Dodaj do ulubionych

ryzyko - jest czy go nie ma?

18.04.12, 20:24
Witam serdecznie. Bardzo się cieszę, że znalazłam na taki rodzaj dyskusji.
Może w takim razie Ktoś z Państwa zechce mi doradzić? Zamieniam mieszkanie, sprawa jest już zaawansowana, 25 - ego tego miesiąca trzy Panie, będące stronami transakcji, ( w tym ja:), spotykają się w BPZM. Ma być chyba podpisywana umowa przedwstępna, która , z tego co wiem, jest już nieodwracalna? Biuro, z Usług Któego korzystam, opiekuje się tą sprawą przez cały czas i oczywiśćie Włąścicielka Biura będzie obecna.
( babskie spotkanie!), jednak ja trafiłam wczoraj w necie na "wyszukiwarkę Pośredników", należącą do Ministerstwa, wyszukuje ona poszczególnych Pośredników na terenie całego kraju. Trzykrotnie nie wyszukała ona mojej Opiekunki, pomimo zastosowania 3 ( kolejno) metod sortowania: po numerze licencji, po nazwisku i po dacie wprowadzenia.
Moje pytania:

1. Jak to rozumieć, czy to oznacza jednoznacznie, że moja Opiekunka działą bez licencji?
2. Najważniejsze: czy ryzykować podpisywanie czegokolwiek w BPZM?
3. Jak w ogole postąpić? Co byście zrobili, bo Poredniczka straszy mnie karą w wysokości dwukrotnośći prowizji ( 6 tys), jeżeli to ja zerwę umowę....

co robić? Będę b wdzięczna za wszystkie posty...
Obserwuj wątek
    • jeepwdyzlu Re: ryzyko - jest czy go nie ma? 18.04.12, 20:45
      1.Pewnie NIE jest pośrednikiem. Zapytaj o to i poproś o okazanie licencji.
      2.Nie ma? Niedobrze. Z drugiej strony - to nie oznacza, że transakcję należy wyrzucić na śmietnik.
      3.Straszenie opłatami za wycofanie się z transakcji PRZED podpisaniem umowy przedwstępnej jest sygnałem niepokojącym.

      Czy jest ryzyko?
      Nie wiadomo - nic nie napisałaś o samej transakcji, zamienianych nieruchomościah, ich stanach prawnych itd...

      pozdro
      jeep
      • 5izabela20 Re: ryzyko - jest czy go nie ma? 18.04.12, 20:49

        Co do mieszkań, to jest ich 3. stan prawny: komunalne ( wszystkie). Pani Z wchodzi na moje miejsce, a ja idę na miejsce innej Pani . Strasznie się obawiam, że jak już podpisze cokolwiek w BPZM, to rzecz jest nie do odkręcenia później, gdyby coś nie wyszło.... bo dokumenty podpisywane w BPZM mają już chyba charakter "nieodwracalny"? I co, jeżeli Kontrahentka A wejdzie "na" moje mieszkanie, a ja nowego nie dostanę ( tzn, nie będę mogła tam zamieszkać...?) Mam totalny chaos, nie wiem, co robić... boję się, że pójdę pod most.. no, bo jak Kontrahentka A dostanie decyzję na moje mieszkanie, a ja nowej nie otrzymam?
        • jeepwdyzlu Re: ryzyko - jest czy go nie ma? 18.04.12, 22:58
          Musisz zapytać w gminie (właściciel mieszkania) - czy znają i aprobują działania BPZcoś tam
          Poproś PRZED podpisaniem czegokolwiek o projekt umowy i koniecznie pokaż go prawnikowi. Zapłacisz za opinię 200, 300 zł trudno - to jest KONIECZNE.
          Żebyś nie wylądowała pod mostem.
          Pozdro
          jeep
          • 5izabela20 Re: ryzyko - jest czy go nie ma? 19.04.12, 05:22
            niestety nie mam "200, 300". Nawet, jeżeli to konieczne. Też tak zresztą myślę. Pozdrawiam
            • jeepwdyzlu Re: ryzyko - jest czy go nie ma? 19.04.12, 09:11
              5izabela!
              poszukaj wśród znajomych jakiegoś prawnika
              albo instytucji non profit pomagającej prawnie obywatelom bez środków na prawnika
              ZACZNIJ od urzędników miejskich - poproś o pomoc - tam też pracują ludzie.
              I na razie NIC nie podpisuj.
              Natomiast zażądaj umowy przedwstępnej do analizy.
              jeep
              • 5izabela20 Re: ryzyko - jest czy go nie ma? 19.04.12, 20:21
                Wielkie dzięki, na pewno tak zrobię!
                I napiszę, co wynikło z tej analizy. Jeszcze raz dziękuję :))
    • bezpocztyonline Re: ryzyko - jest czy go nie ma? 18.04.12, 23:59
      5izabela20 napisała:

      > trafiłam wczoraj w necie na "wyszukiwarkę Pośredników", należącą do Ministerstwa,
      > wyszukuje ona poszczególnych Pośredników na terenie całego kraju. Trzykrotnie nie
      > wyszukała ona mojej Opiekunki, pomimo zastosowania 3 ( kolejno) metod sortowania: po > numerze licencji, po nazwisku i po dacie wprowadzenia.

      A zjechałaś strzałką w dół?
      Wyszukiwarka na stronie ministerstwa wyniki wyszukiwania podaje zwykle tak, że żeby je zobaczyć trzeba na prawym pasku zjechać strzałką w dół.

      Jeśli mimo to wyników nie podano, może to znaczyć, że:
      - albo nie ma licencji
      - albo jest asystentką licencjonowanego pośrednika (to niech on będzie też na umowie)
      - albo dostała licencję niedawno tak, że jeszcze na stronie ministerstwa nie widnieje (do miesiąca-dwóch może się tak zdarzyć)

      > Moje pytania:

      > 2. Najważniejsze: czy ryzykować podpisywanie czegokolwiek w BPZM?

      A co za umowa i dlaczego umowa przedwstępna miałaby być nieodwracalna?

      > 3. Jak w ogole postąpić?

      A samej się nie da wcześniej wyjaśnić wszystkiego w gminie?

      > Co byście zrobili, bo Poredniczka straszy mnie karą w
      > wysokości dwukrotnośći prowizji ( 6 tys), jeżeli to ja zerwę umowę....

      ??? Ciekawostka. A jest coś takiego w umowie pośrednictwa? A numer licencji tam jest? A może ta pani tę licencję pokazać?

      Ogólnie rzecz biorąc jeepwdyzlu ma rację. Prawnika i niech ogląda umowy. I pogadać w urzędnikami właściwymi w kwestii zamiany mieszkań komunalnych.
      • 5izabela20 Re: ryzyko - jest czy go nie ma? 19.04.12, 05:12
        Zjechaam strzałką w dół, tak. :) Nie znalazłam Babki. W umowie figuruje tylko ona, bez żądnego drugiego Pośrednika i podany jest też ten numer licencji...

        Z tego, co wiem, jak podpisze się umowę przedwstępną, to już "klamka zapada", jak to sie mówi... i czy Pośredniczka jest w porządku, czy nie, mieszkanie chyba muszę zdać, bo umowę podpisałam przecież ja, a nie Pośredniczka?...

        W umowie nie piszą coprawda o dwukrotności prowizji, ale jest wzmianka tego typu, że nie wolno wręcz palcem kiwnąć bez zgodyBiura.
        Rodzaj ubezwłasnowolnienia.
        I to do tego stopnia, że moja kochana P Pośrednik zrobiła mi karczemną awanturę , kiedy któegoś dnia zachciało mi się ja sprawdzać... w sposób, o którym właśnie piszesz :) pozdrawiam
        • bezpocztyonline Re: ryzyko - jest czy go nie ma? 19.04.12, 14:10
          5izabela20 napisała:

          > Zjechaam strzałką w dół, tak. :) Nie znalazłam Babki. W umowie figuruje tylko o
          > na, bez żądnego drugiego Pośrednika i podany jest też ten numer licencji...


          Ale jak wyszukujesz po numerze licencji to nie masz żadnych wyników wyszukiwania? Czy wyskakuje ci po prostu jakieś inne nazwisko?

          Hm... To dziwne co najmniej. A może ona jest nie pośrednikiem a zarządcą?

          www.transport.gov.pl/2-482c0ddde037d.htm
          albo rzeczoznawcą?

          www.transport.gov.pl/2-482c0de8bcdd4.htm
          Jeśli nie ma jej w żadnym rejestrze, nie okaże licencji, ale numer licencji (fałszywy lub nie istniejący) podała w umowie to się to kwalifikuje do doniesienia do prokuratury jako jawne oszustwo. Podać numer licencji, jeśli się licencji nie ma, to jednak nie to samo, co działać na dziko bez licencji licząc na to, że klientom to przeszkadzać nie będzie.

          > Z tego, co wiem, jak podpisze się umowę przedwstępną, to już "klamka zapada",


          Niekoniecznie. Nie zajmuję się akurat zamianami komunalnych nieruchomości, ale umowa przedwstępna co do swojej zasady tym się różni od umowy przyrzeczonej, że można od niej odstąpić, nawet jeśli jest to związane z jakimiś kosztami (utrata zadatku lub kara umowna lub słuszne odszkodowanie dla drugiej strony, jeśli poniosła ona wymierne straty dlatego, że liczyła na dotrzymanie umowy).
          I dlaczego w ogóle jest to jakaś umowa przedwstępna? Czego brakuje, że nie można zawrzeć od razu umowy zamiany? A w ogóle zgoda gminy (zarządcy mieszkań komunalnych, czy jak się ta instytucja nazywa) na zamianę tych konkretnie mieszkań jest?
          Jeepwdyzlu ma tu absolutną rację: zapytać urzędników właściwych, czy wszystko jest OK i jak oni tę potrójną zamianą widzą. I tak trzeba to załatwić za ich zgodą, a nie przed nimi ukrywać.

          > W umowie nie piszą coprawda o dwukrotności prowizji, ale jest wzmianka tego typ
          > u, że nie wolno wręcz palcem kiwnąć bez zgodyBiura.

          Nie ma w umowie kary umownej = nie istnieje kara umowna.
          Nawiasem mówiąc, niektóre kary umowne są prawnie niedozwolone (czyli nie mają mocy prawnej, nawet jeśli w umowie ktoś taką karę umieścił).
          Ale w tym przypadku jeśli kary nie ma w umowie, to w ogóle nie ma tematu.
          A wzmianki to i ja w swoich umowach mam. Za to nie mam kar i tłumaczę klientom zawsze, że dla ich własnego dobra i sprawnej współpracy proszę, by jednak punkty o współpracy stosowali. I stosują. Najczęściej. Ale do głowy by mi nie przyszło z nagła frant straszyć klientkę jakąś karą umowną, skoro jej w umowie nie umieściłam.

          > Rodzaj ubezwłasnowolnienia.
          > I to do tego stopnia, że moja kochana P Pośrednik zrobiła mi karczemną awanturę
          > , kiedy któegoś dnia zachciało mi się ja sprawdzać...

          Hm... Też nie lubię, gdy klienci okazują mi brak zaufania, ale to mój po prostu dyskomfort. Pytać mają prawo, a ja mam obowiązek wykazać się na ich żądanie licencją, ubezpieczeniem OC, wykazać, jakie działania dla nich podjęłam/podejmuję, jaki jest stan sprawy etc. Swoje humory może sobie pani pośrednik schować do kieszeni, a licencję okazać powinna. Łaski nie robi.

          To, że akurat ta pośredniczka nie ma licencji (jeśli jej rzeczywiście nie ma), samo w sobie jeszcze nie musi to oznaczać, że ta konkretna zamiana miałaby być niebezpieczna.

          Najlepiej po prostu uderz do właściwych urzędników. No i fakt, że prawnik by się przydał, jeśli nie masz pośrednika, do którego mogłabyś mieć zaufanie.
          Ale nawet sami urzędnicy też być może mogą wystarczyć.
          Chodzi przecież o ustalenie konkretnie, jak ma wyglądać ta zamiana i czy mieszkania nie są obciążone, a jeśli są, to kto i jakie ciężary ponosi.
          • jeepwdyzlu Re: ryzyko - jest czy go nie ma? 19.04.12, 14:14
            bezpoczty
            te "umowy" w dupę można wsadzić
            najemcy mogą się drapać w dupę a nie dysponować lokalami...
            Widziałem tego typu umowy, to żenada najczęściej...
            jeep
            • bezpocztyonline Re: ryzyko - jest czy go nie ma? 19.04.12, 14:34
              jeepwdyzlu napisał:

              > bezpoczty
              > te "umowy" w dupę można wsadzić
              > najemcy mogą się drapać w dupę a nie dysponować lokalami...
              > Widziałem tego typu umowy, to żenada najczęściej...
              > jeep

              Przecież te umowy są zapewne z gminą podpisywane?
              W Warszawie np. ich urzędy dzielnicowe prowadzą same oferty mieszkań komunalnych do zamiany i same te zamiany przeprowadzają. Widziałam kiedyś taki urzędowy wykaz mieszkań do zamiany.
              Nie wierzę, by to, co miała zamiar zrobić autorka wątku, to były umowy pomiędzy samymi lokatorami

              Ale sama się takimi sprawami nie zajmuję, fakt.
          • 5izabela20 Re: ryzyko - jest czy go nie ma? 19.04.12, 19:35
            bezpocztyonline napisała:

            > 5izabela20 napisała:
            >
            > > Zjechaam strzałką w dół, tak. :) Nie znalazłam Babki. W umowie figuruje t
            > ylko o
            > > na, bez żądnego drugiego Pośrednika i podany jest też ten numer licencji.
            > ..
            >
            >
            > Ale jak wyszukujesz po numerze licencji to nie masz żadnych wyników wyszukiwani
            > a? Czy wyskakuje ci po prostu jakieś inne nazwisko?


            Wyświetla się komunikat" brak wyników wyszukiwania". :)
            >
            > Hm... To dziwne co najmniej. A może ona jest nie pośrednikiem a zarządcą?
            >
            > www.transport.gov.pl/2-482c0ddde037d.htm
            > albo rzeczoznawcą?
            >

            O własnie z tej strony korzystałam...
            > www.transport.gov.pl/2-482c0de8bcdd4.htm
            > Jeśli nie ma jej w żadnym rejestrze, nie okaże licencji, ale numer licencji (fa
            > łszywy lub nie istniejący) podała w umowie to się to kwalifikuje do doniesienia
            > do prokuratury jako jawne oszustwo. Podać numer licencji, jeśli się licencji n
            > ie ma, to jednak nie to samo, co działać na dziko bez licencji licząc na to, ż
            > e klientom to przeszkadzać nie będzie.
            >
            > > Z tego, co wiem, jak podpisze się umowę przedwstępną, to już "klamka zapa
            > da",
            >
            >
            > Niekoniecznie. Nie zajmuję się akurat zamianami komunalnych nieruchomości, ale
            > umowa przedwstępna co do swojej zasady tym się różni od umowy przyrzeczonej, że
            > można od niej odstąpić, nawet jeśli jest to związane z jakimiś kosztami (utrat
            > a zadatku lub kara umowna lub słuszne odszkodowanie dla drugiej strony, jeśli p
            > oniosła ona wymierne straty dlatego, że liczyła na dotrzymanie umowy).
            > I dlaczego w ogóle jest to jakaś umowa przedwstępna?



            Nie mam pojecia, wszystko odbywa się poza mną. Ja przychodzę jakby na "gotową sytuację", tylko czy później nie wynikną z niej dla mnie kłopoty??

            Czym się różni umowa przyrzeczona od przedwstępnej?

            Czego brakuje, że nie możn
            > a zawrzeć od razu umowy zamiany? A w ogóle zgoda gminy (zarządcy mieszkań komun
            > alnych, czy jak się ta instytucja nazywa) na zamianę tych konkretnie mieszkań j
            > est?
            > Jeepwdyzlu ma tu absolutną rację: zapytać urzędników właściwych, czy wszystko j
            > est OK i jak oni tę potrójną zamianą widzą. I tak trzeba to załatwić za ich zgo
            > dą, a nie przed nimi ukrywać.
            >

            Nie ukrywam niczego, ale na teraz nie wiem jeszce co sądzić o całym postępowaniu mojej Pośredniczki, więc i ja też nie chciałabym jej "wyrolowac".


            > > W umowie nie piszą coprawda o dwukrotności prowizji, ale jest wzmianka te
            > go typ
            > > u, że nie wolno wręcz palcem kiwnąć bez zgodyBiura.
            >
            > Nie ma w umowie kary umownej = nie istnieje kara umowna.
            > Nawiasem mówiąc, niektóre kary umowne są prawnie niedozwolone (czyli nie mają m
            > ocy prawnej, nawet jeśli w umowie ktoś taką karę umieścił).
            > Ale w tym przypadku jeśli kary nie ma w umowie, to w ogóle nie ma tematu.
            > A wzmianki to i ja w swoich umowach mam. Za to nie mam kar i tłumaczę klientom
            > zawsze, że dla ich własnego dobra i sprawnej współpracy proszę, by jednak punkt
            > y o współpracy stosowali. I stosują. Najczęściej. Ale do głowy by mi nie przysz
            > ło z nagła frant straszyć klientkę jakąś karą umowną, skoro jej w umowie nie um
            > ieściłam.
            >
            > > Rodzaj ubezwłasnowolnienia.
            > > I to do tego stopnia, że moja kochana P Pośrednik zrobiła mi karczemną aw
            > anturę
            > > , kiedy któegoś dnia zachciało mi się ja sprawdzać...
            >

            To jest troszkę kwestia psychologiczna, bo obecna syttuacja, jeżeli coś będzie nie tak, wymagać będzie "postawienia sprawy na ostrzu noża", a ja nawet nie bardzo wiem, jak by si ę do tego zabrać...


            > Hm... Też nie lubię, gdy klienci okazują mi brak zaufania, ale to mój po prostu
            > dyskomfort. Pytać mają prawo, a ja mam obowiązek wykazać się na ich żądanie li
            > cencją, ubezpieczeniem OC, wykazać, jakie działania dla nich podjęłam/podejmuję
            > , jaki jest stan sprawy etc. Swoje humory może sobie pani pośrednik schować do
            > kieszeni, a licencję okazać powinna. Łaski nie robi.

            Wiesz, to jest całkiem zrozumiałe, nikt nielubi braku zaufania. Ale Do zaistnienia zaufania muszą najpierw być podstawy, jeżeli ich nie ma, to tym samym są podstawy do jego braku..wiem jedno: nie ma żadnych dowodów "papierowych", na to, że istotnie przejdę do drugiego mieszkania. Cała sprawa odbywa się, jak dotąd, między mną a Panią, wchodząća na moje mieszkanie. Czy to nie może budzić obiekcji>?/
            >
            > To, że akurat ta pośredniczka nie ma licencji (jeśli jej rzeczywiście nie ma),
            > samo w sobie jeszcze nie musi to oznaczać, że ta konkretna zamiana miałaby być
            > niebezpieczna.
            >
            > Najlepiej po prostu uderz do właściwych urzędników. No i fakt, że prawnik by si
            > ę przydał, jeśli nie masz pośrednika, do którego mogłabyś mieć zaufanie.
            > Ale nawet sami urzędnicy też być może mogą wystarczyć.
            > Chodzi przecież o ustalenie konkretnie, jak ma wyglądać ta zamiana i czy mieszk
            > ania nie są obciążone, a jeśli są, to kto i jakie ciężary ponosi.


            W ADM - ie docelowym twierdzą, że zadłużenia nie ma, ale co np z zakładem energetycznym, innymi Usługodawcami - tego już nie wiem i nie mam możliwości, zdaje się , sprawdzić. Bo jestem hamowana przez Panią M, ilekroć przyjdzie mi do głowy próbować cokolwiek sprawdzić...
            • bezpocztyonline Re: ryzyko - jest czy go nie ma? 19.04.12, 22:11
              5izabela20 napisała:


              > W ADM - ie docelowym twierdzą, że zadłużenia nie ma

              Czyli wiesz, które mieszkanie masz przejąć.

              > ale co np z zakładem energetycznym, innymi Usługodawcami - tego już nie wiem i nie mam > możliwości, zdaje się , sprawdzić.

              Z dostawcami mediów zawierasz umowę ty jako ty, ale musisz się wykazać tytułem prawnym do lokalu (którego na razie jeszcze nie masz). Twój tytuł prawny to będzie twoja umowa najmu na nowe mieszkanie. Przy przekazywaniu lokalu podpisujecie na odpowiednich blankietach (od dostawców mediów) informacje o dacie przejęcia lokalu, o numerach liczników, o stanie liczników, o danych dotychczasowego lokatora (do ewentualnych rozliczeń w przypadku nadpłat/niedopłat), oraz twoje dane. Być może będzie ktoś z energetyki osobiście do sprawdzenia licznika. Wtedy zawrą z tobą umowę, ale ty będziesz miała już czyste konto. Jeśli chodzi o wodę czy gaz: tym najczęściej się zajmuje zarządca, więc taki protokół przekazania będzie pod dyktando zarządcy sporządzany. Zobowiązania poprzednich lokatorów zostaną ich imiennie zobowiązaniami, pd warunkiem jednak, że na protokołach będą widniały właściwe stany liczników i będą wszystkie konieczne podpisy.

              Umowa przedwstępna - jak sama nazwa wskazuje - jest umową zobowiązującą do zawarcia umowy właściwej w przyszłości dopiero. Umowa przyrzeczona jest umową właściwą.

              Na przykład: chcesz kupić mieszkanie, ale nie masz na to wystarczająco dużo pieniędzy.

              Albo: sprzedający ma na zbyciu mieszkanie, ale tak naprawdę odziedziczył je po rodzicach, postępowania spadkowego jeszcze nie zrobił, więc choć ustawowo jest jedynym spadkobiercą, to jednak potwierdzenia w dokumentach jeszcze nie ma.

              W obu powyższych przypadkach możecie zawrzeć umowę przedwstępną, ale nie możecie jeszcze zawrzeć umowy właściwej.

              W pierwszym przypadku po umowie przedwstępnej idziesz do banku i starasz się o kredyt na zakup tej nieruchomości, jeśli bank kredyt ci przyzna i zawrze z tobą umowę kredytową, wtedy dopiero możesz przystępować do umowy właściwej (przyrzeczonej), bo będziesz mogła zapłacić cenę sprzedaży posiłkując się kredytem bankowym.

              W drugim przypadku sprzedający po umowie przedwstępnej pędzi do sądu lub do notariusza, by uzyskać postanowienie sądu o nabyciu spadku/notarialne poświadczenie dziedziczenia i dopiero z tym dokumentem może zawrzeć umowę przyrzeczoną (właściwą umowę sprzedaży nieruchomości). Bo dopiero wtedy może wykazać z dokumentów swoje oczywiste prawo własności.

              Tutaj piszesz o przedwstępnej umowie zamiany, więc pytam, co ma być załatwione po tej umowie, a przed samą właściwą umową zamiany?
              • 5izabela20 Re: ryzyko - jest czy go nie ma? 19.04.12, 22:16
                Podobno, po kolejnym "nabozeństwie" w BPZM ( wiem, co mówię;), i podpisywaniu papierów, ma być do trzech ADM -ów wysłane jakieś skierowanie, na podstawie którego można będzie podpisać umowę najmu....
                • bezpocztyonline To BPZM to komórka gminna? 20.04.12, 08:15
                  5izabela20 napisała:

                  > Podobno, po kolejnym "nabozeństwie" w BPZM

                  To takie coś?

                  bip.uml.lodz.pl/index.php?str=208
                  Jeśli tak, to nie są to pośrednicy, tylko komórka gminna, czyli właścicielska.

                  Nazywają się, jak się nazywają, ale pośrednik pośredniczy pomiędzy innymi osobami, czyli nie "pośredniczy" sam sobie. Jeśli działa jako pośrednik, to sam nie może być stroną transakcji. Jeśli sam jest stroną transakcji, to nie jest wtedy pośrednikiem, tylko kontrahentem.

                  Taka komórka to pracownicy właściciela, reprezentują jego. Nie są pośrednikami. Nie muszą mieć licencji (tu akurat jedna z tych osób ma. Ale nie musi).
                  • 5izabela20 Re: To BPZM to komórka gminna? 20.04.12, 13:36
                    bezpocztyonline napisała:

                    > 5izabela20 napisała:
                    >
                    > > Podobno, po kolejnym "nabozeństwie" w BPZM
                    >
                    > To takie coś?

                    dokładnie tak! ( odnośnie linku) ;))
                    >
                    > bip.uml.lodz.pl/index.php?str=208
                    > Jeśli tak, to nie są to pośrednicy, tylko komórka gminna, czyli właścicielska.
                    >
                    > Nazywają się, jak się nazywają, ale pośrednik pośredniczy pomiędzy innymi osoba
                    > mi, czyli nie "pośredniczy" sam sobie. Jeśli działa jako pośrednik, to sam nie
                    > może być stroną transakcji. Jeśli sam jest stroną transakcji, to nie jest wtedy
                    > pośrednikiem, tylko kontrahentem.
                    >
                    > Taka komórka to pracownicy właściciela, reprezentują jego. Nie są pośrednikami.
                    > Nie muszą mieć licencji (tu akurat jedna z tych osób ma. Ale nie musi).


                    Firma w każdym razie podaje w umowie licencję, której chyba główna wyszukiwarka w kraju nie wyszukuje. I sama też Pani M Siebie nazywa Pośredniczką. pozdrawiam ;)
                    • bezpocztyonline Re: To BPZM to komórka gminna? 20.04.12, 16:59
                      5izabela20 napisała:

                      > bezpocztyonline napisała:
                      >
                      > > 5izabela20 napisała:
                      > >
                      > > > Podobno, po kolejnym "nabozeństwie" w BPZM
                      > >
                      > > To takie coś?
                      >
                      > dokładnie tak! ( odnośnie linku) ;))
                      > >
                      > > bip.uml.lodz.pl/index.php?str=208

                      > Firma w każdym razie podaje w umowie licencję, której chyba główna wyszukiwark
                      > a w kraju nie wyszukuje. I sama też Pani M Siebie nazywa Pośredniczką. pozdraw
                      > iam ;)

                      Hm.. Raczej pani S z tych wszystkich tam podanych ma licencję.
                      Ale to nie ma właściwie znaczenia.
                      Odsyłaliśmy ciebie do urzędników, a ty rzeczywiście jesteś w ich rękach.

                      Nie rozumiem wprawdzie pojęcia prowizji, skoro urząd postanowił ułatwić swoim najemcom życie (a i sobie samemu też) i pomóc im zamieniać mieszkania w ich zasobach.
                      Ale to już szczegół. Robią, jak robią. Są gminą po prostu.

                      Panią M przeproś i rób, co doradza. Co nie zmienia faktu, że umowę warto przeczytać uważnie słowo po słowie i spróbować zrozumieć, zanim się ją podpisze.
                      • 5izabela20 Re: To BPZM to komórka gminna? 20.04.12, 21:53
                        Hm...nie wiem, czy się dobrze zrozumieiśmy. Zamiana nie odbywa się w ramach zasobów BPZM, tylko jest to jeden z etapów. BPZM nie jest moim "Opiekunem" w tej sprawie i nie to Biuro miałam na myśli.
                        BPZM jest stałym elementem postępowania w przypadku zamiany, ponieważ m.in, opiniuje samą zamianę. Ale sprawa trafia tam, gdy jest już zaawansowana.
                        A moim reprezentantem w BPZM jest inne Biuro, zajmujące się w ogóle nieruchomosciami, a nie tylko ich zamianami. Moja Pośredniczka też w BPZM nie pracuje, chyba mylnie skojarzyłeś Panią M... pozdrawiam
                      • 5izabela20 Re: To BPZM to komórka gminna? 20.04.12, 22:04
                        Pani M w BPZM nie jest "tą Panią M
                        ", o któej cały czas piszę. przypadkowa zbieżnosć. Zresztą nawet nie wiem, jak nazywała się Pani, Która obsługiwała nas w BPZM.
                        I jeszcze raz podkreślam, że zamiana nie dbywa się w ramach zasobów BPZM- Ono po prostu ją opiniuje.;) Każda zamianna , prowadzona przez jakiegokolwiek Pośrednika, musi przejść przez BPZM. Ale to nie oznacza, że Ono ją prowadzi. Inicjatorem jest całkiem inne Biuro, prowadzone przez inną Pośredniczkę w tym wypadku.
                        Dziękuję za poradę
                        • jeepwdyzlu próba podsumowania 21.04.12, 11:45
                          Izabela
                          Zamiana nie jest organizowana przez właściwe wydziały podmiotów komunalnych, tylko prywatną firmę pośredniczącą.
                          Która organizuje nabożeństwa, robi karczemne awantury, nie chce podać nr licencji i odcina Cię od informacji, tak?
                          To uważaj: graj na zwłokę. Zachoruj, albo wyjedź.
                          W międzyczasie - KONIECZNIE pokaż umowę, którą masz podpisywać:
                          a.prawnikowi
                          b.Twojemu Urzędowi Gminy (czy spółce komunalnej administrującej mieszkaniem w którym mieszkasz)
                          c.Odpowiedniej komórce Urzędu Gminy administrującej mieszkaniem DO KTÓREGO chcesz się przeprowadzić (rozumiem, że akcja toczy się w kilku miejscowościach)

                          Nie bój się "zrobić kuku" firmie pośredniczącej
                          • 5izabela20 Re: próba podsumowania 21.04.12, 13:16
                            Cześć Jeep. Nie będzie dopłat. Różnica w czynszu jest za to spora...

                            Przy okazji przypominam, że mail, z którego korzystam, jest grzecznościowy,.
                            Grać na zwłokę? Ale to chyba niezupełnie....poprawne. A umowe można pokazać, tylko, że w ADM-ie ją znają... biuro mojej Pośredniczki ( nie chodzi o BPZM), współpracuje chyba z ADM - em w tej sprawie. pozdrawiam serdecznie
                          • bezpocztyonline Re: próba podsumowania 21.04.12, 13:22
                            Z tego, co zrozumiałam, wszystko się dzieje na terenie jednego miasta.

                            Nie jest to dziwne, bo ludzie się przeprowadzają np. na niższe piętra czasami, z parteru na wyżej, z większych mieszkań na mniejsze lub odwrotnie, zmieniają dzielnice, czy okolice, bo gdzieś wolą bardziej (bliżej do pracy lub okolica sympatyczniejsza).

                            Podobnie, jak właściciele prywatnych mieszkań, lokatorzy mieszkań komunalnych też miewają swoje motywacje do przeprowadzania się.

                            Z tego, co pisze autorka wątku, ma ona kontakt i z osobami z urzędu miejskiego powołanymi do opieki/nadzoru nad takimi chętnymi do zamian lokatorami, ma też kontakt z osobami z urzędnikami zarządzającymi gminnymi mieszkaniami czy budynkami, także tymi, którzy zajmują się mieszkaniem, na które ona ma przejść.

                            Niezależnie od tego, jest jej sprawa prowadzona przez jakąś osobę prowadzącą biuro pośrednictwa, wpisującą w umowy pośrednictwa numer licencji, którego na stronie Ministerstwa znaleźć się nie da i która tej licencji nie okazuje i irytuje się z powodu zadawania pytań (nie wiemy wprawdzie, jakim tonem jej te pytania zadawano).

                            Wydaje mi się, że fakt, iż wszystko jednak się odbywa pod nadzorem właściwych urzędników jest tutaj uspokajający. W zasadzie autorka wątku wie wszystko o mieszkaniu, na które się ma wprowadzić, wie, że nie jest zadłużone, niepokoiły ją tylko media.

                            Ale o rachunkach za prąd zarządca (nawet właściciel mieszkania) przecież nie będzie wiedział, jeśli umowę z energetyką zawierał lokator imiennie na siebie, a tak z pewnością w tym przypadku było.
                            Po jego wyprowadzce nowy lokator zawrze umowę imiennie na siebie z czystym kontem.

                            Podobnie to funkcjonuje przy wynajmach prywatnych. Jeśli lokator (na podstawie umowy najmu) zawrze umowę z energetyką, to nikt nie powie właścicielowi mieszkania, czy jego lokator jest winien energetyce, czy nie. Po wyprowadzce lokatora właściciel może znów zawrzeć umowę z energetyką (musi się na nowo wylegitymować swoim aktem własności) i będzie miał czyste konto. Nie przejmuje długów byłego lokatora. Jeśli oczywiście wykaże w sposób wymagany przez energetykę stan licznika w momencie przejmowania mieszkania.

                            Najlepiej tę kwestię autorka wątku wyjaśni sobie w energetyce.
                            • 5izabela20 Re: próba podsumowania 21.04.12, 13:30
                              Serdecznie dziękuję. ;)) teraz już mam wszystko poukładane, a to dla mnie b ważne.
                              pozdrawiam i raz jeszcze wielkie dzięki.
                              Jeżeli ja mogę jakoś pomóc, to zawsze b chętnie. ;))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka