razdwa12
23.05.02, 14:10
Tekst długi, ale naprawdę dobry.
Zapewne ktoś go zna, nie przeczę.
Jest to opowiesc o najbardziej chyba spektakularnej grupie hackerskiej w
historii Netu oraz najgenialniejszym hackerze wsrod seniorow. Pan Jan S., bo o
nim mowa zaczal sie co prawda interesowac komputerami dopiero w wieku 68 lat
lecz efekty jego zainteresowan przerosly jego nasmielsze oczekiwania. Ale
zacznijmy od poczatku.
- Pamietam jak dzis. To bylo w 1987 roku...bylem wlasnie wtedy na poczcie po
swoja emeryture (u pani Halinki z 3 okienka) kiedy po raz pierwszy zobaczylem
komputer. Stal na biurku przykryty pokrowcem - wspomina pan Jan. Wtedy jeszcze
nic nie wskazywalo na to ze komputery stana sie zyciowym hobby pana Jana.
- W roku 1989 w bibliotece wojewodzkiej, gdzie czesto zagladalem tez byly juz
komputery.. pamietam, ze po raz pierwszy (i ostani) usiadlem wtedy przed
klawiatura. Kompletnie nie wiedzialem co mam zrobic, wiec najpierw przeczytalem
cztery razy to co bylo napisane na monitorze. potem jakos juz poszlo...Tego
samego dnia wypozyczylem ksiazke o rosyjskich maszynach cyfrowych z ktorej
dowiedzialem sie co to jest bit i bajt oraz kto to jest Lenin.
Od tej pory zaczal sie intesywny okres w zyciu pana S. Cale dnie spedzal w
czytelni pochlanialac ksiazki o komputerach, systemach operacyjnych, sieciach
komputerowych, ale nie tylko. W kregu zainteresowan pana Jana znalazla sie
rowniez telefonia i budowa modemow, co zreszta zaowocowalo w pozniejszym czasie
rewolucyjnymi metodami stosowanymi przez grupe "Sendbajt" Ale nie uprzedzajmy
faktow. Na poczatku 1989 roku poznal pan S. niejakiego Mieczyslawa R., rowniez
emeryta, ktory wiekszosc zycia spedzil na instalowaniu sieci telefonicznych
oraz pracy na Strowgerze. Mietek (jak o nim mawial pan Jan) byl wtedy
zgorzknialym 64 letnim emerytem, dysponowal jednak duza wiedza praktyczna i
dlatego wlasnie pan Jan postanowil zawrzec z nim spolke w celu wyciagniecia od
niego mozliwie duzo wiedzy (byc moze juz wtedy istnialy w glowie Jana S. zarysy
szatanskiego planu ktory pozniej przyniosl slawe jemu oraz grupie "Sendbajt").
Kolejny rok pan Jan spedzil razem z Mietkiem na dalszym intensywnym szkoleniu w
bibliotekach i nie tylko. Prenumerata "Bajtka" otorzyla mu oczy na wiele
zagadnien o komputerach o ktorych dotad nie wiedzial nic. Nieodzownym elementem
zycia staly sie nocne rozmowy z Mietkiem przy kubku kakao, w czasie ktorych
prowadzili ozywione duskusje a to o plikach, a to o sytemach Dos, Unix a to o
protokolach sieciowych lub modemowych. Czasami w domu pana Jana pojawiala sie
takze pani Bozenka - zona pana Mietka. Przygotowywala im kakao i przysluchiwala
sie o czym rozmawiaja. Czasem tez zadawala pytania, ktore jednak nie zawsze
mialy sens. Gdzies tak w sierpniu 1990 pan Jan stworzyl swoj pierwszy program -
byl to generator liczb losowych totolotka napisany w basicu commodore 64.
Niestety program istnial tylko na kartce z notesu, a to z tego prostego powodu,
iz pana Jana nie bylo stac nawet na najtanszy komputer 8 bitowy. Pozniej
przyszla nauka assemblera. Okazalo sie ze pan S. ma do tego nadzwyczajny
talent. Juz po miesiacu nauczyl sie wszystkich rozkazow procesora 8086. Po
kolejnych 3 miesiacach zmudnej nauki mial opanowane wszystkie przerwania i byl
w stanie pisac i debuggowac programy w assemblerze i to jedynie za pomoca kilku
kartek papieru kancelaryjnego i olowka z gumka. Kiedy pan Jan dowiedzial sie
juz dostatecznie duzo o komputerach i systemach operacyjnych przyszla pora na
gruntowne studiowanie sieci, zwlaszcza rozleglych. W ciagu pol roku
intensywnego wkuwania polaczonego z cwiczeniami praktycznymi pan Jan zdobyl tak
wiele informacji, ze mogl np. zakodowac dowolny tekst na ciag znakow ASCII po
czym zamienic to na ciag zer i jedynek oraz podzielic na pakiety wyposazone w
sume kontrolna, bity stopu parzystosci i takie tam. Po wielu treningach okazalo
sie ze potrafi on z pamieci podac 1 kB plik binarny (ewentualnie zaszyfrowac go
np. metoda xor w czasie rzeczywistym). Pan Mietek takze nie proznowal - na
polecenie pana Jana zbudowal specjalny aparat telefoniczny z dwoma mikrofonami
oraz z trzema sluchawkami.
Mowi pan Jan:
- Tak pod koniec roku 1991 mialem juz duzo wiadomosci i wiedzialem dokladnie
czego chce. Chcialem dostepu do niezliczonych zasobow wiedzy zgromadzonej na
wszystkich komputerach swiata. - Mowiac to pan Jan wzrusza sie bardzo i widac,
ze silnie to przezywa.
- Przelomem byl styczen 1992. Czytalem wlasnie o najnowszych metodach modulacji
sygnalu w pasmie telefonicznym, kiedy wpadl Mietek z nowym "Bajtkiem". Byla tam
opublikowana lista wszystkich BBS- ow w Polsce. Postanowilismy sprawdzic te
numery. Pozniewaz ja nie mam telefonu, ubralem sie cieplo i poszlismy nie
opodal do automatu. Wg "Bajtka" w naszym miescie byly 3 BBSy. Drzacymi rekoma
wykrecilem numer pierwszego BBSu i w chwili gdy chcialem wrzucic zeton Mietek
powstrzymal mnie i sam energicznie przywalil w aparat centralnie od frontu.
Spojarzalem na niego ze zdziwieniem, ale nie bylo czasu na wyjasnienia gdyz w
tym momencie nastapilo polaczenie, a ja w sluchawce uslyszalem dzikie piski o
duzym natezeniu wpadajace wprost do mego ucha. W pierszym odruchu wypuscilem
sluchawke z reki, ale zaraz sie opamietalem i Mietek podal mi sluchawke znowu.
Tym razem bylem juz przygotowany i staralem sie rozroznic poszczegolne dzwieki.
W mlodosci bylem miedzy innymi muzykiem jazzowym, wiec od razu wylapalem
czestotliwosc nosna na 1200 Hz. Slychac bylo regularne sekwencje piskow.
Powtorzylo sie to w sumie szesc razy i modem po drugiej stronie sie wylaczyl.
Czasu nie bylo duzo, ale juz po tym pierwszym polaczeniu zorientowalem sie, ze
mam do czynienia z jakims modemem 2400 a takze rozpoznalem rodzaj modulacji. Za
chwile wykrecilismy ten sam numer raz jeszcze i tym razem sprobowalem nawiazac
lacznosc. Gwizdanie do mikrofonu niewiele pomoglo, wiec wpadlem na pomysl zeby
Mietek wymawial "aaaaaaaa" na czestotliwosci ok 2400 hz a ja w tym czasie
wydawalem odpowiednie piski w celu przeprowadzenia handshake'u oraz uzyskania
polaczenia z komputerem odleglym z predkoscia przynajmniej 300 bps.
Probowalismy jakies 4 razy zanim sie to udalo. Jednak po odebraniu wiadomosci
wstepnych oraz zalogowaniu sie do BBSa jako anonymous polaczenie zostalo
przerwane, poniewaz Mietek zaniosl sie nagle straszliwym kaszlem. Mnie zreszta
tez rozbolalo gardlo od wydawania piskow, oraz reka od notowania zer i jedynek.
Prace takze utrudnial fakt, ze musialem jednoczesnie nadawac i deszyfrowac
dane. Nalezalo zdecydowanie opuscic budke i udac sie do domu w celu obmyslenia
innej strategii, zwlaszcza, ze wokolo zebral sie tlumek mlodych osob
przygladajacych sie nam dosc dziwnie. No coz, to moje pierwsze polaczenie z
modemem bylo moze niezbyt udane ale za to wiele sie nauczylem. Co robil pan Jan
S. w nastepnych dniach ? Otoz zdal on sobie sprawe ze w pojedynke z Mietkiem
wiele nie zdzialaja. Potrzebowali pomocy fachowcow. Na pierwszy ogien poszla
pani Bozenka, ktora jako regularna bywalczyni coniedzielnej mszy swietej
dysponowala odpowim glosem z ktorym pan S. wiazal duze nadzieje.
- Pani Bozenko, pani bedzie pelnila w naszej grupie funkcje generatora fali
nosnej.
- Lo Jezu! A co to jest ? W imie ojca!
- Spokojnie pani Bozenko, to nic trudnegom niech no pani powie "aaa".
- Aa
- Ale tak dlugo "aaaaaa" i tutaj, do mikrofonu prosze.
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
- Dobrze. No widzi pani? Trudne ? Nietrudne. Panie Mietku odczytal pan
czestotliwosc na oscyloskopie ?
- Niewiarygodne! Dokladnie 2400 Hz panie Janie!
- Fantastycznie! Jest pani najstarszym generatorem fali nosnych telefonicznych
na swiecie.
- No wie pan ?
- Zartowalem, he he.
- Panie Janie a jak bedzie sie nazywala nasza grupa ?
- Juz to przemyslalem proponuje "Sendbajt". Moze byc ?
- Eee. Dobra.
W kolejnych dniach pan Jan pokazywa