adalbertrp
13.11.07, 14:42
Gratuluję urzędnikom skarlenia umysłów! Dzielenie ludzi na kasty, w tym
przypadku wedle kryterium miejsca zamieszkania, zazwyczaj kończy się linczem
autorów poronionych pomysłów.
Dziwię się włodarzom Zielonej Góry - ludziom, którzy zawdzięczają swą obecną
pozycję TAKŻE mieszkańcom gminy. Dziwię się miastu, które swą pozycję
zawdzięcza ciężkiej pracy swoich mieszkańców ORAZ mieszkających w regionie.
Mieszkający poza Zieloną Górą MUSZĄ mieć możliwość korzystania z ułatwień i
udogodnień oferowanych przez największy ośrodek miejski. Mimo, a może nawet
tym bardziej, że koszty owej partycypacji są ponoszone przez budżet miasta.
Jeśli Zielona Góra chce być CENTRUM dla regionu MUSI ponosić związane z tym
koszty. Tym bardziej, że pieniądze wydawane na tego rodzaju przedsięwzięcia, z
nawiązką (choć inną drogą) wrócą do miejskiej kasy. Do systemu edukacji należy
włączać WSZYSTKICH, bez względu na miejsce zamieszkania. Jeśli w
zielonogórskich placówkach edukacyjnych pojawiają się dzieci mieszkające poza
granicami administracyjnymi miasto, dobrze świadczy to jakości oferowanych
usług edukacyjnych i / lub polityce prowadzonej przez decydentów.
Zielona Góra, przez swoich przedstawicieli, winna prowadzić politykę
ODPOWIEDZIALNOŚCI społecznej w odniesieniu do WSZYSTKICH, którzy pracują na
siłę i pozycję miasta w makroregionie. Pomijam już kwestie wyrównywania szans
edukacyjnych, ekonomiki, czy zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Wystarczy
pomyśleć, że rodzice przywożący do miasta swoje pociechy nie tylko oczekują
pomocy, ale także generują zysk właścicieli sklepów, zakładów usługowych (a to
znajduje przełożenie we wzroście przychodów miasta), czy wreszcie ”wypełniają”
miasto, czyniąc je żywszym i atrakcyjnym.
Mam nadzieję, że dobry Bóg wróci zdrowy rozsądek decydentom, a ci porzucą
chory pomysł i skupią się na wspieraniu inicjatyw służących tak miastu, jak i
aglomeracji (jakkolwiek ją rozumiemy).
Proponuję, aby władze miasta zamiast skupiać się nad pomysłami ewidentnie
szkodzącymi wizerunkowi wyszły poza zaściankowe schematy i rozważyły inne,
poza już istniejącymi, sposoby wsparcia. Może zamiast organizować sieć
przedszkoli publicznych przeznaczać cześć budżetu na przedszkola społeczne
(lub prywatne), w większości przypadków lepiej odpowiadające bieżącym
potrzebom i dostosowujące się do zmian demograficznych i cywilizacyjnych?
Mam nadzieję, że urzędnicy wezmą pod uwagę vox populi i nie będą przynoście
wstydu ludziom, których winni być przedstawicielami …
serdecznie pozdrawiam,
Robert Piotrowicz