Gość: Ala
IP: *.ats.pl
12.04.06, 12:25
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60935,3276558.html
Odkryliśmy świetny bat na urzędników: niekompetentnych, leniwych, po prostu
chamskich. Wystarczy ich nagrać, a potem postraszyć szefem
Dyktafony - takie tradycyjne, ale też te ukryte choćby w telefonach
komórkowych - stają się narzędziem walki z wkurzającymi nas urzędnikami. Stan
głębokiej irytacji
nieobcy był choćby Jackowi Kamulickiemu, specowi w biurze rachunkowym
niedaleko Warszawy. Do niedawna z braku szybkiego dostępu do internetu musiał
latać na pobliską pocztę. - I natknąłem się tam na typowo "socjalistyczną"
obsługę. Zwłaszcza taka jedna... pani. A to przerwa na herbatkę w czasie
urzędowania, a to poszła po zakupy - opowiada Jacek. Nie wytrzymał, gdy
poszedł odebrać przesyłkę na awizo: - Ryknęła, że to chyba normalne, że jak
dostałem awizo w czwartek wieczorem, to w piątek rano na poczcie paczki
jeszcze nie ma. Zmusiłem się i następnego dnia znów poszedłem na pocztę.
Nagrałem babę na komórkę, jak się wyzłośliwia na klientów.
Potem odtworzył wszystko kierowniczce: - Była w szoku. Powiedziała, że
wyciągnie konsekwencje. Przeprosiła mnie - triumfuje Jacek.
Odosobniony przykład? A gdzie tam. Rafał Merka, adwokat z Bielska-Białej, od
lat walczy za pomocą dyktafonu z sądami: - Mam wiele spraw, w których jestem
oskarżycielem. W jednej np. chciałem udowodnić, że oskarżony przeze mnie
policjant został uniewinniony, bo był kolegą sędziego. Na jednym z moich
nagrań słychać, jak mówi mu po imieniu. To był dowód, ale nie wystarczył.
Rekordzistą w tym "fachu" jest pan Jerzy, przedsiębiorca z Bielska-Białej. -
Używam lepszej klasy dyktafonu, który może działać 20 godzin non stop. Ma
kolekcję nagranych sędziów i urzędników - w sumie kilkadziesiąt kaset! -
Nagrywam ich już od sześciu lat i wszystkim radzę to samo - nawołuje.
Skala zjawiska "nagrywam wszystko, może się przydać" jest nie do oszacowania.
Wiadomo tylko, że ogromna. Dziś prawie każdy ma dyktafon w komórce, kamerę w
aparacie cyfrowym. Wśród członków Stowarzyszenia Osób Poszkodowanych przez
Organy Władzy Państwowej nagrywanie w urzędach jest normą. Dyktafon jest dla
nich bronią w walce z bezprawiem, niekompetencją i chamstwem urzędników.
Prawnik ze Szczecina przyznaje w rozmowie z "Metrem": - Może jeszcze w nie co
drugiej, ale już na oko w co dziesiątej sprawie w takich dziedzinach jak
łapówki czy zniesławienie wykorzystywane są prywatne nagrania, często z ukrycia.
Leszek Goławski z prokuratury w Katowicach potwierdza: - Są ludzie, którzy
rejestrują każdy kontakt z każdym urzędnikiem. Na podstawie wielu takich
amatorskich nagrań wszczynane są później postępowania. Często to jedyny dowód.
Radosław Kazimierski z Poczty Polskiej: - Ba, jak rozmawiam przez telefon z
klientami, oni coraz częściej mnie ostrzegają, że naszą rozmowę "na wszelki
wypadek" nagrywają.
Zabawa z dyktafonem, jak w przypadku Jacka Kamulickiego, może dać osobie
nagrywającej korzyść. I urzędnicy zaczęli się trochę bać, chodź dziś każdy
powtórzy - zapytaliśmy kilku - że jest "zawsze miły".
Jednak taka broń może działać obosiecznie. - Co bym zrobił, gdyby petent
odtworzył przy mnie, jak mój podwładny go obraża? To mocny dowód, ale i tak
domagałbym się konfrontacji, a nie od razu decydował o winie urzędnika. To
mogła być prowokacja - zastanawia się Jan Kuszpa, zastępca burmistrza Radzynia
Podlaskiego.
A w przypadku prowokacji to nagrywający, a nie nagrywany, może w sądzie zająć
miejsce oskarżonego.
Jak już nagrywać, to...
• dyktafony analogowe: 129-330 zł,
• dyktafony cyfrowe: od 180 zł nawet do 1,5 tys. zł