szopa noworoczna

30.12.04, 16:19
Szopka uniwersalna

Miejsce akcji: Rzecz dzieje się w Mieście i jego okolicach gdzieś w Polsce.
Czas: Bliżej nieokreślony, ale gdzieś na początku XX1 wieku.
Osoby:

Frajer - który czytał niewłaściwe książki m.in. Kanta i Kotarbińskiego.

Matoł Wielki - który żadnej książki nie przeczytał w całości, ale czytał
tytuły i słownik
wyrazów obcych.

Wyborcy Matoła Wielkiego - też niczego nie czytali, bardzo zręcznie cytują
teksty klasyków,
a na co dzień czytają krótkie wiadomości tekstowe w pismach brukowych i
kobiecych.

Dobrze Ustawiony Patron Analfabetów - ten przeczytał 4 książki, ale umie o
nich gadać. Jest
o pół gówna lepszy niż Matoł Wielki. Jest też znakomitym liżydupą i
pozorantem.

Przebierańcy w Czerwonych Portkach - ludzie obrotowi, co to siedząc nad
nadbudowie
trzymają w swych rękach władze, tfuu... pomyliło mi się - bazę. Wiele nie
czytali i boją się,
że motłoch im to wytknie.

Męty w Portkach Czarnych i Kolorowych - zawistni naśladowcy przebierańców,
starają się
jak mogą, aby im dorównać. Czytelnictwo - podobnie jak M.P.C.K.

Obcy - naprawiacz świata, ale głównie własnej kieszeni. Bardzo zręcznie gada
o wartościach
etycznych. Głównie ich braku u innych. O swoich nie wspomina, bo ma o sobie
bardzo dobre
zdanie. Oczytany w literaturze o grach i gierkach społecznych. Z gęby co
chwila wyskakują
mu slogany o uczciwości i naprawie świata. Zawsze wie o co jest dobre a co
złe.

Bardzo Autonomiczny Nowy Dostojny Autorytet - postać bliżej nieznana,
prawdopodobnie
zbiorowa, do której wszyscy poza Frajerem i biernymi tubylcami się umizgują.
Każdy
chciałby być Bardzo Autonomicznym Nowym Dostojnym Autorytetem.

SZanowane Moralne Autorytety TYpowe - grupa typowych autorytetów średniego
szczebla.
Przeczytane dokładnie to co trzeba (czego nie trzeba nie czytała albo
zapomniała) i zawsze
wie jak się odezwać.

Lokalny Elokwentny Wielki Uczony Szuler - największy (według siebie) uczony
we
wszechświecie. Zna jednak swoje miejsce i uczoność okazuje tylko biernym
tubylcom.
Innych chętnie cytuje. Chodzi z podręczną pompką i dba o to by zawsze być
właściwie
nadętym (jak trzeba dopompowuje się pompką).

Popularne Tanie Autorytety Kupione - wykorzystywane przez D.U.P.A. jako
proteza mózgu. Na pewno nie są to orły, ale chętnie się za takich podają.
Żywią się głownie padliną układów.


Tłum biernych tubylców - grupa ciężko pracujących (albo w ogóle nie
pracujących, bo nie
ma dla nich roboty) osobników nie widząca nadziei na poprawę ani możliwość
wpływania na
cokolwiek. Zachowała jednak sporo poczucia przyzwoitości.

Chór Klakierów - specjalnie wybrane przydupasy Dobrze Ustawionego Patrona
Analfabetów.
W grupie tej pojawiają się od czasu do czasu Matoł Wielki i Lokalny
Elokwentny Wielki
Uczony Szuler. Bywa tez Obcy, ale wypowiada się bardzo ostrożnie, musi dbać o
opinię, a pokazywanie się w tym towarzystwie nie jest dobrze widziane. Grupa
klakierów czyta głównie bełkot swego patrona.

Anioł Stróż - jedyna pozytywna postać szopki. Stale zafrasowany, bo głupota
Frajera zapędza
go ciągle w trudne sytuacje, ale jak to anioł daje sobie z nim radę.

Niżej podajemy scenariusz, muzykę i libretto naszej szopki. Czytelnik łaskawy
proszony jest
o samodzielne dobranie obsady poszczególnych ról. Można przypuszczać, że
obsada zmieniać
się będzie w zależności od miejsca i czasu do których libretto odnieść zechce
reżyser szopki -
mający poczucie humoru Forumowicz. Szczególnie udana obsada premiowana będzie
nagrodą;
Polskim Oskar(d)em, wieńcem z liści osiki i tytułem Zasłużonego Ludowego
Reżysera
Akademii Pierwszostyczniowych.

Miłej zabawy

Post Scriptum1 Przedstawione w Szopce postacie nie mają oczywiście, jakże by
inaczej,
żadnych rzeczywistych odpowiedników. Są to postacie całkowicie urojone,
powstałe w
chorym jeszcze umyśle faceta, który nie zdążył dobrze po Świętach
wytrzeźwieć. Jest zatem
oczywiście, niewątpliwie, całkowicie zrozumiałe, że wszelkie skojarzenia z
jakimkolwiek
żyjącymi postaciami lub grupami postaci mogą być jedynie całkowicie
przypadkowe i
czynione na wyłączną odpowiedzialność kojarzących. Autor Szopki nie poczuwa
się do
żadnej odpowiedzialności z tego tytułu. Aby właściwie odczytać intencje
autora Szopki
należy przed przeczytaniem odświeżyć umysł dwoma, a w przypadkach szczególnie
ciężkich,
trzema kieliszkami brandy (koniak też może być).

PostScriptum2. Autor przeprasza bardzo wszystkich, których mógł w jakikolwiek
sposób
urazić doborem tekstów do znanych, lubianych i szanowanych melodii.

(C) Copyright Żadne prawa autorskie nie są zastrzeżone. Rozpowszechnianie
zarówno w częściach jak i
w całości wskazane. Przed rozpowszechnieniem w częściach należy wypić jeden
kieliszek
dowolnego trunku (wedle uznania) za zdrowie autora. Rozpowszechnianie w
całości jest
całkowicie darmowe.

Prolog
Ciemna noc. Dziurawą i pełną kolein polską drogą jedzie sprowadzony z Reichu
grat. Za
kierownicą siedzi Frajer, a z tyłu przysnął jego Anioł Stróż. Frajer
podśpiewuje cicho (na
melodię "Hej, idę w las, piórko mi se migoce"):

Jady bez las
światło mi se migoce
zdążyć na czas
choć tu wszystko klekoce

Samochód wpada w dziurę, Anioł budzi się i pyta (na melodie "A dokąd idziesz
czarny
baranie. "):

Anioł _Stróż: A dokąd jedziesz, głupi baranie
Frajer: Do Miasta, do Miasta mój miły Panie
Anioł_Stróż: Ale tam śmierdzi, głupi baranie
Frajer: Mam katar, mam katar, mój miły Panie

Samochód wpada w drugą dziurę i rozsypuje się na kawałki. Potłuczony frajer
gramoli się
z trudem i idzie dalej w tym samym kierunku. Zdenerwowany Anioł_Stróż pyta:

Anioł_Stróż:. Jak tam dojedziesz głupi baranie
Frajer: Piechotą, piechotą mój miły Panie

Idą piechotą. Smród staje się coraz większy. Anioł Stróż nie wytrzymuje:

Anioł_Stróż: Ja już nie mogę, głupi baranie
Frajer: Sam póde, sam póde mój miły Panie

Anioł_Stróż: A leźże sobie głupi baranie!

Kopie Frajera w tyłek. Frajer leci w powietrzu i śpiewa:

Frajer: Dziękuję, dziękuję mój miły Panie

Akt pierwszy
Po krótkim locie Frajer ląduje na rynku. Nadchodzi Matoł równie Wielki, co
głupi. Matoł
minę ma poważną, ubrany jest w garnitur i buty z których wystaje mu słoma. W
kieszeni
eleganckiego garnituru trzyma widelec, bo ktoś mu powiedział, że tak właśnie
wyglądają
ludzie z klasy, do której się ostatnio przeniósł. Z drugiej kieszeni zwisa
schowany
niedostatecznie dokładnie, czerwony, ZMS-owski krawat, o którym Matoł Wielki
chciałby
zapomnieć. Myśląc, ze tak w nowej klasie trzeba gadać MW poważnym głosem
prawi (prawdę mówiąc to tylko bełkoce, ale jest przekonany, ze mówi mądrości,
bo słyszał te słowa w różnych ważnych ustach):

Ujmując systemowo adekwatni towarzysze,
Pardon, szanowni Państwo, wicie, rozumicie
Jest to brzegowa zmiana danych analiza
Jak też widać nausznie zewnętrzna siurpryza.

Syntetyczną metodą to analizując
I poetycznie cicho dupą powarkując
Dochodzim z trudem wielkim do tego odkrycia,
Że nasza stara dupa to na Śląsku rzycia.
A biorąc razem w lupę to ogromne wszystko
Należy mi się za to jakieś stanowisko.

Grupka Mętnych Jegomościów mająca dokonać wyboru zatacza się i śpiewa (na
melodię
"Hej, posadzili Bace na kamini kupe ...")

Hej posadzimy gupka
A na stanowisko
Hey mała nasa kupka
Załotwi nom sysko

Ucieszony Matoł Wielki odśpiewuje (na melodię "My pierwsza Brygada, ..."):

Wy moja brygada
Cwaniaczków gromada
A ja jestem swój chłop
układy mam hop, hop, hop, hop.

Frajer (przypomniały mu się szkolne lektury)

Ciemno wszędzie, głupio wszędzie
Gorzej chyba już nie będzie
Niech na stołek bałwan wchodzi
Mnie to wszystko nie obchodzi.
    • frajer001 Re: szopa noworoczna 30.12.04, 16:20
      Matoł Wielki wchodzi na stołek. Wyborcy Matoła Wielkiego podsłuchali co Frajer
      mówił (mają w podsłuchiwaniu wprawę) i
      odszczekują (na melodię piosenki rajdowej "A nam jest wszystko jedno, my cały
      mamy świat
      .."):

      A nam jest wszystko jedno
      Bo forsą stoi świat
      Z ferajną naszą wredną
      on zuch i chwat.

      Zbliża się Dobrze Ustawiony Patron Analfabetów. Myśląc, że jest sam podśpiewuje
      wesoło
      (na melodię "Krakowiaczek Ci ja, .."):

      Hej, a cwaniaczek Ci ja, To się wychylam
      i wszelkie konkrety, z daleka omijam.
      Jestem elastyczny, zawsze wiem gdzie skoczyć
      aby ciągle z prądem, umieć się potoczyć.
      Zamiast coś podpisać, chciałbym tylko gadać
      Odpowiedzialności mogę kazać spadać
      Pisma przekazuje dzisiaj do Anasza
      Anasz jutro wyśle pismo do Kajfasza
      W ten to sposób prosty, ja zawsze niewinny
      Jakby cos się działo, to odpowie inny
      Gdy wszyscy czerwoni, Ja tylko różowy
      Jak dokoła czarno, Jam nie kolorowy

      Z za rogu wychodzi Frajer i pyta

      A jaki?

      D.U.P.A natychmiast zwalnia, przybiera minę umęczonego oraz poświęcającego się
      dla ludu (i swoich przydupasów)
      mentora i idąc statecznym krokiem, ubrany w roboczy (bardzo starannie dobrany
      aby i
      majestat podkreślić i pokazać tubylcom jak się dla nich zapracowuje) garnitur
      śpiewa (na
      melodię "Piechota, ta szara piechota ..")

      Ja jestem dziś skromny
      I szary mój strój
      Choć pragnę i sławy i złota
      Ja w dalszym szeregu wyruszam na bój
      A w pierwszym niech idzie hołota
      Scypionów nie trzeba, Kunktator nasz wzór
      A mury trza wznosić, nie burzyć
      Co powiem klakierów pochwali mnie chór
      A krnąbrnych potrafię wykurzyć.

      Upewniwszy się, że wszyscy już wiedzą jaki on pracowity (po nocach biedaczek
      zasuwa) przebiera się D.U.P.A. szybko w strój sportowy aby pokazać, że On taki
      bardziej współczesny i od sportów (szczególnie tych, co to wypada) nie stroni.
      Idąc zauważa okazję, bo grupa innych frajerów podnosi jakiś sztandar z
      sensownymi (na pozór przynajmniej) hasłami. D.U.P.A. robi szybko kopię
      sztandaru, podnosi ją jeszcze wyżej niż oryginał i śpiewa (na melodię starej
      polskiej pieśni - według D.U.P.a. oczywiście - "Myśmy przyszłością Narodu,
      pierś nasza pełna jest sił,...")

      Myśmy som solą tej ziemi
      Na nas głosować ma lud
      Bo my łapami naszemi
      Wydrapiem wszelki tu brud

      Z bocznej ulicy wychodzą Brud z Syfem. D.U.P.A. bierze ich pod ręce i idą teraz
      razem. Frajer dziwuje się, ale idzie za D.U.P.Ą. Robi się coraz mętniej. Mgła,
      z nieba kapie mocz i łajno. Z bocznej
      uliczki wychodzi zorganizowana grupa na czarno ubranych facetów, którym spod
      krótkich
      marynarek widać poszarpane czerwone portki. Twarze skrywane lub wykrzywione
      tak, że
      trudno je rozpoznać. Frajer patrzy i wydaje mu się, że niektórych skądś zna.
      Rozpoznaje kilku
      wyborców Matoła Wielkiego (wszyscy śpiewają na melodię "Spoza gór i rzek,
      wyszliśmy na
      brzeg,. ...").

      Spoza gówna rzek
      Wyszli my na brzeg
      A stąd niedaleko już
      do kasiory gdzie stoi głupi stróż

      No i chcieli nas
      Taki to był czas

      Stróż nam forsę dał
      Potem jeszcze chciał

      Byśmy wspierali go
      Gdyby przeszkadzał jemu kto.

      Do grupy facetów w czerwonych portkach dołączają męty w portkach czarnych i
      kolorowych.
      Grupa się powiększa. Idą całą szerokością jezdni i śpiewają potężnymi z
      przepicia głosami
      (na melodię "Płynie, płynie Oka, jak Wisła szeroka, ..." tj. refren Marszu
      Pierwszego
      Korpusu) .

      Płynie, płynie wóda
      Może nam się uda
      Kolorki zmienić znów
      Płynie, płynie wóda
      A jak się nie uda
      W łeb zbierze ten i ów.

      Z kolejnej ulicy wyskakuje Obcy. Obcy jest wycwanionym populistą i udaje, że ma
      zamiar
      usunąć z miasta smród. Śmiało wskazuje mało ważne przekręty i kopie lokalnych
      cwaniaczków, którym ktoś inny już dołożył. Rozgląda się za prawdziwymi
      draniami. Śpiewa
      (na melodię Warszawianki "Hej, kto Polak na bagnety, ...")

      Hej, kto z Miasta za mną bieżyć
      Żyj nadziejo moja, żyj
      Każdy musi mi uwierzyć
      Chociażby na krzywy ryj.
      Ja tu wszystkim pokieruję
      I pokażę jak ma być
      Jeśli nawet coś popsują
      To uczciwie będziem żyć

      Obcy dostrzega D.U.P.A. Podejrzewając, że jest to jeden z członków
      rzeczywistego Zarządu
      Miasta (Obcy jest bystrzak) lekko go podszczypuje. D.U.P.A. reaguje właściwie i
      po chwili są
      kumplami. Śpiewają teraz razem (na melodię "Morze, nasze, morze. Wiernie ciebie
      będziem
      strzec. ...")

      Żadna siła, żadna burza
      Nie odbierze władzy nam
      Nasza grupa, choć nieduża
      Dzielnie strzeże banku bram
      Forsa, nasza forsa, dzielnie Ciebie będziem strzec.
      Mamy zamiar Cię utrzymać,
      Albo za cię z honorem lec.

      Frajer zbaraniał jeszcze bardziej i mówi do Obcego:

      Ale ten honor z forsą się kłóci

      Obcy przygotowany na takie pytania śpiewa natychmiast (na melodię Yankee
      Doodle "My Bonie is over the
      Ocean. My Bonie is over the see. ...")

      My honour is over my Warsaw
      My honour is near the see (tu może tez być "far from the see" jesli Obcy jest z
      południa)
      My honour is over my Warsaw
      Don't come back my honour to me.

      Frajer, jak to frajer, nie kapuje dlaczego Obcy nie chce swego honoru mieć
      blisko siebie i pyta

      Why?

      Okazuje się, że Obcy nie gada po angielsku i nie wie o co chodzi, a początek
      wyrazu
      skojarzył z łajnem.. Frajer ma taką minę jakby go bolał ząb. Obcy już miał dać
      Frajerowi w
      pysk, ale dostrzega jego głupią minę i myśląc, ze boli Frajera ząb pyta:

      Obcy: Co za łaj? Czy coś Cię boli?

      Frajer: Nie, ja pytam dlaczego ten honor nie ma wracać.

      Obcy: A to co za pacan? O co jemu chodzi?

      Frajer myśląc, że żartują z jego angielszczyzny pyta po polsku

      Mnie o ten angielski się właśnie rozchodzi.

      Obcy oburzony na głupotę frajera, który nie kapuje, że honor przeszkadza w
      interesach

      Chodzi ci o piosenkę? Umiem ją na blachę

      Frajer dopiero teraz załapał, że Obcy nie zna angielskiego i powtarza piosenkę
      nie rozumiejąc
      ani słowa. Chce się założyć o butelkę wódki (chciał początkowo szampana, ale
      zorientował
      się, że go wyśmieją), że Obcy nie wie co mówi.

      Ale czy ją rozumiesz? Postawię Ci flachę ...

      Obcy nie pojmuje głupoty Frajera

      Obcy: A to głupek jakiś, idziem do kompanii.

      Obcy wkurzony namolnością Frajera całuje nogi D.U.P.A. poczym wstaje i idzie
      trzy kroki za
      nim. Oszołomiony frajer siada, aby wszystko przemyśleć. Robi się coraz
      ciemniej. Kurtyna
      się zasuwa.

      Koniec aktu pierwszego.

      Akt drugi

      Frajer trochę oprzytomniał, wstał i wraca na rynek. Idzie powoli na Zachód. Z
      gęstniejącej
      mgły wyłania się ogromny Wielki Szalet. Siedzi w nim defekując z trudem ogromny
      Bardzo
      Autonomiczny Nowy Dostojny Autorytet. Pod deską, w dole kloacznym stoją w
      cieniu
      Szanowne Moralne Autorytety TYpowe. Razem z łajnem B.A.N.D.A. wydala również
      forsę, którą SZ.M.A.TY. łapią. Obcy wraz z grupą facetów w czerwonych,
      czarnych i kolorowych
      portkach pod protekcją D.U.P.A. dołącza do SZ.M.A.TY. Zaczynają śpiewać (na
      melodię
      piosenki Mackiego Majchra z "Opery za trzy grosze" Brechta)

      Mądrzy zawsze stoją w cieniu
      Tylko głupcy w świetle są
      No i widać tylko głupków
      Mądrzy niewidoczni są.

      A jak trzeba coś załatwić
      Tu telefon, jakiś gest
      Czasem trzeba coś ułatwić
      Wdzięczność warta tego jest.

      Frajer z najwyższym trudem wstrzymuje odruch wymiotny. W końcu nie wytrzymuje i
      wymiotuje na D.U.P.A. & Co.. D.U.P.A. & Co. znoszą to ze stoickim spokojem,
      udają, że
      deszcz pada i śpiewają dalej

      Tutaj kwity, ówdzie forsa
      Ręka rękę musi myć
      Ten nasz frajer jakby osłab
      Nie rozumie jak ma być.

      Na rynek wtacza się Lokalny Elokwentny Wielki Uczony Szuler. Tubylcy schodzą mu
      z
      drogi, kłaniają się nisko i podziwiają uczoność. L.E.W.U.S. zna swoje miejsce w
      szeregu
      więc rozgląda się najpierw, czy nie ma zwierzchności i nie dostrzegając jej
      śpiewa tłumowi
      tubylców, którzy słuchają go z rozdziawionymi gębami nic z tego nie rozumiejąc.
      Aby być
      całkiem bezpiecznym L.E.W.U.S. śpiewa po niemiecku (na melodię Horst Wessel
      Lied "Die
      Fahne hoch, die Reihen festgesc
      • frajer001 Re: szopa noworoczna 30.12.04, 16:21
        --------------------------------------------------------------------------------
        Na rynek wtacza się Lokalny Elokwentny Wielki Uczony Szuler. Tubylcy schodzą mu
        z
        drogi, kłaniają się nisko i podziwiają uczoność. L.E.W.U.S. zna swoje miejsce w
        szeregu
        więc rozgląda się najpierw, czy nie ma zwierzchności i nie dostrzegając jej
        śpiewa tłumowi
        tubylców, którzy słuchają go z rozdziawionymi gębami nic z tego nie rozumiejąc.
        Aby być
        całkiem bezpiecznym L.E.W.U.S. śpiewa po niemiecku (na melodię Horst Wessel
        Lied "Die
        Fahne hoch, die Reihen festgeschlossen ..")

        Die Nase hoch, die Augen festgeschlossen
        Der Weise geht mit kurzem, krummen Schritt
        Er glaub', all' seine Gegnern sollen lieg'n erschossen
        Sein' Kameraden helfen ihm damit.

        Die Nase hoch, wir brauchen nicht zu denken
        Das macht uns mued', wir sind ja ungewoehnt
        Die schwere Arbeit wollen wir Euch schenken
        Uns reicht das Geld, wir sind dazu gewoehnt.

        Die Stellen frei fuer uns alte Genossen
        An diesem Level kann man sicher sein
        Fuer alle andern ist die Tuer geschlossen
        Wir brauchen Sklaven dummen wie ein Stein.

        Unsre Erfolge machen uns berühmte
        Doch sind geheim, das muss man ja versteh'n
        Wir sind wie alten Rosen, heute schon verbluehten
        Wenn waer' es klar, wir muessten ja weggeh'n

        (Frajer kiepsko zna niemiecki, więc jego polskie bardzo luźne tłumaczenie może
        być np.
        takie:

        Do góry nos, i mocno zamknąć oczy
        Idzie mądrala, raczej toczy się
        I myśli, że po trupach wrogów swoich kroczy
        Kumple pomogą obojętnie gdzie.

        Do góry nos, nie dla nas jest dumanie
        To męczy nas, zapomnieliśmy już
        Ale robotę damy ci, baranie
        Nam starczy forsa, tobie trud i kurz.

        Posady dla nas mają się zachować
        Na tym poziomie jasne musi być
        Że wszyscy inni mogą w dupę nas całować
        Bo niewolnicy tak nie mogą żyć.

        Osiągi nasze czynią nas sławnymi
        Ale pozostać tajne muszą dziś
        Gdyby wiedziano jakimś dużymi
        Bywają one, trzebaby precz iść.)

        Frajer też się dziwuje, bo myślał, że tego się już od wielu lat nie śpiewa. Sam
        sobie nie
        wierząc szczypie delikatnie L.E.W.U.S.-a, aby sprawdzić czy to nie sen. Okazuje
        się, ze
        popełnił błąd, bo L.E.W.U.S. był nadętym zbyt mocno balonem. Teraz pęka z
        wielkim
        hukiem, a smród staje się jeszcze większy. Z L.E.W.U.S.-a uchodzi siarkowodór i
        L.E.W.U.S.
        staje się całkiem mały lewusem. Wyciąga ręce do Wielkiego Szaletu i prosi (na
        melodię
        piosenki o Maku i Kaczuszce "Kaczuszko, wiesz, maki są tak duże, duże, duże, a
        Ty masz
        krótkie nóżki. .."):

        Koledzy, te progi są tak duże, duże, duże, duże
        A ja mam móżdżek mały
        Te progi się ostały
        Koledzy pomóżcie mi, bo jestem taki mały
        A progi się ostały
        I co ja robić mam?

        B.A.N.D.A., D.U.P.A. i SZ.M.A.TY. solidaryzują się z lewusem i w trosce o
        własną dupę, bo też udają i żyją z pozorów postanawiają mu pomóc. Spuszczają ze
        smyczy dwa Popularne Tanie Autorytety Kupione i szczują je na Frajera. Inne
        P.T.A.K.-i patrza na to z obrzydzeniem, ale nasze naradzają się i uroczyście
        komunikują całkiem już ogłupiałemu Frajerowi.

        Pismo zaraz my sporządzim
        Aby wiedział, ze pobłądził
        Każdy co się dzisiaj waży
        Zauważyć, że bez twarzy
        Jest nasz patron ukochany
        Gdy przypiera go do ściany jakiś fakcik niezbyt nowy
        Każdy z nas jest wszak gotowy
        Tego dowieść, co potrzeba
        "że nasz patron z łaski nieba"
        "że dwa i dwa od dziś osiem'
        "że uczciwość my podnosiem"
        Te łamańce z lewa, z prawa
        Dla nas fajna to zabawa
        "że trójkącik ma sześć boków"
        "że nasz pan ma głowę w kroku"
        A fe! Trochem się wygłupił
        Pan nasz, patron, by to kupił
        Bo po prawdzie on niemota
        Ale wicie, to hołota
        Może zacząć o coś pytać
        No i mogłoby zazgrzytać
        Jak spytają o to wszystko
        Skąd też mamy stanowisko
        Tak wygodnie i przytulnie
        Kto nasz chrzestny? Jakie wspólne
        Interesy ma z patronem ...?

        Dostrzegają D.U.P.A.

        Wnet powitam go pokłonem.

        Nadchodzi DUPA, P.T.A.K.-i myśląc, że Frajer nie widzi rzucają się do jego
        stóp. Frajera szlag trafia, bo nie może pojąć dlaczego ptaki aż tak bardzo
        przeginają pałę.

        Rany Boskie, co za menda!
        Nie potrafi żadna zrzęda
        Przydupasów tak zohydzić
        Ale można to wyszydzić.
        Dziś na Forum to opiszę
        Tak to, kryptotowarzysze!

        Frajer widzi tłum biernych tubylców i nie orientując się jeszcze co jest grane,
        opowiada im co
        widział i słyszał. Z tłumu szybko wyłania się spora grupa, formuje szyk i
        śpiewa. Reszta
        tubylców stoi smętnie i nie wie co robić. I wstyd im i boja się. Wyłoniona z
        tłumu grupa
        okazuje się być Chórem Klakierów. Chór Klakierów śpiewa (na melodię hymnu
        byłego
        ZSRR "Potężny jest Związek Republik swobodnych ...")

        Potężny jest związek głupoty z zawiścią
        I wielką potęga niewolniczy duch
        Wolności się boim, patron jest za blisko
        Więc portki są pełne i trudny jest ruch
        Nikt się nie odezwie, pozwolim na wszystko
        Co tylko wymyśli patron i druch.

        Frajer chce coś jeszcze powiedzieć, ale oto pojawia się ponownie Anioł Stróż,
        któremu
        zrobiło się Frajera żal.

        Anioł_Stróż: I coś tu zastał, głupi baranie?
        Frajer: Syf - burdel, syf - burdel mój miły Panie

        Anioł_Stróż: Olej to, olej to głupi baranie
        Frajer: Oleję, oleję mój miły Panie

        Anioł stróż bierze za łeb Frajera i odlatują z miasta. Frajer po drodze olewa
        wszystkich
        równo. Wszyscy oddychają z ulgą, lewus się znowu nadyma, D.U.P.A. też, a
        tubylcy
        spuszczają łby jeszcze niżej.

        Koniec Aktu drugiego i ostatniego.

        Epilog

        Anioł Stróz naprawia czarodziejską różdżką grata i jadą dalej. Tym razem
        prowadzi Anioł
        Stróż. Tłumaczy dobrotliwie Frajerowi:

        Anioł_Stróż: Ludzie zapomną, głupi baranie

        Frajer cosik się zawzion i goda:

        Frajer: Ja im przypomnę, mój miły Panie
        Frajer: Ja im przypomnę, mój miły Panie

        Po odlocie Frajera kilku zarażonych frajerstwem tubylców zaczyna podnosić
        głowy.
        D.U.P.A., lewus (jeszcze nie do końca się napompował i L.E.W.U.S.-em jeszcze
        nie jest) i
        M.A.Ł.P.-y rozglądają się bacznie dokoła. Wypatrują nowych frajerów.

        P.S. Niestety nie jest dobrze, bo frajerstwem zaraziło się kilku spokojnych
        tubylców. Co teraz
        będzie?!
        • Gość: obcy dooobree !!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.12.04, 18:57
          napracowałeś się chłopie,moje uznanie za pracę,odrazu zrobiło się noworocznie
          • frajer002 Znalazłem obsadę tej szopki! 01.01.05, 14:23
            Chyba znalazłem obsade części ról tej szopki wśród osob zwiazanych z Akademia
            Świetokrzyska w Kielcach. Dzięki za fajną szopkę!! Trunek wypije wieczorem, na
            razie biore na kredyt.
Pełna wersja