Dodaj do ulubionych

"Wiara martwa"

13.09.09, 08:46
mateusz.pl/czytania/2009/20090913.htm
"Od początku istnieją w chrześcijaństwie dwie niebezpieczne
tendencje. Jedna chce koniecznie odrzucić Kościół założony przez
Jezusa i przyjąć jedynie wiarę jako indywidualny akt
usprawiedliwiający człowieka. Dla tych wiara to czysto osobista
sprawa, tak jak np. lekkoatletyka. Sportowcy mogą się spotkać po
olimpiadzie lub mistrzostwach świata, mogą rywalizować z sobą i
zdumiewać świat osiągnięciami, mogą przeznaczyć duże sumy na
potrzeby biednych, ale lekkoatleci nie stanowią żadnej wspólnoty, to
jest sport, w którym wszystko zależy od indywidualnych sprawności.

Jezus założył Kościół jako rodzinę. Ustanowił w niej biskupów,
którzy spełniają funkcję ojców tej rodziny, a w parafiach w ich
imieniu pełnią tę funkcję kapłani. To oni są odpowiedzialni za
pokarm duchowy członków tej rodziny /Eucharystia i Słowo Boże/, za
jej duchowe zdrowie /sakrament pokuty i sakrament namaszczenia
chorych/, za trwałość rodzin /błogosławieństwo przy sakramencie
małżeństwa/ i za powiększanie tej rodziny /sakrament chrztu
świętego/. Zbawienie jest możliwe wyłącznie w tej rodzinie. Chcąc
więc w duchu Ewangelii doskonalić wiarę, trzeba się zatroszczyć o
przynależność do tej rodziny. Członkowie rodziny mogą się cieszyć,
gdy ktoś z nich zdobywa olimpijskie medale, ale życie rodzinne wcale
nie jest nastawione na produkowanie mistrzów świata, ono wyżej ceni
opiekę nad małym dzieckiem niż olimpijskie złoto. Warto o tym
pamiętać, gdy pojawiają się głosy odrzucające Kościół, a
gloryfikujące wiarę. Powtarzanie błędu reformacji z XVI wieku to
cofanie się w średniowiecze.

Druga tendencja dziś ma jeszcze więcej zwolenników. To opowiadanie
się po stronie wiary, z odrzuceniem jej konsekwencji w życiu
moralnym. Te właśnie tendencje ma na uwadze św. Jakub w swoim
liście, gdy pisze: „Jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś
będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków. Czy
sama wiara zdoła go zbawić?”.

Tendencja ta świadczy o intelektualnym podejściu do wiary. W nim
wiara to stwierdzenie, że Bóg istnieje. Cenne jako klucz pozwalający
wyjaśnić wiele trudnych pytań dotyczących świata i ułatwiające
wejście w grono ludzi wierzących. To jest jedynie deklaracja, nic
więcej. Hasło na transparencie własnego życia. Taka wiara nie może
człowieka zbawić — jest bowiem martwa.

Wiara pozwala wejść w kontakt z Bogiem żywym i umożliwia przelanie
Jego życia w nasze życie. To spotkanie tak, jak miłość przyjaźni,
zmusza do konsekwentnego liczenia się z przyjacielem. Dwoje ludzi
połączonych miłością postępuje tak, by w każdym ich czynie ta miłość
nie tylko była widoczna, ale by ona ustawicznie wzrastała. Miłość
jest żywa.

Jeśli któreś z nich postąpi tak, że tego nie da się pogodzić z ich
miłością, osłabia tę więź i jest w stanie doprowadzić do uśmiercenia
swej miłości. Odtąd miłość nie decyduje o czynach, ona jest martwa.
Słowa, że kocha, nic nie znaczą, jedynie boleśnie ranią osobę
kochającą.

Podobnie jest z wiarą, ona jako zaufanie i zawierzenie Bogu jest
rzeczywistością żywą. Stąd jeśli jest spotkaniem z Bogiem,
natychmiast rzutuje na nasze czyny. Ona kształtuje każdą sekundę
naszego życia. Wszystko bowiem jest czynione z Chrystusem, w
Chrystusie i przez Chrystusa. Nic się nie da czynić bez Niego.
Podobnie jak zakochany człowiek cały jest zakochany i szczęśliwy w
swej miłości, niezależnie od tego, czy jest blisko osoby kochanej
czy nie, tak i wierzący cały jest oparty o Boga, niezależnie od
tego, czy o Nim myśli czy nie. On działa na mocy tego właśnie
oparcia.

Tak wielu ludzi ochrzczonych dziś popełnia te dwa elementarne błędy.
Znak to, że wiara nie jest przemyślana ani przeżywana, to jedynie
antyczny mebel, który trudno wyrzucić, bo jest pamiątką po
dziadkach, a równocześnie trudno znaleźć dla niego miejsce w
nowoczesnych mieszkaniach. Taka wiara „martwa jest sama w sobie”."

Ks. Edward Staniek
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka