, który tego nie zakazuje, nie jest wolny 01.03.07, 12:17
                                              Drogi niku3

                                              Po pierwsze primo to ja nic nie mam przeciwko naukom humanistycznym.
                                              Mam natomiast wiele przeciwko szarlatanerii, ktora sie na wielu fakultetach
                                              humanistcznych "kontynentalnych uniwersytetow" panoszy. Choc wyglada na to, ze
                                              postmodernistyczne ekscesy powoli wychodza z mody.

                                              Po drugie primo:
                                              pytasz, czy czytalismy Hegla. Otoz zauwaz, ze nikt rozsadny nie uwaza za istotne
                                              dla zrozumienia fizyki czytania dziel Newtona czy Einsteina.
                                              Kazdy wie, ze zeby zrozumiec ich teorie wystarcza zrodla z drugiej reki - np.
                                              szkolne podreczniki.
                                              Jak myslisz dlaczego tak jest? Ano wlasnie dlatego, ze fizyka ma wlasnie inny
                                              "status epistomologiczny" niz idealistyczna filozofia.
                                              Prawdziwa nauka rozni sie tym od religii czy metafizycznych spekulacji a tez od
                                              sztuki, ze jest kumulatywna. Zeby napic sie wody z tej rzeki nie trzeba sie
                                              cofac do zrodel - wiecej, im dalej od zrodla, tym woda lepsza.
                                              Nauka nie opiera sie na subjektywnych odczuciach a stosuje surowe kryteria
                                              intersubjektywnej weryfikacji. Dlatego nie jest konieczne, zeby teoria
                                              wzglednosci byla objawiona przez samego Einsteina - wystarczy dobry nauczyciel
                                              fizyki.
                                              Dotyczy to w zasadzie nie tylko fizyki a nauki w ogole, nawet nauk
                                              humanistycznych, choc tutaj sytuacja nie jest taka prosta.
                                              W przypadku systemow spekulacyjnych takich jak hegelianizm czy psychoanaliza tej
                                              kumulacji nie ma. Dlatego te niezliczone "szkoly", rozmnazajace sie jak
                                              religijne sekty. Dlatego zeby zrozumiec miszcza trzeba czytac jego dziela, bo na
                                              jego uczniow zdac sie nie da.
                                              Czytanie Hegla czy nawet Freuda jest niewatpliwie wazne dla historykow idei.
                                              Ja na to nie mam czasu. To co madrego odkryli, jest zywe i obecne w powszechnej
                                              swiadomosci i nie trzeba tego szukac w oryginalnych pismach.
                                              Reszta to "objawienie".

                                              Mysle, ze czas konczyc.
                                              Sluchaj, zamiast siedziec na tym prawie pustym forum, moze zaloz blog.

                    • yogisia Re: ErichFromm o rzeczywistych celach etyki seksu 27.02.07, 19:25
                      :))) Niezłe
                      • nick3 Re: ErichFromm o rzeczywistych celach etyki seksu 27.02.07, 19:39
                        Czy ja wiem?:)
            • yrzyk Ale jaja... 26.02.07, 23:36
              skąd ta uporczywa liczba mnoga. A religia werbalnie bronić sie nie musi bo...
              istnieje, nie zmienią tego ani popaprane mniszki, ani ksiądz Rydzyk.
              • nick3 Cóż za finezja apologetyczna!:) 27.02.07, 00:22


                Z tego, że coś istnieje nie wynika, że jest dobre.

                Teologia wprawdzie przedstawia taką definicję religii ("religia to więź z
                Bogiem"), w myśl której coś takiego jak zło religii jest niemożliwe.

                Ale "poważną wadą":) tej definicji jest to, że nie da się w żaden sposób
                pokazać, że realnie istniejąca religia jest właśnie tak rozumianą religią.

                Na mój gust próbujesz sprawę rozwiązać narzucaniem słów o odpowiednio
                spreparowanej definicji.

                Werbalizm.
            • yogisia Re: Odniesiecie się wprost do moich postów o reli 26.02.07, 23:46
              Niku 3! Chętnie bardzo ale .... twoje posty o religii są bardzo ogólnikowe,
              często nie poparte dowodami - zanim więc się do czegokolwiek odniosę proszę o
              wyjasnienia w dwóch chyba najważniejszych kwestiach:
              1. Na jakiej podstwie twierdzisz, ze KK posługuje się metodami stosowanymi w
              sektach?
              2. Co masz na myśli mówiąc, że NT jest przemocą psychologiczną?
              • nick3 Re: Odniesiecie się wprost do moich postów o reli 27.02.07, 00:35
                Niestety nie jestem, jak podejrzewasz nieco zgryźliwie, "chłopcem-wiecznie-
                przed-kompikiem". Wymaga to ode mnie sporego wysiłku, by pogodzić zajęcia dnia
                z dyskusją na forum.

                Może dziś byłem ostry w słowach (ciągle wątpię, by psychologiczno-moralne
                zarzuty wobec religii naprawdę kogoś osobiście raniły, ale jeśli ktoś z was źle
                się z tym poczuł, to proszę wierzcie mi, że naprawdę tego nie chcę.)

                Mówiłem jednak to, co myślę.

                Szkoda, że rozmawiać możemy dopiero, kiedy muszę udać się na nocny spoczynek.

                Niemniej jednak wkleję dwa cytaty, wokół których pewnie rozwinąłbym jakąś
                argumentację, gdybym miał więcej czasu.

                Dobranoc:)
                • yogisia Re: Odniesiecie się wprost do moich postów o reli 27.02.07, 11:51
                  No i co to za dyskusja! Nie odpowiadasz na moje (dotyczące poprzednich
                  wypowiedzi) pytania a już wklejasz kolejne fragmenty do nowych wątków... To jak
                  sie do nich ustosunkuję to znów zmienisz temat?
                  Wielki Inkwiyztor. Człowiek ma wolną wolę i Bogu wcale nie zależy na jej
                  złamaniu. Nie działa tez na zasadzie "cierpiałem więc macie mi być posłuszni".
                  Po prostu kto chce to wierzy a kto nie to nie - w czym więc problem? Chcesz być
                  bardziej papieski od papieża?
                  Fromm. Najpierw przyczepię się do fragmentu:
                  "Kościół nie zezwala na kontrolę urodzin, w istocie nie przez wzgląd na
                  świętość życia (taka troska powinna doprowadzić do potępienia kary śmierci oraz
                  wojny)" Przeciez potępia i karę śmierci i wojnę, w czym problem? Co to za
                  odwracanie kota ogonem?
                  • nick3 Rozmowa z katolikiem jak z chińskim dyplomatą! 27.02.07, 13:46
                    > No i co to za dyskusja! Nie odpowiadasz na moje (dotyczące poprzednich
                    > wypowiedzi) pytania a już wklejasz kolejne fragmenty do nowych wątków...

                    Ani chybi, wariat:)

                    Moja droga, albo rozmawiamy uczciwie, albo udajemy rozmowę. Przytoczone przeze
                    mnie cytaty jak najbardziej dotyczyły tematu twoich dwóch pytań. Brakło mi
                    tylko czasu na skomentowenie ich osobiście, tak żeby wszystko już było kawę na
                    ławę.

                    Ale - uważam - dla rzetelnego rozmówcy mój zamiar byłby jasny. Te teksty mówią
                    same za siebie.

                    > Wielki Inkwiyztor. Człowiek ma wolną wolę i Bogu wcale nie zależy na jej
                    > złamaniu. Nie działa tez na zasadzie "cierpiałem więc macie mi być
                    posłuszni".
                    > Po prostu kto chce to wierzy a kto nie to nie - w czym więc problem?

                    Po prostu "no problem"!:)

                    Chrześcijańska hipokryzjo!

                    Przecież całe chrześcijańskie nauczanie robi wszystko, by wpoić swoim
                    słuchaczom poczucie, że kto odrzuci tę religię ("świadomie", nie wypada wyjść
                    na zupełnych katów:), idzie do diabła.


                    > Fromm. Najpierw przyczepię się do fragmentu:
                    > "Kościół nie zezwala na kontrolę urodzin, w istocie nie przez wzgląd na
                    > świętość życia (taka troska powinna doprowadzić do potępienia kary śmierci
                    oraz
                    >
                    > wojny)" Przeciez potępia i karę śmierci i wojnę, w czym problem?

                    "Nienawiść" to w sumie nie jest takie nietrafione słowo na to, co czuję wobec
                    takiego krętactwa.


                    JPII (nie bez przyczyny w postaci krytyki etyki katolickiej przez "lewactwo"
                    tj. humanizm) wprowadził w końcu po wielu latach zwlekania w Evangelium Vitae
                    wątek krytyki kary śmierci.

                    I nie jest to całkowite potępienie (zapytaj, wojtka2000, on się zna:) Inaczej
                    3/4 Polski w tym cały PiS z panem Prezydentem na czele byliby potępionymi przez
                    Kościół heretykami:)

                    Tymczasem najgorliwsi synowie Kościoła prześcigają sie w dowodzeniu jak
                    niesprawiedliwe jest zniesienie kary śmierci oraz, że tekst papieża wcale do
                    tego nie zobowiązuje (wbrew temu, co by chciało "lewactwo":)

                    Takoż samo z wojną. JPII wprawdzie skrytykował plany amerykańskiej inwazji na
                    Irak, ale wszyscy potraktowali to w sumie jako chwyt piarowy "ewangelicznego"
                    Kościoła i nie pomylili się (biskupi polscy bez najmniejszych obaw o
                    ekskomunikę błogosławili w tym czasie polsie wojsko wyruszające do Iraku -
                    papież nie powiedział im złego słowa.)

                    Kara śmierci i rozwiązania siłowe w polityce mają największy odsetek
                    zwolenników wśród ludzi religijnych (stąd się bierze prawica).

                    I nie jest to przypadek. Takie było bowiem przez stulecia nauczanie Kościoła.

                    Zarzut odwracania kota ogonem jest wobec mnie ze strony kogoś, kto tak bez
                    zmrużenia oka czy zająknięcia potrafi krętaczyć - uroczo bezczelny.
                    • yogisia Re: Rozmowa z katolikiem jak z chińskim dyplomatą 27.02.07, 16:12
                      nick3 napisał:

                      > > No i co to za dyskusja! Nie odpowiadasz na moje (dotyczące poprzednich
                      > > wypowiedzi) pytania a już wklejasz kolejne fragmenty do nowych wątków...
                      >
                      > Ani chybi, wariat:)

                      Nie sądzę. Raczej człowiek absolutnie przekonany o swojej racji.

                      > Moja droga, albo rozmawiamy uczciwie, albo udajemy rozmowę. Przytoczone
                      przeze
                      > mnie cytaty jak najbardziej dotyczyły tematu twoich dwóch pytań. Brakło mi
                      > tylko czasu na skomentowenie ich osobiście, tak żeby wszystko już było kawę
                      na
                      > ławę.
                      >
                      > Ale - uważam - dla rzetelnego rozmówcy mój zamiar byłby jasny. Te teksty
                      mówią
                      > same za siebie.

                      Widocznie nie dorosłam do Twojego poziomu.
                      >
                      > > Wielki Inkwiyztor. Człowiek ma wolną wolę i Bogu wcale nie zależy na jej
                      > > złamaniu. Nie działa tez na zasadzie "cierpiałem więc macie mi być
                      > posłuszni".
                      > > Po prostu kto chce to wierzy a kto nie to nie - w czym więc problem?
                      >
                      > Po prostu "no problem"!:)
                      >
                      > Chrześcijańska hipokryzjo!
                      >
                      > Przecież całe chrześcijańskie nauczanie robi wszystko, by wpoić swoim
                      > słuchaczom poczucie, że kto odrzuci tę religię ("świadomie", nie wypada wyjść
                      > na zupełnych katów:), idzie do diabła.

                      Nie. Kościół wprawdzie twierdzi, że poza kościołem nie ma zbawienia ale nie
                      oznacza to, że poza kościołem jest tylko potępienie.
                      >
                      > > Fromm. Najpierw przyczepię się do fragmentu:
                      > > "Kościół nie zezwala na kontrolę urodzin, w istocie nie przez wzgląd na
                      > > świętość życia (taka troska powinna doprowadzić do potępienia kary śmierc
                      > i
                      > oraz
                      > >
                      > > wojny)" Przeciez potępia i karę śmierci i wojnę, w czym problem?
                      >
                      > "Nienawiść" to w sumie nie jest takie nietrafione słowo na to, co czuję wobec
                      > takiego krętactwa.
                      >
                      >
                      > JPII (nie bez przyczyny w postaci krytyki etyki katolickiej przez "lewactwo"
                      > tj. humanizm) wprowadził w końcu po wielu latach zwlekania w Evangelium Vitae
                      > wątek krytyki kary śmierci.
                      >
                      > I nie jest to całkowite potępienie (zapytaj, wojtka2000, on się zna:) Inaczej
                      > 3/4 Polski w tym cały PiS z panem Prezydentem na czele byliby potępionymi
                      przez
                      >
                      > Kościół heretykami:)
                      >
                      > Tymczasem najgorliwsi synowie Kościoła prześcigają sie w dowodzeniu jak
                      > niesprawiedliwe jest zniesienie kary śmierci oraz, że tekst papieża wcale do
                      > tego nie zobowiązuje (wbrew temu, co by chciało "lewactwo":)
                      >
                      > Takoż samo z wojną. JPII wprawdzie skrytykował plany amerykańskiej inwazji na
                      > Irak, ale wszyscy potraktowali to w sumie jako chwyt piarowy "ewangelicznego"
                      > Kościoła i nie pomylili się (biskupi polscy bez najmniejszych obaw o
                      > ekskomunikę błogosławili w tym czasie polsie wojsko wyruszające do Iraku -
                      > papież nie powiedział im złego słowa.)
                      >
                      > Kara śmierci i rozwiązania siłowe w polityce mają największy odsetek
                      > zwolenników wśród ludzi religijnych (stąd się bierze prawica).
                      >
                      > I nie jest to przypadek. Takie było bowiem przez stulecia nauczanie Kościoła.
                      >
                      > Zarzut odwracania kota ogonem jest wobec mnie ze strony kogoś, kto tak bez
                      > zmrużenia oka czy zająknięcia potrafi krętaczyć - uroczo bezczelny.


                      Zbyt może duży skrót myślowy zastosowałam. Wiem, ze kosciół nie potępia
                      całkowicie kary smierci, tak jak i pozostawia pojęcie uprawnionej militarnej
                      obrony koniecznej (takim pojęciem IISW zastąpił termin wojny sprawiedliwej
                      używany od sw. Augustyna chyba) - rozumiem, że wyjaśnieniu mi tego miał służyć
                      Twój wywód? Ale przecież wedle kościoła zastosowanie kary śmierci i wojny jest
                      możliwe tylko w szczególnych wypadkach - właśnie obrony życia jesli nie ma już
                      innej możliwości. Więc twierdzenie, ze "Kościół nie zezwala na kontrolę
                      urodzin, w istocie nie przez wzgląd na świętość życia" uważam za - w najlepszym
                      razie - duże uproszczenie, które prowadzi do opacznego zrozumienia nauki
                      kościoła w tym wzgledzie
                      • nick3 Re: Rozmowa z katolikiem jak z chińskim dyplomatą 27.02.07, 16:38
                        yogisia napisała:

                        > nick3 napisał:
                        >
                        > > > No i co to za dyskusja! Nie odpowiadasz na moje (dotyczące poprzedn
                        > ich
                        > > > wypowiedzi) pytania a już wklejasz kolejne fragmenty do nowych wątk
                        > ów...
                        > >
                        > > Ani chybi, wariat:)
                        >
                        > Nie sądzę. Raczej człowiek absolutnie przekonany o swojej racji.


                        Tylko u katolików jest to cnotą?:)


                        > Nie. Kościół wprawdzie twierdzi, że poza kościołem nie ma zbawienia ale nie
                        > oznacza to, że poza kościołem jest tylko potępienie.

                        Coraz to nowe pomysły na zakamuflowanie prostego faktu: chrześcijaństwo jest
                        terrorem psychologicznym.

                        Mnie nie idzie o jakieś dziwne meandry doktrynalne, które po SWII służą
                        Kościołowi do kamuflażu, lecz o sposób w jaki psychologicznie działało (i nadal
                        działa) chrześcijaństwo na psychikę, która znajdzie się w zasięgu jego
                        oddziaływania.

                        Otóż przez tysiaclecia (dwa:) chrześcijaństwo nie było tym, co o nim piszesz.
                        Nowy Testament (przynajmniej wzięty w całości) nie jest "soborowy", co
                        wyciągają fundamentaliści chrześcijańscy, lecz właśnie totalitarny i sekciarski
                        (sektowością i totalitaryzmem nazywam dyskredytację człowieczeństwa
                        odmawiających akceptacji danych nauk).

                        Zakorzeniona w tradycji psychologiczna machina formacyjna, ukształtowana przez
                        tysiąclecia, w niczym się nie zmienia od kilku dziwnych (i dalekich od
                        jednoznaczności) łagodzących sformułowań teologicznych.

                        Ale przecież wedle kościoła zastosowanie kary śmierci i wojny jest
                        > możliwe tylko w szczególnych wypadkach - właśnie obrony życia jesli nie ma
                        już
                        > innej możliwości.

                        Evangelium Vitae jest tu do bólu niejasna!

                        > Więc twierdzenie, ze "Kościół nie zezwala na kontrolę
                        > urodzin, w istocie nie przez wzgląd na świętość życia" uważam za - w
                        najlepszym
                        >
                        > razie - duże uproszczenie, które prowadzi do opacznego zrozumienia nauki
                        > kościoła w tym wzgledzie

                        He, he! Prowadzi do dobrego zrozumienia nauki Koscioła (czy raczej sposobu jej
                        działania na umysły wierzących)! Lepszego niż Kościół chciałby sobie jasno
                        uświadomić:)

                        Fromm nie był katechetą, którego celem byłoby wyłozyć nierozumiejącym naukę
                        kościelną tak, jak ona sama by sobie tego życzyła.

                        Był psychologicznym analitykiem rzeczywistego, psychicznego działania
                        rozmaitych ideologii funkcjonujących w społeczeństwach.

                        Oczywiście, że Kościół twierdzi, że zakazuje aborcji a nawet antykoncepcji ze
                        względu na "świętość życia".

                        To, co twierdzi Fromm to, że z punktu widzenia głębszych, psychicznych zamiarów
                        Kościół tu bajeruje nas i (co liczy się jakby na usprawiedliwienie Kościoła:) -
                        także siebie.
                        • yogisia Re: Rozmowa z katolikiem jak z chińskim dyplomatą 27.02.07, 19:42
                          Raczej człowiek absolutnie przekonany o swojej racji.
                          "Tylko u katolików jest to cnotą?:)"

                          Nie jest to w ogóle ani cnotą ani wadą.
                          ------

                          "dyskredytacja człowieczeństwa odmawiających akceptacji danych nauk"

                          Kościół ich nie dyskredytuje. Już pisałam, że nawet jeśli kościół twierdzi, że
                          poza nim nie ma zbawienia ale nie oznacza to, że poza kościołem jest tylko
                          potępienie. Ciebie to nie przekonuje - ok - pas, nie mam dowodów na
                          udowodnienie tego (tym bardziej, ze to nie opinia a informacja). Ale przecież
                          skoro dyskutujesz z "doktryną samą w sobie" a nie wynaturzeniami wyznawców to
                          powinieneś takie info po prostu przyjąć do wiadomości, nieprawdaż?

                          -------
                          "Kościół twierdzi, że zakazuje aborcji a nawet antykoncepcji ze względu
                          na "świętość życia".To, co twierdzi Fromm to, że z punktu widzenia głębszych,
                          psychicznych zamiarów Kościół tu bajeruje nas i (co liczy się jakby na
                          usprawiedliwienie Kościoła:) - także siebie."

                          No cóż, chciałoby się rzec "zyjemy w wolnym kraju" - ilu ludzi tyle opinii. ja
                          nie zgadzam się z Frommem w tej kwestii.
                          • nick3 Re: Rozmowa z katolikiem jak z chińskim dyplomatą 27.02.07, 20:21
                            yogisia napisała:

                            > Raczej człowiek absolutnie przekonany o swojej racji.
                            > "Tylko u katolików jest to cnotą?:)"
                            >
                            > Nie jest to w ogóle ani cnotą ani wadą.

                            Jest to wadą o tyle, o ile owa własna racja wyklucza inne spojrzenia na sprawę.
                            Uniemożliwia to bowiem inny niż instrumentalizujący stosunek do myślących
                            inaczej (dlatego nie przypadkiem użyłaś wobec mnie zwrotu "absolutnie
                            przekonany o swojej racji" jako zarzutu.

                            > "dyskredytacja człowieczeństwa odmawiających akceptacji danych nauk"
                            >
                            > Kościół ich nie dyskredytuje.

                            Kościół tu inteligentnie lawiruje (czego twoje posty są przykładem:) (coś tak,
                            jak Żydów nie dyskredytował, tylko modlił się aż do SWII "za perfidnych żydów" -
                            skąd zapiekły antysemityzm - choćby na forum.gazeta.pl - tylu pamiętających
                            tradycję katolików?:)



                            Już pisałam, że nawet jeśli kościół twierdzi, że
                            > poza nim nie ma zbawienia ale nie oznacza to, że poza kościołem jest tylko
                            > potępienie. Ciebie to nie przekonuje - ok - pas, nie mam dowodów na
                            > udowodnienie tego (tym bardziej, ze to nie opinia a informacja). Ale przecież
                            > skoro dyskutujesz z "doktryną samą w sobie" a nie wynaturzeniami wyznawców to
                            > powinieneś takie info po prostu przyjąć do wiadomości, nieprawdaż?

                            Jakie "info", moja droga? "Trzecie miejsce" oprócz zbawienia i potępienia? Ma
                            mi zamknąć usta jakaś niesprecyzowana 'opinio theologica' o niejasnym statusie?
                            Pamiętasz 'cztery sprawy ostateczne człowieka' z katechizmu? Śmierć, Sąd,
                            Piekło, Niebo (i czyściec jako stan przejściowy).

                            Poza tym ty ciągle nie rozumiesz podejścia do działania doktryny rozpatrywanego
                            z punktu widzenia skutków psychicznych!:)

                            (W tym sensie nie interesuje mnie doktryna "sama w sobie", lecz raczej sposób
                            jej działania w jej rzeczywistej roli psychologicznej)

                            Cóż z tego, że Kościół znajdzie sobie alibi przed zarzutem terroryzowania
                            ludzi - w postaci doktryny limbusu (o ile pamiętam: dla nieochrzczonych
                            niemowląt)? Cóż z tego nawet, jeśli rozciagnie tę możliwość na niektórych
                            dorosłych?

                            Idzie o rzeczywisty skutek psychologiczny, jaki ta nauka musi wywrzeć na
                            człowieku, do którego właśnie jest kierowana!

                            Czy tworzy mu ona prawdopodobieństwo emocjonalne, że jak odmówi przyjęcia tej
                            wiary, to trafi pewnie do limbusu?:)))

                            Otóż mam dobre racje, by sądzić że - nie:)

                            A jest to dyskredytacją człowieczeństwa odmawiającego przyjęcia wiary, bo Sąd o
                            ile mi wiadomo jest "sądem sprawiedliwym", w którym każdy ma to, na co sobie
                            zasłużył. Odmawiający nawrócenia więc - choć się tego oczywiscie nigdy nie mówi
                            na głos - jest zbrodniarzem (choć narazie w "zawieszeniu", bo przecież jeszcze
                            może się nawrócić:)

                            Otóż to jest sekta! (Choć tych, których psychologicznie "uchwyci", trzyma na
                            wystarczająco długim łańcuchu, by nie rzucał się on społeczeństwu w oczy:)

                            > "Kościół twierdzi, że zakazuje aborcji a nawet antykoncepcji ze względu
                            > na "świętość życia".To, co twierdzi Fromm to, że z punktu widzenia głębszych,
                            > psychicznych zamiarów Kościół tu bajeruje nas i (co liczy się jakby na
                            > usprawiedliwienie Kościoła:) - także siebie."
                            >
                            > No cóż, chciałoby się rzec "zyjemy w wolnym kraju" - ilu ludzi tyle opinii.
                            ja
                            > nie zgadzam się z Frommem w tej kwestii.


                            Powoływanie się na "wolność", nie jest zbyt mocną strategią argumentacyjną:)

                            Ale przyjdę ci w sukurs. Oprócz wolności obywatelskiej masz w tej kwestii
                            wolność intelektualną.

                            Rzeczywiście ten fragment z Fromma nie dostarcza nieodpartych argumentów za
                            tym, że tak rzeczywiście jest.

                            Wkleiłem go tylko po to, by pokazać jak można myśleć. I za jaką zgrubsza wizją
                            istoty chrześcijaństwa będę zbierał argumenty.

                            Nauka humanistyczna zawsze pozostaje domeną wolności ("arbitralności",
                            powiedziałby donq, co jednak nie jest tym samym:)

                            Pomimo nagromadzanych przykładów, analogii, etc., człowiek ostatecznie
                            przekonuje się sam, "rozważywszy rzecz w sercu swoim".

                            Nie ma więc tak wymaganych przez donqa dododów dedukcyjnych, "more geometrico" -
                            jest tylko "lewackie blablanie".

                            Jest go jednak wystarczająco dużo, by móc się nim rzetelnie "odurzyć":)
                            • yogisia Re: Rozmowa z katolikiem jak z chińskim dyplomatą 27.02.07, 22:58
                              Pas. Nie dlatego, żeby mnie nie pociągała dyskusja ale z powodu następującej
                              wymiany zdań:
                              - No i co to za dyskusja! Nie odpowiadasz na moje pytania a już wklejasz
                              kolejne fragmenty do nowych wątków...
                              - Ani chybi, wariat:)
                              - Raczej człowiek absolutnie przekonany o swojej racji.
                              - Tylko u katolików jest to cnotą?:)
                              - Nie jest to w ogóle ani cnotą ani wadą.
                              - Jest to wadą o tyle, o ile owa własna racja wyklucza inne spojrzenia na
                              sprawę. Uniemożliwia to bowiem inny niż instrumentalizujący stosunek do
                              myślących inaczej (dlatego nie przypadkiem użyłaś wobec mnie zwrotu "absolutnie
                              przekonany o swojej racji" jako zarzutu.

                              .... "dlatego nie przypadkiem użyłaś wobec mnie zwrotu "absolutnie przekonany o
                              swojej racji" jako zarzutu". Otóz nie użyłam go jako zarzutu. Nie wiem co
                              chcesz osiągnąć imputując mi swoje własne przekonania. Skoro wiesz lepiej niż
                              ja sama co myślę, to po co ta rozmowa - sam możesz sobie odpowiadać na własne
                              posty. To nie jest rozmowa. Dobranoc.
                              • nick3 Re: Rozmowa z katolikiem jak z chińskim dyplomatą 28.02.07, 00:03
                                > Skoro wiesz lepiej niż
                                > ja sama co myślę, to po co ta rozmowa

                                Nie wiem lepiej niż ty sama, co myślisz, ale mogę, być może, uświadomić ci, co
                                mówisz (dajesz do zrozumienia), nawet nie zdając sobie do końca z tego sprawy.

                                > - No i co to za dyskusja! Nie odpowiadasz na moje pytania a już wklejasz
                                > kolejne fragmenty do nowych wątków...

                                To był zarzut (nieprawdaż?:)

                                > - Ani chybi, wariat:)

                                To była próba wydobycia niepowiedzianej wprost konkluzji, do której zdawał się
                                zmierzać twój zarzut.

                                > - Raczej człowiek absolutnie przekonany o swojej racji.

                                To było zakwestionowanie mojego odczytania tej konkluzji, przez podanie innej
                                konkluzji, do której zmierzał twój - przypominam - ZARZUT.

                                Konkluzją zarzutu też jest zarzut.

                                Ponadto fraza "człowiek absolutnie przekonany o swojej racji" jest w naszej
                                dość już liberalnej i pluralistycznej kulturze (ach, niestety!) określeniem
                                pejoratywnym.


                                Ponadto, to ja mam prawo mieć ci za złe, że zaprzeczasz wszystkiemu, co ci
                                stawiać przed oczy. Tego - "nie ma". Tamtego - "nie ma". Problemu - nie ma.


                                Uważam, że rozmawiałaś mniej fair ode mnie i to ja ewentualnie mógłbym czuć się
                                zniecierpliwiony.

                                Trochę, niestety, robisz teatr.
                                • yogisia Re: Rozmowa z katolikiem jak z chińskim dyplomatą 28.02.07, 09:47
                                  Jak zwykle wiesz lepiej :))))
                                  • nick3 Re: Rozmowa z katolikiem jak z chińskim dyplomatą 28.02.07, 15:37
                                    Mimo wszystko, pozdrawiam:)
              • gregorsamsa Re: Odniesiecie się wprost do moich postów o reli 27.02.07, 01:10
                "2. Co masz na myśli mówiąc, że NT jest przemocą psychologiczną?"

                Moze sprobuje wyreczyc nicka 3.
                Otoz takie np. "blogoslawieni, ktorzy nie widzieli i uwierzyli".
                Najpierw uwierz! Nie pytaj o dowody, uwierz.
                Bo jak nie, to bedzie "placz i zgrzytanie zebow".
                W ogole te grozby wiecznym potepieniem. Jezeli to nie jest "przemoca
                psychologiczna" to ja nie wiem co jest.

                Jakaz roznica do Bhagavadgity, gdzie Krishna wprawdzie tez chce, zeby w niego
                wierzyc ale uznaje i inne drogi zbawienia, nie szantazuje straszac wiecznym
                potepieniem i nie kusi takimi glupotami jak cielesne zmartwychwstanie (jedno z
                wymienionych w nikejskim credo kardynalnych chrzescijanskich "prawd" wiary).
                • yogisia Re: Odniesiecie się wprost do moich postów o reli 27.02.07, 11:15
                  Nie zgadzam się z Tobą. "Najpierw uwierz" - no tak, bo to wiara. Natomiast "bo
                  jak nie, to bedzie "placz i zgrzytanie zebow" - to nieprawda! Kontekst znany?
                  Tomasz wkłada rece do ran Jezusa po zmatwychwstaniu i dopiero wtedy wierzy.
                  Jezus mówi "blogoslawieni, ktorzy nie widzieli i uwierzyli" ale nie
                  mówi "przeklęty Tomaszu marsz do piekła". Obalam więc Twój argument. Znajdz nowy
                  • oktawianc Re: Odniesiecie się wprost do moich postów o reli 27.02.07, 11:27
                    Ja jednak nie mam szans na włożenie niczego w jego rany i jak mam uwierzyć?
                    Koniec ze mną. Nawet gdybym uwierzył, musiałbym stać w opozycji do niego.
                    • yogisia Re: Odniesiecie się wprost do moich postów o reli 27.02.07, 12:04
                      W czasie się raczej nie przeniesiesz, fakt. Ale może zobaczysz jakiś inny
                      przejaw działania mocy Bożej - czy ja wiem?
                      Tak czy owak Tomasz powiedział, że uwierzy w zmartwychwstanie jak włoży ręce do
                      ran. Ale mógł oczywiście włożyć i powiedzieć, że Jezus nie umarł, tylko np.
                      popadł w śpiączkę i dlatego i ma rany i żyje. Z tego wynika, ze wiara jednak w
                      pewnym momencie jest konieczna.

                      A dlaczego "Nawet gdybym uwierzył, musiałbym stać w opozycji do niego." -nie
                      rozumiem
                      • gregorsamsa Re: Odniesiecie się wprost do moich postów o reli 27.02.07, 12:44
                        Wiara jest w pewnym sensie zawsze konieczna, takze dla niewierzacych, bo
                        radykalny sceptycyzm prowadzi do absurdu. Dlatego caly czas trzeba przyjmowac
                        zalozenia, ktorych nie da sie udowodnic.
                        Tylko, ze Jezus oczekuje od swoich wyznawcow slepej wiary a nie wiary w rozsadne
                        zalozenia.

                        "> A dlaczego "Nawet gdybym uwierzył, musiałbym stać w opozycji do niego." -nie
                        > rozumiem"
                        To nie jest trudne do zrozumienia. Jak tu nie byc w opozycji do kogos, kto
                        tworzy istnienia po to, by czesc z nich skazywac na wieczne meki.
                        • yogisia Re: Odniesiecie się wprost do moich postów o reli 27.02.07, 19:47
                          "Tylko, ze Jezus oczekuje od swoich wyznawcow slepej wiary a nie wiary w
                          rozsadne zalozenia."

                          Konkrety proszę! Co masz na myśli? Jakie założenia Jezusa sa nierozsądne? No...
                          jest i kwestia rozsadku, kazdy ma swój, to nie wiem, pewnie wszystko jest dla
                          kogoś nierozsądne? Ale - abstrahując od tego - na pewno masz na myśli jakiś
                          konkret.

                          "Jak tu nie byc w opozycji do kogos, kto tworzy istnienia po to, by czesc z
                          nich skazywac na wieczne meki."
                          To Kalwin wymyślił predestynację nie kościół katolicki
                          • gregorsamsa Re: Odniesiecie się wprost do moich postów o reli 27.02.07, 20:13
                            yogisia napisała:

                            > "Tylko, ze Jezus oczekuje od swoich wyznawcow slepej wiary a nie wiary w
                            > rozsadne zalozenia."
                            >
                            > Konkrety proszę! Co masz na myśli? Jakie założenia Jezusa sa nierozsądne? No...
                            >
                            > jest i kwestia rozsadku, kazdy ma swój, to nie wiem, pewnie wszystko jest dla
                            > kogoś nierozsądne? Ale - abstrahując od tego - na pewno masz na myśli jakiś
                            > konkret.
                            >

                            Dziewczyno, kpisz czy o droge pytasz? Znasz pewnie credo nikejskie - to sa
                            fundamentalne zalozenia twojej wiary.
                            To jednak jest cos troche innego przyjecie aksjomatu, ze jezeli a>b i b>c, to
                            a>c niz przyjac zalozenie, ze jest jeden Bog ale w trzech osobach.
                            W pierwszym przypadku nikt, niezaleznie od wychowania i kultury nie jest w
                            stanie wyobrazic sobie, zeby bylo inaczej. W drugim przypadku nikt, oprocz ludzi
                            odpowiednio zdoktrynowanych nie jest w stanie zaakceptowac jako sensowna
                            wypowiedz. Jest cale mnostwo zalozen, ktore jako chrzescijan nalezy przyjmowac a
                            ktore kloca sie z rozsadkiem. Do tego kloca sie tez miedzy soba. Zalozenie, ze
                            Bog jest wszechmocny jest sprzeczne z zalozeniem, ze jest nieskonczenie dobry.
                            O zakladaniu prawdziwosci tych wszystkich cudow, niepokalanych poczec i
                            zmartwychwstan to juz i gadac sie nie chce, takie to niepowazne.


                            > "Jak tu nie byc w opozycji do kogos, kto tworzy istnienia po to, by czesc z
                            > nich skazywac na wieczne meki."
                            > To Kalwin wymyślił predestynację nie kościół katolicki
                            >

                            Nie, nie Kalwin a Augustyn i nie wymyslil a po prostu wyciagnal konsekwencje
                            logiczne z wiary. W sporze o predestynacje to jego adwersarza Pelagiusza kosciol
                            uznal za heretyka a nie Augustyna. Inna sprawa, ze z czasem sam preferowal
                            pelagianizm, nie nazywajac rzeczy po imieniu.

                            Albo Bog wszechmocny, to predestynacja.
                            Albo Bog dobry i chcacy zbawienia wszystkich ale nie wszechmocny.
    • falatowka Siostry Betanki za murem 26.02.07, 19:33
      Kosciol nie reagowal na rydzyka bo bylo im to na reke - no i teraz bedzie coraz
      wiecej samowoli, sekciarstwa i krzywdzenia! Sami sobie nawazyli piwa- tylko
      szkoda, ze odbywa sie to kosztem -w tym przypadku- mlodych dziewczat!!1
      • nick3 "Samowola" 26.02.07, 19:44
        Tak jakby zło polegało na "samowoli", zaś "niesamowola" rozwiazywała wszystkie
        problemy moralne.

        Może warto pomyśleć o sprawie inaczej niż we wdrukowanych przez kościelny język
        schematach?

        Pomyśleć przez chwilę "samowolnie"?:)
        • falatowka Re: "Samowola" 26.02.07, 22:20
          Samowola w moim rozumieniu to raczej co innego niz NIE-wolna wola. Jezeli
          chodzi o slepe bez-zrozumienia nasladownictwo - zgadzam sie z Toba. Byloby
          lepiej dla Polski gdybysmy mysleli "samowolnie" niezaleznie.
        • fletniapana Re: "Samowola" 27.02.07, 00:40
          Co chcesz powiedzieć ? Że Kościołowi brak demokracji ? Że dogmaty i hierarchia
          to przeżytek ? Nikt cię nie zmusza. To prawda, demokracji w Kościele brak (nigdy
          jej nie było, i bardzo dobrze). Ale jest wolność. Nikt ciebie ani innych nie
          zmusza do podporządkowania. Możesz myśleć "samowolnie" i założyć własną religię
          lub sektę. Kościół to nie spółka akcyjna, nie musi dbać krótkoterminowe efekty
          aby zadowolić udziałowców. Żeby było jasne: podporządkowanie nie jest celem. To
          tylko środek.
    • yxcv Siostry Betanki za murem 26.02.07, 19:44
      nacpala sie lub najarala i miala blogi spokoj,dziewczyny co wy tam cpacie?.
    • ateus77 Chrońcie dzieci i młodzież przed klerem!!! 26.02.07, 20:04
      Kler robi dzieciom i młodzieży (gdy ich psychika jest jeszcze bezbronna) takie
      pranie mózgu, że potem człowiek na cała życie jest okaleczony.
    • kruk51 Re: Siostry Betanki za murem 26.02.07, 20:26
      Jest to przypadek nie tak bardzo trudny dla psychiatry, socjologa, pedagoga, tylko
      który się odważy w IV RP. Przypomnijmy znany film na podstawie powieści " Matka Jo
      anna od Aniołów " Tamten przypadek był z przed wieków. A ten obecnie. Dlaczego ?
      Bo w Kościele średniowiecze jest po dziś dzień. Kto tym kobietom pomoże ? Obawiam
      się że nikt. Kto się odważy być mądrym, roztropnym i ludzkim w XXI wieku.
      • bodzanta_pan Re: Siostry Betanki za murem 26.02.07, 20:42
        a może dać im spokój, są inne szaleństwa znacznie groźniejsze bo mają władzę
        od "ludu" i są w dwóch osobach + macierewicz (duch święty ?).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka