waldo11
30.08.15, 21:16
Pół roku temu założyłem wątek o podobnym tytule - zainspirowany publikacją w GW planów Ratusza dotyczących zmian w strukturze Urzędu Miasta i planów na bliższą/dalszą przyszłość.
Otworzyć miasto na inwestorów i inne plany Wiceprezydenta
W życiu bym nie pomyślał że wątek będzie żywy przez pół roku. Sam zaglądałem tu w miarę często, pisałem już bardzo rzadko (z braku czasu), ale zbudowany jestem tym, że sprawy miejskie okazały się ważne dla dostatecznie wielu osób aby prowadzić merytoryczną wymianę myśli przez te kilka miesięcy. Pomijam oczywiście wpisy typu: osobiste wycieczki, czy pusta krytyka wynikająca z niezrozumienia tematu albo i nieświadomości własnego braku wiedzy. No cóż, forum jest otwarte i obniżanie poziomu dyskusji przez co niektórych adwersarzy zdarza się. Mówi się trudno i żyje się dalej.
A ponieważ wątek ów osiągnął maksymalną możliwą ilość wpisów (2500 - mocna rzecz) jaką dopuszcza forum GW - sądzę że warto go kontynuować.
Pół roku temu wyrażałem swoje obawy wynikające z likwidacji stanowiska Architekta Miasta oraz zredukowania Wydziału Architektury i Urbanistyki do małej komórki w ramach nowo powołanego Wydziału Rozwoju i Polityki Gospodarczej.
Tak silna marginalizacja sfery urbanistyki i gospodarki przestrzennej już na pierwszy rzut oka wydawała się nieść spore ryzyka, no i chyba wykrakałem: w tzw. "międzyczasie" zostaliśmy uraczeni "projektem" zagospodarowania południowego kawałka Nowego Rynku.
"Projekt" ten powstał w ramach procedury przetargowej a nie konkursu, mało tego - zastosowano tryb zapytania o cenę (jakby chodziło o zakup standaryzowanego produktu: papieru do ksero czy też długopisów). Z definicji "wyproszono" z postępowania bardziej renomowane biura architektoniczne, tudzież architektów obdarzonych talentem i wyobraźnią. Wygrało tanie rzemiosło a może i niżej (chałtura?).
Obrazu dopełnia bezsprzeczny fakt złamania podstawowych ustaleń warsztatów Charette sprzed dwóch lat: objęcia przekształceniami całego placu a nie części (łącznie z pierzejami, pasażem V. Karadzicza, placem przed Teatrem i Hotelem Petropol), zachowanie spójności całego projektu, uporządkowanie własnościowe, i ponad wszystko: zakaz zabudowy, zachowanie placu jako przestrzeni otwartej.
Tymczasem mamy tzw "projekt" średniej jakości skwerku - kupiony ponoć za 18tys. zł - z perspektywą zabudowy (a wiec likwidacji) pozostałej części placu wielką kubaturą (mowa oczywiście o dość szalonym planie wybudowania Filharmonii).
Nie wypalił idiotyczny pomysł budowy na zapleczu kamienicy po Policji na 1 Maja (koszt adaptacji zabytkowego budynku byłby potężny) - to dawaj! gdzie tu by można? O! jest placyk niedaleko - nadałby się !!!.
Niemoc intelektualna autorów takich pomysłów zaczyna być porażająca. Braki wiedzy urbanistycznej na poziomie choćby podstawowym - widoczne na pierwszy rzut oka.
Filharmonia w Płocku to dość pobożne życzenie: wątpliwe jest aby było stać nas na jest budowę, a zwłaszcza późniejsze utrzymanie. Ale pomysł zabudowy jedynego większego placu w centrum miasta jest albo szatański, albo wynika z krańcowej niewiedzy co to jest miasto i jakie jego cechy są niezbędne do budowania jakości życia takiej, aby mieszkańcy chcieli w nim po prostu mieszkać. Bo oprócz aspektów ekonomicznych równie istotne jest prawidłowe kształtowanie przestrzeni. Ochrona przestrzeni otwartych leżących wewnątrz kwartałów ciągłej zabudowy - przed zabudową właśnie - jest podstawą urbanistyki. Znajomość tych podstaw jest obca autorom takich właśnie postrzelonych (można to nazwać dosadniej) pomysłów.
Przypomnę iż jest to już druga próba zabudowy Nowego Rynku ( pierwszą była Galeria Polimeni za poprzedniego prezydenta). Braki wiedzy nie mają wiec konotacji politycznych, ale są niestety dość powszechne.