Dodaj do ulubionych

Polska źle dowodzona

07.06.10, 15:20
Świetny tekst Petelickiego z dzisiejszej Rzepy:
www.rp.pl/artykul/9157,490249_Petelicki__Polska_zle_dowodzona.html
i fragmenty:
'Warto się zastanowić, ile koni, krów i innych zwierząt domowych
mogłyby uratować amfibie, które musiały transportować terenowe bmw
premiera, szefów MSW i MON'
albo:
'Pewien wybitny muzyk napisał do mnie: „Czas skończyć z nazywaniem
ludzi krytykujących nieudacznictwo władzy pisiorami (czyli
zwolennikami PiS). Ja nigdy nie będę popierał PiS, ale jak patrzę na
arogancję i niereformowalność Klicha, zagłosuję na Jarka!”'
Obserwuj wątek
    • Gość: Czytelnik Re: Polska źle dowodzona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.06.10, 15:23
      Ten cytat jest jescze mocniejszy:
      Redaktor naczelny bardzo popularnego wśród młodzieży, żołnierzy
      zawodowych i miłośników wojskowości miesięcznika „Komandos” Andrzej
      Wojtas w ostatnim edytorialu pisze: „Historia wojskowości nie
      odnotowuje takiego przypadku, aby w ciągu dwóch lat w wyniku dwóch
      niemal takich samych incydentów, jakaś armia straciła wpierw
      wszystkich dowódców sił lotniczych, a następnie wszystkich
      głównodowodzących. Arabskie przysłowie powiada, iż tylko dureń
      potyka się dwa razy o ten sam kamień (...). Z całą pewnością jako
      naród i społeczeństwo zasługujemy na znacznie lepiej skonstruowane
      państwo i armię. Żądamy tego od całej (zdziesiątkowanej) klasy
      politycznej. Jeśli owego oczekiwania obecni politycy szybko nie
      spełnią, to niech się idą bujać na zieloną trawkę, tam będą mogli do
      woli pogrywać w szmaciankę”.
    • Gość: nie do wiary Re: Polska źle dowodzona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.06.10, 15:29
      A to, to juz zupełnie nie do wiary:

      "Całkowitą piarowską i organizacyjną klapą dla ministra Klicha
      okazało się uroczyste powitanie w Morągu 25 maja szkoleniowych
      wyrzutni rakiet Patriot i obsługujących je amerykańskich żołnierzy.
      W swoim długim przemówieniu minister Klich przypomniał Amerykanom
      nasze zwycięstwa pod Grunwaldem, Kircholmem i Wiedniem, a następnie
      ostrzegł ich, żeby nie nadużywali polskiej gościnności i
      przestrzegali polskiego prawa. Amerykanie wzięli sobie to do serca i
      wyjeżdżają już w czerwcu, by wrócić dopiero za trzy miesiące.
      Prawdziwe problemy ministra zaczęły się, dopiero gdy ambasador USA
      Lee Feinstein rozpoczął swoje przemówienie. Nadleciał wtedy
      niezidentyfikowany śmigłowiec Mi-8, który narobił takiego hałasu, że
      amerykański dyplomata musiał przerwać przemówienie. Minister pytał
      szefa Sztabu Generalnego, czy wie, co to za śmigłowiec. Generał
      Mieczysław Cieniuch nie wiedział. Dopiero po dziesięciu minutach
      oczekiwania ambasador mógł zakończyć swoje przemówienie.
      Jako następny wystąpił amerykański pułkownik, który chciał
      podziękować za gościnę i zapewnić, że żołnierze amerykańscy będą
      przestrzegali polskiego prawa – ale nikt go nie słuchał, bo ktoś dał
      komendę do defilady i polscy żołnierze zaczęli maszerować.
      Zdezorientowani Amerykanie podążyli za nimi, a TVN 24 przerwał
      transmisję.
      Gdyby to nie dotyczyło polskiego ministra Obrony Narodowej, a
      happeningu zorganizowanego przez miłośników bobrów i piżmaków, to
      można by się z tego śmiać. To nie jest śmieszne, ale tragiczne."
      • Gość: Janosik Re: Polska źle dowodzona IP: *.radom.vectranet.pl 07.06.10, 16:36
        A ten debil jareal z Partii Oszutow nic nie napisze o swoich
        nieudacznikach?
    • Gość: cuculatus Re: Polska źle dowodzona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.06.10, 18:46
      Hiena cmentarna daje głos - Janusz Palikot: Czy jest prawdą, że Marta
      Kaczyńska otrzyma 3 mln zł odszkodowania z tytułu tragicznej śmierci
      Lecha i Marii Kaczyńskich? Czy jest prawdą, że polisa na życie śp.
      pary prezydenckiej została wykupiona przez Kancelarię Prezydenta na
      koszt podatników? Czy jest prawdą, że wszystkie inne ofiary katastrofy
      były ubezpieczone na sumy 100, 200 i 300 razy mniejsze?
      • Gość: kataryna Re: Polska źle dowodzona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.06.10, 18:48
        a tu odpowiedź:
        cytat za kataryna.blox.pl/html

        Czy jest prawdą, że Janusz Palikot jest prominentnym politykiem
        Platformy, a partia ma decydujący wpływ na jego aktywność lub jej
        brak po 10 kwietnia?

        Czy jest prawdą, że Janusz Palikot jest przyjacielem Bronisława
        Komorowskiego, kandydata na prezydenta obecnie pełniącego obowiązki
        prezydenta?

        Czy jest prawdą, że Bronisław Komorowski z racji swojej tymczasowej
        funkcji ma obecnie dostęp do całej dokumentacji w Kancelarii
        Prezydenta?

        Czy jest prawdą, że najbardziej prawdopodobnym źródłem informacji na
        temat poufnych dokumentów z Kancelarii Prezydenta jest dla Palikota
        jego bliski przyjaciel, który po 10 kwietnia zyskał w nie pełny
        wgląd?

        Czy jest prawdą, że dzisiejszy atak Palikota na Martę Kaczyńską jest
        inspirowany przez Bronisława Komorowskiego, który korzystając z
        dostępu do poufnych dokumentów dostarczył Palikotowi niezbędnej
        amunicji?

        Czy jest prawdą, że jest to kolejna próba sprowokowania Jarosława
        Kaczyńskiego do ostrzejszej wypowiedzi, poprzez uderzenie w jego
        jedyny czuły punkt?

        Czy jest prawdą, że ten atak odbywa się za wiedzą i przyzwoleniem
        Komorowskiego bez którego Palikot nie znałby szczegółów polis
        wykupionych w Kancelarii Prezydenta?

        Czy jest prawdą, że przyłapany przez dziennikarzy pod sztabem
        Komorowskiego Palikot powiedział "Tego dnia rozmawiałem wcześniej
        zarówno z Bronisławem Komorowskim jak i Sławomirem Nowakiem.
        Przekazałem im moje uwagi i propozycje dotyczące kampanii. I pewnie
        nad nimi radzili potem w wąskim gronie"?

        Czy jest prawdą, że dzisiejszy wpis Palikota jest elementem kampanii
        wyborczej Komorowskiego, który jednego dnia lansuje się ze swoją
        rodziną, a drugiego milcząco przygląda jak jego bliski przyjaciel w
        jego imieniu atakuje dopiero co osieroconą dziewczynę za to, że się
        za bardzo wzbogaci na śmierci rodziców?

        Mam nadzieję, że to wszystko nieprawda.
        19:15, kataryna.kataryna
        • Gość: basia k Re: Polska źle dowodzona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.06.10, 20:05
          Ten watek umrze to wpisy sa za długie ale b. ciekawe.
    • Gość: aaa Re: Polska źle dowodzona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.10, 07:56
      Dajcie przedruk całości
      • Gość: z cz.1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.10, 20:12
        Polska źle dowodzona
        Sławomir Petelicki 07-06-2010, ostatnia aktualizacja 07-06-2010
        13:36
        Czas przestać udawać, że mamy sprawne wojsko. Katastrofa smoleńska
        oraz powódź wykazały wszystkie słabości polskiej armii – pisze były
        dowódca GROM Sławomir Petelicki
        To nie piloci Tu-154 są winni katastrofy pod Smoleńskiem, ale
        minister obrony narodowej Bogdan Klich, który zostawił ich bez
        wsparcia i pomocy, tak jak rok temu śp. kapitana Daniela
        Ambrozińskiego, którego patrol Talibowie bezkarnie ostrzeliwali
        przez sześć godzin.
        Państwo, które nie potrafiło zapewnić ochrony swojemu prezydentowi,
        ministrom i najwyższym dowódcom wojskowym (czyli znaczącej części
        infrastruktury krytycznej tego państwa), nie zdało egzaminu.
        Wmawianie Polakom, że państwo zdało egzamin, a zawiniła pogoda,
        piloci, lotnisko w Smoleńsku i Kancelaria Prezydenta, kompromituje
        nas nie tylko w oczach sojuszników w NATO i Unii Europejskiej, ale
        przed całym światem.
        Warto się zastanowić, ile koni, krów i innych zwierząt domowych
        mogłyby uratować amfibie, które musiały transportować terenowe bmw
        premiera, szefów MSW i MON
        W 1990 roku oficerowie b. wywiadu PRL uratowali w Iraku życie
        amerykańskim oficerom CIA i DIA. Z wdzięczności za ten spektakularny
        akt odwagi i profesjonalizmu rząd USA (tajna dyrektywa prezydenta)
        nie tylko zmniejszył nasze długi o 20 miliardów dolarów i udzielił
        pomocy przy tworzeniu jednostki GROM, ale także przez ponad dziesięć
        lat uczył kolejne rządy RP zarządzania w sytuacjach kryzysowych i
        ochrony infrastruktury krytycznej państwa. Zdaniem Amerykanów było
        to niezwykle ważne dla ładu demokratycznego wolnej Polski. Nasz
        strategiczny partner wiedział, co mówi! My na to odpowiadaliśmy, że
        polski lotnik potrafi latać na drzwiach od stodoły, a procedury
        Ministerstwa Obrony Narodowej są najlepsze i mogą się ich uczyć inne
        resorty!
        W tym tekście chciałbym skupić się wyłącznie na ochronie najwyższych
        dowódców naszego wojska. Zwracam uwagę na następujące fakty:
        to minister Obrony Narodowej dysponuje samolotami CASA, Jak-40 i
        Bryza, mającymi między innymi służyć do transportu najwyższych
        dowódców (tym uzasadniał Bogdan Klich kupno samolotów Bryza po
        katastrofie samolotu CASA). Dysponuje też pilotami wojskowymi,
        technikami lotniczymi mogącymi sprawdzić i w razie potrzeby
        odpowiednio przygotować polowe lotnisko A i lotniska zapasowe dla
        najważniejszych delegacji.
        To w dyspozycji ministra obrony narodowej jest Służba Kontrwywiadu
        Wojskowego i Żandarmeria Wojskowa, do obowiązków których należy
        ochrona najwyższych dowódców naszego wojska. Dla wszystkich
        specjalistów (z wyłączeniem tych od propagandy) oczywiste jest, że
        ekipy SKW i Żandarmerii Wojskowej powinny znajdować się na lotnisku
        w Smoleńsku i lotnisku wybranym jako zapasowe przed przylotem
        delegacji, a nie wieczorem po porannej katastrofie!
        Nie ma takich cudów techniki, które pozwoliłyby prawidłowo
        zabezpieczyć rządowe telefony satelitarne, laptopy i telefony ofiar
        katastrofy, do której doszło rano, jeśli się przybywa na jej miejsce
        wieczorem. A zabezpieczenie tych urządzeń jest bardzo ważne, bo aby
        w inny sposób zdobyć znajdujące się na nich dane, obcy wywiad
        musiałby pracować wiele lat.
        Nie brnijmy więc dalej w ten ślepy zaułek, nie opowiadajmy, że NATO
        nie ma procedur bezpieczeństwa, nie mówmy, że dyskutowanie nad
        przyczynami katastrofy jest dolewaniem oliwy do ognia i kampanią
        wyborczą.
        Dzięki zaufaniu rządu Tadeusza Mazowieckiego mogłem w 1990 roku nie
        tylko zacząć tworzyć GROM, ale przejść kilkuletnie szkolenie, na
        które rządy USA i Wielkiej Brytanii wydały ponad milion dolarów. To
        dzięki zdobytym wtedy umiejętnościom w zakresie zarządzania
        ryzykiem, ochrony infrastruktury krytycznej państwa i zarządzania w
        sytuacjach kryzysowych mogłem przez ostatnie osiem lat pracować jako
        doradca strategiczny prezesa globalnej korporacji amerykańskiej.
        Także z tego powodu czuję się zobowiązany pomagać społecznie Polsce.
        Dlatego po katastrofie przekazałem moje przemyślenia premierowi oraz
        posłom, a teraz zwracam się do czytelników „Rzeczpospolitej”.
        W 1920 roku wielkie zwycięstwo Polaków nad Armią Czerwoną
        przeciwnicy marszałka Józefa Piłsudskiego nazwali cudem nad Wisłą,
        choć to nie był cud. To było skoordynowane, przemyślane działanie
        bohaterskich profesjonalistów. Wybitni polscy matematycy
        rozszyfrowali system łączności wroga, dzięki czemu polskie dowództwo
        mogło wyprzedzać ruchy Armii Czerwonej na froncie o długości 700 km.
        Pomagało wtedy całe społeczeństwo czujące, że jest dobrze dowodzone.
        Żołnierz w czasie wojny, tak jak strażak, policjant i ochotnik w
        czasie klęski żywiołowej, ma niezbywalne prawo być dobrze
        dowodzonym. Jednak gdyby nie ostatnia katastrofa, to oszukiwane przy
        pomocy piarowskich sztuczek społeczeństwo nie dowiedziałoby się
        pewnie o rozmiarach aroganckiego nieudacznictwa władzy.
        Redaktor naczelny bardzo popularnego wśród młodzieży, żołnierzy
        zawodowych i miłośników wojskowości miesięcznika „Komandos” Andrzej
        Wojtas w ostatnim edytorialu pisze: „Historia wojskowości nie
        odnotowuje takiego przypadku, aby w ciągu dwóch lat w wyniku dwóch
        niemal takich samych incydentów, jakaś armia straciła wpierw
        wszystkich dowódców sił lotniczych, a następnie wszystkich
        głównodowodzących. Arabskie przysłowie powiada, iż tylko dureń
        potyka się dwa razy o ten sam kamień (...). Z całą pewnością jako
        naród i społeczeństwo zasługujemy na znacznie lepiej skonstruowane
        państwo i armię. Żądamy tego od całej (zdziesiątkowanej) klasy
        politycznej. Jeśli owego oczekiwania obecni politycy szybko nie
        spełnią, to niech się idą bujać na zieloną trawkę, tam będą mogli do
        woli pogrywać w szmaciankę”.
        Obydwoma rękami podpisuję się pod słowami redaktora Wojtasa,
        napisanymi jeszcze przed powodzią. A wielka powódź potwierdza, że
        nasi politycy, na czele z premierem Donaldem Tuskiem, nie wyciągnęli
        żadnych wniosków z katastrofy pod Smoleńskiem i brną dalej w ślepą
        uliczkę. W liście do premiera, który wysłałem w nocy po zakończeniu
        żałoby narodowej, sugerowałem między innymi przywrócenie na
        stanowisko szefa Rządowego Centrum Bezpieczeństwa doktora
        Przemysława Guły, po którego skandalicznym zwolnieniu odeszło z tego
        centrum na znak protestu dziesięciu najlepszych w Polsce
        specjalistów od zarządzania w sytuacjach kryzysowych.
        Premier tę szczerą radę zignorował. Gdyby z niej skorzystał, mógłby
        już w piątek, 14 maja, zacząć profesjonalną akcję zapobiegawczo-
        ratowniczą. Specjaliści z Rządowego Centrum Antykryzysowego zamiast
        wydawać uspokajający komunikat, że nie ma zagrożenia powodzią,
        przygotowaliby mu raport, na podstawie którego rozdzieliłby zadania
        i obowiązki pomiędzy ministrów spraw wewnętrznych i obrony
        Narodowej.
        W czasie tak wielkiej powodzi te dwa ministerstwa muszą ze sobą
        ściśle współpracować, uzupełniając się i wspierając nawzajem. Ktoś
        musi jednak pracę tych resortów skoordynować, i od tego właśnie jest
        prezes Rady Ministrów. W Wielkiej Brytanii raz do roku odbywają się
        ćwiczenia antykryzysowe pod przewodnictwem premiera. Po 11 września
        bywało, że takie ćwiczenia odbywały się nawet dwa razy w roku.
        Elementarną zasadą jest, że premier i ministrowie kierują akcją
        ratowniczą ze sztabu. Na miejsce kataklizmu wolno im przyjechać
        dopiero po zakończeniu tragedii, żeby ocenić straty. Przyjazd w
        czasie akcji ratowniczej ma charakter czysto piarowski i
        dezorganizuje pracę miejscowych służb ratowniczych, które zamiast
        zajmować się ratowaniem dobytku mieszkańców, w tym ich zwierząt,
        muszą zajmować się premierem i jego świtą. Wystarczy się zastanowić,
        ile koni, krów i innych zwierząt domowych mogłyby uratować amfibie
        przewożące terenowe bmw premiera, ministra spraw wewnętrznych i
        ministra obrony narodowej.
        • Gość: jś Re: cz.1 IP: 81.219.68.* 09.06.10, 20:31
          Ja rozumiem, że trep trepem i z myśleniem u niego zawsze będzie
          problem, ale żeby sugerować, że polskie wojsko winno zająć kraj do
          którego udaje się prezydencka wycieczka za pieniądze podatników, bo
          w razie potrzeby będzie mogło zabezpieczyć szczątki ofiar tej
          eskapady i zadbać, żeby ich laptopy nie dostały się w ręce
          gospodarzy -to już lekka demencja petelicka.
          Co do przypisywania win za stan profesjonalizmu i procedur w naszej
          armii, to jakoś zapomniał wspomnieć, że naczelny wódz razem z
          przybocznymi, zwłaszcza z szefem BBN, który ostatnio zajmował się
          sytuacją szpitali po tym jak jako minister obrony skasował pilotom
          rządowych samolotów możliwość szkolenia na symulatorach tu154 -
          raczyli byli gremialnie polec na polu wątpliwej chwały. Zatem
          upragnione zmiany i profesjonalizacja nadejdą tak zwaną siłą rzeczy.
      • Gość: z cz.2 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.10, 20:13
        Użycie w pierwszym etapie katastrofy tylko 700 żołnierzy i brak
        ciężkich śmigłowców przystosowanych do przenoszenia specjalnych
        wielkich worków z gruzem, które mogą szybko uszczelnić duże wyrwy w
        przerwanych tamach, stanowić może nawet podstawę do wnioskowania o
        postawienie przed Trybunałem Stanu odpowiedzialnego za to ministra.
        Ale czego można się spodziewać po członku rządu, który nie wiedział
        nawet, że przed przylotem do Smoleńska najwyższych dowódców Wojska
        Polskiego powinien znajdować się tam zespół składający się z
        ekspertów lotniczych od naprowadzenia samolotu na lotnisko polowe
        oraz oficerów Kontrwywiadu i Żandarmerii Wojskowej? Taki sam zespół
        powinien znajdować się na lotnisku zapasowym. Wtedy piloci nie
        byliby pod tak niewyobrażalną presją. Generałowie powinni byli
        lecieć kilkoma samolotami CASA, których wojsko ma przecież 11!
        Czas przestać udawać, że mamy sprawne wojsko. Gdy Romuald
        Szeremietiew mówił kiedyś, że dla bezpieczeństwa obywateli potrzebne
        są śmigłowce, a nie samoloty F-16, po prostu go zniszczono. Brał w
        tym udział obecny kandydat na prezydenta Bronisław Komorowski.
        To Komorowski jako minister obrony narodowej obniżył pensję
        komandosów GROM i zaakceptował wykreślenie z etatu jedynych w
        naszych Siłach Zbrojnych pilotów śmigłowców przeszkolonych w USA do
        nocnych lotów na niskich wysokościach. W wyniku tej decyzji odeszło
        z GROM kilkudziesięciu świetnie wyszkolonych specjalistów.
        Wcześniej Bronisław Komorowski próbował przekazać GROM pod dowództwo
        gen. Jerzego Słowińskiego – szefa Żandarmerii Wojskowej, z którym
        polował na terenie zamkniętego ośrodka wojskowego Omulew. A generał
        Słowiński, powołując się na decyzję ministra Komorowskiego, zażądał
        od dowództwa GROM zaprezentowania sobie karabinów snajperskich, bo
        chciał sprawdzić, czy nadają się one do polowań.
        W koszmarnym współzawodnictwie o to, kto bardziej zaszkodził naszym
        Siłom Zbrojnym, Bronisław Komorowski pozostaje jednak daleko w tyle
        za obecną ekipą rządzącą z ministrem Bogdanem Klichem.
        Rok temu, po bohaterskiej, ale niepotrzebnej śmierci kapitana
        Daniela Ambrozińskiego w Afganistanie, premier miał szansę
        skorzystać z rad wybitnego dowódcy generała Waldemara Skrzypczaka,
        który ostrzegał, że biurokratyczny beton w wojsku może doprowadzić
        do kolejnej katastrofy. Jednak wtedy generała zakrzyczano,
        twierdząc, że naruszył świętą zasadę cywilnej kontroli nad wojskiem.
        To pewnie dlatego żadnemu z najwyższych dowódców wsiadających na
        pokład tupolewa nie przyszła do głowy myśl, że powinni polecieć
        innymi samolotami. Śp. kapitan Daniel Ambroziński ze swym patrolem
        był pozostawiony bez pomocy tak samo jak piloci samolotu Tu-154
        lecącego do Smoleńska.
        Największym bogactwem Polski jest świetnie wykształcone pokolenie
        młodych ludzi, które myśli zupełnie inaczej niż ludzie skażeni
        programem „BMW” (bierny, mierny ale wierny). Młodych jest ponad 13
        milionów i to oni wprowadzą nas w złotą dekadę. Aż przyjemnie jest z
        nimi rozmawiać, gdyż myślą kategoriami państwa, a nie partii
        politycznej. To oni przed kilkoma laty odsunęli od władzy PiS,
        między innymi wysyłając esemes o treści „schowaj babci dowód”. Teraz
        wysyłają esemesy: „przebrała się miarka, głosuję na Jarka”, „wolę
        Jarka z kotem niż Bronka z Palikotem” i – najwięcej mówiący – „oni
        myślą, że my nie myślimy, a my wiemy, co oni o nas myślą”.
        Tym młodym ludziom nie podobają się ani „chłopcy z ferajny”, ani
        zakładające komitet ich obrony „towarzystwo wzajemnej adoracji”. Na
        szczęście osoby niezależne, do niedawna należące do towarzystwa
        wzajemnej adoracji, pod wpływem nieprofesjonalnego prowadzenia akcji
        ratowniczej przy powodzi przechodzą na stronę ludzi dobrej woli.
        Wybitny satyryk rozesłał ostatnio esemes o następującej treści:
        „dobry Niemiec, u którego od 13 lat jestem dozorcą, doradza, żeby
        pochwalić się sukcesem w walce z powodzią, zanim powodzianie się
        zorientują, że nie ma obiecanych im pieniędzy. Pomóżcie proszę”.
        Ten żartobliwy esemes chyba potraktował poważnie nowy redaktor
        naczelny tygodnika „Wprost” Tomasz Lis. Pierwszy wychwalał w mediach
        znakomitą koordynację wszystkich służb walczących z powodzią, a
        drugi w edytorialu napisał: „Zauważamy więc na dzień dobry, że
        premier Tusk odrobił lekcję Włodzimierza Cimoszewicza i zdał egzamin
        powodziowy”.
        Pewien wybitny muzyk napisał do mnie: „Czas skończyć z nazywaniem
        ludzi krytykujących nieudacznictwo władzy pisiorami (czyli
        zwolennikami PiS). Ja nigdy nie będę popierał PiS, ale jak patrzę na
        arogancję i niereformowalność Klicha, zagłosuję na Jarka!”.
        Dlaczego w ostatnim czasie poparcie Jarosława Kaczyńskiego tak
        bardzo wzrosło wśród młodego pokolenia? Nie dlatego, że polubili oni
        PiS, ale dlatego, że wiedzą, co to jest audyt zewnętrzny i czym
        grozi sytuacja, gdy z jednej partii będą prezydent i premier.
        Głęboko wierzę, że w nowym parlamencie, tak jak to ma miejsce w
        Wielkiej Brytanii, pokolenie ludzi ukształtowanych po 1989 będzie
        miało tak silną pozycję, że nie będzie można zbudować rządu bez ich
        udziału. Bo tylko oni mogą wprowadzić nas w złotą dekadę i zahamować
        tragiczną spiralę aroganckiego nieudacznictwa.
        Ci młodzi ludzie świetnie rozumieją, że dla bezpieczeństwa naszych
        obywateli najważniejsze są profesjonalne szpitale, dobre drogi,
        obrona terytorialna (zbudowana na wzór państw skandynawskich) i
        różne rodzaje śmigłowców, a nie kadłub korwety Gawron, który zamiast
        300 milionów, kosztował 1 miliard 200 milionów złotych i nie nadaje
        się nawet do pocięcia na żyletki.
        Tragicznym symbolem nieudolności władzy są zdjęcia pokazywane w TVN
        24. Na pierwszym samotna kobieta klęczy i modli się przy przerwanej
        tamie, a na drugim czterech żołnierzy na łodzi kręci się wkoło, bo
        każdy wiosłuje w inna stronę, a mieszkańcy, których mają ratować,
        krzyczą „O rany! Oni nie umieją wiosłować! Za chwilę rozwalą nam
        płot!”.
        Sowicie opłacani specjaliści od piaru ministra obrony narodowej
        Bogdana Klicha doradzili mu, żeby jak najczęściej pokazywał się na
        terenach zalanych wodą w towarzystwie generałów. Jako piarowcy nie
        muszą oni wiedzieć, że robiący tło ministrowi dowódca Wojsk Lądowych
        i szef Dowództwa Operacyjnego Sił Zbrojnych powinni w tym czasie
        dowodzić żołnierzami. Nikt nie potrafił też wyjaśnić, co na miejscu
        katastrofy robił kilkakrotnie generał Gruszka, szef Dowództwa
        Operacyjnego odpowiedzialnego za prowadzenie działań wojennych w
        Afganistanie.
        Całkowitą piarowską i organizacyjną klapą dla ministra Klicha
        okazało się uroczyste powitanie w Morągu 25 maja szkoleniowych
        wyrzutni rakiet Patriot i obsługujących je amerykańskich żołnierzy.
        W swoim długim przemówieniu minister Klich przypomniał Amerykanom
        nasze zwycięstwa pod Grunwaldem, Kircholmem i Wiedniem, a następnie
        ostrzegł ich, żeby nie nadużywali polskiej gościnności i
        przestrzegali polskiego prawa. Amerykanie wzięli sobie to do serca i
        wyjeżdżają już w czerwcu, by wrócić dopiero za trzy miesiące.
        Prawdziwe problemy ministra zaczęły się, dopiero gdy ambasador USA
        Lee Feinstein rozpoczął swoje przemówienie. Nadleciał wtedy
        niezidentyfikowany śmigłowiec Mi-8, który narobił takiego hałasu, że
        amerykański dyplomata musiał przerwać przemówienie. Minister pytał
        szefa Sztabu Generalnego, czy wie, co to za śmigłowiec. Generał
        Mieczysław Cieniuch nie wiedział. Dopiero po dziesięciu minutach
        oczekiwania ambasador mógł zakończyć swoje przemówienie.
        Jako następny wystąpił amerykański pułkownik, który chciał
        podziękować za gościnę i zapewnić, że żołnierze amerykańscy będą
        przestrzegali polskiego prawa – ale nikt go nie słuchał, bo ktoś dał
        komendę do defilady i polscy żołnierze zaczęli maszerować.
        Zdezorientowani Amerykanie podążyli za nimi, a TVN 24 przerwał
        tra
      • Gość: z cz.3 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.10, 20:14
        Gdyby to nie dotyczyło polskiego ministra Obrony Narodowej, a
        happeningu zorganizowanego przez miłośników bobrów i piżmaków, to
        można by się z tego śmiać. To nie jest śmieszne, ale tragiczne.
        To z winy obecnego ministra obrony narodowej 1 czerwca w 36.
        Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego 30 oficerów złożyło
        wypowiedzenia. A w sumie do tego dnia wypowiedzenia w wojsku złożyły
        ponad 5 tysięcy żołnierzy zawodowych. MON twierdzi, że to efekt
        plotek i insynuacji. Ale czy z winy plotek i insynuacji nastąpiły
        także katastrofy CASY, bryzy, mi-24 i tu-154, w których śmierć
        poniosło 121 osób?
        Autor do 1989 roku był oficerem wywiadu PRL. Potem był pomysłodawcą
        i organizatorem Jednostki Wojskowej GROM, którą dowodził w latach
        1990 – 1996 i 1997 – 1999. Otrzymał za to stopień pułkownika, a
        następnie generała brygady Wojska Polskiego oraz Krzyż Oficerski i
        Komandorski Order Odrodzenia Polski, Krzyż Zasługi za Dzielność i
        amerykańskie odznaczenie bojowe For Military Merit.
    • Gość: momento Fiszer - funkcjonariusz WSI IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.06.10, 09:29
      Major Michał Fiszer - chętnie i szeroko spekulujący w mediach na
      temat przyczyn katastrofy prezydenckiego tupolewa na lotnisku
      Smoleńsk Siewiernyj - to funkcjonariusz Wojskowych Służb
      Informacyjnych. - Od 1997 roku pracowałem w WSI, ale w Oddziale
      Łącznikowym Biura Ataszatów Wojskowych. Pracowałem tam trzy lata, z
      czego rok byłem obserwatorem wojskowym w Iraku i Kuwejcie - przyznał
      w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Fiszer.
      "Major Michał Fiszer występujący w mediach jako były pilot to oficer
      Wojskowych Służb Informacyjnych. W swej karierze wielokrotnie
      zajmował się inwigilowaniem i inspirowaniem mediów, teraz wspiera
      szefa MON, Bogdana Klicha". W ten sposób luki w życiorysie jednego z
      ekspertów lotniczych postanowił uzupełnić konkurencyjny portal
      branżowy Altair.com.pl, którym kieruje Tomasz Hypki. Publikacją
      oburzony jest jej bohater.

      Nie jest tajemnicą, że mediom podsuwane są - nie zawsze
      bezinteresownie - tropy w sprawie wyjaśnienia przyczyn katastrofy
      samolotu Tu-154M z 10 kwietnia pod Katyniem. "W dyskusjach w mediach
      uczestniczą zawodowi lobbyści i specjaliści od manipulowania mediami.
      Wielu z nich próbuje odwrócić uwagę od sytuacji w MON i Siłach
      Powietrznych, która doprowadziła do zapaści w szkoleniu, a w
      konsekwencji do kolejnych, coraz tragiczniejszych katastrof
      lotniczych" - twierdzi portal Altair. Z nieocenzurowanej wersji
      wojskowego życiorysu mjr. Michała Fiszera (obecnie jest on zastępcą
      redaktora naczelnego miesięcznika "Lotnictwo") wynika m.in., że po
      zakończeniu lotów na samolotach Su-22 związał się z Wojskowymi
      Służbami Informacyjnymi. Formalnie nastąpiło to w 1997 roku, ale
      Fiszer już wcześniej miał inwigilować media.

      Od 2000 r., po przejściu do rezerwy, Fiszer występował jako
      "niezależny ekspert", promując w mediach m.in. udział Polski w wojnie
      w Iraku, samoloty F-16 i umieszczenie w Polsce elementów
      amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej, a obecnie samoloty
      szkolno-treningowe T-50.
      W ostatnim czasie major wielokrotnie sugerował publicznie błąd załogi
      tupolewa mający polegać m.in. na katastrofalnym w skutkach
      wprowadzeniu niewłaściwych danych do systemu ostrzegawczego TAWS (w
      metrach zamiast w stopach). Tezę tę miażdżąco skrytykowali piloci na
      innym portalu branżowym.

      Fiszer zaangażowany był też w obronę szefa MON. Wytyka mu się, że
      przekonywał na przykład, iż Bogdan Klich nie jest odpowiedzialny za
      stan polskiego lotnictwa wojskowego oraz śmierć ponad 100 osób w
      katastrofach lotniczych, do których doszło w trakcie jego kadencji.
      W rozmowie z "Naszym Dziennikiem" mjr Michał Fiszer podkreślił, że
      zarzuty pod jego adresem to "stek bzdur". Grozi, że za szkalujące
      jego dobre imię publikacje autorzy będą odpowiadać przed sądem. -
      Twierdzenie, że kogoś inwigilowałem, to kompletna bzdura. Nigdy nie
      byłem oficerem operacyjnym WSI. Owszem, od 1997 roku pracowałem w
      WSI, ale w Oddziale Łącznikowym Biura Ataszatów Wojskowych.
      Pracowałem tam trzy lata, z czego rok byłem obserwatorem wojskowym w
      Iraku i Kuwejcie. Niczego, co dotyczy mojej przeszłości, nie ukrywam
      - podkreślił Fiszer. Jak dodał, śladów zarzucanej mu inwigilacji nie
      ma też w tzw. raporcie Macierewicza. - Po co miałbym w III RP
      inwigilować dziennikarzy? Nie wiem. Kimże jest też Tomasz Hypki, by
      ktokolwiek się nim interesował? - dodał.

      Jak ocenił Fiszer, publikowany przez Altair jego "nieocenzurowany
      życiorys" wygląda, jakby został skopiowany z Wikipedii, ale z
      pominięciem niektórych informacji - jak choćby o ukończeniu studiów
      doktoranckich w Akademii Obrony Narodowej. Podkreślił też, że nie
      rozumie zarzutów dotyczących rzekomej obrony ministra Bogdana Klicha.
      - Piszę o tym, że lotnictwo jest niedoinwestowane, że jest to wina
      polityków. Czy to wygląda na obronę ministra Klicha? - dodał. Jego
      zdaniem, także tezy o odwracaniu uwagi od rzeczywistych przyczyn
      katastrofy prezydenckiego Tu-154M (w chwili kiedy takowych jeszcze
      nie znamy), są nie na miejscu.

      Do sprawy nie odniósł się resort obrony. Jak podkreślił Janusz
      Sejmej, rzecznik ministra obrony, "trudno tu cokolwiek komentować".
      Skąd zatem atak personalny na Fiszera? Według niego, powodem zapewne
      są pieniądze. AL Altair, którego prezesem jest Tomasz Hypki, stanowi
      konkurencję dla Magnum-X, a wydawane przez nie czasopisma -
      odpowiednio "Skrzydlata Polska" i "Lotnictwo" - nie od dzisiaj mocno
      rywalizują ze sobą o reklamodawców.

      Spór już znalazł swoje odzwierciedlenie w opiniach internautów. "W
      Polsce są dwa zasadnicze koncerny medialne związane z tematyką
      militarną: AL Altair oraz Magnum-X, z czego bardziej wpływowy jest
      ten drugi, co więcej, ma dobre układy w ministerstwie i wojsku. Gra
      pomiędzy nimi toczy się o wpływy z reklam - słabszy partner (Altair)
      stara się zdobyć ogłoszenia firm europejskich, w tym celu nachalnie
      krytykuje USA i firmy stamtąd pochodzące" - czytamy na jednym z
      branżowych forów.

      Marcin Austyn

      www.wolnapolska.pl/index.php/wsi-na-odsiecz-klichowi.html
    • Gość: . Re: Polska źle dowodzona IP: *.radom.vectranet.pl 18.06.10, 16:34
      .

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka