Dodaj do ulubionych

"Kursant"- czy naciąga swoich klientów????

21.06.07, 18:38
Uprzejmie uprzedzam wszystkich chętnych na zrobienie kursu na prawo jazdy w
firemce zwanej KURSANT.
Moze i jest to prawda że firemka zajmuje w jakimiś rankingu pierwsze
miejsce ,ale naciąga swoich kursantów i świadomie robi krzywdę przyszłym
kierowcom.
Nie dosć że obowiązkowe 30 godzin jazd jest to dla przeciętnego kursanta
stratą miniej więcej 3 miesięcy to jeszcze właściciele firemki robią
wewnętrzny egzamin z jazd według swojego widzimisie.
Z tego co zauważyłem to po skończeniu kursu ,kursant musi czekać przeciętnie
2 tygodnie aż jaśnie-właściciel znajdzie czas aby osobiście przegzaminować
delikwenta i zadecydować :
Czy może wystawić zaswiadczenie do WORD-u czy też nie.
Nasuwa się pytanie , czy instruktorzy są tak słabi że firemka nie jest w
stanie ręczyć za ich umiejętności pedagogiczne???????
Czy nie ufają im do tego stopnia że muszą sami to sprawdzić?
czy może, co jest najbardziej prawdopodobne wyłudzają w ten sposób
przedłużenie i wykup dodatkowych jazd.
Jako kierowca z długoletnim stażem uważam że dla tak młodych kierowców
przerwy miedzy jazdami trwające w czasie kursu nierzadko 2 tygodnie i
oczekiwanie na egzamin wewnętrzny kolejne dwa tygodnie jest co najmniej
niemoralne , a może nawet i zabójcze (kolejne tygodnie czekania na egzamin
państwowy).

Reasumując:
Młody kierowca nie dośc że w myśl istniejących przepisów niczego się nie
nauczy bo to co na kursie, a to co na drodze to dwie różne rzeczy.
Powtarzam pytanie dlaczego KURSANT przedłuża w nieskończoność wydanie
zaświadczenia o skończeniu kursu na prawo jazdy???????
Do weryfikacji umiętnośći są uprawnieni egzaminatorzy w WORD.
Jeżeli chcesz robić prawo jazdy zastanów się czy nie lepiej wybrać inną
szkołę, w której tak prostą rzecz zrobisz o wiele szybciej i nawet taniej.
Obserwuj wątek
    • gamas1 Re: "Kursant"- czy naciąga swoich klientów???? 21.06.07, 19:40
      • Gość: stone77 Re: "Kursant"- czy naciąga swoich klientów???? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 21.06.07, 21:10
        Witam!
        Wiosną tego roku szczęśliwie udało mi się zdobyć upragnione prawo jazdy.
        Kurs robiłam właśnie w Kursancie...a rozpoczełam go latem ubiegłego roku...2-3
        tygodniowe przerwy między jazdami to był standard, często zdarzało się
        odwoływanie jazdy ponieważ pojawiał się ktoś, kto za chwilę ma egzamin (a taka
        osoba za dodatkowe jazdy płaci :) )...
        Ten wewnętrzny egzamin to nie jest taki zły pomysł (o ile mi wiadomo, nie
        egzaminuje tylko właściciel, są chyba 3 osoby), ale fakt...swoje odczekać
        trzeba...
        Ogólnie raczej w tej firmie nie szanują czasu innych...
        A czas to pieniądz...
    • greymanho Re: "Kursant"- czy naciąga swoich klientów???? 21.06.07, 21:23
      > Młody kierowca nie dośc że w myśl istniejących przepisów niczego się nie
      > nauczy bo to co na kursie, a to co na drodze to dwie różne rzeczy.

      Nie można się z powyższym twierdzeniem nie zgodzić. Można natomiast polemizować, czy takie rzeczy to tylko w Kursancie. Moim zdaniem ŻADNA szkoła jazdy nie uczy adepta jeździć, tylko ZDAĆ EGZAMIN. Jeździć uczyć można się dopiero później, w realnych sytuacjach i przy realnych zagrożeniach na drodze. Mam informacje z pierwszej ręki, że praktyczny egzamin wewnętrzny jest przeprowadzony profesjonalnie i nikt się nie patyczkuje - jak coś robisz źle to dowiesz się o tym. Lepiej więc dokupić godziny jazdy i poprawić mankamenty niż kilkakrotnie zdawać egzamin państwowy, na który nota bene czeka się dłużej niż na wewnętrzny w Kursancie.
      Był też taki koleś, który naprawdę nie nadawał się do prowadzenia samochodu. Bojaźliwy, mało dynamiczny, przed każdym skrzyżowaniem się zatrzymywał. Mimo to (za 5. razem) jeden z właścicieli dał mu papiery do egzaminu państwowego.
      Powtórzę jeszcze raz - żadna szkoła jazdy nie uczy jeździć, nauczyć się można tylko zdać egzamin państwowy, któremu bardzo daleko do prawdziwego życia na drodze. A przepełnienie, brak instruktorów, terminów, to temat na inną dyskusję, tym bardziej, że teraz, w związku z boomem na prawa jazdy jest tak pewnie w większości szkół.
      Pozdrawiamy,
      A&A
      • Gość: monika Re: "Kursant"- czy naciąga swoich klientów???? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.06.07, 12:53
        Jestem w trakcie robienia prawa jazdy w nowej szkolce ktora nazywa sie DAKAR jezdze po 2 a nawet trzy razy w tygodniu i jestem bardzo zadowolona jazdy prowadzi pani instruktor ktora jest bardzo sympatyczna i zna sie na tym co robi cena kursu tez nie jest wygorowana serdecznie m
        polecam ta szkolke tel 3743614
        • Gość: joldre Re: "Kursant"- czy naciąga swoich klientów???? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.06.07, 13:10
          hehehe :)
          zróbcie sobie stronę internetową może?
          • Gość: hey Re: "Kursant"- czy naciąga swoich klientów???? IP: *.wro.vectranet.pl 22.06.07, 13:43
            ja robiłam w innej szkole i też miałam przerwy 2-3 tygodniowe -to jest po prostu wina tego, że idzie do szkoły, gdzie uczęszcza dużo osób, a instruktorów jest mało i się nie wyrabiają. Zaczęłam teorię w listopadzie, w grudniu jazdy, mamy koniec czerwca a ja mam za sobą 2 egzaminy praktyczne oblane, i nie mam już weny czekać kolejny miesiąc (przecież będę musiała dokupić jazdy, bo nie ćwczę) i zapewne za 3 razem czego innego się czepi egzaminator - i bizens się kręci. W szkołach i uczelniach też powinni przejąć ten system oblewania, co w WORD - im za oblewanie należy się złoty medal.
    • Gość: świeży kierowca Re: "Kursant"- czy naciąga swoich klientów???? IP: *.devs.futuro.pl 04.07.07, 09:52
      Robiłem kurs właśnie w KURSANCIE - tak częściowo potwierdzam że nie szanują tam twojego czasu.
      Panienki w biurze mające mnie umówić na jazdy, obiecywały że zadzwonią czekałem, czekałem aż w końcu sam wydobyłem od nich telefony do instruktorów i obdzwaniałem intruktorów pytając czy mają czas dla nowego. KIedy ja już jeździłem z instruktorem około 3 tygodnie one łaskawie zadzwoniły z pytaniem " czy ma Pan już instruktora?".
      Zdażały się też, ale bardzo rzadko odwołania jazdy ze względu na to że "ktoś tam" ma właśnie jutro egzamin i musi sobie pojeździć - ale to akurat rozumiem, sam zapewne też bym chciał.
      Sprawa egzaminu wewnętrznego. Tak czekałem na ten egzamin tydzień czasu, facet wydziwiał, czepiał się pierdół i pierwszy oblełem. Całkiem przypadkowo zapytałem drugiego "egzaminatora" czy ma jakiś wolny termin znalazł i to na DRUGI dzień - tym razem "warunkowo" mnie puścił mówiąc że ogólnie nie jest źle ale są jakieś tam mankamenty, które polecił dojeździć z instruktorem. Tak wydziwiają ale za to może właśnie egzaminy państwowe zdałem za PIERWSZYM podejściem bez jakiś większych problemów.
      Wielką zaletą jest to że instuktor nie wozi was gdzieś po ośiedlowych uliczkach lecz w okolicach "strefy egzaminu państowego" co tak naprawdę docenicie na egzaminie państowym!
      Kurs zacząłm na początku kwietnia, na początku maja jazdy które zakończyłem tak mniej więcej w połowie czerwca egzamin zdałem na początku lipca tak więc myślę że to i tak w miarę szybko. Ale warto czasami instruktora trochę przycisną i "zmusić" do częstszego umawiania jazd.
    • Gość: krierowiec Re: "Kursant"- czy naciąga swoich klientów???? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 04.07.07, 10:16
      a ktoś wie czemu ranking na stronie word jest taki stary?
      www.word.wroc.pl/ranking.asp
      • Gość: joldre troszkę nowszy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.07.07, 10:26
        www.word.wroc.pl/zalaczniki/164_ranking_I_2006.pdf
        nie ma za co :)
        • Gość: agacia Re: troszkę nowszy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.07.07, 15:58
          A ja bralam jazdy doszkalajace w Kursancie i po ktorejs tam dowiedzialam sie od
          instruktora,zebym poszla do biura to dostane zaswiadczenie o skonczeniu kursu.
          Poszlam jakis tydzien czy 2 tygodnie pozniej do biura,a mi tam mowia,ze moj
          instruktor juz nie pracuje tam i ze musze jeszcze ten egzamin wewnetrzny
          zdawac:/ A niby mialam zaswiadczenie od reki dostac. Teraz nie jezdzilam juz z
          miesiac czasu,bo zaliczenia i sesja na uczelni i czasu nie bylo,wiec trzeba
          bedzie brac kolejne jazdy:/ Kurcze,zmartwiliscie mnie troche.
    • Gość: Pan samochodzik Re: "Kursant"- czy naciąga swoich klientów???? IP: 195.68.233.* 04.07.07, 20:15
      No tak to już jest że ten kursant który jest kiepski i brak mu smykałki do
      jazdy zawsze jest najbardziej niezadowolony. Samo życie.
      • horney79 Re: "Kursant"- czy naciąga swoich klientów???? 04.07.07, 21:25
        a ja jestem bardzo zadowolona. Bylismy na kursie w KURSANCIE razem z mezem,
        oboje zdalimy WORD za pierwszym razem :)))
        ja mialam bardzo kompetentnego instruktora ( jazdy z roznym odstepem czasowym,
        bardziej z powodu mojej pracy i braku czasu; facet mial cierpliwosc, widac, ze
        robil to z pasja). Egz wew fakt, ze jest wkurzajacy, za pierwszym razem nie
        przepuscil mnie wlasciciel i bylam wsciekla, dyskutowalam z nim, za drugim ok,
        papierek i word witaj... Dzieki temu wew. dowiedzialam sie jeszcze paru
        ciekawostek, na co uwazac. No i podobalo mi sie, ze czesc teoretyczna byla w
        weekend, co dla pracujacych osob jest bardzo wygodne.
        Ogolem bylam naprawde zadowolona, ale slyszalam rozne opinie...Moj instruktor
        na przyklad odszedl podobno, nie byl zadowolony juz w trakcie, jak ja robilam
        prawko, jakies niesnaski miedzy przelozonymi a instruktorami, walka, kto
        pojedzie dzisiaj ktora pandzia, a komu przypadnie zjechany punciak.
        no coz, pewnie za bardzo poszli w ilosc :/
    • Gość: SEBO Re: "Kursant"- czy naciąga swoich klientów???? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.07.07, 06:05
      Jak zwykle prawda jest gdzieś w połowie drogi. Robiłem kurs w KURSANCE jakies 4
      lata temu.
      + jazdapo strefie egzaminacyjnej
      + mogłem sie umówić z instruktorem na jazdy (ustawiłem sobie to tak, ze miałem
      około 5-6 godzin w tygodniu.

      i to tyle plusów.
      - instruktor był nerwusem i sie z nim ostatecznie pokłóciłem, obraził się i
      powiedział mi że mogę jeździć z kimś innym - odpowiedziałem że bardzo chętnie i
      że niech mi da telefon do swoich kolegów to sie umówię - stwierdził tylko, że
      on mnie poumawia i na następne spotkanie przyszedł tylko z tekstem że nic się
      nie dało zrobić i że musimy się jeszcze ze sobą pomęczyć ale cały czas coś
      szuka (ale juz nie robił głupich uwag od tegpo czasu)
      - egzamin wew. - parodia. powiem tak trzy razy mi powiedzieli że źle, h....o,
      do niczego i że muszę jeszcze wykupić troche godzin. Za kolejnym razem sie
      wku...łem i mówie że niczego nie będę wykupywał bo chceiść na egzamin do WORD i
      koniec. Odpowiedx szefa była krótka - "dobrze zaświadczenie będzie do odbioru
      jutro, ale moim zdaniem pan nie zda". Zdałem za pierwszym razem.
      - generalnie sytuacja jest taka, że ci kolesie chcieli się pomądrzyć.
      Przykładowo wam Powiem, że wiecznie mieli uwagi i to sprzeczne ze sobą. jadę i
      poboczem jedzie rowerzysta. Linia oddzielająca pasy ciągła. droga wolna, w
      odległosci 300 m. nic nie jedzie. wiec ja kierunkowskaz i omijam rowerzystę
      łukiem około 1 - 1,5 m. i kierunkowskaz i wracam na swój pas. Instruktor z
      mordą że złamałem przepisy ruchu drogowaego. ja mu tłumaczę że zrobiłem tak
      tylko dla bezpieczeństwa rowerzysty i gdyby to było w innej sytuacji (jakiś
      ruch na drodze, itp. to tak bym nie zrobił, ale że w tej sytuacji logiczniejsze
      i bezpieczniejsze było złamanie przepispów i gdybym nie przejechał ciągłej to
      bym przejechał obok rowerzysty o około 20cm. Ni c to nie dało koleś swoje.
      Następnym razem jak była podpobna sytuacja i mając w pamieci jego marudzenie
      przejechałem zgodnie z przepisami to mi sie wydarł że oprócz przepisów należy
      się kierować rozumem i inteligencją. Koleś był po..y. zawsze było źle.
      Odnosiłem wrazęnie że cały czas czeka na co kolwiek aby tylko móc zwrócić uwagę
      i sie pomądrzyć. A jhak sie na niego wydarłem i powiedziałem co myślę o jego
      uwagach to się obraził i już nic nie mówił całą jazdę. Nawet jak coś źle
      robiłem to milczał.
      • Gość: fuckinger Re: "Kursant"- czy naciąga swoich klientów???? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.07, 06:16
        kolejny kolo co nie umie jeździć
        • Gość: gosc Re: "Kursant"- czy naciąga swoich klientów???? IP: *.as.kn.pl 10.07.07, 10:07
          Robiłam prawo jazdy w Kursancie. Umawiałam się na jazdy w taki sposób aby mi
          najbardziej pasowało, miałam wakacje, więc chyba dlatego że mogłam jeździć w
          godzinach dopołudniowych szybko mi to wszystko poszło.
          Instruktorką była p.Basia (nie wiem czy jeszcze tam pracuje, ale to chyba
          najodpowiedniejsza osoba do nauki jazdy).
          Egzamin wewnętrzny nr 1 oblałam za to, że zbyt wnikliwie interpretowałam
          polecenia właściciela :) Polecenie było : skręć na najbliższych światłach w
          prawo. Widzę, że na najbliższym z daleka widocnzym sygnalizatorze nie ma
          możliwości skręcenia w prawo (można jechać wyłącznie prosto), więc mówię od
          razu, że nie ma takiej możliwości. A co się okazało, kilkadziesiąt metrów przed
          światłami była uliczka w którą można było w prawo skręcić ;)
          Przed drugim miałam już stresiora, ale poszło zdecydowanie lepiej.
          Dowiedziałam sie też wielu ciekawych rzeczy w trakcie obserwacji egzaminu osób,
          które miały go razem ze mną.
          Efekt był taki, że państwowy egzamin zdałam za pierwszym razem, o czym nawet nie
          marzyłam przystępując do niego.




      • jureek Re: "Kursant"- czy naciąga swoich klientów???? 10.07.07, 11:09
        Gość portalu: SEBO napisał(a):

        > Przykładowo wam Powiem, że wiecznie mieli uwagi i to sprzeczne ze sobą. jadę i
        > poboczem jedzie rowerzysta. Linia oddzielająca pasy ciągła. droga wolna, w
        > odległosci 300 m. nic nie jedzie. wiec ja kierunkowskaz i omijam rowerzystę
        > łukiem około 1 - 1,5 m. i kierunkowskaz i wracam na swój pas. Instruktor z
        > mordą że złamałem przepisy ruchu drogowaego. ja mu tłumaczę że zrobiłem tak
        > tylko dla bezpieczeństwa rowerzysty i gdyby to było w innej sytuacji (jakiś
        > ruch na drodze, itp. to tak bym nie zrobił, ale że w tej sytuacji logiczniejsze
        >
        > i bezpieczniejsze było złamanie przepispów i gdybym nie przejechał ciągłej to
        > bym przejechał obok rowerzysty o około 20cm. Ni c to nie dało koleś swoje.

        Boże drogi! I Ty zdałeś prawo jazdy? Wyprzedzasz przekraczając ciągłą linię i
        jeszcze bezczelnie piszesz, że wszystko jest w porządku, tylko instruktor głupi?
        I co się dziwić, że jazda rowerem na polskich drogach to jak rosyjska ruletka.
        Nie możesz wyprzedzić, bo nie ma warunków, to nie wyprzedzasz! Proste? Nikt Ci
        nie każe omijać rowerzysty z 20cm odstępem. Możesz jechać za nim, aż sytuacja
        pozwoli Ci wyprzedzić.
        Jura
        • Gość: makintosh Re: "Kursant"- czy naciąga swoich klientów???? IP: *.stroeer.pl 10.07.07, 16:52
          o k..a toś dojeb..ł. Czyli jak będzi erowerzysta zapieprzał 5 km/h a odcinek
          drogi z linią ciągłą będzie się ciągnął 10 km to rozumiem, że za tym rowerzystą
          ma jechać sznur samochodów 10km/h TAK?
          • jureek Re: "Kursant"- czy naciąga swoich klientów???? 10.07.07, 17:17
            Gość portalu: makintosh napisał(a):

            > o k..a toś dojeb..ł. Czyli jak będzi erowerzysta zapieprzał 5 km/h a odcinek
            > drogi z linią ciągłą będzie się ciągnął 10 km to rozumiem, że za tym rowerzystą
            >
            > ma jechać sznur samochodów 10km/h TAK?

            Nie, skądże. Należy go zepchnąć do rowu. Albo pójść na czołówkę z kimś jadącym z
            przeciwka.
            Jura
            • Gość: rebos Re: "Kursant"- czy naciąga swoich klientów???? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.07.07, 05:42
              Może przeczytaj co napisłał SEBO. "Przykładowo wam Powiem, że wiecznie mieli
              uwagi i to sprzeczne ze sobą. jadę i
              poboczem jedzie rowerzysta. Linia oddzielająca pasy ciągła. droga wolna, w
              odległosci 300 m. nic nie jedzie. wiec ja kierunkowskaz i omijam rowerzystę
              łukiem około 1 - 1,5 m. i kierunkowskaz i wracam na swój pas. Instruktor z
              mordą że złamałem przepisy ruchu drogowaego. ja mu tłumaczę że zrobiłem tak
              tylko dla bezpieczeństwa rowerzysty i gdyby to było w innej sytuacji (jakiś
              ruch na drodze, itp. to tak bym nie zrobił, ale że w tej sytuacji logiczniejsze
              i bezpieczniejsze było złamanie przepispów i gdybym nie przejechał ciągłej to
              bym przejechał obok rowerzysty o około 20cm" Droga wolna. Luzik. Czy w takiej
              sytuacji należy się jak debil stosować do przepisów czy raczej postąpić
              rozsądnie.
              • jureek Re: "Kursant"- czy naciąga swoich klientów???? 12.07.07, 10:28
                Z jakiegoś powodu tę linię ciągłą tam namalowano i to nie kierowca (a tym
                bardziej ktoś, kto dopiero uczy się jeździć) jest od oceniania, czy namalowano
                ją słusznie, czy nie. Jednak najbardziej w poście kursanta przeraziło mnie to,
                że opróch wymienionych przez niego dwóch możliwości zachowania się w takiej
                sytuacji - przejechanie ciągłej lub wyprzedzenie rowerzysty w odległości 20 cm -
                nawet do głowy mu nie przyjdzie, że jest jeszcze trzecia możliwość - poczekać z
                wyprzedzaniem aż sytuacja pozwoli wykonać ten manewr bezpiecznie i bez
                naruszania przepisów.
                Jura
    • Gość: SEBO Re: "Kursant"- czy naciąga swoich klientów???? IP: *.stroeer.pl 12.07.07, 10:45
      Widzę, że mójpost na temat kursanta wywołał jakąś dyskusj, w której Jurek
      przoduje. Masz prao jazdy? Jeździsz? Nie łamiesz przepisów? A może jesteś z
      Kursanta i bronisz swojej firmy.
      Podam Ci przykład jadąc z Zapolskiej przy wiadukcie są dwa pasy. Jeden do
      skrętu w lewo i jeden do jazdy prosto i skrętu w prawo. Przed Skrzyzowaniem z
      Zielińskiego. Przed skrzyzowaniem jest linia ciągła. jak chcę skręcić w lewo
      muszę zająć pas lewy. Niestety zawsze muszę to robić na linii ciągłej. Bo tam
      gdzie jest przerywana stoji rząd zaparkowanych samochodów (zawsze, a pas do
      skrętu niezajęty jest na długości zaledwie dwóch aut - a tam jest już linia
      ciągła). Wybór mam wiec taki, albo zmienić pas na ciągłej (nikomu w niczym to
      nie zagraża, żadnego zagrożenia w ruchu drogowym tym nie stwarzam), albo jechac
      zgodnie z tym co piszesz zgodnie z przepisami, czyli skręcić w prawo lub jechać
      prosto i próbować dojechać jakoś inaczej do celu - to chyb dość dziwne
      rozwiązanie. A co z sytuacją gdy jedziesz, linia ciągła a przed tobą popsuty
      samochód, czy zatrzymujesz swój i czekasz aż popsute auto zostanie odholowane
      czy raczej jednak zmieniasz pas mimo linii ciągłej. Myślę że w niektórych
      przypadkach należy się kierować zdrowym rozsądkiem a nie przepisami.
      • jureek Re: "Kursant"- czy naciąga swoich klientów???? 12.07.07, 11:41
        Gość portalu: SEBO napisał(a):

        > Widzę, że mójpost na temat kursanta wywołał jakąś dyskusj, w której Jurek
        > przoduje. Masz prao jazdy? Jeździsz? Nie łamiesz przepisów?

        Mam prawo jazdy ponad 20 lat, jeżdżę około 50 tys. km rocznie, przepisy zdarza
        mi się złamać, ale nie czynię cnoty z łamania przepisów i nie twierdzę, że
        wszystko jest wtedy w porządku.

        > A może jesteś z
        > Kursanta i bronisz swojej firmy.

        Nie mogę być z Kursanta, bo nie mieszkam w Polsce. Dlatego cały ten wątek nie
        interesował mnie specjalnie, dopóki nie przeczytałem Twojej wypowiedzi.
        Wystarczająco naoglądałem się na polskich drogach niebezpiecznych manewrów
        wyprzedzania rowerzystów, żeby nie zareagować.

        > A co z sytuacją gdy jedziesz, linia ciągła a przed tobą popsuty
        > samochód, czy zatrzymujesz swój i czekasz aż popsute auto zostanie odholowane
        > czy raczej jednak zmieniasz pas mimo linii ciągłej. Myślę że w niektórych
        > przypadkach należy się kierować zdrowym rozsądkiem a nie przepisami.

        Zdałeś prawo jazdy, a nie widzisz różnicy między omijaniem a wyprzedzaniem?
        Jasna sprawa, że czasami oznaczenia są takie, że nie da się po prostu do nich
        stosować. Np. wiele jest skrzyżowań, gdzie nie ma żadnego oznaczenia, że jesteś
        na głównej, a więc zgodnie z przepisami powinno się ustąpić pierwszeństwa z
        prawej, ale ten z prawej z kolei widzi na swojej drodze znak "ustąp
        pierwszeństwa przejazdu". Gdyby obaj trzymali się ściśle przepisów, to powinni
        sobie wzajemnie ustępować pierwszeństwa do usr...nej śmierci.
        Jednak opisana przez Ciebie sytuacja wcale nie była sytuacją bez wyjścia. Można
        było jechać za rowerzystą, aż nie da się go bezpiecznie i zgodnie z przepisami
        wyprzedzić. Silnik by się od tego nie zatarł :)
        Jura

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka