Dodaj do ulubionych

Ożywienie WFF

IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.12.04, 14:51
Dziś w papierowym wydaniu Słowa Polskiego GWr. jest bardzo ciekawy artykół o
pojawieniu się firmy zainteresowanej Wrocławskieą Wytwórnią Filmów
Fabularnych.Brytyjska spółka (nie pamiętam nazwy ale ponoć ma na kocie bardzo
poważne produkcje m.in. "Gwiezdne wojny") planuje najpierw wynająć hale WFF
na 2 lata, apotem wykupić na własność i stworzyć we Wrocławiu filię w której
kręcone byłyby filmy fabulare, teledyski itp. Inicjatorem tego
przedsięwziecia jest Wrocławianin, bodajże reżyser od lat zwiazany z
brytyjską wytwórnią. Zarówno Dutkiewicz jak i minister kultury - obecny
właściciel WFF, wyrazili zainteresowanie. Ponoć niedługo mają odbyć się
negocjacje w tej sprawie. Tyle zapamietałem :)
Pzdr
Obserwuj wątek
          • Gość: & Re: Ożywienie WFF IP: *.ip.WRO.Korbank.PL 29.12.04, 10:32
            Moje małe Hollywood

            Poniedziałek, 27 grudnia 2004r.

            - Wrocławska wytwórnia to marzenie, które zaczyna się spełniać - mówi Bartosz
            Raiński, 29-letni filmowiec

            Jako 17-latek wyjechał z Wrocławia do USA. W Nowym Jorku studiował reżyserię w
            szkole, w której wykładają m.in. Spike Lee i Oliver Stone. W Polsce chciałby
            nakręcić fabułę. Chce też, żeby kino wróciło do wrocławskiej Wytwórni Filmów
            Fabularnych.

            O planach Westwood Film, firmy, której współpracownikiem jest Bartosz Raiński,
            pisaliśmy dwa tygodnie temu. Brytyjczycy chcą wynająć budynki WFF przy ul.
            Wystawowej na trzy lata, a potem je kupić. Jeśli do tego dojdzie, we Wrocławiu
            powstanie profesjonalne studio filmowe na światowym poziomie, a korytarze
            wytwórni znów zaczną tętnić życiem.
            Bartosz Raiński urodził się w Krakowie. Jego mama pracowała w Państwowym
            Przedsiębiorstwie Rozpowszechniania Filmów, więc kinem nasiąkał od kołyski.
            Całe dnie spędzał w sali kinowej. Po przeprowadzce do Wrocławia trafił do I LO,
            do eksperymentalnej klasy o profilu reżyserii filmowej. Wtedy po raz pierwszy
            otarł się o wytwórnię. Trafił na plan "Kobiety na wojnie".
            - To było miejsce, w którym dużo się działo - wspomina. - Moim marzeniem było
            to, żeby kiedyś tu pracować.
            Rok przed maturą Raiński wyjechał do USA. - Wcale tego nie chciałem - opowiada
            dziś. - To był bardzo dobry okres w moim życiu, miałem 17 lat i mnóstwo
            przyjaciół. Dziś myślę, że dobrze się stało - dzięki temu skończyłem wymarzoną
            akademię filmową.
            Studia z de Niro
            Na początku pracował jako kelner i goniec, jednocześnie studiując fotografię.
            Wkrótce udało mu się nawiązać współpracę z japońską firmą produkującą reklamy: -
            Robiłem tam wszystko, przeszedłem przez każdy departament - mówi.
            Studiując na wydziale operatorskim nowojorskiego uniwersytetu zrealizował
            etiudę, która wygrała międzynarodowy festiwal w Rzymie. "Taken" to 7-minutowy
            film bez dialogów, historia o miłości, samodzielnie wyprodukowana,
            wyreżyserowana i zmontowana. Dzięki niemu dostał się też na wydział reżyserii
            School of Visual Art na Manhattanie. Wśród wykładowców wymienia Spike'a Lee i
            Olivera Stone'a, jednak ze szczególnym szacunkiem mówi o Votechu Jasnym,
            czeskim filmowcu, który uczył m.in. Milosza Formana.
            Raiński był też stypendystą Acors Studio, gdzie obserwował warsztaty z udziałem
            takich gwiazd, jak Harvey Keitel, Sean Penn czy Robert de Niro.
            Do Polski wrócił ze względu na przyjaciół, z którymi chciałby realizować filmy
            (współpracuje z grupą Moustache Filmnacja). - Tematów w Polsce jest dużo -
            podkreśla. - Chcę tu nakręcić współczesną historię o zagubionych wartościach.
            Konkurencja dla Barrandova
            Współpracę z Westwood Film nawiązał jeszcze w USA, na planie reklamy telefonii
            komórkowej, gdzie był asystentem reżysera. - Potem zaprosili mnie do Anglii -
            opowiada. - Współpracujemy od pięciu lat. Jeden z naszych planów to wrocławska
            wytwórnia. Fajnie by było, gdyby to miejsce mogło na nowo zaistnieć. Moi
            partnerzy są odważni, chcą zainwestować.
            Brytyjczycy byli zainteresowani kupnem studia filmowego w Europie Wschodniej,
            wyposażaniem go i przekształceniem w prężnie działającą firmę. Bartosz Raiński
            zasugerował im Wrocław. Przyjechali tu w lutym b.r., obejrzeli WFF i chcieli ją
            natychmiast kupić. Okazało się jednak, że prywatyzacja (wytwórnia jest
            własnością Ministerstwa Kultury) jest skomplikowaną sprawą. Zanim dojdzie do
            podpisania umowy, może upłynąć kilka miesięcy.
            - Jeżeli nam się uda, za parę lat czeski Barrandov (potężne studio filmowe w
            Pradze - red.) może mieć poważnego konkurenta - mówi Raiński.

            Magda Piekarska - Słowo Polskie Gazeta Wrocławska

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka