Dodaj do ulubionych

Lipiec 1997, powodz tysiaclecia

11.07.02, 11:28
Moze powspominamy?
Akurat bylam w rodzinnym miescie na urlopie.
Przyznaje, ze nie docieralo do mnie wcale, ze zagrozenie jest az tak duze. Znajome dzieci, ktore wpadly do
Wroclawia w wizyta kurtuzazyjna, przezornie sie ewakuowaly. Ja nie moglam, mialam pod opieka babcie i
domowa menazerie. Zreszta, do glowy mi nie przyszlo....
Kroliczka, ktory mieszkal u siostry w okolicach Dworca Nadodrze zabralam w ostatniej chwili. Wkrotce potem w
te rejony mozna bylo jedynie doplynac. (A ja nie umiem plywac...)
Mojej dzielnicy nie zalalo. U nas zycie szlo w zasadzie normalnym torem. Ale juz kilka przecznic dalej wody bylo
po kolana albo i wiecej.
Budujaca byla wola pomocy i pragnienie wlaczenia sie do jakich dzialan
Ale chwilami czulam sie jak na pikniku : np podczas sypania workow z piaskiem.


Obserwuj wątek
    • Gość: kirkol Re: Lipiec 1997, powodz tysiaclecia IP: *.magma-net.pl 11.07.02, 11:33
      most grunwaldzki do mostu pokoju , potem jakies loty potem zoo , ale bylo
      fajnie , czlowiek wiedzial ze jest potrzebny innym
      pozdro
      • Gość: duzY Kozanów. IP: *.dtvk.tpnet.pl 11.07.02, 11:55
        W sobote od 10:00 rano do 1:00 w nocy worki. Gdy padłem bez sił na fotelu po 20
        minutach miałem jak w górach. Woda waliła z parku (od Popowic) dookoła budynku. A
        rano Wenecja.
        Przygarnelismy w sobotę kuzynke z Karłowic mówiąc, że tam ugrzęźnie jak ją
        zaleje. Karłowic nie zalało, a ugrzęzła u nas.
      • mastat Re: Lipiec 1997, powodz tysiaclecia 11.07.02, 11:56
        To i Ja coś nabazgram. Jako mieszkaniec Psiego-Pola nerwowo spoglądałem w
        kierunku Widawy - na całe szczęście osiedle zostało suchutkie. Ale oczywiście
        sypanie worków z piaskiem było, zanoszenie łóżka polowego znajomemu który
        siedział w pracy (wypozyczalnia) a nie mógł wrócić do domu... Za to
        miałem "przyjemność" być w tym czasie na weselu mojej kuzynki w Leśnicy. Wszytko
        ładnie pięknie, dojechaliśmy bez problemu. Tylko w połowie imprezy w Leśnicy
        czułem jakby zaraz miał tu się odbyć jakiś nalot. Tak więc z powrotem było juz
        gorzej dostać się do Wrocławia - drogi zalane, samochody ledwo przejeżdżały...
        Było troche nerwów, co w domu czy wszystko w porządku. Całe szczęście nic się
        nie stało. To tyle. Pozdrawiam:)
    • Gość: dr jekyll Re: Lipiec 1997, powodz tysiaclecia IP: *.dtvk.tpnet.pl 11.07.02, 13:37
      U nas na Biskupinie było bardzo gorąco. Ale obroniliśmy się!!!
    • Gość: Janek Re: Prawda historyczna, jedna z trzech IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.07.02, 20:21
      Wędzonka. Kto uratował Wrocław? Mnie osobiście wydaje się, że pan wojewoda
      Zaleski.
      • Gość: bollo Re: Prawda historyczna, jedna z trzech IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 11.07.02, 20:31
        Dla wedzonki bohaterem napewno jest nieslawnej pamieci pan Zdrojewski.
        Uwazam ze ten facet oszukal mieszkancow miasta. wiedzial ze Wroclaw zostanie
        zalany moze nie sadzil ze az w takim stopniu ale wiedzial.
        Najwiekszy zal mam do faceta ze nie udostepnil mieszkancom map geodezyjnych.
        A tak biedaki budowali barykady w zaglebieniach terenu.
        • Gość: duzY Jak przedostałem sie z domu na Lotniczą IP: *.dtvk.tpnet.pl 12.07.02, 17:10
          to mało ze smiechu nie zszedłem. Worki z piasku ułożone były wzdłuż ulicy, blisko
          Pilczyc, na trawniku. Wyglądały jak mur chiński. Pieły sie w góre i w dół. Szkoda
          piasku a przede wszystkim roboty bezsensownej ludzi. Że oni tego absurdu nie
          widzieli.
      • Gość: kirkol Re: Prawda historyczna, jedna z trzech IP: *.magma-net.pl 11.07.02, 20:40
        troche koordynowalem akcja miedzy mostami grunwaldzkim i pokoju , potem na zoo
        i spotkala mnie tam przygoda , na drugi dzien kiedy udalo nam sie utrzymac wal
        przy zoo , rano wpadl "ktos" z wladz miasta i zrobil mi borute , jakim prawem
        robilem to co robilem i kto mnie upowaznil do tego , szlag mi trafil caly sprzet
        alpinistyczny potrzebny do prac, a bubek jeszcze mial pretensje , ale warto
        bylo , takich ludzi jak wtedy poznalem to szok , nie bylo by szansy poznac
        gdzie indziej , jeden morderca po odsiadce , komandos z afganistanu i kilka
        znamienitych osob bez imion.Wspaniale wojsko przed przysiega , ech bylo widac
        ze duch w narodzie jeszcze zyw
        pozdro
        • Gość: yacho 11 Re: Prawda historyczna, jedna z trzech IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 11.07.02, 20:52
          wracajac do bohaterów powodzi pamiętam jak zdrojewski beznamiętnym głosem
          mówił na tede ,że nie utrzymamy zoo , za chwilę zniszczony zostanie jaz i
          zniesiony zostanie most zwierzyniecki - reszty nie oglądałem , podobno za jakąś
          godzinę wpadł na wizję red ściobłobłowski i przerywając spikierce zaczął
          rewelacje Zdrojewskiego dementować histerycznym głosem .W każdym razie
          wypowiedź Zdroja wywołała panikę na Biskupinie - który wg. jego wypowiedzi miał
          byc zalany - a gdzie ja byłem wówczas - wały ,wały , wały
      • wedzonka Re: Prawda historyczna, jedna z trzech 15.07.02, 11:40
        Gość portalu: Janek napisał(a):

        > Wędzonka. Kto uratował Wrocław? Mnie osobiście wydaje się, że pan wojewoda
        > Zaleski.


        Duzy blad! Wroclaw uratowal Alen - zachowujac w najtrudniejszym momencie
        bezpieczna odleglosc od miasta...
        www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=72&w=2446012&a=2446346
        Dwoch katastrof na raz faktycznie moglibysmy nie przetrwac! :)

        Pozdrawiam!
    • Gość: terka Re: Lipiec 1997, powodz tysiaclecia IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.07.02, 21:33
      no tak. wały i wały. ja przy moście warszawskim. mnóstwo wspaniałych ludzi,
      wojsko, prywatne busy rozwożące worki, siostry zakonne donoszące jedzenie.
      po jakimś czasie kazano nam jechać od strony ogródków. a tam awantura.
      działkowicze nie pozwolili nam tam dowieźć worków z piaskiem, bo przecież
      zniszczymy im uprawy. i tak niestety tez sie zdarzało. nie ważne domy i ludzie
      tam mieszkający, ale ogródki. fajnie, ze większość z nas jednak podjęła się walki
      i gdyby nasi "władcy" byli lepiej zorganizowani, to może mniej byśmy stracili.
      • klinta Re: Lipiec 1997, powodz tysiaclecia 12.07.02, 05:35
        bylam na obozie zeglarskim na zalewie szczecinskim.plywalismy od wioski do wioski
        bez sladu gazety czy telewizora przed nosem... w neiwiedzy pelnej doplynelismy do
        Kamienia Pomorskiego i tam w lapy nam wpadla wyborcza,gdzie na pierwszej stronie
        byl zdaje sie zalany Kozanow...
        dzwonilismy wszyscy pol dnia do domu:udalo sie mi-mieszkam na Karlowicach i tam
        bylo jakims cudem wbrew wszystkim przepowiedniom sucho i moja przyjaciolka (ma
        mieskzanie na Kozanowie,na szczescie na 9 pietrze). Z domem oczywiscie polaczyc
        sie nie mogla,ale dorwala ojca na komorke jak wysiadal... z kajaka pod domem i
        wchodzil przez okno na klatke schodowa...
        Wroclaw zobaczylam juz w zasadzie po wszystkim i do dzisiaj mam wyrzuty
        sumienia,z eimprezowalam na lodce,zamiast worki nosic...ale jak widac beze mnei
        sie tez udalo ;)
        Pozdrawiam wszystkich ktorzy wtedy dzielnie walczyli zwlaszcza miedzy mostem
        kolejowym a trzebnickim i Trzebnickim a Osobowickim
        • rezurekcja Re: Lipiec 1997, powodz tysiaclecia 12.07.02, 09:50
          klinta napisał(a):

          > bez sladu gazety czy telewizora przed nosem... w neiwiedzy pelnej doplynelismy
          > do Kamienia Pomorskiego i tam w lapy nam wpadla wyborcza,gdzie na pierwszej stronie
          > byl zdaje sie zalany Kozanow...

          To musial byc niezly szok...
          Pamietam swoja bezsilnosc, ze tak niewiele moge zrobic.

          > Wroclaw zobaczylam juz w zasadzie po wszystkim i do dzisiaj mam wyrzuty
          > sumienia,z eimprezowalam na lodce,zamiast worki nosic...

          MOzesz sie zrehabilitowac w inny sposob, niekoniecznie noszac worki., ale robiac cos dobrego dla
          innych. Jest akcja pomoz dzieciom z domow dziecka w odrabianu lekcji, zainicjowana przez
          "Przyjaciolke". Mozesz sie wlaczyc po wakacjach.
          Zreszta, do noszenia workow zglaszali sie panowie, ja z trudem wloklam takie cos, o podnoszeniu nie
          bylo mowy.

          > Pozdrawiam wszystkich ktorzy wtedy dzielnie walczyli zwlaszcza miedzy mostem
          > kolejowym a trzebnickim i Trzebnickim a Osobowickim

          Ja pozdrawiam wspolsypaczy piasku przy wiezy cisnien na Wisniowej.

          Swoja droga, ja mam raczej dobre zdanie o Zdrojewskim w okresie powodzi. Wydaje mie sie, w miare
          sprawnie kierowal akcja. Ale ja wiem tyle, ile widzialm i slyszalam w telewizorze, z czego oczywiscie
          polowy juz nie pamietam.
          Z popowodziowych ocen i rozwazan wynikalo, ze nie bylo zadnej koordynacji dzialan miedzy wojewoda i
          prezydentem, byly dwa sztaby, ktore nie wspolpracowaly.
          Ale za to bylo mnostwo ludzi dobrej woli, szkoda tylko, ze niektorym urzednikom nie starczylo wyborazni i
          dalekowzrocznosci (te barykady w zaglebieniach terenu...)

          Czy dorazna solidarnosc w okresie powodzi stala sie poczatkiem glebszych znajomosci
          miedzysąsiedzkich?

          Pozdr.
          • Gość: duzY Co do Zdrojewskiego IP: *.dtvk.tpnet.pl 12.07.02, 17:18
            to zbił kapitał polityczny na pokazywaniu si,e w telewizji. Nie golił sie by
            lepiej byc odebranym przez społeczeństwo. A my zalani nie doceniamy tego. Bo nie
            mielismy prądu i TV nie oglądalismy. A na wałach Zdroja nie widziałem (bo kamer
            nie było).
            • klinta Re: Co do Zdrojewskiego 13.07.02, 05:37
              pomino tego co piszecie i uszczypliwych uwag o niegoleniu sie zgadzam sie z
              rezurekcja,ze Zdrojewksi si eprzydal w czasie tej powodzi. Moi rodzice,ktorzy
              siedzieli dizelnie we wroclawiu w tym czasie sa nm po dzis dzien urzeczeni... wg
              nich-a im wierze z regul-odwalil swietna robote...

              hm,co do workow rezurekcjo mysle,ze moglabym sobei poradzic,nie takie jak ja
              nosily...

              co do bajek i lekcji z dziecmi? chyab bardziej bym sie nadawala na nianke od
              zajec sportowych :)
              pozdrawiam ;)
              • Gość: cyfer Re: Co do Zdrojewskiego IP: 12.34.48.* 13.07.02, 08:58
                swoja skromna osoba wspieralem wtedy ekipe ukladajaca wal pod wiaduktem kolo dworeca glownego, a konkretnie ten nad ul. pulaskiego (dyrekcyjna). z ekpia TV mielismy male spiecie, bo dupek reporter wlazl z operatorem na wal i obaj tamowal ruch ludzi dzwigajacych worki. nawolywania nie pomogly, wiec wschodzaca gwiazda TV zostala wykapana. bardzo podobalo mi sie to, ze wytarczylo mruknac pod nosem "zapalilbym" albo "napilbym sie czegos" a juz z kilku stron podsuwaly sie czyjes usluzne rece. mielismy o tyle komfortowe warunki, ze ktos przyniosl agregat pradotworczy wiec mielismy swiatlo. a rozsmieszyl mnie komunikat nadany w tede: "sztab przeciwpowodziowy prosi o pomoc w ewakuacji swojej siedziby na nowym targu" :))
                natomiast jesli chodzi o zdroja i zaleskiego: wypowiadal sie nie bede. powiem co najwyzej: dali d... i tyle.
              • Gość: duzY Re: Co do Zdrojewskiego IP: *.dtvk.tpnet.pl 16.07.02, 09:49
                klinta napisała:
                > Moi rodzice,ktorzy siedzieli dizelnie we wroclawiu w tym czasie sa nm po dzis
                > dzien urzeczeni...

                No własnie, urzeczeni sa ci, którzy działania przeciwpowodziowe z pozycji
                telewidza TeDe prowadzili. To ich ze Zdrojewskim łączyło. A ci którzy realnie
                cos dla miasta zrobili nie mieli pojęcia, że Zdrojewski pozostałe odcinki (poza
                ich) osobiscie przed woda uchronił.
    • Gość: Toto Totalne zaniedbania IP: *.proxy.aol.com 13.07.02, 14:51
      Wladza tzw.ludowa olala sprawe obrony ppowodziowej i prewencji juz od pierwszych
      dni Polski ludowej.Budowa domow na polderach,zaniedbania w
      infrastrukturze,nieznajomosc(?) warunkow geofizycznych.Co gorsza , to sie moze
      powtorzyc.
      • Gość: Rob-35 Re: Jeszcze wszystko PRZED NAMI =$= ODRA 2006 IP: *.116.86.84.unregistered.k.pl 13.07.02, 15:47
        Gość portalu: Toto napisał(a):

        > Wladza tzw.ludowa olala sprawe obrony ppowodziowej i prewencji juz od
        > pierwszych dni Polski ludowej.Budowa domow na polderach, zaniedbania
        > w infrastrukturze, nieznajomosc(?) warunkow geofizycznych.
        > Co gorsza , to sie moze powtorzyc.

        MUSI, jeśli tylko ludzi tacy jak Zaleski będą bez przeszkód mogli ZA NASZE
        PIENIĄDZE REALIZOWAĆ swoje sny o potędze pod hasłem "ODRA 2006".

        Wrocławianie - nie dajcie się ogłupić! Ten "program" to HIPERKOMBINACJA
        lobby transportowego, którze chce zbić kasę pod pozorem OCHRONY PRZECIW-
        -POWODZIOWEJ. Dla większości Wrocławian ODRA nie różni się od RENU, więc
        wydaje nam się, że można ją podobnie uregulować i uczynić spławną PRZEZ
        OKRĄGŁY ROK, co niestety jest absurdalnie sprzeczne z naturą tej rzeki.

        Budowanie olbrzymich zapór i spiętrzeń jest sprzeczne z naturalną cechą
        Odry, jaką jest okresowe zalewanie NATURALNYCH TERENÓW ZALEWOWYCH i może
        spowodować NIEODWRACALNE KONSEKWENCJE dla nas wszystkich.

        Tendencje na całym świecie są teraz takie, że buduje się raczej duże
        ilości małych, lokalnych zbiornikó wodnych, które znacznie lepiej spełniają
        swoje OCHRONNE działanie.

        Pozdr
        Rob-35
        • Gość: terka Re: Jeszcze wszystko PRZED NAMI =$= ODRA 2006 IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.07.02, 16:05
          Gość portalu: Rob-35 napisał(a):

          > Gość portalu: Toto napisał(a):
          >
          > > Wladza tzw.ludowa olala sprawe obrony ppowodziowej i prewencji juz od
          > > pierwszych dni Polski ludowej.>
          >
          > Wrocławianie - nie dajcie się ogłupić!
          >
          > Budowanie olbrzymich zapór i spiętrzeń jest sprzeczne z naturalną cechą
          > Odry, jaką jest okresowe zalewanie NATURALNYCH TERENÓW ZALEWOWYCH i może
          > spowodować NIEODWRACALNE KONSEKWENCJE dla nas wszystkich.

          Być może wypowiem się na te kwetie, po powrocie mojego meza, który w tym temacie
          jest oblatany jako laik? (kończył kiedyś takie szkoły). Bedac wowczas w Gdyni
          ryczał mi przez telefon co nalezy zrobić. Ale tego nie zrobili i było jak było.
          Po co do tego wracać? Było i jest. Fakt. Chyba KTOŚ zrobił z tego kasę i dalej
          robi. Naprawili coś:(((( Ale co. chyba nie tak do końca. Jest jeszcze wiele
          newraligicznych punktów, który wymagają naprawy. Ale nasze władze już się
          szczycą!!:(((
          • Gość: Rob-35 Re: Jeszcze wszystko PRZED NAMI =$= ODRA 2006 IP: *.116.86.84.unregistered.k.pl 13.07.02, 16:21
            Gość portalu: terka napisał(a):

            > Po co do tego wracać? Było i jest. Fakt. Chyba KTOŚ zrobił z tego kasę i dalej
            > robi. Naprawili coś:(((( Ale co. chyba nie tak do końca. Jest jeszcze wiele
            > newraligicznych punktów, który wymagają naprawy. Ale nasze władze już się
            > szczycą!!:(((

            NIC SIĘ NIE UKRYJE. Jak przyjdzie co do czego, to ODPOWIEDZIALNI za błędne
            decyzje smutni panowie w garniturach wiosłować będą swymi kajakami na Bornholm,
            lecz nawet tam ich dogonią Wrocławianie na rowerach...

            Rob-35
    • Gość: karbol Re: Lipiec 1997, powodz tysiaclecia IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 13.07.02, 16:21
      Co by nie mówić, to miasto pokazało, że jego mieszkańcy coś potrafią. Haj.
      • Gość: Rob-35 Re: Lipiec 1997, powodz tysiaclecia IP: *.116.86.84.unregistered.k.pl 13.07.02, 16:50
        Gość portalu: karbol napisał(a):

        > Co by nie mówić, to miasto pokazało, że jego mieszkańcy coś potrafią. Haj.

        Byłem wtedy i jestem dzisiaj RÓWNIE DUMNY jak i ZAWSTYDZONY postawą
        Wrocławian.

        Przez wiele dni kursowałem z łopatą od wału do wału, budowałem barykady
        i sypałem piasek do worków w wielu miejscach (mimo że akurat moje mieszkanie
        było bezpieczne) i co wieczór wracałem do domu przez Rynek widząc, jak
        znamienici obywatele sączą piwko pod parasolami...

        Ciekawa była postawa niektórych mieszkańców pierwszych pięter na Biskupinie:
        obserwowali ze swoich parapetów sypiących wały mieszkańców parteru niczym
        film science-fiction...

        Rozmawiałem wtedy na Biskupinie z paroma osobami i wszystkie uparcie
        twierdziły, że pracują tylko ci, którzy mają mieszkania na parterze.

        Ale to przecież nieprawda. Wiesiek Jurewicz (mieszkaniec pierwszego piętra
        w zalanych chyba Radwanicach) przedarł się do centrum, aby ratować wały
        między Mostem Piaskowym a Mostem Pokoju i swoimi cennymi dłońmi artysty
        fotografika dźwigał worki z piaskiem. Czułem się wtedy naprawdę szczęśliwy,
        gdy spotkałem na wałach bardzo wielu szanowanych przeze mnie ludzi...

        I podobnie byłem rad, że nie spotkałem ANI JEDNEGO SPOŚRÓD TYCH, KTÓRYCH
        NIE SZANUJĘ...

        (no dobra, pewnie byli akurat gdzie indziej)
    • Gość: Toto Wbrew naturze IP: *.proxy.aol.com 13.07.02, 16:48
      Czlowiekowi nigdy nie udalo sie ujarzmic sil natury.Co najwyzej stara sie
      wykorzystac ja do swoich celow z lepszym lub gorszym skutkiem.Regulacja rzek jest
      takim przykladem,sa one tworem naturalnym i jako takie nie do opanowania.Mozna
      starac sie kontrolowac przeplyw wody w zlewni poprzez masowa budowe malych
      zbiornikow na doplywach ,jazy i przegrody spietrzajace ale i tak do pierwszej
      wielkiej wody.Idealnym stanem byloby zostawienie otuliny wzdluz brzegow ktora
      dzialalaby jak gabka w wypadku wysokiej wody,i stale poglebianie koryta dla
      udroznienia transportu.
      • moniczkabb Re: Wbrew naturze 14.07.02, 23:52
        Do dziś pamiętam tamtą sobotę - 12 lipca. Była piękna, słoneczna pogoda. Od
        samego rana w sklepach był tłok. Ludzie kupowali wszystko co się dało.
        Najwięcej wody mineralnej i baterii. Mój tato sądził, że u nas (rejon ul.
        Kościuszki, Traugutta, Więckowskiego, Zgodnej) będzie woda najwyżej do kostek.
        Nawet śmiał się z ludzi, którzy tak panikowali. Ja jako osoba przeorna
        napełniłam całą wodę i kilka garnków wodą. Kupiłam trochę mineralnej. Około
        16:30 na ulicy było dużo ludzi. Gdy spojrzałam przez okno zobaczyłam maleński
        strumyczek wody płynący z ul. Traugutta przez Więckowskiego do nas do ul.
        Kościuszki. Szybko wyszłam z rodzicami z domu. Prawie pobiegliśmy do ul. Niskie
        Łąki. Tam było już dużo wody. W głowie mam jeszcze obraz wody sięgającej do
        samej góry płotu PZM-otu.
        DO wieczora mieliśmy wodę, prąd, gaz, telefon. Rano był tylko gaz. Zresztą
        szybko wyłączony. WOdę gotowaliśmy na grillu, a ogień paliliśmy resztkami
        parkietu, bo akurat wtedy robiliśmy remont. Całe dnie spędzaliśy w oknie
        podziwiając śmiałków pływających na materacach i kąpiących się w tej brudnej
        wodzie. Nie zapomnę wyścigów z sąsiadami po wodę mineralną i jedzenie. Kiedy na
        widoku pojawiała się amfibia wszyscy zbiegali na dół (ja mieszkam na pierwszym
        piętrze, więc miałam najbliżej). Nawet wtedy bardziej z sąsiadami się
        rozmawiało, była taka przyjazna atmosfera. Chyba wszyscy się bali... Nie
        zapomnę jak mój tata wynosił psa na dwór. Moja psina (doberman) boi się wody, a
        na moim podwórku tylko do połowy ta woda była. Więc tata brał pieska na ręce i
        przenosił na suchy teren. Kiedy woda opadła ukazał się straszny widok zechłych
        szczurów, dziurawych ulic i chodników. A najgorszy był smród z piwnic...
        Mhm... Nie chciałam iść wczoraj na koncert Perfectu. Nawet nie musiałam. Był on
        doskonale słyszany na ul. Kościuszki (przy Zgodnej). LEcz kiedy usłyszałam
        piosenkę "Moja i twoja nadzieja" dreszcze po mnie przeszły i łzy napłynęły do
        oczu. Zawsze tak mam jak słyszę ten utwór. On najbardziej przypomina mi 12
        lipca 1997r.
        • dosiek Re: Wbrew naturze 15.07.02, 23:33
          Ta piosenka.........ona chyba na zawsze będzie przypominała spojrzenie ludzi, w
          którym było przerażenie, wdzięczność i nadzieja jednocześnie.
    • mauser_z_wroclawia wzgorze polskie 15.07.02, 02:58
      sypanie piachu do workow, byla taka wielka kopara, ktora nam pomagala. ludzie
      wszystkich stanow i rozmaitej muskulatury (moja cherlawa), niektorzy
      trzezwiejacy z popoludniowego piwka w obliczu rosnacego zagrozenia.

      a potem bylem w szpitalu Bonifratrow, ktory najpierw stracil telefony, potem
      prad i wode. ewakuowalismy wszystkich chorych o 5 rano przez okno izby przyjec
      (lacznie z lozkami ortopedycznymi!!) na amfibie.
      • Gość: lem zalesie -zacisze IP: *.um.wroc.pl 16.07.02, 10:25
        teraz kazde wspominki maja juz posmak basni prawie. jesli opowiadac o tym co
        sie dzialo w miescie i w ludziach komus kto w tym nie uczestniczyl to watpie
        czy zrozumie w czym rzecz. :)
        pamietam ze na walach siedzialem ponad 24 godziny. noszenie workow, ukladanie,
        kontrolowanie terenu i w koncu nad ranem przemieszczanie sie w szalenczym
        pedzie na kolejne pozycje z nadzieja ze moze uda sie uratowac dzielnice od
        zalania [woda juz sie wtedy przelewala przez ul. kochanowskiego] dalo pozadnie
        w dupe. i pamietam takie jedno wrazenie jak podlamany tym ze nie da sie juz nic
        zrobic wracalem do domu. to byl ranek, nie wiem dokladnie ktora godzina ale
        bylo bardzo wczesnie rano a slonce leniwie wylazilo ponad horyzont. i jak
        wracalem do domu taki straszliwie zrypany fizycznie i psychicznie to bylem
        swiecie przekonany ... ze jest wieczor...
        hahaha. dzis sie z tego smieje ale wtedy zmeczenie przekroczylo juz wszelkie
        mozliwe poziomy. a obrona przed woda nie miala juz sensu...
        potem okazalo sie co naprawde sie stalo. brakowalo koordynacji. tu gdzie my
        pilnowalismy walow: od mostu swojczyckiego do jakielonskich - woda sie nie
        przedarla. bylo pelno ludzi na walach, byly worki, byla lacznosc i transport.
        na zaciszu, miedzy mostami jagielonskimi a szczytnickim i potem dalej az do
        mostu zwierzynieckiego, bylo tych ludzi za malo i kiedy zaczelo rozwalac waly
        nikt nie mogl temu przeciwdzialac...

        a tak juz zupelnie na zakonczenie, to mysle ze powodzie takie faktycznie nie
        zdazaja sie czesto a wroclaw byl na taka ewentualnosc zupelnie nei
        przygotowany. mysle ze gdyby taka sytuacja miala sie powtorzyc, to wygladalo by
        to juz zupelnie inaczej i mimo ze mowi sie ze miasto jest dalej nie
        przygotowane na wielka wode - dalo by sie rade obronic.

        pozdro.
    • Gość: Laura25 Re: Lipiec 1997, powodz tysiaclecia IP: *.teleton.pl 18.07.02, 09:58
      Nie mieszkam we Wrocławiu, ale się tam urodziłam i mam tam całą rodzinę. Przed
      powodzią mieszkali na Hauke Bosaka. Potem kamienica poszła do rozbiórki.A
      propose powodzi. Najgorsze były relacje telewizyjne. Pokazali pl. Wróblewskiego
      kompletnie zalany. Tragedia i jeszcze zero kontaktu z rodziną nie wiedziałam co
      się z nimi dzieje. Potem oglądałam kasetę video z nakręconą falą powodziową,
      która szła od zajezdni MZK na Książu. BRRR.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka