Dodaj do ulubionych

KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o.

    • Gość: * Kabaretowe dewoty szukają sceny IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.02.05, 11:18
      Siwiec pozwany za obrazę Papieża

      Poznański emeryt Jerzy Pietrowicz pozwał posła do europarlamentu Marka Siwca za
      obrazę głowy państwa watykańskiego i jego własnych uczuć religijnych.

      Sprawa dotyczy wizyty prezydenckiej świty w 1997 roku w Ostrzeszowie. Na
      lotnisku, w drzwiach śmigłowca, Siwiec wykonał znak krzyża, następnie ukląkł i
      ucałował ziemię. Sędziowie głowią się, co z pozwem począć, bo Siwca chroni
      immunitet europarlamentarzysty. Jeśli nie zostanie uchylony, sprawa będzie
      umorzona. Poznański emeryt już szykuje wniosek w tej sprawie do
      przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Wcześniej zaapelował do Siwca, by
      ten sam zrzekł się immunitetu. Europarlamentarzysta odmówił "Gazecie"
      komentarza.
      (Robert Rewiński)
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2571583.html
    • Gość: marzena Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. IP: 80.244.139.* 25.02.05, 18:23
      Nie potępiaj, nie osądzaj, a nie będziesz sądzony
      • edico Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. 26.02.05, 03:30
        Czyżby bezmuślna wiara była rozwiązaniem na indoktrynalny fałsz tego świata
        realizowany w sposób bardzo zorganizowany?
        Sądzzę, że pare cytatóew z Biblii czy wypowiedzi niewątpliwie świętych po
        Watykańsku, stworzyło by płaszczyznę do bardzo ciekawej dyskusji. Proponują
        jednak wbrew zamiarowi autora tego watku uszanować wolę właściwych tuzów
        poidniesionej problematyki do roli swego rodzaju kalendarium Wartości
        Chrześcijańskich preszentowanych przez urzędników Kościoła katolickiego.
        Nie uwłacza to nikomu a fakty pozostają faktami. W sprawach szczagólowych
        zawsze można skorzystać z podawanych linków i założyć swój własny wątek wcale
        nie koniecznie zgodny z sygnalkizowanymi tu codziennymi problemami prawdy i
        moralności Kościoła katolickiego.

        Obserwuję ten wątek naprawdę od dawna i upraszam o nie przenoszenie własnych
        wrażeń czy odczuć ponad zwykłą rzeczywistość.

        Pozdrawiam
    • andrzej105 pakiet promocyjny "Dwa śluby a pogrzeb gratis" 27.02.05, 09:09
      kiosk.onet.pl/art.asp?DB=162&ITEM=1217277&KAT=240
      • Gość: Ed Bez hamulców i cenzury IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 27.02.05, 23:42
        Brzmi to, jak hasło realizowanej misji... i rzeczywiście chyba coś w tym
        jest :))

        Pozdrawiam
    • andrzej105 meskie tańce Rydzyka :)))) 01.03.05, 12:56
      serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1715307,49623.html?skan=2576156
    • Gość: jan. ludzie Rydzyka IP: *.multicon.pl / *.multicon.pl 02.03.05, 15:11
      kiosk.onet.pl/art.asp?DB=162&ITEM=1217824&KAT=720
      • Gość: Ed Re: ludzie Rydzyka i jego sakwojaż IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 02.03.05, 19:32
        Dobry gospodarz wie, z jakim sakwojażem podróżować jest najwygodniej ;))

        Pozdrawiam
        • Gość: Ed Re: sponsor Rydzyka i jego sakwojaż (1) IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.03.05, 10:42
          JAN KOBYLAŃSKI I JEGO PRZESZŁOŚĆ
          Mroczne strony milionera

          Sponsor Radia Maryja i telewizji Trwam, południowoamerykański milioner Jan
          Kobylański, w okupowanej Warszawie wydawał w ręce gestapo ukrywających się Żydów
          - wynika z akt śledztwa prowadzonego po wojnie.

          W ostatnią niedzielę Jan Kobylański zadzwonił do Radia Maryja podczas audycji na
          temat powstającego wokół ojca Tadeusza Rydzyka ugrupowania politycznego. Poparł
          inicjatywę. W ubiegłym tygodniu na swojej stronie internetowej Radio Maryja
          opublikowało list Kobylańskiego w obronie Radia Maryja. Kobylański napisał, że w
          wyniku Okrągłego Stołu z 1989 roku "Polski Naród został niewolnikiem we własnej
          Ojczyźnie". Milioner postuluje powołanie narodowego rządu na bazie takich
          formacji patriotycznych, jak Liga Polskich Rodzin, Ruch Katolicko-Narodowy,
          Samoobrona. Zalicza do nich "wspaniałą organizację medialną, jaką jest
          nieocenione Radio Maryja i telewizja Trwam".

          Coraz bardziej zacieśniają się kontakty szefa Radia Maryja z
          południowoamerykańskim milionerem polskiego pochodzenia. Miesiąc temu Kobylański
          gościł ojca Rydzyka w swojej urugwajskiej posiadłości Punta del Este. Podczas
          ubiegłorocznego kongresu Polonii z Ameryki Łacińskiej przedstawiciele Radia
          Maryja połączyli się ze studiem w Toruniu. Kobylański pozdrowił ojca dyrektora,
          w odpowiedzi usłyszał podziękowania "za wszelkie dobro".

          Kobylański jest członkiem komitetu honorowego budowy kompleksu Polonia in Tertio
          Millennio, gdzie mają się znaleźć szkoła wyższa, kampus, a także siedziba
          telewizji Trwam. Wartość inwestycji powstającej w szybkim tempie pod Toruniem
          oceniana jest na ponad 40 milionów złotych. Finansuje ją właśnie Kobylański.

          Kim jest ten szczodry rodak zza oceanu? Jan Kobylański, zwany Don Juanem,
          tajemniczy multimilioner i dobroczyńca z Urugwaju, ukrywa swoją przeszłość. Nie
          wiadomo, jak zgromadził olbrzymi majątek, nieznane są też jego wcześniejsze,
          wojenne losy.

          Oferta dla Żydów

          Po wojnie zgłosiła się do prokuratury w Warszawie Leokadia Sarnowska. Zeznała,
          że w okresie okupacji dwudziestoletni wówczas Janusz (dziś używa imienia Jan)
          Kobylański wymusił od niej kosztowności i pieniądze, grożąc, że wyda ją gestapo.
          Groźby były realne, bo Sarnowska pomagała Żydom. W kwietniu 1947 roku
          prokuratura Sądu Cywilnego w Warszawie podjęła dochodzenie i ścigała Janusza
          Kobylańskiego z paragrafów o kolaborację z Niemcami. Dochodzenie trwało do 1954
          roku.

          Na podstawie akt i zeznań świadków wyłania się ponura historia, której
          negatywnym bohaterem jest dzisiejszy milioner z Ameryki Południowej. Nie ma
          wątpliwości, że chodzi o niego. W dokumentach sądowych, które odnalazła
          "Rzeczpospolita", i w danych udostępnianych przez Kobylańskiego takie same są:
          imię ojca (Stanisław) oraz informacja, że był on adwokatem w Równem na Wołyniu.
          Zgadza się także imię matki - Klotylda. Sam Kobylański wymienia jako miejsce
          urodzenia Równe, co potwierdzone zostało w dokumentach sądowych.

          Sarnowska poznała Janusza Kobylańskiego w 1943 roku. Jego rodzina mieszkała w
          Warszawie przy ulicy Wspólnej 24. Tam Stanisław Kobylański prowadził kancelarię
          adwokacką. Janusz zajmował się - według zeznań Sarnowskiej złożonych w
          prokuraturze - "wyrabianiem papierów legitymacyjnych dla Żydów za zapłatą, gdyż
          z ojcem zostali wydaleni z Równego i znajdują się w trudnym położeniu
          materialnym". Poprosił ją, aby kierowała do niego ukrywających się Żydów, którym
          wyrobi tzw. aryjskie papiery.

          Sarnowska mieszkała wówczas w Chełmie Lubelskim i znała ukrywającą się tam
          żydowską rodzinę Szenkerów. Udało im się uniknąć osadzenia w getcie. Mieli
          wystawione przez urzędników magistratu w Chełmie polskie dowody na nazwisko
          Barski. Chcieli jednak zdobyć fałszywe niemieckie dokumenty potwierdzające
          aryjską tożsamość.

          Depozyt u sędziego

          Był 1943 rok i poruszanie się po ulicach miasta wiązało się dla Żydów z ogromnym
          niebezpieczeństwem. Szenkerowie, gdy dowiedzieli się od Sarnowskiej o możliwości
          zdobycia takich dokumentów, mimo niebezpieczeństw, przyjechali do Warszawy.
          Ukryli się w mieszkaniu przy ulicy Boduena. Towarzyszyła im Sarnowska, która
          ściągnęła Janusza Kobylańskiego. Ten spisał ich dane, jakie miały się znaleźć na
          podrobionych dokumentach. Kobylański informacje od Szenkerów notował na kartce.
          Zapowiedział, że dowody osobiste i arbeitskarty wyrobi w ciągu trzech dni.
          Szenkerowie obiecali mu zapłatę w złocie.

          Aby ograniczyć ryzyko oszustwa, wszyscy pojechali na Żoliborz do przedwojennego
          sędziego Sądu Najwyższego Stanisława Juńskiego. Był on znajomym Sarnowskiej i
          mógł być gwarantem ryzykownej transakcji. W obecności Kobylańskiego Szenkerowie
          przekazali sędziemu monetę dwudziestodolarową w złocie, dwie monety po dziesięć
          dolarów w złocie i kilka sztuk złotych pięciorublówek. Kobylański miał otrzymać
          pieniądze po dostarczeniu dokumentów. Potem Szenkerowie wrócili do mieszkania na
          Boduena, w którym mieli czekać na fałszywe papiery. Sarnowska zaś wyjechała do
          Chełma w przekonaniu, że pomogła zagrożonym znajomym.

          • Gość: Ed Re: sponsor Rydzyka i jego sakwojaż (2) IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.03.05, 10:43
            Niech pani odda pieniądze

            Po dwóch dniach Sarnowska dostała depeszę od Janusza Kobylańskiego. "Proszę o
            natychmiastowy przyjazd do Warszawy. Coś się wydarzyło" - alarmował. Sarnowska
            koleją dotarła do Warszawy. Kobylański miał dla niej tragiczne wieści: Szenkerów
            w mieszkaniu, w którym się ukrywali, aresztowało gestapo. Zostali rozstrzelani.
            Jednocześnie zapytał o pieniądze dla niego, bo dokumenty dla Szenkerów miał
            gotowe. Sarnowska uznała, że zapłata mu się należy, bo wywiązał się z umowy.
            Pojechali razem do sędziego Juńskiego. U sędziego jednak złotego depozytu
            Szenkerów już nie było. Juński wyjaśnił, że nazajutrz po uzgodnieniu u niego
            warunków zapłaty za fałszywe dokumenty odebrał telefon od Szenkera, który
            prosił, aby sędzia wydał kosztowności granatowemu policjantowi, który się do
            niego zgłosi. Po kilku godzinach zapukał do mieszkania sędziego granatowy
            policjant i wręczył Juńskiemu kartkę z wykazem złotych monet, jakie zdeponowali
            Szenkerowie. Sędzia je wydał.

            Kobylański zareagował bardzo gwałtownie. "Zażądał ode mnie zwrotu pieniędzy,
            grożąc, że jeżeli nie zwrócę, to odda mnie w ręce Niemców" - zeznała w
            powojennym śledztwie Sarnowska. Jego groźby uznała za realne.

            "Po wielkich targach Kobylański zgodził się przyjąć połowę zapłaty, jaką
            obiecali mu Szenkerowie" - powiedziała prokuratorowi. Kobylański miał wtedy
            zadzwonić do swego ojca adwokata z pytaniem, czy może na takie warunki przystać.
            Dostał zgodę. Sarnowska miała przy sobie część pieniędzy i przekazała je
            Kobylańskiemu. Resztę kwoty po sprzedaży futra wysłała z Chełma na warszawski
            adres Janusza Kobylańskiego.

            Przebieg wypadków potwierdził w powojennych zeznaniach sędzia Juński. Zeznał
            także, że w tydzień od wizyty Sarnowskiej i Kobylańskiego w drzwiach swojego
            mieszkania zobaczył... Szenkera, który - jak zapewniał Kobylański - miał być
            rozstrzelany przez gestapo.

            Szenker mieszkał z rodziną w warszawskim getcie. Przedarł się jednak na odległy
            Żoliborz do sędziego, by powiedzieć, co się naprawdę wydarzyło. I poprosić, aby
            sędzia wezwał z Chełma Sarnowską. Zamierzał jej wszystko wyjaśnić.

            Po kilku dniach Sarnowska spotkała się z Szenkerem przy bożnicy na Tłomackiem.
            Opowiedział jej, jak gestapowcy, którzy aresztowali go wraz z rodziną w
            mieszkaniu na Boduena, pokazali im kartkę, na której Janusz Kobylański zapisywał
            dane, jakie miały się znaleźć na podrobionych dokumentach na nazwisko Barscy.

            "Gestapowcy byli dla nas względni" - powiedział Sarnowskiej Szenker. Przytoczyła
            jego słowa w powojennym śledztwie. Nie rozstrzelali ich, jak innych ukrywających
            się Żydów. Przekazali granatowej policji, aby umieściła ich w getcie. Dlaczego
            wtedy gestapowcy ich oszczędzili? Szenkerowie mogli uratować życie, dając łapówkę.

            Z zeznań Sarnowskiej: "Szenker przeczuwając, że Janusz Kobylański, który ich
            wydał gestapo, pobierze od sędziego Juńskiego pieniądze, nie chcąc do tego
            dopuścić, darował je policjantowi, który konwojował ich do getta. Przedzwonił do
            sędziego i poprosił o przekazanie kosztowności policjantowi, który się zgłosi".
            Kobylański pisał do niej później i domagał się całej kwoty, na jaką umówił się z
            Szenkerami.

            W maju 1948 roku w Jędrzejowie miejscowy prokurator przesłuchał Stanisława
            Kobylańskiego, który prowadził tam kancelarię adwokacką. Potwierdził, że Janusz
            to jego syn z pierwszego małżeństwa. Podczas okupacji mieszkał u niego w
            Warszawie przy ulicy Wspólnej 24. "Janusza Kobylańskiego aresztowało gestapo za
            czyny patriotyczne - zeznał. - Uwięziono go na Pawiaku, przebywał w Oświęcimiu i
            Gross-Rosen". Wyjaśniał prokuratorowi, że nie wie, czy Janusz żyje, co się z nim
            stało po wojnie. Przekonywał, że nie słyszał nic o wyłudzeniu pieniędzy od
            Sarnowskiej.

            Prokuratura zamknęła sprawę w 1954 roku z powodu nieodnalezienia Janusza
            Kobylańskiego. Na aktach znalazła się adnotacja: "Przechowywać 30 lat", czyli do
            1984 roku. Przetrwały dłużej.

            Nieznane są losy żydowskiej rodziny Szenkerów. W warszawskim Żydowskim
            Instytucie Historycznym istnieją księgi ocalonych z Holokaustu. Nie ma w nich
            nazwiska Szenkerów-Barskich z Chełma. Zapewne, jak większość mieszkańców
            warszawskiego getta, zostali przetransportowani do obozu zagłady w Treblince i
            tam ponieśli śmierć.
            • Gość: Ed Re: sponsor Rydzyka i jego sakwojaż (3) IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.03.05, 10:51
              Więzień, którego nie było

              Kobylański nie chciał rozmawiać z "Rzeczpospolitą" o swojej działalności w
              okupowanej Warszawie.

              W Muzeum Pawiaka nie ma akt potwierdzających pobyt Janusza Kobylańskiego, co
              twierdził jego ojciec i co on sam dziś mówi. Niemcy wprawdzie zniszczyli
              dokumentację, a źródłem wiedzy o tym, co działo się na Pawiaku, są wspomnienia
              więźniów. Nigdzie jednak nie pojawia się nazwisko Janusza Kobylańskiego. W
              wydanej w 1978 roku książce Reginy Domańskiej "Pawiak - więzienie gestapo"
              zamieszczono listę uwięzionych. Nie ma na niej jego nazwiska.

              Nazwisko to pojawia się dopiero w drugim tomie "Księgi pamięci" o transportach
              do Auschwitz wydanej w 2000 roku. Według tej publikacji Janusz Kobylański został
              wywieziony z Pawiaka transportem 5 października 1943 roku. Podana jest jego data
              urodzenia (23 lipca 1923) i numer obozowy (156 228). Zapis ten jednak powstał na
              podstawie dostarczonych w latach dziewięćdziesiątych przez Kobylańskiego dwóch
              dokumentów Międzynarodowego Biura Informacyjnego Czerwonego Krzyża w Niemczech.

              Franciszek Piper, współautor "Księgi pamięci" i pracownik Muzeum Oświęcimskiego,
              twierdzi jednak, że dokumenty się wykluczają. - Z Kobylańskim mamy zamieszanie.
              Nadesłane przez niego zaświadczenia o pobycie w Auschwitz nie są zgodne. Jedno
              wygląda wręcz na sfałszowane.

              Hipotez co do faktycznej roli Janusza Kobylańskiego w obozach koncentracyjnych -
              jeżeli tam się znalazł - jest wiele. Bardzo prawdopodobne, że sędzia Juński,
              spotykając się w okupowanej Warszawie w 1943 roku z przestępczą działalnością
              Janusza Kobylańskiego, która i jemu zagrażała, powiadomił akowskie podziemie.
              Ścigało one szmalcowników. Czy Kobylański, wiedząc, że grunt pali mu się pod
              nogami, nie wybrał "ucieczki do przodu" i nie dał się wywieźć do obozu
              koncentracyjnego? Profesor Władysław Bartoszewski, więzień Auschwitz, wyklucza
              taką możliwość. - To za ciężki kacet, by dać się tam dobrowolnie umieścić - mówi
              profesor.

              Polski emigrant w Ameryce Południowej, oficer Drugiego Korpusu Leopold Białozur,
              twierdzi, że Kobylański po wyzwoleniu obozu w Dachau, gdy byli więźniowie
              chodzili w pasiakach, miał swój samochód z szoferem ("Podwójne życie don Juana",
              Mikołaj Lizut, "Gazeta Wyborcza" z 28 czerwca 2004 r.).

              Miliony na znaczkach

              W biografii Kobylańskiego jest wiele niejasnych, wręcz tajemniczych momentów.
              Jego ojciec zeznał, że syn po aresztowaniu przez gestapo przeszedł przez Pawiak,
              Auschwitz i Gross-Rosen. On sam jednak w swojej biografii wymienia inne obozy, a
              śladów jego pobytu tam jako więźnia nie ma w żadnej dokumentacji. (Pisała o tym
              "Rzeczpospolita" w artykule "Więzień numer 156 228" z 24 kwietnia 2001 roku).

              Według wersji Kobylańskiego z obozu mieli go uwolnić Amerykanie. Pewne jest
              tylko to, że po wojnie nie wrócił do Polski. Działał na giełdzie metali w
              Zurychu i w Austrii. Podobno miał fabrykę szczotek we Włoszech i prowadził tam
              inne interesy.

              W 1952 roku znalazł się w Paragwaju. Był rządowym konsultantem do spraw
              przemysłu. Otrzymał kontrakt na druk paragwajskich znaczków pocztowych i
              rozprowadzał je wśród kolekcjonerów całego świata. Utrzymywał przyjacielskie
              stosunki z dyktatorem, generałem Alfredo Stroessnerem. W 1965 roku paragwajska
              prasa oskarżała go o nielegalne wzbogacenie się. W 1967 roku przeniósł się do
              Urugwaju. Dorobił się (nie wiadomo jak) olbrzymiej fortuny, jest multimilionerem.

              Odznaczenie dla prezesa

              Pod koniec lat osiemdziesiątych Kobylański zajął się działalnością polonijną.
              Stworzył Unię Stowarzyszeń i Organizacji Polskich w Ameryce Łacińskiej (USOPAŁ),
              której do dziś jest prezesem.

              - To organizacja fasadowa - mówi Jarosław Gugała, były ambasador RP w Urugwaju.
              - Kilkanaście osób raz do roku przyjeżdża do posiadłości Kobylańskiego nieopodal
              Punta del Este. Prezes otrzymuje zwykle dofinansowanie ze Wspólnoty Polskiej lub
              Senatu. Najgorsze jest, że na tych zjazdach w obecności parlamentarzystów z
              kraju Kobylański wygłasza haniebne uwagi godzące w polską rację stanu. To
              tolerują goście z Polski, by nie urazić gospodarza.

              W latach dziewięćdziesiątych pierwszy raz od ponad pół wieku Kobylański
              odwiedził Polskę. Nawiązał kontakty z krajowymi politykami. Ze szczególnymi
              względami podejmował go peeselowski marszałek Senatu Adam Struzik.

              W 1995 roku Kobylańskiego odznaczono w Ambasadzie RP w Buenos Aires Krzyżem
              Oświęcimskim.
              • Gość: Ed Re: sponsor Rydzyka i jego sakwojaż (4) IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.03.05, 10:57
                Zaprzyjaźnić się albo postraszyć

                Ryszard Schnepf przyjechał do Urugwaju jako ambasador na jesieni 1991 roku. Po
                wręczeniu listów uwierzytelniających zgodnie z tradycją składał kwiaty pod
                pomnikiem bohatera narodowego w Montevideo. Nie zjawił się tam nikt z miejscowej
                Polonii. Okazało się, iż Kobylański zawiadomił wszystkich, że uroczystość
                została odwołana. To była próba sił z nowym ambasadorem. Schnepf zdumiony
                dowiedział się, że jego poprzednik otrzymywał od Kobylańskiego gotowe listy osób
                do odznaczeń, które wysyłał do centrali w Warszawie. Był uległy wobec prezesa.

                W 1991 roku Urugwaj odwiedził szef MSZ Krzysztof Skubiszewski. Kobylański
                usłyszał o finansowych kłopotach ministerstwa. Zaproponował Skubiszewskiemu, że
                zasili kasę MSZ kilkoma milionami dolarów. Minister odmówił. - Kobylański
                zabiegał, aby ponad głowami ambasadorów decydować o polskich interesach w
                Ameryce Południowej - uważa Schnepf.

                Przez Mieczysława Wachowskiego zwrócił się do odwiedzającego Urugwaj Lecha
                Wałęsy, że wesprze 200 tysiącami dolarów jego kampanię wyborczą. W zamian
                oczekiwał, że będzie wyznaczał polskich ambasadorów w Ameryce Łacińskiej. Wałęsa
                odpowiedział, że jeśli Kobylański tak go ceni, to niech wpłaci pieniądze na jego
                kampanię, ale bez warunków. - Rozmawiałem z Lechem Wałęsą i potwierdził, że
                Kobylański składał mu taką propozycję - mówi Schnepf.

                Ambasador szybko przekonał się, że ma do czynienia z nieobliczalnym człowiekiem.
                - Jego żywiołem jest walka, gra polityczna w najgorszym tego słowa znaczeniu.
                Watażka, podejrzliwy, manipulujący ludźmi, skłóca każdego z każdym. Bardzo
                mściwy - wspomina Schnepf. Gdy dostał nominację na ambasadora Kostaryki,
                Kobylański chciał to zablokować. Napisał do kostarykańskich władz donos
                odsądzający dyplomatę od czci i wiary. Nic nie wskórał, ale Schnepf odczuł
                atmosferę, jaką donos wywołał.

                W 1999 roku do Montevideo przyjechał jako ambasador Jarosław Gugała. Przed
                wyjazdem dostał polecenie od ówczesnego szefa MSZ Bronisława Geremka, aby
                załagodził sprawy z Kobylańskim. Odbył pierwsze spotkanie.

                - Na dzień dobry usłyszałem od Kobylańskiego: "Myśmy pana sprawdzili bardzo
                dokładnie. Nic na pana nie mamy" - wspomina Gugała. Przez pół roku usiłował
                zapanować nad zaognioną sytuacją, ale się nie udało. Kobylański - zdaniem Gugały
                - zna tylko dwa poziomy relacji z ambasadorami. Uznaje, że może być silniejszy,
                i usiłuje dyplomatą pomiatać albo, doceniając siłę ambasadora, stara się z nim
                zaprzyjaźnić. Gdy się to nie uda, zaczyna szkodzić.

                - Na moich kolegów ambasadorów w Ameryce Łacińskiej pisał listy pełne kłamstw do
                prezydenta RP, do Wspólnoty Polskiej, do Senatu - opowiada Gugała. - Mnie
                zarzucał na przykład, że nie znam języka hiszpańskiego i dlatego jestem
                niekompetentny. Skończyłem iberystykę. Hiszpański znam prawie jak polski. Lepiej
                niż Kobylański. Wszyscy dla niego są Żydami i masonami. Opowiadał bzdury o
                swoich kontaktach z Wałęsą, o rzekomych wpływach w kancelarii Kwaśniewskiego.

                W 2000 roku Władysław Bartoszewski, wówczas minister spraw zagranicznych, na
                wniosek Gugały pozbawił Kobylańskiego funkcji konsula honorowego RP w Urugwaju
                za walkę z polskimi dyplomatami w Ameryce Południowej i krytykę polskiego rządu.
                Cenna lista

                Ostatni, X Kongres USOPAŁ w listopadzie ubiegłego roku odbył się w rezydencji
                Kobylańskiego w Punta del Este. Gościła na nim grupa polityków z kraju.

                - Kobylańskiego podziwiam za wielką przejrzystość umysłu i ogromną precyzję -
                mówi jeden z uczestników, Zdzisław Podkański, obecnie eurodeputowany z PSL. -
                Mówił do Polonusów i do nas, osób z Polski, słowa, których nie zapomnę: "Często
                ponoszą was emocje, pamiętajcie, że macie jeszcze rozum".

                Obecna na zjeździe wicemarszałek Senatu Jolanta Danielak z SLD nie pierwszy raz
                spotkała się z Kobylańskim. - W mojej obecności nigdy nie wypowiadał słów, które
                naruszałyby polską rację stanu - podkreśla. - Wiem jednak, bo czytam jego
                wystąpienia prasowe, że często reprezentuje postawę antysemicką. Mnie przede
                wszystkim interesuje jednak finansowe wsparcie, jakie Senat adresuje do Polaków
                w Ameryce Południowej, i ocena tych przedsięwzięć. A Kobylański ma sporo
                informacji na temat organizacji polonijnych, które wspieramy - mówi marszałek
                Danielak.

                Na kongresie był także Andrzej Lepper. Przedstawiciel Polonii chilijskiej Jerzy
                Achmatowicz spotkał tam przedstawicieli Radia Maryja, Piotra Jakuckiego i Jana
                Fijora.

                Najgorsza jest niekonsekwencja urzędników państwowych wobec Kobylańskiego -
                uważa Jarosław Gugała. I rzeczywiście, jak sprawdziliśmy, pierwsze, co zrobił
                nowy ambasador w Urugwaju Lech Kubiak, to zaprosił Kobylańskiego do ambasady na
                święto narodowe. Kobylański ku zdumieniu gości przemawiał w polskiej ambasadzie.

                Gugała uważa, że Kobylański korumpuje krajowych polityków. - Gdy byłem
                ambasadorem w Urugwaju, Kobylański powiedział mi, abym nie podskakiwał, bo ma
                pięćdziesięciu kilku parlamentarzystów, którzy coś mu zawdzięczają. Ma listę, co
                im dał i kupił. I że oni mnie załatwią.

                (JERZY MORAWSKI)
                www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_050319/plus_minus_a_8.html
                • Gość: Ed Re: Szmalcownik sponsorem Rydzyka IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.03.05, 11:03
                  Wydarzenia, których negatywnym bohaterem jest - Jan (Janusz) Kobylański, dość
                  wiernie odpowiadają temu, co można nazwać zapleczem szmalcownictwa. Znane są
                  liczne wypadki, kiedy szmalcownicy usiłowali poznać prawdziwe personalia
                  ukrywających się Żydów, obiecując wystawienie aryjskich dokumentów. Najczęściej
                  chodziło o to, aby przy okazji poznać tożsamość polskich opiekunów ukrywających
                  się Żydów, zwiększając tym samym krąg potencjalnych ofiar szantażu.
                  Niejednokrotnie szmalcownicy rzeczywiście dostarczali ofiarom fałszywe
                  dokumenty, aby przedłużyć okres szantażowania i wymusić dodatkowe pieniądze.
                  To, że w opisywanym wypadku pośrednikiem transakcji jest sędzia Sądu
                  Najwyższego, nie jest niczym dziwnym - znalezienie osoby niezależnej i stojącej
                  ponad podejrzeniem było posunięciem ze wszech miar rozsądnym. Rola granatowego
                  policjanta, pracującego ręka w rękę z Kobylańskim, również nie odbiega od
                  schematu działania szajek szmalcowniczych, które miałem okazję badać w archiwach
                  sądów niemieckich w okupowanej Warszawie. Opisane wydarzenia dość wiernie
                  pokrywają się z tym, co dziś wiadomo o technice szmalcowniczych działań.

                  Jan Grabowski, autor książki "Ja tego Żyda znam! Szantażowanie Żydów w Warszawie
                  1939 - 1943"
                  • Gość: Ed Re: Mroczne strony milionera szmalcownika IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.03.05, 11:10
                    Przez siedem lat - od roku 1947 do 1954 - prokuratura w Warszawie prowadziła
                    dochodzenie w sprawie Janusza Kobylańskiego i ścigała go z paragrafów o
                    kolaborację z Niemcami.

                    Z odnalezionych przez "Rzeczpospolitą" dokumentów sądowych wyłania się historia,
                    której negatywnym bohaterem jest dzisiejszy milioner z Ameryki Południowej,
                    sponsor Radia Maryja i Telewizji Trwam. Dwa lata po wojnie do prokuratury
                    zgłosiła się Leokadia Sarnowska. Zeznała, że w 1943 roku Janusz (dziś używa
                    imienia Jan) Kobylański obiecał żydowskiej rodzinie Szenkerów wyrobienie - za
                    sporą sumę w złocie - fałszywych dokumentów. Słowa jednak nie dotrzymał, a w
                    kryjówce Szenkerów pojawili się gestapowcy, którzy zabrali Żydów do getta.
                    Według zeznań Sarnowskiej Niemcy mieli kartkę z notatkami, które wcześniej robił
                    Kobylański. Prokuratura zamknęła sprawę w 1954 roku z powodu nieodnalezienia
                    Kobylańskiego. Na aktach znalazła się adnotacja: "Przechowywać 30 lat", czyli do
                    1984 roku. Przetrwały dłużej.

                    (Jerzy Morawski)
                    www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_050319/plus_minus_a_1.html
    • Gość: Ed 50% bonifikara na samochody Gocłowskiego IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 02.03.05, 19:42
      Majątek kurii - nie wszystko na sprzedaż
      01-03-2005, ostatnia aktualizacja 01-03-2005 20:47

      Auta metropolity gdańskiego będą do kupienia z 50-procentową bonifikatą. Czy
      katolikowi wypada skorzystać z takiej oferty?

      W Dzień Kobiet w Gdańsku idą na licytację m.in. dwa auta wożące na co dzień
      arcybiskupa Tadeusza Gocłowskiego. Dwuletni citroen C5 będzie do kupienia za
      ponad 42 tys. zł, volkswagen passat 1,9 TDi za ok. 27 tys. zł.

      Licytacja za pół ceny to ciąg dalszy afery finansowej kurialnego wydawnictwa
      Stella Maris, które z powodu nieuczciwego zarządzania pogrążyło gdańską kurię w
      długach idących w dziesiątki milionów złotych. Prócz aut arcybiskupa mają
      zostać wystawione ruchomości należące do samego wydawnictwa - 30 różnego typu
      maszyn o łącznej wartości blisko 3,6 mln zł - oraz samochody - sześcioletnia
      kia (11,2 tys. zł) i 13-letnie bmw (5,8 tys.).

      Licytacja odbędzie się na wniosek wierzyciela Stelli Maris, warszawskiego
      Kredyt Banku. Jeśli maszyny - już opieczętowane przez komornika, ale ciągle
      pracujące - zostaną sprzedane, pracę straci duża część spośród 106 pracowników
      wydawnictwa.

      - Wciąż mamy nadzieję, że nie dojdzie do tej licytacji - mówi Jarosław
      Szarmach, dyrektor Stelli Maris. - Prowadzone są rozmowy z wierzycielami, jest
      pomysł na restrukturyzację firmy. W moim przekonaniu szanse są realne.

      - Rzeczywiście kuria prowadzi z nami rozmowy, ale wciąż nie ma zadowalających
      nas konkretów - komentuje pracownik Kredyt Banku SA. - Musimy jak najszybciej
      odzyskać nasze pieniądze.

      Obecna licytacja czterech kurialnych samochodów jest już drugą. Na początku
      miesiąca citroen arcybiskupa miał cenę wywoławczą 63,5 tys. zł, a passat - 40,1
      tys. zł. Nie było na nie ani jednego chętnego. Na licytacji pojawił się jedynie
      student Politechniki Gdańskiej zainteresowany wysłużonym bmw z ceną wywoławczą
      8,7 tys. zł. Ale i on się w końcu rozmyślił na widok tłumu dziennikarzy.

      - Myślę, że ludzie mogą czuć jakiś opór przed kupnem majątku służącego
      Kościołowi - uważa komornik Artur Zieliński, zajmujący się egzekucją kurialnych
      długów.

      Czy udział w komorniczej licytacji kościelnego majątku jest grzechem?

      Ks. bp Tadeusz Pieronek: Tak na to nie można patrzeć. Nie mieszajmy dwóch
      różnych porządków - prawnego i moralnego. Rozumiem jednak, że ktoś, kto czuje
      się wiernym dzieckiem Kościoła, może odczuwać pewien dyskomfort, kupując za pół
      ceny dobra kurii. I może to dobrze. W Kościele wszyscy przecież jesteśmy
      rodziną, jest więc trochę tak, jakby komornik licytował majątek ojca, a syn
      kupował i to wiedząc, że ojciec ponosi szkodę. Oczywiście syn ma do tego prawo,
      ale czy na pewno jest to w porządku i czy ojciec byłby szczęśliwy?
      (Roman Daszczyński)
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2579748.html
    • Gość: Ed Re: KOSCIÓŁ MARYJNO-NARODOWY idzie na swoje IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 02.03.05, 19:47
      "...WINIEN JEST NIESTETY EPISKOPAT, KTÓRY PROWADZĄC KUNKTATORSKĄ POLITYKĘ NIE
      ODCIĄŁ SIĘ ZDECYDOWANIE OD RYDZYKA. TERAZ PRZYJDZIE ZA TO ZAPŁACIĆ! NIE BĘDZIE
      JUŻ JEDNEGO KOŚCIOŁA W POLSCE- TRZEBA BĘDZIE UWAŻAĆ DO KTÓREGO KOŚCIOŁA IDZIE
      SIĘ NA MSZĘ : RYDZYKOWEJ SEKTY CZY KATOLICKIEGO. 500 LAT TEMU ZA TAKIE COŚ
      RYDZYK SPŁONĄŁBY NA STOSIE."

      ~katolik (normalny), 2005-03-01 19:54
      info.onet.pl/1,15,11,9784961,29274269,1488985,0,forum.html
    • Gość: Ed Jaka jest słuszność wiary importowanych kościołów? IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 02.03.05, 21:23
      Czy Konstantyn Wielki był twórcą katolicyzmu?

      Już samo ogłoszenie Konstantyna cesarzem było aktem bezprawnym i uzurpacją,
      bowiem Konstantyn sfałszował historię swej rodziny, religię ojca i pochodzenie.
      Faworyzowanie przez Konstantyna religii chrześcijańskiej zaczęło się w roku
      312, kiedy przygotowywał się do bitwy z rywalizującym z nim współcesarzem.
      Wkrótce, jako cesarz, zapałał miłością do chrześcijaństwa i zapragnął
      przywrócić wyznawanie zakazanej religii na obszarze swego panowania.

      Od 313 r. staje się rozjemcą w sprawach zwalczających się wazjemnie biskupstw.
      Pod jego wpływem zwołano sobory w Arles w 314 r., którego zasadniczym celem
      staje się jakieś uporządkowanie ogólnych zasad wiary chrześcijańskiej
      realizowanych w zasadzie "sobiepańsko" przez każdego biskupa według jego
      własnych interpretacji będących przyczynami wielu konfliktów religijnych między
      samymi strefami wpłwów chrześcijańskich samych biskupstw.

      Po 320 roku zaczął energiczniej popierać chrześcijaństwo, dając parafiom
      pieniądze ze skarbu państwa na budowę lub odbudowę kościołów i mianując
      chrześcijan na stanowiska publiczne. Obdarował gminy chrześcijańskie wolnością
      wyznawania.

      Za sprawą Konstantyna z religii zakazanej chrześcijaństwo stało się teraz
      religią uznaną i urzędowo wspieraną. Na Kościół katolicki zaczęła spływać rzeka
      pieniędzy i innych dóbr doczesnych, a także coraz większych przywilejów, aż
      wkrótce jego wyższy kler stał się potężny, bogaty, wpływowy. I żył oczywiście w
      zgoła niechrześcijańskim zbytku (nie jest to zresztą - jak wiemy - przypadłość
      wyłącznie starożytnych...).

      Pod wodzą Konstantyna Kościół prześladowanych pacyfistów zmienił się w Kościół
      okrutnych prześladowców, głoszących "dobrą, radosną nowinę" ogniem i
      mieczem! "We wszystkich wojnach, które podjął i prowadził, odniósł błyskotliwe
      zwycięstwa..." - pisał o nim Ojciec Kościoła, św. Augustyn. Tak oto "wiara
      miłości" uprawomocniała się dzięki bitewnym rzeziom! Tak oto chrześcijaństwo
      rosło w siłę!

      Cesarz, który już w 314 r. polecił biskupom odbyć synod w Arles, teraz też nie
      uzgadniał z nikim zwołania soboru, lecz sam wystosował do wszystkich biskupów w
      cesarstwie zaproszenie na zjazd w Nicei (Bitynia) w maju 325 r. Podróż mogli
      odbyć bezpłatnie tzw. pocztą cesarską. Zapewniono im nadto gratisowe utrzymanie.

      Na sobór Nicejski biskupi przybyli z wszystkich prowincji cesarstwa, ale w
      różnej liczbie, najwięcej z Azji Mniejszej. Uczestników ustalają jedni
      historycy na 318, inni tylko na 220, biskup Atanazy, sam uczestnik, podaje, że
      było 300.

      Czyżby ta cała reszta nie była zainteresowana tak ważnym wydażeniem dla całego
      chrześcijaństwa???!!! :))

      Zakończenie soboru nastąpilo po miesiącu obrad. Odbyło się bardzo uroczyście w
      łączności z obchodami 20-lecia rządów Konstantyna. Sobór wysłał osobne pismo do
      większych Kościołów lokalnych o swoich decyzjach, cesarz zaś obszerną relację
      do Kościołów (chyba tych, których biskupi nie byli obecni) o przebiegu soboru,
      sobie przypisując inicjatywę jego zwołania. W specjalnym piśmie do Kościoła
      aleksandryjskiego donosił o potępieniu nauki Ariusza i przywróceniu jedności
      wiary, umieszczając tam wymowne stwierdzenie: To, co zadecydowało 300 biskupów,
      jest niczym innym jak wyrokiem Boga, bo obecny w tych ludziach Duch Święty
      widoczną uczynił, wolę Bożą.

      Ja tam twierdzę, że sprawiedliwość musi być po naszej słowiańskiej stronie :))

      Pozdrawiam
    • Gość: Ed Jaką wiarę mieli ojcowie nasi? IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 02.03.05, 22:10
      brzeg.own.pl/maranatha/wiaraojcow.htm
    • Gość: Ed Dekalog przed sądem IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 03.03.05, 00:51
      USA: Spór o 10 Przykazań przed sądem

      Sąd Najwyższy USA rozpoczął w środę rozpatrywanie skargi liberalnych
      organizacji przeciwko wystawianiu tablic z Dziesięciorgiem Przykazań na terenie
      instytucji rządowych, co ich zdaniem narusza zasadę rozdziału Kościoła od
      państwa.

      Przedmiotem sporu jest obecnie pomnik z tablicami z Dziesięciorgiem Przykazań
      stojący od 1961 roku między budynkami Kapitolu a stanowego Sądu Najwyższego w
      Teksasie oraz tablice z przykazaniami eksponowane od pięciu lat w gmachu
      lokalnego sądu w stanie Kentucky.

      Z inicjatywy religijnych konserwatystów tablice wystawiano w budynkach
      rządowych także w innych stanach na południu USA, gdzie również były obiektem
      sporów sądowych. Pod koniec 2003 roku prezes Sądu Najwyższego w Alabamie
      stracił stanowisko, gdy nie chciał usunąć tablic w swoim sądzie.

      Pierwsza poprawka do konstytucji USA zabrania Kongresowi uchwalania
      praw "odnośnie stanowienia religii", co interpretuje się jako zakaz
      ustanawiania religii państwowej - zasadę rozdziału religii od państwa.

      Rzecznicy publicznego wystawiania Dziesięciorga Przykazań argumentują jednak,
      że ich eksponowanie nie narusza wcale tej zasady i ma w istocie charakter
      świecki.

      Zwracają oni uwagę, że na pomniku w Teksasie, Mojżesz trzymający tablice z
      przykazaniami stoi obok innych słynnych prawodawców w dziejach, jak Hammurabi,
      Konfucjusz, cesarz Justynian i Napoleon, a więc nie tylko przywódców
      religijnych.

      W Kentucky do tablic w sądzie dodano takie świeckie rekwizyty jak odbitka
      Deklaracji Niepodległości i tekst amerykańskiego hymnu narodowego.

      Skargę na wystawienie tablic złożyła w Sądzie Najwyższym Amerykańska Unia
      Swobód Obywatelskich (ACLU), czołowa liberalna organizacja w USA.

      Powołani przez nią eksperci prawni dowodzą, że publiczne eksponowanie
      Dziesięciorga Przykazań nie służy celom świeckim, lecz jest demonstracją
      religijności.

      Liberałowie podkreślają, że przykazania reprezentują tradycję
      judeochrześcijańską, podczas gdy Stany Zjednoczone są krajem wielokulturowym i
      wieloreligijnym i zwiększa się w nim proporcja muzułmanów, hinduistów i
      buddystów.

      Zwraca się też uwagę, że w Teksasie i Kentucky wystawiono przykazania w wersji
      protestanckiej.

      Według sondaży, zdecydowana większość Amerykanów nie uważa by należało
      zabraniać wystawiania w budynkach rządowych tablic z Dziesięciorgiem Przykazań.

      info.onet.pl/1062198,12,item.html
    • Gość: * Znowu do kościoła a nie na lekcje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.03.05, 14:31
      Zaczęły się rekolekcje wielkopostne dla uczniów

      Wczoraj w szkołach rozpoczęły się rekolekcje wielkopostne. Do kościołów
      pomaszerowali uczniowie szkół podstawowych, gimnazjów i liceów. W tym czasie
      nie mieli lekcji. A co z tymi dziećmi, które nie chodzą na rekolekcje? - To
      mniej niż 10 proc. dzieci, mogą zostać w szkole lub przynieść zwolnienie od
      rodziców - tłumaczy Małgorzata Kułaczkowska, p.o. dyrektora w gimnazjum nr 7
      przy ul. Podchorążych. Zajęcia opiekuńcze dla dzieci, które nie chodzą na
      religię, czynne świetlice to rozwiązania, jakie proponują szkoły. Ledwo
      skończyły się ferie, a uczniowie mają znów wolne. Czy to dobry termin na
      rekolekcje? - Trudno oceniać. Może to lepiej niż przerwa, jak już na dobre
      wejdziemy w tok pracy? - mówi Lidia Składnik, dyrektor gimnazjum dwujęzycznego
      nr 25 przy ul. Zwycięzców. Część szkół rekolekcje będzie miała w przyszłym
      tygodniu.
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2581943.html
    • Gość: admirable@o2.pl Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. IP: *.ostnet.pl 03.03.05, 18:30
      Jestem uczniem liceum i nie chodzę do kościoła bo nie wierz w tych wszystkich
      pedofilów, geji i złodzieji jeżdzących maybachami za miliony złotych ........
      To ma być kościół ?????? Widać jaki nam przykład dają księża .....nic tylko
      naśladować (hahahaha) .....

      Jedyne w co wierze to w Boga .........bo kościół od zawsze robi przekręty i
      robić będzie .... a przykłądem na to są księża .......


      • Gość: Ed Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. - grzechy Krk IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 03.03.05, 20:21
        "Mały Słownik Teologiczny" ks. Mariana Kowalewskiego wśród grzechów przeciwko
        Duchowi Św. wymienia również taki, jak "sprzeciwianie się uznanej prawdzie
        chrześcijańskiej."

        Rodzi się tutaj od razu bardzo wiele pytań, m.in.:
        - O jaki rodzaj sprzeciwu chodzi?
        - Co jest uznaną prawdą chrześcijańską?
        -
        • Gość: * Re: KSIĄDZ - POLSKI TOWAR EKSPORTOWY IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.11.05, 17:21
          w szerzeniu jedynie słusznej racji
          • Gość: * Re: KSIĄDZ - POLSKI TOWAR EKSPORTOWY-link IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.11.05, 17:28
            mojefinanse.interia.pl/news?inf=665963
    • Gość: jan. ateista .pl IP: *.multicon.pl / *.multicon.pl 03.03.05, 19:25
      • Gość: Ed Re: Od ateisty o ateizmie i religii uwag kilka IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 25.07.05, 22:59
        alexanderson napisał:

        > Przykro mi, że wielu ludzi ma zdanie o ateistach jako o ludziach bez
        > moralności i nienawidzących religii. Prawdziwy ateista opiera się na
        > kulturowym (a to znaczy też duchowym) dziedzictwie ludzkości i w tym znajduje
        > uzasadnienie, dlaczego nie wolno zabijać, kłamać, kraść, zdradzać itd. Trwanie
        > przy tych zasadach jest tym mocniejsze, że nie liczy się na nagrodę po
        > śmierci, ale nie można też oczekiwać rozgrzeszenia na ziemi - za wszystkie
        > swoje uczynki odpowiada się przed samym sobą i dlatego trzeba przeżyć to życie
        > (jedyne, w ujęciu ateisty, jakie jest nam dane) najuczciwiej, jak tylko można
        > i z miłością i szacunkiem do innych ludzi. Właśnie dlatego, że życie jest
        > pasmem radości i udręk, i kończy się śmiercią należy je przeżyć jak najlepiej
        > i wcale nie znaczy to "hulaj dusza, Boga nie ma". Jeśli większość ludzi
        > oparcie dla zasad etycznych (i sens samego życia) znajduje w religiach, które
        > niosą im pocieszenie i nadzieję (choć w ujęciu ateisty są tylko produktem
        > kulturowym, jak państwo, filozofia, nauka, sztuka), to prawdziwy ateista
        > docenia i szanuje ten wkład religii w budowanie wspólnoty ludzkiej. Każdy kto
        > z nienawiścią atakuje Kościoły, wyznania i ludzi wierzących jest po prostu
        > chamem bez zasad i kultury, ale nie znaczy to, że tak wygląda ateizm. W imię
        > różnych religii i ateizmu popełniano w przeszłości wiele błędów, a nawet
        > zbrodni, ale też owe prawdziwe religie i prawdziwy ateizm (świecki humanizm)
        > są nośnikami tych samych (!) najwyższych wartości, które jednoczą myślącą
        > ludzkość - Dobro, Prawda, Piękno. Jednoczą, bo ciągle mam nadzieję, że przy
        > wszystkich różnicach możemy razem współdziałać, pomagać sobie nawzajem i
        > przede wszystkim rozmawiać ze sobą, a to znaczy - rozumieć się. Ta wiara w
        > ludzkość jest moją religią.
        > Jeśli zaś chodzi o chrześcijaństwo, to uważam je za najbardziej wzniosłą i
        > najpiękniejszą z religii, i najbardziej ze wszystkich szanuję (i tu jednak
        > podziękowania za ukształtowanie mnie w jego duchu). Ale wiem z doświadczenia,
        > że wielu Polaków-katolików nie ma elementarnej wiedzy o swojej wierze. I to
        > jest przykre. Bo każdy z nich twardo powie - "jestem katolikiem". Nasz Kościół
        > zadowala się masowością, ale nie głębokością wiary. Mnie jest obojętne, czy
        > Polacy będą katolikami, czy nie, chciałbym tylko, by byli uczciwymi i
        > życzliwymi ludźmi. A nie są.
        > A wszystko przez to, że: 1) chrzci się dzieci, których nie można spytać o
        > zgodę 2) katolicyzm w Polsce jest synonimem moralności i automatycznie robi z
        > człowieka kogoś porządnego, tymczasem przyznanie się do np. ateizmu czy nawet
        > innej religii budzi podejrzenia, rodzi dystans, niechęć. Zbyt wielką rolę
        > nadaje się u nas rytuałom i obrzędom, a za mało rzeczywistym postawom. Mówi
        > się "Polska, ostoja chrześcijaństwa w Europie", ale gdzie jest to
        > chrześcijaństwo? W pijakach za kierownicą, w łapówkarstwie, w dręczonych
        > zwierzętach, w bitych dzieciach, w wykonywanych po kryjomu aborcjach, w
        > chamstwie na każdym kroku, w śmieciach na ulicach i w lasach? Religia jest u
        > nas kwestią przyzwyczajenia, a nie konsekwentną postawą. Nie jest sprawą
        > przekonania na podstawie dokonanego wyboru, ale ukształtowaniem od bezwolnego
        > dzieciństwa i kultywowaną bezrefleksyjnie tradycją. Nasze społeczeństwo nie
        > jest chrześcijańskie, a właśnie katolickie - liczy się obrzęd, widowisko,
        > celebra, uroczystość, swoista "soborowość", mechaniczność. Wszystko jest na
        > obraz i podobieństwo. I obowiązuje wszystkich...
        > A chciałoby się, żeby ludzie zadali sobie tego trudu i wypracowywali przez
        > lata własny światopogląd. Chrześcijański, ateistyczny, inny - ale jakiś. Wiąże
        > się to z wysiłkiem, ale tylko wtedy daje zadowolenie z własnej postawy. Nie
        > chodzi bowiem o to, by robić to, co wszyscy, ale to, do czego ma się
        > przekonanie. I czasem z powodu tych przekonań umie się ponosić konsekwencje.
        > Jak pisała Józefa Hennelowa:
        > "Światopogląd powinien zawsze trochę człowieka kosztować. Gdy światopogląd się
        > opłaca, to przestaje być tym, czym być powinien. Powstają zachowania
        > konformistyczne - fałszywe i rozbieżne z tym, do czego Kościół jest powołany".
        > Także ateiści niosą przez życie swój krzyż - odpowiedzialność za własne czyny.
        > Trzeba tak żyć, by móc codziennie ze spokojem spojrzeć w lustro. Dlatego,
        > odpowiadając na temat z innego wątku na tym forum, trzeba powiedzieć - nie
        > jest łatwo być ateistą. Ale też w życiu nie chodzi o to, by było łatwo. Z
        > ateistycznego punktu widzenia - właśnie dlatego powstały religie (choć także
        > jako czynnik integrujący społeczność): żeby dać wytłumaczenie zjawisk
        > kosmicznych i biologicznych, i zatrzeć lęki związane ze świadomością końca
        > egzystencji. Jeśli ludzie tego potrzebują, to religie spełniają bardzo
        > pożyteczną rolę. Ale żeby wiara przekładała się jeszcze na zachowania
        > codzienne...
        > I żeby osobista wiara nie była automatycznie przenoszona na innych ludzi. Żeby
        > nie używać wciąż generalizujących określeń "wszyscy", "my", "Polacy-katolicy"
        > itd. Ja ciągle uczę się szanować inne przekonania, odmienności, różnice.
        > Żebyśmy tak uczyli się wszyscy, każdego dnia. Od nowa...

        forum.gazeta.pl/forum/73,46481,1540823.html?f=29&w=26551430&a=26551430&rep=1
    • Gość: Ed Re: KOŚCIELNY SKANDAL NARODOWY (1) IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 05.03.05, 00:51

      Skandal narodowy

      Odkopane zasypać

      Książę Mieszko I przewraca się w grobie. Odsłonięte przez archeologów
      pozostałości jego grodu na poznańskim Ostrowie Tumskim trzeba zakopać. Wielkie
      odkrycia archeologiczne są dla polskich władz kłopotliwym ciężarem, który
      najlepiej ukryć pod ziemią.






      Nad ponadpięciometrowej głębokości wykopem tłoczy się gromadka dzieci. – Ponad
      tysiąc lat temu w widłach Warty i Cybiny wznosił się potężny gród. Rezydował w
      nim pierwszy polski władca książę Mieszko I wraz ze swoją żoną Dąbrówką –
      opowiada im przewodnik. Dzieciaki z zachwytem oglądają pozostałości siedziby
      władcy. – Ale super! To dużo lepsze niż historia w szkole – mówi Kamil,
      jedenastoletni kolonista z Nowego Tomyśla. – Bo książki są nudne i nie zawsze
      można im wierzyć. A tu widać, że ta cała heca z Mieszkiem to była prawda –
      dodaje jego kolega Patryk.

      Gdy chłopcy dowiadują się, że to wszystko znowu pokryje gruba warstwa ziemi,
      wprost nie mogą uwierzyć. Podobnie reaguje profesor Marek Kwiatkowski, historyk
      architektury i wiceprzewodniczący komisji konserwatorskiej przy wojewodzie
      mazowieckim. – Bez przesady można powiedzieć, że tam zaczęła się Polska! –
      unosi się uczony. – To sprawa wagi państwowej!

      – Nie ulega wątpliwości, że to miejsce jest niezwykle ważne dla kształtowania
      świadomości narodowej. Zwiedzanie takiego obiektu byłoby doskonałą lekcją
      patriotyzmu i historii – zgadza się z nim profesor Romuald Schild, dyrektor
      Instytutu Archeologii Polskiej Akademii Nauk.

      Na wagę złota

      Dziś w miejscu, gdzie rezydował pierwszy władca Polski, znajduje się gotycka
      katedra, XIII-wieczny kościół Najświętszej Marii Panny, kanonie i inne
      zabytkowe obiekty kościelne. Archeolodzy „węszą” tam od kilku lat. Przed
      kościołem znajdują się trzy wykopy, za murem otaczającym stare kanonie – jest
      czwarty. To, co w nich znaleziono przeszło najśmielsze wyobrażenia.

      – Do tej pory udało nam się uchwycić ponad połowę zarysu murów rezydencji
      Mieszka I. W XIII wieku część książęcej siedziby została rozebrana, a kamienie
      posłużyły jako budulec przy wznoszeniu fundamentu kościoła Najświętszej Marii
      Panny – wyjaśnia profesor Hanna Kocka-Krenz, archeolog z Uniwersytetu Adama
      Mickiewicza w Poznaniu. Pod jej kierunkiem prowadzone są prace wykopaliskowe.

      – Tutaj widać doskonale zachowany fragment muru palatium (reprezentacyjnej
      budowli mieszkalnej) wysoki na metr – profesor wskazuje na kamienną ścianę.
      Obok niej widać pozostałości jakiejś nieznanej gotyckiej budowli. Wierzyć się
      nie chce, że to świadkowie narodzin państwa polskiego.

      – Palatium miało kształt prostokąta i mogło mieć wysokość dwóch pięter. Krył je
      prawdopodobnie spadzisty dach. Była to jedna z pierwszych murowanych budowli w
      Polsce. Książę wzniósł ją ze względu na małżeństwo z Dąbrówką – dodaje Olga
      Antowska-Gorączniak, doktorantka pracująca przy wykopaliskach. – Zapewne nie
      chciał, by mieszkała w jakiejś drewnianej chacie.

      – Odkrycie palatium to niewątpliwie jedno z największych znalezisk w historii
      polskiej archeologii– uważa profesor Tadeusz Makiewicz, prezes Stowarzyszenia
      Naukowego Archeologów Polskich. Teraz archeolodzy chcą szukać ufundowanej przez
      Dąbrówkę świątyni, w której potem ochrzczono Bolesława Chrobrego. Chodzi o
      przedromańską rotundę pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny opisaną przez
      Galla Anonima.

      Zgodnie z ówczesną modą świątynie budowano tuż przy siedzibach władców, a nawet
      je z nimi łączono. – Była to pierwsza chrześcijańska świątynia na ziemiach
      polskich. Kiedy Mieszko I starał się o Dąbrówkę, powiedziano mu: „Dobrze
      poganinie, masz naszą księżniczkę, ale musisz zadbać o to, by miała się gdzie
      modlić” – opowiada profesor Kocka-Krenz. – Wymóg zapewnienia miejsca kultu był
      zapewne ujęty w intercyzie ślubnej.

      Świątynia Dąbrówki, jak na owe czasy, była naprawdę wspaniałą budowlą. –
      Odnaleźliśmy małe kawałki malowanych tynków. Do wykonania zdobień został użyty
      błękit, który wówczas był niezwykle drogim barwnikiem – wyjaśnia Antowska-
      Gorączniak. – Pozyskiwano go z lazurytu, który sprowadzano ze złóż w
      Afganistanie. Był to surowiec dosłownie na wagę złota.

      (JOANNA TOMCZAK 2004-08-24)
      kiosk.onet.pl/art.html?DB=162&ITEM=1181995&KAT=241
      • Gość: Ed Re: KOŚCIELNY SKANDAL NARODOWY (2) IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 05.03.05, 00:55
        Kościołowi w szkodę

        Niestety, świątyni nikt prędko nie zobaczy. Ani turyści, ani nawet archeolodzy.
        Kuria poznańska, która jest właścicielem terenu, nie wyraziła do tej pory zgody
        na kontynuację wykopalisk. – Tak się bowiem niefortunnie złożyło, że część
        palatium wchodzi pod budynek kościoła. I pod nim także zapewne trzeba szukać
        świątyni Dąbrówki – mówi Kocka-Krenz. Warunkiem rozpoczęcia wykopalisk było
        wzmocnienie konstrukcji kościoła NMP, który był w bardzo złym stanie i groził
        zawaleniem.

        – Miasto wydało na to kilkaset tysięcy złotych – mówi poznański konserwator
        zabytków, Maria Strzałko. – Dziś jednak ci sami eksperci z Politechniki
        Poznańskiej, którzy twierdzili, że gotyckiej budowli już nic nie zagraża, z
        niewiadomych powodów twierdzą coś wręcz odwrotnego. Ksiądz Bogusz Lewandowski,
        rzecznik kurii poznańskiej, nie potrafi powiedzieć, co spowodowało zmianę
        stanowiska specjalistów.

        – Podczas spotkania z arcybiskupem poznańskim Stanisławem Gądeckim stwierdzili,
        że nie mogą zagwarantować, jak zachowa się budynek kościoła i czy się nie
        zawali – mówi. – Decyzja arcybiskupa mogła być tylko jedna. Nie mogliśmy
        ryzykować zniszczenia zabytku, choćby nawet to, co się pod nim znajduje, było
        bardzo interesujące. – Kościołowi powinno zależeć na tym choćby ze względów
        ambicjonalnych. Była to przecież pierwsza chrześcijańska świątynia na ziemiach
        polskich – mówi ze smutkiem profesor Kocka-Krenz.

        Odkopane zasypać

        Wygląda na to, że nie tylko zostaną wstrzymane dalsze prace, ale nawet to, co
        już zostało odkryte, trzeba będzie zakopać! Jeśli się tego nie zrobi,
        średniowieczne mury ulegną zniszczeniu. – Nałożymy na nie specjalną tkaninę
        techniczną, by później łatwo je było odsłonić – mówi profesor Kocka-Krenz.

        Ale to dopiero początek kłopotów poznańskich archeologów. Wkrótce pod ziemią
        znikną zapewne także fragmenty drewniano-ziemnych wałów otaczających niegdyś
        książęcy gród. Natrafiono na nie trzy lata temu, kiedy kuria zamierzała
        zbudować na tym miejscu nową kanonię. Przed rozpoczęciem prac teren został
        zbadany przez archeologów. To, co odkryli, spowodowało wstrzymanie inwestycji.
        W głębokim wykopie wyraźnie widać tysiącletnie grube drewniane bale i część
        wałów ułożonych z kamieni.

        – Zbudowano je w latach 80. X wieku, jeszcze za życia Mieszka I – emocjonuje
        się profesor Kocˇka-Krenz. – U podstawy miały aż 30 metrów szerokości, a
        wysokie były na 10 metrów. Powstały z drewnianych skrzyń, wypełnianych na
        przemian warstwami drewna, ziemi i kamieni. Nie ma w naszym kraju drugiego
        grodu takich rozmiarów, który byłby tak dobrze zachowany.

        Niestety, czas działa na niekorzyść pozostałości obwarowań. Póki leżały pod
        ziemią, były bezpieczne, gdyż ziemia konserwuje drewno. Odsłonięte tysiącletnie
        bale są od trzech lat wystawione na działanie powietrza. Drewno zaczyna się
        rozsychać i w efekcie może się rozpaść. Poza tym zaczynają tam rosnąć krzaki.
        Znalezisko wymaga konserwacji. Na miejscu wykopalisk wielokrotnie zjawiali się
        przedstawiciele władz miasta.

        – Zachwycali się, mówili, że są pod wrażeniem, że warto zachować to dla
        przyszłych pokoleń. I co? Na słowach się skończyło – żali się profesor Kocka-
        Krenz. – A można byłoby zrobić tu rezerwat archeologiczny, który byłby jeszcze
        lepszy od tego w Biskupinie. Tam jest rekonstrukcja, a tu mielibyśmy autentyk.
        To byłby doskonały sposób na promocję Poznania.

        Profesor przypomina, że w podziemiach niemal każdego rzymskiego kościoła
        turyści mogą oglądać relikty wcześniejszych obiektów. – Znaleziska leżą nawet
        na głębokości 12 metrów i są doskonale wyeksponowane. Na przykład w kościele
        świętego Klemensa zobaczymy pozostałości drogi rzymskiej i pochodzącej z
        jeszcze wcześniejszych czasów świątyni Mitry. W Akwizgranie znajdują się
        wyeksponowane relikty pałacu i kaplicy Karola Wielkiego – wylicza.

        – Robi się to tak, że przykrywa się obiekt plastikowym dachem. Podłogę
        zabezpiecza się zaś szkłem lub pleksi – mówi profesor Schild. – W krajach, w
        których są zabytki klasyczne, jak na przykład Egipt, państwo przeznacza
        naprawdę ogromne sumy na ich ratowanie i na wykopaliska archeologiczne. –
        Decyzja, czy cokolwiek należy zrobić z tym obiektem, miasto powinno podjąć
        jeszcze w tym roku – mówi archeolog Piotr Wawrzyniak. I dodaje: – Wały pod
        ziemią po zasypaniu mogą tkwić najwyżej trzy lata. Potem nie będzie czego
        ratować...

        Reporterzy Kulis usiłowali dostać się do prezydenta Poznania Ryszarda
        Grobelnego. Bez skutku. Także przewodniczący miejskiej komisji kultury Antoni
        Szczuciński był dla nas niedostępny.

        (JOANNA TOMCZAK)
        kiosk.onet.pl/art.html?NA=2&ITEM=1181995&KAT=241
        • Gość: Ed Re: KOŚCIELNY SKANDAL NARODOWY (2) IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 05.03.05, 00:58




          Kulczyk nie pomoże

          – Na to muszą znaleźć się pieniądze i mam nadzieję, że tak się stanie. Dla
          miejskich radnych niezależnie od opcji byłoby wręcz niepolitycznie się temu
          sprzeciwiać – uważa Andrzej Prinke, konserwator zabytków archeologicznych
          Poznania. – Nie wiadomo jednak, czy miasto może inwestować na nie swoim
          terenie. Bo to jest przecież własność Kościoła – ma wątpliwości miejski
          konserwator zabytków, Maria Strzałko. – Ale poruszę tę sprawę na najbliższym
          posiedzeniu komisji kultury.

          – Próby zrzucenia na nas odpowiedzialności są nie fair – ripostuje ksiądz
          Bogusz Lewandowski. – Gdy chodzi o dobra materialne, czy skarby dziedzictwa
          narodowego, to nawet jeśli zostały odnalezione na terenie prywatnym, są
          własnością państwa. – To po prostu wielki skandal! – grzmi profesor Marek
          Kwiatkowski. – Te obiekty nie są własnością miasta ani dzielnicy, tylko całej
          Polski! Niech się przestaną wygłupiać. Poznań jest miastem bogatym, działa w
          nim dużo firm. Można pozyskać sponsorów.

          To ostatnie może okazać się trudniejsze, niż przypuszcza profesor Kwiatkowski.
          Propozycją dofinansowania rezerwatu archeologicznego w Poznaniu nie była
          zainteresowana nawet działająca w Poznaniu fundacja jednych z najbogatszych
          Polaków – Grażyny i Jana Kulczyków, która stawia sobie za cel wspieranie
          kultury polskiej. – Przynajmniej nie w tym półroczu. Sami poszukujemy
          sponsorów, którzy wsparliby realizowany przez nas program artystyczny – mówi
          prezes fundacji Agnieszka Sumelka. – Przygotowujemy wystawę prezentującą
          twórczość młodych poznańskich artystów.

          – W tym roku wpłynęły do nas wnioski o dofinansowanie prac związanych z ochroną
          zabytków na sumę około 700 milionów złotych. A my mamy do dyspozycji tylko 36
          milionów – rozkłada bezradnie ręce wiceminister kultury i jednocześnie
          generalny konserwator zabytków Ryszard Mikliński. – W sytuacji, gdy panuje
          bieda i bezrobocie, władze odkładają na plan dalszy ochronę zabytków – mówi
          Marek Gierlach, dyrektor Ośrodka Ochrony Dziedzictwa Archeologicznego
          Ministerstwa Kultury. – Samorządowcy nie chcą sobie zaś zawracać głowy
          odkryciami, gdy borykają się z ważniejszymi, ich zdaniem, problemami.

          – Tymczasem zachowanie takiego obiektu jak relikty grodu Mieszka I i
          przeobrażenie ich w rezerwat archeologiczny z pewnością ściągnęłoby do Poznania
          wielu turystów, co byłoby korzystne dla miasta – twierdzi Andrzej Prinke. –
          Turystyka jest czwartym przemysłem na świecie – dodaje Wojciech Parysek, prezes
          Wielkopolskiej Izby Turystyki. – Gdyby w Poznaniu utworzono rezerwat
          archeologiczny, inwestycja mogłaby się zwrócić. Ale władze Poznania zatraciły
          się w promowaniu wizerunku miasta jako miejsca targów i rozwoju biznesu. Z
          siedzibą i nekropolią pierwszych władców Polski nikomu już się ono dzisiaj nie
          kojarzy.

          Piotr Wawrzyniak mówi, że już teraz oba stanowiska archeologiczne na Ostrowie
          Tumskim są odwiedzane przez tłumy. – Ktokolwiek coś słyszał na temat naszych
          wykopalisk, od razu do nas przychodzi. Zachwytom nie ma końca. Nie ma też końca
          zdziwienie, gdy zwiedzający słyszą, że wkrótce to wszystko zostanie zasypane. –
          Pewnie, najlepiej zakopać. Tak jest dużo taniej – ironizuje profesor
          Kwiatkowski. – Tak stało się na przykład z pradawnymi domostwami odkrytymi na
          dziedzińcu pałacu w Pułtusku. Zakopano także odsłonięty niedawno w Kałdusie
          romański kościół, który dorównywał wielkością poznańskiej katedrze. Wielki
          skandal spowodował pomysł władz Krakowa, aby zamurować odkrytą rzeźbę Wita
          Stwosza. – Nie można myśleć o przyszłości, jeśli nie umie się zadbać o
          przeszłość – komentuje minister

          (JOANNA TOMCZAK)
          kiosk.onet.pl/art.html?NA=3&ITEM=1181995&KAT=241
    • andrzej105 "Był aktorem został mimem" 05.03.05, 21:51
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=20555701&a=21120914
    • Gość: * Bandytyzm po katolicku. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.03.05, 09:18
      ""Głos Pomorza": Proboszcz z Gardny Wielkiej, przed mszą pogrzebową, kazał
      wynieść z kościoła trumnę ze zmarłym.

      - Nasz bliski został pochowany gorzej od psa, rozpacza rodzina. Ksiądz
      tłumaczy, że zmarły nie zasłużył na mszę.

      - Jak można było odmówić człowiekowi godnego pochówku, mówi Janina Olszewska z
      Gąbina, córka zmarłego. - W kościele nie zdążyliśmy nawet pożegnać ojca.
      Trumna z jego ciałem wyniesiona została po pięciu minutach. To był dla nas
      szok. Człowiek miał chrzest, bierzmowanie, ślub kościelny. Był katolikiem, a
      ksiądz patrzył tylko na to czy chodził do kościoła czy nie.

      Bliscy zmarłego twierdzą, że nie mógł on uczestniczyć w mszach ze względu na
      poważne problemy zdrowotne. - Mój ojciec miał pierwszą grupę inwalidzką,
      chorował ciężko od kilku lat - tłumaczy córka. - Dla księdza to się nie
      liczyło. Nie chciał go godnie pochować, twierdząc, że mój ojciec nie
      wyspowiadał się przed śmiercią i nie przyjął namaszczenia. Nie mógł go
      przyjąć, bo zmarł nagle. Przewrócił się przed domem i już się nie podniósł.
      Nie było czasu na spowiedź.

      - Każdy ma to na co sobie zasłużył - mówi ksiądz Mieczysław Roduchoński,
      proboszcz Gardny Wielkiej. - Ten mężczyzna nie przyjmował żadnych sakramentów.
      Jeśli człowiek żyje godnie i ma w sercu Boga ma też szczęśliwą śmierć i zdąży
      się wyspowiadać oraz przyjąć namaszczenie. Jeśli odrzucił Boga to ma właśnie
      taką śmierć a nie inną. Ksiądz twierdzi nawet, że jego parafianin pochowany
      został godnie. - Miał więcej niż sobie na to zasłużył - podkreśla proboszcz.

      Mieszkańcy od dwóch lat bezskutecznie starają się o zmianę proboszcza. -
      Jeszcze nigdy nie spotkałam takiego księdza, mówi Barbara Eder z Gąbina. -
      Pisaliśmy pisma do kurii, do tej pory nie było efektu. Ten ksiądz nie zezwolił
      mojemu dziecku na uczestnictwo we mszy, tylko dlatego że jest niepełnosprawne.
      Usłyszałam, że moja córka to nie człowiek tylko zwierzę."
      info.onet.pl/1064562,11,1,0,120,686,item.html
      Kler zapomina o tym, że nie stoi wyżej niż Słowo. Zapomina o tym, co
      powiedział Chrystus: "Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie". Wszystkim
      dzieciom.

      Kler z uporem godnym lepszej sprawy udowadnia, że nie dorósł do propagowania
      treści, którym sam zaprzecza.

      (warka_strong)
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=21409010
    • Gość: jan. "Ed" ! IP: *.chello.pl 09.03.05, 10:57
      Wpadaj na FK . A tymczasem pzdr.
      • edico Re: "Ed" ! 19.07.05, 01:00
        pzdr.
    • Gość: jan. Nieznalska ponownie w sadzie 16 III IP: *.multicon.pl / *.multicon.pl 09.03.05, 18:48
      serwisy.gazeta.pl/df/1,34467,2585021.html
      • Gość: Ed Re: Nieznalska ponownie w sadzie 16 III IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 09.03.05, 20:12
        Witam Janie!
        Doskonały artykuł pokazujący wprost, w jaki sposób giną niepotrzebne już dzieci
        rewolucji. Najpierw ugodziło to otoczenia Lecha z Walentynowicz na czele, potem
        przyszła m.in. kolej na Huelle, Nieznalską i w końcu dopadło to samego Wałęsę :)

        Jeżeli ktoś miałby jakieś wątpliwości, co to są WC, to ma tutaj wręcz szkolny
        przykład ich realizacji w praktyce. Grunt to wierni, bierni i nie koniecznie
        czasami tzw. muzułmanie (bez ew. obrazy) :))
        I nie o ubiór czy wiarę tu chodzi, ale o ludzi tracących w wyniku indoktrynacji
        nawet możliwą jeszcze do przyjęcia dolną granicę poczucia przyzwoitości.

        Co do poprzedniego postu?
        Hmmm. Faktycznie, FK opuściłem z momentem wprowadzenia konieczności logowania.
        Nie jest to wprawdzie żaden rozsądny powód i obydwaj na ten temat coś wiemy.
        Zresztą z pewnych porad skorzystał kiedyś Kagan przysparzając poprzednikom giwi
        nie lada kłopotów. Po prostu już wcześniej zniesmaczyła mnie sama giwi
        cenzurując forum bardziej według własnego uznania niż regulaminu. Trudno to
        uznać za obiektywne moderowanie forum, gdy się widzi znikające posty czy wątki w
        żadnym calu nie naruszające ani regulaminu, ani kultury wypowiedzi. Odniosłem
        wrażenie niezaprzeczalnego sprzyjania kształtowaniu pewnych opinii przy
        jednoczesnym kasowaniu przeciwstawnych. Nie wiem, na czyją twarz ona pracuje i
        co jej się wydaje, ale to już jest jej sprawa i może sobie niekoniecznie tylko
        dmuchać pod wiatr dowoli.
        Inna sprawa, to mój nick został już zarezerwowany (kilkudziesięciu ed'ów - hi).
        Zmieniać nicka jakoś mi się nie chce. Chyba, że temu ed'owi przypiszę jakiś
        "numerek" :)).
        Pomyślę.

        Pozdrawiam
        • Gość: Ed "Moherowe berety" kontra obrońcy wolności słowa.. IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 10.03.05, 15:55
          Gość: Swiatowid napisał

          Zapamietaj sobie, Polsko, dobrze te zdjecia, swiadectwo hanby demokratycznego
          panstwa. Oni i ich dzieci jeszcze beda tu budowac piece i jak najbardziej
          polskie obozy koncentracyjne.

          serwisy.gazeta.pl/fotografie/5,35078,2591219.html
        • Gość: Ed Re: Nieznalska ponownie w sadzie 16 III IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 10.03.05, 15:57
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=21441493
    • Gość: Ed Nawiedzeni duchem w mediach IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 09.03.05, 21:53
      "Wierność Ewangelii, rzetelna wiedza, odpowiedzialność, roztropność i troska o
      prawdę - to pięć warunków, które muszą zachować osoby duchowne i zakonne, które
      będą występować w mediach. ...".
      Czyli innymi słowy Episkopat w sposób zaowulowany przyznał racje tym, którzy już
      od dawna krytykowali u afiszujących się duchownych brak tych cech, których nie
      powinno brakować u normalnego czlowieka. Coś mi się zdaje, że Episkopat niedługo
      będzie cytował słowa Wyszyńskiego i Tischnera na temat wartości uduchowienia
      prezentowanego przez polski kler.

      "... Nieprzestrzeganie jednego z nich może prowadzić do sankcji - ogłosił w
      środę na konferencji prasowej abp Sławoj Leszek Głódź. ...".
      A jakie to cechy reprezentuje sam Głódź sprawując kontrowersyjny nadzór nad
      jeszcze bardziej kontrowwersyjnym Rydzykiem i jego radyjem? Cago mu w końcu
      zabrakło, by powstrzymać postepująca kompromitację i Eiuskopatu, i Watykanu i w
      końcu katolicyzmu w wydaniu polskich oszołomów?

      "... Wśród sankcji abp Głódź, który pełni funkcję Przewodniczącego Rady
      Episkopatu Polski ds. środków społecznego przekazu, wymienił m.in. upomnienie i
      konieczność naprawienia szkody. ..."
      Ale się wysilili :)).
      Ksiądz nie posiadający rzetelnej wiedzy w sprawach, którymi się zajmuje, w
      ramach naprawianiua szkody będzie się uczył dalej na tych samych błędach?
      Co z Gocłowskim, Zimoniem i innymi piratami kościelnymi jeżdżącymi po "mszalnym"?
      To nie są szkody?
      Proponuję zatem Episkopatowi poświęcenie jednego posiedzenia na opracowanie
      pojęcia szkody w katolickim rozumowaniu ;(

      Cały tekst:
      Wśród sankcji abp Głódź, który pełni funkcję Przewodniczącego Rady Episkopatu
      Polski ds. środków społecznego przekazu, wymienił m.in. upomnienie i konieczność
      naprawienia szkody.

      Zasady występowania w mediach, dyscyplinujące wszystkich duchownych, były jednym
      z tematów obrad 331. Zebrania Plenarnego Konferencji Episkopatu Polski, który
      zakończył się przyjęciem dokumentu regulującego zasady obecności księży w
      mediach. Według abpa Głódzia, chodzi o to, aby było wiadomo, czy duchowny
      wypowiada się w imieniu własnym czy całego Kościoła.

      Liczący 21 punktów dokument głosi też, że media katolickie są głosem Kościoła i
      wymagają zgody władz kościelnych na ich założenie. Działalność takich mediów
      powinna odbywać się pod nadzorem Konferencji Episkopatu.
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2592550.html
    • Gość: * Z odsieczą dla Rydzyka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.03.05, 13:12
      Odsiecz Kobylańskiego dla Radia Maryja

      • Biskupi nie rozmawiają o Radiu Maryja (09-03-05, 23:00)
      • Ojciec Rydzyk prosi o wsparcie (09-03-05, 23:00)

      Jacek Hołub, Toruń 10-03-2005, ostatnia aktualizacja 09-03-2005 19:18

      Dzięki Bogu, LPR, Samoobrona i Radio Maryja rosną w siłę - pisze Jan
      Kobylański, milioner z Urugwaju i sponsor o. Rydzyka.

      czytaj dalej »

      r e k l a m a




      Jego list Radio Maryja opublikowało na swojej stronie internetowej we wtorek.
      Trzy tygodnie temu, gdy Lech Wałęsa zarzucił Radiu Maryja sianie nienawiści, o.
      Rydzyk był akurat gościem Kobylańskiego w jego posiadłości Punta del Este.
      Kobylański jest prezesem Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich Ameryki
      Łacińskiej (USOPAŁ). W 1952 r. wyjechał do Paragwaju, gdzie zbił fortunę,
      współpracując z reżimem dyktatora gen. Alfredo Stroessnera. Teraz wspiera o.
      Rydzyka. To dzięki jego pieniądzom w Toruniu kosztem 40 mln zł powstaje potężne
      centrum Polonia in Tertio Millennio.

      Kiedy Radio Maryja znalazło się w ogniu krytyki m.in. za deprecjonowanie
      Okrągłego Stołu, Kobylański nie wytrzymał. "Okrągły Stół z roku 1989 był tylko
      paktem, w którym po raz kolejny oddano Polskę w arendę" - napisał. Usiedli przy
      nim "nie Polacy, lecz obcy Polsce tak narodowo, jak i ideowo przedstawiciele
      tej samej formacji politycznej, która w wyniku sowieckiej okupacji zawłaszczyła
      nasz Kraj w roku 1945, czyli komuniści z PZPR i tzw. dysydenci wywodzący się z
      trockistowskiego KOR-u". Efekt? "Polski Naród został niewolnikiem we własnej
      Ojczyźnie"- uważa sponsor o. Rydzyka.

      Milioner wzywa do utworzenia narodowego rządu. "Dzięki Bogu, jesteśmy świadkami
      rośnięcia w siłę formacji patriotycznych, takich jak: Liga Polskich Rodzin,
      Ruch Katolicko-Narodowy, Samoobrona, ONP-PL, Ruch Odbudowy Polski czy wspaniała
      organizacja medialna, jaką jest nieocenione Radio Maryja i Telewizja Trwam" -
      pisze Kobylański.

      Jest przekonany, że szanse na zwycięstwo opcji patriotycznej w wyborach "budzi
      strach we wszystkich mafijnych postkomunistycznych strukturach". Stąd biorą
      się "oszczercze ataki" na Radio Maryja, prałata Henryka Jankowskiego i USOPAŁ.
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2593156.html
    • Gość: Ed Pamięć o cudzie - czyli igrzyska są potrzebne IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 10.03.05, 19:22
      Pamięć o cudzie

      16 lat temu na ul. Poleskiej wykoleił się pociąg przewożący 12 cystern z ciekłym
      chlorem. Mimo że istniało niebezpieczeństwo wydostania się chloru na zewnątrz,
      co mogło spowodować śmierć nawet kilkudziesięciu tysięcy osób, do tragedii nie
      doszło. Wierzący uznali to za cud i jak co roku zgromadzili się wczoraj pod
      krzyżem na ul. Poleskiej, upamiętniającym to zdarzenie. Tam przedstawiciele
      władz, kombatantów i harcerze złożyli wieńce z biało-czerwonymi wstęgami. Potem
      wszyscy przeszli w procesji dziękczynnej do sanktuarium Miłosierdzia Bożego przy
      ul. Radzymińskiej, gdzie odprawiona została msza. Prawosławni wierni dziękowali
      za ocalenie w cerkwi św. Mikołaja podczas nabożeństwa, które celebrował biskup
      Jakub.
      (kika)
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2593368.html
      ZOBACZ TAKŻE
      • Katastrofa sprzed 16 lat miasta.gazeta.pl/bialystok/1,35235,2593451.html
    • andrzej105 prawica razem :) 10.03.05, 20:29
      Roman , Kaczor i Stronk :)))))))))))
    • Gość: jan. zaczyna sie gadać o teczkach księży IP: *.chello.pl 11.03.05, 09:24
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=21535962
      • Gość: Ed Re: zaczyna sie gadać o teczkach księży IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 11.03.05, 17:34
        Czas najwyższy. Niektórym się wydawało, że zawłaszczenie teczek zaciera ślady w
        postępowaniu administracyjnym i teraz naiwnie podnoszą głowy :))

        Pozdrawiam
    • edico KOŚCIELNY RACHUNEK SUMIENIA NADCHODZI 12.03.05, 16:30
      andrzej105 napisał:

      > polityka.onet.pl/162,1217848,1,0,2493-2005-09,artykul.html
      > Widać że wokół sutannowych robi sie gorąco. Bogu tylko dziękować.

      Czas na rachunek sumienia

      Czy lustracja powinna objąć również duchownych

      Czy lustracja powinna objąć również duchownych? Pisze o tym historyk, zastępca
      redaktora naczelnego "Gościa Niedzielnego", a jednocześnie członek kolegium
      Instytutu Pamięci Narodowej.

      Coraz szybciej zbliża się czas, gdy większość dokumentów bezpieki, gromadzonych
      w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej, zostanie udostępniona badaczom i
      szerokiej opinii publicznej. Nie spowoduje to politycznego trzęsienia ziemi,
      gdyż wymiana elit, jaka nastąpiła po 1989 r., a także rachityczne, jednak
      funkcjonujące, procedury lustracyjne spełniły swą prewencyjną rolę. Uderzy to
      jednak w wiele środowisk: literackich, artystycznych, naukowych, dziennikarskich.

      Nie można udawać, że problem nie dotyczy także Kościoła katolickiego oraz innych
      wspólnot wyznaniowych. Nie tylko dlatego, że wśród blisko 160 tys. pozycji
      zamieszczonych na tzw. listach Wildsteina znajdują się nazwiska, które, jak
      można sądzić, należą do znanych księży, a nawet biskupów różnych wyznań
      chrześcijańskich. Jestem przekonany, że w zdecydowanej większości przypadków
      materiały te są tylko świadectwem usiłowań oficerów SB, bezskutecznie
      próbujących nakłonić do współpracy różne osoby, a nie dowodem tajnej współpracy
      z komunistyczną policją polityczną.

      Nie ulega jednak wątpliwości, że pewna grupa duchownych w obrębie Kościoła
      katolickiego, szacuję ją na ok. 10 proc., rzeczywiście współpracowała z organami
      bezpieczeństwa PRL. Problem jest delikatny, gdyż jednocześnie duchowieństwo
      Kościoła katolickiego przez 45 lat było najbardziej prześladowaną wspólnotą w
      PRL. W tym okresie przez więzienia przeszło ponad 600 księży, zakonników i
      zakonnic, tysiące ludzi świeckich. Wielu z nich oddało życie, a postać ks.
      Jerzego Popiełuszki na zawsze pozostanie symbolem niezłomnego kapłana, nie tylko
      dla ludzi wierzących.

      Obok martyrologii była jednak także kolaboracja, czasami przybierająca postać
      świadomej współpracy z bezpieką. Dzieje formacji „księży patriotów” są już
      dobrze opisane, podobnie jak losy kapłanów zamieszanych w ten rodzaj politycznej
      aktywności. Znacznie mniejsze rozeznanie mamy w przypadku współpracy tajnej,
      która była dla Kościoła bardziej niebezpieczna aniżeli występujący jawnie ruch
      „księży patriotów”.

      Zaplątane życiorysy

      Lektura dokumentów pozostałych po IV Departamencie MSW i jego terenowych
      odpowiednikach skłaniać musi do smutnej zadumy nad różnorodnością motywów,
      jakimi kierowały się osoby podejmujące współpracę. Czasem były to tzw. haki
      obyczajowe, skrupulatnie przez lata gromadzone przez oficerów bezpieki, w
      odpowiednim momencie użyte do szantażu. Czasem strach, a nierzadko specyficznie
      rozumiana troska o dobro Kościoła. Kierujący się takimi pobudkami kapłani
      decydowali się na rozmowy z funkcjonariuszami, aby coś załatwić, na przykład
      przydział materiałów budowlanych na budowę kościoła. Oczywiście taka postawa
      była błędem. SB bezlitośnie wykorzystywała wszystkie kontakty, aby później ludzi
      wikłać w sytuacje bez wyjścia.

      Wbrew temu, co się sądziło, wiele dokumentów dotyczących agentury w Kościele
      ocalało. Teraz są badane przez historyków, a ostatnio również dziennikarzy.
      Niektórzy „pokrzywdzeni” już dzisiaj dowiadują się z IPN, że za pseudonimami
      operacyjnymi kryją się znane i szanowane postacie duszpasterzy. Niektórzy
      zamierzają o tym głośno mówić. Warto więc, uprzedzając skandal, powołać na
      szczeblu każdej diecezji specjalny zespół profesjonalnych historyków, który
      zbada całą złożoną rzeczywistość funkcjonowania Kościoła w PRL, której ślady
      przechowują archiwa IPN. Efektem tej pracy mógłby być raport zaprezentowany
      opinii publicznej. Takie rozwiązanie przyjęli biskupi na obszarze b. NRD. Raport
      specjalnej komisji ks. Dietera Grande pozwolił oczyścić atmosferę oraz zamknąć
      bilans niezwykle trudnego okresu w historii tamtejszego Kościoła. Podobnie
      postąpił metropolita lubelski abp. Józef Życiński powołując komisję ds. KUL. W
      jej skład wchodzą zarówno pracownicy tej uczelni, jak również naukowcy z innych
      środowisk. Końcowy raport ma zostać zaprezentowany społeczności akademickiej.
      (ANDRZEJ GRAJEWSKI)
      polityka.onet.pl/162,1217848,1,0,2493-2005-09,artykul.html
    • andrzej105 sutannowi konfidenci 12.03.05, 16:54
      Oj chyba sutannowi będą musieli powiedzieć publicznie : "Przepraszamy i
      prosimy o wybaczenie".
      polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1217848&MP=1
      • edico Re: Kościelni "narodowcy" z papieżem włącznie 12.03.05, 21:50
        do dnia dzisiejszego nie widzą nic niewłaściwego w obowiązującej jeszcze klątwie
        rzuconej na Polskę za zwycięstwo pod Grunwaldem przez papieża Grzegorza XII, a
        Ty żądasz od nich jakiegoś rachunku moralności postepowania? :))

        POrzekonany jestem, że nadal - zgodnie z tradycją historyczną - będą iść w
        zaparte do osiągnięcia granic śmieszności.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka