Gość: puolalainen doktorat... IP: *.aster.pl 07.07.09, 00:44 >Poważnym certyfikatem wiedzy jest dopiero doktorat Może 20-30 lat temu tak... Ale miernoty pojawiły się i na tym poziomie. Na moim wydziale (UW) jest jeden doktorant, który robi doktorat z językoznawstwa ogólnego i gramatyki angielskiej, z tej ostatniej prowadzi zajęcia. I wszystko byłoby super, gdyby nie to, że zna angielski gorzej niż większość mojej grupy. Fakt, jest obkuty z regułek, zna na pamięć klasyczne podręczniki do gramatyki angielskiej, potrafi pół zajęć wykładać teoretycznie dlaczego w danej konstrukcji "who" jest prawidłowe, a w trochę innej może być tylko "whom" itp. Tylko co z tego, skoro kiedy mówi po angielsku to mówi strasznie sztucznym, szkolno brzmiącym stylem, wtrąca jakieś idiomy kompletnie nie pasujące do kontekstu, robi kalki z polskiego, widać że angielskiego całe życie się solidnie KUŁ, tylko że kontaktu z żywym językiem za bardzo nie miał, talentu językowego zresztą też. Do tego tragiczna wymowa ("telifon", "bykos", other:"awer") i od czasu do czasu błędy w przyimkach, formach czasowników itp., chociaż W TEORII ma to w małym palcu. Poza tym ogólnie robi wrażenie pilnego kujona, który jednak nie jest zbyt rozgarnięty, i tak naprawdę do końca nie wie, po co i czego się uczy. Jego zajęcia były obowiązkowe. Szybko się zorientowałem, że muszę na nich myśleć o czymś innym, bo od samego słuchania tego gościa mój angielski się cofa. I powiedzcie mi, czy takiemu człowiekowi powinno się dawać szansę na zdobycie "dr" przed nazwiskiem? Ano, widać trzeba. Doktorów jest coraz mniej, a ktoś musi być promotorem prac magisterskich tych wszystkich miernot, którym pozwala się prześlizgnąć przez studia. Zresztą doktorat robi u baby, która ma przed nazwiskiem "prof", zadziera nosa jakby była uosobieniem mądrości, a jej nudne jak flaki z olejem wykłady nie mają żadnej struktury, skacze z tematu na temat, patrząc w okno z miną obrażoną, że musi marnować czas ze studentami. Jak się idzie do niej na dyżur, to wiadomo, że każde pytanie trzeba powtórzyć co najmniej dwa razy, bo dopiero wtedy rozumie o co chodzi. Jej angielski wygląda podobnie ("native-speecher" itp.) Sorry za wylewanie osobistych frustracji, chciałem zilustrować, jak niewiele czasem znaczą literki przed nazwiskiem. Nie ma co przed nimi padać na kolana. Tylko mi nie piszcie, że uogólniam, bo nigdzie nie napisałem, że wszyscy są tacy. Odpowiedz Link Zgłoś
ludwikowiec Doktoracik można sobie obecnie strzelić zaocznie. 07.07.09, 02:24 Kadra narzeka a sami się pchają do tych śmiesznych szkół - wiadomo, pieniążki. Odpowiedz Link Zgłoś
vomitorium1 Wprowadźmy obowiązkowe dyktando maturalne 07.07.09, 01:33 jak ich tak wyuczą to na pis nikt nie będzie glosował Odpowiedz Link Zgłoś
truten.zenobi Re: Wprowadźmy obowiązkowe dyktando maturalne 21.08.09, 17:05 > Żeby nauczyć się ortografii trzeba CZYTAĆ. wydaje ci się żeś wszystkie rozumy pozjadał a niedouczonyś jak hamerykanin. Odpowiedz Link Zgłoś