darek_liryk
08.07.06, 14:38
Bardziej majętni nauczyciele
Zerknięcie na karty dotychczasowych publikacji Giertycha przynosi raczej
uspokajające wieści dla tych, którzy tak żywo manifestowali swoją niechęć do
lidera LPR. W książce Lot Orła znajdujemy rozdział XVI, zatytułowany
Szkolnictwo i nauka, w którym absolwent Wydziału Prawa i Wydziału Historii
Uniwersytetu A. Mickiewicza w Poznaniu prezentuje swoje spojrzenie na polską
oświatę.
Już na wstępie zaznacza, że Nie ma potrzeby zmieniać obecnie wprowadzonego
podziału na szkoły podstawowe, gimnazja, licea i szkoły wyższe. Jednakże jest
konieczne, aby zmienić płace nauczycieli, wprowadzić bony edukacyjne oraz
umożliwić rodzicom kształcenie w domu. A więc dosyć zaskakujące wyznanie,
przewidujące raczej głęboką reformę szkolnictwa.
Swój wywód Giertych dzieli na trzy wyżej wymienione problemy, którymi trzeba
się zająć. Podstawową kwestią jest, według niego, niska płaca nauczycielska.
Dostrzegając cechy nowej rzeczywistości rynkowej, słusznie zauważa, że
Obecnie niskie płace powodują powstawanie systemu negatywnej selekcji, w
którym w szkolnictwie pozostają jedynie osoby nie potrafiące znaleźć sobie
innej pracy lub (co się rzadko spotyka) osoby z powołaniem do nauczania.
[...] W tej sytuacji jedynie podwyżka płac może przerwać proces degradacji
kadry nauczycielskiej i zwiększyć prestiż tego zawodu. Na ten problem zwraca
uwagę także w książce Możemy wygrać Polskę (Dom Wydawniczy Ostoja 2001),
przesadnie przypisując niskie pensje nauczycielskie działalności... Unii
Europejskiej (to prawdopodobnie chęć pozyskania elektoratu dla LPR-u pchała
go do wysnuwania takich absurdalnych tez)! Wiemy już, że pierwszym krokiem
Giertycha po objęciu urzędu ministra edukacji była zapowiedź podwyżek. Nie
był to krok dobry z ekonomicznego punktu widzenia (postawił przed faktem
dokonanym ministra finansów, który będzie musiał te pieniądze znaleźć). Ale
jest to na pewno krok słuszny z punktu widzenia poprawy poziomu edukacji.
Bony od zaraz
Kolejną kwestią, którą zajmuje się Giertych, są bony edukacyjne. Lider LPR-u
podchwycił pomysł laureata Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii Miltona
Friedmana i zapowiada dogłębną reformę całego systemu. Pisze: Takie bony
umożliwiałyby rodzicom realny wybór szkoły, a pomiędzy szkołami zaczęłaby się
prawdziwa konkurencja. Rodzice decydowaliby w ten sposób o tym, która szkoła
jest lepsza. Cały system edukacji musi umożliwiać rodzicom realny wpływ na
szkołę. Słusznie więc zwraca uwagę na wolność wyboru, która pojawiłaby się po
wprowadzeniu tegoż rozwiązania, a także na przesunięcie odpowiedzialności za
edukację dzieci ze szkoły na rodziców.
Pomysły Giertycha idą nawet dalej, niż niektórzy by przypuszczali. Szkoła,
według Giertycha, to szkoła samorządna, bo Rodzice powinni mieć prawo do
zwalniania określonych nauczycieli. Zebranie rodziców powinno mieć do tego
prawo, bo to właśnie rodzice są odpowiedzialni za wychowanie dzieci. [...] W
przypadku wprowadzenia bonów edukacyjnych i prawa do zwalniania nauczycieli
przez zebranie rodziców, szkołą zmieniałaby stosunek do rodziców. To oni
byliby prawdziwymi decydentami, nie dyrektor mianowany przez kuratorium. Przy
okazji pojawia się też propozycja znalezienia oszczędności: Likwidując
kuratoria, budżet państwa zaoszczędziłby na podniesienie wartości bonów
edukacyjnych, a więc również na podniesienie płac dla nauczycieli –
przekonuje Giertych.