Dodaj do ulubionych

Ja, przestępca, ze studentami na kawie. Co woln...

15.03.13, 13:01
Niepotrzebnie rozmienia Pan autorytet na drobne, trywializując problem. Nie jest nim przecież fakt pójścia na kawę ze studentem, tylko domniemana (zastrzeżenie prawne: nie przesądzam o winie Piotra Ż.) wymiana usług seksualnych i wpisu do indeksu, że o pozostałych zarzutach nie wspomnę.

Bzdurą jest teza, że studenci posiadają obecnie władzę większą niż kiedykolwiek. Może w Wyższej Szkole Gotowania na Gazie, na płatnych zaocznych. Na pewno nie na Wydziale Nauk Społecznych, na obleganej socjologii, na bezpłatnych studiach dziennych. Tutaj wykładowca, zwłaszcza ustosunkowany w różnych kręgach, może wiele. Brak zaliczenia przedmiotu i warunkowy wpis na kolejny semestr oznaczają utratę stypendium Rektora. Niska ocena z przedmiotu oznacza niższą średnią stypendialną. Nie wiem, ile Uniwersystet Wrocławski wypłaca stypendium Rektora, ale na takim Uniwersytecie Ekonomicznym w zeszłym semestrze najlepsi studenci otrzymywali 940 PLN miesięcznie, czyli niewiele mniej niż najniższa krajowa. Ocena 3 zamiast 5 to kilkadziesiąt punktów mniej i zamiast 940 można otrzymać jakieś 500. Dla przeciętnego studenta to masa pieniędzy. Może nie na tyle duża, ażeby się przespać z wykładowcą, ale na zaciśnięcie zębów na chamstwo i seksizm wystarczy.
Obserwuj wątek
    • Gość: 1 Re: Ja, przestępca, ze studentami na kawie. Co wo IP: *.wroclaw.vectranet.pl 15.03.13, 13:52
      dokładnie
      • Gość: breslauer W zaścianku wszystko może być przestępstwem! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.03.13, 16:24
        Jak nie obraza religijności, to obraza prezydenta. Złe spojrzenie, zły wyraz twarzy. Za twardo do studentów - źle. Zbyt luźno -źle. A w d... mam ten chory kraj, który zamiast iść do przodu cofa się do poziomu debili. A poziom represyjności jest najwyższy w Europie!
        • Gość: kinga Re: W zaścianku wszystko może być przestępstwem! IP: *.dynamic.mm.pl 15.03.13, 19:48
          Bardzo spłycone ale generalnie tak właśnie jest. Współczuję studentom, którzy dostaną namiastkę wiedzy ale dzięki temu będzie im się przyjemnie studiowało.
        • tbernard Re: W zaścianku wszystko może być przestępstwem! 16.03.13, 21:18
          > A poziom represyjności jest najwyższy w Europie!

          Jak ktoś tak uważa, to zawsze może do Białorusi wyemigrować i poprosić o azyl.
    • wielki_czarownik Kawa kawie nierówna 15.03.13, 14:02
      Jeżeli spotyka się Pan ze studentami na kawie w celu stricte naukowym - np. seminarium magisterskie w ogródku pod parasolem zamiast w ciasnym, dusznym gabinecie to nie ma problemu. Jeżeli spotyka się Pan z nimi w taki sposób w celu np. przygotowania konferencji naukowej - też nie ma problemu.
      Jeżeli jednak spotyka się Pan z nimi w celach prywatnych - porozmawiać o sprawach nienaukowych czy wręcz poflirtować, to problem jest. Problem jest chociażby dlatego, że pojawia się potencjalne zagrożenie Pańskiej obiektywności.
      Student, to student. Wykładowca, to wykładowca. Trzymajmy się tego i nie mylmy ról.
      • Gość: max Strzał w dziesiątkę!! Brawo Bachmann! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.03.13, 16:11
        Albo żyjemy w wolnym społeczeństwie, albo traktujemy wszystkich podejrzliwie i odgradzamy się murem od całego świata. Problem polega na tym, że polski kapitalizm rozbił wszelkie wspólnoty i stworzył zbiorowość egoistów. W takich warunkach jakiekolwiek bliższe relacje muszą być podejrzane. Tak jak to opisał Orwell w "1984".
      • Gość: ??? Re: Kawa kawie nierówna IP: *.dynamic.chello.pl 15.03.13, 16:23
        Czy naprawde nie mogę się spotkać z studentem/studentką na kawie i pogadac np. o polityce, książkach, systemie edukacji itd.?
        Potencjalne zagrożenie obiektywności jest na każdym kroku: jeśli student podchodzi po wykładzie i dopytuje się o szczegóły też może budzić to podejrzenia - o, podlizuje się.

        student to student? wykładcowca to wykładowca? co to właściwie znaczy?
        uniwersytet po łacinie to wspólnota
        • wielki_czarownik Re: Kawa kawie nierówna 15.03.13, 16:56
          Moim zdaniem nie. Przynajmniej jak długo jesteś wykładowcą danego studenta. Jeżeli go nie uczysz? Niech będzie. Jeżeli prowadzisz z nim zajęcia a potem egzaminujesz? Nie.
          Po pierwsze (jak mówiłem) to powoduje zagrożenie obiektywizmu.
          Po drugie studentowi ciężko odmówić takiego zaproszenia. Profesor zaprasza na kawę? Co tu zrobić. Parafrazując Franka Kimono "przecież wiadomo, że mu nie odmówię, muszę się sprężyć, bo kawy nie lubię". Nie zapominajmy też, że o ile dla 50 letniego wykładowcy wypicie kawy w towarzystwie 22 letniej studentki, to przyjemność, o tyle dla tej dziewczyny już takie przyjemne to być nie musi. No ale odmówić się boi (jeszcze ją obleje), więc idzie na kawę ze starym pierdołą i marnuje swój czas.
          • Gość: fred Uniwesrystet to nie Kościół, a Polska to nie Iran IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.13, 09:32
            Chyba że się mylę? Nikt nie robi problemu jak gliniarze bzykają się na komisaratach, jak pani prokurator romansuje z szefem prokuratury, jak prezes firmy dmucha tzw. swoje asystentki, a nagle uczelnia ma być jakimś wyjątkowo ascetycznym miejscem. Gdzie ludzie zapominają o swojej płci i nawet kawa czy nieco dłuższe spojrzenie mają być grzechem śmiertelnym. To jakaś paranoja. To jest miejsce gdzie są dorośli ludzie czy to może ma być jakaś szkoła specjalna?
            • sverir Re: Uniwesrystet to nie Kościół, a Polska to nie 16.03.13, 09:47
              > Chyba że się mylę? Nikt nie robi problemu jak gliniarze bzykają się na komisaratach, jak pani
              > prokurator romansuje z szefem prokuratury, jak prezes firmy dmucha tzw. swoje asystentki,

              Mylisz się.

              Policjanci i prokuratorzy będący w hierarchii służbowej na równym poziomie, mogą robić co im się podoba. Natomiast jeżeli istnieje zależność służbowa, to jest to co najmniej nieetyczne, a w określonych przypadkach wręcz zabronione.

              Natomiast dmuchanie przez prezesa tzw. asystentek, teoretycznie można rozpatrywać w kategorii kodeksu karnego. Czy naprawdę trzeba przypomnieć, że pewną partię zdmuchnęła afera "praca za seks"?

              > Gdzie ludzie zapominają o swojej płci i nawet kawa czy nieco dłuższe spojrzenie mają być
              > grzechem śmiertelnym.

              Czy gdyby sędzia chodził na kolację z gangsterem, którego potem sądzi, nie widziałbyś zagrożenia dla słuszności osądu?

            • wielki_czarownik Re: Uniwesrystet to nie Kościół, a Polska to nie 16.03.13, 13:14
              Gość portalu: fred napisał(a):

              > Chyba że się mylę?

              Mylisz się.

              Nikt nie robi problemu jak gliniarze bzykają się na komisar
              > atach,

              Jeżeli robi to dwóch sierżantów, to w zasadzie nikomu nic do tego (choć podobno przełożeni krzywo na to patrzą). Jeżeli robi to podwładny z przełożonym, to jest to duży problem i w najlepszym wypadku kończy się przeniesieniem amantów do różnych jednostek.

              > jak pani prokurator romansuje z szefem prokuratury,

              Jak wyżej.

              jak prezes firmy dmu
              > cha tzw. swoje asystentki,

              Afera z Samoobroną? Kojarzysz coś? Tam też byli prezesi (czy jakoś tak) i asystentka.

              a nagle uczelnia ma być jakimś wyjątkowo ascetycznym
              > miejscem. Gdzie ludzie zapominają o swojej płci i nawet kawa czy nieco dłuższe
              > spojrzenie mają być grzechem śmiertelnym. To jakaś paranoja. To jest miejsce g
              > dzie są dorośli ludzie czy to może ma być jakaś szkoła specjalna?

              To jest uczelnia wyższa a nie burdel.
      • czterdziestyiczwarty Re: Kawa kawie nierówna 15.03.13, 16:26
        Masz orzerosniete poczucie hierarchi przyjacielu. Student to przede wszystkim czlowiek (dorosly ) tak jak i jego nauczyciel. Ten fakt nie moze pozbawiac ich prawa do prywatnej konwersacji na dowolne tematy jesli maja na to ochote. Nie powinno to w zaden sposob miec wplywu na obiektywna ocene poziomu wiedzy przyswojonej przez studenta Nauczyciel akademicki jest (lub powinien byc)mistrzem i przyjaznym przewodnikiem studenta na sciezkach dziedziny wiedzy ,ktora on/ona pragnie poznac. Przekazuje mu podstawy i cala swoja wiedze i uczy go jak i gdzie moze jeszcze te wiedze poszerzyc jesli student tego pragnie . W pewnym momencie gdy poziom wiedzy studenta jest wystarczajaco wysoki moze zaistniec miedzy nimi partnerstwo w rozwijaniu danej dziedziny nauki. W trakcie procesu nauczania dobry nauczyciel -przewodnik co jakis czas sprawdza czy jego student opanowal i w jakim stopniu to czego byl nauczany. Jest to od zarania dziejow stosowana metoda aby sprawdzic czy student potrzebuje dodatkowej pomocy w opanowaniu przekazywanej wiedzy oraz aby doskonalic umiejetnosc przekazywania wiedzy. Wszyscy Ci ,ktorzy traktuja to jako sposob wykazania swojej wyzszosci nad uczniem (studentem) nie sa dobrymi nauczycielami tylko partaczami i nie powinni wykonywac tego zawodu.Natomiast studenci ,ktorych nie interesuje zdobywanie wiedzy lecz tylko uzyskiwanie zaliczen ,a dalej dyplomu nie zasluguja na to aby ich nazywac studentami.Kiedys takich obibokow nauczyciel po prostu wykluczal sposrod grona swoich uczniow.
        Niestety w Polsce w czasach komuny wprowadzono "przemyslowe metody " w przekazywaniu wiedzy i niestety ten system skorumpowal niemal w 100% edukacje poczynajac od poziomu podstawowego i na wyzszych uczelniach (niekiedy tylko z nazwy) konczac. Wykladowcy na uczelniach to w przewazajacej wiekszosci ludzie ,ktorzy zatrzymali sie juz dawno w swoim rozwoju naukowym i zostali etatowymi lektorami poniewaz byl to dla nich jedyny sposob aby pozostac na uczelni. To nie sa ludzie skorzy do poglebiania swojej wiedzy a zatem nie moga i nie potrafia byc dobrymi przewodnikami dla studentow skoro nie potrafia im przekazac najnowszej informacji w danej dziedzinie. Oczywiscie sa chlubne wyjatki ale niestety jest ich niewiele. Efekt jest taki ,ze zamiast efektywnej wspolpracy mamy postawy roszczeniowe ze strony studentow i koserwatywno defensywne ze strony wykladowcow. Nie wrozy to niczego dobrego dla podniesienia poziomu edukacji oraz rozwoju nauki w Polsce.
        • wielki_czarownik Re: Kawa kawie nierówna 15.03.13, 17:07
          1. Sam piszesz - jeżeli mają ochotę. Myślisz, że jak starszy profesor zaprasza 20-letnią studentkę na kawę, to ona zawsze ma na to ochotę? Dla niej to strata czasu w towarzystwie osoby dla niej nieinteresującej, ale z oczywistych powodów takiemu zaproszeniu nie odmówi (a nawet jeżeli odmówi, to będzie to trudne). Pan profesor zapewne wniebowzięty - ot może sobie poflirtować (a może i coś więcej) z młodą dziewczyną. A dziewczyna? Traci czas w towarzystwie pierdziela, który zgubił kalendarz. Albo student, który zamiast spotkać się z kumplami musi tracić wieczór na półprywatne spotkanie z promotorem, które nie sprawia mu żadnej przyjemności. No ale znowu - jak odmówić?
          2. Co innego rozwijanie zainteresowań studenta - nie widzę nic złego w tym, żeby wykładowca np. stosunków międzynarodowych nie mógł porozmawiać ze studentem o sytuacji pomiędzy Turcją a Syrią, ale jeżeli mają się spotkać i rozmawiać o samochodach, to zaczyna to brzydko pachnieć.

          Z tego też powodu dla mnie zasady są proste - o sprawach naukowych tak, o sprawach nienaukowych tylko ze studentami, których się nie egzaminuje i tylko na ich prośbę. Nie ma nic bardziej żałosnego, jak mizdrzący się do znudzonej i niezainteresowanej 20 latki facet po 50.
          • Gość: siejka Re: Kawa kawie nierówna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.13, 20:28
            Dla mnie jest takie rozumowanie o tyle dziwne, że student/ka jest dorosłą osobą, i jeśli wykładowca proponuje kawę/spotkanie na mieście w celach niekoniecznie naukowych, student/ka zawsze może uprzejmie odmówić, nie narażając się na żadne represje ze strony wykładowcy. Na moim kierunku studiów (małe grupy zajęciowe, niewielka liczba wykładowców - wszyscy się znają i spędzają ze sobą siłą rzeczy dużo czasu), więc często spotykamy się z naszymi wykładowcami w pozauczelnianych okolicznościach, czy to przy kawie czy przy piwie. Czasem większym gronem, czasem tylko w kilka osób. Zdarzyło mi się również, że przykładowo, chciałam pożyczyć od mojego wykładowcy książkę, on zaproponował spotkanie na mieście przy kawie. Ani nie czułam się zobowiązana przyjść, ani specjalnie skrępowana, ani nie odczułam nachalnego, nieprzyjemnego zachowania ze strony wykładowcy.
            • Gość: pingwin Pik-Pok Re: Kawa kawie nierówna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.13, 22:04
              Nie zmienia to w niczym faktu, że może być na odwrót. Że studentka będzie czuła się krępowana, że wykładowca zastosuje wobec niej represje, że w końcu praca naukowo-dydaktyczna przeniesie się poza uczelnię a studenci zaczną samotnemu wykładowcy zastępować rodzinę (oczywiście kosztem swojego czasu).
              Opisałem przypadek mojego znajomego. On miał doświadczenia zupełnie inne, niż Ty. Od spotkań trudno się było wywinąć, wykładowca był nachalny, namolny. Ogólnie sytuacja bardzo nieprzyjemna. Dlatego też wykładowcy takich spotkań winni unikać i w żadnym wypadku ich nie proponować - szczególnie poza czasem zajęć. Chce poprowadzić seminarium w kawiarni (na swój koszt) to w porządku. Chce marnować czas studentów, poza zajęciami? Nie w porządku.
              • Gość: siejka Re: Kawa kawie nierówna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.13, 21:21
                Jasne, sęk w tym, że student/ka zawsze MOŻE odmówić. Podobnie w przypadku, kiedy takie luźne spotkania po godzinach po jakimś czasie przekształcają się w 'przykry obowiązek' i 'zastępowanie wykładowcom rodziny' - studenci mogą w każdej chwili powiedzieć "NIE", są dorosłymi ludźmi. Jeśli student/ka odmawia, a wykładowca rzeczywiście w jakiś sposób daje odczuć swoje niezadowolenie i odbija się to na ocenie pracy studenta/studentki, wtedy ma on/a prawo (a według mnie wręcz obowiązek) zgłosić takie zachowanie wykładowcy jego władzom. Natomiast jeśli nie odmawia i zgadza się na taki układ, bojąc się represji (podczas gdy nawet nie wie, czy wykładowca w jakikolwiek sposób rzeczywiście piętnowałby ją za brak 'kooperacji'), jeśli studenci nie odmawiają takich spotkań, brną w nie, wysyłając jednocześnie sygnał wykładowcy, ze pasuje im taki układ (bo skąd on niby ma wiedzieć, że może tak naprawdę studenci nie mają ochoty z nim przebywać "po godzinach", skoro nikt mu tego nie zakomunikował?), jednocześnie użalając się nad sobą, że zostali postawieni w takiej sytuacji, mamy do czynienia -moim zdaniem - z istną dziecinadą. Nie docierają do mnie także argumenty, że "ktoś się boi odmówić, bo średnia, bo stypendium" - ludzie, ile Wy macie lat?! Oczywiście, stypendium jest ważne, ale w życiu trzeba nauczyć się mówić "nie" oraz nauczyć się wyznaczać granice w komunikacji z innymi - ZWŁASZCZA w takich śliskich przypadkach, kiedy teoretycznie jedna ze stron "może sobie pozwolić na więcej" (szef-podwładny; nauczyciel-uczeń etc.)
                • wielki_czarownik Dziecko :) 19.03.13, 21:28
                  Dorośniesz to zrozumiesz, że czasami powiedzenie "nie" oznacza naprawdę spore kłopoty. W prawdziwym życiu to coś innego, niż powiedzenie "mamusiu nie chcę tej sukienki". Spróbuj no złożyć skargę np. na kierownika instytutu na niektórych wydziałach :)
                  Już nie jeden raz widziałem takiego asertywnego, którego potem koncertowo udupiono. Dlatego też tego typu spotkania winny być odgórnie zakazane.
    • tomek854 Tymczasem na świecie, do którego podobno równamy.. 15.03.13, 17:41
      Studiuję w Szkocji. Co piątek po prezentacji filmu (który jest w ramach kursu o kinematografii czeskiej, ale studenci nie robiący tego kursu też mogą przyjść) idziemy z naszym profesorem na piwo do pubu, gdzie rozmawiamy na rozmaite tematy (niekoniecznie po czesku), a czasem, o zgrozo, on stawia nam piwo (albo my jemu) - jak to w pubie.

      Co więcej zdarzyło się już tak dwa razy, że w owym pubie zastała nas straszna ulewa. Profesor przyjeżdża na uczelnię rowerem a ja, w piątek na wykład przyjeżdzałem do niedawna prosto z pracy służbową furgonetką (którą mam prawo użytkowac także prywatnie). Więc dwa razy wrzuciłem jego rower na pakę i podrzuciłem go do domu (mieszka około kilometra ode mnie).

      Co więcej, w tej chwili mam remont na klatce schodowej, gdzie trzymam rower, i musiałem go czasowo usunąć. Profesor, słysząc tą rozmowę, zaproponował, żebym go wrzucił na przechowanie do jego szopy w ogródku. Z propozycji skorzystałem.

      Z moim promotorem spotykam się 1:1, ostatnie dwa spotkania były w kawiarni przy kawie i w restauracji, gdzie wspólnie zjedlismy kolację.

      Z lektorami języka, którzy są w moim wieku, przyjaźnię się do tego stopnia, że byłem na weselu jednego z nich, a jedną z wykładowczyń uczyłem jeździć samochodem kiedy zdawała na prawo jazdy.

      Straszne zagrożenie dla uczciwości studiów, czyż nie?

      Otóż nie. Bowiem wszystkie prace są anonimizowane i oceniane nie tylko przez pracownika mojej uczelni, ale także przez anonimowego dla mnie egzaminatora zewnętrznego.

      Proste rozwiązanie, a dzięki niemu atmosfera na studiach jest znacznie bardziej przyjazna.
      • Gość: pingwin Pik-Pok Ale gdzie Rzym a gdzie Krym? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.03.13, 19:48
        Nie możesz porównywać UK z PL, bo to dwa światy. Zupełnie inna mentalność, inne zwyczaje. To, że w Szkocji system działa nie znaczy, że zadziała w Polsce. Po prostu.
        Mój kolega trafił właśnie na takiego socjalizującego się promotora. 23 grudnia, wieczór a ten zamiast się do świąt szykować, to siedział w jakimś lokalu ze swoim promotorem i udawał, że się dobrze bawi. Profesorek bez rodziny, nudziło mu się, więc studentów męczył swoją osobą. Studenci nie mieli jak odmówić i tak to się kręciło.
        Dlatego podoba mi się pogląd Czarownika. Nie ze swoimi studentami i tylko na ich wyraźną prośbę.
        • tomek854 Re: Ale gdzie Rzym a gdzie Krym? 16.03.13, 01:21
          Gdyby ktoś z zewnątrz kontrolował pracę owego promotora, to nikt by na to jego spotkanie nie przyszedł...
          • sverir Re: Ale gdzie Rzym a gdzie Krym? 16.03.13, 09:52
            > Gdyby ktoś z zewnątrz kontrolował pracę owego promotora, to nikt by na to jego spotkanie nie
            > przyszedł...

            Na pewno ktoś by przyszedł. Nawet jeżeli oceniają dwie osoby, to fajnie mieć po swojej stronie przynajmniej jedną z nich, nieprawdaż?

            Przy okazji - kto kontroluje kontrolującego?
            • tomek854 Re: Ale gdzie Rzym a gdzie Krym? 16.03.13, 20:06
              sverir napisał:

              > Na pewno ktoś by przyszedł. Nawet jeżeli oceniają dwie osoby, to fajnie mieć po
              > swojej stronie przynajmniej jedną z nich, nieprawdaż?

              A po co? Ocena zewnętrznego egzaminatora jest wiążąca, a wewnętrzny też nie wie kim on jest.

              > Przy okazji - kto kontroluje kontrolującego?

              Są tam jakieś losowe kotrole, kiedyś jeden z moich esejów wrócił do mnie oceniony przez trzy osoby.
              • sverir Re: Ale gdzie Rzym a gdzie Krym? 17.03.13, 00:03
                > A po co? Ocena zewnętrznego egzaminatora jest wiążąca, a wewnętrzny też nie wie kim on
                > jest.

                Znaczy się promotor nie ma nic do powiedzenia przy ocenie pracy?

                > Są tam jakieś losowe kotrole, kiedyś jeden z moich esejów wrócił do mnie ocenio
                > ny przez trzy osoby.

                A ich też ktoś kontroluje?
                • tomek854 Re: Ale gdzie Rzym a gdzie Krym? 17.03.13, 19:59
                  sverir napisał:

                  > Znaczy się promotor nie ma nic do powiedzenia przy ocenie pracy?

                  Ocena pracy mojego instutytutu powstaje pierwsza i musi być zatwierdzona przez egzaminatora zewnętrznego. Ponieważ zwykle oceny są miarodajne, zwykle jest to formalność i przyklepanie istniejącej, ale gdy tylko ktos kogoś by faworyzował, zaraz by to zostało skorygowane.

                  Przy okazji, taki system oceniania owocuje tym, że oceny z różnych uniwersytetów są warte mniej wiecej tyle samo, czego nie można powiedzieć o Polsce.

                  > A ich też ktoś kontroluje?

                  System wzajemnego kontrolowania anonimowych prac ocenianych przez anonimowych egzaminatorów zapewnia wzajemną kontrolę.
                  • sverir Re: Ale gdzie Rzym a gdzie Krym? 18.03.13, 08:24
                    > Ocena pracy mojego instutytutu powstaje pierwsza i musi być zatwierdzona przez
                    > egzaminatora zewnętrznego.

                    Czyli jednak może być tak, że komuś będzie zależało na lepszym wrażeniu u promotora. Ale spokojnie, nie staram się podważyć tego, co piszesz, tylko rozważam nasze polskie rozwiązania.
                    • tomek854 Re: Ale gdzie Rzym a gdzie Krym? 18.03.13, 17:04
                      Może, ale po co, skoro niesprawiedliwie oceniona praca będzie wyłowiona przez kontrolę?
        • franek31 Re: Ale gdzie Rzym a gdzie Krym? 16.03.13, 19:33
          Gość portalu: pingwin Pik-Pok napisał(a):

          > Nie możesz porównywać UK z PL, bo to dwa światy. Zupełnie inna mentalność, inne
          > zwyczaje.

          Ba, ale ja widziałem coś podobnego także na Uniwersytecie Karola w Pradze. Czy to też dwa zupełnie różne światy? Ale w takim razie ten nasz świat to ten kompletnie buracki.
    • Gość: opinia Bez znieczulenia. IP: 89.204.154.* 16.03.13, 07:15
      Kadra naukowa uczelni jest takim srodowiskiem, ktorego prywatne kontakty personalne
      z srodowiskiem studentow ograniczone powinny byc do niezbednego minimum,
      poniewaz zasadnicza rola kadry naukowej jest realizacja procesu dydaktycznego,
      a nie gry i zabawy z czasem mocno przebiegla smarkateria, tuz po osiagnieciu pelnoletinosci.


      Sport, gry zespolowe, wycieczki w teren (geolodzy robia to czesto) - to wszystko ma charakter zbiorowy, gdzie sytuacje tête-à-tête sa z gory wykluczone (powinny byc).

      Jesli zatem do takich sytuacji dochodzi pomiedzy ludzmi doroslymi, to oni sa
      za to w 100% odpowiedzialni, a kazda z tych stron musi sobie zdawac sprawe z tego,
      ze fakt ten moze zostac albo negatywnie oceniony przez oba srodowiska,
      albo skonczy sie on skandalem, albo posmiewiskiem, albo tez nawet sadowym
      procesem.

      Jesli wiec ktokolwiek ludzi sie, ze "jakos to bedzie" to daje swiadectwo
      wlasnej glupocie i tylko glupocie.

      Pomijam sytuacje skrajne, bo takie zawsze sie gdzies, kiedys zdarza.

      • Gość: anty-tabu Bez hipokryzji i konserwatywnego tabu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.13, 09:38
        Represyjność i konserwatyzm tych, którzy chcą sprowadzić ludzi do roli funkcjonariuszy "systemu edukacyjnego" przeraża mnie. Jak ktoś chce być jednowymiarowym odtwórcą swojej jednej roli związanej z zarabianiem pieniędzy to jego sprawa, ale niech nie zmusza innych do tego samego. Jak ktoś dostrzega w innych osobach również inne wymiary życia (i pojawia się z tego powodu koleżeństwo, przyjaźń a może coś więcej), to co w tym złego? A ilu szczęśliwych profesorów ma za żony swoje byłe studentki? I czy to jakaś zbrodnia? Nie.
        • Gość: opinia To co napisalem z hipokryzja nie ma nic wspolnego. IP: 89.204.138.* 16.03.13, 10:36
          Bylo to rzeczowe skomentowanie sytuacji, ktore moga prowadzic do roznych konsekwencji.

          Jesli ktos w takie sytuacje swiadomie wchodzi, to i musi sie liczyc z tym, ze te konsekwencje
          wyladuja mu ktoregos dnia na jego wlasnym lbie.

          Nie bylo tam zadnego wartossciowania ani moralizowania.
          Nie bylo mowy o "szczesciu profesora ze studentka/studentem" (nieistotne).
          Nie bylo mowy o przyjazniach.
          Byla mowa o tym, ze sytuacja konczy sie zwykle posmiewiskiem, skandalem, sadem,
          w skrajnym przypadku wiezieniem.

          Wszelkie cechy hipokryzji ma natomiast Twoj komentarz.

          Nie chrzan, ze studentka marzy o facecie zazywajacym tabletki co dwie godziny.
          W to wierza tylko czytelniczki zidiocialych kolorowych tabloidow.
          Jesli nalezysz do nich wlasnie, to i tak nie mamy o czym rozmawiac.
      • Gość: zosia Re: Bez znieczulenia. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.03.13, 09:42
        Skąd się bierze tylu moralistów? Skądinąd jest to zjawisko budujące. Dzięki temu jestesmy krajem uczciwych i życzliwych ludzi, wolnym od korupcji, bezpiecznym, cieszącym się powszechnym szacunkiem z uwagi na katolicki i narodowy etos. Mamy wspaniałą, moralną administrację, policję, sądy, wojsko, media, biznes, sferę usług publicznych. Mamy dziewczyny czyste i młodzianków niewinnych. I tylko Ci profesorowie... Fuj! Poprawcie się! Oj, więcej Hartmanów by się przydało, żeby gromić i napominać! A może jakies prowokacje dziennikarskie lub policyjne, żeby wyplenić zarazę?
        • Gość: opinia Bez rozumu... IP: 89.204.138.* 16.03.13, 10:44
          Nie sa potrzebni moralisci, ani hartmanowie.

          Jesli ktos we wlasnym lbie nie ma dosc rozumu, to niech sie potem nie dziwie,
          ze stal sie posmiewiskiem srodowiska.

          Najciekawsze jest to, ze srodowisko to smieje sie tylko z tych, ktorzy akurat
          mieli pecha i podpadli. Samo srodowisko po cichu robi podobnie liczac na to,
          ze zajac, ktory wlasnie zostal upolowany, pojdzie na tlusty pasztet, a im samy sie uda.

          Zajace tak juz maja.
          To nie sa najinteligentniejsze zwierzatka.
    • agata.sepl Ja, przestępca, ze studentami na kawie. Co woln... 16.03.13, 12:26
      "... czy tylko (...)stać przed klasą (jak belfrzy z szkołach) i gadać bez końca." -
      - w imieniu własnym bardzo dziękuję za tak pochlebną opinię. Taka wypowiedź z ust profesora na pewno przyczyni się do poprawy wizerunku zawodu nauczyciela. Dziękuję:/


    • radeberger Re: Ja, przestępca, ze studentami na kawie. Co wo 16.03.13, 12:49
      Kto jak kto, ale akurat Bachmann powinien znać znaczenie zaproszenia na kawę. W jego rodzimym kraju zaproszenie kobiety na kawę znaczy tyle co zaproszenie jej na sex.

      Tak tylko piszę..
      • Gość: zosia Re: Ja, przestępca, ze studentami na kawie. Co wo IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.03.13, 20:12
        To ja proponuję, żeby w ogóle wykluczyć kontakty studentek z profesorami. Od czego w końcu jest e-learning i inne formy zdalnego nauczania. Nie będzie pokusy - nie będzie przestępstwa. A w ogóle profesorowie to starzy brzydale i dlaczego mamy na nich patrzeć? Niech spadają nam z oczu, paskudy sprosne!
        • Gość: opinia Zosia (...samosia... ) IP: 89.204.130.* 16.03.13, 21:03
          A panie "profesorki" - jakie sa albo beda ...?

          Czy beda takie jak Ty bedziesz za lat kilkanascie?

          (tzn. stare paskudy sprosne, po kilku plastycznych operacjach, z nadmuchanymi botoxem czeciami fizjonomii, napakowane idiotyzmem kolorowych czasopism i tandeta
          reklam kosmetykow na zmarszczki, usuwajacych 78,25% zmarszczek? )

          Widzisz, Zosiu - zycie plata rozne figle, Ty nie jestes z tego obszaru wykluczona.

          Kto rozumu za mlodu nie nabedzie (jesli wrodzonego brakuje), niech wie, ze
          potem bedzie jeszcze trudniej, o ile w ogole bedzie.

          PS
          Jedyna "pokusa" jest latwe zaliczenie profesora lub egzaminu, albo obu tych opcji razem,
          byle wpis byl w indeksie, czego Ci serdecznie zycze (wpisu).

          No i popatrz w lustereczko...i zacytuj pewna czarownice, ktora lubila ze swoim lustereczkiem
          rozmawiac....



          • Gość: zosia Re: Zosia (...samosia... ) IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 17.03.13, 08:58
            Ja jestem młoda i sliczna. I taką pozostanę. A profesorki nie molestują studentów i nie wykorzystują ich potencjału (potencji?) w celach seksualnych. Ja przynajmniej nie słyszałam, żeby którys się skarżył. A Bachman mi się podoba jako mężczyzna. Szkoda, że Niemiec. Wanda nie chciała Niemca i my też nie chcemy. Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz! - jak mówi wielka poetka Maria Konopnicka. Nie będzie też nas pouczał i germanił. Pamięta Pan Cedynię, Psie Pole, Płowce czy Grunwald zwłaszcza? Tak to się kończy.
            • Gość: opinia To dobrze, to dobrze, Zosiu.... IP: 89.204.137.* 17.03.13, 10:15
              Ciesze sie, ze jestes sliczna, a z pozostalej tresci wynika, ze bardzo bys chciala
              zdobyc zaliczenie u Pana Profesora, niestety etniczne kryteria sa w tym przypadku
              powazne i nie ma on u Ciebie szans.

              Jesli jestes tak sliczna (nie mam powodu, aby Ci nie wierzyc), to w zasadzie wiedza i inteligencja nie sa juz potrzebne do osiagniecia sukcesu i zrobienia kariery.
              Wiec zaliczeniami indeksowymi nie musisz sie przejmowac, natomiast tymi "innym"
              jak najbardziej.

              Nie skacz do Odry, Boze bron, z tego powodu tak jak ta glupia Wanda, ( ona miala
              do dyspozycji inna rzeczke). Ponadto w Odrze plynie bardzo zimna woda, nie wspominajac juz
              o jej czystosci, wiec skok do takiej wody to nic przyjemnego.

              W kazdym razie - zawsze mozesz wyjsc np. za Rosjanina, a powiem Ci, ze w Moskwie
              jest zarejestrowanych wiecej Rolls Royce'ow i Bentleyow niz w calej Europie zachodniej.
              Juz to jest pewna atrakcja.

              A Pan prof. Bachmann napewno Benteyem nie jezdzi - sadze, ze on korzysta z komunikacji
              miejskiej, jak wielu racjonalnie myslacych Niemcow.

              Wiec, Zosiu, glowa do gory (piers tez, a co tam, jestes sliczna) !!!
              • Gość: zosia Re: To dobrze, to dobrze, Zosiu.... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 17.03.13, 20:16
                Za Rosjanina nie wyjdę. Bachman ni się podoba i już. Do Odry jednak skakać nie będę.Nie chcę pięknych samochodów. Chcę profesora, ale niech się wreszcie spolonizuje, jak Jagiełło, który z dzikich lasów wyszedł na krakowską stolicę. Ostatecznie mogę być Jadwigą, a nie Zosią. KLaus, Mikołaju, zapros mnie na kawę.
                • nazimno Ooooo bedzie dramat... 17.03.13, 21:38
                  Zawsze mozesz wskoczyc do fontanny.
                  (zamiast kubla zimnej wody na glowe)
                  • Gość: zosia Re: Ooooo bedzie dramat... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 18.03.13, 08:25
                    Fontanna zamarzła. Zresztą nie lubię się moczyć w zimnej wodzie. Już wolę żeby pohańbił mnie Niemiec. Trudno, taki los dziewczyn.
                    • Gość: opinia Sprzecznosc totalna. IP: 89.204.135.* 18.03.13, 08:45
                      Albo "wole" albo "pohanbil" - musisz sie na cos zdecydowac.

                      PS
                      Poczekaj jeszcze 2 tygodnie, lod bedzie tajal.
                      Tylko nie skacz tam, gdzie jest ta polamana kratka w fontannie.
                      • Gość: zosia Re: Sprzecznosc totalna. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 18.03.13, 15:36
                        No dobra, wybieram hańbę. Wolę hańbę niż zimną wodę. Zresztą polskie księżniczki nagminnie kojarzono z władcami państewek Rzeszy. Nie będę pierwsza ani ostatnia. Mogę isć na tę kawę.
    • Gość: ns Re: Ja, przestępca, ze studentami na kawie. Co wo IP: *.w90-60.abo.wanadoo.fr 17.03.13, 10:02
      tnij.com/jVyKu WOW
      tnij.com/jVyKu WOW
      tnij.com/jVyKu WOW

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka