Gość: marta
IP: *.chello.pl
04.01.07, 13:04
Mam dosyć już knajp, które za nic nie mają klienta, bo choć wiedzą, że jak
stracą jednego to na jego miejsce rpzyjdzie 10.
Przyjechali do mnie tydzień temu goście z Warszawy, specjalnie dzień
wcześniej zadzwoniłam do Mexico Baru by zarezerwować stolik. Zapewniono mnie o
rezerwacji i o tym, że nie trzeba juz dzwonić i przypominac im w dzień wizyty
w barze, bo wszystko będzie przygotowane. Jakież było moje zdziwienie i
oburzenie, kiedy przyszłam o wyznaczonej godzinie, bar zapchany, stolika nie
ma a barman mówi, że on o niczym nie wie bo dopiero zaczął zmianę.
Ludzie!! Czasy komuny juz minęły, barman tłumaczy sie że to nie jego problem
bo on nic nie wie i był zdziwinony ze czekamy i się kłócimy. To jak scena z
"Misia" gdy sprzedawczyni mówi do klienta "Jem przecież!!"
Radzę szefom, by na zapleczu mieli dodatkowy stolik dla klientów, ktorzy
zostali "olani" przez załogę.
Nie przyjdę juz do Mexico Baru, nie będę brała udziału w jakims owczym pędzie
na prestiżowe bary do których trudno się dostać i które w sumie serwują
niezdrowe jedzenie. Chciałam pochwalić się Warszawie, a wyszło, że u nas to
chyba jeszcze większa "warszafffka".
A fe!!