chasyd_666
24.08.13, 21:29
www.naszdziennik.pl/wiara-kosciol-w-polsce/51889,lekarze-nie-dawali-szans.html
Badania wykazały, że nowotwór zajął dwie trzecie wątroby oraz węzły chłonne. Lekarze orzekli, że szanse na wyleczenie pacjenta są zerowe.
Po powrocie do domu w Szwecji Stanisław Kuma codziennie żarliwie modlił się do Jezusa Eucharystycznego. Wkrótce udał się też na kolejne badania tomograficzne do szpitala. O ich wynikach powiadomiła go telefonicznie córka, która jest lekarzem, i z bólem serca śledziła przebieg choroby ojca. Najpierw nie mogła wydobyć z siebie ani jednego słowa. – Pomyślałem, że pewnie nadszedł mój czas, aby odejść z tego świata do naszego Ojca – wspomina pan Stanisław. Jednak informacja, jaką przekazała mu córka, była zupełnie inna. Jej łzy okazały się łzami szczęścia. Powiedziała krótko: „Tatuś, nie ma śladu po chorobie, ani na wątrobie, ani na węzłach chłonnych”. Lekarze nie potrafią wyjaśnić, w jaki sposób nowotwór zniknął, ale pan Stanisław to wie i świadczy o Jezusie: „On w dalszym ciągu jest z nami i nas uzdrawia, dokładnie jak 2 tysiące lat temu”.