Nie mogę się przekonać do "God hates us all" Slayera. Po prostu nie umiem.
Jeden z moich ulubionych zespołów. Poznałem ich gdzieś przy okazji "South of
heaven" i od tego czasu łykałem to co było przed i to co było po. Niestety
GHUA to najsłabszy ich album jak dla mnie. Wiem, ze niejednokrotnie było juz
dyskutowane tutaj czy jest to kiszka czy też powrót do ostrego łojenia,
jednakże postanowiłem do tego wrócić. Skłoniło mnie do napisania tego postu
kolejne podejście do GHUA. Posłuchałem i znów raczej nie pamiętam kolejnych
utworów. Żaden nie zapadł mi na dłużej w pamięć

(( Zresztą to nie tylko o
Slayera chodzi. Są też inne zespoły, które mają u mnie podobną "krechę"

Chociażby Metallica za "S&M". Ostani Machine Head. Drugi album Craiga Davida.
Godsmack "The other side".
Pewnikiem mógłbym tak jeszcze troszkę wypisywać ale po kiego??? Zapewne znajdą
się tacy co podzielą moje zdanie jeśli chodzi o zamysł ogólny jak i o
konkretne pozycje. Zapewne będą też tacy, dla których to co popisałem to
czysta profanacja

))