Gość: jdk
IP: 212.149.48.*
26.11.01, 18:35
Gość portalu: Yahagi napisał(a):
> ... z punktu widzenia Radomia - fakt; przykre... ale chyba obaj zgodzimy się,
> że to normalna kolej rzeczy i nalezało się tego spodziewać. Bardziej jednak
> mnie osobiście cieszą te instytucje, które powstaną w Kielcach kosztem
Krakowa czy Lublina. Nie wiem ile to etatów, no ale zawsze kilka...
> Na pocieszenie: z tego co wiem delegatura UOP dla świętokrzyskiego nadal
chyba znajduje sie jeszcze w Radomiu...
"nadal"... "jeszcze"... Pewnie, ze z punktu widzenia Kielc jest to korzystne -
dla Radomia oznacza natomiast kolejny ciezarek w drodze na dno.
Podejscie polegajace na centralizacji jest chyba typowe dla Polski (i moze
krajow tego regionu). Dla mnie idealem jest Anglia, gdzie np. urzad skarbowy
dla Londynu miesci sie... w Szkocji (pod Edynburgiem)! Do takiego urzedu sie
nie chodzi, tylko dzwoni, mejluje lub wysyla listy tradycyjna poczta. I to
dziala!
Inny przyklad: Poszczegolne oddzialy operacyjne duzego banku rozrzucone sa po
calutkiej wyspie - dzial kart kredytowych w jednej miejscowosci (zwykle jakims
malym miasteczku), dzial czekow gdzie indziej, a dzial pozyczek hipotecznych
jeszcze gdzie indziej. Do tego centrum telefoniczne, ktore wcale tez nie musi
byc zlokalizowane w Londynie.
Ale to jest mozliwe w kraju, gdzie poczta z jednego konca na drugi idzie jeden
(!) dzien, a w tym samym miescie list wyslany rano przychodzi do adresata tego
samego dnia (!!) po poludniu.
Jeszcze lepiej jest pod tym wzgledem w Niemczech, gdzie przerozne urzedy, ale
takze instytucje typu banki, firmy ubezpieczeniowe itp. rozrzucone sa prawie
rownomiernie po calym kraju.
Po co to wszystko pisze? W ten sposob w tych krajach prowadzi sie polityke
regionalna, przeciwdziala bezrobociu i... racjonalnie podchodzi do kwestii
kosztow. U nas dla odmiany wszystko dazy do polaryzacji: bedziemy mieli bogate
wyspy w rodzaju Warszawy i kilku-kilkunastu duzych miast i przerazliwie biedne
pustynie nedzy i biedy. Wszystko to bez zwracania uwagi na koszty i korzysci
dla calego kraju.
Az wreszcie ktos sie zorientuje, ze koszt wynajecia powierzchni biurowej w
Warszawie jest 10-krotnie wyzszy niz np. w Radomiu, a moze 50- lub 100-krotnie
wyzszy niz dajmy na to w Pcimiu Dolnym. Ze placa w Warszawie jest srednio 2-3
razy wyzsza niz w mniejszych osrodkach, a uwzgledniajac rozbuchane place
urzednikow te proporcje sa jeszcze wyzsze. Ze ulokowanie jakiegos urzedu w
mniejszej miejscowosci, dzieki czemu spadnie o iles miejsc liczba bezrobotnych,
jest o wiele tansze niz inne formy walki z bezrobociem. I tak dalej, i tak
dalej...
Czasem jeszcze wierze, ze doczekam takich czasow, ale ostatnio coraz bardziej
trace nadzieje - patrzac na lokalne radomskie podworko, ale i na polski
parlament. Ale moze dozyjemy?