Gość: aaaaaa
IP: 82.139.56.*
09.08.06, 09:15
Angelika Swoboda, is 09-08-2006, ostatnia aktualizacja 08-08-2006 20:57
Mieszkania, praca w międzynarodowych koncernach albo pieniądze na rozkręcenie
własnej firmy. Miasta prześcigają się w pomysłach, jak zdobyć i zatrzymać u
siebie wykształconych młodych ludzi
Nagle okazało się, że w Polsce zaczyna brakować już nie tylko ślusarzy i
tokarzy, ale też wykwalifikowanych inżynierów oraz informatyków. Wszyscy
hurtowo wyjeżdżają za granicę w poszukiwaniu lepszej pracy. Włodarze polskich
miast zrozumieli, że warto ich zatrzymać, bo to inwestycja na przyszłość. I
zaczęli wielką batalię o zdobycie i zatrzymanie studentów oraz absolwentów
wyższych uczelni.
W Krakowie młodych ma zachęcić specjalny program (planowany do końca
przyszłego roku), który zakłada m.in. profesjonalne szkolenia zawodowe, staże,
a nawet pieniądze na założenie własnej firmy. Warunki: świeżo upieczony
magister czy inżynier nie może mieć więcej niż 27 lat i musiał dostać dyplom
nie później niż rok temu. W Wałbrzychu takich obostrzeń nie ma, byle tylko
samorząd uznał, że młody i wykształcony fachowiec jest - jak zakłada uchwała
rady miejskiej - niezbędny dla miasta. Jeśli przekona, że przyczyni się do
jego rozwoju, może nawet liczyć na mieszkanie!
- Z tej możliwości skorzystało już kilkanaście osób, np. wykładowca Akademii
Ekonomicznej, lekarz specjalista, prokurator i muzycy Filharmonii Sudeckiej.
Czekamy na kolejnych chętnych - potwierdza Ewa Frąckowiak z wałbrzyskiego
magistratu.
Nawet maturzysta na celowniku
"Zostaję w Łodzi" - to z kolei hasło akcji kampanii, która ma zatrzymać
młodych w Łódzkiem. Tamtejszy urząd pracy chce ich skusić tworzoną właśnie
bazą zawodów deficytowych. Na internetowej liście (na witrynie urzędu) wciąż
przybywa ofert w najbardziej poszukiwanych specjalnościach. Baza ma służyć
uczelniom, by te przyjmowały więcej chętnych na kierunki, których absolwentów
jest za mało na rynku.
- Młodzi nie muszą wyjeżdżać do Warszawy czy za granicę, bo będą mogli żyć i
pracować w naszym województwie. Międzynarodowe koncerny takie jak Philips,
Gilette czy Bosch oferują im nie tylko zatrudnienie, ale i dodatki socjalne, a
nawet ciekawe rozwiązania spędzania wolnego czasu po pracy - mówi Paweł
Kozłowski z Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Łodzi.
Najbardziej kuszące wydają się jednak pomysły wrocławian. Na dokładnie
zaplanowaną kampanię, którą promują billboardy z hasłami "Wrocław Twoje
klimaty" oraz "Wrocław miasto, które rozwija" przeznaczono kilkaset tysięcy
złotych. A wszystko po to, żeby za mniej więcej trzy lata wystarczyło
specjalistów na 100 tys. nowych miejsc pracy w międzynarodowych koncernach
takich jak Volvo, Siemens, LG Philips i Whirpoool. Przedstawiciele tych firm
objeździli autobusem duże miasta akademickie w Polsce i przedstawili studentom
oferty pracy. Wrocław poszedł dalej, bo zagiął parol nawet na maturzystów i
ich rodziców - przedstawiciele wyższych uczelni odwiedzili stutysięczne miasta
i zachęcali do studiowania we Wrocławiu. Miasto pomyślało też o miejscowych
maturzystach i ufundowało dla nich stypendia. Już w przyszłym roku każdy
wrocławianin, który zda maturę z matematyki i wybierze się na kierunek ścisły,
będzie dostawał stypendium przez cały semestr.
Wróć, dom czeka
Ale to nie jedyne bonusy dla młodych. - Mamy też program mieszkaniowy. Miasto
przygotuje pod zabudowę 900 hektarów gruntów. W ten sposób w szybkim tempie
będą mogły powstać domy dla 75 tys. osób - zapowiada Marcin Garcarz, rzecznik
prasowy prezydenta Wrocławia.
Miasto ma też chrapkę na młodych, którzy wyjechali na Wyspy Brytyjskie. Od
września podczas specjalnych koncertów będą zachęcani, by przeprowadzili się
do Wrocławia. - To młodzi, wykształceni i dynamiczni ludzie, czyli tacy,
którzy przyczynią się do rozwoju miasta - dodaje Garcarz.
Co na to młodzi? Są zadowoleni i bardzo zainteresowani bonusami. - Wielu moich
znajomych już pracuje za granicą, ale ja nie chciałabym wyjeżdżać. Jednak boję
się, czy znajdę pracę w Polsce, szczególnie po tak specyficznym kierunku. Jak
skończę studia, chętnie skorzystam z pomocy mojego miasta - przyznaje Nina
Skołucka, studentka IV roku Inżynierii Biomedycznej na Politechnice Wrocławskiej.
Jej koledzy przyznają, że coraz bardziej kuszące oferty miast pozwolą im
podjąć decyzję: "Nie wyjeżdżam".
Warszawa jest najlepsza
Lompart Artur, rzecznik Uniwersytetu Warszawskiego: - Najlepszym miastem do
studiowania i mieszkania jest Warszawa. Właśnie dlatego ja sam przyjechałem tu
z Nowego Sącza i wciąż przyjeżdżają kolejni. W żadnym innym mieście w Polsce
nie ma tylu wyższych uczelni, co w stolicy. Boję się, że podobne kampanie
przestraszą tych, którzy chcą tu przyjechać. Pomyślą, że koszty utrzymania są
dla nich za wysokie i zrezygnują, tymczasem to nieprawda. Nasi studenci mogą
przecież także liczyć na pomoc uczelni.