Dodaj do ulubionych

Światowy Dzień Żałoby

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.05, 09:13
Rocznica uroczystego zakończenia II wojny światowej będzie przez VIP-ów
świętowana w Moskwie. Wydaje się, że miasto to będzie świadkiem radości
światowych prominentów tylko i wyłącznie dlatego, że to właśnie Włodzimierz
Putin wpadł na pomysł zorganizowania obchodów w swojej stolicy. Wojska
niemieckie bowiem nie doszły do stolicy Rosji, a państwo to brało czynny
udział w światowym zniszczeniu.

Spójrzmy, co tego dnia dziać się będzie w miejscu, które w moim mniemaniu
znacznie bardziej zasługuje na centralne uroczystości, niż daleka Moskwa. 8
maja niemieckie partie, organizacje i kościoły zaplanowały Dzień Demokracji,
świętowany pod hasłem? 8 V 1945? Wyzwolenie spod nazistowskiego reżimu, 8 V
2005? Dzień dla demokracji!?. Obchody mają odbyć się w Berlinie przed Bramą
Brandenburską w miejscu, gdzie zaplanowana i zgłoszona była już wcześniej
demonstracja Narodowo-demokratycznej Partii Niemiec, w związku z czym zgoda
na pochód neonazistów zostanie uchylona, jako że impreza organizowana przez
wszystkie partie parlamentarne ma pierwszeństwo. Wymienione ugrupowania będą
miały także możliwość zaprezentowania się w specjalnie wzniesionych do tego
celu namiotach. Gwoździem programu będzie jednak transmisja mowy prezydenta
Horsta Koehlera, wygłoszonej w niemieckim parlamencie.

Ciekawszy pomysł na świętowanie tejże rocznicy mają jednak przedstawicielki
jednej z berlińskich organizacji kobiecych, wspieranej przez lewicowe
ugrupowania - takie jak postkomunistyczna Partia Demokratycznego Socjalizmu,
czy odprysk od rządzącej SPD Wyborcza Alternatywa Praca i Sprawiedliwość
Społeczna (takie niemieckie SDPL). Otóż Rocznica uwolnienia od Faszyzmu
uświęcona ma być rekonstrukcją trasy wjazdu Armii Czerwonej do miasta, przy
użyciu oryginalnej sowieckiej techniki wojskowej. Co to oznacza, nie wiem,
ale mam nadzieję, że nikomu przy okazji nie stanie się krzywda. Uspokajająco
brzmią plotki, że chodzi tylko o wypożyczenie kilku wojskowych ciężarówek i,
być może, czołgu T 34. Owa ciekawa inicjatywa ma dać mieszkańcom możliwość do
okazywania spontanicznej radości z wyzwolenia, machania czerwonymi
chorągiewkami, rzucania kwiatów itd.

Nie wiem ile lat mają pomysłodawcy tej imprezy, jednak wyraźnie wykazują się
daleko idącą ignorancją odnośnie faktów. 8 maja nie był bowiem dla
Berlińczyków dniem wyzwolenia, był koszmarem równym cierpieniom ludów
gnębionych wcześniej przez hitlerowców. Przemarsz wojsk radzieckich przez
ziemie polskie, a szczególnie niemieckie można porównać z najazdem hordy
barbarzyńców. Dla żołnierzy bohaterskiej Armii Czerwonej nie było świętości,
mordowano bez wyjątku mężczyzn, kobiety, starców i dzieci.

Józef Mackiewicz w swoim artykule "Niemiecki kompleks" (Kultura 1/1956)
pisze: w pewnej wsi (...) zamordowano chłopa niemieckiego i obcięto mu dla
żartu głowę, gdy bronił swej żony, którą gwałciło szesnastu żołnierzy
sowieckich po kolei i to należało do porządku rzeczy. Dlaczego jednak przy
okazji na ścianie stodoły przybito gwoździami głową w dół czternastoletniego
chłopca, tego nikt nie wiedział... Kapelan amerykański, Francis Sampson,
opowiada, że w Neubrandenburgu zgwałcone dziewczęta niemieckie wieszano za
nogi do rozstawionych drzew i rozcinano w pachwinach (...) matki krępowano
drutami kolczastymi i wrzucano do rzeki, zaś dzieci topiono w miejskich
rezerwuarach wodnych, odpychając za pomocą długich żerdzi od krawędzi.
Proboszcz Karol Seifert opowiada, że dnia 20 maja 1945 r., stojąc na brzegu
Elby, widział: rzeką płynęła drewniana tratwa, do której długimi gwoździami
przybita była za nogi i ręce cała niemiecka rodzina z kilkorgiem dzieci...
Były major sowiecki Klimow opisuje (...) jak w rowach przydrożnych leżały
kobiety niemieckie, którym powbijano kolbami między nogi butelki od piwa
(...)?. Wystarczy?

Z resztą, nie trzeba sięgać do książkowych opracowań? Wystarczy zapytać
swoich rodziców i dziadków, którzy przeżyli te dni tu w Polsce, w której bądź
co bądź sowieci obchodzili się z ludnością cywilną znacznie łagodniej, choć i
tak przechodzi to wszelkie ludzkie pojęcie. Nie było tu bowiem ideologicznej
wymówki, że gwałcone kobiety to przecież żony hitlerowców.

Co doprowadziło przedstawicieli gatunku homo sapiens, rodaków Tołstoja,
Rublowa i Gonczarowa do tak okropnych zbrodni? To samo, co rodaków Schillera,
Goethego i Mozarta (Hitler!) do czynów porównywalnych. Otóż ideologie,
którymi kierowali się zarówno jedni jak i drudzy miały, poza oczywiście
wieloma innymi podobieństwami, wspólną cechę, jaką było całkowite odrzucenie
rozumienia człowieka jako jednostki. Był on jednym z trybików ogromnej
machiny zwanej państwem (narodowym, lub socjalistycznym? To nie istotne) i
nie liczono się z jego indywidualnymi potrzebami. To pozwoliło Stalinowi i
jego poplecznikom rozbrajać pola minowe całymi oddziałami (metodą
odkrywkową), oraz wysyłać je na beznadziejne szarże, bez możliwości odwrotu
(bo z tyłu stało NKWD).

W konsekwencji taki trybik, czując się trybikiem i traktując kolegę jako
trybik, widział w cywilu, dodatkowo wrogiego pochodzenia... no zgadnijcie
kogo. Dochodził do tego stres, nadmiar wypitego alkoholu i absolutny brak
zrozumienia problemów piętrzących się w duszy młodego zazwyczaj człowieka u
jego dowódców i współwojaków. Wojsko samo w sobie jest instytucją
deindywidualizującą, ale armia państwa, którego system opiera się na
odrzuceniu osobowego traktowania człowieka, nie jest niczym innym jak stadem
dzikich zwierząt. Chłopaki wyładowywali swoją frustrację bez zahamowań
wewnętrznych (bo niby skąd je mieli wziąć, skoro państwo w praktyce
zabraniało wychowywać dzieci na porządnych ludzi), nie było też nikogo, kto
by ich powstrzymał.

Żeby tego było mało, znęcanie się nad niemieckimi cywilami było nierzadko
gloryfikowane przez kadrę oficerską Armii Czerwonej, zresztą nie tylko jej.
Dyrektywa dowództwa Armii Stanów Zjednoczonych z dnia 26 IV 1945 r. brzmiała:
Niemcy nie są zajęte w celu wyzwolenia, ale jako pokonany naród. Przyjazny
kontakt z mieszkańcami jest surowo wzbroniony. Jednak Amerykanie nie
dokonywali masowych mordów, gwałtów i grabieży. Zawsze zdarzają się
pojedyncze ekscesy (jak np. w irackim więzieniu Abu Ghraib) i powinny być
surowo karane, ale w samym Berlinie zgwałcono podczas wyzwolenia ponad 120
tysięcy kobiet! Czy to rzeczywiście było konieczne?

Organizatorzy przemarszu doskonale o tych kwestiach wiedzą i rączo odpierają
zarzuty. Judith Demba, przedstawicielka organizatorów twierdzi, że są to
indywidualne przeżycia Niemców i jako takie nie mają miejsca w polityce. Coś
takiego prowadzi do relatywizacji niemieckiej odpowiedzialności za II wojnę
światową i jej konsekwencje.

Pani Demba, jak i całe jej lewackie towarzycho, jak zwykle nie rozumie istoty
problemu. Nazizm nie był zły dlatego, że był niemieckim nacjonalizmem, używał
starożytnej symboliki, hołubił mało przystojnego facecika ze śmiesznym
wąsikiem i walczył przeciwko komunizmowi, ale dlatego, że unicestwił lub
złamał życie milionom ludzi. To jest ostateczne? i właściwie jedyne
kryterium, wedle którego należy rozważać pytanie, czy dany ustrój lub
ideologia jest dobra, czy też nie. II wojna światowa pochłonęła ponad 50
milionów istnień ludzkich, szkody moralne i materialne są nie do ocenienia.

Prawdziwą przyczyną tych wszystkich zbrodni było przeświadczenie o stadnej
naturze człowieka, obecne zarówno w narodowym, jak i w internacjonalistycznym
socjalizmie. I dlatego właśnie nie można traktować 8 maja jako dnia pełnego
radości i szczęścia i należy go poświęcić na zadumę nad grzeszną naturą
człowieka, która prowadzi do tak wielkich zbrodni.


Stefan Sękowski

Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka