wiatr.ze.wschodu
02.06.06, 10:48
witam
moja dziewczyna wynajmuje pokoj w dwupokojowym mieszkaniu studenckim. W
drugim pomieszczeniu mieszka para ,,prawie malzenstwo". I ta para zabrania
mojej dziewczynie (placa po tyle samo za wynajem) zapraszac mnie na noc. Nie
zycza sobie, ale bez konkretnego powodu.
Moja luba nie chce isc z nimi na noze. Dlatego za kazdym razem, kiedy zostaje
u niej na noc wczsniej przemyca mnie do meszkania, dokladnie tak jak
nastolatki robia to na koloniach.
W pokoju musimy byc cicho, bardzo cicho, z lazienki korzystam w atmosferze
horroru... Wszystko po to, aby ta parka nie zorientowala sie, ze jestem u
mojej bejbe na noc. Bo jesli sie zorientuja, to wybranka moja bedzie miala
problem ;/
Sami zapraszaja do siebie znajomych, takze na noc, zdazaja sie im imprezy...
Nie widza nic zlego w tym, zeby ich znajoma sama sobie wchodzila do
mieszkania, brala prysznc, w koncu spala sobie w najlepsze.
Jednak mojej dziewczynie zabraniaja zapraszania...
Ci ludzie sa ogolnie jacys dziwni. Otoz poza zdaje sie dwoma imprezkami (lecz
w domu), przez ostatnie pol roku NIGDY nigdzie nie wyszli, a ich jedyna
rozrywka wykraczajaca poza mury mieszkania jest wyjazd na zakupy do Tesco raz
w tygodniu.
Dobra, ludzie. Przechodze do sedna.
Jak rozwiazac ten problem? Nie podoba mi sie, ze musze jak jakis szczeniak
udawac, ze mnie nie ma. Do szalu mnie doprowadza fakt, ze ktos mojej
dziewczynie dyktuje warunki. Co robic?