Dodaj do ulubionych

Przegląd prasy

IP: *.kom / *.os1.kn.pl 09.03.06, 01:34
ŁÓDŹ

Jak Łódź przyciąga inwestorów

Joanna Blewąska 07-03-2006 , ostatnia aktualizacja 07-03-2006 20:23

Polskie miasta stały się biznesowymi firmami. Ich cel, to przyciąganie
inwestorów.


Jeszcze kilka lat temu Łódź nie była dla nikogo konkurencją. Mało kto chciał
tu inwestować, niewielu walczyło ze złą sławą miasta szarego i nie mogącego
się pozbierać po upadku przemysłu lekkiego. Wreszcie jest inaczej.

Łódź? - Dużo inwestycji, rozwijające się lotnisko - słyszymy w Polskiej
Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych, która odpowiada za
przyciąganie do Polski inwestorów. - Łódź stała się aktywna i walczy o swoje
i dobre imię.

Porównywani jesteśmy do Wrocławia. Dwa, trzy lata temu nie dorastaliśmy mu do
pięt, teraz zaczynamy gonić. Oba miasta chcą przyciągać te same inwestycje -
z branży AGD oraz centra usługowe.

Wrocław zyskał już potentatów od kuchenek, pralek i lodówek. Zainwestował tam
Whirlpool, Electrolux i LG Electronics. Dzięki temu ma największy w Polsce
klaster z tej branży. Mimo to właśnie w Łodzi ulokował się Indesit i Bosch i
Siemens. A AGD jako branżę kluczową dla Łodzi zapowiedzieli doradzający
miastu eksperci z McKinsey&Company. Już jest w Łodzi 12 firm AGD, a do końca
roku ma być aż 20!

Inwestorów produkcyjnych kusi tania siła robocza oraz atrakcyjne działki.
Łódź, za namową McKinseya, stworzyła bazę terenów. Współpracuje też z
deweloperami, apeluje do prywatnych właścicieli dużych działek. Chętnie
pomoże w ich sprzedaży - wszystko po to, by zadowolić inwestora. Wrocław ma
inny pomysł. Utworzył Agencję Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej, która zrzesza
siedem gmin. Dzięki temu, jak mówi Paweł Panczyj, jej prezes, inwestorowi od
razu pokazuje się ok. 15 atrakcyjnych działek zamiast kilku w samym
Wrocławiu.

Inna sprawa, o którą rywalizujemy, to centra usługowe. Te lokują się tam,
gdzie jest dużo wykwalifikowanych ludzi. A Łódź i Wrocław to miasta
akademickie. Oba mają po 20 tys. absolwentów rocznie. Łódź chętnie się na
liczbę studentów powołuje. Ale nie próbowała bezpośrednio trafić do młodych. -
A tu trzeba przekonać studentów, że w tym mieście mają perspektywy. Pokazać
pracę i mieszkania - mówi prezes Panczyj. Na to właśnie powoływał się
Wrocław, który jeździł po polskich uczelniach i zachęcał młodych do
przeprowadzki.

Coraz aktywniej łodzianie zachęcają za to inwestorów. Proponują na przykład
przeszkolenie absolwentów, specjalnie do potrzeb firmy. Za taki kurs inwestor
nawet nie będzie płacił, bo miasto wystąpi o pieniądze z Unii Europejskiej.
Wrocław też nie próżnuje - tworzy system komputerowy, który monitoruje rynek
pracy. Pokaże, jakie zawody będą potrzebne w najbliższych latach. - Będzie
można dostosować programy nauczania - mówi prezes Panczyj.

Atuty Łodzi i Wrocławia to także komunikacja. Przynajmniej ta planowana.
Łódź - wiadomo - ma leżeć nieopodal przecięcia autostrad. Ale i Wrocław jest
dobrze położony. Już w przyszłym roku nową autostradą będzie skomunikowany z
Berlinem i Dreznem. Słusznie więc zaprasza firmy, które są nastawione na
eksport.

Oba miasta walczą też o lotniska. Nasze jest daleko z tyłu, ale na przykład
bilety na samoloty Ryanaira sprzedają się tak samo dobrze jak we Wrocławiu.
Potencjał więc jest, brakuje infrastruktury. Gdyby w Łodzi znalazły się
pieniądze na nowy terminal, mielibyśmy szansę na bazę Ryanaira w Łodzi.

Regułą stało się, że prezydenci miast jeżdżą po świecie. - Za dużym
inwestorem pojechaliśmy nawet do Indii - mówi Marek Michalik, wiceprezydent
Łodzi. Tam łodzianie spotkali się z firmą KPIT Cummings, która chce w Polsce
otworzyć centrum usług informatycznych i księgowych. Zaraz po łodzianach do
Indii pojechał prezydent Wrocławia. Przekonywał, że lepszym miejscem dla KPIT
jest Wrocław. Jak, to tajemnica. W każdym razie, choć miasta zapewniają, że
grają fair, sporo chwytów jest dozwolonych. Wrocław chce na przykład
zaskakiwać nowoczesnością, a nawet awangardą. Dla inwestora, na którym miastu
bardzo zależało, nakręcił film. - Specjalnie dla niego, często pojawia się
jego nazwa. Obraz jest dowcipny, z humorem pokazuje atuty miasta. Gdy
zaprosiliśmy inwestora na projekcję, był mile zaskoczony - opowiada Tomasz
Gondek z ARAW.

Oprócz bezpośrednich rozmów z inwestorami, ważna dla miast jest promocja,
tworzenie dobrego wizerunku. Wrocław reklamuje się pod hasłem "Teraz
Wrocław". Są billboardy i strona internetowa. - Choć hasło Ziemia Obiecana
jest mi dobrze znane. Czyli jest skutecznie wpajane Polakom - chwali prezes
Panczyj.

Sprawdzianem dla obu miast będzie inwestycja KPIT Cummings. Hindusi mocno
byli zainteresowani Wrocławiem. Jeśli Łódź przejmie tę inwestycję, będzie to
jej duży sukces.
Obserwuj wątek
    • Gość: wow Re: Przegląd prasy IP: *.kom / *.os1.kn.pl 09.03.06, 01:35
      CZĘSTOCHOWA

      Brakuje pomysłu na promowanie Częstochowy?

      Tomasz Haładyj, mm, Wrocław 07-03-2006 , ostatnia aktualizacja 07-03-2006 19:52

      Na targi turystyczne do Berlina Częstochowa pojechała z ulotkami i folderami.
      Wrocław - z 320 wielkimi ulicznymi billboardami, które zawisną w
      najważniejszych miejscach stolicy Niemiec. Nie stać nas na więcej czy nie mamy
      czego zareklamować?


      Samorządy coraz częściej organizują billboardowe kampanie reklamowe - drogie,
      ale uważane za najbardziej skuteczne. W Częstochowie - m.in. na ul. Szajnowicza
      Iwanowa - od kilku dni bije w oczy hasło "Wrocław - miasto, które rozwija". Ma
      zachęcić naszych maturzystów, by wyruszyli na studia do stolicy Dolnego Śląska
      i... zostali tam na stałe. - W naszych szkołach średnich widać niż
      demograficzny. By nie dotarł na uczelnie, gdzie dziś studiuje 100 tys. osób,
      potrzebna jest dobra promocja - tłumaczy Rafał Dutkiewicz, prezydent Wrocławia.
      Dodaje, że po studiach absolwenci mają duże szanse na zdobycie atrakcyjnej
      pracy. - Chcemy być na tyle atrakcyjni, by liczba mieszkańców aglomeracji
      wrocławskiej sięgnęła miliona - mówi Dutkiewicz. Dziś miasto liczy 650 tys.,
      tyle co przed wojną.

      Wrocław ze swymi billboardami nie jest wcale pierwszy. Już w 2000 r.
      biznesmenów kuszono w całym kraju sloganem "Gdy inwestujesz... Gdynia". Z kolei
      w 2004 r. Kraków starał się przyciągnąć do swych architektoniczno-
      gastronomicznych atrakcji: "120 kościołów. 90 klubów. Jest gdzie chodzić. Tu
      każdy weekend przechodzi do historii". O tej prawdzie dowiedzieli się też
      częstochowianie, bowiem wielkie plakaty wisiały również na naszych ulicach.

      Na przybyszów, ale z zagranicy, stawia też wspomniany Wrocław, szczycący się
      pięknie odrestaurowanym rynkiem. Dzięki współpracy z władzami Berlina w stolicy
      Niemiec zawisło za darmo 320 billboardów z hasłem "Enjoy Wrocław" (Ciesz się
      Wrocławiem). Termin ekspozycji jest tym lepszy, że 8 marca rozpoczynają się tam
      znane targi turystyczne ITB. Częstochowa też jest na nich obecna - ale na pewno
      mniej widoczna niż aspirująca do miana europejskich metropolii stolica Dolnego
      Śląska.

      - Wydrukowaliśmy specjalne ulotki w języku niemieckim. Mamy oryginalny pomysł,
      by promować niemieckie Marktl i polską Częstochowę jako miasta papieskie. W
      miejscu swego urodzenia Benedykt XVI będzie przecież w sierpniu, a u nas w
      maju. Myślę, że taka forma reklamy zwróci na nas uwagę w Niemczech - przekonuje
      Teresa Kaczor, szefowa wydziału komunikacji społecznej w Urzędzie Miasta.

      Do odkrywania przez Europejczyków czy krajan Częstochowy, jako miasta
      dziedzictwa kulturowego i centrum pielgrzymowania, Kaczor też chciałaby
      zachęcać za pomocą billboardów. - Są skuteczne, ale, niestety, drogie.
      Zamówienie kilku sztuk mija się z celem. A mój całoroczny budżet jest mniejszy
      niż jedna billboardowa kampania. Ileż kłopotów mieliśmy przecież z tak prostą
      sprawą, jak nowe plansze z planem miasta - wyjaśnia.

      Częstochowa produkuje więc ulotki i foldery, stara się, by zdjęcie Jasnej Góry
      było na okładkach katalogów (np. w liniach lotniczych WizzAir). Opracowuje też
      wielojęzyczne informacje, umieszczane w internecie, i zaprasza zagranicznych
      dziennikarzy, by napisali artykuł bądź zrobili telewizyjny reportaż - jak w ub.
      roku Hiszpanie.

      Gdyby wielkie pieniądze nagle, w tej chwili, się jednak znalazły, to na pewno
      nie kusilibyśmy billboardami przedsiębiorców. - Naszą słabością jest brak
      bogactwa terenów inwestycyjnych. Walczymy o majątek Huty Częstochowa, ale,
      niestety, wciąż nie jest on uwolniony pod zabudowę przemysłową. Z pojedynczymi,
      małymi działkami nie ma co startować z billboardami. Para poszłaby w gwizdek -
      mówi Sławomir Bednarek, naczelnik miejskiego wydziału strategii rozwoju i
      integracji europejskiej.

    • Gość: wow Lublin IP: *.kom / *.os1.kn.pl 09.03.06, 01:36
      Zakochany w mieście

      Weronika Samolińska 05-03-2006 , ostatnia aktualizacja 06-03-2006 22:20

      80 procent wrocławian jest zadowolonych z miasta. Czy taki sukces jest możliwy
      w Lublinie? Prezydent Wrocławia twierdzi, że tak


      - Lublin będzie się rozwijał. Trochę później niż miasta zachodniej Polski, ale
      za parę lat sytuacja się poprawi - mówił uczestnikom Akademii Złota 9 prezydent
      Wrocławia Rafał Dudkiewicz. Sobotnie spotkanie wyjątkowo nie odbywało się w
      klasztorze oo. Dominikanów, ale w Ratuszu.

      - Atutem Lublina, podobnie jak Wrocławia, są studenci. Trzeba o nich dbać i
      tworzyć im jak najkorzystniejsze warunki. We Wrocławiu obawiamy się już niżu
      demograficznego, dlatego reklamujemy miasto jako ośrodek akademicki. Moim
      marzeniem jest zrobienie z Wrocławia milionowej aglomeracji. Studenci są ważni
      dla atmosfery, ale też dla budżetu miasta. Wynajmują mieszkania, kupują
      książki, chodzą do restauracji. Rozwijają przemysł.

      - Pan realizuje wiele projektów i one się we Wrocławiu udają. A w Lublinie się
      nie udają. Co by pan zrobił, gdyby był pan prezydentem Lublina? - zapytał jeden
      z uczestników.

      - Nie uchodzi mi odpowiadać na to pytanie - tłumaczył lekko skrępowany gość. -
      Postawiłbym na akademickość. Ważna jest też komunikacja, drogi dojazdowe, ale
      to nie leży w gestii prezydenta miasta.

      Na pytanie odpowiedział Zdzisław Niedbała, pełnomocnik prezydenta Lublina do
      spraw partnerstwa społecznego, mówiąc, że Lublin od czasów średniowiecza był w
      gorszej sytuacji niż Wrocław.

      - Zaprosiliśmy pana Dudkiewicza, bo jest to człowiek z wizją, człowiek, który
      wie, jak rozwijać miasto. Jest bardzo dobrym prezydentem. Wrocław promuje się
      teraz w całej Polsce, przyciąga ludzi, zarówno studentów, jak i specjalistów i
      inwestorów - tłumaczył Michał Wójcik z Fundacji Nowy Staw.

      Prezydent Dudkiewicz nie wypierał się miłości do Wrocławia.

      - To jest niezwykłe miasto. Niesamowita mieszanka kulturowa sprawia, że
      wrocławianie są niezwykle otwarci na obcych. Przyznaję, że zakochałem się w
      mieście.

      Na następne spotkanie 25 marca organizatorzy planują zaprosić ojca Wacława
      Oszajcę SJ. Mają też nadzieję, że 1 kwietnia młodzież będzie miała okazję
      porozmawiać z profesorem Władysławem Bartoszewskim

      miasta.gazeta.pl/lublin/1,35640,3195490.html
      • preslaw Wszyscy do Wrocławia 09.03.06, 22:10
        Wszyscy zaczynają się porównywać do Wrocławia. I znowu przypominają mi się słowa Józefa Piniora, że Wrocław będzie drugim w Polsce po Warszawie miastem gdy znajdziemy sioę Unii Europejskiej. Czy proroctwa Piniora już się ziściło? Z przeglądu prasy wygląda, że tak.
        • Gość: Bożena Re: Wszyscy do Wrocławia IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.03.06, 13:16
          właśnie przeczytałam o tym, że w tym roku ma przybyć we Wrocławiu ma dwa razy
          więcej mieszkań niż w zeszłym. Ciekawe, czy ceny też będą dwa razy większe :(
          www.nieruchomosci.com.pl/fachowe_informacje/nieruchomosci/2006_03_nieruchomosci_ranking_deweloperow_spoldzielni.php
          • Gość: wojtek Re: Wszyscy do Wrocławia IP: *.mat.univie.ac.at 13.03.06, 14:03
            Szkoda, ze Pani nie widziala analogicznego artykulu rok temu. Tam bylo w planach
            na 2005 rok (jesli dobrze pamietam) kolo 3600 mieszkan - w rzeczywistosci we
            Wroclawiu powstalo 2000 mieszkan.

            PS Czy ktos sie orientuje w jakim stanie jest te 336 mieszkan Dachbudu na
            Kielczowskiej, planowanych (w/g artykulu) do oddania w tym roku?
            • Gość: erm Re: Wszyscy do Wrocławia IP: 62.233.251.* 13.03.06, 15:29
              czesc scian juz stoi, w reszcie kopane sa fundamenty.
              raczej zdaza w tym roku.

              za to zupelnie niedaleko, na litewskiej, jest juz zadaszony 8-mio pietrowy
              budynek, koncza wstawiac okna. wiec ten napewno bedzie oddany w tym roku
      • Gość: wow Poznań IP: *.kom / *.os1.kn.pl 12.03.06, 22:24
        Poznań będzie promował się w Cannes




        Rozmawiał Jakub Głaz 12-03-2006 , ostatnia aktualizacja 12-03-2006 17:40

        Jedne z najważniejszych targów inwestycyjnych zaczynają się jutro we francuskim
        Cannes. Tak jak i w poprzednich latach Poznań będzie miał na nich swoją
        ekspozycję. Od działań przedstawicieli miasta zależeć będzie ilość inwestorów,
        którzy zechcą ulokować w naszym mieście miliony euro, stworzyć nowe miejsca
        pracy i postawić nowe budynki


        Jakub Głaz: W jaki sposób Poznań zamierza zachęcić poważnych inwestorów do
        lokowania kapitału w naszym mieście?

        Janusz Krysiak *: - Będziemy się promować jako miasto, w którym warto
        organizować sympozja, kongresy, gdzie korzystnie jest inwestować w sektor
        usług. Chcemy też zaprezentować nasze miasto jako miejsce, gdzie żyją i
        przyjeżdżać będą ludzie młodzi, energiczni, wykształceni i z potencjałem.
        Stawiamy przede wszystkim na firmy, które chciałyby tworzyć miejsca pracy w
        sektorze usług wysokich technologii informatycznych czy przemysłowych. Szukać
        będziemy też inwestorów, chcących stawiać u nas centra konferencyjne i hotele.
        Interesują nas też doświadczenie europejscy deweloperzy, którzy chcieliby
        budować w Poznaniu mieszkania.

        Co konkretnie będzie można obejrzeć na naszym stoisku?

        - Jest trochę nowości. Dostępne będą na nim najnowsze opracowania dotyczące
        inwestowania w naszym mieście: płyty ze sporządzonymi właśnie analizami i
        mapami, które pokazują potencjał rynku nieruchomości mieszkaniowych i
        biurowych. Opracowania te powstały we współpracy ze znanymi firmami zajmującymi
        się rynkiem nieruchomości, np. Knight Frank. Ponadto oferujemy w tym roku
        obszerny materiał prasowy przedstawiający Poznań. To wielostronicowy dodatek do
        cenionego anglojęzycznego tygodnika The Warsaw Voice.

        Uda nam się zabłysnąć na targach, przebić ofertę bardzo dynamicznego ostatnio
        Wrocławia?

        Gwarantuję, że będziemy w Cannes dobrze widzialni. Ponadto w tym roku promować
        będziemy nie tylko sam Poznań, ale i aglomerację. Podpisaliśmy w tej sprawie
        odpowiednie porozumienia ze Starostwem Powiatowym i Wielkopolskim Urzędem
        Marszałkowskim. Wrocław odnosi sukcesy między innymi dlatego, że promuje się
        wraz z okolicznymi gminami.
        • Gość: greg Re: Poznań IP: *.magma-net.pl 13.03.06, 23:39
          "... Wrocław odnosi sukcesy między innymi dlatego, że promuje się
          > wraz z okolicznymi gminami"

          Panowie i Panie,

          widzę, że inne miasto po prostu zaczynają nam delikatnie mówiąc, zazdrościć polityki promocyjnej i inwestycyjnej naszej aglomeracji.

          Pozostaje mi tylko bić brawa naszym włodarzom i być dumnym, że mieszkam na Dolnym Śląsku, we Wrocławiu ;)
          • Gość: erni Re: Wrocław IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.03.06, 00:43
            W latach 90 tych to Poznan był miastem boomu gospodarczego i wzorem do
            nasladowania, teraz role sie odwróciły i Wrocław przejął pałeczkę.
            • Gość: erm Re: Wrocław IP: 62.233.251.* 14.03.06, 08:28
              to niestety pokazuje, ze nic nie trwa wiecznie...
              nie mozemy spoczywac na laurach, tak jak to jakis czas temu zrobil poznan.
              jestesmy kawalek przed innymi, ale odleglosc nie jest wielka, a konkurencja nie spi.
    • Gość: musaszi i znowu Poznan... IP: *.kromera.osiedla.net 18.03.06, 00:35
      miasta.gazeta.pl/poznan/1,36001,3219434.html
      • Gość: Rafis Re: i znowu Poznan... IP: *.wro.vectranet.pl / 213.199.196.* 18.03.06, 10:29
        mam nadzieje ze Grobelny wraz ze spółka wygraja kolejne wybory samorządowe i
        dalej będą rządzić Poznaniem :)
        • Gość: Rzeszów Re: i znowu Poznan... IP: *.kom / *.os1.kn.pl 21.03.06, 20:23
          Wrocław się reklamuje, a Rzeszów ma plany




          Fot. Krzysztof Koch / AG




          Małgorzata Bujara 21-03-2006 , ostatnia aktualizacja 21-03-2006 19:53

          Z ogromnych billboardów przy rzeszowskich ulicach Wrocław zachęca naszą
          młodzież do studiowania właśnie w tym mieście. To najnowszy pomysł na promocję
          stolicy Dolnego Śląska. Co na to Rzeszów?


          - Gdy zobaczyłem te billboardy, poczułem zazdrość. Zazdroszczę wrocławskiej
          promocji pieniędzy, bo takie billboardy to droga rzecz - komentuje Tadeusz
          Szylar, dyrektor wydziału promocji, kultury i sportu rzeszowskiego urzędu
          miasta.

          Rzeszów w tym roku na promocję ma w budżecie 562 tys. złotych. Wrocław około 2
          milionów. Różnica jest widoczna gołym okiem. - Ale właściwa promocja to nie
          tylko kwestia pieniędzy. Najważniejsze jest znalezienie pomysłu, ciekawego,
          odważnego. Pomysł to klucz do sukcesu - podpowiada Paweł Romaszkan, dyrektor
          biura promocji miasta Wrocławia.

          W ponad dwudziestu polskich miastach, w tym w Rzeszowie, zawisły ogromne
          billboardy z hasłem "Wrocław - miasto, które rozwija". W ten sposób miasto
          zachęca absolwentów szkół średnich do podjęcia studiów właśnie we Wrocławiu. To
          nie wszystko, bo w najbliższą niedzielę w klubie Piano odbędzie się koncert
          wrocławskiej grupy Miloopa i spotkanie z przedstawicielami pięciu wrocławskich
          uczelni wyższych. Wrocław na tę akcję wyda 380 tys. złotych.

          Rzeszów postanowił trochę naśladować stolicę Dolnego Śląska, ale na znacznie
          mniejszą skalę i w węższym zakresie: - To nie jest tak, że patrzymy na tę akcję
          i nie wyciągamy wniosków. Już niedługo w czterech miastach: Łodzi, Warszawie,
          Lublinie i Krakowie zawisną billboardy reklamujące mistrzostwa Europy w karate
          tradycyjnym, które w pierwszy weekend czerwca odbędą się w naszej hali.
          Przyjadą na nie przedstawiciele ponad 20 krajów - mówi dyrektor Szylar. Będzie
          dziewięć tych billboardów. Miasto wyda na nie 18 tysięcy złotych.

          Dyrektor Szylar wie jednak, że Rzeszów, podobnie jak Wrocław, musi znaleźć
          sposób na promocję. I zapewnia, że takie pomysły są. - Zrobiliśmy burzę mózgów,
          są już projekty, jedne większe, drugie mniejsze. Ale trudno dziś mówić o
          szczegółach. To są pomysły na razie surowe, nieugłaskane - tłumaczy.

          Szerzej zgodził się opowiedzieć tylko o jednym, który zresztą nie dotyczy
          promocji zewnetrznej miasta. Otóż Rzeszów chce ogłosić ogólnopolski konkurs dla
          środowisk związanych z fotografią i amatorskim ruchem filmowym. Konkurs na
          nakręcenie krótkich filmów, które mają pokazać stolicę Podkarpacia w rozwoju. -
          Chcemy, by dzięki temu powstało około stu filmów o Rzeszowie. Te filmy
          następnie będą pokazywane na dużym ekranie w Rynku w lipcu i sierpniu. Każdy,
          kto zatrzyma się w tym miejscu będzie mógł już nie tylko patrzeć w kufel piwa,
          ale też pooglądać film. To będzie świetna promocja - zachwala dyrektor Szylar.

          A może radni mają jakieś inne pomysły? Andrzej Szypuła, przewodniczący komisji
          kultury, sportu i promocji w rzeszowskiej radzie nie spostrzegł dotąd
          wrocławskich billboardów. - Ja nie rozglądam się na boki, wolę patrzeć w
          świetlaną przyszłość - tłumaczy. Wyjaśniamy mu o co chodzi w akcji Wrocławia. -
          Trzeba by pomyśleć nad podobną akcją promocyjną, mądrą, odważną i kulturalną -
          twierdzi i obiecuje się zastanowić.

          malgorzata.bujara@rzeszow.agora.pl

          miasta.gazeta.pl/rzeszow/1,34962,3227297.html
          • Gość: tenor Rzeszów cd IP: *.kom / *.os1.kn.pl 21.03.06, 21:31
            Gadżety to przeszłość

            Małgorzata Bujara: - Kto jest autorem pomysłu billboardowej akcji Wrocławia?

            Paweł Romaszkan, dyrektor biura promocji Wrocławia: - My ją wymyśliliśmy. Muszę
            przyznać, że kiedyś odczuwałem strach, bo wiadomo, że urzędnik jest tylko
            urzędnikiem. Ale postanowiliśmy sami nad promocją popracować, nie pomaga nam w
            tym żadna zewnętrzna agencja. Ale przy tym korzystamy z pomysłów wrocławiam,
            zachęcamy ich do angażowania się w to, ogłaszamy konkursy

            Dlaczego postawiliście na przyciągnięcie licealistów? Czy brakuje wam chętnych
            do studiowania na wrocławskich uczelniach?

            Wrocław jest trzecim pod względem wielkości ośrodkiem akademickim w kraju. Mamy
            130 tys. studentów i 25 uczelni wyższych. Chcemy tę rangę utrzymać. A musimy to
            zrobić, bo już mamy dużych, poważnych inwestorów, którzy potrzebują wysoko
            wykwalifikowanej kadry i zamierzamy przyciągać kolejnych. Według planów
            Wrocławia w ciągu pięciu najbliższych lat w naszym mieście powstanie 100
            tysięcy miejsc pracy. Dlatego musimy zapewnić kadrę na te miejsca. A poza tym
            wiemy, że niż demograficzny, który dotykał do tej pory szkoły podstawowe i
            średnie, teraz zbliża się do szkół wyższych. Ta nasza akcja to próba
            ustrzeżenia się przed tym problemem.

            Z przykładu Wrocławia wynika, że czasy promocji poprzez gadżety, reklamówki i
            koszulki, to przeszłość

            Nie ma nawet o czym mówić. Dziś liczy się dobry, odważny pomysł i zaistnienie w
            mediach. Niedawno w Petersburgu został odtworzony pałac lodowy. Zrobiłem mały
            wywiad ile to kosztowało. Okazało się, że 200 tys. złotych. To śmiesznie mało,
            zważywszy na to, że pokazały to wszystkie telewizje świata. Pozazdrościłem im
            tego pomysłu. Tego oczywiście nie można powtórzyć, ale właśnie takie pomysły są
            najlepszym sposobem na promocję miast.



            Dla Gazety

            Ryszard Winiarski, wiceprezydent Rzeszowa odpowiedzialny za promocję


            Przykład Wrocławia mówi jedno: że aby się skutecznie zareklamować, trzeba mieć
            najpierw pomysł, koncepcję. Trzeba wymyśleć co my tak naprawdę chcemy osiągnąć
            reklamując nasze miasto. Będziemy się nad tym zastanawiać, ale pierwsze, co
            przychodzi mi do głowy, to aby pójść w Polskę z hasłem, że właśnie u nas jest
            Dolina Lotnicza. To jest magnes i coś, co może naszym ośrodkiem zainteresować
            mieszkańców innych regionów, a także inwestorów.

            not. mb





            Obecna akcja promocyjna Wrocławia to kontynuacja jesiennego Roadshow, akcji
            która okazała się wielkim sukcesem. Wtedy na ulicach polskich miast pojawiło
            się 720 billboardów, citylightów i plakatów, które zachęcały studentów do pracy
            i zamieszkania we Wrocławiu. Przez kilkanaście dni listopada specjalny autobus
            z przedstawicielami Hewletta-Packarda, Volvo i Siemensa - firm inwestujących i
            wciąż rozwijających swoją działalność we Wrocławiu - objechał największe
            polskie miasta. Na uczelniach namawiali studentów do podjęcia pracy w stolicy
            Dolnego Śląska.

            Ta kampania ma potrwać do maja. Ale główne uderzenie zaplanowane jest na
            marzec. Wtedy przedstawiciele pięciu wrocławskich uczelni - Uniwersytetu,
            Politechniki, Akademii Ekonomicznej, Akademii Medycznej i Wyższej Szkoły
            Bankowej odwiedzą sześć polskich miast. Spotkania będą organizowane w klubach.
            Atrakcją będą koncerty wrocławskiej formacji Miloopa. Biletem wstępu będzie
            legitymacja szkolna.







            W tym roku samorząd województwa dolnośląskiego na promocję przeznaczy aż 6 mln
            złotych. Większość tej kwoty, prawie 80 procent region przeznaczy na reklamę w
            zagranicznych mediach. W ramach tej akcji będą półminutowe spoty w komercyjnych
            stacjach. W maju w największych miastach Niemiec, Wielkiej Brytanii, Irlandii,
            Francji, Węgier, Rosji, Ukrainy, w krajach Beneluksu i w Skandynawii zawisną
            billboardy i citylighty.


            Małgorzata Bujara
            • Gość: obserwator litosci!!!!! IP: *.dyn.centurytel.net 24.03.06, 00:39
              > wykwalifikowanej kadry i zamierzamy przyciągać kolejnych. Według planów
              > Wrocławia w ciągu pięciu najbliższych lat w naszym mieście powstanie 100
              > tysięcy miejsc pracy.

              We Wroclawiu obecnie jest 179 tys. miejsc pracy, w ciagu pieciu lat powstanie
              100 tysiecy, czyli wzrost o 56%.

              Czy naprawde w urzedzie nie mozna zatrudnic kogos kto ma mature. Ja rozumiem ze
              Zdrojewski, Dutkiewicz i reszta to humanisci. Smialo nad poziomy wzlatujcie.

              Aha, zobaczcie tez na strukture istniejacych miejsc pracy i popatrzcie na
              ogolna tendencje - jest spadkowa.

              Mamo ja wariat!! Nie synku - prezydent miasta.
              • Gość: Jurek Re: litosci!!!!! IP: 156.17.100.* 24.03.06, 09:46
                Co wam z tym prezydentem humanistą tak odpaliło? Zdrojewski jest humanistą, ale
                nie Dutkiewicz. On skończył PPT na PWr i potem zrobił dr z logiki na KUL-u i
                chyba też z filozofii. Czyli nie jest humanistą tylko ścisłowcem o szerokich
                zainteresowaniach:)
    • Gość: Achilles Tygodnik Powszechny - czerwiec 2002 IP: *.kromera.osiedla.net 22.03.06, 23:33
      ...niektorzy nie lubia Wroclawia..

      Miasto nad Odrą: ?sukces? i jego cena



      Palę Wrocław

      JĘDRZEJ MORAWIECKI



      Najpierw zrodziło się pytanie: czy Wrocław jest miastem sukcesu? Potem przyszły kolejne: jeśli tak, to jaka jest tego sukcesu cena? I czy płaci ją tylko Wrocław, czy też bezrefleksyjna doktryna jedynie słusznej ?meganowoczesności? jest zjawiskiem szerszym?







      Najpierw spłynął na miasto jaskrawy śmieć: kamienice rozbłysły wściekłym pomarańczem, seledynem, czerwienią, żółcią ? byle mocniej i ?weselej?. Starówka zaczęła przypominać reklamę supermarketu, ale spodobała się. Nowe technologie dały poczucie postępu, którego Wrocław tak bardzo potrzebował. Później wyszła tandeta: pośpiesznie odnowiony Ostrów Tumski zaczął obłazić płatami farby. Wyspa rozbłysła światłem halogenów, kościoły podświetlono od dołu, wbrew zamysłowi architektów, bez wyczucia proporcji ? zaczęła przypominać gigantyczną makietę do wyciskania pieniędzy z zachodnich wycieczek.
      Nowa estetyka pomogła jednak uwierzyć, że Wrocław jest miastem postępu, że jest zachodni ? niezależnie od przepychanek w znienawidzonej Warszawie, od kryzysu w kraju, od bezrobocia. Syndrom ?ładnego Rynku? jest przykładem budowania tożsamości mieszkańców Wrocławia po 1989 roku, którzy dumni są z nowych latarń, bruku, fasady, patykowatych drzewek sadzonych w miejsce wyciętych. Krytykę nowej estetyki odbierają jako osobisty atak, co jest o tyle zrozumiałe, że według badań socjologicznych Rynek jest jedynym wyznacznikiem wrocławskiej tożsamości. Co znamienne: większość respondentów ? gdyby otrzymała gdzie indziej korzystniejsze warunki pracy ? wyjechałaby.


      ?SUKCES LEPSZY NIŻ SEKS?
      Zmienia się miejska ikonografia. Wielu pytających o drogę kojarzy Rynek wyłącznie z McDonaldem, a ulicę Świdnicką z ?Barem? ? polsatowskim reality-show. Jeśli uznać za sukces wprowadzenie wirtualnego show w tkankę miasta, Wrocław odniósł sukces. Nie ma już kościoła dominikańskiego ani nawet Dominikańskiego placu ? jest przystanek tramwajowy ?Galeria?. Galeria Dominikańska to szklano-betonowa bryła (?największy megamarket elektroniczny Europy?) obłożona imitacją cegieł i pękiem kamer. Udało się coś, czego nie dokonali peerelowscy inżynierowie wielkiej płyty: zasłonięto całkowicie kościół, obudowano go agresywnym centrum handlowym, które krzyczy reklamami: ?sprzedaj nam swoją starą?, ?to jest lepsze niż seks?. W ?galerii? ? prócz plastykowych fontann, fastfoodów i supermarketów ? mieszczą się także pozbawione okien sale konferencyjne. Tu szkolą się pracownicy banków, spotykają akcjonariusze wielkich firm.
      Z ?Galerią Dominikańską? wiąże się bowiem mit wrocławskiego sukcesu gospodarczego. Taki wizerunek zewnętrzny ? oparty na stereotypie bogatego pasa zachodniego i bliskości europejskich stolic ? buduje miasto na zewnątrz.
      Tymczasem wiele spółek jest wykupywanych, redukowanych (np. ADTranz ? dawny Pafawag, Polifarb Cieszyn-Wrocław, po raz kolejny Polar), wiele przenosi się do Warszawy. Wśród giełdowych firm dominują spółki internetowe, jest firma developerska... Istnieje lokalna telefonia i lokalne spółki ciepłownicze ? Kogeneracja i MPEC Wrocław. Działają fabryki i montownie motoryzacyjne ? Jelcz, Volvo. Zapomina się jednak, że te inwestycje są naskórkowe. Zapomina się, że nie da się zbudować koncepcji miasta na motoryzacji i internecie, bo są to branże wyjątkowo podatne na koniunkturę. A prawda jest taka, że ilość depesz ekonomicznych wysyłanych z Wrocławia do zagranicznych agencji (na przykład Reuters) drastycznie spadła. Bo ilość wydarzeń gospodarczych nie wiąże się z ilością szklanych biurowców.
      Oficjalnie bezrobocie pod koniec marca wzrosło w mieście do 10,8% wobec 8,2% zeszłego roku. W powiecie grodzkim wskaźnik bezrobocia wynosi 17,8% w stosunku do zeszłorocznych 14,3%. Problemu zatrudnienia nie rozwiążą ekskluzywne knajpy dające barmanom pięćset złotych miesięcznie i napiwki za 12 godzin za barem, nie zmienią sytuacji kolejne supermarkety. W podwrocławskiej wsi, z której jadę do miasta, córka sąsiada rusza w przeciwną stronę. Pracując na prowincji jako księgowa dostaje czterysta złotych, wstaje o czwartej rano, wraca po południu. Jest zadowolona. We Wrocławiu pracy nie dostała.
      W reportażach dla ?Tygodnika? pisałem o koszalińskich pegeereach, o bezrobociu, o tym, że młodzi próbują się wyrwać. Kiedy skończyłem ostatni tekst, wróciłem do Wrocławia, spotkałem się z kolegami ze studiów, dziś absolwentami filologii na uniwersytecie. Większość szuka pracy, sześć osób próbuje dostać się do policji, kilka ? zostać na uczelni. Moi znajomi powtarzają drogę bohaterów dokumentów o Kowarach czy Szprotawie, którzy miesiącami bezskutecznie szukali pracy w ?wielkim mieście? ? Wrocławiu. I trudno spodziewać się, by sytuację uzdrowiły ?sukcesotwórcze? działania na wzór Poznania, w którym pracę dostaje tylko ten, kto na stałe zameldowany jest w mieście.


      ?ŁADNIE I SŁONECZNIE?
      O ile szklane centra ? mimo pobożnych życzeń ? nie wpływają na gospodarkę, o tyle bez wątpienia mają wpływ na kształt miasta. W centrum budowane są więc namiastki wielkiego świata: Park Plaza, Europejski Fundusz Leasingowy, Dorint, Asco, piętrowe parkingi. Powstający właśnie nowy uniwersytecki budynek prawa ? nawiązujący estetyką do pobliskiego gierkowskiego bloku ? zasłoni Gmach Główny Uniwersytetu. Skoro o wyburzonym Rynku zakrytym szarą płytą mówiło się, że ?komuniści-barbarzyńcy? zniszczyli centrum, to co powiedzieć teraz? Pozostaje tłumaczenie, że kościoły ?i tak będą się odbijać w pięknych szklanych płaszczyznach?. I można to tłumaczenie rozszerzyć na osiedla kloców z ?wielkimi oknami, słonecznym korytarzem i wygodami?. Wielka płyta wgryzła się w zabytkowe zabudowania, tworząc ?interesujący kontrast?. Problem nie w nowej architekturze, a w miernocie, łączonej z wyjątkową ekspansywnością. I w jej funkcjach ? budynki przeznaczone na konferencje, promocje, salony piękności i biura zmieniają dotychczasową funkcję Rynku jako centrum integrującego społeczność. Rynek nie należy już do mieszkańców.
      Jeden z architektów nazwał estetykę nowego Wrocławia ?architekturą disco-polo?. Jak na ironię losu, muzykę disco-polo kanonizował Polsat, który swój ?Bar? umiejscowił w pierwszym, sztandarowym budynku ?nowej fali architektonicznej? Wrocławia.


      ?NOWE, MEGAKOLOROWE?
      Supermarkety wyrastają często w sercach osiedla. To molochy, przy których oprotestowany niegdyś barak HIT-u ? ukryty za wiaduktem przy giełdzie samochodowej ? wydaje się poczciwym supersamem. Pojawiają się głosy, że gdzie indziej centra handlowe, multipleksy lokuje się na obrzeżach miast. Nie trzeba porównań, by dostrzec, że supermarkety wbijane w dotychczasową strukturę niszczą lokalne więzi, dezintegrują wspólnotę, a rujnując drobne sklepy, naruszają najbardziej stabilną sferę handlu. We Wrocławiu, podobnie jak w innych miastach, mamy do czynienia z przemianami imitacyjnymi: z przejmowaniem wzorców zewnętrznych bez monitorowania wewnętrznych uwarunkowań. I o ile początkowo tendencja ?promarketowa? ? połączona z tęsknotą za wielkim, kolorowym, bogatym sklepem ? wydawała się uzasadniona, to po bezkrytycznej fascynacji przychodzi czas na refleksję i uporządkowanie struktury. Refleksji jednak zabrakło. Zachodnie wzorce przejmuje się wybiórczo, chaotycznie, tak jak jest wygodniej, korzystniej (w krótkiej perspektywie) dla wąsko pojmowanych elit.
      Schemat jest prosty ? supermarkety mają znacznie silniejszy lobbying. Twarde zasady ekonomii trudno jednak objaśnić właścicielom warzywniaków ze Śródmieścia prowadzących sklep od pokoleń (nawet w młodym środowiskowo Wrocławiu) ? wpisujących ?na zeszyt? zakupy starych klientów, zarzynanych jednak czynszem i dyskontami.


      ?BARDZO DUŻA SZTUKA?
      Wrocław może stać się tym, w co przeobraziła się radiowa ?Trójka?. Może stać się miastem niegdyś awangardowym, oryginalnym, dziś bazującym na szczątkach legendy. Może stać się sformatowanym tworem przekształconym w miasto środka (jak muzyka środka). Miastem bezbarwnym (mimo swej jaskrawo
      • Gość: Achilles Re: Tygodnik Powszechny - czerwiec 2002 cd. IP: *.kromera.osiedla.net 22.03.06, 23:34
        Może stać się sformatowanym tworem przekształconym w miasto środka (jak muzyka środka). Miastem bezbarwnym (mimo swej jaskrawości), miastem dla wszystkich i dla nikogo. Szklany Wrocław z kulturą oglądaną przez szybę. Z jednej strony mamy bowiem w mieście elitarne, zamknięte imprezy, jak osławiony już koncert Placido Domingo, sprowadzonego do Wrocławia na występ dla VIP-ów za równowartość kilkunastu mieszkań. Mamy legendarny, odkurzony, ale niedostępny finansowo mieszkańcowi Śródmieścia Przegląd Piosenki Aktorskiej (sprowadzający się do wielkiego bankietu). Jest ? na szczęście ? Vratislavia Cantans. Pojawiają się koncerty ukierunkowane wyłącznie na media, jak emitowany w Wielką Niedzielę w telewizyjnej ?Dwójce? koncert Gospels. Przed takim koncertem przypomina się, by zachowywać się ?spontanicznie i wielbić Chrystusa klaszcząc w dłonie, bo jest wśród nas telewizja?. Przesunięcie proporcji.
        Oprócz imprez kreujących wizerunek zewnętrzny mamy masowe spektakle, łechtające próżność wrocławian złudzeniem wysokiej kultury, bazujące jednak w gruncie rzeczy na schemacie rocznicowego festynu: konferansjer krzyczy ze sceny, że oto muzycy, którzy do tej pory nigdy się nie spotkali, zagrają razem bez żadnej próby popularny utwór muzyki klasycznej i stanie się to właśnie tu, w ulubionym Wrocławiu. Nie ma czwartków jazzowych, legendarny Jazz-club ?Rura? oblazł złoconymi poręczami, wysoką ceną i finansową elitą. ?Jazz nad Odrą? stał się ?meczem na harmonijkę ustną Polska-Czechy?. Znika charakter i oryginalność ? w pubach szkockich i irlandzkich gra już muzyka z Vivy. Nawet reklamowane w ?Radiostacji? ?Pięć nutek? i ?Wagon? przypominają dziś wystrojem dyskotekowe kluby.
        Pośrodku Rynku, nieopodal miejsca festynów wyrosła zaś za horrendalną sumę postsocrealityczna fontanna ?Zdrój? (oficjalna nazwa) ? postawiona decyzją byłego prezydenta, teraz parlamentarzysty Bogdana Zdrojewskiego, który w tekście dla ?Przekroju? chwalił się, że ?na szczęście? mieliśmy powódź, bo by zorganizować Expo, dobrze ?być po jakimś kataklizmie?.


        ?DRUGA STRONA RZEKI?
        Być może władze ? stawiając fontannę za około 2,5 miliona złotych ? zapomniały, że z dala od Rynku stoją domki dla powodzian: puste od 1997 roku, obłożone bogatą infrastrukturą, nie nadające się jednak do zamieszkania, zagrzybione i plastykowe ? pomniki finansów utopionych w chybionych inwestycjach powodziowych. Na mieszkania komunalne czekają zaś wrocławianie w kolejkach od lat. Ta sfera Wrocławia została jednak zepchnięta poza silikonowe centrum, na drugą stronę Odry. Tak samo jak istniejące jeszcze na szczęście jadłodajnie, kawiarnie i piwiarnie ? z piwem cztery razy tańszym niż po drugiej stronie mostu. Przetrwała sieć Gastronomicznej Spółdzielni Inwalidów z gęstymi firankami, pierogami w śmietanie i wiśniówką, przetrwały osiedlowe szynki. Przetrwały lokalne ryneczki: Leśnica, Agora, Brochów, Psie Pole, Księże Małe... Wrocław ? wchłonąwszy miasteczka, winien uczynić z nich atut, nie zaś spychać w zapomnienie. To właśnie klientela podwórek Śródmieścia, Brochowa, Traugutta odznacza się najsilniejszym poczuciem tożsamości i solidarności (co było widać choćby podczas powodzi, kiedy lokalni menele przerzucali worki z piaskiem, a szanowane rodziny prowadziły dzieci nad Odrę, by obejrzały wysoki poziom wody). Lokalne środowiska tych starych dzielnic powinno się wspierać i animować, a nie stygmatyzować, spychając je do roli kryminogennych ?bermudzkich trójkątów?. Bo mimo wielu patologii w tych miejscach pozostał autentyzm i tożsamość, historia miejsca, którą miasto najwyraźniej gubi.
        W starych dzielnicach Wrocławia pojawiają się squaty, pustostany zajmowane przez post-punków, anarchistów. Kilka przyjęło nieformalny status alternatywnego domu kultury ? jednemu udało się dostać od miasta lokal do wyremontowania ? na Jagiellończyka. Zaczęli działać legalnie. Squat stał się miejscem nieodpłatnej edukacji kulturalnej, otworzył drzwi przed chłopaczkami z podwórka. Ale kiedy squat zmontował DKF, otworzył bibliotekę, zaczął organizować odczyty, emisje reportaży, koncerty, kiedy wyszedł poza wąskie ramy ?wolnościowej kontestacji? ? pojawiła się inspekcja. Kontrola w budynku wykazała konieczność dostosowania Centrum do wymogów unijnych ? wymianę instalacji, sceny na ognioodporną, krzeseł, drewnianych stropów i podłogi ? na atestowane... Ośrodek został zamknięty.
        Są jednak studenckie sceny, odradzają się filmowe festiwale: KAN, przegląd na Działkowej, Słubickiej, działa Pałacyk, studencki klub filmowy ?Fosa?, wznawia działalność DKF na Politechnice. Na przeglądach undergroundowych filmów i niskobudżetowych dokumentów sale pękają w szwach. Ściąga publika na nielegalne pokazy reportaży w dzikich piwnicach, na wystawy zdjęć przybijanych gwoździami do betonowych ścian. Odradza się więc powoli studencka kultura ? i dzieje się to właśnie w momencie największego finansowego kryzysu, ?off? rodzi się pod presją likwidacji klubów, budżetowych cięć, nieokreśloności. Składnice i kiermasze taniej książki bez reklamy przyciągają tłumy. Na placu Kromera, gdzie książki kosztują od grosza do złotówki, pojawiają się wierni klienci i dostawcy ? oddają winyle i powieści nawet poza godzinami urzędowania biblioteki, wrzucając je przez szparę w drzwiach. Druga strona medalu: biblioteki z braku miejsca wyrzucają księgozbiory ? na filologii, niczym w hrabalowskiej powieści, pojawiają się całe kartony niechcianej literatury. Sam jeżdżę po bibliotekach, wynoszę z korytarzy oprawione w płótno tomy dzieł wszystkich Balzaka, Bułhakowa...
        Naukowa księgarnia ?Kwant? znikła ze Świdnickiej ? mimo ciągłych apeli i podpisów. Wcześniej zlikwidowano największą księgarnię muzyczną. Stoi tam dziś ekskluzywna restauracja. Pod ciężarem multipleksów padły kina ?Pionier?, ?Polonia?, ?Studio?. Kolejne multipleksy mają być sytuowane przy istniejących już kinach (na przykład przy Kinie Lwów).
        Trwają codzienne pchle targi ? nielegalne, poukrywane w podwórkach, tuż za odnowioną fasadą, targi niczym z szulkinowskich filmów, z wejściem przez odartą klatkę schodową, w kamiennych studniach. Miejsca, gdzie sprzedawcy i kupujący mówią, że ?uciekli z Rynku?, bo tam ?nie da się przetrwać?, czy że ?tam nie ma już po co iść?. Rynek zaś odwzajemnia się apartheidem plebsu ? na wejściach pubów i knajp pojawiają się napisy: ?obuwie sportowe zostaw w domu?. Bramkarze (obrońcy kultury wysokiej) nie wpuszczą dresiarzy, ale i studentów w adidasach. W imię nowoczesnej estetyki.


        ?BRZYDKIE MARGINESIAKI?
        ?Trójkąty bermudzkie? powinny zniknąć ? takie jest założenie. Nie są zgodne z wizją postępu i ?słoneczności?. Stąd pojawiła się nie budząca kontrowersji idea rewitalizacji ? a więc rozbicia ?lumpenproletariackich struktur? poprzez wysiedlanie mieszkańców mieszkań komunalnych i przenoszenie ich w inne rejony miasta. Podobnie jak nie psuła ?postępowego? samopoczucia akcja usuwania z dworca bezdomnych przed Kongresem Eucharystycznym, wywożenia ich poza Wrocław, by nie razili pielgrzymów przybywających na spotkanie z papieżem. W zapomnienie poszły kolejne czystki: likwidacje cygańskich obozowisk, łapanki Romów, deportacyjne samoloty. W imię realnej stabilizacji łączonej z estetyką postępu, alternatywę, mniejszości i margines wmiata się pod dywan. Za nową estetyką przychodzi nowa etyka.
        Równocześnie czytamy o kolejnym ?radosnym? osiedlu, budowanym przez ?angielską firmę? (potem okazuje się, że nie ma osiedla, a jedynie jego komputerowa symulacja przygotowana za miejskie pieniądze przez firmę zarejestrowaną w raju podatkowym). Agresywna iluzja wyziera z billboardów i city-lightów informujących o ?największej w Polsce dyskotece?, której ?zazdrości nam cała Polska?. Wyjątkowość budowana na nijakości.
        Zwieńczeniem tej ideologii staje się mrzonka wrocławskiego Expo, przedmiot propagandy nie tylko lokalnej, ale i ogólnopolskiej. W artykule ?Przyjechali, pochwalili? na pierwszej stronie ?Gazety Wyborczej? z tautologicznego leadu dowiadujemy się, że Wrocław jest ?pełny życia, żywiołowy? i dalej ? że miasto,
        • Gość: Achilles Re: Tygodnik Powszechny - czerwiec 2002 cd. IP: *.kromera.osiedla.net 22.03.06, 23:35
          Zwieńczeniem tej ideologii staje się mrzonka wrocławskiego Expo, przedmiot propagandy nie tylko lokalnej, ale i ogólnopolskiej. W artykule ?Przyjechali, pochwalili? na pierwszej stronie ?Gazety Wyborczej? z tautologicznego leadu dowiadujemy się, że Wrocław jest ?pełny życia, żywiołowy? i dalej ? że miasto, które chce konkurować z Szanghajem, Buenos Aires, czy Moskwą, zostało pochwalone przez delegację Międzynarodowego Biura Wystaw za ?zachwycające poparcie ze strony ludzi tu mieszkających?. Władze chcą, by Expo było dochodowe i planuje, by ?nie ustępujące niczym konkurencji? siedemsettysięczne miasto sprzedało dwadzieścia dwa miliony biletów. Piśmiennictwo sukcesu jest skuteczne ? wielu mieszkańców w potocznych rozmowach wyraża przekonanie, że Wrocław Expo ma już przyznane.


          KONIEC
          Na zakończenie kilka nowości z miasta sukcesu. Właśnie odbył się ślub bohaterów polsatowskiego ?Baru? ? wydarzenie ściągnęło pod Pałac Ślubów tłumy mieszkańców i przyjezdnych. Trwają dwie ekspozycje. Pierwsza, na Rynku, o ?Expo 2010". Na zdjęciach dawny czarno-biały Wrocław, a obok ten kolorowy, odmieniony. Pod zdjęciem uśmiechniętego prezydenta Huskowskiego czytamy: ?Wrocław (...) na pewno jest jednym z najbardziej dynamicznie rozwijających się miast Polski. Metropolią o wyjątkowej atmosferze i tradycji, ambitnych dążeniach i ugruntowanej pozycji na mapie Polski i Europy. (...) Wierzę, że jesteśmy w stanie podołać każdemu zadaniu?.
          Na drugiej wystawie, w Galerii BWA, możemy zobaczyć dmuchanego orła, amerykańskiego żołnierzyka z okrwawioną głową bin Ladena (tytuł: ?Mam go!?), obraz z Chrystusem (zamiast ?Jezu, ufam Tobie?, ?Taniej już nie będzie?). Wystawa nosi tytuł: ?Sztuka przez duże G?. Przy wyjściu z ekspozycji stoją dwa przyciśnięte do siebie kineskopami telewizory. Przez szparę widać na obu ekranach ten sam obraz: człowiek ? dyszący, zmęczony, pełen zapału. Uprawia nieskończony miejski jogging. Biegnie w pustkę.


          www.tygodnik.com.pl/numer/276022/morawiecki1.html
          • Gość: Rafis Newsweek-"Tygrys z nad Odry" IP: *.wro.vectranet.pl / 213.199.196.* 22.03.06, 23:49
            newsweek.redakcja.pl/wydania/artykul.asp?Artykul=14787
            Tygrys z nad Odry
            Miasta.
            Kraków, Poznań, a nawet Łódź stają się równie atrakcyjnymi miejscami do pracy i
            życia jak Warszawa. Ale liderem grupy pościgowej jest Wrocław.
            Od początku marca 33-letni Sebastian Kisielewski jest administratorem sieci w
            spółce Volvo we Wrocławiu. Kiedy zadzwonili do niego head-hunterzy, od razu
            zdecydował się na przeprowadzkę z Zielonej Góry. Pensje we Wrocławiu są nawet o
            150 proc. wyższe niż w Zielonej Górze. Ale nie tylko pieniądze były wabikiem.
            Kisielewski mówi, że gdyby miał równie dobre propozycje pracy w Warszawie, to
            by je odrzucił. Stolica przeraża wielkością i szaleńczym tempem życia, Wrocław
            urzeka akademickim klimatem i brakiem pośpiechu. - Idealne miejsce do życia z
            żoną i córeczką - mówi informatyk. I nie jest w swej opinii odosobniony.
            Dlatego jest pewne, że także rynek nieruchomości, obok rynku pracy, będzie się
            dynamicznie rozwijał.
            ...

            reszta w wydaniu papierowym strona 50.
            • corgan1 Re: Newsweek-"Tygrys z nad Odry" 23.03.06, 20:05
              > Ale liderem grupy pościgowej jest Wrocław.

              Kogo lub co Wrocław ściga?

              > Stolica przeraża wielkością i szaleńczym tempem życia,

              "Wielkość" rozumiem - wystarczy spojrzeć na mapę. To skąd wie o "szaleńczym
              tempie życia"? Przecież tam nie mieszka.

              > Wrocław urzeka akademickim klimatem i brakiem pośpiechu. Idealne miejsce do
              > życia z żoną i córeczką.

              Wrocław urzeka też możliwoscią znalezienia pracy dla żony? Albo bezproblemowym
              miejscem w przedszkolu dla małej? jakie może jej zaoferować zajęcia naukowe
              albo sportowe? Zamiast przedszkola albo angielskiego dla dzieci chodzi
              o "akademicki klimat na Wittigowie"?

              ps: jak się ma "dynamizm" do braku pośpiechu?
              • Gość: Jurek Re: Newsweek-"Tygrys z nad Odry" IP: 156.17.100.* 23.03.06, 20:16
                Widzę, że kolejny anty-wrocławianin zwany inaczej trolem, pojawił się w
                dyskusji. Zmasowany atak? Moim zdaniem Wykrzykniku, nie ma co się z tymi trzema
                panami wdawać w dyskusję. Przecież oni wiedzą wszystko lepiej...;)
                Tylko zastanawia mnie, co ich tutaj trzyma we Wrocławiu? Jeśli tu jest tak źle,
                to można spakować dobytek i poszukać ziemi obiecanej, gdzieś indziej...
                Pozdrawiam Jurek
                • corgan1 prawdziwy dynamizm nie powinien bać sie 3 trolli 23.03.06, 20:57
                  > Zmasowany atak?
                  Ale czego się boisz? Prawdziwy dynamizm nie powinien bać sie 3 trolli. Czy jest
                  coś nie tak?

                  > Przecież oni wiedzą wszystko lepiej...;)
                  Nie, nie wiem. Skąd Ci to przyszło do glowy.

                  > Jeśli tu jest tak źle, to można spakować dobytek i poszukać ziemi obiecanej,
                  > gdzieś indziej...

                  Ale po spakowaniu dobytku i znalezieniu nowej ziemi obiecanej można wchodzic na
                  forum "Wrocław" i zadawać głupie pytania?

                  Zadałem tylko pytanie - na podstawie czego gość ktory chyba nigdy nie mieszkał
                  w Warszawie mówi o "szaleńczym tempie życia"?

                  Tak sie składa że mieszkam w Warszawie od 6 lat i... nie widzę tego szaleńczego
                  tempa zycia u wszystkich jego mieszkańców. Tzn. jak chcesz tak żyć to żyjesz.
                  Jak nie chesz - to się nie ścigasz i zyjesz swoim tempem. Chodzisz, jeździsz
                  rowerem, łazisz po knajpach, wpadasz na basen albo salę albo siłownię.

                  Wyprowadzilem sie z Wroclawia w 2000 dlatego ze w 1999 na rynku pracy robila
                  sie ch...jnia, przez rok nie mogłem zmienic pracy, firma w której pracowałem
                  sypała się, a w 2002 całkowicie znikła z rynku.

                  Czy w zwiąkzu z tym mogę wchodzić na forum i zadawać pytania? czytać?
                  węszyć? :))

                  Dlaczego we Wrocławiu ludzie cholernie cieżko znosza pytana i poruszanie
                  problemów, które nie są zgodne z obowiazującą linią wuaaadz miejskich albo
                  ogólnego stanu hurraoptymistycznego ducha miasta? Kazde podważenie propagandy
                  sukcesu bądź zadanie 2-3 dodatkowych pytań związnych z dynamizmem wywołuje
                  histerię.

                  Na czym polega problem?
                  • piootr Re: prawdziwy dynamizm nie powinien bać sie 3 tro 23.03.06, 21:44

                    > Na czym polega problem?

                    Kochamy swoje miasto. Gdyby obcy facet wytykał twej żonie w twojej obecności
                    krzywe nogi to też by wpierw wziął w pysk, a dopiero później pytał o problem,
                    prawda? ;-)

                    Mam w Warszawie o rok dłuższy staż od ciebie. Wciąż mi płacą żebym tam
                    przyjeżdżał. Jeśli to dla ciebie, jako już warszawiaka, komplement, to przyjmij
                    go.

                    Piootr
                • Gość: ! Re: Newsweek-"Tygrys z nad Odry" IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 23.03.06, 21:04
                  Gość portalu: Jurek napisał(a):

                  > Widzę, że kolejny anty-wrocławianin zwany inaczej trolem, pojawił się w
                  > dyskusji. Zmasowany atak? Moim zdaniem Wykrzykniku, nie ma co się z tymi
                  trzema
                  > panami wdawać w dyskusję. Przecież oni wiedzą wszystko lepiej...;)
                  > Tylko zastanawia mnie, co ich tutaj trzyma we Wrocławiu? Jeśli tu jest tak
                  źle,
                  > to można spakować dobytek i poszukać ziemi obiecanej, gdzieś indziej...
                  > Pozdrawiam Jurek


                  Corgan mieszka w Warszawie, wczesniej mieszkał w Wałbrzychu. Serdecznie
                  nienawidzi Wrocławia (zostało mu to z czasów mieszkania w biedaszybowym
                  Wałbrzychu, gdzie mial i ma poczucie, że wszystko co złe w jego życiu, to
                  zawdziecza Wrocławiowi)

                  Jurku przyznaję, że dałem się sprowokować tym 2 osobnikom. Jednak postanowiłem
                  nie pałować się z nimi, nie zaśmiecać naszą "dyskusją" ciekawego wątku i
                  dlatego poprosiłem o usuniecie całej mojej dzisiejszej "polemiki" z bimbaczem i
                  wojtusiem.

                  Teraz wątek jest czysty i mozna w nim dyskutować na temat...

                  pozdrawiam serdecznie.
                  • corgan1 Re: Newsweek-"Tygrys z nad Odry" 23.03.06, 21:31
                    Gość portalu: ! napisał(a):

                    > Corgan mieszka w Warszawie, wczesniej mieszkał w Wałbrzychu. Serdecznie
                    > nienawidzi Wrocławia (zostało mu to z czasów mieszkania w biedaszybowym
                    > Wałbrzychu, gdzie mial i ma poczucie, że wszystko co złe w jego życiu, to
                    > zawdziecza Wrocławiowi)

                    Nie wkładaj mi w paszczę słów których nie powiedziałem.

                    Kiedy mieszkałem w Wałbrzychu bardzo lubiłem Wrocław. Nawet w nim zamieszkałem.
                    Zmęczony tym miastem, brakiem perspektyw, towarzystwem rodowitych breslałerów,
                    rozdżwiękiem między oficjalnym landszafcikiem a rzeczywistością coś w mym mózgu
                    j...bło i spakowalem dobytek, kupilem bilet w 1 stronę na Wschodni. Żaluje że o
                    5 lat za pózno.

                    Nigdy nie nienawidziłem Wałbrzycha żeby nie bylo. Z biedaszybami nie mam nic
                    wspólnego głupku.

                    Odnisnie nienawiści - to raczej Wrocław nienawidzi Wałbrzycha. No chyba że Dudi
                    skubnie Wałbrzyskiej SSE w imię dynamizmu nieco miejsc pracy, wtedy w-ch jest
                    łaskawie tolerowany hehe :)
          • Gość: ale-debilizm Re: Tygodnik Powszechny - czerwiec 2002 cd. IP: *.spox.org / *.inet.polhost.pl 23.03.06, 00:10
            Ten artykuł jest chory, bardzo sie na tym Tygodniku zawiodłem, gazeta z Krakowa
            a ja tak Kraków lubie hhhmmmmmmm: no nic kilka uwag

            1)artykuł krytykuje wszystko i wszystkich, w zasadzie wszystko co sie wydarzyło
            przez 15 lat (to dość krótki okres patrząc na historie miasta) zostało zrównane
            z Ziemią, taki artykuł " na zamówienie" można napisać na temat każdego miasta w
            Polsce, Gdańsk ma Orunie, Warszawa-Prage itp..
            2)każdy argument przeciw naszemu miastu przedstawiony w tym tekście można
            bardzo łatwo zbić
            3) autor tylko krytykuje nie przedstawia kontrpropozycji

            Ja nie twierdze że wszystko we Wrocławiu jest ok, jest to jasne, ale zaległości
            sięgają 50 lat tego sie nie nadrabia 5-10 lat

            I ostatnia sprawa
            W Polsce ukształtował się taki podział przez lata: Watrszawa, Poznań,Kraków no
            i może Trójmiasto
            reszta nic nie znaczy.W zasadzie reszta miast sie w ten układ wpisuje i żadne
            nie stara się zbytnio zmienić tej gradacji
            Jedyny wyłom czyni Wrocław, i ta stale rosnąca pozycja naszego miasta tak
            bardzo wszystkim nie pasuje.
            W zasadzie jak sie poczyta troche lokalnych gazet np. w Wlkp. to tam wychodzą z
            siebie jak słyszą o mieście z Płd-Zach Polski na W.
            Bo oni muszą być centrum gosp. zachodniej Polski i koniec , tak ma być
            Śmiech
            No nic kończąc
            Nie jest jeszcze super, ale idziemy konsekwentnie w dobrym kierunku,
            a takie artykuły są próbą cofnięcia kijem Wisły
            Krytyczne podejście jest potrzebne- ale to jest chory Totalizm
            Pozdr. Wszystkich

            • Gość: ! Re: Tygodnik Powszechny - czerwiec 2002 cd. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 23.03.06, 00:14
              Co się dziwisz, w Krakowie wielu ludzią chodzi gula z powodu sukcesów
              Wrocławia. Zresztą nie tylko w Krakowie...
              • Gość: Lukasz Do "!" IP: *.spox.org / *.inet.polhost.pl 23.03.06, 02:13
                Jakis czas temu Darku odszedłeś z tego forum i już na nim nie zabierasz głosu,
                wiec korzystając z okazji chciałem Tobie serdecznie podziekowac za wszystkie
                posty, wiadomości,nowinki jakie przekazywałeś, odnośnie Wrocka i DŚ. He z tego
                wszystkiego nie jeden doktoracik albo i profesure można byłoby trzasnąć,
                prawdziwa kopalnia wiedzy.

                Dalej czytam twoje posty na forum Sky, nie zalogowałem sie tam bo w sumie tez i
                nie mam co ciekawego do przekazywania, ale wiedz o tym że wiele osób nie tylko
                forumowicze zalogowani ale takze takie osoby jak JA, są Tobie bardzo wdzięczne.


                Szczególnie lubie te posty kiedy nie podajesz zródła ani firmy o jaką chodzi i
                gdzie ma być inewstycja bo z oczywistych względów mowić nie możesz
                Takie Posty Lubię Najbardziej
                Co do Twojego odejścia stąd
                to miałeś racje
                Po co się kopać z Koniem!!!!!

                Jeszcze raz Wielkie Dzięki i tak Trzymać


                • Gość: ! Re: Do "!" IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 23.03.06, 02:40
                  Witaj Łukaszu.

                  Dziękuję za ciepłe i miłe słowa.

                  Tak, jak już sam napisałeś, w tej chwili mocno udzielam się na forum
                  SkysCrapercity i wszyscy zainteresowani inwestycjami we Wrocławiu i na Dolnym
                  Śląsku mogą na tamtym forum znależć bardzo dużo informacji i zdjęć dotyczących
                  tychże inwestycji.

                  Jako, że forum Skyscrapercity jest forum ogólnopolskim i w natłoku informacji z
                  całego nszego kraju łatwo nieraz przeoczyć informacje z naszego miasta i
                  regionu (informacje siłą rzeczy są porozrzucane po całym forum - które niestety
                  jest pozbawione profesjonalnej wyszukiwarki), dlatego już jakiś czas temu
                  wpadlem na pomysł, by reaktywować to forum z Gazety Wyborczej w zupełnie nowym
                  miejscu. Tak, żeby liczne osoby zainteresowane tematem wrocławskich inwestycji
                  i inwestycji na DŚ, znów miałe swoje miejsce w necie.
                  Pierwotnie zakładałem, że nowe forum ruszy w okolicach lutego, potem w marcu.
                  Postanowiłem jednak, że nie ma co czekać i wkrótce to nowe forum oficialnie
                  wystartuje. (Jeszcze tylko zastanawiam się nad wyborem typu forum).

                  Forum na którym będzie można podyskutować o naszych inwestycjach (w różnych
                  dziedzinach) i gdzie nie będzie tych wszystkich kłótni, podjazdówek i
                  wzajemnego udowodniania sobie czegoś - czyli tego, co doprowadziło do upadku to
                  forum :( Forum bez m.in róznego rodzaju Łosi, którzy krytykę rozumieją przez
                  nieustanne granie tej samej płyty i jechanie po wszystkim i wszystkich, którzy
                  nie są tak pełni jadu i zawiści jak owe bimbacze... Forum dla miłośników
                  naszego miasta, regionu...

                  Pozdrawiam serdecznie.
                • Gość: wojtek Re: Do "!" IP: *.mat.univie.ac.at 24.03.06, 10:00
                  > Jakis czas temu Darku odszedłeś z tego forum i już na nim nie zabierasz głosu

                  Zabiera zabiera - i to pod roznymi nickami :)
          • Gość: tenor Re: Tygodnik Powszechny - czerwiec 2002 cd. IP: *.kom / *.os1.kn.pl 23.03.06, 09:19
            Ale to bylo kiedys. Teraz Tygodnik zmienil zdanie:

            tygodnik.onet.pl/2261,1312629,dzial.html
            tygodnik.onet.pl/1822,1144080,dzial.html
            • Gość: pepe Re: Tygodnik Powszechny - czerwiec 2002 cd. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 23.03.06, 11:09
              NO WŁAŚNIE!
              • Gość: janek Re: Tygodnik Powszechny - czerwiec 2002 cd. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.03.06, 12:03
                uwaga! wrocław stał ,stoi,i będzie stał ością w gardle,w krakowie,poznaniu
                warszawie i bóg wie gdzie jeszcze,proponuje usmiech i "róbmy swoje"
                • Gość: ! Re: Tygodnik Powszechny - czerwiec 2002 cd. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 23.03.06, 12:23
                  Gość portalu: janek napisał(a):

                  > uwaga! wrocław stał ,stoi,i będzie stał ością w gardle,w krakowie,poznaniu
                  > warszawie i bóg wie gdzie jeszcze,proponuje usmiech i "róbmy swoje"


                  I tak właśnie robimy. Zauważcie, że ta zazdrośc w Polsce w stosunku do tego co
                  i ile dobrego dzieje się we Wrocławiu jest po prostu przejawem tego, że pewne
                  osoby w tym kraju, pewne miasta, dotąd sądzące, ze im się należy dana pozycja i
                  ze nie muszą nic robić, po prostu obudziły się z ręką w nocniku, kiedy
                  rozpędzony Wrocław zaczął w wielu dziedzinach osiągać ten poziom co inne
                  miasta, a w wielu dziedzinach dzięki cięzkiej pracy Wrocławian już ich
                  wyprzedził (często o kilka długości). Zauważcie, że w wielu miastach bardzo
                  często pisze o tym co u nas sie dzieje, z nutą podziwu i zazdrosci.
                  Od czasu do czasu pojawiaja się też artykuły,w których stara sie umiejszać
                  nasze sukcesy, robią to głownie ci, którzy nie mogą się pogodzić z tym, że ten
                  niedoceniany jeszcze 10-15 lat temu Wrocław w wielu dziedzinach jest juz lepszy
                  od danego miasta.

                  Dlatego dalej róbmy swoje, nie oglądajmy się na innych. Czerpmy najlepsze
                  doświadczenia innych, dążmy do sukcesów i cieszmy sie z tego co już mamy i
                  starajmy sie, by robić jeszcze wiecej dobrych rzeczy. Doceniajmy bardziej
                  poziom, z którego przyszło nam wystartować do tej rywalizacji pomiedzy
                  miastami. Przypomnijmy sobie, jaka była pozycja naszego miasta w 1990, a jaka
                  jest teraz. Porównajmy sobie ile i jakie miasta wyprzedziliśmy przez te 16 lat.

                  ps: Bimbacz i Wojciechu - daremny wasz jad i trud, nie odpisujcie, tego apelu-
                  postu powyższego nie kierują do Was, wy i tak jesteście najmądrzejsi, Wrocław
                  dla was to i tak zabita dechami dziura. Wasze zdanie zna już całe forum, ludzie
                  wiedzą też, że sie nie zmienicie, i osiągacie zaspokojenie psychiczne i
                  fizyczne jdynie poprzez uszczypliwosci, kłamstwa, jad i pomyje wylewane na
                  nasze miasto i tu rzadzących. Róbcie to dalej, jeżeli jedynie dzięki temu
                  możecie normalnie funkcjonować i żyć. Widocznie to jest wasz główny cel
                  życiowy. Typowe dla ludzi, którzy sami nic nie osiągnęli w życiu, są kiepscy i
                  dlatego chcą by wszystko i wszystkim także się nie udawało, że skoro oni są
                  kiepscy, to wszystko i wszyscy wokół was też muszą być kiepscy. Tak byłoby dla
                  was najlepiej. Wtedy czulibyście się dobrze. A tu pech, tak nie jst. Straszne
                  (i ból dla was).

                  bimbacz & Wojciech informuję was, że nie zamierzam sie z wami tu pałować na
                  jałową wymianę postów (tasiemcową). Mam ciekawsze zajecia. Wiec ból dla was
                  wiekszy, bo nie będziecie sobie mogli popluć po raz kolejny jadem. Jak wy to
                  przeżyjecie? Tylko się chłopaki nie rozchorujcie, bo miałbym was póżniej na
                  sumieniu...
                  • Gość: Achilles Re: Tygodnik Powszechny - czerwiec 2002 cd. IP: 5.6.1D* / 195.75.14.* 23.03.06, 12:35
                    proponuje mniej dyskusji w tym watku, a wiecej artykulow.. :) Jak widac nawet
                    Tygodnik Powszechny zmienia zdanie.
                    • Gość: Rafis doppelherc- siła dwóch serc :) IP: *.wro.vectranet.pl / 213.199.196.* 23.03.06, 22:21
                      Ilość nienawisci skierowanej w kierunku Wrocławia tak naprawde jest
                      wyznacznikiem siły tego miasta i jego wpływów. Jest nawet takie powiedzenie ze
                      tylko silni maja wrogów :)-czy jakos tak hehe
                      I cos w tym jest bo np najbardziej znienawidzonym krajem na swiecie sa USA :)
                      Tylko słabi sa lubiani przez prawie wszystkich.
                      • Gość: wojtek Re: doppelherc- siła dwóch serc :) IP: *.mat.univie.ac.at 23.03.06, 22:50
                        > Ilość nienawisci skierowanej w kierunku Wrocławia
                        Jaka nienawisc - ze Morawiecki artykul napisal o tym co mysli to jest
                        nienawisc?! Od kiedy? Jest czasem zazdrosc, czasem jakas refleksja, ze gdzie
                        indziej pewne rzeczy tez tak mozna by rozwiazac. Ale ide o zaklad, ze nie ma
                        nienawisci.
                        • Gość: Achilles Re: doppelherc- siła dwóch serc :) IP: *.kromera.osiedla.net 23.03.06, 23:53
                          Dobra uwaga. Zamiescilem ten artykul po to, zeby pokazac jak skrajne moga byc opinie. Nie jest tak zle, ale tez nie jest tak rozowo...chociaz osobiscie uwazam, ze te artykuly sa szczytem niekonsekwencji Tygodnika Powszechnego. Szkoda, ze ten watek zostal zepsuty glupimi i dziecinnymi klotniami.
                          • Gość: ! Re: doppelherc- siła dwóch serc :) IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 24.03.06, 00:03
                            Gość portalu: Achilles napisał(a):

                            > Dobra uwaga. Zamiescilem ten artykul po to, zeby pokazac jak skrajne moga byc
                            o
                            > pinie. Nie jest tak zle, ale tez nie jest tak rozowo...chociaz osobiscie
                            uwazam
                            > , ze te artykuly sa szczytem niekonsekwencji Tygodnika Powszechnego. Szkoda,
                            ze
                            > ten watek zostal zepsuty glupimi i dziecinnymi klotniami.


                            Tyle, że ten negatywny artykuł został napisany w 2002, a pozytywny w 2006 :)
                            Coś się jdnak zmieniło na lepsze :) Chociaż pewnie nie u pana Morawieckiego :)

                            ps: Wątek jest już czysty

                            Pozdraviam
    • Gość: erni Re: Nie tylko Arabowie lubią Wrocław IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.03.06, 10:57
      Miasto do życia - Nie tylko Arabowie lubią Wrocław


      Wrocławski Rynek i sad w syryjskich górach. Co łączy dwa tak odległe miejsca?
      Dla Zijada Abou Saleha są one najpiękniejsze na ziemi

      Zijad jest wrocławianinem z wyboru od przeszło dwudziestu lat. Z Syrii
      przyjechał tu po to, by studiować informatykę. Szybko jednak zainteresowały go
      inne dziedziny.
      – Zostałem przewodniczącym międzyuczelnianego komitetu studiów zagranicznych –
      wspomina. – Dla studiujących tu ludzi z całego świata stałem się niańką i
      powiernikiem.
      Tak powstał pomysł studiów socjologicznych. Po ich skończeniu Zijad kilka lat
      dokumentował życie obcokrajowców w Polsce. Tematem jego pracy doktorskiej był
      „Obraz Polski i Polaków w oczach Arabów”. Zauważył, że opinie osób, żyjących
      we Wrocławiu, różniły się od tych, którzy poznali inne polskie miasta. A
      różnice były zbyt istotne, by uznać je za przypadek.

      U nas przyjemniej
      Ponad 2/3 badanych (72,9%) określało Polaków jako tolerancyjnych, tylko 13,9%
      z ankietowanych uważało, że jest przeciwnie.
      – 89% arabskich studentów, mieszkających we Wrocławiu, uznało Polaków za
      tolerancyjnych – mówi Ablu Saleh. – I tylko połowa warszawskich studentów
      miała takie samo zdanie.
      Podobnie wyglądały deklaracje o polsko-arabskich przyjaźniach. Ankiety
      wykazały, że najwięcej polskich przyjaciół mają Arabowie właśnie we Wrocławiu.
      Na pytanie „Czy chciałbyś zostać w Polsce po skończeniu studiów?” aż 2/3
      wszystkich badanych deklarowało chęć dalszego pobytu w Polsce. Najchętniej
      odpowiadali tak Arabowie wrocławscy (86%).
      Zijad jest przekonany, że ta prawidłowość dotyczy wszystkich innych
      obcokrajowców. Kiedy ogłosił konkurs na pamiętnik „obcego”, pisali do niego
      ludzie z całego świata (efektem była książka „W poszukiwaniu piątego kąta”).
      „Na początku studiów na Politechnice Warszawskiej zacząłem się stykać z inną
      rzeczywistością, uderzyły mnie przede wszystkim chłód i dystans, z jakim
      większość studentów nas traktowała. Jedynym wyjściem dla mnie była zmiana
      środowiska. Przeniosłem się do Wrocławia, tutaj miałem wielu przyjaciół z
      kraju. Odkryłem, że ludzie z Wrocławia są bardziej otwarci i mniej
      zarozumiali. Wrocław to miasto, które należy już zawsze do mojego życia” –
      wyznał Diallo S. z Mali.
      Takich opinii Zijad zebrał więcej. We Wrocławiu najlepiej się czuli studenci z
      Kamerunu, Wietnamu, Kolumbii.
      Powody, dla których wybiera się miejsce do życia, nie zawsze bywają
      racjonalne. Pochodzący z Libanu wrocławski ginekolog, dr Farah. H. Sleiman, w
      stolicy Dolnego Śląska pracuje przeszło dwadzieścia lat. Ale na decyzję
      pozostania w tym mieście nie wpłynęły jego nadzwyczajne walory.
      – Kiedy przyjechałem w latach 80. na studia, byłem rozczarowany – wspomina. –
      Było ponuro, środek zimy, temperatura poniżej dwudziestu stopni. Wieczorami
      siedzieliśmy w ośrodku dla cudzoziemców w Łodzi przed telewizorem i
      śledziliśmy prognozę pogody, czekając na zapowiedź, że w końcu się ociepli.
      Wtedy właśnie dr Sleiman po raz pierwszy zwrócił uwagę na Wrocław.
      – Uznałem, że to najcieplejsze miasto w Polsce, więc jeśli mam zostać w tym
      kraju, to tylko tu – mówi dr Sleiman. – Zdecydowałem o tym, nawet nie widząc
      przedtem Wrocławia.

      Zasłużeni skinheadzi
      Zijad przypuszcza, że na wyjątkowość Wrocławia składa się kilka elementów.
      – Od lat 80. było tu najwięcej zagranicznych studentów – mówi socjolog. – Siłą
      rzeczy, to tutaj odbywało się też najwięcej wielkich imprez, podczas których
      mogli prezentować swoją kulturę. Paradoksalnie, wiele dobrego zrobiły dla nas
      faszyzujące organizacje. Wystąpienia skinheadów w latach 90. były tak
      agresywne, że każde spotykało się z kontrmanifestacją. Zadymy spowodowały, że
      wrocławianie stali się bardziej tolerancyjni wobec obcych.
      Zijad, mający kontakty w całej Polsce, jest też przekonany, że w najmniejszym
      stopniu zmienili swój stosunek do Arabów po 11 września.

      Co dwie żony, to nie jedna
      W tym sielankowym obrazie jest jednak dziedzina, która Arabom się u nas nie
      podoba. Polska rodzina. Na krytycznej liście jest kilka spraw: to, że kobiety
      nie są posłuszne mężczyznom, a ci zbyt ulegają partnerkom, że rodzi się mało
      dzieci, a osób starszych nie traktuje się z należytym szacunkiem. Gdyby Arab
      oddał swoją babcię czy dziadka do domu pomocy, nie wybaczyłyby mu tego jeszcze
      jego wnuki. Negatywnie oceniana jest też niewierność wrocławskich mężów. Jaką
      widzą na to receptę: zalegalizowanie wielożeństwa.
      – Ta opinia zawsze wywołuje najwięcej dyskusji, choć oczywiście wynika z
      różnic kulturowych – śmieje się socjolog z Orientu. – Właśnie miałem na ten
      temat bardzo burzliwe zajęcia ze studentami. Trzeba sobie chyba samemu
      rozważyć, co jest lepsze: mieć jedną żonę i trzy kochanki, czy też mieć cztery
      legalne żony i obowiązek ich utrzymania.
      Nie do przeskoczenia kulturowo jest też stosunek do seksu. Wrocławscy Arabowie
      są zgodni, że we Wrocławiu łatwo i szybko nawiązuje się kontakty tego typu.
      Zgodnie też chwalą sobie taki stan rzeczy.
      Żaden z nich jednak nie chciałby, by równie łatwo było mu poderwać kobietę w
      jego rodzinnym kraju. •

      Z wzajemnością
      * Dr Piotr Żuk, socjolog z Uniwersytetu Wrocławskiego

      Wrocławianie w swoim stosunku do obcokrajowców są blisko Europy, nie tylko w
      sensie geograficznym.
      Zgadzają się na osiedlanie obywateli innych państw europejskich we Wrocławiu
      (76%). 84,5% wrocławian nie wyobraża sobie w roli prezydenta miasta osoby,
      która „zachowywałaby dystans wobec ludzi innej narodowości lub rasy”.
      Najbardziej cenimy bezpośrednich sąsiadów: Czechów i Niemców. Ludność arabska
      jest odbierana we Wrocławiu pozytywnie. 82% wrocławian nie miałoby żadnych
      zastrzeżeń, aby Arab był ich kolegą z pracy. 80% zaakceptowałaby takiego
      sąsiada. 51% respondentów wyobraża sobie sytuację, w której Arab jest ich
      zięciem lub synową. Odmiennego zdania
      jest 39,5% wrocławian. Dane te mocno odbiegają od wyników, jakie można uzyskać
      w bardziej tradycyjnej Polsce wschodniej, w małych miasteczkach i na polskiej
      prowincji.

      Alicja Giedroyć - Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
    • Gość: Jurek Re: Przegląd prasy IP: 156.17.100.* 28.03.06, 14:48
      Dumni z siebie - zDolny Śląsk pod patronatem marszałka dolnośląskiego
      infografika: Maciej Dudzik

      Kolorowa nalepka z orłem, którą jutro dołączymy do gazety, mówi wszystko o
      regionie. Jesteśmy silni i niepokonani, dumni ze swoich dokonań i zdolności.
      Dolnoślązak to nie byle kto

      Coraz częściej z dyplomem szkoły wyższej, długowieczny, a do tego z miasta. W
      regionie przeważa płeć piękna. Panie cieszą się lepszym zdrowiem i dlatego
      dożywają późnego wieku. Energiczna 70-
      -latka to nierzadki widok. Z mężczyznami jest znacznie gorzej. Co prawda rodzi
      się ich więcej, ale są bardziej podatni na choroby, stres i skutki nieustannej
      gonitwy za pieniędzmi. Umierają szybciej. W regionie na 100 mężczyzn przypada
      108 kobiet.

      Jestem z miasta
      Większość z nas żyje w miastach. Jeśli osiedlamy się poza nim, to raczej po to,
      by zamieszkać w willi. Liczba mieszkańców Wrocławia i satelickich miejscowości
      rośnie, a odleglejsze krańce regionu wyludniają się.
      Dolnoślązacy niechętnie decydują się na małżeństwo, preferują wolne związki.
      Pewnie dlatego w rodzinach niepełnych wychowuje się coraz więcej dzieci.
      Co prawda narzekamy na brak pracy i niskie dochody, ale coraz częściej są wśród
      nas osoby świetnie zarabiające. Widać to choćby po stanie posiadania
      statystycznego Dolnoślązaka. Nieźle idzie nam w biznesie. W tej dziedzinie mamy
      rekordzistę. Leszek Czarnecki, właściciel Getin Holding, jest na liście
      światowych bogaczy.
      Niemal wszyscy czujemy się Polakami. Tylko 13 tysięcy osób przyznaje się do
      innych korzeni. Pół tysiąca z nas to Grecy, a 200 – Żydzi.

      Nasze miejsce na ziemi
      Statystyki nie oddają charakteru Dolnoślązaków. A przecież to jest
      najważniejsze: jesteśmy życzliwi, tolerancyjni, ciekawi świata. I od jakiegoś
      czasu kiełkuje nam w głowach przekonanie, że najpiękniej na świecie jest właśnie
      u nas. Pokochaliśmy nasz region na zabój. Nalepka z orłem to sposób, by się tym
      głośno pochwalić. Przyklejcie ją w widocznym miejscu, choćby na szybie
      samochodu. Niech nas widzą i nam zazdroszczą! •
      Agata Ałykow - Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
    • Gość: wow Wszyscy się przyznają że nas kopiują IP: 62.87.132.* 29.03.06, 12:22
      Polskie miasta i uczelnie walczą o maturzystów
      serwisy.gazeta.pl/edukacja/1,52282,3243850.html

      Oferta uczelni staje się takim samym towarem jak proszek do prania czy nowy
      samochód. By przyciągnąć studentów, rektorzy coraz częściej muszą sięgać po
      pomysły rodem ze świata reklamy


      Polski rynek edukacyjny jest coraz bardziej agresywny. Wszystko przez
      zbliżający się niż demograficzny. Uczelnie obawiają się o swoją przyszłość.
      Prześcigają się więc w pomysłach, które mają zwabić młodzież. Targi edukacyjne,
      informatory i tradycyjne ogłoszenia prasowe powoli odchodzą do lamusa. Dziś
      liczy się show i zaskakujący pomysł.

      Zazdrość polskich metropolii

      Wszystko zaczął Wrocław. To on jesienią zaskoczył inne miasta akademickie.
      Pierwszy w Polsce zdecydował się na nietypową akcję promocyjną. Tzw. Roadshow w
      listopadzie odwiedził uczelnie w największych miastach. Trzy firmy: Volvo,
      Siemens i Hewlett-Packard, przekonywały studentów, że w stolicy Dolnego Śląska
      warto mieszkać i pracować. Efekt był piorunujący. Kilkaset przesłanych CV i
      zazdrość polskich metropolii.

      Przedstawiciele miast, które odwiedziła wrocławska ekipa, w oficjalnych
      rozmowach gratulowali pomysłu. Tajemnicą poliszynela było jednak to, że są
      wściekli. Wrocławska akcja wywołała u nich sporo zamieszania. Szykowali nawet
      odwet. Lobbowali u swoich parlamentarzystów, by przeszkodzili wrocławskim
      staraniom o pieniądze na Autostradową Obwodnicę Wrocławia.

      W efekcie w Krakowie i Gdańsku, dwóch ostatnich miastach kampanii, prezydent
      Wrocławia Rafał Dutkiewicz kazał wyciszyć działania promocyjne. - Było
      zalecenie, żeby z naszą obecnością na uczelniach nie obnosić się w mediach -
      tłumaczy nam anonimowo pracownik jednej z wrocławskich uczelni.

      Po sukcesie jesiennej akcji miasto poszło za ciosem. Tym razem na celowniku
      znaleźli się maturzyści. Zaadresowana do nich akcja "Wrocław, miasto, które
      rozwija" ruszyła już w lutym. W całej Polsce na antenie Radia ZET, Radiostacji
      i Eski wyemitowano ponad 2 tys. spotów. Skutek? - Na stronę internetową
      kampanii www.terazwroclaw.pl weszło już ponad 30 tys. osób - podsumowuje Tomasz
      Gądek z Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej, który zajmował się
      opracowaniem projektu kampanii.

      W połowie marca na ulicach 24 miast (do 100 tys. mieszkańców) pojawiło się
      ponad 700 billboardów i citylightów reklamujących Wrocław. Ruszyła też promocja
      internetowa.

      W miniony piątek studenci i pracownicy pięciu wrocławskich szkół wyższych -
      uniwersytetu, politechniki, Akademii Medycznej, Akademii Ekonomicznej i Wyższej
      Szkoły Bankowej - ruszyli w Polskę. Wyjazdowi towarzyszyła spektakularna
      oprawa - rektorzy na motorach pilotowali autobus z uczelnianą ekipą.

      Za namową miasta szkoły zrezygnowały z nudnej i popularnej formuły targów
      edukacyjnych. Zamiast rozdawać ulotki, zaprosiły młodzież na koncert. W klubach
      sześciu miast: Kielc, Rzeszowa, Rybnika, Kalisza, Włocławka i Olsztyna, przez
      dwa weekendy zagra wrocławska formacja Miloopa. Zaproszenia zostały wysłane do
      300 szkół w tych miastach i ich okolicach. Biletem wstępu będzie legitymacja
      szkolna. Zamiast sztywnych prezentacji studenci wmieszają się w tłum i w
      luźnych rozmowach z młodszymi kolegami będą zachwalać Wrocław i swoje szkoły.

      Adam Grehl, wiceprezydent Wrocławia: - Liczy się niestandardowy pomysł. Ulotki
      już nie wystarczają. Aby być skutecznym, trzeba zwrócić na siebie uwagę.
      Najbardziej efektywny jest bezpośredni kontakt.

      Rektorzy podkreślają, że konkurencja między miastami to fakt. Dlatego
      zdecydowali się wysłać swoich ludzi, by przekonywali, że Wrocław to doskonałe
      miejsce do studiowania.

      Kampania - jak na ogólnopolską akcję - nie jest zbyt droga. Gmina Wrocław wyda
      380 tys. zł, a każda z pięciu uczelni do 10 tys. zł. - Jesteśmy pierwsi. I tak
      nas zapamiętają. Ale na pewno inne miasta skopiują nasz pomysł - przewiduje
      Ilona Knapik z Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.

      Poszli śladem Wrocławia

      Politechnika Łódzka jest zachwycona wrocławskim pomysłem. - Brawo, Wrocław! To
      bardzo rozsądne, że miasto włączyło się do takiej akcji, bo przecież ono też na
      tym korzysta. W czasie spotkań jest promowane, a później dzięki nim pewnie
      ściągnie zdolną młodzież, która być może zostanie już na stałe. Wsparcie
      finansowe ze strony miasta jest bardzo ważne. U nas wszystko opiera się na
      budżetach uczelni - mówi Ewa Chojnacka, rzeczniczka Politechniki Łódzkiej.

      Pomysł chwali też Rzeszów i zapowiada, że na Podkarpaciu zorganizuje podobną
      akcję. - Wrocław nas zainspirował. Nie będziemy kopiować w całości ich pomysłu,
      bo to byłoby niehonorowe. Prace nad naszym projektem już trwają. Na pewno
      będzie to bardzo aktywna akcja promocyjna - mówi Tadeusz Szylar, dyrektor
      Wydziału Promocji, Kultury i Sportu w rzeszowskim magistracie.

      O maturzystów walczyć zamierza także Poznań. Na przełomie kwietnia i maja ruszy
      jego kampania (w prasie i na billboardach) pod hasłem "Studiuj i zamieszkaj w
      Poznaniu". Urząd Miasta zapowiada, że to nie wszystko. Przygotowuje też akcję,
      w czasie której chce bezpośrednio dotrzeć do licealistów. - Szczegółów jeszcze
      nie podamy - zapowiada Włodzimierz Groblewski, dyrektor Biura Kształtowania
      Relacji Społecznych Urzędu Miasta w Poznaniu.

      Podobne do wrocławskiego podejście prezentuje Wydział Ekonomiczny Uniwersytetu
      Gdańskiego. Ale jego akcja "Plus Edu-Bus" jest dużo skromniejsza. W tym roku
      studenci i pracownicy wydziału po raz kolejny odwiedzą miejscowości w
      województwie pomorskim.

      - Rok temu byliśmy w szkołach. Tym razem wynajęliśmy sale w ośrodkach kultury.
      Towarzyszyć nam będzie kabaret Limo i grupa breakdance'owa United Breakers -
      zapowiada Grzegorz Tuszyński, konsultant ds. PR dziekana WE UG.

      Ale to tylko jeden wydział. Cała uczelnia wierzy w moc targów edukacyjnych. -
      Nie przejmujemy się niżem demograficznym. Nad morzem chcą studiować ludzie z
      całej Polski, bo np. jako jedyni mamy oceanografię - mówi Magdalena Nieczyja z
      biura promocji Uniwersytetu Gdańskiego.


      Cenią tradycję

      Nie wszyscy widzą potrzebę angażowania się w spektakularne przedsięwzięcia.
      Pozostałe uczelnie w Trójmieście, ale też szkoły łódzkie i krakowskie wciąż
      stawiają na tradycyjne formy promocji. - Targi edukacyjne to wciąż skuteczny
      sposób na przyciągnięcie młodych ludzi. Byłam na podobnej imprezie w
      Amsterdamie i tam też one wyglądają jak u nas - mówi Jadwiga Janik, rzeczniczka
      Uniwersytetu Łódzkiego.

      Specjaliści wieszczą rychły koniec epoki dominacji tradycyjnej targowo-
      ulotkowej promocji. Z badań przeprowadzonych wśród 3,5 tys. studentów jednej z
      wrocławskich uczelni wynika, że ponad 90 proc. dowiedziało się o ofercie
      uczelni z internetu, 40 proc. z informatorów, 8 proc. w czasie targów i dni
      otwartych, a 3 proc. z ogłoszeń prasowych. Proporcje wydatków w budżecie
      rekrutacyjnym szkoły były odwrotne.

      Dr Marek Zimnak, szef grupy polskich uczelni zrzeszonych w Stowarzyszeniu
      Rzeczników Prasowych i Pracowników Promocji Europejskich Uniwersytetów: -
      Niezależni eksperci od PR mówią wprost, że większość światowych uczelni
      traktować będzie edukację jak towar, który trzeba sprzedać. Już teraz prowadzi
      się badania marketingowe, które mają w tym pomóc. W komercyjnym wyścigu nie
      muszą uczestniczyć tylko te najbardziej renomowane uczelnie. Cała reszta nie ma
      wyboru. Jeżeli oferta dwóch szkół jest podobna, to wygra ta, która lepiej się
      zareklamuje.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka