Dodaj do ulubionych

Ko.ściół Katolicki Sp z o.o. (cz. 2)

    • edico Ksiądz z parafianką oskarżeni w sprawie gwałtu 20.01.07, 17:40
      Do 12 lat więzienia grozi księdzu za gwałt na 20-letniej kobiecie. Na ławie
      oskarżonych obok swego byłego proboszcza zasiądzie też 30-letnia parafianka - za
      nakłanianie ofiary gwałtu do zmiany zeznań. W piątek prokuratura skierowała do
      sądu akt oskarżenia.
      Na początku września ubiegłego roku na policję zgłosiła się 20-letnia mieszkanka
      dzielnicy Północ i opowiedziała o okolicznościach gwałtu, jakiego miał się na
      niej dopuścić 43-letni Krzysztof J., proboszcz jej parafii. Do gwałtu miało
      dojść na plebanii, gdy kobieta przyszła porozmawiać z księdzem o szczegółach
      obozu rekolekcyjnego. Jeszcze tego samego dnia duchowny został zatrzymany.
      Księdzu przedstawiono zarzut gwałtu, a sąd zdecydował o tymczasowym aresztowaniu
      duchownego. Jednym z dowodów były ślady przemocy na ciele kobiety.

      Potem duchownemu areszt zamieniono - po poręczeniu bp. Jan Wątroby - na dozór
      policyjny z zakazem opuszczania kraju i zakazem jakichkolwiek kontaktów z
      pokrzywdzoną. Ksiądz J. został odesłany przez przełożonych do jednego z
      klasztorów poza diecezją częstochowską.

      Tymczasem część parafian nie uwierzyła w winę swego proboszcza. Jedna z jego
      znajomych dotarła nawet do 20-latki i nakłaniała ją do wycofania oskarżeń. Teraz
      30-letniej kobiecie postawiono zarzut nakłaniania do zmiany zeznań, za co grozi
      do trzech lat więzienia.

      Prokuratura nie zdradza żadnych szczegółów aktu oskarżenia. - Ze względu na
      dobro ofiary wystąpiliśmy do sądu o utajnienie aktu oskarżenia i procesu - mówi
      Romuald Basiński, rzecznik prokuratury. - Mogę tylko powiedzieć, że
      współoskarżona nie jest krewną księdza - dodaje Basiński.

      Aresztowanie księdza wykorzystał poszukiwany listem gończym oszust Sławomir
      Janas z Bielska-Białej. Dotarł do jego siostry i, powołując się na wpływy w
      kurii i wymiarze sprawiedliwości, wyłudził 10 tys. zł za obietnicę zwolnienia
      kapłana z aresztu.
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3863176.html
    • edico Chrzest niemowląt sprzeczny z konstytucją i Biblią 20.01.07, 21:46
      Nie przeczę, że tzw. "wartości" mogą być bardzo różnie pojmowane w zależności od
      tego, czy ktoś jest polako-katolikiem czy też po prostu Polakiem bez żadnych
      ozdobników organizacyjno-przymiotnikowych, dla którego Ojczyzna jest na
      pierwszym a nie ostatnim miejscu. Ale przejdźmy do poruszonego tematu.

      Prawo konstytucyjne rodziców w tej kwestii stwierdza bardzo wyraźnie:

      "Art. 48. 1. Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi
      przekonaniami. Wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka,
      a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania."
      Nie znam żadnego takiego niemowlaka, w stosunku do którego wymogi te mogły by
      być zachowane.

      Czy zatem rodzice mają prawo narzucać dziecku swoje wyznanie poprzez chrzest?
      Przecież to jest niezgodne z konstytucją!!! :))
      Zgodnie z obowiązującym prawem rodzice powinni poczekać, aż samo się
      zdeklaruje na podstawie tego m.in. jak je wychowywali zgodnie z własnymi
      przekonaniami po osiągnięciu pełnoletności.

      Czyż widać, że Kościół katolicki w Polsce niewiele sobie robi z konstytucji i
      traktuje niemowlęta w zasadzie jako własność ich katolickich rodziców?
      Skoro jednak kościół Katolicki uważa, że od chwili poczęcia mamy prawo do
      respektowania pełni naszych praw jako ludzie (z czym się całkowicie zgadzam),
      to niech szanuje te ustanowione na własne potrzeby prawa sam!
      W szczególności chodzi tu o wolność sumienia i wyznania. Wychowanie dziecka
      zgodnie z własnymi przekonaniami nie musi oznaczać zabieranie dziecku wolności
      wyboru.

      Dziecko mogłoby chodzić na katechezę zreformowaną tak, żeby odpowiadała normom
      konstytucyjnym i nie robiła dzieciom wody z mózgu, tylko pozwalała im myśleć
      samodzielnie i podkreślała znaczenie wiary dla duchowości człowieka. Wtedy
      spełniłoby się marzenie "Marzenia" - żadnych fałszywych katolików, wszyscy w
      KK z wyboru, przestrzegający najdrobniejszych zakazów i nakazów, zachowujący
      się zawsze "po katolicku".


      Na podobnym stanowisku stoją zresztą teksty Pisma Świętego,
      -----------------------------------------------------------
      z których jednoznacznie wynika, że chrzest zawsze musi być poprzedzony
      świadomą wiarą, a niemowlę do wiary jest jeszcze niezdolne - chyba że taki
      fakt jest mi jeszcze nie znany.

      Przecież, jeżeli na początku Kościoła Apostołowie głosili Ewangelię, to jest
      czymś chyba oczywistym, że słuchacze musieli najpierw uwierzyć, a dopiero
      potem przyjmowali chrzest. Już Tertulian — apologeta chrześcijański z II/III
      w. — był przeciwny takim praktykom.

      W ewangelii wg św. Marka czytamy bardzo wyraźne stwierdzenie: "Kto uwierzy i
      ochrzci się, będzie zbawiony" (Mk 16,16) - a nie na odwrót.
      Cóż warte są w tej sytuacji tradycyjne kościelne strachy na lachy o piekle czy
      otchłani dla niechrzczonych niemowląt, skoro Syn Człowieczy nie przyszedł
      zatracać dusze ludzkie, ale zbawiać (Ewangelia wg Łukasza 9, 56). Nawet
      Komisja Teologów uznała, że trzeba to zmienić. Mizmat ten funkocjonował jako
      teoria teologiczna - jak zaznaczył sam papież Ratzinger - a nie żadne prawo
      boskie czy też kościelne. Ale jakie ma to znaczenie dla praktyki kościelnej?

      Dziwne to jest zwłaszcza dla tego, że to chyba ani nie św. Tomasz, ani nie
      Ratzinger, ani nie Komisja Teologów ani żaden z innych ludzi nie ma prawa
      oceniać, dokąd trafi człowiek trafi po śmierci. Czy nie nadchodzi już może
      powoli czas na zakończczenie farsy uzurpowania sobie prawa do decydowania o
      czyjejś drodze za życia a tym samym – o zgrozo – po śmierci bez względu na
      tego typu tradycje Kościelne?
      Wątpię bowiem, czy przy dzisiejszej pragmatyce kościelnej urzędnicy i
      funkcjonariusze Kościoła zbliżyli by się do poglądów Jeshua, skoro traktują
      Judasza tak, jak traktują.

      Człowiek dojrzały, świadomie podejmujący decyzję, będzie musiał najpierw
      pokazać kim jest, czy potrafi spełnić warunki wymagane od chrześcijanina:
      - "...jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest" (List Pawła do Efezjan 4, 5)
      - "...kto pragnie wejść do Królestwa Bożego, musi...narodzić się z wody i
      ducha" (Ewangelia wg Jana 3, 5)
      - "...uwierzy i ochrzci się będzie zbawiony" (Ewangelia wg Marka 16, 16)

      Czy chrzest niemowląt wprowadzony przez synod w Kartaginie w 418 r. nie służył
      tylko i wyłącznie automatycznemu przyrostowi szeregów Kościoła?

      Po prostu jakiś człowiek się rodzi w katolickiej rodzinie, jest ochrzczony w
      nie biblijnym na chrzest czasie, a później już płynie w środowisku, aby się
      nie różnić od większości i nie narażać na organizacyjne sankcje otoczenia i
      kłopoty.

      Czy to wszystko w realizowanych praktykach Krk można nazwać wartościami w
      dobrym tego słowa znaczeniu?
      • Gość: kazik Re: Chrzest niemowląt sprzeczny z konstytucją i B IP: *.bois.qwest.net 29.01.07, 04:11
        brawo edico.czyli wielbic Stworce nalezy zgodnie z Jego wola,bo to do Niego
        nalezy PRAWO,jako Stworcy.Jezus to potwierdzal swa dzialalnoscia i wszystkim
        nasladowcom zalecil tez.to co po calym tzw.chrzescijanstwie[nie mylic z
        prawdziwym chrystianizmem]sie dzieje,dowodzi tylko,ze daleko sa od prawdziwego
        Boga,a i Duch Jego,tez to wszystko oposcil.i tak to juz niestety bedzie,do czasu
        zniszczenia Babilonu Wielkiego i Armagedonu.
        indywidualnie,mozna tego wszystkiego uniknac i czuje,ze ty wiesz jak.czas
        jeszcze jest i to dla kazdego o szczerym sercu czlowieka.
        pozdr.
    • Gość: aqq ingres stop i beatyfikacja też stop ? IP: *.chello.pl 21.01.07, 12:17
      "Jeszcze w sierpniu Krzysztof Zając, dyrektor Biura Prawnego IPN, mówił w
      Senacie "mogę podać przykład osoby duchownej, której proces beatyfikacyjny się
      toczy, co do której jest wpis z konkretną datą, dwukrotny, po kolei, i są
      dokumenty w tym samym czasie zbierane na nią, i protokół zniszczenia akt."
    • wyksztalciuch55 brawo!!! , "Rz" pyta : "Na co wydano milony zł?" 22.01.07, 19:12
      Na co wydano miliony złotych?

      Poniedziałek, 22 stycznia (06:48)

      Gdy w gruzach hali MTK ratownicy szukali ciał, w całym kraju trwała wielka akcja
      pomocy dla ofiar i ich rodzin. Pieniądze płynęły szerokim strumieniem. Co się z
      nimi stało i w jakiej sytuacji są ci, którzy stracili najbliższych i zdrowie? -
      stawia pytanie "Rzeczpospolita".

      28 stycznia 2006 r., późne popołudnie. W hali MTK trwa wystawa gołębi. Na gości
      i wystawców wali się ważąca setki ton konstrukcja budynku. Ginie 65 osób, 173
      zostają ranne.

      Niemal natychmiast instytucje państwowe i największe organizacje pozarządowe
      deklarują pomoc dla poszkodowanych i rodzin tych, którzy zginęli. Ale to nie
      wszystko. Poruszeni tragedią Polacy wysyłają esemesy na specjalne numery. Każdy
      to 2,44 zł. Część pieniędzy zabiera fiskus, bo Ministerstwo Finansów nie
      zwolniło charytatywnych esemesów z 22-proc. VAT. - W ciągu miesiąca nasi
      abonenci wysłali blisko milion esemesów. Całkowity dochód netto, czyli prawie 2
      miliony złotych, przekazany został Caritas Polska - mówi Marcin Gruszka z sieci
      Orange. Podobne sumy na konto Caritas Polska wpłacili pozostali operatorzy, Plus
      i Era.
      czytaj dalej


      Były też spontaniczne inicjatywy, choćby koncerty solidarności z ofiarami MTK.
      Czy pieniądze trafiły do poszkodowanych? Nie wiadomo. - To kwestia uczciwości
      organizatorów, my nie mamy żadnych rozliczeń - mówi rzecznik wojewody śląskiego
      Marta Malik.

      Źródło informacji: INTERIA.PL/PAP
      Biuletyn Fakty

      Zobacz dzisiejsze wydanie biuletynu Fakty »

      * Drukuj stronę
      * Wyślij link
      * Kanały RSS

      Oceń artykuł

      * Kiepski
      * Poniżej średniej
      * Średni
      * Powyżej średniej
      * Bardzo dobry

      kliknij aby ocenić
      AKTUALNA OCENA 4.11
      Zobacz najwyżej oceniane artykuły »
      Wasze komentarze (70)

      Dodaj komentarz

      *
      zamiast ... (2)
      ( 2007-01-22 10:49)
      ~KATOLK

      ...PISAĆ KOMENTARZE PO PROSTU NIE DAWAJCIE NA TĘ
      INSTYTUCJĘ ŻADNYCH PIENIĘDZY I JUŻ. A CO DO
      ROZL...
      o
      Re: zamiast ...
      ( 2007-01-22 18:29)
      ~veles

      I co z tego,że nie dam, jak z moich podatków czy
      chcę czy też nie dadzą radni,senatorowie lub
      pos...
      *
      Caritas (3)
      ( 2007-01-22 16:11)
      ~Marianna

      Ludzie czy wyście oszaleli? Może w waszej diecezji
      jest inaczej, ale w gdańskiej tylko Caritas na...
      o
      Re: Caritas
      ( 2007-01-22 18:18)
      ~po

      Tak tylko Caritas ; 1.utrzymuje tylko swoje
      wytypowane owieczki(za komuny pomoc otrzymywali
      wierz...
      *
      nasze podatki
      ( 2007-01-22 18:01)
      ~niu

      nasze podatki idą nie tylko na państwo ale na
      wiele innych instytucji nie państwowych i nie
      muszą...
      *
      Caritas Polska kubły pomyj (2)
      ( 2007-01-22 09:23)
      ~:-((

      wylewa za pomocą swych popleczników na akcje
      Owsiaka który w necie publikuje rozliczenia swoich
      a...
      o
      Re: Re: Caritas Polska kubły pomyj
      ( 2007-01-22 16:38)
      ~:-))

      Jak się czuję teraz klakierzy którzy tu na forum
      odsądzali Owsiaka od czci i wiary?
      *
      prawdopodobmnie na stolki dla kolesiow
      ( 2007-01-22 16:34)
      ~Jan

      prawdopodobmnie na stolki dla kolesiow
      *
      Nigdy na Caritas!!!
      ( 2007-01-22 16:31)
      ~kiha

      Oczywiście że nie !lepiej by mi ręka uschła
      *
      Skandal (2)
      ( 2007-01-22 13:32)
      ~oburzona-oszukana

      Dlaczego pieniądze przekazywane na pomoc dla
      poszkodowanych muszą przechodzić przez łapy
      Caritasu...
      o
      Re: Skandal
      ( 2007-01-22 16:29)
      ~katolik

      Mam wiele do oddania ,ale nigdy przez
      Caritas-zlodzieje
      *
      Kto rozlicza
      ( 2007-01-22 16:19)
      ~Jeszcze polak

      PIS rozlicza przeszlosc,a przekrety robi z
      terazniejszoscia.
      PIS nie panuje nad niczym.Duzo obi...
      *
      taaaaa...na pewno trafily.........
      ( 2007-01-22 15:49)
      ~m

      Kolejni zlodzieje, ot co!!!!!!!!!!
      *
      Przykro to pisać ale znam kilka przykładów na n...
      ( 2007-01-22 15:29)
      ~obserwator

      To zgroza aby kościelna fundacja tak bezczelnie
      okradała ludzi. Nienawidzą Owsiaka za jego
      uczciw...
      *
      To dobrze , ze poruszyliście ten temat.Caritas ... (1)
      ( 2007-01-22 10:43)
      ~meg

      To dobrze , ze poruszyliście ten temat.Caritas
      otrzymal olbrzymie pieniadze dla poszkodowanych i
      ...
      o
      Niestety
      ( 2007-01-22 15:19)
      ~Maleniak

      Niestety tylko Bóg. Są niezależni nawet od
      Papieża.
      *
      Caritas?
      ( 2007-01-22 14:40)
      ~kutwa

      no to ile fur kler sobie kupił?
      *
      A złodziejski fiskus to nawet na największej tr...
      ( 2007-01-22 14:26)
      ~kura

      chce się dorobić. Ale Stokłosie pozwolono oszukac
      i zniknąc. To ptwierdza stare przysłowie: ma...
      *
      Nigdy nie daję na Caritas jak już daję to ludzi...
      ( 2007-01-22 14:19)
      ~aga

      albo takim fundacjom jak Anny Dymnej czy Ofsiakowi
      zawsze się solidnie rozliczają i jeszcze prześ...
      *
      DARMOZJADY W SUTANNACH !!!!!!!!!!!!!!
      ( 2007-01-22 13:48)
      ~J.S.B.Z.K.

      Za tymi złodziejami nikt nie trafi,nie wszystkie
      sumy
      są księgowane.Po za tym część pieniędzy za...
      *
      Caritas
      ( 2007-01-22 13:42)
      ~kuba

      Musle ze red.Rzeczpospolitej powinna skontaktowac
      sie z rodzinami poszkodowanych,ustalic wysokosc...
      *
      Nigdy nie dałem i nie dam gdy bedzie maczała p...
      ( 2007-01-22 13:42)
      ~Nigdy !

      bo oni nigdy ! nie rozliczaja sie na co ile kiedy
      , to worek bez dna pieniadze giną tam jak w cza...
      *
      Widzę kolejnego Maybacha na horyzoncie
      ( 2007-01-22 13:40)
      ~paweł

      Ciekawe kto nim przyjedzie? Rydzyk już ma
      *
      EPISKPOAT POLSKI TO INSTYTUCJA ŚWIĘTA DLA PREZY...
      ( 2007-01-22 13:21)
      ~FROGMEN

      Ja bym zamienił prezydenta na kardynała premiera
      na ojca rydzyka a maciarewicza na biskupa
      wielgu...
      *
      Też się skusiłem i wysłałem sms choć nigdy tego...
      ( 2007-01-22 12:58)
      ~SMS

      nie zrobię i nigdy nie dam nawet złotówki na żadną
      akcję charytatywnom kazda fundaja czy akcja to...

      Dodaj komentarz
      • Gość: e Re: brawo!!! , "Rz" pyta : "Na co wydano milony z IP: *.chello.pl 22.01.07, 19:28
        fakty.interia.pl/prasa/news/na-co-wydano-miliony-zlotych,860991,16
    • Gość: e Piaseczno IP: *.chello.pl 23.01.07, 13:18
      img299.imageshack.us/img299/7122/piasecznogg2.jpg
      • edico Re: Na imprezach Owsiaka 23.01.07, 18:40
        widać radość, a nie takie smuty i znużenie.
    • wyksztalciuch55 ciekawy wywiad z K.Kutzem na temat KoKa 23.01.07, 13:21
      fakty.interia.pl/kraj/news/kosciol-wchodzi-w-wielki-kryzys,861123,3
    • Gość: katolik Re: Ko.ściół Katolicki Sp z o.o. (cz. 2) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.01.07, 23:42
      zal czytac, co wielu z Was wypisuje, czy kiedykolwiek zastanowiliście się nad
      tym?
      • edico Re: Do katolika 24.01.07, 01:06
        Gość portalu: katolik napisał(a):

        > zal czytac, co wielu z Was wypisuje, czy kiedykolwiek zastanowiliście się nad
        > tym?

        Czytać i pisać to wcale nie to samo, co wyprawiać. Czy zastanawiałeś się kiedy
        kolwiek nad dysproporcją tych pojęć i hipokryzją katolicyzmu?
    • Gość: q Re: Ko.ściół Katolicki Sp z o.o. (cz. 2) IP: *.chello.pl 24.01.07, 10:59
      a mowią że naszego nie ma w Davos. przecież jest

      www.joemonster.org/i/k/prezydent.jpg
      • Gość: :) Re: Ko.ściół Katolicki Sp z o.o. (cz. 2) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.01.07, 22:26
        hahahahha
    • Gość: z rekolekcje Opus Dei dla posłów z PO IP: *.chello.pl 24.01.07, 12:00
      "G.W."-22.01.2007r :


      "Wyprawą do pustelni św.Brata Alberta w Tatrach zakończyły sie w sobotę
      dwudniowe rekolekcje PO , które odprawił ks.Stefan Moszoro-Dąbrowski z Opus Dei.
      Do Zakopanego zjechało 80 parlamentarzystów PO m.in. : Jan Rokita , Julia Pitera
      ,Aleksander Grad ,Ireneusz Raś , Jarosław Wałęsa"
    • Gość: nuhy Re: Ko.ściół Katolicki Sp z o.o. (cz. 2) IP: *.krak.tke.pl 24.01.07, 17:46
      o co tyle szumu?????
      • Gość: katol Re: Ko.ściół Katolicki Sp z o.o. (cz. 2) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.01.07, 22:35
        własnie nie wiem o co tym ludkom chodzi.
    • Gość: W o.Bartoś zrzucil habit IP: *.chello.pl 25.01.07, 15:22
      zrzucają habity jak kiedys partyjniacy legitymacje PZPR :)))

      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070125/kraj/kraj_a_3.html
    • Gość: 1e3c 5 księży donosilo na Wałęsę IP: *.chello.pl 25.01.07, 17:28
      "Wśród 140 tajnych współpracowników służb specjalnych PRL, którzy donosili na
      Lecha Wałęsę, znalazło się 5 księży. Znany z szacunku i miłości do Kościoła
      Wałęsa odmawia podania ich nazwisk".
      • Gość: ja Re: 5 księży donosilo na Wałęsę IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.01.07, 22:25
        a mógłby.
        • edico Re: 5 księży donosilo na Wałęsę 26.01.07, 21:35
          Widocznie niezbyt pragnie, by prawda go wyzwoliła :))
    • Gość: aw list papieski z 2001 r "Sacramentorum Sanctitais T IP: *.chello.pl 26.01.07, 12:20
      ...Tutea" nakazujący przypadki pedofilii wśród kleru tuszować i trzymać w tzw
      "sekrecie papieskim"
      www.wprost.pl/ar/?O=64285
    • edico Milczenie kardynała Dziwisza 27.01.07, 11:32
      Przez kilka miesięcy byliśmy świadkami podejmowanych przez kardynała Stanisława
      Dziwisza prób uciszania księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego. Były kapelan
      NSZZ „Solidarność" w Nowej Hucie stara się wyjaśnić kwestie współpracy
      duchownych ze Służbą Bezpieczeństwa. Był za to karany przez kardynała, który
      między innymi zakazał mu kontaktować się z mediami. Chociaż pracę nad książką
      poświęconą współpracy kleru z bezpieką ksiądz Zaleski zakończył we wrześniu, do
      tej pory nie została ona wydrukowana. Co więcej, krakowski kardynał nie zabrania
      swoim podwładnym publicznie dyskredytować kapłana.

      Takie postępowanie nie przystaje do wizerunku dobrodusznego „Stasia" – jak zwykł
      nazywać swojego sekretarza Jana Paweł II. Z naszych ustaleń wynika, że Stanisław
      Dziwisz, jeszcze pracując w Watykanie, miał swój udział w tuszowaniu skandali, w
      które byli zamieszani duchowni, w tym sprawy arcybiskupa Juliusza Paetza.
      • edico List zlekceważony 27.01.07, 11:33
        W 2002 roku „Rzeczpospolita" w artykule „Grzech w pałacu arcybiskupim"
        poinformowała, że metropolita poznański abp Paetz molestował kleryków.
        Publikacja ta była konsekwencją niechęci władz kościelnych do zajęcia się tym
        problemem. Ponad dwa lata lokalne środowisko katolickie próbowało rozwiązać
        sprawę homoseksualnych skłonności arcybiskupa bez jej upubliczniania. Na nic się
        zdały jednak rozmowy z metropolitą podejmowane przez kilku poznańskich
        duchownych. Ponieważ nie było żadnej reakcji z jego strony, w sierpniu 2000 roku
        grupa kapłanów i świeckich katolików napisała list do władz kościelnych.
        Zawieziono go do Rzymu i wręczono biskupowi Dziwiszowi. Z uwagi na jego bliski
        kontakt z Janem Pawłem II liczono na interwencję, zanim dojdzie do medialnego
        skandalu.

        Osobisty sekretarz papieża otrzymał udokumentowane sygnały o nagannym zachowaniu
        ówczesnego poznańskiego metropolity, ale – wszystko na to wskazuje – nie
        przekazał ich papieżowi. Jan Paweł II znacznie później dowiedział się o
        molestowaniu kleryków przez poznańskiego arcybiskupa.

        Dlaczego papieski sekretarz zlekceważył problem? Dlaczego prawdopodobnie nie
        poinformował o sprawie Jana Pawła II? Trudno rozstrzygnąć. Nie był to wypadek
        odosobniony.
        • edico Tragedia bez reakcji 27.01.07, 11:34
          Dotarliśmy do wstrząsającego dokumentu, który budzi wątpliwości co do postawy
          Dziwisza wobec skandali obyczajowych z udziałem księży. 5 grudnia 2002 roku list
          do biskupa Dziwisza wysłał ojciec Antonio Ornelas – meksykański duchowny. Nie
          był to zwykły kapłan, lecz doktor praw kościelnych, wieloletni członek trybunału
          kościelnego (sądu duchownego) w Meksyku.

          Ojciec Antonio zwrócił się do sekretarza papieskiego z prośbąo interwencję w
          sprawie ojca Marciala Maciela Degollady, założyciela i przełożonego zgromadzenia
          Legio Christi (Legionistów Chrystusa). Miał on się dopuścić „licznych nadużyć
          seksualnych" wobec ośmiu nieletnich członków zgromadzenia. Klerycy byli też
          „świadkami ciężkich przestępstw przeciwko moralności ludzkiej i religijnej" –
          „większość z nich walczy o zachowanie wiary". Jeden z nich miał być wykorzystany
          przez o. Marciala 40 razy.

          List zawiera także informacje o czynach kryminalnych wobec ofiar molestowania,
          którym „o. Marcial i jego przyjaciele grożą śmiercią i agresją fizyczną". Kapłan
          wspomniał też o prześladowaniu go z powodu próby postawienia ojca Marciala przed
          kościelnym sądem. Napisał, że w „Kurii Rzymskiej kardynałowie jeżdżą samochodami
          podarowanymi przez o. Marciala".

          Co ciekawe, wstrząsający list napisany został po polsku. Meksykańskiemu
          duchownemu zależało, żeby trafił do Dziwisza, który był w Watykanie znany z
          tego, że ceni polskie akcenty w zachowaniach wobec niego. Niestety, podobnie jak
          w wypadku listu dotyczącego abp. Paetza, interwencja Ornelasa u Stanisława
          Dziwisza nic nie pomogła. Kapłan prawdopodobnie nie otrzymał odpowiedzi. Niemal
          na pewno Jan Paweł II nie został o sprawie poinformowany, bo zapewne podjąłby
          kroki wyjaśniające (tak zrobił natychmiast, gdy dowiedział się o abp. Paetzu).
          Przełożony Legionistów Chrystusa, o. Maciel został skłoniony do rezygnacji z
          funkcji i ukarany dopiero ponad trzy lata później, w maju ubiegłego roku przez
          Benedykta XVI.
          • edico Wsparcie dla Paetza 27.01.07, 11:34
            Trudno nie zauważyć, że powrót na scenę publiczną emerytowanego w trybie nagłym
            poznańskiego arcybiskupa wiąże się z powrotem papieskiego sekretarza do Polski.
            Paetz uczestniczył w sierpniu 2005 roku w ingresie arcybiskupim Stanisława
            Dziwisza po jego przyjeździe do kraju. W marcu 2006 roku był natomiast gościem
            na przyjęciu wydanym na cześć kardynała w Krakowie. Nie bez wiedzy tego
            dostojnika kościelnego Paetz uczestniczył także w Krakowie w oficjalnych
            spotkaniach z Benedyktem XVI podczas jego wizyty w Polsce.

            Dziwisz i Paetz dobrze się znają. Spędzili wiele lat w Watykanie, pełniąc ważne
            funkcje w otoczeniu papieskim. Czy znajomość uprawnia jednak grającego teraz
            pierwsze skrzypce w polskim Kościele kardynała do legitymizacji bohatera
            największego obyczajowego skandalu kościelnego w Polsce?

            – Chrystus mówił, że prawda nas wyzwoli, ale niestety, wielu hierarchom brakuje
            odwagi, by się zmierzyć z prawdą. Dlatego ukrywa się kłopotliwe sprawy, zamiast
            je wyjaśniać – mówi jeden z poznańskich katolików. – A przecież historia
            pokazuje, że zamiatanie śmieci pod dywan daje przeciwny skutek do zamierzonego.
            Gdyby list przekazany w 2000 roku Dziwiszowi nie został zlekceważony, pewnie w
            2002 roku sprawa Paetza nie pojawiłaby się w mediach. Podobnie będzie zapewne ze
            sprawą ks. Zaleskiego. Kneblowanie go przez Dziwisza ma opłakane skutki dla
            polskiego Kościoła. Przykre jest to, że takie działania wyglądają na popieranie
            przez kardynała tych, którzy złamali prawo i obyczaje. •

            Kardynał Stanisław Dziwisz utrudnia ujawnianie ciemnych stron życia niektórych
            duchownych. Z naszych ustaleń wynika, że robił tak już, gdy był w Watykanie –
            między innymi w sprawie arcybiskupa Juliusza Paetza.
            • edico Kardynał Dziwisz nie odpowiada 27.01.07, 11:37
              Na początku grudnia ubiegłego roku zwróciliśmy się do kardynała Dziwisza za
              pośrednictwem jego rzecznika o odpowiedź na następujące pytania:

              1. Czy latem 2000 roku otrzymał ksiądz kardynał list od poznańskich duchownych i
              katolików świeckich w sprawie abp. Juliusza Paetza w związku z jego
              kontrowersyjnymi zachowaniami wobec kleryków? Jeśli tak, to czy interweniował
              ksiądz kardynał w tej sprawie u ś.p. Jana Pawła II?

              2. Czy po śmierci Papieża, po swoim powrocie do Polski, podejmował ksiądz
              kardynał abp. Paetza? Jeśli zaś doszło do takiego spotkania, to czy zabiegał o
              nie abp Paetz?

              3. Czy w 2002 roku otrzymał ksiądz kardynał od ojca Antonia Ornelasa list w
              sprawie ojca Marciala Maciela Degollady, założyciela i przełożonego zgromadzenia
              Legio Christi? Jeśli tak, to czy podjął ksiądz kardynał interwencję w tej
              sprawie u Jana Pawła II?

              15 grudnia rzecznik kardynała ks. Robert Nocek napisał do nas: „Temat ten wymaga
              poważnych przemyśleń i przypomnień, gdyż pytania są prowokacyjne i każda
              odpowiedź – zarówno pozytywna, jak i negatywna – może być w różnoraki sposób
              interpretowana. Niekoniecznie zgodnie z prawdą".

              Minęły prawie dwa miesiące, a mimo wielokrotnych przypomnień żadnej odpowiedzi
              na nasze pytania nie otrzymaliśmy.

              Krzysztof Kaźmierczak
              k.kazmierczak@glos.com
              www.glos.com/index.php?ida=2143
    • Gość: p 22 IP: *.chello.pl 27.01.07, 17:59
      001. arcybiskup Stanisław Wielgus - TW GREY
      002. biskup Mieczysław Cisło - TW RZYMIANIN
      003. biskup Jerzy Dąbrowski - TW IGNACY
      004. biskup Wiesław Mering - TW LUCJAN
      005. biskup Wiktor Skworc - TW DĄBROWSKI
      006. prałat Ludwik Grochowina - TW LUDWIK
      007. ksiądz profesor Stanisław Kowalczyk - TW WITOLD
      008. ksiądz profesor Antoni Misiaszek - TW PROFESOR
      009. ksiądz Janusz Bielański - TW WAGA
      010. ksiądz Franciszek Cybula - TW FRANKO
      011. ksiądz Michał Czajkowski - TW JANKOWSKI
      012. ksiądz Mirosław Drozdek - TW EWA
      013. ksiądz Józef Gorzelany - TW TURYSTA
      014. ksiądz Tadeusz Hebel - TW BRONISŁAW
      015. ksiądz Konrad Hejmo - TW HEJNAŁ
      016. ksiądz Jerzy Michał Kuehnbaum - TW JULIAN
      017. ksiądz Wiesław Lauer - TW SZEJK
      018. ksiądz Mieczysław Łukaszczyk - TW TURYSTA
      019. ksiądz Mieczysław Maliński - TW DELTA
      020. ksiądz Władysław Matys - TW WOJTEK
      021. ksiądz Witold Strykowski - TW ŚLĄSKI
      022. ojciec Józef Efrem Osiadły - TW SZCZEPAN
    • arent5 12 biskupów 27.01.07, 20:28
      "Ramzes, Profesor, Apollo, Wacław, Pisarz, Franciszek, Stolnik, Bolesław, Bernat,
      Pasterz, Władysław oraz Tadeusz - to kryptonimy biskupów, którzy donosili SB.
      Bezpieka posługiwała się tymi 12 hierarchami dla rozgrywek personalnych na
      szczytach kościelnej władzy" - ujawnia "Dziennik" z 9 I 2007 r.
      • Gość: jankomuzykant nowy produkt IP: *.nat.rsk.pl 28.01.07, 10:33
        od jutra w ogólnej sprzedaży / księgarnie i kioski/ wspomnienia służącego,
        przepraszam, sekretarza. KK sp. z o.o. wzbogaci się o nowe miliony. Czytelnicy
        gremialnie pójdą i kupią, ciekawi tajemnic papieskiej alkowy. Miłej lektury.
        • Gość: Ed Re: Święty koszmar wprost z Watykanu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.07, 11:54
          W wyniku przeprowadzonego śledztwa wynika, że Jan Paweł I, biskup Wenecji Albino
          Luciano został zabity po trzydziestu trzech dniach pontyfikatu.

          Były co najmniej dwie przyczyny morderstwa: modernistyczne przekonania papieża
          (między innymi był za regulacją urodzin i stosowaniem środków antykoncepcyjnych)
          oraz obawa przed ujawnieniem nadużyć dokonywanych przez hierarchów kościoła do
          spółki z mafią, lożą masońską, organizacją faszystowską, które nawzajem się
          przenikały.

          Wszystkie najważniejsze osoby zamieszane w nadużycia zostały zamordowane lub
          ginęły w dziwnych wypadkach z wyjątkiem głównego machera ze strony watykańskiej,
          Amerykanina pochodzenia litewskiego, biskupa Marcinkusa.

          W Wenecji istniał Banca Cattolica Veneto zwany bankiem księży, bank był dumą
          biskupa Lucianiego i całej prowincji weneckiej. Tak było do 1972 r., kiedy bank
          nagle przestał udzielać korzystnie oprocentowanych kredytów dla księży. Do tej
          pory (od 1946 r.) 51% akcji banku znajdowało się w posiadaniu Instituto per la
          Opere di Religione (IOR) zwanym Bankiem Watykańskim. W 1946 r. dyrektor Banku
          Watykańskiego Paul Marcinkus sprzedał 37% akcji Banca Cattolica Veneto Roberto
          Calviemu, szefowi mediolańskiego Banco Ambrosiano.

          W Wenecji zawrzało, Albino Luciano pojechał do Rzymu, aby wysondować, o co
          chodzi w tej całej sprawie. Udał się do swojego przyjaciela arcybiskupa
          Giovanniego Benellego.

          Cała transakcja była rezultatem planu opracowanego wspólnie przez Calviego,
          Sindonę i Marcinkusa. Firmę pod nazwą Pacchetti Calvi kupił od Sindony, kiedy
          kurs jej akcji sztucznie zaniżono posługując się kryminalnymi metodami.
          Marcinkus dopomógł Calviemu w ukryciu tej i innych nielegalnych operacji przed
          instancjami nadzorującymi banki włoskie, stawiając mu do dyspozycji instytucję i
          nazwę Banku Watykańskiego.

          Papież Paweł VI wiedział o tym wszystkim, ale nie uczynił nic, aby ukarać
          Marcinkusa.

          W 1973 r. w Watykanie pojawili się goście z Ministerstwa Sprawiedliwości USA i
          FBI. Poinformowali oni stronę kościelną o wykryciu malwersacji na dużą skalę. W
          1971 r. do Rzymu dostarczono pakiet doskonale podrobionych papierów
          wartościowych wykonanych przez specjalistów z amerykańskiej mafii. Była to
          pierwsza partia o wartości 14,5 mln dolarów. Ogółem zamówienie opiewało na 950
          mln dolarów. Papiery zamówił Marcinkus za cenę 475 mln dolarów. Pośredniczyli
          Austriak Leopold Ledl oraz Mario Foligni znany jako "hrabia San Francisco".

          Marcinkus był przybocznym gorylem papieża i taki pseudonim przylgnął do jego
          osoby. Marcinkus zaprzyjaźnił się z Pasquale Macchim, członkiem tak zwanej mafii
          mediolańskiej, grupy doradców papieża, przywiezionej przez niego z miasta, z
          którego przybył do Rzymu.

          Po krachu na giełdzie w Mediolanie, sędziowie, świadkowie i sprawcy oszustw
          zaczęli ginąć. 10 lipca 1976 r. zastrzelono Vittorio Occorsio, który prowadził
          śledztwo w sprawie związków łączących lożę masońską P2 i ruch neofaszystowski.
          Zginęli także: Emilio Alessandrini, sędzia śledczy zajmujący się oszustwami
          Banco Ambrosiano, Mino Pecorelli, członek loży P2, który zgodził się na
          współpracę z policją, Giorgio Ambrosoli, świadek, który złożył zeznania
          obciążające Sindonę, Boris Guliano, szef policji z Palermo, który rozmawiał z
          Ambrosolim tuż przed smiercią. Roberto Calvi popełnił "samobójstwo" w 1982 r.
          Jego sekretarka też zabiła się skacząc z okna czwartego piętra. Michele Sindona
          został skazany w Stanach Zjednoczonych na 25 lat więzienia.

          Marcinkus zachował swoje stanowisko "goryla papieża", ale przestał wyjeżdżać z
          Watykanu, ponieważ groziło mu aresztowanie przez służby specjalne Stanów
          Zjednoczonych.

          Na polecenie Jana Pawła II Calvi i Marcinkus organizowali przekazywanie
          pieniędzy z diecezji chicagowskiej do Polski. Gdyby to była prawda, to okazałoby
          się, że kościół polski i Solidarność korzystali z brudnych pieniędzy.

          Calvi często mówił o tych transferach pieniędzy do Polski, kiedy rozmawiał z
          przyjaciółmi lub ludźmi zaufanymi. Jednym z tych zaufanych był Carboni, który -
          jak przystoi solidnemu członkowi P2 - potajemnie włączał magnetofon:

          "Marcinkus musi uważać na Casarolego, który jest przywódcą grupy opozycyjnej.
          Gdyby Casaroli spotkał kiedyś w Nowym Jorku jednego z tych finansistów
          pracujących dla Marcinkusa, i wysyłających pieniądze dla "Solidarności", wówczas
          z Watykanu nie pozostałby kamień na kamieniu. Albo gdyby Casaroli znalazł
          chociażby jeden z tych dokumentów, o których ja wiem - wówczas żegnaj
          Marcinkusie, żegnaj Wojtyło. Żegnaj "Solidarności". Wystarczyłaby jedynie
          ostatnia operacja na sumę 20 mln dolarów. Opowiedziałem o tym także
          Andreottiemu, ale nie wiadomo dokładnie po czyjej stronie on stoi. Gdyby sprawy
          we Włoszech przybrały niekorzystny obrót, wówczas Watykan musiałby wynająć sobie
          budynek w Waszyngtonie, na tyłach Pentagonu. W każdym razie bardzo daleko od
          Bazyliki Św. Piotra."

          Ogólna suma pieniędzy, która na polecenie Watykanu przemycono potajemnie i
          nielegalnie do kas "Solidarności", wynosi ponad 100 mln dolarów.

          Cody umarł w 1982 r., Casaroli dostał wysokie stanowisko w Watykanie, Andreotti
          został osobistym przyjacielem Jan Pawła II, Reagan i Jan Paweł II osobiście
          współpracowali w obaleniu komunizmu w Polsce, wymiar sprawiedliwości Włoch nie
          wykrył, kto zorganizował zamach Alego Agcy na papieża, chociaż w śledztwie
          przewijało się szereg wątków.
    • arent5 no to gdzie ten Bóg ? 28.01.07, 16:46
      Bóg w mózgu?
      Jak traktować fakt, że wiele osób zapewnia, iż prowadzi rozmowy z Bogiem lub
      aniołami?
      Jak traktować fakt, że wiele osób zapewnia, iż prowadzi rozmowy z Bogiem lub
      aniołami? /AFP

      Niedziela, 28 stycznia (07:00)

      Wiele osób twierdzi, że czasem odczuwa obecność Boga lub aniołów, a nawet, że z
      nimi rozmawia. Naukowcy zajęli się sprawą tych mistycznych doznań, a ich
      ustalenia są zaskakujące.

      Zespół naukowców z uniwersytetu w Montrealu zbadał zależności między procesami
      neurologicznymi zachodzącymi podczas mistycznego kontaktu z Bogiem. Eksperci
      poprosili grupę sióstr zakonnych o opowiedzenie o swych przeżyciach. Gdy
      zakonnice relacjonowały doznania związane z kontaktem z Bogiem, naukowcy badali
      aktywność ich mózgów metodą rezonansu magnetycznego. Zarejestrowano wzmożoną
      aktywność w co najmniej 12 partiach mózgu, także w tych, które zazwyczaj
      odpowiadają za emocje i świadomość.

      Wyniki tych badań wskazują, że w ludzkim mózgu nie ma jednego miejsca
      odpowiedzialnego za kontaktowanie się z Bogiem. Bram do Boga jest wiele -
      orzekli kanadyjscy naukowcy badający
      czytaj dalej


      fenomen mistycznych przeżyć.

      Naukowcy z wielu ośrodków badawczych od dawna toczyli dyskusję na temat tego, w
      jaki sposób zachowują się mózgi mistyków. Niektórzy badacze sugerowali, że za
      przeżycia tego rodzaju odpowiedzialna jest jakaś konkretna partia mózgu.

      Zamiast istnienia jednego miejsca w mózgu, wiążącego się z doświadczeniami
      mistycznymi, odkryliśmy, że w ten proces zaangażowanych jest kilka rejonów mózgu
      - stwierdził w wypowiedzi dla mediów szef zespołu badawczego, dr Mario Beauregard.

      Co badacz, to inne wnioski. W minionych latach badania prof. Michaela Persingera
      z Uniwersytetu Laurentiańskiego w Sudbury w Kanadzie wykazały, że doznania
      mistyczne można wywołać działając na mózg zmiennym polem magnetycznym. Persinger
      przeprowadził eksperymenty dowodząc, że takie doznania można wywołać

      w laboratorium.

      Z kolei wg dr Petera Bruggera, neurologa ze szpitala uniwersyteckiego w Zurychu,
      niezwykłe doznania wynikają z procesów chemicznych zachodzących w mózgu
      człowieka. Wyniki badań szwajcarskiego naukowca mówią, że kontakty z Bogiem,
      aniołami, duchami, to efekt oddziaływania dopaminy.

      Dopamina jest substancją związaną z mózgowym układem nagrody i motywacji. Gdy
      poda się ją sceptykom, podnosząc jej naturalny poziom w organizmie, sceptyk
      zaczyna miewać doznania mistyczne, widuje anioły i duchy. Co ciekawe, osobom
      otwartym na takie zjawiska po podaniu dopaminy poziom mistycyzmu nie zmienia
      się. Dlaczego tak się dzieje, tego dr Brugger nie potrafi wyjaśnić. Czyżby
      chemia też otwierała drzwi do sfery mistyki?

      A może niezwykłe doznania, to tylko

      skutek choroby?

      Tak twierdzi dr Vilayanur Ramachandran, wykładowca i dyrektor Ośrodka Badań nad
      Mózgiem i Świadomością na Uniwersytecie Kalifornijskim. Wg dr Ramachandrana,
      wielu pacjentów cierpiących na padaczkę skroniową doznaje bliskości Boga.
      Podobnie uważają amerykańscy neurolodzy, dr Jeffrey Saer i dr John Rabin
      zapewniając, że na padaczkę chorowało wielu przywódców religijnych i mistyków,
      np. św. Paweł, Joanna d`Arc, Ezechiel.

      Jak traktować fakt, że wiele osób zapewnia, iż prowadzi rozmowy z Bogiem lub
      aniołami? Że słyszy głosy mistycznych istot? Czy to faktycznie tylko przypadki
      dla psychiatrów?

      Według ustaleń zespołu brytyjskich psychologów z uniwersytetu w Manchesterze, aż
      co 25. osoba słyszy głosy. Eksperci z Manchesteru twierdzą jednak, że słyszenie
      głosów we własnej głowie okazuje się zupełnie normalnym zjawiskiem. Mało tego,
      według brytyjskich psychologów,

      tajemnicze głosy

      niekoniecznie muszą być symptomem choroby psychicznej, a dla niektórych osób
      mają działanie wręcz uspokajające.

      - Niektórzy ludzie słyszą głosy w swojej głowie, ale nigdy nie odczuwali z tego
      powodu potrzeby korzystania z pomocy medycznej - stwierdza biorąca udział w
      badaniach, dr Aylish Campbell. - Liczba osób, które słyszą głosy i nie szukają
      pomocy psychiatrycznej, zdecydowanie przewyższa liczbę osób, które z pomocy
      medycznej korzystają.

      Co właściwie oznaczają te wyniki badań ekspertów różnych specjalności? Czy
      naukowcy starają się udowodnić, że mistyczne doznania wielu ludzi, to tylko
      chemiczne i elektryczne procesu w mózgu? Że kontakt z Bogiem, aniołami i innymi
      przejawami sfery metafizyki, to wyłącznie złudzenie, skutek ciężkiej choroby?

      - Wyniki naszych badań nie umniejszają znaczenia ani wartości takich
      doświadczeń, jak też nie potwierdzają, ani nie podważają istnienia Boga -
      zapewnia dr Mario Beauregard, szef kanadyjskiego zespołu badającego przeżycia
      zakonnic.

      Tadeusz Oszubski
      • Gość: kit Re: no to gdzie ten Bóg ? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.01.07, 23:11
        ciekawe
        • edico No to gdzie ten Bóg - czyli katolickie pogaństwo 1 15.04.07, 12:26
          Joanna Podgórska "Święta w starych dekoracjach" – "POLITYKA" nr 14 (7 IV 2007).
          Lektura ciekawa, dla tego ją przytoczę pozostawiając refleksje i wnioski czytającym.

          Dymy kadzideł, procesje, strojne szaty kapłanów, światła na grobach, kult
          świętych wizerunków, medaliki traktowane jak talizmany, błagalne i dziękczynne
          wota – to relikty prastarych kultów, które wchłonęło chrześcijaństwo. W polskim
          katolicyzmie przetrwało ich szczególnie dużo. Stanowią niemal o narodowej
          tożsamości. Tworzą barwną tradycję, ale czynią też Polskę czymś w rodzaju
          religijnego skansenu, w którym parlamentarzyści modlą się o deszcz albo chcą
          intronizować Chrystusa na króla Polski.
          Dziedzictwo pogaństwa wciąż jest w Polsce żywe, a nawet się rozwija –
          stwierdził prof. Norman Davies (…), wymieniając obok zaduszek i dożynek m.in.
          święcenie samochodów. Widziana oczami zewnętrznego obserwatora polska
          religijność jawi się jako szczególnie uzależniona od rekwizytów, widzialnych
          znaków: popiołu, palemek, różańców, medalików, obrazków. U nas do dziś figury
          płaczą krwawymi łzami, a plama na szybie może stać się cudownym wizerunkiem
          Matki Boskiej i gromadzić tysiące wiernych. Tak jakby ciągle niezbędna była
          Biblia pauperum. Okruchy magicznego szkieletu, na którym wspierała się
          przedchrześcijańska wizja świata, utkwiły w nas niezwykle mocno.
          Przymiotnik "pogański" ma w języku konotację negatywną, a dług, jaki
          chrześcijaństwo zaciągnęło wobec tamtej kultury, bywa zwykle wstydliwie
          przemilczany. – Z historycznego punktu widzenia formy kultu są rzeczywiście
          takie jak w pogańskich kulturach rolniczych, odwołujących się do sacrum
          zaświatów; zostały bezszmerowo włączone w chrześcijański kontekst obrzędowy. Z
          punktu widzenia współczesnych relacji człowieka z wszechświatem i innymi ludźmi
          sens owych form nie jest już pogański, bo odwołują się one do chrześcijańskiej
          hierarchii mitycznej i kościelnej – mówi prof. Anna Zadrożyńska z Instytutu
          Etnologii i Antropologii Uniwersytetu Warszawskiego. – Wynika z tego jednak
          teza niezgodna z panującym przeświadczeniem: to chrześcijaństwo ukorzeniło się
          w kulturze europejskich pogan, a nie Europa zapuściła korzenie w glebie
          chrześcijaństwa.
          • edico No to gdzie ten Bóg - czyli katolickie pogaństwo 2 15.04.07, 12:27
            Z prastarej religii kosmicznej zapożyczono czas świętowania, który od neolitu
            wyznaczała wędrówka słońca po niebie. Bogowie zawsze rodzili się w zimowe
            przesilenie, umierali i zmartwychwstawali z wiosenną równonocą. Gdy w dawnym
            kalendarzu istniał obrzęd związany z kultem słońca, w obrzędowości
            chrześcijańskiej pojawia się święto lub dzień świętego patrona. Matki Boskiej
            Gromnicznej obchodzone 2 lutego to połowa zimy, gdy zapala się ognie, aby
            przyspieszyć powrót jasności. Święto płodności, obchodzone w letnie
            przesilenie, zmieniło się w wigilię św. Jana i rytuał Zielonych Świątek.
            Kościelna nazwa tych ostatnich to Zesłanie Ducha Świętego, ale ludowa pobożność
            wpisała je w rytm przyrody, sięgając do archetypowych praktyk magicznych, które
            miały oczyścić ziemię z demonów i zapewnić obfite plony: palono ognie, domy
            przyozdabiano zielenią tataraku, procesje z chorągwiami obchodziły zasiane
            pola, a bydło okadzano dymem z poświęconych ziół.
            Ciekawa jest także historia Bożego Ciała (ludowa nazwa Święta Ciała i Krwi
            Pańskiej), ustanowionego przez Kościół w XIV w. po cudzie w Orvieto, gdy hostia
            w rękach księdza heretyka zaczęła krwawić. Na pamiątkę tego wydarzenia
            uroczysta procesja zatrzymuje się przy czterech ołtarzach, gdzie odczytywane są
            fragmenty czterech ewangelii związane z Eucharystią. W obrządku ludowym
            ewangelie nie były jedynie nauką, ale świętym przedmiotem materialnym, który w
            postaci zakopanych na rogach pól zwitków miał chronić plony od gradobicia. Do
            tego doszły poświęcone wianki, które jako talizmany zabierano do domów, by
            odstraszały pioruny i choroby.
            W świętach, obrzędach i zwyczajach przechowało się mnóstwo elementów dawnych
            obrzędów ofiarnych, magii płodności, rytów oczyszczających, magii dobrego
            początku, trwających nieustannie pertraktacji z zaświatami. Błagalne krzyże i
            kapliczki wznoszone na granicach wsi można postrzegać jako przejaw archaicznego
            lęku przed obcym światem, święte znaki, które mają chronić obszar wewnętrzny
            przed otaczającym chaosem, demonami i plagami. W chwilach zagrożenia obchodzi
            się je w uroczystej procesji, bo są one punktem mediacji z zaświatami,
            uprawnionych i otoczonych ochroną kontaktów z nimi. Święcenie nowo wybudowanych
            gmachów można postrzegać jako magię dobrego początku. Poświęcone obrazki,
            medaliki ze św. Krzysztofem to rodzaj amuletów.
            – Myślenie religijne wymaga założenia, że gdy chcemy coś w świecie zmienić,
            niezbędna jest Boska interwencja. Podmiotem jest Bóg, człowiek może tylko
            prosić. W myśleniu magicznym człowiek swoimi działaniami i praktykami
            prowokuje, skłania, zmusza do zmiany zaświatowe moce. Do części magicznej,
            pogańskiej, w której zawiera się wiara w sprawczą moc słów, dodano obudowę
            chrześcijańską. W obrzędowości te dwa porządki są tak przemieszane, że trudno
            je interpretować – twierdzi prof. Piotr Kowalski, etnolog. – Choćby kwestia
            wody. Wiadomo, jakie procedury kościelne nadają sakrę wodzie święconej. Ale
            czym jest woda z uzdrawiających źródełek? Żywą wodą z bajki? Bez trudu da się
            to wytłumaczyć w kategoriach magicznych. (...)
            • edico No to gdzie ten Bóg - czyli katolickie pogaństwo 3 15.04.07, 12:28
              W przedchrześcijańskim świecie działanie sił magicznych było równie oczywiste
              jak działanie sił natury. Próbowano je zaklinać lub przebłagać. Ten stały
              dialog z zaświatami był codziennością. Kościół odrzuca magię ze względów
              zasadniczych, ale musi się liczyć z jej występowaniem. Zwłaszcza z tymi
              przejawami myślenia magicznego, które sytuują się blisko wiary i praktyk
              religijnych, jak kult świętych czy kult obrazów – pisze Zdzisław Mach we
              wstępie do pracy Dominiki Jaźwieckiej-Bujalskiej "Między magią a religią", w
              której bada ona zabobony i przesądy wśród duchowieństwa katolickiego. Choć
              ankietowani przez nią księża deklarują niewiarę w przesądy, przyznają, że
              zdarza im się tłumaczyć niepowodzenia czarnym kotem, trzynastym, albo przejść
              na drugą stronę drogi na widok zakonnicy. Mówiąc o medalikach, w pierwszym
              rzędzie przywołują naukę Kościoła, według której są one tylko symbolami
              wspomagającymi pamięć o pierwowzorze, ale dalej okazuje się, że to jednak
              rodzaj talizmanu. Jak mówi jeden z księży, skoro sprawdziło się, że ten
              konkretny medalik przynosi szczęście, to już nie jest magia, ale racjonalne
              myślenie. Co więcej, dla niektórych medaliki są sygnałem rozpoznawczym,
              pozwalającym rozpoznać swoich, czymś w rodzaju totemu.
              Religijność chrześcijańską utworzyły dwa nurty: ten zgodny z oficjalnym
              obrządkiem Kościoła i ten wcześniejszy, rodem z ludowej tradycji rolniczej.
              Stopiły się, tworząc całość. Skala powodzenia nowej religii zależy od tego, jak
              wiele elementów poprzednich kultów potrafi wchłonąć. Tak jest zawsze. Na
              fundamentach starych świątyń buduje się nowe, wymienia bogów na ołtarzach. Tak
              było też w przypadku chrześcijaństwa. (…) Wszystko, co nie stało w jaskrawej
              sprzeczności z nową wiarą, mogło zostać zaadaptowane.
              Przez wieki pod wpływem rozwoju nauki i przemian cywilizacyjnych relikty
              dawnych kultów zanikały. Resztki magicznej koncepcji rzeczywistości zachowały
              się głównie w postaci przesądów, zwyczajów, gestów, które postrzegany jako
              irracjonalne, ale które wciąż bezwiednie powtarzamy. (…) Polska religijność
              jest nadal nimi przesycona i stanowią coś więcej niż element dekoracyjny.
              Dlaczego? Pierwszy trop, jaki się nasuwa, to fakt, że nadal jesteśmy w dużej
              mierze społeczeństwem rolniczym, a co za tym idzie, nurtem dominującym jest
              katolicyzm ludowy. Jego wnikliwe studium, do którego badacze odwołują się po
              dziś dzień, przeprowadził w latach 30. XX w. Stefan Czarnowski, teoretyk
              kultury i religioznawca.
              • edico No to gdzie ten Bóg - czyli katolickie pogaństwo 4 15.04.07, 12:28

                • edico No to gdzie ten Bóg - czyli katolickie pogaństwo 15.04.07, 12:30
                  Pierwszą z cech religijności ludu polskiego, jaką wymienia, jest nacjonalizm
                  wyznaniowy. Katolicyzm na wsi był czymś w rodzaju religii plemiennej, przede
                  wszystkim sprawą życia zbiorowego, a dopiero wtórnie indywidualnego;
                  najdonioślejszą cechą etniczną. U podstaw tego nacjonalizmu leży lokalność
                  religii. Żeby nabożeństwo było pełne, musi odbyć się w społeczności
                  sąsiedzkiej. Mieszkańcy okolicy mają swojego świętego, swój cudowny obraz,
                  swoją figurę, swoje procesje. Bywa, że lokalne społeczności rywalizują ze sobą,
                  gdy chodzi o rangę swych świętych obrazów. Ważą skuteczność interwencji,
                  powołują się na cuda, spierają o nie.
                  Zespolenie z narodem dokonuje się w zbiorowym uniesieniu podczas pielgrzymki do
                  Częstochowy. "Włościanin wie, że jego wyznanie jest powszechne, ogólnoludzkie,
                  bo go tego ksiądz nauczył; ale jako Polak jest on czcicielem szczególnym Matki
                  Boskiej Częstochowskiej, największej ze wszystkich, najbardziej cudownej,
                  najpotężniejszej. A że to Matka Boska bliska, interesująca się jego sprawami,
                  własna – ma się on za lepszego katolika od tych wszystkich innych, którzy do
                  Boga nie umieją modlić się jak należy, po polsku, i którzy czczą obce Matki
                  Boskie" – pisał Czarnowski.
                  Kolejną cechą polskiej religijności ludowej, jaką wymienia, jest właśnie
                  maryjność. W czasach, gdy pisał swoje studium, także w innych krajach
                  katolickich Matka Boska bywała najgorliwiej czczoną świętą. Była to jednak
                  nieco inna Matka Boska. Na południu Europy Maria była następczynią potężnych
                  pogańskich bogiń matczynych – możną, feudalną panią, władczynią otoczoną
                  dworem, sprawującą rządy. W Polsce nabrała rysów spełniających polskie
                  wyobrażenie o opiekunce i orędowniczce. "Jest przede wszystkim piękną i dobrą,
                  łaskawą panienką, wstawiającą się za swoimi czcicielami u Syna, podobnie jak –
                  według pragnień chłopa polskiego z okresu pańszczyźnianego – winna się za nim
                  wstawiać dobra panienka ze dworu".
                  Podobnie lud postrzegał Jezusa – jako dobrego gospodarza, który chodzi po
                  ziemi, by osobiście sprawdzić, czy jego poddanym nie dzieje się krzywda i
                  cudownie interweniując. Jezus i Maria to przede wszystkim rozdawcy łask
                  ziemskich na miarę wioskowych potrzeb. Religijne ekstazy były rzadkością i
                  raczej patrzono na nie podejrzliwie. Gdy objawiały się święte postaci, to
                  niemal cieleśnie, ubrane tak jak na figurze i wydawały praktyczne polecenia:
                  daj jałmużnę, idź na pielgrzymkę, a do zbiorowości zwracały się głównie w
                  kwestii wybudowania kościoła w konkretnym miejscu.
                  Wiąże się z tym kolejna cecha religijności opisana przez Czarnowskiego:
                  sensualizm i kult obrazów. Wizerunki, którym na polskiej wsi oddawano cześć,
                  były symbolami jak najbardziej dosłownymi. Postać Matki Boskiej w Polsce tak
                  bardzo zespala się z jej malowanym wizerunkiem, że normalnym sposobem jej
                  objawiania się jest objawienie się obrazu. Jego moc udziela się kopiom i
                  odbitkom, które usamodzielniają się jako przedmioty kultu, żyją własnym życiem:
                  ozdabiane drogocennymi sukienkami stają się celem pielgrzymek, płaczą krwawymi
                  łzami, zapowiadając klęski. Podobnie postrzega Czarnowski gorliwość, z jaką lud
                  pielgrzymuje do kalwarii; aby tajemnica była zrozumiała, musi przybrać postać
                  zmysłowej, dotykalnej rzeczywistości.
                  Wreszcie ostatnia cecha to rytualistyczny stosunek do religii. Akty religijne,
                  obrzędy, gesty, formuły zajmują w niej miejsce najistotniejsze, bo jest to
                  religijność uboga z doktrynalnego punktu widzenia. Jak opisuje badacz:
                  włościanin zna parę pieśni kościelnych, czasem czytuje żywoty świętych, ale
                  Pisma Świętego prawie nigdy, nieznane mu są nie tylko zagadnienia dogmatyczne,
                  ale nawet proste prawdy wiary. Wyznania rozróżnia wedle cech zewnętrznych.
                  Kalwin to taki, co je mięso w Wielki Piątek, luter nie zachowuje postów i nie
                  czci Matki Boskiej, prawosławny to członek wyznania, którego żonaci kapłani
                  noszą długie włosy, a w świątyniach nie ma organów. Tak głęboko zakorzeniony
                  rytualizm sprawia, że niechęć i opór wobec najdrobniejszych zmian w praktykach
                  jest ogromny. "Włościanin przestałby się czuć określonym członkiem określonej
                  zbiorowości, gdyby nie spełniał skrupulatnie tych czynności religijnych, które
                  w tejże zbiorowości są tradycyjne" – podsumowuje Czarnowski.
                  • edico No to gdzie ten Bóg - czyli katolickie pogaństwo 5 15.04.07, 12:30
                    Jerzy Pilch wspomina, że w czasach jego dzieciństwa, gdy z sąsiedniej
                    katolickiej wsi wychodziła procesja, jego luterska babka zasłaniała okna, żeby
                    nie patrzeć na zgorszenie. – Katolicyzm widziany jej oczyma to było pogaństwo w
                    stanie czystym – opowiada. – Klękanie, medaliki, obrazy, zastępy świętych,
                    palenie świateł na grobach, wszystko to było dla nas egzotyczne.
                    Zwłaszcza, gdy chodzi o Zaduszki, różnice między protestantyzmem a katolicyzmem
                    są szczególnie znaczące. W protestantyzmie los zmarłego rozstrzyga się w chwili
                    śmierci, będzie rozliczany tylko ze swoich czynów. W katolicyzmie można trochę
                    pomediować, zamówić mszę za duszę, pomodlić się za zmarłych, ulżyć ich losowi.
                    – Spod katolickiego obrządku zapalania świateł na grobach, na pamiątkę duszy,
                    przebija dawny sens – tłumaczy prof. Piotr Kowalski. – W pogańskim świecie
                    dusza zmarłego bez względu na zasługi trafiała do okropnego miejsca, ciemnego i
                    zimnego. Trzeba się było o nią troszczyć, zapalić światełko, by mogła przebrnąć
                    przez mrok i odebrać ofiarę z pożywienia. To z kolei gwarantowało, że zmarli
                    będą dbać o żywych i nie zwrócą się przeciw nim.
                    Nikły wpływ reformacji, która oczyściła konfesję ze wszystkiego, czego nie ma w
                    Piśmie, to kolejny z czynników kształtujących polską religijność. Na to
                    nałożyła się bardzo silna kontrreformacja, która zwalczała heretycką plagę
                    poprzez bardzo energiczne wzmacnianie obrzędowości i celebry.
                    (…) [Zdaniem prof. Anny Zadrożyńskiej] niezwykle istotnym czynnikiem
                    kształtującym polską religijność była także kultura szlachecka. Zawdzięczamy
                    jej nie tylko fakt, że polska Matka Boska przypomina Marynię Połaniecką, ale
                    także bardzo silną, administracyjną funkcję parafii, która stanowiła pas
                    transmisyjny między dworem a ciemnym, niepiśmiennym pańszczyźnianym chłopem.
                    – Przy czym polska kultura szlachecka była głęboko aintelektualna, przepojona
                    ostentacją, teatralizacją, działaniem na pokaz. Kwestię religii traktowała
                    niezwykle emocjonalnie, przy całkowitym braku refleksji na temat prawd wiary –
                    dodaje prof. Kowalski.
                    Także Norman Davies skłonny jest szukać przyczyn kształtu polskiej religijności
                    w naszej historii, głównie w fakcie, że polski Kościół był przez wieki
                    Kościołem oblężonym. "Mity o jednolicie katolickim charakterze Polski mogli
                    uknuć jedynie apologeci Kościoła, którego supremacja była stale zagrożona" –
                    pisze w "Bożym igrzysku". W Europie Zachodniej do końca średniowiecza Kościół
                    funkcjonował na prawach monopolu. W Polsce nie. Pogaństwo kwitło jeszcze długo
                    po chrzcie Polski, a na Litwie do XIV w. było religią państwową. Potem kraj był
                    otoczony i zagrożony przez sąsiadów innowierców. Kult maryjny był najbardziej
                    oczywistą formą manifestacji polskości w obliczu wyzwań, jakimi były
                    protestantyzm czy judaizm. Brak poparcia papiestwa dla polskich powstań wywołał
                    urazę. "W rezultacie prości ludzie w Polsce z silnym przekonaniem skłaniali się
                    ku myśli, że Ojciec Święty ich opuścił i wobec tego wierzyli, że praktykowany
                    przez nich katolicyzm jest bardziej katolicki niż sam papież" – pisze Davies.
                    Sytuację zmienił oczywiście pontyfikat Jana Pawła II, związał nasz katolicyzm
                    mocniej z Watykanem, ale też wzmocnił jego polskość i naszość. Żeby utrzymać tę
                    więź, nawet niemiecki papież musi mówić po polsku, utwierdzając część wiernych
                    w przekonaniu, że jest to w sferze sacrum język urzędowy.
                  • edico No to gdzie ten Bóg - czyli katolickie pogaństwo 6 15.04.07, 12:31
                    Ponad 70 lat temu, gdy Czarnowski pisał swoje studium, katolicyzm ludowy nie
                    był niczym specyficznie polskim. Jak sam przyznaje, na wsiach francuskich i
                    bawarskich bez trudu znaleźć by można odpowiedniki święcenia ziół lub procesji
                    obchodzących pola. Dziś pewnie byłoby to trudniejsze. Pytanie – jak bardzo
                    zmieniła się religijność polska od tamtych czasów? Ostatnio powstały dwie
                    prace, które wychodząc od zjawiska objawień i cudów starają się analizować ten
                    problem: "Na straży prawdziwej wiary" Ariela Zielińskiego i "Cuda, wizjonerzy i
                    pielgrzymi" Huberta Czachowskiego.
                    Współcześni badacze odróżniają religię wyboru od religii ludu, przemieszanej z
                    folklorem i magią. Według Zielińskiego przed 1989 r. o religii czy też kościele
                    wyboru nie było w Polsce mowy. Wewnątrzkościelny pluralizm istniał, ale był
                    niewidoczny, bo Kościół rzymskokatolicki w Polsce, jako opozycja, musiał
                    sprawiać wrażenie monolitu. Pełniąc funkcję integracyjną jako swoista masowa
                    organizacja narodowa musiał kierować się na przeciętnego Polaka-katolika, a nie
                    indywidualne potrzeby wiernych. Musiał być ekspansywny w dążeniu do ukazania
                    swej obecności i pozycji poprzez rozwój masowych rytuałów. W zderzeniu z władzą
                    miał większe szanse jako instytucja urzędowo-hierarchiczna niż wspólnotowa. Po
                    1989 r. w atmosferze pluralizmu pojawiły się zjawiska kierujące religijność w
                    stronę kościoła wyboru, jednak nie stała się ona dominująca. Jak twierdzi
                    Zieliński, zdecydowana większość społeczeństwa mieści się w nurcie kościoła
                    ludu, a polski katolicyzm ludowy od czasów Czarnowskiego nie uległ szczególnym
                    przemianom.
                    Według prof. Anny Zadrożyńskiej nie bez znaczenia był tu program tradycyjnej
                    ludowej pobożności realizowany przez kardynała Stefana Wyszyńskiego,
                    oznaczający zamknięcie drogi mistycznej refleksji, poznawania zasad wiary,
                    czytania Biblii, który w gruncie rzeczy był programem analfabetyzacji wiary.
                    Stereotyp Polaka-katolika wydaje się wiecznie żywy. Nacjonalizm może nawet się
                    pogłębił przez to, że świętych rolniczych zastąpili święci polscy
                    (beatyfikowani i jeszcze niebeatyfikowani). Faustyna Kowalska, kardynał
                    Wyszyński, ksiądz Jerzy Popiełuszko, Jan Paweł II stali się ikonami i bywa, że
                    objawiają się wiernym wspólnie z Matką Boską. (Po odwołanym ingresie abp.
                    Wielgusa wierni wznosili okrzyki: Nie niszczcie polskiego Kościoła i polskiej
                    religii).
                    Maryjność polskiego katolicyzmu nie ulega kwestii. Co do sensualizmu i kultu
                    obrazów – Czarnowski badał swoich włościan trochę jak owady pod mikroskopem, a
                    kult obrazów postrzegał jako rodzaj pogańskiego bałwochwalstwa. Współcześni
                    badacze starają się o nieco więcej empatii i nie są tak kategoryczni,
                    twierdząc, że można go przypisać zarówno postawie magicznej, jak i religijnej.
                    Ludwik Stomma w "Antropologii wsi polskiej" przyznaje, że przewaga zmysłów nad
                    duchem jest u polskiego chłopa tak wielka, iż nie potrafi on wyobrazić sobie
                    dziejów ewangelicznych na tle pustyni czy gajów oliwnych, ale ten naiwny
                    sensualizm legł u podstaw specyficznego dla naszych ziem typu niezwykle
                    głębokiej i autentycznej wrażliwości religijnej.
                    • edico No to gdzie ten Bóg - czyli katolickie pogaństwo 7 15.04.07, 12:32
                      Z prowadzonych obecnie badań wynika, że sacrum nadal musi mieć widzialną,
                      rozpoznawalną formę. Jak pisze Hubert Czachowski, w religijności XIX w.
                      modlitwa bez obrazu była niewyobrażalna. Dziś niewiele się zmieniło, nie
                      wystarczy idea, obraz nadal potrzebny jest do oddawania czci. Doszły jeszcze
                      cudowne fotografie, na których objawia się Matka Boska, papież lub Duch Święty,
                      najczęściej w postaci białej smugi.
                      Rytualizm, przywiązanie do obrzędowości i niechęć do najmniejszych zmian
                      (komunia na rękę, zniesienie postów) nadal wiążą się z nieznajomością Pisma i
                      doktryny oraz brakiem potrzeby poznawania. Z badań prowadzonych w kolejnych
                      dziesięcioleciach wyłania się dość dziwaczny obraz Trójcy Świętej, czasem
                      pozbawionej Boga Ojca, za to nader często obdarzonej Matką Boską. Hubert
                      Czachowski, który badał ostatnio religijność uczestników tzw. ruchu
                      mirakularnego (czyli skupionego wokół miejsc cudów i objawień), tak opisuje
                      świętą hierarchię: Duch Święty jest niemal nieobecny; Bóg Ojciec – nieco
                      abstrakcyjny i enigmatyczny – przedstawiany jest jako srogi, karzący
                      grzeszników sędzia; Jezus to postać podająca sposoby ominięcia kary; Matka
                      Boska otwarcie przeciwstawia się wyrokom Bożym, a błogosławiona Faustyna
                      Kowalska przekazuje ludziom te sakralne, toczące się w transcendencji spory.
                      Ruch mirakularny to samo serce ludowego katolicyzmu. Jak pisze Hubert
                      Czachowski: "w miejscach cudownych krzyżuje się oficjalna teologia, religijność
                      ludowa, teologia różnych sekt, magia. Ta świadomość religijna przesycona cudem
                      wykazuje wiele cech typowych dla myślenia magicznego".
                      Trudno dokładnie oszacować skalę tego zjawiska. Wydaje się, że funkcjonuje ono
                      na marginesie, media przedstawiają je czasem jako dziwne i ciekawe. Jednak z
                      prac obu wyżej wspomnianych autorów wynika, że jest to zjawisko masowe. W
                      okresie powojennym naliczono 50 miejscowości będących areną cudów i objawień
                      (nie licząc objawień na szybach), a ich częstotliwość nasiliła się w ciągu
                      ostatnich 20 lat; prawdopodobnie ze względu na łatwiejszy przepływ informacji.
                      Oławę, miejsce najsłynniejszego objawienia, gdzie Kazimierzowi Domańskiemu
                      wielokrotnie ukazywała się Matka Boska, w okresie największej świetności (do
                      śmierci Domańskiego w 2002 r.) odwiedzało do 200 tys. pielgrzymów rocznie; to
                      skala porównywalna z sanktuarium w Świętej Lipce.
                      W takich miejscach tysiące wiernych obserwują zjawisko wirującego słońca,
                      słyszą chóry anielskie, oglądają odciski stóp Matki Boskiej, dochodzi do setek
                      uzdrowień, uzdrowień święte źródełka są normą. Woda, którą pielgrzymi zabierają
                      do butelek, jest – jak pisze Czachowski – dosłownym dotknięciem sacrum, z
                      którym nie może konkurować ani msza, ani modlitwa, ani nawet widok wierzby, na
                      której ukazała się Matka Boska. Chociaż listki z drzewa i kora też zbierane są
                      jako talizmany. Wszystkie cechy religijności ludowej, opisane grubo ponad pół
                      wieku temu przez Czarnowskiego, zastygły tu jak owad w bursztynie. Lokalność:
                      Matka Boska objawiając się jednemu wizjonerowi potwierdza lub dyskwalifikuje
                      objawienia innych, wydając negatywne orzeczenia; na przykład: "przekaż, że
                      Matka Boska w butach nie chodzi, a takie orędzie krąży i są na nim narysowane
                      buty Matki Boskiej. To jest oszczerstwo". Matka Boska z Chotyńca kwestionuje
                      opinie oławskiej i na odwrót. Nacjonalizm: Matka Boska nazywana królową świata
                      i Polski mówi o Polakach jako narodzie wybranym. "Ja Matka Boża kocham naród
                      polski, wywyższę go spośród innych krajów" – głosi Matka Boska z Oławy,
                      zapowiadając jednocześnie rewizję granic z Ukrainą. Niechęć do zmian: porządek
                      liturgiczny jest ustalony raz na zawsze; "Pan Jezus nie pragnie mody z
                      Zachodu", a kapłanów, którzy jej ulegają, podając komunię stojącym, spotka
                      kara: "ich dwa palce będą się palić w ogniu".
                      • edico No to gdzie ten Bóg - czyli katolickie pogaństwo 8 15.04.07, 12:33
                        Takie objawienia są problemem dla Kościoła. Na niektóre nieformalne sanktuaria
                        biskupi nałożyli interdykt, zabraniający ich odwiedzania. Tylko że to nikomu w
                        niczym nie przeszkadza. Jak pisze Zieliński, ci sami pielgrzymi żywo
                        uczestniczą w oficjalnym nurcie katolicyzmu, odwiedzają parafialny kościół,
                        chodzą na pielgrzymki do Częstochowy. Organizowane przez księży pielgrzymki
                        parafialne odwiedzają Oławę po drodze; nie ma jej w programie, ale od początku
                        jest dla wszystkich jasne, że tu przyjadą. "Ruch pielgrzymkowy skoncentrowany
                        wokół zjawisk cudownych, nieuznawanych przez Kościół, nie występował dotąd w
                        Polsce w takim nasileniu, jak ma to miejsce obecnie" – podsumowuje Zieliński.
                        Zauważa także, że w ten nurt wpisuje się pięciomilionowy ruch skupiony wokół
                        Radia Maryja. To ta sama mentalność, która pragnie czarno-białej wizji świata,
                        przekonania o własnym wybraństwie, silnego, plemiennego niemal poczucia
                        wspólnoty i autorytarnego przywództwa jako odpowiedzi na niejednoznaczności
                        nowoczesnego świata.
                        (…) Polska obrzędowość wyrasta z ludowego katolicyzmu. Jemu i pieczołowicie
                        pielęgnowanej tradycji, która kruszy się dziś pod naporem komercji,
                        zawdzięczamy wielkanocne święconki i palemki, wigilijne wieczerze szczególnie
                        nasycone elementami magicznymi, rozświetlone cmentarze w listopadzie, urok
                        przydrożnych krzyży. Z drugiej strony rodzi on sakrokicz, religijne gadżety i
                        makatki z papieżem.
                        Ale ludowy katolicyzm w Polsce nie ogranicza się do sfery estetyki. Jak pisze
                        Piotr Kowalski w eseju "Potoczna religijność, kicz i sakrobiznes", cechuje go
                        łatwość łączenia emocjonalnie nacechowanego doświadczenia religijnego,
                        manifestowania religijnej uczuciowości z równie emocjonalnie nacechowanym
                        patriotyzmem. Kicz religijny wykazuje zdumiewająco wielką łatwość łączenia się
                        ze stereotypem prawdziwego Polaka. Agresja miesza się tu z ckliwością,
                        patriotyzm przepoczwarza w ksenofobię.
                        Magiczna wizja świata wyrastała z lęku przed światem nieoswojonym, ciemnością,
                        żywiołami, zaświatowymi mocami. Współczesny nurt ludowego katolicyzmu także
                        napędza poczucie zagrożenia, bezradności, kompleksów wobec pluralistycznego
                        świata, którym rządzi informacja i gry wolnego rynku, świata wielości idei,
                        nurtów, postaw – niepojęte moce, przed którymi trzeba się chronić. Im bardziej
                        świat otwarty, tym większa potrzeba identyfikacji z tym, co znane, kurczowego
                        przylgnięcia do prostej wizji rzeczywistości. Przez wieki przydrożne kapliczki
                        wyznaczały bezpieczną przestrzeń wsi, poza którą było nieznane. Dziś wieszane
                        we wszystkich możliwych instytucjach krzyże niosą podobny komunikat: to nasz
                        teren, obcym mocom wstęp wzbroniony.
                        • edico Starożytni Grecy nie znali pojęcia grzechu, a..... 05.05.07, 16:00
                          Starożytni Grecy nie znali pojęcia grzechu, a stworzyli wspaniałą kulturę.
                          Kiedy ta kultura upadła, trzeba było kilkunastu wieków, w tym co najmniej
                          piętnaście wieków katolicyzmu, żeby się zbliżyć do ich osiągnięć.
                          ~j, 04.05.2007 13:24
                          Nie znali pojęcia grzechu, ale była różnica między czynami dobrymi i złymi.
                          Przecież w krainie zmarłych (hades) był Tartar (dla "złych") i Elizjon
                          (dla "dobrych"). Na długo przed chrześcijaństwem.
                          ~aheloi, 04.05.2007 13:27
                          Zło i dobro to pojęcia społeczne, znają je wszystkie zwierzęta stadne, choć
                          nie zawsze się nimi kierują. Bardzo ciekawe są zachowania nietoperzy-wampirów.
                          ~j, 04.05.2007 13:58
                          Nie ma uniwersalnego dobra ani zła - może być tylko dobro większości lub
                          mniejszości w danej grupie; jednak dla osobników spoza stada co innego będzie
                          dobre (np. dla padlinożerców to, że większość tego stada padnie). Oczywiście
                          oprócz tego może być jeszcze dobro lub zło dla konkretnego osobnika.
                          Dobre jest to, co daje radość, a złe - to, co radość odbiera.
                          ~aheloi, 04.05.2007 14:27
                          Właśnie, dlatego pojęcie "wartości chrześcijańskie" jest śmieszne.
                          ~j, 04.05.2007 14:40
                          czytelnia.onet.pl/1,8,8,30096859,82350454,3738392,0,forum.html
                          Śmieszne może nie, nieprecyzyjnie. Co to właściwie znaczy? Wartości wspólne dla
                          wszystkich chrześcijan i obce niechrześcijanom - czyli wiara w Boga, ojca
                          Jezusa, bo obrządek już nie jest wspólny. Na pewno nie chodzi o miłość
                          bliźniego, uczciwość, szlachetność bo są to wartości wspólne, ogólnoludzkie,
                          humanistyczne, tak samo charakterystyczne dla buddystów czy nawet islamistów i
                          chrześcijaństwo nie może ich zawłaszczyć. O co więc chodzi z tymi wartościami
                          chrześcijańskimi?
                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=21155&w=61836940&a=61841177
                          "wartosci chrześcijańskie" to termin sam w sobie oznaczający dobro.
                          Nikt nie potrafi wyjaśnić co może to oznaczać, zresztą nic nie trzeba
                          wyjaśniać, można tylko ten termin używać. To coś w rodzaju stalinowskiego -
                          "wróg ludu", nic nie trzeba było podawać więcej, samo w sobie było zrozumiałe
                          dla wszystkich, nie było przed tym obrony, ani nie podlegało dyskusji.
                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=21155&w=61836940&a=61848485
    • Gość: W Wyszkowski : "Gocłowski oddaj teczki !" IP: *.chello.pl 05.02.07, 15:47
      Czy gdańska kuria ma materiały SB?


      Piotr Piotrowski, Marek Sterlingow 2005-02-01, ostatnia aktualizacja 2005-02-01
      21:04

      Listy tajnych współpracowników SB wśród księży znajdują się w gdańskiej kurii?
      Krzysztof Wyszkowski, działacz gdańskiej opozycji lat 80., uważa, że to fakt i
      IPN powinien domagać się zwrotu tej dokumentacji od duchownych

      Wyszkowski twierdzi, że kuria posiada materiały dotyczące agentów SB
      działających na terenie dwóch diecezji: gdańskiej i chełmińskiej. - Przekazano
      je za czasów Okrągłego Stołu i później prezydentury Lecha Wałęsy - mówi
      Wyszkowski. - Dość zmowy milczenia w tej sprawie.

      Były sekretarz redakcji "Tygodnika Solidarność" złożył wniosek w tej sprawie do
      gdańskiego oddziału IPN już w listopadzie ub. r. Teraz skontaktował się z
      mediami. - Przez kilka miesięcy próbowałem się spotkać w tej sprawie z abp.
      Gocłowskim - mówi. - Kiedy się to nie udało, postanowiłem sprawę upublicznić.
      Uważam, że Kościół powinien sam rozpocząć proces autolustracji. Chodzi przede
      wszystkim o zdemaskowanie agentury wśród biskupów, a potem duchowieństwa
      niższego szczebla.

      Według Wyszkowskiego dokumenty powinny znajdować się w siedzibie kurii
      metropolitalnej w Gdańsku Oliwie.

      Abp Tadeusz Gocłowski nie przypomina sobie, żeby otrzymał takie dokumenty. - Nie
      pamiętam. Osobiście jestem przekonany, że to nie nastąpiło. Być może, zostało to
      przekazane kurii, czyli wikariuszowi generalnemu, ale też nie sądzę, żeby tak
      się stało, to sprawa zbyt poważna, żebym o niej nie wiedział.

      Metropolita gdański jest zaskoczony wnioskiem gdańskiego opozycjonisty. - Nie
      zamierzam zajmować się tymi problemami, od tego jest IPN - powiedział "Gazecie"
      arcybiskup. - Mam jednak wrażenie, że Polska ulega w ostatnich dniach
      niezrozumiałej histerii związanej z teczkami bezpieki.

      Wniosek Wyszkowskiego do IPN ma związek z innym jego wnioskiem do gdańskiego
      oddziału IPN: o wszczęcie śledztwa w sprawie współudziału funkcjonariuszy i
      agentów gdańskiej SB w próbie uprowadzenia ks. Jerzego Popiełuszki 13
      października 1984 r. oraz jego porwania 19 października 1984 r., zakończonego
      zabójstwem. Zdaniem Wyszkowskiego w 1984 r. podczas procesu toruńskiego sprawców
      zabójstwa ks. Popiełuszki ujawnione zostały liczne fakty wskazujące na to, że
      zbrodnia była prowokacją mającą obciążyć gdańskie podziemie "Solidarności".

      Materiały gdański IPN przekazał już do katowickiego oddziału instytutu, który
      prowadzi śledztwo w obu sprawach.
    • Gość: rp pistolet pod sutanną ? IP: *.chello.pl 08.02.07, 20:17
      interwencja.interia.pl/news?inf=868546
    • Gość: q rowerzysta IP: *.chello.pl 08.02.07, 22:24
      www.lutownica.pl/usmiech/heyah.jpg
    • Gość: rt rzymski apartament Paetza IP: *.chello.pl 09.02.07, 18:10
      fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/antyki-i-perskie-dywany-rzymskie-luksusy-abp-paetza,868335,2943
      • edico Re: Paetz ja Paetz 09.02.07, 22:22
        Wszystko bierze na swój rożen :o)

        Gość portalu: rt napisał(a):

        > fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/antyki-i-perskie-dywany-rzymskie-luksusy-abp-paetza,868335,2943
    • edico Re: Życiński znowu rąbnął, jak... 09.02.07, 22:20
      "Sprzeciw wobec kary śmierci nie jest odejściem od tradycji katolickiej -
      wyjaśnia abp Józef Życiński."

      Tym samym polemizuje nie tylko z komentarzami na temat listu papieża Benedykta
      XVI, które opublikowała poniedziałkowa "Rzeczpospolita", ale także z tekstami
      Pisma Świętego:

      "Ale tych nieprzyjaciół moich, którzy nie chcieli, bym ja królował nad nimi,
      przyprowadźcie tutaj i zabijcie ich na moich oczach"
      (Łuk.19.27).

      Do czego i po co służy hierarchom Kościoła katolickiego Biblia?
      • Gość: kazik Re: Życiński znowu rąbnął, jak... IP: *.bois.qwest.net 10.02.07, 00:25
        sam widzisz,ze Biblia zawsze ma racje,czyli to znaczy,Jej autor Jehowa[Jahwe]
        Bog.
        tak zwane chrzescijanstwo nie ma nic wspolnego z prawdziwym chrystianizmem.
        nie ma posrod nich Ducha Bozego i dlatego takie sa ich owoce.i tak bedzie az do
        zniszczenia Babilonu Wielkiego.kochaja sie w sobie i odwrocili relacje
        Stworca-stworzenie na stworzenie-Stworca.trzymajmy sie z zdala od nich bo o ich
        koncu tez Biblia wyraznie mowi.
        ew.Jana 17:3.
        • edico Re: Życiński znowu rąbnął, jak... 10.02.07, 12:09
          Widzę Kaziu i boleję nad tym, że ludzie dają się tak otumaniać. Ale skoro aż tak
          wielu od myślenia głowa boli, pozostawiają bezmyślnie tę przyrodzoną człowiekowi
          właściwość innym z niezbyt ciekawymi skutkami dla samych siebie. Szaweł wiedział
          co robi tworząc tę rligię w celach wyzwolenia Israela spod władzy Rzymu. Nie
          wiem tylko, czy skutki takie mógł przewidywać.

          Pozdrawiam
    • Gość: A Re: Ko.ściół Katolicki Sp z o.o. (cz. 2) IP: *.chello.pl 10.02.07, 20:16
      ed ! już i "Poradnik Domowy" zagląda księżom pod sutanne i kołderkę. Pyszne :)
      Nic szacunku dla tzw kapłanów :)

      -------------------

      Czy księża katoliccy powinni mieć możliwość zakładania rodziny?
      Agata Domańska
      2007-02-08, ostatnia aktualizacja 2007-02-09 12:52
      Czy ksiądz, który miałby żonę i dzieci, lepiej rozumiałby wiernych? Czy rozdarty
      między kościołem a domem miałby czas czuwać nad swoją owczarnią? A jeśli jego
      żona będzie chciała od niego odejść, rozwieść się, jak wpłynie to na autorytet
      kapłana? A my - czy jesteśmy w stanie zaakceptować naturalną potrzebę każdego
      człowieka, by doświadczać miłości nie tylko boskiej, ale też tej ludzkiej?
      Podyskutuj z nami na stronie www.poradnikdomowy.pl
      Zobacz powiekszenie
      Fot. Adam Kozak / AG
      Magdalena Środa, etyk, filozof
      Zobacz powiekszenie
      Fot. Adam Kozak / AG
      Joanna Winiewska-Juraszczyk, etyk, filozof
      ZOBACZ TAKŻE

      * 60 proc. polskich księży chce mieć pełne rodziny (05-02-07, 00:47)

      SONDAŻ
      Czy księża katoliccy powinni mieć możliwość zakładania rodziny?

      65%
      tak (212)

      35%
      nie (112)

      Liczba oddanych głosów: 324
      Forum: zobacz, co o zakładaniu rodzin przez księży myślą internauci >>

      Tak. Tylko wtedy mogą naprawdę zrozumieć potrzeby wiernych.

      Magdalena Środa, etyk, filozof.

      Ksiądz, który mógłby założyć rodzinę, byłby bardziej wiarygodny jako autorytet w
      sprawach rodzinnych. Zawsze mnie dziwi, jak księża mogą się wypowiadać w
      sprawach np. wierności małżeńskiej i wychowania dzieci, nie będąc praktycznie
      obeznani z problemami, jakie niesie życie rodzinne. Dziwi mnie też, jak Watykan,
      państwo o zerowym przyroście naturalnym, może wydawać autorytatywne opinie o
      etyce seksualnej, życiu rodzinnym i kwestiach wychowawczych. Co prawda
      drogowskazy nie muszą chodzić po drogach, które wskazują, ale ludzie, którzy
      jednak tak robią, stają się bardziej wiarygodni. Rozmawiałam kiedyś z pewnym
      pastorem, chodziło o wybranie fragmentów Biblii, które miały być czytane podczas
      mszy żałobnej za bliską mi osobę. Naszą teologiczną debatę przerywały dzieci i
      żona pastora, która martwiła się o najmłodszego syna. Był poważnie przeziębiony,
      podobnie jak moja córka. Rozmowa o psalmach przeplatana troską o zdrowie naszych
      dzieci była ciepła i autentyczna. Współodczuwanie pomaga zrozumieć innych i
      pomóc im. By być empatycznym, trzeba czegoś więcej niż tylko wiary i zimnej
      wiedzy. Księża katoliccy mogą udawać, że wczuwają się w troski matek i ojców,
      ale nie przeżywając ich bezpośrednio, naprawdę niewiele o nich wiedzą.

      Z drugiej strony zawód księdza nie stawia zbyt wielkich wymagań jego adeptom.
      Ogrom powołań w Polsce związany jest nie tyle z łaską, która spłynęła na
      mężczyzn w naszym kraju, ile z łatwym chlebem, jaki gwarantuje. Kościół jest
      bogatą instytucją i swoim pracownikom zapewnia względny dobrobyt, bez
      specjalnych trosk. Wymaga jedynie posłuszeństwa. Księża nie muszą hamować swych
      potrzeb konsumpcyjnych, jeżdżą samochodami, posiadają różnorodne dobra, mogą się
      kształcić, a ich umiejętności duszpasterskie nie podlegają kontroli. Do tego,
      niezależnie od cech i zasług osobistych, posiadają prestiż i szacunek
      przynależny roli pełnionej w społeczności przez księdza. Celibat jest wymogiem
      trudnym do zaakceptowania dla wielu, ale jednak stanowi pewien warunek,
      ustanawia poprzeczkę. Coś za coś. Jeśli usuniemy ten wymóg, to posada księdza
      stanie się jedną z najbardziej atrakcyjnych. A wtedy jakość wykonywanej posługi
      duchowej może znacznie się obniżyć, bo księża nie będą zajmowali się wiernymi
      tylko własną rodziną. Z tego względu może celibat warto zachować?

      Nie. Trudno byłoby pogodzić obowiązki księdza i głowy rodziny.

      Joanna Winiewska-Juraszczyk, etyk, filozof.

      Choć celibat nie ma swego źródła w Piśmie Świętym, ma bardzo długą tradycję:
      został wprowadzony w XII w. przez Sobór Watykański na Lateranie. Już święty
      Paweł powiedział, że niektórzy ludzie są urodzeni do małżeństwa, inni do
      kapłaństwa. I jeśli traktujemy kapłaństwo nie jako uprawianą profesję, tak, jak
      to widzą laicy, ale jako powołanie, uważam, że księża nie powinni zakładać
      rodzin. Jest mnóstwo osób świeckich, które ślubują zachowanie czystości:
      konsekrowane dziewice, rezygnujące z seksu dla wiary, niesakramentalne
      małżeństwa, żyjące bez seksu, ale za to w zgodzie z sumieniem i dekalogiem. Jest
      nie do pomyślenia, by jako pasterz tego stada wiernych występował kapłan mający
      rodzinę i życie erotyczne - podczas gdy właśnie ci wierni poświęcili je dla
      wiary Przecież ksiądz powinien być autorytetem i to przede wszystkim autorytetem
      moralnym - to jego główna funkcja. Powinien mieć siłę woli, zdolność do
      poświęcenia i nieposzlakowaną moralność. Żaden kapłan nie jest zaskakiwany
      celibatem. To świadoma decyzja. Zanim zostanie wyświęcony, jest pytany, czy się
      na to zgadza. Podyktowane jest to też względami praktycznymi: ksiądz jako mąż i
      ojciec miałby mniej czasu i dla wiernych, i dla rodziny. Przez cały tydzień jest
      zajęty nauczaniem (większość księży pracuje w szkołach), odwiedzaniem wiernych,
      namaszczeniami, spowiedziami itp., a w niedziele i święta jest potrzebny w
      kościele - i to przez większość dnia. Miałby więc jeszcze mniej czasu dla
      rodziny niż typowy, goniący za pieniądzem ojciec, który ma przynajmniej wolne
      weekendy. W dodatku osoba duchowna musi znaleźć codziennie czas na modlitwę,
      kontemplację. Być może podążanie za obowiązkami i powołaniem dałoby się pogodzić
      z posiadaniem rodziny, ale jakim kosztem? Ponadto trudno byłoby zorganizować
      zakwaterowanie i rozwiązać kwestię utrzymania księżych rodzin. Na wielu
      plebaniach mieszka po kilku księży - na ich rodziny nie ma miejsca. Rodziny
      byłyby też obciążeniem finansowym dla parafii - dodatkowe lekcje czy studia
      dzieci to spore wydatki. Wiele problemu przysporzyłaby także kwestia
      dziedziczenia majątku po zmarłych księżach przez ich żony i dzieci.

      ŹRÓDŁO:
      "Poradnik Domowy"



    • Gość: A ks.Machulski IP: *.chello.pl 10.02.07, 20:25
      www.youtube.com/watch?v=_fU9P8e-uk8
      :)
      • Gość: zet 8334 IP: *.chello.pl 13.02.07, 14:02
        "8334 księży zakonników ,zakonnic i aktywistów kościelnych - tyle liczyła
        agentura antykościelnego pionu SB w szczytowym pod tym względem roku 1984.
        Oznaczałoby to ,że po stanie wojennym prawie co trzecia osoba duchowna w tej lub
        innej formie współpracowała z SB" - IPN "Metody pracy operacyjnej aparatu
        bezpieczeństwa wobec kościołów i związków wyznaniowych 1945-1989" ,Warszawa 2004.
    • Gość: Andrzej abp Michalik ps."Zefir" ? IP: *.chello.pl 15.02.07, 22:11
      fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/abp-michalik-zefir-w-aktach-sb,871837,2943
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka