rezurekcja
11.07.02, 11:28
Moze powspominamy?
Akurat bylam w rodzinnym miescie na urlopie.
Przyznaje, ze nie docieralo do mnie wcale, ze zagrozenie jest az tak duze. Znajome dzieci, ktore wpadly do
Wroclawia w wizyta kurtuzazyjna, przezornie sie ewakuowaly. Ja nie moglam, mialam pod opieka babcie i
domowa menazerie. Zreszta, do glowy mi nie przyszlo....
Kroliczka, ktory mieszkal u siostry w okolicach Dworca Nadodrze zabralam w ostatniej chwili. Wkrotce potem w
te rejony mozna bylo jedynie doplynac. (A ja nie umiem plywac...)
Mojej dzielnicy nie zalalo. U nas zycie szlo w zasadzie normalnym torem. Ale juz kilka przecznic dalej wody bylo
po kolana albo i wiecej.
Budujaca byla wola pomocy i pragnienie wlaczenia sie do jakich dzialan
Ale chwilami czulam sie jak na pikniku : np podczas sypania workow z piaskiem.