rotepirat
11.07.06, 07:02
Wielkie mecyje, co drugi złapany to zaledwie 50 procent. I czym tu się
chwalić.
Kiedyś na Srarym Mieście skradziono mi rower. Fakt ten zgłosiłem na I
komisariacie (był taki kiedyś). Oficer dyżurny powiedział mi na pocieszenie,
że rowery giną codziennie, a mój rower to igła w stogu siana. Tak więc sam
znalazłem złodzieja, który w międzyczasie rower sprzedał. Była rozprawa
itd. Odszkodowania nie dostałem do dzisiejszego dnia. Złodziej mieszka na
Szerokiej i jest znany policji. Czasami go widzę. Pewnie dalej kradnie.