roman_j
15.12.05, 17:16
...polityka w małym mieście"
Właśnie wróciłem z posiedzenia Komisji ds. Organizacji Pracy Rady Miasta,
gdzie rozpatrywane były złożone przeze mnie wnioski dotyczące zmian w
inicjatywie uchwałodawczej mieszkańców. Dla wszystkich, którym idea
społeczeństwa obywatelskiego jest bliska, mam złą wiadomość. Radni postanowili
utrzymać liczbę 3000 podpisów wymaganych do złożenia obywatelskiego projektu
uchwały. Tym samym zdecydowali się na utrzymanie stanu śmierci klinicznej, w
jaki wprowadzili ten pomysł natychmiast po jego zrodzeniu. Pojawia się
pytanie, w imię czego? Wydaje mi się, ze jedynie w imię splendoru władzy i
irracjonalnego strachu przed utratą specjalnego statusu, jaki nadaje im fakt
sprawowania mandatu Radnego Rady Miasta Płocka.
Kiedy siedziałem na posiedzeniu Komisji i słuchałem argumentów radnych przeciw
obniżeniu liczby wymaganych podpisów, cisnęło mi się na usta pytanie: CZEGO
SIĘ TAK NAPRAWDĘ BOICIE, PAŃSTWO RADNI???? Nie musiałem go jednak nawet
zadawać, bo oto w przypływie szczerości nieoceniony pan radny Nowak w niemal
rozpaczliwym pytaniu oddał sedno problemu (nie piszę dosłownie, bo nie
pamiętam dokładnie jak zabrzmiało pytanie): Jeśli wystarczy 500 podpisów do
zgłoszenia projektu uchwały DO CZEGO BĘDZIEMY POTRZEBNI MY, RADNI???
Podpowiem panu, panie radny i innym radnym, którzy tego rozpaczliwego pytania
nie zadali wprost. Państwo radni mają mandat do stanowienia aktów prawa
miejscowego i nie ma żadnej możliwości, żeby Państwu ten wielki przywilej w
jakikolwiek sposób odebrać. Ale to widać Państwu to za mało. Państwu radnym
potrzebny jest prawdopodobnie splendor władzy. Jeśli mamy pomysł na uchwałę,
to musimy pójść w łaskę do Jaśnie Wielmożnego Pana Radnego albo Jaśnie
Wielmożnej Pani Radnej. A jak nie, to zbierz pan 3000 podpisów. Jeśli
zbierzesz tylko 500, to znaczy, że Twoja uchwała to chłam, a chłamem się
Jaśnie Wielmożni Państwo Radni zajmować nie będą. Państwo Radni mogą się
zajmować tylko uchwałami od 3000 podpisów poparcia wzwyż, bo wtedy uchwała ma
"rangę" i panowie radni z panem Wiceprzewodniczącym na czele mogą swój cenny
czas poświęcić na rozważanie, co też tam to społeczeństwo wysmażyło.
Państwo radni za to oferowali mi bardzo chętnie swoje pośrednictwo w
zgłaszaniu uchwał. Najbardziej chętny był pan radny Nowak. On też najbardziej
gardłował przeciwko zmianom. Widać w gronie obecnych on najbardziej zasmakował
w tym splendorze władzy. Podoba mu się widać, ten specjalny status, jaki
zyskał dzięki mandatowi. Mandat jest widać dla niego niczym akt uszlachcenia.
I pewnie dlatego nie popuści.
Co ciekawe, bardzo mocno oponował przeciwko zmianom radca prawny pan Roman
Wróblewski. Mnie się wydawało zawsze, że rola radcy prawnego jest na takich
posiedzeniach stricte pomocnicza, a tu wyglądało, jakby pan mecenas prowadził
swoją politykę. Ale czy aby swoją? Biorąc pod uwagę, na czyim jest garnuszku,
można podejrzewać, czyje stanowisko reprezentował. Był zmianom przeciwny nawet
bardziej niż radni. Prawdziwy jak advocatus diaboli. Być może dostał takie
polecenie do samego pana prezydenta? Nie zdziwiłbym się, gdyby tak było.