Kodeks pracy

13.04.02, 12:34
Dlaczego pracodawcy chcą zmienić kodeks pracy skoro i tak już robią z
pracownikami co chcą? To znaczy Umowa wstępna na rok, umowa na czas określony
czyli znowu widzimisię pracodawcy, kolejna umowa na czas określony i znowu
widzimisię pracodawcy. Jakie pracodawca ma więc ograniczenia?
    • b3ut Re: Kodeks pracy 13.04.02, 13:04
      To pracownicy powinni wybierać pracodawcę na czas określony. A jak im nie
      będzie się podobał to Viva la revolution i nowego sobie wybiorą. Itd. A temu
      pracodawcy to przecież nikt nie kazał zatrudniać ludzi, nikt nie kazał zakładać
      firmy, wszyscy radzili dać duże podwyżki i 20 godzinny tydzień pracy. Nie
      posłuchał i ma za swoje. DObrze tak karłowi reakcji
    • Gość: Krzyżak Re: Kodeks pracy IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 13.04.02, 14:34
      szlachcic napisał(a):

      > Dlaczego pracodawcy chcą zmienić kodeks pracy skoro i tak już robią z
      > pracownikami co chcą? To znaczy Umowa wstępna na rok, umowa na czas określony
      > czyli znowu widzimisię pracodawcy, kolejna umowa na czas określony i znowu
      > widzimisię pracodawcy. Jakie pracodawca ma więc ograniczenia?

      Pozwole sobie odnieści sie do Twojego postu bo post b3uta uważam za żart.
      W czoraj w warszawie odbywały sie Pałacu Targi Pracy.W trójce pożniej leciała
      audycja na ten temat.
      Człowiek po studiach mówi "wysłałem 600 ofert ,zadnej odpowiedzi"Już nie liczy na
      nic.W innym przypadku żadają 2 języków i minimalna krajowa.Ogólnie jest tak ,że w
      Warszawie jeszcze niedawno potrzeba było 2-3 miesiecy ,aby zanleżć prace jaka sie
      chciało miec.W tej chwili 6-10 miesiecy ,żeby otrzymac cokolwiek.
      Jako pracodawca jestem za zaminą kodeksu pracy ,ponieważ to ,że sie ma człowieka
      to jeszcze nic.Wielu ,wielu absolwentów szkół wyzszych ,niestety nie potrafi sie
      odnależć w pracy w zakładzie.Owszem są teoretycznie bardzo dobrzy ,ale
      praktycznnie za do niczego./Oczywiscie nie wszyscy/Dlatego projektodawca
      proponuje uelastycznic kodeks ,aby pracodwacy mogli elestycznie wybierać w "masie
      ludzkiej".Jest to o tyle dobre rozwiązanie ,że w końcu trafia sie na własciwego
      człowieka.W przypadku dotychczasowego trzymania sie przepisów lepiej opłacało sie
      nie zatrudniać nikogo ,aby sobie nie wiązac rak.Wielekorotnie taj już bywało ,że
      młody absolwent miał wgrane sterowniki i okres próbny przebywał w cuglach.Nie
      spózniał sie do pracy, nie palił papierosów ,nie chorował.Po tym okresie
      przechodził dziwną metamorfozę.Nagle po otrzymaniu stałej umowy o pracę odbijało
      mu.Dlatego uważam ,że kodeks po zmianie bedzie lepszy ,aby tego typu przypadki
      wyeliminować.
      A z pracą jest żle i bedzie gorzej.Dwa dni temu dzwonił do mnie drugi człowiek z
      Warszawy z wyższym wykształceniem z zapytaniem o możliwość otrzymania pracy.Skoro
      ludzie z warszawy dzwonią do takiej aglomeracji jak nasza to znaczy ,że w temacie
      rynku pracy dotkneliśmy dna.
      Jeszcze długo ,długo potrwa zanim u nas ludzie potrafią zrozumieć ,że
      najważniejsza dla pracowdawcy jest wydajnośc ,a nie obecność człowieka w pracy.
      Pozdrawiam wszystkich niezadowolonych.
      +
    • Gość: roman_ Re: Kodeks pracy IP: 212.160.129.* 13.04.02, 15:13
      Polecam artykul na Onecie, a wlasciwie dyskusje jaka wywolal. Cytuje tutaj
      wypouwiedzi jednego z wypowiadajacych sie ktore mi sa najblizsze i z nimi sie
      identyfikuje.

      A może tak...?

      A może tak zmienić swoje podejście do umowy o pracę?
      Przecież nikt nikomu nie karze zawierać umowy o pracę na podstawie tylko i
      wyłącznie kodeksu pracy.
      Zauważa się pewną prawidłowość. Każdy przedsiębiorca chciałby zatrudniać
      pracownika o niesamowitych kwalifikacjach, na słowo, i mieć nad nim absolutną
      władzę pod każdym względem oraz wcale nie przychodzić do pracy, lecz spędzać
      czas miło w towarzystwie polityków czy też miejscowych notabli.
      Podziwiam mentalność osób, które zawierają duże kontrakty zagraniczne a mają
      problemy z tak prostymi sprawami.
      Jak widać wiedza i pozycja w świecie gospodarczym to nie wszystko.
      Dla przypomnienia : każdy związek między pracodawcą a pracownikiem to tylko
      umowa.
      Umowa między dwoma podmiotami. Nic w KP pracy nie piszę o uczuciach.
      Przynajmniej nie znalazłem coś takiego.
      Firma zatrudnia pracownika nadając mu prawa i obowiązki.
      Można stosować uproszczony model przyjęcia do pracy. Ale należy się liczyć, że
      na słowo to w okresie feudalnym Pan zatrudniał chłopów ze wsi do wykonywania
      określonej pracy.
      Aż dziw bierze, że nikt nie zwrócił uwagi na to, że okres feudalizmu mamy już
      dawno za sobą.
      Życie gospodarcze przynosi codziennie coś nowego i zaskakującego. I dlatego
      przedsiębiorca musi praktycznie codziennie starać się przewidywać.
      Zatrudniamy pracownika? Proszę bardzo. Musimy więc przygotować odpowiednią
      umowę. Od stanowiska zależy jak będzie wyglądała. I każda umowa musi zawierać
      przewidywania różnych sytuacji. Od tego są prawnicy. Jeśli tego nie potrafią
      tzn., że nimi nie są.
      Nie znam KP w Polsce aż tak dobrze, ale nie mogę uwierzyć, że pracodawca nie
      może się zabezpieczyć odpowiednio ze strony prawnej.
      Czytając wypowiedzi, odnosi się wrażenie, że pracodawcy nie przykładają się do
      obowiązków wynikających z prowadzenia firmy. Przyjęcie do pracy to w ich oczach
      zwykła jednostronicowa umowa. I na końcu odwołania do przepisów KP.
      Czysty nonsens.
      Zatrudniając pracownika dajemy mu obowiązki i prawa zgodnie z KP. Lecz nigdzie
      nie jest zakazane rozszerzyć tę umowę o dodatkowe zapisy dotyczące danego
      stanowiska. Dlaczego w kontraktach menadżerskich jest część widoczna i tzw.
      maczek? Czyżby menadżer to nie pracownik? Dlaczego przed wybrykami menadżera
      można się zabezpieczyć a przed stróżem nie?
      Zwalanie na poprzedni system i obecny KP to zwykłe niechlujstwo pracodawcy i
      działanie na szkodę firmy.
      Upraszczanie samemu procedur przyjęcia lub też zwalanie całej otoczki związanej
      z przyjęciem do pracy na rząd niezbyt dobrze świadczy o mentalności. Niby
      nowoczesna szef a poglądy z PRL-u.
      Umowa o pracę to akt, który musi zabezpieczyć każdą ze stron. I każde
      niedopatrzenie wynikające z lenistwa zemści się wcześniej czy później.
      Obojętnie komu.
      Na pracodawcy leży obowiązek zadbania o firmę. Jeśli przyjmuje pracownika musi
      dokładnie znać to stanowisko. Musi się zabezpieczyć od strony prawnej i
      technicznej, aby ewentualne szkody były żadne lub też minimalne. Jeśli tego nie
      dopełnił to żaden sąd nie przyzna mu racji. To nie wina systemu czy też sądu,
      że pracownik okradł firmę. To wina pracodawcy, tylko i wyłącznie.
      Jeśli wystawimy telewizor na ulicę i ktoś go ukradnie to do kogo pójść na
      skargę? Podobnie wygląda w wielu firmach.
      Brak controling day, niedokładne umowy ( ich byle jakość), brak zaplecza
      technicznego i błędy w systemie zarządzania są przyczyną późniejszych
      frustruacji pracodawców. Dodajmy do tego dziwną mentalność, że przepisy rządu
      pomogą im w ich nieudolności w tym temacie.
      Prowadzenie firmy to wyjątkowy obowiązek. Faktem jest, że się często ma
      wyjątkowe wynagrodzenie. Ale coś za coś.
      Trzeba nad nią czuwać w dzień i w nocy. Jeśli się nie chce lub nie umie to nie
      wolno zwalać na KP. A najlepiej to jej nie prowadzić.
      Okazja czyni złodzieja. Znajomość każdego stanowiska pozwoli uniknąć w
      przyszłości niespodzianek. Każdą okazję należy ograniczyć do minimum lub też
      wyeliminować. I to należy do obowiązków pracodawcy - to tak dla przypomnienia
      lub wiedzy tych co to nie wiedzą.
      I są do tego odpowiednie instrumenty. W Polsce oprócz Kodeksu Pracy są i inne.
      Nie znajomość prawa nie zwalnia z obowiązków jego znajomości.
      A sądy zawsze będą korzystać z zasady, że wątpliwości są na korzyść
      oskarżonego.
      Tak to już jest od czasów rzymskich.
      A umowa o pracę to zwykłą umowa tak jak wiele innych. Owszem Kodeks Pracy
      reguluje pewne kwestie, ale nie wszystkie. Pozostałe są w innych kodeksach. Czy
      w prawie polskim jest to zabronione? Czy jest zabronione korzystanie z kamer
      czy innych środków technicznych? Czy umowa musi wygladać jak ktoś przed 50 laty
      ją napisał? A gdzie są nowoczesne systemy zarządzania ograniczające lub też
      eliminująca słabe miejsca w firmie?
      Obecna dyskusja ukazuje jak daleko do tyłu jeszcze jest wielu przedsiębiorców.
      Łatwiej im wykonać naciski na władzę, zamiast wyrzucić tych co są
      odpowiedzialni za poprawnie wykonaną umowę o pracę.
      Nawet najlepszy Kodeks Pracy nie uchroni przedsiębiorcę, który nie potrafi dbać
      o swoją firmę.
      Jeśli się przegrało w sądzie, to należy wyciągnąć naukę a nie zwalać na
      sędziego czy też KP.
      Prowadzenie firmy to nie tylko wielkie operacje finansowe czy też handlowe, ale
      też i małe. Takie jak zwykła umowa o pracę. Jak się okazuje to dla wielu
      potężny problem i "biała plama" ich wiedzy.
      (~Paul Lomax, 2002-04-03 23:05:29)

      A może tak...? cd.

      Dziękuje wszystkim za odpowiedź i uwagi.
      Do stendor.domek.pl - dla mnie jest przyjemnością jeśli komuś można pomóc.
      Proszę śmiało cytować, będę wdzięczny o efekty w tej sprawie.
      Faktem jest, że KP w Polsce znam lat 70-tych. Moja wiedza o obecnym kształcie
      Ko jest zdaję się nieco odmienna. Nie wiedziałem, że od tamtych lat kodeks
      został tak zmieniony, że zacytuję "Widać, że kompletnie nie masz pojęcia o tym
      co piszesz."
      Coś jednak jak widzę jest zrobione, skoro takie głosy padają.
      Czytając artykuł zwróciłem uwagę na dwa aspekty.
      Pierwszy to fakt, że pracodawcy są zbulwersowni sposobem działania dwóch stron
      jakie napotykają w swojej działalności. Działaniem pracownika i organów
      sprawiedliwości.
      Dla mnie to jest świadectwem nie przygotowania się pracodawcy do roli jaką
      sobie wybrał. Tak, wybrał. Przecież nikt nikomu nie każę być przedsiębiorcą. I
      z tym chyba każdy się zgodzi.
      Nie od rzeczy napisałem, może zbyt ostro, że pracodawcy chcą żyć w luksusie
      pełnym. Czyli pełny luz.
      Proszę się rozglądnąć wokół siebie. Czy wszyscy wokół to aniołki? Już
      Chryzontom Pasek w swoich pamiętnikach odpowiedział królowi dlaczego woli
      przebywać w towarzystwie niedźwiedzia niż ludzi. I to jest odpowiedź na pytanie
      jak winien pracować pracodawca.
      Zakładając firmę, ma się obowiązki i prawa. Ale na pracodawcy tych obowiązków
      jest więcej. I tak jest w każdym państwie. Wzamian za to pracodawca ma większe
      dochody i może - jeśli tego chce - żyć w większym dobrobycie niż jego
      pracownicy. On jest po to aby rozwijać firmę na nieco innej płaszczyźnie niż
      pracownicy. Jego umysł, wiedza, doświadczenie i czas musi być bardziej
      efektywnie wykorzystany niż innych.
      Wypowiedzi w artykule przeczą tym zamierzeniom. Odniosłem wrażenie, że wielu
      pracodawcom jest lepiej i wygodnie zmienić coś za pomocą "przedziwnych układów"
      niż samemu troszeczkę pomyśleć.
      Zadziwiająco działa tu mentalność - "biznes to ja". Biznes to biznes a nie moje
      ambicjonalne ego pracodawcy.
      Przypomnę jeszcze raz - rola pracodawcy to tworzenie rozwoju firmy. Odbywa się
      to w różnych warunkach, w różnym otoczeniu i za pomocą różnych instrumentów. To
      ciągłe zmagania z samym sobą, z przepisami, z pracownikami i wszystkim co nas
      otacza.
      I to jest właściwe wg mnie spojrzenie na rolę właściciela. Kto jej ni
    • Gość: roman_ Re: ciag dalszy.. IP: 212.160.129.* 13.04.02, 15:16
      Nie weszlo w calosci . Tutaj dalszy ciąg.

      I to jest właściwe wg mnie spojrzenie na rolę właściciela. Kto jej nie rozumię,
      ma problemy jakie przedstawiono w artykule. Nieumiejętność radzenia w różnych
      sytuacjach są efektem niezbyt wyraźnej mentalności na to co winien zrobić
      pracodawca.
      Umysł pracodawcy musi być otwarty na wszystko to co się wokół dzieje. Należy
      uważnie obserwować wszystko. I starać się przewidywać w miarę możliwości
      sytuację, jakie mogą wystąpić nie tylko jutro, ale i za lat dwadzieścia.
      Dlatego też, dla nas samo pojęcie "FIRMY" to coś odmiennego niż wielu podaje.
      Firma to nie właściciel. On tylko ją rejestruje. Ale szerzej o tym, może innym
      razem. Za dużo pisania, chociaż właśnie to odmienne spojrzenie jest odpowiedzią
      na wiele problemów, między innymi styk na linii pracodawca i pracownik.
      Pracownik nie musi wiedzieć jakie są podatki płacone przez firmę. Pracodawca to
      musi znać. Jeśli nie zna i przyjdzie urzędnik podatkowy i nałoży karę to co?
      Znowu ktoś napiszę artykuł mówiący o złym urzędniku a dobrym pracodawcą?
      Nie dajmy się zwariować. Mówmy o patologiach na samym końcu rozdziału a nie na
      początku. Najwpierw znajdźmy rozwiązanie do każdej sytuacji, spróbujmy różnych
      wariantów a później siądźmy do rozmów.
      A w temacie przyjęcia pracownika jest wiele możliwości. Zdziwiony jestem, że
      ktoś narzeka na kierowcę zwalającego mosty. Mam jednak pytanie : gdzie był szef
      firmy jak przyjmował tego kierowcę? Dlaczego nie wyposażył w mapę tego
      kierowcy, gdzie są zaznaczone mosty o danej wysokości czy też nośności?
      Dlaczego nie sprawdził jaką trasą ma jechać? A przecież to są obowiązki szefa
      firmy a nie kierowcy. To on ma dostarczyć wszelkie dane pracownikowi jak ma
      wykonać daną pracę. Także i narzędzia.
      Proszę się nie gniewać, ale ślepy w karty nie gra. Jeśli ktoś dopuszcza do
      jazdy pijanego kierowcę, to jest jego i wyłącznie jego wina. Czyste zaniedbanie
      własnych obowiązków. Po prostu pracownicy są tak samo różni jak pracodawcy.
      Taki jest ten świat.
      To co wyżej napisałem to elememt tzw. controling day. Kto tego nie robi lub
      pomija w swojej pracy, daję firmom budujące mosty zarobić.
      Szef firmy ma obowiązek być w pracy pierwszy a wychodzić ostatni. Kto
      przychodzi o dziesiątej, to nawet nie powinien zabierać głosu, że ma okradzioną
      firmę i przynoszącą straty.
      Po to ma być pierwszy, aby starać się ustrzec firmę przed nieprzewidzianymi
      okolicznościami, jakie przynosi każdy dzień. I to jest jego obowiązek, jakiego
      nie ma pracownik. A narzekania? Przecież właściciel firmy zarabia o wiele
      więcej niż pracownik.
      Z artykułu wygląda pracodawca, który za brak własnej przezorności obwinia sąd.
      Typowy przykład paragrafu 22.
      Każda działalność niesie z sobą ryzyko. I związane z tym straty. Jeśli tych
      strat jest sporo, to winę ponosi pracodawca a nie pracownik. Wielkość strat
      zależy wyłącznie od właściela firmy a nie od stróża czy kierowcy. Musi się
      nauczyć radzić w wielu krytycznych sytuacjach. To on ma stworzyć tzw. komfort
      pracy pracownikom a nie odwrotnie.
      Jeśli ktoś tego i innych rzeczy nie rozumie, to najlepszy kodeks pracy mu nie
      pomoże.
      Pracodawca musi się stale szkolić, szukać rozwiązań, uczyć się przewidywać,
      czuwać stale nad firmą i pracownikami. On jest dla firmy 26 godzin na dobę.
      Musi wstawać o dwie godziny wcześniej. To jest uwaga dla tych co chcą coś w
      życiu osiągnąć więcej niż inni.
      Tyle w skrócie o mentalności, efektywności właściciela i innym podejściu do
      firmy.
      Wracajac do kwestii zawartych w artykule i wypowiedzi innych internautów.
      Jedna dotyczyła uwagi, abym spróbował otworzyć firmę w Polsce. Jak w Polsce
      zniknie wszędobylska korupcja, zmieni się mentalność wielu ludzi będacych na
      górze w sferze polityki i gospodarczej - co raczej nie nastąpi szybko - to może
      wtedy... .
      Ale mój przyjaciel i były wspólnik wrócił do Polski i od paru lat prowadzi
      dwie. I też ma podobne problemy z pracownikami. Ale jak dotychczas ustrzegł się
      błędów popełnionych przez innych. Jak to się robi? Odpowiem za niego
      przykładem.
      Podjął decyzję o otwarciu nowej działalności, ponad tzry lata temu. Jak mi
      opowiadał to przez jego ręcę przeszło - tu uwaga - aż 124 osoby. I ktoś
      pomyśli, że to zapewne bardzo trudne stanowisko. Nie, wymagało jedynie
      kwalifikacji zawodowych, z jednym ale - należało wykazać się zwykłą inicjatywą.
      Tak trwało to przez trzy miesiące. Ponieważ biznes nie lubi czekać, tworzył
      nową działalność opierając się na obecnych pracownikach. Tak przeorganizował w
      tym czasie firmę, że w końcu nowa "działka" zaczęła samodzielnie się rozwijać
      bez uszczerbku na pracy innych. A pracownika nie przyjął. Nie narzekał, że 80 %
      ludzi w Polsce to barany. Był może zdziwiony, gdyż taka oferta pracy w innych
      krajach błyskawicznie byłaby przyjęta. Ale do jego obowiązków nie należy
      narzekanie, ale pracowanie. Sam do dziś poświęca część swojego czasu nowej
      działalności. Dla ciekawości dodam, że proponował przez okres trzech miesięcy
      podstawową pensję a później prowizję od zysku. I nikt nie przyjął jego oferty.
      Teraz to on ma dodatkowo po 20 000 zł miesięcznie czystego zysku, jak to mówi
      za frajer. I nie ma żalu do tych co nie chcieli pracować. Uważa, że żyje w
      wolnym kraju i każdy robi to co uważa za stosowne. Jeśli ktoś chce być bez
      pracy na własne życzenie, to nie można mu tego utrudniać. Jego wola.
      Przykład ten ilustruje też, jak musi pracować szef firmy. Wcale nigdzie nie
      napisane, że każda osoba nadaje się na dane stanowisko. Pracownika należy
      bardzo dokładnie znaleźć. Robienie łapanek czy byle jakość w przyjmowaniu
      pracowników to efekt dużych problemów w przyszłości.
      Jak natomiast sobie radzi z obecnymi pracownikami? To dosyć ciekawa metoda. Nie
      wiem czy mogę ją opisywać, ale powiem, że jest to przerobiona na polskie
      warunki wersja jednej z dróg rozwoju firm, polegająca na tzw. udziałach
      tworzonych. W Ameryce jest to dosyć rzadko stosowana metoda. W Japonii jest
      wersja ale zawiera nieco odmienną strukture - wynik tamtejszego senioratu. Ale
      w Polsce o dziwo się sprawdza. Sedno tkwi w inwestowaniu w pracowników i
      pracowników w inwestowniu w firmę. Jak na razie robią to prawidłowo, gdyż firma
      się rozwija. Mimo, że nie ingeruje w wiele działań w firmie to controling day
      jest u niego na porządku dziennym. A pracuje nawet w niedzielę.
      Stosując metodą uważnego przyjmowania pracowników i odmienną jak na warunki
      polskie metodę pracy, unika sądów czy też niszczenia polskich mostów.
      Do jego obowiązków nie należy udzielanie wywiadów publicystom szanowanych pism
      i narzekanie na nieuczciwych pracowników i sądy.
      Jego "zakichanym" obowiązkiem jest nie dopuszczenie do pracy nieuczciwego
      pracownika i robienie wszystko, aby pracownik miał możliwość normalnej pracy i
      jeszcze znalazł czas na samorealizację tychże pracowników. Samorealizacja
      pracowników to nie tylko kapitał firmy, ale także zmiejszenie do minimum
      ewentualnych strat spowodowanych nieuczciwym działalniem. Nigdy nie wiadomo, co
      strzeli do głowy komukolwiek - a to jest jedna z podstawowych zasad controling
      day. Codziennie dogląda i sprawdza wszystko. Dla kierowców zakupił specjalne
      mapy komputerowe i jeszcze nikt mu nie zwalił żadnego mostu. Przed wejściem do
      pracy jest alkomat i może ktoś się z tego śmieje to on przynajmniej nie ma
      problemu z pijanym kierowcą. Dla przykładu dodam, że wszyscy pracownicy nie
      palą, mimo wcześniejszych zobowiązań wobec nałogu. I nikogo wcale nie namawiał
      czy zabraniał palenia papierosów. Sami pracownicy zauważyli, że palenie w pracy
      im za bardzo nie pomaga. A mają tylko ambicję trochę inaczej żyć. On jest od
      tego aby im pomóc. I tak to mniej więcej działa.
      Na dzień dzisiejszy to się sprawdza. Co będzie jutro? Stale szuka nowych
      rozwiązań. I to też jego obowiązek.

      Mam nadzieję, że przykład przyjęcia pracownika, który po tygodniu poszedł na
      chorobowe to efekt niedokładneg
    • Gość: roman_ Re: Ciag dalszy:) IP: 212.160.129.* 13.04.02, 15:18
      Mam nadzieję, że przykład przyjęcia pracownika, który po tygodniu poszedł na
      chorobowe to efekt niedokładnego przyjrzenia się pracownikowi. Mam pytanie czy
      taką osobę nie można było wcześniej sprawdzić? Czy przyjęcie jej na umowę
      zlecenie na okres dwóch tygodni jest możliwę?
      Sądzę, że popełniono tu błędy. Podstawowy to wynik błędnego spojrzenia na
      firmę. Przyjęcie do pracy musi być efektem rozwoju firmy a nie stworzenie sobie
      dodatkowego czasu wolnego. A rozwój firmy to praca pracownika. Pracownik musi
      sam na siebie zarobić. Jeśli przyjmujemy kogoś do pracy tylko po to, aby stał
      za ladą i dać mu tylko 600 zł pensji to błąd. Chcesz stać za ladą i sprzedawać,
      to musisz zarobić na te swoje pieniądze. I szef firmy ma dać takie pieniądzę
      jakie wynikają z danej pracy. I nie 600 złotych miesięcznie, ale tyle ile
      pracownik wykonał.
      W Polsce jak zauważyłem - bywam dosyć często - pracodawca nie dba o pracownika.
      Masz tu stać i sprzedawać. Pensja do tego byle jaka. Pracodawca boi się
      zainwestować w pracownika. Woli płacić marnie i samemu latać co roku po świecie
      na byle jakie urlopy. I na dodatek narzekać.
      Ciekawe jest czy sam bedąc pracownikiem inaczej by pracował? Zapomniał wół jak
      cielęciem był?
      Także na właścicielu tkwi obowiązek dopilnowania wszystkiego, włącznie z
      znajomością przez pracowników wszelkich reguł gry. Za to bierzę porządne
      pieniądze. Łaksi nikomu nie robi. Jeśli nie dopełnił swoich obowiązków to ...
      Czy można mieć pretensję do konia, że się wóz przewrócił?
      Proszę wejść gdziekolwiek w Polsce do sklepu, urzędu, szpitala, banku itd. Czy
      ktoś widział uśmiechniętą, przyjazną twarz?
      Czyja to jest wina? Pracownika, pracującego w firmie bez wyrazu? Osoby, która
      ma troje dzieci, czynsz za mieszkanie 450 zł miesięcznie, męża, który pracuje w
      podobnej firmie. Jakby tego było mało pensję po 750 zł, podwyżka gazu o 10%,
      robiące z durni w Polsce ogromne molochy gospodarcze typu TP SA, jakiś tam
      zakład gazownictwa, który każe Polakom płacić nie tylko wysokie pensję swoim
      dyrektorom ale także za gaz, które nawet nie zobaczą na oczy? Firmy budowlane,
      które budują domy z materiałów drugiego gatunku a każą sobie płacić jak za
      pierwszy? Dziurawe polskie drogi zrobione za niebiańskie pieniądzę. Przekupione
      przetargi publiczne w prawie 90%.
      Kto takie rzeczy robi? Pracownik zwykły?
      Nie, to właśnie robią pracodawcy. To oni stworzyli warunki, że po latach
      wyzysku wielu Polaków, ten szary obywatel też odgryza się tym samym czym
      dotychczas dokuczali mu pracodawcy. Jeśli pracownik widzi, że szef kombinuje na
      boku, to dlaczego on nie może? Tym bardziej, że szef jeżdżący samochodem, na
      który go na pewno nie stać - kredyt - płaci mu tyle ile w zasiłkowni.
      To, że rynek pracy jest taki a nie inny w Polsce, to wina pracodawców a nie
      pracowników.
      Prowadzenie firmy to także wychowanie pracowników. Jak sobie pościelesz tak się
      wyśpisz.
      Z pracownikiem jest jak z firmą. Dbasz o niego to i on o ciebie zadba. Nie
      wszyscy są złodziejami, ale niewłaściwa postawa właściciela, zrodzi na pewno
      niekonwencjonalną sytuację.
      Nie bardzo też rozumię co oznacza zwolnienie grupowe jednego pracownika? Nie
      wierzę aby w Polsce było takie prawo. Nawet w Chinach tego nie ma.
      Co do prawników. Jeśli nie stać na prawnika, to niestety samemu trzeba
      przysiąść trochę fałd. Wziąść Kodeks Pracy i inne pisma o tym charakterze,
      zapytać się znajomych, w urzędach, samego inspektora pracy - po prostu
      poświęcić trochę czasu, aby unknąć kłopotów w przyszłości.
      Nie wiem czy ktokolwiek z pracodawców przed przyjęciem pracownika, był u
      inspektora pracy. Przecież taka wizyta nie kosztuje zbyt wiele. Czy naprawdę
      nie można dowiedzieć się jak wybrnąć z różnych sytuacji, jeszcze przed faktem
      dokonanym?
      W to, to nie wierzę. Jest to zwykłe lenistwo. Jeśli chcę się sobotę i niedzielę
      poświęcić rozrywkom i tym samym wagarować to trudno - przegrywa się w sądzie na
      swoje własne życzenie. I to jest wina pracodawcy, że dał się w puścić w maliny.
      To pracodawca musi wiedzieć więcej niż pracownik. Jeśli jest inaczej to przed
      nami jeszcze daleka droga do właściwego zarządzania firmą.
      A urlopy czy też inne świadczenia występują w innych krajach także.
      Dla przykładu proszę powiedzieć jak wygląda sytuacją w Szwecji w przypadku
      zatrudniania osób niepełnoletnich? Jakie grożą sankcję za wypłatę wynagrodzenia
      niższego od deklarowanych w tym kraju progów? Opowiadanie, że tylko w Polsce
      jest terroryzm pracowniczy to bzdura.
      Prowadzenie firmy wymaga od osoby prowadzącej nie tylko wysokiej wiedzy, ale i
      wielu wyrzeczeń. Gnuśnienie przed telewizorem, na grillu, bieganie jak piesek
      wokół tych co nie wiele wspólnego mają z rozwojem gospodarczym regionu czy
      kraju, szpanowanie na wyrost swoim majątkiem, brak pokory wobec innych, karci
      takiego pracodawcę na zwykłej sali sądowej, w bardzo podstawowej, ale przykrej
      dla obu stron sprawie.
      Na koniec mała uwaga - wiele osób prowadzi firmy na wyrost. Im większa firma to
      musi być lepiej zorganizowana. Zbyt wielu o tym zapomina. Tytuł mistrza
      dzielnicy Poznania czy Warszawy w kolarstwie wcale nie świadczy o tym, że
      zdobędzie się tytuł mistrza świata. Do tego trzeba dojść nie tylko talentem ale
      i pracą.
      Ciekawe, że o tym wiedzą prości kolarze, czemu tego nie widzi wielu
      wykształconych pracodawców? Dlaczego tenże kolarz musi wiedzieć jak jeździć po
      bruku a jak po szosie a pracodawca wcale nie musi wiedzieć jakie ryzyko ponosi
      przyjmując pracownika?
      Może odpowiedź jest zawarta jest w myśli - kiepski właściciel i kiepski trener?


      (~Paul Lomax, 2002-04-07 11:56:51)
    • Gość: roman_ Re: I jeszcze pochodzenie omawianego artykulu. IP: 212.160.129.* 13.04.02, 15:23
      businessman.onet.pl/artykul.html?MP=2&ITEM=108058
    • Gość: Krzyżak Re: Kodeks pracy IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 13.04.02, 16:17
      Romanie,przepraszam ,ale przeczytałem tylko pierwszą część twojej
      wypowiedzi.Wnioskuje ,że jesteś niezłym teoretykiem,na temat praktyki nie masz
      pojecie/moja opinia/.To co proponujesz w I cz. to utopia.Pracodawcę posądzasz o
      niechlujstwo? Lub innym razem każesz do kazdego przypadku zatrudniac prawnika?
      Stary,jestem od 25 lat osoba prowadzącą firme prywatną.Doprawdy boki zrwam z
      Ciebie ,powiedz czy Ty kiedykolwiek miałeś prywatną firmę,płacącą
      podatki ,ZUSy itp rzeczy?
      Jeżeli tak to jestem skłonny dyskutowac z Toba dalej ,ale jeśli nie to nie
      traćmy obaj czasu.
      Na temat polskich ,naszych pracowników mógłbym napisac nie jedną książkę, a
      zresztą szkoda słów.
      • Gość: roman_ Re: Kodeks pracy IP: 212.160.129.* 13.04.02, 20:28
        Krzyżaku. Spodziewałem się pierwszej reakcji właśnie od Ciebie. To nie jest
        moja wypowiedz. Jest to wypowiedz z listy dyskusyjnej na Onecie dotyczącą
        artykułu "Pracodawca pod sad"businessman.onet.pl/173. Wybrałem ja
        dlatego ze starano się w niej podjąć temat szeroko. Autor nie skupił się tylko
        na narzekaniach ale stara się konstruktywnie analizować sytuacje. Ja również
        odczuwam w nim pewna dendencyjnosc w kierunku pracobiorcow. Jednak jego druga
        cześć jest już bardziej interesujaca. Przeczytanie pewnie przyjdzie z
        trudnością ale polecam.
        >powiedz czy Ty kiedykolwiek miałeś prywatną firmę,płacącą
        >podatki ,ZUSy itp rzeczy?
        >Jeżeli tak to jestem skłonny dyskutowac z Toba dalej ,ale jeśli nie to nie
        >traćmy obaj czasu.
        Nie odrzucaj dyskusji. Miałem prywatna firmę: usługi transportowe na potrzeby
        pracodawcy u którego kiedyś pracowałem. Utrzymywałem się tez pewien czas z
        samodzielnie prowadzonej uprawy warzyw. Nie zatrudniałem nigdy na etacie
        żadnego pracownika. Czasami dorywczo. Obecnie jestem pracownikiem dużej firmy w
        Toruniu. Piszesz ze nie chcesz dyskutować z kimś kto nie jest pracodwca.
        Dlaczego?
        Dlaczego nie chcesz rozmawiać z pracownikami? Może tutaj jest nasz polski
        problem. Brak dialogu. Ja, pracownik, taka potrzebę odczuwam w stosunku do
        swojego pracodawcy. Nie chce być jego kumplem. Chce z nim pogadać. Poznam jego
        punkt widzenia a on mój. To chyba jest normalne. Może jednak nie, może jesteśmy
        wrogami z założenia? Czy tak jest. Odpowiedz proszę.

        • Gość: Krzyżak Re: Kodeks pracy IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 13.04.02, 22:07
          Drogi Romanie!
          Przepraszam ,że odebrałes to jako atak na Ciebie.Jeżeli nie Ty jesteś autorem
          tego poematu to teraz powiem szczerze,to bzdury.Dlatego nie wykluczyłem ,że
          możemy rozmawiac dalej.Tego /wybacz/pieprzenia nasłuchałem sie już
          dosyć.Dyskusja jest maratońska, a rezultat trudny do przewidzenia.Może to
          zabrzmi dziwnie ,ale powiedziałem ,że najważniejsza dla mnie jest
          wydajnośc,jest to prawda oczywista.Nikomu ,Tobie równiez nie będe
          tłumaczył ,jak cięzko żyje sie pracodawcą.I nie chodzi to już o zdobycie
          zleceń ,projektów ,innych rzeczy.Nie chodzi o problemy z ludzmi.Nie chodzi o
          zmieniające sie jak w kalejdoskopie przepisy.Nie chodzi o idiotyczne kontrole
          np. z PIP /żądano ode mnie instrukcje obsługi czajnika elektrycznego-miała
          wisiec na ścianie/Chodzi o jedną podstawową sprawę ,o zapłate za rzetelnie
          wykonaną pracę.Niemal nagminnie stało sie branie "na wydmuszke".Poprostu zleca
          sie firmie to czy to ,firma musi zapłacić podatki,VAT ,Zusy i inne
          podatki ,natomist zleceniodawca z założenia wogóle nie zamierza zapłacić za
          prace.i to jest najgorsze,stąd biorą sie zawału u ludzi po 30-tce.Stąd
          wypadające włosy,oziebłosci,impotencje,samobójstwa.
          I to tyle.
          PS.O swoich ludzi dbam jak o własne dzieci.
    • szlachcic Re: Kodeks pracy 15.04.02, 07:41
      Jeżeli pracodawcę boli tak sprawa chorobowego dlaczego nie dąży do zmian
      odnoszących się tylko do ludzi często bądź długo chorujących, a nie do
      wszystkich z tymi nie chorującymi wcale włącznie?
Pełna wersja