z2006
21.10.07, 14:41
www.mateusz.pl/czytania/20071021.htm
"Dla uniknięcia nieporozumień Ewangelista Łukasz zadbał, aby wyraźnie określić
temat i główne przesłanie Jezusowej przypowieści: wytrwała modlitwa. Warto
wnikliwie wczytać się w ten tekst, by zrozumieć, co Chrystus naprawdę przez to
rozumie i czego od nas oczekuje.
Bo nasze osobiste doświadczenia modlitwy są nieraz zniechęcające. Często
modlimy się wytrwale i długo: o zdrowie, o wyzwolenie z uzależnienia, o
poprawę swojej sytuacji materialnej, o zgodę w małżeństwie – i nic, żadnego
efektu! Pan Bóg jest jakby głuchy, niebo pozostaje milczące, zamkniete, obce i
dalekie. Iluż ludzi w takiej sytuacji zwątpiło w Bożą miłość, a nawet w
istnienie Boga! Czyżby więc Chrystus nie chciał wywiązać się ze swej
obietnicy? A może to my nie do końca rozumiemy istotę Bożego wezwania do
modlitwy i nie potrafimy się modlić?
Najpierw zauważmy, co powinno być przedmiotem modlitwy – obrona przed jakimś
przeciwnikiem. Nie jest on bliżej określony ani nazwany po imieniu, ale możemy
się domyślać, że chodzi o obronę przed szatanem – ojcem kłamstwa, demonem zła.
Jego dziełem jest grzech z wszelkimi jego konsekwencjami: śmiercią,
cierpieniem, słabością ludzkiej natury, uległością wobec pokus, skłonnością do
zła. Człowiek pozostawiony sam sobie, o własnych siłach, nie ma żadnych szans
w walce z szatanem i grzechem. Dlatego potrzebuje opieki i obrony ze strony
Tego, który potrafi zwyciężyć zło – Boga.
Od strony pozytywnej chodzi oczywiście o zbawienie. I to powinien być główny
przedmiot naszej modlitwy i dążeń. Zbawienie nie leży w zasięgu naszych
naturalnych możliwości, możemy je jedynie otrzymać w darze od Boga. Aby ten
dar przyjąć, potrzebna jest postawa pokory, czyli uznania swojej
niesamowystarczalności i bezsilności wobec zła, oraz zaufania, czyli
bezwarunkowego, dobrowolnego oddania się w ręce Boga. Takiej prośbie i
postawie Bóg nigdy się nie opiera, lecz gwarantuje wywiązanie się ze swoich
zobowiązań i obietnic. Oferuje więc swoją pomoc wszystkim, ale skutecznie
wykorzystaja ją tylko ci, którzy zechcą ją przyjąć przez wiarę.
I tu chyba mamy przyczynę, dlaczego tak wiele modlitw nie przynosi rezultatów.
Po pierwsze, prosimy o rzeczy drugo- i trzeciorzędne, co stanowi swego rodzaju
lekceważenie Boga. Jeśli bowiem Bóg chce dać nam w darze samego siebie – co
jest równoznaczne ze zbawieniem, to nie wypada prosić Go o drobiazgi, nawet
jeśli wydają się nam ważne. Oczywiście, przyjdzie także czas na rozwiązanie
tych drobiazgów: kto wejdzie na drogę zbawienia, na pewno zmieni swój styl
życia, dostosowując go do wymogów Ewangelii, a wtedy problemy rozwiążą się same.
Po drugie: w naszym życiu brakuje nam postawy wiary, czyli żywej, osobistej
więzi z Bogiem. Polega ona między innymi na tym, że znając osobiście Boga,
umiemy także rozpoznać Jego wolę i chcemy się do niej dostosować. Wtedy nasze
cele życiowe i modlitwy są zgodne z zamysłem Bożym, pozwalają nam wytrwale
podążać drogą zbawienia.
Ale to wszystko pod warunkiem wiary. Jeśli jej zabraknie, nasz stosunek do
Boga będzie podporządkowany różnym przyziemnym interesom. Za ich cenę możemy
utracić zbawienie, życie wieczne. Tym właśnie niepokoi się Chrystus: czy
znajdzie wiarę, to znaczy, czy będziemy gotowi ufać Mu w każdej sytuacji, ufać
aż do śmierci i poza śmierć. Bez wiary nie otrzymamy życia wiecznego, nawet
gdybyśmy zdobyli wszystkie skarby świata."
Ks. Mariusz Pohl