Dodaj do ulubionych

[Szatan w garniturze] AKERCOCKE & & #35 8211; "Choronzon"

19.02.04, 16:38
Może najpierw tradycyjnie ponabijam się z okładki: Otóż tradycyjnie już w
przypadku płyt Akercocke okładkę zdobi goła baba. I o ile na okładce
pierwszej płyty mieliśmy gołą babę zasadniczo z przodu, na drugiej baba
prezentowała się nam z profilu to tym razem dla odmiany goła baba odwraca
się do nas tyłem. A dokładniej to widzimy gołą babę od tyłu, jak idzie sobie
przed siebie w kierunku jakiśtam symboli, których znaczenia co prawda nie
znam, ale które są zapewne przerażająco wręcz szatanistyczne. Pośrodku zaś
owych symboli znajdują się trzy ogromne, uzbrojone w zęby paszcze (należące
przypuszczalnie do aż trzech różnych szatanów), które przerażające są w
stopniu mniej więcej takim samym, co negatywne postaci z kreskówek o
Colargolu.

Na początku mamy oczywiście introdukcję, w trakcie której jakiś pan mówi coś
do jakiejś pani, a potem pani bardzo głośno krzyczy. Przypuszczalnie pan ją
uszczypnął zbyt mocno albo pani usiadła na pinezce.

No ale na tym żarty się kończą. Otwierający płytę "Praise the name of Satan"
[prawda ze przecudny tytuł ?] to już po prostu absolutnie przepiękny death.
Ale bynajmniej nie death czystej maści, bo przechodzący po chwili w grind
core i to tylko po to, żeby następnie przeobrazić się w black metal. Co
ciekawe fragmenty death metalowe w tym utworze zostały dość obficie podlane
partiami zagranymi na klawiszach, co do tej pory wydawało się zjawiskiem
charakterystycznym bardziej dla black niż dla death metalu.

I niewątpliwie w tym właśnie cała siła Akercocke. Ten zespół to przede
wszystkim harmonijne łączenie stylów, eklektyczność i różnorodność
stylistyczna. Można by nawet powiedzieć, ze twórczość Akercocke jest
logicznym podsumowaniem tego, co działo się w muzyce ekstremalnej przez
ostatnich 10-15 lat i jest czymś w rodzaju postawienia kropki nad I.

Po wspomnianym utworze o chwaleniu imienia Szatana rozlega się kolejny na
płycie "Prince of the north" będący w istocie krótką introdukcją,
wprowadzającą do kolejnego utworu. Z resztą tego rodzaju introdukcji, (z
reguły zagranych na klawiszach, a z towarzyszeniem szeptów, krzyków i jęków
i cholera tam wie czego jeszcze) jest na płycie znacznie więcej. Podobne
wprowadzenia znajdują się praktycznie przed każdym "regularnym" utworem, i o
ile się zdążyłem zorientować, to mają one tworzyć klimat, nastrój czy coś tam
podobnego. I kurwa, najciekawsze jest to, ze tworzą. Nawet pomimo tego, ze
tego rodzaju introdukcje to rozwiązanie równie nowatorskie, co nagrywanie
płyt z orkiestrą symfoniczną.
W kolejnym na płycie "Levaithan" mamy natomiast całkiem sporą dawkę doom i
gothic metalu, oczywiście również wymieszanego z death i grind core.
Następujący potem "enbraptured by evil" to z kolei grind połączony z black
metalem, a na następnym "Valley of the crucified" po raz pierwszy słychać w
miarę czyste wokale. Podobnie z resztą jak na chyba najciekawszym na całej
płycie "son of the morning", który rozpoczyna się całkiem sporym fragmentem
mna klawiszach. Całość kończy "goddess flesh", który z kolei dla odmiany
przywodzić może na myśl dokonania dead can dance.

Ktoś mógłby pomysleć, ze Akercocke to jedynie zespół, który próbuje
przyciągnąć audytorium swoim specyficznym image. Wszak panowie zawsze
fotografują się oraz występują na scenie ubrani w dobrze skrojone garnitury.
Ale prawda jest taka, ze ów specyficzny imidż jest logiczną konsekwencją
dojrzałego i dostojnego stylu zespołu. Po prostu nie wyobrażam sobie tych
panów w czarnych skórach, podartych dżinsach, czy paradujących w
wyćwiekowanych skórznych pasach.
I myślę ze Szatan może z nich być dumny. I to w znacznie większym stopniu niż
z umalowanych w idiotyczne wzorki i obwieszonych żelastwem black metalowych
hord wrzeszczących swoje szatanistyczne idiotyzmy.
Obserwuj wątek
    • dreaded88 Moje 3 grosze 19.02.04, 18:00
      1. Mordy szatanów na okładce powinny być chyba cztery, jako że w odmianie
      szatanizmu praktykowanej przez Akcercocke wyróżnia się czterech diabolicznych
      książąt - północy, południa, wschodu oraz, na co trudno wpaść, zachodu. Są to
      Lewiatan, Szatan, Lucyfer i Belial (albo Bafomet, nie chce mi się sprawdzać,
      tak jak i tego, który z nich odpowiada za którą stronę). Cztery twarze miał też
      Światowid, co jest widomym dowodem wpływu kultów prasłowiańskich na nowożytny
      satanizm. To poniekąd w kwestii wyjaśnienia paru tytułów, żeby ktoś nie
      pomyślał sobie, że "Leviathan" inspirowany jest dziełem Hobbesa a "Prince of
      the North" opowiada o jakimś szkockim władcy.
      2. W nawiązaniu do powyższego - diabeł, którego mordę pominięto musiał się
      obrazić na muzyków i przekonać kamratów do zakręcenia kurka z weną. Płyta
      początkowo jest porywająca, gdzieś do "Valley of the Crucified", czyli
      połowy. "Bathykolpian Avatar" można jeszcze jakoś znieść, ale "Scapegoat"
      i "Becoming The Adversary" to już dość zwykłe naparzanie, długo i bez
      specjalnego pomysłu. Utwór zamykający album to też tylko taka sobie wprawka...
      Płyta jednak i tak o wiele długości dystansuje standardowe produkcje deathowe
      czy blackowe.
      3. Wprowadzenia, czy też krótkie utorki są zaiste piękne - gdzieś w
      kilmacie... "Passion" Gabriela.
      4. W kwestii szatanistycznych idiotyzmów - nie ukrywajmy jednak, że od
      obwieszonych pajaców naszych dżentelemenów różni może forma, a nie treść.
      • jasiek666 Re: Moje 3 grosze 20.02.04, 16:05
        dreaded88 napisał:

        > 1. Mordy szatanów na okładce powinny być chyba cztery,

        Widocznie ten czwarty jest nieco nieśmiały i chowa się gdzieś w tle za
        pozostałymi trzema.


        > 2. Płyta początkowo jest porywająca, gdzieś do "Valley of the Crucified",
        > czyli
        > połowy. "Bathykolpian Avatar" można jeszcze jakoś znieść, ale "Scapegoat"
        > i "Becoming The Adversary" to już dość zwykłe naparzanie, długo i bez
        > specjalnego pomysłu.

        No coż, ja bym powiedział raczej, ze w tym własnie cała różnorodność i
        eklektyzm Akercocke, iż obok podniosłych i majestatycznych utworów pojawiają
        się tez i dość prostackie napierdalanki.


        > Utwór zamykający album to też tylko taka sobie wprawka...

        A owszem, utwór raczej taki sobie.

        > 4. W kwestii szatanistycznych idiotyzmów - nie ukrywajmy jednak, że od
        > obwieszonych pajaców naszych dżentelemenów różni może forma, a nie treść.

        Hm, w kwestii treści to tez jednak dość spore różnice są, bo przeciez tekstów w
        rodzaju "slay the nazarene" po naszych dżentelmenach raczej nie należy
        oczekiwać.
        • dreaded88 Re: Moje 3 grosze 20.02.04, 19:33
          jasiek666 napisał:

          > Hm, w kwestii treści to tez jednak dość spore różnice są, bo przeciez tekstów
          w
          >
          > rodzaju "slay the nazarene" po naszych dżentelmenach raczej nie należy
          > oczekiwać.

          Masz rację, "Rape of the Bastard Nazarene" to zupełnie inna jakość wink))
          >
          >
          • jasiek666 Re: Moje 3 grosze 22.02.04, 20:42
            a owszem. do poziomu liryków marduk mimo wszystko droga jednak dość daleka.
            • dreaded88 Re: Moje 3 grosze 23.02.04, 18:21
              Pozwolę sobie na chwilę szczerości - z dokonań Marduk najwyżej cenię
              okładkę "Panzer Division Marduk", bardzo mi się podobają czołgi Centurion.
              No dobra, dżentelmeni nie są nadmiernie agresywni ani wulgarni, jednak trochę
              mi się chce śmiać jak słyszę te avesatanusy i tym podobne. OK, OK - taka ich
              kaprawa uroda...
              • jasiek666 Re: Moje 3 grosze 24.02.04, 15:02
                hehe, ale najbardziej to rządzi okładeczka do "heaven shall burn", z bandą
                łysych trolli z toporkami smile
                a co do dżentelmenów - to przecie cały wątek zacząłem właśnie od małej porcji
                nabijania się z avesatanusów. A odrębną sprawą jest to, ze niektórzy wykonawcy
                są pod tym względem od dżentelmenów nieporównywalnie bardziej komiczni.
                • dreaded88 OT 24.02.04, 17:22
                  Jak już jesteśmy przy takich klimatach - posłuchałem w końcu dwu starszych płyt
                  Nile - tej o katakumbach i tej o nasiennictwie.
                  Niezłe, naprawdę niezłe, sam się dziwie, że mi się podoba - brutalny florydzki
                  death, z wokalistą wydającym przeważnie głęboki, esencjonalny warkot to
                  zupełnie nie moje klimaty. Tych panów ratują trzy rzeczy - primo - użycie
                  egzotycznych instrumentów, tworzących klimacik, secundo - ograniczenie długości
                  utwórów, będących typowym deathowym łojeniem do 2-3 minut i tertio - jak chcą
                  sobie pograć dłużej, starają się urozmaicić imprezę, co wychodzi im dobrze.
                  Też się można pośmiać z otoczki.

                  A co do avesatanusów - najbardziej strawni są w tym chyba koledzy z Impiety,
                  którzy doprowadzili rzecz do totalnego absurdu, zarówno tekstowo jak i
                  graficznie. Żeby jeszcze grali przyzwoicie...
                  • jasiek666 Re: OT 25.02.04, 11:42
                    dreaded88 napisał:

                    > Jak już jesteśmy przy takich klimatach - posłuchałem w końcu dwu starszych
                    płyt
                    > Nile - tej o katakumbach i tej o nasiennictwie.

                    tiaaaa... zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, ze wobec nieistnienia death,
                    słabszej formy morbidów, deicide i vadara, to właśnie nil jest obecnie
                    najlepszym deathowym bandem świata...

                    > A co do avesatanusów - najbardziej strawni są w tym chyba koledzy z Impiety,

                    hehe, po prostu chłopcy wspierają rodzimy rodzimy przemysł metalurgiczny - te
                    wszystkie 20 calowe gwoździe na łapskach smile
                    • dreaded88 Re: OT 25.02.04, 19:10
                      jasiek666 napisał:

                      > hehe, po prostu chłopcy wspierają rodzimy rodzimy przemysł metalurgiczny - te
                      > wszystkie 20 calowe gwoździe na łapskach smile

                      To swoją drogą, ale nawet bez oglądania są wspaniali - kto ma lepsze tytuły
                      niż "Apokalyptik Nuklear Battlebeasts" czy "Bestial Genocidal Goatvomit"? I w
                      ogóle ładniejszą okładkę niż "Kaos Kommand 696"?
                      • jasiek666 Re: OT 26.02.04, 14:14
                        dreaded88 napisał:

                        > I w
                        > ogóle ładniejszą okładkę niż "Kaos Kommand 696"?

                        hehe, przepiękne sa tez np. okładeczki Enthroned - polecam zwłaszcza "towards
                        the skullthrone of Satan" i "prophecis of pagan fire". A z kolei okładka
                        do "Armoured bestial Hell" nieco mi przypomina rysunki jakie sam wykonywałem w
                        przedszkolu, kiedy po leżakowaniu pani rozdawała kolorowe kredki.
                    • dreaded88 Re: OT 26.02.04, 19:21
                      jasiek666 napisał:

                      >
                      > tiaaaa... zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, ze wobec nieistnienia death,
                      > słabszej formy morbidów, deicide i vadara, to właśnie nil jest obecnie
                      > najlepszym deathowym bandem świata...

                      No ale "In their darkened shrines" wydaje mi się mniej fajna niż poprzednie.
                      Wydłużyli utwory, co w śmierćmetalu prowadzi zwykle do katastrofy wink)) Są
                      przednie momenty, ale całość mniej przekonująca. Trochę za mało klimatów
                      budowanych przez instrumenty akustyczne - chociaż może to by było powtarzanie
                      się.
                      Są jakieś zapowiedzi nowej produkcji? Do tej pory wypuszczali LP co 2 lata,
                      więc w bieżącym też powinni...
                      • jasiek666 opowieści znad Nilu 29.02.04, 21:02
                        hm.., czy ja wiem czy mniej fajna.... mozna mieć jedynie wrażenie lekkiego
                        rozczarowania z powodu, iż o ile płyta o nasiennictwie była o hektolitry wody w
                        Nilu lepsza od tej o łażeniu między katakumbami, to w przypadku "in their
                        darkened shrines" takiego przełomu po prostu nie było i płytka jest po prostu
                        tak samo doskonała jak jej poprzedniczka. A długość utworów - no zgadza się,
                        generalnie śmierćmetal lubi krótkie 4-5 minutowe utwory, ale moze właśnie w
                        tym siła i oryginalność Nilu, ze doskonale sprawdza się właśnie w takich
                        wydłużonych kompozycjach...
                        A nowy Nil ma być podobno pod koniec roku smile))
                        • dreaded88 Re: opowieści znad Nilu 01.03.04, 16:33
                          Kolejne przesłuchania skłoniły mnie zrewidowania oceny "Itds" - płyta jest
                          jednak znakomita.
                          Śmierćmetal woli 2-3 minuty wink (BTW - dlaczego powszechnie tak wysoko ocenia
                          się "Reign In Blood"? Chyba za zwięzłość.)
                          A że Niloticusy potrafią wypełnić ciekawie 4-5 a nawet 10 minut - zgodzę się.
                          Ciekawe, czy następna płyta będzie kolejnym krokiem ku formom bardziej
                          rozbudowanym.

    • gregkor Re: [Szatan w garniturze] AKERCOCKE & & & #35 35 24.02.04, 16:47
      jasiek666 napisał:

      > Otwierający płytę "Praise the name of Satan" [prawda ze przecudny tytuł ?]
      > to już po prostu absolutnie przepiękny death.
      > Ale bynajmniej nie death czystej maści, bo przechodzący po chwili w grind
      > core i to tylko po to, żeby następnie przeobrazić się w black metal. Co
      > ciekawe fragmenty death metalowe w tym utworze zostały dość obficie podlane
      > partiami zagranymi na klawiszach, co do tej pory wydawało się zjawiskiem
      > charakterystycznym bardziej dla black niż dla death metalu.

      K...a stary ja pier...le, ale nic z tego nie rozumiem...smile))))

      pozdr

      • dreaded88 Re: [Szatan w garniturze] AKERCOCKE & & & 24.02.04, 17:12
        Heidegger by tego lepiej nie opisał wink
        Ale mniej więcej tak to brzmi...
      • jasiek666 O.T. 25.02.04, 11:25
        gregkor napisał:
        > K...a stary ja pier...le, ale nic z tego nie rozumiem...smile))))
        > pozdr


        a KATa ty uże pasłuszał ?

        pozdr.
        • gregkor Re: O.T. 25.02.04, 12:02
          jasiek666 napisał:

          > a KATa ty uże pasłuszał ?

          Da ja kata uże pokatował...eto haroszyj ensambl..smile)

          pozdr
          • gregkor Re: news 26.02.04, 21:20
            jasiek666 ja toże posłuszał Anorexiu Nervosu płytu "Exile" eto oczeń haroszaja
            komanda mietałowa..smile)))..szto Ty dumajesz ob etom..smile))
            • jasiek666 da, eta charoszaja kamanda:) 29.02.04, 20:53
              "exile" to debiut anorektyków i rzeczywiście, bardzo interesujące
              i oryginalne wydawnictwo. Tym bardziej martwić moze, ze ostatnie
              dokonania anoreksji to w zasadzie podążanie za przemijającą juz przecież modą
              na tzw. symfoniczny black metal, na
              czym, pomimo zachowania cały czas całkiem przyzwoitego warsztatu
              muzycznego samych muzyków, ucierpiała unikalność i niezwykła
              oryginalność tego zespołu, tak charakterystyczna dla Anoreksji w
              czasach "exile".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka