tezgucio 20.10.02, 14:35 Niech to trafia cała kiełbasa wyborcza, ta świeża i ta trochę mniej. Chleba (dla niektórych) i igrzysk (dla wszystkich)!!! Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
tezgucio Re: Wybory 2002 20.10.02, 20:23 Na początek troche ciekawostek: SLD-owska Prognoza pogody Olsztyn. Spór między senatorem SLD Marianem Kozłowskim, szefem tamtejszego sądu partyjnego, a Jerzym Małkowskim, prezydentem miasta, który kandyduje na kolejną kadencję. Kozłowski zarzucił partyjnym kolegom fałszowanie dokumentów, co miało umożliwić Małkowskiemu kandydowanie. Białystok. Podczas burzliwej kłótni o skład list wyborczych pomiędzy przewodniczącym podlaskiego OPZZ a białostockim radnym – według relacji tego pierwszego – miało dojść do rękoczynu. Radny ostatecznie opuścił szeregi SLD. Częstochowa. Radny SLD i były poseł Wojciech Grabałowski po przegranych partyjnych prawyborach zdecydował się kandydować na prezydenta miasta wbrew władzom Sojuszu. Przemyśl. Spór między rzeszowskimi władzami wojewódzkimi a przemyskimi działaczami partii o kandydaturę Franciszka Siwargi, szefa miejskiego SLD, na prezydenta miasta. Zarząd wojewódzki Sojuszu wniósł w końcu o rozwiązanie przemyskich struktur, które mają tam powstać na nowo. Poznań. Z poznańskiego Sojuszu wykluczono pięciu radnych za krytykę partyjnych władz i powołanie własnego komitetu wyborczego. Koszalin. Spory o kandydata na prezydenta miasta i groźba wystartowania w wyborach dwóch kandydatów wywodzących się z Sojuszu. Ruda Śląska. Podziały w strukturach SLD, utworzenie konkurencyjnego wobec Sojuszu komitetu wyborczego Lewica Razem przez byłego szefa rudzkiego SLD. Skarżysko-Kamienna. Zarząd Krajowy SLD rozwiązał w marcu radę miejską i powiatową za przekręty, do jakich dopuścili działacze Sojuszu w działalności samorządowej. Łęczyca. Liderzy miejskiej organizacji forsowali kandydaturę bezpartyjnego Krzysztofa Lipińskiego na stanowisko burmistrza, na co nie zgodziła się rada wojewódzka partii, twierdząc, że kandydatem musi być członek SLD. Radziejowice. Niemal jedna trzecia miejscowych członków SLD opuściła szeregi partii po sporach o kolejność na listach wyborczych. Grupa dysydentów postanowiła utworzyć własny komitet wyborczy. Zielona Góra. Miejscowi działacze Sojuszu wbrew wytycznym władz partii zrezygnowali z przeprowadzania prawyborów, które miały wyłonić kandydata na prezydenta miasta i zaproponowali na to stanowisko, bez odpowiedniej procedury, obecnego prezydenta Zielonej Góry Zygmunta Listowskiego. PO-PiS Techniczny charakter porozumienia, które głównie mówi o podziale miejsc na listach, niewątpliwie pomniejsza rangę zawartej koalicji. Niemniej oba ugrupowania parlamentarne, dysponujące w sumie ponad setką poselskich głosów, wysyłają ważny sygnał, że mogą być partnerami w przyszłości. Pytanie podstawowe brzmi: w jakich sprawach? Działacze PO przekonują, że PiS widziane przez pryzmat parlamentu zachowuje się z punktu widzenia programu PO bardzo racjonalnie. Trudno ten racjonalizm dostrzec. PiS jest za podatkiem importowym, PO przeciw, PO jest za zmianami w kodeksie pracy, PiS mówi językiem związków zawodowych, PiS składa projekt ustawy zmieniającej ustawę o NBP, wprawdzie nie tak radykalnie jak Unia Pracy i PSL, ale w momencie otwartej wojny rządu z RPP jest to opowiedzenie się po stronie UP i PSL; PO chce podatku liniowego, PiS absolutnie nie, PiS przedstawia projekt ustawy, by polscy negocjatorzy z UE nie mogli w przyszłości pracować w instytucjach europejskich, co ma podobno zapobiegać konfliktowi interesów, ale tak naprawdę służy jedynie wzniecaniu nieufności do negocjacji. To tylko przykłady różnic z ostatnich tygodni. Gdzie jest zgodność, tego nie widać. Jeżeli obecna koalicja zapowiada powstanie nowego ugrupowania, to będzie ono zupełnie odmienne od tego, jakie zakładali Andrzej Olechowski, Maciej Płażyński i Donald Tusk. Będzie to formacja bardziej braci Kaczyńskich niż Andrzeja Olechowskiego. Nie bez powodu zaprzyjaźnieni z Prawem i Sprawiedliwością publicyści wskazują na wzór węgierski Fidesz i za przykład dają Victora Orbana (tę rolę zbiorowo mogą pełnić oczywiście Lech i Jarosław Kaczyńscy). Być może taka właśnie wyraźnie prawicowa partia, zahaczająca nawet w okolice Ligi Polskich Rodzin, zdobędzie sporo głosów. Oznaczać to jednak będzie marginalizację PO i dość paradoksalnie może stworzyć nową szansę dla Unii Wolności lub wzmocnienia się SLD, gdyż w liberalnym centrum powstanie znów wolna przestrzeń. Nie ma bowiem wątpliwości: elektoraty PO i PiS nie zsumują się automatycznie. Te ugrupowania przedstawiały zupełnie odmienne oferty, odmienne wizje Polski. Na pogłębianiu tego aliansu stracą oba ugrupowania, zdecydowanie więcej do stracenia ma jednak Platforma Obywatelska, gdyż jej wyborcy łatwiej znajdą alternatywę. SiP, UW, SKL Jeszcze dziwniejsza sytuacja panuje w okolicach Unii Wolności. Partia weszła oficjalnie do tzw. Frontu Demokratycznego Wspólnota 2002, gromadzącego ponadto Ruch Społeczny, któremu przewodniczy Krzysztof Piesiewicz (resztówka po AWS), ora z SK L-R NP, czyli ugrupowanie Artura Balazsa. Samo powstanie tej koalicji było dość niezrozumiałe, gdy ż łączono żywioły politycznie wydawało się obce. Unia Wolności przez całe lata rządów Jerzego Buzka toczyła boje z AWS, a trawiące byłą koalicję rządową różnice programowe spowodowały w końcu jej rozpad. Grupa Balazsa natomiast odeszła z Platformy Obywatelskiej między innymi dlatego, że PO ora z dołączający do nich koledzy z SKL zgromadzeni wokół Ja na Rokity wydawali się Balazsowi zbyt liberalni, a za mało konserwatywni. Dysydenci z SKL łączącego się z Platformą wprost mówili, iż obawiają się zbliżenia PO z SLD. Jakiego poparcia można było spodziewać się dla koalicji gromadzącej największych przegranych w ostatnich wyborach parlamentarnych? Co więcej, w niektórych miastach, jak w Krakowie, Unia chce się podłączyć do tzw. szerokich koalicji prawicowych, do których zgłasza akces także Liga Polskich Rodzin. Trudno mówić o wiarygodności takich "szerokich porozumień". Polska prawica wciąż wierzy w mit jedności dającej polityczne punkty: im usilniej będziemy się jednoczyć, tym bardziej społeczeństwo to doceni. Politycy tych formacji chcą bardziej pamiętać początek AWS, kiedy Akcja święciła triumfy w notowaniach demoskopijnych, ale zapominają o żałosnym końcu, spowodowanym właśnie wewnętrznymi różnicami nie do pokonania. Kiedy dzisiaj prawicowi politycy mówią, iż mają nadzieję na wskrzeszenie pierwotnego elektoratu AWS, to można im tylko współczuć z powodu braku realizmu. Egzotyczne koalicje zawężają tylko swobodę wyboru. Zasadą takich egzotycznych sojuszy ma być niedopuszczenie za wszelką cenę SLD do władzy. Jest to jednak argumentacja ważna tylko do dnia wyborów, potem trzeba wspólnie rządzić w lokalnej radzie i trudno sobie wyobrazić dogadywanie się polityków o tak różnych filozofiach, choćby tylko w sferze ekonomii. Chyba że ugrupowania zrezygnują na czas najbliższej kadencji ze swojej tożsamości, ale wtedy zanegowany zostałby w ogóle sens wyborów. Politycy różnych ugrupowań tłumaczą, że władza na dole różni się od tej sprawowanej na poziomie centralnym. Że budowa mostów, dróg i zarządzanie miejskim transportem nie wymaga uruchamiania ideologii, nie ma bowiem lewicowej koncepcji remontowania starych kamienic ani prawicowego sposobu pielęgnacji terenów zielonych. Można się po części zgodzić z taką tezą, chociaż już kwestia budowy hipermarketów ma w Polsce ideologiczny kontekst. Jednak jednocześnie nikt nie neguje politycznego wymiaru wyborów samorządowych. Jeśli bowiem mówi się o dawaniu odporu SLD, jeśli dochodzi do rozłamów w koalicjach, bo partner po cichu rozmawia z ideologicznym wrogiem, to znaczy, że polityka wkrada się do samorządowej codzienności. Ważne są korzenie i tożsamość ugrupowań. Istotne jest, czy ludzi, którzy tworzą koalicję, łączy coś więcej niż tylko chęć objęcia foteli radnych i pilnowania wpływów w finansowo intratnych obszarach samorządności. Samoobrona Przewodniczący Lepper zapowia Odpowiedz Link Zgłoś