Dodaj do ulubionych

domniemane narzucanie się

26.07.09, 02:38
tak samo, jak nie lubi się prosić o pomoc,
podobnie się boi być posądzoną o narzucanie się.

i tak się obserwuje z podziwem w sumie
tę koleżankę nową od Jehowy :
ona puka delikatnie do mnie od rana /wie, że mogę spać, więc tak
cichutko puk, puk, by w razie czego nie obudzić/,
potem w południe, wieczorem,
dzwoni też, zaprasza mnie wciąż, wyciąga z domu...
ale nie jestem zła wcale, bo, gdy odmawiam wyjścia, pójścia,
kontaktu,
bo coś tam innego robię, to ona się nie obraża, tylko rozumie i już.
wcale nie myśli, że się narzuca, a mnie pasuje to, że nie ja ją
nagabuję.
ale o niej nie myślę już, że nagabuje, tylko, że proponuje, a ja
mogę odmówić spokojnie i nie sprawię jej przykrości.

tylko jak wpada w studnię wymowności,
/w sumie jest w niej cały czas/,
to pyta czy mnie nie nudzi.

jakieś o wiele zdrowsze się mi zdaje jej podejście od mojego - by
broń Boże nie wydać się komuś nagabująco nachalną, a w rezultacie -
mam na coś ochotę, się spotkać na ten przykład, ale wolę siedzieć
cicho.
a gdy się już raz do innej koleżanki zadzwoniło i ona powiedziała,
że nie ma sił na razie się spotkać, bo źle się czuje, to więcej się
nie proponowało nic, bo zaraz się pomyślało, że może mnie ma dość.
choć ją znam i wiem, że nie ma.
ale ja i tak swoje.

i to chyba nie jest mądre - taka naddelikatność w tej kwestii.
wiele rzeczy może fajnych ominąć przez takie certolenie się.

się by chciało przestać tak certolić wreszcie.
Obserwuj wątek
    • earhart Re: domniemane narzucanie się 26.07.09, 08:47
      spróbowałam życia w społeczeństwie
      koleżeństwa, wychodzenia, wyjazdów
      a potem wszystko zaczęło mnie boleć
      telefon straszył
      znowu przestałam odbierać
      w końcu wyjechałam idiotycznie na dwie dziewczyny
      które myślały, że po terapii przestaję być wariatem
      że tak naprawdę to łagodną powierniczką jestem
      doradcą i pocieszycielką, która gotowa zawsze gdzieś maszerować

      no i teraz głupio mi

      ale i lepiej

      bo udawanie kogoś innego zwykle wychodzi mi nieźle
      ale na bardzo krótkich dystansach

      jestem odludkiem. taka ja.
      przyznać trzeba wreszcie.

      i dlatego uwielbiam przyjaciół moich
      którzy się nie dziwią niczemu
      nie ciągną na siłę
      nie odzywają się miesiącami

      chociaż - jednak - chciałabym być im bardziej przydatna..
      • olga_w_ogrodzie Re: domniemane narzucanie się 26.07.09, 09:42
        Ty jesteś ciągłym odludkiem ?

        ja jestem okresowym - w stanie złym się totalnie izoluję.
        • earhart Re: domniemane narzucanie się 26.07.09, 10:57
          nieustannym

          jeśli zdarzają mi się pasma odmiennej aktywności
          to zaczynają się i kończą gwałtownie
          • lucyna_n Re: domniemane narzucanie się 26.07.09, 13:38
            to tak jak ze mną
            trochę mi jest glupio wobec tych osób co jakoś tam trwają w przyjaźni, bo wiem
            że one bylyby gotowe na każdą moją propozycję wskrzesić w sobei entuzjazm, a ja
            .. szkoda gadać. Jednakowoż jedno towarzyskie spotkanie budziw ludziach z
            reguły jakąś chęć kontynuacji, dalsze okazje wyrastają jak grzyby po deszczu i
            zaczyna sie mordęga, potem wycofywanie rakiem, aż wreszcie wyłączanie telefonu
            żeby s^ę broń boże nikt nie dodzwonił.
            • earhart Re: domniemane narzucanie się 26.07.09, 14:28
              lucyna_n napisała:

              > Jednakowoż jedno towarzyskie spotkanie budziw ludziach z
              > reguły jakąś chęć kontynuacji, dalsze okazje wyrastają jak grzyby po deszczu i
              > zaczyna sie mordęga

              a najbardziej niefajne to
              że czasem, na fali przesadzonego entuzjazmu
              jest się w stanie na moment w taki ciąg wpaść

              a potem, po powrocie do normy, uraza
              przypisywanie znaczeń
              ukrytych motywacji
              zawód i rozczarowanie

              kanał.
              a ja po prostu nie umiem.
              i wcale mi nie jest z tym dobrze.
              • lucyna_n Re: domniemane narzucanie się 26.07.09, 15:32
                o to to, dokładnie tak
                • kefirka.de Re: domniemane narzucanie się 26.07.09, 18:06
                  Mam dwie takie koleżanki. Znamy się od wielu lat. Na początku gdy zaczęły się
                  izolować nie wiedziałam w czym rzecz. Myślałam, że to ja zrobiłam coś nie teges.
                  Jedna mi wytłumaczyła,że tak miewa i ok. Co do drugiej domyśliłam się w czym
                  rzecz i zaakceptowałam. Spotykamy się dalej, aczkolwiek z dużymi przerwami.
                  Łatwiej jak się wyjaśni, bo tak obie strony łapią poczucie winy.
                  • lucyna_n Re: domniemane narzucanie się 26.07.09, 19:54
                    wyjaśnij zdrowemu depresję, większosci nie da się
                    • kefirka.de Re: domniemane narzucanie się 26.07.09, 20:14
                      Prawda,że większość nie zrozumie. Ja bliskim znajomym i przyjaciołom mówię.
                      Nawet jak nie rozumieją muszą akceptować, innego wyjścia nie mają. Nikt z nich
                      nie zerwał ze mną kontaktu. Cierpliwie czekają aż mi okres izolacji minie. Tak
                      było poprzednio więc myślę, że jest i teraz. Czasem podsyłają pytanie co u mnie,
                      odpisuję że troszkę lepiej, obiecuję się odezwać gdy forma wróci.
                      To co dla mnie ciekawe,nie męczą mnie nowe przelotne znajomości i krótkie
                      rozmowy z nieznajomymi ( najczęściej w autobusach).
                      • lucyna_n Re: domniemane narzucanie się 26.07.09, 21:31
                        za długo to już trwa, nei wiem jak to u Ciebei wygląda, ale moje remisje to
                        takie po prostu lepsze dni, i to wszystko. Dni w ktorych czuje śie w pelni
                        zdrowa i normalna na palcach jedenj ręki w ciągu roku mogę liczyć, więc w moim
                        przypadku czekaj tatka latka na te poprawe. Mialam kiedyś taki kulkumiesięczny
                        speed, że biegałam od imprezy do imprezy, w sobotę musowo na tańce, łażenei po
                        knajpach wyjazdy, i część ludzi taką mnei poznala i zapamiętała , uznali że to
                        moja norma i ciągle czekają aż wreszcie będę "sobą", trochę głupio tłumaczyć
                        ludziom że ta fajnność to właściwie objaw choroby, a "normalnei" to jestem taka
                        "niefajna" właśnie.
                        • kefirka.de Re: domniemane narzucanie się 26.07.09, 22:08
                          W moim rozumieniu mam remisję gdy jestem zdolna do pracy i nie biorę
                          antydepresantów. Ostatnio 6 lat. W tym czasie są oczywiście lepsze i gorsze dni.
                          Speeda dłuższego niż kilka godzin nigdy nie miałam. Imprezuję przeciętnie.
                          Depresja dopada mnie bez większych znaków ostrzegawczych i totalnie w krótkim
                          czasie rozkłada na łopatki. Ostatnia trwała 1/2 roku. Jak nagle przyszła tak i
                          nagle odeszła.Więc rzeczywiście mamy inaczej i inaczej mogą wyglądać nasze
                          kontakty towarzyskie. Chociaż nigdy nie wiadomo co zdarzy się jutro. Może od
                          jutra wyzdrowiejemy na zawsze? Nabyłam sobie drogą żmudnych ćwiczeń optymizm i z
                          tym mi łatwiej żyć zarówno w zdrowiu jak i w chorobie.
                          Mnie często zagadują starsze panie. W zdrowiu postępuję podobnie jak Ty
                          opisałaś, lakoniczna odpowiedź i chodu jeśli można. Za to teraz lubię te
                          rozmowy, czuję się wtedy całkiem zdrowa. Pewnie z powodu tego czucia je lubię.
                          • lucyna_n Re: domniemane narzucanie się 26.07.09, 23:07
                            ja tak mam teraz już od kilku lat że już nei zwala mne z nóg totalnie, ale za to
                            jestem ustawicznei pod kreską, takie coś że niby da się jakoś żyć , udawać że
                            jet normalnie, ale normalnei nie jest. Kiedyś było krotkotrwałe wspinanie się po
                            pionowej skale , a teraz jest długotrwałe iście pod lekką górkę. Niby da się, ale.
                            • ichnia Re: domniemane narzucanie się 27.07.09, 08:04
                              lucyna_n napisała:
                              > ja tak mam teraz już od kilku lat że już nei zwala mne z nóg totalnie, ale za t
                              > o
                              > jestem ustawicznei pod kreską, takie coś że niby da się jakoś żyć , udawać że
                              > jet normalnie, ale normalnei nie jest.

                              O właśnie. Ubrałaś w słowa cały mój obecny stan. Całe sedno. Ja mam wrażenie, że
                              siedzę w jakimś dole (kto mi go wykopał???) i za nic wygramolić na powierzchnię
                              się nie mogę. Są nieliczne dni, gdy jest całkiem "normalnie" i za każdym razem
                              łudzę się, że może tak już pozostanie...a to tylko pobożne życzenia.
                      • lucyna_n Re: domniemane narzucanie się 26.07.09, 21:33
                        takie rozmowy przygodne to coś czego bardzo nei lubię, zagadywana staram się
                        odpowiadać jak najmniej i nie nawiązywać kontaktu wzrokowego żeby nie zachęcić,
                        w autobusach co prawda nei mam okazji, ale np w kolejce do lekarza to moja
                        zmora. Wzbudzam w wielu osobach ufność i chęć do zwierzeń, niestety
                        • ych Re: domniemane narzucanie się 26.07.09, 22:00
                          > takie rozmowy przygodne to coś czego bardzo nei lubię,

                          ja lubię te w windzie, siłą rzeczy są krótkie, nawet jak się jedzie 20 pięter to się człowiek nie nagada. i można pleść głupoty o niczym albo o czymś zrozumiałym jedynie dla siebie - nie ma szansy, żeby uznali za waryjatkę - mają za mało czasu, żeby zrozumieć, że nic nie zrozumieli.
                          • lucyna_n Re: domniemane narzucanie się 26.07.09, 23:04
                            mieszkasz za granicą? czy pracujesz w pałacu kultury?
                            • ych Re: domniemane narzucanie się 26.07.09, 23:33
                              > mieszkasz za granicą? czy pracujesz w pałacu kultury?

                              jest tu tego trochę więcej tego draństwa poza pekinem do wyboru

                              pl.wikipedia.org/wiki/Warszawskie_wie%C5%BCowce
                        • ichnia Re: domniemane narzucanie się 27.07.09, 08:07
                          lucyna_n napisała:
                          > takie rozmowy przygodne to coś czego bardzo nei lubię, zagadywana staram się
                          > odpowiadać jak najmniej i nie nawiązywać kontaktu wzrokowego żeby nie zachęcić,

                          Też ostatnimi czasy tego nie lubię (kiedyś było inaczej). A to z tego powodu, że
                          zazwyczaj jestem pogrążona we własnych myślach i po prostu takie zagadywanie
                          mnie wyrywa z zamyślenia ;/
            • ichnia Re: domniemane narzucanie się 27.07.09, 07:56
              lucyna_n napisała:
              > Jednakowoż jedno towarzyskie spotkanie budziw ludziach z
              > reguły jakąś chęć kontynuacji, dalsze okazje wyrastają jak grzyby po deszczu i
              > zaczyna sie mordęga, potem wycofywanie rakiem

              Skąd ja to znam. I z tego powodu właściwie pozrywałam większość kontaktów. Nie
              byłam już w stanie prowadzić tak towarzyskiego życia jak niegdyś. W dodatku nie
              chciałam tłumaczyć się dlaczego tak się dzieje, szukać wymówek, unikać
              telefonów. Tak jak teraz jest lepiej, wygodniej. Mam spokój. Czasami nachodzi
              mnie myśl, że może szkoda tego, bo kiedyś byłam bardzo towarzyska i głodna
              kontaktów z ludźmi - ale jakoś nie jest mi żal. Dziwne.
      • jupion Re: domniemane narzucanie się 26.07.09, 13:41
        > chociaż - jednak - chciałabym być im bardziej przydatna..

        czyli zeby sie bardziej toba zachwycali
        • lucyna_n Re: domniemane narzucanie się 26.07.09, 13:45
          to chyba raczej o zasadę wzajemności chodzi, przynajmniej w moim przypadku, ktoś
          ma siły i chęć i wykazuje wobec mnei dużo życzliwości, ja chcę odpłacić podobną
          monetą, a karmię czarną niewdzięcznością
        • earhart Re: domniemane narzucanie się 26.07.09, 14:22
          jupion napisał:

          > czyli zeby sie bardziej toba zachwycali

          no cóż. pańska opinia.
          a może urażona miłość własna.
          • jupion Re: domniemane narzucanie się 26.07.09, 14:33
            chcialaby pani ale tylko brzmiace w uszach slowa "mam nadzieje ze nie zawiode".
            ale z pustki to przeciez salomon nie naleje
            • earhart Re: domniemane narzucanie się 26.07.09, 15:15
              przykro takie o sobie czytać
              ale przyznam, że słyszałam sądy ostrzejsze
              i jeszcze bardziej nieuzasadnione
              • jupion Re: domniemane narzucanie się 26.07.09, 15:34
                a co tu ostrzyc, skoro do opisu zwykly banal niewychodzenia poza swoj czubek
                nosa, nie kazmy garbatemu sie prostowac a do odkurzacza miec pretensje ze tylko
                wciaga.
                • earhart Re: domniemane narzucanie się 26.07.09, 15:48
                  ok. nie lubi mnie pan.
                  przyjęłam do wiadomości.
                • lucyna_n Re: domniemane narzucanie się 26.07.09, 19:59
                  zwykłe wyzłośliwianie się i jak dla mnie niesprawiedliwe mocno.
                  może auto sam ptrzebuje podziwu znajomych a go nie otrzymuje?
                  • jupion Re: domniemane narzucanie się 26.07.09, 20:41
                    a moze jak nie wiesz o co chodzi to sie nie wtracaj
                    • lucyna_n Re: domniemane narzucanie się 26.07.09, 21:33
                      a może jeszcze napisz żebym tu nie pisała:)
                      • jupion Re: domniemane narzucanie się 26.07.09, 21:36
                        dokladnie, wszyscy tu nie pasuja
                        • lucyna_n Re: domniemane narzucanie się 26.07.09, 21:44
                          masz tyle ników że sam sobei wystarczysz
                        • olga_w_ogrodzie Re: domniemane narzucanie się 26.07.09, 21:54
                          krótko mówiąc zamykamy Szczura i popiołem głowę sypiąc wracamy w
                          opiekuńcze ramiona snajpiego.
                          • lucyna_n Re: domniemane narzucanie się 26.07.09, 23:04
                            ja stamtąd nigdy nei odeszlam, jestem pod okupacją i uciskiem już niemal rok i
                            nei wiem właśnei czy zdecydować się na powstanie
        • olga_w_ogrodzie Re: domniemane narzucanie się 26.07.09, 16:00
          jupion napisał:

          > > chociaż - jednak - chciałabym być im bardziej przydatna..
          >
          > czyli zeby sie bardziej toba zachwycali

          się czepiasz, byle dowalić.
          earhart mówi gdzieś o chęci zyskiwania zachwytu ?
          bo ja odebrałam jej słowa tak, jak Lucy.
    • lucyna_n nie na temat 26.07.09, 13:36
      > ona puka delikatnie do mnie od rana /wie, że mogę spać, więc tak
      > cichutko puk, puk, by w razie czego nie obudzić/,

      moja teściowa tak puka, niezależnie od tego czy wpada niespodziewanie czy na
      zaproszoną wizytę
      a jak jakimś psim słuchem wreszcie usłyszę to skrobanie do drzwi i otworzę to z
      tryumfem wita mnie tekstem "spałaś!"

      normalnie robi mi się wtedy czerwono przed oczami i mam ochotę wypchnąć ją za drzwi.
      • olga_w_ogrodzie Re: nie na temat 26.07.09, 16:03
        lucyna_n napisała:

        > a jak jakimś psim słuchem wreszcie usłyszę to skrobanie do drzwi i
        otworzę to z
        > tryumfem wita mnie tekstem "spałaś!"
        >

        i poczucie winy od razu się melduje.

        nie mam tak, na szczęscie, z tą koleżanką.
        inaczej, bym ją musiała do kibla spuścić w szybkim tempie.
        • lucyna_n Re: nie na temat 26.07.09, 19:56
          to takie było luźne skojarzenie, po prostu ciche pukanie kojarzy mi się z
          zupełnie innymi intencjami
          • ellena_cyganka Re: nie na temat 27.07.09, 11:22
            No to w końcu potrzebni są Ci wszyscy ludzie, którzy w zasadzie nie
            pomagaja, nie umilaja tylko wkurzają, tak, że najlepiej wyłaczyc
            wszystkie środki ewentualnego komunikowania się, a jak juz sie
            odczepią to żal nagły przychodzi i tesknota za onymi. To moze sobie
            darowac w tej sytuacji i komunikowanie się i teskotę za brakiem
            komunikacji i poprzestać na tej jednej czy dwóch osobach (zwykle z
            najbliższej rodziny), które sa i beda z racji więzów krwii zawsze
            czy się to podoba czy nie, docenic ich i polubic, a reszte olac
            szerokim strumieniem, bo zapewniam, wcale nie sa niezbędni do życia.
            • lucyna_n Re: nie na temat 27.07.09, 12:25
              nie mieszkam sama, nei mogę wszystkich spotkan towarzyskich według wlasnch
              upodobań realizować.
              żal i tęsknota za teściową?? nie bardzo kumam.
              • ellena_cyganka Re: nie na temat 28.07.09, 10:14
                Alez Lucy, to nie tylko w kontekście Twoich wypowiedzi było, raczej
                ogólne spostrzezenia po przeczytaniu całego watku.
                • lucyna_n Re: nie na temat 28.07.09, 10:27
                  odebralam jako osobisty przytyk, że po co jęczę i drzwi otwieram, skoro mogę
                  nie otwierać.
                  • ellena_cyganka Re: nie na temat 28.07.09, 10:40
                    Więc jeszcze raz powtórzę, iż były to przemyslenia ogólne na temat
                    całego wątku, bron Boze przytyk jakis, a propos tesciowej sie nie
                    wpuscić nie da, ma zdolnośc przenikania przez ściany i rzucania
                    uroków, jak to czarownica.
                    • lucyna_n Re: nie na temat 28.07.09, 11:36
                      nie musisz powtarzać już za pierwszym razem zrozumiałam
                      co do urokow to jak babcię kocham, jak była pochwaliła moją wielką begonię
                      dragon ktorą sobie zawiesilam na balkonie i w pól godziny po jej wyjściu zlecial
                      obracając sie doniczką do góry i połamał na drobne, mimo że przedtem przetrywał
                      burze i wichury, a wdzień wizyty było pogodnie, słonecznie i prawie nie było wiatru.
                      • aidka Re: nie na temat 28.07.09, 11:53
                        a mi spadła z szafy pamiątkowa lalka londyńska tłukąc sobie twarz
                        porcelanową i mi przykro teraz.
                        ale się to nie stało od teściowej uroków, ale dlatego, iżem zbyt w
                        ruchach szybka i chaotyczna.
                      • ellena_cyganka Re: nie na temat 28.07.09, 11:54
                        Tak więc wpuścisz, nie wpuscisz i tak wejdzie, wtedy kwiaty
                        pozakrywac, zwierzęta pozamykac w komórce, dzieciom czerwony akcent
                        przypiąc i oczy zasłonić, samemu skropic sie święconą wodą i cicho
                        modlitwe odmawiać i tak może uda sie jako tako przetrwać.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka