cze67
05.06.04, 16:37
Trzy wczesne płyty Genesis (Trespass, Nursery, Foxtrot). Brzemie mało
selektywne, dudniąca perkusja, źle słyszalny bas, mało przestrzeni (a
przecież to początek lat 70., jesteśmy już po Abbey Road i w okolicach np.
świetnie zrealizowanych płyt grupy Yes). Generalnie, może nie tragedia, ale
przeszkadza (remasterowany CD już nie tak bardzo). Paradoksalnie, lepiej
brzmi pierwsza płyta zespołu - From Genesis To Revelation.
Przykład odwrotny: instrumenty słychać wspaniale, sporo przestrzeni, wszystko
cycuś glancuś. Tylko, że to do cholery miał być grunge panie Vig, to powinno
być nieco chociaż "brudne"! Chodzi mi bowiem o Nevermind Nirvany. Uwielbiam
tę płytę, ale cholera mnie bierze gdy słyszę jak jest wymuskana.