Gość: zdrowy_na_umysle
IP: *.aster.pl / *.aster.pl
11.02.04, 17:07
Sprawa wygląda następująco:
słucham sobie marszy faszystowskich - czyli włoskich i niemieckich - czyli
nazistowskich, od razu zaznaczam, że nie znam niemieckeigo i włoskiego.
lubię te marsze... pobudzają mnie do życia... lubię melodie i te szybkie
marszowe słówka.
Potępiam nazistów za ich zbrodnie i chorą ideologię. To samo tyczy się
faszystowskich Włoch pana Mussoliniego.
Ale nie mogę sobie odmówić posłcuhania Am Adolf Hitler Platz czy Faccetta
Nera. Chce się żyć... Tylko czy nie jest to schizofrenia ?
Za tymi pieśniami stały wielkie okrucieństwa, morderstwa, ludobójstwo.
A pisoenka sama w sobie ? Pobudza do życia... Tylko najważniejsze w jaki
sposób tę energię wykorzystać.