Gość: po
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
16.07.06, 22:26
A przygląda się temu Struzik
Dyscyplinarka dla wicemarszałka Mazowsza
paw
16-07-2006, ostatnia aktualizacja 16-07-2006 21:26
- Jeśli popełniłem błąd, to nie zamierzam trzymać się stołka - deklaruje
wicemarszałek Janusz Kotowski (PiS), który złamał prawo.
Janusz Kotowski posiada 34 udziały w spółce Arche. Sprawdziliśmy w Krajowym
Rejestrze Sądowym. Spółka funkcjonuje pod dwoma adresami - przy Psarskiego 13
w Ostrołęce i w Rzekuniu pod Ostrołęką. Wicemarszałek jest właścicielem połowy
udziałów. Tymczasem ustawa o ograniczeniu działalności gospodarczej przez
osoby pełniące funkcje publiczne (z 31 sierpnia 1997 r.) mówi jasno, że
członkowie zarządów województw mogą posiadać tylko do 10 proc. akcji spółki.
Jeśli w chwili objęcia funkcji publicznej mają więcej, w ciągu trzech miesięcy
muszą albo pozbyć się udziałów, albo zrezygnować z funkcji. Inaczej łamią
prawo, czego konsekwencją jest odwołanie ze stanowiska w trybie dyscyplinarnym.
- Złamałem jakieś prawo? - dziwi się Kotowski. - Nic podobnego. Sprawę
konsultowałem z prawnikiem urzędu marszałkowskiego. Zapewnił mnie, że wszystko
jest w porządku - przekonuje. Teraz żałuje, że nie ma opinii prawnika na piśmie.
W poniedziałek Kotowski zaczyna urlop. Przez ostatnie dni w pracy był bardzo
zajęty. Obiecał zbadać sprawę. - Jeśli okaże się, że popełniłem błąd, finał
jest oczywisty. Nie będę czekał na zwolnienie, sam złożę rezygnację -
zadeklarował.
Koledzy z Ostrołęki
Spółkę Arche założył pięć lat temu Wiesław Glinowiecki, właściciel znaczącej
na lokalnym rynku firmy remontowo-budowlanej Lastmar. Początkowo także Arche
funkcjonowała jako "przedsiębiorstwo drogowo-budowlane". - Spółka nie
wypaliła, nawet nie zaczęła działalności. Oddałem ją za koszty rejestracji
sądowej - wyjaśnia prezes Lastmaru. Jest zdziwiony, że w rejestrach sądowych
nadal figuruje jako właściciel jednej czwartej udziałów Arche. - To dziwne, bo
przecież Jasiek [Janusz Kotowski] to wziął. Przerobił spółkę na zabawę do
celów politycznych. Interesu na tym nie zrobił, raczej dokłada - tłumaczy
Glinowiecki. Nie przejmuje się tym, że przez jego łaskawość teraz Kotowski
może stracić stanowisko. - To poleci, wicemarszałek od kultury to mała figura
- uważa prezes Lastmaru.
Spółka Arche przydała się cztery lata temu w czasie kampanii samorządowej
działaczom skupionym wokół Kotowskiego i Czartoryskiego, obecnego wiceministra
MSWiA. Spółkę z budowlanej przekształcili w medialną. Zaczęła wydawać
"Wiadomości Ostrołęckie". Przez lata był to tygodnik, obecnie dwutygodnik.
Ukazuje się w blisko tysiącu egzemplarzy, uważany jest za organ ostrołęckiego PiS.
W każdym numerze są teksty wiceministra Czartoryskiego i wicemarszałka
Kotowskiego. Dariusz Maciak, redaktor naczelny, do niedawna pracował jako
katecheta, od miesiąca dzięki Kotowskiemu jest inspektorem w departamencie
kultury urzędu marszałkowskiego. Właściciel 17 udziałów w spółce Arche
Grzegorz Makowiecki, autor bajek dla dzieci, etatowo jest asystentem
wicemarszałka. Poradniki to specjalność Pawła Szczęsnego, ostrołęckiego
radnego PiS. O sporcie pisuje Mateusz Glinowiecki, syn prezesa Lastmaru i
asystent wiceministra Czartoryskiego. Nad lokalną polityką czuwa Krzysztof
Majkowski, PiS-owski przewodniczący rady miasta.
Struzik z hakami
Kotowski broni się, mówiąc, że przecież swoich interesów nie ukrywał. W dwóch
oświadczeniach majątkowych wymienił udziały posiadane w spółce Arche. -
Dlaczego nikt nie dał mi sygnału, że jest coś nieprawidłowego? - zastanawia
się wicemarszałek.
Próbowaliśmy ustalić, do kogo trafiały oświadczenia Kotowskiego. - Ja czytam
oświadczenia radnych. Moje i marszałka Struzika idą do wojewody. Ale nie wiem,
kto analizuje oświadczenia pozostałych członków zarządu - przyznaje Piotr
Fogler, przewodniczący mazowieckiego sejmiku. Przypuszcza, że musi robić to
marszałek.
Adam Struzik jest na urlopie. Nie wiadomo, czy wiedział, że wicemarszałek
Kotowski łamie prawo.
- Wiedział, i to na pewno - uważa poseł Paweł Zalewski, przewodniczący
sejmowej komisji spraw zagranicznych i niedawny kandydat PiS na szefa MSZ. Dwa
lata temu był wicemarszałkiem. Gdy zaczął krytykować marszałka Struzika,
"przyłapany" został na tym samym błędzie, za który dziś przyjdzie zapłacić
Kotowskiemu. Zalewski pozbył się udziałów w spółce o dwa tygodnie za późno, za
co został zwolniony ze stanowiska w trybie dyscyplinarnym. - Może wybiegam
zbyt daleko, ale moim zdaniem marszałek Struzik żongluje prawem, jak mu
wygodnie. Gdy ma na kogoś haka, wyciąga go w odpowiednim momencie. Jak nie ma
potrzeby, przymyka oko - uważa poseł Zalewski.