edico Ksiądz z parafianką oskarżeni w sprawie gwałtu 20.01.07, 17:40 Do 12 lat więzienia grozi księdzu za gwałt na 20-letniej kobiecie. Na ławie oskarżonych obok swego byłego proboszcza zasiądzie też 30-letnia parafianka - za nakłanianie ofiary gwałtu do zmiany zeznań. W piątek prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia. Na początku września ubiegłego roku na policję zgłosiła się 20-letnia mieszkanka dzielnicy Północ i opowiedziała o okolicznościach gwałtu, jakiego miał się na niej dopuścić 43-letni Krzysztof J., proboszcz jej parafii. Do gwałtu miało dojść na plebanii, gdy kobieta przyszła porozmawiać z księdzem o szczegółach obozu rekolekcyjnego. Jeszcze tego samego dnia duchowny został zatrzymany. Księdzu przedstawiono zarzut gwałtu, a sąd zdecydował o tymczasowym aresztowaniu duchownego. Jednym z dowodów były ślady przemocy na ciele kobiety. Potem duchownemu areszt zamieniono - po poręczeniu bp. Jan Wątroby - na dozór policyjny z zakazem opuszczania kraju i zakazem jakichkolwiek kontaktów z pokrzywdzoną. Ksiądz J. został odesłany przez przełożonych do jednego z klasztorów poza diecezją częstochowską. Tymczasem część parafian nie uwierzyła w winę swego proboszcza. Jedna z jego znajomych dotarła nawet do 20-latki i nakłaniała ją do wycofania oskarżeń. Teraz 30-letniej kobiecie postawiono zarzut nakłaniania do zmiany zeznań, za co grozi do trzech lat więzienia. Prokuratura nie zdradza żadnych szczegółów aktu oskarżenia. - Ze względu na dobro ofiary wystąpiliśmy do sądu o utajnienie aktu oskarżenia i procesu - mówi Romuald Basiński, rzecznik prokuratury. - Mogę tylko powiedzieć, że współoskarżona nie jest krewną księdza - dodaje Basiński. Aresztowanie księdza wykorzystał poszukiwany listem gończym oszust Sławomir Janas z Bielska-Białej. Dotarł do jego siostry i, powołując się na wpływy w kurii i wymiarze sprawiedliwości, wyłudził 10 tys. zł za obietnicę zwolnienia kapłana z aresztu. wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3863176.html Odpowiedz Link Zgłoś
edico Chrzest niemowląt sprzeczny z konstytucją i Biblią 20.01.07, 21:46 Nie przeczę, że tzw. "wartości" mogą być bardzo różnie pojmowane w zależności od tego, czy ktoś jest polako-katolikiem czy też po prostu Polakiem bez żadnych ozdobników organizacyjno-przymiotnikowych, dla którego Ojczyzna jest na pierwszym a nie ostatnim miejscu. Ale przejdźmy do poruszonego tematu. Prawo konstytucyjne rodziców w tej kwestii stwierdza bardzo wyraźnie: "Art. 48. 1. Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania." Nie znam żadnego takiego niemowlaka, w stosunku do którego wymogi te mogły by być zachowane. Czy zatem rodzice mają prawo narzucać dziecku swoje wyznanie poprzez chrzest? Przecież to jest niezgodne z konstytucją!!! :)) Zgodnie z obowiązującym prawem rodzice powinni poczekać, aż samo się zdeklaruje na podstawie tego m.in. jak je wychowywali zgodnie z własnymi przekonaniami po osiągnięciu pełnoletności. Czyż widać, że Kościół katolicki w Polsce niewiele sobie robi z konstytucji i traktuje niemowlęta w zasadzie jako własność ich katolickich rodziców? Skoro jednak kościół Katolicki uważa, że od chwili poczęcia mamy prawo do respektowania pełni naszych praw jako ludzie (z czym się całkowicie zgadzam), to niech szanuje te ustanowione na własne potrzeby prawa sam! W szczególności chodzi tu o wolność sumienia i wyznania. Wychowanie dziecka zgodnie z własnymi przekonaniami nie musi oznaczać zabieranie dziecku wolności wyboru. Dziecko mogłoby chodzić na katechezę zreformowaną tak, żeby odpowiadała normom konstytucyjnym i nie robiła dzieciom wody z mózgu, tylko pozwalała im myśleć samodzielnie i podkreślała znaczenie wiary dla duchowości człowieka. Wtedy spełniłoby się marzenie "Marzenia" - żadnych fałszywych katolików, wszyscy w KK z wyboru, przestrzegający najdrobniejszych zakazów i nakazów, zachowujący się zawsze "po katolicku". Na podobnym stanowisku stoją zresztą teksty Pisma Świętego, ----------------------------------------------------------- z których jednoznacznie wynika, że chrzest zawsze musi być poprzedzony świadomą wiarą, a niemowlę do wiary jest jeszcze niezdolne - chyba że taki fakt jest mi jeszcze nie znany. Przecież, jeżeli na początku Kościoła Apostołowie głosili Ewangelię, to jest czymś chyba oczywistym, że słuchacze musieli najpierw uwierzyć, a dopiero potem przyjmowali chrzest. Już Tertulian — apologeta chrześcijański z II/III w. — był przeciwny takim praktykom. W ewangelii wg św. Marka czytamy bardzo wyraźne stwierdzenie: "Kto uwierzy i ochrzci się, będzie zbawiony" (Mk 16,16) - a nie na odwrót. Cóż warte są w tej sytuacji tradycyjne kościelne strachy na lachy o piekle czy otchłani dla niechrzczonych niemowląt, skoro Syn Człowieczy nie przyszedł zatracać dusze ludzkie, ale zbawiać (Ewangelia wg Łukasza 9, 56). Nawet Komisja Teologów uznała, że trzeba to zmienić. Mizmat ten funkocjonował jako teoria teologiczna - jak zaznaczył sam papież Ratzinger - a nie żadne prawo boskie czy też kościelne. Ale jakie ma to znaczenie dla praktyki kościelnej? Dziwne to jest zwłaszcza dla tego, że to chyba ani nie św. Tomasz, ani nie Ratzinger, ani nie Komisja Teologów ani żaden z innych ludzi nie ma prawa oceniać, dokąd trafi człowiek trafi po śmierci. Czy nie nadchodzi już może powoli czas na zakończczenie farsy uzurpowania sobie prawa do decydowania o czyjejś drodze za życia a tym samym – o zgrozo – po śmierci bez względu na tego typu tradycje Kościelne? Wątpię bowiem, czy przy dzisiejszej pragmatyce kościelnej urzędnicy i funkcjonariusze Kościoła zbliżyli by się do poglądów Jeshua, skoro traktują Judasza tak, jak traktują. Człowiek dojrzały, świadomie podejmujący decyzję, będzie musiał najpierw pokazać kim jest, czy potrafi spełnić warunki wymagane od chrześcijanina: - "...jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest" (List Pawła do Efezjan 4, 5) - "...kto pragnie wejść do Królestwa Bożego, musi...narodzić się z wody i ducha" (Ewangelia wg Jana 3, 5) - "...uwierzy i ochrzci się będzie zbawiony" (Ewangelia wg Marka 16, 16) Czy chrzest niemowląt wprowadzony przez synod w Kartaginie w 418 r. nie służył tylko i wyłącznie automatycznemu przyrostowi szeregów Kościoła? Po prostu jakiś człowiek się rodzi w katolickiej rodzinie, jest ochrzczony w nie biblijnym na chrzest czasie, a później już płynie w środowisku, aby się nie różnić od większości i nie narażać na organizacyjne sankcje otoczenia i kłopoty. Czy to wszystko w realizowanych praktykach Krk można nazwać wartościami w dobrym tego słowa znaczeniu? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kazik Re: Chrzest niemowląt sprzeczny z konstytucją i B IP: *.bois.qwest.net 29.01.07, 04:11 brawo edico.czyli wielbic Stworce nalezy zgodnie z Jego wola,bo to do Niego nalezy PRAWO,jako Stworcy.Jezus to potwierdzal swa dzialalnoscia i wszystkim nasladowcom zalecil tez.to co po calym tzw.chrzescijanstwie[nie mylic z prawdziwym chrystianizmem]sie dzieje,dowodzi tylko,ze daleko sa od prawdziwego Boga,a i Duch Jego,tez to wszystko oposcil.i tak to juz niestety bedzie,do czasu zniszczenia Babilonu Wielkiego i Armagedonu. indywidualnie,mozna tego wszystkiego uniknac i czuje,ze ty wiesz jak.czas jeszcze jest i to dla kazdego o szczerym sercu czlowieka. pozdr. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aqq ingres stop i beatyfikacja też stop ? IP: *.chello.pl 21.01.07, 12:17 "Jeszcze w sierpniu Krzysztof Zając, dyrektor Biura Prawnego IPN, mówił w Senacie "mogę podać przykład osoby duchownej, której proces beatyfikacyjny się toczy, co do której jest wpis z konkretną datą, dwukrotny, po kolei, i są dokumenty w tym samym czasie zbierane na nią, i protokół zniszczenia akt." Odpowiedz Link Zgłoś
wyksztalciuch55 brawo!!! , "Rz" pyta : "Na co wydano milony zł?" 22.01.07, 19:12 Na co wydano miliony złotych? Poniedziałek, 22 stycznia (06:48) Gdy w gruzach hali MTK ratownicy szukali ciał, w całym kraju trwała wielka akcja pomocy dla ofiar i ich rodzin. Pieniądze płynęły szerokim strumieniem. Co się z nimi stało i w jakiej sytuacji są ci, którzy stracili najbliższych i zdrowie? - stawia pytanie "Rzeczpospolita". 28 stycznia 2006 r., późne popołudnie. W hali MTK trwa wystawa gołębi. Na gości i wystawców wali się ważąca setki ton konstrukcja budynku. Ginie 65 osób, 173 zostają ranne. Niemal natychmiast instytucje państwowe i największe organizacje pozarządowe deklarują pomoc dla poszkodowanych i rodzin tych, którzy zginęli. Ale to nie wszystko. Poruszeni tragedią Polacy wysyłają esemesy na specjalne numery. Każdy to 2,44 zł. Część pieniędzy zabiera fiskus, bo Ministerstwo Finansów nie zwolniło charytatywnych esemesów z 22-proc. VAT. - W ciągu miesiąca nasi abonenci wysłali blisko milion esemesów. Całkowity dochód netto, czyli prawie 2 miliony złotych, przekazany został Caritas Polska - mówi Marcin Gruszka z sieci Orange. Podobne sumy na konto Caritas Polska wpłacili pozostali operatorzy, Plus i Era. czytaj dalej Były też spontaniczne inicjatywy, choćby koncerty solidarności z ofiarami MTK. Czy pieniądze trafiły do poszkodowanych? Nie wiadomo. - To kwestia uczciwości organizatorów, my nie mamy żadnych rozliczeń - mówi rzecznik wojewody śląskiego Marta Malik. Źródło informacji: INTERIA.PL/PAP Biuletyn Fakty Zobacz dzisiejsze wydanie biuletynu Fakty » * Drukuj stronę * Wyślij link * Kanały RSS Oceń artykuł * Kiepski * Poniżej średniej * Średni * Powyżej średniej * Bardzo dobry kliknij aby ocenić AKTUALNA OCENA 4.11 Zobacz najwyżej oceniane artykuły » Wasze komentarze (70) Dodaj komentarz * zamiast ... (2) ( 2007-01-22 10:49) ~KATOLK ...PISAĆ KOMENTARZE PO PROSTU NIE DAWAJCIE NA TĘ INSTYTUCJĘ ŻADNYCH PIENIĘDZY I JUŻ. A CO DO ROZL... o Re: zamiast ... ( 2007-01-22 18:29) ~veles I co z tego,że nie dam, jak z moich podatków czy chcę czy też nie dadzą radni,senatorowie lub pos... * Caritas (3) ( 2007-01-22 16:11) ~Marianna Ludzie czy wyście oszaleli? Może w waszej diecezji jest inaczej, ale w gdańskiej tylko Caritas na... o Re: Caritas ( 2007-01-22 18:18) ~po Tak tylko Caritas ; 1.utrzymuje tylko swoje wytypowane owieczki(za komuny pomoc otrzymywali wierz... * nasze podatki ( 2007-01-22 18:01) ~niu nasze podatki idą nie tylko na państwo ale na wiele innych instytucji nie państwowych i nie muszą... * Caritas Polska kubły pomyj (2) ( 2007-01-22 09:23) ~:-(( wylewa za pomocą swych popleczników na akcje Owsiaka który w necie publikuje rozliczenia swoich a... o Re: Re: Caritas Polska kubły pomyj ( 2007-01-22 16:38) ~:-)) Jak się czuję teraz klakierzy którzy tu na forum odsądzali Owsiaka od czci i wiary? * prawdopodobmnie na stolki dla kolesiow ( 2007-01-22 16:34) ~Jan prawdopodobmnie na stolki dla kolesiow * Nigdy na Caritas!!! ( 2007-01-22 16:31) ~kiha Oczywiście że nie !lepiej by mi ręka uschła * Skandal (2) ( 2007-01-22 13:32) ~oburzona-oszukana Dlaczego pieniądze przekazywane na pomoc dla poszkodowanych muszą przechodzić przez łapy Caritasu... o Re: Skandal ( 2007-01-22 16:29) ~katolik Mam wiele do oddania ,ale nigdy przez Caritas-zlodzieje * Kto rozlicza ( 2007-01-22 16:19) ~Jeszcze polak PIS rozlicza przeszlosc,a przekrety robi z terazniejszoscia. PIS nie panuje nad niczym.Duzo obi... * taaaaa...na pewno trafily......... ( 2007-01-22 15:49) ~m Kolejni zlodzieje, ot co!!!!!!!!!! * Przykro to pisać ale znam kilka przykładów na n... ( 2007-01-22 15:29) ~obserwator To zgroza aby kościelna fundacja tak bezczelnie okradała ludzi. Nienawidzą Owsiaka za jego uczciw... * To dobrze , ze poruszyliście ten temat.Caritas ... (1) ( 2007-01-22 10:43) ~meg To dobrze , ze poruszyliście ten temat.Caritas otrzymal olbrzymie pieniadze dla poszkodowanych i ... o Niestety ( 2007-01-22 15:19) ~Maleniak Niestety tylko Bóg. Są niezależni nawet od Papieża. * Caritas? ( 2007-01-22 14:40) ~kutwa no to ile fur kler sobie kupił? * A złodziejski fiskus to nawet na największej tr... ( 2007-01-22 14:26) ~kura chce się dorobić. Ale Stokłosie pozwolono oszukac i zniknąc. To ptwierdza stare przysłowie: ma... * Nigdy nie daję na Caritas jak już daję to ludzi... ( 2007-01-22 14:19) ~aga albo takim fundacjom jak Anny Dymnej czy Ofsiakowi zawsze się solidnie rozliczają i jeszcze prześ... * DARMOZJADY W SUTANNACH !!!!!!!!!!!!!! ( 2007-01-22 13:48) ~J.S.B.Z.K. Za tymi złodziejami nikt nie trafi,nie wszystkie sumy są księgowane.Po za tym część pieniędzy za... * Caritas ( 2007-01-22 13:42) ~kuba Musle ze red.Rzeczpospolitej powinna skontaktowac sie z rodzinami poszkodowanych,ustalic wysokosc... * Nigdy nie dałem i nie dam gdy bedzie maczała p... ( 2007-01-22 13:42) ~Nigdy ! bo oni nigdy ! nie rozliczaja sie na co ile kiedy , to worek bez dna pieniadze giną tam jak w cza... * Widzę kolejnego Maybacha na horyzoncie ( 2007-01-22 13:40) ~paweł Ciekawe kto nim przyjedzie? Rydzyk już ma * EPISKPOAT POLSKI TO INSTYTUCJA ŚWIĘTA DLA PREZY... ( 2007-01-22 13:21) ~FROGMEN Ja bym zamienił prezydenta na kardynała premiera na ojca rydzyka a maciarewicza na biskupa wielgu... * Też się skusiłem i wysłałem sms choć nigdy tego... ( 2007-01-22 12:58) ~SMS nie zrobię i nigdy nie dam nawet złotówki na żadną akcję charytatywnom kazda fundaja czy akcja to... Dodaj komentarz Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: e Re: brawo!!! , "Rz" pyta : "Na co wydano milony z IP: *.chello.pl 22.01.07, 19:28 fakty.interia.pl/prasa/news/na-co-wydano-miliony-zlotych,860991,16 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: e Piaseczno IP: *.chello.pl 23.01.07, 13:18 img299.imageshack.us/img299/7122/piasecznogg2.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
edico Re: Na imprezach Owsiaka 23.01.07, 18:40 widać radość, a nie takie smuty i znużenie. Odpowiedz Link Zgłoś
wyksztalciuch55 ciekawy wywiad z K.Kutzem na temat KoKa 23.01.07, 13:21 fakty.interia.pl/kraj/news/kosciol-wchodzi-w-wielki-kryzys,861123,3 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: katolik Re: Ko.ściół Katolicki Sp z o.o. (cz. 2) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.01.07, 23:42 zal czytac, co wielu z Was wypisuje, czy kiedykolwiek zastanowiliście się nad tym? Odpowiedz Link Zgłoś
edico Re: Do katolika 24.01.07, 01:06 Gość portalu: katolik napisał(a): > zal czytac, co wielu z Was wypisuje, czy kiedykolwiek zastanowiliście się nad > tym? Czytać i pisać to wcale nie to samo, co wyprawiać. Czy zastanawiałeś się kiedy kolwiek nad dysproporcją tych pojęć i hipokryzją katolicyzmu? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: q Re: Ko.ściół Katolicki Sp z o.o. (cz. 2) IP: *.chello.pl 24.01.07, 10:59 a mowią że naszego nie ma w Davos. przecież jest www.joemonster.org/i/k/prezydent.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: :) Re: Ko.ściół Katolicki Sp z o.o. (cz. 2) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.01.07, 22:26 hahahahha Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: z rekolekcje Opus Dei dla posłów z PO IP: *.chello.pl 24.01.07, 12:00 "G.W."-22.01.2007r : "Wyprawą do pustelni św.Brata Alberta w Tatrach zakończyły sie w sobotę dwudniowe rekolekcje PO , które odprawił ks.Stefan Moszoro-Dąbrowski z Opus Dei. Do Zakopanego zjechało 80 parlamentarzystów PO m.in. : Jan Rokita , Julia Pitera ,Aleksander Grad ,Ireneusz Raś , Jarosław Wałęsa" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nuhy Re: Ko.ściół Katolicki Sp z o.o. (cz. 2) IP: *.krak.tke.pl 24.01.07, 17:46 o co tyle szumu????? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: katol Re: Ko.ściół Katolicki Sp z o.o. (cz. 2) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.01.07, 22:35 własnie nie wiem o co tym ludkom chodzi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: W o.Bartoś zrzucil habit IP: *.chello.pl 25.01.07, 15:22 zrzucają habity jak kiedys partyjniacy legitymacje PZPR :))) www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070125/kraj/kraj_a_3.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: 1e3c 5 księży donosilo na Wałęsę IP: *.chello.pl 25.01.07, 17:28 "Wśród 140 tajnych współpracowników służb specjalnych PRL, którzy donosili na Lecha Wałęsę, znalazło się 5 księży. Znany z szacunku i miłości do Kościoła Wałęsa odmawia podania ich nazwisk". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ja Re: 5 księży donosilo na Wałęsę IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.01.07, 22:25 a mógłby. Odpowiedz Link Zgłoś
edico Re: 5 księży donosilo na Wałęsę 26.01.07, 21:35 Widocznie niezbyt pragnie, by prawda go wyzwoliła :)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aw list papieski z 2001 r "Sacramentorum Sanctitais T IP: *.chello.pl 26.01.07, 12:20 ...Tutea" nakazujący przypadki pedofilii wśród kleru tuszować i trzymać w tzw "sekrecie papieskim" www.wprost.pl/ar/?O=64285 Odpowiedz Link Zgłoś
edico Milczenie kardynała Dziwisza 27.01.07, 11:32 Przez kilka miesięcy byliśmy świadkami podejmowanych przez kardynała Stanisława Dziwisza prób uciszania księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego. Były kapelan NSZZ „Solidarność" w Nowej Hucie stara się wyjaśnić kwestie współpracy duchownych ze Służbą Bezpieczeństwa. Był za to karany przez kardynała, który między innymi zakazał mu kontaktować się z mediami. Chociaż pracę nad książką poświęconą współpracy kleru z bezpieką ksiądz Zaleski zakończył we wrześniu, do tej pory nie została ona wydrukowana. Co więcej, krakowski kardynał nie zabrania swoim podwładnym publicznie dyskredytować kapłana. Takie postępowanie nie przystaje do wizerunku dobrodusznego „Stasia" – jak zwykł nazywać swojego sekretarza Jana Paweł II. Z naszych ustaleń wynika, że Stanisław Dziwisz, jeszcze pracując w Watykanie, miał swój udział w tuszowaniu skandali, w które byli zamieszani duchowni, w tym sprawy arcybiskupa Juliusza Paetza. Odpowiedz Link Zgłoś
edico List zlekceważony 27.01.07, 11:33 W 2002 roku „Rzeczpospolita" w artykule „Grzech w pałacu arcybiskupim" poinformowała, że metropolita poznański abp Paetz molestował kleryków. Publikacja ta była konsekwencją niechęci władz kościelnych do zajęcia się tym problemem. Ponad dwa lata lokalne środowisko katolickie próbowało rozwiązać sprawę homoseksualnych skłonności arcybiskupa bez jej upubliczniania. Na nic się zdały jednak rozmowy z metropolitą podejmowane przez kilku poznańskich duchownych. Ponieważ nie było żadnej reakcji z jego strony, w sierpniu 2000 roku grupa kapłanów i świeckich katolików napisała list do władz kościelnych. Zawieziono go do Rzymu i wręczono biskupowi Dziwiszowi. Z uwagi na jego bliski kontakt z Janem Pawłem II liczono na interwencję, zanim dojdzie do medialnego skandalu. Osobisty sekretarz papieża otrzymał udokumentowane sygnały o nagannym zachowaniu ówczesnego poznańskiego metropolity, ale – wszystko na to wskazuje – nie przekazał ich papieżowi. Jan Paweł II znacznie później dowiedział się o molestowaniu kleryków przez poznańskiego arcybiskupa. Dlaczego papieski sekretarz zlekceważył problem? Dlaczego prawdopodobnie nie poinformował o sprawie Jana Pawła II? Trudno rozstrzygnąć. Nie był to wypadek odosobniony. Odpowiedz Link Zgłoś
edico Tragedia bez reakcji 27.01.07, 11:34 Dotarliśmy do wstrząsającego dokumentu, który budzi wątpliwości co do postawy Dziwisza wobec skandali obyczajowych z udziałem księży. 5 grudnia 2002 roku list do biskupa Dziwisza wysłał ojciec Antonio Ornelas – meksykański duchowny. Nie był to zwykły kapłan, lecz doktor praw kościelnych, wieloletni członek trybunału kościelnego (sądu duchownego) w Meksyku. Ojciec Antonio zwrócił się do sekretarza papieskiego z prośbąo interwencję w sprawie ojca Marciala Maciela Degollady, założyciela i przełożonego zgromadzenia Legio Christi (Legionistów Chrystusa). Miał on się dopuścić „licznych nadużyć seksualnych" wobec ośmiu nieletnich członków zgromadzenia. Klerycy byli też „świadkami ciężkich przestępstw przeciwko moralności ludzkiej i religijnej" – „większość z nich walczy o zachowanie wiary". Jeden z nich miał być wykorzystany przez o. Marciala 40 razy. List zawiera także informacje o czynach kryminalnych wobec ofiar molestowania, którym „o. Marcial i jego przyjaciele grożą śmiercią i agresją fizyczną". Kapłan wspomniał też o prześladowaniu go z powodu próby postawienia ojca Marciala przed kościelnym sądem. Napisał, że w „Kurii Rzymskiej kardynałowie jeżdżą samochodami podarowanymi przez o. Marciala". Co ciekawe, wstrząsający list napisany został po polsku. Meksykańskiemu duchownemu zależało, żeby trafił do Dziwisza, który był w Watykanie znany z tego, że ceni polskie akcenty w zachowaniach wobec niego. Niestety, podobnie jak w wypadku listu dotyczącego abp. Paetza, interwencja Ornelasa u Stanisława Dziwisza nic nie pomogła. Kapłan prawdopodobnie nie otrzymał odpowiedzi. Niemal na pewno Jan Paweł II nie został o sprawie poinformowany, bo zapewne podjąłby kroki wyjaśniające (tak zrobił natychmiast, gdy dowiedział się o abp. Paetzu). Przełożony Legionistów Chrystusa, o. Maciel został skłoniony do rezygnacji z funkcji i ukarany dopiero ponad trzy lata później, w maju ubiegłego roku przez Benedykta XVI. Odpowiedz Link Zgłoś
edico Wsparcie dla Paetza 27.01.07, 11:34 Trudno nie zauważyć, że powrót na scenę publiczną emerytowanego w trybie nagłym poznańskiego arcybiskupa wiąże się z powrotem papieskiego sekretarza do Polski. Paetz uczestniczył w sierpniu 2005 roku w ingresie arcybiskupim Stanisława Dziwisza po jego przyjeździe do kraju. W marcu 2006 roku był natomiast gościem na przyjęciu wydanym na cześć kardynała w Krakowie. Nie bez wiedzy tego dostojnika kościelnego Paetz uczestniczył także w Krakowie w oficjalnych spotkaniach z Benedyktem XVI podczas jego wizyty w Polsce. Dziwisz i Paetz dobrze się znają. Spędzili wiele lat w Watykanie, pełniąc ważne funkcje w otoczeniu papieskim. Czy znajomość uprawnia jednak grającego teraz pierwsze skrzypce w polskim Kościele kardynała do legitymizacji bohatera największego obyczajowego skandalu kościelnego w Polsce? – Chrystus mówił, że prawda nas wyzwoli, ale niestety, wielu hierarchom brakuje odwagi, by się zmierzyć z prawdą. Dlatego ukrywa się kłopotliwe sprawy, zamiast je wyjaśniać – mówi jeden z poznańskich katolików. – A przecież historia pokazuje, że zamiatanie śmieci pod dywan daje przeciwny skutek do zamierzonego. Gdyby list przekazany w 2000 roku Dziwiszowi nie został zlekceważony, pewnie w 2002 roku sprawa Paetza nie pojawiłaby się w mediach. Podobnie będzie zapewne ze sprawą ks. Zaleskiego. Kneblowanie go przez Dziwisza ma opłakane skutki dla polskiego Kościoła. Przykre jest to, że takie działania wyglądają na popieranie przez kardynała tych, którzy złamali prawo i obyczaje. • Kardynał Stanisław Dziwisz utrudnia ujawnianie ciemnych stron życia niektórych duchownych. Z naszych ustaleń wynika, że robił tak już, gdy był w Watykanie – między innymi w sprawie arcybiskupa Juliusza Paetza. Odpowiedz Link Zgłoś
edico Kardynał Dziwisz nie odpowiada 27.01.07, 11:37 Na początku grudnia ubiegłego roku zwróciliśmy się do kardynała Dziwisza za pośrednictwem jego rzecznika o odpowiedź na następujące pytania: 1. Czy latem 2000 roku otrzymał ksiądz kardynał list od poznańskich duchownych i katolików świeckich w sprawie abp. Juliusza Paetza w związku z jego kontrowersyjnymi zachowaniami wobec kleryków? Jeśli tak, to czy interweniował ksiądz kardynał w tej sprawie u ś.p. Jana Pawła II? 2. Czy po śmierci Papieża, po swoim powrocie do Polski, podejmował ksiądz kardynał abp. Paetza? Jeśli zaś doszło do takiego spotkania, to czy zabiegał o nie abp Paetz? 3. Czy w 2002 roku otrzymał ksiądz kardynał od ojca Antonia Ornelasa list w sprawie ojca Marciala Maciela Degollady, założyciela i przełożonego zgromadzenia Legio Christi? Jeśli tak, to czy podjął ksiądz kardynał interwencję w tej sprawie u Jana Pawła II? 15 grudnia rzecznik kardynała ks. Robert Nocek napisał do nas: „Temat ten wymaga poważnych przemyśleń i przypomnień, gdyż pytania są prowokacyjne i każda odpowiedź – zarówno pozytywna, jak i negatywna – może być w różnoraki sposób interpretowana. Niekoniecznie zgodnie z prawdą". Minęły prawie dwa miesiące, a mimo wielokrotnych przypomnień żadnej odpowiedzi na nasze pytania nie otrzymaliśmy. Krzysztof Kaźmierczak k.kazmierczak@glos.com www.glos.com/index.php?ida=2143 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: p 22 IP: *.chello.pl 27.01.07, 17:59 001. arcybiskup Stanisław Wielgus - TW GREY 002. biskup Mieczysław Cisło - TW RZYMIANIN 003. biskup Jerzy Dąbrowski - TW IGNACY 004. biskup Wiesław Mering - TW LUCJAN 005. biskup Wiktor Skworc - TW DĄBROWSKI 006. prałat Ludwik Grochowina - TW LUDWIK 007. ksiądz profesor Stanisław Kowalczyk - TW WITOLD 008. ksiądz profesor Antoni Misiaszek - TW PROFESOR 009. ksiądz Janusz Bielański - TW WAGA 010. ksiądz Franciszek Cybula - TW FRANKO 011. ksiądz Michał Czajkowski - TW JANKOWSKI 012. ksiądz Mirosław Drozdek - TW EWA 013. ksiądz Józef Gorzelany - TW TURYSTA 014. ksiądz Tadeusz Hebel - TW BRONISŁAW 015. ksiądz Konrad Hejmo - TW HEJNAŁ 016. ksiądz Jerzy Michał Kuehnbaum - TW JULIAN 017. ksiądz Wiesław Lauer - TW SZEJK 018. ksiądz Mieczysław Łukaszczyk - TW TURYSTA 019. ksiądz Mieczysław Maliński - TW DELTA 020. ksiądz Władysław Matys - TW WOJTEK 021. ksiądz Witold Strykowski - TW ŚLĄSKI 022. ojciec Józef Efrem Osiadły - TW SZCZEPAN Odpowiedz Link Zgłoś
arent5 12 biskupów 27.01.07, 20:28 "Ramzes, Profesor, Apollo, Wacław, Pisarz, Franciszek, Stolnik, Bolesław, Bernat, Pasterz, Władysław oraz Tadeusz - to kryptonimy biskupów, którzy donosili SB. Bezpieka posługiwała się tymi 12 hierarchami dla rozgrywek personalnych na szczytach kościelnej władzy" - ujawnia "Dziennik" z 9 I 2007 r. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jankomuzykant nowy produkt IP: *.nat.rsk.pl 28.01.07, 10:33 od jutra w ogólnej sprzedaży / księgarnie i kioski/ wspomnienia służącego, przepraszam, sekretarza. KK sp. z o.o. wzbogaci się o nowe miliony. Czytelnicy gremialnie pójdą i kupią, ciekawi tajemnic papieskiej alkowy. Miłej lektury. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Re: Święty koszmar wprost z Watykanu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.07, 11:54 W wyniku przeprowadzonego śledztwa wynika, że Jan Paweł I, biskup Wenecji Albino Luciano został zabity po trzydziestu trzech dniach pontyfikatu. Były co najmniej dwie przyczyny morderstwa: modernistyczne przekonania papieża (między innymi był za regulacją urodzin i stosowaniem środków antykoncepcyjnych) oraz obawa przed ujawnieniem nadużyć dokonywanych przez hierarchów kościoła do spółki z mafią, lożą masońską, organizacją faszystowską, które nawzajem się przenikały. Wszystkie najważniejsze osoby zamieszane w nadużycia zostały zamordowane lub ginęły w dziwnych wypadkach z wyjątkiem głównego machera ze strony watykańskiej, Amerykanina pochodzenia litewskiego, biskupa Marcinkusa. W Wenecji istniał Banca Cattolica Veneto zwany bankiem księży, bank był dumą biskupa Lucianiego i całej prowincji weneckiej. Tak było do 1972 r., kiedy bank nagle przestał udzielać korzystnie oprocentowanych kredytów dla księży. Do tej pory (od 1946 r.) 51% akcji banku znajdowało się w posiadaniu Instituto per la Opere di Religione (IOR) zwanym Bankiem Watykańskim. W 1946 r. dyrektor Banku Watykańskiego Paul Marcinkus sprzedał 37% akcji Banca Cattolica Veneto Roberto Calviemu, szefowi mediolańskiego Banco Ambrosiano. W Wenecji zawrzało, Albino Luciano pojechał do Rzymu, aby wysondować, o co chodzi w tej całej sprawie. Udał się do swojego przyjaciela arcybiskupa Giovanniego Benellego. Cała transakcja była rezultatem planu opracowanego wspólnie przez Calviego, Sindonę i Marcinkusa. Firmę pod nazwą Pacchetti Calvi kupił od Sindony, kiedy kurs jej akcji sztucznie zaniżono posługując się kryminalnymi metodami. Marcinkus dopomógł Calviemu w ukryciu tej i innych nielegalnych operacji przed instancjami nadzorującymi banki włoskie, stawiając mu do dyspozycji instytucję i nazwę Banku Watykańskiego. Papież Paweł VI wiedział o tym wszystkim, ale nie uczynił nic, aby ukarać Marcinkusa. W 1973 r. w Watykanie pojawili się goście z Ministerstwa Sprawiedliwości USA i FBI. Poinformowali oni stronę kościelną o wykryciu malwersacji na dużą skalę. W 1971 r. do Rzymu dostarczono pakiet doskonale podrobionych papierów wartościowych wykonanych przez specjalistów z amerykańskiej mafii. Była to pierwsza partia o wartości 14,5 mln dolarów. Ogółem zamówienie opiewało na 950 mln dolarów. Papiery zamówił Marcinkus za cenę 475 mln dolarów. Pośredniczyli Austriak Leopold Ledl oraz Mario Foligni znany jako "hrabia San Francisco". Marcinkus był przybocznym gorylem papieża i taki pseudonim przylgnął do jego osoby. Marcinkus zaprzyjaźnił się z Pasquale Macchim, członkiem tak zwanej mafii mediolańskiej, grupy doradców papieża, przywiezionej przez niego z miasta, z którego przybył do Rzymu. Po krachu na giełdzie w Mediolanie, sędziowie, świadkowie i sprawcy oszustw zaczęli ginąć. 10 lipca 1976 r. zastrzelono Vittorio Occorsio, który prowadził śledztwo w sprawie związków łączących lożę masońską P2 i ruch neofaszystowski. Zginęli także: Emilio Alessandrini, sędzia śledczy zajmujący się oszustwami Banco Ambrosiano, Mino Pecorelli, członek loży P2, który zgodził się na współpracę z policją, Giorgio Ambrosoli, świadek, który złożył zeznania obciążające Sindonę, Boris Guliano, szef policji z Palermo, który rozmawiał z Ambrosolim tuż przed smiercią. Roberto Calvi popełnił "samobójstwo" w 1982 r. Jego sekretarka też zabiła się skacząc z okna czwartego piętra. Michele Sindona został skazany w Stanach Zjednoczonych na 25 lat więzienia. Marcinkus zachował swoje stanowisko "goryla papieża", ale przestał wyjeżdżać z Watykanu, ponieważ groziło mu aresztowanie przez służby specjalne Stanów Zjednoczonych. Na polecenie Jana Pawła II Calvi i Marcinkus organizowali przekazywanie pieniędzy z diecezji chicagowskiej do Polski. Gdyby to była prawda, to okazałoby się, że kościół polski i Solidarność korzystali z brudnych pieniędzy. Calvi często mówił o tych transferach pieniędzy do Polski, kiedy rozmawiał z przyjaciółmi lub ludźmi zaufanymi. Jednym z tych zaufanych był Carboni, który - jak przystoi solidnemu członkowi P2 - potajemnie włączał magnetofon: "Marcinkus musi uważać na Casarolego, który jest przywódcą grupy opozycyjnej. Gdyby Casaroli spotkał kiedyś w Nowym Jorku jednego z tych finansistów pracujących dla Marcinkusa, i wysyłających pieniądze dla "Solidarności", wówczas z Watykanu nie pozostałby kamień na kamieniu. Albo gdyby Casaroli znalazł chociażby jeden z tych dokumentów, o których ja wiem - wówczas żegnaj Marcinkusie, żegnaj Wojtyło. Żegnaj "Solidarności". Wystarczyłaby jedynie ostatnia operacja na sumę 20 mln dolarów. Opowiedziałem o tym także Andreottiemu, ale nie wiadomo dokładnie po czyjej stronie on stoi. Gdyby sprawy we Włoszech przybrały niekorzystny obrót, wówczas Watykan musiałby wynająć sobie budynek w Waszyngtonie, na tyłach Pentagonu. W każdym razie bardzo daleko od Bazyliki Św. Piotra." Ogólna suma pieniędzy, która na polecenie Watykanu przemycono potajemnie i nielegalnie do kas "Solidarności", wynosi ponad 100 mln dolarów. Cody umarł w 1982 r., Casaroli dostał wysokie stanowisko w Watykanie, Andreotti został osobistym przyjacielem Jan Pawła II, Reagan i Jan Paweł II osobiście współpracowali w obaleniu komunizmu w Polsce, wymiar sprawiedliwości Włoch nie wykrył, kto zorganizował zamach Alego Agcy na papieża, chociaż w śledztwie przewijało się szereg wątków. Odpowiedz Link Zgłoś
arent5 no to gdzie ten Bóg ? 28.01.07, 16:46 Bóg w mózgu? Jak traktować fakt, że wiele osób zapewnia, iż prowadzi rozmowy z Bogiem lub aniołami? Jak traktować fakt, że wiele osób zapewnia, iż prowadzi rozmowy z Bogiem lub aniołami? /AFP Niedziela, 28 stycznia (07:00) Wiele osób twierdzi, że czasem odczuwa obecność Boga lub aniołów, a nawet, że z nimi rozmawia. Naukowcy zajęli się sprawą tych mistycznych doznań, a ich ustalenia są zaskakujące. Zespół naukowców z uniwersytetu w Montrealu zbadał zależności między procesami neurologicznymi zachodzącymi podczas mistycznego kontaktu z Bogiem. Eksperci poprosili grupę sióstr zakonnych o opowiedzenie o swych przeżyciach. Gdy zakonnice relacjonowały doznania związane z kontaktem z Bogiem, naukowcy badali aktywność ich mózgów metodą rezonansu magnetycznego. Zarejestrowano wzmożoną aktywność w co najmniej 12 partiach mózgu, także w tych, które zazwyczaj odpowiadają za emocje i świadomość. Wyniki tych badań wskazują, że w ludzkim mózgu nie ma jednego miejsca odpowiedzialnego za kontaktowanie się z Bogiem. Bram do Boga jest wiele - orzekli kanadyjscy naukowcy badający czytaj dalej fenomen mistycznych przeżyć. Naukowcy z wielu ośrodków badawczych od dawna toczyli dyskusję na temat tego, w jaki sposób zachowują się mózgi mistyków. Niektórzy badacze sugerowali, że za przeżycia tego rodzaju odpowiedzialna jest jakaś konkretna partia mózgu. Zamiast istnienia jednego miejsca w mózgu, wiążącego się z doświadczeniami mistycznymi, odkryliśmy, że w ten proces zaangażowanych jest kilka rejonów mózgu - stwierdził w wypowiedzi dla mediów szef zespołu badawczego, dr Mario Beauregard. Co badacz, to inne wnioski. W minionych latach badania prof. Michaela Persingera z Uniwersytetu Laurentiańskiego w Sudbury w Kanadzie wykazały, że doznania mistyczne można wywołać działając na mózg zmiennym polem magnetycznym. Persinger przeprowadził eksperymenty dowodząc, że takie doznania można wywołać w laboratorium. Z kolei wg dr Petera Bruggera, neurologa ze szpitala uniwersyteckiego w Zurychu, niezwykłe doznania wynikają z procesów chemicznych zachodzących w mózgu człowieka. Wyniki badań szwajcarskiego naukowca mówią, że kontakty z Bogiem, aniołami, duchami, to efekt oddziaływania dopaminy. Dopamina jest substancją związaną z mózgowym układem nagrody i motywacji. Gdy poda się ją sceptykom, podnosząc jej naturalny poziom w organizmie, sceptyk zaczyna miewać doznania mistyczne, widuje anioły i duchy. Co ciekawe, osobom otwartym na takie zjawiska po podaniu dopaminy poziom mistycyzmu nie zmienia się. Dlaczego tak się dzieje, tego dr Brugger nie potrafi wyjaśnić. Czyżby chemia też otwierała drzwi do sfery mistyki? A może niezwykłe doznania, to tylko skutek choroby? Tak twierdzi dr Vilayanur Ramachandran, wykładowca i dyrektor Ośrodka Badań nad Mózgiem i Świadomością na Uniwersytecie Kalifornijskim. Wg dr Ramachandrana, wielu pacjentów cierpiących na padaczkę skroniową doznaje bliskości Boga. Podobnie uważają amerykańscy neurolodzy, dr Jeffrey Saer i dr John Rabin zapewniając, że na padaczkę chorowało wielu przywódców religijnych i mistyków, np. św. Paweł, Joanna d`Arc, Ezechiel. Jak traktować fakt, że wiele osób zapewnia, iż prowadzi rozmowy z Bogiem lub aniołami? Że słyszy głosy mistycznych istot? Czy to faktycznie tylko przypadki dla psychiatrów? Według ustaleń zespołu brytyjskich psychologów z uniwersytetu w Manchesterze, aż co 25. osoba słyszy głosy. Eksperci z Manchesteru twierdzą jednak, że słyszenie głosów we własnej głowie okazuje się zupełnie normalnym zjawiskiem. Mało tego, według brytyjskich psychologów, tajemnicze głosy niekoniecznie muszą być symptomem choroby psychicznej, a dla niektórych osób mają działanie wręcz uspokajające. - Niektórzy ludzie słyszą głosy w swojej głowie, ale nigdy nie odczuwali z tego powodu potrzeby korzystania z pomocy medycznej - stwierdza biorąca udział w badaniach, dr Aylish Campbell. - Liczba osób, które słyszą głosy i nie szukają pomocy psychiatrycznej, zdecydowanie przewyższa liczbę osób, które z pomocy medycznej korzystają. Co właściwie oznaczają te wyniki badań ekspertów różnych specjalności? Czy naukowcy starają się udowodnić, że mistyczne doznania wielu ludzi, to tylko chemiczne i elektryczne procesu w mózgu? Że kontakt z Bogiem, aniołami i innymi przejawami sfery metafizyki, to wyłącznie złudzenie, skutek ciężkiej choroby? - Wyniki naszych badań nie umniejszają znaczenia ani wartości takich doświadczeń, jak też nie potwierdzają, ani nie podważają istnienia Boga - zapewnia dr Mario Beauregard, szef kanadyjskiego zespołu badającego przeżycia zakonnic. Tadeusz Oszubski Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kit Re: no to gdzie ten Bóg ? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.01.07, 23:11 ciekawe Odpowiedz Link Zgłoś
edico No to gdzie ten Bóg - czyli katolickie pogaństwo 1 15.04.07, 12:26 Joanna Podgórska "Święta w starych dekoracjach" – "POLITYKA" nr 14 (7 IV 2007). Lektura ciekawa, dla tego ją przytoczę pozostawiając refleksje i wnioski czytającym. Dymy kadzideł, procesje, strojne szaty kapłanów, światła na grobach, kult świętych wizerunków, medaliki traktowane jak talizmany, błagalne i dziękczynne wota – to relikty prastarych kultów, które wchłonęło chrześcijaństwo. W polskim katolicyzmie przetrwało ich szczególnie dużo. Stanowią niemal o narodowej tożsamości. Tworzą barwną tradycję, ale czynią też Polskę czymś w rodzaju religijnego skansenu, w którym parlamentarzyści modlą się o deszcz albo chcą intronizować Chrystusa na króla Polski. Dziedzictwo pogaństwa wciąż jest w Polsce żywe, a nawet się rozwija – stwierdził prof. Norman Davies (…), wymieniając obok zaduszek i dożynek m.in. święcenie samochodów. Widziana oczami zewnętrznego obserwatora polska religijność jawi się jako szczególnie uzależniona od rekwizytów, widzialnych znaków: popiołu, palemek, różańców, medalików, obrazków. U nas do dziś figury płaczą krwawymi łzami, a plama na szybie może stać się cudownym wizerunkiem Matki Boskiej i gromadzić tysiące wiernych. Tak jakby ciągle niezbędna była Biblia pauperum. Okruchy magicznego szkieletu, na którym wspierała się przedchrześcijańska wizja świata, utkwiły w nas niezwykle mocno. Przymiotnik "pogański" ma w języku konotację negatywną, a dług, jaki chrześcijaństwo zaciągnęło wobec tamtej kultury, bywa zwykle wstydliwie przemilczany. – Z historycznego punktu widzenia formy kultu są rzeczywiście takie jak w pogańskich kulturach rolniczych, odwołujących się do sacrum zaświatów; zostały bezszmerowo włączone w chrześcijański kontekst obrzędowy. Z punktu widzenia współczesnych relacji człowieka z wszechświatem i innymi ludźmi sens owych form nie jest już pogański, bo odwołują się one do chrześcijańskiej hierarchii mitycznej i kościelnej – mówi prof. Anna Zadrożyńska z Instytutu Etnologii i Antropologii Uniwersytetu Warszawskiego. – Wynika z tego jednak teza niezgodna z panującym przeświadczeniem: to chrześcijaństwo ukorzeniło się w kulturze europejskich pogan, a nie Europa zapuściła korzenie w glebie chrześcijaństwa. Odpowiedz Link Zgłoś
edico No to gdzie ten Bóg - czyli katolickie pogaństwo 2 15.04.07, 12:27 Z prastarej religii kosmicznej zapożyczono czas świętowania, który od neolitu wyznaczała wędrówka słońca po niebie. Bogowie zawsze rodzili się w zimowe przesilenie, umierali i zmartwychwstawali z wiosenną równonocą. Gdy w dawnym kalendarzu istniał obrzęd związany z kultem słońca, w obrzędowości chrześcijańskiej pojawia się święto lub dzień świętego patrona. Matki Boskiej Gromnicznej obchodzone 2 lutego to połowa zimy, gdy zapala się ognie, aby przyspieszyć powrót jasności. Święto płodności, obchodzone w letnie przesilenie, zmieniło się w wigilię św. Jana i rytuał Zielonych Świątek. Kościelna nazwa tych ostatnich to Zesłanie Ducha Świętego, ale ludowa pobożność wpisała je w rytm przyrody, sięgając do archetypowych praktyk magicznych, które miały oczyścić ziemię z demonów i zapewnić obfite plony: palono ognie, domy przyozdabiano zielenią tataraku, procesje z chorągwiami obchodziły zasiane pola, a bydło okadzano dymem z poświęconych ziół. Ciekawa jest także historia Bożego Ciała (ludowa nazwa Święta Ciała i Krwi Pańskiej), ustanowionego przez Kościół w XIV w. po cudzie w Orvieto, gdy hostia w rękach księdza heretyka zaczęła krwawić. Na pamiątkę tego wydarzenia uroczysta procesja zatrzymuje się przy czterech ołtarzach, gdzie odczytywane są fragmenty czterech ewangelii związane z Eucharystią. W obrządku ludowym ewangelie nie były jedynie nauką, ale świętym przedmiotem materialnym, który w postaci zakopanych na rogach pól zwitków miał chronić plony od gradobicia. Do tego doszły poświęcone wianki, które jako talizmany zabierano do domów, by odstraszały pioruny i choroby. W świętach, obrzędach i zwyczajach przechowało się mnóstwo elementów dawnych obrzędów ofiarnych, magii płodności, rytów oczyszczających, magii dobrego początku, trwających nieustannie pertraktacji z zaświatami. Błagalne krzyże i kapliczki wznoszone na granicach wsi można postrzegać jako przejaw archaicznego lęku przed obcym światem, święte znaki, które mają chronić obszar wewnętrzny przed otaczającym chaosem, demonami i plagami. W chwilach zagrożenia obchodzi się je w uroczystej procesji, bo są one punktem mediacji z zaświatami, uprawnionych i otoczonych ochroną kontaktów z nimi. Święcenie nowo wybudowanych gmachów można postrzegać jako magię dobrego początku. Poświęcone obrazki, medaliki ze św. Krzysztofem to rodzaj amuletów. – Myślenie religijne wymaga założenia, że gdy chcemy coś w świecie zmienić, niezbędna jest Boska interwencja. Podmiotem jest Bóg, człowiek może tylko prosić. W myśleniu magicznym człowiek swoimi działaniami i praktykami prowokuje, skłania, zmusza do zmiany zaświatowe moce. Do części magicznej, pogańskiej, w której zawiera się wiara w sprawczą moc słów, dodano obudowę chrześcijańską. W obrzędowości te dwa porządki są tak przemieszane, że trudno je interpretować – twierdzi prof. Piotr Kowalski, etnolog. – Choćby kwestia wody. Wiadomo, jakie procedury kościelne nadają sakrę wodzie święconej. Ale czym jest woda z uzdrawiających źródełek? Żywą wodą z bajki? Bez trudu da się to wytłumaczyć w kategoriach magicznych. (...) Odpowiedz Link Zgłoś
edico No to gdzie ten Bóg - czyli katolickie pogaństwo 3 15.04.07, 12:28 W przedchrześcijańskim świecie działanie sił magicznych było równie oczywiste jak działanie sił natury. Próbowano je zaklinać lub przebłagać. Ten stały dialog z zaświatami był codziennością. Kościół odrzuca magię ze względów zasadniczych, ale musi się liczyć z jej występowaniem. Zwłaszcza z tymi przejawami myślenia magicznego, które sytuują się blisko wiary i praktyk religijnych, jak kult świętych czy kult obrazów – pisze Zdzisław Mach we wstępie do pracy Dominiki Jaźwieckiej-Bujalskiej "Między magią a religią", w której bada ona zabobony i przesądy wśród duchowieństwa katolickiego. Choć ankietowani przez nią księża deklarują niewiarę w przesądy, przyznają, że zdarza im się tłumaczyć niepowodzenia czarnym kotem, trzynastym, albo przejść na drugą stronę drogi na widok zakonnicy. Mówiąc o medalikach, w pierwszym rzędzie przywołują naukę Kościoła, według której są one tylko symbolami wspomagającymi pamięć o pierwowzorze, ale dalej okazuje się, że to jednak rodzaj talizmanu. Jak mówi jeden z księży, skoro sprawdziło się, że ten konkretny medalik przynosi szczęście, to już nie jest magia, ale racjonalne myślenie. Co więcej, dla niektórych medaliki są sygnałem rozpoznawczym, pozwalającym rozpoznać swoich, czymś w rodzaju totemu. Religijność chrześcijańską utworzyły dwa nurty: ten zgodny z oficjalnym obrządkiem Kościoła i ten wcześniejszy, rodem z ludowej tradycji rolniczej. Stopiły się, tworząc całość. Skala powodzenia nowej religii zależy od tego, jak wiele elementów poprzednich kultów potrafi wchłonąć. Tak jest zawsze. Na fundamentach starych świątyń buduje się nowe, wymienia bogów na ołtarzach. Tak było też w przypadku chrześcijaństwa. (…) Wszystko, co nie stało w jaskrawej sprzeczności z nową wiarą, mogło zostać zaadaptowane. Przez wieki pod wpływem rozwoju nauki i przemian cywilizacyjnych relikty dawnych kultów zanikały. Resztki magicznej koncepcji rzeczywistości zachowały się głównie w postaci przesądów, zwyczajów, gestów, które postrzegany jako irracjonalne, ale które wciąż bezwiednie powtarzamy. (…) Polska religijność jest nadal nimi przesycona i stanowią coś więcej niż element dekoracyjny. Dlaczego? Pierwszy trop, jaki się nasuwa, to fakt, że nadal jesteśmy w dużej mierze społeczeństwem rolniczym, a co za tym idzie, nurtem dominującym jest katolicyzm ludowy. Jego wnikliwe studium, do którego badacze odwołują się po dziś dzień, przeprowadził w latach 30. XX w. Stefan Czarnowski, teoretyk kultury i religioznawca. Odpowiedz Link Zgłoś
edico No to gdzie ten Bóg - czyli katolickie pogaństwo 15.04.07, 12:30 Pierwszą z cech religijności ludu polskiego, jaką wymienia, jest nacjonalizm wyznaniowy. Katolicyzm na wsi był czymś w rodzaju religii plemiennej, przede wszystkim sprawą życia zbiorowego, a dopiero wtórnie indywidualnego; najdonioślejszą cechą etniczną. U podstaw tego nacjonalizmu leży lokalność religii. Żeby nabożeństwo było pełne, musi odbyć się w społeczności sąsiedzkiej. Mieszkańcy okolicy mają swojego świętego, swój cudowny obraz, swoją figurę, swoje procesje. Bywa, że lokalne społeczności rywalizują ze sobą, gdy chodzi o rangę swych świętych obrazów. Ważą skuteczność interwencji, powołują się na cuda, spierają o nie. Zespolenie z narodem dokonuje się w zbiorowym uniesieniu podczas pielgrzymki do Częstochowy. "Włościanin wie, że jego wyznanie jest powszechne, ogólnoludzkie, bo go tego ksiądz nauczył; ale jako Polak jest on czcicielem szczególnym Matki Boskiej Częstochowskiej, największej ze wszystkich, najbardziej cudownej, najpotężniejszej. A że to Matka Boska bliska, interesująca się jego sprawami, własna – ma się on za lepszego katolika od tych wszystkich innych, którzy do Boga nie umieją modlić się jak należy, po polsku, i którzy czczą obce Matki Boskie" – pisał Czarnowski. Kolejną cechą polskiej religijności ludowej, jaką wymienia, jest właśnie maryjność. W czasach, gdy pisał swoje studium, także w innych krajach katolickich Matka Boska bywała najgorliwiej czczoną świętą. Była to jednak nieco inna Matka Boska. Na południu Europy Maria była następczynią potężnych pogańskich bogiń matczynych – możną, feudalną panią, władczynią otoczoną dworem, sprawującą rządy. W Polsce nabrała rysów spełniających polskie wyobrażenie o opiekunce i orędowniczce. "Jest przede wszystkim piękną i dobrą, łaskawą panienką, wstawiającą się za swoimi czcicielami u Syna, podobnie jak – według pragnień chłopa polskiego z okresu pańszczyźnianego – winna się za nim wstawiać dobra panienka ze dworu". Podobnie lud postrzegał Jezusa – jako dobrego gospodarza, który chodzi po ziemi, by osobiście sprawdzić, czy jego poddanym nie dzieje się krzywda i cudownie interweniując. Jezus i Maria to przede wszystkim rozdawcy łask ziemskich na miarę wioskowych potrzeb. Religijne ekstazy były rzadkością i raczej patrzono na nie podejrzliwie. Gdy objawiały się święte postaci, to niemal cieleśnie, ubrane tak jak na figurze i wydawały praktyczne polecenia: daj jałmużnę, idź na pielgrzymkę, a do zbiorowości zwracały się głównie w kwestii wybudowania kościoła w konkretnym miejscu. Wiąże się z tym kolejna cecha religijności opisana przez Czarnowskiego: sensualizm i kult obrazów. Wizerunki, którym na polskiej wsi oddawano cześć, były symbolami jak najbardziej dosłownymi. Postać Matki Boskiej w Polsce tak bardzo zespala się z jej malowanym wizerunkiem, że normalnym sposobem jej objawiania się jest objawienie się obrazu. Jego moc udziela się kopiom i odbitkom, które usamodzielniają się jako przedmioty kultu, żyją własnym życiem: ozdabiane drogocennymi sukienkami stają się celem pielgrzymek, płaczą krwawymi łzami, zapowiadając klęski. Podobnie postrzega Czarnowski gorliwość, z jaką lud pielgrzymuje do kalwarii; aby tajemnica była zrozumiała, musi przybrać postać zmysłowej, dotykalnej rzeczywistości. Wreszcie ostatnia cecha to rytualistyczny stosunek do religii. Akty religijne, obrzędy, gesty, formuły zajmują w niej miejsce najistotniejsze, bo jest to religijność uboga z doktrynalnego punktu widzenia. Jak opisuje badacz: włościanin zna parę pieśni kościelnych, czasem czytuje żywoty świętych, ale Pisma Świętego prawie nigdy, nieznane mu są nie tylko zagadnienia dogmatyczne, ale nawet proste prawdy wiary. Wyznania rozróżnia wedle cech zewnętrznych. Kalwin to taki, co je mięso w Wielki Piątek, luter nie zachowuje postów i nie czci Matki Boskiej, prawosławny to członek wyznania, którego żonaci kapłani noszą długie włosy, a w świątyniach nie ma organów. Tak głęboko zakorzeniony rytualizm sprawia, że niechęć i opór wobec najdrobniejszych zmian w praktykach jest ogromny. "Włościanin przestałby się czuć określonym członkiem określonej zbiorowości, gdyby nie spełniał skrupulatnie tych czynności religijnych, które w tejże zbiorowości są tradycyjne" – podsumowuje Czarnowski. Odpowiedz Link Zgłoś
edico No to gdzie ten Bóg - czyli katolickie pogaństwo 5 15.04.07, 12:30 Jerzy Pilch wspomina, że w czasach jego dzieciństwa, gdy z sąsiedniej katolickiej wsi wychodziła procesja, jego luterska babka zasłaniała okna, żeby nie patrzeć na zgorszenie. – Katolicyzm widziany jej oczyma to było pogaństwo w stanie czystym – opowiada. – Klękanie, medaliki, obrazy, zastępy świętych, palenie świateł na grobach, wszystko to było dla nas egzotyczne. Zwłaszcza, gdy chodzi o Zaduszki, różnice między protestantyzmem a katolicyzmem są szczególnie znaczące. W protestantyzmie los zmarłego rozstrzyga się w chwili śmierci, będzie rozliczany tylko ze swoich czynów. W katolicyzmie można trochę pomediować, zamówić mszę za duszę, pomodlić się za zmarłych, ulżyć ich losowi. – Spod katolickiego obrządku zapalania świateł na grobach, na pamiątkę duszy, przebija dawny sens – tłumaczy prof. Piotr Kowalski. – W pogańskim świecie dusza zmarłego bez względu na zasługi trafiała do okropnego miejsca, ciemnego i zimnego. Trzeba się było o nią troszczyć, zapalić światełko, by mogła przebrnąć przez mrok i odebrać ofiarę z pożywienia. To z kolei gwarantowało, że zmarli będą dbać o żywych i nie zwrócą się przeciw nim. Nikły wpływ reformacji, która oczyściła konfesję ze wszystkiego, czego nie ma w Piśmie, to kolejny z czynników kształtujących polską religijność. Na to nałożyła się bardzo silna kontrreformacja, która zwalczała heretycką plagę poprzez bardzo energiczne wzmacnianie obrzędowości i celebry. (…) [Zdaniem prof. Anny Zadrożyńskiej] niezwykle istotnym czynnikiem kształtującym polską religijność była także kultura szlachecka. Zawdzięczamy jej nie tylko fakt, że polska Matka Boska przypomina Marynię Połaniecką, ale także bardzo silną, administracyjną funkcję parafii, która stanowiła pas transmisyjny między dworem a ciemnym, niepiśmiennym pańszczyźnianym chłopem. – Przy czym polska kultura szlachecka była głęboko aintelektualna, przepojona ostentacją, teatralizacją, działaniem na pokaz. Kwestię religii traktowała niezwykle emocjonalnie, przy całkowitym braku refleksji na temat prawd wiary – dodaje prof. Kowalski. Także Norman Davies skłonny jest szukać przyczyn kształtu polskiej religijności w naszej historii, głównie w fakcie, że polski Kościół był przez wieki Kościołem oblężonym. "Mity o jednolicie katolickim charakterze Polski mogli uknuć jedynie apologeci Kościoła, którego supremacja była stale zagrożona" – pisze w "Bożym igrzysku". W Europie Zachodniej do końca średniowiecza Kościół funkcjonował na prawach monopolu. W Polsce nie. Pogaństwo kwitło jeszcze długo po chrzcie Polski, a na Litwie do XIV w. było religią państwową. Potem kraj był otoczony i zagrożony przez sąsiadów innowierców. Kult maryjny był najbardziej oczywistą formą manifestacji polskości w obliczu wyzwań, jakimi były protestantyzm czy judaizm. Brak poparcia papiestwa dla polskich powstań wywołał urazę. "W rezultacie prości ludzie w Polsce z silnym przekonaniem skłaniali się ku myśli, że Ojciec Święty ich opuścił i wobec tego wierzyli, że praktykowany przez nich katolicyzm jest bardziej katolicki niż sam papież" – pisze Davies. Sytuację zmienił oczywiście pontyfikat Jana Pawła II, związał nasz katolicyzm mocniej z Watykanem, ale też wzmocnił jego polskość i naszość. Żeby utrzymać tę więź, nawet niemiecki papież musi mówić po polsku, utwierdzając część wiernych w przekonaniu, że jest to w sferze sacrum język urzędowy. Odpowiedz Link Zgłoś
edico No to gdzie ten Bóg - czyli katolickie pogaństwo 6 15.04.07, 12:31 Ponad 70 lat temu, gdy Czarnowski pisał swoje studium, katolicyzm ludowy nie był niczym specyficznie polskim. Jak sam przyznaje, na wsiach francuskich i bawarskich bez trudu znaleźć by można odpowiedniki święcenia ziół lub procesji obchodzących pola. Dziś pewnie byłoby to trudniejsze. Pytanie – jak bardzo zmieniła się religijność polska od tamtych czasów? Ostatnio powstały dwie prace, które wychodząc od zjawiska objawień i cudów starają się analizować ten problem: "Na straży prawdziwej wiary" Ariela Zielińskiego i "Cuda, wizjonerzy i pielgrzymi" Huberta Czachowskiego. Współcześni badacze odróżniają religię wyboru od religii ludu, przemieszanej z folklorem i magią. Według Zielińskiego przed 1989 r. o religii czy też kościele wyboru nie było w Polsce mowy. Wewnątrzkościelny pluralizm istniał, ale był niewidoczny, bo Kościół rzymskokatolicki w Polsce, jako opozycja, musiał sprawiać wrażenie monolitu. Pełniąc funkcję integracyjną jako swoista masowa organizacja narodowa musiał kierować się na przeciętnego Polaka-katolika, a nie indywidualne potrzeby wiernych. Musiał być ekspansywny w dążeniu do ukazania swej obecności i pozycji poprzez rozwój masowych rytuałów. W zderzeniu z władzą miał większe szanse jako instytucja urzędowo-hierarchiczna niż wspólnotowa. Po 1989 r. w atmosferze pluralizmu pojawiły się zjawiska kierujące religijność w stronę kościoła wyboru, jednak nie stała się ona dominująca. Jak twierdzi Zieliński, zdecydowana większość społeczeństwa mieści się w nurcie kościoła ludu, a polski katolicyzm ludowy od czasów Czarnowskiego nie uległ szczególnym przemianom. Według prof. Anny Zadrożyńskiej nie bez znaczenia był tu program tradycyjnej ludowej pobożności realizowany przez kardynała Stefana Wyszyńskiego, oznaczający zamknięcie drogi mistycznej refleksji, poznawania zasad wiary, czytania Biblii, który w gruncie rzeczy był programem analfabetyzacji wiary. Stereotyp Polaka-katolika wydaje się wiecznie żywy. Nacjonalizm może nawet się pogłębił przez to, że świętych rolniczych zastąpili święci polscy (beatyfikowani i jeszcze niebeatyfikowani). Faustyna Kowalska, kardynał Wyszyński, ksiądz Jerzy Popiełuszko, Jan Paweł II stali się ikonami i bywa, że objawiają się wiernym wspólnie z Matką Boską. (Po odwołanym ingresie abp. Wielgusa wierni wznosili okrzyki: Nie niszczcie polskiego Kościoła i polskiej religii). Maryjność polskiego katolicyzmu nie ulega kwestii. Co do sensualizmu i kultu obrazów – Czarnowski badał swoich włościan trochę jak owady pod mikroskopem, a kult obrazów postrzegał jako rodzaj pogańskiego bałwochwalstwa. Współcześni badacze starają się o nieco więcej empatii i nie są tak kategoryczni, twierdząc, że można go przypisać zarówno postawie magicznej, jak i religijnej. Ludwik Stomma w "Antropologii wsi polskiej" przyznaje, że przewaga zmysłów nad duchem jest u polskiego chłopa tak wielka, iż nie potrafi on wyobrazić sobie dziejów ewangelicznych na tle pustyni czy gajów oliwnych, ale ten naiwny sensualizm legł u podstaw specyficznego dla naszych ziem typu niezwykle głębokiej i autentycznej wrażliwości religijnej. Odpowiedz Link Zgłoś
edico No to gdzie ten Bóg - czyli katolickie pogaństwo 7 15.04.07, 12:32 Z prowadzonych obecnie badań wynika, że sacrum nadal musi mieć widzialną, rozpoznawalną formę. Jak pisze Hubert Czachowski, w religijności XIX w. modlitwa bez obrazu była niewyobrażalna. Dziś niewiele się zmieniło, nie wystarczy idea, obraz nadal potrzebny jest do oddawania czci. Doszły jeszcze cudowne fotografie, na których objawia się Matka Boska, papież lub Duch Święty, najczęściej w postaci białej smugi. Rytualizm, przywiązanie do obrzędowości i niechęć do najmniejszych zmian (komunia na rękę, zniesienie postów) nadal wiążą się z nieznajomością Pisma i doktryny oraz brakiem potrzeby poznawania. Z badań prowadzonych w kolejnych dziesięcioleciach wyłania się dość dziwaczny obraz Trójcy Świętej, czasem pozbawionej Boga Ojca, za to nader często obdarzonej Matką Boską. Hubert Czachowski, który badał ostatnio religijność uczestników tzw. ruchu mirakularnego (czyli skupionego wokół miejsc cudów i objawień), tak opisuje świętą hierarchię: Duch Święty jest niemal nieobecny; Bóg Ojciec – nieco abstrakcyjny i enigmatyczny – przedstawiany jest jako srogi, karzący grzeszników sędzia; Jezus to postać podająca sposoby ominięcia kary; Matka Boska otwarcie przeciwstawia się wyrokom Bożym, a błogosławiona Faustyna Kowalska przekazuje ludziom te sakralne, toczące się w transcendencji spory. Ruch mirakularny to samo serce ludowego katolicyzmu. Jak pisze Hubert Czachowski: "w miejscach cudownych krzyżuje się oficjalna teologia, religijność ludowa, teologia różnych sekt, magia. Ta świadomość religijna przesycona cudem wykazuje wiele cech typowych dla myślenia magicznego". Trudno dokładnie oszacować skalę tego zjawiska. Wydaje się, że funkcjonuje ono na marginesie, media przedstawiają je czasem jako dziwne i ciekawe. Jednak z prac obu wyżej wspomnianych autorów wynika, że jest to zjawisko masowe. W okresie powojennym naliczono 50 miejscowości będących areną cudów i objawień (nie licząc objawień na szybach), a ich częstotliwość nasiliła się w ciągu ostatnich 20 lat; prawdopodobnie ze względu na łatwiejszy przepływ informacji. Oławę, miejsce najsłynniejszego objawienia, gdzie Kazimierzowi Domańskiemu wielokrotnie ukazywała się Matka Boska, w okresie największej świetności (do śmierci Domańskiego w 2002 r.) odwiedzało do 200 tys. pielgrzymów rocznie; to skala porównywalna z sanktuarium w Świętej Lipce. W takich miejscach tysiące wiernych obserwują zjawisko wirującego słońca, słyszą chóry anielskie, oglądają odciski stóp Matki Boskiej, dochodzi do setek uzdrowień, uzdrowień święte źródełka są normą. Woda, którą pielgrzymi zabierają do butelek, jest – jak pisze Czachowski – dosłownym dotknięciem sacrum, z którym nie może konkurować ani msza, ani modlitwa, ani nawet widok wierzby, na której ukazała się Matka Boska. Chociaż listki z drzewa i kora też zbierane są jako talizmany. Wszystkie cechy religijności ludowej, opisane grubo ponad pół wieku temu przez Czarnowskiego, zastygły tu jak owad w bursztynie. Lokalność: Matka Boska objawiając się jednemu wizjonerowi potwierdza lub dyskwalifikuje objawienia innych, wydając negatywne orzeczenia; na przykład: "przekaż, że Matka Boska w butach nie chodzi, a takie orędzie krąży i są na nim narysowane buty Matki Boskiej. To jest oszczerstwo". Matka Boska z Chotyńca kwestionuje opinie oławskiej i na odwrót. Nacjonalizm: Matka Boska nazywana królową świata i Polski mówi o Polakach jako narodzie wybranym. "Ja Matka Boża kocham naród polski, wywyższę go spośród innych krajów" – głosi Matka Boska z Oławy, zapowiadając jednocześnie rewizję granic z Ukrainą. Niechęć do zmian: porządek liturgiczny jest ustalony raz na zawsze; "Pan Jezus nie pragnie mody z Zachodu", a kapłanów, którzy jej ulegają, podając komunię stojącym, spotka kara: "ich dwa palce będą się palić w ogniu". Odpowiedz Link Zgłoś
edico No to gdzie ten Bóg - czyli katolickie pogaństwo 8 15.04.07, 12:33 Takie objawienia są problemem dla Kościoła. Na niektóre nieformalne sanktuaria biskupi nałożyli interdykt, zabraniający ich odwiedzania. Tylko że to nikomu w niczym nie przeszkadza. Jak pisze Zieliński, ci sami pielgrzymi żywo uczestniczą w oficjalnym nurcie katolicyzmu, odwiedzają parafialny kościół, chodzą na pielgrzymki do Częstochowy. Organizowane przez księży pielgrzymki parafialne odwiedzają Oławę po drodze; nie ma jej w programie, ale od początku jest dla wszystkich jasne, że tu przyjadą. "Ruch pielgrzymkowy skoncentrowany wokół zjawisk cudownych, nieuznawanych przez Kościół, nie występował dotąd w Polsce w takim nasileniu, jak ma to miejsce obecnie" – podsumowuje Zieliński. Zauważa także, że w ten nurt wpisuje się pięciomilionowy ruch skupiony wokół Radia Maryja. To ta sama mentalność, która pragnie czarno-białej wizji świata, przekonania o własnym wybraństwie, silnego, plemiennego niemal poczucia wspólnoty i autorytarnego przywództwa jako odpowiedzi na niejednoznaczności nowoczesnego świata. (…) Polska obrzędowość wyrasta z ludowego katolicyzmu. Jemu i pieczołowicie pielęgnowanej tradycji, która kruszy się dziś pod naporem komercji, zawdzięczamy wielkanocne święconki i palemki, wigilijne wieczerze szczególnie nasycone elementami magicznymi, rozświetlone cmentarze w listopadzie, urok przydrożnych krzyży. Z drugiej strony rodzi on sakrokicz, religijne gadżety i makatki z papieżem. Ale ludowy katolicyzm w Polsce nie ogranicza się do sfery estetyki. Jak pisze Piotr Kowalski w eseju "Potoczna religijność, kicz i sakrobiznes", cechuje go łatwość łączenia emocjonalnie nacechowanego doświadczenia religijnego, manifestowania religijnej uczuciowości z równie emocjonalnie nacechowanym patriotyzmem. Kicz religijny wykazuje zdumiewająco wielką łatwość łączenia się ze stereotypem prawdziwego Polaka. Agresja miesza się tu z ckliwością, patriotyzm przepoczwarza w ksenofobię. Magiczna wizja świata wyrastała z lęku przed światem nieoswojonym, ciemnością, żywiołami, zaświatowymi mocami. Współczesny nurt ludowego katolicyzmu także napędza poczucie zagrożenia, bezradności, kompleksów wobec pluralistycznego świata, którym rządzi informacja i gry wolnego rynku, świata wielości idei, nurtów, postaw – niepojęte moce, przed którymi trzeba się chronić. Im bardziej świat otwarty, tym większa potrzeba identyfikacji z tym, co znane, kurczowego przylgnięcia do prostej wizji rzeczywistości. Przez wieki przydrożne kapliczki wyznaczały bezpieczną przestrzeń wsi, poza którą było nieznane. Dziś wieszane we wszystkich możliwych instytucjach krzyże niosą podobny komunikat: to nasz teren, obcym mocom wstęp wzbroniony. Odpowiedz Link Zgłoś
edico Starożytni Grecy nie znali pojęcia grzechu, a..... 05.05.07, 16:00 Starożytni Grecy nie znali pojęcia grzechu, a stworzyli wspaniałą kulturę. Kiedy ta kultura upadła, trzeba było kilkunastu wieków, w tym co najmniej piętnaście wieków katolicyzmu, żeby się zbliżyć do ich osiągnięć. ~j, 04.05.2007 13:24 Nie znali pojęcia grzechu, ale była różnica między czynami dobrymi i złymi. Przecież w krainie zmarłych (hades) był Tartar (dla "złych") i Elizjon (dla "dobrych"). Na długo przed chrześcijaństwem. ~aheloi, 04.05.2007 13:27 Zło i dobro to pojęcia społeczne, znają je wszystkie zwierzęta stadne, choć nie zawsze się nimi kierują. Bardzo ciekawe są zachowania nietoperzy-wampirów. ~j, 04.05.2007 13:58 Nie ma uniwersalnego dobra ani zła - może być tylko dobro większości lub mniejszości w danej grupie; jednak dla osobników spoza stada co innego będzie dobre (np. dla padlinożerców to, że większość tego stada padnie). Oczywiście oprócz tego może być jeszcze dobro lub zło dla konkretnego osobnika. Dobre jest to, co daje radość, a złe - to, co radość odbiera. ~aheloi, 04.05.2007 14:27 Właśnie, dlatego pojęcie "wartości chrześcijańskie" jest śmieszne. ~j, 04.05.2007 14:40 czytelnia.onet.pl/1,8,8,30096859,82350454,3738392,0,forum.html Śmieszne może nie, nieprecyzyjnie. Co to właściwie znaczy? Wartości wspólne dla wszystkich chrześcijan i obce niechrześcijanom - czyli wiara w Boga, ojca Jezusa, bo obrządek już nie jest wspólny. Na pewno nie chodzi o miłość bliźniego, uczciwość, szlachetność bo są to wartości wspólne, ogólnoludzkie, humanistyczne, tak samo charakterystyczne dla buddystów czy nawet islamistów i chrześcijaństwo nie może ich zawłaszczyć. O co więc chodzi z tymi wartościami chrześcijańskimi? forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=21155&w=61836940&a=61841177 "wartosci chrześcijańskie" to termin sam w sobie oznaczający dobro. Nikt nie potrafi wyjaśnić co może to oznaczać, zresztą nic nie trzeba wyjaśniać, można tylko ten termin używać. To coś w rodzaju stalinowskiego - "wróg ludu", nic nie trzeba było podawać więcej, samo w sobie było zrozumiałe dla wszystkich, nie było przed tym obrony, ani nie podlegało dyskusji. forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=21155&w=61836940&a=61848485 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: W Wyszkowski : "Gocłowski oddaj teczki !" IP: *.chello.pl 05.02.07, 15:47 Czy gdańska kuria ma materiały SB? Piotr Piotrowski, Marek Sterlingow 2005-02-01, ostatnia aktualizacja 2005-02-01 21:04 Listy tajnych współpracowników SB wśród księży znajdują się w gdańskiej kurii? Krzysztof Wyszkowski, działacz gdańskiej opozycji lat 80., uważa, że to fakt i IPN powinien domagać się zwrotu tej dokumentacji od duchownych Wyszkowski twierdzi, że kuria posiada materiały dotyczące agentów SB działających na terenie dwóch diecezji: gdańskiej i chełmińskiej. - Przekazano je za czasów Okrągłego Stołu i później prezydentury Lecha Wałęsy - mówi Wyszkowski. - Dość zmowy milczenia w tej sprawie. Były sekretarz redakcji "Tygodnika Solidarność" złożył wniosek w tej sprawie do gdańskiego oddziału IPN już w listopadzie ub. r. Teraz skontaktował się z mediami. - Przez kilka miesięcy próbowałem się spotkać w tej sprawie z abp. Gocłowskim - mówi. - Kiedy się to nie udało, postanowiłem sprawę upublicznić. Uważam, że Kościół powinien sam rozpocząć proces autolustracji. Chodzi przede wszystkim o zdemaskowanie agentury wśród biskupów, a potem duchowieństwa niższego szczebla. Według Wyszkowskiego dokumenty powinny znajdować się w siedzibie kurii metropolitalnej w Gdańsku Oliwie. Abp Tadeusz Gocłowski nie przypomina sobie, żeby otrzymał takie dokumenty. - Nie pamiętam. Osobiście jestem przekonany, że to nie nastąpiło. Być może, zostało to przekazane kurii, czyli wikariuszowi generalnemu, ale też nie sądzę, żeby tak się stało, to sprawa zbyt poważna, żebym o niej nie wiedział. Metropolita gdański jest zaskoczony wnioskiem gdańskiego opozycjonisty. - Nie zamierzam zajmować się tymi problemami, od tego jest IPN - powiedział "Gazecie" arcybiskup. - Mam jednak wrażenie, że Polska ulega w ostatnich dniach niezrozumiałej histerii związanej z teczkami bezpieki. Wniosek Wyszkowskiego do IPN ma związek z innym jego wnioskiem do gdańskiego oddziału IPN: o wszczęcie śledztwa w sprawie współudziału funkcjonariuszy i agentów gdańskiej SB w próbie uprowadzenia ks. Jerzego Popiełuszki 13 października 1984 r. oraz jego porwania 19 października 1984 r., zakończonego zabójstwem. Zdaniem Wyszkowskiego w 1984 r. podczas procesu toruńskiego sprawców zabójstwa ks. Popiełuszki ujawnione zostały liczne fakty wskazujące na to, że zbrodnia była prowokacją mającą obciążyć gdańskie podziemie "Solidarności". Materiały gdański IPN przekazał już do katowickiego oddziału instytutu, który prowadzi śledztwo w obu sprawach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rp pistolet pod sutanną ? IP: *.chello.pl 08.02.07, 20:17 interwencja.interia.pl/news?inf=868546 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: q rowerzysta IP: *.chello.pl 08.02.07, 22:24 www.lutownica.pl/usmiech/heyah.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rt rzymski apartament Paetza IP: *.chello.pl 09.02.07, 18:10 fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/antyki-i-perskie-dywany-rzymskie-luksusy-abp-paetza,868335,2943 Odpowiedz Link Zgłoś
edico Re: Paetz ja Paetz 09.02.07, 22:22 Wszystko bierze na swój rożen :o) Gość portalu: rt napisał(a): > fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/antyki-i-perskie-dywany-rzymskie-luksusy-abp-paetza,868335,2943 Odpowiedz Link Zgłoś
edico Re: Życiński znowu rąbnął, jak... 09.02.07, 22:20 "Sprzeciw wobec kary śmierci nie jest odejściem od tradycji katolickiej - wyjaśnia abp Józef Życiński." Tym samym polemizuje nie tylko z komentarzami na temat listu papieża Benedykta XVI, które opublikowała poniedziałkowa "Rzeczpospolita", ale także z tekstami Pisma Świętego: "Ale tych nieprzyjaciół moich, którzy nie chcieli, bym ja królował nad nimi, przyprowadźcie tutaj i zabijcie ich na moich oczach" (Łuk.19.27). Do czego i po co służy hierarchom Kościoła katolickiego Biblia? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kazik Re: Życiński znowu rąbnął, jak... IP: *.bois.qwest.net 10.02.07, 00:25 sam widzisz,ze Biblia zawsze ma racje,czyli to znaczy,Jej autor Jehowa[Jahwe] Bog. tak zwane chrzescijanstwo nie ma nic wspolnego z prawdziwym chrystianizmem. nie ma posrod nich Ducha Bozego i dlatego takie sa ich owoce.i tak bedzie az do zniszczenia Babilonu Wielkiego.kochaja sie w sobie i odwrocili relacje Stworca-stworzenie na stworzenie-Stworca.trzymajmy sie z zdala od nich bo o ich koncu tez Biblia wyraznie mowi. ew.Jana 17:3. Odpowiedz Link Zgłoś
edico Re: Życiński znowu rąbnął, jak... 10.02.07, 12:09 Widzę Kaziu i boleję nad tym, że ludzie dają się tak otumaniać. Ale skoro aż tak wielu od myślenia głowa boli, pozostawiają bezmyślnie tę przyrodzoną człowiekowi właściwość innym z niezbyt ciekawymi skutkami dla samych siebie. Szaweł wiedział co robi tworząc tę rligię w celach wyzwolenia Israela spod władzy Rzymu. Nie wiem tylko, czy skutki takie mógł przewidywać. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: A Re: Ko.ściół Katolicki Sp z o.o. (cz. 2) IP: *.chello.pl 10.02.07, 20:16 ed ! już i "Poradnik Domowy" zagląda księżom pod sutanne i kołderkę. Pyszne :) Nic szacunku dla tzw kapłanów :) ------------------- Czy księża katoliccy powinni mieć możliwość zakładania rodziny? Agata Domańska 2007-02-08, ostatnia aktualizacja 2007-02-09 12:52 Czy ksiądz, który miałby żonę i dzieci, lepiej rozumiałby wiernych? Czy rozdarty między kościołem a domem miałby czas czuwać nad swoją owczarnią? A jeśli jego żona będzie chciała od niego odejść, rozwieść się, jak wpłynie to na autorytet kapłana? A my - czy jesteśmy w stanie zaakceptować naturalną potrzebę każdego człowieka, by doświadczać miłości nie tylko boskiej, ale też tej ludzkiej? Podyskutuj z nami na stronie www.poradnikdomowy.pl Zobacz powiekszenie Fot. Adam Kozak / AG Magdalena Środa, etyk, filozof Zobacz powiekszenie Fot. Adam Kozak / AG Joanna Winiewska-Juraszczyk, etyk, filozof ZOBACZ TAKŻE * 60 proc. polskich księży chce mieć pełne rodziny (05-02-07, 00:47) SONDAŻ Czy księża katoliccy powinni mieć możliwość zakładania rodziny? 65% tak (212) 35% nie (112) Liczba oddanych głosów: 324 Forum: zobacz, co o zakładaniu rodzin przez księży myślą internauci >> Tak. Tylko wtedy mogą naprawdę zrozumieć potrzeby wiernych. Magdalena Środa, etyk, filozof. Ksiądz, który mógłby założyć rodzinę, byłby bardziej wiarygodny jako autorytet w sprawach rodzinnych. Zawsze mnie dziwi, jak księża mogą się wypowiadać w sprawach np. wierności małżeńskiej i wychowania dzieci, nie będąc praktycznie obeznani z problemami, jakie niesie życie rodzinne. Dziwi mnie też, jak Watykan, państwo o zerowym przyroście naturalnym, może wydawać autorytatywne opinie o etyce seksualnej, życiu rodzinnym i kwestiach wychowawczych. Co prawda drogowskazy nie muszą chodzić po drogach, które wskazują, ale ludzie, którzy jednak tak robią, stają się bardziej wiarygodni. Rozmawiałam kiedyś z pewnym pastorem, chodziło o wybranie fragmentów Biblii, które miały być czytane podczas mszy żałobnej za bliską mi osobę. Naszą teologiczną debatę przerywały dzieci i żona pastora, która martwiła się o najmłodszego syna. Był poważnie przeziębiony, podobnie jak moja córka. Rozmowa o psalmach przeplatana troską o zdrowie naszych dzieci była ciepła i autentyczna. Współodczuwanie pomaga zrozumieć innych i pomóc im. By być empatycznym, trzeba czegoś więcej niż tylko wiary i zimnej wiedzy. Księża katoliccy mogą udawać, że wczuwają się w troski matek i ojców, ale nie przeżywając ich bezpośrednio, naprawdę niewiele o nich wiedzą. Z drugiej strony zawód księdza nie stawia zbyt wielkich wymagań jego adeptom. Ogrom powołań w Polsce związany jest nie tyle z łaską, która spłynęła na mężczyzn w naszym kraju, ile z łatwym chlebem, jaki gwarantuje. Kościół jest bogatą instytucją i swoim pracownikom zapewnia względny dobrobyt, bez specjalnych trosk. Wymaga jedynie posłuszeństwa. Księża nie muszą hamować swych potrzeb konsumpcyjnych, jeżdżą samochodami, posiadają różnorodne dobra, mogą się kształcić, a ich umiejętności duszpasterskie nie podlegają kontroli. Do tego, niezależnie od cech i zasług osobistych, posiadają prestiż i szacunek przynależny roli pełnionej w społeczności przez księdza. Celibat jest wymogiem trudnym do zaakceptowania dla wielu, ale jednak stanowi pewien warunek, ustanawia poprzeczkę. Coś za coś. Jeśli usuniemy ten wymóg, to posada księdza stanie się jedną z najbardziej atrakcyjnych. A wtedy jakość wykonywanej posługi duchowej może znacznie się obniżyć, bo księża nie będą zajmowali się wiernymi tylko własną rodziną. Z tego względu może celibat warto zachować? Nie. Trudno byłoby pogodzić obowiązki księdza i głowy rodziny. Joanna Winiewska-Juraszczyk, etyk, filozof. Choć celibat nie ma swego źródła w Piśmie Świętym, ma bardzo długą tradycję: został wprowadzony w XII w. przez Sobór Watykański na Lateranie. Już święty Paweł powiedział, że niektórzy ludzie są urodzeni do małżeństwa, inni do kapłaństwa. I jeśli traktujemy kapłaństwo nie jako uprawianą profesję, tak, jak to widzą laicy, ale jako powołanie, uważam, że księża nie powinni zakładać rodzin. Jest mnóstwo osób świeckich, które ślubują zachowanie czystości: konsekrowane dziewice, rezygnujące z seksu dla wiary, niesakramentalne małżeństwa, żyjące bez seksu, ale za to w zgodzie z sumieniem i dekalogiem. Jest nie do pomyślenia, by jako pasterz tego stada wiernych występował kapłan mający rodzinę i życie erotyczne - podczas gdy właśnie ci wierni poświęcili je dla wiary Przecież ksiądz powinien być autorytetem i to przede wszystkim autorytetem moralnym - to jego główna funkcja. Powinien mieć siłę woli, zdolność do poświęcenia i nieposzlakowaną moralność. Żaden kapłan nie jest zaskakiwany celibatem. To świadoma decyzja. Zanim zostanie wyświęcony, jest pytany, czy się na to zgadza. Podyktowane jest to też względami praktycznymi: ksiądz jako mąż i ojciec miałby mniej czasu i dla wiernych, i dla rodziny. Przez cały tydzień jest zajęty nauczaniem (większość księży pracuje w szkołach), odwiedzaniem wiernych, namaszczeniami, spowiedziami itp., a w niedziele i święta jest potrzebny w kościele - i to przez większość dnia. Miałby więc jeszcze mniej czasu dla rodziny niż typowy, goniący za pieniądzem ojciec, który ma przynajmniej wolne weekendy. W dodatku osoba duchowna musi znaleźć codziennie czas na modlitwę, kontemplację. Być może podążanie za obowiązkami i powołaniem dałoby się pogodzić z posiadaniem rodziny, ale jakim kosztem? Ponadto trudno byłoby zorganizować zakwaterowanie i rozwiązać kwestię utrzymania księżych rodzin. Na wielu plebaniach mieszka po kilku księży - na ich rodziny nie ma miejsca. Rodziny byłyby też obciążeniem finansowym dla parafii - dodatkowe lekcje czy studia dzieci to spore wydatki. Wiele problemu przysporzyłaby także kwestia dziedziczenia majątku po zmarłych księżach przez ich żony i dzieci. ŹRÓDŁO: "Poradnik Domowy" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: A ks.Machulski IP: *.chello.pl 10.02.07, 20:25 www.youtube.com/watch?v=_fU9P8e-uk8 :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zet 8334 IP: *.chello.pl 13.02.07, 14:02 "8334 księży zakonników ,zakonnic i aktywistów kościelnych - tyle liczyła agentura antykościelnego pionu SB w szczytowym pod tym względem roku 1984. Oznaczałoby to ,że po stanie wojennym prawie co trzecia osoba duchowna w tej lub innej formie współpracowała z SB" - IPN "Metody pracy operacyjnej aparatu bezpieczeństwa wobec kościołów i związków wyznaniowych 1945-1989" ,Warszawa 2004. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Andrzej abp Michalik ps."Zefir" ? IP: *.chello.pl 15.02.07, 22:11 fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/abp-michalik-zefir-w-aktach-sb,871837,2943 Odpowiedz Link Zgłoś