Gość: jk13 IP: *.061.c90.petrotel.pl 03.10.08, 08:54 U nas wszystko można przełożyć !! Szkoda tylko, że mama Pana Milewskiego nie przełożyła jego narodzin o kiikanaście lat później - byloby mniej haosu !!! Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: jaculski Wisła Płock potrzebuje stabilnego zarządu IP: *.mia.three.co.uk 03.10.08, 11:45 Poki rzadzic beada ludzie pokroju Kubery i Matusiaka, nie widze rozowo przyszlosci klubu. Dmoszynski sie nie podobal, to teraz mamy s(z)pecjalistow:| Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: debesciak Re: Wisła Płock potrzebuje stabilnego zarządu IP: 212.160.172.* 03.10.08, 12:35 drodzy państwo, klub PO jest żałosny. Apel ? i już ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Han Wisła Płock potrzebuje stabilnego zarządu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.10.08, 12:38 Był DMO były sukcesy liczono się z naszym Klubem,w Płocku grała Reprezentacja itp. a teraz dno.Dobrze,że Platforma się w końcu obudziła,tylko gdzie jest PSL? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wgr Re: Wisła Płock potrzebuje stabilnego zarządu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.08, 12:47 tylko glupcy moga tesknic za dmoszynskim.w plocku glupcow nie brakuje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Han Wisła Płock potrzebuje stabilnego zarządu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.10.08, 13:46 Porównaj to co osiągnoł DMO z tym co zrobili jego następcy poczynając od Janickiego kończąc na Kuberze.Można go nie lubić,ale trzeba zachować obiektywizm. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wicek Wisła Płock potrzebuje stabilnego zarządu IP: *.065.c90.petrotel.pl 03.10.08, 15:53 A jak myslisz drogi kolego czyje długi spłacamy do dziś ??? myslisz ze 4 miejsce Puchar Polski astronomiczne kontrakty - to wszystko nie kosztowało ??? Dmo był cwany sporo załatwił tylko po Pucharze zjechalismy w dół Zastanów sie czemu....Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Han Wisła Płock potrzebuje stabilnego zarządu IP: *.acn.waw.pl 03.10.08, 18:30 Z tego co mówił Jagucki to Klub zamknął rok 2007 z zyskiem.A kto był wtedy Prezesem ? Wszystko można sprawdzic w KRS lub w Klubie a nie oczerniac faceta. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: haha Wisła Płock potrzebuje stabilnego zarządu IP: 89.242.84.* 03.10.08, 18:31 A ja pamietaj jak byl DMO to tez bylo wieczne nazekanie mimo iz byly sukcesy Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: TenCoMuZależy Bajka Dziadka Bronka IP: *.aster.pl 03.10.08, 19:08 BAJKA O PEWNYM KLUBIE Dawno, dawno temu, w pewnej starej wsi o ponoć kiedyś książęco- stołecznym statusie, który jej jednak centusie z Krakowa niecnym podstępem odebrali, a z której naonczas trzeba było po prawdzie i dobę płynąć Wisłą parostatkiem do miasta, miejscowi kmiotkowie postanowili zrobić krok w kierunku cywilizacji i założyli klub sportowy. Różne koleje klub ten przechodził, różne nazwy zależnie od aktualnie realizowanego kierunku ogólnego rozwoju nosił, ale przez lata wrastając w serca kolejnych pokoleń wieśniaków stał się dla nich czymś drogim, bo własnym. Na kolejnym etapie kształtowania lepszego jutra wspólnymi siłami mas pracujących i ich Siły Przewodniej ktoś w mieście pokazał tę wieś palcem na mapie i powiedział: - Wielką hutę już mamy, pod Krakowem, więc tu zbudujemy wielką rafinerię. Wieśniacy z zadowoleniem decyzję tę przyjęli, traktując ją jako widomy znak dziejowej sprawiedliwości. Na wybrukowane kocimi łbami ulice - bo wieś mimo przeciwieństw losu starała się za postępem nadążyć i dość miała taplania się w bajorach - wkroczył wielki świat i wielkie nadzieje (nawiasem mówiąc ktoś opierniczył bruk z głównej wsiowej ulicy za rządów obecnego sołtysa). Władza z miasta w dobroci swej wprost nieogarnięta nie zapomniała i o klubie. Załoga rafinerii powinna mieć rozrywkę, więc władza oddała klub pod jej skrzydła, dodając we wianie jak się należy stadion i słowo „zakładowy” w nazwie, a potem i magazyn zwany halą sportową. Historia jednak w miejscu nie stała. Na jej zakręcie wykopyrtnęła się Siła Przewodnia, co i dla klubu miało znaczenie. Z zakładowego stał się on spółką, jak przystało w nowym ustroju opartym na kapitale. Kapitał był wprawdzie tylko rafinerii, ale był, i to godziwy. Przez parę lat przeputano jednak niejedną sakiewkę z cennym grosiwem, w czym z zapałem pomagali kolejni rządcy klubu, sprawujący godnie zaszczyty i mizernie obowiązki jego prezesów. Po jakimś czasie do władzy wróciła spadkobierczyni Siły Przewodniej i sięgnęła znów po jednego z byłych prezesów, któremu wcześniej zaszkodziły interesy z jakimś Niebieskim Ptakiem - prosząc go o powrót między opłotki. Już wtedy było jednak wiadomo, że krwiopijcy kapitaliście - właścicielowi klubu - nie bardzo odpowiada układ, w którym miałby nań łożyć li tylko ku uciesze wiejskiej gawiedzi. Właściciel rwał się w wielki świat, systematycznie wyprowadzając ze wsi do miasta wszystkie najważniejsze agendy rafinerii. A co to za marka taki wiejski klub...To i postanowiono się go pozbyć, sprzedając choćby Chińczykom. Prezesowi tym razem się powiodło, ci od kopania piłki kopali aż radość brała, a i ci od rzucania spuścili wodę na czarne przepowiednie wiejskich wróżek i mocno namieszali w turniejowych szrankach. Musiał jednak prezes realizować wolę właściciela- kapitalisty, więc z ochotą, czując wytrawnym nosem szansę i dla siebie, przygotowywał grunt pod zdjęcie z pryncypała klubowego brzemienia. Łatwo mu było, bo ówczesny sołtys i jego pomocnicy dalej w przyszłość niż do jutra spoglądać się bali i koncept prezesa przyjęli za swój. Nie przyszło im do lewicowych głów, że klub był i powinien zostać włościański, jak nakazywała tradycja. A koncept prezesa był taki, żeby właścicielowi pomóc klub-spółkę sprzedać. Należało więc ją od ciężaru tych od rzucania piłką uwolnić, bo z nimi spółki Chińczycy by nie kupili. Chcieli tylko tych od kopania. Tak jak prezes wymyślił tymi od rzucania miała zająć się wieś. Chińczycy mieli kupić połowę klubu, tę kopaną, z prezesem w pakiecie. Chińczycy po cichu zaczęli przygotowania do przeniesienia całego kopanego inwentarza do środkowej Mongolii, bo tam wybudowali właśnie fabrykę szklanych młotków, lewoskrętnych korkociągów, ocieplanych szelek i innych do życia niezbędnych dinksów - z też wielką załogą, i trzeba jej było, tej załodze, zapewnić należytą rozrywkę. Prezes był przewidujący i podjął naukę jedzenia pałeczkami, na koszt klubu rzecz jasna. W tak zwanym międzyczasie w kraju i we wsi nastąpiły jednak kolejne polityczne zmiany i nowy sołtys w porozumieniu z nowym właścicielem rafinerii (z tej samej teraz co on partii, której symbolem na sztandarach było Brzydkie Kaczątko) postanowili, że wieś przejmie klub w całości, i tych od kopania i tych od rzucania. A rafineria dołoży się do zbożnego dzieła, zapewniając byt rzucaczom i dokładając kopaczom do mieszka tyle, ile da wieś. I jak postanowili – tak zrobili. Klub spłacił długi poprzedniego prezesa - te jego sukcesy i pałeczki drogie były, nie wiadomo przy tym co droższe. A wieś i jej kmiotkowie czekali na spełnienie sprawiedliwych słów o należnych gawiedzi w ciężkich czasach rozrywkach i radościach, czekali i myśleli: - Ciekawe, czy temu sołtysowi po raz pierwszy coś się uda ?… Jednemu kmiotkowi to się nawet przyśniło, że sołtysa ruszyło sumienie i gruchnął się, ten sołtys, w piersi tak, że wszystkie służby antyterrorystyczne świata ogłosiły alarm. I że wybudował we wsi halę sportową, ładniejszą od tych, co parę wsi w okolicy już dobrych parę lat wcześniej sobie wybudowało. Sołtys spod kaczego znaku już kilka razy kazał obwieszczać heroldom, iż halę to on postawi taką, że hej i że już nawet drwale w okolicy tną drzewa na budowę – więc najpewniej dlatego ten kmiotek miał taki głupi sen. Kopacze w klubie dawno nie mieli tak pod górkę jak teraz, ci od rzucania po staremu się nie poddają. Czeka więc gawiedź, czeka i nasłuchuje. A straż miejska dostała meldunek, że ktoś ukradł murarzowi taczki. Chociaż nie wiadomo po prawdzie, czy rzeczywiście ukradł, bo ten ktoś zostawił kartkę, że je zwróci, a na razie to je tylko zabezpieczył. Żeby móc zrobić z nich ten użytek, do którego taczki przeznaczone w swej idei nie są, ale do którego już nie raz służyły - w razie gdyby sołtys i jego pomocnicy sprawę klubu też spaprali. Wygląda na to, że taczki się przydadzą, bo choć w klubie fotele specjalistów i dyrektorów z sołtysowego nadania ustawiać trzeba jeden na drugim, żeby drzwi domknąć można było, to ostatnio leje naszych kopaczy i rzucaczy – do czego to doszło – każdy kto ma na to ochotę. Jak się ostatnio ktoś pytał sołtysa czy odda w końcu klub w dobre ręce to powiedział dotykając palcem oka: - Widzisz ten tramwaj? I tu sołtys doznał olśnienia! Ale to już całkiem inna bajka. Dziadek Bronek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: czytelnik Re: Bajka Dziadka Bronka IP: *.214.c90.petrotel.pl 05.10.08, 20:59 Swietna baja! Odpowiedz Link Zgłoś
hrabiapotocki Re: Bajka Dziadka Bronka 08.10.08, 13:18 Bajka super. Szkoda tylko, że poza forumowiczmi nikt z "bliźniakowych ratuszowców" jej nie przeczyta. Chociaż, biorąc pod uwagę ich stopień "urealnienia" nic by z tej bajki nie zrozumieli. Ja też apeluję. Więcej takich bajek. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Bronek nasz poeta! Wisła Płock potrzebuje stabilnego zarządu IP: *.091.c92.petrotel.pl 03.10.08, 20:19 Prosiłbym wiecej takich bajek!Pozdrawiam Bronka Odpowiedz Link Zgłoś