privus
16.11.24, 00:11
Średniowieczna asceza oznaczała doskonalenie swojego życia duchowego poprzez bardzo rygorystyczny tryb życia, także wyrzeczenie się korzystania z przyjemności doczesnych oraz umartwianie się greckie słowo "askeiss", które znaczy tyle co ćwiczenie. Celem postawy ascetycznej, propagowanej w średniowieczu, była troska by poprzez życie w cnocie i pełne pobożności osiągnąć świętość i uzyskać zbawienie.
Asceci wierzyli w to, że na tamtym świecie czeka na nich raj.
Ta mityczna kraina, lub jedna z krain stanowiących zaświaty. Kojarzona zazwyczaj z miejscem osiągnięcia stanu wiecznej szczęśliwości (stan ten i miejsce występuje pod różnymi nazwami w wielu różnych systemach wyznaniowych).
Do tego katolickiego nieba miałyby iść, według nauk Kościoła rzymskokatolickiego, osoby które się nawrócą przed śmiercią, czego może dokonać każdy z pomocą Boga. Nawrócenie jest procesem, a nie pojedynczym zdarzeniem lub aktem woli (chodzi więc tylko o masy?).
Zewnętrznym objawem nawrócenia jest życie prawe i dobre oraz dokonanie aktu żalu za grzechy. Wszyscy godni przebywania w niebie osiągną pełnię szczęścia i miłości.
Czy o tej godności ma decydować pleban mając najczęściej też co nie co za pazurkami?
Czy kardynałowie chowani tajemnie i po cichu w Olsztynie potwierdzają tę tworzoną tajemnicę wary?
Watykan w tych sprawach woki milczeć. Zresztą młyny Watykanu do dzisiaj nie wyszły spod spreparowanego pandemium donacji konstantyńskiej!.
Można mieć różne punkty widzenia na ten temat, ale pisanych źródeł chrześcijaństwa (znajdujące swe
odzwierciedlenie nawet w Biblii, znajdują ww potwierdzenie w grece. Po co i komu potrzebny jest ten kisz-masz polskiego katolicyzmu zbudowanego na starych słowiańskich tradycjach. Traktuję ten pogląd na zasadzie faktografii, a nie tylko jej jedynie mitologiczne transferowane miraże