Gość: olin
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
21.03.05, 20:22
Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymała kilka godzin temu byłego
wiceprezydenta Łodzi Marka Klimczaka (SLD) i łódzkiego radnego Tomasza
Rosłońskiego (SLD). Zarzut - przyjęcie 50 tys. zł od znanych biznesmenów z
podłódzkiego Rzgowa braci Andrzeja i Zbigniewa Gałkiewiczów. Pieniądze miały
pójść na kampanię wyborczą prezydenta miasta Krzysztofa Jagiełły (SLD).
Zatrzymania polityków Sojuszu to efekt wrześniowej publikacji "Gazety
Wyborczej", w której przedsiębiorcy przyznali się do opłacania polityków.
Byłego wiceprezydenta ABW zatrzymała w Łodzi, a radnego Tomasza Rosłońskiego
w Zakopanem. Grozi im do 10 lat więzienia. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się,
że to dopiero początek zatrzymań w tzw. aferze Gałkiewiczów.
Jednocześnie funkcjonariusze zatrzymali w Warszawie byłego zastępcę
inspektora nadzoru budowlanego Tomasza S., który miał żądać od biznesmenów
miliona złotych za wydanie korzystnych dla nich decyzji administracyjnych..
Andrzej i Zbigniew Gałkiewiczowie plasują się od lat w czołówce listy
najbogatszych Polaków. Mają majątek wart ok. 300 mln zł, a należąca do nich
spółka Polros jest największym w Europie producentem drzew i krzewów
ozdobnych. W latach 90. bracia zbudowali w podłódzkim Rzgowie dwie największe
w Europie hale targowe. Ale jedna stanęła w 1994 r. bez pozwolenia na budowę.
Druga stanęła w 2002 r., ale warunki zagospodarowania terenu, na którym stoi,
przewidują w tym miejscu "usługi", a nie "handel". Gałkiewczowie zaczęli
starania o zmianę planu oraz przeznaczenia budynku. Jak twierdzą, pomoc
oferowało im wielu VIP-ów. Nie za darmo.
Najpierw władowali 100 tys. zł w piłkarski Widzew. Bo - jak twierdzą -
Andrzej Pęczak, poseł SLD (aresztowany za łapówkarstwo w listopadzie) i szef
rady nadzorczej Widzewa, i Andrzej Pawelec, współwłaściciel klubu wraz z
prezesem Widzewa Mirosławem Czesnym (dziś wiceprezydent Szczecina), obiecali
im pomoc w załatwieniu problemu hal.
Jak twierdzą, dali też samemu Pęczakowi 40 tys. zł na kampanię wyborczą do
Sejmu.
Kolejne pieniądze za spokojne prowadzenie biznesu Gałkiewiczowie mieli dać
podczas ostatniej kampanii samorządowej właśnie zatrzymanym wczoraj
politykom: Klimczakowi i Rosłońskiemu.
Opowiadali "Gazecie" o spotkaniu, do którego - jak twierdzą - doszło w
gabinecie Krzysztofa Jagiełły z SLD, prezydenta Łodzi ubiegającego się o
reelekcję.
Zbigniew: - Byłem tam z żoną i bratem, z drugiej strony - oprócz prezydenta -
byli Marek Klimczak, były wiceprezydent, i Tomasz Rosłoński, radny SLD. Po
spotkaniu na korytarzu Klimczak i Rosłoński powiedzieli, że potrzebują
pieniędzy na kampanię prezydenta. Umówiliśmy się, że damy 50 tys. zł.
Pieniądze przekazałem Rosłońskiemu na stacji benzynowej BP przy ul.
Strykowskiej. Zaparkowaliśmy obok siebie, wziął kasę, szybko odjechał.
W tym samym czasie łódzki urząd miejski miał zaopiniować zmiany w planie
zagospodarowania Rzgowa - to była jedna z wielu decyzji niezbędnych dla
zalegalizowania hali braci. Pierwsza opinia była negatywna.
Grażyna Gałkiewicz, żona Zbigniewa: - Poskarżyłam się Pęczakowi. Ten zapytał,
czy sponsorowaliśmy kampanię Jagiełły. Odpowiedziałam, że daliśmy pieniądze.
Jak twierdzą Gałkiewiczowie, w SLD wybuchła awantura, że Rosłoński wziął
pieniądze za plecami Pęczaka. Zbigniew: - Rosłoński i Klimczak zbesztali mnie
jak szczeniaka, bo powiedzieliśmy o pieniądzach Pęczakowi. Byłem wściekły:
straciłem gotówkę i jeszcze wyszedłem na kapusia. Później jeszcze raz
spotkaliśmy się z Pęczakiem. Powiedział, że Jagielle zabrakło na ulotki. Żona
dołożyła 10 tys. zł.
Urząd miasta zmienił niekorzystną dla Gałkiewiczów opinię. Kopię dokumentu
Pęczak wysłał Gałkiewiczom ze swojego biura poselskiego.
Bracia Gałkiewicz twierdzą, że przez ostatnie lata dawali pieniądze politykom
niemal wszystkich opcji. Wspomogli kampanię Krzysztofa Jagiełły z SLD, ale
nie odmówili także członkom świty jego konkurenta Jerzego Kropiwnickiego.
Andrzej Gałkiewicz: - Zgłosili się do mnie ludzie Kropiwnickiego Włodzimierz
Tomaszewski i Karol Chądzyński. Powiedzieli, że wszyscy dają co łaska,
czyli "przynajmniej po 10 tys.". A mniej nikt nie daje. I tyle dostali.
Oczywiście o żadnych kwitach nie było mowy.
Wszyscy zainteresowani politycy lewicy i prawicy a także Andrzej Pawelec
podczas rozmowy z dziennikarzami "Gazety" we wrześniu zaprzeczali zarzutom
braci Gałkiewiczów.