Dodaj do ulubionych

Jazgot referendalny

08.06.03, 12:41
Za dwa dni referendum unijne, a więc w propagandowym jazgocie głosów rozsądku
usłyszeć nie podobna. Zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy, wydają się
mniemać, że wejście do Unii rozstrzygnie nasze podstawowe i narodowe
dylematy. Dla jednych będzie to katastrofa, dla innych zbawienie, ale w tym
hałasie umyka gdzieś świadomość, że Polska, w Unii czy poza Unią, liczyć się
będzie tylko o tyle, o ile będzie krajem dobrze, mądrze, racjonalnie
rządzonym, że w tym mądrym i racjonalnym rządzeniu nie wyręczy nas Komisja
Europejska, że aby liczyć się w Unii i w świecie sami musimy zdobyć się na
wysiłek uporządkowania spraw we własnym kraju. Jeśli sami tego nie dokonamy,
to czeka nas jakiś podział na strefy przypominające dokonujący się podział
Iraku. Jest ciekawostką i żartem historii, że polskie elity polityczne, które
okazały całkowitą niekompetencję w rządzeniu Polską, teraz swoje „talenty”
zaaplikują podbitemu Irakowi. Panie Boże, chroń Irak, który naprawdę niczego
złego Polsce i Polakom nigdy nie wyrządził, za cóż więc teraz ma być rządzony
przez ludzi, którzy w Polsce wykazali, że do mądrego rządzenia nadają się jak
woły do pociągania królewskich karet na paradzie? Czy liczą na to, że
rozjaśni im umysł słońce pustyni, że łatwiej im będzie rządzić w klimacie
piaskowych burz, niż w komfortowym, umiarkowanym, klimacie Polski?
W ostatni wtorek, 3 czerwca, gazeta „Rzeczpospolita”, piórem redaktora
Gottesmana, informuje, że „Prezydent rozpatrzy” apel intelektualistów o
jednomandatowe okręgi wyborcze, jaki 14 marca przekazał mu Redaktor Naczelny
gazety, a który poparły następnie setki innych osób i organizacji. Redakcja
donosi, że w ubiegłym tygodniu otrzymała z Kancelarii Prezydenta list
podpisany przez dyrektora Biura Prawa i Ustroju Andrzeja Dorosza informujący,
że „propozycja dotycząca nowelizacji ustawy z dnia 12 kwietnia 2001 –
Ordynacja wyborcza do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej i Senatu
Rzeczypospolitej Polskiej – w zakresie wprowadzenia jednomandatowych okręgów
wyborczych jest rozpatrywana przez ekspertów”.
List ten świadczy o znacznym postępie w naszej dotychczasowej walce o
wprowadzenie JOW. Do tej pory, na dobiegające do Prezydenta RP ze wszystkich
stron apele o taką zmianę ordynacji wyborczej były ignorowane i wyrzucane do
kosza. Z odpowiedzią nie fatygował się nawet przysłowiowy pies z kulawą nogą.
Być może tę zmianę należy przypisać naszemu gwałtownemu wchodzeniu do Unii
Europejskiej i byłby to dobry prognostyk odnośnie biurokratycznych obyczajów?
Może od teraz władza, nawet prezydencka, będzie bardziej skłonna odpowiadać
na listy obywateli? Taka nadzieja tym bardziej jest zasadna, że wracając z
Ostrowca Świętokrzyskiego, gdzie publicznie rozmawiałem o ordynacji
wyborczej, odwiedziłem p. Krzysztofa Fabianowskiego, burmistrza Strzelc
Opolskich, który, razem z 18 innymi burmistrzami i wójtami gmin opolskich,
skierował podobny apel do Prezydenta RP. Otóż i jemu także p. dyrektor Dorosz
odpowiedział uprzejmie, w identycznej formie, jak i
redakcji „Rzeczpospolitej”! Wielki to zaiste postęp, jeśli tak dalej pójdzie,
może doczekamy się czasów, że pewnego dnia i sam Pan Prezydent Kwaśniewski
pofatyguje się odpowiedzieć osobiście na jakiś podobny apel, przecież nie
dotyczący sezonowych cen truskawek, ale sprawy o fundamentalnym dla państwa i
narodu znaczeniu. Pan Prezydent, jak pamiętam, znalazł czas na spotkanie z
Gołotą, nie żałuje wysiłku aby być, gdzie tylko się da, z kibicami meczów
piłkarskich, tenisowych i innych, czemuż by nie miał w końcu poświęcić czasu
na odpowiedź prezydentom miast, burmistrzom czy nawet, było nie było, nikomu
specjalnie nie potrzebnym profesorom?
Wspomniałem Ostrowiec Świętokrzyski, gdyż tamtejsi zwolennicy JOW
zorganizowali, prawie od ręki, w miniony poniedziałek, dwa publiczne
spotkania, jedno ze studentami tamtejszej Wyższej Szkoły Biznesu, a drugie z
mieszkańcami miasta w Domu Kultury. Tego samego dnia zorganizowali też
krótkie moje wystąpienie w lokalnej rozgłośni Polskiego Radia. Po tym
wszystkim sumitował się okropnie p. Andrzej Dyrda, jeden z organizatorów, że
wstydzi się za mieszkańców Ostrowca, bo pomimo ogłoszeń, na spotkanie
publiczne przyszło nie wiele ponad 40 osób. Starałem się pocieszyć p. Dyrdę,
bo ze smutkiem myślałem o moim mieście, Wrocławiu, w którym o sprawę JOW
zabiegam od 12 lat. Wrocław ma prawie 10 razy tyle mieszkańców co Ostrowiec
Świętokrzyski, więc gdyby tu, na spotkanie w sprawie ordynacji wyborczej,
przyszli mieszkańcy w proporcji do uczestników spotkania w Ostrowcu, to
trudno byłoby znaleźć salę, żeby ich pomieścić. Nie mówiąc już o tym, że w
ciągu tych 12 lat nie przypominam sobie żadnej audycji w Polskim Radio
Wrocław na temat JOW. O telewizji publicznej nie ma nawet co wspominać. Od
dawna zadaję sobie pytanie dlaczego w mieście, w którym idea Ruchu na rzecz
JOW powstała, w którym pracuję i wykładam na Uniwersytecie od ponad 40 lat,
lokalne media publiczne przed postulatem JOW zabite są gwoździami na głucho i
żaden dziennikarz w nich pracujący nie ośmieli się na ten temat pisnąć?
Te moje smutne rozmyślania przerwał telefon, który rzucił pewne światło na tę
sprawę. Otóż w ferworze kampanii przedreferendalnej przybyło do Wrocławia
dwóch wybitnych polityków, aby agitować za wstąpieniem do Unii, Artur Balazs,
obecnie poseł Platformy Obywatelskiej, Jarosław Kalinowski, szef PSL. Pod
koniec spotkania z pracownikami i studentami Akademii Rolniczej wystąpili,
razem z największą wrocławską gwiazdą polityczną, aktualnie tylko szefem Unii
Wolności, Władysławem Frasyniukiem. Kiedy z sali padło pytanie o stosunek
panelistów do postulatu JOW, Frasyniuk odpowiedział, że gdyby to od niego
zależało, to ludzi wysuwających taki postulat zamykałby na dziesięć lat do
więzienia.
Ta wypowiedź wiele wyjaśnia. Oczywiście, dzisiaj Władysław Frasyniuk, pomimo
jego prestiżowego stanowiska szefa Unii Wolności i codziennego pokazywania
ładnej buzi w telewizji publicznej, jest orłem, z którego już dawno wytargano
wszystkie piórka, bardziej przypomina oskubaną kurę i takimi wypowiedziami
może tylko straszyć przedszkolaków. Niestety, jeszcze całkiem niedawno, to on
decydował o obsadzie najważniejszych stanowisk w mieście i nie tylko, jego
kolegami byli kolejni szefowie wrocławskiego radia i telewizji, to on
rozstrzygał, albo tak mu się przynajmniej wydawało, kto ma rządzić w mieście
i w województwie. Jeszcze całkiem niedawno, kiedy pojawiał się w środowiskach
twórców czy uczonych, witały go owacje na stojąco. Nie mógł niestety, zamknąć
do więzienia ani mnie, ani żadnego innego zwolennika JOW. Ale, z pomocą
swoich koleżków, mógł szczelnie zamknąć przed nami media. I to mu się, jak
widać, skutecznie udawało.
Ale, na szczęście, to są już tylko krzyki oskubanego orła bez piór. Dzisiaj
postulat JOW zgłaszają ludzie, którzy wczoraj byli zapamiętałymi zwolennikami
Frasyniuka. Warto przecież przypomnieć, że dwa lata temu, kiedy szefem Unii
Wolności był sławny profesor Geremek, Frasyniuk razem z Geremkiem podpisali
wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o uznanie ordynacji wyborczej do Sejmu
za sprzecznej z Konstytucją! Wydawało im się to posunięciem niesłychanie
sprytnym, myśleli, że w ten sposób zaszantażują Kwaśniewskiego, żeby podpisał
proponowaną przez nich kolejną machinację w systemie przeliczania głosów na
mandaty, w której zamieniali „donty” na „modyfikowane santlagi”. Ale, jak to
bywa z „humanistami”, którzy do rachunków nigdy głowy nie mieli, jakoś im się
te skomplikowane ułamki poplątały, przejechali się na tej zmianie jak
Zabłocki na mydle i obaj wylecieli z Sejmu razem z całą Unią Wolności. Można
mieć całkiem uzasadnione wątpliwości, czy obecne wypowiedzi szefa tej partii,
pomogą im odzyskać utracone pozycje.
W
Obserwuj wątek
    • henrykkreuz Re: Jazgot referendalny 08.06.03, 12:42
      W wyniku ciągłej, systematycznej pracy takich liderów jak Frasyniuk, Kalinowski
      czy Balazs i kohorty podobnych demokratów, Polacy, obywatele Rzeczypospolitej,
      utracili już prawie całkowicie zaufanie do demokracji i do swojego państwa, już
      przestali wierzyć, że cokolwiek znaczą, że cokolwiek od nich zależy. Wszędzie,
      na każdym miejscu, w każdym środowisku, spotykamy się z wyrazami apatii i
      zniechęcenia. Nasz Ruch na rzecz JOW usiłuje przełamać tę barierę poczucia
      beznadziejności. Przekonujemy, że to nieprawda, że tylko daliśmy się oszukać i
      ogłuszyć Frasyniukom, Millerom i Kalinowskim. Przypatrzmy się tylko temu, co
      się dzieje w zabiegach o to, żebyśmy poszli głosować w sobotnio-niedzielnym
      referendum! Jeżdżą po Polsce, docierają do najmniejszych osad, po drodze do
      Ostrowca Świętokrzyskiego natknąłem się na Millera w Opatowcu, kiedy wracałem z
      konferencji w Toruniu, na rynku gnieźnieńskim machały do niego chorągiewkami
      maluchy z przedszkoli i szkół. Na pomoc ściągają wszystkie sławy światowe,
      Schroeder, Chirac, Bush, prezydenci i królowie państw, sławni aktorzy, Bóg
      jeden wie kto! Czy gdyby od nas nic nie zależało, to wkładaliby w to tyle potu,
      pracy i pieniędzy? Każda władza, żeby nie wiem jak zdemoralizowana, cyniczna i
      nie licząca się z niczym, potrzebuje jakiejś formy legitymizacji, jakiejś formy
      upełnomocnienia. Teraz najbardziej potrzebne jest abyśmy uprawomocnili decyzje,
      jakie już dawno podjęli gdzie indziej. Wyciągnijmy z tego wnioski. Jeśli
      pojutrze damy im przyzwolenie na włączenie Polski do Unii Europejskiej, to tym
      bardziej będziemy musieli odmówić legitymizacji dalszych ich rządów w oparciu o
      sprzeczną nawet z ich Konstytucją! ordynację wyborczą. Tylko wprowadzenie
      JOW w wyborach do Sejmu może odrodzić nasze życie obywatelskie, przywrócić
      poczucie, że to państwo jest naprawdę nasze. Naprawdę warto do tego przyłożyć
      ręki.
      (komentarz Jerzego Przystawy wygłoszony na antenie Katolickiego Radia Rodzina,
      Rozgłośni Archidiecezji Wrocławskiej, 92 FM, 5 czerwca 2003)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka