Dodaj do ulubionych

Po prostu nie mogę się przekonać :(((

19.04.04, 20:14
Nie mogę się przekonać do "God hates us all" Slayera. Po prostu nie umiem.
Jeden z moich ulubionych zespołów. Poznałem ich gdzieś przy okazji "South of
heaven" i od tego czasu łykałem to co było przed i to co było po. Niestety
GHUA to najsłabszy ich album jak dla mnie. Wiem, ze niejednokrotnie było juz
dyskutowane tutaj czy jest to kiszka czy też powrót do ostrego łojenia,
jednakże postanowiłem do tego wrócić. Skłoniło mnie do napisania tego postu
kolejne podejście do GHUA. Posłuchałem i znów raczej nie pamiętam kolejnych
utworów. Żaden nie zapadł mi na dłużej w pamięć sad(( Zresztą to nie tylko o
Slayera chodzi. Są też inne zespoły, które mają u mnie podobną "krechę" wink
Chociażby Metallica za "S&M". Ostani Machine Head. Drugi album Craiga Davida.
Godsmack "The other side".
Pewnikiem mógłbym tak jeszcze troszkę wypisywać ale po kiego??? Zapewne znajdą
się tacy co podzielą moje zdanie jeśli chodzi o zamysł ogólny jak i o
konkretne pozycje. Zapewne będą też tacy, dla których to co popisałem to
czysta profanacja smile))
Obserwuj wątek
    • vulture Slejer 19.04.04, 20:18

      Ja z tej płyty bardzo lubię "Disciple", ale przyznaję, że część utworów mi się
      zlewa ze sobą, co w przypadku innych albumów tej grupy nie ma miejsca.
    • dreaded88 Re: Po prostu nie mogę się przekonać :((( 19.04.04, 20:25
      Do najnowszego Death Angel, czyli "The Art of Dying" (znanego w postaci mp3).
      Obiektywnie nie mogę tej muzyce zarzucić niczego poza thrashową klasycznością i
      brakiem odkrywczości (jeżeli można to uznać za zarzuty). Ale jakoś nie wchodzi.
      • h8red Re: Po prostu nie mogę się przekonać :((( 19.04.04, 20:34
        dreaded88 napisał:

        > Do najnowszego Death Angel, czyli "The Art of Dying" (znanego w postaci mp3).
        > Obiektywnie nie mogę tej muzyce zarzucić niczego poza thrashową klasycznością
        > i brakiem odkrywczości (jeżeli można to uznać za zarzuty). Ale jakoś nie
        > wchodzi.

        Ja mam podobne odczucia co do nowego Exodusa. Tyle, że jakoś nie muszę się
        bardzo zmuszać żeby go posłuchać. Ale z czasem o może się zmienić.
      • jasiek666 Re: Po prostu nie mogę się przekonać :((( 21.04.04, 10:22
        dreaded88 napisał:

        > Obiektywnie nie mogę tej muzyce zarzucić niczego poza thrashową klasycznością
        >i brakiem odkrywczości

        no proszę - płyty jeszcze nie słyszałem, a już mi się podoba wink)))
        • dreaded88 Dobra rada 21.04.04, 18:04
          Mimo wszystko nie nastawiaj się na jakąś rewalację. Może przesadziłem z tą
          thrashową klasycznością i brakiem innych zarzutów - najnowszemu DA w mojej
          opinii brakuje nieco ciężkości i brutalności; to w zasadzie nie tyle thrash co
          historia dziejąca się na polu pomiędzy nim a hard rockiem. Jest szybko,
          melodyjnie, ale zbyt lekko - o to chodzi; przy tym kompozycje nie są jakoś
          strasznie ciekawe... Brakuje mi też tego mrocznego klimatu "Act III". Wpływy
          funkowe zostały wyrugowane, ale to akurat można wytrzymać.
          Daleki jestem od opinii, że "Art of Dying" to chłam, ale jak dziś grać taką
          muzę pokazuje np. Soulfly. W porównaniu z "Prophecy" "AoD" to raczej
          anachronizm. Może taki był zamiar. Mam nadzieję, że płyta się sprzeda, DA
          utrzyma się na rynku i następna płyta będzie znakomita.
    • Gość: As Re: Po prostu nie mogę się przekonać :((( IP: *.vline.pl / *.vline.pl 19.04.04, 21:58
      Od wielu lat słucham namiętnie "Peace sells...but who's buying?" Megadeth i
      uważam że to ich najlepsza płyta. Natomiast albumy sąsiadujące, to znaczy
      debiutancki oraz "so far, so good...so what!" są dla mnie nudne i nieciekawe, a
      przecież utrzymane w tej samej, wczesnothrashowej stylistyce. Nie mogę się do
      nich przekonać, a chciałbym, bo późniejszy Megadeth już nie robi na mnie
      takiego wrażenia, choć "Rust in peace" jest OK.
      • vulture Re: Po prostu nie mogę się przekonać :((( 19.04.04, 22:19

        A jeśli o Megadeth chodzi, nie mogę się przekonać do albumu "Risk". Kupiłem
        sobie kiedyś na kasecie i poczułem lekkie zażenowanie po wysłuchaniu niektórych
        utworów.
        • h8red Well 19.04.04, 22:29
          "Risk" jak dla mnie jest kontynuacją tego co zaczęło sie gdzieś na
          "Countdown...". I masz rację. Powiem więcej. Dla mnie była to próba pójścia w
          stronę grania wręcz a la Bon Jovi.
          • vulture szit 19.04.04, 22:33

            Gdyby to było granie a la Bon Jovi... ale miejscami to było a la Boney M!
          • Gość: As Re: Well IP: *.vline.pl / *.vline.pl 19.04.04, 22:41
            Znajomość z Megadeth zakończyłem na "Countdown to extinction" - w ogóle mnie
            ten album nie porwał, a oczekiwałem wiele bo miał świetne recenzje w prasie ...
            Jakieś takie bez jaj toto, mało "rasowe".
            Słyszałem też kiedyś raz ostatni album i po pobieżnym przesłuchaniu wydał mi
            się powrotem do mocniejszego grania. A co do "Risk", to kiedyś w trójce
            usłyszałem (gdy była jeszcze muzyczna poczta w starym wydaniu) jak zadzwonił
            słuchacz i poprosił o emisję jakiegokolwiek utworu Megadeth. I prowadzący
            audycję zapodał kawałek z "Risk" właśnie i brzmiało to jak jakieś disco z
            gitarami, za przeproszeniem ...
            • vulture szok 19.04.04, 22:44
              Gość portalu: As napisał(a):

              > prowadzący
              > audycję zapodał kawałek z "Risk" właśnie i brzmiało to jak jakieś disco z
              > gitarami, za przeproszeniem ...

              Ojej! As się ze mną w czymś zgodził!!!
              <denaturat>
      • h8red HA!!! Wiedziałem, że tak będzie :))) 19.04.04, 22:26
        Gość portalu: As napisał(a):

        > Od wielu lat słucham namiętnie "Peace sells...but who's buying?" Megadeth i
        > uważam że to ich najlepsza płyta. Natomiast albumy sąsiadujące, to znaczy
        > debiutancki oraz "so far, so good...so what!" są dla mnie nudne i nieciekawe,
        > a przecież utrzymane w tej samej, wczesnothrashowej stylistyce. Nie mogę się
        > do nich przekonać, a chciałbym, bo późniejszy Megadeth już nie robi na mnie
        > takiego wrażenia, choć "Rust in peace" jest OK.

        "Rust in peace" to dla mnie jedna z NAJlepszych płyt w dorobku sceny metalowej.
        Kopalnia riffów. Płytka w całości absolutnie powalająca. Można nawet pominąć
        słabiutki głos Mustaina. Natomiast wcześniejsze dokonania Megadeth są dla mnie
        lekko niestrawne. Głównie odstraszają mnie brzmieniem. Jest po prostu okropne.
        Równie dobrze mogli się nagrać na 4-ślad smile))
        • Gość: As Re: HA!!! Wiedziałem, że tak będzie :))) IP: *.vline.pl / *.vline.pl 19.04.04, 22:32
          Mam debiutancki album Megadeth na mp3 w wydaniu "zremasterowanym" i przyznam że
          brzmi zarąbiście. Ale cóż z tego, skoro muzycznie nie powala, nawet mimo
          obecności słynnego Mechanixa ...
          A ulubiona moja płyta "Peace sells ..." choć nie brzmi rewelacyjnie, to jednak
          na tyle przyzwoicie że nie przeszkadza mi to w odbiorze.
          • jasiek666 Re: HA!!! Wiedziałem, że tak będzie :))) 21.04.04, 10:19
            Po wysłuchaniu debiutu megadeth nie postawiłbym złamanego grosza na to, ze
            zespół ten juz niedługo popełni takie arcydzieła jak wspomniany "rust in
            peace", "peace sells" czy "so far so good so what".
            Natomiast po zapoznaniu się z "rust in peace" byłbym skłonny zakładać się o
            każde pieniądze, iż zespoł ten nie popełni nigdy gniotów w
            rodzaju "countdown.." czy "risk".
            Wniosek jest prosty: kompletnie nie nadaję się do hazardu.
            • h8red He he he [nt] 21.04.04, 10:28

        • dreaded88 Święte słowa (n/t) 20.04.04, 15:49
    • Gość: As Re: Po prostu nie mogę się przekonać :((( IP: *.vline.pl / *.vline.pl 19.04.04, 23:00
      Nie mogłem się przekonać do żadnej podebiutowej płyty Rage Against The Machine.
      Nie mogłem się też przekonać do żadnej innej płyty studyjnej Alice In Chains
      poza "Dirt" która wybitnym albumem jest.
      • h8red I tu się zgadzam 20.04.04, 08:06
        Gość portalu: As napisał(a):

        > Nie mogłem się przekonać do żadnej podebiutowej płyty Rage Against The Machine.
        > Nie mogłem się też przekonać do żadnej innej płyty studyjnej Alice In Chains
        > poza "Dirt" która wybitnym albumem jest.

        Absolutnie się zgadzam z kolegą. Na innych albumach mam co najwyżej po 2
        kawałki, które "czuję". Reszta jest milczeniem smile))
    • jasiek666 Re: Po prostu nie mogę się przekonać :((( 20.04.04, 09:18

      Co do GHUA:
      Niewatpliwie nie jest to album który rzuciłby świat na kolana przed Slayerem.
      Ot, po prostu bardzo solidna płyta bardzo dobrego zespołu. Dodajmy tez - płyta
      która prezentuje się szczególnie interesująco na tle ówczesnych poczynań
      hetfielda i spółki. Ale nie jest to też album słaby. Z jednego prostego powodu:
      Slayer NIE NAGRYWA słabych abumów.
    • dreaded88 Re: Po prostu nie mogę się przekonać :((( 20.04.04, 15:59
      Inne takie.

      Ostatnimi czasy, po odbytej tu dyskusji z michalemgajzlerem (pozdr.)
      spróbowałem wrócić do "Black Market" Weather Report. Niestety. Muzyka jest
      oczywiście doskonała jeśli chodzi o technikę i kompozycje, ale ten sielski,
      beztroski i radosny nastrój okazał się niemal zabójczy dla mojego zdrowia
      psychicznego. Musiałem ratować się w trybie nagłym kąpielami w Candlemass,
      okładami z My Dying Bride i lekturą Ciorana. Ktoś powie, że to jazz czy
      jazzrock. Ale przecież Davisowi, Coltrane'owi, Colosseum czy KC egzystencjalizm
      nie przeszkadza.

      Z beczki całkiem innej - "Satan's Child" Danziga. Pierwsze cztery płyty uważam
      za jedne z najlepszych rzeczy, jakie przytrafiły się metalowi, hard rockowi czy
      w ogóle rockowi. Trawię "Blackacidevil". Ale 6:66 do mnie w ogóle nie trafia,
      choć to na pewno nie jest zła płyta. Żeby było śmieszniej - "I Luciferi", która
      jest obiektywnie mniej interesującą kontynuacją tej płyty, podoba mi się bardzo.
      • jasiek666 danziś 21.04.04, 09:54
        dreaded88 napisał:

        > Z beczki całkiem innej - "Satan's Child" Danziga. Pierwsze cztery płyty
        uważam
        > za jedne z najlepszych rzeczy, jakie przytrafiły się metalowi, hard rockowi
        >czy w ogóle rockowi. Trawię "Blackacidevil". Ale 6:66 do mnie w ogóle nie
        trafia,
        > choć to na pewno nie jest zła płyta. Żeby było śmieszniej - "I Luciferi",
        która
        > jest obiektywnie mniej interesującą kontynuacją tej płyty, podoba mi się
        bardzo


        A dla mnie z kolei "Satans child" było miłą odmianą po kompletnym
        nieporozumieniu jakim był "blackacidevil". Gdyby płytka wyszła jako jakiś side
        project pana Glenna to byłaby być może dość atrakcyjną ciekawostką, dowodzącą
        ponadto w sposób empiryczny iż Mr. Danzig nie powinien nigdy eksperymentować z
        industrialem, bo niestety nie za bardzo potrafi. Ale jako regularny album
        Danzig nie sposób jej traktować inaczej niz tylko jak absurdalny, niedorzeczny
        i kompletnie nieudany eksperyment.

        Co do 7.77 - mniej więcej 2 lata temu, bezpośrednio po pierwszym przesłuchaniu,
        płytkę odłożyłem na półkę, gdzie spoczywa w spokoju po dziś dzień.
        amen.
    • Gość: Dosia Re: Po prostu nie mogę się przekonać :((( IP: 195.217.253.* 20.04.04, 16:05
      Ja tak mam z Metallica "St. Anger". Dla mnie jest to niestety zenujaca plyta (w
      trackie jej sluchania (zadalam sobie ten gwalt przez uszy 3 razy) wstydzilam
      sie, ze kiedys lubilam (i to jak!) ten zespol). Powiedzmy sobie szczerze, gdyby
      ta plyte nagral nikomu nieznany zespol nikt by tego shitu nie wydal.

      Ogladalam tez wiele razy teledysk do jednej z piosenek, ktorej tytulu teraz nie
      pomne. No nie moge. W ogole bez ladu i skladu. Starzeje sie?
      • h8red Re: Po prostu nie mogę się przekonać :((( 20.04.04, 16:13
        Gość portalu: Dosia napisał(a):

        > Ja tak mam z Metallica "St. Anger". Dla mnie jest to niestety zenujaca plyta (w
        >
        > trackie jej sluchania (zadalam sobie ten gwalt przez uszy 3 razy) wstydzilam
        > sie, ze kiedys lubilam (i to jak!) ten zespol). Powiedzmy sobie szczerze, gdyby
        >
        > ta plyte nagral nikomu nieznany zespol nikt by tego shitu nie wydal.

        A ja akurat bez problemu mogę tego albumu słuchać. Gorzej z "S&M", o którym
        wspomniałem wcześniej.
        • Gość: As Re: Po prostu nie mogę się przekonać :((( IP: *.vline.pl / *.vline.pl 20.04.04, 19:22
          h8red napisał:

          > Gość portalu: Dosia napisał(a):
          >
          > > Ja tak mam z Metallica "St. Anger". Dla mnie jest to niestety zenujaca ply
          > ta (w
          > >
          > > trackie jej sluchania (zadalam sobie ten gwalt przez uszy 3 razy) wstydzil
          > am
          > > sie, ze kiedys lubilam (i to jak!) ten zespol). Powiedzmy sobie szczerze,
          > gdyby
          > >
          > > ta plyte nagral nikomu nieznany zespol nikt by tego shitu nie wydal.
          >
          > A ja akurat bez problemu mogę tego albumu słuchać. Gorzej z "S&M", o którym
          > wspomniałem wcześniej.

          A ja nie mogę słuchać ani tego ani tego sad
      • ihopeyouwilllikeme Re: Po prostu nie mogę się przekonać :((( 21.04.04, 10:51
        Gość portalu: Dosia napisał(a):

        > Powiedzmy sobie szczerze, gdyby ta plyte nagral nikomu nieznany zespol nikt
        > by tego shitu nie wydal.

        Jasne, teraz nikt nie wydaje płyt na których nie ma ANI JEDNEJ ballady, tylko
        sama rzeźnia, ach ach, chlip chlip....
    • jasiek666 Re: Po prostu nie mogę się przekonać :((( 21.04.04, 11:43
      MORBID ANGEL - "heretic"
      Całkiem niezłe w sumie kompozycje, choć fatalna produkcja i żenujące popisy
      gitarowe treya azagotha [a teraz popatrzcie wszyscy jaki ze mnie dobry
      gitarzysta jest, tylko patrzcie uważnie, bo następna solówka dopiero za 20
      sekund] powodują, ze jako całości po prostu nie da się tego słuchać. Do tego
      nie wiadomo właściwie po jaką cholerę dołączona płyta bonusowa, zawierająca
      kompozycje z płyty właściwej w wersjach z jeszcze bardziej zjebanym brzmieniem
      niz na oryginale. Wszystkim marudzącym na brzmienie "heretic" zespól chciał
      chyba w ten sposób powiedzieć "lepiej się cieszcie ze to tego właśnie nie
      wydaliśmy jako regularnej płyty". Szczytu absurdu dopełnia jeszcze
      zamieszczenie na płycie jako regularnego utworu kilkuminutowej rozgrzewki na
      perkusji w wykonaniu pete`a sandovala. Zabrakło tylko Steva Tuckera
      growlujacego a capella. <jeb>
      Płyta nie broni się nawet, jezeli potraktować ją w kategoriach czysto
      humorystycznych, bo łącznie z bonusowym krążkiem trwa dobre póltorej godziny a
      nawet najśmieszniejszy dowcip zbyt długo opowiadany jakoś przestaje bawić.
      • vulture AAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!! 21.04.04, 17:00
        jasiek666 napisał:

        > Zabrakło tylko Steva Tuckera
        > growlujacego a capella. <jeb>

        A wiesz, że to by mi się przydało do miksów?
        • jasiek666 growl `em all 22.04.04, 16:24
          Pamietam jak pare lat temu mój kumpel poszukiwał wokalu dla swojej bardzo
          hejwimetalowej kapeli. Pewien kolega podesłał mu wówczas kasetę z
          zarejestrowanymi praktycznie a capella (w tle ledwie było słychać lecącą
          gdzieś tam z kaseciaka muzykę) własnymi growlami.
          W obawie jednak o niekorzystne dla zdrowia skutki dlugotrwałego tarzania się po
          podłodze ze śmiechu, kasetę ową niezwłocznie, i jak się okazuje jednak dość
          lekkomyślnie wyrzuciliśmy wówczas do kosza.
          • vulture against all growls 24.04.04, 13:12

            To poproście gościa, żeby jeszcze raz nagrał, a ja go zmiksuję z Toni Braxton,
            nałożoną na Metallikę. I będzie zajefajnie.
    • zlewozmywak1 Re: Po prostu nie mogę się przekonać :((( 21.04.04, 11:47
      Bo to czasmi jest tak. Jak nam ktoś podsunie płyte lekko juz znoszoną o której
      żadna gazeta nie trąbi to se ja słuchamy spokojnie i chwyta a jak nie to nie,
      ale jak juz chwyci to zobowiazujemy tych biednych ludków z gitarami co by za
      każdym razem nas obowiązkowo zachwycali, a tu nagle wtopa. No i jesteśmy w
      kropce i stajemy przed dylematem gombrowiczowskim a mianowicie: Mickiewicz
      wielkim poeta był i basta. Slayer wielkim zespołem był i basta. A rzyć tę płytę
      w cholerę. Muszą ci kluski z makiem w wigilie smakować? No tak, ale przecież to
      KLUSKI Z MAKIEM i musowo z odruchem wymiotnym trzeba spróbować.
      • h8red Re: Po prostu nie mogę się przekonać :((( 21.04.04, 13:44
        zlewozmywak1 napisał:

        > Bo to czasmi jest tak. Jak nam ktoś podsunie płyte lekko juz znoszoną o której
        > żadna gazeta nie trąbi to se ja słuchamy spokojnie i chwyta a jak nie to nie,
        > ale jak juz chwyci to zobowiazujemy tych biednych ludków z gitarami co by za
        > każdym razem nas obowiązkowo zachwycali, a tu nagle wtopa. No i jesteśmy w
        > kropce i stajemy przed dylematem gombrowiczowskim a mianowicie: Mickiewicz
        > wielkim poeta był i basta. Slayer wielkim zespołem był i basta. A rzyć tę płytę
        >
        > w cholerę. Muszą ci kluski z makiem w wigilie smakować? No tak, ale przecież to
        >
        > KLUSKI Z MAKIEM i musowo z odruchem wymiotnym trzeba spróbować.

        Wcale nie twierdzę, że Slayer ma nagrywać TYLKO dobre płyty. Wręcz przeciwnie.
        Dobrze, że są różnice. Jedne są lepsze, inne gorsze. Ale GHUA to praktycznie
        gniot. Ktoś tu napisał, że jeśli ostatni album Metallicy nagrałby ktoś inny to
        nikt by tego nie wydał. Myślę, że podobne stwierdzenie można zastosować do GHUA.
    • ugugunana Szacunek! 21.04.04, 16:43

      Kiedyś się już o tej płycie (GHUA) na forum wypowiadałem... Zdanie podtrzymuje:
      płyta wgniata w ziemię... Ocieka agresją i wysysa złudzenia... Rzecz dla
      niszowego odbiorcy genialna... Jest to arcydzieło, a że moja psyche nie do
      końca daję radę to już inna para kaloszy...smile Tu nie ma przebacz... Przy GHUA,
      wszystko inne wydaje się takie małe... Sam uświadamiam sobie swoją maleńkość
      jak zapuszczam tę płytę... Slayer wyznaczył nią jedno z muzycznych ekstremów...
      Tej płyty się nie zapamiętuje, ona przenika słuchacza...smile Ciężko
      będzie "God..." komukolwiek przeskoczyć... Nie, nie da rady! No chyba, że
      Metallica się podejmie... smile

      Przesłuchując jej w nabożnym skupieniu, głośno przez słuchawki przeżywam
      swoiste katharsis... smile W moim przypadku wystarcza raz na kwartał...smile Zalecam!


      P.S. Ciekawe co nam Slayer zaserwuje na następnym wydawnictwie?
      • h8red Re: Szacunek! 21.04.04, 17:02
        ugugunana napisał:

        > P.S. Ciekawe co nam Slayer zaserwuje na następnym wydawnictwie?

        Sam ciekawym. Lombardo wrócił. Może być ciekawie smile))

        P.S. Ugu zajżyj na Fo do wątku Arica o sparingach.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka