Dodaj do ulubionych

Pytanko dla zwolenników PO!!

30.05.06, 12:37
Ktoś mnie sprowokował w innym wątku dotyczącym PIS-owców.
Usiłowałem nawet znaleść poemat o liberalnej gospodarce. Owszem jeden
trącajacy o te sprawy znalazłem ale jak szanuję księdza Bakę, to tego gniota
przypominać nie warto. Pomyslałem zatem o PO-wiackiej sferze obyczajowej,
której tak nienawidzą zwolennicy hm - pewnych partii.
Więc zadaję pytanie o autorstwo tego wiersza:

Lubię, kiedy kobieta omdlewa w objęciu,
kiedy w lubieżnym zwisa przez ramię przegięciu,
gdy jej oczy zachodzą mgłą, twarz cała blednie
i wargi się wilgotne rozchylą bezwiednie.

Lubię, kiedy ją rozkosz i żądza oniemi,
gdy wpija się w ramiona palcami drżącemi,
gdy krótkim, urywanym oddycha oddechem
i oddaje się cała z mdlejącym uśmiechem.

I lubię ten wstyd, co się kobiecie zabrania
przyznać, że czuje rozkosz, że moc pożądania
zwalcza ją, a sycenie żądzy oszalenia,
gdy szuka ust, a lęka się słów i spojrzenia.

Lubię to - i tę chwilę lubię, gdy koło mnie
wyczerpana, zmęczona leży nieprzytomnie,
a myśl moja już od niej wybiega skrzydlata
w nieskończone przestrzenie nieziemskiego świata.


Pytanie pewno zbyt proste ale ???????????
A może znajdziecie inne wiersze bedące - wbrew pozorom - hołdem złozonym
naszym Paniom. Choć tak myslę: czy autor nie uprawiał autoreklamy? :):):)
Obserwuj wątek
    • renepoznan Re: Pytanko dla zwolenników PO!! 30.05.06, 12:47
      Zeby ułatwić lub utrudnic to jeszcze podam, że ten sam autor napisał:

      Kocham Cię za to, że Cię kochać muszę,
      kocham Cię za to, że Cię wielbić mogę,
      kocham Cię za to, żeś Ty mi jedyna
      piękną kobiecą objawiła duszę,
      że się przed Tobą kolano ugina
      i myśl o Tobie każda niesie trwogę,
      i niepokoi się tym, i pamięta,
      żeś może dla niej za czysta, za święta...



      także napisał:


      Na Anioł Pański biją dzwony,
      niech będzie Maria pozdrowiona,
      niech będzie Chrystus pozdrowiony...
      Na Anioł Pański biją dzwony,
      w niebiosach kędyś głos ich kona...

      ...........

      Ułatwiłem czy utrudniłem?
    • dobrusia_to_ja Re: Pytanko dla zwolenników PO!! 30.05.06, 13:15
      To napisał K.P.T. :)))
      Piękne. Swoją drogą to ciekawe, że ci, którzy tak bez skrępowania opisywali
      chwile uniesienia, potrafili również pięknie mówić o wierze i najczystrzej
      miłości, jaką jest miłość do Boga. W sumie odpowiedź jest prosta. Rozkosz
      również została stworzona przez najwyższego i wbrew temu, co mówią nawiedzeni,
      nie jest brudna.
    • pan.nikt Jestem Oburzony 30.05.06, 13:27
      Czy uważasz Rene, że wśród zwolenników innych partii, nie ma miłośników
      pięknych kobiet, dobrego wina i chwili rozkoszy??
      • dobrusia_to_ja Re: Jestem Oburzony 30.05.06, 13:37
        pan.nikt napisał:

        > Czy uważasz Rene, że wśród zwolenników innych partii, nie ma miłośników
        > pięknych kobiet, dobrego wina i chwili rozkoszy??

        Z tego, co ich przedstawiciele raczą mówić - nie ma!!
        • pan.nikt Re: Jestem Oburzony 30.05.06, 14:08
          Taka jesteś??
          Oj, oj.
          a ja Ci kiedyś cytowałem Boya pochwałę miłości.
          OK to teraz za karę coś z Krasickiego

          univ.gda.pl/~literat/satyry/021.htm
          8. MAŁŻEŃSTWO

          "Chcesz się żenić - winszuję, ale nie zazdroszczę.

          To więc, co potem poznasz, a co cię dziś troszcze,

          Ja opowiem. Ów Adam, ów najpierwszy człowiek,

          Zasnął; gdy się obudził, za otwarciem powiek

          Postrzegł... co? Oto Ewę - dobro nieskończone.

          Bóg wyjął mu kość z boku i zrobił mu żonę.

          Gdybyć to tak i teraz. Próżne korowodów

          Byłyby nasze stadła, a stąd mniej rozwodów.

          Ale się świat zestarzał. Adamowe wnuki,

          Porzuciwszy dziadowskie podściwe nauki,

          Niby to rozumniejsi, źli męże, złe żony.

          A nasz wiek osiemnasty, niby oświecony,

          A w samej rzeczy głupi, cóż zrobił? Złe stadła.

          Jegomość nadto dobry, jejmość zbyt rozjadła,

          A kiedy jejmość dobra, jegomość jak jędza.

          Jak ma być dobre pasmo, gdy zepsuta przędza?

          Cóż więc jest stan małżeński? Rzecz w opisie trudna,

          Rzecz z jednej strony wdzięczna, z drugiej strony nudna,

          Konieczna jednak. Muszą być żony i męże;

          Jarzmo jest: tych zysk, miłość tamtych kiedy sprzęże,

          Muszą dźwigać. Chcesz i ty, odwaga nie lada,

          Ale że dosyć liczna kompanów gromada,

          Idziesz śmiało. - Poczekaj, nie będę ja bawił,

          Kto wie, może dla ciebie los się ułaskawił,

          Może za nader szczęsną wyroków spuścizną

          Będzie tobie lekarstwem, co drugim trucizną.

          Możeś jeden z tysiąca, ale liczbę zmniejszę -

          Choćby też i fałszywe, niech będą grzeczniejsze

          Wyrazy mojej rady: szanujmy płeć piękną.

          Jakaż jest twoja Filis?" - "Niech wszystkie uklękną!"

          - "Toś amant, siądź więc na koń, a ująwszy pikę,

          Nowy Roland, głoś światu twoją Angelikę.

          Ścinaj karły, olbrzymy, smoki, czarownice,

          Niech zna każdy, nad twoją iż oblubienicę

          Piękniejszej w świecie nie masz. Tak romanse każą,

          Ale nie rozum zdrowy. Ten, pod swoją strażą,

          Jeśli chcesz, by cię trzymał, posłuchaj, co radzi:

          Uwaga w każdym dziele nigdy nie zawadzi.

          Więc zdatna i w miłości - namyśl się, mój bracie,

          Lepsza przykrość przed stratą niźli żal po stracie.

          Piękne twojej powaby, lecz to zwierzchne wdzięki;

          To, co wewnątrz, istotne, więc dobrej poręki

          Trzeba na to, co wewnątrz; wdzięczna, hoża, ładna,

          Ale mylą pozory, a piękna płeć zdradna.

          Przejdzie rozkosz, nastąpi sytość po użyciu,

          Znikną wdzięki, a w dalszym natenczas pożyciu,

          Jeśli węzły wzajemne nie wzmocni szacunek,

          Nastąpi umartwienie, nudność i frasunek.

          Dopieroż kiedy jejmość, co się w serce wkradła,

          Stanie się podejrzliwa i przykra, i zjadła,

          Kiedy się co dzień z nowym humorem popisze

          I coraz inne w domu ujźrzysz towarzysze,

          Kiedy w zwięzłych przymówkach do serca przegryzie,

          A to, co ci przyniosła w swojej intercyzie,

          Stokroć na dzień wymówi; odpowiedzieć trudno,

          Bić - niegrzecznie, zamilczeć - i przykro, i nudno.

          O święty Sokratesie! tak cię Erazm mienił.

          Nie byłbyś nigdy świętym, gdybyś się nie żenił.

          Zyskałeś uwielbienie, zyskał świątobliwość.

          Któż cię świętym uczynił? - małżeńska cierpliwość.

          Dajmy jednak, iż twoja nie w Ksantypów rzędzie,

          Dobra, cicha, powolna, wstrzemięźliwa będzie;

          Pokorna jak dewotka, wstydliwa jak mniszka,

          Jednym słowem, jak owa w teatrach Agnieszka

          A wiesz, co się z Agnieszki oblubieńcem stało?

          Wielu się na pozorach płonnych oszukało:

          O Arnolfy nietrudno. Aleś ty szczęśliwy;

          Wierzę, że twojej pozór szczery i prawdziwy.

          Dobry towar, a ja go, choćbym mógł, nie kupię.

          Wiesz dlaczego? Agnieszki, kiedy nie złe - głupie".

          - "Tym lepiej". - "Owszem, gorzej, grubo taki błądzi,

          Który głupstwo przymiotem dla żony być sądzi.

          Najlepiej środek obrać; dumne animuszem,

          Umieją mądre kornet czynić kapeluszem.

          Niech będzie oświecona, rozum nie zawadzi.

          Ale rozum powolny, co powinność radzi,

          Rozum, co zna podległość - może to niegrzecznie -

          Ale żony podległe muszą być koniecznie".

          - "To się lepiej nie żenić". - "Czyż kupiec frymarczyć

          Nie powinien dlatego, gdy zysk wydostarczyć

          W jednym handlu nie może? W innym zysku szuka.

          Złe stadło, nieszczęśliwe - dla drugich nauka,

          Zła małżonka - treść nędzy, lecz kiedy podściwa,

          W dwójnasób szczęścia, pociech natenczas przybywa.

          Jedno słowo - los życia; nieznośny po stracie,

          Najszczęśliwszy, gdy z zyskiem - żeńże się, mój bracie!"



          • pan.nikt Re: Jestem Oburzony 30.05.06, 14:10
            I jeszcze to:

            8. ŻONA MODNA

            "A ponieważ dostałeś, coś tak drogo cenił,

            Winszuję, panie Pietrze, żeś się już ożenił".

            - "Bóg zapłać". - "Cóż to znaczy? Ozięble dziękujesz,

            Alboż to szczęścia swego jeszcze nie pojmujesz?

            Czyliż się już sprzykrzyły małżeńskie ogniwa?"

            - "Nie ze wszystkim; luboć to zazwyczaj tak bywa,

            Pierwsze czasy cukrowe". - "Toś pewnie w goryczy?"

            - "Jeszczeć!" - "Bracie, trzymaj więc, coś dostał w zdobyczy!

            Trzymaj skromnie, cierpliwie, a milcz tak jak drudzy,

            Co to swoich małżonek uniżeni słudzy,

            Z tytułu ichmościowie, dla oka dobrani,

            A jejmość tylko w domu rządczyna i pani,

            Pewnie może i twoja?" - "Ma talenta śliczne:

            Wziąłem po niej w posagu cztery wsie dziedziczne,

            Piękna, grzeczna, rozumna". - "Tym lepiej". - "Tym gorzej.

            Wszystko to na złe wyszło i zgubi mnie sporzej;

            Piękność, talent wielkie są zaszczyty niewieście,

            Cóż po tym, kiedy była wychowana w mieście".

            - "Alboż to miasto psuje?" - "A któż wątpić może?

            Bogdaj to żonka ze wsi!" - "A z miasta?" - "Broń Boże!

            Źlem tuszył, skorom moją pierwszy raz obaczył,

            Ale, żem to, co postrzegł, na dobre tłumaczył,

            Wdawszy się już, a nie chcąc dla damy ohydy,

            Wiejski Tyrsys, wzdychałem do mojej Filidy.

            Dziwne były jej gesta i misterne wdzięki,

            A nim przyszło do szlubu i dania mi ręki,

            Szliśmy drogą romansów, a czym się uśmiechał,

            Czym się skarżył, czy milczał, czy mówił, czy wzdychał,

            Wiedziałem, żem niedobrze udawał aktora,

            Modna Filis gardziła sercem domatora.

            I ja byłbym nią wzgardził; ale punkt honoru,

            A czego mi najbardziej żal, ponęta zbioru,

            Owe wioski, co z mymi graniczą, dziedziczne,

            Te mnie zwiodły, wprawiły w te okowy śliczne.

            Przyszło do intercyzy. Punkt pierwszy: że w mieście

            Jejmość przy doskonałej francuskiej niewieście,

            Co lepiej (bo Francuzka) potrafi ratować,

            Będzie mieszkać, ilekroć trafi się chorować.

            Punkt drugi: chociaż zdrowa, czas na wsi przesiedzi,

            Co zima jednak miasto stołeczne odwiedzi.

            Punkt trzeci: będzie miała swój ekwipaż własny.

            Punkt czwarty: dom się najmie wygodny, nieciasny,

            To jest apartamenta paradne dla gości,

            Jeden z tyłu dla męża, z przodu dla jejmości.

            Punkt piąty: a broń Boże! - Zląkłem się. A czego?

            "Trafia się - rzekli krewni - że z zdania wspólnego

            Albo się węzeł przerwie, albo się rozłączy!"

            "Jaki węzeł?" "Małżeński". Rzekłem: "Ten śmierć kończy".

            Rozśmieli się z wieśniackiej przytomni prostoty.

            A tak płacąc wolnością niewczesne zaloty,

            Po zwyczajnych obrządkach rzecz poprzedzających

            Jestem wpisany w bractwo braci żałujących.

            Wyjeżdżamy do domu. Jejmość w złych humorach:

            Czym pojedziem?" "Karetą". "A nie na resorach ?"

            Daliż ja po resory. Szczęściem kasztelanie,

            Co karetę angielską sprowadził z zagranic,

            Zgrał się co do szeląga. Kupiłem. Czas siadać.

            Jejmość słaba. Więc podróż musiemy odkładać.

            Zdrowsza jejmość, zajeżdża angielska kareta.

            Siada jejmość, a przy niej suczka faworyta.

            Kładą skrzynki, skrzyneczki, woreczki i paczki,

            Te od wódek pachnących, tamte od tabaczki,

            Niosą pudło kornetów, jakiś kosz na fanty;

            W jednej klatce kanarek, co śpiewa kuranty,

            W drugiej sroka, dla ptaków jedzenie w garnuszku,

            Dalej kotka z kocięty i mysz na łańcuszku.

            Chcę siadać, nie masz miejsca; żeby nie zwlec drogi,

            Wziąłem klatkę pod pachę, a suczkę na nogi.

            Wyjeżdżamy szczęśliwie, jejmość siedzi smutna,

            Ja milczę, sroka tylko wrzeszczy rezolutna.

            Przerwała jejmość myśli: "Masz waćpan kucharza ?"

            "Mam, moje serce". "A pfe, koncept z kalendarza,

            Moje serce! Proszę się tych prostactw oduczyć!"

            Zamilkłem. Trudno mówić, a dopieroż mruczyć.

            Więc milczę. Jejmość znowu o kucharza pyta.

            "Mam, mościa dobrodziejko". "Masz waćpan stangryta?"

            "Wszak nas wiezie". "To furman. Trzeba od parady

            Mieć inszego. Kucharza dla jakiej sąsiady

            Możesz waćpan ustąpić". "Dobry". "Skąd?" "Poddany".

            "To musi być zapewne nieoszacowany -

            Musi dobrze przypiekać reczuszki, łazanki,

            Do gustu pani wojskiej, panny podstolanki.

            Ustąp go waćpan. Przyjmą pana Matyjasza,

            Może go i ksiądz pleban użyć do kiermasza.

            A pasztetnik?" "Umiał ci i pasztety robić".

            "Wierz mi waćpan, jeżeli mamy się sposobić

            Do uczciwego życia, weźże ludzi zgodnych,

            Kucharzy cudzoziemców, pasztetników modnych,

            Trzeba i cukiernika. Serwis zwierściadlany

            Masz waćpan i figurki piękne z porcelany ?"

            "Nie mam". "Jak to być może? Ale już rozumiem

            I lubo jeszcze trybu wiejskiego nie umiem,

            Domyślam się. Na wety zastawiają półki,

            Tam w pięknych piramidach krajanki, gomółki,

            Tatarskie ziele w cukrze, imbier chiński w miodzie,

            Zaś ku większej pociesze razem i wygodzie

            W ładunkach bibułowych kmin kandyzowany,

            A na wierzchu toruński piernik pozłacany.

            Szkoda mówić, to pięknie, wybornie i grzecznie,

            Ale wybacz mi waćpan, że się stawię sprzecznie.

            Jam niegodna tych parad, takiej wspaniałości".

            Zmilczałem, wolno było żartować jejmości.

            Wjeżdżamy już we wrota, spojźrzała z karety:

            "A pfe, mospanie, parkan, czemu nie sztakiety?"

            Wysiadła, a z nią suczka i kotka, i myszka;

            Odepchnęła starego szafarza Franciszka,

            Łzy mu w oczach stanęły, jam westchnął. W drzwi wchodzi.

            "To nasz ksiądz pleban!" "Kłaniam". Zmarszczył się dobrodziej.

            "Gdzie sala?" "Tu jadamy". "Kto widział tak jadać!

            Mała izba, czterdziestu nie może tu siadać".

            Aż się wezdrgnął Franciszek, skoro to wyrzekła,

            A klucznica natychmiast ze strachu uciekła.

            Jam został. Idziem dalej. "To pokój sypialny".

            "A pokój do bawienia?" "Tam, gdzie i jadalny".

            "To być nigdy nie może! A gabinet ?" "Dalej.

            Ten będzie dla waćpani, a tu będziem spali".

            "Spali? Proszę, mospanie, do swoich pokojów.

            Ja muszę mieć osobne od spania, od strojów,

            Od książek, od muzyki, od zabaw prywatnych,

            Dla panien pokojowych, dla służebnic płatnych.

            A ogród?" "Są kwatery z bukszpanu, ligustru".

            "Wyrzucić! Nie potrzeba przydatniego lustru,

            To niemczyzna. Niech będą z cyprysów gaiki,

            Mruczące po kamyczkach gdzieniegdzie strumyki,

            Tu kiosk, a tu meczecik, holenderskie wanny,

            Tu domek pustelnika, tam kościół Dyjanny.

            Wszystko jak od niechcenia, jakby od igraszki,

            Belwederek maleńki, klateczki na ptaszki,

            A tu słowik miłośnie szczebiocze do ucha,

            Synogarlica jęczy, a gołąbek grucha,

            A ja sobie rozmyślam pomiędzy cyprysy

            Nad nieszczęściem Pameli albo Heloisy..."

            Uciekłem, jak się jejmość rozpoczęła zżymać,

            Już też więcej nie mogłem tych bajek wytrzymać,

            Uciekłem. Jejmość w rządy. Pełno w domu wrzawy,

            Trzy sztafety w tygodniu poszło do Warszawy,

            W dwa tygodnie już domu i poznać nie można,

            Jejmość w planty obfita, a w dziełach przemożna,

            Z stołowej izby balki wyrzuciwszy stare,

            Dała sufit, a na nim Wenery ofiarę.

            Już alkowa złocona w sypialnym pokoju,

            Gipsem wymarmurzony gabinet od stroju.

            Poszły słojki z apteczki, poszły konfitury,

            A nowym dziełem kunsztu i architektury

            Z półek szafy mahoni, w nich książek bez liku,

            A wszystko po francusku: globus na stoliku,

            Buduar szklni się złotem, pełno porcelany,

            Stoliki marmurowe, zwierściadlane ściany.

            Zgoła przeszedł mój domek warszawskie pałace,

            A ja w kącie nieborak, jak płacę, tak płacę.

            To mniejsza, lecz gdy hurmem zjechali się goście,

            Wykwintne kawalery i modne imoście,

            Bal, maszki, trąby, kotły, gromadna muzyka,

            Pan szambelan za zdrowie jejmości wykrzyka,

            Pan adiutant wypija moje stare wino,

            A jejmość w kącie szepcząc z panią starościną,

            Kiedy ja się uwijam jako jaki sługa,

            Coraz na mnie pogląda, śmieje się i mruga.

            Po wieczerzy fejerwerk. Goście patrzą z sali;

            Wpadł szmermel między gumna, stodoła się pali.

            Ja wybiegam, ja gaszę, ratuję i płaczę,

            A tu brzmią coraz głośniej na wiwat trębacze.

            Powracam zmordowany od pogorzeliska,

            Nowe żarty, przymówki, nowe pośmiewiska.

            Siedzą goście, a
          • renepoznan Re: Jestem Oburzony 30.05.06, 14:16
            Hihihi. Dobre.
            Aleś sie kolego naraził!!!!!!!!!!!!!!!

            Aż mnie kusi by tu zacytować starego dobrego Fredrę. Ale się boję czy cenzura
            forumowa tego wiersza mi nie posieka.
            Bylibysmy obaj podpadnięci u naszej forumowej kobiecej "dobrej duszy".
            • renepoznan Re: Jestem Oburzony 30.05.06, 14:25
              A co mi tam. najwyżej. Co prawda wybrałem fragment dość cenzuralny:

              O wy najczulsze małżeńskie pieszczoty!
              O lubieżności ręką dana cnoty!
              Cóż cię wystawić, cóż ci zrównać może ?
              O jaka rozkosz! ubarwione łoże
              Zająć radośnie przy kochanej żonie...
              Tonąć w słodyczach na jej czystym łonie...
              Myślą się bawić, że jej posiadanie
              Jedne dać mogło prawdziwe kochanie.
              Że nikt na tem kształt dłoni swej nie wspiera,
              Który niejeden oczami pożera.
              Ach! czemuż sytość z postacią posępną
              Później się staje prawie nieodstępną?
              Czemuż ten zapał niknie i zimnieje,
              I jak żar w deszczu tylko słabo tleje?
              Nie nim to zwykle kuś bywa podjęty;
              Lecz będąc w nałóg powoli wciągnięty,
              Napół pęcznieje jeno błysną zorze,
              I przez sen prawie zbitą niwę orze.

              Jako wódz w sztuce biegły i uczony,
              Chociaż ponurą nocą otoczony,
              Byle dowiedzieć zdołał się nazwiska
              Jednego punktu swego stanowiska,
              Wie, jak pagórków, jak lasów daleki,
              Gdzie drogi, ścieżki, gdzie brodziste rzeki
              Tak mąż pracowity przebudzon w łożnicy,
              Gdy rękę kładzie na swej połowicy,
              Wie, gdzie ma znaleźć piersi natłoczone,
              W jaką do gaju obrócić się stronę;
              Wszędzie na pewne wiedzie swoje kroki,
              A wie najlepiej, jak wąwóz głęboki.
              • r0bur Re: Jestem Oburzony 30.05.06, 21:27
                ... no ale zawsze to "małżeńskie pieszczoty" nie ma słowa o przypadkowym seksie
                z kobietą w toalecie klubowej. Już widzę, jakby to nasi "poprawni" komentowali.. ;)

                A cenzura PiS doPiSuje do kazdego wiersza K.P.T. zakończenie w stylu:
                "potem sie pobrali
                dwa razy sex uprawiali
                dwa razy rozkoszy doznali
                dwójkę dzieci odchowali"
                • renepoznan Re: Jestem Oburzony 30.05.06, 21:41
                  r0bur napisał:

                  > ... no ale zawsze to "małżeńskie pieszczoty" nie ma słowa o przypadkowym
                  seksie
                  > z kobietą w toalecie klubowej.

                  Jakbyś przeczytał dokładnie "przygodę" Wacława to byś doczytał o godzinnym
                  seksie. Myslisz, że on to robił z żoną???? Może. W zasadzie to możliwe. Moze
                  masz rację. Hm. No w zasadzie wykluczyć nie można.
            • renepoznan Re: Jestem Oburzony 30.05.06, 14:32
              I jeszcze fragment, by POwiakom nie wydawało się, że swintuszenie to wymysł
              obecnego pokolenia. Oddajmy zatem głos Staremu Fredrze:

              My na Wacława spojrzyjmy z daleka.

              Ten od wieczerzy wykwintnej zaczyna,
              Kończy zaś wety na butlu węgrzyna.
              Potem się zbliża skrycie do świątyni,
              Gdzie go wygląda pieszczotów bogini.
              Wsuwa się w łoże i osłonę zdziera...
              Miłe na wdzięki tysiączne poziera...
              Po toku ciała zwolna ręką błądzi...
              Tutaj załechce, a tam ogień zrządzi.
              Prosi dziewczyna drżąca z rozpalenia,
              By skończył, by chciał zgasić jej płomienia;
              I białą dłonią chwyta dziryt twardy,
              Który nieczuły potrząsa szczyt hardy.
              A gdy palcami objąć go nie zdoła,
              Znowu o litość na Wacława woła.
              On na to głuchy, bardziej ją rozpala,
              Niby zaczyna i wnet się oddala;
              Trzy razy tęgo przyłożona kucha,
              Trzy razy nagle odjeta od brzucha,
              W końcu, gdy widzi żądze w samej mierze,
              Głaszcze..spogląda, do jebca się bierze...
              Wznosi jej nogi, kładzie na swe ramię,
              Wymierza huja..i wstrzymuje w bramie.
              Lecz spodnia dupa sama się przytyka
              I po cynadry całego połyka.
              W wolnem wzruszeniu przerywanie sapią,
              Jajca z tętentem o półdupce chlapią,
              A natężonych biódr silnym zaporem
              Przytkany kędzior splata się z kędziorem.
              Rozchwiane ciało tylko co się miga,
              Brzuch dupę, dupa brzuch bez przerwy ściga.
              On jeśli cofnie, tem mocniej dopycha,
              Ona wypięta wierci się i wzdycha.

              I już dwa razy jak zmiękła natłokiem
              Jędrna macica zarzygała sokiem,
              Gdy dzielny jebur przez miłe łechtanie
              Poznał, że bliskie miłości wylanie.
              Wtenczas, o Sztuko! niebios drogi darze!
              Jakże cię uczcić pieniem się odważę!
              I czyż wystarczy chęci mojej zbytek
              Kreślić twą wielkość, dobroć i pożytek?
              Wtenczas, słuchajcie..jak nieczuła skała
              Huja zatrzymał, aż picza zadrżała
              Tak odpoczywa, w uważaniu czeka,
              Słucha, jak sapor nazad w jajca ścieka.
              A gdy już czuje nadeszłe ochłody,
              Na nowo idzie w jebliwe zawody;
              Twardo piłuje, aż pod serce łechce,
              Wtedy zaś staje, kiedy mu się zechce,
              Woli podległy, ale nie potrzebie,
              Godzinę całą albo więcej jebie.
              Nareszcie widząc, że się już morduje,
              Rusza, dopiera, drży i deszarżuje.


              Cos nam poetycki turniej się stworzył!!!!
            • dobrusia_to_ja Re: Jestem Oburzony 30.05.06, 14:41
              Pisz, pisz:)
              • pan.nikt Re: Jestem Oburzony 30.05.06, 14:43
                ???
              • pan.nikt Mógłbym daje być złośliwy 30.05.06, 15:08
                cytując np Johann Nestroy
                "Tak, piękno kobiety to piękne piękno, ale nietrwałe."

                ale
                WYCIĄGAM RĘKĘ DO ZGODY

                I dlatego napiszę.

                ŚWIAT BEZ KOBIET, TO JAK ŚWIAT BEZ RÓŻ.
                MAJĄ KOLCE, ALE TEŻ JAKI PIĘKNY KWIAT
                • dobrusia_to_ja Re: Mógłbym daje być złośliwy 30.05.06, 15:26
                  pan.nikt napisał:

                  > cytując np Johann Nestroy
                  > "Tak, piękno kobiety to piękne piękno, ale nietrwałe."

                  Jeśli chodzi wyłącznie o piękno zewnętrzne, to może w jakimś stopniu to jest
                  prawda. Z tym, że dotyczy to raczej młodości, nie piękna. Poza tym ta utrata
                  zewnętrznej jędrności odnosi się również do mężczyzn:>
                • renepoznan Re: Mógłbym daje być złośliwy 30.05.06, 15:49
                  pan.nikt napisał:
                  > ŚWIAT BEZ KOBIET, TO JAK ŚWIAT BEZ RÓŻ.
                  > MAJĄ KOLCE, ALE TEŻ JAKI PIĘKNY KWIAT

                  Czy musisz Panie Nikt przypominać naszym Paniom co w ręku zostanie gdy kwiaty
                  opadną?
                  Jakiś ty złosliwy. :):):)
                  • pan.nikt Re: Mógłbym daje być złośliwy 30.05.06, 15:51
                    W różach kwiaty opadają, u kobiet nigdy
    • drhuckenbush Re: Pytanko dla zwolenników PO!! 30.05.06, 13:28
      O jak piękna jesteś, przyjaciółko moja,
      jakże piękna!
      Oczy twe jak gołębice
      za twoją zasłoną.
      Włosy twe jak stado kóz
      falujące na górach Gileadu.
      Zęby twe jak stado owiec strzyżonych,
      gdy wychodzą z kąpieli:
      każda z nich ma bliźniaczą,
      nie brak żadnej.
      Jak wstążeczka purpury wargi twe
      i usta twe pełne wdzięku.
      Jak okrawek granatu skroń twoja
      za twoją zasłoną.
      Szyja twoja jak wieża Dawida,
      warownie zbudowana;
      tysiąc tarcz na niej zawieszono,
      wszystką broń walecznych.
      Piersi twe jak dwoje koźląt,
      bliźniąt gazeli,
      co pasą się pośród lilii.
      Nim wiatr wieczorny powieje
      i znikną cienie,
      pójdę ku górze mirry,
      ku pagórkowi kadzidła.
      Cała piękna jesteś, przyjaciółko moja,
      i nie ma w tobie skazy.
      Z Libanu przyjdź, oblubienico,
      z Libanu przyjdź i zbliż się!
      Zstąp ze szczytu Amany,
      z wierzchołka Seniru i Hermonu,
      z jaskiń lwów,
      z gór lampartów.
      Oczarowałaś me serce, siostro ma, oblubienico,
      oczarowałaś me serce
      jednym spojrzeniem twych oczu,
      jednym paciorkiem twych naszyjników.
      Jak piękna jest miłość twoja,
      siostro ma, oblubienico,
      o ileż słodsza jest miłość twoja od wina,
      a zapach olejków twych nad wszystkie balsamy!
      Miodem najświeższym ociekają wargi twe, oblubienico,
      miód i mleko pod twoim językiem,
      a zapach twoich szat
      jak woń Libanu.
      Ogrodem zamkniętym jesteś, siostro ma, oblubienico,
      ogrodem zamkniętym, źródłem zapieczętowanym.
      Pędy twe - granatów gaj,
      z owocem wybornym kwiaty henny i nardu:
      nard i szafran, wonna trzcina i cynamon,
      i wszelkie drzewa żywiczne,
      mirra i aloes, i wszystkie najprzedniejsze balsamy.
      Tyś źródłem mego ogrodu, zdrojem wód żywych
      spływających z Libanu.
      Jak piękne są twe stopy w sandałach,
      księżniczko!
      Linia twych bioder jak kolia,
      dzieło rąk mistrza.
      Łono twe, czasza okrągła:
      niechaj nie zbraknie w niej wina korzennego!
      Brzuch twój jak stos pszenicznego ziarna
      okolony wiankiem lilii.
      Piersi twe jak dwoje koźląt,
      bliźniąt gazeli.
      Szyja twa jak wieża ze słoniowej kości.
      ( . . . . . . . . . . . )


      Ladny cytat, prawda? Wszyscy wiedza Kto jest jego autorem?
      • dobrusia_to_ja Re: Pytanko dla zwolenników PO!! 30.05.06, 13:43
        Salomon?? To jest "Pieśń nad pieśniami".
        • renepoznan Re: Pytanko dla zwolenników PO!! 30.05.06, 14:02
          A to????

          Gdybym był młodszy, dziewczyno,
          Gdybym był młodszy!
          Piłbym, ach, wtenczas nie wino,
          Lecz spojrzeń twoich najsłodszy
          Nektar, dziewczyno!

          Ty byś mnie może kochała,
          Jasny aniele...
          Na tę myśl pierś mi zadrżała,
          Bo widzę szczęścia za wiele,
          Gdybyś kochała!

          Gwiazd bym nie szukał na niebie
          Ani miesiąca,
          Ale bym patrzał na ciebie,
          Boś więcej promieniejąca
          Od gwiazd na niebie!

          Wzgardziłbym słońca jasnością
          I wiosny tchnieniem,
          A żyłbym twoją miłością,
          Boś ty jest moim natchnieniem
          I słońc jasnością.

          Ale już jestem za stary,
          Bym mógł, dzieweczko,
          Zażądać serca ofiary;
          Więc bawię tylko piosneczką,
          Bom już za stary!

          Uciekam od ciebie z dala,
          Motylu złoty!
          Bo duma mi nie pozwala
          Cierpieć, więc pełen tęsknoty
          Uciekam z dala.

          Śmieję się i piję wino
          Mieszane z łzami,
          I patrzę, piękna dziewczyno,
          W swą przeszłość pokrytą mgłami,
          I piję wino...



          Tylko proszę bez skojarzeń osobistych!!!!!!!!!!!!!
          • dobrusia_to_ja Re: Pytanko dla zwolenników PO!! 30.05.06, 14:37
            Adam Asnyk:)

            renepoznan napisał:
            > Tylko proszę bez skojarzeń osobistych!!!!!!!!!!!!!

            Za późno!! :>
    • dobrusia_to_ja Rene, a kto napisał to?? 30.05.06, 15:23
      Pewna baba była chora,
      Do miłości niezbyt skora,
      A więc poszła do lekarza
      I stwierdziła, że zbyt słaba,
      Aby szaleć aż do rana
      Choć jest w mężu zakochana.
      Doktor spojrzał nań wnikliwie
      I rzekł patrząc litościwie:
      - Och ty babo nieciekawa.
      Wszak wykańcza ciebie strawa
      Spożywana w tych ilościach
      Co to kleją się po kościach
      I sprawiają kłopot wielki,
      Że pękają wam mebelki
      Kiedy ciało swoje duże
      Kładziesz nie na tym marmurze,
      Ale w łożu swym małżeńskim,
      W którym przeszłaś kiedyś męki
      Tracąc w bólach swą niewinność.
      Wyglądałaś jak roślinność,
      Która wzrasta nad jeziorem
      Jak tatarak i z humorem
      Szłaś przez życie z tym facetem,
      Aż zdradziłaś go z kotletem
      I z kozicy smukłej zwinnej
      Stałaś się tłuściutkim trutniem.
      Weź się wreszcie do roboty
      I wyciśnij siódme poty
      Z cielska twego zwalistego
      I zrezygnuj z kremowego
      Pocieszania swych słabości
      To zatracisz się w miłości.
      Baba wszystko zrozumiała.
      Do roboty się zabrała
      I straciła bardzo szybko
      Chyba ze trzydzieści kilo.
      Stała się tak rączą łanią
      Że jej mąż nie chciał poza nią
      Żadnej innej baby widzieć.
      Tylko z własną w łożu leżeć.
      Dnie i nice kochał całe
      Aż serce nie wytrzymało.
      Spoczął biedak w ciemnym grobie,
      Baba popłakała sobie
      Dni chyba ze sto czterdzieści.
      Tyle było w niej boleści.
      Później źródło jej łez wyschło
      I w objęcia wpadła rychło
      Przyjaciela swego męża
      W którym moc była potężna
      Miłowania pięknej baby,
      Wybaczenia każdej zdrady
      Jakiej ta się dopuszczała
      Kiedy zostawała sama.
      Chociaż zazdrość go trawiła
      Ona zawsze potrafiła
      Tak zawrócić jemu w głowie,
      Po skończonej z nią rozmowie
      I już myślał biedak miły,
      Że te zdrady mu się śniły.
      A ta baba cwana, śmiała,
      W swoim łożu tańcowała
      Znowu nie dopilnowana
      Z jakimś człekiem aż do rana.

      Oto i historia cała.
      • renepoznan Re: Rene, a kto napisał to?? 30.05.06, 15:47
        Poddaję się. Nie wiem. Nie znam.
        A wrzucać w wyszukiwarkę byłoby niehonorowo.
        Wygrywasz!!!!!!!! Dla rewanżu - łatwiejsze:

        Daj, czegoć nie ubędzie, byś nawięcej dała:
        Daj, czego próżno dawać potym będziesz chciała,
        Kiedyć zmarski twarz zorzą, a gładkie źwierciadło
        Okaże to na oko, że cię siła spadło.
        Już tam służyć nie będą te pieszczone słowa:
        "Stachniczku, duszo moja!" - rychlej: "Bądź mi zdrowa,
        Maryja, łaski pełna!" - a w ręku pacierze,
        Na jakie przy kościele baba pieniądz bierze.
        Teraz, możesz leliją piękny włos otoczyć,
        Teraz możesz zaśpiewać, możesz w tańcu skoczyć;
        Po chwili przydzie druga, którą przejdziesz laty,
        I rzeczeć: "Weźm ty kądziel; przystojniej mnie z swaty
        • dobrusia_to_ja Re: Rene, a kto napisał to?? 30.05.06, 16:06
          Kochanowski:))
        • dobrusia_to_ja Re: Rene, a kto napisał to?? 30.05.06, 16:09
          Odpowiedź w mailu:))
          • renepoznan Re: Rene, a kto napisał to?? 30.05.06, 16:43
            Jak już bawimy sie w cytowanie poezji to nie mogę sobie darować zacytowania
            wiersza powszechnie znanego:

            W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem
            Zapodziani po głowy, przez długie godziny
            Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny.
            Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem.
            Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty,
            Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory,
            Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory,
            I szedł tyłem na grzbiecie jakiś żuk kosmaty.

            Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała,
            A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni,
            Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni
            Owoce, przepojone wonią twego ciała.

            I stały się maliny narzędziem pieszczoty
            Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie
            Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie,
            I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty.

            I nie wiem, jak się stało, w którym oka mgnieniu,
            Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła,
            Porwałem twoje dłonie - oddałaś w skupieniu,
            A chruśniak malinowy trwał wciąż dookoła.


            Czy znacie innego, ktory by piękniej posługiwał sie językiem polskim niz ten
            polski Żyd?

            Albo to;

            W czas zmartwychwstania Boża moc
            Trafi na opór nagłych zdarzeń.
            Nie wszystko stanie się w tę noc
            Według niebieskich wyobrażeń.

            Są takie gardła, których zew
            Umilkł w mogile - bezpowrotnie.
            Jest taka krew - przelana krew,
            Której nie przelał nikt - dwukrotnie.

            Jest takie próchno, co już dość
            Zaznało grozy w swym konaniu!
            Jest taka dumna w ziemi kość,
            Co się sprzeciwi - zmartwychwstaniu!

            I cóż, że surma w niebie gra,
            By nowym bytem świat odurzyć?
            Nie każdy śmiech się zbudzić da!
            Nie każda łza się da powtórzyć!



            Ech. Fajna zabawa. Może ktos jeszcze dołączy?
            • Gość: szary Re: Rene, a kto napisał to?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.06, 17:34

              Czy to może był Leśmian?

              Nie chciałbym się skompromitować niewiedzą, ale dziękuje wam z przypominanie
              pięknej polskiej poezji.
              PS. no a jeśli to był Tuwim (ale chyba nie) to wybaczcie za pomyłkę.
              • dobrusia_to_ja Re: Rene, a kto napisał to?? 30.05.06, 18:30
                Jak najbardziej Leśmian:)) Pamiętacie wykonanie Grechuty:)) Uwielbiam słuchać
                tego faceta. Szkoda, że życie tak potwornie go doświadczyło:((
                • renepoznan A gdy ku wieczorowi ....... 30.05.06, 19:50
                  A gdy ku wieczorowi zmierzamy może warto przypomnieć sobie Tetmajera:

                  Śmierci!
                  Patrzysz tak na mnie dobrymi oczyma,
                  nie upiór straszny, nie kościana mara,
                  lecz jakaś wierna towarzyszka stara...

                  Patrzysz tak na mnie dobrymi oczyma.
                  Z mojego życia cóż oto wyniosłem?
                  To, że mam - ciebie.

                  Gnany przez czucie i przez wyobraźnię
                  pragnąłem Życie budować, szalony,
                  a byłem tylko dla ciebie stworzony...

                  To było mego bytu przeznaczenie...
                  szedłem: sam jeden; przeminę: jak cienie...

                  Ty na mnie patrzysz dobrymi oczyma,
                  ty wiesz, że ducha byt cielesny trzyma,
                  że duch jest ciału obcy w każdym włóknie,
                  w olbrzymim Ruchu uroniony atom,
                  stracona cząstka olbrzymich Żywiołów,
                  obca zarówno atomom, jak światom...


                  Jak bardzo w tym naszym współczesnym zyciu brak nam zatrzymania się w biegu.
                  Refleksji o tym co dalej. Jak bardzo nie chcemy wiedzieć o tym co nieuniknione.
                  • dobrusia_to_ja To też na dobranoc:) 30.05.06, 20:04
                    Otulę Cię nocą płaszczem z gwiazd
                    ukołyszę w moich ramionach
                    ukoję ból poczłunkiem wilgotnych warg
                    ochłodzę dłonią pulsującą skroń.
                    • Gość: Q Re: To też na dobranoc:) IP: *.icpnet.pl 31.05.06, 08:30
                      A wiecie kto pannie z dobrego domu wpisał do pamietnika dwuwiersz:

                      "Dobranoc skarbie kochany,
                      odwróć sie czym chcesz do ściany"

                      Ponoć, jak to przeczytał ojciec panny to rysujace sie narzeczeństwo zostało
                      natychmiast zerwane.

                      Właściwie powinienem to Wam dodać wieczorem.
                      • Gość: P Re: To też na dobranoc:) IP: *.icpnet.pl 31.05.06, 20:02
                        Pocieszny wątek. Hop do góry.
                        Ja tak nie wiem kto te pamietniki wypełniał. Nie moje czasy.
                      • Gość: Q Re: To też na dobranoc:) IP: *.icpnet.pl 02.06.06, 10:37
                        Gość portalu: Q napisał(a):

                        > A wiecie kto pannie z dobrego domu wpisał do pamietnika dwuwiersz:
                        >
                        > "Dobranoc skarbie kochany,
                        > odwróć sie czym chcesz do ściany"

                        Hej. Poeci. To nie wiecie, że to do sztambucha jednej ze swoich narzeczonych
                        wpisał Kazimierz Przerwa-Tetmajer????
                        O zerwaniu zareczyn to też fakt. Nie mogę tylko sobie przypomnieć gdzie to
                        wyczytałem.
                        • dobrusia_to_ja Re: To też na dobranoc:) 02.06.06, 11:17
                          Gość portalu: Q napisał(a):
                          > Nie mogę tylko sobie przypomnieć gdzie to wyczytałem.

                          Szkoda, że nie pamiętasz. Pobuszowałam trochę w necie, ale oprócz cudzej erotyki
                          nie znalazłam tego konkretnego fragmentu.
                          • renepoznan Re: To też na dobranoc:) 02.06.06, 17:26
                            dobrusia_to_ja napisała:
                            > nie znalazłam tego konkretnego fragmentu.

                            A ja ostatecznie znalazłem. Choć troche czasu to zajęło.
                            Tę dwuwiersz i anegdotę odnotował Adam Grzymała - Siedlecki w swojej
                            wspomnieniowej książce "Niepospolici ludzie w dniu swoim powszednim". Z tą
                            drobna różnicą, że wg niego dwuwiersz brzmiał:
                            Dobranoc, c u d z i e kochany,
                            obróć sie czym chcesz, do sciany.

                            Reszta sie zgadza.

                            Zresztą to nie jedyny kawał jaki robił KPT. Grzymała odnotowuje jak to w 1895r
                            Przerwa Tetmajer, Adam Krasiński (ordynat Opiniogórski) oraz Władysław
                            Skrzyński na fali fascyznacji i też oburzenia poezją symbolistów i innych
                            wydali rzekomą antologię poetów dekadenckich pt. "Jęk ziemi. Pantologia
                            dekadentów" Były to stworzone przez kawalarzy poezje rzekomych autorów
                            francuskich, angielskich a nawet moldawskich. Wydawnictwo 9luksusowe wydanie)
                            wzbudziło zachwyt. Bardzo pochlebną opinię napisała miedzy innymi Gabriela
                            Zapolska.
                            Jak sprawa się wydała to Tetmajer oberwał podobno od niej trzepaczką do ubrań.
                            Nie mogł sobie darować i poszedł do niej z podziekowaniem za tę pochlebna
                            opinię.
                            A kawał był przejrzysty.
                            Przykładowo mołdawski poeta nazywał się: M. Ałłpanastuł. Co bardzo łatwo sie
                            wykłada jako: "Małpa na stół". Jednak nikt się nie zorientował.
                            Kawał był przedni, choć kosztowny. Ale Opiniogóra mogła sobie na to pozwolić.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka