Gość: !
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
17.04.04, 03:22
Z Rafałem DUTKIEWICZEM, prezydentem Wrocławia, przedstawicielem Unii
Metropolii Polskich w Radzie Regionów Europy, rozmawia Marek Sznajder.
- Wrocław w różnych krajowych rankingach zawsze mieści się w ścisłej
grupie najatrakcyjniejszych miast dla inwestorów - co jest zresztą
zrozumiałe, wszak największa dynamika transformacji w gospodarce ma miejsce w
metropoliach. To one kreują procesy zachodzące w regionach. Ale tak jest
jeszcze dzisiaj. Co w scenariuszach rozwoju Wrocławia władze miejskie uznają
za najważniejsze, by aglomeracja wrocławska także w przyszłości nie straciła
na atrakcyjności - konkurenci z ofertami inwestycyjnymi nie muszą być daleko,
czasem działają w sąsiadujących gminach.
- Zacznijmy od tego, co jest kluczem do sprawy, tj. jak rozumiemy
pojęcie aglomeracji wrocławskiej. Z jednej strony mamy do czynienia z
Wrocławiem, jako miastem w jego granicach administracyjnych. Z drugiej strony
z dwojako postrzeganą aglomeracją wrocławską.
Pierwsza jej interpretacja, z którą się utożsamiam, obejmuje Wrocław z
przylegającymi doń gminami, druga rozciąga jej obszar zbliżony do granic
dawnego województwa wrocławskiego.
Dlaczego bliższa jest mi ta pierwsza interpretacja? Moim zdaniem nie
ma różnicy w sposobie postrzegania Wrocławia przez mieszkańca Leśnicy czy
Bielan, choć z formalnego punktu widzenia mieszkaniec Leśnicy jest
wrocławianinem, mieszkaniec Bielan Wrocławskich gminy Kobierzyce.
Rozwój Wrocławia, moim zdaniem, powinien przebiegać tak, że inwestycje
przemysłowe powinny być lokalizowane na terenie całej aglomeracji
wrocławskiej - w tym jej pierwszym rozumieniu. Tak zresztą one w
rzeczywistości przebiegają - z klasycznymi przykładami gmin Długołęka czy
Kobierzyce. Postawmy jednak pytanie: dlaczego inwestorzy tak chętnie lokują
swe przedsięwzięcia w Długołęce czy Bielanach? Na pewno dlatego - będzie
brzmiała odpowiedź - że mają one dobre władze gminne. Ale jest to odpowiedź
niepełna, w uzupełnieniu trzeba dodać, że również z tego powodu, iż są to
obszary przylegające do Wrocławia. Inwestorzy korzystają z tego, że Wrocław
ze swymi instytucjami kulturalnymi, naukowymi, z całą infrastrukturą
cywilizacyjną stwarza atrakcyjne warunki do życia. Niestety, nie ma na razie
takich mechanizmów prawnych, żeby te wszystkie przedsięwzięcia inwestycyjne
we Wrocławiu i gminach ościennych dokonywały się w pewnej symbiozie. Inaczej
mówiąc - powinienem być zainteresowany tym, by poszukując inwestorów
wskazywać obszary nie tylko w granicach miasta, ale i w sąsiednich gminach,
by aglomeracji wrocławskiej zapewnić równowagę rozwojową - lecz pojawia się
problem: podatki tych inwestorów pozostaną poza granicami Wrocławia i jako
jego prezydent wejdę w kolizję interesów. To musimy w przyszłości jakoś
prawnie uregulować dla naszego wspólnego dobra. W tej chwili, patrząc
krótkoterminowo, każdy z nas chce mieć inwestora na swoim terenie.
- Wróćmy do pytania o przyszłość?
- Właśnie w imię przyszłości Wrocławia musimy zacząć myśleć bardzo
praktycznie w skali aglomeracji wrocławskiej - bez porozumienia z sąsiadami
nawet tak podstawowego problemu dla rozwoju miasta, jakim jest system
komunikacyjny, nie rozwiążemy tylko w granicach miasta. System komunikacyjny
z kolei stanowi czynnik sprzyjający inwestycjom, dlatego w naszym myśleniu o
przyszłości jest on priorytetowym przedsięwzięciem. Trzeci ważny czynnik
rozwojowy dla miasta stwarzają wyższe uczelnie. Nie ma postępu bez wysoko
wykwalifikowanych kadr - one są zapleczem dla inwestycji.
- Dla inwestorów zwykle ważna jest stabilność władzy. Wrocław, co w
warunkach polskich jest ewenementem, ma stabilne rządy od 1990 roku. Ale taka
sytuacja niesie również pewne niebezpieczeństwa: niezdrową, urzędniczą
rutynę. W jednej z wypowiedzi zauważył Pan zresztą potrzebę korekty
dotychczasowej polityki. W jakich dziedzinach?
- Podzielam pogląd, że stabilizacja władzy sprzyja budowaniu programów
rozwojowych, ale jeśli zaczyna grozić stagnacją - a we wrocławskim Urzędzie
Miejskim mamy problem pewnej stagnacji - niezbędne są zmiany. Dobrą
ilustracją pewnego zastoju jest poziom informatyzacji naszego urzędu. Tu
jesteśmy wręcz zacofani, a informatyzacja to przecież jakość naszych usług.
Ruszyliśmy w tej sprawie z dużymi programami, ich pełne wdrożenie wymaga
jednak czasu. Dla poprawienia pracy urzędu musimy pokonać też inną, bardzo
trudną barierę: mentalną. Urzędników musimy zamienić na przychylnych dla
naszych klientów partnerów.
- Czyli zmiany dotyczą systemu i ludzi?
- Tak, chcę zmienić system i w niedużym stopniu wymienić ludzi. W
pewnym procencie kadry wręcz muszę wymienić - i to się systematycznie
dokonuje, choć nie chciałbym przeprowadzać tak radykalnej operacji, jakiej
dokonał w urzędzie warszawskim prezydent Kaczyński. Z jednego powodu: my nie
mamy problemu czystości pracy, tylko problem przychylnego traktowania
mieszkańców, inwestorów czy przedstawicieli różnych instytucji. I to powoli
zaczyna się już zmieniać.
- Sądzę, że ta wymiana kadry dotyczyć będzie osób na różnych
szczeblach miejskiej władzy. Urząd Miejski w Katowicach otrzymał w ubiegłym
roku certyfikat jakości ISO 9001, by urzędnicy - przestrzegając procedur - w
wysokim standardzie wypełniali zadania gminy. Urząd Miejski we Wrocławiu z
jednej strony ma bardzo pozytywny wizerunek u mieszkańców, ale z drugiej z
niedowierzaniem zauważa się coraz więcej przedziwnych gaf: takie duże i
wspaniałe miasto nie potrafiło długo uporać się z Intelparkiem, firmą
instalującą parkomaty - kto w urzędzie sprawdzał jej wiarygodność? Dalej:
sposób przeprowadzenia prywatyzacji mienia komunalnego i prawna jakość umowy
ze spółką Zarządca. No i ostatni pasztecik - to Pańskie słowa - warunki umowy
kupna gruntu od Agencji własności Rolnej Skarby Państwa - miasto będzie
musiało prawdopodobnie zapłacić ponad 13 milionów złotych kary. Były
prezydent, a obecnie przewodniczący Rady Miejskiej uważa, że podpisał dobrą
umowę, nawet jeśli miasto zapłaci karę - czy nie jest to postawa
nonszalancka, wszak chodzi nie o prywatne lecz publiczne pieniądze. Pan na
łamach tej samej gazety przyznaje (Rzeczpospolita z 24 marca 2003), że ta
umowa to "pasztet", z którym nie wiadomo, co zrobić...
- Zacznę od tego, że też wdrażamy procedury jakościowe i w przyszłym
roku urząd będzie posiadał certyfikat ISO. Po drugie: w wielu sprawach, które
są podawane jako klasyczne przykłady błędnych decyzji, przyczyna tkwiła w
tym, że niejasne zapisy prawne utrudniały podjęcie decyzji właściwych. Po
trzecie: każda instytucja i każdy człowiek mogą popełnić błędy - nie jest
tajemnicą, że zdarzały się one także we Wrocławiu. Zgadzam się z opiniami, że
byłoby najlepiej, gdyby błędów nie było, ale też uważam, że z tego, co się
zrobiło źle, należy wyciągać wnioski. Ale podzielam Pańską opinię, że jeśli
popełniło się błąd, nie można mówić, że wszystko jest w porządku - trzeba
wykazać pokorę i pokazać, jak ten błąd będzie naprawiony, by nie powielać go
w przyszłości. Takie wymagania stawiam kierowanemu przeze mnie urzędowi:
sprawny system musi odrzucać błędne decyzje.
- Skoncentrujmy się jeszcze na priorytecie dla miasta bardzo ważnym:
układzie komunikacyjnym. Wrocław jest wciąż komunikacyjną kulą u nogi dla
sporego obszaru południowo-zachodniej Polski - jak długo jeszcze postulaty
małej grupki osób będą skutecznie blokować budowę obwodnicy autostradowej?
Ale dygresyjnie tylko, by nie przesłaniać zasadniczego problemu, zapytam
jeszcze: do kogo był adresowany spektakularny lot balonem z prezydentem Łodzi
Kropiwnickim, w obronie pomijanej w planach rządowych autostrady Wrocław-Łódź-
Warszawa? Ogólnopolska prasa nie zauważyła tego happeningu, a bez presji
mediów władzy często n