jdk
01.04.04, 20:41
Artykul z portalu gazeta.pl
========================
Jak pomagają lokalne fundusze
Dominik Uhlig 01-04-2004, ostatnia aktualizacja 01-04-2004 19:55
Zamiast narzekać, że państwo nic nie robi, Polacy biorą sprawy we własne
ręce. W Kotlinie Kłodzkiej zorganizowali badania mammograficzne. W Biłgoraju
rozdawali cytryny piratom drogowym. A w Elblągu na pomoc niepełnosprawnym
zbierali fani hip-hopu.
Te pomysły sfinansowały lokalne fundusze, które od 1999 r. powstają z pomocą
warszawskiego stowarzyszenia Akademia Rozwoju Filantropii. Jest ich już 17.
Fundusz powstaje tak: gdy ma pomysł na coś pożytecznego, zbiera pieniądze
wśród mieszkańców i miejscowych firm. Pieniądze te tworzą żelazny kapitał,
którym opiekują się przedstawiciele lokalnej społeczności. To oni decydują,
na co zostaną wydane pieniądze.
"Żelazny kapitał" wpłaca się na konto w banku i teoretycznie same odsetki
powinny wystarczyć do finansowania działalności charytatywnej funduszu. Tak
jest w USA. W Polsce same odsetki nie wystarczają, więc fundusze oprócz tego,
że pomnażają swój żelazny kapitał, na co dzień szukają grantów z organizacji
pomocowych, organizują publiczne zbiórki. Lokalne fundusze starają się też o
status organizacji pożytku publicznego (na razie ma go tylko jeden z tych
funduszy, z Sokółki na Podlasiu). Będą mogły wtedy lokować swój żelazny
kapitał w funduszach inwestycyjnych.
Przypomnijmy: do końca kwietnia 1 proc. naszego podatku możemy przekazać
organizacji pozarządowej, która ma status pożytku publicznego. Wypełniając
PIT za 2003 r. trzeba obliczyć, ile wynosi 1 proc. naszego podatku, i wpłacić
na konto wybranej organizacji. A potem urząd skarbowy zwróci nam tę wpłatę.
Aktualizowaną na bieżąco listę organizacji pożytku publicznego znajdziesz w
internecie: www.ngo.pl.
Akademia Rozwoju Filantropii dofinansowywała pierwsze fundusze lokalne,
szkoli ich liderów, wydaje poradniki, pomaga w nawiązaniu kontaktów
międzynarodowych. Ma pieniądze m.in. z amerykańskich fundacji C.S. Motta,
Forda, z Fundacji im. Batorego oraz od polskich sponsorów.
O ile w USA fundusze lokalne tworzą bogate społeczności, w Polsce są szansą
na łagodzenie napięć i bezradności w najbiedniejszych regionach, gdzie stopa
bezrobocia często przekracza 30 proc.
Więcej informacji o funduszach lokalnych w internecie:
www.filantropia.org.pl/fundusze_lokalne.html
Najwięcej daje lokalny biznes
Barbara Margol, prezes Nidzickiego Funduszu Lokalnego (Warmińsko-Mazurskie)
- Dziewięć lat temu zginęła uczennica z mojej szkoły, zostawiła rodzeństwo.
Zbieraliśmy z mężem wśród znajomych pieniądze na ich dalszą naukę. Później
okazało się, że potrzebujących dzieci jest więcej. Zwróciliśmy się do
prywatnych firm. Ich szefowie pytali, czy stypendyści mogliby u nich
pracować - okazało się, że brakuje im wykwalifikowanych pracowników. Teraz,
jeśli jest zapotrzebowanie, kojarzymy stypendystów z firmami.
Nasi sponsorzy stworzyli komisję stypendialną, która decyduje, kto otrzyma
pomoc. Z czasem powołaliśmy stowarzyszenie. Wybraliśmy 15 osób, które cieszą
się w Nidzicy dużym zaufaniem i chcą z nami działać. Dziś nasz kapitał
żelazny to prawie 635 tys. zł. Zaczynaliśmy od 12 stypendiów, dziś jest ich
50.
Najwięcej pieniędzy daje lokalny biznes, sporo zbieramy podczas dorocznego
balu karnawałowego w nidzickim zamku - nawet 30 tys. zł. Ale żeby być dobrym
człowiekiem, niekoniecznie trzeba być bogatym, wiele osób pomaga nam drobnymi
kwotami.
Od sitarzy do pierogów z kaszą i serem
Irena Gadaj, prezes Funduszu Lokalnego Ziemi Biłgorajskiej (Lubelskie)
- W ankiecie, co jest najważniejszym u nas problemem., ludzie najczęściej
wymieniali brak bezpieczeństwa dzieci w drodze do szkół i problem z ich
wolnym czasem. Zainteresowaliśmy sprawą PZU, zrobiliśmy konkurs dla szkół,
nagrodą był komputer. Niektóre pomysły były fantastyczne: dzieci i policjanci
zatrzymywali samochody i częstowali dobrych kierowców jabłkiem, a złych -
cytryną. Inna szkoła oznaczyła niebezpieczne miejsca, np. te, gdzie ktoś się
potknął i złamał rękę.
Wzięliśmy się do odtworzenia lokalnej tożsamości. Wsparliśmy przedstawienie
oparte na lokalnej tradycji pożegnania sitarzy - twórców sit. Powrót do
tradycji zainspirował kucharzy, do restauracji wrócił lokalny przysmak:
pierogi z kaszą gryczaną i serem.
Nasz żelazny kapitał to już 620 tys. zł. Niestety, ten rok będzie trudny. Do
350 zł ograniczono wysokość darowizn, które można odpisać od dochodu. To nie
fair wobec naszych największych darczyńców, których wpłaty stanowiły do 90
proc. naszych funduszy. Mam nadzieję, że jeszcze przed końcem kwietnia uda
się nam zarejestrować jako organizacja pożytku publicznego i namówić ludzi do
przekazywania 1 proc. podatku dochodowego.
Peja przyjechał
Arkadiusz Jachimowicz, prezes Funduszu Lokalnego Regionu Elbląskiego
(Warmińsko-Mazurskie)
- Akademia Rozwoju Filantropii przeszkoliła nas i rzuciła na głęboką wodę.
Powiedzieli nam: "Zbierajcie pieniądze, my dołożymy drugie tyle". Powołaliśmy
fundację z udziałem osób z organizacji pozarządowych, władz miasta i izby
przemysłowo-handlowej. Tak łatwiej zbierać pieniądze.
Pomagamy zdolnym uczniom i niepełnosprawnym dzieciom: fundujemy stypendia
naukowe, kupujemy sprzęt rehabilitacyjny. W 2001 r, żeby zdobyć pieniądze,
nasza wolontariuszka zorganizowała koncert hiphopowy, za darmo grał np. Peja.
Przyszło tysiąc osób, zebraliśmy 10 tys. zł.
Z Bystrzycy do Europy
Dorota Komornicka, prezes Funduszu Lokalnego Masywu Śnieżnika
- Na początku zrobiliśmy program stypendialny dla utalentowanych, ale
niezamożnych dzieci. 50 zł miesięcznie to może małe pieniądze, ale dzieci
widzą, że ktoś dostrzega ich starania, i to daje im dużą motywację. Mamy też
stypendia dla osób w trudnej sytuacji, które wybierają się na studia - 380 zł
miesięcznie. W 2001 r. szkoliliśmy nowo wybrane sołtyski, jak podejmować
różne inicjatywy i jak mobilizować wiejską społeczność. Teraz zawsze możemy
na nie liczyć.
Razem zrobiliśmy badania mammograficzne i badania prostaty dla 1300 osób z 80
wsi! A w ramach akcji "Prosto do Europy" w Bystrzycy i Lądku Zdroju 25
lekarzy przez dwa dni bezpłatnie badało dzieci. Okazało się, że połowa ma
wady postawy, dwoje dzieci już zostało zoperowanych, na zabiegi czeka siedem
kolejnych.
Prowadziliśmy też program edukacji obywatelskiej dla dzieci. Uczniowie
budowali i zarządzali małym miasteczkiem ze sklejki.
Nasz kapitał żelazny to 432 tys. zł. Niby dużo. Ale przy takim oprocentowaniu
trudno działać tylko z odsetek. Starczają zaledwie na dofinansowanie
stypendiów. Dlatego staramy się o pieniądze z konkursów organizowanych przez
rozmaite fundacje. I zawsze pomaga nam samorząd - choć sam nie ma pieniędzy,
zawsze możemy liczyć na wynajęcie sali, transport albo inną pomoc.
------------------------------------------------------------------------------
--
Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl - 2003 © Agora SA
------------------------------------------------------------------------------
--