Dodaj do ulubionych

Nowi monachijczycy

24.11.07, 19:43
MOJA MAMA MA NA IMIĘ MIROSŁAWA

Po wywiadzie, który przeprowadził ze mną pan Michał Kokot podczas
swojego pobytu w Monachium, długo czekałam, z resztą podobnie jak
moi rodzice, na obiecany artykuł, który miał nam zostać przesłany
jeszcze przed publikacją. Nie doczekaliśmy się wersji, która MIAŁA
ZOSTAĆ opublikowana, doczekaliśmy się za to GOTOWEGO OPUBLIKOWANEGO
reportażu. Nie tak się umawialiśmy, Panie Kokot, a tym bardziej nie
umawialiśmy się, że ma Pan wszelkie prawa do przekręcania naszych
wypowiedzi.

Po pierwsze: Moja mama ma na imię MIROSŁAWA. Beata jest jej
koleżanką, pracownicą polskiego konsulatu w Monachium, z którą Pan
również dzięki mamie miał możliwość rozmawiać.

Po drugie: Niezgodne z prawdą jest to, że „nie ma tygodnia”, żeby w
firmie moich rodziców nie pojawili się niemieccy kontrolerzy, którzy
sprawdzają, czy Polacy nie pracują na czarno. Rzeczywiście firma
jest często kontrolowana, zwłaszcza budowy, nawet te, które jeszcze
fizycznie się nie rozpoczęły, oraz regularnie muszą być wysyłane do
niemieckiego urzędu kontrolującego pracę na czarno meldunki o
nowozatrudnionych pracownikach, gdzie są sprawdzane ze szczególną
dokładnością. CZĘSTO NIE ZNACZY CO TYDZIEŃ.

Po trzecie: NIE LUBIĘ, KIEDY WKŁADA MI SIĘ W USTA SŁOWA, KTÓRYCH NIE
WYPOWIEDZIAŁAM. Dlatego proszę mi wyjasnić, skąd nagle

- ta powaga w stwierdzeniu, iż moim marzeniem jest dom z ogródkiem i
Aston Martin, kiedy specjalnie zaznaczałam, że to oczywiście IRONIA
sama się z siebie śmiałam;

- wiadomość, że mam znajomego w Irlandii, wykładającego piły w
supermarkecie? Mam podobnego znajomego, ale w Anglii. Mowiłam, że
przez jakiś czas sortował „gdzies tam” piły (nie wiem dokładnie
gdzie) i rzeczywiście przyjeżdżal dumny, że pracuje za granicą. Nie
powiedziałam, że mnie to drażni, tylko że czasem mnie to śmieszy, a
JAKO STUDENTKĘ SOCJOLOGII BARDZO CIEKAWI, jak ludzie
stwierdzeniem „pracuję za granicą” dodają sobie prestiżu tuszując
tym samym fakt, czym tak naprawdę się zajmują. Nie powiedziałam,
że „przyjeżdżają z kupą forsy, którą szybko przepuszczają”. Nie
wiem, czy tak jest czy nie, nigdy w to nie wnikałam, bo uważam, że
to nie moja sprawa, co inni robią ze swoimi pieniędzmi;

- rzekomo moja wypowiedź, iż moja siostra „co roku zmienia
przyjaciół, bo w Monachium nie ma stałych przyjaźni. Ludzie są tutaj
egoistami. Chłopak Natalii zerwał z nią, bo matka powiedziała mu, że
ma myśleć tylko o sobie, a nie o innych” ? Tego tez nie
powiedziałam. A nawet jeśli coś mogło tak zabrzmieć, to nie powinien
Pan tego pisać publicznie, bo jest to nie o mnie, ale o osobie,
której Pan nawet nie zdażył zobaczyć i która nie miała nawet
pojęcia, że cokolwiek zostanie o niej napisane. Nie powiedziałam, że
siostra co roku zmienia przyjaciół, tylko że to JA się nieraz z tym
spotkałam i niejednokrotnie zaobserwowałam, że znajomości lub
przyjaźnie POTRAFIĄ (podkreślam: potrafią, nie muszą) trwać tu dość
krótko. I nie powiedziałam, że „chłopak zerwał z moją siostrą,
ponieważ matka mu powiedziała, że ma myśleć tylko o sobie”.
Powiedziałam, że rzeczywiście chłopcy w Niemczech są inaczej
wychowywani niż w Polsce i dlatego związki są tutaj mniej trwałe niż
w Polsce. Na przykładzie mojej siostry i jej chłopaka jedynie
probowałam wyjaśnić, na czym polegają różnice kulturowe, bo czasem
moja siostra rzeczywiście się z nimi musi borykać. Ale moja siostra
tak, jak była ze swoim chłopakiem, tak nadal z nim jest;

- informacja, że boję się stereotypów? Jedyny stereotyp, jakiego się
bałam, to stereotyp dziennikarza – ignoranta, próbującego
potwierdzić swoją z góry postawioną tezę, nie zważającego na
rzeczywiste wypowiedzi swoich informatorów. I jak widać po tym, ale
też po wielu poprzednich Pana artykułach o Monachium (które
regularnie śledzę), moje obawy okazały się słuszne. Po tym, kiedy
nieustannie słyszałam od Pana pytania typu: „Nie boisz się, że
ludzie Cię będą szufladkować? Nie boisz się, że po przyjeździe do
Wrocławia będziesz „tą dziewczyną z Monachium”, na którą wszyscy się
będą dziwnie patrzeć?”, jedyne, czego się obawiałam, to właśnie to,
że Pan sam mnie zaszufladkuje. A odpowiedź na zadawane przez Pana
pytania mogę jeszcze raz powtórzyć: choć czasem – bardzo rzadko –
zdarzają się jeszcze niemiłe sytuacje, jest ich coraz mniej. Życie
poza granicami państwa, w którym się urodziło, staje się coraz
bardziej normalne i codzienne. Widać to właśnie na przykładzie tych,
którzy wyjeżdżają z Polski. A fakt ten, o ile dobrze pamiętam Pana
wyjaśnienia, był właśnie punktem wyjścia serii reportaży „Mój
kawałek Europy”. Jedyne, co może dziwić to to, że podczas kiedy tyle
osób wyjeżdża, ja akurat chcę wrócić. Ale czy to powód, żeby się
bać? Ja się NIE BOJĘ.

Pytałam po wywiadzie, czy reportaż będzie anonimowy. Powiadomił mnie
Pan, iż celem serii reportaży „Mój kawałek Europy” jest jak
najbardziej wiarygodne przedstawienie życia w miastach europejskich,
dlatego ważne, żeby bohaterowie reportaży również zostali
przedstawieni autentycznie – stąd nasze imiona i nazwiska (które,
jak widać, też nie do końca się zgadzają) oraz zdjęcia. Szkoda, że
skończyło się na tym, że nasze osoby zostały jedynie wykorzystane do
uwiarygodnienia Pana fikcyjnych założeń. Mam wrażenie, że już przed
przyjazdem do Monachium wiedział Pan, co chce napisać, bez względu
na to, jak bardzo będzie się to mijać z prawdą. Nawiązując do
jednego z Pana wcześniejszych reportaży: „korki w Monachium SĄ tylko
w szampanach” – ale tylko z punktu widzenia tych, którzy poruszają
się komunikacją miejską. Jak Pan, zwiedzając Monachium.


Maja Z.
Obserwuj wątek
    • Gość: Ł AWF Nowi monachijczycy IP: *.bermudy.net 25.11.07, 12:49
      oo widzę, że szanowny mister Kokot nie ma odwagi ustosunkować się do
      sprostowania bohaterki jego jakże mistrzowsko powykręcanego
      artykułu... marny z pana dziennikarzyna panie Kokot...
      • ewa9717 Re: Nowi monachijczycy 25.11.07, 13:19
        No faktycznie, wstyd. Marnie panu "dziennikarzowi" wyszło...
    • Gość: KP Nowi monachijczycy IP: *.upc-e.chello.nl 25.11.07, 15:08
      I wyszla kaczka... Slaby artykul = slaby dziennikarz
    • map4 Re: Nowi monachijczycy 25.11.07, 19:47
      Najpierw prostowałem nieścisłości redaktorka Kokota pod jego "monachijskimi"
      tekstami naiwnie wierząc, że są one powodem parcia na wynik połączonego z bardzo
      ograniczonym czasowo pobytem w moim mieście.

      Na pewno negatywnie na jakości tekstów odbił się budżet tej wyprawy, który nie
      przewidywał wynajęcia samochodu bez czego opisanie rozwiązań komunikacyjnych
      jest z definicji niepełne czy też fakt pominięcia w opisie miasta monachijskiego
      lotniska co z kolei wskazuje na podróżowanie autobusem.

      Rozumiem, bo znam monachijskie ceny. Wiem również, jakim szokiem potrafią one
      być dla młodego, biednego człowieka który wyrwany z zaścianka Wrocławia nagle
      trafia ze skrojonym na polskie warunki kieszonkowym do miasta prawdziwie
      światowego, w którym obecność wystawie u jubilera zegarka za 30 tys Euro jest
      normalnością.

      Wszystko to przeżyłem lata temu po przeprowadzce z Wrocławia do Monachium na
      własnej skórze. Dlatego teksty Kokota przyjmowałem z życzliwą wyrozumiałością,
      aż do teraz.

      Dziękuję Ci, pani/panno Maju, za otworzenie mi oczu na postać, postawę, metody i
      cele redaktora Kokota.

      Zaliczam swoją skromną osobę do nowych monachijczyków, tych z wyboru. Nie
      odnajduję się w kliszach narysowanych piórem redaktora Kokota, ale po
      wyjaśnieniach Mai przestaje mnie to jakoś dziwić.

      Jeśli teza nie pasuje do faktów, tym gorzej dla faktów.

      Dziękuję Ci, Maju, za świadectwo o tym za przeproszeniem dziennikarzu.
      • Gość: na zimno No, to Pan Kokot ma klopot... IP: *.dip0.t-ipconnect.de 26.11.07, 10:55

        Najpierw przyjmuje sie teze, a potem szuka sie na sile argumentow
        dla jej udowodnienia.

        No coz, dziennikarstwo polskie ZAWSZE roznymi drogami chodzilo.
        I to jest jeden z "tych" przypadkow.

        Mnie to w zasadzie nie dziwi.

        • m.z.83 Re: No, to Pan Kokot ma klopot... 26.11.07, 12:31
          Pan Kokot wprowadza MNIE w kłopot !


          Za dwie godziny mam egzamin dyplomowy z komunikacji społecznej,
          dziennikarstwa, PR. Jak byk jest napisane w każdej książce z
          dziennikarstwa, że cechą mediów, przynajmniej tych działających
          online, jest ich aktualność, szybka reakcja i elastyczność. Dzisiaj
          zaczął się czwarty dzień, kiedy czekam na jakąkolwiek, najmniejszą
          chociażby odpowiedź ze strony pana Kokota. Wysłałam maila do gazety
          ze sprostowaniem tego, co napisane zostało w reportażu, wysłałam
          maila bezpośrednio do pana Kokota, wysłałam mu nawet SMSa, żeby
          wiedział, że wysłałam mu maile i że czekam na jego odpowiedź. I nic.
          Ja nie wiem, co powiem dzisiaj pani profesor, ale książki chyba
          kłamią, bo cztery dni to już dość sporo, chyba za dużo, by móc mówić
          o akutalności i szybkości reakcji. Pan Kokot wprowadza mnie w
          kłopot. A może pan Kokot dawno przeczytał moje wiadomości z prośbami
          o wyjaśnienie sprawy, tylko najzwyczajniej w świecie je zignorował
          (zaraz zaraz, czy wpominałam już coś o dziennikarzach-
          ignorantach???)? Nieładnie. Oj, nieładnie. Z uśmiechem na twarzy
          odsyłam wszystkich, którzy czytają reportaże o Monachium i zawarte
          pod nimi opinie na stronę Karty GW:
          www.gazetawyborcza.pl/1,75545,884126.html (przede wszystkim
          warto zwrócić uwagę na akapit I i III.3.).

          Maja
          • Gość: na zimno Poooooowooooodzeeenia na egzaminie ! IP: *.dip0.t-ipconnect.de 26.11.07, 13:04

            Mlodzi i entuzjastycznie do pracy nastawieni ludzie "wala" w mur
            zbudowany z doswiadczonych, stale zadowolonych z siebie,
            osadzonych dobrze w rzeczywistosci "innych ludzi".

            Ci ostatni "nie rozumieja" watpliwosci tych pierwszych.
            Ci pierwsi dziwia sie tak dlugo jak dlugo nie znajda sie wsrod
            tamtych.

            To nie jest najlepszy zawod, Maju.
            Medialne narzedzia wytwarzaja niezbyt przyjemny aromat.
            Jednym ten zapach odpowiada, dla innych to jest.....
            Wybor nalezy do Ciebie.
            • Gość: m.z.83 Re: Poooooowooooodzeeenia na egzaminie ! IP: *.dip.t-dialin.net 26.11.07, 17:33
              Jednak wolę socjologię, także bez obaw. A komunikacja to tylko jedna
              z moich specjalizacji. Dzięki temu mam m.in. dobry wgląd w różnice
              między metodami pracy dziennikarzy i naukowców, chociaż w zasadzie
              podstawy są te same. Widać wszystko wychodzi w praniu!
              • Gość: Paweł Z. Re: Poooooowooooodzeeenia na egzaminie ! IP: *.as.kn.pl 26.11.07, 18:25
                Niemcy to Niemcy, a Polska to Polska. W Chinach jest jeszcze inaczej. Komunikacja społeczna działa z definicji różnie w różnych społeczeństwach. Stąd - być może - Twoja konsternacja.
                • Gość: na zimno Oprzytomniej, czlowieku... IP: *.dip0.t-ipconnect.de 27.11.07, 16:54
                  Ogolnie:

                  Komunikacja nie powinna opierac sie na poslugiwaniu sie
                  nieprawdziwymi faktami czyli konfabulacjami, zmysleniami, klamstwem.

                  I to niezaleznie od spoleczenstwa, w ktorym ona funkcjonuje.

                  Jezeli taka zdeformowana komunikacja staje sie gdzies
                  "norma", to WLASNIE TO POWINNO BYC POWODEM TWOJEJ KONSTERNACJI.

                  Nie tlumacz czegos, co jest juz przegrane.
                  Brak tu logiki i tyle.





    • Gość: kh Nowi monachijczycy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.07, 20:15
      Jeden morał: Z takim poziomem to w Fakcie niech pan pisze panie
      Kokot.
    • Gość: ZULU PAPIARZ Re: Nowi monachijczycy IP: *.lanet.net.pl 25.11.07, 21:49
      ej KOKOT widać pisze co mu ślina na język spłynie, ja go znam to
      taki dziennikarz młody co pali jointy kiedyś robił ze mną wywiad o
      wykładaniu papy na dachach i spaliliśmy razem blanta na dachu ja mu
      coś mówiłem a on się tylko śmiał wogóle on nic nie pamieta. Przeciez
      on nie umie mysleć ten KOKOT ja papę wykładam a on swoje jęzorem
      plecie a pisze co innego sprostowanie składałem a tu nic on nie
      odbiera komórki, listów i e maili. Na pewno jak będą mu wymieniali
      papę na dachu to moja firma mu nie wyłozy papy aaaaaa i jak ocieplic
      będzie chciał dom to też mu nie ocieplimy tylko mu kupeczkę
      strzelimy pod parapetem. PANIE MICHNIK ZWOLNIJ PAN KOKOTA!!!


      ZULU PAPIARZ
    • ticotico Nowi monachijczycy 25.11.07, 23:01
      abstrahując od rzetelności dziennikarskiej. artykuł naprawdę nie ma za dużo
      sensu. co to za rewelacja, że w mieście są bogaci i biedni? że niektórym się
      podoba, a innym nie? najbardziej denerwują mnie dziwne uogólnienia typu "w
      monachium przyjaźnie trwają krótko". aha, przeciętnie 0,567 roku krócej niż we
      Wrocławiu... może by tak troche więcej faktów a mniej osądów?

      Co do Glockenbachviertel, dzielnicy gejowskiej w Monachium, wszyscy wiedzą że
      jest gejowska i mówi się o tym otwarcie. Na festyn dzielnicy przychodzą
      okoliczni mieszkańcy - z dziećmi - i geje z całego miasta i bawią się razem.
      oczywiście, są też tacy, którym się nie podoba, że w Glockenbachviertel jest
      tylu gejów, ale mają do tego prawo.

      mam wrażenie, że to całe czepianie się monachijczyków (konserwatywni,
      nieszczerzy, zadufani, uśmiechają się za szeroko, jak zamawiają sok) bierze się
      z kompleksu prowincji u autora.
    • Gość: Ł AWF Re: Nowi monachijczycy IP: *.bermudy.net 27.11.07, 15:43
      a co to, gazeta sie czegoś przestraszyła ściągajac ze strony głównej
      bezpośredniego linka do serii reportaży pana dziennikarzyny Kokota?
      Swoją drogą, żałosne jest to, że nadal nie ustosunkował się szanowny
      pan Kokot do sprostowania Mai... Marny z pana dziennikarz, może czas
      wybrać inną profesję...?
      pozdrawiam niezwykle gorąco jak na tą porę roku.
      Łukasz ten z AWF-u
      • Gość: m.z.83 Re: Nowi monachijczycy IP: *.dip.t-dialin.net 27.11.07, 15:57
        Zwracam honor panu Kokotowi – odezwał się i przeprosił... za
        przekręcenie imienia mojej mamy.
        Odpowiadam na jego prośbę: przyznaję się publicznie (jeszcze raz, bo
        napisałam to już w sprostowaniu, co najwidoczniej nie jest zbyt
        wyraźne), że pewne rzeczy rzeczywiście powiedziałam. Nie
        powiedziałam jednak wszystkiego, co zostało napisane, a wiele spraw
        ujęłam inaczej. Nie poprosiłam o nieopublikowanie którejś z moich
        wypowiedzi, ponieważ uznałam, że jeśli według obietnic zostanie
        napisane tylko to, co i jak naprawdę powiedziałam, nie mam się za
        co wstydzić. Być może momentami źle lub niezrozumiale się wyrażałam,
        ale właśnie dlatego próbuję wyjaśnić tą sprawę. Czasami wystarczą
        naprawdę dwa słowa, by zmienić sens wypowiedzi i dziennikarz
        powinien być tego świadom. Z resztą podczas wywiadu sama kilka razy
        podkreślałam, że rozumiem coś inaczej niż pan Kokot i próbowałam mu
        wyjaśnić, w czym rzecz – z mojego punktu widzenia. Widocznie nie
        zostało to przyjęte. Nie mam zamiaru wnikać znowu w to, co kto
        powiedział a czego nie. Ale nadal nie rozumiem, dlaczego zostało
        napisane coś o mojej siostrze i do tego nieprawda?! Bo po co
        miałabym mówić o niej coś, co jest bzdurą?! To jakiś absurd!
        I teraz ja napiszę: pewnie się nie doczekam, że pan Kokot się
        przyzna, że rzeczywiście namieszał.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka