Po dłuuuugim czekaniu przyszła do mnie wreszcie w poniedziałek zamówiona
płytka Budynia "Kilof"
Zacznę ocenę od samego początku.
Plus pierwszy – cena, 31 zł, no ale polskie płyty w większości mają
przystepne ceny
Plus od ekologów – okładka! Cała zrobiona z szarej tektury, kojarzącej się z
najlepszymi tradycjami wydawnictw Pearl Jam. Spięta czterema najzwyklejszymi
zszywkami do papieru (!) a w środku zawierająca aż jedną kartkę z
informacjami o płycie J Ciekawostka: wyczytałam z tej karteczki, że "product
menagerem" płyty jest Gosia Taklińska. Czyżby chodziło a autorkę "Rośliny",
pierwszą fankę PJ w Polsce?

kolejne fajne dla mnie skojarzenie.
Na płycie mamy 17 utworów, z których część trudno nawet nazwać piosenkami, to
raczej takie króciutkie muzyczne impresje, zabawy słowami. Całość trwa
niecałe 40 minut.
Przejdźmy do muzyki, choć nie ukrywam, że to zawsze najtrudniej opisać.
Ogólnie to rzuca się w ...uszy, że od swojej wersji demo płyta w studiu
przeszła raczej niewiele przeróbek i wygładzeń J No ale takie miało być
podobno założenie, o czym przypominają pierwsze słowa płyty: "Muzyka jest
wszędzie. Nawet tam, gdzie myślisz, że jej nie ma", hehe i faktycznie
wszystko brzmi dosyć surowo, jak grane na żywo. Jeżeli miałabym przypisać jej
jakiś gatunek muzyczny, to jest to zdecydowanie muzyka bardziej alternatywna,
minimalistyczna niż rockowa czy jazzowa. Ktoś tam brzęka gitarką, jakiś rytm
się wybija, coś plumka a na pierwszym planie wokal Jacka Szymkiewicza, często
w chórkach. Czasami jest jakby rapowo. Jak znacie pierwszy singiel z
płyty "Dżez", to jest dla reszty w miarę reprezentatywny.
Jakby ktoś chciał to wszystko odnieść do Pogodna, to brakuje właśnie na
płycie Budynia takiego kopa, jakieś drzazgi, która uczyniła by ją
charakterystyczną. Bo niby i utwory Pogodna bywały proste muzycznie, ale jak
już zagrali takie 6 dźwięków jak w "3 chłopcach", to przyczepiał się taki
beat do człowieka i przez dwa dni nie puszczał
Zaletą "Kilofa" miały być teksty Szymkiewicza. I tutaj też mam pewne
zastrzeżenia. Oryginalne bywają niektóre zdania, skojarzenia zabawne. Ale
żeby płyta zawierała jakieś super odkrywcze spostrzeżenia to nie powiem.
Ciekawe są teksty: "Kilof", "Woland", "Pani łaskawa" i singlowy "Dżez".
Chociaż Budyń z przyjętym przez siebie stylem pisania piosenek jako wyrazu
czystego strumienia świadomości "swojskiego" chłopaka momentami mocno
przegina. Bo jakie wartości artystyczne ma mi przekazywać tekst "Prawdziwe
cudowne wypróżnienie jest możliwe. Podążaj droga światła" to ja doprawdy nie
wiem... Aż taki naturalizm mnie nie przekonuje. Nie słyszę na płycie takich
pomysłowych perełek jak "jazz piwo wino wódka jazz" czy "A co na to NATO?
NATO na to nic!" z płyt Pogodno, które potem można sobie cytować w różnych
sytuacjach. No w sumie znane już "Dobrze mi, wchodzi dżez" jest fajne.
Hmmm, niezbyt pozytywna wyszła mi ta recenzja. A przecież przyjemny ten
album, wesoły. A sam Jacek Szymkiewicz w wywiadach i czatach wydaje się być
świetnym, sympatycznym człowiekiem. Ale chyba miałam wobec niej wyższe
oczekiwania...