Dodaj do ulubionych

link do artykułu o generale z superekspressu 20,06

IP: *.tkdami.net / 172.16.3.* 30.06.03, 18:05
www.superexpress.pl/iso/Dzisiaj/Wiadomosci/Kraj/Kraj.shtml
Obserwuj wątek
    • Gość: miki Re: kopia artykułu superexpressu IP: *.tkdami.net / 172.16.3.* 30.06.03, 18:08
      Niebezpieczny, ale wolny
      Zlecał morderstwa i podpalenia, dostał 12 lat, ale w więzieniu nie siedzi,
      bo... wyrok jest nieprawomocny
      Andrzej U., skazany na 12 lat więzienia za zlecenia i nakłanianie do ośmiu
      morderstw, podpalenia konkurencyjnych firm i posiadanie broni, nie przesiedział
      od wyroku ani dnia. Jest wolny, a jego ofiary żyją w strachu przed zemstą.



      Foto | Marek Zieliński
      Weź udział w dyskusji i napisz, co o tym sądzisz

      - Standardowa procedura - tłumaczy sąd.

      - Układy ponad prawem - mówią gnębieni przez gangstera.

      W marcu tego roku sędzia siedleckiego Sądu Okręgowego zdecydował: Andrzej U.
      jest winny i trafi do więzienia na 12 lat. - Cóż z tego, kiedy on już podczas
      wygłaszania wyroku był wolny! W areszcie przesiedział jedynie sześć miesięcy.
      Od tamtej pory zresztą nic się nie zmieniło - opowiada nam proszący o
      anonimowość mężczyzna, ofiara bandyty. Jego zakład krawiecki spłonął, bo był
      zbyt konkurencyjny w stosunku do firmy Andrzeja U.

      Chcieli spalić rodzinę

      Cud uratował życie wójta gminy Stanisławów Wojciecha Witczaka, jego piątkę
      dzieci i żonę. Wynajęci przez U. bandyci podpalili jednocześnie z kilku stron
      jego dom. Tylko dlatego, że wójt chciał zlikwidować nielegalne wysypisko
      należące do U.

      - Nigdy tego nie zapomnę. Była dokładnie godz. 3.35 nad ranem. Obudził mnie
      swąd płonącego plastiku - Nie wiem, co by się stało, gdybym miał mocniejszy
      sen - mówi Wojciech Witczak. Dziś znów się boi!

      Kolejne dwa zlecenia morderstw dotyczyły zlikwidowania bandytów. Plan nie
      wypalił, ponieważ wynajęci mordercy zostali wcześniej zatrzymani przez policję
      i wsypali swojego szefa.

      Bo ma teścia

      Po zatrzymaniu przez policję Andrzej U. spędził jedynie osiem miesięcy w
      areszcie tymczasowym. Wyszedł po wpłaceniu kaucji - 250 tysięcy zł. Gdy U.
      odzyskał wolność, komendant mińskiej policji i jego zastępca, którzy
      doprowadzili wcześniej do aresztowania U., stracili pracę.

      W mediach wprost oskarżyli swojego ówczesnego przełożonego - szefa mazowieckiej
      policji generała Zdzisława Marcinkowskiego, dzisiaj prezydenta Radomia. Miał
      interweniować w sprawie Andrzeja U., gdyż prosił go o to jego znajomy -
      biznesmen, właściciel sieci hoteli Gołębiewski a jednocześnie teść U.

      - Wszyscy w komendzie wiedzieli, że komendant Marcinkowski dzwonił i groził
      przełożonym, że ich wyrzuci, jeśli zatrzymają U. No i stało się tak, dokładnie
      tuż po aresztowaniu bandyty, które było chyba największym sukcesem naszej
      komendy w historii - opowiadają nam policjanci z komendy w Mińsku Mazowieckim.

      Sam Marcinkowski wszystkiemu zaprzecza. - Wtedy, po tych donosach, całą sprawę
      dokładnie wyjaśniały służby komendanta głównego policji. I oczyściły mnie z
      tych oszczerstw. A komendanci stracili pracę, bo mieszkańcy Mińska oceniali źle
      tamtejszych funkcjonariuszy - odpowiada Marcinkowski.

      Jednak, jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, Centralne Biuro Śledcze
      interesuje się przedsięwzięciami i kontaktami biznesmena oraz jego zięcia. - W
      tym dokładnie sprawdzamy jego kontakty z niektórymi politykami - mówią
      funkcjonariusze.

      Jeździ sobie konno

      Od wyjścia z aresztu tymczasowego Andrzej U. nie wrócił już za więzienne mury. -
      Pan U. znajduje się na wolności, gdyż wyrok nie jest prawomocny. Dopóki Sąd
      Apelacyjny nie rozpatrzy sprawy, nie będzie wykonana kara - tłumaczy sędzia
      Urszula Szymańska, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Siedlcach.

      Dziwne, zważywszy, że na uprawomocnienie wyroków czekają w aresztach nawet
      pospolici przestępcy.

      Andrzej U. mieszka za blisko 2-metrowym murem. Skrywa on przed ciekawskimi
      okazałą willę. Choć nasi reporterzy widzieli ruch w domu, nikt nie odpowiadał
      na dzwonki domofonu.

      Teraz obok domu powstaje stadnina koni. - Często sąsiedzi widzą go, jak pilnuje
      budowy lub jeździ konno. Cóż, wszyscy mogą zobaczyć, że są tacy, dla których
      prawo jest łagodniejsze - komentują jego ofiary.




      Ma mocne plecy, ale słaby pęcherz
      Andrzej U. został zatrzymany w brawurowej akcji policyjnych antyterrorystów
      trzy lata temu, w swojej willi w podwarszawskiej miejscowości. Bandyta, który
      bez zmrużenia oka wydawał wyroki śmierci, spanikował, gdy obudził go widok
      policjantów z wycelowaną w niego długą bronią. Nie rzucił się do ucieczki,
      lecz... dokumentnie obsikał dres, w którym spał.



      Warszawa | Robert Zieliński

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka