Gość: * Kabaretowe dewoty szukają sceny IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.02.05, 11:18 Siwiec pozwany za obrazę Papieża Poznański emeryt Jerzy Pietrowicz pozwał posła do europarlamentu Marka Siwca za obrazę głowy państwa watykańskiego i jego własnych uczuć religijnych. Sprawa dotyczy wizyty prezydenckiej świty w 1997 roku w Ostrzeszowie. Na lotnisku, w drzwiach śmigłowca, Siwiec wykonał znak krzyża, następnie ukląkł i ucałował ziemię. Sędziowie głowią się, co z pozwem począć, bo Siwca chroni immunitet europarlamentarzysty. Jeśli nie zostanie uchylony, sprawa będzie umorzona. Poznański emeryt już szykuje wniosek w tej sprawie do przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Wcześniej zaapelował do Siwca, by ten sam zrzekł się immunitetu. Europarlamentarzysta odmówił "Gazecie" komentarza. (Robert Rewiński) serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2571583.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: marzena Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. IP: 80.244.139.* 25.02.05, 18:23 Nie potępiaj, nie osądzaj, a nie będziesz sądzony Odpowiedz Link Zgłoś
edico Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. 26.02.05, 03:30 Czyżby bezmuślna wiara była rozwiązaniem na indoktrynalny fałsz tego świata realizowany w sposób bardzo zorganizowany? Sądzzę, że pare cytatóew z Biblii czy wypowiedzi niewątpliwie świętych po Watykańsku, stworzyło by płaszczyznę do bardzo ciekawej dyskusji. Proponują jednak wbrew zamiarowi autora tego watku uszanować wolę właściwych tuzów poidniesionej problematyki do roli swego rodzaju kalendarium Wartości Chrześcijańskich preszentowanych przez urzędników Kościoła katolickiego. Nie uwłacza to nikomu a fakty pozostają faktami. W sprawach szczagólowych zawsze można skorzystać z podawanych linków i założyć swój własny wątek wcale nie koniecznie zgodny z sygnalkizowanymi tu codziennymi problemami prawdy i moralności Kościoła katolickiego. Obserwuję ten wątek naprawdę od dawna i upraszam o nie przenoszenie własnych wrażeń czy odczuć ponad zwykłą rzeczywistość. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
andrzej105 pakiet promocyjny "Dwa śluby a pogrzeb gratis" 27.02.05, 09:09 kiosk.onet.pl/art.asp?DB=162&ITEM=1217277&KAT=240 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Bez hamulców i cenzury IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 27.02.05, 23:42 Brzmi to, jak hasło realizowanej misji... i rzeczywiście chyba coś w tym jest :)) Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
andrzej105 meskie tańce Rydzyka :)))) 01.03.05, 12:56 serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1715307,49623.html?skan=2576156 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jan. ludzie Rydzyka IP: *.multicon.pl / *.multicon.pl 02.03.05, 15:11 kiosk.onet.pl/art.asp?DB=162&ITEM=1217824&KAT=720 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Re: ludzie Rydzyka i jego sakwojaż IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 02.03.05, 19:32 Dobry gospodarz wie, z jakim sakwojażem podróżować jest najwygodniej ;)) Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Re: sponsor Rydzyka i jego sakwojaż (1) IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.03.05, 10:42 JAN KOBYLAŃSKI I JEGO PRZESZŁOŚĆ Mroczne strony milionera Sponsor Radia Maryja i telewizji Trwam, południowoamerykański milioner Jan Kobylański, w okupowanej Warszawie wydawał w ręce gestapo ukrywających się Żydów - wynika z akt śledztwa prowadzonego po wojnie. W ostatnią niedzielę Jan Kobylański zadzwonił do Radia Maryja podczas audycji na temat powstającego wokół ojca Tadeusza Rydzyka ugrupowania politycznego. Poparł inicjatywę. W ubiegłym tygodniu na swojej stronie internetowej Radio Maryja opublikowało list Kobylańskiego w obronie Radia Maryja. Kobylański napisał, że w wyniku Okrągłego Stołu z 1989 roku "Polski Naród został niewolnikiem we własnej Ojczyźnie". Milioner postuluje powołanie narodowego rządu na bazie takich formacji patriotycznych, jak Liga Polskich Rodzin, Ruch Katolicko-Narodowy, Samoobrona. Zalicza do nich "wspaniałą organizację medialną, jaką jest nieocenione Radio Maryja i telewizja Trwam". Coraz bardziej zacieśniają się kontakty szefa Radia Maryja z południowoamerykańskim milionerem polskiego pochodzenia. Miesiąc temu Kobylański gościł ojca Rydzyka w swojej urugwajskiej posiadłości Punta del Este. Podczas ubiegłorocznego kongresu Polonii z Ameryki Łacińskiej przedstawiciele Radia Maryja połączyli się ze studiem w Toruniu. Kobylański pozdrowił ojca dyrektora, w odpowiedzi usłyszał podziękowania "za wszelkie dobro". Kobylański jest członkiem komitetu honorowego budowy kompleksu Polonia in Tertio Millennio, gdzie mają się znaleźć szkoła wyższa, kampus, a także siedziba telewizji Trwam. Wartość inwestycji powstającej w szybkim tempie pod Toruniem oceniana jest na ponad 40 milionów złotych. Finansuje ją właśnie Kobylański. Kim jest ten szczodry rodak zza oceanu? Jan Kobylański, zwany Don Juanem, tajemniczy multimilioner i dobroczyńca z Urugwaju, ukrywa swoją przeszłość. Nie wiadomo, jak zgromadził olbrzymi majątek, nieznane są też jego wcześniejsze, wojenne losy. Oferta dla Żydów Po wojnie zgłosiła się do prokuratury w Warszawie Leokadia Sarnowska. Zeznała, że w okresie okupacji dwudziestoletni wówczas Janusz (dziś używa imienia Jan) Kobylański wymusił od niej kosztowności i pieniądze, grożąc, że wyda ją gestapo. Groźby były realne, bo Sarnowska pomagała Żydom. W kwietniu 1947 roku prokuratura Sądu Cywilnego w Warszawie podjęła dochodzenie i ścigała Janusza Kobylańskiego z paragrafów o kolaborację z Niemcami. Dochodzenie trwało do 1954 roku. Na podstawie akt i zeznań świadków wyłania się ponura historia, której negatywnym bohaterem jest dzisiejszy milioner z Ameryki Południowej. Nie ma wątpliwości, że chodzi o niego. W dokumentach sądowych, które odnalazła "Rzeczpospolita", i w danych udostępnianych przez Kobylańskiego takie same są: imię ojca (Stanisław) oraz informacja, że był on adwokatem w Równem na Wołyniu. Zgadza się także imię matki - Klotylda. Sam Kobylański wymienia jako miejsce urodzenia Równe, co potwierdzone zostało w dokumentach sądowych. Sarnowska poznała Janusza Kobylańskiego w 1943 roku. Jego rodzina mieszkała w Warszawie przy ulicy Wspólnej 24. Tam Stanisław Kobylański prowadził kancelarię adwokacką. Janusz zajmował się - według zeznań Sarnowskiej złożonych w prokuraturze - "wyrabianiem papierów legitymacyjnych dla Żydów za zapłatą, gdyż z ojcem zostali wydaleni z Równego i znajdują się w trudnym położeniu materialnym". Poprosił ją, aby kierowała do niego ukrywających się Żydów, którym wyrobi tzw. aryjskie papiery. Sarnowska mieszkała wówczas w Chełmie Lubelskim i znała ukrywającą się tam żydowską rodzinę Szenkerów. Udało im się uniknąć osadzenia w getcie. Mieli wystawione przez urzędników magistratu w Chełmie polskie dowody na nazwisko Barski. Chcieli jednak zdobyć fałszywe niemieckie dokumenty potwierdzające aryjską tożsamość. Depozyt u sędziego Był 1943 rok i poruszanie się po ulicach miasta wiązało się dla Żydów z ogromnym niebezpieczeństwem. Szenkerowie, gdy dowiedzieli się od Sarnowskiej o możliwości zdobycia takich dokumentów, mimo niebezpieczeństw, przyjechali do Warszawy. Ukryli się w mieszkaniu przy ulicy Boduena. Towarzyszyła im Sarnowska, która ściągnęła Janusza Kobylańskiego. Ten spisał ich dane, jakie miały się znaleźć na podrobionych dokumentach. Kobylański informacje od Szenkerów notował na kartce. Zapowiedział, że dowody osobiste i arbeitskarty wyrobi w ciągu trzech dni. Szenkerowie obiecali mu zapłatę w złocie. Aby ograniczyć ryzyko oszustwa, wszyscy pojechali na Żoliborz do przedwojennego sędziego Sądu Najwyższego Stanisława Juńskiego. Był on znajomym Sarnowskiej i mógł być gwarantem ryzykownej transakcji. W obecności Kobylańskiego Szenkerowie przekazali sędziemu monetę dwudziestodolarową w złocie, dwie monety po dziesięć dolarów w złocie i kilka sztuk złotych pięciorublówek. Kobylański miał otrzymać pieniądze po dostarczeniu dokumentów. Potem Szenkerowie wrócili do mieszkania na Boduena, w którym mieli czekać na fałszywe papiery. Sarnowska zaś wyjechała do Chełma w przekonaniu, że pomogła zagrożonym znajomym. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Re: sponsor Rydzyka i jego sakwojaż (2) IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.03.05, 10:43 Niech pani odda pieniądze Po dwóch dniach Sarnowska dostała depeszę od Janusza Kobylańskiego. "Proszę o natychmiastowy przyjazd do Warszawy. Coś się wydarzyło" - alarmował. Sarnowska koleją dotarła do Warszawy. Kobylański miał dla niej tragiczne wieści: Szenkerów w mieszkaniu, w którym się ukrywali, aresztowało gestapo. Zostali rozstrzelani. Jednocześnie zapytał o pieniądze dla niego, bo dokumenty dla Szenkerów miał gotowe. Sarnowska uznała, że zapłata mu się należy, bo wywiązał się z umowy. Pojechali razem do sędziego Juńskiego. U sędziego jednak złotego depozytu Szenkerów już nie było. Juński wyjaśnił, że nazajutrz po uzgodnieniu u niego warunków zapłaty za fałszywe dokumenty odebrał telefon od Szenkera, który prosił, aby sędzia wydał kosztowności granatowemu policjantowi, który się do niego zgłosi. Po kilku godzinach zapukał do mieszkania sędziego granatowy policjant i wręczył Juńskiemu kartkę z wykazem złotych monet, jakie zdeponowali Szenkerowie. Sędzia je wydał. Kobylański zareagował bardzo gwałtownie. "Zażądał ode mnie zwrotu pieniędzy, grożąc, że jeżeli nie zwrócę, to odda mnie w ręce Niemców" - zeznała w powojennym śledztwie Sarnowska. Jego groźby uznała za realne. "Po wielkich targach Kobylański zgodził się przyjąć połowę zapłaty, jaką obiecali mu Szenkerowie" - powiedziała prokuratorowi. Kobylański miał wtedy zadzwonić do swego ojca adwokata z pytaniem, czy może na takie warunki przystać. Dostał zgodę. Sarnowska miała przy sobie część pieniędzy i przekazała je Kobylańskiemu. Resztę kwoty po sprzedaży futra wysłała z Chełma na warszawski adres Janusza Kobylańskiego. Przebieg wypadków potwierdził w powojennych zeznaniach sędzia Juński. Zeznał także, że w tydzień od wizyty Sarnowskiej i Kobylańskiego w drzwiach swojego mieszkania zobaczył... Szenkera, który - jak zapewniał Kobylański - miał być rozstrzelany przez gestapo. Szenker mieszkał z rodziną w warszawskim getcie. Przedarł się jednak na odległy Żoliborz do sędziego, by powiedzieć, co się naprawdę wydarzyło. I poprosić, aby sędzia wezwał z Chełma Sarnowską. Zamierzał jej wszystko wyjaśnić. Po kilku dniach Sarnowska spotkała się z Szenkerem przy bożnicy na Tłomackiem. Opowiedział jej, jak gestapowcy, którzy aresztowali go wraz z rodziną w mieszkaniu na Boduena, pokazali im kartkę, na której Janusz Kobylański zapisywał dane, jakie miały się znaleźć na podrobionych dokumentach na nazwisko Barscy. "Gestapowcy byli dla nas względni" - powiedział Sarnowskiej Szenker. Przytoczyła jego słowa w powojennym śledztwie. Nie rozstrzelali ich, jak innych ukrywających się Żydów. Przekazali granatowej policji, aby umieściła ich w getcie. Dlaczego wtedy gestapowcy ich oszczędzili? Szenkerowie mogli uratować życie, dając łapówkę. Z zeznań Sarnowskiej: "Szenker przeczuwając, że Janusz Kobylański, który ich wydał gestapo, pobierze od sędziego Juńskiego pieniądze, nie chcąc do tego dopuścić, darował je policjantowi, który konwojował ich do getta. Przedzwonił do sędziego i poprosił o przekazanie kosztowności policjantowi, który się zgłosi". Kobylański pisał do niej później i domagał się całej kwoty, na jaką umówił się z Szenkerami. W maju 1948 roku w Jędrzejowie miejscowy prokurator przesłuchał Stanisława Kobylańskiego, który prowadził tam kancelarię adwokacką. Potwierdził, że Janusz to jego syn z pierwszego małżeństwa. Podczas okupacji mieszkał u niego w Warszawie przy ulicy Wspólnej 24. "Janusza Kobylańskiego aresztowało gestapo za czyny patriotyczne - zeznał. - Uwięziono go na Pawiaku, przebywał w Oświęcimiu i Gross-Rosen". Wyjaśniał prokuratorowi, że nie wie, czy Janusz żyje, co się z nim stało po wojnie. Przekonywał, że nie słyszał nic o wyłudzeniu pieniędzy od Sarnowskiej. Prokuratura zamknęła sprawę w 1954 roku z powodu nieodnalezienia Janusza Kobylańskiego. Na aktach znalazła się adnotacja: "Przechowywać 30 lat", czyli do 1984 roku. Przetrwały dłużej. Nieznane są losy żydowskiej rodziny Szenkerów. W warszawskim Żydowskim Instytucie Historycznym istnieją księgi ocalonych z Holokaustu. Nie ma w nich nazwiska Szenkerów-Barskich z Chełma. Zapewne, jak większość mieszkańców warszawskiego getta, zostali przetransportowani do obozu zagłady w Treblince i tam ponieśli śmierć. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Re: sponsor Rydzyka i jego sakwojaż (3) IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.03.05, 10:51 Więzień, którego nie było Kobylański nie chciał rozmawiać z "Rzeczpospolitą" o swojej działalności w okupowanej Warszawie. W Muzeum Pawiaka nie ma akt potwierdzających pobyt Janusza Kobylańskiego, co twierdził jego ojciec i co on sam dziś mówi. Niemcy wprawdzie zniszczyli dokumentację, a źródłem wiedzy o tym, co działo się na Pawiaku, są wspomnienia więźniów. Nigdzie jednak nie pojawia się nazwisko Janusza Kobylańskiego. W wydanej w 1978 roku książce Reginy Domańskiej "Pawiak - więzienie gestapo" zamieszczono listę uwięzionych. Nie ma na niej jego nazwiska. Nazwisko to pojawia się dopiero w drugim tomie "Księgi pamięci" o transportach do Auschwitz wydanej w 2000 roku. Według tej publikacji Janusz Kobylański został wywieziony z Pawiaka transportem 5 października 1943 roku. Podana jest jego data urodzenia (23 lipca 1923) i numer obozowy (156 228). Zapis ten jednak powstał na podstawie dostarczonych w latach dziewięćdziesiątych przez Kobylańskiego dwóch dokumentów Międzynarodowego Biura Informacyjnego Czerwonego Krzyża w Niemczech. Franciszek Piper, współautor "Księgi pamięci" i pracownik Muzeum Oświęcimskiego, twierdzi jednak, że dokumenty się wykluczają. - Z Kobylańskim mamy zamieszanie. Nadesłane przez niego zaświadczenia o pobycie w Auschwitz nie są zgodne. Jedno wygląda wręcz na sfałszowane. Hipotez co do faktycznej roli Janusza Kobylańskiego w obozach koncentracyjnych - jeżeli tam się znalazł - jest wiele. Bardzo prawdopodobne, że sędzia Juński, spotykając się w okupowanej Warszawie w 1943 roku z przestępczą działalnością Janusza Kobylańskiego, która i jemu zagrażała, powiadomił akowskie podziemie. Ścigało one szmalcowników. Czy Kobylański, wiedząc, że grunt pali mu się pod nogami, nie wybrał "ucieczki do przodu" i nie dał się wywieźć do obozu koncentracyjnego? Profesor Władysław Bartoszewski, więzień Auschwitz, wyklucza taką możliwość. - To za ciężki kacet, by dać się tam dobrowolnie umieścić - mówi profesor. Polski emigrant w Ameryce Południowej, oficer Drugiego Korpusu Leopold Białozur, twierdzi, że Kobylański po wyzwoleniu obozu w Dachau, gdy byli więźniowie chodzili w pasiakach, miał swój samochód z szoferem ("Podwójne życie don Juana", Mikołaj Lizut, "Gazeta Wyborcza" z 28 czerwca 2004 r.). Miliony na znaczkach W biografii Kobylańskiego jest wiele niejasnych, wręcz tajemniczych momentów. Jego ojciec zeznał, że syn po aresztowaniu przez gestapo przeszedł przez Pawiak, Auschwitz i Gross-Rosen. On sam jednak w swojej biografii wymienia inne obozy, a śladów jego pobytu tam jako więźnia nie ma w żadnej dokumentacji. (Pisała o tym "Rzeczpospolita" w artykule "Więzień numer 156 228" z 24 kwietnia 2001 roku). Według wersji Kobylańskiego z obozu mieli go uwolnić Amerykanie. Pewne jest tylko to, że po wojnie nie wrócił do Polski. Działał na giełdzie metali w Zurychu i w Austrii. Podobno miał fabrykę szczotek we Włoszech i prowadził tam inne interesy. W 1952 roku znalazł się w Paragwaju. Był rządowym konsultantem do spraw przemysłu. Otrzymał kontrakt na druk paragwajskich znaczków pocztowych i rozprowadzał je wśród kolekcjonerów całego świata. Utrzymywał przyjacielskie stosunki z dyktatorem, generałem Alfredo Stroessnerem. W 1965 roku paragwajska prasa oskarżała go o nielegalne wzbogacenie się. W 1967 roku przeniósł się do Urugwaju. Dorobił się (nie wiadomo jak) olbrzymiej fortuny, jest multimilionerem. Odznaczenie dla prezesa Pod koniec lat osiemdziesiątych Kobylański zajął się działalnością polonijną. Stworzył Unię Stowarzyszeń i Organizacji Polskich w Ameryce Łacińskiej (USOPAŁ), której do dziś jest prezesem. - To organizacja fasadowa - mówi Jarosław Gugała, były ambasador RP w Urugwaju. - Kilkanaście osób raz do roku przyjeżdża do posiadłości Kobylańskiego nieopodal Punta del Este. Prezes otrzymuje zwykle dofinansowanie ze Wspólnoty Polskiej lub Senatu. Najgorsze jest, że na tych zjazdach w obecności parlamentarzystów z kraju Kobylański wygłasza haniebne uwagi godzące w polską rację stanu. To tolerują goście z Polski, by nie urazić gospodarza. W latach dziewięćdziesiątych pierwszy raz od ponad pół wieku Kobylański odwiedził Polskę. Nawiązał kontakty z krajowymi politykami. Ze szczególnymi względami podejmował go peeselowski marszałek Senatu Adam Struzik. W 1995 roku Kobylańskiego odznaczono w Ambasadzie RP w Buenos Aires Krzyżem Oświęcimskim. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Re: sponsor Rydzyka i jego sakwojaż (4) IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.03.05, 10:57 Zaprzyjaźnić się albo postraszyć Ryszard Schnepf przyjechał do Urugwaju jako ambasador na jesieni 1991 roku. Po wręczeniu listów uwierzytelniających zgodnie z tradycją składał kwiaty pod pomnikiem bohatera narodowego w Montevideo. Nie zjawił się tam nikt z miejscowej Polonii. Okazało się, iż Kobylański zawiadomił wszystkich, że uroczystość została odwołana. To była próba sił z nowym ambasadorem. Schnepf zdumiony dowiedział się, że jego poprzednik otrzymywał od Kobylańskiego gotowe listy osób do odznaczeń, które wysyłał do centrali w Warszawie. Był uległy wobec prezesa. W 1991 roku Urugwaj odwiedził szef MSZ Krzysztof Skubiszewski. Kobylański usłyszał o finansowych kłopotach ministerstwa. Zaproponował Skubiszewskiemu, że zasili kasę MSZ kilkoma milionami dolarów. Minister odmówił. - Kobylański zabiegał, aby ponad głowami ambasadorów decydować o polskich interesach w Ameryce Południowej - uważa Schnepf. Przez Mieczysława Wachowskiego zwrócił się do odwiedzającego Urugwaj Lecha Wałęsy, że wesprze 200 tysiącami dolarów jego kampanię wyborczą. W zamian oczekiwał, że będzie wyznaczał polskich ambasadorów w Ameryce Łacińskiej. Wałęsa odpowiedział, że jeśli Kobylański tak go ceni, to niech wpłaci pieniądze na jego kampanię, ale bez warunków. - Rozmawiałem z Lechem Wałęsą i potwierdził, że Kobylański składał mu taką propozycję - mówi Schnepf. Ambasador szybko przekonał się, że ma do czynienia z nieobliczalnym człowiekiem. - Jego żywiołem jest walka, gra polityczna w najgorszym tego słowa znaczeniu. Watażka, podejrzliwy, manipulujący ludźmi, skłóca każdego z każdym. Bardzo mściwy - wspomina Schnepf. Gdy dostał nominację na ambasadora Kostaryki, Kobylański chciał to zablokować. Napisał do kostarykańskich władz donos odsądzający dyplomatę od czci i wiary. Nic nie wskórał, ale Schnepf odczuł atmosferę, jaką donos wywołał. W 1999 roku do Montevideo przyjechał jako ambasador Jarosław Gugała. Przed wyjazdem dostał polecenie od ówczesnego szefa MSZ Bronisława Geremka, aby załagodził sprawy z Kobylańskim. Odbył pierwsze spotkanie. - Na dzień dobry usłyszałem od Kobylańskiego: "Myśmy pana sprawdzili bardzo dokładnie. Nic na pana nie mamy" - wspomina Gugała. Przez pół roku usiłował zapanować nad zaognioną sytuacją, ale się nie udało. Kobylański - zdaniem Gugały - zna tylko dwa poziomy relacji z ambasadorami. Uznaje, że może być silniejszy, i usiłuje dyplomatą pomiatać albo, doceniając siłę ambasadora, stara się z nim zaprzyjaźnić. Gdy się to nie uda, zaczyna szkodzić. - Na moich kolegów ambasadorów w Ameryce Łacińskiej pisał listy pełne kłamstw do prezydenta RP, do Wspólnoty Polskiej, do Senatu - opowiada Gugała. - Mnie zarzucał na przykład, że nie znam języka hiszpańskiego i dlatego jestem niekompetentny. Skończyłem iberystykę. Hiszpański znam prawie jak polski. Lepiej niż Kobylański. Wszyscy dla niego są Żydami i masonami. Opowiadał bzdury o swoich kontaktach z Wałęsą, o rzekomych wpływach w kancelarii Kwaśniewskiego. W 2000 roku Władysław Bartoszewski, wówczas minister spraw zagranicznych, na wniosek Gugały pozbawił Kobylańskiego funkcji konsula honorowego RP w Urugwaju za walkę z polskimi dyplomatami w Ameryce Południowej i krytykę polskiego rządu. Cenna lista Ostatni, X Kongres USOPAŁ w listopadzie ubiegłego roku odbył się w rezydencji Kobylańskiego w Punta del Este. Gościła na nim grupa polityków z kraju. - Kobylańskiego podziwiam za wielką przejrzystość umysłu i ogromną precyzję - mówi jeden z uczestników, Zdzisław Podkański, obecnie eurodeputowany z PSL. - Mówił do Polonusów i do nas, osób z Polski, słowa, których nie zapomnę: "Często ponoszą was emocje, pamiętajcie, że macie jeszcze rozum". Obecna na zjeździe wicemarszałek Senatu Jolanta Danielak z SLD nie pierwszy raz spotkała się z Kobylańskim. - W mojej obecności nigdy nie wypowiadał słów, które naruszałyby polską rację stanu - podkreśla. - Wiem jednak, bo czytam jego wystąpienia prasowe, że często reprezentuje postawę antysemicką. Mnie przede wszystkim interesuje jednak finansowe wsparcie, jakie Senat adresuje do Polaków w Ameryce Południowej, i ocena tych przedsięwzięć. A Kobylański ma sporo informacji na temat organizacji polonijnych, które wspieramy - mówi marszałek Danielak. Na kongresie był także Andrzej Lepper. Przedstawiciel Polonii chilijskiej Jerzy Achmatowicz spotkał tam przedstawicieli Radia Maryja, Piotra Jakuckiego i Jana Fijora. Najgorsza jest niekonsekwencja urzędników państwowych wobec Kobylańskiego - uważa Jarosław Gugała. I rzeczywiście, jak sprawdziliśmy, pierwsze, co zrobił nowy ambasador w Urugwaju Lech Kubiak, to zaprosił Kobylańskiego do ambasady na święto narodowe. Kobylański ku zdumieniu gości przemawiał w polskiej ambasadzie. Gugała uważa, że Kobylański korumpuje krajowych polityków. - Gdy byłem ambasadorem w Urugwaju, Kobylański powiedział mi, abym nie podskakiwał, bo ma pięćdziesięciu kilku parlamentarzystów, którzy coś mu zawdzięczają. Ma listę, co im dał i kupił. I że oni mnie załatwią. (JERZY MORAWSKI) www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_050319/plus_minus_a_8.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Re: Szmalcownik sponsorem Rydzyka IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.03.05, 11:03 Wydarzenia, których negatywnym bohaterem jest - Jan (Janusz) Kobylański, dość wiernie odpowiadają temu, co można nazwać zapleczem szmalcownictwa. Znane są liczne wypadki, kiedy szmalcownicy usiłowali poznać prawdziwe personalia ukrywających się Żydów, obiecując wystawienie aryjskich dokumentów. Najczęściej chodziło o to, aby przy okazji poznać tożsamość polskich opiekunów ukrywających się Żydów, zwiększając tym samym krąg potencjalnych ofiar szantażu. Niejednokrotnie szmalcownicy rzeczywiście dostarczali ofiarom fałszywe dokumenty, aby przedłużyć okres szantażowania i wymusić dodatkowe pieniądze. To, że w opisywanym wypadku pośrednikiem transakcji jest sędzia Sądu Najwyższego, nie jest niczym dziwnym - znalezienie osoby niezależnej i stojącej ponad podejrzeniem było posunięciem ze wszech miar rozsądnym. Rola granatowego policjanta, pracującego ręka w rękę z Kobylańskim, również nie odbiega od schematu działania szajek szmalcowniczych, które miałem okazję badać w archiwach sądów niemieckich w okupowanej Warszawie. Opisane wydarzenia dość wiernie pokrywają się z tym, co dziś wiadomo o technice szmalcowniczych działań. Jan Grabowski, autor książki "Ja tego Żyda znam! Szantażowanie Żydów w Warszawie 1939 - 1943" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Re: Mroczne strony milionera szmalcownika IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.03.05, 11:10 Przez siedem lat - od roku 1947 do 1954 - prokuratura w Warszawie prowadziła dochodzenie w sprawie Janusza Kobylańskiego i ścigała go z paragrafów o kolaborację z Niemcami. Z odnalezionych przez "Rzeczpospolitą" dokumentów sądowych wyłania się historia, której negatywnym bohaterem jest dzisiejszy milioner z Ameryki Południowej, sponsor Radia Maryja i Telewizji Trwam. Dwa lata po wojnie do prokuratury zgłosiła się Leokadia Sarnowska. Zeznała, że w 1943 roku Janusz (dziś używa imienia Jan) Kobylański obiecał żydowskiej rodzinie Szenkerów wyrobienie - za sporą sumę w złocie - fałszywych dokumentów. Słowa jednak nie dotrzymał, a w kryjówce Szenkerów pojawili się gestapowcy, którzy zabrali Żydów do getta. Według zeznań Sarnowskiej Niemcy mieli kartkę z notatkami, które wcześniej robił Kobylański. Prokuratura zamknęła sprawę w 1954 roku z powodu nieodnalezienia Kobylańskiego. Na aktach znalazła się adnotacja: "Przechowywać 30 lat", czyli do 1984 roku. Przetrwały dłużej. (Jerzy Morawski) www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_050319/plus_minus_a_1.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed 50% bonifikara na samochody Gocłowskiego IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 02.03.05, 19:42 Majątek kurii - nie wszystko na sprzedaż 01-03-2005, ostatnia aktualizacja 01-03-2005 20:47 Auta metropolity gdańskiego będą do kupienia z 50-procentową bonifikatą. Czy katolikowi wypada skorzystać z takiej oferty? W Dzień Kobiet w Gdańsku idą na licytację m.in. dwa auta wożące na co dzień arcybiskupa Tadeusza Gocłowskiego. Dwuletni citroen C5 będzie do kupienia za ponad 42 tys. zł, volkswagen passat 1,9 TDi za ok. 27 tys. zł. Licytacja za pół ceny to ciąg dalszy afery finansowej kurialnego wydawnictwa Stella Maris, które z powodu nieuczciwego zarządzania pogrążyło gdańską kurię w długach idących w dziesiątki milionów złotych. Prócz aut arcybiskupa mają zostać wystawione ruchomości należące do samego wydawnictwa - 30 różnego typu maszyn o łącznej wartości blisko 3,6 mln zł - oraz samochody - sześcioletnia kia (11,2 tys. zł) i 13-letnie bmw (5,8 tys.). Licytacja odbędzie się na wniosek wierzyciela Stelli Maris, warszawskiego Kredyt Banku. Jeśli maszyny - już opieczętowane przez komornika, ale ciągle pracujące - zostaną sprzedane, pracę straci duża część spośród 106 pracowników wydawnictwa. - Wciąż mamy nadzieję, że nie dojdzie do tej licytacji - mówi Jarosław Szarmach, dyrektor Stelli Maris. - Prowadzone są rozmowy z wierzycielami, jest pomysł na restrukturyzację firmy. W moim przekonaniu szanse są realne. - Rzeczywiście kuria prowadzi z nami rozmowy, ale wciąż nie ma zadowalających nas konkretów - komentuje pracownik Kredyt Banku SA. - Musimy jak najszybciej odzyskać nasze pieniądze. Obecna licytacja czterech kurialnych samochodów jest już drugą. Na początku miesiąca citroen arcybiskupa miał cenę wywoławczą 63,5 tys. zł, a passat - 40,1 tys. zł. Nie było na nie ani jednego chętnego. Na licytacji pojawił się jedynie student Politechniki Gdańskiej zainteresowany wysłużonym bmw z ceną wywoławczą 8,7 tys. zł. Ale i on się w końcu rozmyślił na widok tłumu dziennikarzy. - Myślę, że ludzie mogą czuć jakiś opór przed kupnem majątku służącego Kościołowi - uważa komornik Artur Zieliński, zajmujący się egzekucją kurialnych długów. Czy udział w komorniczej licytacji kościelnego majątku jest grzechem? Ks. bp Tadeusz Pieronek: Tak na to nie można patrzeć. Nie mieszajmy dwóch różnych porządków - prawnego i moralnego. Rozumiem jednak, że ktoś, kto czuje się wiernym dzieckiem Kościoła, może odczuwać pewien dyskomfort, kupując za pół ceny dobra kurii. I może to dobrze. W Kościele wszyscy przecież jesteśmy rodziną, jest więc trochę tak, jakby komornik licytował majątek ojca, a syn kupował i to wiedząc, że ojciec ponosi szkodę. Oczywiście syn ma do tego prawo, ale czy na pewno jest to w porządku i czy ojciec byłby szczęśliwy? (Roman Daszczyński) serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2579748.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Re: KOSCIÓŁ MARYJNO-NARODOWY idzie na swoje IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 02.03.05, 19:47 "...WINIEN JEST NIESTETY EPISKOPAT, KTÓRY PROWADZĄC KUNKTATORSKĄ POLITYKĘ NIE ODCIĄŁ SIĘ ZDECYDOWANIE OD RYDZYKA. TERAZ PRZYJDZIE ZA TO ZAPŁACIĆ! NIE BĘDZIE JUŻ JEDNEGO KOŚCIOŁA W POLSCE- TRZEBA BĘDZIE UWAŻAĆ DO KTÓREGO KOŚCIOŁA IDZIE SIĘ NA MSZĘ : RYDZYKOWEJ SEKTY CZY KATOLICKIEGO. 500 LAT TEMU ZA TAKIE COŚ RYDZYK SPŁONĄŁBY NA STOSIE." ~katolik (normalny), 2005-03-01 19:54 info.onet.pl/1,15,11,9784961,29274269,1488985,0,forum.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Jaka jest słuszność wiary importowanych kościołów? IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 02.03.05, 21:23 Czy Konstantyn Wielki był twórcą katolicyzmu? Już samo ogłoszenie Konstantyna cesarzem było aktem bezprawnym i uzurpacją, bowiem Konstantyn sfałszował historię swej rodziny, religię ojca i pochodzenie. Faworyzowanie przez Konstantyna religii chrześcijańskiej zaczęło się w roku 312, kiedy przygotowywał się do bitwy z rywalizującym z nim współcesarzem. Wkrótce, jako cesarz, zapałał miłością do chrześcijaństwa i zapragnął przywrócić wyznawanie zakazanej religii na obszarze swego panowania. Od 313 r. staje się rozjemcą w sprawach zwalczających się wazjemnie biskupstw. Pod jego wpływem zwołano sobory w Arles w 314 r., którego zasadniczym celem staje się jakieś uporządkowanie ogólnych zasad wiary chrześcijańskiej realizowanych w zasadzie "sobiepańsko" przez każdego biskupa według jego własnych interpretacji będących przyczynami wielu konfliktów religijnych między samymi strefami wpłwów chrześcijańskich samych biskupstw. Po 320 roku zaczął energiczniej popierać chrześcijaństwo, dając parafiom pieniądze ze skarbu państwa na budowę lub odbudowę kościołów i mianując chrześcijan na stanowiska publiczne. Obdarował gminy chrześcijańskie wolnością wyznawania. Za sprawą Konstantyna z religii zakazanej chrześcijaństwo stało się teraz religią uznaną i urzędowo wspieraną. Na Kościół katolicki zaczęła spływać rzeka pieniędzy i innych dóbr doczesnych, a także coraz większych przywilejów, aż wkrótce jego wyższy kler stał się potężny, bogaty, wpływowy. I żył oczywiście w zgoła niechrześcijańskim zbytku (nie jest to zresztą - jak wiemy - przypadłość wyłącznie starożytnych...). Pod wodzą Konstantyna Kościół prześladowanych pacyfistów zmienił się w Kościół okrutnych prześladowców, głoszących "dobrą, radosną nowinę" ogniem i mieczem! "We wszystkich wojnach, które podjął i prowadził, odniósł błyskotliwe zwycięstwa..." - pisał o nim Ojciec Kościoła, św. Augustyn. Tak oto "wiara miłości" uprawomocniała się dzięki bitewnym rzeziom! Tak oto chrześcijaństwo rosło w siłę! Cesarz, który już w 314 r. polecił biskupom odbyć synod w Arles, teraz też nie uzgadniał z nikim zwołania soboru, lecz sam wystosował do wszystkich biskupów w cesarstwie zaproszenie na zjazd w Nicei (Bitynia) w maju 325 r. Podróż mogli odbyć bezpłatnie tzw. pocztą cesarską. Zapewniono im nadto gratisowe utrzymanie. Na sobór Nicejski biskupi przybyli z wszystkich prowincji cesarstwa, ale w różnej liczbie, najwięcej z Azji Mniejszej. Uczestników ustalają jedni historycy na 318, inni tylko na 220, biskup Atanazy, sam uczestnik, podaje, że było 300. Czyżby ta cała reszta nie była zainteresowana tak ważnym wydażeniem dla całego chrześcijaństwa???!!! :)) Zakończenie soboru nastąpilo po miesiącu obrad. Odbyło się bardzo uroczyście w łączności z obchodami 20-lecia rządów Konstantyna. Sobór wysłał osobne pismo do większych Kościołów lokalnych o swoich decyzjach, cesarz zaś obszerną relację do Kościołów (chyba tych, których biskupi nie byli obecni) o przebiegu soboru, sobie przypisując inicjatywę jego zwołania. W specjalnym piśmie do Kościoła aleksandryjskiego donosił o potępieniu nauki Ariusza i przywróceniu jedności wiary, umieszczając tam wymowne stwierdzenie: To, co zadecydowało 300 biskupów, jest niczym innym jak wyrokiem Boga, bo obecny w tych ludziach Duch Święty widoczną uczynił, wolę Bożą. Ja tam twierdzę, że sprawiedliwość musi być po naszej słowiańskiej stronie :)) Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Jaką wiarę mieli ojcowie nasi? IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 02.03.05, 22:10 brzeg.own.pl/maranatha/wiaraojcow.htm Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Dekalog przed sądem IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 03.03.05, 00:51 USA: Spór o 10 Przykazań przed sądem Sąd Najwyższy USA rozpoczął w środę rozpatrywanie skargi liberalnych organizacji przeciwko wystawianiu tablic z Dziesięciorgiem Przykazań na terenie instytucji rządowych, co ich zdaniem narusza zasadę rozdziału Kościoła od państwa. Przedmiotem sporu jest obecnie pomnik z tablicami z Dziesięciorgiem Przykazań stojący od 1961 roku między budynkami Kapitolu a stanowego Sądu Najwyższego w Teksasie oraz tablice z przykazaniami eksponowane od pięciu lat w gmachu lokalnego sądu w stanie Kentucky. Z inicjatywy religijnych konserwatystów tablice wystawiano w budynkach rządowych także w innych stanach na południu USA, gdzie również były obiektem sporów sądowych. Pod koniec 2003 roku prezes Sądu Najwyższego w Alabamie stracił stanowisko, gdy nie chciał usunąć tablic w swoim sądzie. Pierwsza poprawka do konstytucji USA zabrania Kongresowi uchwalania praw "odnośnie stanowienia religii", co interpretuje się jako zakaz ustanawiania religii państwowej - zasadę rozdziału religii od państwa. Rzecznicy publicznego wystawiania Dziesięciorga Przykazań argumentują jednak, że ich eksponowanie nie narusza wcale tej zasady i ma w istocie charakter świecki. Zwracają oni uwagę, że na pomniku w Teksasie, Mojżesz trzymający tablice z przykazaniami stoi obok innych słynnych prawodawców w dziejach, jak Hammurabi, Konfucjusz, cesarz Justynian i Napoleon, a więc nie tylko przywódców religijnych. W Kentucky do tablic w sądzie dodano takie świeckie rekwizyty jak odbitka Deklaracji Niepodległości i tekst amerykańskiego hymnu narodowego. Skargę na wystawienie tablic złożyła w Sądzie Najwyższym Amerykańska Unia Swobód Obywatelskich (ACLU), czołowa liberalna organizacja w USA. Powołani przez nią eksperci prawni dowodzą, że publiczne eksponowanie Dziesięciorga Przykazań nie służy celom świeckim, lecz jest demonstracją religijności. Liberałowie podkreślają, że przykazania reprezentują tradycję judeochrześcijańską, podczas gdy Stany Zjednoczone są krajem wielokulturowym i wieloreligijnym i zwiększa się w nim proporcja muzułmanów, hinduistów i buddystów. Zwraca się też uwagę, że w Teksasie i Kentucky wystawiono przykazania w wersji protestanckiej. Według sondaży, zdecydowana większość Amerykanów nie uważa by należało zabraniać wystawiania w budynkach rządowych tablic z Dziesięciorgiem Przykazań. info.onet.pl/1062198,12,item.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: * Znowu do kościoła a nie na lekcje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.03.05, 14:31 Zaczęły się rekolekcje wielkopostne dla uczniów Wczoraj w szkołach rozpoczęły się rekolekcje wielkopostne. Do kościołów pomaszerowali uczniowie szkół podstawowych, gimnazjów i liceów. W tym czasie nie mieli lekcji. A co z tymi dziećmi, które nie chodzą na rekolekcje? - To mniej niż 10 proc. dzieci, mogą zostać w szkole lub przynieść zwolnienie od rodziców - tłumaczy Małgorzata Kułaczkowska, p.o. dyrektora w gimnazjum nr 7 przy ul. Podchorążych. Zajęcia opiekuńcze dla dzieci, które nie chodzą na religię, czynne świetlice to rozwiązania, jakie proponują szkoły. Ledwo skończyły się ferie, a uczniowie mają znów wolne. Czy to dobry termin na rekolekcje? - Trudno oceniać. Może to lepiej niż przerwa, jak już na dobre wejdziemy w tok pracy? - mówi Lidia Składnik, dyrektor gimnazjum dwujęzycznego nr 25 przy ul. Zwycięzców. Część szkół rekolekcje będzie miała w przyszłym tygodniu. serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2581943.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: admirable@o2.pl Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. IP: *.ostnet.pl 03.03.05, 18:30 Jestem uczniem liceum i nie chodzę do kościoła bo nie wierz w tych wszystkich pedofilów, geji i złodzieji jeżdzących maybachami za miliony złotych ........ To ma być kościół ?????? Widać jaki nam przykład dają księża .....nic tylko naśladować (hahahaha) ..... Jedyne w co wierze to w Boga .........bo kościół od zawsze robi przekręty i robić będzie .... a przykłądem na to są księża ....... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. - grzechy Krk IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 03.03.05, 20:21 "Mały Słownik Teologiczny" ks. Mariana Kowalewskiego wśród grzechów przeciwko Duchowi Św. wymienia również taki, jak "sprzeciwianie się uznanej prawdzie chrześcijańskiej." Rodzi się tutaj od razu bardzo wiele pytań, m.in.: - O jaki rodzaj sprzeciwu chodzi? - Co jest uznaną prawdą chrześcijańską? - Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: * Re: KSIĄDZ - POLSKI TOWAR EKSPORTOWY IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.11.05, 17:21 w szerzeniu jedynie słusznej racji Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: * Re: KSIĄDZ - POLSKI TOWAR EKSPORTOWY-link IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.11.05, 17:28 mojefinanse.interia.pl/news?inf=665963 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Re: Od ateisty o ateizmie i religii uwag kilka IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 25.07.05, 22:59 alexanderson napisał: > Przykro mi, że wielu ludzi ma zdanie o ateistach jako o ludziach bez > moralności i nienawidzących religii. Prawdziwy ateista opiera się na > kulturowym (a to znaczy też duchowym) dziedzictwie ludzkości i w tym znajduje > uzasadnienie, dlaczego nie wolno zabijać, kłamać, kraść, zdradzać itd. Trwanie > przy tych zasadach jest tym mocniejsze, że nie liczy się na nagrodę po > śmierci, ale nie można też oczekiwać rozgrzeszenia na ziemi - za wszystkie > swoje uczynki odpowiada się przed samym sobą i dlatego trzeba przeżyć to życie > (jedyne, w ujęciu ateisty, jakie jest nam dane) najuczciwiej, jak tylko można > i z miłością i szacunkiem do innych ludzi. Właśnie dlatego, że życie jest > pasmem radości i udręk, i kończy się śmiercią należy je przeżyć jak najlepiej > i wcale nie znaczy to "hulaj dusza, Boga nie ma". Jeśli większość ludzi > oparcie dla zasad etycznych (i sens samego życia) znajduje w religiach, które > niosą im pocieszenie i nadzieję (choć w ujęciu ateisty są tylko produktem > kulturowym, jak państwo, filozofia, nauka, sztuka), to prawdziwy ateista > docenia i szanuje ten wkład religii w budowanie wspólnoty ludzkiej. Każdy kto > z nienawiścią atakuje Kościoły, wyznania i ludzi wierzących jest po prostu > chamem bez zasad i kultury, ale nie znaczy to, że tak wygląda ateizm. W imię > różnych religii i ateizmu popełniano w przeszłości wiele błędów, a nawet > zbrodni, ale też owe prawdziwe religie i prawdziwy ateizm (świecki humanizm) > są nośnikami tych samych (!) najwyższych wartości, które jednoczą myślącą > ludzkość - Dobro, Prawda, Piękno. Jednoczą, bo ciągle mam nadzieję, że przy > wszystkich różnicach możemy razem współdziałać, pomagać sobie nawzajem i > przede wszystkim rozmawiać ze sobą, a to znaczy - rozumieć się. Ta wiara w > ludzkość jest moją religią. > Jeśli zaś chodzi o chrześcijaństwo, to uważam je za najbardziej wzniosłą i > najpiękniejszą z religii, i najbardziej ze wszystkich szanuję (i tu jednak > podziękowania za ukształtowanie mnie w jego duchu). Ale wiem z doświadczenia, > że wielu Polaków-katolików nie ma elementarnej wiedzy o swojej wierze. I to > jest przykre. Bo każdy z nich twardo powie - "jestem katolikiem". Nasz Kościół > zadowala się masowością, ale nie głębokością wiary. Mnie jest obojętne, czy > Polacy będą katolikami, czy nie, chciałbym tylko, by byli uczciwymi i > życzliwymi ludźmi. A nie są. > A wszystko przez to, że: 1) chrzci się dzieci, których nie można spytać o > zgodę 2) katolicyzm w Polsce jest synonimem moralności i automatycznie robi z > człowieka kogoś porządnego, tymczasem przyznanie się do np. ateizmu czy nawet > innej religii budzi podejrzenia, rodzi dystans, niechęć. Zbyt wielką rolę > nadaje się u nas rytuałom i obrzędom, a za mało rzeczywistym postawom. Mówi > się "Polska, ostoja chrześcijaństwa w Europie", ale gdzie jest to > chrześcijaństwo? W pijakach za kierownicą, w łapówkarstwie, w dręczonych > zwierzętach, w bitych dzieciach, w wykonywanych po kryjomu aborcjach, w > chamstwie na każdym kroku, w śmieciach na ulicach i w lasach? Religia jest u > nas kwestią przyzwyczajenia, a nie konsekwentną postawą. Nie jest sprawą > przekonania na podstawie dokonanego wyboru, ale ukształtowaniem od bezwolnego > dzieciństwa i kultywowaną bezrefleksyjnie tradycją. Nasze społeczeństwo nie > jest chrześcijańskie, a właśnie katolickie - liczy się obrzęd, widowisko, > celebra, uroczystość, swoista "soborowość", mechaniczność. Wszystko jest na > obraz i podobieństwo. I obowiązuje wszystkich... > A chciałoby się, żeby ludzie zadali sobie tego trudu i wypracowywali przez > lata własny światopogląd. Chrześcijański, ateistyczny, inny - ale jakiś. Wiąże > się to z wysiłkiem, ale tylko wtedy daje zadowolenie z własnej postawy. Nie > chodzi bowiem o to, by robić to, co wszyscy, ale to, do czego ma się > przekonanie. I czasem z powodu tych przekonań umie się ponosić konsekwencje. > Jak pisała Józefa Hennelowa: > "Światopogląd powinien zawsze trochę człowieka kosztować. Gdy światopogląd się > opłaca, to przestaje być tym, czym być powinien. Powstają zachowania > konformistyczne - fałszywe i rozbieżne z tym, do czego Kościół jest powołany". > Także ateiści niosą przez życie swój krzyż - odpowiedzialność za własne czyny. > Trzeba tak żyć, by móc codziennie ze spokojem spojrzeć w lustro. Dlatego, > odpowiadając na temat z innego wątku na tym forum, trzeba powiedzieć - nie > jest łatwo być ateistą. Ale też w życiu nie chodzi o to, by było łatwo. Z > ateistycznego punktu widzenia - właśnie dlatego powstały religie (choć także > jako czynnik integrujący społeczność): żeby dać wytłumaczenie zjawisk > kosmicznych i biologicznych, i zatrzeć lęki związane ze świadomością końca > egzystencji. Jeśli ludzie tego potrzebują, to religie spełniają bardzo > pożyteczną rolę. Ale żeby wiara przekładała się jeszcze na zachowania > codzienne... > I żeby osobista wiara nie była automatycznie przenoszona na innych ludzi. Żeby > nie używać wciąż generalizujących określeń "wszyscy", "my", "Polacy-katolicy" > itd. Ja ciągle uczę się szanować inne przekonania, odmienności, różnice. > Żebyśmy tak uczyli się wszyscy, każdego dnia. Od nowa... forum.gazeta.pl/forum/73,46481,1540823.html?f=29&w=26551430&a=26551430&rep=1 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Re: KOŚCIELNY SKANDAL NARODOWY (1) IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 05.03.05, 00:51 Skandal narodowy Odkopane zasypać Książę Mieszko I przewraca się w grobie. Odsłonięte przez archeologów pozostałości jego grodu na poznańskim Ostrowie Tumskim trzeba zakopać. Wielkie odkrycia archeologiczne są dla polskich władz kłopotliwym ciężarem, który najlepiej ukryć pod ziemią. Nad ponadpięciometrowej głębokości wykopem tłoczy się gromadka dzieci. – Ponad tysiąc lat temu w widłach Warty i Cybiny wznosił się potężny gród. Rezydował w nim pierwszy polski władca książę Mieszko I wraz ze swoją żoną Dąbrówką – opowiada im przewodnik. Dzieciaki z zachwytem oglądają pozostałości siedziby władcy. – Ale super! To dużo lepsze niż historia w szkole – mówi Kamil, jedenastoletni kolonista z Nowego Tomyśla. – Bo książki są nudne i nie zawsze można im wierzyć. A tu widać, że ta cała heca z Mieszkiem to była prawda – dodaje jego kolega Patryk. Gdy chłopcy dowiadują się, że to wszystko znowu pokryje gruba warstwa ziemi, wprost nie mogą uwierzyć. Podobnie reaguje profesor Marek Kwiatkowski, historyk architektury i wiceprzewodniczący komisji konserwatorskiej przy wojewodzie mazowieckim. – Bez przesady można powiedzieć, że tam zaczęła się Polska! – unosi się uczony. – To sprawa wagi państwowej! – Nie ulega wątpliwości, że to miejsce jest niezwykle ważne dla kształtowania świadomości narodowej. Zwiedzanie takiego obiektu byłoby doskonałą lekcją patriotyzmu i historii – zgadza się z nim profesor Romuald Schild, dyrektor Instytutu Archeologii Polskiej Akademii Nauk. Na wagę złota Dziś w miejscu, gdzie rezydował pierwszy władca Polski, znajduje się gotycka katedra, XIII-wieczny kościół Najświętszej Marii Panny, kanonie i inne zabytkowe obiekty kościelne. Archeolodzy „węszą” tam od kilku lat. Przed kościołem znajdują się trzy wykopy, za murem otaczającym stare kanonie – jest czwarty. To, co w nich znaleziono przeszło najśmielsze wyobrażenia. – Do tej pory udało nam się uchwycić ponad połowę zarysu murów rezydencji Mieszka I. W XIII wieku część książęcej siedziby została rozebrana, a kamienie posłużyły jako budulec przy wznoszeniu fundamentu kościoła Najświętszej Marii Panny – wyjaśnia profesor Hanna Kocka-Krenz, archeolog z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pod jej kierunkiem prowadzone są prace wykopaliskowe. – Tutaj widać doskonale zachowany fragment muru palatium (reprezentacyjnej budowli mieszkalnej) wysoki na metr – profesor wskazuje na kamienną ścianę. Obok niej widać pozostałości jakiejś nieznanej gotyckiej budowli. Wierzyć się nie chce, że to świadkowie narodzin państwa polskiego. – Palatium miało kształt prostokąta i mogło mieć wysokość dwóch pięter. Krył je prawdopodobnie spadzisty dach. Była to jedna z pierwszych murowanych budowli w Polsce. Książę wzniósł ją ze względu na małżeństwo z Dąbrówką – dodaje Olga Antowska-Gorączniak, doktorantka pracująca przy wykopaliskach. – Zapewne nie chciał, by mieszkała w jakiejś drewnianej chacie. – Odkrycie palatium to niewątpliwie jedno z największych znalezisk w historii polskiej archeologii– uważa profesor Tadeusz Makiewicz, prezes Stowarzyszenia Naukowego Archeologów Polskich. Teraz archeolodzy chcą szukać ufundowanej przez Dąbrówkę świątyni, w której potem ochrzczono Bolesława Chrobrego. Chodzi o przedromańską rotundę pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny opisaną przez Galla Anonima. Zgodnie z ówczesną modą świątynie budowano tuż przy siedzibach władców, a nawet je z nimi łączono. – Była to pierwsza chrześcijańska świątynia na ziemiach polskich. Kiedy Mieszko I starał się o Dąbrówkę, powiedziano mu: „Dobrze poganinie, masz naszą księżniczkę, ale musisz zadbać o to, by miała się gdzie modlić” – opowiada profesor Kocka-Krenz. – Wymóg zapewnienia miejsca kultu był zapewne ujęty w intercyzie ślubnej. Świątynia Dąbrówki, jak na owe czasy, była naprawdę wspaniałą budowlą. – Odnaleźliśmy małe kawałki malowanych tynków. Do wykonania zdobień został użyty błękit, który wówczas był niezwykle drogim barwnikiem – wyjaśnia Antowska- Gorączniak. – Pozyskiwano go z lazurytu, który sprowadzano ze złóż w Afganistanie. Był to surowiec dosłownie na wagę złota. (JOANNA TOMCZAK 2004-08-24) kiosk.onet.pl/art.html?DB=162&ITEM=1181995&KAT=241 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Re: KOŚCIELNY SKANDAL NARODOWY (2) IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 05.03.05, 00:55 Kościołowi w szkodę Niestety, świątyni nikt prędko nie zobaczy. Ani turyści, ani nawet archeolodzy. Kuria poznańska, która jest właścicielem terenu, nie wyraziła do tej pory zgody na kontynuację wykopalisk. – Tak się bowiem niefortunnie złożyło, że część palatium wchodzi pod budynek kościoła. I pod nim także zapewne trzeba szukać świątyni Dąbrówki – mówi Kocka-Krenz. Warunkiem rozpoczęcia wykopalisk było wzmocnienie konstrukcji kościoła NMP, który był w bardzo złym stanie i groził zawaleniem. – Miasto wydało na to kilkaset tysięcy złotych – mówi poznański konserwator zabytków, Maria Strzałko. – Dziś jednak ci sami eksperci z Politechniki Poznańskiej, którzy twierdzili, że gotyckiej budowli już nic nie zagraża, z niewiadomych powodów twierdzą coś wręcz odwrotnego. Ksiądz Bogusz Lewandowski, rzecznik kurii poznańskiej, nie potrafi powiedzieć, co spowodowało zmianę stanowiska specjalistów. – Podczas spotkania z arcybiskupem poznańskim Stanisławem Gądeckim stwierdzili, że nie mogą zagwarantować, jak zachowa się budynek kościoła i czy się nie zawali – mówi. – Decyzja arcybiskupa mogła być tylko jedna. Nie mogliśmy ryzykować zniszczenia zabytku, choćby nawet to, co się pod nim znajduje, było bardzo interesujące. – Kościołowi powinno zależeć na tym choćby ze względów ambicjonalnych. Była to przecież pierwsza chrześcijańska świątynia na ziemiach polskich – mówi ze smutkiem profesor Kocka-Krenz. Odkopane zasypać Wygląda na to, że nie tylko zostaną wstrzymane dalsze prace, ale nawet to, co już zostało odkryte, trzeba będzie zakopać! Jeśli się tego nie zrobi, średniowieczne mury ulegną zniszczeniu. – Nałożymy na nie specjalną tkaninę techniczną, by później łatwo je było odsłonić – mówi profesor Kocka-Krenz. Ale to dopiero początek kłopotów poznańskich archeologów. Wkrótce pod ziemią znikną zapewne także fragmenty drewniano-ziemnych wałów otaczających niegdyś książęcy gród. Natrafiono na nie trzy lata temu, kiedy kuria zamierzała zbudować na tym miejscu nową kanonię. Przed rozpoczęciem prac teren został zbadany przez archeologów. To, co odkryli, spowodowało wstrzymanie inwestycji. W głębokim wykopie wyraźnie widać tysiącletnie grube drewniane bale i część wałów ułożonych z kamieni. – Zbudowano je w latach 80. X wieku, jeszcze za życia Mieszka I – emocjonuje się profesor Kocˇka-Krenz. – U podstawy miały aż 30 metrów szerokości, a wysokie były na 10 metrów. Powstały z drewnianych skrzyń, wypełnianych na przemian warstwami drewna, ziemi i kamieni. Nie ma w naszym kraju drugiego grodu takich rozmiarów, który byłby tak dobrze zachowany. Niestety, czas działa na niekorzyść pozostałości obwarowań. Póki leżały pod ziemią, były bezpieczne, gdyż ziemia konserwuje drewno. Odsłonięte tysiącletnie bale są od trzech lat wystawione na działanie powietrza. Drewno zaczyna się rozsychać i w efekcie może się rozpaść. Poza tym zaczynają tam rosnąć krzaki. Znalezisko wymaga konserwacji. Na miejscu wykopalisk wielokrotnie zjawiali się przedstawiciele władz miasta. – Zachwycali się, mówili, że są pod wrażeniem, że warto zachować to dla przyszłych pokoleń. I co? Na słowach się skończyło – żali się profesor Kocka- Krenz. – A można byłoby zrobić tu rezerwat archeologiczny, który byłby jeszcze lepszy od tego w Biskupinie. Tam jest rekonstrukcja, a tu mielibyśmy autentyk. To byłby doskonały sposób na promocję Poznania. Profesor przypomina, że w podziemiach niemal każdego rzymskiego kościoła turyści mogą oglądać relikty wcześniejszych obiektów. – Znaleziska leżą nawet na głębokości 12 metrów i są doskonale wyeksponowane. Na przykład w kościele świętego Klemensa zobaczymy pozostałości drogi rzymskiej i pochodzącej z jeszcze wcześniejszych czasów świątyni Mitry. W Akwizgranie znajdują się wyeksponowane relikty pałacu i kaplicy Karola Wielkiego – wylicza. – Robi się to tak, że przykrywa się obiekt plastikowym dachem. Podłogę zabezpiecza się zaś szkłem lub pleksi – mówi profesor Schild. – W krajach, w których są zabytki klasyczne, jak na przykład Egipt, państwo przeznacza naprawdę ogromne sumy na ich ratowanie i na wykopaliska archeologiczne. – Decyzja, czy cokolwiek należy zrobić z tym obiektem, miasto powinno podjąć jeszcze w tym roku – mówi archeolog Piotr Wawrzyniak. I dodaje: – Wały pod ziemią po zasypaniu mogą tkwić najwyżej trzy lata. Potem nie będzie czego ratować... Reporterzy Kulis usiłowali dostać się do prezydenta Poznania Ryszarda Grobelnego. Bez skutku. Także przewodniczący miejskiej komisji kultury Antoni Szczuciński był dla nas niedostępny. (JOANNA TOMCZAK) kiosk.onet.pl/art.html?NA=2&ITEM=1181995&KAT=241 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Re: KOŚCIELNY SKANDAL NARODOWY (2) IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 05.03.05, 00:58 Kulczyk nie pomoże – Na to muszą znaleźć się pieniądze i mam nadzieję, że tak się stanie. Dla miejskich radnych niezależnie od opcji byłoby wręcz niepolitycznie się temu sprzeciwiać – uważa Andrzej Prinke, konserwator zabytków archeologicznych Poznania. – Nie wiadomo jednak, czy miasto może inwestować na nie swoim terenie. Bo to jest przecież własność Kościoła – ma wątpliwości miejski konserwator zabytków, Maria Strzałko. – Ale poruszę tę sprawę na najbliższym posiedzeniu komisji kultury. – Próby zrzucenia na nas odpowiedzialności są nie fair – ripostuje ksiądz Bogusz Lewandowski. – Gdy chodzi o dobra materialne, czy skarby dziedzictwa narodowego, to nawet jeśli zostały odnalezione na terenie prywatnym, są własnością państwa. – To po prostu wielki skandal! – grzmi profesor Marek Kwiatkowski. – Te obiekty nie są własnością miasta ani dzielnicy, tylko całej Polski! Niech się przestaną wygłupiać. Poznań jest miastem bogatym, działa w nim dużo firm. Można pozyskać sponsorów. To ostatnie może okazać się trudniejsze, niż przypuszcza profesor Kwiatkowski. Propozycją dofinansowania rezerwatu archeologicznego w Poznaniu nie była zainteresowana nawet działająca w Poznaniu fundacja jednych z najbogatszych Polaków – Grażyny i Jana Kulczyków, która stawia sobie za cel wspieranie kultury polskiej. – Przynajmniej nie w tym półroczu. Sami poszukujemy sponsorów, którzy wsparliby realizowany przez nas program artystyczny – mówi prezes fundacji Agnieszka Sumelka. – Przygotowujemy wystawę prezentującą twórczość młodych poznańskich artystów. – W tym roku wpłynęły do nas wnioski o dofinansowanie prac związanych z ochroną zabytków na sumę około 700 milionów złotych. A my mamy do dyspozycji tylko 36 milionów – rozkłada bezradnie ręce wiceminister kultury i jednocześnie generalny konserwator zabytków Ryszard Mikliński. – W sytuacji, gdy panuje bieda i bezrobocie, władze odkładają na plan dalszy ochronę zabytków – mówi Marek Gierlach, dyrektor Ośrodka Ochrony Dziedzictwa Archeologicznego Ministerstwa Kultury. – Samorządowcy nie chcą sobie zaś zawracać głowy odkryciami, gdy borykają się z ważniejszymi, ich zdaniem, problemami. – Tymczasem zachowanie takiego obiektu jak relikty grodu Mieszka I i przeobrażenie ich w rezerwat archeologiczny z pewnością ściągnęłoby do Poznania wielu turystów, co byłoby korzystne dla miasta – twierdzi Andrzej Prinke. – Turystyka jest czwartym przemysłem na świecie – dodaje Wojciech Parysek, prezes Wielkopolskiej Izby Turystyki. – Gdyby w Poznaniu utworzono rezerwat archeologiczny, inwestycja mogłaby się zwrócić. Ale władze Poznania zatraciły się w promowaniu wizerunku miasta jako miejsca targów i rozwoju biznesu. Z siedzibą i nekropolią pierwszych władców Polski nikomu już się ono dzisiaj nie kojarzy. Piotr Wawrzyniak mówi, że już teraz oba stanowiska archeologiczne na Ostrowie Tumskim są odwiedzane przez tłumy. – Ktokolwiek coś słyszał na temat naszych wykopalisk, od razu do nas przychodzi. Zachwytom nie ma końca. Nie ma też końca zdziwienie, gdy zwiedzający słyszą, że wkrótce to wszystko zostanie zasypane. – Pewnie, najlepiej zakopać. Tak jest dużo taniej – ironizuje profesor Kwiatkowski. – Tak stało się na przykład z pradawnymi domostwami odkrytymi na dziedzińcu pałacu w Pułtusku. Zakopano także odsłonięty niedawno w Kałdusie romański kościół, który dorównywał wielkością poznańskiej katedrze. Wielki skandal spowodował pomysł władz Krakowa, aby zamurować odkrytą rzeźbę Wita Stwosza. – Nie można myśleć o przyszłości, jeśli nie umie się zadbać o przeszłość – komentuje minister (JOANNA TOMCZAK) kiosk.onet.pl/art.html?NA=3&ITEM=1181995&KAT=241 Odpowiedz Link Zgłoś
andrzej105 "Był aktorem został mimem" 05.03.05, 21:51 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=20555701&a=21120914 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: * Bandytyzm po katolicku. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.03.05, 09:18 ""Głos Pomorza": Proboszcz z Gardny Wielkiej, przed mszą pogrzebową, kazał wynieść z kościoła trumnę ze zmarłym. - Nasz bliski został pochowany gorzej od psa, rozpacza rodzina. Ksiądz tłumaczy, że zmarły nie zasłużył na mszę. - Jak można było odmówić człowiekowi godnego pochówku, mówi Janina Olszewska z Gąbina, córka zmarłego. - W kościele nie zdążyliśmy nawet pożegnać ojca. Trumna z jego ciałem wyniesiona została po pięciu minutach. To był dla nas szok. Człowiek miał chrzest, bierzmowanie, ślub kościelny. Był katolikiem, a ksiądz patrzył tylko na to czy chodził do kościoła czy nie. Bliscy zmarłego twierdzą, że nie mógł on uczestniczyć w mszach ze względu na poważne problemy zdrowotne. - Mój ojciec miał pierwszą grupę inwalidzką, chorował ciężko od kilku lat - tłumaczy córka. - Dla księdza to się nie liczyło. Nie chciał go godnie pochować, twierdząc, że mój ojciec nie wyspowiadał się przed śmiercią i nie przyjął namaszczenia. Nie mógł go przyjąć, bo zmarł nagle. Przewrócił się przed domem i już się nie podniósł. Nie było czasu na spowiedź. - Każdy ma to na co sobie zasłużył - mówi ksiądz Mieczysław Roduchoński, proboszcz Gardny Wielkiej. - Ten mężczyzna nie przyjmował żadnych sakramentów. Jeśli człowiek żyje godnie i ma w sercu Boga ma też szczęśliwą śmierć i zdąży się wyspowiadać oraz przyjąć namaszczenie. Jeśli odrzucił Boga to ma właśnie taką śmierć a nie inną. Ksiądz twierdzi nawet, że jego parafianin pochowany został godnie. - Miał więcej niż sobie na to zasłużył - podkreśla proboszcz. Mieszkańcy od dwóch lat bezskutecznie starają się o zmianę proboszcza. - Jeszcze nigdy nie spotkałam takiego księdza, mówi Barbara Eder z Gąbina. - Pisaliśmy pisma do kurii, do tej pory nie było efektu. Ten ksiądz nie zezwolił mojemu dziecku na uczestnictwo we mszy, tylko dlatego że jest niepełnosprawne. Usłyszałam, że moja córka to nie człowiek tylko zwierzę." info.onet.pl/1064562,11,1,0,120,686,item.html Kler zapomina o tym, że nie stoi wyżej niż Słowo. Zapomina o tym, co powiedział Chrystus: "Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie". Wszystkim dzieciom. Kler z uporem godnym lepszej sprawy udowadnia, że nie dorósł do propagowania treści, którym sam zaprzecza. (warka_strong) forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=21409010 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jan. "Ed" ! IP: *.chello.pl 09.03.05, 10:57 Wpadaj na FK . A tymczasem pzdr. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jan. Nieznalska ponownie w sadzie 16 III IP: *.multicon.pl / *.multicon.pl 09.03.05, 18:48 serwisy.gazeta.pl/df/1,34467,2585021.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Re: Nieznalska ponownie w sadzie 16 III IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 09.03.05, 20:12 Witam Janie! Doskonały artykuł pokazujący wprost, w jaki sposób giną niepotrzebne już dzieci rewolucji. Najpierw ugodziło to otoczenia Lecha z Walentynowicz na czele, potem przyszła m.in. kolej na Huelle, Nieznalską i w końcu dopadło to samego Wałęsę :) Jeżeli ktoś miałby jakieś wątpliwości, co to są WC, to ma tutaj wręcz szkolny przykład ich realizacji w praktyce. Grunt to wierni, bierni i nie koniecznie czasami tzw. muzułmanie (bez ew. obrazy) :)) I nie o ubiór czy wiarę tu chodzi, ale o ludzi tracących w wyniku indoktrynacji nawet możliwą jeszcze do przyjęcia dolną granicę poczucia przyzwoitości. Co do poprzedniego postu? Hmmm. Faktycznie, FK opuściłem z momentem wprowadzenia konieczności logowania. Nie jest to wprawdzie żaden rozsądny powód i obydwaj na ten temat coś wiemy. Zresztą z pewnych porad skorzystał kiedyś Kagan przysparzając poprzednikom giwi nie lada kłopotów. Po prostu już wcześniej zniesmaczyła mnie sama giwi cenzurując forum bardziej według własnego uznania niż regulaminu. Trudno to uznać za obiektywne moderowanie forum, gdy się widzi znikające posty czy wątki w żadnym calu nie naruszające ani regulaminu, ani kultury wypowiedzi. Odniosłem wrażenie niezaprzeczalnego sprzyjania kształtowaniu pewnych opinii przy jednoczesnym kasowaniu przeciwstawnych. Nie wiem, na czyją twarz ona pracuje i co jej się wydaje, ale to już jest jej sprawa i może sobie niekoniecznie tylko dmuchać pod wiatr dowoli. Inna sprawa, to mój nick został już zarezerwowany (kilkudziesięciu ed'ów - hi). Zmieniać nicka jakoś mi się nie chce. Chyba, że temu ed'owi przypiszę jakiś "numerek" :)). Pomyślę. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed "Moherowe berety" kontra obrońcy wolności słowa.. IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 10.03.05, 15:55 Gość: Swiatowid napisał Zapamietaj sobie, Polsko, dobrze te zdjecia, swiadectwo hanby demokratycznego panstwa. Oni i ich dzieci jeszcze beda tu budowac piece i jak najbardziej polskie obozy koncentracyjne. serwisy.gazeta.pl/fotografie/5,35078,2591219.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Re: Nieznalska ponownie w sadzie 16 III IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 10.03.05, 15:57 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=21441493 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Nawiedzeni duchem w mediach IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 09.03.05, 21:53 "Wierność Ewangelii, rzetelna wiedza, odpowiedzialność, roztropność i troska o prawdę - to pięć warunków, które muszą zachować osoby duchowne i zakonne, które będą występować w mediach. ...". Czyli innymi słowy Episkopat w sposób zaowulowany przyznał racje tym, którzy już od dawna krytykowali u afiszujących się duchownych brak tych cech, których nie powinno brakować u normalnego czlowieka. Coś mi się zdaje, że Episkopat niedługo będzie cytował słowa Wyszyńskiego i Tischnera na temat wartości uduchowienia prezentowanego przez polski kler. "... Nieprzestrzeganie jednego z nich może prowadzić do sankcji - ogłosił w środę na konferencji prasowej abp Sławoj Leszek Głódź. ...". A jakie to cechy reprezentuje sam Głódź sprawując kontrowersyjny nadzór nad jeszcze bardziej kontrowwersyjnym Rydzykiem i jego radyjem? Cago mu w końcu zabrakło, by powstrzymać postepująca kompromitację i Eiuskopatu, i Watykanu i w końcu katolicyzmu w wydaniu polskich oszołomów? "... Wśród sankcji abp Głódź, który pełni funkcję Przewodniczącego Rady Episkopatu Polski ds. środków społecznego przekazu, wymienił m.in. upomnienie i konieczność naprawienia szkody. ..." Ale się wysilili :)). Ksiądz nie posiadający rzetelnej wiedzy w sprawach, którymi się zajmuje, w ramach naprawianiua szkody będzie się uczył dalej na tych samych błędach? Co z Gocłowskim, Zimoniem i innymi piratami kościelnymi jeżdżącymi po "mszalnym"? To nie są szkody? Proponuję zatem Episkopatowi poświęcenie jednego posiedzenia na opracowanie pojęcia szkody w katolickim rozumowaniu ;( Cały tekst: Wśród sankcji abp Głódź, który pełni funkcję Przewodniczącego Rady Episkopatu Polski ds. środków społecznego przekazu, wymienił m.in. upomnienie i konieczność naprawienia szkody. Zasady występowania w mediach, dyscyplinujące wszystkich duchownych, były jednym z tematów obrad 331. Zebrania Plenarnego Konferencji Episkopatu Polski, który zakończył się przyjęciem dokumentu regulującego zasady obecności księży w mediach. Według abpa Głódzia, chodzi o to, aby było wiadomo, czy duchowny wypowiada się w imieniu własnym czy całego Kościoła. Liczący 21 punktów dokument głosi też, że media katolickie są głosem Kościoła i wymagają zgody władz kościelnych na ich założenie. Działalność takich mediów powinna odbywać się pod nadzorem Konferencji Episkopatu. wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2592550.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: * Z odsieczą dla Rydzyka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.03.05, 13:12 Odsiecz Kobylańskiego dla Radia Maryja • Biskupi nie rozmawiają o Radiu Maryja (09-03-05, 23:00) • Ojciec Rydzyk prosi o wsparcie (09-03-05, 23:00) Jacek Hołub, Toruń 10-03-2005, ostatnia aktualizacja 09-03-2005 19:18 Dzięki Bogu, LPR, Samoobrona i Radio Maryja rosną w siłę - pisze Jan Kobylański, milioner z Urugwaju i sponsor o. Rydzyka. czytaj dalej » r e k l a m a Jego list Radio Maryja opublikowało na swojej stronie internetowej we wtorek. Trzy tygodnie temu, gdy Lech Wałęsa zarzucił Radiu Maryja sianie nienawiści, o. Rydzyk był akurat gościem Kobylańskiego w jego posiadłości Punta del Este. Kobylański jest prezesem Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich Ameryki Łacińskiej (USOPAŁ). W 1952 r. wyjechał do Paragwaju, gdzie zbił fortunę, współpracując z reżimem dyktatora gen. Alfredo Stroessnera. Teraz wspiera o. Rydzyka. To dzięki jego pieniądzom w Toruniu kosztem 40 mln zł powstaje potężne centrum Polonia in Tertio Millennio. Kiedy Radio Maryja znalazło się w ogniu krytyki m.in. za deprecjonowanie Okrągłego Stołu, Kobylański nie wytrzymał. "Okrągły Stół z roku 1989 był tylko paktem, w którym po raz kolejny oddano Polskę w arendę" - napisał. Usiedli przy nim "nie Polacy, lecz obcy Polsce tak narodowo, jak i ideowo przedstawiciele tej samej formacji politycznej, która w wyniku sowieckiej okupacji zawłaszczyła nasz Kraj w roku 1945, czyli komuniści z PZPR i tzw. dysydenci wywodzący się z trockistowskiego KOR-u". Efekt? "Polski Naród został niewolnikiem we własnej Ojczyźnie"- uważa sponsor o. Rydzyka. Milioner wzywa do utworzenia narodowego rządu. "Dzięki Bogu, jesteśmy świadkami rośnięcia w siłę formacji patriotycznych, takich jak: Liga Polskich Rodzin, Ruch Katolicko-Narodowy, Samoobrona, ONP-PL, Ruch Odbudowy Polski czy wspaniała organizacja medialna, jaką jest nieocenione Radio Maryja i Telewizja Trwam" - pisze Kobylański. Jest przekonany, że szanse na zwycięstwo opcji patriotycznej w wyborach "budzi strach we wszystkich mafijnych postkomunistycznych strukturach". Stąd biorą się "oszczercze ataki" na Radio Maryja, prałata Henryka Jankowskiego i USOPAŁ. serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2593156.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Pamięć o cudzie - czyli igrzyska są potrzebne IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 10.03.05, 19:22 Pamięć o cudzie 16 lat temu na ul. Poleskiej wykoleił się pociąg przewożący 12 cystern z ciekłym chlorem. Mimo że istniało niebezpieczeństwo wydostania się chloru na zewnątrz, co mogło spowodować śmierć nawet kilkudziesięciu tysięcy osób, do tragedii nie doszło. Wierzący uznali to za cud i jak co roku zgromadzili się wczoraj pod krzyżem na ul. Poleskiej, upamiętniającym to zdarzenie. Tam przedstawiciele władz, kombatantów i harcerze złożyli wieńce z biało-czerwonymi wstęgami. Potem wszyscy przeszli w procesji dziękczynnej do sanktuarium Miłosierdzia Bożego przy ul. Radzymińskiej, gdzie odprawiona została msza. Prawosławni wierni dziękowali za ocalenie w cerkwi św. Mikołaja podczas nabożeństwa, które celebrował biskup Jakub. (kika) serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2593368.html ZOBACZ TAKŻE • Katastrofa sprzed 16 lat miasta.gazeta.pl/bialystok/1,35235,2593451.html Odpowiedz Link Zgłoś
andrzej105 prawica razem :) 10.03.05, 20:29 Roman , Kaczor i Stronk :))))))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jan. zaczyna sie gadać o teczkach księży IP: *.chello.pl 11.03.05, 09:24 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=21535962 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Re: zaczyna sie gadać o teczkach księży IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 11.03.05, 17:34 Czas najwyższy. Niektórym się wydawało, że zawłaszczenie teczek zaciera ślady w postępowaniu administracyjnym i teraz naiwnie podnoszą głowy :)) Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
edico KOŚCIELNY RACHUNEK SUMIENIA NADCHODZI 12.03.05, 16:30 andrzej105 napisał: > polityka.onet.pl/162,1217848,1,0,2493-2005-09,artykul.html > Widać że wokół sutannowych robi sie gorąco. Bogu tylko dziękować. Czas na rachunek sumienia Czy lustracja powinna objąć również duchownych Czy lustracja powinna objąć również duchownych? Pisze o tym historyk, zastępca redaktora naczelnego "Gościa Niedzielnego", a jednocześnie członek kolegium Instytutu Pamięci Narodowej. Coraz szybciej zbliża się czas, gdy większość dokumentów bezpieki, gromadzonych w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej, zostanie udostępniona badaczom i szerokiej opinii publicznej. Nie spowoduje to politycznego trzęsienia ziemi, gdyż wymiana elit, jaka nastąpiła po 1989 r., a także rachityczne, jednak funkcjonujące, procedury lustracyjne spełniły swą prewencyjną rolę. Uderzy to jednak w wiele środowisk: literackich, artystycznych, naukowych, dziennikarskich. Nie można udawać, że problem nie dotyczy także Kościoła katolickiego oraz innych wspólnot wyznaniowych. Nie tylko dlatego, że wśród blisko 160 tys. pozycji zamieszczonych na tzw. listach Wildsteina znajdują się nazwiska, które, jak można sądzić, należą do znanych księży, a nawet biskupów różnych wyznań chrześcijańskich. Jestem przekonany, że w zdecydowanej większości przypadków materiały te są tylko świadectwem usiłowań oficerów SB, bezskutecznie próbujących nakłonić do współpracy różne osoby, a nie dowodem tajnej współpracy z komunistyczną policją polityczną. Nie ulega jednak wątpliwości, że pewna grupa duchownych w obrębie Kościoła katolickiego, szacuję ją na ok. 10 proc., rzeczywiście współpracowała z organami bezpieczeństwa PRL. Problem jest delikatny, gdyż jednocześnie duchowieństwo Kościoła katolickiego przez 45 lat było najbardziej prześladowaną wspólnotą w PRL. W tym okresie przez więzienia przeszło ponad 600 księży, zakonników i zakonnic, tysiące ludzi świeckich. Wielu z nich oddało życie, a postać ks. Jerzego Popiełuszki na zawsze pozostanie symbolem niezłomnego kapłana, nie tylko dla ludzi wierzących. Obok martyrologii była jednak także kolaboracja, czasami przybierająca postać świadomej współpracy z bezpieką. Dzieje formacji „księży patriotów” są już dobrze opisane, podobnie jak losy kapłanów zamieszanych w ten rodzaj politycznej aktywności. Znacznie mniejsze rozeznanie mamy w przypadku współpracy tajnej, która była dla Kościoła bardziej niebezpieczna aniżeli występujący jawnie ruch „księży patriotów”. Zaplątane życiorysy Lektura dokumentów pozostałych po IV Departamencie MSW i jego terenowych odpowiednikach skłaniać musi do smutnej zadumy nad różnorodnością motywów, jakimi kierowały się osoby podejmujące współpracę. Czasem były to tzw. haki obyczajowe, skrupulatnie przez lata gromadzone przez oficerów bezpieki, w odpowiednim momencie użyte do szantażu. Czasem strach, a nierzadko specyficznie rozumiana troska o dobro Kościoła. Kierujący się takimi pobudkami kapłani decydowali się na rozmowy z funkcjonariuszami, aby coś załatwić, na przykład przydział materiałów budowlanych na budowę kościoła. Oczywiście taka postawa była błędem. SB bezlitośnie wykorzystywała wszystkie kontakty, aby później ludzi wikłać w sytuacje bez wyjścia. Wbrew temu, co się sądziło, wiele dokumentów dotyczących agentury w Kościele ocalało. Teraz są badane przez historyków, a ostatnio również dziennikarzy. Niektórzy „pokrzywdzeni” już dzisiaj dowiadują się z IPN, że za pseudonimami operacyjnymi kryją się znane i szanowane postacie duszpasterzy. Niektórzy zamierzają o tym głośno mówić. Warto więc, uprzedzając skandal, powołać na szczeblu każdej diecezji specjalny zespół profesjonalnych historyków, który zbada całą złożoną rzeczywistość funkcjonowania Kościoła w PRL, której ślady przechowują archiwa IPN. Efektem tej pracy mógłby być raport zaprezentowany opinii publicznej. Takie rozwiązanie przyjęli biskupi na obszarze b. NRD. Raport specjalnej komisji ks. Dietera Grande pozwolił oczyścić atmosferę oraz zamknąć bilans niezwykle trudnego okresu w historii tamtejszego Kościoła. Podobnie postąpił metropolita lubelski abp. Józef Życiński powołując komisję ds. KUL. W jej skład wchodzą zarówno pracownicy tej uczelni, jak również naukowcy z innych środowisk. Końcowy raport ma zostać zaprezentowany społeczności akademickiej. (ANDRZEJ GRAJEWSKI) polityka.onet.pl/162,1217848,1,0,2493-2005-09,artykul.html Odpowiedz Link Zgłoś
andrzej105 sutannowi konfidenci 12.03.05, 16:54 Oj chyba sutannowi będą musieli powiedzieć publicznie : "Przepraszamy i prosimy o wybaczenie". polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1217848&MP=1 Odpowiedz Link Zgłoś
edico Re: Kościelni "narodowcy" z papieżem włącznie 12.03.05, 21:50 do dnia dzisiejszego nie widzą nic niewłaściwego w obowiązującej jeszcze klątwie rzuconej na Polskę za zwycięstwo pod Grunwaldem przez papieża Grzegorza XII, a Ty żądasz od nich jakiegoś rachunku moralności postepowania? :)) POrzekonany jestem, że nadal - zgodnie z tradycją historyczną - będą iść w zaparte do osiągnięcia granic śmieszności. Odpowiedz Link Zgłoś