Dodaj do ulubionych

"Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Londyni

10.01.09, 19:17
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=904&w=89476402
A na forum Publicystyka, patrz powyższy link - 500 wpisów w ciągu dwóch dni!
Ciekawa jestem co na to Radom...
Obserwuj wątek
    • Gość: klara weritas Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.01.09, 19:18
      Radom nie lubi braci Mroczków.
    • axel-1033 Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo 10.01.09, 21:00
      >>coś tam znowu wytargał z lamusa? i ja mam to czytać ,czytaj sam i nie namawiaj
      innych ..w d...e mam ten gród nad Tamizą i tych co tak głupieją .
      • Gość: miś Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.09, 21:56
        u nas powinni zrobić taką kampanie...może wreszcie mochery i
        polityczne marionetki koscioła zrozumieliby że w naszym kraju są też
        ludzie innej wiary, bądź niewierzący realisci, którzy wierzą tylko w
        to co tu i teraz, co doświadczyli i co mogą zrozumieć....nie
        potrzebują złudzeń i wiary bez pokrycia!
        • b-ania Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo 12.01.09, 07:45
          Myślisz że o tym nie wiedzą, że są ludzie innej wiary? Trzeba być
          naiwnym żeby coś takiego pisać.
        • Gość: nonna Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: 82.139.57.* 14.01.09, 09:11
          Gość portalu: miś napisał(a):
          > u nas powinni zrobić taką kampanie...może wreszcie mochery i
          > polityczne marionetki koscioła zrozumieliby że w naszym kraju są też> ludzie
          innej wiary, bądź niewierzący realisci, którzy wierzą tylko w> to co tu i teraz,
          co doświadczyli i co mogą zrozumieć....nie
          > potrzebują złudzeń i wiary bez pokrycia!"

          Misiu!
          www.racjonalista.pl/forum.php/p,75/s,86536
          Nasi Racjionaliści z tego portalu i nie tylko chętnie zrobiliby taką akcję, ale
          nie maja funduszy. Pozdrawiam ludzi myslących z tego Forym

      • Gość: Ja Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: *.centertel.pl 10.01.09, 21:57
        Tylko zadano ci pytanie gburze. I już wiadomo co ty na to. Chamstwo z butów wychodzi.
      • Gość: nonna Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: 82.139.58.* 10.01.09, 22:00
        To nie jest pytanie w rodzaju prawda czy fałsz...
        To jest akcja brytyjskich ateistów, mająca pokazać, ze oni tez istnieją, mają
        prawo do wyrażania swych uczuć, i nie tylko religie maja prawo do swych symboli
        i oddziaływania na ludzi.


        • martica @nonna- nie tylko brytyjskich 12.01.09, 15:48

          Na hiszpanskim yahoo jest info, ze po Barcelonie i Madrycie rowniez
          jezdza takie autobusy. Pelen tekst informacji to: 'Boga
          najprawdopodobniej nie ma. Przestan sie przejmowac i martwic, ciesz
          sie zyciem'.
          Czy to jest manifest ateistow, mhm, bez przesady. Jakby mowil - Boga
          nie ma, to owszem. To jest raczej manifest deistow lub watpiacych,
          nie ateistow.
          • Gość: nonna Re: @nonna- nie tylko brytyjskich IP: 82.139.58.* 12.01.09, 22:20
            martica:
            Na hiszpanskim yahoo jest info, ze po Barcelonie i Madrycie rowniez
            > jezdza takie autobusy. Pelen tekst informacji to: 'Boga
            > najprawdopodobniej nie ma. Przestan sie przejmowac i martwic, ciesz
            > sie zyciem'."

            Nie wiedziałam, że i w Hiszpanii są takie akcje. Dzięki Martico za informację.
            Nie masz racji, że robią tę akcję wątpiący, agnostycy. Tekst został tak
            sformułowany podobno ze względów prawnych i innych. Pisałam o tym powyżej.Jest
            to akcja ateistów, która według mnie jest zainspirowana działalnością i
            książkami profesora Dawkinsa. Ostatnia "Bóg urojony" ma bardzo podobna tezę.
            Mówi bez stanowczości o nie istnieniu siły nadprzyrodzonej. Zresztą podobno to
            hasło w angielskim ma inny wydzwięk(nie znam dobrze języka, więc się nie będę
            wymądrzać). "Boga urojonego" czytałam i potwierdzam, że ta teza jest podobna;
            Boga prawie na pewno nie ma.
            • Gość: jaca Re: @nonna- nie tylko brytyjskich IP: *.cable.ubr04.donc.blueyonder.co.uk 12.01.09, 22:28
              w angielskim wydzwiek tego tytulu jest taki sam i sugeruje chorobe
              psychiczna...z tego co czytalem w przedmowie autora byly jakies dyskusje czy ten
              tytul zostawic..ostatecznie wygrala opcja "urojenia"
              ..nie wiem jak to wyglada w polskim tlumaczeniu ale w oryginale nie ma
              obsolutnie miejsca na jakies watpliowsci.ksiazka jest czysto ateistyczna,zreszta
              dawkins ma raczej pogardliwe zdanie o agnostykach..z kolei ja sie nie bede
              wymadrzal kazdy ma dostep do internetu i do ksiegarni:)
          • Gość: Robert Kotowski Re: @nonna- nie tylko brytyjskich IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.09, 21:00
            Robert Kotowski Radom - mieszkam teraz w Leeds i tutaj
            tzw. "ateistów" jest b. mało, każdy w coś wierzy!
      • Gość: Robert Kotowski Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.09, 21:01
        Robert Kotowski Radom - mieszkam teraz w Leeds i tutaj
        tzw. "ateistów" jest b. mało, każdy w coś wierzy!!
        • Gość: nonna Re: Robert Kwiatowski IP: *.radom.vectranet.pl 10.02.09, 14:28
          Nie wiem czy słyszałeś, że obecnie obchodzi się dwusetną rocznicę urodzin Karola
          Darwina oraz ROK DARWINA. Obchody mają na celu uporządkować wiedzę
          zapoczątkowaną przez tego geniusza. Obecnie na Wyspach w jego ojczyźnie nie jest
          z tym najlepiej.
          Jedynie 25% wierzy absolutnie w teorię ewolucji.
          10% wierzy, że Bóg stworzył istoty ludzkie w formie podobnej do dzisiaj.
          12% uznaje teorię inteligentnego projektu, starając się połączyć darwinizm z
          kreacjionizmem.
          28% wszystkie te teorie się pomieszały. Trwają więc w ramach obchodów dyskusje,
          mające na celu tę wiedzę uporządkować.

          A Ty Robercie, którą wersję powstania życia przyjmujesz?
    • Gość: nonna Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: 82.139.58.* 10.01.09, 22:14
      Oto tłumaczenie tego słowa "raczej" w jednej z wypowiedzi:

      Inteligenty człowiek nie będzie twierdził z całą pewnością że czegoś nie ma,
      jeśli nie ma na to dowodów, większość ateistów wskazuje że istnienie boga (w
      szczególności w takiej formie w jakiej przedstawiają go religie) jest
      niezmiernie mało prawdopodobne. Stąd hasło "raczej". W wygłaszaniu
      kategorycznych stwierdzeń specjalizują się raczej fanatycy religijni.
      • Gość: antyateolog Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.09, 23:01
        > większość ateistów wskazuje że istnienie boga (w
        szczególności w takiej formie w jakiej przedstawiają go religie) jest
        niezmiernie mało prawdopodobne.

        Większość ateistów ma bardzo mgliste wyobrażenie o tym, w jakiej
        formie boga przedstawiają poszczególne religie, a ich ateizm, jeśli
        nie jest wprost motywowany wyłącznie niechęcią do instytucji
        religijnych, opiera się zwykle na błędnych wyobrażeniach o tym, w co
        nie wierzą, albo im się wydaje, że nie wierzą.
        • Gość: nonna Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: 82.139.57.* 14.01.09, 09:46
          antyteolog napisał:
          Większość ateistów ma bardzo mgliste wyobrażenie o tym, w jakiej
          > formie boga przedstawiają poszczególne religie, a ich ateizm, jeśli
          > nie jest wprost motywowany wyłącznie niechęcią do instytucji
          > religijnych, opiera się zwykle na błędnych wyobrażeniach o tym, w co> nie
          wierzą, albo im się wydaje, że nie wierzą."

          Nie przypuszczam aby tak było jak piszesz.
          Prawdziwy ateista, opiera się tylko na swym rozumie, musi myśleć w sposób
          racjonalny. Wie, że bezkrytyczna wiara w coś, co nie podlega weryfikacji, ma
          korzenie w emocjach, a nie rozumie, czyli w ewolucyjnie wcześniejszych partiach
          mózgu, wykształconych na długo przed korą mózgową.
          Racjonalny pogląd naukowy i moralność oparta na humanizmie, na wierze w mądrość
          i dobroć człowieka to jest to, co mi odpowiada.Pytanie. Czy człowiek w swoim
          postępowaniu wie, co jest dobre, a co złe? Moim zdaniem wie. Ma rozum, w którego
          siłę nie należy wątpić.
          Pozdrawiam
          • Gość: antyateolog Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.09, 11:31
            > Prawdziwy ateista, opiera się tylko na swym rozumie

            Nikt nie opiera się tylko na swoim rozumie. Dotyczy to także
            ateistów. Gdyby tak było, to każdy ateista, zamiast opierać się na
            cudzym rozumie, musiałby od nowa odkrywać i udowadniać całą wiedzę,
            jaką bez tego całkiem zwyczajnie może się posługiwać, opierając się
            na wszelkiego rodzaju autorytetach i zgromadzonej przez nich wiedzy
            lub sprawdzonych przez nich receptach. Ateista jest wierzącym
            inaczej. Wierzy tylko inaczej dobranym autorytetom niż człowiek
            religijny.

            > Wie, że bezkrytyczna wiara w coś, co nie podlega weryfikacji, ma
            > korzenie w emocjach, a nie rozumie, czyli w ewolucyjnie
            wcześniejszych partiach
            > mózgu, wykształconych na długo przed korą mózgową.

            W takim razie pozostaje do udowodnienia, że bezrozumne zwierzęta
            posiadają nie tylko to, co dla ludzi jest uczuciem, np. miłość, ale
            także swoje religie, które, zgodnie z powyższym założeniem, mogą
            bazować wyłącznie na uczuciach, a ludzkiego rozumu w ogóle do
            swojego istnienia nie potrzebują. Jeśli nia da się tych tez
            udowodnić, zgodnie z rozumem należy je uznać za bezrozumne.

            > Racjonalny pogląd naukowy i moralność oparta na humanizmie, na
            wierze w mądrość i dobroć człowieka to jest to, co mi odpowiada.

            Słusznie: w mądrość i dobroć człowieka ateista wraz z humanistą
            muszą wiezryć, bo mądrość i dobroć człowieka nie są do
            zweryfikowania, choć wielu się o to pokusiło. Jednak wyniki ich
            dociekań zwykle były bardzo pesymistyczne. Nieracjonalne, negatywnie
            zweryfikowane przez historię i całkowicie bezkrytyczne przywiązanie
            do wiary w mądrość i dobroć człowieka ma swoje korzenie w emocjach,
            a nie w rozumie.
            • Gość: nonna Re:antyateolog IP: 82.139.58.* 14.01.09, 15:33
              antateolog:
              Słusznie: w mądrość i dobroć człowieka ateista wraz z humanistą
              muszą wiezryć, bo mądrość i dobroć człowieka nie są do
              zweryfikowania, choć wielu się o to pokusiło. Jednak wyniki ich
              dociekań zwykle były bardzo pesymistyczne. Nieracjonalne, negatywnie
              zweryfikowane przez historię i całkowicie bezkrytyczne przywiązanie
              do wiary w mądrość i dobroć człowieka ma swoje korzenie w emocjach,
              a nie w rozumie. "

              Dobra ripista Teologu anty :)
              Tylko, że ja nie opieram się tylko na samych emocjach. Do ludzi podchodzę w
              sposób racjonalistyczny dając im zawsze duży kredyt zaufania. Często zawodzą?
              trudno. Wiara w dobre intencje człowieka - to podtrzymuje przy życiu. Oprócz
              tego cenię naukę, bo chociażby taka penicylina uratowała więcej ludzi niż
              jakakolwiek modlitwa; których nieskuteczność jest notabene stwierdzona naukowo.
              • Gość: antyateolog Re:antyateolog IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.09, 19:54
                > to podtrzymuje przy życiu. Oprócz tego cenię naukę,

                Skoro wiara ateisty może uzupełniać zaufanie do nauki, to czemu
                wiara człowieka religijnego musi być z nauką sprzeczna? Przedmiotem
                wiary religijnej nie są prawdy, które mogą być dowodzone metodami
                naukowymi. A jeśli czasem bywają, to zwykle z czasem w końcu się to
                zmienia. Żeby to wiedzieć, wystarczy choćby elementarna znajomość
                treści i historii religii, której właśnie ateistom brakuje. O tym
                mówiłem od samego początku: ateiści może i wiedzą w co nie wierzą,
                ale to w co nie wierzą ateiści, zwykle nie jest tym, w co wierzą
                ludzie religijni.
                Gorzej, że walczący ateiści często nie rozumieją, że przedmiotem
                nauki nigdy nie będzie wiele z tych prawd, które są przedmiotem
                wiary religijnej. I to już nie jest problem ich niewiary, tylko
                niewiedzy, a dokładnie braku znajomości istoty i zasad nauk, na
                które tak chętnie się powołują, a których przecież nie wynaleźli ani
                oni, ani humaniści.

                > chociażby taka penicylina uratowała więcej ludzi niż
                > jakakolwiek modlitwa; których nieskuteczność jest notabene
                stwierdzona naukowo

                Tylko ateista może mylić rolę i sposób działania penicyliny z rolą i
                sposobem działania modlitwy. To tak, jakby porównywać kąpiel i
                spowiedź pod względem skuteczności w pozbywaniu się fizycznego
                brudu. Ciekaw jestem gdzie są tacy ludzie, którzy mając do
                dyspozycji aspirynę nie zażywają jej, tylko modlą się o wyleczenie z
                przeziębienia, albo mając do dyspozycji wodę i mydło, spowiadają się
                żeby nie cuchnąć. Oni przecież istnieją wyłącznie w wyobraźni
                ateistów! Ciekaw też jestem jaka to nauka zbadała ile osób zostało,
                a ile nie zostało uratowanych (i od czego) przez modlitwę.
                Podejrzewam, że ta nauka to była ateologia:)
                • Gość: nonna Re:antyateolog IP: 82.139.58.* 14.01.09, 21:25
                  Rozumiem... Pytasz chyba tak:
                  [..]
                  A co z tymi bez przyjaciół, samotnymi w swej rozpaczy,
                  Którzy mają tylko Jego, by pocieszył i wybaczył?
                  A co chorzy, połamańcy i kalecy wszelkiej maści,
                  Których wiara w to Nieznane powstrzymuje od przepaści?
                  A co z tymi staruszkami, którzy swoją śmierć już widzą?
                  Życie przeszło im jak splunął, chcą do Boga ze swą nędzą
                  By ich przyjął, ułaskawił, włączył w siebie i ukoił
                  Żeby nadał życiu sens i tym sensem być pozwolił?

                  My im swoje..: Boga nie ma.
                  [...]
                  Teologu!
                  Ból cielesny leczy nauka(medycyna)a ból duszy religia.
                  Tylko zapominasz, ze to złuda, narkotyk. Zresztą od duszy w nauce są także
                  psycholodzy, terapeuci, psychiatrzy.
                  Co do badań nad skutecznością modlitwy o które pytasz, to były prowadzone w USA
                  badania na renomowanym Uniwersytecie i wyniki obaliły tezę jakoby modlitwa była
                  skuteczna.
                  A co do wiedzy ateistów z religioznawstwa(nie tylko religii katolików)jest ona
                  znacznie większa niż katolików, o swej religii. Oni b. często o niej nie wiedzą
                  nic. Oni wierzą. Wierzą w Boga z brodą, patrchialnego starca i, że będą żyć
                  wiecznie.

                  Teolog:
                  "dokładnie braku znajomości istoty i zasad nauk, na które tak chętnie się
                  powołują, a których przecież nie wynaleźli ani oni, ani humaniści."

                  Mylisz się Teologu
                  Kanon czterech wartości został ustalony mniej więcej 2,5 tysiąca lat temu i jest
                  starszy niż religie. Są to: mądrość, dzielność, sprawiedliwość i umiarkowanie.
                  Wydaje mi się, że byłyby one wystarczające dla ludzkości, gdyby nie wmieszały
                  się religie.
                  Nie chcę już dyskutować ile sprowadziły one na ludzkość nieszczęść.
                  • Gość: antyateolog Re:antyateolog IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.09, 10:32
                    > Rozumiem... Pytasz chyba tak:
                    > [..]

                    Wątpliwej urody "poezja". Ale za to daje całkiem dobre pojęcie o
                    specyficznie nietzscheańskiej wrażliwości ateistów i ich poważnie
                    rozchwianej emocjonalności.

                    > Tylko zapominasz, ze to złuda, narkotyk.

                    Autor tej głębokiej koncepcji, w odróżnieniu od Boga, umarł
                    niewątpliwie i bezdyskusyjnie (znarkotyzowany wiarą w rozum
                    wyzwolonego proletariatu). Niestety zdążył położyć "naukowe"
                    podwaliny pod najbardziej zbrodniczy system w dziejach świata.

                    > Oni wierzą. Wierzą w Boga z brodą, patrchialnego starca

                    To jednak nieco bardziej skomplikowane. Oni wierzą w tzw. Trójcę. To
                    taki katolicki myk, wzięty z podręcznika robienia ateistów w balona,
                    poziom dla gimnazjalistów, str. 11. Ateiści załapują z tego tylko
                    patriarchalnego starca z brodą i wydaje im się, że są strasznie
                    mądrzy, bo w niego nie wierzą. Potem ci skołowani ateiści sami
                    siebie ośmieszają wymyślając i wypisując na internetowych forach
                    różne pseudonaukowe i rasistowskie teorie, według których ludzie
                    wierzący są jakąś upośledzoną mentalnie kategorią podludzi,
                    kierujących się emocjami, czyli "ewolucyjnie wcześniejszymi partiami
                    mózgu, wykształconymi na długo przed korą mózgową".

                    > Mylisz się Teologu
                    > Kanon czterech wartości został ustalony mniej więcej 2,5 tysiąca
                    lat temu i jest starszy niż religie.

                    Może się i mylę (przecież nie jestem ateologiem, więc mi wolno, a
                    nawet powinieniem), bo jakoś nie widzę co ma wspólnego jakiś kanon
                    czterech wartości z intelektualną dyscypliną nauk, o której była
                    mowa. Ale gwoli ścisłości, rozumowi, sprawiedliwości i prawdzie
                    (która znamiennie w tym kanonie jakoś nie występuje) przypomnę
                    tylko, że 2,5 tysiąca lat temu czasy swojej świetności miały już za
                    sobą takie cywilizacje i ich religie jak choćby egipska. Ale także
                    wiele innych. W dzisiejszych czasach także i o tym uczą już w
                    gimnazjum. Nawet ateistów;)

                    > Co do badań nad skutecznością modlitwy o które pytasz, to były
                    prowadzone w USA
                    > badania na renomowanym Uniwersytecie i wyniki obaliły tezę jakoby
                    modlitwa była
                    > skuteczna.

                    Zatem czekam z niecierpliwością na kolejne badania renomowanego
                    Uniwersytetu z USA. Mogę się nawet pomodlić o siłę umysłu potrzebną
                    do przeniknięcia religijnych ciemności dla tych... naukowców. Tylko
                    czy to aby nie jest całkiem beznadziejny wysiłek?;)
                    • Gość: ateista Re:antyateolog IP: 82.139.54.* 15.01.09, 11:18
                      Obyś na tych modlitwach antyteologu nie wyszedł jak maturzyści z
                      Białegostoku, którzy jechali do Częstochowy pomodlić się o udaną
                      maturę a zginęli w wypadku. Czy też pielgrzymi wracający z modłów o
                      powodzenie w życiu doczesnym w Lourdes również zginęli w wypadku.
                      Życie udowadnia, że rzeczywiście modlitwa to beznadziejny wysiłek.
                      • Gość: antyateolog Re:antyateolog IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.09, 12:28
                        > Obyś na tych modlitwach antyteologu nie wyszedł jak maturzyści z
                        > Białegostoku, którzy jechali do Częstochowy pomodlić się o udaną
                        > maturę a zginęli w wypadku.

                        Dziwaczna argumentacja u osoby, która z założenia powinna negować
                        jakikolwiek realny związek pomiędzy modlitwą i zdarzeniami po niej
                        następującymi.
                        Ale jeśli tak właśnie wyjdę, to co z tego? Tylko z tego powodu wyjdę
                        na swoim doczesnym życiu gorzej niż ateista?
                        Widzę, że to właśnie ateiści próbują zastraszyć katolików śmiercią,
                        w którą katolicy przecież nie wierzą.
                        • Gość: ateista Re:antyateolog IP: 82.139.54.* 15.01.09, 22:57
                          Chociaż wydaje mi się że dyskusja z takim fanatykiem to daremny trud
                          to odpowiem Ci tylko tyle, że moja argumentacja dowodziła braku
                          jakiegoklwiek zwiazku modłów ze sprawami o które ludzie się modlą a
                          nie mojej wiary lub niewiary w ich skuteczność. Bo ja już dawno
                          stwierdziłem całkowity brak związku.
                          A Ty istotnie możesz zachowywać się jak chcesz. Nie siej tylko
                          swojej propagandy, jakbyś był mędrcem i zachowujesz się i
                          postępujesz mądrze.
                          • Gość: Kotowski Radom Re:antyateolog IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.09, 21:03
                            Robert Kotowski Radom - mieszkam teraz w Leeds i tutaj
                            tzw. "ateistów" jest b. mało, każdy w coś wierzy!!!
                    • Gość: NONNA Re:antyateolog IP: 82.139.57.* 15.01.09, 13:09
                      Widzę ateaologu, że nie ustajesz w dyskusji, jesteś walczącym, wierzycielem w
                      siły nadprzyrodzone i nieśmiertelność duszy ludzkiej. Wierzysz w absurdalne
                      dogmaty jak niepokalne poczęcie i wniebowzięcie i wiele, wiele innych.
                      Ateisci walczący. Oczywiście. Nic dziwnego nie ma w propagowaniu swego poglądu
                      na autobusach czy na forach. Przeciwnicy robią to wszędzie, za nasze pieniądze
                      naszym kosztem, uważając nas za ludzi drugiej kategorii, obrażając naszą
                      emocjonalność. Nie jest ona gorsza. Jest lepsza. Ateista to zdrowy psychicznie
                      człowiek, który radzi sobie sam nie uciekając się do pomocy sił nadprzyrodzonych.
                      Co do naukowców od badania skuteczności modlitw to nie potrzebują modlitwy za
                      swój rozum. Robili to metodą naukową. Jak znajdę te badania to wkleję jeśli nie
                      wierzysz.Zresztą mam pytanie. Jeśli modlitwa jest tak skuteczna to po co są lekarze?
                      • Gość: antyateolog Re:antyateolog IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.09, 15:17
                        > Widzę ateaologu, że nie ustajesz w dyskusji, jesteś walczącym,
                        wierzycielem w
                        siły nadprzyrodzone i nieśmiertelność duszy ludzkiej. Wierzysz w
                        absurdalne
                        dogmaty jak niepokalne poczęcie i wniebowzięcie i wiele, wiele
                        innych.

                        Widzę, że wprawdzie nie wiesz czym jest ateologia (doktryna
                        walczących ateistów, przez nich samych tak nazwana), ale mimo to
                        jesteś w stanie wyczytać to, w co ja niby wierzę, z samej tylko
                        mojej krytyki "wiedzy" ateistów i tego, w co oni sami wierzą.

                        > Ateista to zdrowy psychicznie
                        > człowiek, który radzi sobie sam nie uciekając się do pomocy sił
                        nadprzyrodzonych.

                        Zdrowy psychicznie jak samo wasze ateologiczne (ale także
                        faszystowskie) bożyszcze F. Nietzsche, które umierało w
                        osamotnieniu, w szpitalu dla obłąkanych, wysyłając do niewiadomych
                        adresatów bełkotliwe listy z podpisem Ukrzyżowany lub Dionizos (w
                        zależności od tego jak pogoda danego dnia podziałała na jego
                        przeżartą syfilisem, ateistyczną korę mózgową)?

                        > Co do naukowców od badania skuteczności modlitw to nie potrzebują
                        modlitwy za
                        > swój rozum. Robili to metodą naukową. Jak znajdę te badania to
                        wkleję jeśli nie
                        > wierzysz.Zresztą mam pytanie. Jeśli modlitwa jest tak skuteczna to
                        po co są lek
                        > arze?

                        :))) Pozdrawiam!:)
                      • b-ania Re:antyateolog 16.01.09, 08:19
                        Czego tu nie rozumiem. Jak można walczyć z czymś co nie istnieje?
                      • jas_fasollasido Re:antyateolog 16.01.09, 08:25
                        W jednym z Orędzi z Medjugorje(25 grudnia 1991) z Pani powiedziała:

                        Drogie dzieci! Dzisiaj w szczególny sposób przynoszę wam Małego
                        Jezusa, aby was pobłogosławił błogosławieństwem Pokoju i Miłości.
                        Drogie dzieci, nie zapominajcie, że jest to łaska, której wielu ludzi
                        nie rozumie i nie przyjmuje. Dlatego wy, którzy powiedzieliście, że
                        jesteście moimi i szukacie u mnie pomocy dajcie wszystko z siebie.
                        Przede wszystkim dajcie swoją miłość i przykład w rodzinach. Mówicie,
                        że Boże Narodzenie jest świętem rodzinnym. Dlatego, drogie dzieci,
                        niech Bóg w waszych rodzinach zajmuje pierwsze miejsce, aby mógł dać
                        wam pokój, aby was bronił nie tylko od wojny, ale by was chronił i
                        zachował w pokoju od wszelkich napaści szatańskich. Kiedy Bóg jest z
                        wami, macie wszystko, a kiedy Go nie pragniecie, biedni jesteście i
                        zagubieni i nie wiecie po czyjej stronie stoicie. Dlatego, drogie
                        dzieci, zdecydujcie się na Boga, a wtedy otrzymacie wszystko.
                        Dziękuję, że odpowiedzieliście na moje wezwanie.


                  • b-ania Re:antyateolog 15.01.09, 12:54
                    Za tygodnikiem Wprost.
                    "Obserwacje specjalistów z Centrum Medycznego Darthmouth-Hitchcock
                    wykazały, że ci, którzy czerpali siłę duchową z wiary, ponad trzy
                    razy częściej przeżywali operację na otwartym sercu. Z kolei prof.
                    Dale Matthew z Uniwersytetu Georgetown potwierdził, że chorzy na
                    reumatoidalne zapalenie stawów poczuli się lepiej już po
                    kilkudniowych modlitwach. Niektórzy po sześciu miesiącach nie
                    odczuwali przez dłuższy czas żadnych dolegliwości, nie musieli
                    zażywać leków."
                    • Gość: nonna Re:bania IP: 82.139.57.* 15.01.09, 13:17
                      No tak...Wiadomo, że medytacje nie związane z żadną religią też pomagają. Tu
                      mowa o modlitwie za kogoś. Modlisz się do swego Boga aby ktoś tam wyzdrowiał. To
                      jest nieskuteczne , bo nie mat siły nadprzyrodzonej, która by to sprawiła.
                      Widzę, że mamy postęp dla antyateologa i Bani lekarze nie są potrzebni.
                      Zlikwidować szpitale, budować kościoły!
                      • Gość: antyateolog Re:bania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.09, 15:29
                        > Widzę, że mamy postęp dla antyateologa i Bani lekarze nie są
                        potrzebni.
                        > Zlikwidować szpitale, budować kościoły!

                        To jest Twój własny postulat, więc się go nie wypieraj i nie
                        przypisuj innym.
                        Znudziło się już kompromitowanie się wypisywaniem rasistowskich
                        bredni o różnicach w poziomie ewolucji mózgów wierzących i
                        ateistów, czy o historii religii, które rzekomo jeszcze nie istniały
                        2,5 tysiąca lat temu -więc pora teraz zacząć przypisywać swoje
                        wymysły innym?
                        W takim razie oddaję pole: wypisuj do woli co Ci się wydaje na temat
                        wierzących i ich religii. Ja już nie mam zamiaru z tym polemizować.
                        Bez odbioru.
                      • teta1985 Re:bania 15.01.09, 15:45
                        Gość portalu: nonna napisał(a):

                        > Modlisz się do swego Boga aby ktoś tam wyzdrowiał. To jest
                        > nieskuteczne , bo nie mat siły nadprzyrodzonej, która by to
                        > sprawiła.

                        A może jest, ale nie ma ona nic wspólnego z Bogiem. Po prostu nie
                        wiele rozumiemy, kiedyś nie rozumieliśmy jeszcze więcej. Niektórzy
                        sobie muszą wszystko poszufladkować w główce i tworzą Boga, który
                        uzupełnia niezrozumiałe i nieznane części świata. Niektórzy nie
                        muszą tego robić. Żyją wolni :)
                        • Gość: antyateolog Re:bania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.09, 20:36
                          > Niektórzy
                          > sobie muszą wszystko poszufladkować w główce i tworzą Boga, który
                          > uzupełnia niezrozumiałe i nieznane części świata. Niektórzy nie
                          > muszą tego robić. Żyją wolni :)

                          Najzabawniejsze u ateistów jest to, że sami najlepiej potrafią sobie
                          zaprzeczyć:
                          my.opera.com/theDonkey/blog/2008/02/03/haslo-lacana-jesli-boga-nie-ma-wszystko-jest-zabronione
                          A to wszystko przez notoryczny brak umiejętności logicznego
                          myślenia, który najwyraźniej jest warunkiem koniecznym bycia
                          ateistą. Zwłaszcza ateistą walczącym:)
                          • teta1985 Re:bania 15.01.09, 21:32
                            Gdybyście tak zaciekle nie walczyli z "ciemnym światem" nie
                            musielibyśmy się tak bronić kolego, a skoro jesteśmy istotami bez
                            zdolności logicznego myślenia to po co z nami gadasz? To nie ma
                            sensu. Tak miało być. My gorsi Wy lepsi. Bóg tak chciał.
                            :)

                            Pzdr i bez odbioru.
                            • Gość: antyateolog Re:bania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.09, 21:57
                              > Gdybyście tak zaciekle nie walczyli z "ciemnym światem" nie
                              > musielibyśmy się tak bronić kolego

                              Tutaj, to akurat z Tobą walczą i zaprzeczają Ci Lacan, Zizek i
                              Sierakowski, a to chyba wszystko są ateiści:) Zrozumiałeś o co im w
                              ogóle chodzi?

                              > a skoro jesteśmy istotami bez
                              > zdolności logicznego myślenia

                              Od poniżania oponentów za pomocą rasistowskich teorii jest tu
                              ateistka nonna. Ja pisałem tylko o braku umiejętności logicznego
                              myślenia u ateistów (co przecież może być naprawione dzięki solidnej
                              edukacji, ale grozi utratą dotychczasowych poglądów), a nie o braku
                              zdolności do logicznego myślenia, co byłoby jakimś defektem i
                              stanowiło o różnicy gatunkowej pomiędzy ateistami i wierzącymi.
                              Czytaj ze zrozumieniem, jeśli to potrafisz, a może nie będziesz
                              bredził od rzeczy.
        • Gość: Robert Kotowski Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.09, 21:02
          Robert Kotowski Radom - mieszkam teraz w Leeds i tutaj
          tzw. "ateistów" jest b. mało, każdy w coś wierzy!
    • Gość: Czytelnik Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: *.radom.vectranet.pl 10.01.09, 22:28
      A jaki był napis na Titaniku? Coś w tym stylu, jak się skończyło
      każdy wie.
      • Gość: jaca Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: *.cable.ubr04.donc.blueyonder.co.uk 10.01.09, 23:22
        na titanicu pisalo titanic.masz racje zle sie to skonczylo.w Anglii rzeczywiscie
        i tak malo kto w Boga wierzy wiec akcja jest raczej z innych przyczyn prowadzona
        niz proboa przekonania wierzacych do porzucenia zludnych nadziei:)
        • Gość: goj Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: *.radom.vectranet.pl 11.01.09, 00:14
          Muzułmanie niedługo nakryją angoli czapkami i wtedy się przekonają
          czy Allacha nie ma.
          • Gość: jaca Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: *.cable.ubr04.donc.blueyonder.co.uk 11.01.09, 12:40
            wiekszosc muzulmanow ktorych znam jest zajeta robieniem interesow i chodzi z
            gola glowa.nie martw sie tak bardzo o angoli.
    • redoxygene Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo 12.01.09, 02:57
      Mi tam sie bardzo podoba ta akcja:)
    • andrzejkosztowniak Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo 12.01.09, 18:21
      za swoja kase to organizuja a nie za pieniadze panstwowe lub parafialne wiec sie
      mozecie dlugo i namietnie żołądkowac
      • Gość: ateista Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: 82.139.54.* 14.01.09, 11:22
        O co dewoci czynią tyle hałasu? A wypisywać treści religijne gdzie
        tylko się da to wolno?! Mimo, że to może razić wolnomyślicieli i
        ateistów. Kościół od dawna stosuje metody Kalego. Wstyd dla
        tak "oświeconej" instytucji.
        • poker3 Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo 14.01.09, 11:53
          BOG jest ale napewno nie byl zydem...
          • Gość: remek do Antyateologa IP: 82.139.46.* 15.01.09, 22:37
            Zwróciłbym uwagę na kilka prostych spraw:
            Wierz sobie w co chcesz. Ale niech kościół nie wciska się wszędzie ze swoją ideologią. Niech nie nazywa co drugiej szkoły imieniem papieża, niech sobie uczy religii w salce na plebanii. Niech nie podrzuca kopert w których trzeba odesłać datek. Niech przestanie wpływać na prawo. Niech rozliczy interesy Rydzyka i ukarze go np. za antysemityzm. Bo mnie się to nie podoba. Mam jeszcze takie prawo.
            Argument że nie muszę czegoś robić np. dawać tego datku nie jest najbardziej trafny. Pewnie wiesz dlaczego.
            A poza tym dziś wierzysz w coś, jutro nieomylny papież ustali, że jest inaczej. Nie było celibatu kilka wieków - nagle jest. Maryja niepokalanie poczęta nie była, nagle się stała. Odpust można było kiedyś kupić, już nie można. Jakie to proste. Może za proste. Po co myśleć. Lepiej nie myśleć, być nie wykształconym i mieć dużo dużo dzieci. To się kościołowi podoba. Takie rodziny są nam potrzebne, wtedy nas Żydostwo nie zaleje. Czy nie lepsza byłaby Polska gdybyśmy wszyscy w to "wierzyli". Dlatego ateista to Twój wróg.
            • Gość: nonna Re: Remek IP: 82.139.57.* 16.01.09, 09:02
              [...]Remek napisał:
              A poza tym dziś wierzysz w coś, jutro nieomylny papież ustali, że jest inaczej.
              Nie było celibatu kilka wieków - nagle jest. Maryja niepokalanie poczęta nie
              była, nagle się stała. Odpust można było kiedyś kupić, już nie można. Jakie to
              proste. Może za proste. Po co myśleć. Lepiej nie myśleć, być nie wykształconym i
              mieć dużo dużo dzieci. To się kościołowi podoba. Takie rodziny są nam potrzebne,
              wtedy nas Żydostwo nie zaleje. Czy nie lepsza byłaby Polska gdybyśmy wszyscy w
              to "wierzyli". Dlatego ateista to Twój wróg."

              Remku!
              Pomimo, że nie ma we mnie wiele antyklerykalizmu, podpisuję się pod
              powyższym.Jak będzie więcej takich anty a teologów, to zasilę grono
              antyklerykałów...Na razie pragnę tylko jednego, aby ludzie kierowali się rozumem.
              Biologiczna wiedza o budowie mózgu tak rozwścieczyła tego pana, że nazwał mnie
              rasistką, nie przeszkadzało mu wcześniej negatywnie ocenić mojej emocjinalności,
              też biorącej się z mózgu i jego właściwości.On rasistą nie jest, bron go boże.

              Weźmy chociażby teorie ewolucji... Teolodzy boją sie jej jak diabeł święconej
              wody. Nawetn JPII ją uznał a tu trzeba by jej zaprzeczyć.Życie na ziemi według
              niej powstało w sposób samoistny i rozwijało się od aminokwasów do pojedynczych
              komórek a potem do skomplikowanych organizmów. Taka mowa i działania geologów -
              to zamach na dogmat o stworzeniu świata i podwaliny ich religii.
              Chwieje się ona wraz ze stukiem młotków geologów jak pisze profesor Dawkins w
              "Bogu urojonym"
              Pozdrawiam podobnie myslących.
              Na pewno nie rasistka.
              Nonna



            • Gość: antyateolog Re: do Antyateologa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.09, 20:06
              > Ale niech kościół
              ...
              Bo mnie się to nie podoba. Mam jeszcze takie prawo.

              Oczywiście drogi remku masz do tego święte prawo, żeby Ci się nie
              podobało wszystko, czego Twoja dusza nie zapragnie:)

              > Argument że nie muszę czegoś robić np. dawać tego datku nie jest
              najbardziej tr
              > afny. Pewnie wiesz dlaczego.

              Obrona argumentów, których nie wysuwam -nie interesuje mnie.

              > A poza tym dziś wierzysz w coś, jutro nieomylny papież ustali, że
              jest inaczej.
              > Nie było celibatu kilka wieków - nagle jest. Maryja niepokalanie
              poczęta nie b
              > yła, nagle się stała. Odpust można było kiedyś kupić, już nie
              można.

              To prawie dokładnie tak, jak z nauką: ziemia kiedyś była płaska,
              teraz nie jest; choroby powodował wpływy planet, teraz powodują je
              bakterie, zatrucie środowiska lub stres; ocieplenie klimatu miało
              sprawić, że będziemy się opalać na pustyni pod Kielcami, a jeździmy
              tam na nartach. Różnica jest jednak taka, że papież, w odróżnieniu
              od naukowych autorytetów, nie wypowiada się autorytatywnie o
              rzeczach nadających się do badania metodami empirycznymi, tylko
              autorytatywnie administruje organizacją. Nieomylność papieża w
              sprawach wiary ma praktycznie taką samą naturę jak uprawnienie do
              podejmowania decyzji zarządu korporacji: sprzątaczka nie może go
              kwestionować.
              I gwoli ścisłości: nikt nigdy nie twierdził, że Maryja była
              niepokalanie poczęta. To jakiś kolejny wymysł ateistów na temat
              wiary katolików.

              > Po co myśleć. Lepiej nie myśleć, być nie wykształconym

              To jest dylemat ateisty: po co myśleć? zadawać sobie pytania
              wykraczające poza praktyczno-życiowe potrzeby? szukać na nie
              odpowiedzi? spekulować? Nie lepiej zachowywać się bez reszty
              racjonalnie: nie oddalać się od koryta, żreć, spać, wydalać i nie
              robić zbyt wiele dzieci, bo potem będą robić konkurencję do żarcia?

              > Dlatego ateista to Twój wróg.

              Ateiści zwykle przeceniają swoje znaczenie. Za wroga uznaję jedynie
              ich prymitywizm i głupotę, a nie ich samych:)
              • redoxygene Re: do Antyateologa 17.01.09, 01:02
                > I gwoli ścisłości: nikt nigdy nie twierdził, że Maryja była
                > niepokalanie poczęta. To jakiś kolejny wymysł ateistów na temat
                > wiary katolików.

                Dziwne, ze papiez Pius IX (pewnie ateistyczny prowokator) ustanawia dogmat o
                Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny. Nie wiedziales?

                > Za wroga uznaję jedynie
                > ich prymitywizm i głupotę, a nie ich samych:)

                Hahaha:D No i to zdanie bardzo ladnie podsumowuje ideologie KK.

                Jeszcze widzisz-przecietny ateista czy agnostyk od przecietnego katolika rozni
                sie tym, ze katolik sie nie zastanawia nad tym co robi, bo wpojono mu religie od
                malego, ktora takze jest czescia kultury naszego supernarodu. Agnostycy, ateisci
                itd decyzje podejmuja nie w wyniku kultury, nie w wyniku wpojenia od malego, ale
                na skutek wlasnych przemyslen.


                • Gość: antyateolog Re: do Antyateologa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.09, 11:01
                  > Dziwne, ze papiez Pius IX (pewnie ateistyczny prowokator)
                  ustanawia dogmat o
                  > Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny. Nie wiedziales?

                  Racja. Nie spodziewałem się u ateistów zrozumienia dla rozróżnienia
                  porządku moralnego (niepokalne poczęcie Maryi) od biologicznego
                  (niepokalane poczęcie przez Maryję). Mea culpa!
                  Tylko co w tym skandalicznego dla ateistycznego rozumu, że KK
                  ogłosił Maryję za ustrzeżoną od grzechu pierworodnego od chwili jej
                  poczęcia? Czy jakaś ateistyczna nauka może temu ustrzeżeniu
                  zaprzeczyć?

                  > Agnostycy, ateisci itd decyzje podejmuja nie w wyniku kultury, nie
                  w wyniku wpojenia od malego

                  Szczerze mówiąc, to nie pokusiłbym się o aż tak surową ocenę
                  ateistów i agnostyków. Myślę, że przynajmniej część z nich jest
                  kulturalna i nie opiera się edukacji, czyli wpajaniu wiedzy i
                  umiejętności myślenia, które trzeba realizować od małego. Że nie są
                  zbyt pojętni i nie wyciągają oczywistych konsekwencji ze swojego
                  stanowiska, to inna sprawa.
                  Na przykład ta wolność ateistów: przecież to oczywisty absurd w
                  świetle ich typowych, materialistycznych założeń. Wolność dla
                  osobnika uważającego się za część bez reszty deterministycznie
                  pojętej przyrody musi być tylko złudzeniem, wynikającym z braku
                  pełnej wiedzy o prawach i przyczynach, które tego osobnika
                  determinują. Jego przemyślenia są zatem tylko nie do końca pojętymi
                  procesami, które zachodzą w przyrodzie w sposób tak samo
                  zdeterminowany, jak spadanie kamieni pod wpływem grawitacji, czy
                  odruchy wymiotne.
                  W stosunku do agnostyków zarzut trzeba inaczej sformułować, ale nie
                  miejsce tu na teoriopoznawcze wykłady.
      • Gość: Robert Kotowski Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.09, 21:05
        Robert Kotowski Radom - mieszkam teraz w Leeds i tutaj
        tzw. "ateistów" jest b. mało, każdy w coś wierzy!HE!
    • Gość: Gosc Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.09, 08:42
      Bog jest postacia fikcyjna.Przeczytaj Tore moze cos zrozumiesz.
      • Gość: nonna Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: 82.139.57.* 16.01.09, 09:07
        czytelnik:
        Bog jest postacia fikcyjna.Przeczytaj Tore moze cos zrozumiesz."

        Nie wiem do kogo to było skierowane , ale powiem, że rozumiem... Fikcyjną...To
        tak jakby mi kazano wierzyć w mitologicznego Zeusa, czy krasnoludki.
    • Gość: Gosc Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.09, 21:03
      nonna ,to chcialem powiedziec,nic wiecej.
      • Gość: remek Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: 82.139.46.* 16.01.09, 22:44
        Fajnie że wdałeś się w dyskusję. Moja wypowiedź miała właśnie taki cel. Przyznam że dobrze się bawię.
        Argumentacja, że wszystko jest względne, bo kiedyś błędnie uważano, że ziemia była płaska pozwalam sobie odrzucić. To nie jest zresztą najlepszy przykład z Twojej strony, jeśli przypomnimy los pewnego astronoma.
        Są pewne prawdy niezmienne, np. 2+2=4. Chyba że kiedyś było inaczej. Oświeć mnie.
        Polecam też podstawy logiki, które w jasny sposób wyjaśniają jak odróżnić twierdzenia prawdziwe od fałszywych (kiedyś był to program pierwszej klasy liceum). Po ich dokładnym poznaniu szereg "prawd", które wyznajesz mogłaby stracić swoje miano.
        ---
        A to że nagle coś się radykalnie zmienia w tym co głosi kościół, jest podyktowane jego przystosowywaniem się do aktualnych warunków społecznych czy ekonomicznych i ma zazwyczaj na celu utrzymanie wpływów (dochodów) tej organizacji. Przykład doskonały: celibat.
        ---
        Twój zarzut wobec ateistów, dotyczący braku z ich strony głębszych rozważań, wykraczających poza sprawy doczesne także uważam za nieuzasadniony. To właśnie wierzący (np. katolik) ma wszystko podane gotowe. Wierzy, że jak będzie dobry tu na ziemi to dostanie się do raju. I na tym praktycznie kończy się jego "myślenie". Być może czytałeś jeden z ostatnich numerów "Więzi", poświęcony kondycji współczesnego kościoła w Polsce, którego (w opinii fachowców z branży) największym grzechem jest BEZREFLEKSYJNOŚĆ. Dziadek modli się z książeczki, którą dostał gdy był dzieckiem. Nikt nie zadaje głębszych pytań, bo nikt (z przeciętnych księży) nie potrafi lub nie chce na nie odpowiedzieć. Ważne są jasełka, msza na rozpoczęcie roku i uczenie regułek przed komunią na pamięć, a nie zadawanie trudnych pytań i próba samodzielnego szukania odpowiedzi, a więc i spekulowania - jaki piszesz. Perspektywa ateisty jest tu moim zadaniem o wiele bogatsza ale również trudniejsza. Skoro dla niego NIE MA Boga i raju jest punkt wyjścia do refleksji i "myślenia" Gdzie to "myślenie" go doprowadzi to jego sprawa. A że są tacy ateiści, którzy nie "myślą" (jak 90% katolików), cóż oni też mają takie prawo.

        ---
        To że nie mam tuzina dzieci nie oznacza, że boję się konkurencji przy stole. Chciałbym natomiast, żeby było mnie np. stać opłacić ich studia co daje większą gwarancję, że np.znajdą pracę. Oczywiście można mieć 10 dzieci, skupiać się na ich płodzeniu i karmieniu, które będzie finansować państwo. A jak dorosną będą powielać taki model rodziny. Upieram się przy twierdzeniu, że takie rodziny preferuje kościół w Polsce, bo jest to jego klientela. Czy chrzest czy pogrzeb zawsze jest zarobek. Idąc dalej - "głupim" (cała 10 skończy edukację na gimnazjum jak dobrze pójdzie)łatwiej rządzić.

        Moim wrogiem też jest głupota. Wszelka głupota.



        • Gość: antyateolog Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.09, 11:42
          > Są pewne prawdy niezmienne, np. 2+2=4. Chyba że kiedyś było
          inaczej. Oświeć mnie.

          No właśnie. I to jest dobry wstęp do tego, żeby zacząć, albo
          przestać myśleć. Jedni zaczynają się wtedy zastanawiać, czy to nie
          jest dziwne, że w ogóle są jakieś prawdy niezmienne, a nie tylko
          chaos; zaczynają się głowić nad tym, co takiego sprawia, że 2+2
          zawsze równa się 4; że dokonywane w umyśle wyliczenia sprawdzają się
          w zewnętrznym świecie, itd. Innym w tym miejscu wystarcza, że 2+2
          zawsze równa się 4 i już dalej nie myślą, tylko stosują ten i
          podobne schematy.
          Pozwolę sobie na prawdopodobnie kontrowersyjne w tym miejscu
          stwierdzenie, że wykonywanie operacji matematycznych, na które stać
          choćby komputer, to jeszcze nie jest myślenie.

          > Polecam też podstawy logiki, które w jasny sposób wyjaśniają jak
          odróżnić twier
          > dzenia prawdziwe od fałszywych (kiedyś był to program pierwszej
          klasy liceum).

          Też polecam. Może po zapoznaniu się z podstawami logiki zauważysz,
          drogi remku, że wartość logiczna jest w logicznych schematach
          zakładana jako informacja pochodząca z zewnątrz, a logika sama
          zajmuje się relacjami predykatów i zdań. Logika może za to nauczyć
          jak rozpoznać zdanie lub rozumowanie nieprawidłowo zbudowane.

          > Twój zarzut wobec ateistów, dotyczący braku z ich strony głębszych
          rozważań, wykraczających poza sprawy doczesne także uważam za
          nieuzasadniony.

          Choć u mnie to była tylko taka retoryka, to jednak chyba trudno
          ateiście uzasadnić zainteresowanie czymś, co dla niego z założenia
          nie istnieje.

          > To właśnie wierzący (np. katolik) ma wszystko podane gotowe.

          Może i ma podane, ale to nie znaczy, że przyjmowanie tego musi
          przebiegać bezrefleksyjnie, jak nauka matematyki u ateisty, którą
          tenże ateista, dokładnie tak samo jak wierzący, ma podaną w postaci
          gotowej - w tej samej szkole, do której obaj uczęszczają. Dodam
          jeszcze, że logika i matematyka przez wieki rozwijana była właśnie
          przez wierzących, w szkołach przez nich zakładanych. Zatem wszystkie
          argumenty wychodzące z założenia o jakimś naukowym upośledzeniu
          wierzących, pozwalam sobie odrzucić. Wierzący byli i są tak samo
          dobrymi naukowcami, jak niewierzący. Poza swoimi dyscyplinami myślą
          jednak jeszcze i doświadczają czegoś więcej, niż ci ostatni.

          > Dziadek modli się z książeczki, którą dostał
          > gdy był dzieckiem. Nikt nie zadaje głębszych pytań, bo nikt (z
          przeciętnych ksi
          > ęży) nie potrafi lub nie chce na nie odpowiedzieć. Ważne są
          jasełka, msza na ro
          > zpoczęcie roku i uczenie regułek przed komunią na pamięć, a nie
          zadawanie trudn
          > ych pytań i próba samodzielnego szukania odpowiedzi, a więc i
          spekulowania - ja
          > ki piszesz.

          Nie przypominam sobie, drogi remku, żeby papież ustanowił Twojego
          dziadka wzorem do naśladowania dla wierzących. Ale nauczony
          doświadczeniem tej dyskusji zaczekam jeszcze, czy redoxygene nie
          wskaże i tu stosownego dogmatu wraz z jego autorem i datą
          ustanowienia:)
          • Gość: remek do Antya... Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: 82.139.46.* 17.01.09, 13:54
            Dziś robiłem zakupy na Korei. Kupiłem 2 kg jabłek i 2 kg gruszek. Razem owoców było 4 kg. Zarówno dla mnie jak i pana sprzedającego nie było w tym nic dziwnego.
            ---
            Poza tym ze swoimi rozważaniami nie wychodzę z punktu widzenia ATEISTY rozumianego jako osoba negująca istnienie "Boga" (jakkolwiek by to pojęcie definiować).
            Mam wrażenie, że taki "twardy ateista" to dla Ciebie idealny przeciwnik. Z tym że się nigdy nie dogadacie. Ty powiesz, że on jest głupi, bo nie dostrzega bożego dzieła, a on na odwrót, uzna że skoro widzisz czego nie widać, to coś z Tobą nie tak.
            Spór na temat istnienia Boga moim zdaniem nie ma sensu, tak jak spór o istnienie wszelkich istot ze świata nadprzyrodzonego. Ty wierzysz ktoś inny nie.
            ---
            Dla mnie ważniejsza jest sprawa naturalności światopoglądowej państwa. Celowo używam tego oklepanego sformułowania.
            Niestety w Polsce takiej neutralności brak i to mnie "człowieka poszukującego" a nie koniecznie ateisty bardzo doskwiera.
            Chcesz przykłady?
            Poza tym wiesz, że jak panna jest zbyt nachalna, to kawaler może się zniechęcić. Wydaje mi się, że tak jest z naszym "kościołem".

            ---
            No a jeśli masz ochotę dalej udowadniać istnienie Boga
            a więc drążyć temat bezprzedmiotowy,
            to coś Ci mogę jeszcze napisać, opierając się na paru filozofach z Feuerbachem na czele.




            • Gość: antyateolog Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.09, 14:31
              > Dziś robiłem zakupy na Korei. Kupiłem 2 kg jabłek i 2 kg gruszek.
              Razem owoców
              > było 4 kg. Zarówno dla mnie jak i pana sprzedającego nie było w
              tym nic dziwneg
              > o.

              Drogi remku, o tym właśnie mówię: przyjmujesz coś jako oczywistość i
              posługujesz się tym machinalnie w sprawach praktyczno-życiowych.
              Dopóki się to w takich sytuacjach sprawdza, nie czujesz potrzeby się
              nad tym zastanawiać. Nie czujesz potrzeby o tym myśleć, podobnie jak
              pan sprzedawca jabłek, który ma chyba w tej Twojej przypowieści być
              kontrapunktem dziadka. Nie czyni to z żadnego z was ateistów, ale na
              miano myślicieli z tego samego powodu też raczej nie zasługujecie. A
              jeśli myślisz, że nikt wykształcony lepiej niż sprzedawca jabłek się
              nad takimi rzeczami, jak natura i sposób obowiązywania matematyki w
              świecie rzeczywistym, nie zastanawia -to się grubo mylisz.

              > Poza tym ze swoimi rozważaniami nie wychodzę z punktu widzenia
              ATEISTY rozumian
              > ego jako osoba negująca istnienie "Boga" (jakkolwiek by to pojęcie
              definiować).

              Wolno Ci, drogi remku, wychodzić z dowolnych założeń. Warto jednak
              widzieć ich wszystkie konsekwencje. A do tego potrzeba logicznego
              myślenia. Jeśli jesteś do tego skłonny, to dobrze.

              > Mam wrażenie, że taki "twardy ateista" to dla Ciebie idealny
              przeciwnik.

              Całkiem możliwe. A czy coś w tym złego, że nie zamierzam zwalczać
              logicznie niekonsekwentnych poglądów "miękkich" ateistów? Ich
              niekonsekwencja to sprawa ich upodobań, które można traktować jako
              rzecz gustu, a nie logiki. A z gustami nie ma sensu dyskutować.

              > Ty powiesz, że on jest głupi, bo nie dostrzega boże
              > go dzieła, a on na odwrót, uzna że skoro widzisz czego nie widać,
              to coś z Tobą
              > nie tak.

              I tu się zgadzam. Nie czuję się dobrze w dyskusji prowadzonej na
              zasadach określonych przez nonnę. Dlatego jej zaniechałem.

              > Dla mnie ważniejsza jest sprawa naturalności światopoglądowej
              państwa.

              Neutralność światopoglądowa państwa nie jest konceptem naturalnie
              oczywistym (że się tak semantycznie przypnę to Twojego
              przejęzyczenia) i trzeba najpierw rozstrzygnąć o sposobie jej
              praktycznego zdefiniowania. Ja nie jestem politykiem, więc nie za
              bardzo mnie interesują kwestie wyłaniania konsensu społecznego wokół
              takich pojęć.

              > No a jeśli masz ochotę dalej udowadniać istnienie Boga

              Dalej udowadniać istnienie Boga? A konkretnie w którym miejscu
              zacząłem to udowodnianie, drogi remku, możesz mi łaskawie wskazać to
              miejsce?

              > mogę jeszcze napisać, opierając się na paru filozofach z
              Feuerbachem
              > na czele.

              Widzę, że wypalasz z grubej rury samej czołówki największych,
              najbardziej oryginalnych i najbardziej zasłużonych myślicieli i
              naukowców zachodu! :))))
              Dziękuję bardzo, z takich rzeczy już dawno wyrosłem.
              A o "logicznym" wykazywaniu fałszywości dogmatów już Ci się nie chce
              pisać?
    • Gość: agnostyk A propo uczuc religijnych IP: 89.124.8.* 16.01.09, 22:08
      Drodzy katolicy co sądzicie o takich "dziełach sztuki":

      i39.tinypic.com/2je1ji8.jpg
      i39.tinypic.com/9rt79j.jpg
      • Gość: jaca Re: A propo uczuc religijnych IP: *.cable.ubr04.donc.blueyonder.co.uk 16.01.09, 23:05
        hmmm.kim jest ten ziomek na krzyzu numer 2?cos marnie wyglada
      • Gość: b-ania Re: A propo uczuc religijnych IP: *.internet.radom.pl 17.01.09, 11:38
        A takich?
        i142.photobucket.com/albums/r115/sztukownia/Qlka/dali.jpg
        cti.itc.virginia.edu/~meg3c/200R/Projects/fall_1999/fourdim/dali21.jpg

        To po prosu sztuka.
        • Gość: katolik Re: A propo uczuc religijnych IP: 195.3.153.* 17.01.09, 13:41
          Jeśli nie godzimy się na takie napisy to nie zgadzajmy się również na plakaty typu "Bóg jest miłością" itp. wywieszane publicznie np. na kościołach. Jak równość to równość.
          • Gość: antyateolog Re: A propo uczuc religijnych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.09, 14:47
            > Jeśli nie godzimy się na takie napisy to nie zgadzajmy się również
            na plakaty t
            > ypu "Bóg jest miłością" itp. wywieszane publicznie np. na
            kościołach.

            A kto się nie godzi na jedno lub drugie, bo jakoś nie zauważyłem?
            Umknęło mi?
          • Gość: nonna "Zła wiadomość jest taka, że Bóg nie istnieje, ... IP: 82.139.58.* 17.01.09, 17:53
            Napisy na autobusach we Włoszech:
            "Zła wiadomość jest taka, że Bóg nie istnieje, a dobra - że go nie potrzebujesz".

            Jak równość to równość, katoliku.
            • Gość: remek do antya.. koncept naturalnie oczywisty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.09, 19:54

              Są takie współczesne państwa, które dały sobie radę z problemem neutralności światopoglądowej i całkiem dobrze im się wiedzie bez pokropku przy każdej okazji.
              ---
              Ja tam czerpię garściami z Feuerbacha. Inni z Karola Wojtyły. Czy jest koncept naturalnie oczywisty, który na to we współczesnej Polsce zezwala? Zaczynam wątpić.
              ---
              Logikę sobie odpuszczam. Wierzysz w cuda proszę bardzo.
              ---
              Swoją drogą zazdroszczę Ci pewności siebie i wiary w to co głosisz.
              Czy czasem masz chwile zwątpienia?






              • Gość: antyateolog Re: koncept naturalnie oczywisty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.09, 23:10
                > Są takie współczesne państwa, które dały sobie radę z problemem
                neutralności św
                > iatopoglądowej i całkiem dobrze im się wiedzie bez pokropku przy
                każdej okazji

                Okazje do pokropku to nie mój problem, ani rzecz mająca jakiś
                związek ze sposobem uznawania istnienia lub nieistnienia Boga.
                Autobusów z hasłami propagowanymi w tym wątku nikt pewnie nie
                pokropi, drogi remku, a przy innych okazjach zawsze możesz zabrać
                parasol i zamanifestować swoją niezależność światopoglądową
                rozkładając go w odpowiednim momencie:)

                > Ja tam czerpię garściami z Feuerbacha. Inni z Karola Wojtyły. Czy
                jest koncept naturalnie oczywisty, który na to we współczesnej
                Polsce zezwala? Zaczynam wątpić.

                Jest taki koncept. Jest on oczywisty dla każdego przytomnie
                myślącego, bez antyreligijnego zacietrzewienia: co nie jest prawem
                zabronione -jest w państwie prawa dozwolone. Słyszałeś kiedyś o
                zakazie czerpania garściami z Feuerbacha, czy z jakichś jeszcze
                marniejszych popłuczyn po Heglu, w Polsce lub jakimkolwiek innym
                kraju? Ja nie słyszałem. A skoro nie ma takiego zakazu, to czerp
                śmiało!

                > Logikę sobie odpuszczam.

                Przykro mi to czytać, choć z drugiej strony, niestety właśnie tego
                się spodziewałem.

                > Wierzysz w cuda proszę bardzo.

                Właśnie dlatego, że nie odpuszczam sobie logiki, nie próbuję nawet
                udowadniać istnienia Boga ani możliwości cudów. Gdyby to było
                możliwe, nie byłaby możliwa wiara w Boga, bo zastępowałaby ją
                wiedza, a pojęcia cudu w ogóle by nie było.

                > Swoją drogą zazdroszczę Ci pewności siebie i wiary w to co głosisz

                A co ja takiego głoszę? Niewiarę we wszechmoc ludzkiego rozumu. Nic
                więcej.

                > Czy czasem masz chwile zwątpienia?

                Zwątpienie, to podstawa, drogi remku:)
                • Gość: remek do Antya.. zabrać parasol... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.09, 08:55
                  Z mojej strony to już ostatnia wypowiedź.
                  Jak tak czytam twoje wpisy to nawet zaczynam Cie lubić.
                  Zważ jednak że czasem "rozłożyć parasola" się nie da.
                  Np. gdy pani katechetka zapyta dzieci "kto chodzi do kościoła?"
                  Prawdomówne pięciolatki dowiadują się po chwili, że trafią po śmierci do kotła
                  ze smołą. Wiesz, że rezygnacja z katechezy przy obowiązującym w Polsce w tej
                  materii koncepcie naturalnie oczywistym
                  raczej nie wchodzi w grę.
                  ---
                  Czy można mówić "popłuczyny po Wojtyle".


              • Gość: anty Re: koncept naturalnie oczywisty IP: 82.139.37.* 18.01.09, 10:11
                Czy jest ładnie aby pisać sam do siebie i sobie odpowiadać ?
      • mactok1 Re Przyłącz się do walki o świeckie państwo 18.01.09, 10:02
        Wszystkie osoby, które uznają prawo każdego człowieka do własnego
        światopoglądu zachęcam do odwiedzania strony www.racja.org.pl
    • Gość: JóziekPapista Re: "Boga raczej nie ma".. eeetam, gdy stówę albo IP: 89.107.158.* 17.01.09, 15:19
      dwie wyłożysz w kopertówie jegomościowi w zgrabnej kiecce za dobre słowo i
      obrazek, dwie dychy chłopakom w haleczkach za kredę na drzwiach...to się
      przekonasz całkiem realnie, co jest , jak jest i kto tu rządzi. Ament
    • Gość: reJóziek Re: "Bog raczej jest ! IP: *.gprs.plus.pl 17.01.09, 15:46
      Cały świat gospodarczy w drga w kryzysie,prawie agonii, wszystkie branże padają
      na bruk, ludzie na pysk a....agencja watykańska rozkwita, pęczniej...
      zwłaszcza Służba Boża w Polsce...puchnie z bogactwa,przepychu i pokładów sadła
      na brzuchach purpuratów w czerwonych myckach. Zatem : ten Najwyższy jest czy
      nie jest między nami???
      Ferdek by rzekł: jak nie jak TAK ! Zobacz marny człecze, i kogo ten Bóg tylko
      tak mocno kocha ...???
      • Gość: ego-n Re: "Bog raczej jest ! IP: *.internet.radom.pl 18.01.09, 11:26
        zazdrość?
        • Gość: mag Re: "Bog raczej jest ! IP: 82.139.58.* 18.01.09, 11:37
          Czego tu zazdrościć- ułudy, samooszukiwania, braku samodzielnego myślenia,
          zastraszenia potępieniem i ogniem piekielnym?
        • Gość: reEgon Re: Czego zazdrościć, Egonie...Stefana??? IP: 89.107.158.* 18.01.09, 17:46
          Kolejne synody w szły jeszcze dalej w zakazach. W 589 r. w Toledo polecono
          biskupom, by sprzedawali kobiety podejrzane o spółkowanie z księżmi, a uzyskane
          z tego pieniądze przeznaczali na cele charytatywne. Ale dopiero dziewiąty sobór
          w Toledo (665 r.) skonkretyzował, czego tak naprawdę obawiał się Kościół: Kto
          tedy, od biskupa po subdiakona, płodzi synów w małżeństwie zasługującym na
          potępienie, z kobietą wolną lub niewolnicą, ten powinien podlegać karze
          kanonicznej; dzieci z takiego haniebnego związku nie tylko nie powinny otrzymać
          spadku po rodzicach, lecz na zawsze, jako niewolnicy, stanowić własność
          Kościoła, którego kapłanami byli ich ojcowie, gdyż ci spłodzili ich w nagannych
          okolicznościach. No i wszystko jasne. Nic dziwnego, że oponenci zarzucają
          Kościołowi wprowadzenie celibatu w obawie przed dziedziczeniem dóbr kościelnych
          przez potomków księży, skoro sami duchowni zwracają na to uwagę.

          Od tej pory każdy kolejny papież powtarzał wcześniejsze antymałżeńskie nakazy.
          Widocznie nie przynosiło to jednak takich skutków, jak się spodziewano, bo na
          początku XI wieku wysłano nawet specjalnych legatów, którzy mieli sprawdzać, jak
          księża stosują się do celibatu. Mimo to aż do reform papieża Grzegorza VII z
          1079 roku żonaci księża byli na porządku dziennym. Dopiero to rozporządzenie tak
          naprawdę otworzyło drogę do powszechnego celibatu, w bardzo sprytny zresztą
          sposób. Ów hierarcha ogłosił mianowicie wiernym, że sakramenty udzielane przez
          żonatych księży nie są ważne.

          Zmiany zachodziły jednak powoli. W Polsce zasadę bezżenności duchownych zaczęto
          wprowadzać dopiero na początku XIII wieku. Na stałe zaistniała w XV stuleciu.
          Ks. Grzegorz Ryś uważa, że historia celibatu liczy sobie tylko jakieś 100 lat. W
          jednym z wywiadów mówi: Przez 3/4 swojej historii Kościół rozumiał celibat jako
          wstrzemięźliwość seksualną księdza, niezależnie, czy żył w rodzinie, czy sam.
          Jeśli mówić o celibacie w sensie ścisłym, tak jak go dzisiaj rozumiemy, to
          historia nie jest wcale taka dawna. Istotny zapis znajdujemy dopiero w kodeksie
          z 1917 roku.

          Oszukiwanie natury?

          Na przekór zapewnieniom Kościoła o głębokiej duchowej roli celibatu słychać
          wypowiedzi przeciwników takiego sposobu życia. Nie tylko świeckich, ale też
          duchownych. Nad celibatem deliberują psychologowie, wykazując że jest niezgodny
          z ludzką naturą, bo hamuje libido. Niektórzy, opowiadając o pozytywnej i
          negatywnej motywacji celibatu, jako jedną z przyczyn tej ostatniej wskazują
          zakłócenie w relacjach rodzinnych w młodości. Osoby niedojrzałe uczuciowo, z
          zaburzeniami w sferze seksualnej (nieraz nieuświadomionymi), niezdolne do
          partnerskiego związku, często też podejmują decyzję życia w celibacie (czasem
          dorabiają ideologię religijną i wówczas chcą łączyć celibat ze święceniami
          kapłańskimi lub profesją zakonną). Na skutek różnych doświadczeń życiowych
          opóźniony proces dojrzewania może zostać uzupełniony, a zahamowania wewnętrzne
          odnośnie (...) małżeństwa mogą ustąpić i wówczas zjawia się silna potrzeba
          kontaktu heteroseksualnego, co utrudnia wytrwanie w celibacie - głosi fragment
          definicji celibatu zamieszczonej w słowniku pojęć na starej stronie internetowej
          Instytutu Studiów nad Rodziną.
    • samspade Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo 18.01.09, 12:09
      Po co piszecie te wszystkie bzdury.
      Jeżeli wierzysz pozwól innym nie wierzyć.
      Jeżeli nie wierzysz pozwól wierzyć innym.
      Dopóki takie akcje są robione z pieniędzy prywatnych nie widzę w tym problemu.
      Nic nie stoi na przeszkodzie żeby osoby wierzące zrobiły podobną akcję.
      • axel-1033 Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo 18.01.09, 18:46
        samspade napisał:
        > Jeżeli wierzysz pozwól innym nie wierzyć.
        > Jeżeli nie wierzysz pozwól wierzyć innym.

        >Zgadzam się w pełni z twoim postem dotyczącym wątku.
        >w jednym z kościołów widziałem napis:"zobacz abyś uwierzył ,uwierz abyś zobaczył".Te stwierdzenia warte są zastanowienia przez każdego człowieka indywidualnie niezależnie czy jest wierzący czy jest ateistą...
        • b-ania Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo 19.01.09, 10:57
          Ten napis jest w kościele na Michałowie, kościół pod wezwaniem św.
          Michała Archanioła.
        • Gość: mag Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: 82.139.58.* 20.01.09, 09:30
          "zobacz abyś uwierzył ,uwierz abyś zobaczył"

          To z pozoru mądre hasło, ale tylko z pozoru.

          Wierzę, więc siłą rzeczy nie widzę tego, jest to coś wymagające wiary a nie
          rozumu i przekonania.
          • Gość: gastarbaiter Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: *.radom.vectranet.pl 20.01.09, 10:44
            Pracuję w Londynie od kilku lat, byłem religijnie obojętny, ale jak
            zobaczyłem jak oni tu sobie kpią z naszej wiary , jak plują, jal
            szydzą z najwyższych wartości to bardzo się do kościoła zbliżyłem i
            bronię go w różny sposób. Tutaj również.
            • Gość: radca Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: 79.91.161.* 20.01.09, 14:25
              masz racje,,,zloz tez moze jakis kolko mocherowe ,, jako posluszny
              winnes oddawac cala pensje. Ciala tez powinnes dac jesli jestes
              kobieto klerowi hetero, jestes meszczyzna tej drugiej polowie
              powinnes nadstawic. Masz dzieci w obydwu grupach ucieszy to obecnych
              tam pedofili. Zacisnij zeby. Pamietaj Na chwale Bogu to czynisz.
              Potem bedziesz w Raju
            • Gość: ...... Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: 89.124.8.* 20.01.09, 21:22
              Gość portalu: gastarbaiter napisał(a):

              > Pracuję w Londynie od kilku lat, byłem religijnie obojętny, ale jak
              > zobaczyłem jak oni tu sobie kpią z naszej wiary , jak plują, jal
              > szydzą z najwyższych wartości to bardzo się do kościoła zbliżyłem i
              > bronię go w różny sposób. Tutaj również.

              No prosze emigracja do Lądka nawet swój kabelek z Radomia vectranetem przeciągneła. Brawo! Trzeba wspierac lokalne firmy.
              • Gość: Szacuneczek... ech... IP: 193.111.147.* 23.01.09, 11:56
                Wklejam za Onetem...


                Od lat 50. do roku 1984 głuchonieme dzieci, przebywające w
                kościelnym instytucie w Weronie były seksualnie wykorzystywane przez
                25 księży - poinformowały włoskie media.
                Obecnie ponad 60 dorosłych absolwentów tego ośrodka, zamkniętego
                ćwierć wieku temu, zdecydowało się ujawnić skandal pedofilii, której
                padli ofiarami.

                Historię ich zmagań o sprawiedliwość przedstawiają dziennik "La
                Stampa" oraz tygodnik "L'Espresso". Podkreśla się, że to największy
                ujawniony dotychczas skandal pedofilii wśród księży we Włoszech.

                Ofiary pedofilów wyznają, że poczuły się zachęcone przez papieża
                Benedykta XVI, który kilkakrotnie mówił o potrzebie uporania się z
                dramatem pedofilii i osądzenia winnych.

                Mężczyźni i kobiety w wieku od 40 do 70 lat twierdzą, że w
                zamkniętym w 1984 r. instytucie imienia Antonio Provolo, gdzie
                zdobywali podstawową edukację i uczyli się życia ze swoim kalectwem,
                byli seksualnie wykorzystywani, bici i poniżani przez około 25
                księży. Wielu z nich to obecnie sędziwi duchowni. Żaden z nich nigdy
                nie odpowiedział za swe czyny.

                Do budzących grozę czynów, opisanych szczegółowo w zebranej
                dokumentacji, dochodziło między innymi w konfesjonale i przy ołtarzu.

                Dzieci i nastolatkowie, skazani przez swe kalectwo na milczenie -
                podkreśla turyński dziennik - nie mogli opowiedzieć, jak byli
                traktowani. Dopiero po latach jako dorośli zjednoczyli się i
                przygotowali materiały, ujawniające skandal. Nie mogą jednak zgłosić
                tej sprawy do prokuratury, bo jest ona przedawniona.

                Dawny przełożony instytutu, który w 2006 roku podczas spotkania z
                byłymi podopiecznymi, dwanaście razy na kolanach przeprosił za to,
                co ich spotkało, teraz w rozmowie z "L'Espresso" praktycznie
                wszystkiemu zaprzeczył wyjaśniając, że "tylko coś słyszał, ale nie
                wie dobrze".

                Ofiary pedofilii napisały również do miejscowego biskupa, który w
                wydanej nocie oświadczył: "Jeśli fakty te znajdą potwierdzenie,
                byłaby to rozdzierająca rana dla naszej wspólnoty".

                Byli podopieczni instytutu w Weronie nie chcą żadnego finansowego
                odszkodowania , ale tylko tego, by księża, którzy ich
                wykorzystywali, już więcej nie wyrządzili nikomu krzywdy; tak jak
                obiecał papież - podsumowuje "La Stampa".
                • Gość: Borsuk Re: ech... IP: *.adsl.inetia.pl 25.01.09, 11:28
                  To chyba powinno zakończyć dyskusję w temacie.
                  • Gość: ryś Re: ech... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.09, 14:11
                    > To chyba powinno zakończyć dyskusję w temacie.

                    To w ogóle nie ma żadnego związku z tematem.
                    • Gość: Borsuk Re: ech... IP: *.adsl.inetia.pl 25.01.09, 14:28
                      Mam inne zdanie. To ma ścisły związek z tematem. Trzeba tylko zacząć
                      myśleć samodzielnie.
                      • Gość: xxx Re: ech... IP: *.60.udn.pl 25.01.09, 14:49
                        A jaki ma to związek z tematem? W jaki sposób możne wiązać dyskusję na temat
                        akcji umieszczania bilbordów na autobusach z treścią Boga raczej nie ma, z
                        wykorzystywaniem upośledzonych dzieci przez księży ?
                        Napisałeś że trzeba zacząć myśleć samodzielnie więc zastosuj się do tego
                        stwierdzenia.
                        • Gość: Borsuk Re: ech... IP: *.adsl.inetia.pl 25.01.09, 18:06
                          Rozluźnij się i zacznij myśleć,. Nie rozglądaj się, nie szukaj
                          pomocy. Samodzielnie zacznij wyciągać wnioski.
                          • Gość: xxx Re: ech... IP: *.60.udn.pl 25.01.09, 18:24
                            Do tego żebyś zaczął myśleć dodam żebyś zaczął czytać ze zrozumieniem. Pytałem
                            się o związek pomiędzy tą akcją a wykorzystywaniem a dostałem odpowiedź żebym
                            się rozluźnił. Pogratulować argumentów.
                          • Gość: ryś Re: ech... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.09, 20:42
                            Jakoś nie przypominam sobie, żeby ktoś ogłaszał wszystkich
                            psychologów za bandę pedofili i zwyrodnialców gdy zapudłowano
                            znanego terapeutę Andrzeja S. Nikt nie pytał, czy jest wierzący, czy
                            może jest ateistą lub agnostykiem. Nikt nie nawoływał do zamknięcia
                            wszystkich gabinetów terapeutycznych, ani nie finansował akcji
                            billboardowych pod hasłami: "Psychoterapia to oszustwo". Nikomu nie
                            przeszło przez myśl, że zboczone praktyki mogłyby być konsekwencją
                            jakichś założeń światopoglądowych A.S. Zboczeniec, to zboczeniec.
                            Nie ma znaczenia, czy ksiądz katolicki, czy psychoterapeuta ateista.
                            Wiec teraz rozluźnij się, zacznij myśleć i samodzielnie wyciągać
                            wnioski. Jeśli jesteś do tego zdolny.
                            • Gość: Bóg w ...kolanach! Re: ech...różnica interesów. IP: 212.59.228.* 25.01.09, 21:16
                              Bóg jest wszędzie, twierdzi pani katechetka Rysiowa na religiii....
                              A w piwnicy u Borsuka też jest , prose Pani?... tak, Jasiu, też jest.... A
                              guzik prawda, bo pan Borsuk piwnicy nie ma !
                              Polecam: historia papiestwa od Tyberiusza do Grzegorza... czyli wielkie i
                              małe ...żony kościoła. Niezła lektura...wtedy też był Bógi gapił się na ten
                              interes.
                              • Gość: ryś Re: ech...różnica interesów. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.09, 23:25
                                Popper, zdaje się, opowiadał kiedyś o tym, jak to napisała do niego
                                kiedyś pewna logiczka, wybitna prawie jak Ty. Oznajmiła mu, że jest
                                solipsystką i wyraziła ubolewanie z powodu faktu, że nie spotkała
                                dotąd innych solipsystów.
                                To prawie tak samo jak z tym Twoim bogiem, co go nie można spotkać w
                                nieistniejącej piwnicy, bo akurat gapi się jak czytasz o historii
                                papiestwa.
                                • Gość: MiniStrancik Re: ech...różnica interesów. IP: *.gprs.plus.pl 26.01.09, 08:47
                                  Nareszcie czytasz tak, jak bliźnim ordynujesz. Jak nie byłeśjeszcze to juz skocz
                                  na najbliższy nieszpór i upierz haleczkę... płatny dzwońcu kruchciany.
                                • Gość: Szacuneczek... Ponowne ech... IP: 193.111.147.* 26.01.09, 08:47
                                  Co może być bardziej obrzydliwego niż długotrwałe wykorzystywanie
                                  upośledzonych dzieci (oprócz oczywiście ich zamordowania) przez
                                  ludzi, którzy uzurpują sobie prawo do reprezentowania Boga na Ziemi
                                  i pouczania (często: straszenia) innych jak etycznie żyć?
                  • axel-1033 Re: ech... 26.01.09, 16:41
                    Gość portalu: Borsuk napisał(a):

                    > To chyba powinno zakończyć dyskusję w temacie.

                    >>>>mądre słowa ,czas najwyższy zakończyć tą polemikę bezowocną na forum.Jednych
                    to podnieca a inni robią sobie żarty z tak poważnego wątku.
    • Gość: KumaK Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: 195.187.134.* 26.01.09, 15:42
      Kaźdy ma takiego boga, na jakiego zasługuje...w głowie, kolanach,
      pod pachą lub w galotach pod komeszką... albo w poradni u psychola
      lub innego ojca ...kapucyna, dyektora. No i o co się panie dzieju
      rozchodzi ???
      • Gość: Borsuk Do trzech iksów IP: *.adsl.inetia.pl 26.01.09, 16:27
        Internauta namawiający mnie bym zaczął czytać ze zrozumieniem sam
        nie stosuje się do swoich cennych rad. Powtórzę zatem:

        "...nie szukaj pomocy. Samodzielnie zacznij wyciągać wnioski".

        A on nadal pyta...
    • Gość: london Kazio w to uwierzył i rzucił żonę dla młodszej IP: *.radom.vectranet.pl 26.01.09, 16:54
      Spodziewa się pan także zrozumienia ze strony rodaków? Na Zachodzie
      nie jest to nic nadzwyczajnego, ale czy Polska na tyle się zmieniła,
      żeby zaakceptować nie tylko rozwód osoby postrzeganej jako
      religijnej, ale także to, że rozstaje się pan z żoną, by związać się
      z kobietą znacznie młodszą?

      Marcinkiewicz: Dokonałem wyboru osoby, człowieka, jej charakteru,
      osobowości, poglądów, upodobań, a nie wieku. Moja decyzja była i
      jest stricte osobista, nielicząca na aplauz bądź krytykę. A nawet
      jeśli wrócę do polityki, to liczę na akceptację mojej osoby, moich
      poglądów i kompetencji i przygotowania do podejmowania nawet
      najtrudniejszych decyzji.

      Czy zmiany w życiu osobistym będą miały wpływ na pana decyzje
      odnośnie powrotu do czynnej działalności politycznej?

      Zawsze oddzielałem życie prywatne od życia publicznego, między
      innymi dlatego właściwie nigdy rodzina nie uczestniczyła w mojej
      działalności publicznej. Teraz wszystkie decyzje będę podejmował
      wspólnie z moją narzeczoną, a w przyszłości żoną.

      Na koniec, proszę zdradzić, kim jest ta kobieta, dla której warto aż
      tak diametralnie zmienić swoje życie?

      Chciałoby się powiedzieć "Taka mała, a wielka…". Jest wspaniałą,
      niezależną, ambitną, młodą osobą pracującą jako konsultant-analityk
      w londyńskim City. Ujęło mnie to, że w życiu kieruje się jasnymi
      zasadami. Ceni sobie prywatność i wolność. Poznaliśmy się w
      londyńskim City, w lecie ubiegłego roku. W czasie wielu spotkań i
      rozmów zauważyliśmy podobieństwo poglądów, zainteresowań i
      charakterów. Zaprzyjaźniliśmy się, ale żadnego romansu nigdy nie
      było! Dopiero, gdy rozpocząłem porządkowanie swojego życia, czyli po
      ostatecznej grudniowej rozmowie z Marylą, postanowiliśmy być parą.
      Kilkanaście dni temu poprosiłem moją partnerkę o rękę.

      • Gość: Szacuneczek... Do Gościa: Bóg w ...kolanach! IP: 193.111.147.* 27.01.09, 09:02
        Absolutnie jestem pod wrażeniem bajki, którą kolega
        Internauta "zapodał" na forum. Ale mam propozycję... może kolega
        Internauta spróbuje ułożyć inną bajkę? Trochę podpowiem jaką...

        Bóg jest wszędzie, twierdzi Pani katechetka Rysiowa (Rysiu, bądź
        człowiekiem, wybacz)... A w instytucie imienia Antonio Provolo też
        jest, prose Pani? Jasiu...............................
        wtedy też był Bóg, gapił się na ten interes...
        • Gość: Jan Re: Do Gościa: Bóg w ...kolanach! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.09, 09:57
          Czytając niektóre wypowiedzi można stwierdzić, że jednak komuna
          zwyciężyła. Jej przewrotność i poziom zatrucia ludzkich umysłów
          ( nawet tych całkiem nie starych ) jest widoczny gołym okiem.
          • Gość: Szacuneczek... :))))))))))))))))))))) IP: 193.111.147.* 27.01.09, 10:02
            Czytając niektóre wypowiedzi można stwierdzić, że jednak KK należy
            się podziw i to duży. Jego przewrotność i poziom zawładnięcia
            ludzkimi umysłami (nawet tymi nie całkiem starymi) jest widoczny
            gołym okiem.
    • Gość: reJan Re: Janie...niektórzy mają Go w czymś jeszcze.. IP: 212.59.228.* 27.01.09, 14:04
      innym niż ...w kolanach, jak ty, np. w du..szy,...na tacy, w portfelach, w
      dzieciach , kobitkach parafialnych...a nożykiem chrzczeni, czyli starsi Jego
      bracia mają swojego kumpla w bombach, granatach lub ...kibucach. Janie: twój
      czarny cyrk,twoje czarne małpy I tyle, o czerwonych bliźnich się nie martw,
      martw się o murzynów i czerwonoskórych Indian.
      • Gość: czarna rzepka Re: Janie...niektórzy mają Go w czymś jeszcze.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.09, 15:40
        Janie: twój
        czarny cyrk,twoje czarne małpy I tyle, o czerwonych bliźnich się nie
        martw,
        martw się o murzynów i czerwonoskórych Indian.

        Tak więc i Ty się nie martw o czarnych bliźnich, tylko o czerwone
        małpy z Twojego czerwonego cyrku. Podobno są już gatunkiem
        zagrożonym, bo prawie wszystkie czerowne cyrki już zbankrutowały.
        Zostały wam jeszcze tylko Kuba i Wietnam za rezerwaty.
        • Gość: CzarnaMałpa Re: Janie...niektórzy mają Go w czymś jeszcze.. IP: 195.187.134.* 27.01.09, 15:49
          No wałśnie, jesteśmy tematach bocznych - tak ulubionych przez
          kruchciane kundy: czerowne - czarne: no to wio - ksieża na
          księzyc, bo tam ponoć jest pan Twardowski i diabły a twojego
          żydowskiego idola - boga tam nie ma... pasuje panie koscielny ?
          Acha...zabierz wodę święconą i tacę...bo to czerwona planeta.
    • Gość: pat Zolnierze mysla raczej o doczesnych potrzebach IP: 83.71.189.* 27.01.09, 16:00
      wiadomosci.wp.pl/gid,88875,title,Szokujace-wyznania-polskich-ksiezy,galeria.html
      • Gość: rePat Re: Zolnierze mysla raczej o doczesnych potrzebac IP: 195.187.134.* 27.01.09, 16:08
        Czarny , chory burdel, hipika na własnym sprzęcie lub kumpla
        sprżecie, eksploatacja nimfomanek i wycirusów parafialnych,
        bierzmowanie niedrżniętych i zaniedbanych żoneczek... ...ktoś to
        musi robić ! Chwała i wała im za to.
        • Gość: Jan Re: Zolnierze mysla raczej o doczesnych potrzebac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.09, 16:36
          Tak to już jest, że kościół trwa 2000 lat. Przetrwał komunizm i inne
          zrazy więc i wasze wypowiedzi zapewne mu nie wiele zaszkodzą.
          Jedno jest pewne, iż kraje które budowały na wartościach
          chrześcijańskich są w świecie najlepiej ustawione gospodarczo i
          społecznie. Może jednak coś w tym jest!?
          • Gość: tedy Re: Zolnierze mysla raczej o doczesnych potrzebac IP: 83.71.189.* 27.01.09, 16:45
            Gospodarczo?? Najwieksze gospodarki na swiecie
            1. Stany
            2. Japonia
            3. Chiny
            Jesli chodzi o stany to mozna by im jeszcze implikowac wartosci chrzescijanskie (choc bym z ty dyskutowal) ale pozostale :-)
            Europa najwieksze gospodarki:
            Niemcy, Wielka Brytania, Francja - jedne z najbardziej zlaicyzowanych krajow
            • Gość: Borsuk Panie Janie IP: *.adsl.inetia.pl 27.01.09, 19:30
              Jan, napisz coś jeszcze... ciekawego...
          • Gość: dociekacz Troche z historii kościoła IP: 89.124.8.* 27.01.09, 21:01
            Gość portalu: Jan napisał(a):

            > Tak to już jest, że kościół trwa 2000 lat. Przetrwał komunizm i inne
            > zrazy więc i wasze wypowiedzi zapewne mu nie wiele zaszkodzą.


            Parę dat i wydarzeń z tych 2000 lat:

            "III wiek. Az do III wieku wyznawcy chrystianizmu nie slyszeli o wieczystym dziewictwie Maryji. Ewangelia Mateusza informuje , iz Jozef "nie zblizal sie do Maryji, az porodzila syna"."Zblizenie sie" oznacza w Biblii malzenskie wspolzycie.
            (Fakt wspolzycia Jozefa z Maryja po narodzinach Jezusa bedzie oczywisty dla kazdego, komu koscielne dogmaty nie zakazuja logicznego wnioskowania.)

            312 r. Bitwa pod mostem mulwijskim - Chrzescijanstwo staje sie jedna z religii panstwowych Rzymu. Powstanie Instytucji Kosciola Katolickiego. Poczatek przesladowania i mordowania przedstawicieli innych wyznan.

            319 r. Cesarz Konstantyn ustanowil prawo zwalniajace kler od placenia podatkow i sluzby w armii.

            321 r. Cesarz Konstantyn nakazuje swiecic niedziele zamiast dotychczasowej soboty.

            325 r. Cesarz Konstantyn na soborze nicejskim ustanawia kanon pisma "swietego" i "dwojce swieta" awansujac Jezusa do miana Boga. Jezus z Betlejem ma zastapic dotychczas czczonego Mitre.
            -Narodziny Boga Mitry przypadajace na dzien 25 grudnia, staja sie data przyjscia na swiat Jezusa.
            -Wniebowziecie Mitry w okresie rownonocy wiosennej staje sie chrzescijanskim swietem wielkanocy.
            -W Rzymie na Wzgorzach Watykanckich, chrzescijanie przejmuja swieta grote Mitry, czyniac z niej siedzibe Kosciola katolickiego
            -Wystepowanie wyraznych podobienstw do mitryzmu, ojcowie chrzescijanstwa tlumacza dzialanoscia diabla.

            330 r. Wprowadzenie zwyczaju czczenia zmarlych ("swietych") i ich relikwii

            355 r. Biskupi zostaja uwolnieni spod nadzoru sadow swieckich.

            360 r. Wprowadzenie zwyczaju czczenia aniolow

            381r. Do obowiazujacej dotychczas konstantynskiej "Dwojcy Swietej" cesarz Teodozjusz dolaczyl trzecia osobe tzw."Ducha Swietego". Dzialo sie to na soborze w Konstantynopolu

            391 r. W Aleksandrii Chrzescijanie spalili najwieksza na Ziemi biblioteke, w ktorej przechowywano okolo 700 000 starozytnych zwojow. Zamknieto starozytne akademie, skonczylo sie nauczanie kogokolwiek poza murami kosciolow.

            431r. Wyrazenie "Xristo Tokos" - Matka Chrystusa - zostalo zastapione na "Teo Tokos" - Boga Rodzica.

            539 r. Ustanowiono wladze papiezy oraz ofiare mszy swietej.

            - Na soborze w Macon biskupi glosowali nad problemem, czy kobiety maja dusze.

            593 r. Papiez Grzegorz I wprowadzil wiare w czysciec, dla uzdrowienia finansów kurii rzymskiej poprzez sprzedaz odpustow od kar czyscowych.

            600 r. Wprowadzono lacine do liturgii.

            715 r. Wprowadzono modlitwy do Marii Panny oraz swietych.

            726 r. W Rzymie zaczeto czcic obrazy.

            - Kosciol rzymski z Dziesieciu Boskich Przykazan usunal drugie, ktore brzmi:
            "Nie uczynisz sobie obrazu rytego ani zadnej podobizny tego, co jest na niebie w gorze i co na ziemi nisko, ani z tych rzeczy, ktore sa w wodach pod ziemia. Nie bedziesz sie im klanial ani sluzyl"
            - Otwarlo to droge do handlu obrazami, szkaplerzami, krzyzami, posagami itp. Przykazan jednak musialo pozostac dziesiec. Podzielil wiec kosciol ostatnie przykazanie, mowiace o niepozadaniu ani zony, ani osla, ani wolu, na dwie czesci i odtad katolicy maja tez Dziesiec Przykazan, tak jak i Zydzi.

            783 r. Nastal zwyczaj calowania nog papieza.

            813 r. Ustanowiono Swieto Wniebowziecia Maryji

            993 r. Papiez Leon III zaczal kanonizowac zmarlych.

            X wiek - Cala Europa znalazla sie pod panowaniem Kosciola.Zalamuje sie aktywnosc na polu medycyny, techniki, nauki, edukacji, sztuki i handlu. Rozpoczyna sie mroczny okres w historii Europy.

            1000 r. Ustanowiono Uroczystosc Wszystkich Swietych i Dzien Zadusznych.

            1015 r. Wprowadzono celibat dla duchownych aby rozwiazac problem przejmowania spadkow przez ich rodziny .(Przedtem duchowni mieli zony i dzieci).

            1077 r. Papiez Grzegorz VII ustanowil "klatwe"

            1095 r. Papiez Urban II wezwal rycerzy Europy do zjednoczenia i marszu na Jerozolime. Zainicjowal w ten sposob pierwsza wyprawe krzyzowa.
            Papiez oglosil, iz "Wyklety bedzie ten, kto powstrzyma swoj miecz przed rozlewem krwi".

            Podczas pierwszych krucjat, chrześcijanie przejęli różaniec. Służył on poganom do odmawiania modlitw
            ku czci bogini Kali, czczonej na Wschodzie jako Dziewica i Królowa Niebios

            1099 r. Masakra Muzulmanow i Zydow w Jerozolimie. Kronikarz Rajmund pisal:
            "Na ulicach lezaly sterty Glow, rak i stop. Jedni zgineli od strzalow lub zrzucono ich z wiez; inni torturowani przez kilka dni zostali w koncu zywcem spaleni. To byl prawdziwy, zdumiewajacy wyrok Boga nakazujacy, aby miejsce to wypelnione bylo krwia niewiernych."

            XII wiek - Uczony i filozof, swiety Tomasz z Akwinu glosil, ze zwierzeta nie maja zycia po smierci ani wrodzonych praw, oraz ze "przez nieodwolalny nakaz Stworcy ich zycie i smierc naleza do nas".

            1116 r. Sobor Lateranski ustanowil spowiedz "na ucho". Taka forma spowiedzi pozwalala na sprawowanie wiekszej kontroli nad ludzmi, oraz na "wywiad srodowiskowy".

            1140 r. Ulozono i przyjeto 7 sakramentow swietych.

            1204 r. Zaczela dzialac Swieta Inkwizycja. Sludzy kosciola zameczyli i spalili zywcem miliony ludzi. Spalanie ludzi, praktykowane w XX wieku przez nazistow, po raz pierwszy zastosowane bylo na skale masowa przez chrzescijanska inkwizycje.
            Majatki "heretykow" przejmowane byly przez kosciol i inkwizytorow. Jak na ironie inkwizytorzy wybierani byli najczesciej sposrod dominikanow i franciszkanow, ktorzy slubowali zycie w ubostwie...
            -Nawet w XXI w Watykan nie dopuszcza nikogo do archiwow dotyczacych inkwizycji.

            "Encyklopedia katolicka" twierdzi,iz inkwizycja "duzo zdzialala dla rozwoju cywilizacji".

            1208 r. Papiez Innocenty III zaoferowal kazdemu, kto chwyci za bron, oprocz boskiego zbawienia, rowniez ziemie i majatek heretyków. Rozpoczela sie Krucjata Albigenska, ktorej celem bylo wymordowanie Katarow. Szacuje sie, ze Krucjata Albigenska pochlonela milion istnien ludzkich, i dotknela wieksza czesc populacji poludniowej Francji. Przeor, dowodzacy wojskami krucjaty, gdy mu sie skarzono, ze trudno jest odroznic wiernych od heretyków, odpowiedzial: "Zabijac wszystkich. Bog ich odrozni".

            - Papiez Innocenty III twierdzi: "Kazdy kto probuje stworzyc wlasny wizerunek Boga niezgodny z dogmatem Kosciola musi byc bez litosci spalony".

            1229 r. Papiez Grzegorz IX zakazal czytania Biblii pod sankcja kar inkwizycyjnych.

            1231 r. Nakaz papieski zalecal palenie heretyków na stosie. Pod wzgledem technicznym pozwalalo to uniknac rozpryskiwania sie krwi.

            1252 r. Tortury zostaja prawnie dozwolone przez Kosciol (zostaly ustanowione przez
            papieza Innocentego IV)
            - Tortury obejmowaly : lamanie na kole, wieszanie za rece z ciezarami u nog, sciskanie czulych czesci ciala, sadzanie na goracych weglach lub zelazie, wylamywanie stawow, gotowanie zywcem itp. Byla to "ludzka" - jak zapewnia kosciol - metoda badan.
            -Na narzedziach tortur umieszczano motto: "Chwala niech bedzie panu"...

            1263 r. Zatwierdzono przyjmowanie komunii pod jedna postacia.

            1264 r. Ustanowiono uroczystosc Bozego Ciala.

            1275 r. Pojawily sie dyskusje na temat placenia daniny. W odpowiedzi papiez ekskomunikowal cale miasto, Florencje.

            XIV wiek Wybucha epidemia czarnej smierci, Kosciol wyjasnial, ze wine za ten stan rzeczy ponosza Zydzi, zachecajac przy tym do napasci na nich.

            1311 r. Papiez Klemens V jako pierwszy ukoronowal sie potrojna korona wladcy.

            1326 r. Niezgodnosc przesadnie bogatej organizacji Kosciola z gloszonymi
            przez nia ideami Jezusa Chrystusa ,doprowadzila do ogloszenia bulli papieskiej "inter nonnullos", w ktorej uwazano za herezje twierdzenia, jakoby Jezus i Jego apostolowie nie posiadali zadnej wlasnosci w postaci dobr materialnych.

            1378-1417 r. Dochodzi do tzw. "Wielkiej Schizmy". Wladza jest podzielona miedzy dwoch papiezy - jednego urzedujacego w Rzymie,
            drugiego w Avignon. Spory nie dotyczyly religii, ale polityki i
            • Gość: dociekacz Troche z historii kościoła cd. IP: 89.124.8.* 27.01.09, 21:03
              1450-1750 r. Okres polowania na czarownice. Straszliwymi torturami zameczono setki tysiecy kobiet posadzanych o czary.
              - Dzieci mozna bylo rowniez oskarzac o czary: dziewczynki po ukonczeniu 9,5 lat, chlopców po ukonczeniu 10 lat. Mlodsze dzieci torturowano w celu uzyskania zeznan obciazajacych rodzicow. W procesach o czary brane byly pod uwage "zeznania" dwulatków
              -Tortury obejmowaly : lamanie kolem, wieszanie za rece, biczowanie, przypiekanie, gotowanie w oleju, wbijanie kolcow w oczy,
              wyrywanie obcegami piersi i narzadow plciowych.

              1484 r. Papiez Innocenty VIII oficjalnie nakazal palenie na stosach kotow domowych razem z czarownicami. Zwyczaj ten byl praktykowany przez trwajacy setki lat okres polowan na czarownice.
              - Wiara, ze zwierzeta sa posrednikami diabla, doprowadzila do zalamania sie naturalnej kontroli liczebnosci populacji gryzoni. Celem ataku gorliwych chrzescijan najczesciej byly koty, wilki, weze, lisy, i biale koguty. Poniewaz wiele z tych zwierzat polowalo na roznoszace choroby gryzonie, ich eliminacja wzmogla wybuchy epidemii.

              1492 r. Kolumb odkryl Ameryke . Inkwizycja szybko postepuje sladami odkrywcow.

              1493 r. Bulla papieska uprawomocnila deklaracje wojny przeciwko wszystkim narodom w Ameryce Poludniowej, ktore odmowily przyjecia chrzescijanstwa.

              - Rozpoczela sie kolejna bestialska rzez w imie Boga.Wbijano ciezarne kobiety na pale, cwiartowano zywcem indianskie niemowleta, przywiazywano ofiary do luf armatnich i puszczano je z dymem, rozrywano ludzi przy pomocy koni, mordowano, gwalcono, ucinano rece, nosy, wargi, piersi.

              -Jezuita Jose de Anchieta, twierdzil:"Miecz i zelazny pret to najlepsi kaznodzieje". Ten oto barbarzynca, zostal beatyfikowal w 1980 r. przez papieza, ktory nazywal go "apostolem Brazylii, wzorem dla calej generacji misjonarzy". Bandyta, ktory w bestialski sposob unicestwil tysiace ludzkich istnien, uznany zostal za swietego...

              - Gdy katoliccy "misjonarze" zawitali do Meksyku, zylo tam okolo 11 milionów Indian, a po stu latach juz tylko 1,5 miliona. Slowo Boze zawiezione w tamte rejony "pieknie zaowocowalo".

              - Podczas pobytu na tamtych ziemiach, papiez nazwal ta zbrodnie przeciwko ludzkosci "dzielem ewangelizacji i pokoju".

              1563 r. Ustalono, ze tradycja Kosciola jest wazniejszym zrodlem objawienia od Slowa Bozego.

              1572. We Francji 24 sierpnia zamordowano 10 000 protestantów. Papiez Grzegorz XIII napisal potem do krola Francji Karola IX: "Cieszymy sie razem z toba, ze z Boska pomoca uwolniles swiat od tych podlych heretykow"

              1543 r. Kopernik publikuje teorie heliocentryczna.Jego dzielo trafia na koscielny indeks ksiag zakazanych i pozostaje tam az do 19 wieku. (Czyli az do 19 wieku kosciol uznaje, iz ziemia tkwi nieruchomo w centrum Wszechswiata).

              1584 r. Giordano Bruno twierdzi iz gwiazdy sa innymi Sloncami, wokol ktorych moga krazyc inne planety, a na nich zyc inne istoty. Za swoje poglady zostaje spalony zywcem na stosie. Egzekucje opozniono o dwa lata z rozkazu papieza Klemensa VIII. Papiezowi zalezalo, by stos na Campo dei Fiori stal sie jedna z atrakcji dla pielgrzymow.

              1633 r. Galileusz probuje rozpowszechniac teorie heliocentryczna. Zostaje zatrzymany przez Inkwizycje i pod grozba tortur zmuszony do odwolania swych pogladow.Inkwizycja skazuje go na dozywotni areszt domowy.

              - Poglady swietego Augustyna odzwierciedlaly "naukowe" podejscie Kosciola do swiata: "Jest to niemozliwe, aby po przeciwnej stronie Ziemi znajdowali sie ludzie,
              gdyz w Pismie Swietym nie ma wzmianki o takim rodzie wsrod potomkow Adama."

              1854 r. Wprowadzono dogmat o Niepokalanym Poczeciu Najswietszej Maryji Panny.

              1855 r. Sprzeciw Kosciola wobec Konstytucji Stanow Zjednoczonych. Kosciol glosil iz "wolnosc to bluznierstwo, wolnosc to odwodzenie innych od prawdziwego Boga. Wolnosc to mowienie klamstw w imie Boga".

              1870 r. Wprowadzono dogmat o nieomylnosci papieza.

              -Poczatek XX wieku - Papiez Leon XIII nadal udowadnia, ze najwyzsza kara daje sie uzasadnic nastepujaco: "Kara smierci jest niezbednym i skutecznym srodkiem dla osiagniecia celu Kosciola, gdy buntownicy wystapia przeciw niemu i narusza jednosc duchowa".

              1917 r. Tortury byly prawnie dozwolone przez Kosciol od roku 1252, w ktorym zostaly ustanowione przez papieza Innocentego IV, az do roku 1917,
              w ktorym to zaczal obowiazywac nowy Codex Juris Canonici.

              1931 r. Papiez Pius XI wydaje encyklike "Non abbiamo bisogno", w ktorej jest mowa o wdziecznosci kosciola dla faszyzmu za zlikwidowanie wroga - socjalizmu.

              1933 r. Hitler oswiadczyl, ze w chrzescijanstwie widzi "niezachwiany fundament moralnosci; dlatego "obowiazkiem naszym jest utrzymanie i rozwijanie
              przyjaznych stosunkow ze Stolica Apostolska".W czasie II Wojny Swiatowej papiez Pius XII przyjmowal na codziennych audiencjach niemieckich zbrodniarzy wojennych, udzielajac im blogoslawienstwa.

              1950 r. W petycji do Watykanu, katolicy prosza o dogmatyzacje fizycznego wniebowziecia Maryji. W odpowiedzi Watykan uchwala dogmat o wniebowzieciu Najswietszej Maryji Panny (w Ewangeliach nie ma slowa o tym).

              1962 r. Papież Jan XXIII wydaje dokument "Instructio De Modo Procendendi In Causis Sollicitationis" zakazujący ujawniania przypadków pedofilii wsród księzy pod groźbą klątwy. Dokument nakazuje skłanianie ofiar do milczenia, także pod groźbą klątwy. Innymi słowy, jeżeli rodzice zgwałconego dziecka chcą ujawnić przestępstwo, wówczas grozi im (oraz dziecku) klątwa i wydalenie z kościoła.

              1965 r. Dopiero w 1965 roku kosciol niewaznil potepienie Galileusza.

              1968 r. Papiez Pawel VI oglasza encyklike "Humanae vitae", z ktorej skutkami rodziny katolickie borykaja sie do dzisiaj. Jedynymi srodkami regulacji urodzin
              dopuszczonymi przez kosciol pozostaje wstrzemiezliwosc plciowa i metoda kalendarzyka, a kazdy stosunek plciowy ma miec na celu poczecie zycia. Encyklika papieska nie przeszkadza jednak Watykanowi na posiadanie udzialow i czerpanie zyskow z produktow firmy "Instituto Farmacologico Serono", ktora wypuszcza na rynek niezwykle dochodowy srodek antykoncepcyjny o nazwie "luteolas".

              1971 r. FBI wpada na trop sfalszowanych przez nowojorskich gangsterow papierow wartosciowych na sume 14 milionow dolarow.
              Odbiorca okazuje sie Bank Watykanski. FBI ustala ze byl to zabieg probny przed docelowa operacja na kwote 1 miliarda dolarow.

              1977 r. Papiez Pawel VI wyjasnia, ze kobieta ma zakazany wstep do kaplanstwa, poniewaz "nasz Pan byl mezczyzna".

              1978 r. Papiezem zostaje Albino Luciani , czlowiek niezwykle skromny,postepowy i uwielbiany przez masy , ktorego pontyfikat trwal tylko 33 dni.
              Zgadzal sie na stosowanie srodkow antykoncepcyjnych, dopuszczal kaplanstwo kobiet, sprzeciwial sie celibatowi.
              Postanawia zniszczyc mafijne struktury watykanskich finansow, a nastepnie oczyscic Watykan i Kosciol z oszustow i
              aferzystow. Sporzadza liste 121 purpuratow watykanskich do natychmiastowego zdymisjonowania. Tuz przed rozpoczeciem zaplanowanych czystek umiera 28 wrzesnia po "zjedzeniu niestrawnego posilku" (zostaje otruty). Nie przeprowadzono sekcji zwlok. Jego testament ginie w tajemniczych okolicznosciach."
          • Gość: Ja Re: Zolnierze mysla raczej o doczesnych potrzebac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.09, 19:01
            Co za porażająca inteligencja. Janie, czy tyś aby nie doktor po tut. seminarium ? Pleciesz straszne androny, jak mój proboszcz na kazaniu.
    • Gość: JóziekPapista Re: Ociekanie prawdy IP: *.gprs.plus.pl 27.01.09, 22:44
      Zalecenia moralistów,by człowieka traktować jako cel, są, jak dotąd, brane na
      poważnie jedynie w kołach...wojskowych.....Reszta: to baranina wypasana przez
      czarnych pasterzy w sukienkach z 33 guzikami albo w ...myckach, w celach
      zupełnie merkantylnych.
      • Gość: Szacuneczek... Dzień dobry :)))))))))))))))))))))))))))))))) ))))) IP: 193.111.147.* 28.01.09, 09:29
        Wklejam za WP:


        Jeszcze nigdy do drzwi kościelnych seminariów nie pukało tak mało
        kandydatów. Do niektórych nie zgłosił się ani jeden chętny. Powód:
        pogarszający się wizerunek społeczny duchownych - czytamy
        w "Metrze".

        Jeszcze dwa, trzy lata temu do diecezjalnych i zakonnych seminariów
        zgłaszało się po 1,8 tys. osób rocznie, którzy chcieli zostać
        księżmi albo zakonnikami. To o 100 osób mniej niż wcześniej.Księża
        spadek ten tłumaczą m.in. niżem demograficznym i wyjazdami młodzieży
        za granicę do pracy. Uspokajali, że nie mam mowy o kryzysie powołań.

        Jednak najnowsze dane nie pozostawiają wątpliwości: liczba chętnych
        gwałtownie spada. W ubiegłym roku akademickim w seminariach
        kształciło się zaledwie 1,6 tys. osób - a w tym 1,3 tys. osób.




        REKLAMA Czytaj dalej





        Po raz pierwszy do niektórych zakonów - np. do słynących z opieki
        nad chorymi i ziołolecznictwa bonifratrów, paulistów, czy
        barnabitów - nie zapukał ani jeden chętny.

        Skąd ten kryzys? Biskup Wojciech Polak, delegat Konferencji
        Episkopatu Polski ds. Powołań uważa, że duży wpływ mają niedawne
        głośne odejścia z Kościoła znanych księży i zakonników.
        • Gość: dobry wieczór Re: Dzień dobry :)))))))))))))))))))))))))))))))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.09, 17:27
          Na świecie żyje ok. miliarda katolików, którzy mają gdzieś wasze
          ujadanie. Prawie cała reszta, to hinduiści, muzułmanie i
          protestanci, którzy także wierzą w istnienie jakiegoś boga. Co
          najmniej jednego. Zatem przed wami, w skali kosmicznej, a nawet
          tylko historycznej, bardzo krótkie, marne i nikomu niepotrzebne
          życie, które w swojej nieskończonej głupocie postanowiliście
          wypełnić bezsensowną walką z czymś, co was przerasta, a w istnie
          czego nawet nie wierzycie.
          • Gość: CzseśćDzieńDobry Re: Dzień dobry: pokaż znak pokoju! IP: 212.59.228.* 28.01.09, 22:14
            Napisałeś ...na <dzień dobry>.cyt:... zatem przed wami, w skali kosmicznej, a
            nawet tylko historycznej, bardzo krótkie, marne i nikomu niepotrzebne życie,
            które w swojej nieskończonej głupocie postanowiliście wypełnić bezsensowną walką
            z czymś, co was przerasta, a w istnienie czego nawet nie wierzycie. ..! koniec
            cytatu.
            No i gra gitara.
            Pytanie : tylko po co tyle szczegółów o sobie piszesz..? może zmień adresata
            swoich doczesnych dolegliwości.
          • Gość: dociekacz No to troche o skalach kosmicznych i historycznych IP: 89.124.8.* 29.01.09, 00:40
            Wiek wszechświata oceniany jest na ok 14 miliardów lat, Ziemi ok 4,6 miliarda, pierwsze ślady życia datuje się na ok. 3,7 miliarda lat temu, 230 mln lat temu pojawily sie dinozaury. Ok 7 mln lat temu żyła małpa, która była ostatnim zwierzęcym-przodkiem współczesnych ludzi i blisko z nimi spokrewnionych szympansów, homo erectus używajacy ognia pojawił się około 800 tys lat temu, homo sapiens (czyli my) pojawia się 150 tys lat temu. Dowody na bardziej skomplikowane wierzenia człowieka kromaniońskiego datowane są na około 32 tys lat wstecz. Ok 9 tys lat temu powstaje rolnictwo co daje początek współczesnej cywilizacji. A teraz główne religie które przetrwały do dziś: Hinduizm ok 5 tys lat historii, Islam ok 1400 lat, Chrześcijaństwo 2 tys lat, Buddyzm (który notabene nie jest wiarą w boga) ok 2,5 tys lat. Za jakieś kilkadziesiąt tysięcy lat nikt nawet nie będzie wiedział o tych religiach, chyba że w formie wykopalin jakaś garstka archeologów. Za kilkaset mln lat gatunek który w wyniku ewolucji zasąpi nas na Ziemi będzie miał bardzo mgliste pojęcie o nas nie mówiąc już o naszych wierzeniach.
            Dla mnie jednym ze szczytów megalomanii człowieka jest wiara że został stworzony na obraz i podobieństwo Boga jako najdoskonalsze stworzenie. To raczej człowiek stwarza sobie Boga na swój obraz i podobieństwo aby sprawic żeby to jego życie nie było tak krótkie, mierne i nic nie znaczące w skali historycznej czy kosmicznej.
            • Gość: JózeikPapista troche o skalach kosmicznych i ...strychulcu IP: 212.59.228.* 29.01.09, 09:00
              Ależ ten bóg - wzór , to był zdefektowany szymel, skoro na swój wzór
              kiepskim strychulcem takie wybraki stworzył....jak Adam, Stefan i Ewa.... a oni
              rozmnożyli takie badziewie, co to jednemu się chce a drugie nie może... Całkiem
              jak kiepski szewc albo inny natchniony ...pis-suski golibroda.
              Uznanie dla < dociekacza>. Brawo.
            • Gość: antyateolog Re: No to troche o skalach kosmicznych i historyc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.09, 10:45
              > Wiek wszechświata oceniany jest na ok ...

              A kogo to obchodzi? Przecież każdy człowiek ma do przeżycia tylko
              jedno życie, w skali kosmicznej bardzo krótkie. I bardzo ograniczone
              możliwości nadania mu jakiegoś sensu. Dlatego człowiek rzeczywiście
              tworzy sobie wyobrażenia bóstwa, które taki sens gwarantują i to w
              skali kosmicznej. Nie tworzy samego bóstwa, bo jego wyobraźnia nie
              ma takiej mocy, żeby tworzyć rzeczywistość. Tak sobie wyobrażali
              marksiści, ale historia już dowiodła, że się pomylili. Wyobraźnia
              tworzy tylko obrazy, a one mają taką wartość poznawczą dla
              rozumowego pojmowania rzeczywistości, która się za nimi kryje, jak
              portret damy z gronostajem dla szkolenia zawodowego kuśnierzy.
              Wyobrażone symbole pozwalają tylko jakoś się zorientować, wskazują
              drogę i dają emocjonalną podporę.
              A prawdziwym obrazem boga w człowieku jest świadomość i wolność,
              czyli rzeczy niepojęte dla ateistycznych materialistów, a nie
              dwunożność, brak piór, skłonność do trzynastoletnich chłopców lub
              wypadanie zębów przed 70-tką. Chyba każde dziecko po ukończeniu 7
              lat jest już w stanie to pojąć.
              • Gość: Szacuneczek... Jednak się nie załamię... :))))))))))))))))))))))) IP: 193.111.147.* 29.01.09, 11:44
                Teksty z których dowiaduję się, że "prawdziwym obrazem boga w
                człowieku jest świadomość i wolność" wprawiają mnie w prawdziwe
                osłupienie. Już raz napisałem, że według mnie działalność KK jest
                rzeczywiście godna podziwu. To typowy przykład jak można
                oszałamiająco skutecznie ogłupić człowieka, zawładnąć jego mózgiem
                tak, by był on w stanie odczuwać, że... jest wolny i ma
                świadomość... To prawdziwy majstersztyk. No chyba, że słowa te
                rozpowszechniają tak zwani „mentorzy”, którzy wykorzystują każdą
                okazję do tego, by owieczki nadal jedynie beczały i mrugały zabawnie
                oczkami... Zastanawiam się czy KK byłby tak skuteczny gdyby wybrał
                inny wariant niż ten, który opiera się na prostej zależności:
                przekonać rodziców, a następnie pomóc im przekonać dzieci, które
                następnie itd.... :))))))))))

                Odwoływanie się do tego jakoby siedmioletnie dzieci pojmowały o co w
                tym wszystkim chodzi jest daleko idącym (pobożnym oczywiście)
                życzeniem lub kolejnym mydleniem oczu. Otóż dziecko siedmioletnie
                nie jest w stanie pojąć całego tego mechanizmu. Doskonale zdając
                sobie z tego sprawę KK żąda (nie pomyliłem się: żąda)
                przyprowadzenia dzieci do komunii jak najwcześniej, bo później -
                gdyby były np. w wieku 18-20 lat i mogły podejmować decyzje -
                mogłoby być różnie.

                A co do wolności, to zastanawiam się czy katolikowi rzeczywiście
                potrzebny jest "bat" w postaci świadomości ewentualnej kary za
                ewentualnie popełniony grzech, by... nie popełniać tego grzechu (lub
                popełnić, no ale od czego jest spowiedź... :)))))) i być dobrym
                człowiekiem. I to jest ta wolność... :))))))

                Rozumiem jednak, że to Forum odwiedzają różni Internauci, również
                tacy, którzy bezpośrednio czerpią korzyści z ilości wiernych - więc
                dyskutować z nimi jest dosyć trudno, to trochę karkołomne zajęcie.
                Wiadomo - walka o byt...

                I na koniec: nie każdy ateista jest komunistą - i chyba to coraz
                wyraźniej widzą przedstawiciele KK, dla których jednak jest ważne
                to: "wypadanie zębów przed 70-tką... i nie tylko to...".
                • Gość: antyateolog Re: Jednak się nie załamię... :)))))))))))))))))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.09, 12:35
                  > Teksty z których dowiaduję się, że "prawdziwym obrazem boga w
                  człowieku jest świadomość i wolność" wprawiają mnie w prawdziwe
                  osłupienie. ... To typowy przykład jak można oszałamiająco
                  skutecznie ogłupić człowieka, zawładnąć jego mózgiem tak, by był on
                  w stanie odczuwać, że... jest wolny i ma świadomość...

                  Nie dziwię się. Przeciwnie: pisałem wyraźnie, że są to rzeczy
                  niepojęte dla materialistycznych (lub kryptomaterialistycznych)
                  ateistów.

                  > Zastanawiam się czy KK byłby tak skuteczny gdyby wybrał
                  > inny wariant niż ten, który opiera się na prostej zależności:
                  > przekonać rodziców, a następnie pomóc im przekonać dzieci, które
                  > następnie itd....

                  Skuteczność KK jest oczywiście solą w oku jego przeciwników
                  wszelkiej maści. Kogo mogłoby to dziwić? Nie ma się też co dziwić,
                  że KK, dokładnie tak samo jak nasi starsi bracia w wierze, nie
                  zamierza korzystać z ich rad:))))

                  > Odwoływanie się do tego jakoby siedmioletnie dzieci pojmowały o co
                  w
                  > tym wszystkim chodzi jest daleko idącym (pobożnym oczywiście)
                  > życzeniem lub kolejnym mydleniem oczu. Otóż dziecko siedmioletnie
                  > nie jest w stanie pojąć całego tego mechanizmu.

                  Bo w przypadku wolności i świadomości nie ma mowy jakimś
                  mechanizmie, czego materialistycznie nastawiony ateista oczywiście
                  nie może już pojąć. Jeśli w czasach dzieciństwa zaniedbał edukacji
                  stosownej do poziomu rozwoju, to potem jest już najczęściej za późno.

                  > A co do wolności, to zastanawiam się czy katolikowi rzeczywiście
                  > potrzebny jest "bat" w postaci świadomości ewentualnej kary za
                  > ewentualnie popełniony grzech, by... nie popełniać tego grzechu
                  (lub
                  > popełnić, no ale od czego jest spowiedź... :)))))) i być dobrym
                  > człowiekiem. I to jest ta wolność... :))))))

                  Oczywiście, że żaden bat nie jest potrzebny. To tylko kolejny obraz.
                  Logiczna kolejność w konstrukcji tego obrazu jest jednak odwrotna:
                  to wolność nadaje sens istnienia czegoś takiego jak kara i nagroda,
                  bo bez wolności byłby tylko mechanizm przyczyn i skutków, dla
                  którego nie ma znaczenia żaden rodzaj motywacji, perswazji, itp. To
                  naprawdę proste:)

                  > Rozumiem jednak, że to Forum odwiedzają różni Internauci, również
                  > tacy, którzy bezpośrednio czerpią korzyści z ilości wiernych -
                  więc
                  > dyskutować z nimi jest dosyć trudno, to trochę karkołomne zajęcie.
                  > Wiadomo - walka o byt...

                  Prawda. Teraz są fora, ale kiedyś do walki z KK były wydziały urzędu
                  bezpieczeństwa z licencją na zabijanie. Teraz skompromitowana lewica
                  może tylko marzyć o akcjach billboardowych, na które tak ciężko jej
                  zebrać pieniądze. Pozostaje produkowanie się na forach. Zazdrość w
                  tej sytuacji nie dziwi:)
                  I nie dajmy się oszukiwać niewinnością tzw. ateistów: nikt nie
                  zadaje sobie trudu, żeby zwalczać coś, co jego zdaniem nie istnieje,
                  jeśli nie widzi w tym jakiegoś zysku. Materialnego, politycznego,
                  czy psychologicznego, bo przecież są i tacy, którym nade wszystko
                  dogadza wywyższenie się ponad bliźnich. A że łatwiej jest to
                  osiągnąć deprecjonując ich wartości i sposób odczuwania, niż
                  pokazując, że samemu ma się do zaoferowania cokolwiek, to łatwo
                  zrozumieć co się tu naprawdę dzieje.
              • Gość: dociekacz Re: No to troche o skalach kosmicznych i historyc IP: 89.124.8.* 30.01.09, 01:07
                Widzisz a mnie to obchodzi, bo ta cała historia i ogrom wszechświata nadaje kontekst mojej mikroskopijnej i bardzo ulotnej egzystencji. I poprzez ten pryzmat zadaje te najważniejsze pytania. A KK w zaden sposob nie jest na nie odpowiedziec, ani zadna inna religia. Bo wszystkie te instytucje i organizacje są równie ulotne jak ja. A dodatkowo mocno niewiarygodne i niekonsekwentne w swoich próbach zinterpretowania wszechświata, Boga czy człowieka. I zeby nie było wątpliwości nie neguje istnienia Boga, po prostu nie znalazłem odpowiedzi na to pytanie i pewnie nie znajdę. Od razu uprzedze że nie szukam dowodów empirycznych, po prostu cała ta obłudna i ograniczona katolicka (islamska itp. także) filozofia do mnie nie trafia. W katolickim rozumieniu brak we mnie wiary, choc nie uważam że jesteśmy wyłącznie materialnym bytem. Wcale też nie trzeba byc człowiekiem wiary żeby miec świadomośc własnego istnienia i wolnośc wyboru. Sumienie jest przyrodzone każdemu człowiekowi a nie tylko ludziom wierzącym.
                A i jeszcze jedno: komunizm umarł i nie żyje. Nie ma i nie wróci. Więc pora wyjśc z okopu bo walka z nieżyjącym przeciwnikiem jest trochę komiczna.
                • Gość: nonna Re: No to troche o skalach kosmicznych i historyc IP: 82.139.58.* 30.01.09, 09:37
                  Bardzo się cieszę, że z mojego wątku rozwinęła się tak ciekawa dyskusja!

                  "Sumienie jest przyrodzone każdemu człowiekowi a nie tylko ludziom wierzącym."

                  To prawda. Mówienie, że ateiści nie mają sumienia, to można podciągnąć pod
                  obrazę uczuć ateistycznych!
                  Tak, tak... Ja się czuję słowami antyateologa obrażona, także za to, że stawia
                  znak równości ateista=komunista.

                  • Gość: antyateolog Re: No to troche o skalach kosmicznych i historyc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.09, 11:10
                    > Tak, tak... Ja się czuję słowami antyateologa obrażona, także za
                    to, że stawia
                    > znak równości ateista=komunista.

                    Podaj mnie do sądu:))))))
                    • Gość: nonna Re: No to troche o skalach kosmicznych i historyc IP: 82.139.58.* 30.01.09, 13:06
                      "Podaj mnie do sądu!"

                      Prawo naszego "neutralnego światopoglądowo państwa", zabrania obrazy uczuć
                      religijnych. A że ateizm nie jest religią nie mogę tego zrobić. Teraz widać jak
                      potrzebna jest akcja brytyjskich, hiszpańskich i włoskich ateistów. Ich uczuć
                      prawo państwowe nie broni!
                    • Gość: nonna Re: Podaj mnie do sądu! IP: 82.139.58.* 30.01.09, 13:09
                      "Podaj mnie do sądu!"

                      Prawo naszego "neutralnego światopoglądowo państwa", zabrania obrazy uczuć
                      religijnych. A że ateizm nie jest religią nie mogę tego zrobić. Teraz widać jak
                      potrzebna jest akcja brytyjskich, hiszpańskich i włoskich ateistów. Ich uczuć
                      prawo państwowe nie broni!
                      • Gość: antyateolog Re: Podaj mnie do sądu! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.09, 14:31
                        No! Teraz, to w końcu zaczynasz logicznie myśleć: jeśli uczucia
                        ateistów są uczuciami religijnymi, to nie ma innego wyjścia jak
                        tylko wyjście z ukrycia i zarejestrowanie się jako kościół.
                        Ale jeśli chcesz być jego papieżycą, to musisz się spieszyć, żeby
                        ktoś inny nie podkradł Ci tego pomysłu. Perspektywy są
                        oszałamiające: możesz zostać świętą męczennicą za wiarę ateistów,
                        która zdarła sobie palce do kości na klawiaturze pracując dla
                        zbawienia ludzkości, a w zamian była tylko obrażana na forum; możesz
                        podpisać jakiś konkordat z gwarancjami ulg na działalność
                        gospodarczą, itp. Będzie to wtedy tzw. uczciwa konkurencja.
                        Powodzenia:))))))))))))))))))))))
                        • Gość: nonna Re: Podaj mnie do sądu! IP: 82.139.58.* 30.01.09, 21:07
                          antyateolog: "jeśli uczucia ateistów są uczuciami religijnymi"

                          Pisałam, że polskie prawo broni tylko uczuć religijnych!
                          Jakbyś nie wiedział, ateista też ma swoje uczucia, to ty je niezasadnie nazwałeś
                          religijnymi.
                          A kpiny to tu na tym forum jak zauważyłam robią sobie z ciebie, a nie ze mnie.:)
                • Gość: antyateolog Re: No to troche o skalach kosmicznych i historyc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.09, 11:09
                  > Widzisz a mnie to obchodzi, bo ta cała historia i ogrom
                  wszechświata nadaje kontekst mojej mikroskopijnej i bardzo ulotnej
                  egzystencji.

                  Kontekst, to jeszcze nie sens. To dopiero miejsce na zaistnienie
                  sensu.

                  > I poprzez ten pryzmat
                  > zadaje te najważniejsze pytania.

                  Niektórzy sądzą, że samo zadawanie pytań zaspokaja ich wszystkie
                  potrzeby duchowe. Pewnie dlatego zadają je tak, aby przypadkiem nie
                  przydarzyło im się znalezienie jakiejś odpowiedzi, która by ich do
                  czegoś zobowiązywała, skłaniała do rozstrzygnięcia, pozwalała
                  dojrzeć emocjonalnie i intelektualnie.

                  > I zeby nie było wątpliwoś
                  > ci nie neguje istnienia Boga, po prostu nie znalazłem odpowiedzi
                  na to pytanie
                  > i pewnie nie znajdę.Od razu uprzedze że nie szukam dowodów
                  empirycznych, po pr
                  > ostu cała ta obłudna i ograniczona katolicka (islamska itp. także)
                  filozofia do
                  > mnie nie trafia.

                  O tym właśnie wyżej mówiłem. Obłuda katolicka, islamska i inna, to
                  standardowy wykręt dla tych, którym z jakichś powodów nie pasuje
                  bycie istotą społeczną, czyli człowiekiem, wraz z przypadłościami
                  tego stanu. Pozwala zachować złudzenie bycia kimś lepszym, bez
                  uciążliwej konieczności dowodzenia tego w praktyce.

                  > Wcale też nie trzeba byc człowiekiem wi
                  > ary żeby miec świadomośc własnego istnienia i wolnośc wyboru.

                  A kto twierdzi, że trzeba? Ja tylko stwierdziłem, że są to rzeczy
                  niewytłumaczalne w świetle założeń ateistycznego materializmu. A ta
                  niewytłumaczalność prowadzi do zaniechania zajmowania się bytem tych
                  rzeczy, a to zaniechanie do zapomnienia o nich, itd.

                  > Sumienie jest prz
                  > yrodzone każdemu człowiekowi a nie tylko ludziom wierzącym.

                  I to, jeśli nie jest przedmiotem wiary, też jest niewytłumaczalne z
                  punktu widzenia ateistycznego materializmu i w ogóle ateizmu. Bo
                  niby skąd w naszej przyrodzonej naturze, która jest efektem ewolucji
                  w przyrodzie (zauważ, że sam chętnie się na to powoływałeś), mogłoby
                  się wziąć coś takiego, jak reguły moralne, które zwykle idą w
                  kierunku przeciwnym niż egocentryzm i instynkt samozachowawczy?
                  Ja uważam, że sumienie nie jest nikomu wrodzone, a jest produktem
                  edukacji i wychowania. I w ogóle się nie przejmuję tym, że na
                  religii zwykle uczą inaczej:)

                  > A i jeszcze jedno: komunizm umarł i nie żyje. Nie ma i nie wróci.
                  Więc pora wyj
                  > śc z okopu bo walka z nieżyjącym przeciwnikiem jest trochę
                  komiczna.

                  Pewnie tak komiczna, jak walka ateistów z bogiem, w którego
                  istnienie nie wierzą:)))))))
                  Niestety komunizm nie umarł do końca. Żyje w umysłach ludzi
                  rozumiejących świat według pojęć uformowanych przez komunizm.
                  Dodajmy jeszcze, że są to ludzie po obu stronach okopu.
                  Niby czym innym jest powszechne w tym wątku stanowisko, że skoro nie
                  uznaję nieistnienia Boga za zbawcze objawienie dla całej ludzkości,
                  to znaczy, że jestem czarnym, klechą, kapucynem, powinienem oddać
                  swoje dzieci katolickim pedofilom, itp.? To komuna w czystej
                  postaci, i to w wydaniu ubeckiej propagandy.
                  • Gość: dociekacz Re: No to troche o skalach kosmicznych i historyc IP: 89.124.8.* 31.01.09, 02:11
                    > Niektórzy sądzą, że samo zadawanie pytań zaspokaja ich wszystkie
                    > potrzeby duchowe. Pewnie dlatego zadają je tak, aby przypadkiem nie
                    > przydarzyło im się znalezienie jakiejś odpowiedzi, która by ich do
                    > czegoś zobowiązywała, skłaniała do rozstrzygnięcia, pozwalała
                    > dojrzeć emocjonalnie i intelektualnie.

                    Ty musisz byc strasznie z siebie dumny że osiągnąłeś już taki poziom samoświadomości i spełnienia. Ja muszę jeszcze popracowac nad takim poziomem pychy ale wątpie czy uda mi się go kiedykolwiek osiągnąc.

                    > O tym właśnie wyżej mówiłem. Obłuda katolicka, islamska i inna, to
                    > standardowy wykręt dla tych, którym z jakichś powodów nie pasuje
                    > bycie istotą społeczną, czyli człowiekiem, wraz z przypadłościami
                    > tego stanu. Pozwala zachować złudzenie bycia kimś lepszym, bez
                    > uciążliwej konieczności dowodzenia tego w praktyce.

                    Błąd. Stawiasz znak równości między postawą społeczną a przynależnoscią do określonej kultury religijnej. Społeczeństwa pojawiły się na długo przed religiami we współczesnej formie. Owszem, zwłaszcza w pierwotnych społecznościach, prymitywne wierzenia były tym, co pomagało je spajac, ale równie mocno spajało poczucie bezpieczeństwa w grupie, przy ataku drapieżników, czy wspólne polowania. We współczesnnych społecznościach religijnośc nie jest warunkiem koniecznym istnienia społeczeństwa. Ja i mnóstwo znanych mi osób świetnie się realizuje społecznie poprzez rodzine, prace czy po prostu starając się byc lepszym człowiekiem.

                    > A kto twierdzi, że trzeba? Ja tylko stwierdziłem, że są to rzeczy
                    > niewytłumaczalne w świetle założeń ateistycznego materializmu. A ta
                    > niewytłumaczalność prowadzi do zaniechania zajmowania się bytem tych
                    > rzeczy, a to zaniechanie do zapomnienia o nich, itd.

                    Od kiedy to katolicy są takimi specjalistmi od ateizmu? Starasz sie strasznie wyekstremizowac pewne postawy. To że ktoś neguje istnienie Boga, przynależnośc do KK, czy po prostu pyta lub wątpi nie oznacza że musi zaczytywac Marksa, Nietzschego czy wiedziec kto to był Epikur, bo chce od razu zostac superateistą. Świat nie jest czarno-biały ma wiele odmian szarości.

                    > I to, jeśli nie jest przedmiotem wiary, też jest niewytłumaczalne z
                    > punktu widzenia ateistycznego materializmu i w ogóle ateizmu. Bo
                    > niby skąd w naszej przyrodzonej naturze, która jest efektem ewolucji
                    > w przyrodzie (zauważ, że sam chętnie się na to powoływałeś), mogłoby
                    > się wziąć coś takiego, jak reguły moralne, które zwykle idą w
                    > kierunku przeciwnym niż egocentryzm i instynkt samozachowawczy?
                    > Ja uważam, że sumienie nie jest nikomu wrodzone, a jest produktem
                    > edukacji i wychowania. I w ogóle się nie przejmuję tym, że na
                    > religii zwykle uczą inaczej:)

                    Jeśli wziąc pod uwage to że reguły moralne wywadzą się własnie z sumienia to przeczysz sam sobie. Bo najpierw mówisz że niewytłumaczalne jest istnienie zasad moralnych a potem że sumienie wynika z edukacji i wychowania. Jeśli by tak było ludzie wywodzący się ze środowisk patologicznych nie mieli by możliwości wykształcenia sumienia. A tak nie jest.

                    > Pewnie tak komiczna, jak walka ateistów z bogiem, w którego
                    > istnienie nie wierzą:)))))))
                    > Niestety komunizm nie umarł do końca. Żyje w umysłach ludzi
                    > rozumiejących świat według pojęć uformowanych przez komunizm.
                    > Dodajmy jeszcze, że są to ludzie po obu stronach okopu.
                    > Niby czym innym jest powszechne w tym wątku stanowisko, że skoro nie
                    > uznaję nieistnienia Boga za zbawcze objawienie dla całej ludzkości,
                    > to znaczy, że jestem czarnym, klechą, kapucynem, powinienem oddać
                    > swoje dzieci katolickim pedofilom, itp.? To komuna w czystej
                    > postaci, i to w wydaniu ubeckiej propagandy.

                    Nie mam pojęcia jak wyglądała ubecka propaganda, jestem na to za młody. Komunizm jest dla mnie historią równie odległą jak Imperium Rzymskie. Za to próbowano mnie prymitywnie indoktrynowac religijnie co wywołało we mnie opór i masę pytań. Na częśc z nich znalazłem już odpowiedź i wiem jedno. Chocbym nie wiem jak mocno zacisnął oczy to nie będe widział jak to gdzieś komuś napisałeś: grzechów jakichs ludzi za które kościół nie jest odpowiedzialny. To KK jest odpowiedzialny za eksterminacje całych kultur i społeczeństw, milczące sprzyjanie nazizmowi czy z lokalnego podwórka za polityka Rydzyka (który natabene zabija polski kościół). Moge tak wyliczac aż się miejsce w poście skończy, ale to nie ma sensu bo ciebie i tak nie przekonam. Ja się pod czymś takim podpisac nie mogę. I to jest wydaje mi się istota tego sporu a nie wyimaginowani super ateiści walczący z Bogiem. Ludzie mają problem z zinstytucjonalizowaną i zinstrumentalizowaną wiarą a nie z wiarą samą w sobie.
                    • Gość: antyateolog Re: No to troche o skalach kosmicznych i historyc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.09, 12:44
                      > Ty musisz byc strasznie z siebie dumny że osiągnąłeś już taki
                      poziom samoświadomości i spełnienia.

                      A gdzie ja piszę, że moje rozstrzygnięcia już mnie doprowadziły tam,
                      gdzie spodziewam się dzięki nim znaleźć? Chyba trochę za daleko
                      idące i zbyt osobiste wnioski wyciągasz z tego, co sam mi
                      przypisujesz, a czego ja nigdzie nie twierdziłem.

                      > Błąd. Stawiasz znak równości między postawą społeczną a
                      przynależnoscią do okre
                      > ślonej kultury religijnej.

                      Błąd. Napisałem: "Obłuda katolicka, islamska i INNA, to
                      standardowy wykręt..." itd. Nie chodzi mi szczególny przypadek
                      rozczarowania realizacją zasad jakiejś konkretnej kultury
                      religijnej, tylko o postawę negacji jakiejkolwiek wspólnoty z powodu
                      możliwości sprzeniewierzenia się jakichś jej członków deklarowanym
                      zasadom tej wspólnoty. To chyba masz na myśli, pisząc o obłudzie.
                      Jeśli nie, to pewnie źle zrozumiałem. Może uważasz, że obłuda
                      przynależy tylko do kultur religijnych, a funkcjonujący w
                      jakiejkolwiek grupie społecznej ateista, z jakiś transcendentalnych
                      powodów nie może być obłudny?

                      > We współczesnnych społecznościach religijnośc nie jest warunkiem
                      koniecznym istnie
                      > nia społeczeństwa. Ja i mnóstwo znanych mi osób świetnie się
                      realizuje społeczn
                      > ie poprzez rodzine, prace czy po prostu starając się byc lepszym
                      człowiekiem

                      Zgadzam się. To oczywiste. Jednak ograniczenie roli religii tylko do
                      funkcji społecznych, jest oczywistym zawężeniem poglądu na nią do
                      perspektywy socjologicznej lub psychologicznej. A one są wtórne i
                      podrzędne. Zwłaszcza dla człowieka religijnego.

                      > Od kiedy to katolicy są takimi specjalistmi od ateizmu?

                      A od kiedy ateiści są takimi specjalistami od katolicyzmu, islamu,
                      itd? To dosyć niemerytoryczny i obłudny sposób argumentacji, nie
                      uważasz?

                      > Starasz sie strasznie wyekstremizowac pewne postawy.

                      Ty robisz to samo, tylko w stopniu o wiele większym. Ja jednak nie
                      robię Ci z tego zarzutu, bo rozumiem, że pewne rzeczy trzeba jasno
                      wyeksponować i określić, żeby można się było do nich jednoznacznie
                      odnieść. Można podważać jakiś sposób określania przedmiotu ocen ale
                      samo stwierdzenie, że nic nie jest czarne albo białe, a wszystko
                      jest szare, jest raczej mało produktywne. Sam się chyba z tym
                      zgodzisz, jeśli się dobrze przyjrzysz tym wszystkim prymitywnym
                      manipulacjom, zawartym w wyżej zamieszczonym streszczeniu "historii"
                      KK.

                      > Jeśli wziąc pod uwage to że reguły moralne wywadzą się własnie z
                      sumienia to przeczysz sam sobie.

                      Ale to, że reguły moralne wywodzą się z sumienia, jest przedmiotem
                      Twojej wiary, a nie mojej. Ja w to nie wierzę i nie mogę w to
                      wierzyć, bo istnieje zbyt wielka ilość faktów, która temu przeczy.
                      Za takie fakty uznaję różnorodność reguł moralnych w różnych
                      kulturach. Co zatem? Każda kultura z jej regułami moralnymi wyrasta
                      na gruncie innej substancji przyrodzonego przecież wszystkim ludziom
                      sumienia? Przecież to absurd. Sumienie, to tylko nazwa, którą
                      bierzesz za substancję bez jakiegokolwiek dowodu, że coś takiego
                      istnieje. Sumienie nie może być przyrodzone, bo w ogóle nie należy
                      do fizycznego porządku przyrody.

                      > Jeśli by tak było
                      > ludzie wywodzący się ze środowisk patologicznych nie mieli by
                      możliwości wyksz
                      > tałcenia sumienia. A tak nie jest.

                      Jak już sam zauważyłeś, nic nie jest czarne, albo białe, a więc może
                      i te patologiczne środowiska nie są na tyle patologiczne, żeby
                      uniemożliwiały wykształcenie jakichkolwiek reguł, które można uznać
                      za reguły moralne.

                      > Nie mam pojęcia jak wyglądała ubecka propaganda, jestem na to za
                      młody.

                      Jest to jakieś usprawiedliwienie niewiedzy, ale nie argument na
                      Twoje racje. Nie wydaje Ci się? Poza tym, dopiero co podałeś litanię
                      okresów z historii świata, które jednak są dla ciebie czymś
                      istotnym. Dziwnie wybiórcze jest to Twoje podejście:)

                      > Moge tak wyliczac aż się miejsce w poście skończy, ale to nie ma
                      sensu bo ciebie i tak nie przekonam.

                      A do czego właściwe chciałbyś mnie przekonać?

                      > Ludzie mają problem z zinstytucjonalizowaną i zinstrumentalizowaną
                      wiarą a nie z wiarą samą w sobie.

                      Może tak jest, ale hasło: „Boga najprawdopodobniej nie ma”, ma
                      zupełnie przeciwny sens. Nie rozumiem po co tak usilnie próbuje się
                      mnie przekonać, że jest inaczej, skoro ja w ogóle nie bronię wiary
                      zinstrumentalizowanej.
                      • Gość: dociekacz Re: No to troche o skalach kosmicznych i historyc IP: 89.124.8.* 04.02.09, 01:25
                        > A gdzie ja piszę, że moje rozstrzygnięcia już mnie doprowadziły tam,
                        > gdzie spodziewam się dzięki nim znaleźć? Chyba trochę za daleko
                        > idące i zbyt osobiste wnioski wyciągasz z tego, co sam mi
                        > przypisujesz, a czego ja nigdzie nie twierdziłem.

                        Jesli uderzasz w takie moralizatorskie tony:
                        "Kontekst, to jeszcze nie sens. To dopiero miejsce na zaistnienie
                        sensu."
                        "Niektórzy sądzą, że samo zadawanie pytań zaspokaja ich wszystkie
                        potrzeby duchowe. Pewnie dlatego zadają je tak, aby przypadkiem nie
                        przydarzyło im się znalezienie jakiejś odpowiedzi, która by ich do
                        czegoś zobowiązywała, skłaniała do rozstrzygnięcia, pozwalała
                        dojrzeć emocjonalnie i intelektualnie."
                        to rozumiem że jesteś człowiekiem spełnionym, odpowiedzialnym i dojrzałym, a przynajmnie za takiego się uważasz. I z takiego pułapu pouczasz innych.

                        > Błąd. Napisałem: "Obłuda katolicka, islamska i INNA, to
                        > standardowy wykręt..." itd. Nie chodzi mi szczególny przypadek
                        > rozczarowania realizacją zasad jakiejś konkretnej kultury
                        > religijnej, tylko o postawę negacji jakiejkolwiek wspólnoty z powodu
                        > możliwości sprzeniewierzenia się jakichś jej członków deklarowanym
                        > zasadom tej wspólnoty. To chyba masz na myśli, pisząc o obłudzie.
                        > Jeśli nie, to pewnie źle zrozumiałem. Może uważasz, że obłuda
                        > przynależy tylko do kultur religijnych, a funkcjonujący w
                        > jakiejkolwiek grupie społecznej ateista, z jakiś transcendentalnych powodów nie może być obłudny?

                        Rozmawialiśmy o konkretnym wypadku. O mnie. I nie o obłudzie kultur religijnych (czy jakichkolwiek innych) tylko o filozofii życiowej która w moim wypadku nie pokrywa się z katolicką. Nigdzie nie napisałem że nie pasuje mi bycie istotą społeczną a wręcz przeciwnie więc argument z obłudą jako wykrętem jest nietrafiony.

                        > A od kiedy ateiści są takimi specjalistami od katolicyzmu, islamu,
                        > itd? To dosyć niemerytoryczny i obłudny sposób argumentacji, nie
                        > uważasz?

                        A gdzie napisałem że jestem ateistą? To jest właśnie twoja ekstremizacja postaw. Kto nie z nami ten przeciwko nam. Negacja kościoła nie jest równoważna ateizmowi.

                        > > Nie mam pojęcia jak wyglądała ubecka propaganda, jestem na to za
                        > młody.
                        >
                        > Jest to jakieś usprawiedliwienie niewiedzy, ale nie argument na
                        > Twoje racje. Nie wydaje Ci się? Poza tym, dopiero co podałeś litanię
                        > okresów z historii świata, które jednak są dla ciebie czymś
                        > istotnym. Dziwnie wybiórcze jest to Twoje podejście:)

                        Nie napisałem tego w kontekście mojej niewiedzy historycznej na temat tamtych czasów, tylko braku własnych przeżyc z tego okresu. Tak to jest, jak się wyrywa zdania z kontekstu i się z nim polemizuje, a nie daje jedną spójną odpowiedź. Coż, sam narzuciłeś taki styl.
                        A wracając do tematu to dla mnie ludzie którzy wszędzie wietrzą spiski czerwonych, ubeków itp brzmią conajmniej paranoidalnie. Było, nie ma, skończyło się, jest nowe pokolenie które ma to gdzieś. Nie ma co wyciągac trupa z szafy lepiej sobie o nim w książce poczytac.

                        > A do czego właściwe chciałbyś mnie przekonać?

                        Do przyznania że to KK, a nie jacyś tam bliżej nieokreśleni grzeszni ludzie jest odpowiedzialny za śmierc milionów ludzi, eksterminacje całych narodów i kultur, a ostatnio zamiatanie pod dywan sprawy pedofili.

                        > Może tak jest, ale hasło: „Boga najprawdopodobniej nie ma”, ma
                        > zupełnie przeciwny sens. Nie rozumiem po co tak usilnie próbuje się
                        > mnie przekonać, że jest inaczej, skoro ja w ogóle nie bronię wiary
                        > zinstrumentalizowanej.

                        No i o sednie całej dyskusji. Cała ta akcja (bilbordowa w Londynie) dla mnie ma inny wydźwięk. Prawdopodobnie zresztą jak dla większości dyskutantów na tym forum. Problemem nie jest czyjaś wiara lub jej brak, istnienie Boga lub nie. To każdego prywatna sprawa. Zauważ że nikt tu chyba nie dyskutował na ten temat. Gro ludzi ma problem własnie z instrumentalizacją i wypaczeniem wiary. Zauważ że do tego napisu była ilustracja z symbolami lądujacymi w koszu. I dla mnie w tym koszu ląduje katolicki ksiądz pedofil, mułła namawiający w meczecie do zamachów samobójczych, czy ojciec redaktor zbierający datki na promowanie się jako polityk a nie czyjaś wiara czy Bóg. W tej całej akcji chodzi o to żeby nie dawc sobie robic wody z mózgu przez takich idiotów. A nie o lepkie macki ateistów zaczajonych na niewinne katolickie dusze czy czerwono-ubecką propagande.
                        • Gość: antyateolog Re: No to troche o skalach kosmicznych i historyc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.02.09, 10:37
                          > Jesli uderzasz w takie moralizatorskie tony:
                          "Kontekst, to jeszcze nie sens. To dopiero miejsce na zaistnienie
                          sensu."
                          "Niektórzy sądzą, że samo zadawanie pytań zaspokaja ich wszystkie
                          potrzeby duchowe. Pewnie dlatego zadają je tak, aby przypadkiem nie
                          przydarzyło im się znalezienie jakiejś odpowiedzi, która by ich do
                          czegoś zobowiązywała, skłaniała do rozstrzygnięcia, pozwalała
                          dojrzeć emocjonalnie i intelektualnie."
                          to rozumiem że jesteś człowiekiem spełnionym, odpowiedzialnym i
                          dojrzałym, a przynajmnie za takiego się uważasz. I z takiego pułapu
                          pouczasz innych.

                          To nie są moralizatorskie tony, tylko stwierdzenie stanów rzeczy i
                          opis często spotykanych postaw. Na temat dojrzewania w późnym wieku
                          kręci się już komediowe seriale telewizyjne, więc nie wmawiaj mi, że
                          stwierdzając moralizuję stwierdzając coś oczywistego.

                          > Rozmawialiśmy o konkretnym wypadku. O mnie.

                          Może Ty rozmawiasz o sobie, ale ja nie. Ja Ciebie nie znam. Nie
                          jestem Twoim spowiednikiem, ani niczyim innym i nigdy nie
                          podejmowałem się nim być. Nie przyjmuję więc za trafiony lub
                          nietrafiony argument tego, co Ty zechcesz napisać o sobie, bo nie
                          jestem w stanie zweryfikować jego prawdziwości. To dla mnie żaden
                          argument. Ja też nie piszę o tym, kim jestem, co w życiu robię, itd.
                          To pozostawiam konfabulacjom produkujących się tu grafomanów.

                          > A gdzie napisałem że jestem ateistą? To jest właśnie twoja
                          ekstremizacja postaw
                          > . Kto nie z nami ten przeciwko nam. Negacja kościoła nie jest
                          równoważna ateizm
                          > owi.

                          Ponownie: A gdzie ja napisałem, że piszę o Tobie? Zapytałem: "Od
                          kiedy ateiści są ... itd.", a nie: "Od kiedy, ateisto, jesteś ...
                          itd.". Jednak za bardzo osobiście traktujesz fakt, że ktoś nie
                          zgadza się się Tobą.

                          > Nie napisałem tego w kontekście mojej niewiedzy historycznej na
                          temat tamtych c
                          > zasów, tylko braku własnych przeżyc z tego okresu.

                          I dobrze. Ja też nie mam żadnych przeżyć z okresu inkwizycji, a
                          jednak, podobno, okres ten może być jakimś "argumentem" w sprawie
                          wiary katolickiej, o której piszę.

                          > A wracając do tematu to dla mnie ludzie którzy wszędzie wietrzą
                          spiski czerwony
                          > ch, ubeków itp brzmią conajmniej paranoidalnie.

                          Rozumiem, że to nie do mnie osobiście, bo wypadałoby w takim wypadku
                          wskazać miejsce, w którym ja pisze o jakimś spisku.

                          > Było, nie ma, skończyło się, je
                          > st nowe pokolenie które ma to gdzieś. Nie ma co wyciągac trupa z
                          szafy lepiej sobie o nim w książce poczytac.

                          Minęło, ale tworzy, jak to mówisz: kontekst. Także tej dyskusji. Czy
                          to moja wina, że tak mało mamy w historii przynajmniej częściowo
                          zrealizowanych projektów politycznych, u podstaw których był ateizm
                          walczący z religią? Ile państw i kiedy zdecydowało się na
                          wyplenienie religii i zastąpienie jej jakąś ateistyczną ideologią?
                          Poza rewolucją francuską i jeszcze bardziej krwawymi parkosyzmami
                          różnych rewolucji komunistycznych jakoś nic znaczącego nie
                          przychodzi mi do głowy. A to całkiem nieodległa historia. Żyje
                          jeszcze masa ludzi, którzy ucierpieli w tych eksperymentach, a także
                          sporo ich oprawców. Nie możesz odmówić mi prawa do traktowania tych
                          rzeczy jako przykładów skutków wprowadzania w życie ideologii
                          ateistycznych, bo Tobie osobiście to z jakichś względów nie pasuje.

                          > > A do czego właściwe chciałbyś mnie przekonać?
                          >
                          > Do przyznania że to KK, a nie jacyś tam bliżej nieokreśleni
                          grzeszni ludzie jes
                          > t odpowiedzialny za śmierc milionów ludzi, eksterminacje całych
                          narodów i kultu
                          > r, a ostatnio zamiatanie pod dywan sprawy pedofili.

                          Przyznaję. W przeciągu 2 000 lat historii mogło się znaleźć tyle
                          zbrodni, które obciążają KK, co w ciągu kilkudziesięciu lat
                          komunizmu, które w takim razie obciążają ateizm. Tylko co z tego?
                          Jakie mają być tego konsekwencje? Kto ma je ponieść? Jeśli to nie ma
                          być puste gadanie, to może masz jakieś pomysły? Chciałbyś może
                          eksterminować wszystkich katolików? Rozwiązać KK? Zakazać budowy
                          kościołów? A co z ateistami, sierotami po komunizmie? Czego im
                          zakażesz?

                          > sednie całej dyskusji. Cała ta akcja (bilbordowa w Londynie) dla
                          mnie ma
                          > inny wydźwięk. Prawdopodobnie zresztą jak dla większości
                          dyskutantów na tym fo
                          > rum. Problemem nie jest czyjaś wiara lub jej brak, istnienie Boga
                          lub nie. To k
                          > ażdego prywatna sprawa.

                          I to jest właśnie źródłem pomieszania pojęć, na które ja
                          zareagowałem. Wiara w cokolwiek może i jest prywatną sprawą każdego
                          wierzącego, ale nie wiara w rzeczy, które mają jakieś praktyczne
                          konsekwencje dla zachowania tego wierzącego, bo to już jest sprawą
                          wszystkich, których to zachowanie dotyczy.

                          > Zauważ że nikt tu chyba nie dyskutował na ten temat.

                          Co jeszcze nie znaczy, że i ja mam się przyłączyć do wszystkich,
                          którzy rozumieją świat tak, jak Tobie się on przedstawia.

                          > Gro ludzi ma problem własnie z instrumentalizacją i wypaczeniem
                          wiary. Zauważ że do tego napisu była ilustracja z symbolami
                          lądujacymi w koszu. I dla mnie w tym
                          > koszu ląduje katolicki ksiądz pedofil, mułła namawiający w
                          meczecie do zamachó
                          > w samobójczych, czy ojciec redaktor zbierający datki na promowanie
                          się jako pol
                          > ityk a nie czyjaś wiara czy Bóg.

                          Ale z symbolami jest tak, że mają ustalone znaczenie. I to nie Ty
                          ustaliłeś to znaczenie, żeby teraz twierdzić, że krzyż jest symbolem
                          księdza pedofila, a półksiężyc terrorystów.

                          > W tej całej akcji chodzi o to żeby nie dawc so
                          > bie robic wody z mózgu przez takich idiotów. A nie o lepkie macki
                          ateistów zacz
                          > ajonych na niewinne katolickie dusze czy czerwono-ubecką
                          propagande.

                          Propaganda, to propaganda. Ubecka, rydzykowa, czy ateistyczna -każda
                          działa za pomocą robienia wody z mózgu. Jeśli nie jesteś idiotą, to
                          nie jesteś na nią podatny w żadnym wydaniu. Jeśli troszczysz się o
                          dusze idiotów podatnych tylko na propagandę, to masz problem. Musisz
                          wybrać jakiś rodzaj propagandy, żeby do nich dotrzeć. Ale wtedy Ty
                          ponosisz odpowiedzialność za skutki tego, jak idioci pojmą to, czego
                          chciałeś ich nauczyć i co z tym zrobią.
                          • Gość: Waniuta Re: No to troche o skalach kosmicznych i historyc IP: 195.187.134.* 04.02.09, 12:10
                            Dużo słów, niewiele treści.Paplanina antateolgicznego osobnika
                            niespełnionego w dotychczasowym życiu. On, grzeczny, bosko ułozony
                            liczy na osobistą nagrodę,na.... wejsciówkę do raju utraconego.
                          • Gość: dociekacz Re: No to troche o skalach kosmicznych i historyc IP: 89.124.8.* 06.02.09, 00:41
                            > To nie są moralizatorskie tony, tylko stwierdzenie stanów rzeczy i
                            > opis często spotykanych postaw. Na temat dojrzewania w późnym wieku
                            > kręci się już komediowe seriale telewizyjne, więc nie wmawiaj mi, że
                            > stwierdzając moralizuję stwierdzając coś oczywistego.

                            Nie rozmawiamy o dojrzewaniu w serialach komediowych tylko odpowiedziach na najważniejsze pytania. A tych można szukac całe życie. Odpowiedzi na nie to nie jest kwestia dojrzewania. Jeśli ktoś w ciągu kilkudziesięciu lat życia jest w stanie zrozumiec sens istnienia człowieka to jest geniuszem. Natomiast osoba dojrzała to taka która dorosła do odpowiedzialności za siebie, swoje otoczenia i znalazła swoje miejsce w społeczeństwie.

                            > Może Ty rozmawiasz o sobie, ale ja nie. Ja Ciebie nie znam. Nie
                            > jestem Twoim spowiednikiem, ani niczyim innym i nigdy nie
                            > podejmowałem się nim być. Nie przyjmuję więc za trafiony lub
                            > nietrafiony argument tego, co Ty zechcesz napisać o sobie, bo nie
                            > jestem w stanie zweryfikować jego prawdziwości. To dla mnie żaden
                            > argument. Ja też nie piszę o tym, kim jestem, co w życiu robię, itd. To pozostawiam konfabulacjom produkujących się tu grafomanów.

                            A skąd ci przyszło do głowy że potrzebuje spowiednika. I to w dodatku ciebie? Mój przykład akurat "nawinął mi się pod ręke". Rozmawialiśmy o religii i odrzuceniu jej systemów wartości w życiu. Na to ty odparłeś że obłuda to wymówka do negacji jakichkolwiek wspólnot. Po pierwsze odrzucenie pewnej wspólnoty będącej podzbiorem społecznym nie równa się odrzuceniu swojego miejsca w społeczeństwie. Po drugie nie odrzuca się każdej wspólnoty ze śladem chocby obłudy tylko takie której poziom obłudy przekroczył normy akceptowalne przez członka tejże wspólnoty. I wracając do KK mnóstwo ludzi odrzuca go własnie z tego powodu.

                            > Rozumiem, że to nie do mnie osobiście, bo wypadałoby w takim wypadku
                            > wskazać miejsce, w którym ja pisze o jakimś spisku.

                            Teraz są fora, ale kiedyś do walki z KK były wydziały urzędu
                            bezpieczeństwa z licencją na zabijanie.
                            Niestety komunizm nie umarł do końca. Żyje w umysłach ludzi
                            rozumiejących świat według pojęć uformowanych przez komunizm.

                            Dla mnie postrzeganie świata, wiary czy nawet ateizmu poprzez pryzmat komunizmu trąci lekką paranoją.

                            > Przyznaję. W przeciągu 2 000 lat historii mogło się znaleźć tyle
                            > zbrodni, które obciążają KK, co w ciągu kilkudziesięciu lat
                            > komunizmu, które w takim razie obciążają ateizm.

                            Jeśli już chcesz koniecznie zważyc winy to ani komunizmowi ani faszyzmowi ani żadnemu nowożytnemu systemowi totalitarnemu nie udało się zmieśc z powierzchni ziemi całych cywilizacji czy religii, choc usilnie się starali. Faktycznie jak to gdzieś wyżej napisałeś można pozazdrościc KK skuteczności w eksterminacji konkurencji.


                            Tylko co z tego?
                            > Jakie mają być tego konsekwencje? Kto ma je ponieść? Jeśli to nie ma
                            > być puste gadanie, to może masz jakieś pomysły? Chciałbyś może
                            > eksterminować wszystkich katolików? Rozwiązać KK? Zakazać budowy
                            > kościołów? A co z ateistami, sierotami po komunizmie? Czego im
                            > zakażesz?

                            A dlaczego od razu wnioski że chce czegoś zakazywac? Czy to jedyne środki jakimi twoja katolicka filozofia dysponuje - zakazy, eksterminacja? Wystarczy że KK będzie nauczał prawdy o swojej historii czy nie będzie tuszował spraw seksualnych wykorzystywań? Nie słyszałem żeby gdzieś na lekcjach religii uczono "ewangelizacji" Ameryki Płd? Niech pozwoli ludziom decydowac czy jest dla nich autorytetem moralnym a nie ten autorytet narzuca.


                            > Co jeszcze nie znaczy, że i ja mam się przyłączyć do wszystkich,
                            > którzy rozumieją świat tak, jak Tobie się on przedstawia.

                            > Ale z symbolami jest tak, że mają ustalone znaczenie. I to nie Ty
                            > ustaliłeś to znaczenie, żeby teraz twierdzić, że krzyż jest symbolem
                            > księdza pedofila, a półksiężyc terrorystów.

                            Symbolika ma to do siebie że kod odczytania zawsze może zostac zmieniony. Problem współczesnego KK (jak również jego członków) jest to że tak zaczyna byc postrzegany. Co widac również na przykładzie tego forum (jak znowu napiszesz że to wina propagandy ateistycznej czy ubeckiej to mi komputer z kolan spadnie) Udając że tak nie jest nie zmieni się tego.
                            • Gość: antyateolog Re: No to troche o skalach kosmicznych i historyc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.09, 13:17
                              > Nie rozmawiamy o dojrzewaniu w serialach komediowych tylko
                              odpowiedziach na naj
                              > ważniejsze pytania. A tych można szukac całe życie. Odpowiedzi na
                              nie to nie je
                              > st kwestia dojrzewania.

                              Dla mnie to kwestia wyboru, a zdolność do wyboru, to kwestia
                              dojrzałości. Można szukać czegoś przez całe życie, choć ma się to
                              przed nosem. A to dlatego, że nie jest się dojrzałym do akceptacji
                              rzeczywistości i realnego wyboru. Jeśli już wiesz, że ważnej
                              odpowiedzi nie znajdziesz szukając w pewien określony sposób nawet
                              przez całe życie, albo wiesz, że w ten sposób w ogóle nie jest
                              możliwe znalezienie odpowiedzi, to logiczną konsekwencją powinno być
                              porzucenie pytania, albo zmiana sposobu szukania odpowiedzi. Jeśli
                              nie jesteś w stanie zaakceptować takiej syttuacji, to może jeszcze
                              do tego nie dojrzałeś.

                              > Po pierwsze odrzucenie pewnej wspólnoty będącej p
                              > odzbiorem społecznym nie równa się odrzuceniu swojego miejsca w
                              społeczeństwie.
                              > Po drugie nie odrzuca się każdej wspólnoty ze śladem chocby obłudy
                              tylko takie
                              > której poziom obłudy przekroczył normy akceptowalne przez członka
                              tejże wspóln
                              > oty.

                              Zgadzam się.

                              > I wracając do KK mnóstwo ludzi odrzuca go własnie z tego powodu.

                              Może i tak. Ale ich liczba nie przesądza jeszcze o słuszności ich
                              racji tylko o ich politycznym znaczeniu.

                              > > Rozumiem, że to nie do mnie osobiście, bo wypadałoby w takim
                              wypadku
                              > > wskazać miejsce, w którym ja pisze o jakimś spisku.
                              >
                              > Teraz są fora, ale kiedyś do walki z KK były wydziały urzędu
                              > bezpieczeństwa z licencją na zabijanie.
                              > Niestety komunizm nie umarł do końca. Żyje w umysłach ludzi
                              > rozumiejących świat według pojęć uformowanych przez komunizm.
                              >
                              > Dla mnie postrzeganie świata, wiary czy nawet ateizmu poprzez
                              pryzmat komunizmu
                              > trąci lekką paranoją.

                              Co jest dla Ciebie niejasne w mojej wypowiedzi? W pierwszej
                              części: "Teraz są fora, ale kiedyś do walki z KK były wydziały
                              urzędu bezpieczeństwa z licencją na zabijanie." -stwierdzam fakty. W
                              drugiej: "Niestety komunizm nie umarł do końca. Żyje w umysłach
                              ludzi rozumiejących świat według pojęć uformowanych przez komunizm" -
                              polemizuję z Twoją opinią, że komunizm umarł, podając przykład (był
                              nieco dalej więc raczyłeś go pominąć) rozumienia świata poprzez
                              pryzmat pojęć formowanych przez komunistów, ale nigdzie nie piszę,
                              że tak jest w moim przypadku. To tylko Twoje własne założenie. Jeśli
                              moją opinię, że wielu ludzi rozumie jeszcze świat przez pryzmat
                              pojęć uformowanych przez komunizm, traktujesz jako dowód tego, że ja
                              traktuję to jako jakiś spisek, to gratuluję umiejętności logicznego
                              myślenia.

                              > Jeśli już chcesz koniecznie zważyc winy to ani komunizmowi ani
                              faszyzmowi ani ż
                              > adnemu nowożytnemu systemowi totalitarnemu nie udało się zmieśc z
                              powierzchni z
                              > iemi całych cywilizacji czy religii, choc usilnie się starali.

                              I komunizm i faszyzm wyrosły z tej samej, walczącej o byt z innymi
                              cywilizacjami, cywilizacji Zachodu, z której czerpało też, choć nie
                              tylko, chrześcijaństwo i KK. Na zrozumienie tak oczywistej rzeczy
                              powinno być stać nawet antyklerykała, jeśli choć w minimalnym
                              stopniu stać go na obiektywizm i samodzielne myślenie. Jeśli już
                              ktoś starł z powierzchni ziemi jakieś cywilizacje wraz z ich
                              religiami, to były to konkretne zachodnie państwa lub nawet tylko
                              konkretni wodzowie, a nie KK. Często KK widział w tym swój interes i
                              wspierał na różne sposoby ich działania ale z istotą chrześcijaństwa
                              nie miało to nic wspólnego. To oczywiste także dla przeciwników KK.
                              Problemem, przynajmniej dla tych, dla których chrześcijaństwo i KK
                              nie są wrogami przeznaczonymi do bezwzględnego zniszczenia, jest
                              tylko to, czy istota chrześcijaństwa w ogóle może ostać się na tej
                              ziemi i jakkolwiek dojść do głosu bez żadnej ziemskiej organizacji,
                              która jednak musi być narażona na degenerację, jak wszystkie inne
                              ziemskie organizacje, bo składa się z ludzi, a nie z aniołów.

                              > A dlaczego od razu wnioski że chce czegoś zakazywac? Czy to jedyne
                              środki jakim
                              > i twoja katolicka filozofia dysponuje - zakazy, eksterminacja?
                              Wystarczy że KK
                              > będzie nauczał prawdy o swojej historii czy nie będzie tuszował
                              spraw seksualny
                              > ch wykorzystywań? Nie słyszałem żeby gdzieś na lekcjach religii
                              uczono "ewangel
                              > izacji" Ameryki Płd? Niech pozwoli ludziom decydowac czy jest dla
                              nich autoryte
                              > tem moralnym a nie ten autorytet narzuca.

                              Niczego nie odkryłeś. W tym właśnie kierunku idzie KK, choć ani
                              mnie, ani Ciebie nie zadowala prędkość tych zmian. A może ja gdzieś
                              napisałem, że mnie zadowala? Może "wyczytałeś" to gdzieś między
                              wierszami? A może wydedukowałeś? Pewnie w taki sam sposób, jak wyżej
                              tą moją teorię spiskową:)))))))))

                              > Symbolika ma to do siebie że kod odczytania zawsze może zostac
                              zmieniony.

                              Ani kod nie może zostać zawsze zmieniony, ani przez dowolną osobę,
                              ani w dowolny sposób. Gdyby tak było, nie byłoby żadnego kodu, tylko
                              pełna dowolność i wynikający z niej bełkot zamiast komunikacji.

                              > Probl
                              > em współczesnego KK (jak również jego członków) jest to że tak
                              zaczyna byc post
                              > rzegany. Co widac również na przykładzie tego forum (jak znowu
                              napiszesz że to
                              > wina propagandy ateistycznej czy ubeckiej to mi komputer z kolan
                              spadnie) Udają
                              > c że tak nie jest nie zmieni się tego.

                              Z tym się zgadzam i nie napiszę, że to wina propagandy ateistycznej.
                              Istnieją jednak ważne przyczyny tego, że propaganda ateistyczna może
                              mieć teraz szerszy oddźwięk w krajach Zachodu. I to te przyczyny
                              mnie interesują, a nie sama propaganda. Są to prawdopodobnie te same
                              powody, z których moralnie degeneruje się istotna, przyznaję, część
                              katolickiego kleru. Podatność na propagandę ateistyczną i
                              degeneracja kleru to chyba jednak tylko symptomy czegoś głębszego,
                              choć oczywiście najłatwiej jest założyć, że to drugie jest przyczyną
                              tego pierwszego i na tym zakończyć "myślenie".
                            • Gość: antyateolog PS: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.09, 21:05
                              > A dlaczego od razu wnioski że chce czegoś zakazywac? Czy to jedyne
                              środki jakimi twoja katolicka filozofia dysponuje - zakazy,
                              eksterminacja?

                              Dla mnie, katolicka filozofia, to Orygenes, Augustyn, Anzelm, Pseudo-
                              Dionizy, Tomasz z Akwinu, Jan od Krzyża, Tauler, Ockham, Erazm z
                              Rotterdamu i setki innych. Zakazy i eksterminacja, to nie żadna
                              filozofia, tylko techniki władzy, których KK nie wymyślił ani w nich
                              nie przodował. A te eksterminowane cywilizacje i religie Ameryki Pd.
                              czym się, twoim światłym zdaniem, zajmowały przed najazdem
                              konkwistadorów jak nie eksterminacją sąsiadów? Może ekologią? A
                              protestanci kolonizujący Amerykę Pn lepiej postąpili z jej
                              mieszkańcami? Myślisz, że podając takie przykłady udowadniasz
                              cokolwiek poza swoim niezrozumieniem historii? Każdy historyk
                              uczciwy, to znaczy taki, któremu zależy na ustaleniu i wyjaśnieniu
                              faktów, a nie na sprzedawaniu swoich narracji politykom, gromko
                              uśmieje Ci się w nos po tak niedorzecznym zastosowaniu współczesnych
                              kategorii moralnych do oceniania sytuacji w starożytności,
                              średniowieczu, czy czasach kolonizacji, jak to wyżej
                              zademonstrowałeś.
                              I jeszcze uwaga porządkowa. Jeśli nie porzucisz oczekiwań, że będę
                              się tu kajał za inkwizycję lub konkwistadorów i nie przestaniesz
                              wmawiania mi ich sposobów myślenia, to będę miał dwie opcje:

                              A. Choć pewnie takim "dociekaczom" "prawdy", jak Ty, pewnie bardzo
                              by pasowało żeby oni mogli lać współczesnych katolików na odlew po
                              pysku za winy katolików średniowiecza lub za współczesnych pedofili
                              w sutannach, a lani katolicy żeby tylko nadstawiali im drugi
                              policzek, to jednak ja będę się bronił Twoją własną bronią, czyli
                              wypominał Ci zbrodnie komunizmu przy dowolnej okazji. Nie dlatego,
                              że śladem naszych starszych braci w wierze uznaję odpowiedzialność
                              zbiorową jakiejś grupy (np. grupy wyodrębnionej wyłącznie na
                              podstawie wspólnoty niektórych poglądów) oraz wszystkich potomków
                              wszystkich członków tej grupy do trzynastego pokolenia, za jakąś
                              istotna zdobycz moralnego rozumu, ale po to, żeby dając Ci na
                              własnej skórze odczuć sprawiedliwość Twojego sposobu argumentowania,
                              przyspieszyć dosyć powolny proces pojmowania przez Ciebie, że nie
                              jestem ani inkwizytorem, ani konkwistadorem, ani pedofilem w
                              sutannie, ani ich rzecznikiem tylko z tej przyczyny, że jestem
                              katolikiem. Podobnie jak Ty nie jesteś komunistą tylko dlatego, że
                              poszukujesz czegoś poza KK.

                              B. W ogóle zaprzestanę dyskusji z Tobą, bo dyskusję z osobą, do
                              której nie dociera co do niej mówię, uznaję za równie bezsensowną
                              stratę czasu jak poszukiwanie odpowiedzi na najważniejsze pytania w
                              sposób gwarantujący, że odpowiedzi tych nie znajdę.

                              Jeśli zaistnieje potrzeba ich stosowania, opcja A może być przez
                              jakiś czas produktywna dla innych czytelników, ale opcja B, jeśli
                              sytuacja się nie zmieni, wydaje się być docelowo nieunikniona.
    • Gość: In Fiuuuuuturo Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: 195.187.134.* 29.01.09, 12:25
      Antyteolog też napisał dużo o sobie na tym forum, co znaczy , że
      bóg jest jego obrazem iodwrotnie, skoro stworzył takiego typa , co
      tak pieprzprzy i pieprzy jak żle dopchnięty in vitro płód, cyt:A
      prawdziwym obrazem boga w człowieku jest świadomość i wolność,
      czyli rzeczy niepojęte dla ateistycznych materialistów, a nie
      dwunożność, brak piór, skłonność do trzynastoletnich chłopców lub
      wypadanie zębów przed 70-tką. Chyba każde dziecko po ukończeniu 7
      lat jest już w stanie to pojąć., koniec cyaty.
      Bozia też tak pieprzył, jak ty? Nie wierzę!
      • Gość: Szacuneczek... Nie, nie załamię się, nie... :)))))))))))))))))))) IP: 193.111.147.* 29.01.09, 12:30
        Fajny jest również ten kawałek o "ateistycznych
        materialistach"... :)))))))))))))))))))))))))))
        • Gość: antyateolog Re: Nie, nie załamię się, nie... :))))))))))))))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.09, 12:44
          To był ukłon w stronę Twoich, najwyraxniej ograniczonych możliwości
          kojarzenia nawet prostych pojęć: konsekwentny materialista powinien
          być ateistą i odwrotnie. Jeśli jesteś innego zdania, to możesz
          spróbować je wyłożyć.
          • Gość: Olaboga Re: Nie, nie załamię się, nie... :))))))))))))))) IP: 83.71.189.* 29.01.09, 13:06
            Ateizm to postawa negujaca istnienie Boga, pod ta definicje mozna w takim razie podciagnac buddystow, ktorzy w Boga jako takiego nie wierza. Do szeroko pojetego nurt ateizmu mozna ich podciagna. Mnisci buddyjscy to tacy straszni materialisci. Teraz ksieza katoliccy. Modla sie do ociekajacych zlotem obrazow. Jakimi samochodami jezdza i jak plebanie wygladaja to kazdy z parafian wie. To oczywiscie nie jest materializm. Logika to fajna nauka bo mozna nia wszystko udowodnic pod warunkiem ze poczyni sie odpowiednie zalozenia.
            • Gość: antyateolog Re: Nie, nie załamię się, nie... :))))))))))))))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.09, 15:56
              > Ateizm to postawa negujaca istnienie Boga, pod ta definicje mozna
              w takim razie
              > podciagnac buddystow, ktorzy w Boga jako takiego nie wierza.

              Można, ale niekoniecznie. Z tego, co mi wiadomo, buddyści negują
              także negację istnienia Boga, bo z koniecznością prowadziłaby ona do
              jednej z odrzucanych przez nich skrajności. Istnieją też jak
              najbardziej teistyczne interpretacje, np. japońskich odłamów
              amidyzmu.

              > Mnisci buddyjscy to tacy straszni material
              > isci. Teraz ksieza katoliccy. Modla sie do ociekajacych zlotem
              obrazow. Jakimi
              > samochodami jezdza i jak plebanie wygladaja to kazdy z parafian wie

              Pewnie każdy parafianin w Polsce wie o stokroć więcej o majątku KK,
              niż przeciętny Tybetańczyk wiedział o tym, jak była rynkowa wartość
              ociekających złotem i szlachetnymi kamieniami dewocjonaliów w
              buddyjskich klasztorach, których widoku nigdy w życiu nie miał
              doświadczyć, póki nie trafił w odpowiednio szlachetne wcielenie.
              Pewnie z tą sytuacją miał coś wspólnego fakt, że sprawująca w
              Tybecie pełnię władzy świeckiej sekta gelug izolowała ten kraj od
              wszelkich wpływów zewnętrznych przez setki lat z tak doskonałym
              skutkiem, że nawet zastosowanie koła w transporcie nie było tam
              znane bodajże do XVIII w., jeśli mnie pamięć nie zawodzi.

              > Logika to fajna nauka bo mozna nia wszystko udowodnic
              > pod warunkiem ze poczyni sie odpowiednie zalozenia

              Święte słowa, święte słowa:))))
              Wolałbym jednak nie dyskutować tu o buddyzmie, bo zastosowanie
              logiki do oceny sensowności jego doktryny mija się z celem jak mało
              co innego.
            • Gość: antyateolog PS: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.09, 16:39
              Może powyższa polemika nie byłaby potrzebna, choć pewną satysfakcję
              jednak mi sprawiła, gdybym od razu postawił sprawę bardziej
              precyzyjnie i napisał, że chodzi mi o materializm jako stanowisko
              metafizyczne, a nie o potoczne określenie dla mentalnego
              przywiązania do rzeczy materialnych. A buddyzmu raczej nie da się
              zaliczyć do metafizycznego materializmu, bo chyba nie uznaje materii
              (także w postaci energii) za rzeczywistość ostateczną. Ale skoro nie
              ma zrozumienia dla rzeczy o wiele prostszych, to samo użycie
              słowa "metafizyka" zadziałałoby tu pewnie jak obelga dla wszystkich,
              którzy nie mają pojęcia co ono znaczy:)))))))
      • Gość: InVitrol Re:Komu ustawa :katolom czy ateistom??? IP: 195.187.134.* 29.01.09, 12:42
        In Vitro ...sutanny ... spece od damskiego i męskiego podbrzusza:
        Na jaką cholerę katola chcą dwukrotnie lać po łbie , aż dwoma
        dyscyplinami swoje owce i barany..skoro ich jest prawie 98 % w
        narodzie?
        Przecież rozliczają ich konfesjonał, sumienie, zdrowotność,
        ambicja...i proboszcz z wikarym i kościelnym Gowiniem.
        • Gość: Szacuneczek... Konsekwentnie, a jak... :))))))))))))))))))))))))) IP: 193.111.147.* 29.01.09, 13:11
          Dla mnie "konsekwentny materialista" to ten, który między innymi
          doprowadził do budowy olbrzymiego kościoła doskonale widocznego nad
          słomianymi strzechami wiejskich chałup. Wystarczyło parę lat temu
          przejechać się wzdłuż dowolnej wioski... Teraz coraz mniej strzech,
          ale i lata nie te... :))))))))))))))))))))

          "Konsekwentny materialista" to dla mnie również ten, który świadomy
          stanu gospodarki doprowadził do tego, że corocznie z budżetu państwa
          transformuje się około 15 miliardów złotych w ramach
          międzypaństwowej umowy mających na celu utrzymanie w przepychu tych
          na widok których w czasie wizyty poświątecznej drżą kolana tym
          zmęczonym kobietom, które się wstydzą tego iż nie zdążyły należycie
          przygotować mieszkania na wizytę kogoś kto się nigdy nie skalał
          pracą... :))))))))))))))))))))))))))))))))

          „Konsekwentnym” (nadal w cudzysłowie) dla mnie jest ten, który
          odwraca kota ogonem robiąc innym wodę z mózgu i pisząc o świadomości
          i wolności siedmiolatków... nie wspominając ani słowem o czasowym
          nakazie przychodzenia dzieci do kościoła na mszę z karteczką, na
          którą po mszy nanosi parafkę wybrana do tego celu
          osoba... :))))))))))))))))))))

          "Najwyrażniej ograniczone możliwości kojarzenia nawet prostych
          pojęć"... trochę mnie to ubodło, wiesz? Ale był czas
          przywyknąć... :))))))))))))))))))))))))))))))))
          • Gość: antyateolog Re: Konsekwentnie, a jak... :)))))))))))))))))))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.09, 16:13
            > Dla mnie "konsekwentny materialista" to ten itd.

            Nie chce mi się nawet szukać słów, żeby wyrazić jak mało mnie
            interesują Twoje poglądy na temat "konsekwentnego materializmu" i
            jego związków z Twoimi odczuciami względem architektury sakralnej i
            obyczajów wiejskiego kleru.
            Interesowałoby mnie natomiast poczytanie jakiegoś składnego i choćby
            w elementarnym stopniu sensownego uzasadnienia powodu, dla którego
            ludzie mieliby stać się lepsi lub szczęśliwsi na skutek samego
            odwrócenia się od wiary w Boga. Ponieważ masz wyraźną trudność ze
            zrozumieniem tego, co w rzeczywistości jest tematem tego wątka
            (ewidentny brak umiejętności czytania ze zrozumieniem), podpowiadam,
            że dotyczy on jednej z możliwych odpowiedzi. Była ona elementem
            propagowanego hasła: "Boga najprawdopodobniej nie ma -ciesz się
            życiem." Jeśli podzielasz tą linię argumentacji za ateizmem, byłbym
            wdzięczny za jakieś objaśnienie powodu, dla którego miałbym się
            cieszyć życiem po zwątpieniu w istnienie Boga bardziej, niż cieszę
            się mim teraz.
            Zrozumiałeś pytanie, czy podzielić je na prostsze zdania?

            > "Najwyrażniej ograniczone możliwości kojarzenia nawet prostych
            > pojęć"... trochę mnie to ubodło, wiesz? Ale był czas
            > przywyknąć... :))))))))))))))))))))))))))))))))

            Przywykaj:) Albo zacznij kojarzyć.
    • Gość: re:antyteolog AntyTeolog: czy ty się ...słyszysz??? IP: 195.187.134.* 29.01.09, 13:36
      Gość: antyateolog 29.01.09, 12:44 napisal był:To był ukłon w stronę
      Twoich, najwyraxniej ograniczonych możliwości
      kojarzenia nawet prostych pojęć: konsekwentny materialista powinien
      być ateistą i odwrotnie. Jeśli jesteś innego zdania, to możesz
      spróbować je wyłożyć. .............

      AntekTeolog, kapucynie ... ty się nie kłaniaj...bo brat bernarydn
      jest ciągle na nowennnie czuwajcy..! Raczej klękaj, skoro boga masz
      w kolanach. Módl się i martw ....za siebie. Świata nie zbawiaj,
      bo się święte krowisie w Nepalu ze śmeichu zesrają!
      • Gość: Szacuneczek... Hopla, żyjemy!!! :)))))))))))))))))))))))))))))))) IP: 193.111.147.* 30.01.09, 11:01
        Trochę i ja mam satysfakcji, ale mizernej jednak, że przewidziałem
        jak potoczy się dyskusja z człowiekiem zahipnotyzowanym od wczesnego
        wieku dziecięcego. Przyznaję – było to bardzo łatwe. Przewidywanie –
        nie dyskusja, bo ta jest wyraźnie bezcelowa. Ja rozumiem, że zatruty
        organizm człowieka po prostu broni się nie dopuszczając do siebie
        argumentów, które pozostawiłyby go w dość niezręcznej sytuacji w
        momencie, kiedy zostałby przekonany, że był tak długo ogłupiany. Nie
        da się więc przekonać, a co! Za nic na Świecie, za żadne skarby
        Templariuszy (Watykan chyba do dzisiaj jest wkurzony,
        co?)... :))))))))))))))))))))))

        Mój dyskutant automatycznie próbuje ustawić się na wyższej pozycji
        (typowy brak pokory przedstawiciela organizacji, która głosi, by nie
        popadać w pychę i... żyć w pokorze – nie dziwi nic...
        przecież "ćwiczenia czynią mistrzem"). Czyta co napisałem o kozach
        (to przenośnia, piszę zainspirowany tekstem o obyczajach wiejskiego
        kleru, nawet niezłym; Szkoda, że krótkim takim i lakonicznym – a
        przecież jest o czym pisać, nieprawdaż?) i po chwili atakuje: "A idź
        Ty z tymi kozami. Fe! Co Ty wiesz o krowach?". Ja cierpliwie
        tłumacze mu co wiem o krowach, a on mi na to odpowiada mniej więcej
        tak: "Nie chce mi się nawet szukać słów, żeby wyrazić jak mało mnie
        interesują Twoje poglądy (akurat w tym momencie dla mnie to brzmi
        jak znana kwestia Bogusia Lindy, tylko w wersji rozwiniętej, serio)
        na temat krów. Wyraźnie widać, że nie czytasz ze zrozumieniem.
        Dobrze, wiem – masz trudność. Będę więc pisał wolniej i, by Ci
        ułatwić (dzięki, to jest to słynne nadstawienie drugiego policzka?),
        podzielę pytanie na prostsze zdania: Proszę. Napisz. Mi. O...
        Koniach". No śmiać się i żyć – nie umierać!
        Klasyka... :))))))))))))))))))))))))))) W pierwszej chwili to nawet
        pomyślałem, że pod jednym nickiem pisze do mnie na zmianę kilku
        chłopaków z jednego takiego seminarium (pociągnęli dalej drogę
        asfaltową, tak by i inni mieszkańcy mogli z niej korzystać, bo nie
        wiem?). Oczywiście spodziewałem się, że jak dyskusja nie będzie
        przebiegać według Twojego (Waszego?) scenariusza sięgniesz po
        najcięższe działo i poprosisz mnie uprzejmie bym udowodnił, że Boga
        nie ma... Akurat! A jak nie udowodnię (bo np. ktoś zatrzyma pociąg i
        zgasi światełko w tunelu?), to dalej jazda myć autobusy w Anglii,
        tak? Niedoczekanie i to wiekuiste - wybacz, uśmiałem
        się :)))))))))))))))))))))))))

        Ludziom od tysięcy lat towarzyszył strach. Pierwsi okazję do
        intratnego biznesu oczywiście zauważyli najsprytniejsi (nazywani
        przez niektórych "szamanami będącymi pod wpływem wyciągów z jakiś
        roślin"), później inni, a na końcu organizatorzy różnych wiar,
        których obecnie jesteśmy świadkami (uwaga na dzieci w okresie
        wakacji, podobno sekty nie próżnują wtedy). To ciekawe jest i to
        bardzo. Szkoda, że o tym właśnie nie uczą w szkołach (ostatni
        pomysł, by etyki uczyli księża jest bardzo delikatnie pisząc – nie
        na miejscu, ale pasuje do ogólnej koncepcji kleru dotyczącej
        zawodowego odwracania kota ogonem). Do perfekcji opanował to KK (po
        raz kolejny chylę głowę przed doskonałym praniem mózgu – bo
        rzeczywiście jest to prawdziwy majstersztyk, chyba zdajesz sobie z
        tego sprawę?). Oczywiście, że nie napiszę, że ludzie będą
        szczęśliwsi w momencie kiedy odwrócą się od czegoś co od dziada,
        pradziada im wpajano, wpajano, wpajano... A tak przy okazji czy ktoś
        wie co się stało z kapłanami Światowida (bo jego prostym wyznawcom
        po prostu wystarczyło jedynie skłamać, że od dzisiaj to komu innemu
        będą bić pokłony, a z nocą Kupały to jakoś sobie poradzą we własnym
        zakresie)? Nie jestem aż takim kamikadze. Nawet małe dziecko płacze
        w momencie odebrania mu grzechotki. Masom potrzebne jest opium – o
        tym wie każda (bez względu na opcje polityczne) władza (nie
        oszukujmy się: nawet komunistyczna) w każdym kraju (nie tylko w
        naszym). To wprowadza przecież jakiś porządek, a sprawiedliwość, no
        cóż – później... :))))))) Wystarczy za plecami plebsu dogadać się i
        machina zasuwa dalej – obie strony się cieszą, a plebs
        płaci "dziesięcinę" (wtedy to były czasy, podatek 10%, ale czy dało
        się z tego przeżyć jedząc obficie, budować i wyposażać świątynie
        ogrodzone na wszelki wypadek wysokim murem, no sam powiedz?).
        Dyskusję na ten temat pozostawiam fascynatom dla których idolami są
        Ci, którzy kilkaset lat po wdrożeniu w życie wiary (w tym przypadku
        katolickiej) i wzbogaceniu się – zaczęli kombinować i przeklinać
        tych, którzy nieśmiało przebąkiwali, że Jezus przecież był
        biedny... :))))))))))))))))))))))))

        Moim zdaniem doskonale rozumiesz dlaczego wkleiłem tekst o
        obrzydliwym trzydziestoletnim wykorzystywaniu przez kilkudziesięciu
        księży niepełnosprawnych dzieci przebywających w kościelnym
        instytucie w Weronie, we Włoszech. To "wierzchołek góry lodowej"
        (abp Juliuszu P. jak Ci nie wstyd!!!). Coraz częściej się o takich i
        innych potwornych zbrodniach pisze, mówi i udowadnia na całym
        Świecie. Tego już się nie da ukryć, choć przyznaję – można próbować
        tuszować dzieje (Watykanie, czego się obawiasz odmawiając uparcie
        wglądu do swoich zbiorów starych i bardzo starych dokumentów?),
        kiedy nie było jeszcze Internetu, a na ludzi można było głośno
        krzyknąć z ambony. Jesteś zaślepiony, ale już ktoś o tym napisał
        wcześniej – i ja to rozumiem. W końcu większość wojen, które
        dotknęły Ziemię było sprowokowanych przez takich, którzy zaślepieni
        pychą i chęcią poszerzenia swoich wpływów w imię Boga podpowiadali
        innym jak zasłużyć na darmowy pobyt w niebie paląc, niszcząc,
        wycinając w pień, tak czy owak, bliźnich (tak ich chyba nazywasz?).
        Nie wystarczy przeprosić...

        A ja, cóż ja – kojarzę jak mogę (zdziwię Cię – robię to
        samodzielnie ;)))))))))). Ale z drugiej strony rzeczywiście i
        przywykam. Szczególnie do tego, że mogę swobodnie wyrażać swoje
        opinie w sposób taki, który jeszcze przecież nie tak dawno szybko
        zaprowadziłby mnie w towarzystwie osób, których przyłapano na
        jedzeniu rosołu ugotowanego z czarnego koguta do... prawdziwego
        piekła na Ziemi. Doskonale zdaje sobie sprawę, że może to niektórych
        drażnić... :))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
        • Gość: nonna Re: Hopla, żyjemy!!! :))))))))))))))))))))))))))) IP: 82.139.58.* 30.01.09, 11:25
          "Masom potrzebne jest opium – o
          tym wie każda (bez względu na opcje polityczne) władza (nie
          oszukujmy się: nawet komunistyczna) w każdym kraju (nie tylko w
          naszym). To wprowadza przecież jakiś porządek, a sprawiedliwość, no
          cóż – później..."

          No tak...
          Osobiście nie mam pretensji do ludzi, od stuleci zastraszanych i terroryzowanych
          psychicznie!

          Ale pogardzam politykami…, którzy to smutne dziedzictwo przeszłości…, cynicznie
          wykorzystują, a nie powinni! No, przynajmniej cynicznie!


          Świadomość,
          -szacuneczku- że jesteśmy manipulowani przez polityków, przez przywódców
          religijnych, wcale mnie nie pociesza!
        • Gość: antyateolog Re: Hopla, żyjemy!!! :))))))))))))))))))))))))))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.09, 11:28
          Aleś się rozpisał:))))
          Niestety, poza zachwytem nad Twoją własną elokwencją, nie widzę tam
          nic szczególnego, nad czym warto by się zastanowić. Słyszę tam tylko
          puste gadanie bufona leczącego swoje rozdęte ego po tym, jak ktoś mu
          je przydepnął.
          W zasadzie, to współczuję Ci, ale nie widzę co miałbym dla Ciebie
          zrobić. Wypłacz się jeszcze. Może to coś da?

          A możesz mi choć jedno wyjaśnić?
          Co było niejasnego w moim pytaniu o powód, dla którego miałbym się
          czuć lepszy lub szczęśliwszy po porzuceniu wiary w Boga,
          że "zinterpretowałeś" je jako pytanie o dowód istnienia Boga?:

          > Oczywiście spodziewałem się, że jak dyskusja nie będzie
          > przebiegać według Twojego (Waszego?) scenariusza sięgniesz po
          > najcięższe działo i poprosisz mnie uprzejmie bym udowodnił, że
          Boga
          > nie ma... Akurat!

          To już nawet nie jest śmieszne. To jest żałosne... Gdzieś Ty
          odbierał edukację, żeś się tak z rozumem, logiką i umiejętnością
          czytania minął???
          • Gość: Komunikant Feralne płody na podobieństwo ...Boże IP: 195.187.134.* 30.01.09, 11:57
            AntyTeolog...takie smutne rzeczy piszesz , z siebie, o ...sobie!!
            Przecież <Swtórca..> , tworząc Ciebie na swoje podobieństwo
            boże...chyba nie był taki marnym wzorem, strychylcem, kopytem, jak
            ty o sobie mówisz na tym forum? Toż ty jesteś jakiś wybrak,
            zdewastowany płód pozavitralny, cierpiący trwale na elefantyzm
            lewego płata mózgowego...Ech, Panie Boze, aleź zwlił robotę z tym
            swoim podobieństwem do..antyteologa! Poparw sie.
            • Gość: Komunikancik Re: Feralne płody na podobieństwo ...Boże IP: 195.187.134.* 30.01.09, 12:03
              Pardon: schlałem się nieco nieświęconym płynem boskim, trawiąc
              produkcję ...<antyteologa>. Top jest ....<Stock>, zatem: zum Ihr
              Wohl! Ależ mi sioe ...bosko majgaja klawisze...
              • Gość: Szacuneczek... Weselmy się dalej... :)))))))))))))))))))))))))))) IP: 193.111.147.* 30.01.09, 14:14
                Nie wiem zaiste dlaczego uważasz, że wklejając tekst o znanych już
                powszechnie coraz szerszemu gronu (pamiętamy, że przecież nie
                wszystkich) obrzydliwościach dokonywanych przez niektórych (czy ktoś
                się odważy i zacznie badać ilu? W procentach chociażby, bo jak
                inaczej? Może Watykan pomoże? Przecież ma potrzebne materiały)
                przedstawicieli kleru, a następnie podejmując heroiczny wręcz
                wysiłek, by wyjaśnić frapujące Cię zjawiska (wg mnie dotyczące
                prania mózgu przez doskonale zorganizowaną od wieków organizację, a
                wg Ciebie dotyczące miłosiernych, skromnych ludzi uczących...
                miłości, zrozumienia, tolerancji – ależ perfidia) wypłakuje się na
                tym Forum. Ja zabieram głos w dyskusji, którą rozpoczął przecież
                ktoś inny (mogę?). W tej akurat dyskusji – bez zachwytu, miejscami
                ze smutkiem i obrzydzeniem (nie miałem na myśli "korespondowania" z
                Tobą – nie bierz tak wszystkiego do siebie). Wiem, że według Ciebie
                robie to nieumiejętnie, nic na to nie poradzę – na tym Forum jestem
                od niedawna (jest to jakieś usprawiedliwienie? Sam nie wiem... Ale
                inaczej nie potrafię). Przecież zdaję sobie sprawę z tego, że jesteś
                od dzieciństwa nieźle przeszkolony przez fachowców w znanej
                dziedzinie i w "byle" niewygodne "bajeczki" nie uwierzysz, prawda?
                Nie mam o to do Ciebie pretensji. Jak mur, to beton! A jak! :))) Są
                jeszcze inni czytający i to chyba przed nimi starasz się jak możesz –
                i bardzo dobrze, każdy ma do tego prawo (kilku – umiejętności).
                Szkoda tylko, że powoli i konsekwentnie zbaczasz na dobrze znaną Ci
                drogę obrażania, braku akceptacji dla innych, którą ja nazwałbym
                roboczo "wzruszeniem ramion nad wspomnieniami z życia uroczych
                kapłanów – od Mieszka do mieszka ("sakiewki" może by i lepiej
                brzmiało, ale się nie rymuje, sam sprawdź)". Nie pierwszy raz ze
                sobą piszemy (myślałeś, że się nie domyśliłem? Przyznaj się! Miałeś
                taką nadzieję... Nadzieja to przecież "eksportowy" towar dla KK) i
                nie tylko na ten jeden temat. Ja przynajmniej nie zmieniam nicków.
                Ale Ty rób tak jak jest Ci wygodnie. Rób tak jak do tej pory... :))))

                Nie jestem bufonem leczącym swoje rozdęte ego po tym jak ktoś mi je
                nadepnął (koniec cytatu, przepraszam, że nie dosłownego). Nie jestem
                żadnym bufonem! Skąd Ci to przyszło do głowy? Rozdęte ego? Jakie
                rozdęte? Nadepnął? Kto? Ty? Tyle zrozumiałeś z tekstu
                przypominającego, że przez kilkaset lat KK niszczył sprzeciwiających
                mu się, myślących (MYŚLĄCYCH) i wyraźnie wątpiących w jego "racje"
                ludzi? Nadal Twój mózg jest zablokowany? Ja jedynie wkleiłem
                najwyraźniej denerwujący Cię (i nie pasujący do "wszczepionej Ci
                umiejętnie" koncepcji) tekst sugerujący, że kilkudziesięciu
                przedstawicieli kleru gwałciło przez około trzydzieści lat bezbronne
                niepełnosprawne dzieci (chłopców, jeżeli to ma jakieś znaczenie),
                które nie mogły temu zapobiec (trudno Ci się z tym pogodzić, że
                wszystko wyszło na jaw, ja wiem; Taka wpadka – i to we Włoszech; Ale
                nieudacznicy! Fe!). To dla mnie nie jest puste gadanie. Dla Ciebie –
                przyznajesz – jest. Kilkudziesięciu (zauważ, że nie zawsze używam
                długich zdań, by wyrazić swoją opinię, także na drugi raz spróbuj
                być chociaż ćwierć obiektywny)! Przez kilkadziesiąt lat! To przecież
                była zorganizowana szajka. Co chwila pewnie przybywały nowe dzieci
                (świeży towar... świeże mięsko... świeże ciałko...). Być może nadal
                w większości niepełnosprawne – Kościół jak zwykle milczy na ten
                temat (zakładamy się, że w końcu przeprosi?) licząc zapewne, że czas
                uleczy rany. Przecież nie można założyć, że wszystkie dzieci się
                przyznały. Nie wszystkie może nawet dożyły obecnych czasów. Piszesz,
                że płaczę na tym Forum. Mnie się wydaje, że to nie ja płaczę. A kto
                chichota – zapytaj w kościelnym instytucie w Weronie, we Włoszech
                (nie, żeby to było kolosalne ważne, ale zapytam: masz świadomość, że
                z kawałka Włoch "wycięto" Watykan?). Albo zapytaj się znajomego
                księdza i powtórz jego słowa na tym Forum: "Ksiądz to też człowiek
                (ze swoimi słabościami). Ludzie muszą to zrozumieć i zaakceptować.
                Muszą w to UWIERZYĆ". To mnie z pewnością uspokoi... A jakże...

                Skąd Ci przyszło do głowy, by mi współczuć? Owszem sprawa jest
                obrzydliwa i mną mocno wstrząsnęła – spodziewam się więcej
                takich "rewelacji", ale jakoś się jeszcze trzymam. Współczuj nie
                mnie. Ty współczuj tym podwójnie upośledzonym przez los, ufnym
                (teraz już dorosłym) dzieciom. Wydaje mi się, że – jak do tej pory –
                nieźle sobie z Tobą daję radę. Trochę co prawda podskakujesz, masz
                jakiś żal do mnie. Ja wiem - nadepnąłem Ci na odcisk na innym wątku
                założonym ponad miesiąca temu. Znowu miałem inne zdanie niż Ty, na
                zupełnie inny temat. Zemsta jest słodka (jak jest udana), co? Aha,
                dla mnie nie musisz nic robić, ochłoń jedynie i (trochę od Ciebie
                teraz ściągam) zacznij kojarzyć fakty... samodzielnie (wybacz
                złośliwość, daleko mi do Ciebie w tym względzie). Może to coś da.
                Może... :)))))

                Uwierz mi (musisz uwierzyć, musisz uwierzyć, musisz uwierzyć,
                uwierz... później nikt Cię nie przekona i będzie Ci "lżej na duszy",
                uwierz.. tak jest łatwiej żyć... zaprogramowany leniuszku) – nie
                liczyłem na to, że w moim poprzednim tekście akurat Ty znajdziesz
                coś nad czym warto się zastanowić. Przecież nie pisałem o niczym
                ważnym, nieprawdaż? Ot, takie tam dyrdymały. To było tak dawno... Z
                resztą – widział ktoś jak Inkwizycja bezlitośnie torturowała i
                mordowała kobiety???? Pytam się? Widział ktoś na własne oczy? A
                widział ktoś dziesiątki (setki?) tysięcy gwałconych i zabijanych
                przez kilkaset lat w czasie kolejnych krucjat (nie była to jedna
                krucjata, o nie) kobiety obcych systemowi nacji? No! Czyli sprawa
                zamknięta...

                Teraz spieszę Ci wyjaśnić tak mocno dręcząca Cię kwestię.
                "Co było niejasnego w moim pytaniu o powód, dla którego miałbym się
                czuć lepszy lub szczęśliwszy po porzuceniu wiary w Boga,
                że "zinterpretowałeś" je jako pytanie o dowód istnienia Boga?" –
                pytasz naiwnie (i bardzo dobrze, jak nauka, to nauka! Z ludźmi
                trzeba rozmawiać) ale i ufnie (doceniam). Nie od dziś wiesz jak to
                jest wywyższać się (w swoim mniemaniu), prawda? Miłe ciepełko
                rozlewa się po Twoim ciele. Miękną kolana… Nosek do góry... "Jesteś
                lepszy... jesteś lepszy..." – szeptają Ci demony – "Nie jesteś
                RÓWNY, o nie..." :)))))

                Odpowiadam: "Dla mnie nic nie było niejasnego. Czego nie zdołałes
                wyrazić słowami - domyśliłem się, nikt przecież nie jest doskonały".
                Nie moja wina, że edukacja Cię zawiodła, zanika rozum, logika i
                umiejętność czytania (a już na pewno bystrość – nie martw się, innym
                razem mnie zgnoisz; Jest piątek, jesteś zmęczony; poza tym od
                początku życia nikt nie wymaga od Ciebie byś myślał – gotowe
                produkty podają Ci na TACY, wystarczy je łykać jak pelikan).
                Przyzwyczaj się do tego, że ktoś odpowiada dłuższymi zdaniami, nie
                zawsze wprost i trochę trzeba pomyśleć (znane Ci słowo?).
                Ponieważ miejscami podlizywałeś mi się wyraźnie i ja będę dla Ciebie
                dobry i poradzę Ci, byś ponownie przeczytał fragment mojego
                poprzedniego tekstu, od słów: "Oczywiście, że nie napiszę, że LUDZIE
                będą szczęśliwsi w momencie kiedy odwrócą się od czegoś co od
                dziada, pradziada im wpajano, wpajano, wpajano... itd.". Człowieku,
                ja również i o Tobie pisałem. Dla mnie i Ty jesteś "ludziem". Nie
                wstydź się, głowa do góry. Może nie uwierzysz, ale ja naprawdę
                uważam Cię za człowieka. Za BLIŹNIEGO... :))))))

                Jak tego będzie Ci mało polecam lekturę zaczynająca się od słów
                (znajdziesz w swoim wcześniejszym tekście? Spróbuj. Step by Step):
                ""Boga najprawdopodobniej nie ma -ciesz się życiem." Jeśli
                podzielasz tą linię argumentacji za ateizmem, byłbym wdzięczny za
                jakieś objaśnienie powodu, dla którego miałbym się cieszyć życiem po
                zwątpieniu w istnienie Boga bardziej, niż cieszę się mim
                tera
                • Gość: Szacuneczek... Wklejajmy dalej... :))))))))))))))))))))))) IP: 193.111.147.* 30.01.09, 14:18
                  (To Forum ma ograniczoną liczbę znaków, które można jednorazowo
                  wkleić; nie wiedziałem; podzieliłem więc tekst na dwie części - za
                  zakłocenia przepraszam):


                  Jak tego będzie Ci mało polecam lekturę zaczynająca się od słów
                  (znajdziesz w swoim wcześniejszym tekście? Spróbuj. Step by Step):

                  ""Boga najprawdopodobniej nie ma -ciesz się życiem." Jeśli
                  podzielasz tą linię argumentacji za ateizmem, byłbym wdzięczny za
                  jakieś objaśnienie powodu, dla którego miałbym się cieszyć życiem po
                  zwątpieniu w istnienie Boga bardziej, niż cieszę się mim
                  teraz.Zrozumiałeś pytanie, czy podzielić je na prostsze zdania?”.

                  Arogancki jak zwykle, ale pisownia dość oryginalna... :))))))))
                  Ledwo tekst wkleiłem, wszystko to przez te moje łzy śmiechu. Niezła
                  zabawa, szczególnie od tego momentu kiedy się zorientowałem, że
                  akurat to Ty mnie pytasz się pytasz czy to ja zrozumiałem pytanie.
                  Ty mnie... Zapożyczę: Boska Komedia!!! Absolutnie!!! :)))))))))))))

                  I na koniec. Doceniam, że mój tekst wprowadził Cię w zachwyt ("poza
                  zachwytem nad Twoją własną elokwencją" – koniec części miłego dla
                  mnie cytatu; Przyznaję – pięknie zacząłeś). Czytając takie pochwały
                  czuję się nieźle, ale bez przesady. Jak wygramy dzisiejszy mecz z
                  Chorwatami – i ja wpadnę w zachwyt, ale nie nad sobą (wybacz
                  ponownie – również nie nad Tobą), tylko nad wielkością reprezentacji
                  Polski w piłkę ręczną. I to może być radosne, ale na pewno nie
                  będzie śmieszne – zupełnie jak według Ciebie – nie jest śmieszny mój
                  poprzedni tekst wspominający, o tym że przedstawiciele KK m.in.
                  zamierzają w szkołach uczyć... etyki (łatwa forsa, a i owieczkę może
                  się po raz kolejny ogłupi/dogłupi, prawda?). Wyjątkowo się z Tobą
                  zgadzam. Wyjątkowo... :))))))))))))))))))))))

                  • Gość: Szacuneczek... Nonna... IP: 193.111.147.* 30.01.09, 14:21
                    Nonna, święte słowa, święte słowa... :)))))))))))))))))))))))))
                  • Gość: antyateolog Re: Wklejajmy dalej... :))))))))))))))))))))))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.09, 14:43
                    Zatem, poza standardowym bełkotem, nie masz mi nic do zaoferowania?
                    Nie jesteś w stanie wykazać, że poczuję się lepiej, stanę się lepszy
                    niż jestem teraz, itd, po tym, jak przestanę wierzyć w Boga?
                    OK. Przyjmuję to do wiadomości. Od początku to właśnie zakładałem,
                    ale zawsze warto mieć potwierdzenie czarno na białym:))))))))))))))
                    Resztę Twojego rozwolnienia pisarskiego, które z pewnością będzie
                    miało dalszy ciąg, daruję sobie.
                    :)
                    • Gość: antyateolog PS: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.09, 15:41
                      Nie widzę specjalnej potrzeby wypowiadania się w sprawach
                      oczywistych dla każdego, a do takich zaliczam sprawę wykorzystywania
                      seksualnego niepełnosprawnych przez personel tego włoskiego ośrodka.
                      Nie widzę też, co moje potępienie na forum miałoby tu pomóc. Żałuję,
                      że włoskie prawo nie daje możliwości ścigania takich przestępstw po
                      przedawnieniu, ale nie wiem jak miałbym to zmienić. Ty też nic w tej
                      sprawie nie zrobisz, ale przecież zawsze możesz cudze grzechy
                      wykorzystać jako "argument" w "dyskusji" z osobą, która nic
                      wspólnego z nimi nie ma. Zaprawdę chwalebne i wielce sprawiedliwe!
                      Zwłaszcza, jeżeli nie stać Cię na nic innego, poza kolejnym
                      wykorzystywaniem tych, których wykorzystanie tak żarliwie potępiasz.
                      Problem w tym, że mnie w ogóle nie dosięgają te Twoje retoryczne
                      wytryski. Od początku mnie nudzą, a teraz już raczej brzydzą.
                      • Gość: nonna księża a preferencje seksualne IP: 82.139.58.* 01.02.09, 11:08
                        ciekawe nieujawnione badania Waldemara Zboralskiego

                        forum.wiara.pl/viewtopic.php?t=427&start=120
        • Gość: obserwator Re: Hopla, żyjemy!!! :))))))))))))))))))))))))))) IP: 212.160.172.* 30.01.09, 15:23
          Gościu "Szacuneczek" czy ty nie zauważyłeś że "Antyteolog" to jest
          młody kleryk z jakiejś podrzędnej wsi z którym mimo z Twojej strony
          bardzo mądrych i podpartych logiką tez to go w żadnym wypadku nie
          przekonasz. Mam do Ciebie prośbę nie odpowiadaj na jego posty,
          jesteś za inteligentny a on jest zaślepiony gdzie nikt nie jest w
          stanie go przekonać na przyznanie racji drugiej strony w tym temacie.
          • Gość: tedy Re: Hopla, żyjemy!!! :))))))))))))))))))))))))))) IP: 83.71.189.* 30.01.09, 15:47
            ja stawiam na podstarzalego katechete po KULu wyedukowanego za PRLu, swiat dla niego jest dwukolorowy albo wierzacy katolicy cacy albo komunisci ateisci be i nikt mu nie wmowi ze czarne jest czarne a biale jest biale cytujac klasyka
            • Gość: JóziekPapista Re: Hopla..hulalala... żyjemy! IP: 212.59.228.* 30.01.09, 22:36
              Chłopy, strzelcie sobie po jednym ,dwa, lub jak kto może - więcej ...akcie
              strzelistym albo innego hulalla albo furmana, umyjcie ten swój sprzęt, rączki
              , i ...zęby ,jeżeli takowe rekwizyty jeszcze posiadacie i ...spać,
              panowie,spać. !!! Haleczki, komeżki z firaneczkami lub piżamki zmienić na nocne,
              koniecznie, dla higieny!
              Drodzy bliźni,pamiętajcie: Świat jest piękny, tylko ludzie są świnie, ale one
              też są ponoć ...jak < antyteolog> - stworami , na podobieństwo boże!Ament.
              • Gość: Borsuk Re: Hopla..hulalala... żyjemy! IP: *.adsl.inetia.pl 31.01.09, 16:43
                Jan nic nie pisze, tęksnię.
                • Gość: Szacuneczek... Ponowne uprawianie ugoru... :)))))))))))))))))))) IP: 193.111.147.* 02.02.09, 13:29
                  Dzień dobry (Prorok jaki, czy co? Skąd on wiedział, że w sposób
                  naturalny zareaguje na jego coraz bardziej proste i coraz bardziej
                  prymitywne wpisy prowokujące? Prorok...). A więc tyle się napisałem,
                  a Ty nie dość, że nic nie zrozumiałeś, nie dość, że nawet nie wiesz
                  dlaczego mnie automatycznie nie zrozumiałeś (na serio Ci współczuję,
                  ale nie rozmiękczaj mnie dłużej...), to na dodatek (zapewnie by
                  tradycyjnie poczuć się lepszym od kogoś innego, a może raczej
                  zauważonym – bo przynosi Ci to ulgę jakąś?) nazywasz moje teksty
                  standardowym bełkotem? Rozwolnieniem pisarskim? Niesamowite. W takim
                  razie jak ja mam ocenić Twoje pisemne zaangażowanie się w temat? Jak
                  nazwać Twoją arogancję, pychę, frustrację i – ostatnio – niepokój
                  przenikający z Twoich wpisów dotyczący odległości
                  moich "retorycznych nudnych (boki zrywać... nudnych, akurat)
                  wytrysków"? Nie dosięgają Cię, piszesz ze smutkiem, i nazywasz to
                  problemem. No cóż, staram się jak mogę przecież. Gdybym był złośliwy
                  tak jak Ty, napisałbym że "jaka pieszczota, taki wytrysk". Nie
                  napiszę tak jednak, bo nie chcę Cię drażnić tak od poniedziałku.
                  Rozumiem jednak, że wpadłbyś w prawdziwy zachwyt gdybym jednak się
                  postarał i Cię... dosięgnął? :))))))))))))))))))))))))))))))))))))

                  Kiedyś czytając różne wpisy Internautów na popularnych forach
                  zastanawiałem się skąd Ci najbardziej zajadli czerpią siły, by –
                  sami nic sobą nie reprezentując – tak agresywnie i negatywnie
                  oceniać innych. Kiedyś zastanawiałem się nad tym skąd biorą siłę,
                  teraz już wiem, że to oczywiście nie jest kwestia siły, tylko
                  mocnego ograniczenia i słabości (za delikatnie to "słabości", ale
                  zostawię). Także trochę się spóźniłeś z tą swoją niesprawiedliwą
                  oceną. No chyba, że miałeś wzmocnioną wizje, że jesteś takim
                  dzielnym żołnierzem broniącym do ostatniej kropli krwi dobrego
                  imienia tych, którzy tak naprawdę nie mają dobrego imienia i nie
                  odczuwają wstydu żadnego co gorsze. Nie zapominaj jednak, że takich
                  żołnierzy już historia cywilizacji widziała bardzo wielu, bardzo
                  długo, nie ważne na jakim kontynencie – obrazki zawsze były bardzo
                  podobne do siebie.

                  Moja krucjata na tym forum od czasu do czasu notuje jednak jakieś
                  sukcesy (co prawda marne, ale od czegoś się przecież zaczyna).
                  Piszesz, że nie widzisz potrzeby wypowiadania się w sprawach
                  oczywistych do których zaliczasz sprawę wykorzystywania seksualnego
                  niepełnosprawnych przez personel tego włoskiego ośrodka. To sprawa
                  oczywista dla Ciebie. I bardzo dobrze. Po uciążliwej lekturze moich
                  przemyśleń nareszcie zacząłeś reagować tak jak zostałeś przygotowany
                  od wczesnego dzieciństwa, czyli mniej więcej tak jak dinozaur. Na
                  zasadzie: "bodziec–reakcja", czyli w tym przypadku: "seksualne
                  wykorzystywanie niepełnosprawnych"–"personel tego włoskiego ośrodka"
                  jest dla Ciebie oczywistym poprawnym skojarzeniem. Pozwolisz, że
                  dorzucę do tego Twojego przyrównania swoje trzy grosze. Ponieważ
                  zauważyłeś, że niektórzy Internauci nas czytają postanowiłeś po raz
                  kolejny odwrócić kota ogonem na ich oczach manewrując nieudolnie
                  słowem. Sprytnie, ale nie za sprytnie. Widać wpływ. Pozwól, że (mimo
                  zapewne Twoich niewątpliwych protestów) pomogę Ci przedstawić wersję
                  prawidłową. A więc do pracy/roboty... :))))))))))))))))))))))

                  Piszesz tak: "Nie widzę specjalnej potrzeby wypowiadania się w
                  sprawach oczywistych dla każdego, a do takich zaliczam sprawę
                  wykorzystywania seksualnego niepełnosprawnych przez personel tego
                  włoskiego ośrodka." – koniec Twojego cytatu.

                  Otóż nie "sprawę wykorzystywania seksualnego niepełnosprawnych",
                  tylko "sprawę około trzydziestoletniego bicia, poniżania i
                  wykorzystywania seksualnego ponad sześćdziesięciu niepełnosprawnych
                  dzieci". Widać różnicę?

                  Nie "przez personel", tylko "przez dwudziestu pięciu księży
                  katolickich, którzy działali w zmowie i (zrozum to po swojemu...)
                  kryli się nawzajem. Wielu z nich to obecnie sędziwi duchowni (wśród
                  nich jest podobno powszechnie znany w Weronie prałat). Niektórzy
                  nadal pełnią tak zwane posługi duszpasterskie starając się wmówić
                  naiwnym, że są kimś w rodzaju pośredników (z niesamowitą wręcz
                  marżą) pomiędzy Bogiem a jego wyznawcami. I tu masz rację - żaden z
                  nich nigdy nie odpowiedział za swe czyny".

                  Nie "tego włoskiego ośrodka", tylko "w kościelnym instytucie w
                  Weronie imienia Antonio Provolo, który przez blisko sto lat był
                  chlubą włoskiego Kościoła, bo w całej Europie uznawano go za
                  wzorcowy (załamać się przyjdzie chyba czy jak inaczej?) ośrodek
                  wychowawczy przygotowujący głuchonieme dzieci do pracy zawodowej i
                  samodzielnego życia poza zakładem zamkniętym".
                  Nie chcę się domyślać kiedy tak naprawdę rozpoczęło się to upadlanie
                  niewinnych, bezbronnych dzieci. Nie chcę się nawet domyślać w jakim
                  celu założono "ten włoski ośrodek" jak Ty go nazywasz.

                  By uzupełnić Twoją wypowiedź o "tym włoskim ośrodku" skromnie i z
                  wielką pokorą dodam, że "Do molestowania miało dochodzić w pokojach
                  dzieci, w konfesjonałach, pod ołtarzem kościoła Matki Boskiej
                  Płaczącej w Weronie. W przykościelnej sali, gdzie nas spowiadano,
                  księża masturbowali się, obmacując dziewczynki – relacjonuje jedna z
                  wychowanek. Ktoś inny (to tym razem chłopiec) wspomina sceny pod
                  prysznicem, gdzie trzech księży molestowało trzech chłopców". Czy
                  tak według Ciebie wygląda "bełkot"? Czy to jest według
                  Ciebie "rozwolnienie pisarskie"?

                  Czytam również, że "Podkreśla się, że to największy ujawniony
                  dotychczas skandal pedofilii wśród księży we Włoszech". "We
                  Włoszech..." czyżby sugerowano, że podobne skandale są odkrywane nie
                  tylko we Włoszech...? Coś zaczyna Ci świtać? "Największy ujawniony
                  dotychczas"... hmmm... czyżby były już ujawnione mniejsze (pewnie
                  mniej dzieci było wykorzystywanych przez mniejszą ilość lat przez
                  mniejszą ilość księży...)? Skoro ten jest "największy z
                  ujawnionych", to czy to oznacza, że może będą jeszcze następne
                  podobne ujawnienia? Czekać? Ale na co? Na otwarcie archiwów
                  Watykanu? Czekaj Babka Latka...

                  Męczenniku, nikt Ciebie nie oskarża, że maczałeś w tym swojego...
                  palca. Uspokój się. Nie żałuj również tego, że nie wiesz jak możesz
                  pomóc w takiej sytuacji. Uwierz (w tym chyba jesteś mistrzem,
                  prawda?), nie jesteś oryginalny – nikt w tej sytuacji nie wie co
                  zrobić (oczywiście oprócz KK, który po tradycyjnej naradzie jak
                  zwykle zniesmaczony, że "ponownie wyszło szydło z worka" nabrał –
                  tym razem wody – w usta).
                  Nie bądź aż tak okrutny dla siebie, nikt od Ciebie nie wymaga, byś
                  coś w tej sprawie uczynił. Tym bardziej, że rzeczywiście jest już
                  przedawniona, tak jak przedawnione są i inne podobne w typie "ślady
                  pewnej działalności", które zostawił na Ziemi... wielce chwalebny i
                  wielce sprawiedliwy KK. Nie bądź okrutny dla siebie i się nie katuj
                  tak. Po prostu poczekaj na moment, kiedy nie będziesz taki spięty i
                  po uspokojeniu oddechu zacznij myśleć, na przykład tak: "Kurcze...
                  coś jest jednak nie tak...". :)))))))))))))))))))))
                  • Gość: Szacuneczek... Re: Ponowne uprawianie ugoru... :)))))))))))))))) IP: 193.111.147.* 02.02.09, 14:13
                    Internauto Obserwator, coś tam rzeczywiście na jego temat zauważyłem
                    (o czym donoszę w swoich poprzednich wpisach...). Obecnie
                    mój "szanowny przedmówca" próbuje mnie zgnoić na forum w temacie
                    psich kupek... Nie wiedziałem, że on tak z kwiatka na
                    kwiatek... :)))))))))))))))))))

                    I dziękuję za historyczną dla mnie chwilę: jeszcze mnie nikt tutaj
                    nie nazwał inteligentnym. Czuję się niezręcznie... :))))))))))))))
                  • Gość: antyateolog Re: Ponowne uprawianie ugoru... :)))))))))))))))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.09, 20:25
                    A ja tak sobie myślę, że to nie ma najmniejszego znaczenia jak
                    szlachetne pobudki i jak wymyślne uzasadnienia swojej paranoicznej
                    zemście przypisze bufon z rozdętym ego. W odpowiedzi na jedno słowo
                    trafiające w sedno jego problemu i tysiąc słów retorycznego wytrysku
                    nie zmieni rzeczy takimi, jakie są: że bufon jest bufonem, zemsta
                    zemstą, a paranoja paranoją. To jedno.
                    Z drugiej jednak strony, skłanianie ludzi do przypisania wartości
                    prawdy lub fałszu do jakiegoś poglądu poprzez manipulowanie ich
                    emocjami w stosunku do osób, które ten pogląd podzielają lub winni
                    podzielać, jest zadaniem w sam raz dla kabotyńskich adwokatów,
                    popisujących się przed ławą przysięgłych na tyle mało rozgarniętą,
                    że nie potrafi odróżnić logiki od gestykulacji. No i dla grafomanów,
                    którzy przypadkiem znajdą równie tępą publikę.
                    • Gość: re:antyateolog Re: Ponowne uprawianie ...kapucyna, na smierć! IP: 212.59.228.* 02.02.09, 20:44
                      Gościu, antyatologiczny...ty taki faktycznie jesteś, jak to opisujesz, z
                      autopsji czy , jak to zwykle u katabasów...z teorii?
                      To jest chore ...chłopie.Nie pij tyle święconej wody, strzel sobie setę bimbru
                      , zrób hulala albo pierdyknij jakiś inny akt strzelisty w ramach najbliższego
                      nieszpora albo ... nowenny.
                      • Gość: Szacuneczek... Bufony, ach bufony... :))))))))))))))))))))))))))) IP: 193.111.147.* 03.02.09, 11:54
                        Już pierwsze Twoje zdanie jest wyśmienite. To Ci się udało. Naprawdę
                        napisałeś "myślę??? hahahahahaha… Zaiste... :))))))))))))))))))))
                        Ale przecież nie będę się śmiał długo. Człowiek zaprogramowany,
                        zmanipulowany nie ma możliwości samodzielnego zorientowania się, że
                        jest po prostu niewolnikiem pewnej zorganizowanej grupy głoszącej
                        wygodną im teorię (wcale nie najbardziej popularną na Świecie, są
                        inni – jeszcze cwańsi, niektórzy wcześniej zaczęli). Niewolnikiem,
                        albo... przedstawicielem takiej grupy – co mogłoby wyjaśniać Twoją
                        obłudę, arogancję i pychę... Poza tym taki człowiek ma inną, mocno
                        okrojoną definicję słowa "myślę" – co wyraźnie "przebija się" z
                        Twoich tekstów... :)))))) Z braku argumentów pozostaje Ci jedynie
                        stopniowe "nakręcanie się", już nie ukrywanie swojej wrodzonej
                        agresywności do drugiego człowieka i braku kultury dla kogoś kto
                        przecież niesie Ci kaganek. Ty wolisz patrzeć w ciemną stronę i
                        wołać: "Ja nie chcę światła, ja nie chcę. Ja tak nie potrafię. Ja
                        wolę ciemność, to dla mnie ukojenie jest prawdziwe...". Albo druga
                        wersja (Ty wybierasz) Twoich okrzyków: "Wolę, by ludzie jak
                        najdłużej byli ciemni i nie myśleli samodzielnie – to ułatwia nam
                        tak bardzo... Tak bardzo...".

                        Lepiej nie nadużywaj słowa "myślałem", dobrze Ci radzę. Człowiek
                        myślący od początku nie podobał się KK. Na topie był (i jest do tej
                        pory) człowiek bezgranicznie wierzący, nie wątpiący wcale. Najlepiej
                        taki, który ogłupiony przez specjalistów od wpływania na innych
                        przepisze cały majątek organizacji (i żarliwie będzie do tego
                        namawiać innych) skupiającej w swoich szeregach ludzi szczerze
                        kochających (zdążyłem się o tym przekonać) dzieci. Do kobiet również
                        się przekonują. Że też nikomu nie przyjdzie do głowy odrobinę
                        podpytać te wszystkie gosposie domowe krzątające się po plebaniach
                        np. o to "w czym... rzecz" (powinny zrozumieć pytanie)? Z
                        takiego "przepisującego majątek" jest prawdziwy zysk. A przecież o
                        zysk tutaj chodzi (niech żyje celibat!).
                        Mimo początkowego biernego zachowania się przedstawicieli KK i
                        pewnego przyczajenia się, człowiek myślący przez setki lat był
                        zajadle i skutecznie tępiony (a inni przy okazji zastraszani
                        przykładem jak można skończyć), bez względu czy myślał o niektórych
                        gwiazdach (np. o stojącym Słońcu), okrągłej obracającej się Ziemi,
                        czy też myślał o tym jak i czym uleczyć ludzi. Ta zajadłość (ale
                        mocno stępiona powiedzmy ogólnie, że przez "czas" i coraz
                        normalniejsze zwyczaje) wyraźnie jest widoczna nawet teraz,
                        chociażby zagłębiając się w "lekturę" mojego – prostego w swym
                        wyrazie, ale ciągle zazdroszczącego, uporczywie "onanizującego się
                        od kilku dni pisarsko" – dyskutanta. Niestety, czasy w których mocno
                        walczono z ludźmi myślącymi i radośnie skazywano ich na co najmniej
                        izolację (to była łagodna kara przeznaczana jedynie dla wysokich
                        rangą ale i majętnych namiestników, króli nie chcących spowiadać się
                        ze swojej polityki), częściej na tortury i śmierć – nie wrócą. KK
                        już się z tym pogodził i to dawno temu. Wkurzony, ale się pogodził.
                        Potrzebna więc była zmiana strategii. Nie wrócą czasy dobre dla
                        tych, którzy przekazują sobie znak pokoju tylko dlatego, by później
                        z czystym sumieniem napadać i kąsać dotkliwie innych (czyli nie
                        zgadzających się z nimi) jak jakiś pospolity mieszaniec, któremu
                        wpojono agresywne zachowanie trzymając go kilka lat w ciemnym
                        zamknięciu, a następnie otworzono drzwi i wskazano "prawdziwego
                        wroga", wszystko jedno kogo – tego, kto może być zagrożeniem dla
                        spójności organizacji. Czasy są już jednak inne, kaganiec został
                        założony. Pozostaje im jedynie proste ujadanie... Czasami z szybkim
                        podbiegnięciem do ogrodzenia... i jeszcze szybszą ucieczką z
                        podwiniętym ogonem.

                        Próbujesz pisać o jakiejś zemście, przy okazji kolejny raz
                        przezywając mnie brzydko. Obrażając mnie odczuwasz wtedy jakieś
                        zadowolenie, prawda? Czyżbyś tęsknił za utraconą władzą nad plebsem?
                        Nie wyspowiadasz się z tego, ja wiem – Ty nie grzeszysz przecież,
                        działasz w dobrej wierze na rzecz tych, którzy po kilku
                        latach "pracy nad materią" zaczynają przypominać pączka pływającego
                        w tłuszczu. Że ludzi nie lubisz, to już się zdążyłem zorientować (i
                        nie tylko ja, również ta "tępa publika" o której piszesz; Oczywiście
                        tępa, bo nie podziela zdań, które Ty powtarzasz jak mantrę wkurzając
                        się, że nikt Cię nie popiera). Że jesteś oślepiony i zajadły –
                        również wiem – taka już Twoja natura. Często można się spotkać z
                        takimi cechami u ludzi małostkowych, ale i jednocześnie żądnych
                        władzy. Zastanawia mnie jedynie ta wzmianka o zemście. Uważasz, że
                        wklejając tekst o ohydztwach popełnianych przez tych, którzy za
                        moment głosili (i nadal głoszą) słowa ewangelii dokonałem jakiegoś
                        aktu zemsty? Uważasz, ze wklejając tekst z którego można się
                        zorientować, że księża wyjmowali swoje penisy przy ołtarzu jest
                        jakimś aktem zemsty z mojej strony? Uważasz, że jak wklejam tekst, z
                        którego inni mogą się dowiedzieć jak Bruno opowiada, że "Do ośrodka
                        trafiłem w wielu dziewięciu lat i trzy miesiące później stałem się
                        obiektem seksualnego zainteresowania. Kolejni księża i bracia
                        zmuszali mnie do wszelkiego rodzaju stosunków aż do 15. roku życia,
                        kiedy opuściłem ośrodek" mszczę się na kimś? Od dziewiątego do
                        piętnastego roku życia. Do piętnastego roku życia, bo wtedy opuścił
                        ośrodek. Gdyby go nie opuścił nadal byłby gwałcony? Dziewięć lat,
                        pewnie był już po komunii... hmmm... Zastanówmy się (powtórzę, bo
                        może Ci się nie rzucić w oczy: "Zastanówmy się") ile to było lat...?
                        A ilu księży w sumie? Tylko sam Bruno podaje dziennikarzom 16
                        nazwisk kapłanów. Mam nadzieje, że wszystkich dobrze zapamiętał,
                        miał na to czas (czy ktoś się pokusi i zaryzykuje stwierdzenie, że
                        jako dziecko Bruno był gwałcony raz codziennie? Częściej?). Opowiada
                        Bruno. Bruno opowiada. Nazwiska wszystkich zeznających wychowanków
                        zostały oczywiście utajnione. Dlaczego utajnione? Czy właśnie nie w
                        tym momencie powinno się napisać parę słów o zemście? Właśnie w tym
                        momencie? Może napiszesz, specjalisto od zemsty i rozdętego ego,
                        czyjej zemsty się boją Ci, którzy jako dzieci przeżyli piekło na
                        Ziemi (często znajdując się przy ołtarzu czy w salkach
                        przykościelnych)? Krzyczeć na pewno nie mogły. Były głuchonieme. A
                        więc również nie słyszały sapania i pochrząkiwania wniebowziętych
                        włoskich księży. Ale zapewnie miały szeroko otworzone oczy. Jak
                        często patrzyły się na ołtarz kościoła Matki Boskiej Płaczącej? Tego
                        nie wiem. Spodziewam się, że po pewnym czasie dzieci po prostu
                        traciły rachubę... Zresztą zapewne obraz im "dziwnie skakał" przed
                        oczyma...

                        Czy Ty naprawdę jesteś aż tak oszołomiony i zatruty jak twierdzą
                        inni Internauci? Czy Ty naprawdę jesteś taki szalony? Nadal uważasz,
                        że jest moja jakaś zemsta? Nadal uważasz, że mam rozdęte ego? A może
                        zasugerujesz, że jako dziecko byłem gwałcony przez kilku księży i
                        teraz mszczę się na ich zagranicznych kolegach? To by dopiero było.
                        Serdecznie namawiam Cię, byś jednak nie był mocno wzburzony czytając
                        moje teksty i próbował je jednak zrozumieć. Nie nastawiaj się aż tak
                        bojowo traktując tę wymianę zdań jak walkę o życie. Ja z nikim nie
                        walczę. Z kolei Ty nie możesz się zmienić, bo inaczej mocno byś
                        posmutniał... wiedząc. Jeżeli zaś czerpiesz zyski z wykorzystywania
                        grupy wiernych przynajmniej ich uszanuj...

                        Piszesz "W odpowiedzi na jedno słowo trafiające w sedno jego
                        problemu i tysiąc słów retorycznego wytrysku nie zmieni rzeczy
                        takimi, jakie są: że bufon jest bufonem, zemsta zemstą, a paranoja
                        paranoją". Popatrz, ja również uważam, że bufon jest bufonem, zemsta
                        zemstą, a paranoja... paranoją... Ponownie się ze sobą
                        zgadzamy... :)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
    • Gość: antyateolog Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.09, 19:26
      Babranie się w produktach grafomańskiej masturbacji szacuneczka nie
      jest moim ulubionym zajęciem, więc nie będę się specjalnie nad tym
      rozwodził.
      Po odciśnięciu całej wody i pominięciu wszystkich "argumentów"
      personalnych, czyli jakieś 95 procent tygodniowego urobku naszego
      małego rycerza, mamy w końcu trochę treści na temat wierzeń
      walczących ateistów.
      Wygląda na to, że ateista wierzy, że jest mądrzejszy od każdego
      katolika, bo w społeczeństwie złożonym w 95 procentach z katolików
      udało mu się odkryć parę sprzątaczek, których poziom intelektualny
      czuje się upoważniony uznać za niższy niż swój własny. Wierzy
      ponadto, że jest lepszy od każdego katolika, bo we włoskim kościele
      udało mu się wytropić paru zboczeńców. Wydaje się, że ateista uznaje
      za stosowne przyjęcie tych odkryć za mocne przesłanki wiary w
      nieograniczoną moc swojego intelektu oraz wrodzoną delikatność i
      nieomylność sumienia, które udało mu się uchronić przed skalaniem
      wiarą w katolickie dogmaty. Tak uzbrojony może i mógłby już
      przystąpić do nawracania katolików na ateizm ale powstrzymuje go
      przed tym niezłomne przekonanie, że moralne i intelektualne dary
      płynące z porzucenia wiary katolickiej są tak niewypowiedzenie
      ogromne, że nie da się ich adekwatnie ująć w słowa, czy nawet w
      wielokrotny i strzelisty wytrysk słów, a i gdyby się jednak dało to
      zrobić, to upośledzeni umysłowo katolicy nie będą w stanie darów
      tych pojąć i zapragnąć. To jednak ateisty nie frustruje, bo choć z
      wyżej wskazanych powodów nie jest w stanie wykazać katolikowi, że
      dzięki swojej niewierze posiadł nad nim miażdżącą przewagę, to
      jednak może mu okazać swoją pogardę. A jeśli jeszcze znajdzie
      poklask choć dwu podobnych sobie (a niechby to był nawet chamski,
      zachlany w Stock zootechnik, który nieustannie marzy o przygodach z
      kapucynami pod prysznicem), to już jest dla niego pełnia szczęścia w
      ateistycznym raju na tej ziemi.
      W świetle wiary ateisty nie może dziwić jego tępa buta w stosunku do
      wierzących. Ateista z samego tytułu bycia niewierzącym czuje się w
      prawie uznać, że zdobył już pełnię wiedzy o wszystkich rzeczach
      świata, a więc także, a to nawet z koniecznością, wie lepiej od
      wierzącego jak i w co ten ostatni wierzy, co z tego może mieć lub co
      przez swą wiarę stracić. Ustawia się w pozycji ślepego
      wymądrzającego się o kolorach, któremu nawet przez myśl nie
      przejdzie, że widzącemu wystarczy zamknąć oczy, by doświadczyć
      podstaw tego pustego i bezsensownego rezonerstwa.
      • Gość: DojarkaAlfaLavala Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: 212.59.228.* 03.02.09, 20:57
        Gość: antyateolog IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.09, 19:26
        napisał :<< Babranie się w produktach grafomańskiej masturbacji ...nie jest moim
        ulubionym zajęciem, więc nie będę się specjalnie nad tym rozwodził...>>>
        Ależ świństwa ty ze sobą wyprawiasz: rozwody,potem hipika na własnym
        sprzęcie, wiara w wytryski....Co za zboczek kruchciany, całkiem jak
        zdemoralizowany kościelny. Ciekawe, gdzie ty trzymasz Boga : w głowie,w
        kolanach ...czy własnych rączętach w trakcie wytrysków ?
      • Gość: nonna Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: 82.139.58.* 03.02.09, 21:00
        antyateo;og:
        [...]bo w społeczeństwie złożonym w 95 procentach z katolików
        udało mu się odkryć parę sprzątaczek, których poziom intelektualny
        czuje się upoważniony uznać za niższy niż swój własny.[...]

        To nie o sprzątaczkach(którymi ty jak widać pogardzasz, a ja znam wiele takich
        mądrzejszych od ciebie)- mówi "szacuneczek".
        On mówi o tobie podobnych, o tych, co czerpią korzyści z ogłupiania ludzi,
        którzy im mówią, że będą mieć raj po śmierci, więc teraz mogą cierpieć, oddać
        swe ostatnie pieniądze na takich jak ty. Tacy na tym cierpieniu maluczkich
        budują swoją pozycję i mówią: im gorzej tym dla nas lepiej.
        Zresztą nie jestem adwokatem "szacuneczka", on tego nie potrzebuje.

        A z tymi 95% katolikow... czy to są tacy jak mówi pewien publicysta katolicki:
        NIEWIERZĄCY KATOLICY?
        O takich ci chodzi?
        No to odejmij od tego 95%, 50% to może będą to dane zbliżone do prawdy. Jeszcze
        niedawno statystyki koscielne wskazywały, że do spowiedzi przystępuje 17% .
        Teraz pewnie ta liczba jest mniejsza.
        Ot ta twoja wspaniała wiara?
        Nauczyła mnie ona jednak w dzieciństwie jednego; nie kłam, nie bądz obłudna. No
        więc nie jestem. Mam rozum, którego nie będę umniejszać i jeśli coś rozumiem, to
        nie będę mówić, że nie. A teorii ewolucji i powstania życia na Ziemi nie będę ci
        tłumaczyć, bo i tak nie zrozumiesz.
        Proszę tylko, nie obrażaj ateistów, bo naprawdę nie masz ku temu podstaw.
        • Gość: antyateolog Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.09, 21:24
          > A z tymi 95% katolikow... czy to są tacy jak mówi pewien
          publicysta katolicki:
          > NIEWIERZĄCY KATOLICY?
          > O takich ci chodzi?
          > No to odejmij od tego 95%, 50% to może będą to dane zbliżone do
          prawdy. Jeszcz
          > e
          > niedawno statystyki koscielne wskazywały, że do spowiedzi
          przystępuje 17% .
          > Teraz pewnie ta liczba jest mniejsza.

          Ależ ja się z tym zgadzam. Deklarujący katolicyzm i wierzący w to,
          co doktryna KK przedkłada jako przedmiot wiary katolickiej, to dwie
          różne rzeczy. A nawet "zewnętrznie" praktykujący wcale nie muszą
          faktycznie wierzyć. Mogą praktykować na pokaz, dla jakiejś korzyści.
          Zakładam, że właśnie tak było w przypadku tych włoskich księży,
          których zboczonymi praktykami tak ekscytuje się szacuneczek, że aż
          nie jest w stanie oprzeć się potrzebie wczucia i opisania widoku
          kościoła ze skaczącej perspektywy gwałconego dziecka. Ja nie
          uznałbym tych księży za wierzących, bo naprawdę nie wiem w co trzeba
          wierzyć, żeby dopuszczać się takich rzeczy, jak oni.

          > Ot ta twoja wspaniała wiara?

          Nie. To właśnie jest brak tej mojej wspaniałej wiary, a tyle, to już
          powinnaś była być w stanie wywnioskować bez niczyjej pomocy.

          > A teorii ewolucji i powstania życia na Ziemi nie będę c
          > i
          > tłumaczyć, bo i tak nie zrozumiesz.

          Dziękuję Ci bardzo, ale nie ma najmniejszej potrzeby, żeby ją mi
          tłumaczyć, bo ani ja, ani doktryna KK jej nie negujemy. Pora by już
          w końcu przyjąć to do wiadomości.

          > Proszę tylko, nie obrażaj ateistów, bo naprawdę nie masz ku temu
          podstaw.

          Nie mam takiego zamiaru, dopóki sami mi tych podstaw nie dostarczą.
          • Gość: nonna Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: *.radom.vectranet.pl 04.02.09, 13:25
            Widzisz...Tu przyznam ci rację. To, że jakaś grupa zachowuje się podle to nie
            powinno mieć wpływu na ocenę całości. Trzeba mieć jakąś miarę. Ja bym tu raczej
            patrzyła pod kątem doboru księży ponieważ , tak jak wynika z badań, które
            podałam wcześniej w linku, księża a celibat, to jest temat do rozmyślań i
            badań...Nie chcę o tym mówić , bo mało we mnie antyklerykalizmu. Oceniam, ze
            nawet tak mały procent altruistycznych księży , to i tak korzyść dla życia
            publicznego.

            "Dziękuję Ci bardzo, ale nie ma najmniejszej potrzeby, żeby ją mi
            tłumaczyć, bo ani ja, ani doktryna KK jej nie negujemy. Pora by już
            w końcu przyjąć to do wiadomości."

            Tłumaczyć teorię ewolucji..., ale tak naprawdę, nie w formie inteligentnego
            projektu, czyli wersji kościelnej, tylko w sposób naprawdę naukowy. Nie powiesz,
            że tego nie negujecie. To, że JPII uznał ewolucję, to fakt - uznał, bo musiał,
            byłby głupcem gdyby tego nie zrobił. Dowodów jest na tyle!!!, a nawet więcej.
            Chodzi o powstanie życia od podstaw. Uczeni są pewni co do braku cudu w
            powstaniu życia. Pamiętam jeszcze ze szkoły badania Stanleya Millera. W wyniku
            eksperymentu na materii nieożywionej powstały podstawowe składniki żywych
            organizmów – czyli aminokwasy, a było ich o ile pamiętam dwanaście lub
            trzynaście... Jest to pewna odpowiedź, że życie mogło powstać „samoistnie”,
            tylko dzięki naturalnym reakcjom chemicznym w pierwotnej ziemskiej atmosferze.
            Pewność jeszcze wzrasta, bo w końcu eksperyment Millera trwał relatywnie krótko.
            I dalej...Rozkodowany kod genetyczny człowieka, powstawanie organów z komórek
            macierzystych, sklonowanie wielu organizmów. Wszystko to zrobili ludzie i gdzie
            tu jest cud ? Jakaś tam kreacja przez jakiegoś Boga.a on jak powstał? Dawkins
            pisze w swoim "Bogu urojonym", że wykreowanie życia = łoby się złożeniu Beninga
            z części znalezionych na śmietniku.

            A co do napadania na ateistów. Więcej tolerancji drogi antyateologu!
            • Gość: Szacuneczek... Ślepi i głusi... jak te dzieci... IP: 193.111.147.* 04.02.09, 13:45
              Dzień dobry Państwu. To naprawdę zabawne, że mój zgorzkniały
              przedmówca uważa, że w momencie kiedy w swoich treściach
              przynajmniej raz nie przemyci słów "masturbacja" i "wytrysk" nie
              stworzy tekstu idealnego... :)))))))))))))))))))))))
              Tak na marginesie, skoro jesteśmy przy słowie "masturbacja" dam mu
              kolejną radę. Ciekawe czy tym razem skorzysta? Otóż warto jednak
              zbliżyć się ludzi i poznać ich "upodobania", a nie nimi
              automatycznie pogardzać (do tego stopnia, że w swym zapamiętaniu
              wmówił sobie, że wszyscy, łącznie ze mną, pogardzają wszystkimi –
              niestety nie jest to prawdą, więc nie jest w swoim żywiole,
              zgorzknienie narasta...). Warto poznać ludzi i popytać się co tak
              naprawdę oznacza słowo "masturbacja" i, jeżeli jest komuś potrzebna,
              to... komu? Jeżeli zaś jest samotnikiem i nie ma do kogo się
              odezwać – polecam Internet z jego zasobami, lub... może książki na
              stoisku w M1 (tylko dłonie na wierzchu – co oczywiście będzie
              dziecinnie proste w przypadku, kiedy na sobie ma się sutannę –
              obiekt jest monitorowany)?

              Początek rzeczywiście ma niezły. Pisze, że "Babranie się w
              produktach grafomańskiej masturbacji (sic!) szacuneczka (to o mnie)
              nie jest moim ulubionym zajęciem, więc nie będę się specjalnie nad
              tym rozwodził" po czym... rozwodzi się dłużej niż zwykle, tak jak
              jeszcze się nie rozwodził... :)))))))))))))))))))))))))))))
              Zainspirowany moim tekstem o psie, którego charakter można złamać
              trzymając go kilka lat w ciemnym pomieszczeniu... pisze o ślepym
              wymądrzającym się o kolorach... :)))))))))))))))))))))

              Trochę mi jest jednak dziwnie dzisiaj, bo po przeczytaniu kolejnych
              tekstów stworzonych przez "mojego światłego" (?) przedmówcę trochę i
              ja posmutniałem. Sam nie wiem o czym teraz pisać. W jaki sposób
              pisać? Cokolwiek napiszę – nic nie jest dla niego zrozumiałe. Inni
              rozumieją, on nie. Co prawda do tego już przywykłem, albowiem
              korespondencja nasza trwa już od dłuższego czasu. Jednak ostatnia
              jego wypowiedź niestety świadczy również o tym, że nie tylko nie
              rozumie (pal licho jeżeli nie rozumie dlatego, że nie chce
              zrozumieć, walczy wtedy o swój biznes – a nie dlatego, że nie może
              zrozumieć; przecież, szanując jego poziom, używam pospolitych słów)
              ale również ma poważne kłopoty z samym sobą. Wyciąganie przez niego
              jakiś dziwnych wniosków na temat mojej osoby, jakiś dziwnych tekstów
              (utworzonych zapewne w jego głowie), które następnie analizuje
              próbując jednocześnie przypisać je mnie – świadczą o jego jakiejś
              zapalczywej determinacji w zwalczaniu wyimaginowanego wroga. Tresura
              więc zadziałała prawidłowo. Może ów kolega z Internetu pisze również
              na innych forach i wszystko mu się już pomieszało? Sam nie wiem... Z
              całą pewnością jednak walczy. Walczy ze mną, bo raczyłem
              zasugerować, że wśród tych, którzy nie wiadomo z jakiego powodu
              uzurpują sobie prawo do bycia mądrzejszymi od innych (i to właśnie
              on pyszałkowato pisze o jakiejś mojej bucie i jakiejś mojej
              pogardzie) zdarzają się bydlęta. Boi się dyskusji na temat
              procentowego ich udziału w populacji ogólnej i w populacji KK w
              szczególności... Boi się pytań: "Dlaczego tak jest jak jest?". Woli
              się rzucać, a gdy jest bezsilny – prymitywnie obrażać, licząc, że
              zniesmaczy tym innych do zaglądania na ów wątek.

              A więc jednak planowa ucieczka od "tekstu przewodniego", który
              wkleiłem na początku i który tak bardzo go drażni, że nie sposób mu
              wytłumaczyć, że nie chodzi tu o kilku (uparty jest) zboczeńców,
              tylko o dwudziestu pięciu (czyli kilkudziesięciu, ech... wybitny z
              niego obiektywny matematyk) zboczeńców będących księżmi (dziwne
              słowo, pochodzi pewnie od "księcia") katolickimi, niektórzy (bo
              reszta umarła i jest zapewnie w niebie) do dnia dzisiejszego.
              Księżmi, którzy zostali oskarżeni o pedofilstwo i zmowę (działali w
              zorganizowanej grupie, gwałcili przecież dzieci: grupowo – pod
              prysznicem, po kolei – pod ołtarzem kościoła Matki Boskiej, o
              ironio, Płaczącej). Chyba każdy wie co w więzieniu skazańcy czynią z
              takimi, którzy krzywdzą dzieci? W swojej dobroci, która przecież
              wyraźnie (dlaczego tylko on to widzi a inni nie?) przenika przez
              jego kolejne teksty nie chce on zauważyć tego, co zauważa coraz
              więcej osób (a może zauważa, że ludzie zauważają i dlatego te
              nerwy?). Dwudziestu pięciu zwyrodnialców, którzy głosili dzieciom
              słowo Boże zostało oskarżonych przez swoje ofiary o pedofilstwo.
              Przypadek? Wyjątek? Może... Jednak człowiek myślący (mam nadzieje,
              że nie weźmie tego do siebie) zaczyna się zastanawiać ilu tak
              naprawdę księży w blisko stuletniej "działalności" chluby włoskiego
              Kościoła gwałciło głuchonieme dzieci? Ilu z nich gwałciło dzieci
              niepełnosprawne, opóźnione w rozwoju, bo przecież część z tych
              głuchoniemych dzieci nie poznawało Świata tak szybko jak inni? W
              praktyce te dzieci nie poznawały Świata w ogóle. Od pokazywania
              Świata (i nie tylko Świata) byli wyznaczeni "fachowcy" z włoskiego
              instytutu kościelnego. Ilu ich tak naprawdę było? I czy gwałcili od
              początku istnienia tego "wzorcowego" ośrodka wychowawczego? I
              kolejne pytanie: "Dla kogo ten ośrodek był wzorcowy i kto ustalał
              wzorzec?". Na jakich stanowiskach pedofile byli obsadzani? Kto
              decydował o przyjmowaniu kolejnych księży i na jakiej podstawie ich
              przyjmował? I jeszcze jedno "Gdzie jeszcze gwałcili we
              Włoszech?". "Gdzie jeszcze na Świecie gwałcili?". Nie pytam czy
              gwałcono w USA (cześć spraw jest już wyjaśniona i KK zgrzytając
              zębami, że się wydało, po cichu płaci odszkodowania ofiarom, które
              wpadly w oko tym smakoszom uciech cielesnych). Przez grzeczność nie
              pytam również czy gwałcono w Polsce. To są ważne pytania i tych
              pytań można wymyślić wiele. KK nie kwapi się z udzieleniem
              odpowiedzi wychodząc ze słusznego założenia, że czas leczy rany. Kto
              z nas tak naprawdę zastanawia się jak "wdrażano" wiarę na terenach
              zdobytych wcześniej przez innych kapłanów? Ot, wystarczyło dobre
              słowo i gest pokoju (który jakoś nie jest nadwyrężany przez mojego
              żarliwego internetowego bliźniego podczas wymiany poglądów ze mną i
              nie tylko ze mną)...? Kto z nas dłużej się zastanawia ile osób
              zastraszano, torturowano, zamordowano paląc ich żywcem na stosach?
              Pamięta ktoś ile to było osób? Kiedy o tym ostatnio dyskutował? A KK
              czeka na sposobne okazje i już zaczynają się w społeczeństwie
              pojawiać poglądy, że inkwizycja była w sumie niezłym pomysłem, bo...
              wprowadzała porządek i przede wszystkim zajmowała się łobuzami
              wszelakiej maści. Palono na stosach? E... Serio? A... rzeczywiście,
              coś tam było, ale to się nie liczy. Raptem pięć czy siedem
              (bezczelność z tą piątką) kobiet spalono w całej Europie. Czy to
              dużo w ciągu setek lat krzewienia wiary? Koniec końców przecież się
              opłacało. Takie teorie pojawiają się już teraz, co będzie za sto
              lat? Przecież już niektórzy negują istnienie komór gazowych w
              obozach koncentracyjnych. Żyjemy coraz szybciej, nie mamy czasu nie
              tylko jeść w domach, ale również ze sobą rozmawiać. Zaganiani
              działamy niejako automatycznie. Tak jak automatycznie ludzie chodzą
              na mszę (prawie co tydzień). Co prawda automatycznie już nie kładą
              na tacę, ale tak naprawdę KK i tak nie z tego źródła się utrzymuje w
              przepychu. Jest drugim (na razie) co do wielkości właścicielem ziemi
              w Polsce (pierwszym jest państwo). W skali kraju ta garstka ludzi co
              rok zgarnia z budżetu Polski kilkanaście miliardów złotych,
              przelewanego w ramach Konkordatu. Czy ktoś dokładnie wie ile
              dokładnie jest tych miliardów? Czy w obliczu nadchodzącego kryzysu
              KK zechce obniżyć swoje wymagania finansowe względem budżetu państwa
              polskiego? Kto w to wierzy? A kto wierzy, że jest współwłaścicielem
              tych wszystkich nieruchomości?
              • Gość: Szacuneczek... Baranku... :)))))))))))))))))))))))))))))))) )))))) IP: 193.111.147.* 04.02.09, 13:47
                Czy na lekcjach religii uczy się nie zafałszowanej historii religii?
                Jak zdobywano poszczególne "przyczółki wiary"? Nie, bo... komuś by
                to przeszkadzało? Kto pyta szukając jednocześnie odpowiedzi ten może
                w końcu zacząć więcej widzieć. A to już jest nie do przyjęcia dla
                rozwijającej się i non stop dopasowującej się do coraz bardziej
                nowoczesnego Świata organizacji jaką jest KK... Organizacji dla
                której najlepszym barankiem (tu się ponownie z nim zgodzę) jest
                baranek zamykający oczy (a tak przy okazji... podejrzewam, ze ten
                nieudolnie szarżujący po zamknięciu oczu doświadcza jeszcze czegoś
                innego niż puste, bezsensowne rezonerstwo; w końcu kołderka nie
                rezonuje...) i wyobrażający sobie jak to będzie... "Jak to będzie",
                nie "jak to mogłoby być". On jest pewien, że tak będzie. Pytający
                mnie o dowody (wiedzący doskonale, że Watykan nie otworzy swoich
                archiwów) – sam ich nie potrzebuje. To mu wystarcza. On wie, bo...
                ktoś mu po prostu o tym powiedział. Ktoś, kto przy okazji szepnął mu
                do ucha: "Bracie... z tego można nieźle żyć".
                • Gość: Szacuneczek... Rózne scenariusze... IP: 193.111.147.* 04.02.09, 13:48
                  A, że temat jest rozwojowy, wklejam za Onetem:


                  Trzej byli ministranci, którzy twierdzą, że byli molestowani przez
                  księży, założyli w Łodzi Zgromadzenie Pustelników Najświętszego
                  Serca Jezusa. Deklarują, że chcą pomóc wszystkim, którzy
                  doświadczyli lub doświadczają złego dotyku duchownych -
                  informuje "Polska".

                  Zgromadzenie jest nielegalne, bo na prośbę o usankcjonowanie
                  działalności zgromadzenia metropolita łódzki abp Władysław Ziółek
                  odpowiedział negatywnie. Bracia nie składają broni - napisali listy
                  z prośbą o wsparcie do Watykanu, do kardynała Stanisława Dziwisza i
                  abp. Józefa Michalika.

                  Bracia ze Zgromadzenia Pustelników Najświętszego Serca Jezusa noszą
                  śnieżnobiałe habity z czerwonym sercem i krzyżem. Zamieszkali w
                  wynajętej willi na łódzkim osiedlu sypialni Radogoszcz. Gospodyni,
                  praktykująca katoliczka, mówi o nich: - Zstąpili aniołowie i
                  zamieszkali pod moim dachem.

                  28-letni Gabriel, prefekt Zgromadzenia, mówi, że chce znaleźć
                  ukojenie po złym dotyku księży. To stało się na obozie dla
                  ministrantów. Według relacji mężczyzny kapłan dwukrotnie go
                  zgwałcił. Wcześniej okazywał mu pełne serdeczności gesty .

                  Przez internet poznał innych, którzy twierdzą, że są ofiarami
                  molestowania księży. Doszli do wniosku, że nie będą powiadamiać o
                  swoich doświadczeniach prokuratury. Bracia nie ufają jednak organom
                  ścigania.

                  Gabriel dodaje, że "w swoich sercach przebaczyli prześladowcom".
                  Wolą skupić się na pomocy tym, którzy doznali podobnych krzywd. -
                  Mamy pod opieką chłopców w wieku 15-18 lat. Reszta to mężczyźni
                  około trzydziestki. Większość to byli ministranci. Kontaktujemy ich
                  z psychologami i psychiatrami. Wspólnie modlimy się, by nie utracili
                  wiary. Jak władze kościelne nas nie uznają, zarejestrujemy świeckie
                  stowarzyszenie - tłumaczy brat Gabriel. I zapowiada, że podobne
                  zgromadzenia lada dzień zaczną działać w Krakowie, Warszawie i
                  Częstochowie.
              • Gość: antyateolog Re: Ślepi i głusi... jak te dzieci... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.02.09, 14:35
                > Trochę mi jest jednak dziwnie dzisiaj, bo po przeczytaniu
                kolejnych
                > tekstów stworzonych przez "mojego światłego" (?) przedmówcę trochę
                i
                > ja posmutniałem.

                Już ci mówiłem: popłacz sobie. Może byłoby to lepsze i bardziej
                oczyszczające niż produkowanie sobie kolejnej noweli pornograficznej
                w stylu de Sade’a, w scenerii gotyckiej, z udziałem tylu dzieci i
                wysoko postawionych dostojników kościelnych, ilu tylko potrzebujesz,
                żeby się w końcu, ale tylko na chwilę, do następnego ranka -odprężyć.
                • Gość: Szacuneczek... Odprężyć się, bezcenne - nieprawdaż? :)))))))))))) IP: 193.111.147.* 04.02.09, 14:42
                  hahahahahaha, coraz gorzej Ci idzie... Coraz gorzej... Zauważ, że
                  akurat ja nie zmyślam o tych dostojnikach... :)))))) "Nowela
                  pornograficzna"... Chciałbyś... :))))))))))))))
                  • Gość: antyateolog Re: Odprężyć się, bezcenne - nieprawdaż? :))))))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.02.09, 15:28
                    > Zauważ, że
                    > akurat ja nie zmyślam o tych dostojnikach... :)))))) "Nowela
                    > pornograficzna"... Chciałbyś... :))))))))))))))

                    Zauważyłem na razie, że zmyślasz notorycznie. Jak wtedy, gdy
                    spotkałeś kobietę z wózkiem przed przejściem na 1905 roku, która
                    stała tam od tygodnia i czekała, aż ja tamtędy będę przejeżdżał i ją
                    przepuszczę:) Ale nawet w swoich fantazjach nie zdobyłeś się wtedy
                    na to, żeby jej jakoś pomóc i ją przeprowadzić przez ulicę. A
                    przecież po zmroku mało kto tamtędy jeździ...:)))))))))))))))))))))))
                    I teraz jest podobnie. Zainspirowałeś się artykułem i wymyślasz
                    coraz to nowe przedstawienia jego treści. Widać musi Ci to sprawiać
                    jakąś perwersyjną satysfakcję albo tez "nie możesz uznać żadnego
                    swojego wpisu za doskonały" jeśli nie powtórzysz kolejny raz tego
                    samego. Oczywiście nie pomożesz w ten sposób żadnej z ofiar. Nawet
                    nie masz takiego zamiaru. Pasiesz się tylko samym ich widokiem,
                    który ciągle sobie przedstawiasz. Jak zdewociałe plotkary, którym
                    się wydaje, że samo roztkliwianie się nad losem ofiar i nadymanie
                    potępieniem sprawców załatwi sprawę, a nawet podniesie je na wyższy
                    poziom moralny.
            • Gość: antyateolog Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.02.09, 14:07
              > Widzisz...Tu przyznam ci rację.

              A dziękuję, dziękuję:) Zatem mamy jakąś możliwość konsensu w
              niektórych sprawach. I dobrze, bo pisaniem na forum nikt nikogo z
              życia społecznego nie wygryzie.

              > To, że JPII uznał ewolucję, to fakt - uznał, bo musiał,
              > byłby głupcem gdyby tego nie zrobił. Dowodów jest na tyle!!!, a
              nawet więcej.
              > Chodzi o powstanie życia od podstaw. Uczeni są pewni co do braku
              cudu w
              > powstaniu życia.

              Uczeni nie mogą wykluczyć żadnego cudu. Są tylko zobowiązani do
              tego, żeby nie tłumaczyć cudami rzeczy, którymi zajmują się naukowo.
              Inaczej zaprzeczyliby naukowości swoich interpretacji. A teoria
              ewolucji nadal jest teorią, a modele mechanizmów ewolucji nadal są
              mniej lub bardziej teoretyczne. Jest wiele obserwacji, które
              wspierają i doskonalę teorię ewolucji, ale nikt nie jest w stanie
              udowodnić, że materia przyrody musi być taka, jaka jest i zachowywać
              się tak, jak się zachowuje, w tym, że musi spowodować rozwój życia i
              że jest jedyną rzeczą, jaka istnieje.
              Prawa przyrody można odkrywać, ale nie można ich uzasadnić. Właśnie
              to, że w ogóle istnieją jakieś niezmienne i dające się odkryć prawa -
              jest cudem.

              > Jest to pewna odpowiedź, że życie mogło powstać „samoistnie”,
              tylko dzięki naturalnym reakcjom chemicznym w pierwotnej ziemskiej
              atmosferze.
              Pewność jeszcze wzrasta, bo w końcu eksperyment Millera trwał
              relatywnie krótko.

              Pewność nie może "jeszcze wzrastać":) Może wzrastać tylko
              prawdopodobieństwo. Ale nawet dla tych, którzy słabo są zaznajomieni
              z logika i metodologią nauk, sama historia nauki jest najlepszym
              dowodem na to, że pewność można mieć tylko w stosunku do zjawisk
              absolutnie trywialnych. Historia nauki to historia błądzenia po
              omacku, co oczywiście nie może być względem samej nauki żadnym
              zarzutem.

              > I dalej...Rozkodowany kod genetyczny człowieka, powstawanie
              organów z komórek
              > macierzystych, sklonowanie wielu organizmów. Wszystko to zrobili
              ludzie

              Kodu genetycznego ani komórek macierzystych nie "zrobili ludzie":)

              > gdzie
              > tu jest cud ?

              Tam, gdzie wyżej: że jest co rozkodowywać, że jest komu, że mogły
              powstać komórki macierzyste, itd. Cała masa cudów:)

              > Jakaś tam kreacja przez jakiegoś Boga.a on jak powstał?

              Nie wiem jak powstał bóg, którego wyobrażają sobie ateiści, ale Bóg
              chrześcijan jest wieczny, więc w ogóle nie musiał "powstawać":)))))

              > Dawkins pisze w swoim "Bogu urojonym", że wykreowanie życia = łoby
              się złożeniu Beninga z części znalezionych na śmietniku.

              Dawkins pisze różne bzdury, a doktryna chrześcijańska nie uznaje
              żadnego elementu stworzenia, w tym zwłaszcza materii, za śmietnik.

              > A co do napadania na ateistów. Więcej tolerancji drogi
              antyateologu!

              Zapewniam Cię, że jest we mnie więcej tolerancji, niż u Dawkinsa:)
              • Gość: Borsuk Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: *.adsl.inetia.pl 04.02.09, 17:00
                Z tego co pamietam to piszacy nowele pornograficzne używają slow
                typu wytrysk, mastrurbacja.
                • Gość: antyateolog Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.02.09, 17:07
                  > Z tego co pamietam to piszacy nowele pornograficzne używają slow
                  > typu wytrysk, mastrurbacja.

                  Prawdopodobnie dobrze pamiętasz. Tych słów używają też lekarze,
                  psychologowie, terapełci i przedstawiciele wielu innych profesji i
                  zainteresowań. Przypuszczam, że tym, co ich różni od autorów nowel
                  pornograficznych i szacuneczka jest brak potrzeby żywego i
                  trafiającego w emocje obrazowania swoich tematów.
                  • Gość: antyateolog poprawka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.02.09, 17:08
                    terapeuci miało być.
                    • Gość: Borsuk Re: poprawka IP: *.adsl.inetia.pl 04.02.09, 17:26
                      Wybacz padre bładzilem. Terapeuci powiadasz?
                      • Gość: antyateolog Re: poprawka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.02.09, 19:21
                        Szukasz jakiegoś? Obawiam się, że nie mogę Ci pomóc. Żadnego nie
                        znam. Ale nie martw się: samo czytanie w młodości nowel
                        pornograficznych, to raczej jeszcze nie jest objaw dewiacji, tylko
                        zwykłej, zrozumiałej u młodych ludzi ciekawości. Więc nie ma sensu,
                        żebyś się tym zbytnio zadręczał:)
                        • Gość: Borsuk Re: poprawka IP: *.adsl.inetia.pl 04.02.09, 19:44
                          Dowcipny i jednoczesnie agresywny. Czy ja szukam teraputy? Prosilem
                          o pomoc? Skąd ten pomysl padre? Ja sie nie zadreczam prosilem o
                          wybaczenie. Dotarlo?
                          • Gość: antyateolog Re: poprawka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.02.09, 21:05
                            Mówisz do mnie padre? -Widać potrzebujesz kontaktu z ojcem, a że
                            mnie za niego bierzesz, to chyba widomy znak, że jednak potrzebujesz
                            terapeuty.
                            Dowcipny? -Myślałem, że może jednak to Ty próbujesz taki być:)
                            Agresywny? -A niby w jaki sposób? Przecież ja Cię pocieszam:)
                            Prosiłeś o wybaczenie? -A czego?
                            Czy dotarło? -A jak Ci się wydaje:))))))))))
                            • Gość: Szacuneczek... Ślepi i głusi... jak te dzieci... IP: 193.111.147.* 05.02.09, 08:32
                              Dzień dobry Państwu. To naprawdę zabawne, że mój zgorzkniały
                              przedmówca uważa, że w momencie kiedy w swoich treściach
                              przynajmniej raz nie przemyci słów "masturbacja" i "wytrysk" nie
                              stworzy tekstu idealnego... :)))))))))))))))))))))))
                              Tak na marginesie, skoro jesteśmy przy słowie "masturbacja" dam mu
                              kolejną radę. Ciekawe czy tym razem skorzysta? Otóż warto jednak
                              zbliżyć się ludzi i poznać ich "upodobania", a nie nimi
                              automatycznie pogardzać (do tego stopnia, że w swym zapamiętaniu
                              wmówił sobie, że wszyscy, łącznie ze mną, pogardzają wszystkimi –
                              niestety nie jest to prawdą, więc nie jest w swoim żywiole,
                              zgorzknienie narasta...). Warto poznać ludzi i popytać się co tak
                              naprawdę oznacza słowo "masturbacja" i, jeżeli jest komuś potrzebna,
                              to... komu? Jeżeli zaś jest samotnikiem i nie ma do kogo się
                              odezwać – polecam Internet z jego zasobami, lub... może książki na
                              stoisku w M1 (tylko dłonie na wierzchu – co oczywiście będzie
                              dziecinnie proste w przypadku, kiedy na sobie ma się sutannę –
                              obiekt jest monitorowany)?

                              Początek rzeczywiście ma niezły. Pisze, że "Babranie się w
                              produktach grafomańskiej masturbacji (sic!) szacuneczka (to o mnie)
                              nie jest moim ulubionym zajęciem, więc nie będę się specjalnie nad
                              tym rozwodził" po czym... rozwodzi się dłużej niż zwykle, tak jak
                              jeszcze się nie rozwodził... :)))))))))))))))))))))))))))))
                              Zainspirowany moim tekstem o psie, którego charakter można złamać
                              trzymając go kilka lat w ciemnym pomieszczeniu... pisze o ślepym
                              wymądrzającym się o kolorach... :)))))))))))))))))))))

                              Trochę mi jest jednak dziwnie dzisiaj, bo po przeczytaniu kolejnych
                              tekstów stworzonych przez "mojego światłego" (?) przedmówcę trochę i
                              ja posmutniałem. Sam nie wiem o czym teraz pisać. W jaki sposób
                              pisać? Cokolwiek napiszę – nic nie jest dla niego zrozumiałe. Inni
                              rozumieją, on nie. Co prawda do tego już przywykłem, albowiem
                              korespondencja nasza trwa już od dłuższego czasu. Jednak ostatnia
                              jego wypowiedź niestety świadczy również o tym, że nie tylko nie
                              rozumie (pal licho jeżeli nie rozumie dlatego, że nie chce
                              zrozumieć, walczy wtedy o swój biznes – a nie dlatego, że nie może
                              zrozumieć; przecież, szanując jego poziom, używam pospolitych słów)
                              ale również ma poważne kłopoty z samym sobą. Wyciąganie przez niego
                              jakiś dziwnych wniosków na temat mojej osoby, jakiś dziwnych tekstów
                              (utworzonych zapewne w jego głowie), które następnie analizuje
                              próbując jednocześnie przypisać je mnie – świadczą o jego jakiejś
                              zapalczywej determinacji w zwalczaniu wyimaginowanego wroga. Tresura
                              więc zadziałała prawidłowo. Może ów kolega z Internetu pisze również
                              na innych forach i wszystko mu się już pomieszało? Sam nie wiem... Z
                              całą pewnością jednak walczy. Walczy ze mną, bo raczyłem
                              zasugerować, że wśród tych, którzy nie wiadomo z jakiego powodu
                              uzurpują sobie prawo do bycia mądrzejszymi od innych (i to właśnie
                              on pyszałkowato pisze o jakiejś mojej bucie i jakiejś mojej
                              pogardzie) zdarzają się bydlęta. Boi się dyskusji na temat
                              procentowego ich udziału w populacji ogólnej i w populacji KK w
                              szczególności... Boi się pytań: "Dlaczego tak jest jak jest?". Woli
                              się rzucać, a gdy jest bezsilny – prymitywnie obrażać, licząc, że
                              zniesmaczy tym innych do zaglądania na ów wątek.

                              A więc jednak planowa ucieczka od "tekstu przewodniego", który
                              wkleiłem na początku i który tak bardzo go drażni, że nie sposób mu
                              wytłumaczyć, że nie chodzi tu o kilku (uparty jest) zboczeńców,
                              tylko o dwudziestu pięciu (czyli kilkudziesięciu, ech... wybitny z
                              niego obiektywny matematyk) zboczeńców będących księżmi (dziwne
                              słowo, pochodzi pewnie od "księcia") katolickimi, niektórzy (bo
                              reszta umarła i jest zapewnie w niebie) do dnia dzisiejszego.
                              Księżmi, którzy zostali oskarżeni o pedofilstwo i zmowę (działali w
                              zorganizowanej grupie, gwałcili przecież dzieci: grupowo – pod
                              prysznicem, po kolei – pod ołtarzem kościoła Matki Boskiej, o
                              ironio, Płaczącej). Chyba każdy wie co w więzieniu skazańcy czynią z
                              takimi, którzy krzywdzą dzieci? W swojej dobroci, która przecież
                              wyraźnie (dlaczego tylko on to widzi a inni nie?) przenika przez
                              jego kolejne teksty nie chce on zauważyć tego, co zauważa coraz
                              więcej osób (a może zauważa, że ludzie zauważają i dlatego te
                              nerwy?). Dwudziestu pięciu zwyrodnialców, którzy głosili dzieciom
                              słowo Boże zostało oskarżonych przez swoje ofiary o pedofilstwo.
                              Przypadek? Wyjątek? Może... Jednak człowiek myślący (mam nadzieje,
                              że nie weźmie tego do siebie) zaczyna się zastanawiać ilu tak
                              naprawdę księży w blisko stuletniej "działalności" chluby włoskiego
                              Kościoła gwałciło głuchonieme dzieci? Ilu z nich gwałciło dzieci
                              niepełnosprawne, opóźnione w rozwoju, bo przecież część z tych
                              głuchoniemych dzieci nie poznawało Świata tak szybko jak inni? W
                              praktyce te dzieci nie poznawały Świata w ogóle. Od pokazywania
                              Świata (i nie tylko Świata) byli wyznaczeni "fachowcy" z włoskiego
                              instytutu kościelnego. Ilu ich tak naprawdę było? I czy gwałcili od
                              początku istnienia tego "wzorcowego" ośrodka wychowawczego? I
                              kolejne pytanie: "Dla kogo ten ośrodek był wzorcowy i kto ustalał
                              wzorzec?". Na jakich stanowiskach pedofile byli obsadzani? Kto
                              decydował o przyjmowaniu kolejnych księży i na jakiej podstawie ich
                              przyjmował? I jeszcze jedno "Gdzie jeszcze gwałcili we
                              Włoszech?". "Gdzie jeszcze na Świecie gwałcili?". Nie pytam czy
                              gwałcono w USA (cześć spraw jest już wyjaśniona i KK zgrzytając
                              zębami, że się wydało, po cichu płaci odszkodowania ofiarom, które
                              wpadly w oko tym smakoszom uciech cielesnych). Przez grzeczność nie
                              pytam również czy gwałcono w Polsce. To są ważne pytania i tych
                              pytań można wymyślić wiele. KK nie kwapi się z udzieleniem
                              odpowiedzi wychodząc ze słusznego założenia, że czas leczy rany. Kto
                              z nas tak naprawdę zastanawia się jak "wdrażano" wiarę na terenach
                              zdobytych wcześniej przez innych kapłanów? Ot, wystarczyło dobre
                              słowo i gest pokoju (który jakoś nie jest nadwyrężany przez mojego
                              żarliwego internetowego bliźniego podczas wymiany poglądów ze mną i
                              nie tylko ze mną)...? Kto z nas dłużej się zastanawia ile osób
                              zastraszano, torturowano, zamordowano paląc ich żywcem na stosach?
                              Pamięta ktoś ile to było osób? Kiedy o tym ostatnio dyskutował? A KK
                              czeka na sposobne okazje i już zaczynają się w społeczeństwie
                              pojawiać poglądy, że inkwizycja była w sumie niezłym pomysłem, bo...
                              wprowadzała porządek i przede wszystkim zajmowała się łobuzami
                              wszelakiej maści. Palono na stosach? E... Serio? A... rzeczywiście,
                              coś tam było, ale to się nie liczy. Raptem pięć czy siedem
                              (bezczelność z tą piątką) kobiet spalono w całej Europie. Czy to
                              dużo w ciągu setek lat krzewienia wiary? Koniec końców przecież się
                              opłacało. Takie teorie pojawiają się już teraz, co będzie za sto
                              lat? Przecież już niektórzy negują istnienie komór gazowych w
                              obozach koncentracyjnych. Żyjemy coraz szybciej, nie mamy czasu nie
                              tylko jeść w domach, ale również ze sobą rozmawiać. Zaganiani
                              działamy niejako automatycznie. Tak jak automatycznie ludzie chodzą
                              na mszę (prawie co tydzień). Co prawda automatycznie już nie kładą
                              na tacę, ale tak naprawdę KK i tak nie z tego źródła się utrzymuje w
                              przepychu. Jest drugim (na razie) co do wielkości właścicielem ziemi
                              w Polsce (pierwszym jest państwo). W skali kraju ta garstka ludzi co
                              rok zgarnia z budżetu Polski kilkanaście miliardów złotych,
                              przelewanego w ramach Konkordatu. Czy ktoś dokładnie wie ile
                              dokładnie jest tych miliardów? Czy w obliczu nadchodzącego kryzysu
                              KK zechce obniżyć swoje wymagania finansowe względem budżetu państwa
                              polskiego? Kto w to wierzy? A kto wierzy, że jest współwłaścicielem
                              tych wszystkich nieruchomości?
                              • Gość: Szacuneczek... Baranku... :)))))))))))))))))))))))))))))))) )))))) IP: 193.111.147.* 05.02.09, 08:33
                                Czy na lekcjach religii uczy się nie zafałszowanej historii religii?
                                Jak zdobywano poszczególne "przyczółki wiary"? Nie, bo... komuś by
                                to przeszkadzało? Kto pyta szukając jednocześnie odpowiedzi ten może
                                w końcu zacząć więcej widzieć. A to już jest nie do przyjęcia dla
                                rozwijającej się i non stop dopasowującej się do coraz bardziej
                                nowoczesnego Świata organizacji jaką jest KK... Organizacji dla
                                której najlepszym barankiem (tu się ponownie z nim zgodzę) jest
                                baranek zamykający oczy (a tak przy okazji... podejrzewam, ze ten
                                nieudolnie szarżujący po zamknięciu oczu doświadcza jeszcze czegoś
                                innego niż puste, bezsensowne rezonerstwo; w końcu kołderka nie
                                rezonuje...) i wyobrażający sobie jak to będzie... "Jak to będzie",
                                nie "jak to mogłoby być". On jest pewien, że tak będzie. Pytający
                                mnie o dowody (wiedzący doskonale, że Watykan nie otworzy swoich
                                archiwów) – sam ich nie potrzebuje. To mu wystarcza. On wie, bo...
                                ktoś mu po prostu o tym powiedział. Ktoś, kto przy okazji szepnął mu
                                do ucha: "Bracie... z tego można nieźle żyć".
                                • Gość: Szacuneczek... Różne scenariusze... IP: 193.111.147.* 05.02.09, 08:34
                                  A, że temat jest rozwojowy, wklejam za Onetem:


                                  Trzej byli ministranci, którzy twierdzą, że byli molestowani przez
                                  księży, założyli w Łodzi Zgromadzenie Pustelników Najświętszego
                                  Serca Jezusa. Deklarują, że chcą pomóc wszystkim, którzy
                                  doświadczyli lub doświadczają złego dotyku duchownych -
                                  informuje "Polska".

                                  Zgromadzenie jest nielegalne, bo na prośbę o usankcjonowanie
                                  działalności zgromadzenia metropolita łódzki abp Władysław Ziółek
                                  odpowiedział negatywnie. Bracia nie składają broni - napisali listy
                                  z prośbą o wsparcie do Watykanu, do kardynała Stanisława Dziwisza i
                                  abp. Józefa Michalika.

                                  Bracia ze Zgromadzenia Pustelników Najświętszego Serca Jezusa noszą
                                  śnieżnobiałe habity z czerwonym sercem i krzyżem. Zamieszkali w
                                  wynajętej willi na łódzkim osiedlu sypialni Radogoszcz. Gospodyni,
                                  praktykująca katoliczka, mówi o nich: - Zstąpili aniołowie i
                                  zamieszkali pod moim dachem.

                                  28-letni Gabriel, prefekt Zgromadzenia, mówi, że chce znaleźć
                                  ukojenie po złym dotyku księży. To stało się na obozie dla
                                  ministrantów. Według relacji mężczyzny kapłan dwukrotnie go
                                  zgwałcił. Wcześniej okazywał mu pełne serdeczności gesty .

                                  Przez internet poznał innych, którzy twierdzą, że są ofiarami
                                  molestowania księży. Doszli do wniosku, że nie będą powiadamiać o
                                  swoich doświadczeniach prokuratury. Bracia nie ufają jednak organom
                                  ścigania.

                                  Gabriel dodaje, że "w swoich sercach przebaczyli prześladowcom".
                                  Wolą skupić się na pomocy tym, którzy doznali podobnych krzywd. -
                                  Mamy pod opieką chłopców w wieku 15-18 lat. Reszta to mężczyźni
                                  około trzydziestki. Większość to byli ministranci. Kontaktujemy ich
                                  z psychologami i psychiatrami. Wspólnie modlimy się, by nie utracili
                                  wiary. Jak władze kościelne nas nie uznają, zarejestrujemy świeckie
                                  stowarzyszenie - tłumaczy brat Gabriel. I zapowiada, że podobne
                                  zgromadzenia lada dzień zaczną działać w Krakowie, Warszawie i
                                  Częstochowie.

                                  • Gość: Szacuneczek... :)))))))))))))))))))))))))))))))) ))))))))))))))))) IP: 193.111.147.* 06.02.09, 09:04
                                    A co ssie dziwisz?
                                    • Gość: Borsuk Re: :)))))))))))))))))))))))))))))))) ))))))))))) IP: *.adsl.inetia.pl 06.02.09, 17:14
                                      Czlowiek juz nie moze sie odezwac. Nie potrzebuję terapeuty. W
                                      przeciwienstwie do niektorych.
                                      • Gość: antyateolog Re: :)))))))))))))))))))))))))))))))) )))))))))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.09, 21:18
                                        No i czego jęczysz?
                                        Przecież każdy pisze tu co chce i każdy z tego rozumie, co może.
                                        Ale skoro Cię tak bardzo zabolało, że Ci się odgryzłem za Twoje
                                        zaczepki, to wybacz, drogi borsuku. Nie chciałem Cię urazić, tylko
                                        skierować Twoje zainteresowanie gdzieś dalej od mojej osoby.
    • Gość: Normalniak Re: Nie mitręż Boga...bądź normalny IP: 212.59.228.* 06.02.09, 18:28
      Samo życie, scenka rodzjowa, tzw. normalna sprawa..., poczytajcie szanowni bliźni:
      <Pewna kobitka miała problem z mężem - strasznie bidulek chrapał, co
      nie pozwalało jej się w nocy wyspać. Chodzili po lekarzach,
      specjalistach...nic. Pewnego dni poszła do pewnej znachorki, która
      ponoć wszystkie przypadłości leczyć umie. Kobita przedstawia
      sytuację, ta chwilę się zastanawia i mówi:
      - Jak stary zacznie chrapać, to niech paniusia mu nogi rozszerzy.
      Kobita się wqr..., opieprzyła znachorkę, że naiwnych ludzi tylko
      naciągać umie i że złamanego grosza jej nie da i poleciała do chaty.
      W nocy ta sama historia...stary piłuje już drugą godzinę...kobitka
      myśli sobie: "Ehh...spróbuję tak zrobić, jak znachorka mówiła..".
      Rozszerza staremu nogi i.... cisza...Następnego dnia leci z samego
      rana do znachorki... przeprosiny... bombonierka... podwójne
      honorarium... Oczywiście ciekawość nie dawała jej spokoju więc pyta:
      - Pani...ale na czym polega ten trick z tymi nogami?!
      Znachorka:
      - Moja droga... zasada jest prosta - rozszerza Pani nogi, worek
      spada na dziurę i cugu ni ma... >>>>>.
      No i tyle codziennej ...normalności. A <antyateologowi> życzę, by był czasami
      ludzkim.... człowiekiem.
      • Gość: Borsuk Re: Nie mitręż Boga...bądź normalny IP: *.adsl.inetia.pl 06.02.09, 19:40
        Ładne. To troche jak ta nowela pornograficzna. Teraz trzeba ustalic
        kto sie masturbowal a kto onanizowal. Bo wiadomo kto mial wytrysk.
        • Gość: NormalniakRęczny Re: Nie sromaj się...bądź normalny IP: 212.59.228.* 06.02.09, 22:34
          Borsuk napisał: <<<< Teraz trzeba ustalic
          >... kto sie masturbowal a kto onanizowal. Bo wiadomo kto mial wytrysk...>
          O kurcze blade, Borsuk...ale teooooologia...a co to takiego jest ? ...może
          zapytajmy <antytateologa>... przecież to jego terminologia, sztandarowa...z
          konfesjonału, praktyki ,autopsji czy jaka inna cholera?
          Ja to mam akurat takie wyjaśnienie, z praktyki: poczytaj
          Czy mogę prosić o rękę pana córki?
          - A co, nie masz swojej - zażartował ojciec
          - Mam, ale jest już zmęczona. - odpowiedział poważnie kandydat.
          Miłej nocy życzę wszystkim, wierzącym, niedowiarkom i wędkarzom też!
          • Gość: Borsuk Re: Nie sromaj się...bądź normalny IP: *.adsl.inetia.pl 07.02.09, 13:39
            Czy ja jęczę? Nie jęczę. Kto jęczy zatem?
            • Gość: NormalniakPowolny Re: Nie sromaj się...bądź normalny IP: 212.59.228.* 07.02.09, 16:16
              Jak to kto...ostatnie tchnienia daje ?.... pewnie coś w jarzmie twardej ręki -
              jęczy, panie dzieju, w skrytości ducha . Ciekawe, lewo czy praworęczny i 5
              -palczasty?
              • Gość: Szacuneczek... Bełty "terapełty"... :)))))))))))))))))))))))))))) IP: 193.111.147.* 09.02.09, 09:33
                hahahahahaha... I rzeczywiście się popłakałem, ale ze śmiechu.
                Zastanawiam się czy litościwie nie pochylać się już dłużej nad tą
                Twoją pospolitością pisarską. Kiedyś czytałem o "zaborczym
                szwargocie ulicznym" – obecnie już wiem jak taki szwargot uliczny
                wygląda. Zaborczo jak sama nazwa wskazuje... To Cię trochę
                usprawiedliwia... :))))))))))
                Oczywiście, jak znam życie, teraz mój "szlachetny" przedmówca z
                całej siły będzie wyczekiwać i wypatrywać z kolei w moich tekstach
                jakiś pospolitych byków. Wiadomo – nie ma przebaczenia. Wiadomo –
                zemsta jest słodka. I pewnie się doczeka, człowiek jest taki omylny.
                Kto jak kto, ale on o tym doskonale wie, z autopsji... :)))))))))))))

                Trochę jednak powiało prymitywizmem z Twojej strony. Te oszczerstwa
                o to, że notorycznie zmyślam pasują co prawda do Twojej nudnawej
                linii niemrawego ataku na moja osobę, ale naturalnie nie wzbudzają u
                mnie poklasku (ani podziwu) żadnego. I chyba u innych również nie
                wzbudzają (ani poklasku, ani podziwu). Dla mnie to dziecinnie
                śmieszne jest kiedy fan terapeutyki (dziękuję, że wzmocniłeś się
                duchowo i tym razem darowałeś czytelnikom i masturbację, i wytryski –
                uczysz się, a to już dobrze o Tobie świadczy) nieudolnie zasłania
                się tekstem o kobiecie stojącej na (nie "przed" – mospanie; nie
                przekręcaj notorycznie kota ogonem, to przecież sedno całej dyskusji
                było – dla Ciebie do dzisiaj niezrozumiałej) przejściu dla pieszych
                z wózkiem w którym było małe dziecko, z drugim dzieckiem (łyknij coś
                na pamięć, może sobie przypomnisz przy okazji i to jak ksiądz się
                rumienił ze wstydu, może być włoski ksiądz – przecież to wszystko
                jedno) stojącym obok i czującym z obu stron powiew przejeżdżających
                po czterech pasach (dwa pasy ruchu w jedną stronę, dwa pasy ruchu w
                drugą stronę, a oni na środku, w połowie przejścia dla pieszych)
                samochodów. To wtedy chyba po raz pierwszy doprowadziłem Cię do
                prawdziwej pasji nie klęknąwszy przez Tobą i mający czelność mieć
                inne zdanie. Swoje. Jak ja mogłem nie zgodzić się z Twoim zdaniem:
                przecież Ty właśnie dla dobra stojącej na przejściu dla pieszych, na
                środku tej "czteropasmówki" matki z dwojgiem małych dzieci nie
                chciałeś, by przeszły w końcu przez całe przejście dla pieszych –
                tylko tak stały na ulicy i stały (nie sprecyzowałeś jak długo tak
                miały stać, a szkoda). A ja... za cholerę nie mogłem zrozumieć tej
                Twojej dobroci, tego dziwnego działania z potrzeby serca (zresztą
                nikt nie mógł zrozumieć)... :)))))))))))))))))))))))))))))) Jeszcze
                żeby była tam jakaś wysepka dla pieszych, ale nie – tam nie było
                żadnej wysepki (może będzie). Całość naszej wymiany zdań
                zainteresowani mogą przeczytać po znalezieniu odpowiedniego wątka na
                tym forum. Ja występuję pod swoim nickiem, Ty tradycyjnie nie…
                Poznać Cię można nie tylko po Twojej końcowej sromotnej rejteradzie
                ale i również po, jak zwykle, "wnikliwych" i "jedynie słusznych",
                Twoich wnioskach na temat tego co jest dobre dla człowieka (e tam,
                dla człowieka – dla wszystkich ludzi!!!) i automatycznej heroicznej,
                znanej już Internatom, próbie wywyższenia się nad innymi bliźnimi...

                Na innym wątku zaś (oczywiście występujesz pod jeszcze innym
                nickiem, tak bym Cię nie rozpoznał) radzisz mi w swoim stylu, bym
                zbierał psie kupy i układał je artystycznie na trawniku. Rozumiem,
                że to kara dla mnie za to, że ośmieliłem się wcześniej wkleić tekst
                o pedofilach, którzy pomiędzy cotygodniowymi beczeniami do mikrofonu
                bezkarnie i z prawdziwym umiłowaniem korzystali z tego, że dzieci są
                jeszcze bardziej ufne niż dorośli. I, że wszystko im można wmówić,
                nawet "dobroć" wynikającą ze stosunku analnego dorosłego z dzieckiem
                wykonywanego przed ołtarzem...

                Ja nie wymyślam coraz to nowych przedstawień. Obudź się w końcu.
                Odtruj się jakoś. Jeżeli zmusisz się do wysiłku i zaczniesz czytać
                ze zrozumieniem… zaczniesz po prostu rozumieć. To przecież logiczne
                jest... :)))))))) Ja niestety nie wymyślam. A z całą pewnością
                byłoby to lepsze dla tych wszystkich gwałconych przez lata dzieci w
                różnym wieku (mój następny tekst traktuje o gwałconych
                ministrantach – to też nie jest jakaś nowość, ja wiem). Ja tylko
                daję do zrozumienia, że to nie jest (jak to nonszalancko i, po raz
                kolejny, specjalnie dyskredytująco nazwałeś) nowela pornograficzna
                (jeżeli lubujesz się w takich określeniach, to wolałbym byś wykazał
                się jednak w końcu bystrością i celniej nazwał ją raczej... sagą
                pornograficzną; w końcu gwałty na dzieciach trwały przez tyle lat, a
                dzieci przechodziły z "rąk do rąk"...). Pisanie o tym nie sprawia mi
                żadnej przyjemności, a już na pewno nie perwersyjnej. Ale jestem
                święcie przekonany, że ta banda zwyrodnialców, którzy opanowali i
                zniewolili dzieci taką właśnie przyjemność odczuwała. Przyjemność i
                oczywiście bezkarność. W Polsce za obcowanie płciowe z osobami
                małoletnimi poniżej piętnastego roku życia grozi od 2 do 12 lat
                pozbawienia wolności. Dużo to i mało. Przypominam, że w więzieniach
                czekają na takich jak oni. Dla nich nie ma gorszych kryminalistów.
                To nie ja byłem perwersyjny przed ołtarzem. To nie ja wyjmowałem
                penisa w miejscu w którym (jak zgaduję) również na kolanach –
                przyjmowano... komunię. Ja po prostu, doskonale przecież o tym
                wiesz, nie mogę pozwolić na to, byś za wszelką cenę tuszował i
                obniżał rangę całego tego ohydztwa, o których społeczeństwo
                dowiaduje się coraz częściej. Dowiaduje się. Wiem, że za często –
                jak dla niektórych... Wiem również, że nie jestem w stanie pomóc
                dzieciom wykorzystywanym seksualnie w obrzydliwy sposób
                przez "wesołków–rosołków" – pisałem już o tym wcześniej. Nie
                wprowadzaj więc opinii publicznej tego forum w błąd – po raz kolejny
                nie pozwolę na to. Ani ja nie mogę pomóc, ani Ty, bo dla KK jesteś
                tak naprawdę nikim. Jego niektórzy dostojnicy śpią na razie
                spokojnie, nikt im nic nie zrobi (i zapewne nie zrobi). Przecież
                problem nie jest nowy – był czas przywyknąć i zapewne opracować
                jakieś procedury na wypadek, gdyby jednak ktoś zaczął przyciskać i
                roztrząsać problem. Między innymi przygotowano do działania takich
                jak Ty, celowo lekceważących olbrzymi problem ludzkości. Nie pisz o
                tym, ze ja się pasę. Zerknij na innych w swoim otoczeniu, zerknij na
                swojego proboszcza... :)))))))))))))))))))))))))))) Poza tym zapytaj
                sam siebie kto nie tak dawno pasł się samym tylko widokiem (i nie
                tylko tym) zakutych, zaszczutych, zamienionych praktycznie w warzywo
                za pomocą tortur prześladowanych przez Inkwizycję za byle co. I nie
                pisz o poziomie moralnym, akurat Tobie to wyjątkowo nie przystoi...
                Miej jakiś honor... Jakiś... Rozumiesz o czym piszę?

                Na koniec pochwalę Cię. Całkiem nieźle przedstawiłeś nazwy profesji,
                które według Ciebie używają słów "masturbacja" i "wytrysk".
                Piszesz: "lekarze, psychologowie, terapełci i przedstawiciele wielu
                innych profesji i zainteresowań"... hmmm... Ponieważ już wcześniej
                zauważyłem Twoje predyspozycje stawiam na to, że Ty, oczywiście w
                jakimś stopniu, reprezentujesz
                tych "terapeutów"... :))))))))))))))))))))))))))))))
                • Gość: antyateolog Re: Bełty "terapełty"... :))))))))))))))))))))))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.09, 10:30
                  I znowu wytrysk grafomanii szacuneczka...
                  Tym razem najwyraźniej był to stosunek przerywany z tym forum, bo
                  wytrysk nastąpił stanowczo po czasie: ja sam zauważyłem i poprawiłem
                  swoją pomyłkę, a byki w Twoim bełkocie stoją niepoprawione. Tylko że
                  nikt nie zada sobie trudu, żeby je wytknąć, bo nikomu nie chce się w
                  tym babrać, ani nie jest aż tak małostkowy i mściwy, jak Ty.
                  Co do psich kup, to nie wiem o czym piszesz, ale pewnie znowu o
                  jakichś swoich nowych zainteresowaniach, których ja już nie
                  podzielam.
                  Co do innych twoich wymysłów, to nie ma sensu liczyć na to, że ktoś
                  będzie ich szukał. Ja wcześniej nie szukałem, a że nie zaśmiecam
                  sobie pamięci bzdetami, więc nie mogłem też przytoczyć tych płodów
                  chorego umysłu ze wszystkimi szczegółami. Ale teraz znalazłem i mogę
                  wkleić:

                  "Byłem dzisiaj na ul. 1905 Roku. Wiecie gdzie: na wysokości salonu
                  meblowego... :) Wyobraźcie sobie, że na przejściu dla pieszych na
                  środku ulicy nadal stoi ta kobieta o której tyle już tutaj pisano.
                  Oczywiście miała ze sobą wózek, a obok niej stało dziecko, takie w
                  wieku gdzieś tak około 10-12 lat. Stała na środku „dwupasmówki” i
                  czekała. Nie chciała przejść na chodnik. Za żadne skarby. I deszcz
                  padał… :) Samochody zatrzymywały się, by ją przepuścić, a ona z
                  tymi dziećmi nie chciała się ruszyć z miejsca. Zaintrygowany
                  zapytałem ją dlaczego nie chce opuścić z dziećmi dwupasmowej w jedną
                  stronę i dwupasmowej w drugą stronę jezdni, przecież to szalenie
                  niebezpieczna sytuacja. Poza tym przecież kierowcy zatrzymują się z
                  własnej woli przed pasami (niestety nie ma tam sygnalizacji
                  świetlnej). Owa kobieta spokojnie odpowiedziała mi, że się wcale nie
                  boi i, że dzwoniła do niej koleżanka, która czyta pewne radomskie
                  forum i ona właśnie (ta koleżanka) powiedziała jej, że w Radomiu są
                  dobrzy kierowcy i są źli kierowcy. I żeby się nie dawała nabierać na
                  sztuczki, bo dobrego kierowcę można łatwo poznać i odróżnić go od
                  złego kierowcy. Ta koleżanka wie, bo czytała takie różne fajne wpisy
                  (przy okazji nauczyła się, że można mieć orgazm na klawiaturze).
                  Lekko speszony poprosiłem ją o wyjaśnienia. Kobieta uśmiechnęła się
                  z wyższością (ale gdzie tam jej do Bosaka, albo do tego drugiego
                  no... jak to mu było...) i cierpliwie kończyła swoją opowieść: Otóż
                  ci kierowcy, którzy zatrzymują się przed przejściem dla pieszych
                  chcąc umożliwić jej przejście na drugą stronę, to są właśnie ci źli
                  kierowcy, którzy chcą jej kalectwa, a może nawet i śmierci – jej, a
                  może również i dzieci. I ona o tym wie, bo ta koleżanka wyczytała o
                  tym, bo taki jeden na pewnym radomskim forum o tym pisał. I że on na
                  pewno nie kłamie, nie obraża, jest najmądrzejszy wśród internautów,
                  nie jest genetycznie złośliwy, potrafi prowokować oraz czytać
                  korzystając z WORDa i takie tam inne... W takim razie kiedy Pani
                  zejdzie z tej ruchliwej ulicy, na której średnio co trzy sekundy
                  pojawia się inny samochód - zapytałem? Otóż kobieta owa postanowiła
                  czekać tak długo aż pojawią się na ulicy samochody kierowane przez
                  dobrych kierowców, którzy właśnie dla jej dobra nie pozwolą jej
                  przejść po pasach na chodnik przejeżdżając obok niej, nie
                  zatrzymując się ani na chwilę (niektórzy, ci najlepsi - taka
                  prawdziwa śmietanka wśród radomskich kierowców - jeszcze dodają
                  gazu, by zwiększyć prędkość swoich bryk, wozów a może nawet i
                  samochodów). Jak długo będzie stać, tego nie wie... Oczywiście jak
                  przejdzie na druga stronę w momencie kiedy pojawią się dobrzy
                  kierowcy – również nie wie… Na razie cierpliwie stoi."

                  itd. A po tygodniu znowu ją spotkałeś:)

                  W tych fantazjach jest dokładnie tyle samo prawdy o kobiecie z
                  wózkiem, obyczajach kierowców i pieszych oraz moim zdani na ten
                  temat, co prawdy i logiki w Twoich wypocinach o moralności,
                  katolicyzmie, klerze, itp. w tym wątku.:)

                  A jeśli robi Ci dobrze wzięcie za rejteradę mojego znudzenia Twoją
                  zawziętą i mściwą tępotą, to możesz się tak pocieszać. Mnie nic do
                  tego.
                  • Gość: Szacuneczek... Bełty "terapełty"... :)))))))))))))))))))))))))))) IP: 193.111.147.* 09.02.09, 11:43
                    Dzień dobry. Jednak jesteś. Odrobinę się o Ciebie martwiłem, bo nie
                    raczyłeś skomentować moich dwóch wcześniejszych wpisów (oczywiście
                    tradycyjnie już odwracasz kota ogonem pisząc coś o jakimś moim "po
                    czasie"). Dałem Ci fory, a Ty nic. Rozumiem, że zatkało Cię i
                    rozsądnie nie prosisz mnie już o twarde dowody "w sprawie" i
                    zaczynasz się sam zastanawiać jak dotrzeć do archiwów Watykanu. W
                    pewnym momencie zacząłem nawet rozważać czy Ci się jeszcze coś
                    innego nie stało aby... A to tylko "okresowy" brak słów Ci się
                    przydarzył i zwykłe zauroczenie... :))))))))
                    Napisz o jakich moich błędach piszesz, bo jakoś tak... Tylko nie
                    zmyślaj jak zwykle... :)))))))))))))))))))))))

                    Dziękuję za wklejenie części moich wpisów o "Przygodzie kobiety z
                    dziećmi na ulicy 1905 Roku". Szkoda, że nie zadałeś sobie trudu i
                    nie odświeżyłeś całego wątku. Przytaczasz moją opowiastkę, która
                    była jedynie częścią odpowiedzi na Twoje złośliwe, i napisane bez
                    polotu, uwagi – gdzie się tego nauczyłeś? Być może ktoś znudzony
                    poniedziałkiem zechciałby sobie poprawić humor czytając Twoje usilne
                    apele o pozostawienie tej rodziny (dla ich dobra oczywiście) na
                    środku "czteropasmówki". Ja się uśmiałem. Zastanów się jeszcze nad
                    tym. Przecież masz czas. Zrób coś pożytecznego dla ludzi, a nie –
                    tylko wytrysk i wytrysk... :)))))))))))))))))))))))))))

                    Zauważyłem, że nadal jesteś bardzo niesprawiedliwy w swoich ocenach.
                    Nie próbuj robić Internautom wody z mózgu – od tego są fachowcy.
                    Przeanalizuj proszę moje wpisy i Twoje na nie odpowiedzi i chyląc w
                    pokorze głowę (tylko uważaj, żeby Ci nic nie kapnęło z nosa)
                    przyznaj się uczciwie kto tak naprawdę jest zawzięty i mściwy w
                    swojej tępocie... :)))))))))))))))))))))

                    Niestety ponownie muszę stanowczo zaprotestować i sprostować Twoje
                    słowa dotyczące moich rzekomych kłamstw i rzekomego fantazjowania
                    (weź się w garść – ludzie czytają). A ponieważ już o tym nie raz
                    pisałem i mam gotowy materiał, po prostu ponownie go zaprezentuję
                    (patrz poniżej, czytaj powoli) z nadzieją... :))))))))))))))))))))


                    "Ja nie wymyślam coraz to nowych przedstawień. Obudź się w końcu.
                    Odtruj się jakoś. Jeżeli zmusisz się do wysiłku i zaczniesz czytać
                    ze zrozumieniem… zaczniesz po prostu rozumieć. To przecież logiczne
                    jest... :)))))))) Ja niestety nie wymyślam. A z całą pewnością
                    byłoby to lepsze dla tych wszystkich gwałconych przez lata dzieci w
                    różnym wieku (mój następny tekst traktuje o gwałconych
                    ministrantach – to też nie jest jakaś nowość, ja wiem). Ja tylko
                    daję do zrozumienia, że to nie jest (jak to nonszalancko i, po raz
                    kolejny, specjalnie dyskredytująco nazwałeś) nowela pornograficzna
                    (jeżeli lubujesz się w takich określeniach, to wolałbym byś wykazał
                    się jednak w końcu bystrością i celniej nazwał ją raczej... sagą
                    pornograficzną; w końcu gwałty na dzieciach trwały przez tyle lat, a
                    dzieci przechodziły z "rąk do rąk"...)."


                    Czy… zrozumiałeś?
                    • Gość: antyateolog Re: Bełty "terapełty"... :))))))))))))))))))))))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.09, 12:15
                      > Dziękuję za wklejenie części moich wpisów o "Przygodzie kobiety z
                      > dziećmi na ulicy 1905 Roku". Szkoda, że nie zadałeś sobie trudu i
                      > nie odświeżyłeś całego wątku.

                      Ja z założenia nie zadaję sobie trudu z Twoimi wypocinami, bo byłby
                      to całkowicie próżny trud. Jakim cudem mógłbyś, na przykład, pojąć
                      krańcowy idiotyzm swojej opowiastki? Do tego potrzebna by Ci była
                      logika, dzięki której odkryłbyś, że kobieta z wózkiem nie mogłaby
                      wejść na środek zatłoczonej jezdni na przejściu bez świateł, jeśliby
                      jej tam nie wpuścił Twój "zły kierowca", a takich przecież, zgodnie
                      z treścią Twoich własnych urojeń, ona lekceważy i nie daje się im
                      przepuszczać. Ale Ty nie dysponujesz czymś takim jak logika, więc
                      próby udowadniania Ci czegokolwiek nie mają najmniejszego sensu!:)

                      > przyznaj się uczciwie kto tak naprawdę jest zawzięty i mściwy w
                      > swojej tępocie...

                      :))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
                      Jeśli swoja grafomańską zemstę uznasz za spełnioną dopiero wtedy,
                      gdy ja klęknę przed Twoim rozdętym ego, to powinieneś już dawno
                      zrozumieć, że Twoje retoryczne wytryski i zmyślone historyjki mnie
                      do tego nie skłonią. Ale próbować nadal możesz...:) Powodzenia!
                      Jednak teraz, to już trochę zaczyna wyglądać jak skamlenie: "no
                      przyznaj!, przyznaj, że nie jestem grafomanem, że nie zmyślam
                      głupot, że to co piszę, ma jakiś sens!!!!"
                      A skoro nie o zemstę Ci chodzi, to po co Ci potwierdzenia kogoś,
                      kogo uznajesz za tak ograniczonego, jak ja? W zupełności powinien Ci
                      wystarczyć poklask mędrców Twojego pokroju i horyzontów!:)
                      • Gość: Szacuneczek... Bełty "terapełty"... :))))))))))))))))))))))) IP: 193.111.147.* 09.02.09, 13:46
                        "Ja z założenia nie zadaję sobie trudu" piszesz... zadając
                        sobie "trud"... :)))))))))))))))))
                        Śmiesznie piszesz. Musisz zrozumieć, że nikt się nie daje nabierać
                        na Twoje odwracanie kota ogonem. Przestań się więc notorycznie bawić
                        tym ogonem i pisać o wytryskach. Skup się na temacie. Nie omijaj
                        niewygodnych wpisów. Nie ślizgaj się wyszukując coraz to nowszych
                        podtematów. To nie jest telewizja. Nie nadużywaj również
                        słowa "logika", bo Ci nie przystoi po prostu... :)))))))))))))))))))

                        Ręce mi trochę opadają jak czytam te Twoje wpisy. Jesteś taki
                        nieuważny. Nie chodzi mi o to, że piszesz trochę jak potłuczony
                        (rozumiem). Chodzi mi o to, że nie zauważyłeś jak napisałem, byś
                        darował sobie i nie próbował robić wody z mózgu ludziom czytającym
                        to forum. Zmuś się i pisz staranniej lub poproś kogoś do pomocy. Nie
                        wstydź się, wyjdź do ludzi. Uśmiechnij się przy okazji. Ale do
                        rzeczy. Ułatwiasz mi bardzo pisząc tak jak piszesz (jakbyś walił
                        głową w mur – tak na oślep). Musisz zrozumieć, że moje "pisemne
                        łojenie" z wytryskami (to Twoja opinia, że tryskałem – ja
                        protestuję) Ciebie nie sprawia mi zbytniej satysfakcji. Nie pisz o
                        kobiecie która lekceważy beznadziejnych kierowców. Ona ich nie
                        lekceważy tylko prawdopodobnie się ich po prostu boi (bała?). Nie
                        mam zamiaru wyobrażać sobie sytuacji w której owa kobieta w ogóle
                        nie mogłaby przejść przez przejście dla pieszych przez jezdnię
                        (nawet "czteropasmową"), bo jej wcześniej nie pozwolą tacy litościwi
                        fachmani jak Ty. Nie mam również zamiaru za długo dyskutować nad
                        Twoją dobrocią, która nie pozwala rodzinie opuścić (opuścić!)
                        przejścia dla pieszych (o ironio – dla ich własnego dobra). To temat
                        poboczny w tym przypadku. W innym przypadku to był temat główny.
                        Trochę się zacząłeś już w tym wszystkim miotać, nie pisząc o meritum
                        sprawy. Wiem, że robisz to specjalnie. Samo obrażanie mnie też nie
                        polepszy sytuacji w KK. Jeżeli ja wiem o "praktykach" włoskich
                        obywateli w sutannach, to co w takim razie jeszcze musi się dziać w
                        środku tej szczelnej organizacji? Dlaczego nikt za to nie odpowiada?
                        Pytań zadałem więcej. Ponieważ nie przywykłem do odpowiadania za
                        pomocą jedynie kilku słów moje teksty traktujące dany temat są
                        czasami podzielone na kilka. Żeby zrozumieć o czym piszę (i przy
                        okazji zrozumieć własne ograniczenie) nie wycinaj części moich
                        tekstów. Nie manipuluj aż tak nieudolnie. Jeżeli chcesz je cytować,
                        bądź mężczyzną, cytuj całość (najlepiej łącznie z Twoimi klekotami).
                        Powtarzam, to nie jest telewizja. Poza tym dzisiaj jest
                        poniedziałek, a nie niedziela.

                        I nie pisz mi o zemście na Tobie. To Ty mnie zaatakowałeś ponieważ
                        naruszyłem Twój czuły punkt widzenia. Jak mogłem! Spodziewam się, że
                        już dużo wcześniej specjaliści od kreowania wizerunku życia po
                        śmierci bezboleśnie (mam nadzieję) przygotowali Cię do
                        podszczuwania. Robią to od wielu wielu wieków. Rozumiem Cię, że
                        będziesz się bronił (tak jak potrafisz). Pisałem już o tym. Przecież
                        gdybyś uwierzył, że jesteś sromotnie oszukiwany i tak naprawdę
                        dojony byłoby Ci smutno... i to Ty byś zaskomlił.

                        Powtórzę. Moim zdaniem wieloletni gwałt dokonywany również we
                        włoskim kościele, przed ołtarzem, przez ludzi ubierających się w
                        sutanny na małych dzieciach nie jest zmyśloną historyjką. Chciałbyś
                        by tak było, ale tak nie jest. Mimo, że się miotasz w kilka stron –
                        sprawy nie odmienisz. Najgorsze jest jednak to, że to nie jest
                        jedyna historia tego typu. Typową obroną jest oczywiście atak. W
                        momencie kiedy nie potrafisz już spokojnie oddychać zaczynasz
                        obrażać. Jak tak można, no jak? :)))))))))))))))))))))))))))))))))
                        • Gość: Szacuneczek... Wklejam za WP... IP: 193.111.147.* 09.02.09, 14:04
                          „Iksy”, „sutanny”, „koloratkowi”, „panowie w czerni”, „czarni” – tak
                          określają swoich ukochanych kobiety księży. W trudnej miłości do
                          kapłana wspierają się w internecie, gdzie stworzyły specjalne forum,
                          które spełnia funkcje kozetki u terapeuty. Tylko tutaj, w atmosferze
                          anonimowości, mogą mówić szczerze o swoich rozterkach, codziennych
                          zmaganiach i życiu w ukryciu.

                          Historia zakazanej miłości kobiety do księdza rzadko ma szczęśliwy
                          finał. Takie uczucie od zarania jest naznaczone piętnem grzechu,
                          zdaje się nieczyste, brudne. Dla wielu kobiet związek z kapłanem
                          staje się źródłem frustracji, udręczenia. Żyją pod ogromną presją, w
                          nieustannym duchowym i emocjonalnym napięciu. Codziennie, godzina za
                          godziną - aż do obłędu. Wiele zmaga się z depresją, załamaniem,
                          brakuje im sił do życia. Kiedy zostają porzucone, długo nie mogą się
                          pozbierać. - Kochałam nad życie, byłam manipulowana, wykorzystywana
                          i oszukiwana. Moja udręka podczas trwania związku i trauma po jego
                          odejściu trwała trzy lata. Trzy lata szarpaniny, tęsknoty, utraty
                          osobowości, zgody na to, na co nikt przy zdrowych zmysłach, by nie
                          przystał. Takie związki okaleczają psychikę na całe życie! –
                          wyznania takie jak to, dają obraz cierpienia z jakim zmagają się
                          kobiety księży.

                          Jak się zaczyna?
                          W związki z kapłanami wikłają się najczęściej kobiety głęboko
                          wierzące, pobożne, często bywające w kościele. Zaczyna się od
                          fascynacji uduchowionym księdzem. Pierwsze kontakty mają charakter
                          czysto przyjacielski, platoniczny. - Gdy go pierwszy raz zobaczyłam,
                          serce zaczęło mocniej mi bić, jego spojrzenie i uśmiech wewnętrznie
                          mnie wyciszały i dodawały sił. Szukałam okazji, by go lepiej poznać,
                          albo przynajmniej zamienić słówko. Nie chciałam nic więcej,
                          wiedziałam, że swoje serce oddał Bogu. Przy nim czułam się inaczej,
                          aż trudno to opisać. Chciałam tylko przyjaźni i tym żyłam – wspomina
                          Hope. Scenariusz jest podobny: długie rozmowy, spacery, odwiedziny
                          na plebanii, wspólny wyjazd na spotkanie oazowe. Często inicjatorem
                          znajomości bywa kapłan. -
                          Po kościele zagadnął i poprosił o numer telefonu. Zadzwonił, był
                          bardzo miły i wylewny w smsach. Początkowo mnie to dziwiło, że od
                          razu pisze takie bezpośrednie smsy, ale zaczęły mnie ujmować jego
                          słowa – wspomina kochanka księdza.
                          Coraz częściej zdarza się, że księża szukają znajomości w
                          internecie. - Poznaliśmy się przypadkiem w sieci. Po
                          tygodniu „nadawania” na gg, był już u mnie. Dzieli nas 470 km,
                          jechał w nocy, bo mu jakiś „głos wewnętrzny” kazał, tylko po to, by
                          spędzić ze mną 4 godziny przy herbacie i pogawędce – pisze Ana. Jak
                          w typowym zakochaniu, przychodzi euforia, zaślepienie. - To uczucie
                          wybuchło we mnie jak burza, zakochałam się bez pamięci. Wyjechaliśmy
                          razem na wakacje, potem prawie mieszkałam u niego – zwierza się
                          inna. Z wypowiedzi kobiet wynika, że możliwość pomieszkiwania
                          kochanki księdza na plebanii zależy od parafii i układów. Tam, gdzie
                          większość księży ma partnerki, panuje większe przyzwolenie, bo są
                          oni bardziej wyrozumiali dla wyskoków kolegów-kapłanów.

                          Smak zakazanego owocu
                          Początki tych zakazanych romansów są piękne, bo noszą w sobie
                          tajemnicę. Kobiety czują się niczym bohaterki romansów, czy słynnego
                          serialu „Ptaki ciernistych krzewów”. Uczucie podsyca obawa przed
                          skandalem i kompromitacją. - Często zastanawiam się, czy kochałabym
                          go tak samo, gdyby nie był księdzem?
                          Czy to nie to, co nas od siebie oddziela, czyni go atrakcyjnym w
                          moich oczach? I czy ta miłość przetrwa, gdy już przestanie
                          być "zakazana"? – pisze jedna z użytkowniczek forum. Nocne
                          spotkania, gorące smsy, zakazany seks, wszystko z duszą na ramieniu,
                          żeby nikt się nie dowiedział – to podnosi temperaturę związku i
                          sprawia, że kobiety początkowo są bardziej skupione na fizycznej
                          stronie związku. Bez zażenowania piszą o tym w internecie. - Bez
                          przerwy uprawiamy seks. Mój X jest w łóżku rewelacyjny! Aż ciśnie
                          się na usta "boski", chociaż to może przymiotnik nie do końca na
                          miejscu;) Jest delikatny, czuły, dba przede wszystkim o moją
                          przyjemność. I ciągle daje mi poczucie, że jestem najładniejszą i
                          najbardziej zmysłową dziewczyną na świecie. A najśmieszniejsze jest
                          to, że szaleje za nim połowa kobiet w mojej parafii, a ja mam
                          satysfakcję, że on patrzy tylko na mnie i myśli tylko o mnie. Która
                          z Was zaprzeczy, że to miłe uczucie... – zdradza tajemnice alkowy
                          Katarzyna. Wtóruje jej Aga: - Nie bójmy się krzyczeć, że są
                          wspaniali, wyjątkowi i niezwykle pociągający. Kocham ten moment,
                          kiedy "mój" Sławek wraca z pracy, jednym ruchem rozpina sutannę i
                          szepcze nieśmiało: "tęskniłem, kochanie". Wiem wtedy, że jestem
                          jedyna i że facet za mną szaleje. I nic innego się nie liczy.

                          W tej fazie kobiety naiwnie wierzą, że siła ich uczucia pokona
                          wszelkie przeciwności. Próbują stworzyć coś na kształt normalnego
                          związku. - Jadamy razem obiady, opiekujemy się sobą, chodzimy do
                          kina (mieszkam w dużym mieście, więc nie ma z tym problemu), czytamy
                          razem książki, robimy zakupy, mamy pełno wspólnych pasji – tak
                          internautka opisuje swoją codzienność z duchownym. Kobiety liczą na
                          prawdziwy dom i rodzinę, wyobrażają sobie, że obiekt ich uczuć
                          porzuci posługę i się z nimi ożeni. Owszem, czasem tak się dzieje.
                          Częściej jednak kobiecie pozostaje rola konkubiny, a to, co
                          wcześniej podsycało miłość, staje się niszczące. Nie mogą się z
                          obiektem swoich uczuć publicznie pokazywać, muszą dostosowywać się
                          do jego obowiązków, uważać na byłych i obecnych parafian, i zgadzać
                          się na spotkania raz w miesiącu.

                          Potajemnym kochankom doskwiera samotność. - Związek z księdzem nie
                          jest usłany różami. Cudowne są pierwsze uniesienia, ale to chwilowe,
                          przelotne, potem przychodzą ciężkie spowiedzi, samotne noce, samotne
                          spacery, ciągle życie w ukryciu, rodzina, która wciąż pyta, kiedy
                          wreszcie wyjdziesz za mąż, kiedy będziesz miała dziecko itd.
                          Przychodzi czas kolędy, wtedy on nie ma czasu i jest ciągle
                          zmęczony, przychodzą święta - ty masz wolne, a on ciągle pracuje,
                          przychodzi Wielki Post - on ciągle spowiada, ma rekolekcje itd.
                          Masz doła, a on nie może przyjechać, bo jedzie np. z ostatnim
                          namaszczeniem. Chcesz iść z nim do kina to jedziesz 100 km dalej czy
                          poza diecezję, żeby was nikt nie widział, żyjesz w ciągłym strachu.
                          Wyrzuty sumienia często nie dają spać, samotność i tęsknota
                          doprowadzają do szału – opisuje swoje przeżycia „dziewczyna”
                          kapłana.
                          • Gość: Szacuneczek... Re: Wklejam za WP... cd. IP: 193.111.147.* 09.02.09, 14:05
                            Ukradłam kapłana mojemu Bogu
                            Kobiety dręczą wyrzuty sumienia, bo na ogół otrzymały staranne,
                            głębokie, katolickie wychowanie i to, co przeżywają jest sprzeczne
                            ze wszystkim, w co wierzyły. - Jedno z najczęstszych pytań, jakie on
                            ode mnie słyszy brzmi: "Czy pójdziemy za to do piekła, kochanie?".
                            Ja naprawdę nie jestem tym typem "kobiety występnej", czy
                            też "upadłej", którą moglibyście sobie wyobrażać. Ja się tylko
                            zakochałam! – pisze Ewa. Mają świadomość, że są zawsze na drugim
                            miejscu, bo ich mężczyzna jest rozdarty między Kościołem i Bogiem, a
                            miłością. – Czujesz, że grzeszysz i wiesz, że on oddałby życie za KK
                            i Boga. Nie chcesz niszczyć mu drogi, którą wybrał, a zarazem
                            kochasz. Każde wyjście jest krzywdzące. To naprawdę trudne – zwierza
                            się Kate.

                            Kiedy przychodzi refleksja, kobiety często są już tak uwikłane w
                            związek z duchownym, że nie mają siły się wyzwolić. - Moja "chora"
                            miłość do kapłana trwa już ponad 20 lat. Dla Jego dobra trzymałam
                            się na uboczu, dziś... Szkoda gadać. Nic mi nie zostało – żali się
                            Justyna. Jedna z użytkowniczek przypomina dowcip, który kiedyś
                            usłyszała od duchownego-kolegi księdza, z którym się spotykała:
                            życie księdza dzieli się na trzy okresy: kobiety, monety, fiolety.
                            Pisze o swoim zaślepieniu: - Powoli przytomnieję i zaczynam myśleć
                            krytycznie o tym, co było.
                            Mam nauczkę, nigdy więcej X! To wyrafinowani cwaniacy, manipulanci
                            niedojrzali uczuciowo. Dla nich to zabawa, gra w smsy, a my się
                            angażujemy do nieprzytomności. Sama widzę, ile na forum jest
                            wypowiedzi kompletnie zauroczonych dziewczyn. Iksom jest z tym
                            dobrze, dziś ta, a jutro inna. Raz młodsza, a raz starsza, żeby
                            życie miało smaczek…

                            - W związkach z X to niestety my tracimy więcej czasu i siły na
                            walkę o nich, niż oni sami. To my ich pocieszamy, dajemy wsparcie i
                            miłość, a oni z tego czerpią i chyba tak naprawdę nie chce im się
                            opuścić stanu kapłańskiego ze zwykłej wygody. My zgadzamy się na
                            warunki, które oni dyktują. Tam mają wszystko - kasę, poważanie,
                            ciepły kącik – pisze Stella. Maria jest bardziej dosadna: -
                            Miłość do X, to jak przebywanie nagiego w pokrzywach - gó...
                            użyjesz, a się nacierpisz. No może, jak wierzą niektórzy, z
                            reumatyzmu się wyleczysz, a przy X przekonasz się, jaka jesteś
                            głupia i jak nisko można upaść, aby facetowi w sukience dać się
                            wodzić i zwodzić.

                            Odejście z „firmy”
                            Jak wynika z badań prof. Józefa Baniaka, socjologa religii z
                            Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, jedna trzecia księży
                            przyznaje, że "zdarzyły im się" luźne związki z kobietami lub seks
                            bez zobowiązań. Badania potwierdzają relacje księży: - Dokonałam
                            pewnej analizy. Może ona się wydawać nieco prymitywna, ale co mi
                            tam. Spisałam na kartce nazwiska znajomych księży i określiłam ich
                            sytuację. Otóż wśród moich znajomych 24 kapłanów, 14 jest
                            proboszczami i 10 wikarymi. 16 księży ma stałe partnerki, generalnie
                            są to panie mieszkające na plebanii, 4 wykazuje zainteresowania
                            homoseksualne, 1 jest bardzo prawym i Bożym człowiekiem, 1 nie ma
                            kobiety, ale tylko dlatego, że żadna by go nie chciała (facet jest
                            zaniedbany i bardzo brudny), 1 bardzo nadużywa alkoholu, 1 jest
                            facetem, którego znam krótko (wydaje się być poczciwym kapłanem). Na
                            odejście z kapłaństwa z miłości do kobiety decydują się nieliczni. -
                            Który zrzuci sutannę? Takich, którzy potrafią to zrobić dla kobiety
                            ich środowisko uważa za wariatów, a paniusie w moherowych beretach
                            za przeklętych. Czy te baby przejrzą kiedyś na oczy, że ci faceci w
                            czarnych kieckach żerują na ich naiwności i żyją sobie w luksusie,
                            spokojnie i dostatnio? – stwierdza gorzko jedna z kobiet żyjąca z
                            księdzem.

                            Odchodzą ci, którzy wiedzą, że dadzą sobie radę, inni boją się i
                            zostają w sutannie. Bo odejście od kapłaństwa wiąże się z dużymi
                            komplikacjami. Eksksiądz z dnia na dzień zostaje bez mieszkania,
                            pracy, pieniędzy. Musi zaczynać praktycznie od zera, nie ma zawodu.
                            Do tego dochodzi obawa o rekcję rodziny i „branżowych” kolegów.
                            Najczęściej były ksiądz z partnerką wyjeżdża kilkadziesiąt
                            kilometrów od miejsca, gdzie mieszkał i układa sobie życie na nowo. -
                            Jeśli chodzi o odejście X z "firmy" to na własnym przykładzie mogę
                            powiedzieć, ze najgorszy okres po odejściu to jakieś 10 miesięcy.
                            Jeśli znajdzie pracę wszystko zacznie się układać. Są to ciężkie
                            chwile, bo trzeba być bardzo wyrozumiałym i cierpliwym. Jeśli nie
                            odpowiadało mu życie X, to w ciągu tego okresu przestaje tęsknić, a
                            pobyt w strukturze Kościoła jest traktowany raczej w kategoriach
                            lekkiego sentymentu – zwierza się żona eksksiędza.

                            Sefora, również żona byłego księdza, tak opisuje swoją historię: -
                            Ksiądz "uwikłany" w znajomość z kobietą, ma według mnie dwa uczciwe
                            wyjścia - rozstać się z sutanną, albo z kobietą. I jestem
                            szczęśliwa, i dumna, że mój Ukochany potrafił podjąć męską decyzję,
                            że wystarczyło Mu siły, odwagi, uczciwości i determinacji. I
                            potrzebował na "namyślenie się" niecałego roku. Dał mi tym samym
                            najlepszy dowód na to, że "kocham Cię" to nie są puste słowa bez
                            pokrycia. Podjął radykalną decyzję, mimo że w żaden sposób na Niego
                            nie naciskałam, nie stawiałam ultimatum wiedząc, że sam "dojrzeje"
                            do decyzji. Nie wiedziałam jedynie, jaka to będzie decyzja... I
                            dlatego mówię Wam, dziewczyny - jeśli Wasi X naprawdę Was kochają,
                            powinni mieć Wam do zaoferowania coś więcej, niż tylko
                            status "kochanki księdza" – radzi koleżankom w podobnej sytuacji.
                            • Gość: Szacuneczek... Dziewczyna szamana... :))))))))))))))))))))))))))) IP: 193.111.147.* 09.02.09, 14:10
                              Czy powstała już piosenka o tytule "Dziewczyna szamana", wie
                              ktoś? :))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
                        • Gość: antyateolog "męskość" grafomana IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.09, 14:49
                          > Nie mam zamiaru wyobrażać sobie sytuacji w której owa kobieta w
                          ogóle nie mogłaby przejść przez przejście dla pieszych przez jezdnię

                          :)))))))))))))))))))))))))))))
                          Ja to przecież wiem! Ty masz zamiar wyobrażać sobie tylko głupoty,
                          które jakimś sposobem miałyby świadczyć o Twojej racji. Niech to
                          będą kompletne i same sobie zaprzeczające bzdury, ale niech będzie
                          długo i zabawnie, bo przecież Ty taki zabawny jesteś i tak szybko i
                          łatwo piszesz bzdury. I tak Ci się to podoba i tyle masz z tego
                          radości... ile na Twoim miejscu miałby każdy inny
                          grafoman:)))))))))))))))))))))))))))))
                          Ale nie ważne ile Ci to przyjemności sprawi, bo te Twoje bzdurne
                          wymysły nie mogą świadczyć o mnie, tylko o Twojej (...). Każdy, kto
                          może, zrozumie o czym:)

                          > Nie mam również zamiaru za długo dyskutować nad
                          > Twoją dobrocią, która nie pozwala rodzinie opuścić (opuścić!)
                          > przejścia dla pieszych (o ironio – dla ich własnego dobra).

                          Moja dobroć? Ależ mnie tam w ogóle nie było! Zapomniałeś już co sam
                          sobie uroiłeś? A może jednak dopiszesz jeszcze dalszy ciąg, w którym
                          się okaże, że ja tam jednak byłem?
                          No, dawaj! Nie krępuj się, publika
                          czeka :)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))

                          > Jeżeli chcesz je cytować, bądź mężczyzną, cytuj całość

                          Dobre! :)))))))))))))))))))))))))))))
                          I tu, tym razem ja wyobrażam sobie herosa grafomanów, takiego trochę
                          w stylu Bogusia Lindy, który znad klawiatury cedzi: "co ty możesz
                          wiedzieć o pisaniu... Patrz na mnie! A jeśli tak nie umiesz, to
                          przynajmniej bądź mężczyzną: -cytuj całość!" :))))))))))))))))))
                          • Gość: nonna Re: "męskość" grafomana IP: 82.139.58.* 09.02.09, 20:07
                            Nie mam zamiaru wyobrażać sobie sytuacji w której owa kobieta w
                            ogóle nie mogłaby przejść przez przejście dla pieszych przez jezdnię"

                            Jeśli to za trudne i jest dla was takie ważne w tej dyskusji, to może(gdzie się
                            dwóch bije) tam trzeci...
                            Otóż często przechodzę przez to przejście. Jest faktycznie stresujące. Stałam na
                            nim nieraz ... nie krócej niż wymieniona kobieta. Stałam. Powiem jedno. Nigdy,
                            przenigdy nie przyszło mi do głowy oczekiwać pomocy od kogokolwiek. Powiem
                            wręcz, że obraziłabym się za takową, mimo że jestem starszą panią, a nie młodą
                            kobietą.

                            Moje lęki przed trafiką, to moje lęki. Gdy sama pomagam ludziom w różnych innych
                            sytuacjach, nie przychodzi mi do głowy się tym chwalić. Są bardziej heroiczne
                            życiowe zadania niż jednorazowe czyny na pokaz. Tak, tak antyaateolu! - Na pokaz.

                            "Przeprowadzić staruszkę przez jezdnie..." To wypisz wymaluj przykaz z
                            katechezy, jakże prymitywny.
                            • Gość: antyateolog Re: "męskość" grafomana IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.09, 22:10
                              > Są bardziej heroiczne
                              > życiowe zadania niż jednorazowe czyny na pokaz. Tak, tak
                              antyaateolu! - Na pokaz.

                              No i widzisz, nonna, dałaś się wpuścić w kanał szacuneczkowi, który
                              prowadzi tu swoją prywatną wojnę. Nie Twoją, nonna, wojnę o uznanie
                              wyższości ateistów nad katolikami, tylko swoją: o swoje rozdęte i
                              kiedyś przydepnięte przeze mnie ego:)
                              Ja wprawdzie parę staruszek przez jednię przeprowadziłem w swoim
                              życiu, ale dotychczas nie przyszło mi do głowy, żeby się tym chwalić
                              na forum. To Ty sama sobie to ubzdurałaś za podpuszczeniem
                              szacuneczka, którego miałem jeszcze wypytać o to, czemuż to nie
                              podrzucił kobicinie ze swoich chorych urojeń jakiegoś termosu z
                              herbatą i batoników dla dzieci, a zamiast tego przesłuchał ją tylko
                              i zaraz pognał wklepywać w klawiaturę swoje wypociny o tym, jak to
                              ja ją skrzywdziłem:))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
                              Co ja rzeczywiście robię w sytuacjach, o których jemu wcześniej, a
                              Tobie teraz chodzi, to ja sam napisałem w tamtym wątku. Tu wklejam
                              to teraz w całości, żebyś się mogła sama przekonać, jak to warto
                              ufać fantazjującym grafomanom, którzy wprawdzie nie rozumieją
                              czytanego tekstu, ale za to zawsze mogą sobie coś ubździć:

                              "Ja, jeśli jadę raczej zatłoczoną drogą, na której wszyscy jadą
                              dosyć szybko, albo:
                              nie przepuszczam pieszych -jeśli ich zobaczę na tyle
                              późno, żeby musieć przed przejściem choć trochę ostrzej hamować,
                              albo: przepuszczam ich, ale pod warunkiem, że zobaczę ich z daleka i
                              mam czas łagodnie zahamować w taki sposób, żeby jadący za mną nie
                              mieli potrzeby meldowania mi się w bagażniku, a jeśli już koniecznie
                              muszą mnie wyprzedzić, to żeby to zrobili jeszcze przed przejściem.
                              A jak pieszy wejdzie już na jezdnię, patrzę jak się zachowuje (czy
                              nie lezie gapiąc się bezmyślnie tylko przed siebie) i staram się
                              pamiętać o spojrzeniu w lusterko, czy ktoś nie nadjeżdża bez
                              widocznego zamiaru zatrzymania się. To oczywiście też niczego nie
                              gwarantuje, bo jak się zaspany pieszy wystraszy klaksonu, to zamiast
                              stanąć i sprawdzić dlaczego trąbię -może wyrwać prosto pod koła
                              tego, przed którym go ostrzegam. Ale bardziej ograniczyć ryzyka
                              tylko ze swojej strony (jako przepuszczającego) -nie potrafię, a na
                              to jak jeżdżą inni -wpływu nie mam."

                              A z tym "antyateolem", to mogłaś sobie darować, ale przecież
                              ubzdurałaś sobie, że jestem Twoim wrogiem, albo wrogiem
                              ateistów:))))))))))))))))))))))
                              Ale tacy jak Ty, chyba nie potrafią żyć bez wrogów...
                              • Gość: Szacuneczek... A "terapełta" niech dalej bełta... :)))))))))))))) IP: 193.111.147.* 10.02.09, 08:26
                                Wklejam za "Gazetą Wyborczą":


                                Głuchonieme dzieci przez trzydzieści lat były wykorzystywane
                                seksualnie przez księży w ośrodku wychowawczym w Weronie - piszą
                                włoskie gazety. Koszmar zakończył się w 1984 r., ale część
                                duchownych do dziś pracuje z młodzieżą.

                                Do molestowania miało dochodzić w pokojach dzieci, w konfesjonałach,
                                pod ołtarzem kościoła Matki Boskiej Płaczącej w Weronie. - W
                                przykościelnej sali, gdzie nas spowiadano, księża masturbowali się,
                                obmacując dziewczynki - relacjonuje jedna z wychowanek. Ktoś inny
                                (chłopiec) wspomina sceny pod prysznicem, gdzie trzech księży
                                molestowało trzech chłopców. Dzieci nie skarżyły się obcym także
                                dlatego, że głuchoniemym trudniej porozumieć się z otoczeniem, a
                                kiedy dorosły - milczały ze wstydu i strachu.

                                Ofiary księży z Werony zdobyły się na odwagę dopiero w 2007 r. i od
                                tamtej pory bezskutecznie domagają się odsunięcia pedofilów od pracy
                                duszpasterskiej. Przełożony księży przekonuje dziennikarzy, że nie
                                orientuje się w zarzutach. Także miejscowy biskup Giuseppe Zenti, do
                                którego pierwszy list ze skargą na dawnych wychowawców dotarł w
                                listopadzie 2008 r., uchyla się od odpowiedzialności. Tłumaczy, że
                                zgromadzenie prowadzące ośrodek jest autonomiczne wobec diecezji. -
                                Jeśli te fakty znajdą potwierdzenie, to byłaby to rozdzierająca rana
                                dla naszej wspólnoty - powiedział przed kilkoma dniami
                                dziennikarzom "L'Espresso".

                                - Nie chcemy dla nich kar więzienia. Nie pragniemy odszkodowań.
                                Chcemy, aby już nikomu nie zaszkodzili - tłumaczą dawne ofiary
                                Istituto Antonio Provolo, który przez blisko sto lat był chlubą
                                włoskiego Kościoła, bo w całej Europie uznawano go za wzorcowy
                                ośrodek wychowawczy przygotowujący głuchonieme dzieci do pracy
                                zawodowej i samodzielnego życia poza zakładem zamkniętym. Dlaczego
                                jego dorośli wychowankowie dopiero teraz postanowili opowiedzieć
                                koszmar z dzieciństwa? - Zachęcił nas Benedykt XVI, który w Nowym
                                Jorku i Sydney spotkał się z ofiarami księży pedofilów. I obiecał,
                                że Kościół zrobi wszystko, by nikt już nie został skrzywdzony -
                                tłumaczą dziennikarzom włoskiego tygodnika "L'Espresso".

                                Zeznania, pod którymi podpisało się ponad 60 kobiet i mężczyzn,
                                obciążają 25 księży wykorzystujących wychowanków internatu od lat
                                50. do 1984 r. Kilka dorosłych ofiar, które dziś potrafią mówić
                                dzięki nowoczesnym metodom ośrodka Istituto Antonio Provolo, nagrało
                                swe świadectwa na wideo i zgodziło się na ich zamieszczenie na
                                stronie internetowej "L'Espresso". - Ogłuchłem w wieku ośmiu lat. Do
                                ośrodka trafiłem w wielu dziewięciu lat i trzy miesiące później
                                stałem się obiektem seksualnego zainteresowania. Kolejni księża i
                                bracia zmuszali mnie do wszelkiego rodzaju stosunków aż do 15. roku
                                życia, kiedy opuściłem ośrodek - opowiada Bruno [nazwiska
                                wychowanków zostały utajnione]. Podaje dziennikarzom 16 nazwisk
                                kapłanów, wśród których jest podobno powszechnie znany w Weronie
                                prałat.

                                - Kiedy wreszcie w 2006 r. poszliśmy do przełożonego ośrodka ojca
                                Danila Corradiego, ten padł na kolana i 12 razy błagał o wybaczenie -
                                opowiadają. Kiedy jednak wbrew ich nadziejom i deklaracjom Watykanu
                                nie nastąpiły żadne działania, postanowili zwrócić się do prasy.
                                Choć w ośrodku już od kilku lat nie ma internatu, to tamtejsi księża
                                ze Zgromadzenia św. Marii na rzecz Wychowania Głuchoniemych wciąż
                                prowadzą zajęcia dla dojeżdżającej młodzieży. Z ośrodkiem nadal jest
                                związanych mniej więcej dziesięciu księży oskarżanych o molestowanie
                                (pozostali zmarli).

                                Po głośnych skandalach pedofilskich w amerykańskim Kościele Watykan
                                wydał zalecenia, aby w przypadku podobnych oskarżeń - przy
                                zachowaniu domniemania niewinności - odsuwać księży od pracy z
                                dziećmi już w czasie śledztwa kościelnego. Zarzuty wychowanków
                                ośrodka w Weronie mogą świadczyć o tym, że lokalny Kościół
                                zlekceważył te wskazówki. Oskarżeń nie może sprawdzić prokuratura i
                                państwowe sądy, bo w świetle prawa już się przedawniły.
                                • Gość: Szacuneczek... A "Terapełta" bełta i bełta... IP: 193.111.147.* 10.02.09, 13:26
                                  "Zachęcił nas Benedykt XVI, który w Nowym Jorku i Sydney spotkał się
                                  z ofiarami księży pedofilów".

                                  O masz Ci los. To i w USA, i w Australii również są ofiary księży
                                  pedofilów??? Aż się boję zapytać: "I gdzie jeszcze..."?
                                  • Gość: antyateolog szacuneczkowe lęki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.09, 14:26
                                    > O masz Ci los. To i w USA, i w Australii również są ofiary księży
                                    > pedofilów??? Aż się boję zapytać: "I gdzie jeszcze..."?

                                    Sprawdź może u siebie pod łóżkiem. I jeszcze za kaloryferem w wc. A
                                    w lodówce może znajdziesz jakiegoś pedofila w sutannie?
                                    :))))))))))))))))))))))))))))))))))))
                                    • Gość: Szacuneczek... Ubaw po pachy, prawda? IP: 193.111.147.* 10.02.09, 14:56
                                      Najwyraźniej ubawiłeś się wzmianką o pedofilach w sutannach... Próby
                                      Twojego dyskredytowania jednak nie są na miejscu. Ale, że czujności
                                      nigdy za wiele, ja Ci z kolei poradzę, byś... Ty również poszukał
                                      pedofila w sutannie. Przeciez wiesz tak naprawdę gdzie ich szukać.
                                      Oczywiście nie w niedzielę. Niedziela to dzień wolny... A jakże...
                                      Od podejrzeń również. Wszelakich.

                                      Skoro jesteś to ja może Ci spróbuję pomóc po raz kolejny.
                                      Rzeczywiście nie mam zamiaru wyobrażać sobie sytuacji w której owa
                                      kobieta (Ty już wiesz która) w ogóle nie mogłaby przejść do końca po
                                      przejściu dla pieszych przez jezdnię, ale nie dlatego, że mam zamiar
                                      wyobrażać sobie głupoty, które jakimś sposobem miałyby świadczyć o
                                      mojej racji (i nie tylko mojej racz zauważyć). To nie będą kompletne
                                      i same sobie zaprzeczające bzdury. Nie będzie również długo i
                                      zabawnie na ten temat. I wcale nie dlatego, że Twoim zdaniem jestem
                                      śmieszny i zabawny pisząc (to Twoja opinia) bzdury... :))))) Ja po
                                      prostu nie mam zamiaru wyobrażać sobie powyższej sytuacji
                                      albowiem... jest to dla mnie sytuacja na tyle idiotyczna, że szkoda
                                      długo wymieniać poglądów z kimś, kto uważa, że dla dobra rodziny nie
                                      pozwoli jej przejść przez przejście dla pieszych – niech kobieta z
                                      dziećmi stoi na środku "czteropasmówki" (nie precyzujesz jak długo,
                                      a szkoda bo właśnie to mogłoby być zabawne, bo bzdurne było już
                                      wcześniej). Tam nawet nie było "wysepki" nawet. I nie pomoże Ci
                                      obecne Twoje tłumaczenie się "co autor wypowiedzi miał na myśli".
                                      Miałeś czas, ośmieszyłeś się. I ja to rozumiem. Wtedy była ta
                                      dyskusja i wtedy się ośmieszyłeś. Moim zdaniem teraz jest odrobinę
                                      za późno, by się tłumaczyć tak jak w szkole. Klasówka została już
                                      napisana. Nie jazgocz. Po prostu, po raz kolejny "nauczyciele Cię
                                      nie zrozumieli". Ktoś, kto założył wątek o owej sytuacji nawet
                                      zgrabnie go nazwał "Debile w samochodach itd.". Wydaje mi się, że
                                      wyraziłem się jasno i precyzyjnie. Gdybyś miał jednak nadal jeszcze
                                      jakieś trudności proszę rozluźnij się (możesz napisać coś o
                                      wytryskach). :))))))))))))))))))))))))))))))

                                      Miło mi, że podkreślasz w swoich wypowiedziach, że piszę bzdury, że
                                      same sobie te bzdury zaprzeczają (to Ci się udało, zaprzeczające
                                      sobie nawzajem bzdury są nadal bzdurami?), że te bzdury są zabawne
                                      (rozumiem, że uśmiałeś się czytając o cierpieniach dzieci gwałconych
                                      przez pedofili w kościele; pewnie mieli na sobie sutanny?) i że
                                      bzdury... więc to są bzdury, chyba każdy to widzi, że to bzdury...
                                      (nie widzi, ops...? Zapaliło się światełko w tunelu?). A... gdybyś
                                      się tak mylił? Bierzesz to pod uwagę...? Jesteś nieomylny (jak
                                      kapłan)? Co w sytuacji, kiedy ja nie piszę bzdur, co? Przecież nie
                                      jesteś jakimś nadzwyczajnym jurorem w sprawie, tylko samotnie
                                      reprezentujesz jakieś poglądy. Nie wiem pod dokładnie iloma nickami
                                      produkujesz się na tym forum, ale z tego co zauważyłem, za każdym
                                      razem – bez względu na to z kim i na jaki temat rozmawiasz, od
                                      początku zaczynasz mieć zły humor w momencie, kiedy nie jesteś
                                      rozumiany przez zdecydowaną większość Internautów. Zwróć uwagę na
                                      swoje wpisy pochodzące np. z wątka zatytułowanego "Debile w
                                      samochodach a... rozsądek gdzie?". Ty przyjąłeś nick "Rozsądek",
                                      pamiętasz jeszcze? Pamiętasz... :)))))) Ponownie zauważam – o
                                      ironio, że piszesz o jakimś rozdętym ego. O swoim nic nie piszesz...
                                      To znamienne jest, zauważ. Naprawdę nie jesteś doceniany? A szkoda...

                                      Wiem, że nie możesz się otrząsnąć z tego upokorzenia, którego
                                      zaznajesz za każdym razem kiedy to media ośmielą się donieść
                                      społeczeństwu radosną nowinę o pedofilstwie i oszustwach kapłanów.
                                      Wiem, że takie informacje nie pasują Ci do koncepcji zaszczepionej
                                      Ci mozolnie i metodycznie przez pewien aparat bezbolesnego (teraz
                                      bezbolesnego, kiedyś było inaczej) przymusu. Automatycznie węszysz
                                      oczywiście jakiś spisek. To minie, okrzepniesz, nabierzesz siły i
                                      ponownie będziesz sobą (sobą?). Wyprzesz to ze swojej świadomości,
                                      tak działa mózg. Nic się takiego nie stało Jakiś tam dziennikarzyna
                                      naskrobał jakieś bzdury, zabawne bzdury, one – te bzdury – przecież
                                      się wzajemnie bzdurzą (czy jakoś tak, podobnie...). Bądź spokojny.
                                      Przecież co tydzień jesteś projektowany przez fachowców od trzymania
                                      się przy żłobie... :))))))

                                      Cieszy mnie również fakt, iż powoli zaczynasz podbierać mój styl
                                      pisania. Wiedziałem, że w końcu to nastąpi. Trochę się podciągnąłeś.
                                      Brawo. Będziesz mieć pamiątkę. Kiedyś nawet pisałem do Ciebie o
                                      takim "syndromie kata". Widzisz, że się sprawdza? Nie tylko w tym
                                      wątku pisałeś zacietrzewiony i jednocześnie zapatrzony w moje
                                      teksty... :)))))
                                      • Gość: Szacuneczek... Sprawa jest poważna... IP: 193.111.147.* 10.02.09, 15:09
                                        Zastanawiam się czy działania opisane poniżej przestraszą
                                        pedofili... I jeżeli przestraszą, to czy przestraszą wszystkich
                                        pedofili... Wklejam za WP:


                                        Krajowy konsultant w dziedzinie seksuologii profesor Zbigniew Lew-
                                        Starowicz powiedział, że będzie kierował pierwszym w Polsce
                                        ośrodkiem dla osób z zaburzeniami seksualnymi.

                                        Prof. Lew-Starowicz mówił, że ośrodek ma powstać w 2010 roku przy
                                        warszawskim Instytucie Psychiatrii i Neurologii. - Do ośrodka będą
                                        trafiały osoby, które popełniły przestępstwa seksualne z
                                        zaburzeniami preferencyjnymi (m.in. pedofile) - wyjaśnił Lew-
                                        Starowicz.

                                        Ministerstwo Zdrowia informowało we wrześniu, że ma powstać
                                        Centralny Ośrodek Seksuologii Sądowej, który zajmie się m.in.
                                        wydawaniem opinii nt. pedofilów zakwalifikowanych do tzw. kastracji
                                        farmakologicznej i organizacją ich leczenia.

                                        W grudniu wszystkie kluby opowiedziały się za zamianami w Kodeksie
                                        karnym, przewidującymi zaostrzenie kar za pedofilię i
                                        farmakologiczne leczenie pedofilów. Do Komisji Nadzwyczajnej
                                        skierowano regulujący to projekt rządowy, jak i projekt Lewicy.

                                        Projekt Lewicy zakłada m.in. także karanie propagowania tzw. dobrej
                                        pedofilii - czyli przekonywania, że kontakty seksualne z dziećmi nie
                                        muszą ich krzywdzić.

                                        Rządowy projekt przewiduje zaostrzenie odpowiedzialności karnej za
                                        przestępstwa przeciwko wolności seksualnej i obyczajności popełniane
                                        wobec osób poniżej 15. roku życia (gwałt pedofilski) lub członków
                                        najbliżej rodziny (gwałt kazirodczy). Zakłada uznanie gwałtu na
                                        takich osobach za zbrodnię, za co grozi kara od trzech lat
                                        więzienia.

                                        Kazirodcze stosunki seksualne zagrożone są karą od sześciu miesięcy
                                        do ośmiu lat.

                                        O potrzebie leczenia pedofila ma decydować sąd na sześć miesięcy
                                        przed przewidywanym warunkowym zwolnieniem lub przed wykonaniem
                                        kary. W przypadku gwałtu na osobie poniżej 15. roku życia lub osoby
                                        najbliższej umieszczenie w zakładzie zamkniętym lub skierowanie na
                                        leczenie ambulatoryjne ma być obligatoryjne.

                                        Sejm będzie także pracował nad projektem nowelizacji Kodeksu karnego
                                        autorstwa PiS, zaostrzającym kary za pedofilię, a także
                                        wprowadzającym karę bezwzględnego dożywocia.
                                      • Gość: antyateolog zagięcie czasoprzestrzeni szacuneczka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.09, 15:51
                                        > I nie pomoże Ci obecne Twoje tłumaczenie się "co autor wypowiedzi
                                        miał na myśli".
                                        Miałeś czas, ośmieszyłeś się.

                                        :)))))))))))))))))))))))))))))))))
                                        Im więcej piszesz, tym wyraźniej widać, kim jesteś. Porównaj sobie
                                        czas wpisania mojej wypowiedzi z czasem wpisania Twojej bzdurnej
                                        opowiastki, która miała, w Twoich marzeniach:)))), ośmieszyć moją
                                        wypowiedź:

                                        Autor: Gość: rozsądek IP: .neoplus.adsl.tpnet.pl 12.09.08, 13:02
                                        A ja uważam, że zasada, że to wymijający przepuszczającego pieszych
                                        na przejściu ponosi odpowiedzialność -jest dobra, bo zachęca do
                                        wzmożonej uwagi.
                                        Ale to wcale nie zwalnia przepuszczającego z obowiązku myślenia. Ja,
                                        jeśli jadę raczej zatłoczoną drogą, na której wszyscy jadą dosyć
                                        szybko, albo:...itd.

                                        Autor: Gość: Szacuneczek IP: 193.111.147. 12.09.08, 14:57
                                        Byłem dzisiaj na ul. 1905 Roku. Wiecie gdzie: na wysokości salonu
                                        meblowego... :) Wyobraźcie sobie, że na przejściu dla pieszych na
                                        środku ulicy nadal stoi ta kobieta o której tyle już tutaj pisano.
                                        Oczywiście miała ze sobą wózek, a obok niej stało dziecko, takie w
                                        wieku gdzieś tak około 10-12 lat. Stała na środku „dwupasmówki” i
                                        czekała. Nie chciała przejść na chodnik... itd.

                                        > Nie tylko w tym
                                        > wątku pisałeś zacietrzewiony i jednocześnie zapatrzony w moje
                                        > teksty... :)))))

                                        Nie tylko grafoman z zaburzoną percepcją czasu, który nie potrafi
                                        przeczytać ze zrozumieniem wypowiedzi, do której się odnosi, ale do
                                        tego zakochany w sobie paranoik?
                                        :))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
                                      • Gość: antyateolog No, ubaw po pachy, -prawda! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.09, 21:43
                                        > Ale, że czujności nigdy za wiele, ja Ci z kolei poradzę, byś... Ty
                                        również poszukał pedofila w sutannie. Przeciez wiesz tak naprawdę
                                        gdzie ich szukać. Oczywiście nie w niedzielę.

                                        Chyba jednak będziesz mi musiał wybaczyć, że w niedzielę nie
                                        odpisuję na Twoje wypociny. Wiem co tam Ci się roi w tej Twojej
                                        chorej wyobraźni o naszych niedzielnych zajęciach, ale tak naprawdę,
                                        to my, katolicy, w niedzielę modlimy się o wyzdrowienie dla swoich...
                                        hmmm...
                                        jak by tu powiedzieć, żeby choć trochę połechtać Twoje rozdęte
                                        ego???...
                                        -"straszliwych" "prześladowców" internetowych???
                                        :))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
                                        • Gość: Szacuneczek... Normalnym być... bezcenne... IP: 193.111.147.* 11.02.09, 12:03
                                          Ładnie piszesz "my, katolicy, w niedzielę modlimy się...". Ale chyba
                                          nie wszyscy, nie wszędzie i nie tylko... Wklejam za WP:



                                          "Kato-tata. Nie-pamiętnik" - szokująca książka o molestowaniu
                                          seksualnym małej dziewczynki - trafiła właśnie do księgarń - czytamy
                                          w dzienniku "Polska".

                                          Dolny Śląsk, lata 70., katolicka rodzina: trójka dzieci, tata na
                                          kierowniczym stanowisku, mama pracuje w biurze. Najmłodsza córka
                                          zostaje "pupilką" tatusia. Molestuje ją seksualnie, brutalnie
                                          gwałci. Gehenna trwa całe dzieciństwo i okres dorastania
                                          dziewczynki. Ta początkowo sądzi, że robią tak wszyscy tatusiowie.
                                          Matka wie o wszystkim, ale nie reaguje.

                                          - Moje pierwsze doświadczenie seksualne miało miejsce, kiedy miałam
                                          około trzech latek, a może nawet mniej - pisze autorka Halszka
                                          Opfer. Nieprzypadkowo "opfer" to słowo pochodzące z niemieckiego,
                                          oznacza ofiarę. Tak też czuje się dziś dorosła, 47-letnia kobieta,
                                          która po latach postanowiła przerwać milczenie o piekle dzieciństwa,
                                          jakie zafundowali jej rodzice.

                                          Książkę zaczęła pisać trzy lata temu, po wielu terapiach
                                          psychologicznych. Mieszka w Wielkiej Brytanii. Lektura jest
                                          wstrząsająca: "Tatuś głaszcze mnie po głowie, rozmawia ze mną
                                          czule,jednocześnie wkładając rękę w moje śpioszki. Czuję, że jego
                                          palec zaczyna mi wchodzić w podbrzusze, zaczynam się wiercić. Boli.
                                          On jednak nie przestaje i wkłada palec jeszcze głębiej. Boli mnie
                                          jeszcze mocniej, coraz bardziej się boję i łzy lecą mi
                                          strumieniami".

                                          Ta książka to dla niej niewysłany do rodziców list. Ojciec zmarł dwa
                                          lata temu. Przeprosił za wszystko. Ale brat autorki zagroził, że
                                          jeśli wyda książkę, zniszczy życie rodzinie i jego dzieciom.

                                          Kobieta nie chce osądzać rodziny. Chce pomóc tym, którzy wciąż nie
                                          umieją krzyczeć i wołać o pomoc, gdy są krzywdzeni.
                              • Gość: nonna Re: "antyaateolog IP: 82.139.58.* 10.02.09, 22:21
                                [...]z tym "antyateolem", to mogłaś sobie darować, ale przecież
                                ubzdurałaś sobie, że jestem Twoim wrogiem, albo wrogiem
                                ateistów:))))))))))))))))))))))[...]

                                Nie uwierzysz , ale napisałam to nieświadomie. Po prostu pomyłka... Przepraszam.
                                A jeśli jeśli ci się skojarzyło z "katolem", to już nie moja wina:)
                                • Gość: Szacuneczek... Przystosowująca się sprytna organizacja... :))))) IP: 193.111.147.* 11.02.09, 10:16
                                  Poniższy tekst jest naprawdy "niezły". Doskonale pamiętam te masowe
                                  rżenie zahipnozowanego w zdecydowanej większości społeczeństwa z
                                  teorii Darwina. A teraz... w drugą stronę... Ech te małpy... :)))))
                                  Czy ktoś zamierza rozliczyć organizacje za wielowiekowe robienie
                                  wody z mózgu ludziom?
                                  Pisałem wcześniej, że KK jest przystosowująca się do zmieniających
                                  warunków działania organizacją. Ale żeby aż tak? :)))))))))))))))))))
                                  Co jeszcze? Ech, żeby się tak w końcu wzięli za pedofili... Co im...
                                  szkodzi? :))))))))))))))))))))))))))))
                                  Wklejam za Onetem:


                                  Watykan przyznał, że Karol Darwin głosząc swoje twierdzenia, jakoby
                                  człowiek pochodzi od małpy, był na właściwej ścieżce - informuje na
                                  swej stronie "Times".

                                  Jeden z wysokich hierarchów kościoła stwierdził, że teoria Darwina
                                  jest zbieżna z wiarą chrześcijańską, a nawet może być zgodna z
                                  poglądami wygłaszanymi przez św. Augustyna czy św. Tomasza z Akwinu -
                                  donosi "Times".

                                  - W rzeczywistości, to co rozumiemy przez ewolucję, to świat, który
                                  został stworzony przez Boga - powiedział arcybiskup Gianfranco
                                  Ravasi, szef Papieskiej Rady ds. Kultury.

                                  Watykan również przeciął wszelkie spekulacje mówiące, że papież
                                  Benedykt XVI może zatwierdzić teorię Inteligentnego Projektu,
                                  którego zwolennicy uznają "wyższą moc" za twórcę życia.

                                  Kościół przez długi czas był wrogo nastawiony do Darwina ponieważ
                                  jego teoria stała w jawnej sprzeczności z chrześcijańskim Genesis.
                                  Obecnie jednak, ustami arcybiskupa Ravasiego, kościół stwierdził, że
                                  ewolucja biologiczna i wiara chrześcijańska są komplementarne.

                                  Teoria Darwina nigdy nie została oficjalnie potępiona przez Kościół
                                  rzymskokatolicki. Tym niemniej jego rehabilitacja zaczęła się już w
                                  1950 r., kiedy Pius XII opisał ewolucję jako ważne naukowe podejście
                                  do rozwoju człowieka.

                                  W 1996 roku, jak pisze "Times", Jan Paweł II powiedział, że teoria
                                  jest czymś "więcej niż hipotezą".
                                  • Gość: Szacuneczek... Zakochany kundel... :))))))))))))))))))))))))))))) IP: 193.111.147.* 11.02.09, 11:28
                                    Zainteresowanych informacjami jakoby pewien „Rozsądek” był
                                    najmądrzejszy (może stąd te jego teksty o rozdętym ego?) na tym
                                    forum odsyłam do wątku zatytułowanego „Debile za kierownicą... a
                                    rozsądek gdzie?”. Mimo moich (ponawianych kilkakrotnie) apeli mój
                                    rozmówca, nadużywając na oślep wyrażenia o tym, by czytać ze
                                    zrozumieniem (oraz słów: masturbacja, wytrysk, bzdury) , sam – nie
                                    bacząc na nic – nadal rozpaczliwie wkleja sobie tylko wygodne teksty
                                    (lub jedynie ich wycinki) omijając (i tak naprawdę nisko oceniając
                                    innych podejrzeniem, że tego nie zauważą) meritum sprawy. Z braku
                                    polotu, który jak widzę nie towarzyszy mu wcale, zaczyna w końcu
                                    obrażać (prawdopodobnie tupiąc przy tym jedną nogą) rozmówców. Taki
                                    ma styl i już. Zainteresowani sprawą mogą prześledzić jego tok
                                    rozumowania i odnoszenie się do Internautów próbujących podejmować z
                                    nim dyskusję na wymienionym już przeze mnie wątku zatytułowanym
                                    (przypomnę): „Debile za kierownicą… a rozsądek gdzie?”.

                                    Sztucznie wywołując, w tym akurat wątku, dyskusje nad
                                    niebezpieczeństwem na jaki była narażona kobieta z dwojgiem dzieci –
                                    i jego rzekomym osobistym bohaterstwie – usilnie (ale jednak
                                    nieudolnie) chce odwrócić uwagę od tematu olbrzymiego oszustwa i
                                    zwyrodnialstwa jakie miało miejsce przez kilkadziesiąt lat w
                                    kościelnym instytucie w Weronie. Jak ognia chce uniknąć dyskusji na
                                    temat: „Gdzie jeszcze księża gwałcili dzieci? Czy gwałcą nadal?
                                    Dlaczego w sprawę jest ponownie zamieszany KK? Od jak dawna to trwa?
                                    W jaki tak naprawdę sposób „szerzono” wiarę na „nowych terenach”?
                                    Dlaczego w obliczu kryzysu mamy nadal płacić wysokie myto KK? Kto
                                    doprowadził do podpisania Konkordatu i dlaczego teraz jest
                                    ambasadorem w Watykanie? Co skłoniło tę dorosłą już osobę do zmiany
                                    wiary – oczywiście przed zostaniem ambasadorem – na katolicyzm?
                                    Pytań jest bardzo wiele. Celowo tutaj pomijam Inkwizycję…).
                                    Przypomnę: Dwudziestu pięciu zwyrodnialców, którzy głosili
                                    niepełnosprawnym dzieciom słowo Boże zostało oskarżonych przez swoje
                                    ofiary o pedofilstwo. Te (i inne nowoprzybyłe) dzieci były gwałcone
                                    przez około trzydzieści lat. Do dzisiaj sprawcy nie zostali ukarani.
                                    Ci, którzy nie umarli ze starości (bo przecież nie od wyrzutów
                                    sumienia), nadal pełnią swoje wysokie funkcje w KK. O tym pisałem
                                    wcześniej powołując się na teksty Polskiej Agencji Prasowej. Nikogo
                                    nie interesuje od kiedy tak naprawdę trwało to ohydztwo i
                                    zakłamanie. A propos: Co się dzieje z abp. Juliuszem P., wie ktoś?

                                    Do aaa...:
                                    Ja doskonale wiem co Ty robisz w niedzielę. Przekazujesz znak pokoju
                                    i, uspokojony w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku i dobrze
                                    zrobionego biznesu, czym prędzej pędzisz przed komputer – by,
                                    niebawem (kiedy oszołomienie minie), zacząć kąsać... Cóż, był czas
                                    przywyknąć... :)))))))))))))))))))))
                                  • Gość: nonna Re: Przystosowująca się sprytna organizacja... :) IP: *.radom.vectranet.pl 11.02.09, 13:09
                                    Chcę dodać do twego wątku o ewolucji to, że obecnie obchodzi się dwusetną
                                    rocznicę urodzin Karola Darwina oraz ROK DARWINA (stąd między innymi te tytułowe
                                    napisy.) Obchody mają na celu uporządkować wiedzę zapoczątkowaną przez tego
                                    geniusza. Obecnie na Wyspach w jego ojczyźnie nie jest z tym najlepiej.
                                    Jedynie 25% wierzy absolutnie w teorię ewolucji.
                                    10% wierzy, że Bóg stworzył istoty ludzkie w formie podobnej do dzisiaj.
                                    12% uznaje teorię inteligentnego projektu, starając się połączyć darwinizm z
                                    kreacjionizmem.
                                    28% wszystkie te teorie się pomieszały. Trwają więc w ramach obchodów dyskusje,
                                    mające na celu tę wiedzę uporządkować.

                                    Na wyspach jest tylu niezorientowanych a co dopiero u nas! U nas nauczyciele
                                    boją się uczyć o ewolucji, a kreacjionizm podają jako równorzędną teorię pomimo,
                                    że taką nie jest.
                                    • Gość: Szacuneczek... Re: Przystosowująca się sprytna organizacja... :) IP: 193.111.147.* 11.02.09, 13:27
                                      Witaj Nonna. Dziękuję za uzupełnienie wątku. Teraz zacznij
                                      obserwować wymienione przez Ciebie wskaźniki. Przekonasz się, że
                                      jedne "zlecą", a inne "wzrosną". Wystarczyło tylko na nowo
                                      nakreślić "jedynie słuszną drogę"... tak jak to wczesniej bywało.
                                      Jak juz coraz więcej ludzi zauważa "błedy merytoryczne" - pstryk,
                                      zbierają się fachowcy od kreowania i... medytuja co by tu zmienić,
                                      by "opinia publiczna" znowu zaczęła łykać jak pelikan... Za kilka
                                      lat nikogo już nie przekonasz jak to było naprawdę. Kto kogo
                                      szykanował i kto kiedy co zapoczątkował... :))))
                                      • Gość: Szacuneczek... Mam nadzieje, że to zwykła pomyłka... IP: 193.111.147.* 11.02.09, 15:50
                                        Ja tylko mam nadzieje, ze poniższy tekst to efekt przekręcenia przez
                                        dziennikarzy "Times" a nie wpadka Watykanu:

                                        "Watykan przyznał, że Karol Darwin głosząc swoje twierdzenia, jakoby
                                        człowiek pochodzi od małpy, był na właściwej ścieżce - informuje na
                                        swej stronie "Times"".

                                        A mnie się wydawało, że Karol Darwin wcale nie głosił iż człowiek
                                        pochodzi od małpy, tylko że małpa i człowiek mają wspólnego przodka
                                        i drogę ewolucji, ktora się rozdzielila na pewnym etapie. Niby nic...
                                        • Gość: nonna Re: Mam nadzieje, że to zwykła pomyłka... IP: 82.139.58.* 11.02.09, 17:25
                                          Niby nic... Taki skrót myślowy a ile było pojedynków z tego powodu, ile obrazy
                                          :)"Pochodzisz od małpy". Za takie powiedzenie padł niejeden policzek. I co?
                                          Watykan mówi, że jest prawdziwe?
                                          A ono o ironio, jest nieprawdziwe!

                                          Szacuneczku...Uważasz, ze działanie, organizowanie się ludzi podobnie myślących,
                                          poprawa edukacji naszych dzieci, nie ma sensu? Według ciebie liczy się tylko
                                          ewolucyjna zmiana świadomości i zmiana sytuacji materialnej, bo już materialiści
                                          wiedzieli, że od niej zależy świadomość człowieka(najłatwiej sterować biednymi
                                          bezbronnymi ludźmi strasząc ich nieszczęściem i piekłem na dodatek).

                                          Ja jestem człowiekiem czynu i dlatego wybieram walkę o ludzką świadomość.

                                          Zobacz też link:

                                          etyka.wordpress.com/
                                          • Gość: antyateolog Re: Mam nadzieje, że to zwykła pomyłka... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.02.09, 19:42
                                            Obawiam się, nonna, że w swoich politycznych planach nie możesz na
                                            niego liczyć. On się najwyraźniej spełnia w wyszukiwaniu w necie i
                                            wklejaniu na forum codziennie nowych opisów przeżyć molestowanych
                                            dzieci. Chyba nie będzie miał czasu ani wystarczającej satysfakcji
                                            ze zrobienia czegokolwiek w realu. Tak to już jest z kompulsywnymi
                                            grafomanami...
                                            :))))))))))))))))))))))
                                            • Gość: Szacuneczek... Re: Mam nadzieje, że to zwykła pomyłka... IP: 193.111.147.* 12.02.09, 09:20
                                              Witaj Nonna. Nie podważajmy może tego co powiedział Watykan. To
                                              takie niesprawiedliwe i kłujące w oczy innych mieć swoje przemyślane
                                              zdanie... Wygodniej i łatwiej jest, becząc pod dyktando, iść
                                              bezmyślnie za stadem… Nawet do rzeźni (do czasu oczywiście), albo
                                              na… cykliczne strzyżenie. :)))))))))))))))))))))))))))))))))

                                              Skoro Watykan uznał, że obecnie jest na „topie” Darwin, to zapewne
                                              Watykan ma rację. Watykan zawsze miał rację... Zawsze... I to
                                              niektórych uspokaja i automatycznie zwalnia z obowiązku myślenia i
                                              samodzielnego wyciągania wniosków. Niektórych... :))))))))))))))))))
                                              „Wczoraj” Darwin nie pasował im do koncepcji – „dzisiaj” Darwin im
                                              do tej koncepcji pasuje. Nie dziwmy się. Przecież oni co jakiś czas
                                              zmieniają koncepcję, tak by nadążyć za inteligentną częścią
                                              społeczeństwa nie potrzebującego „narkotyku” i „zbiorowej hipnozy”.
                                              KK sprytnie dostosowuje się do aktualnego stanu wiedzy. Zmieniają
                                              koncepcje na wszelki wypadek, na wypadek – na przykład – przyszłych
                                              pytań, czy „kiełkującego” zwątpienia. Co będzie „jutro” jeszcze nie
                                              wiadomo, ale jak coś trzeba będzie zmienić to po prostu ogłosi się
                                              zmianę i już. Co było „wczoraj” już dawno wymazano z pamięci
                                              ludziom, którzy w skrytości ducha zauważyli, że można być tak
                                              naprawdę beznadziejnym na co dzień (nie wymieniam nazwy nicka) i
                                              jednocześnie pobeczeć sobie odrobinę raz w tygodniu i mają sprawę
                                              załatwioną. Mogą znowu próbować dokopać bliźniemu, albo z
                                              bezsilności i braku argumentów po prostacku wtrącać się do rozmowy
                                              bez pytania, złośliwie wymyślając innym… To im przynosi prawdziwą
                                              ulgę... :))))) W ostateczności zmówi się to i owo i wszystko gra.
                                              Taki maja układ. Smutnym jest to, że jednocześnie uważają, że są
                                              sprytniejsi od tych, którzy ich strzygą... (albo od tych, od których
                                              na tym forum odbierają – nazwę to na roboczo – manto na
                                              zimno). :)))))))))))))))))

                                              Pytasz się mnie:

                                              "Uważasz, ze działanie, organizowanie się ludzi podobnie myślących,
                                              poprawa edukacji naszych dzieci, nie ma sensu?"

                                              Nie wiem dlaczego akurat do mnie kierujesz to pytanie, ale od razu
                                              ogólnie na nie odpowiadam: „Uważam, że ma sens. Pisałem o to na tym
                                              forum”... :)))))))))))))

                                              A o tym, że strach towarzyszył ludziom od dawna i był od zarania
                                              dziejów wykorzystywany przez najsprytniejszych do swoich celów
                                              również wcześniej pisałem. Nie tylko strach był wykorzystywany, ale
                                              również np. ludzka zawiść. Zauważ, że takie powiedzenie, które mniej
                                              więcej „mówiło”, że „prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne
                                              nim bogaty znajdzie się w królestwie niebieskim” szybko odchodzi w
                                              zapomnienie. Kto go dzisiaj używa… Po co drażnić
                                              darczyńców... :)))))) Kiedyś było przez kler bardzo często używane –
                                              parę lat temu polscy zniesmaczeni „biznesmeni” zapewne porozumieli
                                              się w tej kwestii z KK i jest spokój... A było tak pięknie: „Ja
                                              jestem biedny, ale tamten – psia mać – jeszcze pożałuje swojego
                                              bogactwa”. Takie postrzeganie rzeczywistości pasowało nawet
                                              komunie... :)))))))))))))))))))))))))

                                              Życzę Ci powodzenia w tej, jak to nazwałaś, walce o ludzką
                                              świadomość. Mnie się wydaje, że będzie Ci ciężko, bo ludzie masowo
                                              są na co dzień ogłupiani. Na tym polega gra umysłu. Tworzy się coś w
                                              wyobraźni na potrzebę chwili i nie da się udowodnić istnienia czy
                                              nieistnienia. A świadków nie ma... :)))))))))))))))))
                                              • Gość: nonna Re: Mam nadzieje, że to zwykła pomyłka... IP: *.radom.vectranet.pl 12.02.09, 10:16
                                                [...]Życzę Ci powodzenia w tej, jak to nazwałaś, walce o ludzką
                                                świadomość. Mnie się wydaje, że będzie Ci ciężko, bo ludzie masowo
                                                są na co dzień ogłupiani. Na tym polega gra umysłu.[...]

                                                Dzieki!Wiem...szacuneczku! Nie jest lekko. Ludzie lubią status qwo. Już Lem
                                                mówił: Gdyby wynaleziono maszynę potrafiącą zwiększać lub zmniejszać
                                                inteligencję, były popyt na zmniejszanie; w myśl zasady: NAJSZCZĘSLIWSI SĄ IDIOCI!
                                                • Gość: antyateolog Re: Mam nadzieje, że to zwykła pomyłka... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.09, 10:45
                                                  > Życzę Ci powodzenia w tej, jak to nazwałaś, walce o ludzką
                                                  > świadomość.

                                                  A nie mówiłem, że nie możesz na niego liczyć?:)
                                                  Ale życzenia powodzenia, to w końcu też jakieś wsparcie...:))))))))

                                                  > w myśl zasady: NAJSZCZĘSLIWSI SĄ IDIOCI!

                                                  Chyba jednak nie ma na świecie większych idiotów, niż politycy,
                                                  którzy jako swój program wyborczy ogłaszaliby podjęcie działań z
                                                  złożenia unieszczęśliwiających swoich wyborców:))))))))))
                                                  No, ale przynajmniej próbowaliby być uczciwi i nie udawali, że
                                                  ich "mądrość" może komukolwiek przynieść jakikolwiek pożytek.
                                                  Idioci, ale uczciwi:))))))))))))))

                                                  A z resztą... Co ja się będę produkował o idiotyzmie? Nic o nim nie
                                                  wiem. To jest jedyne pole, na którym walczący ateiści są prawdziwymi
                                                  ekspertami! W końcu to ich nauce udało się dowieść, że dziedziczą
                                                  właściwości swoich umysłów po czymś jeszcze bardziej prymitywnym,
                                                  niż małpy:)))))))))))))))
    • Gość: Kapucyn Oddam interes w dobre ręce.. IP: 212.59.228.* 12.02.09, 10:51
      100 zł na rękę za jednorazowe oddanie spermy-pomysł
      Autor: Gość: bezrobotny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.09, 11:57
      Wspaniały pomysł na kryzys i bezrobocie. Dawcy dostają 100 zł na
      rękę za jednorazowe oddanie spermy, ale dopiero wtedy, gdy
      pozytywnie przejdą wstępne badania. Ich dane są utrzymywane w
      ścisłej tajemnicy. - Oddawałem już kilka razy, cieszę się, że mogę
      pomóc tym parom, które pragną dziecka, a nie mogą go mieć - mówi
      Marcin, student medycyny. - Wiem, że na Zachodzie oddawanie spermy
      to nic gorszącego.
      • Gość: Szacuneczek... Dobry interes :)))))))))))))))))))))))))))))))) ))) IP: 193.111.147.* 12.02.09, 11:54
        "Chyba jednak nie ma na świecie większych idiotów, niż politycy,
        którzy jako swój program wyborczy ogłaszaliby podjęcie działań z
        złożenia unieszczęśliwiających swoich wyborców:))))))))))
        No, ale przynajmniej próbowaliby być uczciwi i nie udawali, że
        ich "mądrość" może komukolwiek przynieść jakikolwiek pożytek.
        Idioci, ale uczciwi:))))))))))))))".

        Oho... Przypomniał sobie, że KK od wieków (dużo wcześniej nim
        powołał inkwizycję) czynnie angażuje się w politykę...
        Czyżby... "pierwsza jaskółka"?



        "Co ja się będę produkował o idiotyzmie? Nic o nim nie wiem. To jest
        jedyne pole, na którym walczący ateiści są prawdziwymi ekspertami! W
        końcu to ich nauce udało się dowieść, że dziedziczą właściwości
        swoich umysłów po czymś jeszcze bardziej prymitywnym, niż
        małpy:)))))))))))))))".


        Tak, on jest najwyraźniej czymś zatruty. Najwyraźniej. Pewnie nie
        zauważył, że "Watykan przyznał, że Karol Darwin głosząc swoje
        twierdzenia, jakoby człowiek pochodzi od małpy, był na właściwej
        ścieżce"... hahahahaha

        Ech... a jeszcze nie tak dawno pisał: "Najzabawniejsze u ateistów
        jest to, że sami najlepiej potrafią sobie zaprzeczyć".
        Hmmm... :))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))

        Ogon nadal ma w ruchu. Na dodatek pechowo dla niego ktoś wkleił
        watek o oddawaniu spermy... Może nie
        zauważy... :)))))))))))))))))))))))))))))))))))))
        • Gość: InteresWruchu Re: Dobry interes :celowo a nie pechowo,Misiu!!! IP: 212.59.228.* 12.02.09, 12:16
          Misia...czarna palona,w ząbek,kędzierzawo kręcona, pachnąca...rano gorąco pita w
          łóżeczku,przed oddaniem pierwszej spermy!
          Z < szacunkiem> ...ale tu nie ma zmyłki...to jest życie w demokratycznym
          kapitaliźmie, jak u wszystkich zdrowych na ciele i umyśle ssaków a nie jakich
          tam stulejkowatych libertynów antyatelogicznych.
        • Gość: antyateolog Re: Dobry interes :)))))))))))))))))))))))))))))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.09, 13:53
          > Pewnie nie
          > zauważył, że "Watykan przyznał, że Karol Darwin głosząc swoje
          > twierdzenia, jakoby człowiek pochodzi od małpy, był na właściwej
          > ścieżce"... hahahahaha

          A szacuneczek najwyraźniej nie zauważył, że Watykan nigdzie nie
          przyznał, że właściwości umysłu człowieka są dziełem ewolucji. Ta to
          zauważył, że twierdzenie o pochodzeniu choćby samej cielesnej natury
          człowieka od małpy, może być przekłamaniem dziennikarzy, a nie
          stanowiskiem Watykanu...
          Wcześniej faktycznie twierdziłem, najzabawniejsze u ateistów jest
          to, że sami najlepiej potrafią sobie zaprzeczyć. Ale teraz to
          odwołuję: o wiele zabawniejsze jest to, że oni prawie nigdy nie
          widzą sprzeczności w swoich własnych bredniach:))))))))))))))))))

          > Na dodatek pechowo dla niego ktoś wkleił
          > watek o oddawaniu spermy... Może nie
          > zauważy...

          Za to Ty zauważyłeś, a jakże! W końcu jest to jakaś szansa dla
          przypadków z problemami, do których się wyżej przyznałeś: "to Twoja
          opinia, że tryskałem – ja protestuję":))))))))))))))
          Zauważ tylko, że poza dawcą, którego miłosiernie podsuwa Ci kolega,
          potrzebna Ci jeszcze będzie partnerka, która cudze dziecko będzie
          chciała z Tobą wychowywać. Obawiam, się, że nie będzie Ci łatwo taką
          znaleźć. Musiałaby być ślepa i głucha, żeby nie słyszeć ani nie
          czytać tych nienawistnych bredni, które ciągle produkujesz.
          I tu chyba jednak wraca problem źródeł Twojej fascynacji
          wykorzystywaniem seksualnym niepełnosprawnych...
          :)))))))))))))))))))))))))
          • Gość: antyateolog No, dobra, -wystarczy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.09, 14:08
            Ja Ci odpuszczam. Trochę się ubawiłem, ale widzę, że jednak naprawdę
            cierpisz. Wybacz, że Cię podpuszczałem. Tak naprawdę, to nie myślę o
            Tobie aż tak źle. Może nie na tyle dobrze, żeby się chcieć z Tobą
            zaprzyjaźniać, ale na tyle, żeby w końcu ulec wzbierającej we mnie
            już od jakiegoś czasu litości.
            Zatem:
            Zdrowia życzę, popisz sobie jeszcze, popodbijaj nikogo nie
            interesujące wątki, a potem lepiej pomyśl o jakimś relaksie:)
            • Gość: Szacuneczek... Fałszywy był, jest i będzie... :))))))))))) IP: 193.111.147.* 12.02.09, 14:10
              hahahahahahahaha... Nareszcie sobie przypomniał o "znaku
              pokoju"... :))))))))))))))))
              • Gość: Szacuneczek... Fałszywy był, jest i będzie... Szkoda... IP: 193.111.147.* 13.02.09, 10:38
                Wynika z tego, że jestem świadkiem kolejnej jego sromotnej
                rejterady. Kolejnej w żenującym stylu... Do końca, zgorzkniały,
                próbuje ratować się kłamstwem, rzucaniem obelg i wycinaniem z
                kontekstu sformułowań, tak by nie wyjść na krańcowego oszołoma.
                Niestety nie udało mu się. Oto ten specyficznie chory człowiek
                wypomina mi, że to ja mam problemy (a on – jak rozpłodowy królik
                bystrzak) widzi to i chyba mi współczuje. Zafascynowany swoimi
                płynami ustrojowymi (czyżby traci je w samotności lub z kolegami,
                których tak zawzięcie próbował bronić?) – wkleja kawałek mojego
                tekstu na dowód prawdziwości swoich podejrzeń:

                „to Twoja opinia, że tryskałem – ja protestuję”

                I śmieje się licząc na to, że tym razem nie sprostuję. A przecież
                prosiłem go kilkakrotnie, by był mężczyzną. Prosiłem, by nie
                zachowywał się nieetycznie. Niestety... genetyka... Tym razem więc
                również sprostuję. W oryginale mój tekst brzmi następująco:

                „Ale do rzeczy. Ułatwiasz mi bardzo pisząc tak jak piszesz (jakbyś
                walił głową w mur – tak na oślep). Musisz zrozumieć, że
                moje „pisemne łojenie” z wytryskami (to Twoja opinia, że tryskałem –
                ja protestuję) Ciebie nie sprawia mi zbytniej satysfakcji”.

                I podtrzymuję to co powyżej wkleiłem. Pisząc do niego nie tryskałem.
                Uważam to za zdrowy objaw, on – że coś jest ze mną nie tak.
                Najwyraźniej się ze sobą nie zgadzamy i w tym temacie.

                Trochę jest mi przykro, że tak długo „wymieniałem się” słowami z
                człowiekiem, który okazał się w sumie marnym moralnie. Jego
                wirtualne, nieudolne próby udawania na siłę kogoś szlachetnego w
                końcu spełzły na niczym. Został obnażony. Zapatrzony ślepo w swoich
                kolegów w sutannach (pisząc o jakiejś mojej nienawiści) strzyka
                jadem na każdego, kto zauważa, że jednak coś w KK nie gra. I to od
                setek lat. Że może warto by było się zastanowić... Boi się zmian,
                boi się dowiedzieć, że przez całe życie był manipulowany. Że jego
                umysłem zawładnęła grupa zorganizowanych osobników.

                Nie dziwię się, że ślepcem pozostaje do końca. Nie zastanowi się
                nawet przez moment, że gdyby „parę lat” temu urodziła go Murzynka w
                środku Afryki, to po dorośnięciu – błyskając białkami oczu i
                poprawiając sobie kołek umieszczony w rozdętych nozdrzach – wbijałby
                ochoczo szpilki w szmaciane kukiełki i miarowo ruszając dolną wargą
                szeptałby „Woo Doo Woo Doo”... i w jakimś narkotycznym szale kąsałby
                wszystkich, którzy próbowaliby mu wmówić, że jest trochę smieszny...

                Szkoda, że tak się kończy ta dyskusja. Prymitywne sięganie przez
                niego po omacku po temat zapłodnienia partnerki i przyszłego dziecka
                świadczy o tym, że ten nieszczęśliwy człowiek zaszczuty na tym forum
                ma już dość i tchórzliwie uciekając staje się takim jakim jest
                naprawdę... Mizernym. Jego zaś notoryczne upieranie się, że
                fascynuję się gwałceniem przed ołtarzem przez księży
                niepełnosprawnych dzieci jest moim zdaniem (łagodnie pisząc) bardzo
                niesmaczne i może świadczyć o tym, że objawy jakiejś paranoi
                dosięgły go i trzymają mocno w swoich objęciach... Zainspirowany
                moją wcześniejszą wzmianką o „znaku pokoju” na koniec mamrocze, że
                coś mi odpuszcza, że lituje się nade mną, obawia się o mnie...
                Jednak jego obłuda i jego fałszywość, do których przywykł (i do
                których ma wybitne predyspozycje) nie robią na mnie żadnego
                wrażenia. Wzruszam ramionami. Wystarczy już tego.

                Pisząc o jakimś podpuszczaniu mnie wierzy, że nikt nie zauważy iż
                sam zaczął przysypiać mniej więcej w połowie wpisów (z przedziału 1–
                100) na tym wątku. Sieknięty przeze mnie słowem (jak bacikiem
                umiejętnie po pęcinach) próbował dotrzymać kroku jeszcze przez około
                dwieście wpisów. I to on pisze o jakimś podpuszczeniu. Zabawne są te
                jego starania, które roboczo nazwałem „odwracaniem kota ogonem”.
                Notorycznym. Być może został zainspirowany opowieścią o gnojku,
                który ukradł zegarek i, by uniknąć kary, sam zaczął krzyczeć, że to
                jemu ukradli zegarek. Prymitywne, tak jak jego nieudolne starania,
                by zabłyszczeć w temacie.

                Cieszę się za to, że mam to szczęście, że nie urodziłem się dużo
                wcześniej. Chociażby mniej więcej dwieście lat temu. Mam świadomość,
                że ludzie, którzy w tamtych czasach (i dużo, dużo wcześniej)
                zaczynali zauważać całą obłudę i zakłamanie KK bardzo marnie
                kończyli. Bardzo marnie kończyli. Oni i ich rodziny... Im wtedy nie
                przekazywano znaku pokoju...
                • Gość: Borsuk Re: Fałszywy był, jest i będzie... Szkoda... IP: *.adsl.inetia.pl 15.02.09, 10:55
                  ooo.... to już koniec? A tak się dobrze czytało. Czekalem na
                  fragment o inteligentnym projekcie i kolejnym sprytnym dostosowaniu
                  sie do zmieniajacej rzeczywistosci... Watykanu.
    • scher1 Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo 21.02.09, 08:35
      No powiedzcie, kto jest ważniejszy: bernardyn czy kapucyn???
      • Gość: Borsuk Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: *.adsl.inetia.pl 22.02.09, 14:09
        A który skuteczniej przekonuje?
    • Gość: Hierarcha Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: 212.59.228.* 23.02.09, 09:34
      Bernardyn bo może co noc trzepać kapucyna.
      • Gość: Szacuneczek... To pewnie kolejny przypadek z pedofilstwem w KK? IP: 193.111.147.* 06.03.09, 07:46
        Wklejam za Onetem:

        Ujawnił pedofilię w Kościele - odchodzi z zakonu

        O. Marcin Mogielski, dominikanin, który rok temu ujawnił aferę
        pedofilską w szczecińskim Kościele, odszedł czasowo z zakonu -
        dowiedział się serwis internetowy tvp.info. Po roku zdecyduję, czy
        moje miejsce jest wśród świeckich, czy w zakonie.
        W czasie trwania rocznego urlopu, o jaki poprosił o. Mogielski, nie
        będzie mógł sprawować posługi kapłańskiej, jest zwolniony z
        obowiązków zakonnych i mieszka poza klasztorem. – Jest to czas
        spokoju, który ma przeznaczyć na zastanowienie. Nie oznacza to
        wykluczenia z zakonu czy kapłaństwa – wyjaśnia o. Błażej Matusiak,
        przeor warszawskiego klasztoru przy ul. Freta.

        Rok temu dominikanin ujawnił w "Gazecie Wyborczej" wstrząsające
        zeznania podopiecznych Ogniska św. Brata Alberta w Szczecinie,
        którzy mieli być molestowani przez byłego dyrektora ośrodka ks.
        Andrzeja. Sprawa wywołała konflikt w Kościele. O. Mogielski spotkał
        się z krytyką części hierarchów. Publicznie zaatakował go abp.
        Zygmunt Kamiński, jednak w jego obronie stanęli przełożeni zakonni.

        Nie jest jasne, czy decyzja dominikanina o czasowym odejściu z
        zakonu ma związek z problemami, jakie go spotkały po ujawnieniu
        afery - To nie ma bezpośredniego związku ze sprawą molestowania w
        Szczecinie. Potrzebuję czasu i dystansu, aby przemyśleć sobie
        najważniejsze kwestie mojego życia ludzkiego, kapłańskiego i
        zakonnego. Wiele w moim życiu i w moim przeżywaniu świata, się
        zmieniło – wyjaśnia serwisowi tvp.info dominikanin.
        • Gość: Borsuk Re: To pewnie kolejny przypadek z pedofilstwem w IP: *.adsl.inetia.pl 08.03.09, 09:12
          Co? znowu?
          • Gość: Bernard Re: To pewnie kolejny przypadek z pedofilstwem w IP: *.gprs.plus.pl 08.03.09, 09:51
            Ja to ...<znowu...> ...też pytanie,panie...skunnks .
            A co,mam trzepać kapucyna w ręcznej manufakturze? Dzwony i dzwońce przecież
            ministranciki obsługują.
            • Gość: Borsuk Re: To pewnie kolejny przypadek z pedofilstwem w IP: *.adsl.inetia.pl 08.03.09, 18:19
              Borsuk to nie skunks chyba?
              • Gość: Bernard Re: To pewnie kolejny przypadek z pedofilstwem w IP: 212.59.228.* 09.03.09, 12:41
                To weź i zajrzyj mu w ....genetykę,od zadu i od razu najlepiej ....zęby, tak po
                sakryszewsku. Może ktoś zarobi,dentysta, ginekolog albo inny weteryniorz.
                • Gość: Borsuk Re: To pewnie kolejny przypadek z pedofilstwem w IP: *.adsl.inetia.pl 09.03.09, 17:52
                  Odpowiedź godna autora? Bernard otrząsnij sie.
                  • Gość: Szacuneczek... Tym razem w Grecji... "więź duchowa"... IP: 193.111.147.* 10.03.09, 14:57
                    WP:

                    Grecka policja poinformowała o aresztowaniu przełożonego (igumena)
                    klasztoru prawosławnego, który w latach 1988-2007 miał dopuścić się
                    molestowania seksualnego sześciu nieletnich nowicjuszy.

                    68-letni obecnie przełożony monasteru w okolicach Aten jest także
                    podejrzany o nadużywanie swych wpływów dla czerpania korzyści
                    seksualnych od 15 innych osób, przebywających w klasztorze. Ich
                    wieku nie sprecyzowano.

                    Od marca sześciu dawnych nowicjuszy, w wieku od 18 do 34 lat,
                    złożyło na policji zeznania obciążające igumena.

                    Według komunikatu policyjnego, "stosował on przemoc psychiczną"
                    wobec ofiar, wykorzystując nawiązaną z nimi "więź duchową".
                    • Gość: nonna Koniec IP: 82.139.58.* 10.03.09, 20:53
                      Watek zaczęłam. Dyskusja rozwijała się pięknie. Zmarła śmiercią naturalną, a z
                      nią Bóg chrześcijan. Teraz powiem:

                      Ciszej nad tą trumną!
                      • Gość: Szacuneczek... Statystyka... i pogoda... :))))))))))))))))))))))) IP: 193.111.147.* 11.03.09, 08:48
                        WP:

                        Na niedzielne msze przychodzi coraz mniej wiernych. Ubiegły rok był
                        najgorszy. Badania frekwencji prowadzone są od 30 lat.

                        Ze wstępnych wyników dorocznej akcji liczenia wiernych we wszystkich
                        parafiach wynika, że obowiązku regularnego uczestniczenia w
                        niedzielnej mszy przestrzega zaledwie 38 procent katolików. To aż o
                        6 proc. mniej niż rok temu.

                        Dziennik "Polska" wskazuje, że do tej pory za najgorszy uchodził rok
                        1993, kiedy w czasie akcji liczenia wiernych księża odnotowali, że
                        na niedzielną mszę przyszło tylko 43,1 proc. wiernych. Potem
                        frekwencja nieco się poprawiła, a w 2007 roku wyniosła nieco ponad
                        44 proc. Księża tłumaczą, że za rekordowo niską frekwencję odpowiada
                        zła pogoda (liczenie wiernych odbyło się 23 listopada).
                        • Gość: Szacuneczek... I wracamy do Włoch... IP: 193.111.147.* 11.03.09, 14:56
                          ONET:

                          Kościelny dom opieki zgotował horror pacjentom

                          Dwunastu pacjentów domu opieki w Kalabrii, na południu Włoch,
                          zaginęło bez śladu, a 15 zmarło w tajemniczych okolicznościach -
                          takie są nagłośnione przez media ustalenia śledztwa w sprawie
                          kościelnego Instytutu imienia Jana XXIII w miejscowości Serra
                          d'Aiello.

                          Te szczegóły w sprawie skandalu z "domem horroru", jak został
                          nazwany ten dom opieki przez prokuratora, wyszły na jaw w trakcie
                          dochodzenia, dotyczącego stwierdzonych tam oszustw i malwersacji.

                          Pod zarzutem sprzeniewierzenia 13 mln euro w lipcu 2007 roku został
                          zatrzymany szef instytutu ksiądz Alfredo Luberto. Jego proces ma
                          wkrótce się rozpocząć.

                          Prokurator, zajmujący się tą sprawą, powiedział, że trudno uwierzyć
                          w to, że 12 podopiecznych instytutu dosłownie "przepadło bez wieści".

                          - To bardzo niepokojące incydenty, które próbujemy wyjaśnić, a
                          ponadto staramy się ustalić dokładne przyczyny śmierci pewnej liczby
                          innych rezydentów - oświadczył prokurator.

                          Śledczy zwracają uwagę na wysoką liczbę "dziwnych incydentów"
                          i "tajemniczych obrażeń" wśród pacjentów, wśród których byli ludzie
                          starsi, niedołężni oraz chorzy psychicznie.

                          Dom, założony w latach 50. XX wieku, od lat 70. był zarządzany przez
                          fundację, kierowaną przez arcybiskupa miasta Cosenza. Przez dekady
                          uchodził za wzorcową placówkę opiekuńczą. Sponsorowany był przez
                          różne organizacje i firmy.

                          W październiku 2006 roku ujawniono, że zarząd instytutu
                          sprzeniewierzył miliony euro, podczas gdy personel zarabiał bardzo
                          mało, a kilkuset podopiecznych przebywało w straszliwych warunkach
                          sanitarnych.

                          Na liście podejrzanych znalazło się ponad 20 osób. I właśnie, gdy
                          prowadzono dochodzenie w sprawie tych oszustw i zaniedbań, wyszły na
                          jaw liczne tajemnicze przypadki zniknięć oraz śmierci.

                          Jeden z nich opisuje w środę dziennik "La Repubblica". Dotyczy on
                          niewyjaśnionego do tej pory zniknięcia w 2001 roku 29-letniego
                          pacjenta, które to zniknięcie dyrekcja domu opieki usiłowała przez
                          dłuższy czas zataić, nie informując nawet o tym rodziny.

                          Mężczyzna miał kłopoty z poruszaniem się, dlatego też jego brat nie
                          uwierzył w późniejsze zapewnienia personelu, że oddalił się sam z
                          domu i przepadł bez śladu. Według relacji świadka mężczyzna został
                          siłą wyprowadzony z pokoju przez dwie osoby. Co się z nim stało -
                          nie wiadomo. Rodzina nie wyklucza, że mógł paść ofiarą handlu
                          organami.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka