olga_w_ogrodzie
12.10.10, 02:33
wczoraj w nocy śniło mi się jakies sanatorium
ulokowane na Węgrzech w pałacu rozległym wielce.
półkolistym takim.
jakaś wielka woda była przy nim - trochę rzeka,
trochę jezioro, trochę basen.
i ci koci tam wpadli.
nie wszyscy. jednego ktoś wrzucił.
jakiś podelec ani chybi.
wskoczyłam ratować.
a pod wodą oni łazili po dnie.
niby było wiadomo, że jak dłużej tam pobędą,
to się utopią, ale łazili, jakby się nie topili.
dwa maleńkie kociaczki i jedna większa kociczka.
wyciągnęłam je po kolei.
a teraz już 3. godzinę jestem molestowana przez moją kociczkę,
która chce, by ją na szafę wkładać.
ale jest taka ciężka, a szafa wysoka, że mi się nie chce
tam jej pakować.
gdy była dziś stosownie silna i wysoka osoba,
żeby ją tam umieścić, to cicho była.
a teraz mnie nagabuje.
i takie to buty z koćmi tymi.
wysilę się, zapakuję ją tam, a ona, gdy zasnę,
zacznie miałczeć, by ją zsadzić, albo,
jeszcze gorzej - sama wykona sus na łóżko
i mnie przerazi w środku snu.
w zasadzie trochę spać nie wypada,
bo film leci z Al Pacino, którego jeszcze nie widziałam.
więc już nie wiem czy spać czy nie
no to sobie plotę trzy po trzy i na Pacino się gapię tego.